Lichotki i ściekowy detektyw. Tom 7 - Erhard Dietl

Kup ebooka

29.90 zł
24.82 zł (20,93 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Oto są Li­chotki

Znasz już Li­chotki? Spi­sa­łem wszystko, co mu­sisz wie­dzieć o ma­łych, zie­lo­nych śmier­dziusz­kach:

W pięk­nym mia­steczku Szmelc znaj­duje się wspa­niałe wy­sy­pi­sko. Tu­taj lą­duje wszystko to, co wy­rzu­cają miesz­kańcy Szmelca: stare buty, de­ski klo­ze­towe, opony, puszki, bu­telki, pla­stiki, ze­psute te­le­wi­zory i lo­dówki, i ku­kułka wie, co jesz­cze.

Na tym ro­pu­szań­skim wy­sy­pi­sku ro­dzina Li­chot­ków urzą­dziła so­bie przy­tulną, śmier­dzącą ja­ski­nię. Mama-Li­chotka, Tata-Li­cho­tek, Dzia­dek-Li­cho­tek, Bab­cia-Li­chotka, oba Li­cho­ciątka i naj­młod­sze Li­cho­ciątko.

Sied­mioro Li­chot­ków wie­dzie tu bar­dzo przy­jemne ży­cie. Czę­sto ry­czą swoje to­porne li­cho­cie pie­śni tak gło­śno i fał­szy­wie, że szczury pod zde­ze­lo­wa­nymi ma­te­ra­cami za­ty­kają uszy. A gdy pada, Li­chotki się cie­szą. Biorą re­lak­su­jące ką­piele błotne, ska­czą po mu­li­stych ka­łu­żach, a Li­cho­ciątka rzu­cają błot­nymi kul­kami, pró­bu­jąc tra­fić w swoje pę­kate nosy.

Mama-Li­chotka co­dzien­nie do­kład­nie bru­dzi ja­ski­nię, żeby było w niej przy­tul­nie. Wrzuca do środku szu­felkę ku­rzu, do­kłada kilka ze­psu­tych ja­jek do świeczki odo­ro­wej, a gdy już skoń­czy, go­tuje pyszny gu­lasz na śmie­ciach. Taki ze sznu­ro­wa­dłami, za­rdze­wia­łymi gwoź­dziami, ościami i pusz­kami. A na de­ser jest ser­nik smro­dzony z wió­rami.

Wszyst­kie Li­chotki mają zdrowy ape­tyt, a ich mocne zęby gryzą pla­stik, szkło, drewno, a na­wet me­tal. Ale naj­bar­dziej lu­bią rze­czy ze­psute, za­rdze­wiałe, zjeł­czałe i sple­śniałe. Dzia­dek-Li­cho­tek za­wsze się cie­szy, gdy może do cze­goś do­dać smar, bo wtedy wszystko le­piej sma­kuje.

Mimo że Li­chotki pa­ła­szują dziwne rze­czy, ni­gdy nie bolą ich po tym brzu­chy. Chyba że przez przy­pa­dek zje­dzą coś świe­żego, wtedy źle się czują i za­raz wy­ska­kują im ko­lo­rowe plamy.

Li­chotki są nie­wiel­kie, ale mimo to nie­zwy­kle silne. Mają mię­śnie jak ze stali, po­tra­fią ci­snąć ciężką oponą sa­mo­cho­dową na­wet na pięć­dzie­siąt me­trów.

Co chwilę gło­śno be­kają i pusz­czają bąki. To do­bry znak, bo wtedy czują się do­brze i są za­do­wo­lone.

Lu­bią wszyst­kie ro­dzaje brudu i smrodu, i oczy­wi­ście ni­gdy się nie myją. Jak tylko mogą, uni­kają czy­stej wody. I oczy­wi­ście nie wie­dzą nic o szo­ro­wa­niu zę­bów, nie­stety. Ich li­choci od­dech jest dla zwy­kłych lu­dzi nie do wy­trzy­ma­nia. Kiedy zie­wają, mu­chy pa­dają bez ży­cia na zie­mię. Na gło­wach Li­chotki mają trzy ucho­rogi. Dzięki nim sły­szą, jak ro­sną sto­krotki, a dżdżow­nice kaszlą. A środ­kowy ucho­róg spra­wia, że ro­zu­mieją wszyst­kie ję­zyki świata, co jest bar­dzo prak­tyczne, bo dużo po­dró­żują.

Ich zwie­rząt­kami do­mo­wymi są szczury, my­szy, śli­maki i ro­pu­chy, no i oczy­wi­ście nie­to­perz Nu­rek oraz gruby smok Ognio­pierd. Na jego sze­ro­kim grzbie­cie Li­chotki mogą pę­dzić przez oko­licę, kiedy tylko im się po­doba. W szcze­gól­no­ści oby­dwa Li­cho­ciątka lu­bią, gdy Ognio­pierd kręci bączki w po­wie­trzu.

"Gdy smok pę­dzi z całą mocą, dzie­ciom gatki wnet ło­pocą!" - ma­wia Dzia­dek-Li­cho­tek, który ma ro­pu­szań­ski wier­szyk na każdą oka­zję. Nie jest już naj­młod­szy, ale za to jest su­per­wy­spor­to­wany i robi dwie­ście pięć­dzie­siąt pięć pom­pek na jed­nej ręce. Ma już dzie­więć­set osiem­dzie­siąt pięć lat na karku, bo wszyst­kie Li­chotki do­ży­wają sę­dzi­wego wieku. Li­cho­ciątka mają czter­dzie­ści pięć lat, a naj­młod­sze Li­cho­ciątko skoń­czyło już dwa­na­ście.

Upier­dziny świę­tują, kiedy chcą i tak czę­sto, jak chcą. Bab­cia-Li­chotka miewa upier­dziny na­wet trzy razy w ty­go­dniu!

Ale Li­chotki miesz­kają nie tylko w Szmelcu. Na­wet wy­soko na Księ­życu można cza­sem zna­leźć małe żółte Li­chotki za­miesz­ku­jące głę­bo­kie kra­tery. A w wiel­kim mie­ście Lon­dy­nie żyją dwa bar­dzo szcze­gólne Li­chotki. Nie­długo je po­zna­cie.

To są naj­waż­niej­sze in­for­ma­cje o Li­chot­kach, mam na­dzieję, że ich nie za­po­mni­cie.

A, jesz­cze jedno: w na­szych opo­wie­ściach cza­sem po­ja­wiają się an­giel­skie słowa. Je­śli nie masz ucho­ro­gów, dzięki któ­rym ro­zu­miesz wszyst­kie ję­zyki świata, to tłu­ma­cze­nia znaj­dziesz na sa­mym końcu książki.

No to mo­żemy za­czy­nać li­cho­cią przy­godę!

Ście­kowe Biuro

Frycka Fałszka od­gar­nęła pu­kiel mo­krych wło­sów z twa­rzy. Po­sta­wiła koł­nierz płasz­cza, ale mimo to szczy­pało ją wil­gotne, zimne stycz­niowe po­wie­trze.

- Po­goda pod zde­chłym Azor­kiem - mruk­nęła.

Czarna tak­sówka z dużą pręd­ko­ścią wje­chała w ka­łużę. Aku­rat tę mo­głaby omi­nąć!

Frycka nio­sła w ręku siatkę na za­kupy, w któ­rej miała ba­nany, jo­gurt, chleb to­stowy, ser i cztery ta­bliczki gorz­kiej cze­ko­lady.

Szyb­kim kro­kiem prze­kro­czyła jezd­nię i skrę­ciła w boczną uliczkę. Mo­kry bruk błysz­czał w świe­tle la­tarni, a obok sta­rego muru coś sza­rego prze­mknęło obok kupki śmieci.

- Ach, ty za­pchlony szczu­rze! - krzyk­nęła. Tu­taj, w wiel­kim mie­ście Lon­dy­nie, było ja­kieś sie­dem mi­lio­nów szczu­rów. Frycka wła­ści­wie nie bała się szczu­rów, mimo to wzdry­gała się za każ­dym ra­zem, gdy ja­kiś prze­biegł jej drogę.

Za­trzy­mała się na środku ciem­nej uliczki i się ro­zej­rzała. W za­sięgu wzroku nie było żad­nego czło­wieka. Po­sta­wiła na ziemi swoją siatkę i otwo­rzyła po­krywę stu­dzienki. Wsko­czyła do otworu, za­su­nęła za sobą okrą­głą klapę i ze­szła po ma­łej me­ta­lo­wej dra­bince do ciem­nego ka­nału.

Frycka za­pa­liła nie­wielką la­tarkę. Su­fit wi­siał tak ni­sko, że mu­siała lekko po­chy­lać głowę. Mimo to ru­szyła dziar­skim kro­kiem przez wil­gotny la­bi­rynt - cho­dziła tędy już wiele razy i do­brze znała drogę.

Skrę­ciła w prawo i dała duży krok nad ma­łym od­pły­wem, w któ­rym chlu­po­tał brudny stru­myk. W bla­sku jej la­tarki uka­zały się dwa ko­lejne ciem­no­szare szczury, prze­my­ka­jące pod ścianą do bez­piecz­nej kry­jówki. Wresz­cie Frycka do­tarła do sze­ro­kiego ko­ry­ta­rza, w któ­rym mo­gła się wy­pro­sto­wać.

- Dzień do­bry, mi­ster Pad­dock! - za­wo­łała. - Już wró­ci­łam!

Ko­ry­tarz pro­wa­dził pro­sto do biura mi­ster Pad­docka. Pad­dock był zie­lo­nym Li­chot­kiem, który pra­co­wał w Lon­dy­nie jako pry­watny de­tek­tyw.

Frycka Fałszka już tro­chę u niego miesz­kała, ale mimo to na­dal jesz­cze nie przy­zwy­cza­iła się do za­tę­chło-wil­got­nego oto­cze­nia. Czę­sto my­ślała z tę­sk­notą o sło­necz­nym Ru­pie­ciu, gdzie długo pra­co­wała jako asy­stentka pro­fe­sora Wi­niaka. Wi­niak był słyn­nym wy­na­lazcą i Frycka wiele na­uczyła się w jego la­bo­ra­to­rium w wa­go­niku przy dworcu w Ru­pie­ciu. Zwłasz­cza o ży­ciu Li­chot­ków wie­działa dużo. Ru­pieć są­sia­do­wał ze Szmel­cem, gdzie znana ro­dzina Li­chot­ków miesz­kała na ro­pu­szań­skim wy­sy­pi­sku.

Frycka uwa­żała, że li­choci klienci są bar­dzo in­te­re­su­jący i chęt­nie uczyła się o ich ży­ciu i wszyst­kim, co się z nim wią­zało. Miała na­dzieję, że kie­dyś na­pi­sze ob­szerną pu­bli­ka­cję na­ukową o Li­chot­kach.

Któ­re­goś dnia Wi­niak opo­wie­dział jej, że w An­glii też miesz­kają Li­chotki. To za jego po­śred­nic­twem wy­lą­do­wała w sza­rym Lon­dy­nie. W pod­ziem­nym biu­rze mi­ster Pad­docka.

Tu­taj, u mi­ster Pad­docka, mo­gła zbie­rać nie­sa­mo­wite in­for­ma­cje o Li­chot­kach. Była przy­datna w biu­rze de­tek­ty­wi­stycz­nym i po­nie­waż do­brze znała się na no­wo­cze­snych kom­pu­te­rach, sta­no­wiła wielką po­moc dla mi­ster Pad­docka.

Ale mimo tych wszyst­kich cie­ka­wo­stek, które Frycka od­kry­wała, Lon­dyn był ogrom­nym mia­stem od­da­lo­nym od Szmelca o co naj­mniej ty­siąc trzy­sta ki­lo­me­trów. Więc Frycka tę­sk­niła za do­mem. A za­wsze kiedy ogar­niała ją tę­sk­nota, mu­siała ku­pić so­bie ta­bliczkę cze­ko­lady. Co naj­mniej cztery ta­bliczki, bo cze­ko­lada była je­dyną rze­czą, która jej wtedy po­ma­gała.

- Hej, mi­ster Pad­dock! - krzyk­nęła raz jesz­cze, gdy otwo­rzyła drzwi do biura.

Stary de­tek­tyw sie­dział na za­rdze­wia­łej beczce po oleju. Swój wielki pę­katy nos za­sło­nił ga­zetą, jak za­wsze szu­ka­jąc tam cie­ka­wych spraw kry­mi­nal­nych.

Dziś rów­nież miał na so­bie sta­ro­modne la­kierki i prze­tarty kra­cia­sty płaszcz. Swój ka­pe­lusz - czarny me­lo­nik - odło­żył na bok. Mimo że mi­ster Pad­dock był Li­chot­kiem, za­wsze zwra­cał uwagę na swój wy­gląd. Uwa­żał po­rządny strój za ważny, cho­ciaż z oczy­wi­stych wzglę­dów mu­siał on być przy­bru­dzony. Jego le­niwy po­moc­nik Dumpy znowu le­żał w ką­cie na znisz­czo­nej ka­na­pie i chra­pał gło­śno. Dumpy też był zie­lo­nym Li­chot­kiem. Przy­bru­dzoną czapkę na­cią­gnął głę­boko na twarz, a za­rdze­wiałą puszkę pełną her­baty po­sta­wił na pę­ka­tym, li­cho­cim brzu­chu. W puszce za­miast to­rebki her­baty mo­czyła się stara ryba, a na­czy­nie przy każ­dym od­de­chu ko­ły­sało się nie­bez­piecz­nie.

- Well, do­brze, że je­steś, Frycko, my dear - po­wie­dział mi­ster Pad­dock. - Do­cho­dzi piąta, pora na her­batę!

- Ja za her­batę po­dzię­kuję! - za­wo­łała Frycka. Mimo że po­do­bał jej się an­giel­ski zwy­czaj pi­cia her­baty o pią­tej, to ja­koś nie prze­ko­nała się do śmie­cio­wego na­paru mi­ster Pad­docka.

- Za­py­ta­ła­byś pro­fe­sora Wi­niaka o moje za­mó­wie­nie, okej? - po­pro­sił mi­ster Pad­dock.

- Już się robi! - od­parła Frycka.

Po­sta­wiła torbę z za­ku­pami na dru­giej beczce po oleju i skie­ro­wała się do kom­pu­tera. Po­łą­cze­nie z in­ter­ne­tem w nie­uży­wa­nym ka­nale ście­ko­wym po­zo­sta­wiało wiele do ży­cze­nia. Chwilę po­trwało, za­nim twarz pro­fe­sora Wi­niaka wresz­cie po­ja­wiła się na ekra­nie.

- No jak tam, Frycko? - rzekł ra­do­śnie Wi­niak. - Jak ci się po­wo­dzi? Wy­trzy­mu­jesz ja­koś w tym ra­do­śnie mo­krym pod­zie­miu?

- Uj­dzie - rzu­ciła Frycka. - Od­mra­żam so­bie nos i cią­gle mam ka­tar. Ale wszystko jest ro­pu­szań­skie. Mi­ster Pad­dock jest bar­dzo miły. - Spoj­rzała na ka­napę, gdzie na­dal gło­śno chra­pał po­moc­nik Pad­docka. - I Dumpy oczy­wi­ście też.

Mi­ster Pad­dock ze­sko­czył ze swo­jej beczki. Po­ma­chał do wi­docz­nego na ekra­nie Wi­niaka i po­wie­dział:

- Hello, my friend, chcia­łem za­py­tać o moje za­mó­wie­nie. Co z nim?

- Pana za­mó­wie­nie? A tak, oczy­wi­ście. Pra­wie o nim za­po­mnia­łem - od­po­wie­dział roz­tar­gniony Wi­niak. - Pa­ra­sol jest od dawna go­towy.

- Won­der­ful. - Pad­dock się za­śmiał. - Co on po­trafi? Wszystko pan w niego wbu­do­wał?

- Oczy­wi­ście, we­dle pań­skiego ży­cze­nia - po­twier­dził Wi­niak. - To na­prawdę cu­downy pa­ra­sol. Po­trafi roz­py­lać pro­szek do ki­cha­nia, stwa­rzać mgłę i strze­lać śmier­dzą­cym dy­mem. Żeby la­tał, wbu­do­wa­łem mu tur­bo­śmi­gło.

- Smelly fi­sh­bone! - za­wo­łał ucie­szony Pad­dock. - Well, w ta­kim ra­zie pro­szę nam go szybko do­star­czyć!

- Chęt­nie - po­wie­dział z na­my­słem Wi­niak. - Ale nie mogę przy­je­chać oso­bi­ście. Wła­śnie pra­cuję nad nie­zwy­kle waż­nym wy­na­laz­kiem.

- To pro­szę go wy­słać pocztą, okej? - za­pro­po­no­wał Pad­dock.

Pro­fe­sor za­chi­cho­tał.

- To się nie uda. Wy­daje mi się, że ża­den ku­rier nie zej­dzie do ścieku!

- Mój drogi, niech pan wy­my­śli coś in­nego! - po­wie­dział Pad­dock. - Jest pan prze­cież wy­na­lazcą. Niech pan wpad­nie na ja­kiś po­mysł!

- Tak zro­bię! - obie­cał Wi­niak. - Ode­zwę się!

Spis treści

Oto są Li­chotki

Ście­kowe Biuro

First published in German under the title: Die Olchis und die Gully Detektive von London

Copyright? by Verlag Friedrich Oetinger, Hamburg, 2013

Text and illustrations by Erhard Dietl

Published by agreement with Verlag Friedrich Oetinger, Hamburg, Germany

Co­py­ri­ght for Po­lish trans­la­tion? by Ali­cja Ja­nusz

Co­py­ri­ght ? by Vir­tu­alo, 2023

Redakcja: Weronika May

Ko­rekta: Alek­san­dra Wroń­ska, Mag­da­lena Gonta-Bier­nat / To Się Wyda

Skład i ła­ma­nie: To­masz Bier­nat / To Się Wyda

Pro­jekt okładki: To­masz Bier­nat / To Się Wyda

Ilu­stra­cja na okładce: Er­hard Dietl

Tytuł oryginału: Die Olchis und die Gully Detektive von London

Wydanie I

War­szawa 2024

ISBN 978-83-272-8873-8

Książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Wszelkie udostępnianie osobom trzecim, upowszechnianie i upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Virtualo Sp. z o.o.

ul. Mar­szał­kow­ska 104/122

00-017 War­szawa

www.vir­tu­alo.pl

Chcesz wy­dać książkę lub au­dio­book? Wejdź na vir­tu­alo.eu lub na­pisz do nas na ad­res: re­dak­cja@vir­tu­alo.pl.

Zobacz nas na

W se­rii o Li­chot­kach uka­zały się:

Li­chotki i tajny eks­pe­ry­ment

Li­chotki lecą na Księ­życ

Li­chotki i re­kin w kratkę

Li­chotki i zie­lona mu­mia

Li­chotki i Dia­bel­skie Leże

Li­chotki w si­dłach ma­gika

Li­chotki i ście­kowy de­tek­tyw z Lon­dynu

Li­chotki i po­lo­wa­nie na Upiora

W trzy­ma­ją­cej w na­pię­ciu se­rii o Li­chot­kach-de­tek­ty­wach uka­zały się liczne ksią­żeczki i dwa zbiory opo­wia­dań. Ma­te­riały po­moc­ni­cze i edu­ka­cyjne (po nie­miecku) można zna­leźć na stro­nie www.vgo-schule.de.

Er­hard Dietl uro­dził się w 1953 roku w Ra­ty­zbo­nie w Niem­czech. Jest pi­sa­rzem i ilu­stra­to­rem od­no­szą­cym suk­cesy za­równo w swoim kraju, jak i za gra­nicą. Za swoje prace otrzy­mał wiele na­gród, mię­dzy in­nymi na­grodę fun­da­cji Buch­kunst za naj­ład­niej wy­daną książkę czy au­striacką na­grodę za naj­lep­szą książkę w dzie­dzi­nie li­te­ra­tury dzie­cię­cej i mło­dzie­żo­wej.

Jed­nymi z naj­po­pu­lar­niej­szych bo­ha­te­rów jego ksią­żek są nie­sforne Li­chotki, które roz­śmie­szą i przy­cią­gną do lek­tury na­wet tych, któ­rzy nie są prze­ko­nani do czy­ta­nia. Czy­tel­nicy z przy­jem­no­ścią się­gną rów­nież po se­rię o Gu­sta­vie Gor­kym - ko­smicz­nym re­por­te­rze. Przy­pad­nie ona do gu­stu zwłasz­cza fa­nom Li­chot­ków.