FRYZJER
Splecione Historia w rymy zaplątane
Skrócone ociupinkę by lekko pływały
Tu wiek nieistotny, bo czucie to samo
Ty stara-ja młoda? Nie! - my takie same
I tak to LOBSTERKI powstały w Ujeździe
i zaczęły pisać razem -"durne wiersze"
Bo ot na sam koniec po eksperymencie
Który ssę zrobiły i wyglądał pięknie
Że każdy wiersz równie do niej odpowiada
Bo durne wariatki i to nie przesada
I każda z nich jedna cokolwiek napisze
To druga i trzecia tak samo w domyśle
A czwarta z doskoku przynosi co chwile
Najwyzej pozmieniasz, ja czasu dziś ni mom.
No dobra do puenty bo to nie jest wiersz
To tylko są rapy na stopień 105
106 czasem wejdzie bo durne literki
Tak wiemy już wiemy ten FRYZJER- jest wielki
Wdzięku pełny, lecz zaraz opieprzy bo to wielki skromniś
Wiec ssę napisze choć nam niewygodnie
Ze w nosie to mamy czy ssę to zarapują
My tylko wyjaśnić co LOBTERKI CZUJĄ
i FRYZJER- kazał dodać...
Iza podobno wie... KONIEC.. czytać se albo nie!
W dupie to mamy...
LOBSERTKI JJAiF
OBIETNICA BIAŁEGO KRUKA
Dzień dobry państwu z tej strony OLO.....pragnę ogłosić że klątwa białego cienia trwa nadal. Zmrużcie teraz swe oczy cudne i pomyślcie o mnie, a zapewniam iż nie pożałujecie, poczujecie się najwspanialej w świecie. Moje pszczoły rozwalą wam mózg, a nawet lepiej zamieszkają w waszych czaszkach na zawsze. Każde zająkniecie, brak ruchu, bezdech czy źle postawiony krok to znak że jestem tam Jo Olo Cień -Biały kruk. Dzieci kocham i nie tyknę nawet palcem,
Ale karmę zła rozpoznam ja zawsze!
A i zła dusze chętnie przygarnę. Wiem ze wyglądam jak jakiś leszcz, to raczej pozory -strzeżcie więc się. Biała twarz i uśmiech szczery, bardzo piękne mam maniery, mogę z was zrobić lordów, albo błaznów. Swojej nie tyknę i to jest rzecz jasne. Ogólne rzecz ujmując to macie przesrane, jestem tutaj znowu za pozwoleniem pana. A kim jest mój pan to wszyscy wiecie, jam jest tu sprawiedliwość, i tak to was rzeknę. A raczej nie rzeknę już nic, korki do uszu dajcie, bo wlecę i to nie mit, oj już się z wami trochę nagadałem. Cudowna sprawa, tak ględzić kochani. Białego Kruka się nie boicie? -to mam was za nic.
To dziś wspomnienia wam wrzucę i znikam. To kto z białą pszczołą miał zaszczyt pomykać?
Mój głos w waszych głowach jest mroczny i władczy, a raczej przyćmiony bo taki i ma być. Jam jest wasza karmą, a wy to jest nikt. Odpowiedzcie sobie czy byłem? czy ni.
Teraz spróbujcie jak me pszczoły tańczyć, jużżeśta tańczyli dla mnie, to jest zaszczyt, wiem że wam ciężko się z faktem pogodzić, że zawsze będziecie tak piękni i młodzi. Niebawem was dzieci będą podglądały no i sąsiedzi i wszystkie sąsiady.
Bo to dość dziwne być młodym tak długo. Czy wasze życie nie zdaje się złudą? Ileż wam prawić trzeba do ucha, ześta skończeni, żeśta są glupi. Żeśta są głusi i puści tam w środku. Duszy tam nie ma zapewniam jam szkorbut. Ilu to szkorbut już miało przyznajcie? - toż ta choroba wygasła już dawniej, ileż to nagle gorączki dostało, takiej krwotocznej, a ją już zabrano, ileż to zgonów a ile narodzić. Jam biały Kruk jest, jam dawca - nie złodziej. Ja jeno daje, a wy mnie prosicie, a co rozdaje? Wspaniałe wam życie.
Jeno jest jedna prawda tu dana, ja wiem najlepiej co dla was jest karą, ja wiem najlepiej co was wszak zaboli. Myślicie inaczej? cóż czynić -nic robić. Krzywdę widzicie i bierność tu widzę, a to we mnie godzi, widzę czyjąś krzywdę. Nie będzie nic potem, nie będzie nic teraz w nicości tu tkwicie. Wy w bólu umierać. Nie klątwa to jest dziś, ale obietnica, ja tylko na chwilę. Zapowiem i znikam. Wszak musze na nowo was w środku zobaczyć. Bywajcie kochani ja wracam do pracy.
MÓJ KOPIEC-syn
Raz wynieśli dziecię do góry wysoko
Droga długa żmudna, kamienie wysoko
Długo trwała podróż wszyscy narzekali
Jeno jedna baba szła na boso w bieli
Jeno tylko ona iść tak długo chciała
Trwaj podroży jeszcze-trwaj ty chwilo błagam
Toż me dziecię zaroz zimna ziemia wchłonie
Toż on miał mi z kwiatków szykować koronę
Mogę iść tak jeszcze ile będzie trzeba
Nie nie będę wdzięczna- nie chce go dla nieba
Jam może jest głupio-może to nie prawe
Ja chce mieć go tutaj nie w tej ziemi szarej
Orszak już na górze ksiądz litanie prawi
Płaczą wszyscy ludzie-ciekną łzy strugami
Jeno ona stoi i płakać nie może
Co się ze mną dzieje? -odpowiedz mi Boże
Jam tu dziś powinna po sercu się stukać
Ja już nie potrafię ani jednej łzy ulać
Wszyscy poszli do dom toż scena skończona
Ino ona stoi -Patrzy- dycha- kona
Popatrzyła w niebo i w czarna mogiłę
Pomyślała sobie- co teraz z mym synem?
Będę ci codziennie śpiewać tu nocami
Widać tak jest lepiej wszak będziemy sami
Jeden raz za dnia, do syna się wybrała
Cała wieś dostrzegła pytać zaczynała
Wielka litość wszędzie dajta spokój ludzie
Już za dnia mój synu więcej tu nie pójdę
Długo tak śpiewała nad mogiła jego
Jednak żyć potrzeba siły trza do tego
Wiec po raz ostatni synu ci zanucę
Teraz ty chodź ze mną-czas opuścić górkę
Teraz ino w domu w sercu cię mieć będę
Całe życie razem nierozłączni wszędzie
I mam cichą wiarę ze któregoś ranka
Zbudzisz się do życia
Pisze ja TWA MATKA
Śpij synecku
Śpij synecku, Śpij kruszyno -pod tej ziemi złą pierzyną
Słońce wzejdzie, ty nie wstaniesz, nic nie powiesz swojej mamie
Śpij na wieki pod tym drzewem, ciało twoje się pogrzebie
Zgnije w mroku czarnej ziemi, wtedy los Twój się odmieni
Duch Twój wzbije się do nieba, wzleci lekko, tego trzeba
Potem zaczniesz szukać domu, znajdziesz mnie
wśród ludzi tłumu
Znajdziesz i zaś cud się stanie, powiesz Witaj swojej mamie
Szeptać zaczniesz mi do ucha, szeptać pieśni
śpiewaj SŁUCHAM
Teraz słyszę doskonale -a cóż będzie z Twoim ciałem
Ciała, serca Ci potrzeba... wtedy wzbijem się do nieba
Chwycę mocno Cię w ramiona, bajka będzie zakończona?
Lub początkiem ją nazwimy, tak, początkiem na Tyj zimi
Ten czas dla Nas tylko mamy..po wiek wieków nam pisany
Gdy dwie dusze się spotkają, gdy poznają swoje ciało
Gdy świadomość zejdzie z nieba, nic nam więcej nie potrzeba
Teraz synu kolej nasza, nie pozwólmy na rozłąki
Dusza, duszy -my dla siebie, starym duszom jest jak w niebie
Teraz wszystko Ci opowiem, wszystko co utkwiło w głowie
Słowem obraz ci pokażę, to dostaniesz od mnie w darze
Po tym, ty mnie, mój kochany, je Steć "bogiem" dla swej mamy
Odnalazłeś i zostałeś, oj jak długo tyć czekałeś
Nie zbłądziłeś byle gdzie, serce pragnie- dusza wie...
Gdzie Twój dom, gdzie matka Twoja, która stale ciebie woła
Nie poznałam Cię tej nocy, lecz spojrzałam w Twoje oczy
Przez nie dusze Widać całą, głębią są -są doskonałe
Dwa jedyne na tej ziemi... toś my z jednych są "korzeni"
Głos Twój jeszcze, nie tak samy
Nieco inny- poczekamy
Gdy w twym gardle młodość stanie, powiesz
Witaj swojej mamie
Wtedy będę pewna cała, bom twój głos ja spamiętała
Powiem Witaj, jesteś znów, obudź się już pora- JUŻ!
RAZ DWA TRZY -zaśpiewam pieśń, którą znała cała wieś
Siedem w lewo, siedem w prawo- stuknę w ziemię razy trzy
Wtedy dusza zbudzi ciało
ZOSTANIEMY JA I TY
BABA-przypowiastka
Chceta bajki-oto bajka
Toc opowiem wszyćko wam
W pewnej wsi żywioła pani
Którym każdu dobrzy zna
Żywda była niesłychanie
Szwawa szybka że aż strach
Choć sędziwe miała lico
Chłopom wtórowała rad
Mimo chuci-mimo woli
By naprawić wszyćkim świot
Wszyscy z niej szydzili ludzie
Cu za baba-cu za chwost
- samo żyje-samo dycho
Chłopa ni mo -to is żort
Kto by zechcioł takem babę
Siedz se sama -won nas stond
Baba nigdu nie płakało
Ni biadulić nigdy nu
Ino czasem se nuciła
Lulilulilulilu
Nikt nie słuchoł jej nucenio
Ino w niebie Bojże syn
Ino baba w syrcu swoim
Zawżdu była tylku z nim
Jednyj nocy zło życz stała
Płonąc zaczuł jeden dom
Nikt z ludzików nie doł rady
Ino patrzyć każdy chciał
Jeno baba ta łokropno
Co z niej szydził cały sod
Chwytła wiadro i do studni
Żwawo leci-ZWYKŁY DZIOD
Wtedy dzieci to ujżoły
I przetarły oczy swe
Za swe wiodra tyż złapały
Gasić ogień razem z niem
W ich oczyntach tera baba
Miała może nastkie lot
Była pikna i wspaniała
Chcioły z niem ratować świat
Morał jeden ino bydzie
Bardo krótki prawdom Wam
Pomagajto innym w bieda
A nie budzisz nigdu sam
Nie rozumisz bo nie musisz
Prawdo staro to jak świot
Nie oceniaj innych ludzi
Oceń siebie cóżeś wart.
Danuta Stasiak zd. Kobylińska
oraz pani Świdzińska
KRUK
Leżała na łące by dech złapać nieco
By codzienność szarą na chwile móc przeciąć
Po prostu leżała nic słychać nie było
Pomyślała w duchu czy spokój mą siłą?
Zamkła oczy nagle chyba odleciała
Gdy je otworzyła inna łąka cała
Wokół pełno kwiecia ptaki niebem mkną
Co rusz któryś siada, chce rozmawiać z nią
Pachnie tak wspaniale jak w wiśniowym sadzie
Jeno kwiecia inne -polne -mocne -silne
Czuje się cudownie, lekko tak jak w bajce
Nagle lek poczuła, wewnątrz lęk wręcz straszny
Wielki Kruk na skraju dumnie czochra pióra
Czarne wielkie skrzydła rozciąga ponuro
Czemu się go boje toż uwielbiam kruki
Czemu wewnątrz czuje lek aż tak okrutny
Podniosła się lekko-bacznie obserwuje
Boi się go przy tym - po prostu tak czuje
Kruk odpoczął chwile poprawił swe skrzydła
I pomknął w przestworza-Boże cóż za siła!
Ja się lękam jego bo on wolny ptak
Boje się naruszyć jego piękny świat
Gdyby przysiadł przy mnie i spojrzał mi w oczy
To bym powiedziała - WITAJ KRÓLU ZŁOTY
A tak myślę sobie, że nie mamy prawa
Wchodzić w dzikość ptaków-bo to nie wypada
Bo w wolności przecia tkwi ich wielka siła
Z boku będę patrzeć- w ich pięknie popływam
*WIERSZ ZE SNU
Ciężar
Czasem czuje się jak kamień
Idę światem ciężka cała
Czasem czuje jakbym
Miała na swej szyi wielki balast
Wiem że odciąć go nie mogę
Będzie wisieć całe życie
Ale dźwigam go na sobie
To talizman mój na życie
Czasem ciężar iść przeszkadza
Bo go czujesz w każdej chwili
Czasem marzysz żeby został
Gdzieś za tobą-ból niemiły
Lecz daje siłę wręcz ogromną
Kiedy przywykniesz do noszenia
Jestem ciężka, silna duchem
Świat powoli mój się zmienia.
A gdy chwila przyjdzie czasem
Że z ciężarem się pogodzę
Staje lekka się na chwilę
I podnoszę swoja głowę
Zamiast kamieni widzę niebo
Zamiast dróg szarych słońce cudne
Zamiast butów widzę zieleń
Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.
Kiedy w głowie milion myśli
Które ciążą niczym kamień
Dam ulecieć im na chwilę
Dam im odejść jak najdalej
Kiedy w głowie chaos wielki
I ogromny ból sumienia
Dam ja sobie chwile małą
Niech to chwila jest wytchnienia
No a potem się pogodzę
Sama z sobą z tym co było
Jestem teraz innym człekiem
Świat mnie skopał z wielką siłą
Ale nic to ja nie jedna
Wszak nas tutaj cała zgraja
Co już dna sięgnęła wszakże
I odbiła się i działa
A jak działa-na sto procent
Tak jak nigdy, bo i musi
Gdy przeżyłeś koniec świata
Inne końce bzdety durne.
POKONAĆ GRAWITACJĘ(rozmowa)
(człowieki)
Ziemia nas ściąga z powrotem
Zabija plany, marzenia
Ziemia i to co dokoła
Zgniata w nas siłę istnienia.
Byt ten spokojny być przecież
Jedna myśl w głowie zasiana
Rad tysiąc z boku i blokad
Ziemia nas ściąga-oplata
Wszak człek nie głupi -nie ptakiem
Wie że potrzeby ma w sobie
Wie co ma czynić i istnieć
Wie w jakie miejsca nie dotrze
(człowieki)
Wie jak nie zniszczyć wszystkiego
M wszak ten rozum od ciebie
Puść nas już wolno o matko
Prosimy my dzisiaj ciebie.
(Gajarti)
- toż ja nie ciągnę na siłę
Ale stabilność Wam daję
Daje tez wszystko co inne
Żyjcie człowieki se dalej
Wszak to Ci z boku Ci prawią
Wszak twoje życie cię nosi
Zajrzyj do siebie do głowy
Oblicz a popuszczę trochę.
- czyli mój plan nie jest głupi?
Mogę już robić jak zechcę?
- tak tu masz kamień i sznurek
Przywiąż do siebie, daj więcej
Nie jesteś ptakiem to owszem
Ale masz siłę ogromną
By kolorować potoki, niebo i łąkę przesłodką.
By swoje życie układać
Tak by już lekko ci było
Nie ja ściągnęłam Cię na dół
Ale ci obok co żyją.!...
Modlitwa do Boga Mess
Chciała zasnąć tak po prostu, zamknąć oczy lekko tylko.
Chciała zasnąć i nic nie czuć, nie czuć bólu
- pustką wszystko.
Swoje slajdy wyciągnęła, te co w głowie skrzętnie skryte
Puszcza sobie, je powoli i analizuje życie
Kilka łez, tych ciężkich mocnych wydostało się ze środka
A myślała że już nie ma-toż już tyle łez tych poszło.
Uśmiech lekkich się pojawił, lecz przyćmiła go ta ciemność
Przeświadczenie w środku takie
- że jej już jest wszystko jedno.
Zamkła oczy, bardzo mocno, w duchu powiedziała słowa
- ja chce dalej, tu mnie nie trza. Może teraz inna droga.
Nagle oczy swe otwiera, jest na pięknej polnej drodze
Wokół kwiaty, zboża, scena, a na scenie kwartet godny.
Stoi z boku, wszędzie cisza, nic nie słyszy- nic nie czuje.
Tylko w duszy gra muzyka, zero lęków, strachów, złudzeń.
Zero złości i złych myśli, które to wracały stale
- jestem wolna -pomyślała-i zrobiła krok ciut dalej.
A z tym krokiem, jest gdzie indziej, dzika plaża cała pusta
Mewy krzyczą do niej z nieba, ryba skacze, cudna - boska
- ja pamiętam-pomyślała
- ja pamiętam tamtą drogę, ta co strasznie tak bolała
ale już mam lekkość w sobie.
Chcę pamiętać, już na zawsze ale nie chcę czuć jej wcale.
Wolę pusta być już w środku
- lecz pamiętać chce zuchwale.
Ciężar
Czasem czuje się jak kamień
Idę światem ciężka cała
Czasem czuje jakbym
Miała na swej szyi wielki balast
Wiem że odciąć go nie mogę
Będzie wisieć całe życie
Ale dźwigam go na sobie
To talizman mój na życie
Czasem ciężar iść przeszkadza
Bo go czujesz w każdej chwili
Czasem marzysz żeby został
Gdzieś za tobą-ból niemiły
Lecz daje siłę wręcz ogromną
Kiedy przywykniesz do noszenia
Jestem ciężka, silna duchem
Świat powoli mój się zmienia.
A gdy chwila przyjdzie czasem
Że z ciężarem się pogodzę
Staje lekka się na chwilę
I podnoszę swoja głowę
Zamiast kamieni widzę niebo
Zamiast dróg szarych słońce cudne
Zamiast butów widzę zieleń
Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.
Kiedy w głowie milion myśli
Które ciążą niczym kamień
Dam ulecieć im na chwilę
Dam im odejść jak najdalej
Kiedy w głowie chaos wielki
I ogromny ból sumienia
Dam ja sobie chwile małą
Niech to chwila jest wytchnienia
No a potem się pogodzę
Sama z sobą z tym co było
Jestem teraz innym człekiem
Świat mnie skopał z wielką siłą
Ale nic to ja nie jedna
Wszak nas tutaj cała zgraja
Co już dna sięgnęła wszakże
I odbiła się i działa
A jak działa-na sto procent
Tak jak nigdy, bo i musi
Gdy przeżyłeś koniec świata
Inne końce bzdety durne.
Nie wierzę w obietnice
Nie wierze w obietnice
Nie wierze na zawsze
Wieże tylko w dzisiaj
Tylko dziś jest ważne
Nie wierzę w za tydzień
Bo wszystko się zmienia
Jutra może nie być
- JUTRO-wielka ściema
To przywara wielka
Ta niewiara taka
Mam tak już od dziecka
Od zawsze ja taka
Jak wierzyć w na zawsze
Gdy człek zmiennokształtny
Gdy raz czuje jedno
A potem inaczej
Mnie już po prostu
Nic w życiu nie zdziwi
Wieże tylko w jedno
WARTO BYĆ UCZCIWYM!
Nie można mieć pretensji
Do drugiego człeka
Że jego na zawsze
Jest szybkie jak rzeka
A rzeki są różne
Jak ludzie kochani
Jedne wartko płyną
Inne zadumane
Jedne stoją w miejscu
Prawie nieruchomo
A drugie cóż czynić
Pędzą jak szalone
Najlepsze w tym wszystkim
I prawda jest taka
Że każda z tych rzeczek
Jest wszakże jednaka
W jednym miejscu staje
Tak na dłuższą chwilę
A z innego pędzi
Ucieka- PRECZ IDZIE
Wole być jak rzeka
Ta zmienna i stała
Niż tkwić jak most na nią
Bez celu-TO BANAŁ!
Tak go postawili
I tak stać on musi
Jedno jeno widzi
NA BANK SIĘ UDUSI!
Najgorsze gdy mostom
To już nie przeszkadza
Tak stoją i tyle
Mówią taka karma
Jest jeden most inny
Zakochał się w rzece
Ona snuje Baśnie
On słucha i rzecze
Praw mi swoje historie
Ja tu zawsze stoję
Płyń szybko lub wolno
Nie ważne -BOŚ MOJA
To chyba jedyny most
taki na świecie
Reszta jeno stoi
Olewa kobietę
A może bzdury pletę
Oceńcie to sami
Jakimi jesteście
Mostami-rzekami?
Biblioteka Akashy
Jesteśmy jak księga wypchana po brzegi
Albo jak ksiąg tysiąc na półkach wszechświata
Może swoje półki mamy lecz nie wiemy
Swoje własne życia schowane w zaświatach
Jesteśmy jak księga wielka, poszarpana
Bo czytana co dzień chodź sami nie wiemy
Gdy wspomnienie wraca, to jest wyciągana
Daje lekcję teraz, uśmiech, ból, łzy, szczęście.
Czasem strach jest czytać niektóre rozdziały
Bo przynoszą gorycz, żal i smutków masę
Ale jest ten rozdział, toż nie pominiemy
Książkę czytać trzeba, po kolei zawsze.
Są takie lektury, prosto z życia wzięte
O to jest ta książka, tuż przy prawej stronie
Że wracamy do nich z największym przejęciem
I czytamy stale, bez przerwy i codziennie.
Są i takie i księgi na tej naszej półce
Co leży daleko w naszej świadomości
Że sięgamy po nie- po lekcje po prostu
Sprawdzić co źle było-a co było dobrze.
Łatwo czytaj wszakże losy innych ludzi
Utkane z słów wielu, wielkiego autora
A o sobie czytać, czy ciężko czy nudnie?
Nie- to nasze tylko- to tylko nasz temat.
Wiem że są i ludzie co ksiąg nie czytają
Co żyją tu teraz, bez łez i rozczuleń
Zazdroszczę im szczerze, spokoju i wiary
Zazdroszczę im szczerze, że żyją bez złudzeń.
Lecz lubię swe księgi, nawet te co smutne
Te co je w okładkę czarna przyodziałam
Uczyć się z nich będę, co dzień- bo i muszę
Zawsze wszystko zbytnio mocno pamiętałam.
Wiec teraz o sobie czytam sobie czasem
Rozsiadam się cicho wśród gwiazd w bibliotece
A piszę co inne, by lżej było duszy
Tam się księgi tworzą- moje-lecz już piękne.
NIE WIERZĘ W OBIETNICE
Nie wierze w obietnice
Nie wierze na zawsze
Wieże tylko w dzisiaj
Tylko dziś jest ważne
Nie wierzę w za tydzień
Bo wszystko się zmienia
Jutra może nie być
- JUTRO-wielka ściema
To przywara wielka
Ta niewiara taka
Mam tak już od dziecka
Od zawsze ja taka
Jak wierzyć w na zawsze
Gdy człek zmiennokształtny
Gdy raz czuje jedno
A potem inaczej
Mnie już po prostu
Nic w życiu nie zdziwi
Wieże tylko w jedno
WARTO BYĆ UCZCIWYM!
Nie można mieć pretensji
Do drugiego człeka
Że jego na zawsze
Jest szybkie jak rzeka
A rzeki są różne
Jak ludzie kochani
Jedne wartko płyną
Inne zadumane
Jedne stoją w miejscu
Prawie nieruchomo
A drugie cóż czynić
Pędzą jak szalone
Najlepsze w tym wszystkim
I prawda jest taka
Że każda z tych rzeczek
Jest wszakże jednaka
W jednym miejscu staje
Tak na dłuższą chwilę
A z innego pędzi
Ucieka- PRECZ IDZIE
Wole być jak rzeka
Ta zmienna i stała
Niż tkwić jak most na nią
Bez celu-TO BANAŁ!
Tak go postawili
I tak stać on musi
Jedno jeno widzi
NA BANK SIĘ UDUSI!
Najgorsze gdy mostom
To już nie przeszkadza
Tak stoją i tyle
Mówią taka karma
Jest jeden most inny
Zakochał się w rzece
Ona snuje Baśnie
On słucha i rzecze
Praw mi swoje historie
Ja tu zawsze stoję
Płyń szybko lub wolno
Nie ważne -BOŚ MOJA
To chyba jedyny most
taki na świecie
Reszta jeno stoi
Olewa kobietę
A może bzdury pletę
Oceńcie to sami
Jakimi jesteście
Mostami-rzekami?
PARASOL
Bądź mi parasolem, gdy burza nad głową
Gdy świat cały na mnie chce legnąć z impetem
Bądź mi parasolem, gdy łzy lecą srogo
Gdy świat cały płacze, ja już płakać nie chcę.
Bądź mi parasolem, który mnie ochroni
Tym który mi godnie, da iść przez to życie
Uwielbiam deszcz ciepły, ale nie ten srogi
Który chce mnie zalać, tym smutkiem ohydnym
Bądź mi parasolem, gdy wokół potoki
Ludzi płaczących nad wszystkim i niczym
Bądź mi parasolem, a ja tu postoję
Nauczę się cieszyć tym deszczem co płynie.
Wilki
Wilki stały przy mnie, cicho i spokojnie
Były stałe obok, chodź ich nie widziałam
Wilki czasem do mnie zawyły tak mocno
Że przy blasku nocy z dala je słyszałam
Wilki to dwa były, moje z krwi co we mnie
Nie skarżone żalem, ani kpiną nigdy
Zawsze byłam dla nich, one mi zbyteczne
Nie musiały walczyć-by kochać je miałam.
Wilki raz dostrzegły, że dusze ja tracę
Że tchu mi brakuje i prawie mnie nie ma
Rozjuszone bardzo, rozpoczęły walkę
Nie taką jak wszystkie- całkiem inną- naszą.
Wilki dały siłę, pokazały drogę
Dały mi świadomość, że nie jestem sama
Potem gdym ruszyła, dalej w swoją stronę
Schowały się w knieje- wy dla mnie
JA DLA WAS.
Miłość z daleka
Jak to jest z miłością, co w środku nas drzemie
Co jest tam ukryta, tak skrzętnie schowana
Co czujesz ją wszakże, ale sam już nie wiesz
Czy cI których kochasz, czują ją też nadal
Jak jest z tym wszystkim, co miłość się zowie
Ta która na filmach, aż tryska na boki
Czy jeden gest mały tak ważny dla Ciebie
Ten drugi kochany, odczuje na sobie
Jak to jest z kochaniem, tych którzy daleko
Czy musisz codziennie im pisać te słowa
Czy oni twe myśli przechwycą z daleka
Twe serce co stale, krzyczy do nich woła
A może ja miłość tą nazwę inaczej
Będę ją dawkować jak mogę, jak muszę
A potem po latach sama ją zobaczę
Czy doszedł telegram-jeden drugi, tuzin.
Zobaczę ja potem, czy język mój trudny
Został zrozumiany, tak jak być powinien
Świat nasz dookoła jest tak bardzo trudny
Że trzeba ta miłość telegramem puścić.
Być może i piękniej gdy miłość tuz obok
Nawet i nie może, a przecież na pewno
To wszakże cudowne móc jest kogoś dotknąć,
Przytulić, ukochać-okadzić go pięknem.
Czasem pozostaje, z daleka słać listy
I wierzyć że słowa, gesty zrozumiałe
A potem zobaczyć, po prostu co przyjdzie
Wyglądam ja listu, wyglądam go stale.
A potem spotkania, od tak i po prostu
Gdy ludzie się znają i kochają mocno
Że takie widzenie, wisienką na torcie
Zwykłe takie proste, ale jakże szczodre
I świadomość taka, że wystarczy słowo
W telegramie waszym do mnie napisanym
A ja biorę torbę i jestem tuz obok
Zrobię to co mogę i powiem
NA RAZIE.....
Moja piosenka
I nadejdzie taki czas
Kiedy znowu się obudzę
Świat znów będzie dla mnie grał
A ja wreszcie to poczuję
Zapamiętam każdą łzę
Każdy gest i każda chwilę
Nigdy nie strasz piekłem mnie
Bo przez chwilę już tam byłam
Zapamiętaj stróżu mój
Który zawsze przy mnie stoisz
Gdy się potknę wstanę znów
A ty tylko zamknij oczy
Potem powiedz mi we snie
Że niczego nie żałujesz
Byłeś zawsze ja to wiem
I codziennie mocno czuję
Nigdy nie strasz piekłem mnie
Bo już nigdy tam nie wejdę
Możesz zrobić to co chcesz
Ale już nie trafisz we mnie
Teraz inny widzę świat
Inne drogi, innych ludzi
Moje lęki zabrał wiatr
Dobrze wiedział jak je stłumić
Ogień płonie w sercu mym
Czasem pali mnie od środka
I dziękuję że on jest
Dzięki niemu zyciu sprostam
Woda chłodzi skronie me
Co dzień czyści moje ciało
Dusza w środku krzyczy wręcz
Że tak wiele nam zostało
Być może jestem nikim na arenie świata. Być może wiele końców świata tutaj będzie. Być może kiedyś jak w piach pójdzie wszystko. Ale jednak będę -chodź trochę tu będę.
Być może nic nie wniosą moje słowa, być może niczym dla tych co czytają. A może jednak trafi jakaś cząstka-bo duszy mało-Stale krzyczy mało.
A krzyczę tutaj, jeno trochę szeptem, o marzeniach, planach i tym co gra w duszy. Tym co chce w tej chwili wyjść tu na powierzchnie i daje oddech, daje spokój cudny.
W bajkach, wierszach, strofach wplatam ja to wszystko, to co być już było, co mogło, co chciało... A jak mi wychodzi.. To już nie rzecz moja... Proszę się częstować i oceniać śmiało.
PROTEST SZPILKI
Wbijaj we mnie szpilki
To ból wszak niewielki
Tak jest wyczuwalny
I mierzi przez chwile
Ale wiem że minie
Znam i bóle większe
Przywyknę do niego
Od niego nie zginę
Wbijaj ile możesz
Po woli, po trochu
Wszak to takie fajne
Wiedzieć ze masz władzę
Co mnie boli wiesz wszak
Dobrze wiesz co zrobić
By mnie to zakłuło
A nie było śladów
Wbijaj we mnie szpilki
Spokojnie po trochu
Ja je będę nosić
Do kresu swej drogi
Nie wiem co z nich przyjdzie
Nie wiem ani trochu
Niech se we mnie siedzą
Grunt że już nie boli
Ale zapamiętaj
Ze każda ta szpilka
To także wspomnienie
Złe i tak krzywdzące
Nie czuć go wszak stale
Ale tylko chwilę
Kiedy się poruszę
W tym jest cały szkopuł
Wiec zamrę w bezruchu
Któż wszak lubi cierpieć
Nie będę się ruszać tyle ile mogę
A gdy jednak drgnę nagle
Zapamiętaj sobie
Ze wraca wspomnienie
I myślę o Tobie
Być może nie święta
Być może nie wcale
Ale kłamstwem nigdy
Ust swych nie splamiłam
Być może wybuchłam
swym gniewie zuchwałym
Każda jedna jak ja
Wulkanem by była.