Czym było sądownictwo podziemne?
Historia
Pojęcie sądów podziemnych brzmi enigmatycznie. Czy to oznacza, że
schodzono do piwnic lub kanałów, by sądzić podsądnych podziemnej Temidy
i wydawać wyroki w sprawach gardłowych? Czy też były to sądy
funkcjonujące jawnie pod nadzorem okupanta? Otóż należy odróżnić
sądownictwo powszechne, jawnie funkcjonujące na obszarze Generalnego
Gubernatorstwa, od sądownictwa niejawnego, podziemnego, związanego z największą organizacją podziemną w okupowanym kraju, tj. Związkiem Walki
Zbrojnej, a następnie Armią Krajową.
Sądownictwo jawne polskie zostało utrzymane w utworzonym Generalnym
Gubernatorstwie. Kompetencje tych sądów zostały w sposób oczywisty
ograniczone i obejmowały sprawy mniejszej wagi, jednak miały one
charakter polski i można tu mówić o pewnej ciągłości tego wymiaru
sprawiedliwości. Działał on pod niemieckim zwierzchnictwem, a polscy
sędziowie podczas rozpraw nie mogli używać polskiego godła oraz innych
insygniów Rzeczypospolitej. Co ciekawe, gdy dochodziło do kontaktów
polskich prawników ze sprawującymi nadzór nad polskimi sądami
niemieckimi wydziałam sprawiedliwości, komunikacja była merytoryczna i wolna od nazistowskiej ideologii1. Mimo nimbu elitarności
zawodu, praca w wymiarze sprawiedliwości nie dawała przywilejów podczas
okupacji. W przypadku łapanki dokument poświadczający tę pracę nie
chronił przed aresztowaniem i torturami. Co więcej, pensje za które
pracowano, były głodowe2.
Chwila refleksji pozwala na zrozumienie takiego podejścia okupanta do
pozostawienia jurysdykcji polskich sądów w sprawach mniejszej wagi,
ponieważ w życiu podczas wojny - choć tak różnym od życia codziennego w dobie pokoju - również toczyły się zwykłe spory o miedzę. Rozstrzyganie
takich spraw nie uwłaczało prestiżowi państwa okupowanego, a koniec
końców i tak to niemieckie wydziały sprawowały nadzór nad zachowanymi
polskimi sądami.
Poza sądownictwem polskim w Generalnym Gubernatorstwie działały również
sądy niemieckie. Orzekały one w sprawach osób narodowości niemieckiej.
Karały również zamachy na autorytet i bezpieczeństwo państwa
niemieckiego lub życie, zdrowie i własność jego obywateli. Poza tym
sędziowie niemieccy uzyskali uprawnienia w zakresie uchylania wyroków
polskich i przekazywania tych spraw do sądów niemieckich3.
Warto ponadto nadmienić, że dyskryminacja i terror panowały także w sądownictwie niemieckim na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy, gdzie
w zdecydowanej większości jego ofiarami byli właśnie Polacy. Za zwykłe
kopnięcie Niemca Polak mógł zostać skazany na karę śmierci. Z drugiej
strony za brutalne pobicie obywatela Polski mieszkaniec Rzeszy mógł
liczyć na uniewinnienie4.
Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że niemiecki wymiar
sprawiedliwości stał się pomocniczym organem wspierającym nazistowską
machinę terroru w likwidacji narodu polskiego5. W jednym z wyroków powojennego trybunału orzekającego w sprawie niemieckich sędziów
możemy znaleźć stwierdzenie, iż pod ich prawniczymi togami ukryte były
mordercze sztylety6.
Nie były to jednak wszystkie rodzaje sądownictwa, które funkcjonowało na
terenach podbitych. Wspomniane wyżej sądownictwo miało charakter jawny.
Jak zatem możemy nazwać sądownictwo niejawne na terenach okupowanej
Polski? Był to podziemny wymiar sprawiedliwości legitymizowany przez
władze emigracyjne i egzekwowany na terenie podbitej Polski przez
odpowiednie komórki podziemia, który stawał się narzędziem sankcji wobec
tych, których zachowania nosiły znamiona prześladowania członków
społeczeństwa lub we współpracy z okupantem narażały innych na
niebezpieczeństwo.
Taki opis sądów podziemnych byłby nadmiernym uproszczeniem, dlatego też
pierwsze trzy podrozdziały nakreślą charakter funkcjonowania trzech
rodzajów sądów podziemnych: Sądów Kapturowych, Wojskowych Sądów
Specjalnych i Cywilnych Sądów Specjalnych. Były to organy stworzone z myślą o obronie okupowanego narodu, podtrzymywania jego morale i eliminacji jednostek współpracujących z agresorem bądź zagrażających
organizacji wojskowej czy też społeczeństwu. Natomiast ostatnie dwa
podrozdziały będą poświęcone egzekucjom jako szczególnym aspekcie
funkcjonowania podziemnego aparatu sprawiedliwości, który uzupełni
wiedzę dotyczącą mechanizmów działających w podziemnej Temidzie.
Druga część tej publikacji skupia się na portretach i historiach osób,
na które polskie podziemie wydało wyrok, dlatego wprowadzenie do
sądownictwa podziemnego jest niezbędne do zrozumienia sposobu
wyrokowania kary śmierci w tym wymiarze sprawiedliwości. Nawet pomimo
faktu, iż wiele dokumentów świadczących o wyrokach zaginęło lub
orzeczenia te mogły zapadać niekiedy w nieformalnym gronie. Pochylimy
się jednakże nad prawnymi aspektami takich decyzji i posuniemy się do
pewnych refleksji związanych ze słusznością zapadłych wyroków.
Sądy Kapturowe
Niemiecki atak na Polskę bez wypowiedzenia wojny, jak i następujące
później wkroczenie Rosjan na Kresy Wschodnie zwiastowały nadchodzącą
rychłą klęskę Rzeczypospolitej w kampanii wrześniowej. Wskutek tego
polski rząd postanowił ewakuować się do Rumunii. Przepisy konstytucji
kwietniowej uprawniały prezydenta do wyznaczenia swego następcy w wypadku wybuchu wojny. Prawo pozwalało zachować ciągłość władzy i zabezpieczyć jej legalne przekazanie na ręce kontynuatora. Nie obyło się
jednak bez politycznych kontrowersji podczas samego wyznaczenia
następcy. Ówczesny prezydent Ignacy Mościcki początkowo mianował do
pełnienia tej funkcji słynnego adiutanta marszałka Józefa Piłsudskiego,
tj. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, który sprawował wtedy urząd
polskiego ambasadora w Rzymie. Z powodu nacisku polskiej
przedwrześniowej opozycji i polityków francuskich, którzy nie zgadzali
się z tą kandydaturą, adiutant Piłsudskiego postanowił tej nominacji nie
przyjąć, w rezultacie czego prezydent Mościcki wyznaczył na swego
następcę Władysława Raczkiewicza7.
Sanacyjna przeszłość Wieniawy-Długoszowskiego zablokowała mu karierę
prezydencką, ponieważ w dobie błyskawicznej klęski państwa polskiego
odpowiedzialność za nią spadła na obóz sanacyjny i ludzi sympatyzujących
z ruchem piłsudczykowskim. Raczkiewicz jako bardziej neutralny kandydat
stał się akceptowalny dla sił politycznych szykujących nowe miejsce dla
polskiego rządu po wrześniowej klęsce. Pomimo tego przesilenia
Mościckiemu udało się skutecznie zrzec urzędu, co w następstwie dalszych
wydarzeń - otrzymania władzy przez nowego prezydenta i ukonstytuowania
się nowego rządu we Francji - pozwoliło zachować legalną kontynuację
państwowych władz Rzeczypospolitej.
Poza działaniami związanymi z ustabilizowaniem sytuacji politycznej
poprzez stworzenie rządu za granicą, w nocy z 26 na 27 września 1939
roku powołano do życia Służbę Zwycięstwu Polski8. Organizacja ta
przecierała szlaki późniejszym wojskowym organizacjom konspiracyjnym -
Związkowi Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. O złożoności procesów
kształtujących polskie podziemie możemy przeczytać w podrozdziale "Akcja
scaleniowa". Od pierwszych dni okupacji stawało się również oczywiste,
że trzeba będzie powołać jakiś rodzaj sądownictwa, który byłby elementem
polskiego oporu i sądziłby osoby współpracujące z okupantem.
Pośpiech przy tworzeniu takich struktur nigdy nie jest jednak dobrym
doradcą, zwłaszcza że sądy takie miały orzekać o życiu i śmierci.
Niemniej jednak oczywiste było, że taka potrzeba istnieje. Podczas
funkcjonowania Służby Zwycięstwu Polski nie utworzono regularnej siatki
sądów, które objęłyby swoją działalnością cały kraj. Istniał jednak sąd
specjalny powołany do życia przy Komendzie Głównej Służby Zwycięstwu
Polski. Nie wiadomo jednak zbyt wiele o jego działalności. Zespół
sądzący miał składać się z oficerów sztabu i wydać kilka wyroków
śmierci, w tym na jednego z jego członków. Egzekucji miała dokonywać
grupa ochrony sztabu pod dowództwem podchorążego Jerzego
Nowakowskiego9.
Z kraju zaczęły płynąć głosy czołowych przedstawicieli struktur
polskiego podziemia, sygnalizujące rządowi we Francji potrzebę powołania
regularnej siatki podziemnego wymiaru sprawiedliwości, który mógłby
orzekać karę śmierci i aktywnie reagować na naganne zachowania
społeczne. W styczniu komendant organizacji podziemnej Stefan Rowecki
("Grot", "Rakoń") alarmował o potrzebie utworzenia w kraju Sądów
Kapturowych10. Odpowiedź z Francji przyszła w lutym i wskazywała na pewne niezrozumienie wyzwań, przed którymi stało podziemie
w kraju.
Polecano usuwanie z organizacji szpiegów i prowokatorów. Brakowało
jednak postawienia sprawy w szerszym kontekście i wskazania na ochronę
ogółu społeczeństwa, koncentrując uwagę na zdrajcach wewnątrz
organizacji. Rekomendowano również utworzenie jednej instancji dla
całego obszaru okupacji i zatwierdzanie wyroków przez komendanta
okupacji i reprezentację polityczną11. Ocena tych zaleceń
wzbudza krytyczne spojrzenie na akcentowanie centralizacji takiego
aparatu sądowniczego. Warunki okupacji znacznie uniemożliwiały płynną
komunikację, a w szczególności trudno wyobrazić sobie jedną instancję i zatwierdzanie wyroków wymagających wykonania na terenie całego kraju
komendantowi, który jest w jednym miejscu.
Replika Roweckiego z marca 1940 roku nie pozostawiała żadnych
wątpliwości co do jego stanowiska. Odpowiadał on, że taka forma
funkcjonowania podziemnego aparatu sprawiedliwości byłaby niewykonalna,
biorąc pod uwagę panujące w kraju warunki. "Rakoń" uważał, że niemożliwe
jest "na Śląsku zestawiać akta i przekazywać je do Warszawy, aby tam
zapadł wyrok". Jako żołnierz "Grot" oznajmiał prosto z mostu, że w przypadku szpiegów "powinien dowódca właściwy mieć prawo jak wroga na
polu walki rozstrzelać". Ponadto, dodawał, iż osobnicy w postaci
szpiegów-prowokatorów są likwidowani na wniosek komendantów wojskowych
zatwierdzonych przez komendanta okręgu. Można rzec, iż praktyka
dościgała zbliżającą się teorię12.
Dzięki zawziętości komendanta Związku Walki Zbrojnej 16 kwietnia 1940
roku Komitet dla Spraw Kraju13 podjął uchwałę w sprawie Sądów
Kapturowych. Ten akt prawny stał się podstawą prawną ukształtowania
Sądów Kapturowych, które powołano w maju, wydając akt prawny Kodeks
Sądów Kapturowych oraz związane z nim przepisy materialne. Była to
pierwsza próba usystematyzowania funkcjonowania sądów podziemnych w okupowanej Polsce14.
Forma ich powołania budzi pewne wątpliwości autorów badających tematykę
sądowniczą. Podkreślał je wspomniany we wstępie sędzia podziemnego
wymiaru sprawiedliwości Władysław Sieroszewski, który ubolewał, iż
kodeks i przepisy materialne nie zostały powołane do życia w formie
ustawy lub dekretu, które polskie władze wydały np. w sprawie
nieważności aktów prawnych władz okupacyjnych (z dnia 30 listopada 1939
roku)15. W opinii innego badacza, Grzegorza Górskiego,
konstytucyjne unormowania sugerowały zastosowanie do tworzenia sądów
wojskowych trybu ustawy i nie jest zrozumiałe, czemu prezydent nie
zdecydował się na formę choćby dekretu (który mógł wydać w czasie stanu
wojennego)16. Konkludując, przyjęta forma uchwały zamiast
ustawy nie jest zadowalającą podstawą ukształtowania podziemnego
sądownictwa w okupowanej Polsce. Tworząc system tak istotny z punktu
widzenia stosunków społecznych jak wymiar sprawiedliwości, uchwała nie
wydaje się odpowiadać ciężarowi gatunkowemu utworzenia podziemnego
sądownictwa, a forma dekretu lub ustawy, która zwykle normuje sprawy
istotne z punktu widzenia wspomnianych już stosunków społecznych,
mogłaby dać lepszą legitymację utworzeniu takich sądów. Okupacyjne
warunki zmuszały jednak do podejmowania takich, a nie innych decyzji i Sądy Kapturowe zostały zaakceptowane w gronie polskiego podziemia bez
względu na formę prawną ich ukonstytuowania.
* * *
Wymienione tutaj aspekty związane z wątpliwościami dotyczącymi formy
prawnej mają na celu nakreślić jedną zasadniczą cechę podziemnego
sądownictwa, która będzie przewijać się przez cały okres jego
funkcjonowania. Chodzi mianowicie o fakt, iż trudno oczekiwać
stuprocentowego upewniania się, że wszystkie aspekty prawne związane z funkcjonowaniem tych sądów nie stoją w sprzeczności z pewnymi ogólnymi
normami konstytucyjnymi. Naturalnie w czasie wojny wiele norm prawnych,
które gwarantują choćby prawo oskarżonego do obrony czy jawność rozpraw,
musiało być porzuconych ze względu na warunki stanu wojny, w jakim
Polska znalazła się we wrześniu 1939 roku.
Również metoda ukonstytuowania sądów podziemnych, choć zapewne mogła być
kontestowana, nie pozostawia wątpliwości, że ze swej natury decyzja o powołaniu sądów była niezbędna w celu realizacji adekwatnej reakcji
polskich władz podziemnych na szerzącą się wśród jednostek degrengoladę.
Aspekt wątpliwości co do formy powołania sądów nie ograniczał się
wyłącznie do Sądów Kapturowych, lecz również do ich sukcesora, tj.
powołanych ponad półtora roku później Wojskowych Sądów Specjalnych.
Władysław Sieroszewski, poszukując odpowiedzi na pytanie, czemu rząd na
emigracji nie zdobył się na wydanie dekretów w sprawie konstytuowania
się sądów, oceniał, że kluczowe mogły być potencjalne rozbieżności
między stronnictwami partycypującymi w Radzie Narodowej17.
Natura spraw poruszanych w takich aktach prawnych mogła spowodować
przeciągające się dyskusje i brak konsensusu politycznego co do
jednolitego akceptowalnego tekstu dokumentu. Dlatego więc, spoglądając
na decyzje rządu emigracyjnego, można w taki sposób odczytać intencje
związane z możliwie szybką reakcją na potrzeby polskiej organizacji
podziemnej, tj. niezwłoczne powołanie struktury sądów podziemnych
karzących na śmierć tych, którzy współpracują z okupantem18.
Powołane do życia sądy nosiły miano Sądów Kapturowych. Historyk
Stanisław Salmonowicz uważał je za ważną cezurę czasową w dziejach
podziemnego wymiaru sprawiedliwości:
Problem zdrajców narodu, kolaborantów narastał już od pierwszych dni
okupacji i już wówczas podejmowano czasem przeciw nim skuteczne
działania, jednakże stworzenie odpowiedniego aparatu karzącego "w imieniu Rzeczypospolitej" nastąpiło stosunkowo późno. Były tu
wątpliwości natury prawnej czy nawet moralnej. Chodziło jednak o stworzenie pewnego uporządkowanego systemu działania, który chroniłby
interesy narodowe wobec jednostek szkodliwych, a zarazem nie dopuszczał
do samowoli czy pochopnych decyzji oddolnych organów
Podziemia19.
Nazwa Sądów Kapturowych wydaje się być specyficzna dla tego typu aparatu
sądowniczego. W przeszłości, w czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej,
powoływano sądownictwo kapturowe podczas okresu
bezkrólewia20. Sądy powołane w maju 1940 roku nie miały
jednak zbyt wiele wspólnego z charakterem kapturów sprzed setek lat.
Skupmy się chwilę na samej nazwie. Nazwa "kapturowy" determinuje
myślenie o tej formie aparatu sprawiedliwości, która kojarzy się z tajnym sprzysiężeniem, samosądami i może mieć pewien negatywny wydźwięk
w społeczeństwie. Nie było intencją twórców, by jakiekolwiek samosądy
legalizować21. Stąd kodeks i ułożenie systematyki działania
tych sądów w odpowiedni dokument, który pozwoli na proces i wyrok -
możliwie jak najbardziej sprawiedliwy. Gdy w listopadzie 1941 roku
powołano następcę Sądów Kapturowych, tj. Wojskowe Sądy Specjalne,
dostrzegamy wyraźną zmianę w nazewnictwie, która staje się bardziej
neutralna w odbiorze.
Bez względu na to, co można sądzić o nazwie, najważniejsze było to, w jakiej formie sądy miały orzekać. Na to pytanie odpowiada wspomniany już
Kodeks Sądów Kapturowych. Przepisy kodeksu miały siedemnaście punktów i zdecydowanie odbiegały od standardowej struktury aktów prawnych. Nie
miały typowego podziału na paragrafy czy litery. Kodeks rozpoczynał się
od punktu pierwszego, który warto tu przytoczyć:
Sądy kapturowe na terenie okupacji powołane są do sądzenia i wyrokowania w wypadkach zbrodni zdrady, szpiegostwa, denuncjacji oraz
nieludzkiego prześladowania i krzywdzenia ludności
polskiej22.
W tym jednym zdaniu ujęto esencję zachowań, które stanowiły przedmiot
ścigania i orzekania kar względem osób dopuszczających się opisanych
czynów zabronionych. W celu uszczegółowienia tego, co kryje się pod
wymienionymi powyżej pojęciami, wydano również wspominane już przepisy
materialne, które można uznać za suplement do kodeksu. I tak oto
przepisy materialne definiowały powyższe pojęcia:
Zbrodni zdrady dopuszcza się obywatel Państwa Polskiego, który ujawnia
innej osobie tajemnicę organizacji ZWZ lub tajemnicę Państwa Polskiego,
dotyczącą obrony państwa lub jego Sił Zbrojnych.
Zbrodni szpiegostwa dopuszcza się ten, kto udziela rządowi obcego
państwa informacji, wiadomości, dokumentów lub innych przedmiotów
dotyczących istnienia lub działalności organizacji ZWZ, Polskich Sił
Zbrojnych, organizacji i spraw polskich stowarzyszeń, zrzeszeń,
instytucji i władz, które mogą być użyteczne obcemu państwu przeciwko
ZWZ, państwu lub narodowi polskiemu.
Zbrodni prowokacji dopuszcza się ten, kto w porozumieniu z władzą
obcego państwa lub z własnej inicjatywy, bez rozkazu organizacji
polskiej namawia, nakłania lub podżega do czynów lub działalności
przeciwko obcemu państwu, celem ich ujawnienia.
Zbrodni denuncjacji dopuszcza się obywatel polski, który przed rządem
obcego państwa oskarża lub skierowuje ściganie o czyn przeciwko obcemu
państwu.
Kto w sposób nieludzki, sprzeczny z naturalnym poczuciem
sprawiedliwości prześladuje lub krzywdzi ludność polską czynem lub
zarządzeniem, dopuszcza się zbrodni nieludzkiego prześladowania i krzywdzenia ludności polskiej23.
Ostatni akapit wskazywał, iż kto dopuszcza się wymienionych przestępstw,
podlega karze śmierci. W taki oto sposób przepisy materialne starały się
definiować zachowania wzmiankowane w punkcie pierwszym Kodeksu Sądów
Kapturowych, dodając również opis jednego czynu zabronionego, tj.
prowokacji. Przepisy materialne były wszelako szczupłe, dlatego też, jak
wskazuje Bartłomiej Szyprowski, w sprawach nieuregulowanych ich
uzupełnieniem były przepisy takich aktów prawnych, jak na przykład
kodeks karny (1932 rok) i kodeks karny wojskowy (1932 rok). W szczególności dlatego, iż - jak zauważa autor - same przepisy musiały
wyjść spod pióra osoby bez wykształcenia prawniczego i razi m.in. ich
nieostrość oraz ocenny charakter24.
Kto zatem podlegał przepisom kodeksowym? W pierwotnym zamyśle twórców
sądownictwa kapturowego orzeczeniom tych sądów mieli podlegać członkowie
organizacji Związku Walki Zbrojnej - zarówno obecni, jak i ci, którzy z organizacji wystąpili. Dla obywateli polskich, okupantów lub
cudzoziemców niebędących członkami organizacji przewidziano w przepisach
kodeksowych, że ich sprawy będą podlegać właściwości Sądów Kapturowych
przy Delegaturze Rządu25. Oznacza to, że początkowy zamysł
określał dwutorowość podziemnego wymiaru sprawiedliwości. Podział miał
być związany z "kapturami" wojskowymi (przy Związku Walki Zbrojnej) i cywilnymi (przy delegaturach). Historia początkowych lat wojny napisała
jednak inny scenariusz i cywilne sądy specjalne powstały dużo później, o czym mowa w dalszym podrozdziale. Na taką ewentualność przepisy
kodeksowe były również przygotowane. Statuowały, że dla okręgów, w których sądy przy delegaturach nie powstawały, obywatele polscy,
okupanci lub cudzoziemcy niebędący członkami organizacji, będą sądzeni
przez Sądy Kapturowe Związku Walki Zbrojnej odpowiedniej
właściwości26.
Owa właściwość odpowiadała strukturze terytorialnej Związku Walki
Zbrojnej. Sądy miały być powoływane przy Komendach Okupacji, Komendach
Obszaru oraz Komendach Okręgów i miały rozpatrywać zbrodnie, które
zostały popełnione na terenach im właściwych lub za granicą, ale sprawcy
pojawili się na terenach wspomnianych komend.
Procedurę rozpoczynało postępowanie przygotowawcze. Było ono odrębne od
postępowania sądowego, które odbywało się na rozprawie. Miało ono formę
dochodzenia. Przepisy kodeksowe nie uszczegóławiały czynności
dopuszczalnych w dochodzeniu, przez co wspierano się przedwojennymi
przepisami postępowania karnego (w tym wojskowego). Wedle tych przepisów
dochodzenie polegało na "nieformalnym rozpytywaniu podejrzanych i osób,
które mogły coś wiedzieć o przestępstwie i sprawcy, zbieraniu
niezbędnych informacji o osobie podejrzanego oraz dokonywaniu wywiadów i innych czynności wynikających z istoty dochodzenia"27.
Według Kodeksu Sądów Kapturowych dochodzenie miał inicjować sędzia
śledczy, miało ono trwać najdłużej siedem dni i było tajne oraz
zaoczne28.
Praktyka okupacyjna spowodowała, że instytucja sędziego śledczego nie
znalazła racji bytu. W takiej sytuacji postępowania były inicjowane
przez przewodniczących składów sędziowskich, co zaburzało zasadę, iż kto
inny orzeka, a kto inny inicjuje. Źródłem inicjowanych postępowań były
zwykle doniesienia płynące do Komendantów Obszarów, Okręgów lub
Podokręgów. Siedmiodniowy termin trwania postępowania również nie
odpowiadał warunkom lat wojny, ponieważ w środowisku konspiracyjnym, tj.
podwójnych środków ostrożności, potrzebny był dłuższy czas do zebrania
wystarczającego materiału oraz jego analizy. Na tym polu powstawały
często spięcia między podziemnymi sądami a kontrwywiadem dostarczającym
informacji o donosicielach czy szantażystach, które bywały niekompletne.
Według organizacji wojskowej podziemny aparat sprawiedliwości powinien
zaufać materiałom dostarczanym przez kontrwywiad, a w praktyce sądy
nierzadko odsyłały je do uzupełnienia29.
W Sądach Kapturowych spotykać się mieli sędzia śledczy, obrońca,
prokurator i skład orzekający. Wiemy już, że instytucja sędziego
śledczego nie istniała w praktyce podziemnego sądownictwa. Jak zatem
wyglądał skład orzekający? Przepisy wskazywały na konieczność powołania
spośród dwóch sędziów przynajmniej jednego zawodowego sędziego
przedwojennego. W przypadku braku takiego absolutnym minimum miała być
osoba z wykształceniem prawniczym. Drugi sędzia mógł być niefachowcem.
Przewodniczącym natomiast mieli zostawać odpowiedni komendanci okupacji
i obszarów. Mogli delegować tę rolę na odpowiedniego komendanta niższego
szczebla (komendant okupacji na komendanta obszaru, a ten na komendanta
okręgu). Wszyscy sędziowie musieli być członkami Związku Walki
Zbrojnej30.
Co do samej rozprawy, naturalnie była ona tajna. Ich jawność groziłaby
zdekonspirowaniem sędziów. Dbając o bezpieczeństwo sądowników, rozprawy
miały trwać nie dłużej niż trzy godziny i odbywać się przed południem.
Zapobiegało to przeciąganiu rozpraw do późnych godzin i nadejściu
godziny policyjnej. Co do istoty rozpraw pojawia się zasadniczy problem
prawa oskarżonego do obrony. Z natury rzeczy przepisy nie zmuszały
składów orzekających do przesłuchiwania oskarżonego, ponieważ groziło to
natychmiastowym spaleniem składu, jeśli osoba oskarżona faktycznie była
winna. Kodeks pozostawił jednak opcję doprowadzenia oskarżonego na
rozprawę, ale tylko wtedy, gdy nie groziło to dekonspiracją sądu, a jego
wiedza mogła pozwolić na uzyskanie ważnych wiadomości i dałoby się go
bezwzględnie zabezpieczyć dla wymiaru kary31. Oto więc osądzający
nieśli na sobie wielkie brzemię odpowiedzialności - jak zauważył prawnik
Zdzisław Krzemiński, wyrokowanie w ówczesnych konspiracyjnych warunkach
"wymagało nie tylko odwagi, ale także wielkiej rozwagi"32.
Gdy zapadał wyrok, decydowano większością głosów. Pod uwagę brano
zeznania świadków i można było również zasięgać opinii biegłych. W przypadku biegłych nie ujawniano im personaliów oskarżonego, co wydaje
się być rozsądnym rozwiązaniem, mając na uwadze przedsięwzięte środki
ostrożności. Wyrok mógł być dwojaki: oskarżony zostawał uniewinniony
albo orzekano karę śmierci. Wyroki skazujące miał zatwierdzać Delegat
Rządu33. Praktyka jednak podążała inną drogą. Opóźnienia związane
z tworzeniem podziemnych struktur cywilnych względem wojskowych i ewentualne względy prestiżowe (cywilna władza zatwierdzająca wyroki
sądów tworzonych przy komendach podziemnej organizacji wojskowej) mogły
być źródłem napięć i rolę delegatur w tym zakresie przejęli komendanci
poszczególnych obszarów lub okręgów34. Zatwierdzony wyrok stawał
się ostateczny i prawomocny - nie przewidywano od niego środka
odwoławczego35. Gdy wyrokowano karę śmierci, przekazywano
odpowiednie instrukcje do zespołów likwidacyjnych lub wydzielonych
oddziałów podziemia zbrojnego. O tym, jak wyglądały likwidacje, dowiemy
się w dwóch ostatnich podrozdziałach tego rozdziału.
* * *
Opisane wyżej zasady funkcjonowania pierwszych podziemnych sądów
zawierają szereg aspektów, które, jak się okazało w konfrontacji z warunkami okupowanej Polski, wymagały koniecznego poprawienia. Chybiona
okazała się wspomniana instytucja sędziego śledczego. Dochodzenia, które
miały trwać tylko siedem dni, były zbyt krótkie. Możliwość orzekania
wyłącznie uniewinnienia albo kary śmierci nie uwzględniała przypadków,
gdy przestępstwo udowodniono w toku postępowania, lecz nie było ono aż
tak ciężkie, aby karać za nie śmiercią. Co z możliwością zawieszenia
postępowania i wznowienia go, gdyby pojawiły się nowe okoliczności? Z pewnością funkcjonowanie Sądów Kapturowych nie było idealne i między
innymi te aspekty determinowały potrzebę zmiany i poprawy ich
funkcjonowania w przyszłości. Osobną kwestią były prace nad utworzeniem
sądownictwa specjalnego cywilnego, które nadzorowałyby delegatury, a nie
wojskowa organizacja podziemna.
Polskie Państwo Podziemne stanęło przed tymi wyzwaniami i postanowiło
raz jeszcze sprostać opracowaniu zasad na nowo. Dzięki tym refleksjom
powołano do życia nowe sądownictwo specjalne - Wojskowe Sądy Specjalne.
Wojskowe Sądy Specjalne
Sama nazwa nowo przekształconych sądów ma wydźwięk bardziej poważny.
Podziemne "kaptury" mogły wywoływać pewne negatywne skojarzenia,
przypominające choćby niemieckie sądy kapturowe z czasów powstań
śląskich. Wskazywał na to dowódca podziemia generał Stefan Rowecki w jednym ze swych meldunków do Naczelnego Wodza z listopada 1941 roku,
argumentując potrzebę zmianę ich nazwy. Nie było to jedyne spostrzeżenie
niosące się echem do Londynu. "Grot" wskazywał również na obniżające się
morale polskiego społeczeństwa oraz pogłębiający się
niedostatek36. Z tego względu, biorąc pod uwagę głos płynący
wprost z realiów okupowanej Polski, postanowiono uwzględnić krajowe
opinie przesłane w postaci projektu organizacji nowego sądownictwa i zasad jego funkcjonowania.
Wspominaliśmy przy okazji powołania do życia sądownictwa kapturowego, iż
sędzia podziemny Władysław Sieroszewski ubolewał w swych wspomnieniach
nad brakiem odpowiedniej formy prawnej sankcjonującej wejście w życie w stosunku do rangi normowanej materii. W ten sam sposób odnosił się do
formy wprowadzenia w życie prawa normującego działalność Wojskowych
Sądów Specjalnych - wedle jego opinii brakło tu formy prawnej w postaci
dekretu lub ustawy37.
Dokument Statutu Wojskowych Sądów Specjalnych sporo czasu przeleżał w Londynie. Wrócił do kraju prawie rok później - 10 września 1942 roku.
Odesłany akt zawierał kosmetyczne poprawki, lecz nie oznaczało to, że
wcześniej wstrzymywano się z wyrokowaniem na podstawie zasad
sporządzonych w statucie. Przywoływany w tym rozdziale Sieroszewski
wspominał, że owe statutowe przepisy obowiązywały już od początku 1942
roku38. Ponadto istnieją również dane wskazujące, że Sąd Kapturowy
Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej posługiwał się nimi już we
wrześniu 1941 roku39.
Transformacja związana z nazewnictwem nie jest ściśle związana z historią nowelizacji zasad podziemnego sądownictwa. Pojęciem "sądy
specjalne" nazywano czasami sądownictwo kapturowe już wcześniej, czego
dowodem może być podziemny Biuletyn Informacyjny z 3 kwietnia 1941 roku
mówiący, iż w kraju są czynne Sądy Specjalne40. Jednakże w tamtym okresie wciąż funkcjonowały Sądy Kapturowe powołane rok
wcześniej. Być może zabieg widoczny w Biuletynie był po prostu próbą
zastąpienia niefortunnych skojarzeń związanych z kapturami nazwą mniej
kojarzącą się z tajemniczymi sądami, a bardziej z legalnym, choć
podziemnym aparatem sprawiedliwości. Niemniej jednak obserwowano również
zjawisko odwrotne, gdzie bywało, że o Wojskowych Sądach Specjalnych
pisano w prasie podziemnej jako o sądach kapturowych41.
Dokument statuujący nowe sądy wyraźnie jednak kreował nazwę Wojskowe
Sądy Specjalne. Przyjrzyjmy się teraz zasadom ich działalności,
uwzględniając również niedociągnięcia, o których alarmowało krajowe
podziemie. Już na samym początku dokumentu artykuł 1 statutu stwierdza,
że ścigane będą przestępstwa usiłowane lub popełnione przez osoby
wojskowe po 4 grudnia 1939 roku. Data może zaskakiwać, skąd bowiem
cezura czasowa rozpoczynająca się od grudnia, skoro wojna trwała już od
września? Pewną podpowiedzią może być opinia wydana przez Stanisława
Ochockiego. Był on w czasie wojny sędzią Wojskowego Sądu Specjalnego w Wilnie. Jego zdaniem data ta pozwalała uniknąć niektórym oficerom
odpowiedzialności za porzucanie swych oddziałów podczas wojny obronnej i nie krył swego rozczarowania w stosunku do tego przepisu
statutu42.
Według koncepcji Sądów Kapturowych miały one sądzić osoby związane z podziemiem wojskowym, a dla osób spoza tego grona planowano utworzyć
osobne sądy przy krajowych delegaturach. Wojskowe Sądy Specjalne miały
natomiast sądzić każdego, kogo przestępstwo mogło godzić w bezpieczeństwo Armii Krajowej. Oznaczało to oficjalne rozszerzenie
zakresu osób mogących być sądzonymi przez opisywane sądy i było pewną
klauzulą ogólnej kompetencji43. Dla osób spoza organizacji
podziemnej szykowano również trzeci rodzaj sądownictwa - Cywilne Sądy
Specjalne, które faktycznie udało się utworzyć w przeciwieństwie do
pierwotnych koncepcji sądów przy delegaturach, które miały działać
równolegle do sądownictwa kapturowego o charakterze wojskowym. Jednak do
tematu cywilnego sądownictwa specjalnego wrócimy w kolejnym rozdziale.
Postępowanie wszczynał prokurator na polecenie właściwego komendanta.
Miało ono trwać "spiesznie". Tryb "spiesznego" prowadzenia dochodzenia
był odpowiedzią na problem zbyt krótkiego terminu na jego
przeprowadzenie w przepisach Sądów Kapturowych, które wynosiło siedem
dni. Sformułowanie nakazywało zdecydowane działanie, ale nie wiązało
rąk, jeśli dochodzenie nie przyniosło żadnych efektów w trakcie
przepisowego tygodnia44.
Dokument statutowy nie precyzował, jakie czynności mają być
przeprowadzane podczas dochodzenia. Można zatem uznać, że w tej materii
uzupełnieniem przepisów Statutu Wojskowych Sądów Specjalnych były
szczegółowe postanowienia Kodeksu Sądów Kapturowych i innych aktów
normatywnych obowiązujących przed wybuchem drugiej wojny światowej, a które odnosiły się do zasad i czynności w postępowaniu
przygotowawczym45. Podczas dochodzenia można było
korzystać z zeznań, dowodów rzeczowych jak również z opinii biegłych.
Materiały uwzględniały m.in. listy, fotografie, odciski palców czy też
opinie grafologów. Dopuszczano możliwość przesłuchania oskarżonego, lecz
wyłącznie pośrednio, tak aby oskarżony nie domyślił się, że jest
prowadzone przeciwko niemu postępowanie. Najbardziej pożądanym
scenariuszem było, aby takie wypytywanie odbywało się w obecności
świadka46.
Zrezygnowano również z sędziego śledczego. Oznaczało to, że umocniła się
rola prokuratora. Dochodzenie prowadziły z reguły jednostki terenowe
Armii Krajowej lub komórki kontrwywiadu. Materiały dochodzeniowe
uwzględniały doniesienie karne, raporty, zeznania świadków czy też
zapisy "przypadkowych" rozmów z oskarżonym. Na przykład: dowódca Obszaru
Warszawskiego Armii Krajowej, generał Albin Skroczyński "Łaszcz", w swoim rozkazie z 16 października 1942 roku uszczegóławiał dla podległego
sobie obszaru, co powinno zawierać modelowe doniesienie karne przesłane
do prokuratora. Powinny to być podstawowe informacje o oskarżonym, takie
jak imię i nazwisko, ewentualny pseudonim, data urodzenia, miejsce
obecnego pobytu. Uzasadnienie oskarżenia wymagało wymienienia dowodów,
na bazie których oskarżenie się opierało, a do zeznań świadków należało
dołączyć również ich krótką charakterystykę. Od dokumentacji wymagano,
aby była zwięzła, pisana drobnym, choć wyraźnym pismem na niedużych
kartkach. Rozkaz mówił wprost, by "unikać zbytniej pisaniny"47.
Wojenne czasy nie sprzyjały generowaniu obszernej dokumentacji
procesowej, a szybkiemu i dyskretnemu przeprowadzeniu procesu. Przy
ryzyku wpadki i dostania się dokumentacji w ręce niemieckie mniejsza
ilość informacji równała się mniejszej ilości konsekwencji potencjalnej
wsypy.
Opisany rozkaz pokazuje, jak dbano o odpowiednie procedury i wskazówki
dla osób pracujących na rzecz skutecznego działania podziemnego wymiaru
sprawiedliwości. Choć przepisy statutowe wyznaczały ogólne zasady
postępowań, bywało, że uzupełniano je dokumentami uściślającymi jego
proceduralne kierunki. Rozkaz "Łaszcza" nie jest jedynym takim
przykładem. Instrukcja dochodzeniowa, o której wspomina rozkaz generała
Kazimierza Tumidajskiego ws. WSS i Prokuratury przy Komendzie Okręgu z 7
sierpnia 1943 roku, wskazywała na potrzebę powołania referentów
sądowych. Już we wstępie można przeczytać, że "dotychczasowy bieg spraw
karnych (...) dowiódł, że właściwi komendanci i ich podkomendni są
niedostatecznie poinformowani o trybie postępowania i właściwości
rzeczonych sądów", a dalsza treść rozkazu sygnalizuje intencje
scentralizowania spraw sądowych w poszczególnych inspektoratach "w ręku
referatów sądowych inspektoratu, posiadających możliwie kwalifikacje
prawnicze"48. Warte uwagi jest wyrażenie "możliwie" - nie
były one niezbędne, lecz jednak pożądane.
Zostawiając krótkie przywołanie dwóch rozkazów jako przykładów
uzupełniania luk i adresowania potrzeb sprawniejszego działania
podziemnego sądownictwa, wróćmy do zagadnień statutowych Wojskowych
Sądów Specjalnych. Postępowanie przygotowawcze mogło zakończyć się
trojako: odmową ścigania, złożeniem aktu oskarżenia przewodniczącemu
sądu lub wniesieniem o jego zawieszenie. O ile dwa pierwsze rozwiązania
nie wymagają szerszego komentarza, o tyle warto nieco szerzej powiedzieć
o ostatnim. Zawieszenie na poziomie dochodzenia pozwalało na
niezamykanie sobie furtki do potencjalnego doprowadzenia oskarżonego
przed sąd, jeśli prokurator był przekonany, że za czyn popełniony przez
oskarżonego należałoby wymierzyć karę nie bardziej surową niż
pozbawienie wolności.
Było to ważne unormowanie, o którym Paweł Maria Lisiewicz mówi jako o doniosłym novum procesowym49. Ułomność dotychczasowych zasad
z "kapturów", gdy osąd czynu oskarżonego był zerojedynkowy w postaci
skazania albo uniewinnienia, została naprawiona, gdy przepisy zezwoliły
na zawieszenie postępowania i niedopuszczenie do sytuacji, w której
przestępca popełnił czyn zabroniony, lecz zamiast pójść do więzienia,
zyskiwał certyfikat niewinności. Dzięki możliwości zawieszenia
postępowania przygotowawczego można było poczekać na pojawienie się
nowych okoliczności, które mogły wpłynąć na jego wznowienie z potencjalnym skutkiem gardłowym dla oskarżonego, lub po prostu zebrać i utrwalić dowody przestępstwa, które groziło karą pozbawienia wolności, a którą można byłoby orzec w przyszłej odrodzonej Polsce.
Prokurator mógł odesłać materiały do kontrwywiadu lub innej jednostki w celu ich uzupełnienia, jeśli zaobserwował, że ich dotychczasowa treść
jest niewystarczająca, aby podjąć merytoryczną decyzję. W celu
zapobiegnięcia potencjalnej stracie czasu bywało, że prokuratorzy
konsultowali otrzymane materiały z przewodniczącymi sądów, by upewnić
się, czy sąd nie zażąda ich uzupełnienia50.
Spójrzmy teraz na samo postępowanie sądowe, gdy prokurator zdecydował
się wnieść akt oskarżenia do przewodniczącego sądu. Kim miał być
przewodniczący w świetle przepisów statutowych? Otóż przeciwnie do Sądów
Kapturowych, gdy na ich czele mieli stać komendanci wojskowi, w przypadku Wojskowych Sądów Specjalnych powinien to być sędzia w znaczeniu ustawy o ustroju sądownictwa. W sprawach orzekały trójki
sędziowskie. Mieli do ich składu należeć sędziowie, a w przypadku ich
braku adwokaci lub członkowie Związku Walki Zbrojnej51.
Odmiennie do przepisów kodeksowych "kapturów", w rozprawach nowego
sądownictwa wojskowego mieli nie brać udziału obrońca i prokurator. Być
może powód absencji prokuratora w procesie wynikał z jego iluzorycznej
roli, jaką odgrywał w wypadku orzekania na podstawie dowodów
pośrednich52. Natomiast brak prokuratora na rozprawie
skutkował również brakiem obrońcy. Trójka sędziowska pozostawała zatem
bez słyszalnego głosu prokuratora i obrońcy na rozprawie. Niemniej
jednak starano się wyrokować z rozwagą. Zdarzało się, że sądy odsyłały
materiały do prokuratora celem ich uzupełnienia. Wspominał o tym J.
Gozdawa-Gołębiowski w opracowaniu Obszar Warszawski Armii Krajowej,
sygnalizując, że podziemny sąd wojskowy tego obszaru miał problemy
związane z brakiem fachowego aparatu dochodzeniowego, który skutkował
zwracaniem akt celem uzupełnienia dochodzeń53.
Sama rozprawa była tajna. Orzeczenia co do zasady zapadały większością
głosów. W przypadku orzekania o karze śmierci wymagano, by wyrok zapadł
jednogłośnie. Ciekawą opinię o kierunku zmiany wyrokowania wygłosił
Józef Garliński. Szef Wydziału Bezpieczeństwa Komendy Głównej Armii
Krajowej pisał, iż nowy wymóg był reakcją "na zbytnią pochopność w ferowaniu wyroków, czemu sprzyjała atmosfera okupacji i niemieckiego
bezprawia"54. Na pewno odejście od głosowania metodą
większości głosów zawężało ryzyko pomyłki. W przypadku wątpliwości
jednego z sędziów w Wojskowych Sądach Specjalnych oskarżony zachowałby
głowę. Nie dziwią zatem sytuacje, gdy prokurator konsultował materiał
dowodowy z przewodniczącym sądu jeszcze przed rozprawą.
Statut regulował, iż sądy są powołane do "ścigania przestępstw,
przewidzianych w obowiązujących przepisach karnych", które mogły zostać
popełnione lub usiłowane przez osoby wojskowe, jak również do
rozpatrywania wszystkich spraw "o przestępstwa godzące (bezpośrednio) w bezpieczeństwo Sił Zbrojnych w Kraju"55. Ponadto jego treść
zezwalała na orzeczenie kary śmierci nawet, gdy w obowiązujących
przepisach nie groziła za nie taka kara. Ta forma zaostrzenia represji
względem sprawcy miała również nadzór cywilny - w takich wypadkach
wymagane było, aby wymierzenie kary śmierci było zaaprobowane przez
Delegata Rządu na Kraj. Z punktu widzenia prawnego jest to wykładnia
rozszerzająca i pozwalająca podziemnemu wymiarowi sprawiedliwości na
surowsze reakcje. Jednak, jak wskazywał L. Gondek, dzięki temu podejściu
można było bardziej adekwatnie reagować na specyficzne rodzaje
przestępstw ujawniające się w okupowanym
społeczeństwie56.
Nowa forma specjalnego sądownictwa wojskowego usankcjonowała również
pewną praktykę utrwaloną podczas obowiązywania Kodeksu Sądów
Kapturowych. Chodzi mianowicie o zatwierdzanie wyroków przez komendantów
wojskowych. Tym razem nie odsyłano do autorytetu władz cywilnych, tylko
wprost sankcjonowano zatwierdzenia wyroków przez władzę podziemnej
organizacji wojskowej - z wyjątkiem tych opisanych powyżej. Ponadto
dodatkową formę kontroli i upewniania się co do sprawiedliwości wydanych
wyroków wprowadzono w sytuacjach, gdy komendant nie zatwierdzi zapadłego
orzeczenia - wtedy sprawę miał rozpoznać nowy skład sądzący. W takim
wypadku przy powtórnym rozpoznaniu pomijano wymóg zatwierdzenia wyroku -
tak jakby powtórne rozpatrzenie sprawy było wystarczającą kontrolą i podkreśleniem potrzeby podwójnej skrupulatności w dociekaniu o winie
oskarżonego57.
Przykładem takiej interwencji jest wyrok śmierci wydany 20 czerwca 1943
r. na Janusza Francuza za niewykonanie rozkazu. Generał Tadeusz
Komorowski "Bór" nie zatwierdził wyroku, po czym nowy skład sądzący
uniewinnił oskarżonego. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy Tadeusz "de
Vran" Towarnicki, zastępca dowódcy oddziału 993/W przeznaczonego do
dokonywania egzekucji wyroków sądów specjalnych, został skazany za
nieuzgodnioną z władzami podziemia akcję na niemiecki sklep Meinla w Warszawie, zakończoną podziałem łupów między uczestnikami akcji.
Komendant Okręgu Warszawskiego wyroku nie zatwierdził i po pierwszym
orzeczeniu zapadłym w sądzie tegoż okręgu sprawa powędrowała do sądu
Obszaru Warszawskiego, gdzie postępowanie zawieszono ze względu na
zasługi bojowe "de Vrana"58. O oddziale 993/W i samym Towarnickim
będzie jeszcze okazja wspomnieć w niniejszej pracy.
Zatwierdzenie wyroku nie było jedynym zabezpieczeniem przed ewentualnymi
pomyłkami. Statut Wojskowych Sądów Specjalnych wprowadzał nowy element,
nieobecny we wcześniejszym sądownictwie kapturowym. Było to wznowienie
postępowania. W przypadku wyjątkowych okoliczności, takich jak na
przykład fałszywe zeznania czy ujawnienie nowych dowodów przeciwko
oskarżonemu, można było wznowić postępowanie na jego niekorzyść.
Podobnie, gdyby nowe dowody świadczyły o niewinności skazanego lub byłby
on skazany za przestępstwo cięższe niż przezeń popełnione, można było
wznowić postępowanie na korzyść skazanego59.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki