PROLOG. Echa zagłady Ormian
zasłuchany
wiem wszystko -
- co od niej
nie zdradza mi tylko swego pochodzenia
babcia Maria z Bałabanów
Maria Doświadczona
nic nie mówi
o masakrze
Armenii
masakrze Turków
chce mi zaoszczędzić
kilku lat złudzenia
wiem że doczekam
i sam poznam
bez słów zaklęć i płaczu
szorstką
powierzchnię
i dno
słowa
Zbigniew Herbert: Babcia1
W połowie lat osiemdziesiątych XX wieku Henryk Grynberg stwierdził, że nie było na ziemiach polskich "wydarzenia donioślejszego dla ludzkości" niż zagłada Żydów, Holokaust. "Im szybciej uświadomi to sobie literatura polska - dodawał autor Ekipy "Antygona" - tym lepiej dla niej i w ogóle dla polskiej kultury, bo równie ważnego wydarzenia nie było w dziejach całej Europy i nie ma pewności, czy było w historii cywilizacji"2.
Z tematem Holokaustu literatura polska zmaga się "od zarania", to jest od chwili, gdy zbrodnię tę zaczęto realizować. Czyni to z mniejszym lub, jak tuż po wojnie i w ostatnich latach, z większym zaangażowaniem. A przecież zagłada Żydów nie jest jedyną "doniosłą dla ludzkości" potwornością, z jaką przyszło się zmierzyć w XX wieku literaturze polskiej. Należy do nich także zagłada Ormian, nazywana niekiedy pierwszym Holokaustem lub, co częstsze, pierwszym ludobójstwem XX wieku3 - skądinąd niesłusznie, zanim się bowiem ona dokonała, niemieckie wojska kolonialne przeprowadziły u progu minionego stulecia na obszarze obecnej Namibii (ówczesnej Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej) eksterminację ludów Herero i Nama4 (o czym wspominałem we Wstępie).
Czy literatura polska "uświadomiła sobie" ludobójstwo Ormian? Mówiąc o nim, mam na myśli zbrodnię realizowaną przez Turków w latach 1915-1923, pomijam natomiast jej preludium, to jest masakry urządzone w latach 1894-1896 na rozkaz sułtana Abdülhamida II oraz rzeź dokonaną w 1909 roku w Adanie. Zwrócę tu jedynie uwagę, że echo masakr z lat dziewięćdziesiątych odzywa się w powieści Edwarda Sedlaczka Suryawansa z 1900 roku5, natomiast zarówno o nich, jak i o wydarzeniach w Adanie wspomina w napisanym w 1914 roku eseju Armenia i Ormianie Adolf Nowaczyński:
Przechodzą Ormianie w nowy okres historyczny, mając w pamięci tylko bezeceństwa administracyjne staro-turków, biały terror, którego padali ofiarą aż do najostatniejszych czasów, przechodzą z pozostałymi w imaginacji reminiscencjami strasznych rzezi w Tarsie, w Aden, masakrów w Hamidjeh, z obrazami słynnego pogromu przez mob stambulski Banku Ottomańskiego, ze straszliwymi wizjami stałych chronicznych napadów dzikich rozbójniczych górali kurdyjskich na ich spokojne w pracy pogrążone sadyby i sioła. Istotnie bowiem życie Armeńczyków pod panowaniem tureckim było jedną wielką księgą martyrologii6.
Nieco wcześniej, wyraziwszy aprobatę, że Ormianie w toczącej się obecnie "światowej wojnie" opowiedzieli się po stronie Rosji, Anglii i Francji, autor eseju wyraził zarazem nadzieję, że "wybór [...] nieszczęśliwych Armeńczyków był trafny, rozumny i szczęśliwy"7. Niestety, jak wiemy, wybór ten okazał się fatalny.
Niniejszy rozdział zawiera, rzec można, wstępny katalog obecnych w literaturze polskiej wątków i motywów związanych z ludobójstwem Ormian, kolejną kartą - przywołam raz jeszcze Nowaczyńskiego - ich wielkiej księgi martyrologii.
Bodajże najwcześniejszym utworem odzwierciedlającym tę zbrodnię, zainicjowaną w czasie pierwszej wojny światowej, jest Przedwiośnie Stefana Żeromskiego, opublikowane w 1924 roku8. Zobrazowane w nim zdobycie i zajęcie Baku przez armię osmańską w 1918 roku bywa ujmowane w historiografii jako jeden z etapów, dokonywanego przez Turków w latach 1915-1923, ludobójstwa Ormian9. Kwestię tę, a ściślej, zawarte w dziele Żeromskiego wątki ormiańskie, jak również "tatarskie" (to jest azerskie), tureckie i dotyczące rewolucji (notabene nie tylko bolszewickiej), analizuję w kolejnym rozdziale niniejszej książki.
Dwa lata po ukazaniu się Przedwiośnia temat zagłady Ormian powrócił w powieści Choucas Zofii Nałkowskiej10. Ta, jak głosi jej podtytuł, "powieść internacjonalna" stanowiła w zamierzeniu autorki, pacyfistki, "próbę poszukiwania tego, co wszystkim ludziom jest wspólne, co ich łączy"11. Obejmująca okres kilku tygodni akcja utworu rozgrywa się w szwajcarskim uzdrowisku, wśród mieszkańców jednej z willi, kilka lat po zakończeniu Wielkiej Wojny. Reprezentujący liczne narodowości kuracjusze leczą tutaj tyleż swoje ciała, co przede wszystkim dusze. Widoczne są dwie zwłaszcza przypadłości: wywołana wojennymi doświadczeniami oraz rosyjską rewolucją trauma oraz nacjonalistyczne uprzedzenia. Internacjonalizm stanowi w Choucas postulat - a raczej marzenie - zniesienia między ludźmi pozornych - etnicznych - różnic oraz kultywowania człowieczeństwa. Powiada narratorka: "Taka dziwna jest próżność człowieka, który każdy swój namiot, choćby najbardziej przelotny, uważa za środek świata"12. Pani Norah nienawidzi Irlandczyków, pani de Carfort odczuwa niechęć wobec Arabów, pana Esta wygnał z Rumunii antysemityzm, państwo Vigil pogardzają "prawie każdym narodem". Wszyscy zaś mieszkańcy willi solidarnie nie lubią Fuchsa - jako Niemca:
Tak, Niemcy to byli już doprawdy ci najwięksi, wspólni wrogowie. To nas poniekąd bratało z panem Verdy [Francuzem - A.M.], byliśmy bliscy tą nienawiścią. I stawało nam tej nienawiści za wszelkie inne racje i motywy przyjaźni.
[...] nie mogłam oprzeć się tej myśli, że braterstwem dwóch narodów jest to właśnie, że będą razem przeciw trzeciemu.
I wtedy niemożliwe wydaje się braterstwo wszystkich narodów, braterstwo ludów. Bo przeciw komu?13
Pośród licznych wymienionych w Choucas nieszczęść, jakie dotknęły niedawno Europę i jej obrzeża, Afrykę Północną i Azję Mniejszą, wyeksponowane są, nie urastając wszakże do rangi wiodącego wątku powieści, masakry Ormian. Jedna z kuracjuszek, Rosjanka Wogdeman, stwierdza: "Armeńczycy zachowali nie uszkodzoną dumę tych, którzy cierpieli niewinnie. Ich mękom współczuje wszystko, co jest szlachetne w Europie i Ameryce"14.
Pisarka tytułem swojej powieści uczyniła francuską nazwę gatunku ptaka o czarnym ubarwieniu: wieszczka. Do choucas przyrównana jest jedna z powieściowych postaci, nosząca żałobę panna Hovsephian, Ormianka, której "oczy są wystraszone i tragiczne, o każdej chwili gotowe do płaczu, oczy, które widziały"15. Prezentując tę postać, kreśli autorka tragiczne dzieje osmańskich Ormian:
Dzieckiem słyszała opowieści o straszliwych rzeziach Abdul Hamida w Vanie, Mouch, Bitlisie, Diarbekirze i Trebizondzie, o trzystu tysiącach wymordowanych Armeńczyków. A po rewolucji młodotureckiej, od której czekali wyzwolenia, wybuchły nowe masakry w Adana, w Cylicji16.
Nieco dalej panna Hovsephian stwierdza: "Kiedy rozpoczęła się wojna, nastały nowe prześladowania - i wtedy zginęło milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy Armeńczyków"17. Ustami bohaterki Nałkowska czyni sprawozdanie z popełnionych wówczas, zarówno podczas pogromów, jak i marszów śmierci, zbrodni.
Fot. 4. Zwłoki Ormian zamordowanych przez Turków, 1915 r.
Uciekinierami z Turcji są w Choucas także pan Peynirian, kupiec z Konstantynopola, oraz "przemiła, urocza, nieszczęsna" panna Sossé Papazian. Dowiadujemy się, że zdołała ona, będąc dziewczynką, umknąć rzeziom, jednakże - dodaje narratorka - "Zanim [...] wyjechała - już coś widziała. Tylko z nią nie można wcale o tym mówić"18. Przy silnej gorączce dręczy ją "potworna wizja"19, budząca przerażenie i rozpacz. Panna Sossé kieruje do narratorki (i jednocześnie bohaterki utworu) ważkie słowa:
gdybym mogła była wtedy naprawdę wierzyć, że to, co się stało z Armenią, było jakimś wyjątkiem, jakąś niezrozumiałą omyłką... Gdybym była pewna, że to zaprzecza porządkowi świata, że to zagraża harmonii świata... Ale to było zgodne z naturą rzeczy, to było podobne do wszystkiego, podobne do wojny, do tego, co się dzieje w różnych koloniach, co było z Irlandią. To było jeszcze gorsze, ale nie było inne - pani rozumie, nie było inne20.
A więc - to było jeszcze gorsze, ale nie było inne... Czy można by - zapytajmy - czy wypada powtórzyć te słowa wobec dokonanej w czasie drugiej wojny światowej zagłady Żydów?
W 1933 roku w Berlinie ukazała się powieść austriacko-żydowskiego pisarza Franza Werfla Die vierzig Tage des Musa Dagh (Czterdzieści dni Musa Dah)21, stanowiąca najgłośniejsze w literaturze światowej dzieło podejmujące temat zagłady Ormian, a ściślej, obrazujące jej heroiczny epizod - podjętą w lipcu 1915 roku przez grupę około pięciu tysięcy Ormian, która obwarowała się na górze Musa Dagh (Góra Mojżesza), skuteczną obronę przed Turkami22. Co ciekawe, naziści, którzy na początku 1933 roku przejęli w Niemczech władzę, utrudniali rozpowszechnianie tej książki. Zapewne w mniejszym stopniu dlatego, że - jak twierdzą Vahakn Dadrian i Grzegorz Kucharczyk - widziano w pisarzu propagandzistę "rzekomych" tureckich zbrodni popełnionych na Ormianach23, w większym zaś dlatego, że był on z pochodzenia Żydem. Wspominam o tym niepolskim echu zagłady Ormian z powodu szczególnego przejawu jego recepcji. Mianowicie w okresie drugiej wojny światowej powieść ta, czytana w oryginale i w przekładach (polskie tłumaczenie ukazało się w 1936 roku)24, stanowiła jedną z najpopularniejszych lektur wśród mieszkańców, a właściwie więźniów żydowskich gett25. Zwłaszcza członkowie ruchu oporu - doszukujący się analogii między Masadą26 a Musa Dagh, między tragiczną sytuacją skazanego na zagładę narodu żydowskiego a losem Ormian, którzy odważyli się podjąć na Górze Mojżesza zwieńczoną powodzeniem walkę - postrzegali Masadę jako symbol samobójstwa, natomiast Musa Dagh oznaczała dla nich nadzieję na ocalenie lub przynajmniej podpowiadała godną śmierć (w walce). Literackim świadectwem recepcji powieści Werfla jest poczyniona przez Władysława Szlengla uwaga w przedmowie do przygotowywanego tomu wierszy napisanych przezeń w warszawskim getcie. Relacjonując początek "małej akcji", to jest przeprowadzonej przez Niemców w getcie w dniach od 18 do 22 stycznia 1943 roku akcji wysiedleńczej, która wywołała pierwszy zbrojny opór Żydów, notuje on:
300 esesmanów. 1000 esesmanów... Cyfry licytują się. O 11.30 grupki na podwórzu zmieniają się w karawany śmiertelnie przerażonych zwierząt czujących pożar kniei.
Obijają się grozą smagnięci ludzie z podniesionymi kołnierzami o ściany ciasnego matecznika. Pierwsze partie co śmielszych przechodzą przez murek i wsiąkają w miasto Ariów. Nasza góra Muza Dag - pali się27.
Cztery miesiące później warszawska Musa Dagh spłonęła ostatecznie. Ocaleli nieliczni.
Do zrealizowanej przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej eksterminacji Żydów nawiązuje opublikowany w 1961 roku na łamach "Kierunków" List do starego tureckiego znajomego Bohdana Gębarskiego. W tymże "gniewnym i smutnym liście" autor - naświetliwszy, na początku lat sześćdziesiątych w Polsce prawie nieznaną, a raczej zapomnianą, historię ludobójstwa Ormian dokonanego przez Turków w latach 1915-1916 (i dodajmy: w latach następnych) - wzywa naród turecki do rozliczenia się z popełnionej zbrodni, do zadośćuczynienia. Odnosząc się do odbywającego się wówczas w Jerozolimie procesu Adolfa Eichmanna, pisze:
Przecie wiesz dobrze, że Eichmann był tylko Waszym pojętnym uczniem i że to, co robił w latach 1942-1944 z Żydami, było powtórzeniem w większej skali tego samego, co Twoi rodacy zrobili z Ormianami już w r. 1915.
A była to [...] pierwsza w dziejach planowa i oparta na zasadach naukowej organizacji pracy, eksterminacja całego narodu. Ta przemyślana w najdrobniejszych szczegółach rzeź nie miała absolutnie nic wspólnego z "chałupniczymi" wyczynami jakiegoś tam Abdul Hamida z lat 1895-96, kiedy to po prostu poszczuto na Ormian hordy dzikich Kurdów oraz męty społeczne, osiągając "całkiem skromne rezultaty" - jakieś 300 tysięcy zabitych28.
Autor wskazuje też inne podobieństwa między obu zbrodniami:
Kobiety, dzieci i starców pędzono dalej, aż do obozów zagłady, położonych między Deir ez Zor [Dair Az-Zaur] i Meskene [Maskaną] na pustyni mezopotamskiej. [...]
Czy różniło się to choć na jotę od hitlerowskich obozów śmierci?29
Autor różnicę dostrzega w tym, że reżyserami ludobójstwa popełnionego przez Turków byli inteligenci, tymczasem, jak stwierdza, "niemieckimi Enverami byli przede wszystkim półinteligenci"30. Gębarski jednak myli się: wiele osób bezpośrednio odpowiedzialnych za Endlösung der Judenfrage posiadało stopnie naukowe, także w dziedzinie prawa31. W końcowej partii listu, niepozbawionego walorów literackich, wszelako spełniającego nade wszystko funkcje publicystyczne, autor ujawnia jego faktyczny adres oraz dopowiada intencję:
zawiodłeś pokładane w Tobie nadzieje, że będziesz miał dość siły i odwagi, ażeby zabrać w swej ojczyźnie głos w obronie zamordowanego ludu. I dlatego adresuję go do tych, którzy są prawdziwym sumieniem Waszego narodu, do jego literatów, artystów i nauczycieli, do światowej sławy uczonych tureckich, do wychowawców i przyjaciół młodzieży. [...]
[...] w naszym historycznym okresie spontanicznego wyzwalania się pokrzywdzonych narodów i zagrabionych krajów, sprawa ta i tak musi wypłynąć. A korzystniej chyba dla Was samych będzie, jeżeli staniecie się swym własnym oskarżycielem i swym własnym sędzią, miast być tylko... oskarżonym32.
List ten, którego ormiańskie tłumaczenie opublikowano w Erewanie, zaś angielski przekład zaprezentował "The Armenian Mirror-Spectator" w numerze z 30 czerwca 1962 roku33, okazał się wołaniem na puszczy. Adresat nie odpowiedział, nie zareagował. I milczy do dziś. Lub reaguje impulsywnie.
Niedługo przed publikacją tekstu Gębarskiego, rok wcześniej, ukazał się na łamach tygodnika "Argumenty" trzyczęściowy reportaż podróżniczy Andrzeja Mandaliana zatytułowany Notatki armeńskie, zawierający porcję wiedzy na temat "niechętnie" przez Polaków odwiedzanej Armenii, jej dziejów oraz współczesności, stanowiącej, w ujęciu autora, okres rozkwitu (dawne dzieje kraju jawią się w tekście jako pasmo udręki). Mandalian opisuje Armenię tak jakby była niepodległym krajem o ustroju socjalistycznym; o tym, że jest częścią Związku Sowieckiego, milczy. Nie wspomina też o swoich ormiańskich korzeniach, w każdym razie nie czyni tego wprost. Dyskretnie, prawie niewidocznie, odkrywa w sobie dumę ze swojego pochodzenia34. Ten "proces poznawczy" wyznacza oś dramaturgiczną reportażu. Pewną dozę uwagi poświęca w nim Mandalian także dokonanym przez Turków masakrom. Czyni to, relacjonując swoją wizytę w domu poznanego w księgarni Ormianina:
Stary człowiek musi dobrze pamiętać rozprawę uczynioną przez sułtana Abdul-Hamida, rzezie lat 1895-96. Uciekł podówczas z Wanu do Armenii Wschodniej, tułał się po obcych, podejmując się każdego zajęcia, ale uniknął losu setek tysięcy Ormian - bez względu na wiek czy płeć wyrżniętych w pień przez armię turecką. Stary człowiek zrywa się zza stołu, rozkłada przede mną jakieś książki, zdjęcia, portrety - opinia publiczna owych czasów protestuje przeciwko rzeziom.
[...] jest rok 1959, a więc gospodarz mój musiał przeżyć również lata 1915-1916, kiedy wycięto bez mała dwa miliony Ormian. Resztę ocaliła rewolucja. Ta, raz po raz odnawiana, a zatem dość gruntowna, znajomość zasad współistnienia na turecką modłę pozwoliła mu również w sloganach nacjonalistów ormiańskich - dasznaków o "Wielkiej Armenii" - dopatrzyć się hochsztaplerki35.
Przywołane w reportażu informacje o masakrach i innych dotykających Ormian tragediach służą wyeksponowaniu szczęśliwej współczesności kraju. Wspominając o dokonywanych w ciągu wieków przez różne państwa rozbiorach Armenii, Mandalian przemilcza aneksje dokonane przez Rosję. Zarówno ideologiczne trybuty, jak i przemilczenia wydają się w związku z istnieniem cenzury dość zrozumiałe. W każdym razie pocieszające jest to, że podźwignięcie się z upadku (oczywiście dokonane dzięki rewolucji) tego jednego najstarszych w świecie "okręgów rolniczych i hodowlanych"36 zajmuje autora w mniejszym stopniu niż jego kulturowe dziedzictwo:
Zanim bowiem - pisze Mandalian - socjalizm stał się szansą historyczną i warunkiem egzystencji państwowej Ormian, cóż obok wspólnoty językowej i przywiązania do ziemi ratowało ten od stuleci ginący, wypędzany, rozproszony po wszystkich zakątkach kuli ziemskiej naród, jak nie to wszystko, co zwykliśmy określać utartym pojęciem kultury i sztuki37.
W końcowym fragmencie reportażu czytamy:
Jutro w samolocie, przyglądając się górom po raz ostatni, przypomni sobie [autor reportażu - A.M.], że w roku 1916 Turcy rzucili tu hasło: Armenia bez Ormian. Widok bowiem u dołu pozwala przekonać się naocznie, iż większa część terenów ormiańskich łącznie z gruzami Ani, wyludnionym Karsem, samym wreszcie Araratem znajduje się po tamtej [tureckiej - A.M.] stronie Araksu.
Samolot jednak krąży nad ziemią, która wspomnianemu hasłu zaprzeczyła jak najdobitniej38.
Innym literackim plonem podróży do Armeńskiej SRR, zrealizowanej w 1966 roku, jest reportaż Jerzego Zagórskiego Kierunek Ararat opublikowany w katolickim "Tygodniku Powszechnym"39. Można rzec, iż autor oddaje w nim cesarzowi, co cesarskie w sposób dyskretny, mimochodem wymieniając niektóre przejawy uprzemysłowienia tej (sowieckiej) republiki. Większą w tej mierze gorliwość ujawnia w wersji książkowej reportażu, nieco zmienionej, dodając w niej, że uprzemysłowienie jest gwałtowne i stanowi "oczywistą drogę do przezwyciężenia zadawnionej biedy tego kraju"40. Uwagę autora (w obu wersjach tekstu) w większej mierze przykuwa nie to, co "boskie" - jakkolwiek autor rozpisuje się na temat Kościoła Ormiańskiego - ile to, co "ludzkie", względnie "kulturowe", a mianowicie dzieje i tradycja Ormian, a zwłaszcza ich dawna sztuka. W tychże ramach wspomina, nie wchodząc w szczegóły, o dokonanym przez Turków ludobójstwie. Pisze:
południowa Armenia, przez wieki tępiona i mordowana, przeżyła straszną agonię w czasie I wojny światowej, gdy Turcy postanowili Ormian prewencyjnie wytępić do nogi, tworząc w naszym stuleciu precedens ludobójstwa, potem, w czasie II wojny światowej, tak udoskonalonego technicznie przez Niemcy hitlerowskie41.
Nieco dalej stwierdza: "Krew, zgliszcza i gwałt nad narodem ormiańskim obwieszczony w roku 1915 był więc także sygnałem rasizmu, choć nie nordyckiego..."42. Można sądzić, że wiedzę o tej zbrodni pisarz zaczerpnął od Ormian, z którymi zetknął się w czasie podróży. W każdym razie jeden z nich, szofer, opowiedział mu (w książkowej wersji reportażu) o "dodatkowej "pacyfikacji""43 dokonanej około 1925 roku na stokach Araratu, z której szczęśliwie uszedł z życiem.
O Armenii pisali reportaże nie tylko poeci, jak Mandalian i Zagórski, lecz także reportażyści, autorzy specjalizujący się w tym gatunku. W 1968 roku Ryszard Kapuściński opublikował książkę Kirgiz schodzi z konia, stanowiącą efekt odbytej w 1967 roku podróży do siedmiu południowych republik Związku Sowieckiego. W zamykającym ją reportażu Wejście na pustynię zanotował:
Azja Radziecka jest dzisiaj wielkim placem budowy, terenem nieustającej rewolucji technicznej, a zarazem szkołą życia, uczelnią stu narodów. [...]
Ale przede wszystkim powstał tu nowy typ człowieka, wyzwolonego z nędzy i przesądów, człowieka otwartych horyzontów i przywróconej godności. Jest on największą zdobyczą rewolucji44.
Zasadniczo właśnie o tym, o rewolucyjnych przeobrażeniach, traktują zawarte w książce reportaże. Jeden z nich nosi tytuł Wanik czyli druga Armenia. Jego bohater, Wanik Santrian, oprowadza autora, czyniąc zadość jego prośbie, nie po utartym szlaku, lecz po zaułkach Erewanu. Wiedzie go między innymi do młodego kompozytora Emina Aristakesjana, aby mógł poznać sztukę wielkiego Komitasa, który dla Ormian jest tym, czym dla Polaków Szopen. W związku z tą wizytą pojawia się w reportażu wątek zagłady:
Nazywał się - informuje (zapewne za Aristakesjanem) Kapuściński - Soomo Soomonjan, ale jako mnich przybrał imię zakonne Komitas i tak go tu nazywają. Urodził się w 1869 roku w Turcji. W Turcji mieszkała wtedy większość Ormian, różnie podają: 2 albo 3 miliony. [...]
W 1915 roku zaczęła się w Turcji rzeź Ormian. Do czasów Hitlera była to największa rzeź w dziejach świata, zginęło w niej półtora miliona Ormian. Żołnierze tureccy wciągnęli Komitasa na skałę, z której mieli go strącić. W ostatniej chwili uratowała go córka sułtana Istanbulu [!], jego uczennica. Ale już widział przepaść i to pomieszało mu zmysły.
Miał wtedy 45 lat. Ktoś go zawiózł do Paryża. [...] Żył jeszcze 20 lat. Nie wydał żadnego głosu. 20 lat w zakładzie dla umysłowo chorych. [...]
[...] Nikt nie wie na pewno, czy był chory. Bo jeśli wybrał milczenie?
Może to była jego wolność45.
Kapuściński skupia się w tym reportażu na dziejach i kulturze Ormian, charakteryzuje też środowisko geograficzne Armenii. Dopiero w końcowej partii spłaca ideologiczny trybut - wspominając o swojej wizycie u towarzysza Agłamazjana, dyrektora budowy kanału Arpa-Sewan, "gigantycznej inwestycji"46. Fragmenty tego utworu, podobnie jak pozostałych reportaży z tomu Kirgiz schodzi z konia, włączył Kapuściński w wersji nieco zmodyfikowanej do opublikowanego w 1993 roku Imperium; nadał mu tytuł Armenia. We fragmencie tej książki, stanowiącym zapis podróży do Związku Sowieckiego z lat 1989-1991, w rozdziale Patrzymy, płaczemy, autor napisał: "Przeszłość ormiańska to tragiczne drzewo, które nadal rzuca cień. Gdyby nie było przeszłości i rzezi półtora miliona Ormian w 1915 roku, można by porozumieć się z Turkami, porozumieć się z islamem i żyć spokojnie"47.
Kolejnym autorem zawierającej wątek genocydu relacji z podróży do Armenii jest Jerzy Putrament. Ukazała się ona w 1975 roku na łamach "Literatury" pod intrygującym tytułem Nairi48. Nairi to, jak informuje autor na wstępie, nazwa znajdującego się opodal Erewanu sowchozu, w którym z jałowej ziemi "robi się" winnice (ostatnie zdanie reportażu wskazuje, że Nairi to także jedna z dawnych nazw Armenii). Wędrówka autora odbywa się zgodnie z przygotowaną przez gospodarzy marszrutą - "taki plan ułożyli gospodarze"49 - współkształtującą, nawiasem mówiąc, nie tylko jego relację. W okresie PRL polscy pisarze odwiedzali Armenię na zaproszenie tamtejszego związku pisarzy, z zasady grupowo - widzieli i opisywali zwykle to samo. Ogląda więc autor i opisuje osiągnięcia radzieckiej gospodarki, ale też widoczny po stronie tureckiej Ararat i trwające po tej stronie wiekowe zabytki. Wysłuchuje także - niejako przy okazji, przypadkiem (jest to kolejny "topos" polskich reportaży z Armenii) - opowieści jednego z miejscowych, fotografa, o tym, co każdemu Ormianinowi "dolega najbardziej"50. Referując tę opowieść i dodając do niej własną refleksję, pisze Putrament:
To rok 1915. 24 kwietnia zaczęło się skrupulatnie zaplanowane przez władze tureckie ludobójstwo, pierwsze w XX wieku i będące niewątpliwym natchnieniem dla Hitlera, który to wszystko tylko zmechanizował i zastąpił jatagan [rodzaj broni białej - A.M.] bronią maszynową czy cyklonem.
Tego roku upłynęło 60 lat od owej ponurej rzezi. Tu i ówdzie prasa o tym wspominała, ale jakże rzadko i niemrawo. I to nie tylko utrata połowy narodu ciąży dziś każdemu Ormianinowi. Kto wie, czy nie więcej w tym kompleksie narodowym waży milczenie dokoła całej tej sprawy, cisza opinii światowej51.
Fragmenty dotyczące ludobójstwa Ormian znajdujemy też w obszernym, opublikowanym w 1977 roku w formie książki, reportażu Moniki Warneńskiej Ścieżką na Ararat. Pod względem dwudzielnej kompozycji, zderzającej ze sobą przeszłość i współczesność, przypomina on wcześniej przywołane reportaże. W inicjalnej partii autorka pisze:
Gdy pytam sama siebie: - Armenia, jak to się zaczęło, od kiedy zafascynowała mnie przeszłość tego narodu, jego tragiczne dzieje - widzę przed sobą książkę ze stemplem bibliotecznym, z nazwiskiem znanej i sławnej autorki, z dziwnym, niezrozumiałym tytułem na pierwszej stronie. Tytuł książki Z. Nałkowskiej brzmi: Choucas. Mam lat trzynaście lub czternaście i jeszcze bardzo mało wiem o świecie52.
Nieco dalej następuje długi cytat z Choucas dotyczący panny Hovsephian i zawierający jej opowieść o dokonanej przez Turków rzezi Ormian. "Po wielu latach - wyznaje Warneńska - podobny obraz [rzezi] miałam odnaleźć w strofach wierszy armeńskiego poety Geworga Emina Pieśń o żurawiu"53. W tychże strofach - dopowiedzmy - zawarte są motywy zgliszczy, bólu, łez, biedy, rozpaczy ormiańskiej. Przytoczywszy utwór Emina, stwierdza autorka: "I wtedy chyba dojrzała moja ciekawość, chęć sprawdzenia, jaki jest ten kraj. [...] Wszędzie słowa: Armenia, Ormianie kojarzą się we wspomnieniach z rzeziami, okrucieństwem, wygnaniem, sieroctwem, rozpaczą"54.
Warneńska informuje w kilku miejscach swojej książki o "relacjach ormiańsko-tureckich" - o zarządzonych przez sułtana Abdülhamida masakrach Ormian, o przybierających na sile "rozprawach" w roku 1915, o ciągnącym się aż do 1922 roku "planowym i systematycznym ludobójstwie"55, o "rzekach przelanej krwi, o ranach zadanych narodowi"56. Czyni to, aby przybliżyć czytelnikowi historię narodu, nad którą obszernie się w książce rozwodzi, ale też po to, by przekonać go, że dopiero "okrzepnięcie władzy radzieckiej w Armenii przyniosło istotne, głębokie i trwałe zmiany w życiu kraju"57, by poprzez wgląd w historię Armenii mógł on "trafniej ocenić jej obecne osiągnięcia"58.
Tego ideologicznego trybutu lub wyrazu przekonań próżno natomiast szukać w opublikowanym w 1986 roku reportażu Grażyny Lewińskiej-Jaskuły i Marka Wawrzkiewicza Za co kochamy Armenię59. Autorzy zdają się zwiedzać Armenię na własną rękę, prawdziwie turystycznie, bez reżyserujących podróż "opiekunów": "Ktoś miał nas odebrać z lotniska, zawieźć na miejsce. Nie przyjechał"60. Jako że rok wcześniej Michaił Gorbaczow zainicjował głasnost i pieriestrojkę, można było sobie darować obowiązkowe do niedawna inkrustacje wychwalające osiągnięcia sowieckiej Armenii. Zadość schematowi czyni natomiast zawarty w tym tekście akapit poświęcony "genocidowi". Źródłem tego fragmentu jest najprawdopodobniej (sugeruje to kompozycja tekstu) elokwentny taksówkarz. Pojawiają się tutaj daty, liczba ofiar, miejsce zbrodni i - zapewne uczyniony przez autorów z autopsji - opis jej pomnika w Erewanie (wybudowanego, dodajmy, w 1967 roku):
Dwanaście ogromnych, granitowych filarów, jak dwanaście chaczkarów [ormiańskich stel upamiętniających wydarzenie lub osobę - A.M.], stojąc w kręgu, pochyla się nad wiecznie płonącym zniczem. Przychodzi na myśl dwunastu apostołów skłaniających się w zadumie nad ormiańskim umęczeniem. Filary te, szerokie u dołu, zwężają się ku górze, tworząc wieniec nakryty kopułą nieba. Tuż obok kamienne strzeliste ostrze wzbija się w niebo - jak krzyk albo cierń, albo rozpacz niemożliwa do zapomnienia61.
Na temat społecznego i gospodarczego rozwoju Armenii, w latach osiemdziesiątych wciąż będącej sowiecką republiką, milczy także Notatnik armeński Elżbiety Sawickiej, stanowiący zapis podróży autorki w gronie polskich dziennikarzy do Armenii we wrześniu 1987 roku. Sawicka rozwodzi się w nim natomiast o aktualnych bolączkach tego kraju. Wspominając o jeziorze Sewan, cytując przy tej okazji reportaż Kapuścińskiego Wanik czyli druga Armenia, czyni to nie po to, by wyeksponować osiągnięcia socjalizmu, lecz by uwypuklić problemy ekologiczne. Zamiast pisać na temat pokojowego współżycia narodów, akcentuje problemy narodowościowe za Zakaukaziu, zwłaszcza napięte relacje ormiańsko-azerskie związane z Górskim Karabachem. Między innymi w tym kontekście wspomina, dość obszernie, o historii Ormian, narodu doświadczonego "dotkliwiej niż inne nacje"62. Źródłem wiedzy autorki w tym zakresie jest ormiańska przewodniczka. Z jej "strasznych opowieści" polscy dziennikarze, w tym Sawicka, a także czytelnicy, dowiadują się o "pogromie Armenii zachodniej" w latach 1895-1896, o dokonanej "przez Azerbejdżan" (winno być: przez Azerów) w 1905 roku rzezi w Baku i o "najstraszliwszym genocydzie w historii tego narodu" - z 1915 roku. Wspomniana jest w reportażu również bakijska rzeź Ormian z 1918 roku, opatrzona dopiskiem: "patrz: krytykowane, ale jakże sugestywne Przedwiośnie Stefana Żeromskiego"63. O nieco wcześniejszej rzezi, urządzonej w tym mieście przez Ormian Azerom, autorka milczy. Milczy też, co już sygnalizowałem, o wielkich dziełach rewolucji. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak druga połowa dziewiątej dekady XX wieku to w Związku Sowieckim czas pierestrojki i głasnosti, początek dekompozycji imperium, zaś w Polsce okres łagodniejącej cenzury i słabnięcia ideologicznej presji. Sawicka ogranicza się do podania suchych faktów:
W 1920 - nastała władza radziecka. W 1922 Armenia stała się republiką związkową ZSRR i weszła w skład utworzonej wkrótce Federacji Republik Zakaukaskich.
Natasza opowiada nam o tym wszystkim na wysokiej górze pod pomnikiem symbolizującym Wieczność Armenii64.
W końcowej części reportażu przywołane jest spotkanie dziennikarzy z reżyserem Frunze Dowłatianem, który zwierza się, że planuje realizację filmu Dzień sądu. Jego bohaterem ma być ocalony z pogromu młody chłopiec ścigający tureckich zbrodniarzy. Znalazłszy jednego z nich w Berlinie, wykonuje na nim wyrok, po czym zostaje przez niemiecki sąd uniewinniony65. Chłopcem tym jest - należy to dopowiedzieć - Soghomon Tehlirian. Autorka nie wymienia jego nazwiska. Być może go nie zna, co nie byłoby dziwne. Wszak w tym samym roku, w którym ukazał się reportaż Sawickiej, Grzegorz Osiński, polemizując z Marcinem Kulą jako autorem szkicu prezentującego w korzystnym świetle reformy młodoturków66, zarzucając historykowi, iż rzeź Ormian przedstawił jako zaledwie "epizod wśród pozytywów", zmuszony był przypomnieć, a właściwie nakreślić wciąż w Polsce praktycznie nieznane podstawowe fakty dotyczące ludobójstwa Ormian67.
W okolicach przełomowego 1989 roku zagłada Ormian przestała być zatem ujmowana przez polskich pisarzy jako mroczne zdarzenie mające uwydatnić kontrast pomiędzy odległą przeszłością ciemiężonego narodu a świetlaną współczesnością sowieckiego socjalizmu. Ten rodzaj instrumentalizacji zaniknął. Zasadniczym punktem odniesienia staje się natomiast, skądinąd aktualizowany już wcześniej, Holokaust, zagłada Żydów. W ostatnich latach te dwie zbrodnie, a także inne akty ludobójstwa, bywają są ze sobą zestawiane coraz częściej. Dla zwolenników tezy o wyjątkowości Szoa, wśród których znajdujemy polityków, historyków oraz osoby, które szczęśliwie wymknęły się niemieckiej machinie śmierci, porównywanie tego mordu z jakimkolwiek innym jest niedopuszczalne. Zdaniem ocalonego z Zagłady Michała Głowińskiego takie komparatystyczne zabiegi grożą banalizacją nazistowskiej zbrodni. W 2002 roku stwierdził on z niepokojem:
Zagłada [Żydów - A.M.] staje się takim przedmiotem, jak wszystkie inne, a zwłaszcza - jak wszystkie inne nieszczęścia w historii. Jak rzezie dokonywane w czasie wypraw krzyżowych, wyniszczenie Albigensów, katastrofa indiańskich plemion, czy - by przywołać wydarzenie z czasów nowszych - wymordowanie przez Turków półtora miliona Ormian68.
Historycy jednak - co sygnalizowałem we Wstępie - zresztą nie tylko oni, w ostatnich latach coraz częściej ujmują zagładę Żydów pośród innych przypadków masowych zbrodni, dokonują jej kontekstualizacji. Jak widzieliśmy, więźniowie gett czynili podobnie. Analogie między Holokaustem i zagładą Ormian dostrzegł także, walcząc w szeregach Armii Czerwonej z Niemcami, przywołany już ormiański poeta Emin69. Dawno temu wyeksponował je Bohdan Gębarski. Podobnie uczyniła u progu obecnego stulecia Alina Margolis, była więźniarka getta, lekarka i działaczka społeczna, która w opublikowanym na łamach "Tygodnika Powszechnego" eseju Moralność czasu Holokaustu poszerza perspektywę, rozbudowuje kontekst, rozmyślnie przy tym nie dbając o prawniczą wykładnię terminu "ludobójstwo" - bardzo często nadużywanego, zwłaszcza przez polityków. Pisze: "nie ma znaczenia, czy sposób zabijania odpowiada przyjętej definicji ludobójstwa, nie ma znaczenia liczba ofiar, nie mają znaczenia środki, każdy zamierzony mord ludności jest ludobójstwem"70, następnie zaś, konsekwentnie, wspomina o "ormiańskim Holokauście, którego świat nie uznał"71, o Holokauście żydowskim, o Holokauście w Rwandzie. Nawiązując do zbrodni popełnionej na Ormianach, wypowiada słowa, które, choć brzmią prowokacyjnie, nie są ani prowokacją, ani przejawem relatywizacji zagłady Żydów:
W małym muzeum Holokaustu w Erewaniu fotografie, które nawet nas, zahartowanych od lat, zmuszają do odwrócenia wzroku: ojciec przywiązany do krzesła i na jego kolanach ćwiartowane jego niemowlę, obok przywiązana do krzesła matka i kawałki tego niemowlęcia wpychane jej do ust. Myśl, której nie należy wypowiedzieć: czy śmierć w komorze gazowej nie była luksusem w porównaniu z tym, co utrwaliła ta fotografia?72
W opublikowanym w 2009 roku, dalekim od politycznej poprawności eseju Neurosa teutonica, dotyczącym popełnionych przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej zbrodni, Włodzimierz Paźniewski wypowiedział się "przy okazji" na temat zagłady Ormian. Stwierdza między innymi, że "próba generalna" Holokaustu odbyła się 25 lat przed Oświęcimiem: "Narodem, wobec którego w 1915 roku z powodzeniem zastosowano zagładę, było półtora miliona Ormian"73. Podkreśliwszy, że zbrodnia ta została zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach i potraktowana jako problem nieledwie produkcyjny, skonstatował:
Rzeź Ormian, o czym nie wiedzą nawet badacze dziejów, jest także, pisząc ironicznie, niemieckim dorobkiem, w następnych latach dzięki różnym, także niemieckim zabiegom, całkowicie wymazanym z historii i ludzkiej pamięci. Czy to samo czeka za jakiś czas Auschwitz? Takie próby trwają od kilkunastu lat. Wśród osobników, którzy je podejmują, jak łatwo domyślić się, odnajdziemy przede wszystkim samych sprawców i ich jakże licznych spadkobierców z pokoleń urodzonych po wojnie74.
W wielu kwestiach można by jednak z autorem dyskutować. Na przykład z twierdzeniem, że najwięksi zbrodniarze, sprawcy eksterminacji Ormian, do dziś korzystają z anonimowości75. Z pewnością tak nie jest: znamy ich nazwiska. Poza tym historycy doskonale zdają sobie sprawę ze współodpowiedzialności Niemców za tę zbrodnię, przy czym twierdzenie Paźniewskiego, że pomysł wymordowania Ormian "narodził się w głowach oficerów niemieckich z korpusu doradców przy armii tureckiej", że sprawcami "byli Turcy, lecz kierowała nimi niemiecka głowa"76, wydaje się tezą zbyt mocną, a w każdym razie kontrowersyjną. Wiadomo, że będące w okresie pierwszej wojny światowej sojusznikiem Turcji Niemcy dostarczały jej uzbrojenie i kierowały poczynaniami tureckich wojsk. Kwestia współudziału nie jest jednak oczywista. Owszem, Manus I. Midlarsky stwierdza, że istnieją dokumenty potwierdzające, iż niemieccy oficerowie byli bezpośrednio zamieszani w planowanie i organizację deportacji Ormian77, że Niemcy "przyczynili się zarówno do dopuszczenia się ludobójstwa, jak i mieli wpływ na rozmiar działań"78, jednak Yves Ternon utrzymuje, że zamysł tej zbrodni nie miał z nimi nic wspólnego, co oczywiście, jak dodaje, nie usprawiedliwia Niemiec - "z powodu swej bierności ponoszących też częściowo odpowiedzialność"79. Podobnie sądzi Bernard Bruneteau, odrzucający koncepcję "spisku niemieckiego" w planowaniu i wykonaniu ludobójstwa: "Praktyczne względy Realpolitik - pisze francuski badacz - wystarczą, by wyjaśnić, dlaczego rząd niemiecki nie zrobił nic, by zapobiec morderczemu procesowi"80.
Przywołany wyżej Ternon stwierdził też: "Potrzeba było Oświęcimia, aby ludobójstwo stało się problemem naprawdę powszechnym"81. Dodałbym tutaj, że - niewątpliwie - ludobójstwo jako kategorię prawną zdefiniowano pod wpływem tego, co wydarzyło się w Auschwitz. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwsze, inspirację dla autora tej definicji, polskiego Żyda Rafała Lemkina, stanowił między innymi proces wspomnianego wcześniej Soghomona Tehliriana, zabójcy Talaata Paszy, byłego ministra spraw wewnętrznych Turcji, jednego z inicjatorów rzezi Ormian uruchomionej w 1915 roku82. Po drugie, Oświęcim (Auschwitz) jako miejsce i zarazem symbol eksterminacji Żydów na długie lata przesłonił zagładę Ormian.
Adam Balcer w opublikowanym w 2009 roku artykule stwierdził, że dokonane w imperium osmańskim podczas pierwszej wojny światowej ludobójstwo Ormian dyskutowane jest we współczesnej polskiej historiografii w ograniczonym zakresie (dodajmy, że nauka polska nie stanowi pod tym względem wyjątku). Kwestię tę szerzej ujmuje (w tym czasie) jedna monografia, dwa artykuły, przygodnie traktuje o niej kilka innych publikacji, są to przy tym ujęcia stronnicze (proormiańskie), nie wolne od emocji i uprzedzeń83. Brak większej liczby, a przy tym rzetelnych, opracowań badacz tłumaczy tym, że eksterminacja Ormian ma dla historii Polski znaczenie marginalne84. Podobnie, to jest przygodnie (wyjątkiem pod tym względem jest Bohdan Gębarski, ormianofil, propagator wiedzy o Armenii) oraz emocjonalnie, współczująco reagowali na tę tragedię polscy pisarze. Aby się o tym przekonać, przyjrzyjmy się kilku jeszcze echom zagłady Ormian.
W opublikowanej w 1977 roku sylwie zatytułowanej Literatura. Powieść Wiktor Woroszylski zamieścił fragmenty protokołu narady kierownictwa partii Ittihad, która odbyła się na początku 1915 roku, dotyczącej planowanego wyniszczenia narodu ormiańskiego85. Zapis ten, którego źródła Woroszylski nie ujawnia, pozbawiony komentarza, poprzedzają korespondujące z nim uwagi autora na temat motywu "obcego" w utworach i życiorysach pisarzy oraz własnego poczucia "inności". Nie jest to jedyny ormiański trop w książce. Kilkadziesiąt stron wcześniej Woroszylski wypowiada się na temat genezy swojego wiersza Zagłada gatunków. Jednym z jego źródeł jest, jak się dowiadujemy, oglądany przed laty w Erewanie taniec małej dziewczynki -
w układzie swym i melodii radosny, a w poszczególnych gestach [...] jakby bolesny, wylękły, lecz nie bólem i lękiem indywidualnym, [ale] gatunkowym, lękiem odziedziczonym, wpisanym przez rodziców i rodziców rodziców w ciało noworodka i oto realizowanym bezwiednie przez małą tancerkę86.
Ów taniec zainspirował nie tylko Zagładę gatunków. Autor Literatury dodaje:
może ja jeden, przejęty usłyszanymi tego dnia opowieściami o rzezi, w taki sposób odczytałem taniec dziewczynki, nie wiem, nazajutrz opuściłem Erywań, niebawem zaś napisałem wiersz Oczy Metakse i dałem go do druku, redaktor pogroził palcem, znów aluzje, czy nie dosyć tych rozrachunków, ależ nie! krzyknąłem, to Turcy! Turcy! wiersz ukazał się, nie był zbyt dobry, a milion wymordowanych Ormian zapadł w mój cmentarz87.
Wiersz Oczy Metakse powstał w 1954 roku w czasie podróży autora na Kaukaz. Z zacytowanego fragmentu Literatury wynika, że ukazał się w niedługim czasie drukiem, zapewne w jednym z czasopism kulturalnych. "Polska Bibliografia Literacka" jednak go nie odnotowuje. Znajdujemy go natomiast w Wyborze wierszy z 1974 roku, w bloku "wierszy dawnych"88. Ten dwuczęściowy utwór jest hołdem złożonym narodowi ormiańskiemu. W jego pierwszej części wspominane są dzieje Ormian pisane przez "szczęk mieczy i kobiet lament, / uchodźstwo ludu, spalone miasta". Czasy niedawne niczym się właściwie od dziejów dawnych nie różnią:
I - wiek dwudziesty! Już nie wystygnie
kronika, jedną broczącą raną:
milion posłano po śmierć w pustynie,
milion na miejscu wymordowano.
Tysiące uszły znowu - bez imienia
i bez nadziei - tylko z pamięcią.
...Siostra nasza, Armenia,
ziemia zroszona męką...
W drugiej części wiersza pojawia się tytułowa Metakse, dziewczynka, której taniec wyraża jakby genetycznie w jej ciele zapisaną trwogę, ból, niewolę narodu:
Błagalny gest wyciągniętych dłoni
(przez ile przewędrował pokoleń?),
kluczenie uchodzącej pogoni,
znieruchomienie w martwą pokorę.
Jeśli przywołany przez Woroszylskiego redaktor mógł zgłaszać obiekcje wobec tego wiersza, to chyba przede wszystkim tę, że brakuje w nim jasnej, optymistycznej puenty (w połowie lat pięćdziesiątych wciąż panuje socrealizm). Ostatnia strofa utworu brzmi tak:
A wy mówicie, że przeszłość - przeszła,
że strasznej89 - w świecie tym nie ocaleć;
lecz jakże sprawić, by z oczu pierzchła
dziewczynki, która nie zna jej wcale?
Inni pisarze podejmujący temat ludobójstwa Ormian o taką puentę, o czym się już przekonaliśmy, zadbali. Kolejnym tego świadectwem jest wiersz Igora Sikiryckiego Powitanie Armenii90. Mimo że, jak informuje umieszczona pod nim nota, został napisany w 1966 roku (w Erewanie), przypomina standardowy produkt (zdawałoby się, dawno już minionego) socrealizmu. Splata ze sobą dwa motywy znane nam z przywołanych reportaży Mandaliana, Kapuścińskiego i Warneńskiej, a także późniejszego odeń reportażu Sikiryckiego Ojczyzna Dawida z Sasunu91. Pierwszym z nich jest pamięć o nieszczęściach, jakie dotknęły naród ormiański, w których czytelnik może domyślać się dokonanych przez Turków rzezi -
Kłaniam się nisko górze srebrnej,
Czterdziestokrotnie cześć oddaję
Araratowi, co osiwiał
Na widok nieszczęść tego kraju -
drugim zaś, silniej wyakcentowanym, jest uznanie dla zdobyczy socjalizmu, pośród których najbardziej spektakularne są dokonania z dziedziny hydrotechniki - kanał Arpa-Sewan i elektrownie wodne:
Czterdziestokrotnie ukłon składam
Sewańskiej głębi niezmierzonej
I prężnym łukom wodospadów.
[...]
I wam się kłaniam, ludzie prości,
Po tysiąckroć do ziemi, nisko,
Za to, że w dłoniach macie siłę,
Która z kamieni sok wyciska92.
Wróćmy jeszcze do Woroszylskiego. We wspomnianym wierszu Zagłada gatunków, który ukazał się w 1970 roku93, zagłada odnoszona jest zarówno do zwierząt, jak i do tych, którzy je wymordowali - do ludzi. Wyliczywszy ofiary, wśród nich krowę morską, bizona, tura, poeta stwierdza:
Tyle historia naturalna A teraz komu
starczy wyobraźni dla Prusów
chroboczących w ostępie nieufnych dobitych
wcześniej niż tur Nie zostawili po sobie
okruchu mowy garnka wiary Nie ma ich
w dantejskich piekłach ni rajach Nie ma
nigdzie A gdzie są
Ormianie anatolijscy których krew
spłynęła w pustynię ale
nie użyźniła jej Czerwonoskórzy wojownicy
W dalszym fragmencie utworu poeta wymienia ludzi z plemienia Hutu wytępionych w buszu przez ludzi z plemienia Tutsi94. Wspomina następnie o kilkudziesięciu małych narodach północy i południa, "które ginęły od zmiany klimatu zmiany pożywienia", które chciano "uszczęśliwić bądź / ukarać oświecić nawrócić skłonić / do ustąpienia miejsca potrzebnego / w różnych czasem nader doniosłych celach". Woroszylski aluzyjnie przywołuje także zamordowanych w latach drugiej wojny światowej Żydów. Znamienne, że zawarta w tym wierszu lista, istna litania wyniszczonych gatunków i narodów, nie jest zhierarchizowana, bo też nie czyni poeta różnicy między mordowaniem przez ludzi zwierząt a wzajemnym mordowaniem się ludzi, tych lub innych. Niewesołe jest również zakończenie utworu - jakby napisanego przez ewolucjonistę, na pewno zaś przez humanistę, którego przytłacza "zrastająca się z przyrodą historia"95:
Oto więc
przyroda w której nie ma pustych miejsc [...]
[...]
[...] Są jeszcze
ostatnie nosorożce i liczne jaskółki Ludzie
mają swój teatr Życie
trwa
Życie trwa. W 2000 roku na łamach "Biuletynu Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego" ukazała się anonimowa Modlitwa w rocznicę Pogromu Ormian w 191596, odczytana w trakcie mszy odprawionej w rocznicę rzezi Ormian. Z pewnością ta poetycka modlitwa nie jest dziełem artystycznie udanym, warto jednak o niej wspomnieć, albowiem literaturoznawcy zbyt często zapominają, że funkcja estetyczna nie jest jedyną, jaką ma do spełnienia literatura... Przywołajmy pierwszą strofę tego wiersza:
Za okrutnie pomordowanych dawnych naszych Braci
- my rzuceni za góry, rzeki i oceany -
milczeniem, śpiewem i płaczem
mówimy: wieczne odpoczywanie...
W odniesieniu do wiedzy o ludobójstwie Ormian znajduje potwierdzenie porzekadło mówiące, że podróże kształcą. Świadczą o tym przywołane wcześniej utwory, zainspirowane przez wyprawy do Armenii i rozmowy z Ormianami (chyba w mniejszym stopniu przez lektury). Wystarczy zajrzeć do dzienników Nałkowskiej, aby się przekonać, że zawarte w Choucas fragmenty dotyczące popełnionych przez Turków zbrodni pisarka zawdzięcza spotkanej w Szwajcarii, w uzdrowisku Leysin-Feydey, pewnej Ormiance: "opowiadała mi - notuje Nałkowska - masę o Armenii, jej starych dziejach i okropnych losach ostatnich"97.
Inspirację dla opublikowanego w 2007 roku wiersza Julii Hartwig Słodka Armenia w trzech przestrzeniach98 stanowiło być może spotkanie przez poetkę dwojga Ormian, "tureckich poddanych", na pustym tarasie kawiarni nad Morzem Egejskim. W każdym razie sugestię taką stwarza sytuacja liryczna utworu. Owi "niemłodzi państwo w wieku zmierzchającym", a więc w wieku podeszłym i spotkani u schyłku XX stulecia, wytaczają z pamięci "suchy głaz" opowieści:
Nasza opowieść i nasza narodowa saga
to rzezie - mówią
Taka jest historia naszych rodzin
Drugą z tytułowych trzech przestrzeni jest ewokowany w pamięci poetki, niegdyś przez nią widziany, kraj rodzinny tych dwojga - zgoła ewangeliczne "królestwo pastwisk / na rozległych ramionach wzgórz" ze świętą górą Ararat "za widnokręgiem". Trzecią przestrzeń - wciąż nieziszczonego, koncyliacyjnego mitu - stanowi w tym wierszu Arka Noego:
Wychodzili z niej pojedynczo na ląd
Turcy i Ormianie
Jaśniały ich twarze
Efektem podróży, odbytej w 2014 roku do niepodległej już Armenii oraz Górskiego Karabachu, jest także, wydany w 2016 roku jako osobny tom, cykl wierszy Dariusza Tomasza Lebiody Ormiańska tancerka99. W tym, ściślej biorąc, poetyckim pamiętniku podróży odzywają się echem tragiczne wydarzenia z dziejów Ormian. W wielu przypadkach są one bliżej nieokreślone. Poeta wspomina o "niewinnie przelanej krwi"100, o "kraju wojen i niewinnie ginących ludzi"101, o "wzgórzach mordu i gwałtu"102. Jedynie widniejące w tytułach niektórych utworów nazwy miejscowe - przykładem może być Poranek w Stepanakercie, gdzie do uszu poety dociera "bezgłośny lament"103 - sugerują, że ich zawartość dotyczy ofiar wojny ormiańsko-azerskiej o Górski Karabach, toczonej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Do tego konfliktu w sposób bardziej jednoznaczny odnosi się wiersz Ruiny Agdamu104. Natomiast o dokonanym przez Turków ludobójstwie Ormian wyraźnie wspomina tylko jeden utwór - Rzeź Ormian105. Jego adresatem jest upersonifikowany - jako ojciec - Ararat, świadek licznych zbrodni i gwarant tożsamości oraz trwania narodu ormiańskiego. Lebioda jest w Ormiańskiej tancerce, co należy podkreślić, jawnie proormiański, idealizuje Ormian: "mogliby zburzyć / błękitny / meczet // ale miłość pokonała / w nich nienawiść / i śmierć"106. O racje walczących o Górski Karabach Azerów, do których ów meczet należał, poeta nie pyta. Nie dziwi to o tyle, że swoją podróż, której plonem jest omawiany cykl, odbył za zaproszenie grupy ormiańskich pisarzy; jest więc ów cykl i plonem, i wyrazem wdzięczności.
Podobnego nieumiarkowania, jednostronności - znamionującej również, tyle że ze względów światopoglądowych, Armenię Grzegorza Górnego, publicysty katolickiego107 - nie sposób natomiast zarzucić Andrzejowi Brzezieckiemu i Małgorzacie Nocuń, którzy w opublikowanym w tym samym roku, co tom Lebiody, cyklu reportaży Armenia. Karawany śmierci108 wymieniają i racje, i niegodne postępki obu stron walczących o Górski Karabach. Podtytuł ich książki - przejdźmy do kwestii, która szczególnie nas tutaj interesuje - jest zarazem wymowny i chwytliwy. Albowiem w 2016 roku, tuż po obchodach stulecia zagłady Ormian, ta nieomal udosłowniona metafora - "karawany śmierci" - nie brzmi już zagadkowo. Sugeruje, że przedmiotem książki jest ludobójstwo Ormian. Tymczasem książka dotyczy głównie Armenii współczesnej, niepodległej, jej aktualnych problemów politycznych i społecznych. Jedynym więc, poza marketingowym, usprawiedliwieniem tego "wyrazistego" podtytułu jest ujmowanie przez autorów historii Armenii jako fatalistycznych "dziejów hiobowych"109. Współtworzy je nie tylko dokonane przez Turków Ludobójstwo - tak właśnie, wielką literą konsekwentnie tutaj zapisywane - lecz także wydarzenia stosunkowo niedawne, jak wojna o Górski Karabach, zabójstwo premiera Wazgena Sargsjana w 1999 roku czy dokonana dziewięć lat później w Erewanie masakra demonstrantów (dwie ostatnie tragedie są dziełem własnym Ormian). O Ludobójstwie traktuje tylko jeden - pierwszy - z ponad dwudziestu rozdziałów książki. Nosi on tytuł To było ludzkie mięso, a składają się nań wcześniejsze prasowe publikacje autorów: ich rozmowa z dyrektorem Muzeum Ludobójstwa w Erewanie, Surenem Manukjanem, oraz artykuł okolicznościowy Karawany śmierci, sto lat później110. Autorzy wykorzystali też kilka publikacji innych autorów, w tym nieliczne opracowania historyczne oraz powieść Werfla, a także przeprowadzone przez siebie rozmowy z dziećmi ocalonych z zagłady. Rozdział ten, zawierający podstawowe informacje na temat Ludobójstwa i wyjaśniający, że tytułowe "karawany śmierci" i "marsze śmierci" to droga, jaką przemierzali wypędzeni przez Turków Ormianie do usytuowanych na Pustyni Syryjskiej obozów koncentracyjnych111, stanowi swoisty prolog do wspomnianych już - fatalistycznie układających się, ale i fatalistyczne w reportażu kreślonych - hiobowych dziejów "wielkiego małego narodu", który wędruje "przez stulecia niczym karawana po pustyni" i na którego "na każdym zakręcie historii" czai się zagłada112. Perspektywę hiobową dziejów tego narodu znajdujemy również w tomie Armenia Górnego, tyle że autor nadaje jej sankcję metafizyczną, religijną, swoiście optymistyczną: "Gdy studiujemy dzieje Armenii, mimowolnie przychodzi na myśl historia biblijnego Hioba, który był okrutnie doświadczany, a jednak wytrwał przy Bogu"113.
Fot. 5. Szczątki Ormian zamordowanych w Dajr az-Zaur na Pustyni Syryjskiej w latach 1915-1916
Jedyny znany mi polski utwór literacki, w którym zagładę Ormian przedstawiono rozlegle, choć bez epickiego rozmachu, to opublikowany w 1992 roku, liczący nieco ponad sto stron, utwór Bohdana Gębarskiego pod tytułem Morituri. Opowieść o 1915 r. Pora go wreszcie wydobyć z lamusa literatury i przywołać w końcowym fragmencie tego rozdziału. Gębarski jest więc, jak się okazuje, autorem nie tylko Listu do starego tureckiego znajomego. Będąc z wykształcenia historykiem, wykonując zawód dziennikarza, przez lata interesował się Armenią, studiował dzieje jej kultury, tłumaczył literaturę ormiańską. Zmarł w 1978 roku. Morituri jest publikacją pośmiertną, wydaną przez Koło Zainteresowań Kulturą Ormian Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego114. Akcja tej opowieści rozpoczyna się w lutym 1915 roku w okopach pierwszej wojny światowej. Obejmuje krótki odcinek czasu i ukazuje, by tak rzec, prolog zagłady Ormian - rozbrajanie, a następnie masakrowanie wchodzących w skład armii tureckiej oddziałów ormiańskich. Utwór Gębarskiego, przynależący do epiki historycznej, wyposażony w fikcję, sprawia wrażenie fabularyzowanej rekonstrukcji zdarzeń. Tłem utworu uczynił autor, nieprzypadkowo, front północno-wschodni, a dokładniej okolice Sarykamysza. Sarykamysz jest bowiem imieniem druzgocącej klęski, poniesionej przez Turków w starciu z Rosjanami na przełomie 1914 i 1915 roku. Porażka ta stanowiła dogodny pretekst dla rządzącej Turcją partii Ittihad do ostatecznego rozwiązania "kwestii ormiańskiej". Militarna klęska, spotęgowana przez niepowodzenia na innych frontach, zagroziła przetrwaniu partii, posłużono się więc argumentem prowokacji. W kwietniu grunt był już dobrze przygotowany. Jak pisze Ternon: "Po klęsce pod Sarykamyszem pożoga ogarnęła wszystkie ormiańskie prowincje naraz. Wojsko [tureckie] podburzało ludność muzułmańską, rozpowiadając wszędzie o oddziałach ormiańskich ochotników w armii rosyjskiej"115. Istotnie, na froncie kaukaskim u boku Rosjan walczyły legiony ormiańskie. Fakt ten Gębarski jednak przemilcza, zamiast tego eksponuje bezwzględną lojalność Ormian zamieszkujących imperium osmańskie. Owszem, jest prawdą to, co znajdujemy w "opowieści" - że gdy ogłoszono mobilizację, ochoczo zgłaszali się oni do wojska i że dzielnie walczyli na froncie. Sympatia Ormian, nie tylko tych zamieszkujących Rosję, była jednak po stronie ententy, tyle że Ormianie osmańscy, znajdujący się pod presją tureckiego nacjonalizmu, na nielojalność wobec władz nie mogli sobie pozwolić. Tak czy inaczej - jak stwierdza Ternon -
Utworzenie po stronie rosyjskiej ormiańskich legionów ochotniczych na Kaukazie, wyjęte ze swego kontekstu, stało się dostatecznym argumentem dla usprawiedliwienia deportacji. Aby wytłumaczyć klęskę pod Sarykamyszem, wymachiwano zakrwawionym sztyletem, który Ormianie wbili rzekomo w plecy tureckich oddziałów116.
Egzekutorów zorganizowano, wytrenowano i uzbrojono wcześniej; teraz zaś - czytamy w monografii Ternona -
podjęto pierwsze środki, zmierzające ku ludobójstwu: odizolowano ormiańskich żołnierzy i nasilono antyormiańską propagandę, która miała przekonać ludność, że wszyscy Ormianie to zdrajcy - mechanizm eksterminacji gotów był do puszczenia w ruch117.
Wydaje się, że ambicją Gębarskiego jako autora Morituri była popularyzacja, w formie literackiej, wiedzy (nie tylko w Polsce bardzo skromnej) o masakrze Ormian dokonanej w czasie pierwszej wojny światowej. Fabuła utworu stanowi pretekst do ukazania pierwszych poruszeń mechanizmu tej zbrodni. Pragmatyka opowieści podobna jest do wymowy Listu do starego tureckiego znajomego. Jest wprawdzie Gębarski zadeklarowanym ormianofilem, nie jest jednak, co należy podkreślić, turkofobem. Wśród bohaterów Morituri znajdujemy wyznawcę idei panturanizmu, tureckich nacjonalistów, oprawców, ślepe narzędzia antyormiańskiej polityki; jednak są pomiędzy Turkami również tacy, którzy widzą w Ormianach porządnych ludzi, i tacy, którzy udzielają schronienia niedobitemu w masakrze ormiańskiemu żołnierzowi. Dowódca Ormiańskiego Korpusu, Turek, twierdzi, że to nie Ormianie są wrogiem Turków, lecz Turcy wrogiem Ormian. Książka Gębarskiego jest głosem zatroskanego humanisty pielęgnującego pamięć o zbrodni, której także dzisiaj, po stu latach od jej popełnienia, niektóre kraje - nie tylko Turcja - nie chcą oficjalnie uznać. Zawiera znamienne słowa:
W powietrzu było już czuć zbliżającą się wiosnę - straszliwą wiosnę 1915 r. Pamięć o niej nie zaginie, dopóki człowiek w swoim nieustających pochodzie nie wiadomo dokąd, zdolny będzie jeszcze czerwienić się ze wstydu na samo wspomnienie o tym, co ludzie potrafili zrobić z innymi ludźmi118.
We fragmencie tym słychać echo motta otwierającego Medaliony, książkę, której zapowiedź - trudno nie zgodzić się ze Zbigniewem Żabickim - jest już w Choucas119.
Henryk Grynberg w przywołanym na początku tego rozdziału eseju stwierdza, że literatura polska ma w tematyce Holokaustu osiągnięcia większe niż literatura rosyjska i amerykańska, niż angielska, francuska czy włoska, niż "czechosłowacka i jugosłowiańska". Autor Kadiszu dodaje, że może ona w tej mierze rywalizować z żydowską, ale jej osiągnięcia nie są wystarczające, bowiem "wymaga się od niej znacznie więcej jako od naocznego świadka, który znajdował się w epicentrum największej zbrodni w dziejach"120. Zapewne, przyjmując taki punkt widzenia, literatura polska nie ma podobnych zobowiązań wobec masakr dokonywanych przez Turków na Ormianach, dokonywanych daleko. Okazuje się jednak, że zbrodni tych była niegdyś - i jest nadal, choć we wciąż skromnej mierze - świadoma.
1 Zbigniew Herbert: Babcia. "Tygodnik Powszechny" 1998, nr 12, s. 9.
2 Henryk Grynberg: Holocaust w literaturze polskiej. W: tenże: Prawda nieartystyczna. West Berlin 1984, Archipelag, s. 91.
3 Zob. np. Grzegorz Kucharczyk: Pierwszy Holocaust XX wieku. Wyd. 2 popr. Warszawa 2012, Fronda; The first genocide of the 20th century. The story of the Armenian massacres in text and pictures. Oprac. James Nazer. New York 1968, T&T.
4 Zob. David Olusoga, Casper W. Erichsen: Zbrodnia Kajzera. Przeł. Piotr Tarczyński. Warszawa 2012, Wielka Litera.
5 Por.: "Burza narodowa szalała nad całą Turcyą, a biedny ród Ormian odpokutował za podżegania niesumiennych agitatorów. Morze krwi i zgliszcza pokryły dobytek wieków" (Ewweli-Bej [właśc. Edward Sedlaczek]: Suryawansa. Powieść na tle życia Ormian tureckich. Warszawa 1900, A.T. Jezierski, s. 191).
6 Adolf Nowaczyński: Armenia i Ormianie. Praca z 1914 r. W: tenże: Góry z piasku. Szkice. Warszawa 1922, Placówka, s. 116-117.
8 Stefan Żeromski: Przedwiośnie. Powieść. Warszawa-Kraków 1925 [właśc. 1924], Wydawnictwo J. Mortkowicza.
9 Zob. Charles King: Widmo wolności. Historia Kaukazu. Tł. Aleksandra Czwojdrak. Kraków 2010, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 139.
10 Zofia R. Nałkowska: Choucas. Powieść internacjonalna. Warszawa 1927, Gebethner i Wolff. Pierwodr.: "Tygodnik Ilustrowany" 1926, nr 3-36.
11 Co mówi Zofia Nałkowska o kobietach. Wywiad "Świata Kobiecego". Rozm. Kazimiera Alberti. W: Zofia Nałkowska: Widzenie bliskie i dalekie. Warszawa 1957, Czytelnik, s. 487.
12 Zofia Nałkowska: Choucas, s. 102. Pisownię w cytatach, czerpanych z pierwodruku książkowego, poddałem modernizacji. Warto nadmienić, że peerelowska cenzura usunęła z reedycji powieści (Warszawa 1969, Czytelnik, s. 60) następujący fragment: "Tak więc nie zmieniło się nic pomimo wielkich przemian świata. Powstała w roku 1918 niezależna republika Armeńska na Kaukazie, w dwa lata później zagarnięta została przez Sowiety i po dawnemu stanowi część Rosji" (s. 38 pierwodruku).
14 Tamże, s. 147. Odmienną, "niewspółczującą" postawę przyjmuje jeden z bohaterów powieści Bracia Władysława Jana Grabskiego, pisarza związanego z ruchem narodowym. Ten brak współczucia wynika tyleż ze sceptycyzmu, co (a może nawet przede wszystkim) z... antysemityzmu: "Hugon spojrzał na Armeńczyka, chudego bruneta o semickim nosie. Cóż za mętna postać! Znak zapytania historii! Turcy skarżą się, że ich Armeńczycy gnębią, lichwą duszą i podstępnie mordują, a Armeńczycy krzyczą o okrucieństwach Turków i organizowanych pogromach. Komu tu wierzyć, jeśli obie strony z taką wiarą opowiadają swoje racje?" (tenże: Bracia. Powieść. Warszawa 1934 [właśc. 1933], Rój, s. 174).
15 Zofia Nałkowska: Choucas, s. 32.
21 Franz Werfel: Die vierzig Tage des Musa Dagh. Roman. T. 1-2. Berlin 1933, Paul Zsolnay.
22 Po trwającym 53 dni oblężeniu "nadeszło zbawienie: francuski okręt wojenny dostrzegł sygnały, jakie codziennie wysyłali oblegani Ormianie. Z pomocą pospieszył inny francuski okręt oraz brytyjski krążownik - przetransportowały one do Port Saidu 4200 osób, które zdołały przeżyć. Epopeja Musa Daghu była, obok Wanu [tj. podjętej w mieście Wan w kwietniu 1915 roku desperackiej samoobrony - A.M.], jednym z dwóch przypadków, gdy zbrojna obrona Ormian znalazła szczęśliwe zakończenie" (Yves Ternon: Ormianie. Historia zapomnianego ludobójstwa. Przekł. Wawrzyniec Brzozowski. Kraków 2005, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 249).
23 Zob. Vahakn N. Dadrian: The history of Armenian genocide. Ethnic conflict from the Balkans to Anatolia to the Caucasus. Providence 1995, Berghahn, s. 410; Grzegorz Kucharczyk: Pierwszy Holocaust XX wieku, s. 173.
24 Franz Werfel: Czterdzieści dni. Powieść. Przekł. Wiktor Halski. Warszawa 1936, Aris. Następne wydania, oba w tłumaczeniu Jacka Frühlinga, ukazały się po wojnie: Czterdzieści dni Musa Dah. Warszawa 1959, Czytelnik; Warszawa 2013, Zysk i S-ka. Przed wojną dostępne były także tłumaczenia tej powieści na inne języki, między innymi hebrajski oraz jidysz.
25 Zob. Yair Auron: The banality of indifference. Zionism and the Armenian genocide. New Brunswick 2009, Transaction, s. 293-311, rozdz. "The forty days of Musa Dagh": symbol and parable. Por. także: "Głównym ośrodkiem [handlu książkami w warszawskim getcie] jest ul. Leszno, gdzie sprzedaje się w koszach najlepsze dzieła modnych ostatnio pisarzy. Nie brak tu również zakazanego towaru, jak dzieła Feuchtwangera, Zweiga, Kautsky'ego, Lenina, Marksa, Werfla i innych, bądź jawnie antyhitlerowskiej literatury", "Co czyta ludność? Temat ten zaciekawi każdego Żyda, a po wojnie będzie interesował świat. Świat zapyta: Co myśleli ludzie z Musa-Dah, [ludzie] z getta warszawskiego, którzy rozumieli, że nie ominie ich śmierć, podobnie jak nie ominęła skupisk żydowskich w małych miasteczkach? [...] Poważny człowiek żydowski bardzo się interesuje literaturą wojenną" (Emanuel Ringelblum: Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939-styczeń 1943. Wstęp i red. Artur Eisenbach. Przeł. Adam Rutkowski. Warszawa 1983, Czytelnik, s. 353, 399, zapisy ze stycznia i czerwca 1942 roku).
26 Twierdza, w której Żydzi w 73 roku n.e. stawiali heroiczny opór Rzymianom, po czym, w obliczu klęski, nie skapitulowali, lecz - wedle Józefa Flawiusza - masowo popełnili samobójstwo.
27 Władysław Szlengel: Co czytałem umarłym. W: tenże: Władysław Szlengel. Poeta nieznany. Wybór tekstów. Wstęp i oprac. Magdalena Stańczuk. Warszawa 2013, Bellona, s. 185.
28 Bohdan Gębarski: List do starego tureckiego znajomego. "Kierunki" 1961, nr 47, s. 6. Przedr. w formie broszury: Warszawa 1987, Koło Zainteresowań Kulturą Ormian przy Oddziale Warszawskim Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. W dalszej części rozdziału cytuję według pierwodruku.
30 Tamże. "Enverami" - nawiązanie do Enwera Paszy, przywódcy młodoturków, dowódcy armii tureckiej w czasie pierwszej wojny światowej, jednego z głównych inicjatorów i organizatorów zagłady Ormian.
31 Zob. np. Christian Ingrao: Wierzyć i niszczyć. Intelektualiści w machinie wojennej SS. Przeł. Magdalena Kamińska-Maurugeon. Wołowiec 2013, Czarne.
32 Bohdan Gębarski: List do starego tureckiego znajomego, s. 7.
33 Zob. uwagi w opisie bibliograficznym polskiej, broszurowej edycji tego listu w katalogu elektronicznym Biblioteki Narodowej w Warszawie. Angielskie tłumaczenie tekstu Gębarskiego ukazało się też jako broszura (The letter to my Turkish friend. Tł. Matthew A. Callender. Boston 1963, Baikar Press) oraz zostało włączone do książki The first genocide of the 20th century..., s. 152-157.
34 Por.: "I tak podśmiewam się w duchu z tej ubogiej dumy małego narodu. Aż do chwili, kiedy w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu spotykam chlubę naszej kinematografii, bożyszcze pokolenia. [...] - Co tam słychać w ojczyźnie moich przodków - zagaduje z daleka i czuję, że się czerwienię" (Andrzej Mandalian: Notatki armeńskie. "Argumenty" 1960, nr 5, s. 2). Domyślamy się, że spotkanym reżyserem był Jerzy Kawalerowicz.
35 Andrzej Mandalian: Notatki armeńskie (2). Ararat i sprawa polska. "Argumenty" 1960, nr 7, s. 2.
37 Andrzej Mandalian: Notatki armeńskie (3). Littera aere perennia. "Argumenty" 1960, nr 9, s. 11.
39 Jerzy Zagórski: Kierunek Ararat. "Tygodnik Powszechny" 1967, nr 20, s. 1-2.
40 Jerzy Zagórski: Kierunek Ararat. W: tenże: Tam gdzie diabeł pisze listy. Wrocław 1970, Ossolineum, s. 283.
41 Jerzy Zagórski: Kierunek Ararat. "Tygodnik Powszechny", s. 2.
43 Jerzy Zagórski: Kierunek Ararat. W: tenże: Tam gdzie diabeł pisze listy, s. 287.
44 Ryszard Kapuściński: Wejście na pustynię. W: tenże: Kirgiz schodzi z konia. Warszawa 1968, Czytelnik, s. 139.
45 Ryszard Kapuściński: Wanik czyli druga Armenia. W: tenże: Kirgiz schodzi z konia, s. 36-37. Nieodzowna jest tutaj korekta dotycząca przywołanej przez Kapuścińskiego melodramatycznej wersji ocalenia kompozytora. Otóż 24 kwietnia 1915 roku Komitas został przez władze tureckie aresztowany, a następnie wraz z licznymi przedstawicielami ormiańskiej elity zesłany do więzienia w Çank?r?. Tutaj prawie wszystkich zamordowano. Komitas znalazł się wśród ośmiu ocalonych, przypuszczalnie dzięki interwencji tureckiej powieściopisarki Halide Edip Ad?var - zob. Do?an Hizlan: Armenian musician saved by Turkish novelist. "Hürriyet Daily News" 2015, nr z 30 stycznia [online], http://www.hurriyetdailynews.com/armenian-musician-saved-by-turkish-novelist-.aspx?pageID=449&nID=61732&NewsCatID=396 [dostęp 12.04.2015]. Ad?var - dodajmy - była córką sułtańskiego skarbnika.
46 Ryszard Kapuściński: Wanik czyli druga Armenia, s. 49.
47 Ryszard Kapuściński: Imperium. Warszawa 1993, Czytelnik, s. 119.
48 Jerzy Putrament: Nairi. "Literatura" 1975, nr 41, s. 1-3; nr 42, s. 2-3.
52 Monika Warneńska: Ścieżką na Ararat. Warszawa 1977, Książka i Wiedza, s. 5.
59 Grażyna Lewińska-Jaskuła, Marek Wawrzkiewicz: Za co kochamy Armenię. "Argumenty" 1986, nr 43, s. 6-7.
62 Elżbieta Sawicka: Notatnik armeński. "Tygodnik Polski" 1988, nr 17, s. 11. Przedr. reportażu (łącznie z jego drugą częścią, zaprezentowaną w następnym numerze tygodnika) w: Armenica w polskiej prasie lat 1987-8. Wybrał Jerzy Szokalski. Warszawa 1988, Koło Zainteresowań Kulturą Ormian przy Oddziale Warszawskim Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, s. 37-50.
65 Elżbieta Sawicka: Notatnik armeński (2). "Tygodnik Polski" 1988, nr 18, s. 11.
66 Marcin Kula: Jak ancien régime padł, naród zaś się uratował. "Przegląd Katolicki" 1988, nr 14/15, s. 1, 5.
67 Grzegorz Osiński: Postęp i przemoc. "Przegląd Katolicki" 1988, nr 14/15, s. 11.
68 Michał Głowiński: Wielkie zderzenie. "Teksty Drugie" 2002, nr 3, s. 210-211.
69 "To nie pamięć, to gen". [Z Geworgiem Eminem rozm. Grzegorz Górny]. "Tygodnik Powszechny" 1994, nr 48, s. 7. Tenże wywiad i ogłaszane przez Górnego w połowie lat dziewięćdziesiątych reportaże złożyły się na książkę Armenia. Między rajem a piekłem (Kraków 2015, AA). Pretekstem do jej opublikowania była setna rocznica ludobójstwa Ormian, zaś pretekstem do włączonych do niej reportaży: Kto dziś pamięta o rzezi Ormian? ("Rzeczpospolita" 1995, nr 101, s. 26) oraz Zabić i zapomnieć ("Tygodnik Powszechny" 1995, nr 25, s. 5-6) była rocznica dziewięćdziesiąta. Górny, wskazawszy w niej, że Ormian i Żydów porównuje się ze względu na ich rozproszenie po świecie, zmysł handlowy i stosunek do ksiąg, dodaje, że łączy ich także podobny los, jaki zgotowano im w XX wieku (tenże: Armenia..., s. 31, 33).
70 Alina Margolis: Moralność czasu Holokaustu. "Tygodnik Powszechny" 2001, nr 12, dod. "Kontrapunkt", nr 1/2, s. 13.
71 O bardzo wczesnym użyciu słowa "holokaust" w odniesieniu do popełnionej na Ormianach podczas pierwszej wojny światowej zbrodni wspomina Christian Schmidt-Häuer: "Amerykańska misjonarka Corinna Schattuck, która była świadkiem spalenia żywcem prześladowanych Ormian, w liście do siostry pisała: "Nie sposób opisać mdlącego smrodu, jaki się wydobywał z gregoriańskiego kościoła, w którym dokonał się Holocaust"" (tenże: Völkermord. "Wer am Leben blieb, wurde nackt gelassen". "Die Zeit" 2005, nr z 23 marca [online], http://www.zeit.de/2005/13/Armenier [dostęp 2.04.2015], cyt. za anonimowym przekładem: Pierwszy Holocaust [online], http://niniwa22.cba.pl/ormianie_pierwszy_holocaust.htm [dostęp 2.04.2015]). W artykule tym mowa jest także o nieuznawaniu przez państwo Izrael zagłady Ormian jako zbrodni ludobójstwa: "Dla potomków tych Ormian, którzy ocaleli z zagłady, szczególnie bolesny jest fakt, że akurat Izrael wzbrania się od uznania pierwszego ludobójstwa, jakie popełniono w XX wieku. Ma to dwie przyczyny: z jednej strony Tel Awiw utrzymuje sojusz wojskowy z Ankarą, z drugiej zaś chodzi o zachowanie wyjątkowego statusu Shoah, czyli zagłady Żydów. - Nawet wśród historyków specjalizujących się w tej problematyce zagłada Ormian jest tematem marginalnym czy wręcz tabu - uskarżała się Raya Cohen z uniwersytetu w Tel Awiwie w rozmowie z francuską gazetą "Les Cahiers du Judaisme"" (tamże).
72 Alina Margolis: Moralność czasu Holokaustu, s. 13.
73 Włodzimierz Paźniewski: Neurosa teutonica. "Kresy" 2009, nr 4, s. 176.
77 Manus I. Midlarsky: Ludobójstwo w XX wieku. Tł. Bartosz Wojciechowski. Warszawa 2010, PWN, s. 193.
79 Yves Ternon: Ormianie..., s. 263.
80 Bernard Bruneteau: Wiek ludobójstwa. Tł. Beata Spieralska. Warszawa 2005, Mówią wieki, s. 64.
81 Yves Ternon: Ormianie..., s. 13.
82 Ryszard Szawłowski pisze: "W latach dwudziestych ubiegłego stulecia młodym Lemkinem wstrząsnęły dwa wydarzenia: zabójstwo w Berlinie w 1921 r. przez S. Tehliriana, emigranta - Ormianina, b. ministra spraw wewnętrznych Turcji, Talaata Paszy, odpowiedzialnego za masakrę ponad miliona Ormian, oraz zabójstwo w Paryżu w 1926 r. przez emigranta - Żyda S. Schwarzbarda atamana S. Petlury, w zemście za ukraińskie pogromy Żydów na Ukrainie w latach 1918-1919" (tenże: Rafał Lemkin (1900-1959) - polski prawnik twórcą pojęcia "ludobójstwo". W: Zbrodnie przeszłości. Opracowania i materiały prokuratorów IPN. T. 2: Ludobójstwo. Pod red. Radosława Ignatiewa i Antoniego Kury. Warszawa 2008, Instytut Pamięci Narodowej, s. 7). Dla Lemkina (Szawłowski przywołuje tutaj słowa Herberta Mazy) "te dwa zabójstwa polityczne stały się "pięknymi zbrodniami". Akty zemsty były może zbrodniami w oczach prawa [...], lecz w oczach moralności były one "piękne"" (tamże).
83 Adam Balcer: The Armenian genocide in the contemporary Polish historiography. The critical evaluation. "Pro Georgia", nr 18 (2009), s. 169.
85 Wiktor Woroszylski: Literatura. Powieść. Paris 1977, Instytut Literacki, s. 81-82.
88 Wiktor Woroszylski: Oczy Metakse. W: tenże: Wybór wierszy. Warszawa 1974, Czytelnik, s. 162-164.
89 Zapewne winno być: straszniej.
90 Igor Sikirycki: Powitanie Armenii. "Osnowa" 1967, lato, s. 49. Przedr. w: tenże: W stronę Kolchidy. Łódź 1973, Wydawnictwo Łódzkie, s. 39.
91 Igor Sikirycki: Ojczyzna Dawida z Sasunu. "Przyjaźń" 1973, nr 2, s. 8. Notabene autor zwieńczył ten reportaż fragmentami Powitania Armenii.
92 Ten dwudzielny schemat znajdujemy także w późniejszym o kilkanaście lat wierszu Mariana Piechala Siedem strof o Armenii. Poeta zespala wątki martyrologiczny i socjalistyczny w jednym porównaniu: "łza ogromna Armenii / jak Sewan, wód górskich gwiazda" (w: tenże: Góra ocalenia. Kraków 1981, Wydawnictwo Literackie, s. 25). Na marginesie warto przywołać jeszcze dwa wiersze, artystycznie udane. Pierwszym jest, stanowiąca trzecie ogniwo Tryptyku bizantyjskiego, Ikona Jerzego Ficowskiego (w: tenże: Amulety i definicje. Warszawa 1960, Czytelnik, s. 31). Daria Nowicka odczytuje go jako "pseudonim tragicznego losu ormiańskiego" (taż: "Mruży oczy noc ormiańska" - wokół metafory ikonicznego losu w poezji Jerzego Ficowskiego. "Narracje o Zagładzie", nr 2 [2016], s. 262). Wykładnia taka nie jest wprawdzie niedopuszczalna, jest jednak ryzykowna. Najsilniejszym do niej bodźcem byłyby, konotujące śmierć (niewinną, męczeńską), trzy kończące utwór wersy: "Noc ormiańska mruży oczy / Milknie lilia trupioblada / Już noc". W podobny sposób, jako "pseudonim" tragicznego, ziszczającego się w ciągu stuleci losu Ormian, można by odczytywać cykl poetycki Armenia Bohdana Urbankowskiego ("Poezja" 1985, nr 1, s. 94-95), zawierający frazy: "Oczy wpatrzone do bólu w stronę góry Ararat", "zdruzgotany / kamienny anioł", "pieśń żałobna / paląca usta tej ziemi".
93 Wiktor Woroszylski: Zagłada gatunków. W: tenże: Zagłada gatunków. Warszawa 1970, Czytelnik, s. 6-7.
94 Warto wspomnieć, że zrealizowane w Rwandzie w 1994 roku przez Hutu ludobójstwo Tutsi ma swoje antecedencje. Woroszylskiego zainspirowały masakry Hutu, dokonywane w drugiej połowie lat sześćdziesiątych w Burundi. Ich sprawcami byli Tutsi. Kulminacją tych zbrodni był, dokonany w 1972 roku, ponowny mord, na znacznie większą skalę, kwalifikowany jako ludobójstwo: oto podjęta przez Hutu próba powstania wywołała wojskowe represje, których ofiarą padło, z rąk Tutsi, sto tysięcy członków tej społeczności, zaś dwieście tysięcy zmuszono do ucieczki z kraju - zob. Bernard Bruneteau: Wiek ludobójstwa, s. 183. Niektóre źródła podają dwukrotnie wyższą liczbę zamordowanych - por. René Lemarchand: Burundi. Ethnic conflict and genocide. Washington 1996, Woodrow Wilson Center Press, Cambridge University Press, s. XXV.
95 Wiktor Woroszylski: Literatura..., s. 22.
96 [B. nazw.]: Modlitwa w rocznicę Pogromu Ormian w 1915. "Biuletyn Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego", nr 20 (2000), s. 20. Redakcja błędnie przypisała ten wiersz Marii Przybylskiej, nie wyjaśniając, niestety, w sprostowaniu (nr 21/22 "Biuletynu", s. 80), kto jest faktycznym jego autorem.
97 Zofia Nałkowska: Dzienniki. T. 3: 1918-1929. Oprac., wstęp i komentarz Hanna Kirchner. Warszawa 1980, Czytelnik, s. 168, zapis z 10 kwietnia 1925 roku (zob. też wcześniejszy zapis z 15 lutego).
98 Julia Hartwig: Słodka Armenia w trzech przestrzeniach. W: taż: To wróci. Warszawa 2007, Sic!, s. 22-23.
99 Dariusz Tomasz Lebioda: Ormiańska tancerka. Bydgoszcz 2015, Biblioteka "Tematu".
100 Dariusz Tomasz Lebioda: Gawrony o zmierzchu. W: tenże: Ormiańska tancerka, s. 139.
101 Dariusz Tomasz Lebioda: Cerkiew w Szuszy. W: tenże: Ormiańska tancerka, s. 36.
102 Dariusz Tomasz Lebioda: Dziesięć pliszek w Stepanakercie. W: tenże: Ormiańska tancerka, s. 43.
103 Dariusz Tomasz Lebioda: Poranek w Stepanakercie. W: tenże: Ormiańska tancerka, s. 10.
104 Dariusz Tomasz Lebioda: Ruiny Agdamu. W: tenże: Ormiańska tancerka, s. 86.
105 Dariusz Tomasz Lebioda: Rzeź Ormian. W: tenże: Ormiańska tancerka, s. 135.
106 Dariusz Tomasz Lebioda: Ormianie. W: tenże: Ormiańska tancerka, s. 116.
107 Zob. Grzegorz Górny: Armenia..., s. 49-52. Niezależnie od wyraźnej proormiańskiej i prochrześcijańskiej perspektywy jest to książka wartościowa zarówno pod względem poznawczym (choć raczej popularyzatorskim), jak i literackim.
108 Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń: Armenia. Karawany śmierci. Wołowiec 2016, Czarne.
110 Rzeź Ormian. Rozmowa z Surenem Manukjanem. Rozm. przepr. Andrzej Brzeziecki i Małgorzata Nocuń. "Ale historia" 2015, nr 16, s. 8-10; Małgorzata Nocuń, Andrzej Brzeziecki: Karawany śmierci, sto lat później. "Tygodnik Powszechny" 2015, nr 17, s. 40-43.
111 Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń: Armenia..., s. 24.
113 Grzegorz Górny: Armenia..., s. 33.
114 Bohdan Gębarski: Morituri. Opowieść o 1915 r. Warszawa 1992, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze - Oddział w Warszawie. Koło Zainteresowań Kulturą Ormian.
115 Yves Ternon: Ormianie..., s. 201.
118 Bohdan Gębarski: Morituri..., s. 32.
119 Zbigniew Żabicki: Matka królów. W: tenże: Tradycja, styl, obyczaj. Szkice krytyczne. Warszawa 1963, Książka i Wiedza, s. 480.
120 Henryk Grynberg: Holocaust w literaturze polskiej, s. 91 (podkr. A.M.).