?
Lila i jej bracia wybierali się na wycieczkę do wąwozu Homole. Lila nie mogła się już doczekać. Rodzice opowiadali jej, że w wąwozie płynie potok z krystalicznie czystą wodą, nad którym przerzucono metalowe mostki.
- Dzieci, włóżcie buty górskie i przygotujcie swoje plecaki. Spakujcie do nich czapki z daszkiem, okulary przeciwsłoneczne, picie i przekąski - powiedziała mama.
- A mogę zabrać moją ulubioną przytulankę? - zapytała Lila.
- Dobrze, ale pamiętaj, żeby jej pilnować.
Lila przyglądała się uważnie wszystkim rzeczom, które mama wkładała do plecaka.
- A co to jest? - Wskazała palcem na małe, czerwone pudełeczko.
- To jest apteczka pierwszej pomocy. Będzie potrzebna, gdyby któreś z was się zraniło - odpowiedziała mama.
- Mogę otworzyć?
- Oczywiście.
Lila wyjęła całą zawartość apteczki: plastry w kolorowe zwierzątka, bandaż, maleńkie nożyczki, spray do odkażenia rany i gwizdek alarmowy. Z zainteresowaniem oglądała wszystkie przedmioty, które mogą się kiedyś przydać.
Kiedy wszyscy byli już gotowi, wyruszyli do wąwozu.
Malownicza ścieżka prowadząca przez wąwóz była kamienista i gdzieniegdzie wilgotna od chlupiącej z potoku wody. Dobrze, że wszyscy mieli odpowiednie buty, bo kamienie i głazy były bardzo śliskie.
Michał i Mikołaj szli na przedzie, zatrzymując się co chwilę przy potoku. Największą frajdę sprawiało im wrzucanie patyków w nurt wody i kibicowanie, który dopłynie pierwszy do mety. Na niektórych głazach wygrzewały się jaszczurki zwinki. Były tak szybkie, że dzieci nie potrafiły ich złapać.
- Nie łapcie jej, bo zgubi swój ogon. Prawda, mamo? - zapytał Mikołaj.
- Masz rację - odparła mama. - Jaszczurka porzuca swój ogon, gdy czuje zagrożenie lub jest atakowana. To jej sposób na samoobronę. Odrzucony ogon rusza się jeszcze przez chwilę, żeby zmylić drapieżnika. W ten sposób jaszczurka ma czas, żeby schować się w bezpiecznym miejscu - wyjaśniła.
Lila była coraz bardziej zmęczona spacerem.
- Długo jeszcze? - zapytała.
Mama wyciągnęła z plecaka chrupiące krakersy w kształcie zwierzątek.
- Wymyśliłam fajną zabawę - powiedziała. - Na każdym mostku będziesz losować trzy różne zwierzątka.
- Ja też chcę! - krzyknęli chłopcy jednocześnie.
- Dobrze. Każdy z was będzie losował krakersowe zwierzęta.
Lila jakby nabrała siły w nogach i zapomniała o marudzeniu. Na pierwszym mostku wylosowała żyrafę, małpę i nosorożca.
- Jakie są jeszcze zwierzątka? - dociekała.
- Zobaczysz, jak dojdziemy do następnego mostku - odpowiedziała mama.
Lila schrupała krakersy i dzielnie maszerowała dalej.
Na olbrzymim głazie pełzała piękna salamandra. Jej czarne, błyszczące ciało pokrywały pomarańczowe plamy.
- Chodźcie, szybko! Znaleźliśmy coś fajnego - krzyknęli chłopcy.
- Co tam macie? - zainteresowała się Lila.
Rodzice podeszli bliżej.
- To jest salamandra - oznajmił tata. - Jest najładniejszym i największym płazem ogoniastym w Polsce. Nie dotykajcie jej - ostrzegł. - Z boku głowy ma gruczoły wydzielające jad.
- Tak jak ropucha, którą widzieliśmy na wycieczce do żabiego stawu? - skojarzyła Lila.
- Tak. Salamandra też broni się przed drapieżnikami.
- Ale piękna - zachwycili się chłopcy.
Wszyscy z zaciekawieniem przyglądali się, jak salamandra powoli poruszała się na głazie.
- Pora iść dalej - zadecydowała mama.
Kiedy doszli do Dubantowskiej Polany, zrobili sobie przerwę na piknik. Dzieci od razu pobiegły wspinać się na skałki.
Stąd było już niedaleko do szałasu Bukowinki i bacówki "U Wojtka". Po krótkim odpoczynku ruszyli dalej. Chłopcy zaczęli się ścigać.
- Chłopaki! Nie biegamy na szlaku - upomniała ich mama.
Nagle Mikołaj poślizgnął się na mokrych kamieniach i upadł na ziemię. Jego spodenki były brudne od błota, a z kolana i łokcia sączyła się krew.
- Auuuć, jak boli. Leci mi krew - jęknął Mikołaj ze łzami w oczach.
Rodzice i Lila podbiegli do Mikołaja sprawdzić, czy nic poważnego się nie stało. Mama wyciągnęła z plecaka apteczkę pierwszej pomocy i oczyściła rany.