Leon XIV. Papież na niespokojne czasy - o. Wiesław Dawidowski, Damian Jankowski

Kup ebooka

31.50 zł
24.45 zł (24,01 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

Kościół katolicki jest jedyną instytucją, która informację o wyborze swojego lidera przekazuje nie za pomocą oficjalnych komunikatów, konferencji prasowej czy mediów społecznościowych, ale za pośrednictwem dymu z komina. Biały dym, który pojawił się nad kaplicą Sykstyńską 8 maja 2025 roku, już w drugim dniu konklawe, zaskoczył obserwatorów tego wydarzenia na całym świecie. Tak szybko?

Gdy kardynał protodiakon wypowiedział dwa imiona: Robertus Franciscus, mała grupka augustiańskich zakonników zebrana na placu św. Piotra rzuciła się sobie w ramiona i zakrzyknęła z radości - tak głośno, że nie usłyszeli, jakie imię przybrał ich współbrat. Natomiast dziennikarze byli w szoku. Papieżem został stosunkowo mało znany, chociaż ważny kardynał, nieobstawiany raczej przez bukmacherów, z zaledwie dwuletnim doświadczeniem pracy w Watykanie. Do tego Amerykanin z Chicago, misjonarz z peruwiańskim obywatelstwem, należący do jednego z najmniejszych zakonów świata.

Nie dla wszystkich jednak taki obrót spraw był zupełnym zaskoczeniem. Kilka dni przed wyborem zgłosił się do mnie Damian Jankowski, redaktor zaprzyjaźnionej "Więzi", z prośbą: "Miej w głowie tekst, gdyby wybrali twojego współbrata, kard. Roberta Prevosta".

Pamiętnego 8 maja, gdzieś koło godziny 16, zadzwoniła znajoma siostra zakonna z pytaniem: "Może wpadniesz do nas na kawę i razem obejrzymy transmisję z Watykanu?". Odpowiedziałem: "Nie mogę, właśnie piszę tekst o kard. Prevoście, tak na wszelki wypadek, gdyby został papieżem". Dwie godziny później moje przeczucia się ziściły! Od razu na ekranie telefonu wyświetlił się numer Damiana. "Pamiętasz o tekście?". Pamiętałem! Jeszcze tej samej nocy ukazał się on na łamach portalu Więź.pl. Ciągle wzruszam się, gdy o tym wszystkim myślę.

Decyzja zapadła nazajutrz: jeden artykuł to zbyt mało. W końcu papieżem został człowiek, którego znam od dwudziestu sześciu lat. Usiądźmy i porozmawiajmy o nim. Skąd się wziął? Co go charakteryzuje? Jaką filozofię życia wyznaje?

Efekt szukania odpowiedzi na te pytania trzymacie właśnie w dłoniach. Próbujemy z Damianem zrozumieć duchowość obecnego papieża w świetle tradycji augustyńskiej. Ale przede wszystkim chcemy spojrzeć na tego papieża misjonarza w kontekście zakrętu, na jakim znalazł się dzisiaj świat.

A zatem kim jest Leon XIV? Na czym polega aktualność myśli św. Augustyna? Skąd się wzięli augustianie? I wreszcie, jakie są wyzwania tego pontyfikatu albo lepiej: jakie są marzenia nowego papieża?

Wiesław Dawidowski OSAczerwiec 2025

I.Człowiek, który jest słuchem

Damian Jankowski: Kiedy i gdzie się poznaliście?

Wiesław Dawidowski OSA: Było to w 1999 roku w Rzymie. Studiowałem wówczas teologię fundamentalną na Uniwersytecie Gregorianum. Pisałem doktorat. A o. Robert Prevost był prowincjałem w Chicago. Pamiętam dokładnie ten moment, przedstawił nas sobie jego przyjaciel z nowicjatu, o. Robert Dodaro. Działo się to na tarasie naszego Kolegium św. Moniki, wieczorową porą. Siedział też z nami mój nieżyjący już przyjaciel i mentor o. George Lawless. Była to moja pierwsza rozmowa z o. Prevostem - bardzo swobodna i serdeczna - trwała chyba z godzinę. Ojciec Dodaro przekazał nam wtedy, że to będzie nasz przyszły generał. Robert Prevost uśmiechnął się i nic nie powiedział.

DJ Przez następne dekady tych spotkań było więcej.

WD O tak, nasze kontakty zintensyfikowały się w 2012 roku, kiedy zostałem prowincjałem w Polsce. Od tego momentu o. Prevost był generałem naszego zakonu jeszcze przez rok. W ciągu tych dwunastu miesięcy blisko współpracowaliśmy. Wiele razy jeździłem do Rzymu, bo potrzebowałem wsparcia. Był zawsze serdeczny.

DJ A potem?

WD A potem widywaliśmy się na zakonnych kapitułach albo właśnie w Wiecznym Mieście.

Formalnie dużą zmianę w jego życiu stanowił rok 2014.

DJ Został wtedy biskupem w Peru.

WD Tak jest, to sprawka papieża Franciszka. Znali się jeszcze z czasów, gdy Jorge Bergoglio był metropolitą Buenos Aires, a Robert prostym misjonarzem działającym w terenie. Pracowali razem choćby nad słynnym dokumentem z Aparecidy, który określił program ewangelizacyjny dla Ameryki Łacińskiej.

Już jako biskup o. Prevost uczestniczył w naszych kapitułach generalnych. Prawo kanoniczne i zakonne określa, że zakonnik biskup nie ma wtedy czynnego ani biernego prawa głosu, ale może doradzać. Absolutnie się nie narzucał. Podczas obrad siadał najczęściej w ostatniej ławce, czasem - to w końcu świetny kanonista - spokojnie formułował jakąś prawną podpowiedź. Chociaż czasem lubił też puszczać oko lub je przymykać. Pamiętam, że kiedyś usiedliśmy obok siebie w tej ostatniej ławce. W pewnym momencie nachylił się w moim kierunku i cicho stwierdził: "Słuchaj, oni źle interpretują konstytucję...". Chodziło o naszą konstytucję zakonną.

Pamiętam taką sytuację, że podczas kapituły odprawialiśmy mszę, której przewodniczył ojciec generał, a biskup Prevost był jednym z koncelebransów. Zgodnie z przepisami liturgicznymi biskup zawsze powinien przewodzić liturgii, jeśli jest obecny, ale nasz brat Robert odstępował od tej zasady. Był po prostu wśród nas, jako jeden z nas. Nie obnosił się ze swoją biskupią godnością.

Szedł za piękną augustiańską tradycją. Znam współbraci, którzy zostawali biskupami, a na emeryturze zdejmowali pierścień, pastorał zawieszali w swoim pokoju jako ładną pamiątkę i wracali do zwyczajnego życia w klasztorze. Znowu stawali się zwykłymi mnichami - funkcja, którą wcześniej pełnili, nic a nic ich nie zmieniła. Zakładam, że o. Robert, gdyby nie został papieżem i w spokoju doczekał biskupiej emerytury, postąpiłby podobnie.

Pamiętaj, że przez ostatnie dwa lata był prefektem Dykasterii do spraw Biskupów, czyli kimś odpowiedzialnym za biskupie nominacje. Wydaje mi się, że z tym będzie się wiązało jedno z głównych zadań jego pontyfikatu w najbliższych latach. Mam na myśli zaproszenie całego Kościoła do tego, by przemyślał, na czym polega dziś rola biskupa i episkopatów. Jak powinien być sprawowany ten urząd.