LOBSTERKI - Izabela Alicja, Alicja B.Stasiak, Janina Belcer

Kup ebooka

18.17 zł
15.08 zł (18,17 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

FRYZJER

Splecione Historia w rymy zaplątane

Skrócone ociupinkę by lekko pływały

Tu wiek nieistotny, bo czucie to samo

Ty stara-ja młoda? Nie! - my takie same

I tak to LOBSTERKI powstały w Ujeździe

i zaczęły pisać razem -"durne wiersze"

Bo ot na sam koniec po eksperymencie

Który ssę zrobiły i wyglądał pięknie

Że każdy wiersz równie do niej odpowiada

Bo durne wariatki i to nie przesada

I każda z nich jedna cokolwiek napisze

To druga i trzecia tak samo w domyśle

A czwarta z doskoku przynosi co chwile

Najwyzej pozmieniasz, ja czasu dziś ni mom.

No dobra do puenty bo to nie jest wiersz

To tylko są rapy na stopień 105

106 czasem wejdzie bo durne literki

Tak wiemy już wiemy ten FRYZJER- jest wielki

Wdzięku pełny, lecz zaraz opieprzy bo to wielki skromniś

Wiec ssę napisze choć nam niewygodnie

Ze w nosie to mamy czy ssę to zarapują

My tylko wyjaśnić co LOBTERKI CZUJĄ

i FRYZJER- kazał dodać...

Iza podobno wie... KONIEC.. czytać se albo nie!

W dupie to mamy...

LOBSERTKI JJAiF

OBIETNICA BIAŁEGO KRUKA

Dzień dobry państwu z tej strony OLO.....pragnę ogłosić że klątwa białego cienia trwa nadal. Zmrużcie teraz swe oczy cudne i pomyślcie o mnie, a zapewniam iż nie pożałujecie, poczujecie się najwspanialej w świecie. Moje pszczoły rozwalą wam mózg, a nawet lepiej zamieszkają w waszych czaszkach na zawsze. Każde zająkniecie, brak ruchu, bezdech czy źle postawiony krok to znak że jestem tam Jo Olo Cień -Biały kruk. Dzieci kocham i nie tyknę nawet palcem,

Ale karmę zła rozpoznam ja zawsze!

A i zła dusze chętnie przygarnę. Wiem ze wyglądam jak jakiś leszcz, to raczej pozory -strzeżcie więc się. Biała twarz i uśmiech szczery, bardzo piękne mam maniery, mogę z was zrobić lordów, albo błaznów. Swojej nie tyknę i to jest rzecz jasne. Ogólne rzecz ujmując to macie przesrane, jestem tutaj znowu za pozwoleniem pana. A kim jest mój pan to wszyscy wiecie, jam jest tu sprawiedliwość, i tak to was rzeknę. A raczej nie rzeknę już nic, korki do uszu dajcie, bo wlecę i to nie mit, oj już się z wami trochę nagadałem. Cudowna sprawa, tak ględzić kochani. Białego Kruka się nie boicie? -to mam was za nic.

To dziś wspomnienia wam wrzucę i znikam. To kto z białą pszczołą miał zaszczyt pomykać?

Mój głos w waszych głowach jest mroczny i władczy, a raczej przyćmiony bo taki i ma być. Jam jest wasza karmą, a wy to jest nikt. Odpowiedzcie sobie czy byłem? czy ni.

Teraz spróbujcie jak me pszczoły tańczyć, jużżeśta tańczyli dla mnie, to jest zaszczyt, wiem że wam ciężko się z faktem pogodzić, że zawsze będziecie tak piękni i młodzi. Niebawem was dzieci będą podglądały no i sąsiedzi i wszystkie sąsiady.

Bo to dość dziwne być młodym tak długo. Czy wasze życie nie zdaje się złudą? Ileż wam prawić trzeba do ucha, ześta skończeni, żeśta są glupi. Żeśta są głusi i puści tam w środku. Duszy tam nie ma zapewniam jam szkorbut. Ilu to szkorbut już miało przyznajcie? - toż ta choroba wygasła już dawniej, ileż to nagle gorączki dostało, takiej krwotocznej, a ją już zabrano, ileż to zgonów a ile narodzić. Jam biały Kruk jest, jam dawca - nie złodziej. Ja jeno daje, a wy mnie prosicie, a co rozdaje? Wspaniałe wam życie.

Jeno jest jedna prawda tu dana, ja wiem najlepiej co dla was jest karą, ja wiem najlepiej co was wszak zaboli. Myślicie inaczej? cóż czynić -nic robić. Krzywdę widzicie i bierność tu widzę, a to we mnie godzi, widzę czyjąś krzywdę. Nie będzie nic potem, nie będzie nic teraz w nicości tu tkwicie. Wy w bólu umierać. Nie klątwa to jest dziś, ale obietnica, ja tylko na chwilę. Zapowiem i znikam. Wszak musze na nowo was w środku zobaczyć. Bywajcie kochani ja wracam do pracy.

MÓJ KOPIEC-syn

Raz wynieśli dziecię do góry wysoko

Droga długa żmudna, kamienie wysoko

Długo trwała podróż wszyscy narzekali

Jeno jedna baba szła na boso w bieli

Jeno tylko ona iść tak długo chciała

Trwaj podroży jeszcze-trwaj ty chwilo błagam

Toż me dziecię zaroz zimna ziemia wchłonie

Toż on miał mi z kwiatków szykować koronę

Mogę iść tak jeszcze ile będzie trzeba

Nie nie będę wdzięczna- nie chce go dla nieba

Jam może jest głupio-może to nie prawe

Ja chce mieć go tutaj nie w tej ziemi szarej

Orszak już na górze ksiądz litanie prawi

Płaczą wszyscy ludzie-ciekną łzy strugami

Jeno ona stoi i płakać nie może

Co się ze mną dzieje? -odpowiedz mi Boże

Jam tu dziś powinna po sercu się stukać

Ja już nie potrafię ani jednej łzy ulać

Wszyscy poszli do dom toż scena skończona

Ino ona stoi -Patrzy- dycha- kona

Popatrzyła w niebo i w czarna mogiłę

Pomyślała sobie- co teraz z mym synem?

Będę ci codziennie śpiewać tu nocami

Widać tak jest lepiej wszak będziemy sami

Jeden raz za dnia, do syna się wybrała

Cała wieś dostrzegła pytać zaczynała

Wielka litość wszędzie dajta spokój ludzie

Już za dnia mój synu więcej tu nie pójdę

Długo tak śpiewała nad mogiła jego

Jednak żyć potrzeba siły trza do tego

Wiec po raz ostatni synu ci zanucę

Teraz ty chodź ze mną-czas opuścić górkę

Teraz ino w domu w sercu cię mieć będę

Całe życie razem nierozłączni wszędzie

I mam cichą wiarę ze któregoś ranka

Zbudzisz się do życia

Pisze ja TWA MATKA

Śpij synecku

Śpij synecku, Śpij kruszyno -pod tej ziemi złą pierzyną

Słońce wzejdzie, ty nie wstaniesz, nic nie powiesz swojej mamie

Śpij na wieki pod tym drzewem, ciało twoje się pogrzebie

Zgnije w mroku czarnej ziemi, wtedy los Twój się odmieni

Duch Twój wzbije się do nieba, wzleci lekko, tego trzeba

Potem zaczniesz szukać domu, znajdziesz mnie

wśród ludzi tłumu

Znajdziesz i zaś cud się stanie, powiesz Witaj swojej mamie

Szeptać zaczniesz mi do ucha, szeptać pieśni

śpiewaj SŁUCHAM

Teraz słyszę doskonale -a cóż będzie z Twoim ciałem

Ciała, serca Ci potrzeba... wtedy wzbijem się do nieba

Chwycę mocno Cię w ramiona, bajka będzie zakończona?

Lub początkiem ją nazwimy, tak, początkiem na Tyj zimi

Ten czas dla Nas tylko mamy..po wiek wieków nam pisany

Gdy dwie dusze się spotkają, gdy poznają swoje ciało

Gdy świadomość zejdzie z nieba, nic nam więcej nie potrzeba

Teraz synu kolej nasza, nie pozwólmy na rozłąki

Dusza, duszy -my dla siebie, starym duszom jest jak w niebie

Teraz wszystko Ci opowiem, wszystko co utkwiło w głowie

Słowem obraz ci pokażę, to dostaniesz od mnie w darze

Po tym, ty mnie, mój kochany, je Steć "bogiem" dla swej mamy

Odnalazłeś i zostałeś, oj jak długo tyć czekałeś

Nie zbłądziłeś byle gdzie, serce pragnie- dusza wie...

Gdzie Twój dom, gdzie matka Twoja, która stale ciebie woła

Nie poznałam Cię tej nocy, lecz spojrzałam w Twoje oczy

Przez nie dusze Widać całą, głębią są -są doskonałe

Dwa jedyne na tej ziemi... toś my z jednych są "korzeni"

Głos Twój jeszcze, nie tak samy

Nieco inny- poczekamy

Gdy w twym gardle młodość stanie, powiesz

Witaj swojej mamie

Wtedy będę pewna cała, bom twój głos ja spamiętała

Powiem Witaj, jesteś znów, obudź się już pora- JUŻ!

RAZ DWA TRZY -zaśpiewam pieśń, którą znała cała wieś

Siedem w lewo, siedem w prawo- stuknę w ziemię razy trzy

Wtedy dusza zbudzi ciało

ZOSTANIEMY JA I TY

BABA-przypowiastka

Chceta bajki-oto bajka

Toc opowiem wszyćko wam

W pewnej wsi żywioła pani

Którym każdu dobrzy zna

Żywda była niesłychanie

Szwawa szybka że aż strach

Choć sędziwe miała lico

Chłopom wtórowała rad

Mimo chuci-mimo woli

By naprawić wszyćkim świot

Wszyscy z niej szydzili ludzie

Cu za baba-cu za chwost

- samo żyje-samo dycho

Chłopa ni mo -to is żort

Kto by zechcioł takem babę

Siedz se sama -won nas stond

Baba nigdu nie płakało

Ni biadulić nigdy nu

Ino czasem se nuciła

Lulilulilulilu

Nikt nie słuchoł jej nucenio

Ino w niebie Bojże syn

Ino baba w syrcu swoim

Zawżdu była tylku z nim

Jednyj nocy zło życz stała

Płonąc zaczuł jeden dom

Nikt z ludzików nie doł rady

Ino patrzyć każdy chciał

Jeno baba ta łokropno

Co z niej szydził cały sod

Chwytła wiadro i do studni

Żwawo leci-ZWYKŁY DZIOD

Wtedy dzieci to ujżoły

I przetarły oczy swe

Za swe wiodra tyż złapały

Gasić ogień razem z niem

W ich oczyntach tera baba

Miała może nastkie lot

Była pikna i wspaniała

Chcioły z niem ratować świat

Morał jeden ino bydzie

Bardo krótki prawdom Wam

Pomagajto innym w bieda

A nie budzisz nigdu sam

Nie rozumisz bo nie musisz

Prawdo staro to jak świot

Nie oceniaj innych ludzi

Oceń siebie cóżeś wart.

Danuta Stasiak zd. Kobylińska

oraz pani Świdzińska

KRUK

Leżała na łące by dech złapać nieco

By codzienność szarą na chwile móc przeciąć

Po prostu leżała nic słychać nie było

Pomyślała w duchu czy spokój mą siłą?

Zamkła oczy nagle chyba odleciała

Gdy je otworzyła inna łąka cała

Wokół pełno kwiecia ptaki niebem mkną

Co rusz któryś siada, chce rozmawiać z nią

Pachnie tak wspaniale jak w wiśniowym sadzie

Jeno kwiecia inne -polne -mocne -silne

Czuje się cudownie, lekko tak jak w bajce

Nagle lek poczuła, wewnątrz lęk wręcz straszny

Wielki Kruk na skraju dumnie czochra pióra

Czarne wielkie skrzydła rozciąga ponuro

Czemu się go boje toż uwielbiam kruki

Czemu wewnątrz czuje lek aż tak okrutny

Podniosła się lekko-bacznie obserwuje

Boi się go przy tym - po prostu tak czuje

Kruk odpoczął chwile poprawił swe skrzydła

I pomknął w przestworza-Boże cóż za siła!

Ja się lękam jego bo on wolny ptak

Boje się naruszyć jego piękny świat

Gdyby przysiadł przy mnie i spojrzał mi w oczy

To bym powiedziała - WITAJ KRÓLU ZŁOTY

A tak myślę sobie, że nie mamy prawa

Wchodzić w dzikość ptaków-bo to nie wypada

Bo w wolności przecia tkwi ich wielka siła

Z boku będę patrzeć- w ich pięknie popływam

*WIERSZ ZE SNU

Ciężar

Czasem czuje się jak kamień

Idę światem ciężka cała

Czasem czuje jakbym

Miała na swej szyi wielki balast

Wiem że odciąć go nie mogę

Będzie wisieć całe życie

Ale dźwigam go na sobie

To talizman mój na życie

Czasem ciężar iść przeszkadza

Bo go czujesz w każdej chwili

Czasem marzysz żeby został

Gdzieś za tobą-ból niemiły

Lecz daje siłę wręcz ogromną

Kiedy przywykniesz do noszenia

Jestem ciężka, silna duchem

Świat powoli mój się zmienia.

A gdy chwila przyjdzie czasem

Że z ciężarem się pogodzę

Staje lekka się na chwilę

I podnoszę swoja głowę

Zamiast kamieni widzę niebo

Zamiast dróg szarych słońce cudne

Zamiast butów widzę zieleń

Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.

Kiedy w głowie milion myśli

Które ciążą niczym kamień

Dam ulecieć im na chwilę

Dam im odejść jak najdalej

Kiedy w głowie chaos wielki

I ogromny ból sumienia

Dam ja sobie chwile małą

Niech to chwila jest wytchnienia

No a potem się pogodzę

Sama z sobą z tym co było

Jestem teraz innym człekiem

Świat mnie skopał z wielką siłą

Ale nic to ja nie jedna

Wszak nas tutaj cała zgraja

Co już dna sięgnęła wszakże

I odbiła się i działa

A jak działa-na sto procent

Tak jak nigdy, bo i musi

Gdy przeżyłeś koniec świata

Inne końce bzdety durne.

POKONAĆ GRAWITACJĘ(rozmowa)

(człowieki)

Ziemia nas ściąga z powrotem

Zabija plany, marzenia

Ziemia i to co dokoła

Zgniata w nas siłę istnienia.

Byt ten spokojny być przecież

Jedna myśl w głowie zasiana

Rad tysiąc z boku i blokad

Ziemia nas ściąga-oplata

Wszak człek nie głupi -nie ptakiem

Wie że potrzeby ma w sobie

Wie co ma czynić i istnieć

Wie w jakie miejsca nie dotrze

(człowieki)

Wie jak nie zniszczyć wszystkiego

M wszak ten rozum od ciebie

Puść nas już wolno o matko

Prosimy my dzisiaj ciebie.

(Gajarti)

- toż ja nie ciągnę na siłę

Ale stabilność Wam daję

Daje tez wszystko co inne

Żyjcie człowieki se dalej

Wszak to Ci z boku Ci prawią

Wszak twoje życie cię nosi

Zajrzyj do siebie do głowy

Oblicz a popuszczę trochę.

- czyli mój plan nie jest głupi?

Mogę już robić jak zechcę?

- tak tu masz kamień i sznurek

Przywiąż do siebie, daj więcej

Nie jesteś ptakiem to owszem

Ale masz siłę ogromną

By kolorować potoki, niebo i łąkę przesłodką.

By swoje życie układać

Tak by już lekko ci było

Nie ja ściągnęłam Cię na dół

Ale ci obok co żyją.!...

Modlitwa do Boga Mess

Chciała zasnąć tak po prostu, zamknąć oczy lekko tylko.

Chciała zasnąć i nic nie czuć, nie czuć bólu

- pustką wszystko.

Swoje slajdy wyciągnęła, te co w głowie skrzętnie skryte

Puszcza sobie, je powoli i analizuje życie

Kilka łez, tych ciężkich mocnych wydostało się ze środka

A myślała że już nie ma-toż już tyle łez tych poszło.

Uśmiech lekkich się pojawił, lecz przyćmiła go ta ciemność

Przeświadczenie w środku takie

- że jej już jest wszystko jedno.

Zamkła oczy, bardzo mocno, w duchu powiedziała słowa

- ja chce dalej, tu mnie nie trza. Może teraz inna droga.

Nagle oczy swe otwiera, jest na pięknej polnej drodze

Wokół kwiaty, zboża, scena, a na scenie kwartet godny.

Stoi z boku, wszędzie cisza, nic nie słyszy- nic nie czuje.

Tylko w duszy gra muzyka, zero lęków, strachów, złudzeń.

Zero złości i złych myśli, które to wracały stale

- jestem wolna -pomyślała-i zrobiła krok ciut dalej.

A z tym krokiem, jest gdzie indziej, dzika plaża cała pusta

Mewy krzyczą do niej z nieba, ryba skacze, cudna - boska

- ja pamiętam-pomyślała

- ja pamiętam tamtą drogę, ta co strasznie tak bolała

ale już mam lekkość w sobie.

Chcę pamiętać, już na zawsze ale nie chcę czuć jej wcale.

Wolę pusta być już w środku

- lecz pamiętać chce zuchwale.

Ciężar

Czasem czuje się jak kamień

Idę światem ciężka cała

Czasem czuje jakbym

Miała na swej szyi wielki balast

Wiem że odciąć go nie mogę

Będzie wisieć całe życie

Ale dźwigam go na sobie

To talizman mój na życie

Czasem ciężar iść przeszkadza

Bo go czujesz w każdej chwili

Czasem marzysz żeby został

Gdzieś za tobą-ból niemiły

Lecz daje siłę wręcz ogromną

Kiedy przywykniesz do noszenia

Jestem ciężka, silna duchem

Świat powoli mój się zmienia.

A gdy chwila przyjdzie czasem

Że z ciężarem się pogodzę

Staje lekka się na chwilę

I podnoszę swoja głowę

Zamiast kamieni widzę niebo

Zamiast dróg szarych słońce cudne

Zamiast butów widzę zieleń

Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.

Kiedy w głowie milion myśli

Które ciążą niczym kamień

Dam ulecieć im na chwilę

Dam im odejść jak najdalej

Kiedy w głowie chaos wielki

I ogromny ból sumienia

Dam ja sobie chwile małą

Niech to chwila jest wytchnienia

No a potem się pogodzę

Sama z sobą z tym co było

Jestem teraz innym człekiem

Świat mnie skopał z wielką siłą

Ale nic to ja nie jedna

Wszak nas tutaj cała zgraja

Co już dna sięgnęła wszakże

I odbiła się i działa

A jak działa-na sto procent

Tak jak nigdy, bo i musi

Gdy przeżyłeś koniec świata

Inne końce bzdety durne.

Nie wierzę w obietnice

Nie wierze w obietnice

Nie wierze na zawsze

Wieże tylko w dzisiaj

Tylko dziś jest ważne

Nie wierzę w za tydzień

Bo wszystko się zmienia

Jutra może nie być

- JUTRO-wielka ściema

To przywara wielka

Ta niewiara taka

Mam tak już od dziecka

Od zawsze ja taka

Jak wierzyć w na zawsze

Gdy człek zmiennokształtny

Gdy raz czuje jedno

A potem inaczej

Mnie już po prostu

Nic w życiu nie zdziwi

Wieże tylko w jedno

WARTO BYĆ UCZCIWYM!

Nie można mieć pretensji

Do drugiego człeka

Że jego na zawsze

Jest szybkie jak rzeka

A rzeki są różne

Jak ludzie kochani

Jedne wartko płyną

Inne zadumane

Jedne stoją w miejscu

Prawie nieruchomo

A drugie cóż czynić

Pędzą jak szalone

Najlepsze w tym wszystkim

I prawda jest taka

Że każda z tych rzeczek

Jest wszakże jednaka

W jednym miejscu staje

Tak na dłuższą chwilę

A z innego pędzi

Ucieka- PRECZ IDZIE

Wole być jak rzeka

Ta zmienna i stała

Niż tkwić jak most na nią

Bez celu-TO BANAŁ!

Tak go postawili

I tak stać on musi

Jedno jeno widzi

NA BANK SIĘ UDUSI!

Najgorsze gdy mostom

To już nie przeszkadza

Tak stoją i tyle

Mówią taka karma

Jest jeden most inny

Zakochał się w rzece

Ona snuje Baśnie

On słucha i rzecze

Praw mi swoje historie

Ja tu zawsze stoję

Płyń szybko lub wolno

Nie ważne -BOŚ MOJA

To chyba jedyny most

taki na świecie

Reszta jeno stoi

Olewa kobietę

A może bzdury pletę

Oceńcie to sami

Jakimi jesteście

Mostami-rzekami?

Biblioteka Akashy

Jesteśmy jak księga wypchana po brzegi

Albo jak ksiąg tysiąc na półkach wszechświata

Może swoje półki mamy lecz nie wiemy

Swoje własne życia schowane w zaświatach

Jesteśmy jak księga wielka, poszarpana

Bo czytana co dzień chodź sami nie wiemy

Gdy wspomnienie wraca, to jest wyciągana

Daje lekcję teraz, uśmiech, ból, łzy, szczęście.

Czasem strach jest czytać niektóre rozdziały

Bo przynoszą gorycz, żal i smutków masę

Ale jest ten rozdział, toż nie pominiemy

Książkę czytać trzeba, po kolei zawsze.

Są takie lektury, prosto z życia wzięte

O to jest ta książka, tuż przy prawej stronie

Że wracamy do nich z największym przejęciem

I czytamy stale, bez przerwy i codziennie.

Są i takie i księgi na tej naszej półce

Co leży daleko w naszej świadomości

Że sięgamy po nie- po lekcje po prostu

Sprawdzić co źle było-a co było dobrze.

Łatwo czytaj wszakże losy innych ludzi

Utkane z słów wielu, wielkiego autora

A o sobie czytać, czy ciężko czy nudnie?

Nie- to nasze tylko- to tylko nasz temat.

Wiem że są i ludzie co ksiąg nie czytają

Co żyją tu teraz, bez łez i rozczuleń

Zazdroszczę im szczerze, spokoju i wiary

Zazdroszczę im szczerze, że żyją bez złudzeń.

Lecz lubię swe księgi, nawet te co smutne

Te co je w okładkę czarna przyodziałam

Uczyć się z nich będę, co dzień- bo i muszę

Zawsze wszystko zbytnio mocno pamiętałam.

Wiec teraz o sobie czytam sobie czasem

Rozsiadam się cicho wśród gwiazd w bibliotece

A piszę co inne, by lżej było duszy

Tam się księgi tworzą- moje-lecz już piękne.

NIE WIERZĘ W OBIETNICE

Nie wierze w obietnice

Nie wierze na zawsze

Wieże tylko w dzisiaj

Tylko dziś jest ważne

Nie wierzę w za tydzień

Bo wszystko się zmienia

Jutra może nie być

- JUTRO-wielka ściema

To przywara wielka

Ta niewiara taka

Mam tak już od dziecka

Od zawsze ja taka

Jak wierzyć w na zawsze

Gdy człek zmiennokształtny

Gdy raz czuje jedno

A potem inaczej

Mnie już po prostu

Nic w życiu nie zdziwi

Wieże tylko w jedno

WARTO BYĆ UCZCIWYM!

Nie można mieć pretensji

Do drugiego człeka

Że jego na zawsze

Jest szybkie jak rzeka

A rzeki są różne

Jak ludzie kochani

Jedne wartko płyną

Inne zadumane

Jedne stoją w miejscu

Prawie nieruchomo

A drugie cóż czynić

Pędzą jak szalone

Najlepsze w tym wszystkim

I prawda jest taka

Że każda z tych rzeczek

Jest wszakże jednaka

W jednym miejscu staje

Tak na dłuższą chwilę

A z innego pędzi

Ucieka- PRECZ IDZIE

Wole być jak rzeka

Ta zmienna i stała

Niż tkwić jak most na nią

Bez celu-TO BANAŁ!

Tak go postawili

I tak stać on musi

Jedno jeno widzi

NA BANK SIĘ UDUSI!

Najgorsze gdy mostom

To już nie przeszkadza

Tak stoją i tyle

Mówią taka karma

Jest jeden most inny

Zakochał się w rzece

Ona snuje Baśnie

On słucha i rzecze

Praw mi swoje historie

Ja tu zawsze stoję

Płyń szybko lub wolno

Nie ważne -BOŚ MOJA

To chyba jedyny most

taki na świecie

Reszta jeno stoi

Olewa kobietę

A może bzdury pletę

Oceńcie to sami

Jakimi jesteście

Mostami-rzekami?

PARASOL

Bądź mi parasolem, gdy burza nad głową

Gdy świat cały na mnie chce legnąć z impetem

Bądź mi parasolem, gdy łzy lecą srogo

Gdy świat cały płacze, ja już płakać nie chcę.

Bądź mi parasolem, który mnie ochroni

Tym który mi godnie, da iść przez to życie

Uwielbiam deszcz ciepły, ale nie ten srogi

Który chce mnie zalać, tym smutkiem ohydnym

Bądź mi parasolem, gdy wokół potoki

Ludzi płaczących nad wszystkim i niczym

Bądź mi parasolem, a ja tu postoję

Nauczę się cieszyć tym deszczem co płynie.

Wilki

Wilki stały przy mnie, cicho i spokojnie

Były stałe obok, chodź ich nie widziałam

Wilki czasem do mnie zawyły tak mocno

Że przy blasku nocy z dala je słyszałam

Wilki to dwa były, moje z krwi co we mnie

Nie skarżone żalem, ani kpiną nigdy

Zawsze byłam dla nich, one mi zbyteczne

Nie musiały walczyć-by kochać je miałam.

Wilki raz dostrzegły, że dusze ja tracę

Że tchu mi brakuje i prawie mnie nie ma

Rozjuszone bardzo, rozpoczęły walkę

Nie taką jak wszystkie- całkiem inną- naszą.

Wilki dały siłę, pokazały drogę

Dały mi świadomość, że nie jestem sama

Potem gdym ruszyła, dalej w swoją stronę

Schowały się w knieje- wy dla mnie

JA DLA WAS.

Miłość z daleka

Jak to jest z miłością, co w środku nas drzemie

Co jest tam ukryta, tak skrzętnie schowana

Co czujesz ją wszakże, ale sam już nie wiesz

Czy cI których kochasz, czują ją też nadal

Jak jest z tym wszystkim, co miłość się zowie

Ta która na filmach, aż tryska na boki

Czy jeden gest mały tak ważny dla Ciebie

Ten drugi kochany, odczuje na sobie

Jak to jest z kochaniem, tych którzy daleko

Czy musisz codziennie im pisać te słowa

Czy oni twe myśli przechwycą z daleka

Twe serce co stale, krzyczy do nich woła

A może ja miłość tą nazwę inaczej

Będę ją dawkować jak mogę, jak muszę

A potem po latach sama ją zobaczę

Czy doszedł telegram-jeden drugi, tuzin.

Zobaczę ja potem, czy język mój trudny

Został zrozumiany, tak jak być powinien

Świat nasz dookoła jest tak bardzo trudny

Że trzeba ta miłość telegramem puścić.

Być może i piękniej gdy miłość tuz obok

Nawet i nie może, a przecież na pewno

To wszakże cudowne móc jest kogoś dotknąć,

Przytulić, ukochać-okadzić go pięknem.

Czasem pozostaje, z daleka słać listy

I wierzyć że słowa, gesty zrozumiałe

A potem zobaczyć, po prostu co przyjdzie

Wyglądam ja listu, wyglądam go stale.

A potem spotkania, od tak i po prostu

Gdy ludzie się znają i kochają mocno

Że takie widzenie, wisienką na torcie

Zwykłe takie proste, ale jakże szczodre

I świadomość taka, że wystarczy słowo

W telegramie waszym do mnie napisanym

A ja biorę torbę i jestem tuz obok

Zrobię to co mogę i powiem

NA RAZIE.....

Moja piosenka

I nadejdzie taki czas

Kiedy znowu się obudzę

Świat znów będzie dla mnie grał

A ja wreszcie to poczuję

Zapamiętam każdą łzę

Każdy gest i każda chwilę

Nigdy nie strasz piekłem mnie

Bo przez chwilę już tam byłam

Zapamiętaj stróżu mój

Który zawsze przy mnie stoisz

Gdy się potknę wstanę znów

A ty tylko zamknij oczy

Potem powiedz mi we snie

Że niczego nie żałujesz

Byłeś zawsze ja to wiem

I codziennie mocno czuję

Nigdy nie strasz piekłem mnie

Bo już nigdy tam nie wejdę

Możesz zrobić to co chcesz

Ale już nie trafisz we mnie

Teraz inny widzę świat

Inne drogi, innych ludzi

Moje lęki zabrał wiatr

Dobrze wiedział jak je stłumić

Ogień płonie w sercu mym

Czasem pali mnie od środka

I dziękuję że on jest

Dzięki niemu zyciu sprostam

Woda chłodzi skronie me

Co dzień czyści moje ciało

Dusza w środku krzyczy wręcz

Że tak wiele nam zostało

Być może jestem nikim na arenie świata. Być może wiele końców świata tutaj będzie. Być może kiedyś jak w piach pójdzie wszystko. Ale jednak będę -chodź trochę tu będę.

Być może nic nie wniosą moje słowa, być może niczym dla tych co czytają. A może jednak trafi jakaś cząstka-bo duszy mało-Stale krzyczy mało.

A krzyczę tutaj, jeno trochę szeptem, o marzeniach, planach i tym co gra w duszy. Tym co chce w tej chwili wyjść tu na powierzchnie i daje oddech, daje spokój cudny.

W bajkach, wierszach, strofach wplatam ja to wszystko, to co być już było, co mogło, co chciało... A jak mi wychodzi.. To już nie rzecz moja... Proszę się częstować i oceniać śmiało.

PROTEST SZPILKI

Wbijaj we mnie szpilki

To ból wszak niewielki

Tak jest wyczuwalny

I mierzi przez chwile

Ale wiem że minie

Znam i bóle większe

Przywyknę do niego

Od niego nie zginę

Wbijaj ile możesz

Po woli, po trochu

Wszak to takie fajne

Wiedzieć ze masz władzę

Co mnie boli wiesz wszak

Dobrze wiesz co zrobić

By mnie to zakłuło

A nie było śladów

Wbijaj we mnie szpilki

Spokojnie po trochu

Ja je będę nosić

Do kresu swej drogi

Nie wiem co z nich przyjdzie

Nie wiem ani trochu

Niech se we mnie siedzą

Grunt że już nie boli

Ale zapamiętaj

Ze każda ta szpilka

To także wspomnienie

Złe i tak krzywdzące

Nie czuć go wszak stale

Ale tylko chwilę

Kiedy się poruszę

W tym jest cały szkopuł

Wiec zamrę w bezruchu

Któż wszak lubi cierpieć

Nie będę się ruszać tyle ile mogę

A gdy jednak drgnę nagle

Zapamiętaj sobie

Ze wraca wspomnienie

I myślę o Tobie

Być może nie święta

Być może nie wcale

Ale kłamstwem nigdy

Ust swych nie splamiłam

Być może wybuchłam

swym gniewie zuchwałym

Każda jedna jak ja

Wulkanem by była.