Prolog
Coup d'état1
Powstanie jest sztuką, tak samo jak wojna.
Fryderyk Engels,
Rewolucja i kontrrewolucja w Niemczech,
1852
Są całe dekady, kiedy nic się nie dzieje - i są tygodnie, kiedy dzieją się całe dekady.
Włodzimierz Iljicz Lenin,
Najważniejsze zadanie naszych dni,
marzec 19182
Martwiła go peruka - kędzierzawa, siwoszara czupryna, która nieustannie zsuwała się z jego łysej jak kolano czaszki, grożąc zepsuciem przebrania. Włodzimierz Iljicz Uljanow - lepiej znany pod pseudonimem Lenin - walczył przez całe swoje dorosłe życie o tę chwilę. I oto był o krok od zdobycia absolutnej władzy w Rosji i wzniecenia rewolucji, która miała zmienić świat. Teraz zaś mocował się z tą żałosną czupryną, zaszyty w ciasnym mieszkanku na pierwszym piętrze budynku leżącego na robotniczych przedmieściach Piotrogrodu, podczas gdy kilka kilometrów dalej, w centrum miasta, inni tworzyli historię.
Dłużej nie mógł już znieść frustracji i niepewności. Wiedział, że wraz z małą grupą fanatycznych socjalistów, bolszewików, wzbudzał umiarkowaną sympatię ludu żyjącego w stolicy Rosji, a jeszcze mniejszą w pozostałej części kraju. Ich jedyną szansą na zdobycie pozycji było "przejęcie władzy od ulicy", teraz, za pomocą powstania przeciwko słabemu rządowi, który mógł liczyć na jeszcze mniejsze poparcie. Odpowiednia chwila była wszystkim, jak Lenin zwykł powtarzać z monotonną regularnością. Ogłosił, że przewrót musi nastąpić w środę 25 października 1917 roku albo jego wrogowie przejmą i c h moment i pokrzyżują mu szyki. Miał czterdzieści siedem lat, nie był już najlepszego zdrowia, a gdyby poniósł porażkę, taka szansa mogła się już więcej nie pojawić.
Teraz był wtorkowy wieczór 24 października i Włodzimierz Iljicz nie miał pojęcia, czy którykolwiek aspekt planu wzniecenia powstania, jaki przygotowali jego towarzysze, był rzeczywiście wprowadzany w życie. Był dowódcą odciętym od swojego sztabu generalnego i swoich oddziałów. Mianował Komitet Wojskowo-Rewolucyjny do opracowania taktycznych szczegółów przewrotu, ale jego siedziba znajdowała się po drugiej stronie miasta, w kwaterze głównej bolszewików w Instytucie Smolnym, wielkim budynku, który dawniej był szkołą dla szlacheckich córek.
To towarzysze Lenina nalegali, żeby ze względów bezpieczeństwa pozostał w schronieniu wybranym dla niego w robotniczej dzielnicy Wyborskiej, w domu Margarity Fofanowej, lojalnej członkini partii, której nakazano pilnować, aby Lenin nie opuszczał mieszkania. Spędził więc większą część dnia na przemierzaniu z narastającą irytacją dużego pokoju tam i z powrotem. Niemal nikt go nie odwiedzał i nie dochodziły do niego żadne wieści mniej więcej do osiemnastej, kiedy to Fofanowa wróciła i powiedziała mu, że wydaje się, iż nigdzie w mieście nie ma ani śladu bolszewickich oddziałów szturmowych i czerwonogwardzistów. "Nie rozumiem ich - powiedział Lenin. - Czego, do cholery, się boją? Zapytaj po prostu, czy mają stu zaufanych żołnierzy albo czerwonogwardzistów z karabinami. To wszystko, czego mi trzeba".
Zniecierpliwiony Lenin martwił się, że jego Komitet Wojskowy, którego niewielu członków miało jakiekolwiek doświadczenie bojowe, sfuszeruje przewrót. Gorzej - wyobrażał sobie, że jego cywilni towarzysze pod jego nieobecność w ogóle zrezygnowali z powstania. Wiedział, że wielu, nawet w jego najbliższym kręgu, wątpiło, że bolszewicy mogą przejąć władzę, nie mówiąc już o jej zachowaniu; niektórzy obawiali się też, że zawisną na latarniach, jeśli spróbują tego dokonać. Lenin, niemal jak zawsze od blisko dwóch dekad przewodzenia podziemnemu ruchowi rewolucyjnemu, narzucił im swoją wolę. Straszył ich, przymilał się, a wreszcie zaszantażował, że zrezygnuje, pozostawiając bolszewików bez sternika. Wreszcie dwa tygodnie temu uzyskał potwierdzenie, że większość ważnych figur partyjnych pójdzie za nim. Nadal jednak istniało ryzyko, że zmienią zdanie i odwołają przewrót. Władza mogła mu umknąć.
Lenin pośpiesznie nagryzmolił poruszającą prośbę do swoich towarzyszy: "Jasne jak słońce, że teraz już zwlekanie z powstaniem równa się śmierci - napisał. - Z całą mocą zapewniam towarzyszy, że teraz wszystko wisi na włosku (...). (...) czekać nie wolno. Trzeba za wszelką cenę dziś wieczorem, dziś w nocy aresztować rząd (...). Czekać nie wolno!! Można stracić wszystko!! (...) Historia nie wybaczy zwłoki rewolucjonistom, którzy mogli zwyciężyć dzisiaj (i na pewno zwyciężą dzisiaj), ale ryzykują, że jutro stracą wiele, ryzykują, że stracą wszystko. (...) Rząd chwieje się. Trzeba go d o b i ć za wszelką cenę" - po czym kazał Fofanowej zanieść notatkę do lokalnej siedziby partii i przekazać swojej żonie, Nadieżdzie Konstantinownej Krupskiej, "i nikomu innemu". Miała się ona upewnić, że notatka dotrze do najwyższych urzędników partyjnych.
Lenin był zdesperowany, by dostać się do Smolnego. Dowódca powinien dowodzić, a nie się ukrywać. Wydano jednak nakaz jego aresztowania i znajdował się w niebezpieczeństwie. Żył w ukryciu od początku lipca, przez trzy miesiące w Finlandii, a przez ostatnie trzy tygodnie w Piotrogrodzie. Na początku władze bez przekonania podejmowały starania, by go schwytać, ale przed kilkoma dniami ostrzeżono bolszewików, że rząd jest teraz znacznie bardziej zdeterminowany, by go wytropić. Ryzyko utraty życia dodatkowo zwiększał fakt, że w Piotrogrodzie załamały się rządy prawa, a wzrost przemocy ze strony różnej maści kryminalistów sprawiał, że w niektóre rejony miasta niebezpiecznie było się zapuszczać. "Rabunki tak się rozpowszechniły, że spacerowanie po przedmieściach było niebezpieczne... - napisał pewien reporter. - Któregoś wieczoru widziałem, jak na ulicy Sadowej tłum złożony z kilkuset ludzi pobił i stratował na śmierć żołnierza schwytanego na kradzieży"3.
* * *
Niedługo po dwudziestej pierwszej w mieszkaniu pojawił się ochroniarz Lenina, Eino Rahja. Był to fiński bolszewik, który stał się bliski Leninowi w ciągu wielu lat spędzonych na wygnaniu. Powiedział, że rząd nakazał podniesienie wszystkich mostów na Newie. Gdyby się to udało, dzielnica Wyborska zostałaby odcięta od centrum, a jeśli rząd zmobilizowałby odpowiednią liczbę żołnierzy, mógłby dzielnica po dzielnicy przejąć kontrolę nad Piotrogrodem, odcinając oddziały Czerwonej Gwardii od siebie nawzajem i przecinając linie komunikacyjne. "Dobrze, zatem ruszamy do Smolnego" - powiedział Lenin. Rahja ostrzegł go, że nie ma transportu i będą musieli iść pieszo. "To zajmie całe godziny - i jest bardzo ryzykowne". Obaj nie mieli przepustek, które pozwalałyby im wejść do centrum miasta. Lenin uznał więc, że w takim razie powinni wyruszyć natychmiast. Znalazł kawałek papieru i zostawił wiadomość dla Fofanowej: "Poszedłem tam, dokąd nie chcieliście, abym chodził. Do widzenia. Iljicz".
Lenin przywdział swoje przebranie - stare ubranie robotnika, okulary i perukę, która nie chciała trzymać się na głowie, nawet gdy włożył robotniczą czapkę z daszkiem, która miała stać się znana w nadchodzących latach. Wcześniej tego lata zgolił charakterystyczną rudą bródkę. Teraz owinął jeszcze twarz brudną chustką i w razie zatrzymania miał mówić, że boli go ząb.
Wyszli w zimną, wietrzną noc. Lenin uważał, że będzie padać, dlatego włożył dodatkowo kalosze na buty. Przeszli kilkaset metrów, ale mieli szczęście, gdyż nadjechał na wpół pusty tramwaj. Pokonali nim kilka kilometrów i wysiedli na rogu piotrogrodzkiego Ogrodu Botanicznego, blisko Dworca Fińskiego, gdzie linia kończyła bieg. Autorzy wielu późniejszych radzieckich opracowań historycznych podają, że Lenin rozmawiał w tramwaju z konduktorką, która zapytała go: "Skąd jesteście? Nie wiecie, że będzie rewolucja? Wyrzucimy panów!". Na co Lenin miał się roześmiać z całego serca i wyjaśnić kobiecie, jak przebiega rewolucja - ku wielkiej irytacji Rahji, który obawiał się, że Lenin się zdemaskuje.
Była już niemal północ, gdy tramwaj zatrzymał się przy moście Litiejnym. Wędrówka stała się trudna i niebezpieczna. Jeden koniec mostu był strzeżony przez Czerwoną Gwardię, której członkowie uwierzyli, że para to prawdziwi proletariusze, i przepuścili ją. Drugi koniec znajdował się wciąż w rękach oddziałów rządowych, które sprawdzały przepustki. Ale dwaj mężczyźni mieli znowu szczęście, bo dokładnie w tej chwili grupa robotników kłóciła się z żołnierzami, wykorzystali więc okazję, żeby minąć cichcem żołnierzy.
Ruszyli Prospektem Litiejnym - blisko Smolnego - ale wpadli na dwóch kadetów, młodych oficerów, którzy poprosili ich o dokumenty. Rahja był uzbrojony w dwa rewolwery i jeśli byłoby to konieczne, był gotów walczyć. Wpadł jednak na lepszy pomysł. Wyszeptał do Lenina: "Dam sobie z nimi radę, wy idźcie" - i Lenin ruszył dalej. Rahja odciągnął uwagę żołnierzy, wdając się z nimi w sprzeczkę, chwiejąc się na nogach i obrzucając ich obelgami. Kadeci początkowo sięgnęli po pistolety, ale w końcu pozwolili im przejść, myśląc, że to jedynie dwóch nieszkodliwych starych pijaków. Marksiści nie powinni wierzyć w szczęśliwy traf, przypadek albo zbieg okoliczności, tylko raczej wyjaśniać swoje życie za pomocą szerszych sił historycznych. Ale drugi z najbardziej wpływowych przywódców bolszewickich w 1917 roku, Lew Trocki, stwierdził po prostu, że gdyby Lenin został aresztowany, zastrzelony albo nie byłoby go w Piotrogrodzie, nie byłoby rewolucji październikowej.
Dotarli do "wielkiego Smolnego", ogromnego budynku w stylu palladiańskim i w kolorze ochry, z kolumnową fasadą szeroką na ponad sto pięćdziesiąt metrów. Była to "wewnętrzna scena rewolucji". Tej nocy "cały jaśniał od świateł i z daleka przypominał oceaniczny liniowiec na ciemnym morzu". Gdy podeszło się bliżej, "brzęczał jak gigantyczny ul". Młodzi czerwonogwardziści stali przed budynkiem, "stłoczona grupa chłopców w robotniczych ubraniach, którzy nosili karabiny z nasadzonymi bagnetami i rozmawiali między sobą nerwowo", ogrzewając dłonie nad ogniskami. Lenina nie rozpoznano, ale jego problemy się nie skończyły. Wraz z Rahją mieli nieaktualne przepustki - białe zamiast nowych, czerwonych, wydanych rankiem tego dnia. "To śmiechu warte, co to za bałagan! - wykrzyknął Rahja. - Nie chcecie wpuścić członka Piotrogrodzkiej Rady!" Kiedy to nie zadziałało, Lenin również zaczął wykłócać się ze strażnikami. Dopiero gdy ludzie stojący za nim w kolejce zaczęli narzekać na zwłokę, napierać i przepychać się, strażnicy wpuścili ich do środka. "Lenin wszedł, śmiejąc się" - wspominał później pewien mężczyzna znajdujący się w tłumie. Kiedy uchylił czapki strażnikom, spadła mu peruka.
Lenin nigdy wcześniej nie był w tym budynku i nie wiedział, dokąd iść. Od tygodni w Smolnym koczowali żołnierze śpiący na korytarzach, rewolucyjni politycy, konspirujący w labiryncie stu dwudziestu pokojów, i dziennikarze przyglądający się, jak tworzy się historia rewolucji październikowej. Wszędzie panował przytłaczający smród. "Powietrze było gęste od dymu papierosów; podłogi zasłane były śmieciami i wszędzie było czuć zapach uryny. Na ścianach zawieszono nic niedające napisy: "Towarzysze, proszę zachować czystość"". Rahja zaprowadził Lenina, nadal starającego się ukryć swoją tożsamość, na piętro, gdzie było równie wielu jego przeciwników co przyjaciół.
Na szczycie schodów mężczyźni spotkali Trockiego, przewodniczącego Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego, człowieka odpowiadającego za planowanie przewrotu. "Przebranie Włodzimierza Iljicza stanowiło osobliwy widok" - powiedział później Trocki. Gdy się witali, dwaj prominentni przedstawiciele opozycyjnej grupy socjalistycznej uważnie przyjrzeli się Leninowi, uśmiechnęli się i spojrzeli porozumiewawczo na siebie. "Cholera, rozpoznali mnie, dranie" - wymamrotał.
Lenina zaprowadzono do pokoju numer dziesięć, gdzie od wielu dni nieustannie obradował Komitet Wojskowo-Rewolucyjny. "Zobaczyliśmy trochę siwiejącego starszego mężczyznę, noszącego pince-nez - wspominał Władimir Antonow-Owsiejenko, który niebawem miał zostać jednym z najbardziej bezlitosnych bolszewickich cyngli. - Można było go wziąć za nauczyciela albo antykwariusza. Zdjął perukę... i wtedy poznaliśmy jego oczy, jarzące się jak zwykle iskierką humoru. "Jakieś wieści?" - zapytał".
Lenin przebywał w ukryciu i nie znał szczegółów przewrotu. Artysta powstania malował szerokimi pociągnięciami pędzla. Teraz zobaczył plany miasta rozpostarte na stołach i posłuchał o tym, jak kluczowe punkty Piotrogrodu do rana znajdą się w rękach bolszewików. Do dyspozycji mieli około dwudziestu pięciu tysięcy uzbrojonych czerwonogwardzistów, ale potrzebowali tylko niewielkiego ułamka tej liczby, stwierdził Trocki. Rewolucjoniści mieli przejąć władzę bez jednego wystrzału.
W rogu sali położono kilka koców i poduszek i Lenin wraz z Trockim z nich skorzystali. Ale obaj nie mogli zasnąć. O drugiej nad ranem Trocki spojrzał na zegarek i powiedział: "Zaczęło się". Lenin odpowiedział: "Kręci mi się w głowie. Od ucieczki do najwyższej władzy - to za dużo" i - jak twierdził Trocki - zrobił znak krzyża4, 5.
Mit głosił, że rewolucja była operacją nienagannie zorganizowaną przez grupę wysoce zdyscyplinowanych spiskowców, którzy przez cały czas wiedzieli dokładnie, co robią. Taka wersja wydarzeń odpowiadała obu stronom. Historycy radzieccy w kolejnych dekadach przedstawiali "sławetny październik" jako powstanie mas w błyskotliwy sposób poprowadzonych przez mistrza chwili i taktyki Włodzimierza Iljicza Lenina oraz jego zręcznych, bohaterskich pomocników z partii bolszewickiej, którzy ściśle trzymali się planu. Pokonani biali, jak niebawem zaczęto ich nazywać, nie podważali tego mitu, bo był dla nich wygodny: stracili władzę w wyniku precyzyjnie obmyślanego przewrotu wojskowego, kierowanego przez złego geniusza, który w swoich planach, niezależnie od tego, jak bardzo diabolicznych, sprytnie uwzględnił chaos panujący na ulicach Piotrogrodu. Zwolennicy lojalistów nie byliby pod wrażeniem - a i uraziłoby to ich miłość własną - gdyby rozgłaszano, że zostali pobici przez grupę spiskowców, którzy niemal sfuszerowali swoją rewolucję. Bolszewicy bowiem mogli z łatwością przegrać, gdyby w pewnych kluczowych momentach spotkali się z nieco silniejszym oporem.
W rzeczywistości spisek był najgorzej chronioną tajemnicą w historii. Każdy w Piotrogrodzie słyszał, że bolszewicy przygotowują przewrót. Dyskutowano o tym w prasie przez dziesięć poprzedzających go dni. Główna prawicowa gazeta "Riecz" ("Mowa") ujawniła nawet datę, 25 października, a lewicowa "Nowaja Żizń" ("Nowe Życie"), prowadzona przez pisarza Maksyma Gorkiego, przestrzegała bolszewików przed użyciem przemocy i "dalszym rozlewem krwi w Rosji".
Rzekomo doskonały terminarz powstania był tak nieprecyzyjny, że nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie się ono zaczęło. W pewnym momencie gubernator Piotrogrodu wysłał delegację do przedstawicieli obu stron, próbując ustalić, czy powstanie już się nie rozpoczęło. Nie mógł jednak dostać dokładnej odpowiedzi. Bolszewicy mieli niewielkie doświadczenie wojskowe. Aleksander Genewski, jeden z ich głównych dowódców na miejscu wydarzeń, był przez pewien czas porucznikiem w carskiej armii uznanym za niezdolnego do służby po zatruciu podczas ataku gazowego na początku pierwszej wojny światowej. Poproszono go, żeby został "generałem" w siłach buntowników. Zgodnie z jego rozkazami rewolucjoniści mieli informować na bieżąco planujących działania wojskowe w Smolnym o wydarzeniach za pomocą telefonu pod numerem, który - jak mu powiedziano - miał być zawsze wolny: 148-11. Te kilka razy, kiedy numer działał, był zajęty. Bolszewikom bowiem nie udało się opanować piotrogrodzkiego systemu telefonicznego i musieli wysyłać gońców ulicami miasta. A kluczowe siły marynarzy z floty kronsztadzkiej - godnych zaufania zwolenników bolszewików - przybyły do Piotrogrodu dzień za późno.
Zwyciężyli, ponieważ druga strona, Rząd Tymczasowy i jego stronnicy - koalicja centroprawicy, liberałów i umiarkowanych socjalistów - była jeszcze bardziej niekompetentna i podzielona, poza tym nie traktowała bolszewików poważnie do momentu, gdy było już za późno. Ale główny powód ich zwycięstwa był taki, że większości ludzi nie obchodziło, która strona zwycięży. W rzeczywistości niewielu zdawało sobie sprawę, że dzieje się coś istotnego, aż było już po wszystkim6.
W Smolnym Lenin nie mógł w nocy spać. Nieustannie ślęczał nad mapami i z niepokojem oczekiwał na wieści. Był zapalczywy, ciągle domagał się bardziej wiarygodnych informacji i skuteczniejszego działania, nalegając na przyśpieszenie rewolty. "Pracował w szaleńczym tempie, rozsyłając na wszystkie strony zdyszanych kurierów i odprawiając adiutantów (...) wśród stukotu telegrafów". Pośpiesznie przygotowywał oświadczenia i dekrety, które miał ogłosić, kiedy władza zostanie już przejęta. Przemieszczał się długim korytarzem, na którym ludzkie wyziewy mieszały się z zapachem gotowanej kapusty z jadalni znajdującej się na parterze budynku, między salą numer dziesięć, gdzie spotykał się Komitet Wojskowo-Rewolucyjny, i "maleńkim pokojem" numer trzydzieści sześć, gdzie obradowała reszta przywództwa Komitetu Centralnego partii "wokół słabo oświetlonego stołu z płaszczami rozrzuconymi na podłodze. Ludzie nieustannie pukali do drzwi z wiadomościami".
W pewnej chwili, niedługo po wschodzie słońca, towarzysze zaczęli omawiać formę nowego rządu. Lenin zastanawiał się, jak powinni się nazywać jego członkowie. "Aby tylko nie ministrami - stwierdził. - Wstrętna, zużyta nazwa". "Może komisarzami - zasugerował Trocki - tylko że teraz zbyt wielu jest komisarzy. (...) A może komisarzami ludowymi?" "Komisarze ludowi? No cóż, to chyba nieźle brzmi. A rząd jako całość?" "Rada Komisarzy Ludowych, co?" "To świetne: okropnie pachnie rewolucją"7.
Później nastąpiła farsa udawanej skromności wśród rewolucjonistów, którzy w ciągu kilku godzin mieli stać się najwyższymi oligarchami sprawującymi niesamowitą władzę nad życiem milionów ludzi. Lenin zaproponował, żeby Trocki był szefem rządu, podczas gdy on sam miał pozostać przywódcą partii bolszewickiej. Nikt nie wiedział, czy mówi poważnie, ale nieco się zdziwił, kiedy Trocki odmówił. "Wiecie bardzo dobrze, że Żyd nie może być premierem w Rosji - powiedział. - A poza tym nieustannie byście się ze mną nie zgadzali. Wy jesteście przywódcą. To musicie być wy". Decyzja była jednogłośna8.
W ciągu nocy mała grupa czerwonogwardzistów przejęła nadzór nad strategicznymi miejscami w Piotrogrodzie. Do świtu zabezpieczono wszystkie mosty przez Newę, poza mostem Mikołajewskim przy Pałacu Zimowym. Wcześniej opanowano Twierdzę Pietropawłowską, położoną bezpośrednio za rzeką, której działa spoglądały w kierunku pałacu, gdzie rezydował premier Aleksander Kiereński i gdzie spotykał się rząd. Dało się słyszeć kilka wystrzałów, ale walki nie rozgorzały. "Stało się to, gdy miasto było pogrążone w głębokim śnie - zanotował Nikołaj Suchanow, którego opis rewolucji pozostaje najlepszym świadectwem wydarzeń. - Bardziej przypominało to zmianę warty niż powstanie". O szóstej rano padł Bank Państwowy, godzinę później - centrala telefoniczna, poczta i budynek telegrafu. Do ósmej rebelianci zajęli wszystkie dworce kolejowe. Niemal bez jednego wystrzału opanowali środki komunikacji w całym Piotrogrodzie. Nie było ofiar. Teoretycznie rząd mógł wezwać do wsparcia oddziały garnizonu miejskiego, liczącego około trzydziestu pięciu tysięcy ludzi. Jak jednak przewidział Trocki, nawet jeśli większość żołnierzy nie wzięłaby strony bolszewików, nie byli oni również gotowi walczyć z nimi.
* * *
Moment wybuchu powstania miał kluczowe znaczenie w politycznej strategii Lenina. Ponieważ car abdykował dziewięć miesięcy wcześniej, władza była podzielona między kolejne rządy koalicyjne, które stawały się coraz słabsze, i sowiety. W języku rosyjskim słowo "sowiet" znaczy po prostu "rada" i były to pośpiesznie wybrane delegacje robotników i żołnierzy, przypisujące sobie wzniecenie rewolucji lutowej, która obaliła samodzierżawie Romanowów.
Lenin wykluczył uczestnictwo bolszewików w rządzie, ale przez kilka miesięcy mieli oni niewielką większość w Piotrogrodzkiej Radzie Delegatów Robotniczych i Żołnierskich. Plan Lenina zakładał obalenie rządu i ogłoszenie, że teraz bolszewicy działają w imieniu rad, co miało zapewnić im polityczną przykrywkę i pozory poparcia ze strony ludu, choć realna władza spoczywałaby w rękach Lenina i jego popleczników. Był tylko jeden poważny szkopuł. Tego dnia w południe miał się odbyć zjazd rad - we wspaniałej biało-złotej sali balowej Smolnego, bezpośrednio pod labiryntem pokojów, w których bolszewicy planowali przewrót. Lenin miał zakomunikować na nim przejęcie władzy jako fakt dokonany i ogłosić zwycięstwo rewolucji. Ale rząd nadal trwał, a Pałac Zimowy - symbol władzy w Rosji od czasów Katarzyny Wielkiej - nie upadł.
Lenin dowiedział się od swojego Komitetu Wojskowego, że przejęcie pałacu będzie proste i potrwa od pięciu do sześciu godzin. Ale cała operacja miała zająć ponad piętnaście godzin z powodu całego ciągu błędów, które można by uznać za groteskowe, gdyby stawka nie była tak wysoka.
* * *
O godzinie dziewiątej Lenin zażądał, by rząd ustąpił. Nie dostał żadnej odpowiedzi. Premier Kiereński wyjechał zaraz po świcie do kwatery głównej armii, próbując nakłonić lojalne wobec rządu oddziały do stłumienia rebelii. Bolszewicy zaś nie poczynili żadnych kroków, żeby go powstrzymać, choć ucieczka Kiereńskiego nie była łatwa. Przed pałacem stało bowiem trzydzieści samochodów, ale żaden z nich nie był na chodzie. Premier nie mógł nawet znaleźć taksówki, która zawiozłaby go na miejsce. Nakazano więc posłańcowi, żeby zorientował się, gdzie szef rządu może zarekwirować jakiś działający pojazd. Ambasada brytyjska odmówiła, ale urzędnik z poselstwa amerykańskiego dał się przekonać i oddał Kiereńskiemu do dyspozycji do swojego powrotu swój samochód marki Renault9. Innemu urzędnikowi udało się skombinować luksusowy kabriolet Pierce-Arrow i trochę paliwa. Kiereńskiego wieziono więc przez plac Pałacowy i ulice z otwartym dachem, przez co łatwo było go rozpoznać.
Kiedy ministrowie zebrali się w południe w Sali Malachitowej Pałacu Zimowego, odmówili podania się do dymisji i zdecydowali pozostać przy władzy dopóty, dopóki będzie to możliwe; "Skazani na przegraną, samotni i porzuceni, chodziliśmy w kółko w tej wielkiej pułapce na myszy" - napisał w swoim dzienniku Pawieł Malantowicz, minister sprawiedliwości.
Lenin wpadał w gwałtowny, nieposkromiony "gniew", jak często mówiła jego żona Nadia, a ataki te stawały się coraz częstsze, w miarę jak jego zdrowie się pogarszało. Do tego dochodziły bezsenność i coraz silniejsze bóle głowy, które zawsze go nękały. Przez większość dnia był więc wściekły, ponieważ wydawało się, że jego plany wojskowe się rozsypują. Przesunął swoje pojawienie się na Zjeździe Rad z południa na piętnastą, ale gdyby musiał odłożyć je na jeszcze późniejszą godzinę, cała jego strategia polityczna mogłaby upaść. Najważniejsze bowiem było to, by przedstawić zamach stanu jako pełen sukces, dobrze przeprowadzoną akcję. W sali numer dziesięć Smolnego wyszczekiwał więc rozkazy swoim adiutantom i dowódcom Czerwonej Gwardii i rozsyłał dziesiątki not, prosząc o szybsze działania w celu przejęcia pałacu. Prośby te wkrótce zmieniły się w żądania, a później w groźby. Chodził po pokoju jak lew w klatce, wspomina Nikołaj Podwojski, jeden z wyższych urzędników Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego: "Włodzimierz Iljicz łajał, krzyczał. Potrzebował pałacu za wszelką cenę. Mówił, że jest gotów nas zastrzelić"10.
Ministrowie trwali w ogromnym, ale ponurym symbolu imperialnej Rosji, który był siedzibą Rządu Tymczasowego, od lipca. W tym liczącym wtedy tysiąc pięćset pomieszczeń pałacu, ciągnącym się przez dwieście metrów budynku, którego front wychodził na Newę, rozegrała się większa część carskiej historii. Kiereński wprowadził się do położonych na drugim piętrze pokoi, należących kiedyś do imperatora, z panoramicznymi oknami, z których podziwiać można było gmach Admiralicji. W czasie pierwszej wojny pałac wykorzystywano jako szpital dla rannych, a tego dnia znajdowało się w nim około pięciuset pacjentów. Na ogromnym wewnętrznym dziedzińcu trzymano setki koni należących do dwóch kompanii Kozaków odpowiedzialnych za obronę rządu. Poza Kozakami na terenie budowli przebywało jeszcze dwustu dwudziestu kadetów ze szkoły wojskowej w Oranienbaumie, czterdziestu żołnierzy z oddziału rowerowego piotrogrodzkiego garnizonu i dwieście kobiet z uderzeniowego batalionu śmierci11. Takie wsparcie Rząd Tymczasowy mógł wykorzystać do obrony stolicy - i samego siebie - spośród dziewięciu milionów Rosjan stanowiących siły zbrojne w tym kraju.
Szturm na Pałac Zimowy - najważniejsze wydarzenie rosyjskiej rewolucji - był tak niedopracowany, że amerykański dziennikarz John Reed i jego żona Louise Bryant mogli w jego trakcie spacerować po budynku przez nikogo niezatrzymywani. Służba w niebieskich carskich uniformach odebrała od nich jak zwykle wierzchnie okrycia, a kilku kadetów ze szkoły wojskowej oprowadziło ich po wnętrzach. Na parterze: "Korytarz kończył się wielkim pięknym pokojem o złoconych gzymsach i ogromnych kryształowych żyrandolach - pisał Reed. - Po obu stronach na posadzce szeregi brudnych materaców i prześcieradeł. Tu i ówdzie leżeli na nich żołnierze. Wszędzie kupki niedopałków, kawałki chleba, części garderoby i puste butelki po drogich francuskich winach. Im dalej, tym więcej żołnierzy z czerwono-złotymi naramiennikami szkoły junkrów. Powietrze było ciężkie od dymu tytoniowego i odoru niemytych ciał. Jeden z żołnierzy trzymał butelkę białego burgunda, widocznie wyciągniętą z pałacowej piwnicy. (...) Wszystko to zostało zamienione na wielkie koszary".
O piętnastej Lenin nie mógł już zwlekać. Pojawił się przed Zjazdem Rad w Smolnym i bezczelnie ogłosił zwycięstwo, choć rząd jeszcze nie upadł, ministrowie nie zostali aresztowani, a Pałac Zimowy ciągle nie znajdował się w rękach bolszewików. Było to pierwsze wielkie kłamstwo reżimu radzieckiego. Lenin odczytał oświadczenie, które przygotował wczesnym rankiem, kiedy sądził, że powodzenie przewrotu jest już zupełne.
Do obywateli Rosji!
Rząd Tymczasowy został obalony. Władza państwowa przeszła w ręce organu Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich - Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego, który stoi na czele piotrogrodzkiego proletariatu i garnizonu.
Sprawa, o którą walczył lud: niezwłoczne zaproponowanie demokratycznego pokoju, zniesienie obszarniczej własności ziemi, kontrola robotnicza nad produkcją, utworzenie rządu radzieckiego - ta sprawa jest zagwarantowana.
Niech żyje rewolucja robotników, żołnierzy i chłopów!
Ogłoszenie, że bolszewicy przejęli władzę, było tak ważne dla jego planu, że był gotów to wymyślić12.
Kiedy Lenin wrócił na górę, nie mógł opanować gniewu. Nakazał ostrzelać pałac z Twierdzy Pietropawłowskiej, ale tragikomedia i absurd tego oblężenia miały się dopiero rozpocząć. Wraz z upływem dnia zaplanowane działania coraz bardziej się opóźniały i trudno było się trzymać jakichkolwiek terminów. Bolszewiccy artylerzyści byli zupełnie niekompetentni. W twierdzy znajdowało się pięć ciężkich dział polowych, ale były to okazy muzealne, z których od lat nie strzelano i których od miesięcy nie czyszczono. Znaleziono jakieś lżejsze działa szkoleniowe, ale nikt nie wiedział, gdzie znajdują się trzycalowe pociski do nich. Później okazało się, że broń pozbawiona jest też celowników. I tak późnym popołudniem komisarze w końcu zrozumieli, że działa, na które zwrócono uwagę w pierwszej kolejności, trzeba jednak wyczyścić.
Sprawy przybierały coraz bardziej surrealistyczny obrót. Nawet proste zadanie polegające na wciągnięciu czerwonej latarni na szczyt fortecznego masztu flagowego - sygnał do rozpoczęcia ostrzału i ataku z ziemi - przekraczało możliwości powstańców. Nie można bowiem było znaleźć czerwonej latarni. Bolszewicki dowódca twierdzy Gieorgij Błagonrawow poszedł do miasta poszukać odpowiedniej lampy, ale zgubił się i ugrzązł w błocie. Gdy w końcu wrócił z purpurową latarnią, nie mógł przymocować jej do masztu flagowego. I tak buntownicy zarzucili pomysł nadania sygnału.
O wpół do dziewiętnastej powstańcy, którzy od kilku dni kontrolowali pobliską bazę marynarki w Kronsztadzie, rozkazali krążownikom Aurora i Amur popłynąć w górę rzeki i zacumować naprzeciwko Pałacu Zimowego. Dziesięć minut później wysłali ultimatum: "Rząd i oddziały muszą skapitulować. To ultimatum wygasa o 19.10. Po upływie tego terminu natychmiast otworzymy ogień".
Ministrowie odrzucili ultimatum. O 18.50 zasiedli do kolacji - barszczu, duszonej ryby i karczochów. W tym momencie obrońcy byli gotowi się poddać i ugiąć przed nieuniknionym. "Żołnierze chcieli tylko palić, pić i przeklinać swoją beznadziejną sytuację" - wspominał jeden z oficerów. Większość z nich zniknęła, gdy nadszedł wieczór. Spora część kadetów poszła poszukać czegoś na kolację, a niektóre członkinie batalionu kobiecego również się oddaliły. Kozacy, jedyni żołnierze z przeszkoleniem wojskowym, opuścili posterunki z godnością, "zniesmaczeni Żydami i dziwkami znajdującymi się w środku". Pozostało mniej niż dwustu pięćdziesięciu obrońców. Czerwona Gwardia mogła z łatwością wkroczyć w każdej chwili.
Rząd nadal ogłaszał edykty i dokonywał zmian na stanowiskach w gabinecie; minister, któremu Kiereński wcześniej tego ranka powierzył dowodzenie, postanowił, że muszą omówić mianowanie "dyktatora" w Rosji. Nigdy nie wyjaśnił, dyktatora czego, poza Salą Malachitową z jej wielkimi kolumnami, ozdobnymi kominkami i wielkimi wazonami stołowymi. Postanowiono po prostu nie poddawać się dopóty, dopóki będzie to możliwe, bo obalenie przez siły bolszewików oznaczało zgubę13.
Większość mieszkańców Piotrogrodu nie wiedziała, że dokonuje się rewolucja. Banki i sklepy były otwarte przez cały dzień, kursowały tramwaje, wszystkie fabryki działały jak zwykle - robotnicy nie mieli pojęcia, że Lenin wyzwala ich właśnie z kapitalistycznego wyzysku. Tego wieczoru Szalapin występował w Don Carlosie przed pełną salą w Domu Ludowym, a w Teatrze Aleksandryjskim grano Śmierć Iwana Groźnego Aleksieja Tołstoja. Kluby i sale koncertowe były czynne. Prostytutki przechadzały się po ulicach odchodzących od Prospektu Newskiego jak w każdy normalny środowy wieczór. Restauracje były pełne. John Reed z grupą innych amerykańskich i brytyjskich reporterów jadł kolację w Hôtel de France, blisko placu Pałacowego. Wrócili oglądać rewolucję po entrée.
W radzieckiej mitologii w kolejnych dekadach rewolucję przedstawiano jako ludowe powstanie mas. Nic nie mogło być dalsze od prawdy. Ówczesne fotografie ukazują kilka izolowanych miejsc w mieście, w których garstka czerwonogwardzistów łaziła bez celu tu i tam. Nigdzie nie było wielkich tłumów, żadnych barykad, żadnych walk ulicznych. Nie można ustalić, ilu ludzi wzięło udział w wydarzeniach w tych kilku miejscach Piotrogrodu, które miały znaczenie dla powstania. Trocki szacował, że "nie więcej" niż dwadzieścia pięć tysięcy, miał jednak na myśli czerwonogwardzistów, których mógł zmobilizować. Realna liczba była znacznie mniejsza - prawdopodobnie najwyżej dziesięć tysięcy osób w mieście liczącym dwa miliony mieszkańców.
Nie było szturmu na pałac, który przedstawił Siergiej Eisenstein w swoim epickim i błyskotliwym, jeśli chodzi o sztukę filmową, ale w dużej mierze fikcyjnym obrazie Październik z 1927 roku. Do jego nakręcenia zatrudniono więcej osób, niż wzięło udział w prawdziwym wydarzeniu14, 15.
O godzinie 21.40 dano sygnał do rozpoczęcia ataku za pomocą strzału ze ślepaka oddanego z Aurory, która cumowała przy Nadbrzeżu Angielskim naprzeciwko pałacu. Ministrowie padli na podłogę; wszystkie kobiety z batalionu uderzeniowego były tak przerażone, że trzeba było zabrać je do pomieszczenia na tyłach budynku, żeby się uspokoiły. Dwadzieścia minut później działa Twierdzy Pietropawłowskiej zaczęły strzelać ostrą amunicją. W stronę pałacu posłano trzy tuziny pocisków, ale tylko dwa trafiły w ten olbrzymi budynek, odłupując jakieś gzymsy. Jednemu udało się chybić nawet o kilkaset metrów16. Podwojski i Antonow-Owsiejenko, którym Lenin groził rozstrzelaniem kilka godzin wcześniej, poprowadzili do ataku na budynek małą grupkę marynarzy i czerwonogwardzistów i szybko zdali sobie sprawę, kiedy tylko zaczęli przeszukiwać pomieszczenia, że nie natrafią na niemal żaden opór. W Sali Malachitowej "strach ścisnął nas jak gwałtowna fala zatrutego powietrza" - powiedział później minister sprawiedliwości Malantowicz. "Było jasne, że koniec jest bliski".
Około godziny drugiej nad ranem niski mężczyzna z długimi rudymi włosami, kapeluszem z szerokim rondem i zwiotczałym czerwonym krawatem wkroczył do sali, "za nim tłoczył się uzbrojony tłum". Nie wyglądał na żołnierza, ale wykrzyknął piskliwym głosem: "Jestem Antonow-Owsiejenko, przedstawiciel Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego. Informuję wszystkich członków Rządu Tymczasowego, że są aresztowani!". Pomaszerowali do Twierdzy Pietropawłowskiej między tłoczącymi się grupami czerwonoarmistów, którzy wykrzykiwali: "Skończyć z nimi!", "Wrzucić ich do rzeki!". Antonow ostrzegł, że każdy, kto spróbuje ich skrzywdzić, zostanie zastrzelony. Bilans ofiar tego dnia wyniósł sześć osób zabitych i mniej niż dwudziestu rannych, wszyscy dostali się w krzyżowy ogień.
Komitet Wojskowo-Rewolucyjny miał teraz problem z kontrolowaniem własnych oddziałów. Salę po sali pałacu zapełniano skrzyniami zawierającymi skarby byłego cara, które miały zostać wywiezione do Moskwy dla bezpieczeństwa. Czerwonogwardziści jednak mieli inny pomysł. "Jeden zarzucił na ramię brązowy zegar, drugi zatknął na czapce znalezione strusie pióro i miała się na dobre rozpocząć grabież, gdy ktoś zawołał:
- Towarzysze! Nie zabierajcie niczego! Wszystko jest własnością ludu!
Dwadzieścia głosów podchwyciło od razu:
- Stać! Odłożyć wszystko! Nic nie brać! Własność ludu!
Dziesiątki rąk wyciągnęły się ku grabieżcom, wyrwano im złotogłowia i gobeliny, a dwóch ludzi odebrało rabusiowi brązowy zegar. Pośpiesznie i niedbale pakowano rzeczy na powrót do skrzyń, przy których samorzutnie stanęli wartownicy. Wszystko to odbywało się spontanicznie i w korytarzach, i klatkach schodowych długo jeszcze słychać były cichnący w oddali okrzyk:
- Dyscyplina rewolucyjna! Własność ludu!....
Inni skierowali się prosto do carskiej piwnicy z winami, jednej z najlepiej wyposażonych na świecie. Znajdowały się w niej skrzynie tokaju z czasów Katarzyny Wielkiej i Château d'Yquem rocznik 1847, ulubione wino cara Mikołaja II. "Sprawa wina (...) nabrała krytycznego znaczenia - wspominał Antonow. - Wysłaliśmy strażników z wybranych jednostek. Upili się. Postawiliśmy straże z komitetów pułkowych. Również padły. Po czym nastąpiły rozpasane bachanalia". Antonow wezwał więc piotrogrodzką straż pożarną, żeby zalała celę wodą, "ale strażacy (...) upili się, zamiast to zrobić"17.
Prawdziwy dramat natomiast rozgrywał się w Smolnym. To właśnie tam rewolucja zwyciężyła. Zjazd Rad zebrał się znów o 22.30, a wypełniona dymem sala balowa kipiała gniewem. Lenin miał nadzieję, że przewrót zostanie przypieczętowany, ale został potępiony przez wielu delegatów. Nawet kilku bolszewików miało zastrzeżenia. Oponenci Lenina strzelali prosto do jego bramki. Inne grupy socjalistyczne oświadczyły, że nie chcą mieć nic wspólnego z tym kryminalnym przejęciem władzy, i wyszły z sali, żeby już nigdy nie powrócić na jakiekolwiek wpływowe pozycje w Rosji. Mogły one skomplikować sytuację Lenina, gdyby pozostały mocną siłą opozycyjną zjednoczoną przeciwko bolszewikom. Mogły nawet zapobiec zbudowaniu dyktatury przez Lenina. Wyjście z sali było fatalnym błędem, jak niedługo potem przyznało wielu z nich. "Zrobiliśmy z bolszewików panów sytuacji - powiedział Suchanow, przeciwnik Lenina. - Opuszczając zjazd, daliśmy im monopol w radach. To nasza irracjonalna decyzja zapewniła Leninowi zwycięstwo".
Około piątej nad ranem, kiedy opozycja rozpoczynała właśnie swój marsz ku przepaści, najbardziej porywający mówca bolszewików, błyskotliwy, próżny i bezlitosny Trocki, wygłosił jedno z najsłynniejszych przemówień XX wieku. Powstanie "nie potrzebuje usprawiedliwienia - stwierdził. - To, co nastąpiło, to było powstanie, a nie spisek. (...) Masy ludzi podążyły za naszym sztandarem. Co jednak oni [wskazując na innych socjalistów] nam proponują? Mówi się nam: odwołajcie swoje zwycięstwo, idźcie na ustępstwa, na kompromis. Z kim? - pytam. Tym, którzy nas opuścili, muszę powiedzieć: jesteście żałosnymi bankrutami, wasza rola się skończyła. Idźcie tam, gdzie wasze miejsce - na śmietnik historii".
Dwie godziny później przed członkami zjazdu pojawił się Lenin. Pewien teraz zwycięstwa i już bez przebrania, promieniował radością. Stronił w swej przemowie od wszelkich retorycznych ozdobników. Odczytał Dekret o pokoju, który napisał rano, obiecujący zakończenie wojny, oraz Dekret o ziemi, obiecujący odebranie gospodarstw właścicielom ziemskim. Niektórzy starzy bolszewicy, twardzi mężczyźni i kobiety, którzy nie wierzyli, że ten moment kiedykolwiek nadejdzie, płakali. Tym, którzy zetknęli się z nim wówczas po raz pierwszy, nie przypominał rewolucjonisty mogącego stworzyć nowego rodzaju społeczeństwo i zmienić bieg historii, stwierdził John Reed. "Niewysoki, krępy, wielka łysa głowa mocno osadzona na barkach, małe oczy, duży nos, szerokie szlachetne usta i wydatna szczęka. (...) W znoszonym ubraniu, w mocno przydługich spodniach człowiek ten nie wyglądał na bóstwo tłumu (...). Niezwykły to przywódca narodu, przywódca zawdzięczający wszystko własnemu intelektowi, pozbawiony wszelkiego pozerstwa, nieulegający nastrojom, nieugięty, bezkompromisowy, nieuciekający się do żadnych efektownych chwytów - ale za to obdarzony wspaniałą umiejętnością objaśniania najgłębszych idei najprostszymi słowami i wyjątkową zdolnością analizowania konkretnych sytuacji, łączący to wszystko z niepospolitą odwagą myślenia i ogromną przenikliwością".
Niedługo po "wspaniałym październiku" Lenin powiedział, że przejęcie władzy było proste, "znaczyło to tyle, co podnieść piórko". Było to złośliwe i kłamliwe. W rzeczywiści była to długa, ciężka droga18.
1 Najlepszymi opisami rewolucji październikowej pozostają sprawozdania naocznych świadków: Nikolai Sukhanov, The Russian Revolution 1917: A Personal Record, Londyn 1955 (tłum. z rosyjskiego Zapisok o riewoluciji, opublikowanych w 1922 roku), John Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, tłum. Aleksander Dobrot (Wiktor Grosz), wyd. 4, Warszawa 1970, oraz pomimo widocznych miejscami stronniczych zniekształceń Leon Trotsky, The History of the Russian Revolution, Londyn 1934 [wyd. pol. Historia rewolucji rosyjskiej, 1932-1934, tłum. Stanisław Łukomski; cytaty z Trockiego według tekstu autora - przyp. tłum.]. Najlepszym współczesnym ujęciem w języku angielskim jest Orlanda Figesa Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891-1924 [tłum. pol. Beata Hrycak, Wrocław 2009, Wydawnictwo Dolnośląskie]. Opierałem się tutaj na wszystkich tych pracach.
2 Zdanie często przypisywane Leninowi, jednak nie ma go w artykule cytowanym przez autora (przyp. tłum.).
3 Dzieła zebrane Lenina - liczące w sumie około 9,5 miliona słów - były wielokrotnie publikowane w dawnym Związku Radzieckim. Najnowsze wydanie liczy 45 tomów i ukazywało się w latach 1965-1973. W przypisach będę cytował je jako PSS (Połnoje sobranie soczinienij). [Polskie wydanie, z którego korzystam - W.I. Lenin, Dzieła wszystkie, t. 1-55, Warszawa 1983-1990, Książka i Wiedza - opiera się na wydaniu radzieckim z lat 1958-1965 - przyp. tłum.] Listy Lenina do Fofanowej i do Komitetu Centralnego bolszewików: W.I. Lenin, 437 Notatka do M.W. Fofanowej, w: Dzieła wszystkie, t. 49, Warszawa 1989, s. 448: W.I. Lenin, List do członków KC, w: Dzieła wszystkie, t. 34, Warszawa 1987, s. 412.] Niebezpieczeństwa na ulicach Piotrogrodu: John Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, dz. cyt., s. 60.
4 Trockiego wielokrotnie pytano, czy jest absolutnie pewien, że taki ateista jak Lenin naprawdę przeżegnał się w tym uroczystym momencie. Odpowiedział, że był zaskoczony tym, co zobaczył. Nie wymyślił tego ani pamięć go nie zawodziła. Trocki był również zaskoczony tym, że kiedy Lenin powiedział, że kręci mu się w głowie, celowo użył niemieckiego wyrażenia "es schwindelt" - przypuszczalnie w celu większego nacisku.
5 Przybycie Lenina do Smolnego: Harrison Salisbury, Black Night, White Snow: Russia's Revolutions 1905-1917, Nowy Jork 1978, s. 434-442; Lew Trocki, dz. cyt., s. 288.
6 Chaos przewrotu październikowego: O. Figes, dz. cyt., s. 504-508; Nikołaj Podwojski, Lenin w oktiabrie, "Krasnaja Gazieta", 6 listopada 1927.
7 Zarówno Lenin, jak i Trocki dokładnie studiowali dzieje rewolucji francuskiej i czerpali z niej inspirację. Nazwa ta celowo pobrzmiewała echem jakobińskich commissaires, rzekomych obrońców ludu. Słowo to wywodzi się z łacińskiego commissarius, które oznacza pełnomocnika najwyższej władzy - w tym przypadku obywateli.
8 Szaleńcze tempo pracy Lenina: Nikołaj Podwojski, Lenin w oktiabrie, dz. cyt. Wybór nazwy "komisarze ludowi": Lew Trocki, Moje życie. Próba autobiografii, tłum. Jan Barski i Stanisław Łukomski, Warszawa 1990, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, s. 376.
9 Ani właściciel, amerykański dyplomata Sheldon Whitehouse, ani kierowca nie wiedzieli, jak zdemontować z błotnika flagę z paskami i gwiazdami. Wypożyczenie samochodu doprowadziło do formalnego protestu dyplomatycznego skierowanego do rządu amerykańskiego przez reżim bolszewicki - pierwszego z wielu w nadchodzących dekadach.
10 Gniew Lenina: N. Podwojski, Lenin w oktiabrie, dz. cyt.; ministrowie w Pałacu Zimowym: H. Salisbury, dz. cyt., s. 440-446; O. Figes, dz. cyt., s. 507-509; Richard Pipes, Rewolucja rosyjska, tłum. Tadeusz Szafar, Warszawa 2006, Wydawnictwo Magnum, s. 520-522.
11 Pomimo mrożącej krew w żyłach nazwy w ich skład wchodziły w większości dziewczęta z prowincji, które nie były szczęśliwe z tego powodu, że są częścią sił podejmujących rozpaczliwe wysiłki w celu utrzymania Rządu Tymczasowego, gdyż go nie popierały. Wyróżniały się wzrostem i krótko przystrzyżonymi włosami. Fotografowie, którzy robili im zdjęcia dla prasy dzień przed przewrotem, zauważyli, jak małe wydawały się w porównaniu z Kozakami. "W nocy mężczyźni stukali do naszych koszar i wykrzykiwali przekleństwa". Kiedy rozkazano im przenieść się do pałacu, usłyszały, że będą brały udział w paradzie regimentu. Nie były przygotowane na strzelanie do innych Rosjan. Również oblegający pałac bolszewicy nie byli zadowoleni z ich obecności w środku: "Ludzie powiedzą, że strzelamy do kobiet" - powiedział jeden z nich.
12 W.I. Lenin, Do obywateli Rosji!, w tegoż: Dzieła wszystkie, dz. cyt., t. 35, s. 3; oświadczenie Lenina na Zjeździe Rad: W.I. Lenin, Posiedzenie Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich 25 października (7 listopada) 1917 r., tamże, s. 4-5.
13 Rząd Tymczasowy w Pałacu Zimowym: R. Pipes, dz. cyt., s. 520-522.
14 A jeszcze więcej wzięło udział w odtworzeniu zajęcia pałacu w piątą rocznicę rewolucji w 1922 roku.
15 Piotrogród podczas przewrotu: N. Sukhanov, dz. cyt., s. 392-394; J. Reed, dz. cyt., s. 141-152.
16 Wybuchy przestraszyły Władimira Nabokowa, ośmioletniego syna sekretarza gabinetu, wyższego urzędnika państwowego Rządu Tymczasowego, w jego domu leżącym przy ulicy Morskiej, zaraz obok pałacu. Próbował w tym czasie napisać wiersz.
17 Szturm na Pałac Zimowy: N. Podwojski, dz. cyt.; O. Figes, dz. cyt., s. 511-512; Trocki, dz. cyt., s. 313-315; N. Sukhanov, dz. cyt., s. 396-399.
18 Przemówienie Trockiego na Zjeździe Rad: Isaac Deutscher, The Prophet Armed: 1879-1921, Nowy Jork 1954, s. 397; przemówienie Lenina: J. Reed, dz. cyt., s. 158-160.