WPROWADZENIE ALBO AMERYKANIN W KARTAGINIE
Był to czas, kiedy nieskończenie wiele ludów i ludzi
przemieszczało się tam i z powrotem po Ziemi
(Cypria[I], fragment I)
WKartaginie żył niegdyś tajemniczy cudzoziemiec, który interesował się nieznanymi rękopisami. Pochodził - według opowieści - z olbrzymiego lądu, leżącego po drugiej stronie Atlantyku. Żyło tam podobno mnóstwo ludzi, nad wielką zatoką osiedlili się Hellenowie, których przeprowadził przez morze Herakles. Między tamtą ziemią i Hiszpanią miały znajdować się cztery wyspy, między innymi Ogygia, na której mieszkała nimfa Kalipso. Do wysp mogły dotrzeć tylko statki wiosłowe, ponieważ morze wokół nich było muliste i trudne do przebycia. Jedna z wysp była podobno święta, charakteryzował ją łagodny klimat i unoszące się w powietrzu piękne aromaty. W jaskini ze złocistej skały miał tam spać bóg Kronos. Co trzydzieści lat Hellenowie z wielkiego zachodniego lądu wysyłali poselstwo z darami ofiarnymi, które po upływie kolejnych trzydziestu lat latach było zmieniane przez nowe. Cudzoziemiec - jak mówi opowieść - sam należał do takiego poselstwa, jednak nie wrócił na swój kontynent. Ponieważ chciał zobaczyć inne części świata, ruszył w podróż. "Co w drodze przeżył, ile ludów nawiedził - mówi Plutarch - trudno byłoby wyliczyć, w końcu jednak, poszukując mądrości i wiedzy osiadł w Kartaginie".
"Dziwna historia", powiedziałby Anglik. Dla antycznych słuchaczy jednak wcale nie była niedorzeczna. Tajemnicze wyspy, odległe kontynenty i żeglarze przemierzający bezkres oceanu w poszukiwaniu przygód i mądrości - były to ulubione tematy, podejmowane nawet przez najpoważniejszych uczonych. Należał do nich Plutarch, który spisał tę historię w I wieku n.e.1 O co jednak chodzi z wyspami na Atlantyku i lądem na dalekim zachodzie? Czyżby to była Ameryka, jak wierzył wielki astronom Johannes Kepler i wielu innych? A jeżeli rzeczywiście cudzoziemiec stamtąd pochodził i na lądzie tym żyli Grecy, czy można z tego wyciągnąć wniosek, że ludzie antyku wiedzieli o Ameryce już tysiąc pięćset lat przed Kolumbem? A może raczej cała ta opowieść to tylko morskie opowieści, z których w świecie śródziemnomorskim tak niezwykle często drwiono?
Do dzisiaj nikt nie udzielił zadowalającej odpowiedzi na te pytania. Jedno wszak jest pewne - Plutarch spisał swoją historię w czasach, kiedy geograficzna wiedza o świecie antyku osiągnęła swój punkt szczytowy i tylko nieznacznie różniła się od wiedzy zachodnich Europejczyków przed wyprawami Kolumba. W ciągu tysiąclecia Grecy i Rzymianie poszerzyli swój geograficzny horyzont aż po Jawę i Morze Południowochińskie na wschodzie, po Ural i syberyjskie stepy na północy, w Afryce aż po rzekę Niger i jezioro Czad, a po Skandynawię i prawdopodobnie Islandię na północnym zachodzie.
Tylko nieliczni wątpili w kulisty kształt Ziemi, zatem do zasobów wiedzy powszechnej, dostępnej dla intelektualistów i osób zainteresowanych geografią, należała także wiedza o możliwości podróży z Hiszpanii do Indii przez Atlantyk, a nawet założenie, że na oceanie mogą znajdować się nieznane kontynenty. Celem tej książki jest wyjaśnienie, jak do powstania tych idei i realizacji wypraw doszło, co dopingowało starożytnych, by przekraczać granice tego, co poznane, jak daleko dotarli i jakie konsekwencje miało ciągłe poszerzanie horyzontu świata dla rozwoju polityki, społeczeństwa i kultury.
Fakt, że jak dotąd nie pojawiło się takie całościowe, obejmujące cały antyk opracowanie - ostatnie ogólne dzieło z 1963 roku jest koncepcyjnie przestarzałe2, nowsze prace koncentrują się na określonych epokach, obszarach docelowych i poszczególnych przedsięwzięciach3 - ma wiele przyczyn. Historia odkryć w starożytności ze względu na kiepski stan źródeł - nie zachowała się w oryginale ani jedna kompletna relacja z wyprawy - i wielostronność interpretacji to delikatny obszar pracy. Śmiałe tezy występują obok tez skrajnie krytycznych, odbierających rację bytu jakimkolwiek próbom rekonstrukcji. Do tego dochodzi magia spektakularnych tematów, takich jak Atlantyda, Thule czy Hiperborejczycy, które nie tylko przyciągają obeznanych z tematyką amatorów, lecz także stają się areną dla ezoterycznych fantastów, krótko mówiąc - wokół historii antycznych odkryć zawsze unosi się delikatny zapach czegoś niepoważnego, podejrzanego. Zapewne to właśnie może być przyczyną, dlaczego profesjonaliści i herosi historii antyku dotychczas ignorowali ten temat. Próbowali dochodzić istoty antyku poprzez analizę jego rozwoju kulturalnego, politycznego, prawnego, militarnego oraz gospodarczego i koncentrowali się najczęściej na klasycznych aktorach centrum śródziemnomorskiego świata, takich jak Sparta, Ateny i Rzym. Zapewne ich spojrzenie kierowało się także ku krańcom tego świata, jednak z reguły tylko wtedy, gdy chodziło o wielkie wydarzenia militarne, na przykład wojny perskie, wyprawa Aleksandra Wielkiego, wojny punickie lub ekspansja Rzymu na środkowoeuropejskie obszary wewnętrzne. Zdarzenia te były doceniane także ze względu na ich wymiar poznawczy, ich wpisywanie się w historię odkryć geograficznych, jednak niewielu uczonym przychodziło do głowy, by uczynić z tego zagadnienia główny obszar swoich badań.
Historia odkryć geograficznych z czasów antyku długo zatem pozostawała tematem marginalnym, którym w Niemczech zajmowało się tylko kilku wybitnych naukowców, takich jak Richard Hennig, Albrecht Dihle czy Dieter Timpe. Prace Henniga mocno się już jednak w wielu aspektach zestarzały, a studia Dihlego oraz Timpego omawiają tylko określone obszary (Wschód oraz północna Europa) i specyficzne problemy (przede wszystkim z dziedziny etnografii). O wiele bardziej otwarci na ten temat są naukowcy z krajów, które mają własną długą tradycję odkryć (na przykład Hiszpania lub Anglia), jednak także i tutaj przeważają specjalistyczne badania dotyczące konkretnych obszarów, czy to lądowych, czy morskich (Oceanu Indyjskiego, Morza Północnego itd.). Nowy impuls przyniosła nasilająca się po upadku Związku Radzieckiego i zapoczątkowaniu epoki Internetu globalizacja. Uruchomione przez nią "zwroty" w naukach historycznych zaowocowały dążeniem do uwolnienia się od dawnych ograniczeń, jednak do dzisiaj trwa walka o metodę przyjętą we współczesnej historii poszczególnych regionów świata oraz historii globalnej. Ten nowy trend objął także antyk - niektórzy mówią o procesach globalizacyjnych, które rozpoczęły się około 3000 roku p.n.e.4; w ramach "zwrotu przestrzennego" na nowo odkryto antyczną geografię jako temat badawczy, którym zaczęło się zajmować wielu młodych naukowców5. Także etnografia, która długo była egzotycznym kierunkiem badań wyspecjalizowanych filologów, cieszy się coraz większym zainteresowaniem na całym świecie6. Dobrze rozpoznany jest także stan źródeł. Nie brak komentarzy i zbiorów fragmentów tekstów źródłowych7.
Do dzisiaj nie udało się wypracować jasnych metodycznych i treściowych kryteriów, za pomocą których wszystkie te inicjatywy badawcze można by połączyć w ogólny obraz odkryć epoki antyku i określić ich znaczenie dla historii świata, chociaż analiza początków historycznych procesów globalizacyjnych i tworzenia się sieci obiecuje obfitość obserwacji. Dalekosiężne ekspedycje podejmowane w czasach antycznych zdecydowały o pierwszych transregionalnych kontaktach kulturowych, kolonialnych ruchach osadniczych, wojskowej i mocarstwowej ekspansji oraz powiązaniach gospodarczych. Gorące fazy otwarcia przeplatały się z okresami wstrzymania tych kontaktów, umacniania pozycji, gromadzenia i nowego przegrupowywania sił, które następnie znów kierowano dalej.
Wszystko to regularnie prowadziło do przewartościowania świata (rewaluacji), w którym to, co dobrze znane, mierzono miarą tego, co nowe, a to, co nieznane, sprzęgano z tym, co znane. Proces ten znajdował wyraz w ożywieniu piśmiennictwa w najróżniejszych dziedzinach8. Wyprawy i ekspansja terytorialna dynamizowały myślenie i prowadziły do przełomów poznawczych w dziedzinie geograficznej, etnograficznej i filozoficznej znajomości świata, należącej do klasycznej, tradycyjnej istoty europejskiej kultury wiedzy. Jednak do dzisiaj brak współczesnej syntezy, która brałaby pod lupę wyprawy rozpoznawcze do dalekich krain w perspektywie dłuższego okresu czasu, a nie jako odrębnie rozpatrywane izolowane przypadki, wpisując je także w ogólny kontekst antycznej historii. Poniższa książka jest próbą spisania takiej właśnie zintegrowanej historii odkryć geograficznych - całościowego przedstawienia ekspansji terytorialnej i poznawania dalekich krain w kontekście rozwoju politycznego, gospodarczego i kulturowego.
Aby można było zrozumieć całą złożoność tych procesów, potrzebny jest nośny model analizy. Konieczne jest wskazanie podstawowego wzoru, zestawu czynników, który wskaże drogę przez zagmatwaną różnorodność szeroko zakrojonej mobilności i wyjaśni, dlaczego niektóre społeczeństwa miały odwagę porzucić granice tego, co dobrze znane, a inne nie, dlaczego w określonych okresach i w określonych miejscach ludzie podejmowali to wyzwanie częściej. Nazywam ten wzór układem eksploracyjnym. Był on podstawą każdej brzemiennej w skutki wyprawy odkrywczej i sam w sobie wyjaśnia wiele pytań dotyczących tego, co czyni antyk tak wyjątkową epoką.
(1.) Najpierw muszą pojawić się ludzie, którzy są gotowi przynajmniej na pewien określony czas porzucić swoją rodzimą przestrzeń życiową i wziąć na siebie ryzyko związane z odkrywaniem dalekich krain. Przemierzanie wielkich odległości jest archetypem ludzkiej egzystencji, opiewanym w pieśniach, idealizowanym w epice i przekształcanym w mity założycielskie ludów i religii. Jednak społeczności, zwłaszcza takie jak te w śródziemnomorskim antyku, które w dziewięćdziesięciu procentach żyły z rolnictwa, potrzebowały szczególnej m e n t a l n e j i s p o ł e c z n e j p r e d y s p o z y c j i, forsującej wymarsz w nieznane niewynikający z przymusu militarnego i honorującej go społecznym uznaniem.
Nie tylko historia cudzoziemca z Kartaginy, lecz także inne źródła wskazują na to, że ponadregionalna mobilność była stosunkowo łatwą do wybrania alternatywą dla "nieruchomej" egzystencji i że ci, którzy rzucali się w wir przygód, cieszyli się równie wielkim uwielbieniem jak bohaterowie pól bitewnych. Herakles, Odyseusz, Jazon czy Eneasz są wielkimi światowymi wędrowcami, przemierzają dalekie morza i krainy, zanim ponownie ujrzą swoją ojczyznę lub znajdą nowe miasto. Niezliczone mity snują opowieści o młodych mężczyznach, mających odwagę wyruszyć w obce kraje, zwyciężać potwory, zdobywać serca pięknych dziewic, nim staną się dojrzali i potężni - jest to motyw, który o tyle pokrywa się z realnym światem, że w licznych społecznościach antyku młodzi mężczyźni rzeczywiście musieli wywalczyć swoją pozycję w świecie dorosłych poprzez wykazanie się w dalekich wyprawach9. Czy to możliwe, że z tej mentalności odważnego wyprawiania się w nieznane rozwinął się w określonych okolicznościach spirit of exploration - "duch odkrywania", porównywalny z takimż duchem wczesnej nowożytności? A jeśli tak było, to z jakich źródeł czerpał energię i jak bardzo był nośny?
Aby na to odpowiedzieć, należy (2.) spytać dokładniej o c e l e odkrywców oraz zrozumieć, z jakimi o c z e k i w a n i a m i i w y o b r a ż e n i a m i zmierzali oni ku obcym wybrzeżom i krajom. Augustyn pewnego razu zauważył, że na portowej promenadzie w Kartaginie można podziwiać mozaiki, ukazujące człekopodobne stworzenia10: cudowne istoty z jednym tylko okiem na środku czoła lub z twarzą na piersiach; inne miały olbrzymie uszy, głowę psa lub stopy zwrócone do tyłu. W opasłych tomiszczach kosztujących grosze, można było zagłębiać się w opowieściach na ich temat11. Opisywane istoty są starożytnym wariantem kosmitów, którzy w futurystycznych wehikułach przemierzają bezkresne przestrzenie wszechświata; na pozór wyglądają jak ludzie, jednak niepokojąco inaczej; raz są przyjaźnie pomocni, innym razem śmiertelnie podstępni. Szpiczaste lub wielkie uszy należą do oswojonego arsenału cech nieznanych istot zarówno wtedy, jak i dziś; tak samo jak w późniejszych wiekach, także starożytni obcy żyli na progu światów, których jak dotąd nie widział jeszcze żaden człowiek12.
Lubowanie się w historiach wyobrażonych światów i cieszenie oczu obrazami dalekich, niesamowitych istot to jedno, a odważne wyruszenie w podróż i szukanie drogi do tych miejsc to co innego. To o wiele bardziej ryzykowne przedsięwzięcie, wymagające porządnej m o t y w a c j i. Każda wyprawa wiąże się z nadzieją na zysk13. Może on mieć charakter materialny, na przykład w formie cennych surowców i metali, których brakuje w ojczyźnie; może polegać na zyskach z handlu, gdy znajdzie się omijającą pośredników drogę do odległych skarbów. Może mieć jednak także charakter polityczny, kiedy przywódca kolonistów dąży do zdobycia władzy i wpływów, których odmawia mu się w domu, lub kiedy wódz dzięki podbojom zdobywa sławę, uznanie i akceptację; lub charakter ideowo-intelektualny, gdy podróżnik przywozi z wyprawy wiedzę i ogłasza się znawcą nowych szlaków, krajów i ludzi, o których inni nie mają pojęcia.
Z reguły motywy te nie są od siebie całkowicie odizolowane - podboje zawsze zdają się obiecywać także zyski materialne i wiążą się z poszerzeniem horyzontu geograficznego. Najczęściej tworzą one zespół powiązanych ze sobą i wzajemnie się wspomagających czynników. Aby rozszyfrować je na tle historycznej sytuacji wyjściowej w czasach antycznych i ogólnie zrozumieć dynamikę ówczesnych odkryć, trzeba koniecznie (3.) znać jej p o l i t y c z n e i g o s p o d a r c z e w a r u n k i r a m o w e.
Wyprawy w dalekie kraje zawsze są przedsięwzięciem zbiorowym i już choćby dlatego sprawą polityczną. Odkrycia rzadko były rezultatem przypadku, zjawisk przyrodniczych czy woli bogów; wynikały raczej z kompleksowych decyzji, które wykluwały się w ramach politycznego ładu i społeczno-ekonomicznego otoczenia, istotnych dla sukcesu ekspedycji. Nie bez powodu cudzoziemiec z historii Plutarcha wybrał na nową ojczyznę Kartaginę i nie bez powodu tu i w innych miastach wybrzeża tak mocno obecna była egzotyka obczyzny. Miasta te stanowiły punkty wyjściowe i docelowe poszukiwaczy zamorskich przygód i były szczególnie otwarte na wyruszenie w nieznane i na przyjęcie wiedzy o dalekich krainach. Wiedza wśród społeczności żeglarzy (Liedl nazywa ich communities of seafarers)14 była przekazywana ustnie i od najwcześniejszych czasów utrwalana za pomocą kodu, który przyjął formę mitu i epickich opowieści. Wyjaśnienie tego kodu należy do najbardziej pasjonujących, ale też leżących na najbardziej grząskim gruncie zadań historii odkryć epoki antyku.
Jednak czy tylko doświadczenia z wypraw w nieznane i nadzieja na zyski z handlu były tym, co prawdopodobnie uczyniło miasta portowe i ich mieszkańców pionierami odkryć? Jak miały się one do celów zdobywców, którzy twierdzili, jakoby znaleźli koniec świata i zbadali nowe krainy? Do starożytnych odkryć dochodziło w atmosferze nie tylko pokojowego handlu i przyjaznego nawiązywania kontaktów, lecz także militarnej przemocy, która wielokrotnie zadawała głębokie rany w przestrzeniach i społeczeństwach, na które natrafiły armie i floty ekspedycyjne. Jakie były relacje między ekspansją militarną, dalekosiężnym handlem i kolonizacją? Czy poruszały się one podobnymi trasami i kierowały ku tym samym krajom, jaki był ich udział w poszerzeniu światowego horyzontu i jego przetwarzaniu?
Na wszystkie te pytania można odpowiedzieć tylko wtedy, kiedy weźmie się pod uwagę (4.) g e o g r a f i c z n e w a r u n k i r a m o w e e k s p l o r a c j i d a l e k i c h k r a j ó w i w y o b r a ż e n i a p r z e s t r z e n n e o r g a n i z a t o r ó w w y p r a w. Żaden kapitan, żaden pirat, żaden przywódca kolonistów, a także żaden wódz nie wysyła swojej drużyny na zupełnie nieznane wody w poszukiwaniu zjaw. Musi mieć akceptowalne, wewnętrznie spójne, ogólne wyobrażenie o przybliżonym położeniu celu w stosunku do znanych obszarów i o prowadzącej do niego drodze, nawet jeśli bliższe dane i dokładna długość drogi są (jeszcze) nieznane. Te wytyczne zapewniały organizatorom wypraw bezpieczeństwo i autorytet, jednak jak daleko sięgały ich wyobrażenia przestrzenne i cele?
Głeboko wierzymy, że Morze Śródziemne było środkiem ciężkości klasycznego antyku. Studia śródziemnomorskie są w cenie i stanowią warunek dla zrozumienia podstaw antycznej historii i związków przyczynowo-skutkowych w niej występujących15. Mimo to także one nie oferują całej prawdy, a niekiedy wręcz zacieśniają perspektywę, skupiając swoje zainteresowania głównie na politycznych procesach, zachodzących w śródziemnomorskich centrach.
Nadszedł czas, by do dobrze znanej optyki dodać nową - Morze Śródziemne (nie zapominając o jego wyjątkowości) wpisać w szerszy kontekst, jego rzekome peryferie potraktować jako pulsujące strefy kontaktu między wieloma rejonami świata (zarówno lądami, jak i oceanami)16, a ludzi, którzy przez antyczną literaturę elit chętnie byli spychani na margines, potraktować poważnie jako motory historycznych przemian.
W ten sposób historia otwiera się także na innych, poza dobrze znanymi graczami typu Ateny, Sparta i Rzym. Otwiera się historia wpływowych grup i poszukiwaczy przygód z dalekich stron; ich perspektywa nie skupiała się na świecie śródziemnomorskim, lecz wykraczała daleko poza niego i natrafiała na społeczeństwa, które wystawiały swoje czułki w przeciwnym kierunku: ku peryferiom basenu Morza Śródziemnego. Poniższa książka nie oferuje wprawdzie historii odkryć antyku z perspektywy Hindusów, Arabów czy nomadów z wnętrza Azji - co z pewnością byłoby wartym zachodu i ekscytującym zadaniem, stanowiącym jednak wyzwanie dla specjalistów - może jednak te kultury i ich przedstawicieli na tyle połączyć z historią śródziemnomorską, że będą oni traktowani nie jako bierne obiekty grecko-rzymskiej eksploracji, lecz jako równorzędni aktorzy teatru wydarzeń światowych, którzy niekiedy o wiele wcześniej niż Grecy i Rzymianie przez morza i szlakami karawanowymi docierali do wschodnio- lub północnośródziemnomorskich stref kontaktu.
Takie zorientowanie potrzebuje jednak zawsze punktu odniesienia, a tym nadal pozostanie grecko-rzymska strefa cywilizacyjna (w odniesieniu do której czuję się kompetentny). Koniecznym i fascynującym zadaniem współczesnej historii odkryć jest jednak łączenie tego punktu widzenia z perspektywą innych makroregionów. Historia ta umożliwia uwolnienie grecko-rzymskiego antyku z geograficznej i historiograficznej izolacji i wpisanie go w ramy światowej historii starożytnej, która jest czymś więcej niż tylko pradziejami historycznej globalizacji.
Zasięg wypraw do dalekich krain - i to jest ostatni czynnik, jaki należy określić - naturalnie (5.) zależy także od tego, jakimi dysponowano ś r o d k a m i t e c h n i c z n y m i i m a t e r i a l n y m i. Czy prawdą jest, że wyruszenie w podróż morską było możliwe tylko z takich miejsc, które miały wystarczające zasoby drewna i metali do budowy statków? Czy motorem eksploracji dalekich krajów był niedostatek, czy bogactwo? I jak ma się to ogólnie do umiejętności określania pozycji geograficznej i umiejętności żeglarskich antyku?
Na ogół skłaniamy się ku temu, by lekceważyć umiejętności starożytnych odkrywców, co niekiedy prowadzi do hiperkrytycznego obchodzenia się ze źródłami. Żeglarze antyczni rzekomo pływali tylko wzdłuż wybrzeży i obawiali się otwartego morza niczym diabeł święconej wody; przeciwne wiatry i prądy, a także sztormowa pogoda tworzyły jakoby bariery nie do pokonania, tak samo jak nieprzyjazne dla ludzi pustynie. Ze szlaków karawanowych poza umiarkowanymi szerokościami geograficznymi rzekomo mogli korzystać tylko autochtoni, ale nie podróżnicy z basenu Morza Śródziemnego - to tylko niektóre zastrzeżenia. Na pewno można je odłożyć ad acta.
Pogląd, jakoby starożytna żegluga odbywała się wyłącznie albo przede wszystkim wzdłuż wybrzeży i nigdy zimą (mare clausum), już dawno został przez badania zdemaskowany jako mit17. Mimo to wciąż jest żywy, przede wszystkim dlatego, że optyka antycznych źródeł i współczesnych obserwatorów jest naznaczona przez historię wojen morskich, które ze szczególnych, ale niepozwalających na uogólnienie powodów rozgrywały się głównie w pobliżu wybrzeży. Jak dotąd w basenie Morza Śródziemnego wraki znajdowano wyłącznie niedaleko brzegów. To wynika jednak z faktu, że ich znajdowanie jest możliwe tylko w płytkich wodach przybrzeżnych; Morze Śródziemne ma średnią głębokość od tysiąca czterystu pięćdziesięciu do tysiąca pięciuset metrów (w przypadku Bałtyku wynosi ona tylko pięćdziesiąt pięć metrów), a główna niecka, po której także często żeglowano - głębokość od trzech do pięciu tysięcy metrów, co w gruncie rzeczy wyklucza jakiekolwiek poszukiwania i badania18. Do tego dochodzi niekiedy spora dawka sceptycyzmu co do poziomu technicznego i otwartości na innowacje antycznej nautyki19, która bez znajomości kompasu magnetycznego (wynalezionego w Chinach prawdopodobnie dopiero w XI wieku)20, jakoby nie była zdolna do rejsów po otwartym morzu i miała nie być w stanie halsować pod wiatr.
Także te wątpliwości w trakcie badań zostały już wielokrotnie przekonująco obalone. Już od wczesnego I tysiąclecia p.n.e. starożytni żeglarze, także bez użycia żagla łacińskiego, radzili sobie z manewrami halsowania pod wiatr (dzięki wystarczającemu zanurzeniu kila, przez wybieranie prostokątnego żagla i obracanie rei). Istnieją także warte przemyślenia tezy, że niektórzy żeglarze posługiwali się kompasem słonecznym21.
W rzeczywistości przynajmniej od środkowej epoki brązu, nie tylko w basenie Morza Śródziemnego, lecz na niemal wszystkich akwenach świata, pojawiły się statki nadające się do pływania na otwartym morzu. Nie trzeba nawet wskazywać na wielokrotnie przywoływane podróże oceaniczne Polinezyjczyków kultury Lapita, żeby pokazać, że ludzie od najwcześniejszych czasów, także bez technicznych urządzeń i instrumentów takich jak kompas magnetyczny i sekstans, mniej lub bardziej regularnie pokonywali po otwartym morzu wielkie odległości bez wybrzeży w zasięgu wzroku22. Także na Morzu Śródziemnym już od około 2000 roku p.n.e. żeglowano z Krety do Egiptu oraz z Sycylii na Sardynię, pokonując przez morze odcinki dochodzące do dwustu kilometrów, co w przybliżeniu odpowiada długości rejsów wczesnych Polinezyjczyków na Oceanie Spokojnym23. W czasie epoki antycznej pokonywane dystanse zwiększały się, a sezonowe okresy żeglugi rozciągnęły się na cały rok. W okresie cesarstwa przemierzano mierzące około tysiąca kilometrów akweny Morza Arabskiego i Oceanu Indyjskiego, a dla wielkich statków transportujących zboże bezpośrednia podróż z Aleksandrii na Sycylię i do zachodniej części basenu Morza Śródziemnego także zimą była standardem24.
To nie tylko oszczędzało czas, lecz także przynosiło żegludze wymierne korzyści. Każdy marynarz wie, że na pełnym morzu łatwiej przetrwać silne sztormy, natomiast największe niebezpieczeństwa czyhają w pobliżu lądów i wybrzeży, gdzie płycizny i rafy, nieobliczalne prądy, wiry i wiatry katabatyczne[II] (zwłaszcza gdy wiatr spycha statek na wybrzeże) oraz piraci grożą tragicznym przerwaniem rejsu. Nie bez powodu obawa, że podczas sztormu albo nocą zostanie się zagnanym na (być może nieznany) brzeg, jest wciąż powracającym motywem antycznej literatury25.
Jeśli mimo to okręty wojenne i statki handlowe wolały żeglugę przybrzeżną i także większość morskich podróży eksploracyjnych odbywała się wzdłuż obcego wybrzeża26, miało to niewiele wspólnego ze strachem przed otwartym morzem czy z brakiem umiejętności żeglowania bez lądu w zasięgu wzroku, lecz z praktycznymi korzyściami tego typu żeglugi. Śródziemnomorscy żeglarze od zawsze wykorzystywali bowiem (i dziś też tak robią), zwłaszcza latem, termiczne wiatry przybrzeżne - pojawiającą się po wschodzie słońca i wiejącą za dnia w stronę lądu bryzę morską i nocną bryzę lądową, dzięki którym mogli żeglować (półwiatrem) niezależnie od panującego na pełnym morzu kierunku wiatru. To, obok innych argumentów, pokazuje absurdalność twierdzenia, jakoby antyczna żegluga odbywała się przede wszystkim w ciągu dnia. Często preferowano nawet nocne rejsy przez otwarte morze, zamiast płynąć w dzień, ponieważ niezachmurzone nocne niebo umożliwiało bardziej precyzyjną nawigację według gwiazd27.
Jeśli frachtowce wieczorem podpływały do portu, to także dlatego, że nocny wiatr lądowy jest słabszy niż bryza morska za dnia28. Do tego dochodziły jeszcze kalkulacje logistyczne, kupieckie i związane z polityką handlową - kiedy kapitan wyrusza na zupełnie nieznane lub tylko do pewnego stopnia znane wody, by rozpoznać dalekie trasy lub założyć placówki handlowe i kolonie, szuka odpowiednich partnerów, punktów osadniczych i przystani na położonych blisko wybrzeża wyspach lub na samym wybrzeżu, najchętniej w pobliżu ujścia rzek, stanowiących źródło wody pitnej i drogę prowadzącą w głąb lądu. Regularne zaopatrywanie się na wybrzeżu w wodę i żywność pozwalało ponadto uniknąć zabierania wielkich ilości zaopatrzenia i pozwalało zostawić więcej miejsca na towary lub wioślarzy, ewentualnie żołnierzy. Mając na pokładzie większe ilości towarów podczas rejsu wzdłuż wybrzeża (żegluga kabotażowa[III]), w stosunkowo krótkim czasie można było go zaoferować o wiele większej klienteli29.
Jeśli chodzi o wiosłowe okręty wojenne, jest jasne, że nie były przeznaczone do żeglugi po otwartym morzu, lecz do szybkiego manewrowania, taranowania i/lub abordażu w pobliżu wybrzeża (co nie znaczy, że po niewielkich przeróbkach nie mogłyby poradzić sobie z rejsem przez otwarte morze). Aby zaoszczędzić na obciążeniu statku i móc wypełnić jego przestrzeń jak najliczniejszą grupą wioślarzy lub żołnierzy, trzeba było zrezygnować z dużych ilości prowiantu - wieczorami pożywienia, a także możliwości noclegu szukano na lądzie. Dowódcy okrętów wypatrywali wodzów, zajmujących pozycje na lądzie, a rozbitkowie z zatopionych w bitwie morskiej okrętów liczyli na ratunek, jaki oferowało niedalekie wybrzeże.
Gdy poszukiwano cennych metali lub innych towarów, którymi planowano handlować z pominięciem pośredników, nie kalkulowano w taki sposób.
Poszukiwana w takich sytuacjach umiejętność przekraczania otwartego morza bez kontaktu wzrokowego z lądem, a także pokonywania niemal bezkresnych odcinków na skraju najbardziej suchych pustyń opierała się na tym, że ludzie w czasach antycznych żyli w o wiele bliższym związku z naturą, a świat zwierząt, roślin i całą przyrodę nieożywioną odbierali zmysłami o wiele intensywniej niż człowiek współczesny. Pozycję określało się według "ścieżki gwiazd" i "znaków natury" - na pełnym morzu na podstawie zapachu, koloru i temperatury wody, według wiatru i zjawisk atmosferycznych, obserwacji ptaków i ryb, obecności resztek roślinnych, a także na podstawie znanego u wszystkich kultur, praktykowanego także przez Hindusów i Polinezyjczyków, wypuszczania trzymanych na statkach ptaków-zwiadowców w celu określenia bliskości brzegów i lądów; na lądzie na podstawie ruchów wydm, charakterystycznych oznakowań czy form terenu30. Dlatego antyczni żeglarze i podróżujący lądem z reguły - o ile nie byli częścią wielkich operacji militarnych, wymagających koordynacji wielu jednostek - mogli obejść się bez precyzyjnych map. Węch, wzrok, słuch i wyostrzony przez pokolenia siódmy zmysł stanowiły pewną pomoc, zwłaszcza kiedy były połączone z wiedzą przewodników karawan i pilotów, a także z nieustannie udoskonalanymi środkami transportu31. W wypadku nawigacji po otwartym morzu dochodzi do tego fakt, że rozwijała się ona w rejonach, które stwarzały stosunkowo niewielkie trudności żeglugowe. Morze Śródziemne przypomina pod tym względem wody melanezyjskie i różni się od północnego Atlantyku, a także od Morza Czerwonego32. Z punktu widzenia żeglugi to jeszcze w miarę obliczalny wielki akwen. Prądy powietrzne latem są regularne, niebo jest najczęściej słoneczne, rzadko pojawia się mgła, tylko w nielicznych rejonach (Mała Syrta, cieśniny morskie) występują niebezpieczne pływy33, nie ma cyklonów. Burze są gwałtowne, ale krótkie. Zimą unikano podróży morskich przede wszystkim dlatego, że zachmurzone niebo utrudniało nawigację według gwiazd.
Niezwykle urozmaicona linia brzegowa, zwłaszcza na północy, oraz liczne wyspy w połączeniu z korzystnymi warunkami klimatycznymi czynią Morze Śródziemne wprost idealnym akwenem treningowym dla żeglarzy34, którzy wypływali stąd przez Gibraltar na Atlantyk, przez Bosfor na Morze Czarne, a drogą pośrednią (rzeką i wykopanym za czasów faraona Necho kanałem) na Morze Czerwone i stamtąd ewentualnie Morze Arabskie czy dalej na Ocean Indyjski i tam uczyli się nowych żeglarskich i nawigacyjnych umiejętności od miejscowych żeglarzy35.
Mimo to wyprawy w dalekie kraje wiązały się z olbrzymi niebezpieczeństwami - niezliczone opowieści o olbrzymach pożerających ludzi i potworach morskich, kobietach mordujących mężczyzn i podstępnych boginiach odzwierciedlają lęki w epickich opowieściach i mitach36. Strach przed morzem i rozpaczliwe poszukiwanie ratującej życie wyspy to klasyczne toposy, tak samo jak respekt przed bezgranicznym stepem czy tragiczny los zbłąkanego w podróży, którego mordują lub uprowadzają zbójcy i którego odnajduje się martwego lub jako niewolnika obcych panów. Przemierzanie wielkich przestrzeni było przedsięwzięciem wymagającym wysokich nakładów, często prowadzącym do kompletnej ruiny, żeby nie wspomnieć o niemal niewyobrażalnych z dzisiejszego punktu widzenia uciążliwościach.
Niestety niewiele wiemy o życiu na pokładzie starożytnego statku, który wypływając z Morza Czerwonego, kierował się ku brzegom Indii lub żeglował dalej na Morze Południowochińskie. Nie zachowały się też do naszych czasów żadne opisy codziennych zmagań starożytnej karawany na zboczach Hindukuszu, w saharyjskim Fazzanie lub na skraju Takla Makan. Jednak jedno jest pewne - niedostatki prawie nie różniły się od tych w czasach średniowiecza i wczesnej epoki nowożytnej37; także dlatego bogaci kupcy unikali długich podróży i zamiast jechać osobiście, wysyłali w drogę swoich podwładnych. Z drugiej strony logistyka, transport wody pitnej oraz żywności pochodzenia zwierzęcego i roślinnego nie odbiegały od standardów tak zwanej epoki wielkich odkryć geograficznych.
Skoro tak to wygląda i antyk pod względem uwarunkowań techniczno-nautycznych (i być może mentalnie, jeśli chodzi o poszukiwanie nowych lądów) najwyraźniej tylko nieznacznie różnił się od wczesnej epoki nowożytnej i jeśli ponadto dysponował porównywalną wiedzą geograficzną, tym bardziej nasuwa się pytanie: dlaczego już w czasach antycznych nie doszło do epokowego przełomu, takiego, jakim było późniejsze opłynięcie Afryki przez Portugalczyków i podróż przez Atlantyk Kolumba, albo - żeby sformułować to inaczej - dlaczego tak długo trwało, nim ludzie basenu Morza Śródziemnego ostatecznie pokonali barierę wielkich oceanów, krótko mówiąc: dlaczego "wczesna epoka nowożytna" w tym względzie zaczęła się tak "późno"? Na to fundamentalne pytanie można odpowiedzieć tylko w ramach szczegółowego opisu kontekstu rozwoju politycznego, gospodarczego i kulturalnego. To właśnie zostanie przeanalizowane poniżej.
Kiedy zbierze się wymienione kryteria "układu eksploracyjnego", wtedy staje się jasne, dlaczego historia odkryć epoki antycznej nie może zacząć się od Homera i innych z epoki poprzedzającej klasyczny antyk, lecz w okresie, gdy stworzono podstawy zorganizowanej eksploracji dalekich krain. Chodzi tu o epokę brązu, III i II tysiąclecia p.n.e. W tym czasie nastąpiła fundamentalna zmiana. Źródła pisane z tego okresu, które pojawiają się po raz pierwszy (stanowiąc dla późniejszych badaczy uzupełnienie danych archeologicznych), poświadczają istnienie większych wspólnot we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego (Mezopotamia, Egipt), które pod panowaniem monarchów opanowały sztukę rozwiniętego rolnictwa, znały rzemieślniczą specjalizację i dysponowały sporymi armiami. Polityczna stratyfikacja, rozwarstwienie społeczne oraz zdolny do obrony system, w którym głównym ośrodkiem władzy i kontroli aktywności gospodarczej był pałac władcy, prowadziły do tego, że wśród elit rosło zapotrzebowanie na dobra z odległych krajów - przede wszystkim minerały i metale (cyna, miedź), lecz także drewno (do budowy świątyń i statków) oraz wykorzystywane w medycynie egzotyczne produkty naturalne i towary luksusowe (kadzidło, opium, bursztyn, perły, kamienie szlachetne)38. Często występowały one tylko w odległych rejonach basenu Morza Śródziemnego, na wschodnioafrykańskim wybrzeżu, w Indiach, na osiągalnej drogą atlantycką Północy czy w Azji Środkowej.
W wielu z tych regionów można w tym samym czasie zaobserwować wczesne formy górnictwa i metalurgii. Powstało coś na kształt ponadregionalnego rynku stymulującego handel, tworzenie się sieci powiązań i podróże na długich dystansach, a także inicjującego kreowanie odpowiednich technik kulturowych, takich jak magazynowanie towarów i pismo (służące z początku do utrwalania informacji o towarach w formie spisów)39. W tym samym czasie lub nieco tylko później w lądowych i morskich strefach transferowych (Lewant, Cypr, Azja Mniejsza) mniejsze miasta-państwa wyspecjalizowały się w pozyskiwaniu i transporcie towarów.
Wraz z wynalezieniem ożaglowania, które pozwalało statkom pływać kursami pełnymi (od fordewindu do granicy półwiatru) i osiągać prędkość do około pięciu węzłów (dziewięć kilometrów na godzinę)40, a także z udomowieniem osła, mogącego dźwigać ciężary do dziewięćdziesięciu kilogramów na dystansie do pięćdziesięciu kilometrów dziennie, od IV tysiąclecia p.n.e. te rewolucyjne techniki transportowe stale ulepszano i uzupełniano, między innymi poprzez udomowienie wielbłądów z Arabii i sprowadzenie konia z zachodnich stepów Eurazji41.
Wszystko to doprowadziło do pierwszej intensywnej fazy odkrywania dalekich krajów - wschodniośródziemnomorski świat był zdominowany przez kultury, których dobrobyt i tożsamość w dużej mierze opierały się na opanowaniu morskich i lądowych szlaków komunikacyjnych. To dlatego od połowy II tysiąclecia p.n.e. w budowie statków widać różnicowanie konstrukcji jednostek handlowych i okrętów wojennych42. Szukanie dostępu do dalekich krain odbywało się - co pokazują świadectwa archeologiczne - w atmosferze rywalizacji, która pokonywanie długich tras, kontrolę szlaków morskich i karawanowych oraz pozyskiwanie egzotycznych produktów i posiadanie zdolnych do żeglugi po morzach statków czyniła źródłem sławy i bogactwa43. Tym samym zostały stworzone podstawy dla mającego nastąpić ponad dwa tysiące lat później przełomu, który rozpoczął się na Morzu Śródziemnym i pozwolił na wyprawy ku coraz dalej położonym regionom aż po granice świata... a nawet poza nie.
Rozdział 1. KAPITANOWIE I WOJOWNICY EPOKI BRĄZU
Cień przeszłości i poszukiwacze przygód na morzu
Kto ma wyjątkowe szczęście podziwiać zachód słońca na plaży w Kommos w południowej części Krety, ten słyszy okrzyki i widzi sylwetki dumnych stateczków, które zbliżają się do zatoki przy akompaniamencie pieśni wiosłujących mężczyzn, których twarze pokryte są nalotem soli, pewnych siebie, odważnych i zadowolonych. Tak samo było cztery tysiące lat temu, kiedy Kommos było przystankiem dla żeglarzy, którzy obrali morze za swoją ojczyznę, a dalekie krainy - za swój cel.
Ci mężczyźni z Syrii, Egiptu, Anatolii i Lewantu nie wzbudzali strachu. Ich statki były niewiele mniejsze niż Santa Maria Kolumba1. Zostały zbudowane w północnosyryjskim mieście Ugarit, jednym z najważniejszych ośrodków handlowych epoki brązu. Zapewne stamtąd pochodzili także kapitanowie przybywający na Kretę. W Ugarit mieszkało do ośmiu tysięcy ludzi; była to wielojęzyczna społeczność, która swoje życie całkowicie poświęciła morzu i handlowi morskiemu; podobnie było w innych miastach-królestwach Lewantu (na przykład Tell Kazel w Amurru, Byblos, Bejrut, Tell Abu Hawam). Nie wiadomo dokładnie, jak pozyskiwano towary. W Ugarit znaleziono co prawda gliniane tabliczki z archiwum pałacowego, porównywalne ze świadectwami z innych królestw, jednak także one nie dają jednoznacznego obrazu. Jedno wydaje się wszak pewne i dotyczy nie tylko Ugarit - to dominująca rola królewskiego pałacu w inicjowaniu i realizacji ponadregionalnej wymiany dóbr. Rządy i prestiż króla opierały się nie tylko na tym, że chronił swój kraj przed atakami z zewnątrz, lecz także na tym, że w świecie nieustannych naturalnych zagrożeń był w stanie zapewnić zaopatrzenie w dobra, surowce i żywność dla siebie i swoich poddanych. Umiejętność regularnego sprowadzania tych dóbr, zarządzania nimi, przetwarzania ich i przekazywania dalej stanowiła podstawę gospodarki pałacowej2.
Król działał przy tym w centrum sieci w różnym stopniu zależnych od niego poddanych, pozostających z nim w mniej lub bardziej bliskich związkach, którzy na jego zlecenie pozyskiwali drogą morską towary, nabywane za miejscowe produkty i srebro3. Sporną kwestią pozostaje, czy istniała korelacja między typem towarów a intensywnością kontroli władcy, jednak wielce prawdopodobne, że ugarycki król zwracał szczególną uwagę na obrót cennymi metalami i zamorskim zbożem oraz towarami luksusowymi, podczas gdy dystrybucja politycznie mniej znaczących, ale ważnych dla codziennego życia towarów użytkowych (jak ceramika) należała raczej do zakresu kompetencji osób niższej rangi, nienależących do ścisłej elity4. Możliwe, że różni tego typu pełnomocnicy w ramach oficjalnych zleceń działali także na własny rachunek (nawet w handlu zbożem) i że na peryferiach pałacowej sieci otwierały się wykorzystywane przez nich autonomiczne pola działania i zarobkowania5. Handlarzy całkiem niezależnych od rozkazów i nadzoru władcy, którzy prowadziliby swoje interesy wyłącznie na prywatny rachunek, w świecie wschodniośródziemnomorskiej epoki brązu nie było: wszystko odbywało się w ramach różnego stopnia zależności w obrębie podlegającej królowi sieci, która poprzez kanały dyplomatyczne i umowy była powiązana z sieciami innych królów i państw. Wątpliwe zatem, czy określenie "handel", tak jak je dziś powszechnie rozumiemy, jest adekwatne. Było to raczej szeroko zakrojone i regularne pozyskiwanie towarów oraz wymiana towarowa między wielkimi i średnimi władcami, prowadzona zgodnie z umownymi regułami i dyplomatycznymi formami, przy czym zawsze brano pod uwagę bieżące zasoby i potrzeby danego systemu pałacowego.
Zasady obowiązujące w wypadku dóbr i surowców dotyczyły także ludzi zatrudnianych na dworach jako specjaliści (lekarze, artyści, budowniczowie, rzeźbiarze). Działali oni w obrębie tkanych przez władców sieci. Zasięg sprawowanej przez pałac kontroli nie tylko na morzu, lecz także na lądzie był jednak ograniczony; zwłaszcza w odległych regionach przygranicznych, na wybrzeżach oraz wzdłuż szlaków karawanowych wyspecjalizowane wspólnoty prowadziły swoje interesy na bazie rodzinnej w formie małych kompanii. Jednak zupełnie swobodnie działającej grupy "przedsiębiorców", podróżujących po morzach i lądach oraz oferujących swoje usługi proponującym najwięcej, nie było, choćby dlatego, że specjaliści byli zależni od pałaców i bez nich nie byli zdolni do funkcjonowania6.
Dla historyka zajmującego się odkryciami geograficznymi kluczowe będzie tu pytanie, jakie impulsy do poszerzania horyzontów i jaka dynamika pogłębiania wiedzy o świecie mogły się wyłonić z takiego systemu i stać warunkiem wstępnym dla jego funkcjonowania, a także, w jakim stopniu taki system stwarzał podstawy do późniejszego rozwoju i gdzie znajdowały się granice jego wydajności oraz na czym polegały słabości. Bezsporne jest, że decydujące siły napędowe globalnego obrotu dobrami rozwinęły się w centrach pałacowych oraz miastach portowych i to te ośrodki stanowiły punkt wyjścia dla dalekich podróży. Tylko władcy pałaców posiadali zasoby i autorytet, by móc zlecić większe ekspedycje w celu pozyskania dóbr; z drugiej strony potrzebowali oni egzotycznych towarów luksusowych (takich jak perły, kość słoniowa, bursztyn, cenne metale) do zwiększenia własnego prestiżu i zachowania władzy. W ten sposób mogli zademonstrować, że tylko oni dysponują wiedzą o trasach i mają dostęp do najodleglejszych krajów oraz ich produktów; z kolei zlecając podporządkowanym pałacowi rzemieślnikom przetworzenie nabytych surowców zgodnie ze swoimi potrzebami, demonstrowali władzę udomawiania tego, co obce, i wykorzystywania do własnych celów magii związanej z egzotycznymi produktami z dalekich krain (na przykład kością słoniową)7.
Jednak nie wszystkie królestwa regularnie wysyłały własne statki po towary do dalekich krajów; wydaje się, że przyjął się swego rodzaju podział obowiązków, typowy także dla późniejszych okresów. Wielkie państwa terytorialne, na przykład Hetytów, a później Asyryjczyków, chętnie korzystały ze specjalistycznej wiedzy małych, zorientowanych na żeglugę miast-królestw. Dzięki temu ugarycki król mógł wystawić państwową flotę liczącą do stu jednostek, zrezygnował natomiast z dużej armii lądowej, ustabilizował bowiem swoją pozycję wśród wielkich sąsiadujących potęg jako niezbędny im dystrybutor towarów i przetwórca surowców, które o wiele potężniejszym państwom były niezbędne do funkcjonowania. Ugarit jako wasal Hetytów cieszył się daleko idącą autonomią, otrzymywał nawet środki na budowę statków, te bowiem zaopatrywały Hetytów w zboże z Egiptu i Syrii, a także w oliwę z oliwek, wino i sól8. Nad Nil z kolei kupcy z Ugarit dostarczali rudy lub wytopione już z nich metale. Cyna docierała na wybrzeże Morza Śródziemnego szlakami karawanowymi z dalekiej Azji (dzisiejszy Afganistan), a miedź - z Anatolii i Cypru (Alaszija), dysponującego należącymi do najbogatszych na świecie złożami. Cyna i miedź potrzebne były do produkcji brązu, najbardziej rozpowszechnionego metalu epoki.
Z tego właśnie powodu w Ugarit kupcy z Aszdod, Cypru, Lewantu, Krety i Myken byli w rejonie portu powszednim zjawiskiem. Na polecenie swoich władców z pomocą tłumaczy kupowali towary z odległych regionów (na przykład cynę) lub produkty przetwarzane w Ugarit9. Wytwórcy z Ugarit mogli wprowadzać w strumień wymiany towarowej swoje własne produkty: farbowane na kolor purpurowy szaty, tak cenione na dworach wielkich królestw, a także wino, dostarczane do egipskiej delty Nilu. Rzemieślnicy wykorzystywali także zasoby pobliskich lasów, by wytwarzać z drewna meble i elementy konstrukcyjne; produkowano także wyroby z miedzi i złota oraz wszystko, co było powiązane z budową statków10.
Solidne statki były niezastąpionymi środkami transportu, a ustalone trasy morskie - arteriami sieci wymiany i pozyskiwania towarów. Z mierzącego około piętnastu metrów długości wraku statku z XIV wieku p.n.e., który został znaleziony mniej więcej w połowie drogi z Ugarit do Kommos przy południowotureckim wybrzeżu (Uluburun), wydobyto obok dziesięciu ton miedzi w pięciuset sztabach określanych mianem "skóry wołu"[IV] (prawdopodobnie z Cypru), tonę czystej cyny i sztaby szkła oraz sto pięćdziesiąt wielkich naczyń zasobowych (pithoi), prawdopodobnie kananejskiego pochodzenia. Trzy z nich zawierały cypryjskie lampki oliwne i misy, siedem kolejnych - owoce granatu i oliwę z oliwek, a także żywicę do konserwowania wina. Ponadto znaleziono sto trzydzieści pięć mniejszych wyrobów ceramicznych z Cypru, dwadzieścia cztery kamienne kotwice, jakich używano w Ugarit, Byblos i na Cyprze, a także szereg towarów luksusowych: figurkę kobiecą, egipską kość słoniową, skorupy jaj strusi i skorupy żółwi, fajansowe miseczki do picia, kły hipopotamów, złoto, srebro, kananejską biżuterię, tysiące szklanych paciorków oraz czterdzieści jeden paciorków wykonanych z bursztynu11.
Zaskakują nie tylko olbrzymie odległości między krajami pochodzenia gotowych wyrobów, stosunkowo nietrwałych substancji organicznych czy surowców - bursztyn musiał zostać przywieziony lądem z wybrzeża Bałtyku aż do Adriatyku lub przez Bałkany nad Morze Śródziemne i następnie poddany obróbce12 - lecz także ich różnorodność i ilości. Gdy połączyć wiedzę na temat ładunku z wraku z Uluburun i innych wraków z informacjami zapisanymi w dokumentach pochodzących z archiwów pałacowych, uzyskujemy obraz sieci handlu wymiennego i pozyskiwania towarów, wykraczającej poza basen Morza Śródziemnego - sięgającej na południu wzdłuż Nilu do kraju Kusz (Nubia), skąd w dobrych latach do Egiptu rocznie docierało (jako trybut) do trzystu kilogramów złota13, na południowym wschodzie poprzez Wadi Hammamat do Morza Czerwonego i dalej do południowej Arabii i Puntu (Somalia / Erytrea), czyli legendarnego kraju kadzidlanego, dokąd faraonowie wysyłali swoje statki już na początku II tysiąclecia p.n.e., a na północnym zachodzie aż po Atlantyk i bezpośrednio do północnoeuropejskich krain w głębi lądu i do wybrzeży obfitujących w bursztyn. Kiedy dodać do tego wymianę dóbr (lapis lazuli, miedź, drewno) między Mezopotamią i cywilizacją doliny Indusu, która urwała się około 1800 roku p.n.e., ale pozostawiła ślad w postaci mglistej wiedzy o tamtej części świata, widać wyraźnie, że w środkowej epoce brązu istniała eurazjatycka sieć dystrybucji, która w basenie Morza Śródziemnego nie obejmowała jednak jeszcze dużych części odległego zachodu i północnoafrykańskich wód na zachód od Egiptu14.
W przypadku towarów z wraku z Uluburun mogło chodzić o ładunek lokalnego króla z północnej Palestyny lub egipskiego faraona; wśród pasażerów statku znajdowali się prawdopodobnie lewantyńscy kupcy oraz - gdy uwzględnić poszlakę w formie należących do dwóch osób mieczy i pieczęci - dwóch wysokich rangą Mykeńczyków, którzy być może na polecenie swojego władcy nadzorowali transport towaru. Ładunek i miejsce zatonięcia statku pozwalają przypuszczać, że kapitan miał kontakty sięgające północno-zachodnich Bałkanów; żeglował najpierw do Egei, a następnie do Kommos, skąd ugaryckie statki wracały ze zbożem, oliwą i ceramiką15.
Statki takie jak ten z Uluburun były arkami, na których pokładach pływali ludzie nieznający etnicznych granic, wielojęzyczni, odważni i zdecydowani, by wykorzystać każdą szansę pozyskania towarów i surowców16. Należeli oni do pierwszych pochodzących ze Starego Świata odkrywców. Nawet jeśli działali na polecenie lub za pozwoleniem swoich władców i konkurowali między sobą o królewskie łaski, kierowali się pierwotnym marzeniem ludzkości - o bogactwie, sławie i udziale w beneficjach władzy17. Sinaranu, jeden z osobistych handlarzy (tamkar) ugaryckiego króla, podczas swoich podróży na Kretę handlował z tak wielkim powodzeniem, że - zwolniony z danin w naturze i podatków - zdobył wielkie bogactwa i w ramach oficjalnych zleceń, korzystając z własnego statku, mógł kupować towary takie jak piwo, oliwa i zboże. Królowi musiał przekazywać jedynie prezenty18.
Prawdopodobnie to ta - w poszczególnych przypadkach trudna do ustalenia - swoboda działania, jaką każdy władca dawał i musiał pozostawić swoim wysłannikom, zwłaszcza operującym na morzu, była czynnikiem, który istotnie przyczynił się do powiększenia sieci połączeń drogą morską i rozszerzenia geograficznego horyzontu. Niektórzy Ugarytyjczycy, gdy już w Kommos uzupełnili zapasy wody, naprawili statki i sprzedali towary władcom pałaców w Fajstos i Knossos, nie wracali od razu do Egiptu czy Lewantu, lecz kierowali się w stronę dalekiego zachodu. Jeden z mieczy pochodzący z wraku z Uluburun pochodzi z południowej Italii.
Z południowej Italii być może przeprawiano się na Sycylię i Sardynię. Wyspa posiadała na południowym zachodzie jedne z najbardziej pożądanych skarbów ówczesnego świata: bogate rudy żelaza, miedzi, cyny i srebra. Ugarytyjczycy i inni żeglarze wybrzeża lewantyńskiego nawiązali kontakty handlowe, sięgające od wschodniego wybrzeża do niemal drugiego krańca basenu Morza Śródziemnego19.
Kreta i kontakty Minojczyków
W samym środku basenu Morza Śródziemnego znajdowała się Kreta. Tak jak Lewant nie posiadała ani złóż miedzi, ani cyny. Dlatego Minojczycy już w okresie starszych pałaców próbowali włączyć się we wschodniośródziemnomorską sieć handlową Ugarytyjczyków i Cypryjczyków oraz rozszerzyli swoje kontakty przez Cyklady aż do zachodniej Anatolii (Milet). Lista ładunków statków z cyną z syryjskiego centrum handlu Mari wspomina o kreteńskich tłumaczach, a Kretę określa jako punkt docelowy. W jednym z tekstów z Mari pojawia się kreteński handlarz skupujący cynę dla Ugarit (widocznie Ugarit było portem dystrybucyjnym na końcu wschodniego szlaku cynowego)20. Jeszcze ściślejsze były kontakty z krajem faraonów, przyciągającym kreteńskich artystów, architektów, producentów tkanin oraz uzdrowicieli, leczących kreteńskimi roślinami leczniczymi. Ładunek płynący w przeciwnym kierunku zawierał obok kości słoniowej i zboża przede wszystkim sylfion (łac. silphium) z terenów późniejszej Cyrenajki21. Wiatry sprzyjały korzystaniu z bezpośredniego szlaku morskiego z Krety do doliny Nilu lub dalej na zachód ku Cyrenajce i stamtąd do Egiptu. Statek z epoki brązu pokonywał w ciągu doby do stu pięćdziesięciu kilometrów, bezpośrednia podróż z Krety do Egiptu trwała wiele dni i wymagała nawigacji według gwiazd. Jednego i drugiego Minojczycy nauczyli się prawdopodobnie od Egipcjan, których statki były bardzo podobne do jednostek Kreteńczyków22.
Nie dziwi zatem, że Minojczycy byli aktywni także w regionie położonym na północ od swojej wyspy. Egea już od początku III tysiąclecia p.n.e., ze względu na umiejętności żeglarskie swoich mieszkańców i kilka miejsc występowania złóż metali, była włączona we wschodniośródziemnomorską wymianę towarową23. Tutaj Minojczycy natrafili na mykeńską kulturę pałacową, której elity ceniły minojskich artystów i ich umiejętności w obróbce metali. Prawdopodobnie także zaopatrywali Mykeńczyków w towary egipskie (kość słoniową, nubijskie złoto). Z kolei Minojczyków przyciągała możliwość pozyskania srebra z wysp egejskich oraz miedzi (i srebra?) z kopalni Laurion koło Aten24. Natomiast władcy Myken, Tyrynsu i Pylos potrzebowali złota i bursztynu (być może nawet indyjskiego pieprzu), a poza tym surowego metalu, by zabezpieczyć swój status i lojalność arystokracji, a także by utrzymać armię; część cyny wraz z dwustoma sztabami miedzi z wraku z Uluburun mogła być przeznaczona do wyprodukowania mieczy z brązu na dworach w Pylos albo w Mykenach. W zamian władcy oferowali ceramikę, oliwę z oliwek i tekstylia25.
Pod koniec XV wieku p.n.e. skończyła się pokojowa wymiana między Kretą i Grecją. Mykeńczycy zdobyli Knossos i przejęli kontakty handlowe tego ośrodka. Większość mykeńsko-minojskich produktów nadal była wprowadzana do pałacowego systemu wymiany i zaopatrzenia Lewantu, część jednak docierała na zachód. Zachodni obszar panowania mykeńskiej kultury pałacowej był naturalnym punktem wyjściowym dla przepraw do południowej Italii i w rejon Adriatyku. Przedłużał on korytarz handlu morskiego prowadzącego wzdłuż południowego wybrzeża Azji Mniejszej i przez Morze Egejskie, przy czym niekiedy wybierano bezpośredni szlak przez otwarte morze, wiodący z Cypru przez Kretę i Sycylię (ewentualnie Maltę) do Sardynii26.
Decydującą przyczyną orientacji na zachód było poszukiwanie cyny i miedzi27. Mykeńska ceramika oraz zwykłe szkło i fajansowe paciorki znajdowane w Italii i na Sardynii wskazują na kontakty kupców ze wschodu z centrum obróbki surowego bursztynu we Frattesina di Fratta Polesine (Rovigo w Wenecji Euganejskiej)[V]. Poza tym do basenu Morza Śródziemnego docierała przez Italię cyna z centralnej i zachodniej Europy. Być może Mykeńczycy próbowali także zgłębić tajemnicę szlaku śródlądowego z Niziny Padańskiej do obfitujących w bursztyn wybrzeży Bałtyku i znaleźć połączenie z atlantycką siecią handlu bursztynem; przedmioty z bursztynu i znaleziska paciorków wskazują na powiązania sięgające aż do Brytanii28.
Italscy wojownicy w Mykenach
Początkowo nie chodziło o regularne pozyskiwanie ewentualnie wymianę dóbr, lecz o sondujące próby rozpoznania, które dopiero w XIII stuleciu p.n.e. doprowadziły do wykształcenia się "metalurgicznego koine", sięgającego od Sardynii po Cypr29. Nawiązane przez mykeńskich kapitanów kontakty z tubylczymi grupami etnicznymi praktycznie nie wychodziły poza teren przybrzeżnej wyspy lub osiedla na wybrzeżu oraz przystani. Egejsko-mykeńscy rzemieślnicy lub handlarze spędzali tam zapewne pewien czas; jest jednak raczej nieprawdopodobne, żeby sami udawali się w głąb lądu ze swoimi towarami.
Wędrówka mykeńskich lub egejskich towarów aż do Brytanii następowała za pośrednictwem lokalnych sieci handlarzy pośredników na zasadzie biegu sztafetowego, z jednego miejsca do sąsiadującego z nim kolejnego punktu, bardzo rzadko za pośrednictwem pojedynczego kupca. Wśród przywiezionych statkami do Italii towarów mykeńskiego i cypryjskiego pochodzenia (sztaby miedzi) znajdujemy bardzo mało tak typowych dla Wschodu towarów luksusowych. Odpowiada to strukturze ludnościowej osiedli z ich brakiem struktur produkcyjnych i organizacyjnych dobrze zakorzenionego na Wschodzie pałacowego systemu wymiany30.
Zamiast sieci międzypałacowych powstawały morskie kanały transferu między basenem Morza Egejskiego i Italią oraz Sardynią. Także ludziom żyjącym na zachodzie otwierały one drzwi do bogatego świata wschodniośródziemnomorskich pałaców. Wszystkie wskazówki archeologiczne przemawiają za tym, że od XIV wieku p.n.e. wojownicy z Italii, zwani w źródłach Szardanami (należącymi do ludu Szardana / Szerden), wykorzystywali szlaki (tyle że oni przemierzali je w kierunku wschodnim), które ich mykeńscy "partnerzy handlowi" ustanowili w poszukiwaniu cyny i bursztynu. Szardanowie nosili wyprodukowane w Italii wysokiej jakości długie miecze, które używane jako broń kłująca i sieczna o wiele skuteczniej przebijały skórzany napierśnik przeciwnika i mocniej uszkadzały jego brązowy hełm niż wschodnie miecze kłujące, umożliwiając nową formę efektywnej walki wręcz. Jako pierwsze na to wyzwanie zareagowały prawdopodobnie mykeńskie elity, które zwerbowały grupy zachodnich wojowników do swoich armii i wyposażyły swoich żołnierzy w tę "nowoczesną" broń31.
Nowe miecze ujawniły swoją wielką skuteczność w połączeniu z drugą innowacją - podczas gdy przeznaczone do dalekich podróży statki handlowe polegały na sile wiatru, Mykeńczycy wykorzystywali jednostki napędzane wiosłami, zaprojektowane tak, by uzyskać jak największą prędkość, i niezależne od kierunku wiatru. Każdy rząd wioseł wymagał dwudziestu pięciu ludzi. Mniej więcej między 1300 a 1200 rokiem p.n.e., a więc w tym samym okresie, w którym zaczęto używać italskich mieczy, wyposażono te pięćdziesięciowiosłowce (pentekontery) w maszt z żaglem rejowym, wyposażonym w typ olinowania zwany gejtawami32. Okręty te były przeznaczone do napaści na inne statki oraz nabrzeżne miasta; mogły zabierać na pokład wojowników, którzy, uzbrojeni w nowe miecze, najlepiej nadawali się do brania udziału w tego rodzaju operacjach, jak pokazują to ilustrujące takie walki przedstawienia na wazach33.
Z nowym typem statku i italsko-środkowoeuropejską techniką walki wręcz Mykeńczycy posiedli zupełnie nowe środki, by z zaskoczenia atakować wschodniośródziemnomorskie wybrzeża i wyspy. Hetycki król skarżył się, że pewien mieszkaniec Ahhijawy (Mykeńczyk) założył bazę w Anatolii i przedsięwziął wyprawę łupieżczą na Cypr. Wyprawy grabieżcze Mykeńczyków obrały za cel także warowną Troję, która przetwarzała srebro i kontrolowała żeglugę na Morzu Marmara; stamtąd agresorzy wtargnęli być może do basenu Morza Czarnego. W 1208 roku p.n.e. wraz z Szardanami i innymi grupami wojowników drogą morską zaatakowali państwo faraonów pod rządami Merenptaha (1213-1203 p.n.e.)34.
Ten rozwój sytuacji jest w sumie mało zaskakujący. Opierająca się na umowach i dyplomacji wymiana dóbr między pałacami nie była przecież "międzynarodowym ładem pokojowym", mającym zapobiegać wojnom lub wyprawom łupieżczym. Każdy porządek stwarza ludzi i grupy ludzi, którzy mają w nim udział, jednak równocześnie go naruszają, szukając alternatywnych dróg osiągnięcia sukcesu. Przemoc na morzu i z morza należała do typowych zjawisk na Morzu Śródziemnym, od kiedy pojawiły się statki, jednak Mykeńczykom podejmującym łupieżczą wyprawę do wschodniośródziemnomorskiego świata przyświecał także inny cel w postaci prestiżu militarnych, bohaterskich czynów, jaki tego typu wyprawy miały w obrębie kultury mykeńskiej35. Była ona ryzykowną, ale w przypadku odniesienia sukcesu bardzo lukratywną alternatywą dla pokojowych form handlu i pozyskiwania dóbr - zrabowane towary luksusowe wzbogacały królewski skarbiec, a pojmani jeńcy pracowali jako niewolnicy przy budowie pałaców oraz przy produkcji tkanin, ceramiki i oliwy.
Mykeńczycy swoimi wyprawami wskazali region zapewniający ogromne możliwości wzbogacenia się, co niczym magnes przyciągało inne grupy wojowników i stale zwiększało liczbę walczących ramię w ramię wojowników. W pierwszym rzędzie należeli do nich ci, którym ich nowa technika walki wskazała drogę. Na początku byli to zapewne tylko pojedynczy zbrojni lub małe grupy wojowników z ludu Szardana, którzy walczyli w mykeńskich szeregach i uczyli mykeńskich panów posługiwania się nową bronią36. To pierwsi specjaliści, którzy inaczej niż lekarze i mistrzowie budowlani nie działali w o b r ę b i e systemu wymiany wschodniośródziemnomorskiej sieci pałaców, lecz wtargnęli do systemu pałaców o d z e w n ą t r z lub się z nim związali. Gdy zestawić ten fakt z historycznymi modelami migracji i powiązać z archeologicznymi i pisanymi świadectwami późnej epoki brązu, nasuwa się wniosek, że za tymi pierwszymi pionierami poszły coraz większe z każdym pokoleniem fale zorganizowanych jednostek (wraz z rodzinami tworzących te jednostki wojowników), które rozprzestrzeniły się nie tylko w Mykenach, lecz także w całym wschodnim basenie Morza Śródziemnego i pociągnęły za sobą inne obce ludy37. Wszystkie one szukały swojego szczęścia na bogatszym Wschodzie i w jego okazałych pałacach; działały częściowo na własną rękę jako piraci, jednak także jako wyszkolona do walki wręcz piechota uzupełniały armie oddziałów rydwanów lewantyńskich królów i lokalnych władców, którzy własną, krajową piechotę powoływali pod broń zapewne tylko w sporadycznych przypadkach38. Listy z Amarny wspominają wojowników z plemienia Szardana, walczących u boku egipskich oddziałów rydwanów. Później podczas bitwy pod Kadesz (nad Orontesem - 1275 rok p.n.e.) walczyli oni w szeregach faraona Ramzesa II przeciwko Hetytom, którzy z kolei posiłkowali się obcymi ludami z Azji Mniejszej - Lukka i Szekelesz. Szardanowie pojawiają się też w składzie mieszanego oddziału egipskiej armii operującej przy granicy północnej; być może ich doświadczenie w walce wręcz było jednym z decydujących czynników odparcia pod koniec XIII wieku p.n.e. przez faraona Merenptaha ataku na Egipt, przypuszczonego przez Mykeńczyków i inne obce ludy (wśród nich byli także Szardanowie)39. W Mykenach grupy Szardanów najwyraźniej przejęły zadanie ochrony regionów górskich, gdzie nie można było używać rydwanów. Malowidło z Pylos (XIII wiek p.n.e.) pokazuje przypuszczalnie oddział (wyposażony w nieco skrócone we wcześniejszym okresie miecze italskiego pochodzenia i włócznie) podczas odpierania intruzów. Także ugarycki król uzupełnił miejscową elitę wojowników (marijannu) wojownikami Szardana40. Znalezisko pochodzącego z Italii miecza i włóczni z wraku z Uluburun pozwala przypuszczać, że wojownicy Szardana służyli jako straż na statkach handlowych przewożących cenne ładunki41.
Nie jest do końca jasne, jak i na jakiej podstawie obcy wojownicy byli włączani do armii pałacowych. Często używane określenie "żołnierze najemni" zakłada istnienie grup wolnych wojowników, którzy zaciągali się na służbę władców na zasadzie umowy i za odpowiednie wynagrodzenie (żołd)42. Nie ma jednak świadectw potwierdzających takie zjawisko, są natomiast źródła potwierdzające fakt, że po nieudanych atakach i klęskach najeźdźców pojmani jeńcy byli wcielani do zwycięskich armii, a potem wynagradzani za swoje dokonania militarne ziemią i obietnicą łupów43. Nie wiadomo jednak, czy grupy tych wojowników udawało się z powodzeniem włączać w system sprawowanej przez władców kontroli nad gospodarką pałacową. Nie wiemy także, jaki był stosunek osiedlonych wojowników obcego pochodzenia do ich działających niezależnie współplemieńców. W dalszym ciągu pojawiały się napierające z zachodu wspólnoty wojowników, działające między sieciami gospodarek pałacowych i wybierające cele ataku zależnie od nadarzających się okazji. Już choćby dlatego stanowiły one obok "zintegrowanych" wojowników trudny do opanowania i niepewny element, który przyczynił się do tego, że pod koniec XIII wieku p.n.e. wiele dawnych ośrodków władzy skupionych w pałacach ogarnął zabójczy kryzys.
Upadek pałaców
Oszczegółach upadku pałaców wiadomo bardzo mało. Można go rekonstruować tylko na podstawie analizy skutków tego procesu, kierując się kryteriami historycznej racjonalności i uwzględniając wszystkie dostępne wskazówki. Pewne jest, że od około 1200 roku p.n.e. wiele mykeńskich pałaców-cytadel zostało zniszczonych lub porzuconych. Taki sam los spotkał Ugarit i inne wasalne królestwa Hetytów, takie jak Amurru z jego najważniejszym miastem Sumur (dziś Tell Kazel). Państwo Hetytów upadło około 1200 roku p.n.e., tuż przed zniszczeniem jego stolicy Hattusy i opuszczeniem jej przez ostatnich mieszkańców.
Dzisiaj najczęściej wymienia się wiele regionalnie zróżnicowanych powodów upadku poszczególnych pałaców; państwo Hetytów z pewnością padło ofiarą innych czynników kryzysowych niż miasta syryjskiego wybrzeża. Spektrum tych czynników sięga od zmian ekologicznych (wahania klimatu, okresy suszy, wyjałowienie terenów uprawnych) i katastrof naturalnych (trzęsienia ziemi), przez rozpad pałacowego systemu wymiany, po rebelie i ogólne załamanie pałaców, których przeciążony system w czasie kryzysu nie ostał się wobec ataku z zewnątrz. Można znaleźć wiele wskazówek i przekonujących argumentów dotyczących poszczególnych przyczyn upadku pałaców, badacze jednak skłaniają się ku temu, by nieco pomniejszyć znaczenie czynnika militarnego44. Upadek całego szeregu państw terytorialnych i księstw w dającym się określić przedziale czasu zupełnie bez ataku z zewnątrz byłby jednak czymś wyjątkowym. Istnieją poza tym wyraźne przesłanki militarnych zagrożeń i konfliktów - władcy Myken i Tyrynsu przed upadkiem tych ośrodków zintensyfikowali wysiłki mające zwiększyć ich potencjał obronny i rozbudowali kompleksy cytadel oraz przenieśli miejsca produkcji i obróbki metali za mury twierdz45. W Atenach i wielu innych miastach zbudowano nowe umocnienia, a władcy Pylos wzmocnili ochronę wybrzeża. Nie wszystkie pałace były ufortyfikowane; nie oznacza to jednak, że nie było zagrożeń, lecz tylko, że zagrożeni te miały różny charakter. W Azji Mniejszej i Ugarit próbowano zmobilizować wszystkie siły przeciwko "napastnikom z morza". Nauka określa agresorów zbiorczym mianem Ludów Morza, ponieważ egipskie teksty określają tych ludzi jako przybywających "z morza", "z oceanu" lub "wysp pośrodku morza". Często przyjmowano, że pochodzili oni z basenu Morza Egejskiego, zachodniej Anatolii i Cylicji; świadectwa archeologiczne (broń i ceramika) przemawiają jednak raczej za pochodzeniem większych grup z Italii; wśród napastników znajdowali się także Szardanowie46.
Piractwo i wojowniczość Szardanów były już wówczas zjawiskami dobrze znanymi we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Być może przedsięwzięte przez Pylos działania obronne były rutyną, podczas gdy lokalni królowie dalej na wschodzie dopiero na krótko przed atakami zostali namówieni przez zaprzyjaźnionych władców do otoczenia swoich miast murami od strony morza47. Liczba przybywających z zachodu grup wojowników i piratów zwiększyła się gwałtownie, jednak przynajmniej w przypadku Myken na krótko przed atakami musiało dojść do pogłębienia zarysowującego się od dłuższego czasu kryzysu lub takiego skumulowania niekorzystnych okoliczności, że dopiero teraz napastnicy zdołali odnieść sukces.
Jedną ze słabości systemu był problem ze stałym zaopatrzeniem w surowce roślinne i metale oraz fakt, że bezpieczeństwo importu opierało się w pierwszej linii nie na równowartościowych wzajemnych świadczeniach, lecz na militarnej i politycznomocarstwowej dominacji odbiorcy towarów. Kiedy jego pozycja zaczęła się chwiać z powodu niepowodzeń militarnych lub błędnych decyzji w obliczu kryzysów (powstałych z przyczyn naturalnych lub organizacyjnych), także import dóbr do pałaców przestał być pewny. Na mykeńskich władcach mogła się na przykład o wiele bardziej negatywnie niż na sojuszniczych Ludach Morza odbić klęska ich oddziałów w starciu z wojskiem faraona Merenptaha w delcie Nilu: Ludy Morza nie miały własnego ośrodka władzy, osiedlały się w nieprzyjacielskim kraju lub szukały nowego celu ataku.
Do tego dochodzi kolejny problem strukturalny - dla pałaców regularny import, składowanie i dystrybuowanie dóbr oraz surowców w obrębie własnego obszaru władzy odgrywało większą rolę niż rozważania, co można zaoferować za te importowane towary48. Ten "system redystrybucyjny" musiał być w Mykenach szczególnie widoczny, pałace znajdowały się bowiem w otoczeniu ubogim w surowce. Mykeńskie tabliczki nigdzie nie wspominają o handlu lub o towarach przeznaczonych na handel, pojawiają się w nich tylko mgliste wzmianki o oliwie. Zarządcy pałaców ewidentnie przywiązywali wielką wagę do magazynowania zboża, wina i oliwy, sprawowali też kontrolę nad produkcją ceramiki i tekstyliów; ich dystrybucję oraz produkcję przedmiotów metalowych pozostawiano jednak lokalnym grupom handlarzy oraz poszczególnym kupcom i kontrolowano tylko poprzez pobór danin49. Pałac w Pylos prowadził księgowość dotyczącą budowy statków, ich budowniczych i załóg, jednak zamiast przeprowadzać te prace na własną rękę, przekazywał je gminom wybrzeża. Te oddawały do dyspozycji pałacu budowniczych statków, kapitanów i wioślarzy, co oznacza, że to te lokalne społeczności dysponowały "wiedzą tajemną" dotyczącą żeglugi, jej warunków i zasobów50.
Specjalistyczna wiedza związana z ż e g l a r s t w e m pozwalała gminom wybrzeża na względną autonomię; podobnie osiedleni w regionach granicznych wojownicy obcego pochodzenia dysponowali wyspecjalizowaną wiedzą związaną z u z b r o j e n i e m; eksperci w dziedzinie budowy statków, prawdopodobnie tak jak zwerbowani wojownicy, otrzymywali w ramach wynagrodzenia ziemię51. Znaleziska archeologiczne wskazują, że także w niektórych miastach wybrzeża północnej Syrii (Tell Kazel) w ostatnich dekadach XIII wieku p.n.e. grupy italskich wojowników dostosowały się do struktury społecznej pałaców, ale dzięki własnej produkcji ceramiki i wytwarzaniu tkanin o typowej dla swojej kultury ornamentyce zachowywały swoją tożsamość52. Pałac był niejako zależny od ich umiejętności i musiał mieć nadzieję, że będą respektować zasady gry systemu pałacowego. Teraz jednak pionierzy migracji, bazując na dotychczasowym doświadczeniu, przy całej swojej lojalności wobec nowych panów, coraz bardziej skłonni byli oferować podążającym ich śladem rodakom informacje i kontakty53. Otwierali przed nimi różne furtki, dzięki czemu intruzi, korzystając z ograniczonego zasięgu centralnej kontroli, mogli podkopać mury pałaców. Jeśli przełożyć to na sytuację panującą pod koniec XIII wieku p.n.e., oznaczało to, że piraci tacy jak wymienione w późniejszych tekstach ludy Lukka lub Szikalaju, "którzy żyli na statkach"54, nie mogli co prawda zdobyć twierdz takich jak Mykeny lub Ugarit, a już na pewno nie hetyckiej stolicy Hattusa na anatolijskiej wyżynie, kierowali się jednak doświadczeniami swoich poprzedników i byli w stanie zakłócić niezwykle ważną dla funkcjonowania gospodarki pałacowej wymianę dóbr, a w szczególności w położonych w głębi lądu państwach ugodzić w zaopatrzenie w zboże i surowce (w szczególności cynę), stanowiące piętę Achillesa tych państw55. Królowie hetyccy, tak jak Mykeńczycy, dysponowali tylko ograniczonymi zasobami rolniczymi i dlatego poważny problem stanowiły dla nich podejmowane przez Mykeńczyków lub inne obce ludy ataki na wybrzeża Azji Mniejszej. Dopóki w głębi państwa utrzymywano wystarczający poziom stabilności i bogactwa, by odpierać ataki z pomocą wasali i zintegrowanych z lokalną społecznością wojowników, ta słabość pozostawała niewidoczna. Jednak w dekadach przed "atakiem Ludów Morza" okres suszy najwyraźniej podważył rolnicze fundamenty państwa, a klęski w walkach na lądzie (przeciwko Asyryjczykom pod Diyarbakir[VI] w południowo-wschodniej Turcji) i zaostrzający się kryzys wokół kwestii następstwa tronu tak bardzo osłabiły stabilność królestwa, że w zasadzie nie było ono już w stanie ponieść większych wydatków na walki obronne na wybrzeżu. Źródła z czasów bezpośrednio poprzedzających ataki Ludów Morza mówią o tym, że obok Cypru także państwo Hetytów starało się importować drogą morską zboże z Egiptu i za pośrednictwem Ugarit; w kraju panowała klęska głodu. Kiedy do tego statki sojuszniczego Cypru zwróciły się przeciwko Hetytom i przeszły na stronę Ludów Morza, podstawy istnienia państwa zostały ekstremalnie zagrożone56.
Podobnych scenariuszy można domyślać się w przypadku sporej części świata mykeńskiego. Wiele pałaców było zależnych od stałego dopływu surowców i produktów rolnych (z Egiptu?) i w tym celu obciążało poddaną ludność daninami w naturze. System, który w tak dużym stopniu opiera się na imporcie surowców z innych krajów oraz kontroli i redystrybucji zasobów rolnych, załamuje się, gdy tylko w którymś miejscu pojawią się luki, które nie zostaną dostatecznie szybko zlikwidowane. Takie luki mogły być spowodowane przez słabe zbiory, trzęsienie ziemi lub złe zarządzanie prowadzone przez pałac. Prawdopodobnie nie tylko mykeńskie pałace pod koniec XIII wieku p.n.e. próbowały narzucić miejscowej ludności kraju wyższe podatki i zwiększyć swoją kontrolę nad działającymi wprawdzie na ich zlecenie, ale coraz bardziej samodzielnie kupcami morskimi, jednak bez skutku57. Militarne niepowodzenia w Egipcie osłabiły autorytet mykeńskich władców nie tylko w oczach ludności, która jęczała pod ciężarem danin, lecz także w odczuciu tych, na których wojskowe usługi władcy byli skazani - zintegrowanych z lokalną ludnością zachodnich wojowników oraz mieszkańców gmin wybrzeża. Według jednej z młodszych hipotez wyspecjalizowane w walkach z użyciem okrętów wojennych społeczności wybrzeża wykorzystały słabość swoich zleceniodawców i z niezastąpionych pomocników zmieniły się w niebezpiecznych przeciwników, współpracujących z niezadowoloną ludnością wiejską oraz zewnętrznymi agresorami58. Podobnej nielojalności można się było też spodziewać ze strony walczących pod sztandarami mykeńskimi wojowników Szardana. Być może osłabiona przez materialne niedobory organizacja pałacowa nie była w stanie zaopatrywać wojowników obcego pochodzenia i ludności, popychając ich w ten sposób ku sojuszowi z wrogami. Obrabowany ze swoich ostatnich zasobów mykeński system obronny nie zdołał sprostać napastnikom. Pałace zostały zdobyte, splądrowane i spalone.
Być może niektórzy władcy poddali się już wcześniej i zaplanowali exodus przez morze i osiedlenie się na odległych wybrzeżach59. Miejscowa ludność często uciekała dopiero podczas ataku. Niektórzy zbierali się pod komendą lokalnych przywódców (basileus[VII]), którzy wypełniali próżnię władzy powstałą w wyniku upadku pałaców i ugruntowywali swoją pozycję nowych władców. Inni przyłączali się do wojowników i piratów, którzy zadawali pałacom ostatnie ciosy60. Za obładowanymi łupami zwycięzcami podążali rzemieślnicy i członkowie gmin, pełni nadziei, że przedsięwzięcia Ludów Morza przyniosą im lepsze zyski61. Ich droga prowadziła ku wybrzeżom Azji Mniejszej i na Cypr, a więc tam, gdzie sami Mykeńczycy od pokoleń kierowali swoje wyprawy łupieżcze. Podczas tych wypraw udało im się między innymi zdobyć Troję, jednak ich największym sukcesem było zajęcie Ugarit około 1160 roku p.n.e. Także tutaj czynniki wewnętrzne mogły ułatwić upadek miasta - król Ammurapi zaniedbał dobre relacje z handlarzami i rzemieślnikami, a przywilejami obdarzył elitę wojowników walczących na rydwanach. Poza tym Ugarit miało związane ręce ze względu na zobowiązania wobec Hetytów. W czasie ataku ugarycka flota uczestniczyła w akcjach na zachodzie, a gwardia pałacowa została skierowana na główne terytorium hetyckie. Kiedy do brzegu przybili na swoich pięćdziesięciowiosłowcach Szikalaju, zabrakło sił zdolnych do obrony. Ludność uciekła, osiedla zostały splądrowane i podpalone62; w Ugarit doszło do walk ulicznych, jednak mieszkańcy miasta nie chcieli ginąć za nielubianego króla. Woleli zbiec. W pałacu podłożono ogień63.
Podobny przebieg musiało mieć także zajęcie pobliskiego Ras Ibn Hani oraz Tell Kazel, które Ludy Morza wykorzystały jako obóz zborny i bazę operacyjną. Jak można stwierdzić na podstawie znalezisk ceramiki, w większości osiedli zamieszkali cudzoziemcy z Italii i basenu Morza Egejskiego, co jest kolejnym dowodem na to, że napastnicy poruszali się szlakami swoich poprzedników i wykorzystywali ich doświadczenia64: Także w Lewancie Ludy Morza wysadziły beczkę prochu, na której tutejsze królestwa siedziały od stuleci. Władza królów mogła być utrzymywana tylko dzięki przymusowym daninom, podatkom oraz dostawom zboża, a rządzone przez nich ziemie stale nosiły w sobie zalążek ukrytej opozycji. Skupiała się ona we włóczących się i plądrujących osiedla ludzkie bandach, wśród zrozpaczonych chłopów i w części elit urzędniczych, a otwarty bunt wybuchał w określonych okolicznościach, takich jak atak od strony morza lub lądu65.
Ludy Morza w delcie Nilu
Tylko Egipt był lepiej przygotowany, by zmierzyć się z tymi problemami: fundamenty władzy były solidniejsze i zabezpieczone religijnie, a Nil zapewniał w miarę regularne, obfite zbiory zbóż. Poza tym faraonowie mieli większe doświadczenie w odpieraniu ataków wrogich flot. Dzięki temu ich szanse, by obronić się przed agresorami, którzy po zniszczeniu Ugarit i Amurru zbliżali się wraz ze swoimi rodzinami do delty Nilu, idąc wzdłuż wybrzeża lewantyńskiego, były o wiele większe. Gdzieś w Kanaanie mężczyźni wsiedli na statki. Następnie wieloma falami wtargnęli do delty Nilu, jednak między 1190 a 1179 rokiem p.n.e. zostali pobici przez Merenptaha i Ramzesa III. Trwające kilka dziesięcioleci walki egipscy artyści uwiecznili na ścianach świątyni w Madinat Habu, przedstawiając je jako jedną bitwę66.
Napastnikami były zasadniczo te same grupy Ekwesz, Lukka, Szardana i Szakalesz, które "przybywając z północnych krajów" zaatakowały kraj nad Nilem w 1208 roku p.n.e. (patrz wyżej cz. I, r. 1)67. Wśród nich znajdowali się także Peleset, znani nam ze Starego Testamentu jako Filistyni. Ich ceramika wskazuje na mykeńsko-egejskie kontakty, wpływy lub pochodzenie. Po klęsce Ludów Morza w delcie Nilu (choć być może wcześniej) Filistyni tak jak Szardanowie osiedlali się na terenach wybrzeża południowego Lewantu, które do dzisiaj nosi ich nazwę (Palestyna). W dużym stopniu autonomiczni i zorganizowani w miasta-państwa, przejęli służbę garnizonową, mającą chronić kraj między innymi przed oddziałami "królów" Izraela i Judy68.
Z Biblii dowiadujemy się, że Filistyni, tak jak Szardanowie, byli nie tylko wyśmienitymi żeglarzami (i tak jak Mykeńczycy - nie byli kupcami trudniącymi się zamorskim handlem), lecz także świetnymi wojownikami, wyszkolonymi w walce wręcz. W Starym Testamencie pojawiają się także Keretyci i Peletyci (Kreteńczycy i Filistyni) jako straż przyboczna i część wojska króla Dawida69. Najsłynniejszy pojedynek w historii między Dawidem i Filistynem Goliatem również wskazuje na tradycję wojenną Ludów Morza. Goliat jest wojownikiem przygotowanym do walki wręcz, wyposażonym w hełm z brązu, włócznię, miecz, zbroję łuskową i nagolenniki, podobnie jak achajscy bohaterowie spod Troi. Znamy porównywalne uzbrojenie z brązu z mykeńskiej Grecji (z okolic Dendry), stworzone właśnie do walki wręcz70. Także wyobrażenie o olbrzymim wzroście Goliata może mieć związek z regionem egejskim i kulturą mykeńską: przypuszczalnie potężną sylwetkę Goliata tworzy także wystawny jak na warunki bliskowschodnie hełm z pióropuszem, który może być naśladownictwem takiego właśnie "hełmu" (italskich) Ludów Morza, wykorzystywanego także przez Filistynów71. Niepokonany w walce wręcz Goliat zostaje powalony przez procarza z dystansu, dokładnie tak samo jak achajski bohater Achilles na równinie pod Troją mógł zostać zraniony tylko przez strzałę Parysa, która ugodziła go w piętę. Jak udowodniły badania, procarze wchodzili w skład armii z czasów epoki brązu72. Szczegóły opisu ciężkozbrojnego wojownika mogą być anachroniczne, jednak autorzy Księgi Królewskiej uznali takie przeniesienie za realistyczne, Goliat miał bowiem stanowić łącznik między dwiema epokami: epoką walczącego wręcz italskiego wojownika, który szuka szczęścia na Bliskim Wschodzie, i epoką "greckiego" wojownika, oddającego własną sprawność bojową do dyspozycji nowych potęg, które miały umocnić swoją pozycję w stuleciach po migracji Ludów Morza.
Rozdział 2. FENICJANIE I EUBEJCZYCY W DRODZE KU DALEKIM KRAJOM
Awans fenickich miast portowych
Nawet jeśli Ludy Morza zostały zatrzymane w delcie Nilu - osiedliły się tam lub zostały wcielone do armii zwycięzcy - wywołane przez nie niepokoje miały daleko idące konsekwencje: w Grecji i na Krecie po dłuższej fazie przejściowej w miejscu pałaców pojawiły się wspólnoty wiejskie i siedziby książęce rządzone przez lokalnych przywódców (basileusów). W Azji Mniejszej na terytoriach hetyckich rozwinęły się mniejsze królestwa, na przykład Frygijczyków i Lidyjczyków. We wschodniej części basenu Morza Śródziemnego (początkowo) zamarła dyplomatyczna komunikacja między administracjami pałacowymi oraz wymienny handel dobrami luksusowymi, wielkimi amforami i przewożonymi w standaryzowanych miarach towarami, jakie przewoził choćby statek z Uluburun1.
Mniej ucierpiały dalekosiężne połączenia z zachodem. Basileusowie nadal pielęgnowali sztukę szkutniczą Mykeńczyków2, ochronili także wiedzę o żegludze, jaką zgromadziły mykeńskie społeczności wybrzeży. Handlarze i rzemieślnicy, którzy z Ludami Morza udali się do Lewantu, oferowali pochodzące po części z Italii i rejonu Bałkanów towary, dzięki czemu znów rozprowadzano je przez Kretę (Kommos), Eubeę i Cypr. Działania handlarzy i rzemieślników mogły także przyczynić się do tego, że handel zamorski regionu północno-syryjskiego, choć ilościowo zmniejszył się, strukturalnie pozostał nienaruszony. Port Ugarit został odbudowany, a Cypryjczycy od IX wieku p.n.e. przejęli większość zamorskiego handlu ceramiką, miedzią i tekstyliami. Lewant dostarczał produkty rolne w zamian za cypryjską miedź i wyroby rzemieślnicze; na wybrzeża wschodniej części basenu Morza Śródziemnego docierało też srebro z Hiszpanii, Anatolii, Attyki i Sardynii. Wiedza o szlakach i wybrzeżach była przekazywana ustnie3.
Wkrótce koniunktura gospodarcza poprawiła się także w Lewancie. Byblos, Sydon i Tyr przetrwały atak Ludów Morza niemal bez strat; prawdopodobne nawet, że z nimi współpracowały. Dzięki upadkowi wielkich królestw na północy uzyskały nowe możliwości i przestrzeń do prowadzenia działalności handlowej4. Ludność tych miast nazywała siebie Kananejczykami (kinahhu). Grecy nazywali tych ludzi Fenicjanami, w nawiązaniu do najważniejszego produktu ich ojczyzny, purpury (grec. phoinikeos - czerwony), barwnika uzyskiwanego z tamtejszych ślimaków. Fenicjanie posługiwali się semickim pismem i prowadzili życie miejskie pod panowaniem lokalnych książąt ("królów"). Ci, wspierani przez radę starszych, kierowali polityką zagraniczną, dowodzili flotą i nadzorowali zasoby swojego miasta w świecie, który od pradawnych czasów był naznaczony przez walki o władzę państw terytorialnych5.
Kto chciał przeżyć, posiadając jedynie wąski pas ziem uprawnych w głębi lądu, musiał posiąść umiejętności, które czyniły go na tyle atrakcyjnym dla potężniejszych sąsiadów, że ci wstrzymywali się z podbojem. Przykład już wcześniej dało Ugarit - północne wybrzeże lewantyńskie w punkcie przecięcia szlaków handlowych wschodniej części basenu Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu oferowało najlepsze warunki, by zaspokoić zapotrzebowanie Asyrii, Babilonii i Egiptu na surowce i wytwory rzemiosła. Egipska "relacja z podróży"[VIII] wspomina o dwudziestu statkach handlowych w porcie Byblos oraz pięćdziesięciu jednostkach w Sydonie6. Fenickie miasta wcześniej eksportowały drogą morską przede wszystkim drewno cedrowe pozyskiwane w głębi lądu, wydaje się jednak, że w X i IX wieku p.n.e. - także ze względu na zmiany popytu oraz wyczerpanie lewantyńskich zasobów drewna - głównymi towarami eksportowymi stały się tekstylia, tkaniny, maty skórzane, kość słoniowa i naczynia metalowe oraz wino, przewożone w specjalnie w tym celu produkowanych amforach transportowych. Szeroki asortyment towarów wskazuje na rzemieślniczą specjalizację; lepiej umożliwiał on także handel z odległymi krainami przez otwarte morze niż uciążliwy, możliwy tylko w sąsiedztwie wybrzeża eksport drewna. Z drugiej strony nowa produkcja towarów wymagała surowców, których dostawy mogły być zabezpieczone tylko poprzez rozciągnięcie zamorskich połączeń7.
Podobnie jak królowie Ugarit, najwyraźniej także władcy fenickich miast w niewielkim stopniu mieszali się w ponadregionalny handel. Zachowywali monopol tylko na dystrybucję drewna cedrowego. Od VIII wieku p.n.e. arystokracja przejęła prawdopodobnie kontrolę nad handlem dalekiego zasięgu i zasiedlaniem odległych wybrzeży, przy czym miasta konkurowały ze sobą o władzę i wpływy. Obok Sydonu najważniejszym ośrodkiem stał się Tyr. Potęga i bogactwo miasta opierały się między innymi na wiedzy o zasobach i potrzebach obcych krajów. Lament nad upadkiem Tyru z Księgi Ezechiela Starego Testamentu (VI wiek p.n.e.) wymienia "kupców z Szeby i Ramy"[IX] (południowa Arabia), którzy balsam, drogie kamienie, złoto i srebro wymieniali na fenickie towary; kontakty sięgały aż do Afryki i Hiszpanii8.
Tyryjczycy słynęli z wielkich umiejętności technicznych i znajomości sztuki budowy statków. Konstruowali brzuchate statki handlowe i smukłe pentekontery, których deski poszycia i ożebrowanie łączono za pomocą żelaznych gwoździ i dodatkowo stabilizowano przez połączenie ich z pokaźnym kilem - prawdopodobnie było to dziedzictwo Ludów Morza9. Fenicjanie wykorzystywali swoją przewagę techniczną, oferując potęgom lądowym nie tylko służbę w roli dalekomorskich handlarzy i pośredników, lecz także budowniczych i rzemieślników artystycznych10. Hiram I z Tyru (panujący w latach 971-939 p.n.e.) miał wysłać królowi Salomonowi drewno i materiały oraz budowniczych, mających wznieść świątynię w Jerozolimie, a w zamian otrzymać produkty spożywcze (przede wszystkim zboże); feniccy rzemieślnicy wykonali tron Salomona z kości słoniowej. W końcu Hiram oddał do dyspozycji króla statki i żeglarzy, którzy wraz z flotą zbudowaną przez Salomona w Esjon-Geber (w zatoce Akaba nad Morzem Czerwonym) pożeglowali do Ofiru - tajemniczej krainy nad Oceanem Indyjskim, w Indiach, południowej Arabii lub na wschodnioafrykańskim wybrzeżu (dzisiejszy Sudan lub Somalia) - i przywieźli stamtąd olbrzymie ilości złota, drewna sandałowego i kamieni szlachetnych11.
Współczesne znaleziska archeologiczne nie potwierdzają jednak biblijnych opisów wspaniałego królestwa Salomona w X wieku p.n.e. Świadczą raczej o skromnym panowaniu plemiennego króla, który nie mógł sobie pozwolić na realizację takich projektów12. Ponadto brak jakichkolwiek pozabiblijnych wskazówek odnoszących się do potężnego tyryjskiego króla Hirama w X stuleciu p.n.e. Jest zatem wielce prawdopodobne, że autorzy starotestamentowych ksiąg przenieśli stosunki panujące za "królów" IX i VIII wieku p.n.e. (lub z czasów wychodźstwa) na okres wcześniejszy. W IX wieku północnym królestwem rządziła dynastia Omrydów, a w VIII wieku p.n.e. pod ochroną Asyryjczyków Juda rozwinęła się w kwitnące królestwo, do którego pasuje wiele opisów okresu salomonowego. Informacje o wspólnych morskich przedsięwzięciach handlowych Hebrajczyków i Fenicjan prawdopodobnie należy wiązać właśnie z tym okresem13.
Z pewnością Stary Testament przesadza, jeśli chodzi o udział Hebrajczyków w wyprawie do Ofiru i ich zyski. Jednak nie ma powodów, by wątpić, że rozkwitająca hebrajska dynastia w kwestii zaopatrzenia w metale, drewno i inne surowce była skazana na know-how Fenicjan14. Prawdopodobnie Tyryjczycy otrzymywali w zamian zboże i oliwę (być może także wino i miód), a także pozwolenie, żeby obszar wpływów królestwa Hebrajczyków nad Morzem Czerwonym, pod warunkiem zapewnienia znaczących udziałów w zyskach, wykorzystywać jako punkt wyjścia dla ekspedycji w poszukiwaniu metali szlachetnych, cennych gatunków drewna (drewno sandałowe) i przypraw (cynamon)15. Być może cieszący się opinią dobrych wojowników Hebrajczycy służyli jako żołnierze na statkach. Ekspedycja do legendarnego Ofiru byłaby zatem wyprawą łupieżczą, do której Hebrajczycy potrzebowali wiedzy nautycznej i statków Tyryjczyków. To wyjaśniałoby także, dlaczego trwające jakoby trzy lata przedsięwzięcie, w przeciwieństwie do innych wypraw Fenicjan, odbyło się tylko raz (druga próba sto lat później nie powiodła się) i nie doprowadziło do stałych kontaktów handlowych16.
Największa przygoda w dalekich krainach - opłynięcie Afryki?
Gdy Ofir identyfikować ze strefą wybrzeża Morza Czerwonego lub Somalią - jak dziś najczęściej się przyjmuje - trzeba pamiętać, że Egipcjanie strzegli swojego monopolu złota nad "morzem południowym" oraz dostępu do źródeł cynamonu i kości słoniowej w Somalii. Prawdopodobnie próbowali wykorzystać fenickich intruzów do swoich celów i skierować ich w inne obiecujące rejony17. Te starania mogły być przyczyną ekspedycji, która na zlecenie faraona Necho II (610-595 p.n.e.) ponownie zaprowadziła fenickich żeglarzy na morza na południu.
Po porażkach w starciach z królami Judy i Babilonu w pierwszych latach swojego panowania Necho musiał wycofać się z rejonu Syro-Palestyny i skoncentrował swoją energię na kontroli handlu morskiego na Morzu Czerwonym. W tym celu zbudowano flotę na Morzu Śródziemnym i wykopano kanał między Nilem i Morzem Czerwonym18. Punktem kulminacyjnym starań faraona było zlecenie fenickim żeglarzom (prawdopodobnie z Tyru), którzy podczas swojej wyprawy do Ofiru (i być może już wcześniej podczas rejsów do Puntu, podejmowanych na statkach typu Byblos) zdobyli sławę jako specjaliści od Morza Czerwonego, by wyruszyli z Zatoki Arabskiej[X] na południe, a potem, płynąc wzdłuż całego południowego wybrzeża Afryki (Libii[XI]) w kierunku zachodnim, dotarli do Słupów Heraklesa. Stamtąd mieli wrócić drogą przez Morze Śródziemne. Opłynięcie Afryki według relacji greckiego historyka Herodota zakończyło się sukcesem; gdyby przyjąć, że jest faktem historycznym, byłoby sensacyjnym przedsięwzięciem19.
By ocenić, czy opłynięcie Afryki było możliwe, trzeba najpierw przeanalizować ewentualną trasę wyprawy oraz informację, że Afryka została opłynięta, na tle ówczesnych wyobrażeń geograficznych i kontekstu politycznego. Na początku rejsu ani Egipcjanie, ani Fenicjanie nie mieli pojęcia o olbrzymiej rozpiętości kontynentu afrykańskiego w kierunku południowym. Zakładali, że po stosunkowo krótkiej podróży na południe statki skręcą na zachód i wzdłuż mniej lub bardziej prostej, łagodnie odbijającej na północny zachód linii wybrzeża dotrą do Gibraltaru. Zgodnie z tymi założeniami podróż na zachód wzdłuż południowych wybrzeży Afryki nie powinna trwać znacząco dłużej niż droga powrotna przez Morze Śródziemne. Kierunek i zasięg tak założonej ekspedycji organicznie nawiązywały do wypraw do Puntu oraz Ofiru i mieszczą się w dobrze poświadczonym w źródłach, logicznym kontekście historycznym - na fakt, że Lewant utrzymywał kontakty sięgające do południowej Arabii, wskazuje między innymi historia o wizycie królowej Saby u Salomona. Królowa miała przywieźć ze sobą wonności i sadzonki drzew kadzidłowych, które jakoby zostały zasadzone w królewskich ogrodach w Jerozolimie oraz Jerychu, a pozyskiwane z nich kadzidło prawdopodobnie było później eksportowane do Tyru20. W związku z tym można z dużą dozą pewności założyć, że feniccy żeglarze penetrowali te same obszary wschodnioafrykańskich wybrzeży, ku którym zmierzały ekspedycje do Puntu i Ofiru w poszukiwaniu złota, cynamonu i kadzidła. Niektórzy przypuszczają, że już wcześniejsze ekspedycje Egipcjan były prowadzone przez fenickich żeglarzy21.
Dalsze rozważania zależą teraz od tego, czy kontynuację rejsu wzdłuż wybrzeża somalijskiego (Azania) na południe i pełne opłynięcie Afryki uważa się za wykonalne. Taka podróż byłaby jakieś pięć razy dłuższa od założonej, odpowiadającej mniej więcej rozpiętości Morza Śródziemnego ze wschodu na zachód. Z pewnością pod względem technicznym, nautycznym i logistycznym Fenicjanie byli dobrze przygotowani do takiego przedsięwzięcia - mogli żeglować, pokonując przeciwne wiatry, i wiosłować wbrew przeciwnym prądom22. Według relacji Herodota podczas podróży dookoła Afryki mieli trzykrotnie jesienią wyciągać swoje statki na ląd (praktykowano to także nad Morzem Śródziemnym) i uprawiać ziemię, zanim wiosną ruszyli dalej, i w końcu w trzecim roku dotarli do Słupów Heraklesa. Wynikająca z tego opisu długość podróży z przerwami w jej trakcie sama w sobie jest realistyczna. Jednak przekazany przez Herodota trzyletni czas trwania wyprawy może też być przejętym z tradycji fenicko-lewantyńskiej szyfrem, oznaczającym "bardzo długą podróż" (także inne podróże Tyryjczyków do dalekich krajów miały trwać trzy lata, o czym wspomniano na końcu poprzedniego podrozdziału). Poza tym trzeba się liczyć z tym, że przekaz ten łączy w j e d n ą wielką ekspedycję wiele wypraw Fenicjan, które przez dłuższy okres etapami prowadziły rozpoznanie wybrzeży Afryki, podobnie jak faraońskie inskrypcje relacjonujące zwycięstwa egipskiego króla opisują trwające przez dłuższy czas migracje Ludów Morza jako jedno wielkie starcie bitewne (była o tym mowa w cz. I, r. 1, podrozdział Ludy Morza w delcie Nilu). Być może też feniccy kapitanowie nie podczas j e d n e j ekspedycji, lecz stopniowo uświadamiali sobie fenomen, który Herodotowi wydał się niewiarygodny, a mianowicie, że podczas okrążania Libii, płynąc na zachód, mieli słońce po prawej stronie23. Rzeczywiście, na południe od równika podczas rejsu w kierunku zachodnim słońce w południe znajduje się po prawej. Herodot natomiast przyjął założenie, że pozycja słońca powinna pozostać taka sama, jak podczas rejsu na zachód wzdłuż północnoafrykańskiego wybrzeża (w basenie Morza Śródziemnego)24. Zresztą także na podstawie rozważań teoretycznych można było już wtedy sformułować przypuszczenie, że na południe od pustynnej strefy równikowej podczas płynięcia na zachód "słońce stoi po prawej". Wniosek taki pozwalają przecież wyciągnąć już choćby letnie obserwacje przeprowadzone w rejonach na południe od zwrotnika Raka.
Warte wyjaśnienia jest jeszcze jedno zjawisko, a mianowicie fakt, że ekspedycja nie znalazła żadnych naśladowców i - co jeszcze bardziej zdumiewające - że ani w czasie bezpośrednio po wyprawie, ani podczas całego okresu antyku nie przyczyniła się do zmiany wyobrażenia o geografii Afryki. Kiedy przyjrzeć się spekulacjom na temat przeciwległej oikumene w V i IV wieku p.n.e., widać, że żaden antyczny autor nie przyjmował choćby tylko w przybliżeniu prawdziwej rozciągłości kontynentu na południe. Trwano w przekonaniu, że południowe wybrzeża Afryki rozciągały się, wyznaczając mniej lub bardziej prostą linię, od wysokości południowej Somalii po atlantyckie wybrzeże zachodnie. Uparte odrzucanie geograficznych wniosków - zarówno ich uznania, jak i przekazania dalej - wynikających z opłynięcia Afryki, jest zdumiewające. Można by je wyjaśnić tym, że tradycyjne, podtrzymywane w świadomości społecznej przez dłuższy czas obrazy świata były dużo trwalsze niż pojedyncze nowe odkrycia, szczególnie gdy nie zostały one powtórzone i nie miały długofalowych skutków. Poza tym wypadku opłynięcia Afryki, informacja o "odkryciu" przeniknęła do zasobów wiedzy Greków pośrednio z obcojęzycznego i nie zawsze cieszącego się dobrą opinią (fenickiego) kręgu kulturowego, co raczej nie mogło sprzyjać akceptacji odkrycia i utrwaleniu go w świadomości greckich uczonych.
Największe zastrzeżenia budzą jednak olbrzymie niebezpieczeństwa towarzyszące opłynięciu Afryki, zwłaszcza w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei. Skoro poprzedzające tę ekspedycję wyprawy do Ofiru kierowały się ku strefom wybrzeża Morza Czerwonego lub Somalii, z których droga lądowa wiodła do nubijskich ośrodków w pobliżu złóż złota, być może należałoby rozważyć, czy zamiast wyprawy wzdłuż wybrzeży Afryki wyłącznie drogą morską nie miała tu miejsca - jak to często bywało w antyku - kombinacja ekspedycji morskiej i lądowej, a wieść o niej wyszła od Fenicjan w formie rzekomej wiedzy na temat rozległości kontynentu, tak jakby dokonano pełnego okrążenia lądu. Istnieją wskazówki sugerujące, że w VI wieku p.n.e. znaczące miasto portowe Rhapta na wschodnim wybrzeżu Afryki miało kontakty z wnętrzem kontynentu25. Ponadto można założyć istnienie dróg prowadzących z południowego Sudanu w rejon jeziora Czad, a stamtąd na zachód do systemu rzecznego Nigru i Senegalu. W niektórych regionach archeologia mogła poświadczyć dla okresu między 600 a 500 rokiem p.n.e. istnienie protomiejskich struktur społecznych, zajmujących się obróbką miedzi i żelaza (zob. niżej cz. III, r. 2)26. Sto lat po ekspedycji Necho Kartagińczycy mocno zainteresowali się wewnątrzafrykańskimi, transsaharyjskimi szlakami, tak że zasadniczo nie można wykluczyć wcześniejszej próby ich rozpoznania od strony wschodniej Afryki.
Tartessos - zachodnie eldorado
Owiele mniej niż kwestią historyczności wyprawy zajmowano się pytaniem, co tak naprawdę skłoniło faraona do zorganizowania ekspedycji. Stwierdzenie, że chodziło o naukową ciekawość i próbę ustalenia przebiegu wybrzeży i wielkości Afryki27, nie jest zadowalającą odpowiedzią. To dziwne uzasadnienie, zbyt odpowiadające nowożytnej perspektywie. Decydujący wydaje się tutaj kontekst historyczno-polityczny. Opłynięcie Afryki było częścią wysiłków, jakie Necho przedsięwziął na morzu ze względu na utratę władzy w Lewancie. Poszukiwania alternatywnych stref wpływów były konsekwencją tego, że Egipt utracił dostęp do wschodnich wybrzeży basenu Morza Śródziemnego i jego bogactw28. Ofir był namiastką tych bogactw, jednak namiastką od dawna znaną i niewystarczającą w tej trudnej sytuacji. Egipcjanie wiedzieli od samych Fenicjan, że daleko na zachodzie znajdują się o wiele większe bogactwa.
Stary Testament wspomina "dalekomorską flotę królewską" Salomona, która wraz z flotą Hirama raz na trzy lata - co dokładnie odpowiada długości wyprawy, podczas której jakoby opłynięto Afrykę, - przywoziła "z Tarszisz złoto i srebro, kość słoniową oraz małpy i pawie"29. Podobnie krytyczne jak w odniesieniu do tekstów opisujących ekspedycję do Ofiru podejście do źródeł tej relacji każe stwierdzić, że taka współpraca (o ile w ogóle) mogła dojść do skutku dopiero w VIII wieku p.n.e., zwłaszcza że cel był położony dalej: Tarszisz według wszelkiego prawdopodobieństwa należy bowiem utożsamić z andaluzyjskim Tartessos, kwitnącą kulturą miejską, której fundamentem było wydobycie i eksport srebra. Półwysep Iberyjski pod względem złóż minerałów był najbogatszą krainą antyku. Pozostałe produkty wymienione w Starym Testamencie mogły zostać przywiezione z Afryki Zachodniej i w Tartessos w wyniku handlu wymiennego przejść z rąk do rąk, by ruszyć w dalszą drogę30.
Fenicjanie należeli do pierwszych zagranicznych interesantów. W zamian oferowali przedmioty użytkowe i orientalne produkty luksusowe31. Aby ułatwić wymianę, w IX wieku p.n.e. założyli osiedla na andaluzyjskim wybrzeżu, które było najważniejszą strefą kontaktów między światem atlantyckim i śródziemnomorskim. Najwcześniejszy (około 900 roku p.n.e.) poświadczony punkt przeładunkowy Huelva oraz położone nieco bardziej na południe Gades (Kadyks) stały się najważniejszymi punktami wyjściowymi wszystkich wypraw atlantyckich szlakiem cynowym na północ oraz w kierunku marokańskiego wybrzeża32. (Nie bez powodu Kolumb po swojej pierwszej wyprawie i Cortés po zdobyciu Meksyku przybili do portu w Palos de la Frontera koło Huelvy). Poza tym obydwa osiedla oferowały korzystne połączenia z kopalniami srebra i miedzi Rio Tinto, Sierra Morena oraz hiszpańskiej i portugalskiej Estremadury. Osiedla były zamieszkane przede wszystkim przez rzemieślników, garncarzy, górników i kamieniarzy. Można tu też było znaleźć fenickich artystów, którzy zaznajomili lokalnych książąt ze sztuką zdobienia posadzek mozaikami33.
O tym, że wschodnia część świata śródziemnomorskiego dowiedziała się o skarbach Tartessos i wyprawach Fenicjan dopiero około stu lat później, świadczy wypowiedź proroka Jeremiasza (625-585 p.n.e.) o sprowadzaniu przez Tyryjczyków srebra z Tarszisz identyfikowanym z Tartessos34. Jeremiasz żył w czasach, kiedy Necho zlecił fenickim żeglarzom misję opłynięcia Afryki, zatem wiele przemawia za tym, że znajdujący się w trudnym położeniu po utracie lewantyńskiej strefy wpływów faraon chciał zdobyć udział w zyskach z handlu bogactwami Tartessos. Szukanie alternatywnego szlaku poza Morzem Śródziemnym wydaje się prawdopodobne po utracie władzy w Lewancie (oraz w obliczu wzrostu potęgi Kartaginy) i dobrze wpisuje się w skierowaną na południe politykę morską faraona. Opłynięcie Afryki byłoby zatem egipskim projektem, którego lewantyńscy Fenicjanie nie kontynuowali.
"Związki" eubejsko-fenickie
Zainteresowania Fenicjan kierowały się ku basenowi Morza Śródziemnego zgodnie z tradycją żeglarzy epoki brązu. Fenicjanie wykorzystywali mniejsze statki, które mogły żeglować po pełnym morzu35. Przez Morze Egejskie dopływali do Krety, Malty i stamtąd do południowej Italii i na Sardynię. W Kommos około 800 roku p.n.e. feniccy żeglarze wznieśli wewnątrz świątyni przy porcie wykonany zgodnie z wzorami kananejskimi ołtarz z trzema filarami. Być może koło Knossos osiedlił się fenicki rzemieślnik, mistrz obróbki miedzi36.
To, co w tej wczesnej fazie napędzało działania Fenicjan, wcześniej tak samo poruszało Ugarytyjczyków i innych żeglarzy epoki brązu - była to wizja zysku i pozyskiwanie cennych minerałów. Później mogła jeszcze dodatkowo pojawić się militarna presja Asyryjczyków, która zmusiła Fenicjan do dostarczania królom Bliskiego Wschodu i ich armiom surowców - zwłaszcza żelaza. Jednak prawdopodobnie nie dotyczyło to wczesnych wypraw37. Dostęp do wartościowych surowców i korzystnie położone punkty kontaktowe były przyczyną tego, że Fenicjanie, organizując wypady do Ofiru i Tartessos, równocześnie zintensyfikowali swoje kontakty z Cyprem (założenie kolonii Kition w IX stuleciu p.n.e.[XII]). Obok Krety wybrzeża i wyspy Grecji były potem naturalnymi punktami postojowymi w drodze na zachód, z o wiele lepszymi możliwościami kotwiczenia i układami wiatrów niż w Wielkiej Syrcie. W Attyce i na niektórych wyspach Morza Egejskiego można było załadować na statki oliwę z oliwek, by wymienić ją potem na metale szlachetne. Równocześnie wabiły złoża srebra Aten (Laurion) i Tasos38.
Między Atenami i Tasos leżało na Eubei osiedle Lafkandi, z którym Fenicjanie również utrzymywali intensywne kontakty handlowe. Mykeńscy uchodźcy i ludzie powracający z wypraw na wschód przynieśli tutaj w XI wieku p.n.e. kulturę arystokratyczną z królem-wojownikiem, który ze swoich czynów zbrojnych był nie mniej dumny niż z dalekosiężnych kontaktów handlowych (na wschodzie)39. Eubejczycy pod wieloma względami przypominali Fenicjan. Ich zasoby rolnicze również były ograniczone, dlatego wcześnie zajęli się zamorskim handlem. Towary eksportowe stanowiła ceramika, rośliny aromatyczne, oliwa z oliwek i wino. Dostarczano poza tym klientom w Grecji i Azji Mniejszej zboże, wyroby artystyczne i minerały. Relacje z Fenicjanami zależnie od sytuacji wahały się między współpracą a konkurencją. Szczególnie często eubejscy i feniccy kupcy spotykali się na Cyprze, w tyryjskim Kition oraz w lewantyńskich miastach portowych. Eubejskie amfory do transportu wina i oliwy oraz pięknie dekorowana ceramika już w okresie między 950 a 900 rokiem p.n.e. docierały do Tyru. W pierwszej połowie VIII wieku p.n.e. eubejska i cykladzka ceramika była obecna w Samarii, stolicy królestwa Izraela. Wielu Eubejczyków integrowało się w "orientalnych" osiedlach; eubejscy arystokraci zawierali małżeństwa z rodzinami z Tyru40.
W ten sposób Eubejczykom udało się włączyć w wytyczone przez lewantyńskich kupców kanały komunikacyjne z bliskowschodnimi wielkimi królestwami. Bazy w pobliży wielkich stref wymiany służyły jako przystanki i oferowały dostęp do zasobów kraju oraz rynki wymiany i handlu. Takim miejscem była Al-Mina nad Orontesem w północnej Syrii. Być może osiedle to zostało założone przez Eubejczyków za pozwoleniem lokalnych władców41. Jednak stosunkowo wcześnie składy i kantory musiały być wykorzystywane także przez kupców fenickich. Ci Eubejczycy, którzy przez dłuższy czas mieszkali w Al-Mina, znajdowali sobie żony w okolicy i w północnej Syrii. Al-Mina oferowała bogate zaplecze rolnicze i dostęp do surowców z Cypru (złoto, cyna i miedź) oraz towarów luksusowych z Mezopotamii, Lewantu i Egiptu. Była także idealną bazą, z której oferowano wschodnim potęgom (na przykład Asyryjczykom) usługi w roli najemników i przedsiębrano wyprawy łupieżcze: handel, piractwo i służba najemna w dalszym ciągu nie były wyraźnie oddzielonymi od siebie zajęciami42. Tak jak i później w podobnych sytuacjach, Asyryjczycy mogli przychylnie traktować aktywność cudzoziemskiego osiedla jako przeciwwagę dla dominujących wpływów fenickich.
Także na zachodzie Eubejczycy przynajmniej po części poruszali się wzdłuż szlaków, które zostały wytyczone przez Fenicjan.
Niektórzy sądzą, że Eubejczycy przejęli transport fenickiej ceramiki do hiszpańskiej Huelvy, podczas gdy inni, na odwrót, zakładają, że ceramika grecka była transportowana na statkach fenickich43. Być może Eubejczycy i Fenicjanie w środkowej Italii razem pływali w górę Tybru, by dotrzeć do osiedla, które już wtedy prawdopodobnie nazywało się Rzymem. Także rejsy handlowe Tyryjczyków wzdłuż północnoafrykańskiego wybrzeża wytyczały część obszaru handlowego uczęszczanego przez Cypryjczyków, Syryjczyków i Eubejczyków. Literatura IV wieku p.n.e. odnotowuje cały szereg greckich nazw geograficznych na tunezyjskim wybrzeżu, jak choćby Hippu Akra (Bizerta), Pithekussai (afrykańskie, dziś Tabarka) lub wyspa o nazwie Eubois[XIII]; nazwy te z dużym prawdopodobieństwem sięgają korzeniami rekonesansów przeprowadzanych przez eubejskich żeglarzy44. Także Kartagina - inaczej niż sugerują to późniejsze legendy - była odwiedzanym przez Fenicjan, Eubejczyków i Cypryjczyków ośrodkiem handlu, z którego następnie udawano się dalej na zachód45.
Pithekussai, miasto odważnych
Podobny charakter miało Pithekussai, najsłynniejsze eubejskie osiedle na wyspie Ischia w Zatoce Neapolitańskiej. Nazwa wskazuje na obecność małp (pithekos)[XIV]. Małpy występują tylko w Afryce Północnej[XV], dlatego italskie Pithekussai może być miastem założonym na wzór tunezyjskiego46. Na Ischii około trzech tysięcy lat temu mieszkało dziesięć tysięcy ludzi - obok Eubejczyków i Rodyjczyków nie tylko koryntyjczycy, lecz także Fenicjanie z północnej Afryki, Hiszpanii i Lewantu, którzy przyłączyli się do pierwszych osadników eubejskich; był to istny tygiel ludzki, dla którego mieszkańców życie w ojczyźnie było niczym, a sukces na obczyźnie - wszystkim47. Tutaj w miesiącach zimowych wyciągano statki na ląd, uzupełniano ładownie, stąd żeglowano dalej do Tartessos. Jednak także na etruskim wybrzeżu cyna, rudy miedzi i żelazo (z górnoaustriackiej kultury halsztackiej) oraz być może złoto mogły być wymieniane za ceramikę oraz wytwarzane w Pithekussai wyroby artystyczne w orientalnym stylu, wonne olejki i wino; surowce przetwarzano zgodnie z własnymi potrzebami (na lemiesze lub broń) lub eksportowano dalej na wschód. Z pobliskiej Kampanii trzeba było także sprowadzać zboże, bowiem wspólnota dziesięciu tysięcy ludzi, składająca się w większości nie z rolników, lecz kowali i innych rzemieślników oraz kupców i piratów, nie mogła wyżywić się samodzielnie z plonów wyspy48.
Wykopaliska ujawniają kulturę pełną radości życia i smaku. Odnaleziono między innymi buteleczki na perfumy i wyroby szklane, które były używane podczas treningów sportowych[XVI] i polegających głównie na wspólnym piciu uczt w męskim gronie (sympozjonów). Do regularnych gości Eubejczyków mogli należeć feniccy i etruscy możnowładcy. Tak jak Eubejczycy w Al-Mina żenili się z miejscowymi kobietami, tak Grecy i Fenicjanie z Pithekussai starali się o etruskie panie z kontynentu. Przybysze z Orientu mieli italskie żony; w razie śmierci swoich dzieci grzebali je już zgodnie z greckim zwyczajem49. Dzieci były dwujęzyczne, co miało olbrzymie znaczenie dla ustnej i pisemnej komunikacji w obrębie wspólnoty wyspy oraz na zewnątrz.
Być może właśnie dlatego to tutaj, w tym wielojęzycznym i etnicznie heterogenicznym społeczeństwie, które w tak wysokim stopniu żyło z rzemiosła i handlu między Orientem i Zachodem, pojawił się impuls do przejęcia fenickiego pisma alfabetycznego przez Greków. Pismo alfabetyczne rozwinęło się w Lewancie pod koniec II tysiąclecia p.n.e. jako łatwy do opanowania instrument, mający umożliwić kupcom i innym często podróżującym ludziom łatwiejsze notowanie i przekazywanie wiedzy poza systemem używanego przez profesjonalnych skrybów pisma klinowego50. W Pithekussai na dużym, importowanym ze wschodniej części basenu Morza Egejskiego pucharze ceramicznym napisano51: "jestem kubkiem Nestora, dobrym do picia. |Kto się zeń napije, tym natychmiast |owładnie czar pięknie wieńczonej Afrodyty"[XVII]. Nestor, który nazwał ten wielki puchar (kotyle) swoim własnym imieniem, był najstarszym wojownikiem Achajów pod Troją; Afrodyta jako bogini miłości miała swój niechlubny udział w wybuchu walk o Troję. Każdy uśmiechał się z powodu ironii zawartej w tych wersach, które obiecywały, że starzejącemu się wojownikowi poprzez smak wina jeszcze raz dane będzie zanurzyć się w świat Afrodyty. Wspólny arystokratyczny styl życia i zbiorowa wiedza na temat starych i nieustannie opowiadanych historii były elementami tradycji, które rozumieli wszyscy.
Zarysy nowego porządku w VIII stuleciu p.n.e.
Po tysiącu lat żeglugi morskiej, wojen i przewrotów politycznych zarysował się nowy porządek, wytyczający kierunek na następne stulecia. W miejscu kultur pałacowych w Grecji, na Cyprze i w Lewancie, a potem na Sycylii i Sardynii pojawił się nowy typ wspólnoty, którą przyjęło się nazywać miastem-państwem: niezależne wspólnoty (polis) z arystokratyczną elitą, własnymi instytucjami i często starannie zaplanowanymi terenami zasiedlenia, które zwracały się ku wybrzeżu i morzu oraz dysponowały dogodnymi warunkami zawijania do portu i obrony52. Tego typu nadbrzeżne osadnictwo występuje także w epoce brązu, jednak nowe miasta były mniejsze i niemal nie pozostawiały wolnych przestrzeni, kształtując w ten sposób charakter wybrzeży Grecji i Lewantu. Przede wszystkim jednak wydaje się, że włodarze miast mieli mniejszy apetyt na władzę albo zostali całkowicie zastąpieni przez arystokratyczne elity. Także w tym kontekście miasta Ludów Morza i Fenicjan mogły odegrać rolę prekursorów, chociaż nie można dowieść żadnego ich bezpośredniego wpływu na rozwój kultury miejskiej w Grecji53.
Miasta wybrzeża lewantyńskiego i egejskiego uznały Morze Śródziemne za przestrzeń swojej aktywności, przy czym pomijano część wybrzeża północnoafrykańskiego. Liczba graczy na polu odkryć zwiększała się (rosła także ogólna liczba ludności basenu Morza Śródziemnego)54. Ich nautyczna wiedza była przechowywana w formie ustnej, a cele i formy mobilności nawiązywały do doświadczeń Ludów Morza i ich poprzedników.
Po pierwsze wabiła służba najemna dla Asyryjczyków i Egipcjan. Przede wszystkim dla Greków był to czynnik przyspieszający przełom. Greccy piechurzy, od około 900 roku p.n.e. wyposażeni we włócznię, żelazny miecz i okrągłą tarczę, ciągnęli w bój i byli tak skuteczni, że walka wręcz stała się podstawą ich politycznego porządku. Opierał się on na gotowości obrony, do której przygotowany był każdy dorosły obywatel; system ten został usankcjonowany przez arystokratyczną elitę. Ta przejęła tytuł basileus, używany przez mykeńskich przywódców, którzy w trakcie migracji Ludów Morza ugruntowali swą władzę jako lokalni władcy lub poprowadzili większe grupy ludności na Cypr i do Lewantu. Służba najemna stanowiła dla arystokratów i ich świty dodatkową szansę zdobycia bogactwa i sławy, a w wypadku przegranej w wewnętrznych walkach o władzę zawsze dawała możliwość pozyskania nowej przestrzeni i swobody działania. Obierano kurs na te same regiony docelowe, do których dotarły już Ludy Morza. W armiach Asyryjczyków i Egipcjan rosło zapotrzebowanie na greckich najemnych wojowników zawodowych, którzy wyszkolili się w walce zarówno jeden na jednego, jak i w zwartym szyku falangi. "Wieki ciemne"[XVIII] także pod tym względem nie stanowią zerwania ciągłości, lecz pomost, po którym struktury z epoki brązu wkroczyły do okresu archaicznego.
Dziedzictwem późnej epoki brązu, ściśle powiązanym ze zjawiskiem wojskowej służby najemnej, były także wyprawy pirackie i łupieżcze55. Miejsca docelowe i przestrzenie konfrontacji pozostają bez zmian - według źródeł asyryjskich ludy Iavan(us)[XIX] tak jak w swoim czasie Mykeńczycy i Ludy Morza napadali wybrzeża od Cylicji po Lewant56. Iavanu oznacza Jonów; to zbiorowe określenie wszystkich Greków, którzy z punktu widzenia państwa asyryjskiego przybyli z zachodu; najczęściej chodziło o Eubejczyków57. Także Egipt pozostawał ulubionym obszarem docelowym. Napady na obce wybrzeża dawały nadzieję na szybkie zyski w formie niewolników i towarów luksusowych, odsprzedawanych z zyskiem lub wykorzystywanych we własnych gospodarstwach domowych. Napastnicy opierali się na udoskonalonej wersji pięćdziesięciowiosłowca, wyposażonego teraz w dodatkowy żagiel, stabilny kil i taran do zatapiania wrogich okrętów58.
Granice między napadami, piractwem i zamorskim handlem, jakimi trudnili się basileusowie i ich synowie, były płynne59. Musiało upłynąć sporo czasu, nim obroty handlowe Eubejczyków i Fenicjan osiągnęły zakres i wysokość późnej epoki brązu; sieci powiązań handlowych i szlaki morskie pozostały jednak nienaruszone. Fenicjanie i Eubejczycy podłączyli się do sieci powiązań Mykeńczyków i Ugarytyjczyków i przeciągnęli je dalej: do północnej Italii i Sardynii oraz do południowej Hiszpanii. Obok starych punktów przecięcia szlaków, takich jak Cypr i Kommos, powstały nowe (Kartagina, Pithekussai). Poszukiwanie surowców koncentrowało się teraz jednak bardziej na żelazie, którego produkcja stała się regularna, i było domeną nowych elit60. "Handel pałacowy" przy użyciu wielkich statków był w coraz większym stopniu zastępowany przez prowadzony "prywatnie" handel, korzystający z mniejszych jednostek. Załoga składała się najczęściej z nie więcej niż pół tuzina ludzi różnego (kananejskiego, syryjskiego, cypryjskiego, egejskiego i anatolijskiego) pochodzenia61. Wraz z żeglarzami podróżowali uwolnieni spod kontroli pałaców rzemieślnicy, artyści, budowniczowie i ludzie znający się na wydobyciu i obróbce metali. Byli oni pożądanymi specjalistami, zawsze szukającymi nowych zleceniodawców albo na dworach Asyryjczyków, albo wśród arystokracji etruskich miast czy wodzów Hiszpanii. Eksperymentowali z nowymi metodami i wymieniali się wiedzą, pomysłami i doświadczeniami62. Własna inicjatywa połączona z żądzą przygód i szczególnymi umiejętnościami była tym, co zwłaszcza Grekom pozwalało żyć na obczyźnie i napędzało parcie ku najodleglejszym wybrzeżom.
Wyprawy prowadziły często do zakładania nowych osiedli lub faktorii handlowych, podobnie jak w wypadku Filistynów w Lewancie63. Nie wszyscy odnosili sukcesy, jednak niektóre osady fenickie w północnej Afryce i Hiszpanii oraz greckie kolonie na Sycylii i w południowej Italii prześcignęły swoje "miasta macierzyste" pod względem bogactwa, zasobów rolnych i liczby ludności. Warunkiem wstępnym całego procesu był ogólny wzrost liczby ludności w Lewancie i basenie Morza Egejskiego w IX i VIII stuleciu p.n.e. Jednak rzadko to głód ziemi lub niedobory żywności zmuszały ludzi do emigracji. W Grecji ziemi było pod dostatkiem, brakowało raczej siły roboczej: zarówno ludzi, jak i zwierząt, by uprawiać więcej niż jakieś pięć hektarów64. Częściej to walki o władzę w obrębie arystokracji skłaniały przegranych do szukania w dalekich krainach szczęścia i władzy, której odmówiła im ojczyzna. Emigranci nie żeglowali jednak w ciemno, a kierowali się w rejony, które zostały rozpoznane podczas wypraw handlowych i odkrywczych. Zakładanie apoikii[XX] nie odbywało się też w Nowym Świecie, lecz następowało w obrębie śródziemnomorskiej sieci, obejmującej cały ówczesny świat, rozpiętej przez "koczowników morza": handlarzy, rzemieślników, piratów i artystów65. Nie opierało się ono na jednorazowych aktach założenia, lecz było wynikiem stopniowego rozwoju mniejszych przyczółków przez wspólne zasiedlanie lub dołączanie się do istniejących wspólnot. Często proces powstawania miasta przyspieszały miejscowe grupy ludności. Grecka i fenicka kolonizacja, która w ciągu dwustu lat miała rozpiąć w basenie Morza Śródziemnego sieć niezależnych państw-miast, stała się możliwa tylko dlatego, że wyprawy odkrywcze i handlowe rozpoznały teren, a kontakty z miejscową ludnością przygotowały grunt pod nowe miejsca osiedlenia.
Rozdział 3. WYSPY CUDÓW, BESTIE I PIĘKNE KOBIETYŚlady bohaterów na krańcach świata
Morska wiedza tajemna i pamięć o wielkich czynach
Jak ludzie fazy przejściowej pomiędzy epoką brązu a wczesnym okresem archaicznym postrzegali ekspedycje do dalekich krain, walkę z morzem, poszukiwania złota i srebra oraz zdobywanie miast? Tego rodzaju przeżycia musiały zostać ocalone od zapomnienia i upamiętnione, podobnie jak przekazywana ustnie tajemna wiedza żeglarzy.
Obserwacje prowadzone wśród ludów żeglujących po morzach pokazują, że wiedza o wytyczaniu nowych szlaków, wyprawach w dalekie krainy i spotkaniach z obcymi ludźmi była włączana do istniejących zasobów doświadczeń w postaci zakodowanych opowiadań i przekazywana kolejnym pokoleniom. Opowiadający historie i starcy, potwierdzający wiarygodność tych przekazów, cieszyli się wielkim autorytetem. Tylko oni znali drogi prowadzące do dalekich krajów i ukrytych skarbów oraz grożące podróżnym niebezpieczeństwa i sposoby ich obejścia1. Ich medium był wierszowany wykład przy akompaniamencie liry, wizualizowany obrazami. Ich publicznością w epoce brązu były społeczności wybrzeży i pałace, które subwencjonowały wyprawy w dalekie kraje i na dochodach z tych wypraw budowały swój prestiż. Tak zwany fresk statków (zapewne z XVI wieku p.n.e.) z minojskiego osiedla Akrotiri na wyspie Thera[XXI] ukazuje liczne sceny z rejsu floty siedmiu statków, płynącej przez morze ku ufortyfikowanemu miastu. Dekoracje statków, ubrania załóg i uroczysty szyk floty stanowią przesłanki do dopatrywania się w tym rejsie przez niektórych badaczy parady albo procesji z okazji rozpoczęcia sezonu żeglugowego na wiosnę; na statkach znajdują się jednak także żołnierze, którzy swoje pokryte kłami dzików hełmy przyczepili do chroniącego przed słońcem płótna rozpiętego nad pokładem. Pas malowideł stanowiący rejestr północny ukazuje atak z wody i lądu na miasto, w którym widać jakąś wielką budowlę i otwarte w stronę plaży galerie, przypominające hale z Kommos, identyfikowane jako doki2. We fresk wplecione są sceny narady i katastrofa statku na pełnym morzu albo w pobliżu jakiegoś przylądka.
Taki cykl obrazów bez przypisanej do niego historii pozostaje niezrozumiały. Najprawdopodobniej opowiada o wojnie i pokoju - ten dychotomiczny schemat został później wykorzystany także przez Homera do opisu świata na tarczy Achillesa: ukazuje uroczysty rejs paradny i łupieżczą wyprawę odważnych mężczyzn, których nie odstraszają ani niebezpieczeństwa czyhające na morzu, ani zdolności obronne atakowanego miasta. To właśnie arystokratyczne społeczeństwo uważało za warte utrwalenia. Malowidła takie jak to z Thery musiały być jednak stale na nowo przywoływane do życia i wzbogacane nowymi elementami - profesjonalni pieśniarze wprowadzali wariacje i uzupełniali podstawowy szkielet opowieści3. Chciano wiedzieć więcej o bohaterach i ich planach, o tym, czy doszło do kłótni i zdrady, kto się sprawdził i jakiego pokonał przeciwnika, czy bogowie włączyli się do walki i czy wszyscy bohaterowie zdołali wrócić z wyprawy. Z głównego wątku powstawał cały zasób nowych historii, które kręciły się już wokół nowych wydarzeń i skupiały się na nowych scenariuszach, osobach i regionach.
Już w okresie późnomykeńskim Troja stała się jednym z ulubionych obiektów wypraw łupieżczych młodych bohaterów, później doszły jeszcze inne miasta, takie jak Teby, na których murach rozgrywały się heroiczne walki4. Rosła także liczba bohaterów. Niektórzy cieszyli się szczególnym uwielbieniem. Należał do nich Herakles, który jako pierwszy, z sześcioma statkami - co w przybliżeniu odpowiada temu, co przedstawia fresk z Thery - wypuścił się poza basen Morza Egejskiego i zdobył Troję. Herakles był uosobieniem bohaterskiego wojownika. Wykonywał dla obcych królów zadania, które wykraczały poza możliwości zwykłych ludzi. Przemierzał krańce świata, do których zmierzali także żeglarze epoki brązu poszukujący cennych dóbr. Na dalekim zachodzie Herakles rabuje strzeżone przez węża złote jabłka Hesperyd (być może mamy tu do czynienia z mityzacją bałtyckiego bursztynu), zabija też nemejskiego lwa i kradnie na wyspie Erytei po drugiej stronie Okeanosa stada wołów trójgłowego potwora Geriona. Przełamuje nawet ustalone przez bogów bariery, uprowadzając z zaświatów trzygłowego psa Cerbera5. W Heraklesie odzwierciedla się wiara, że jako "pan zwierząt" może okiełznać naturę i uwolnić ludzi od potworów żyjących na krawędzi świata i morza. Zejście do podziemi jest ostateczną próbą odwagi dla wszystkich bohaterów i dowodem ich wyjątkowości. W jego czynach ucieleśnia się marzenie każdego, by zdobyć sławę i bogactwa poprzez rabunek i służbę wojskową; malowidła wazowe z VII wieku p.n.e. ukazują herosa w uzbrojeniu ciężkozbrojnego6. Jego sfera działania odpowiada horyzontowi eksploracyjnemu, który osiągnęli ludzie epoki brązu i który został ponownie wyznaczony w okresie archaicznym7.
Idąc w ślady Heraklesa, wkrótce morze przemierzały całe zastępy bohaterów, na przykład syn tesalskiego króla Jazon, który na wspaniałym statku Argo - klasycznym pięćdziesięciowiosłowcu - z doborowym oddziałem towarzyszy wtargnął na Morze Czarne i zrabował złote runo. Albo czczony w Tesalii i opiewany w Lefkandi Achilles, szczycący się tym, że zdobył i splądrował dwanaście miast od strony morza i jedenaście od lądu, nim wziął udział w drugiej wyprawie przeciwko Troi. Z konfliktu między najsłynniejszym najemnikiem greckiego okresu archaicznego i jego zleceniodawcą, królem Agamemnonem z Myken, Homer wykuł później wielki epos8.
Opowieści o rozbitkach i wyspach cudów
Nie tylko wielkie batalie stwarzały okazje, by bohaterowie mogli dowieść swojej odwagi. Często to podstawowe niebezpieczeństwa żeglugi, jak i niepewność, na kogo się trafi na odległych wybrzeżach lub wyspach, tworzyły tło opowieści. Tak jest w staroegipskiej, rozgrywającej się prawdopodobnie nad Morzem Czerwonym opowieści Rozbitek i w ostatnim rozdziale spisanego około 900 roku p.n.e. opowiadania Wyprawa Wen-Amona, o egipskim urzędniku świątynnym, który ruszył w podróż wzdłuż lewantyńskiego wybrzeża i został zapędzony przez burzę do Alaszija (Cypr)9. Bohaterowie obu opowieści relacjonują zdarzenia w pierwszej osobie - to typowa cecha opowieści podróżniczej: obaj zostają rzuceni przez sztorm i wicher na rajską wyspę; jeden spotyka przyjaznego węża-boga, drugi królową, która oferuje mu ucztę i opiekę; obu obiecano szczęśliwy powrót do domu. Przekroczenie granicy między swojskim centrum (ojczyzna) i nieznanymi, ale kuszącymi peryferiami (wyspa) zostaje wyjaśnione za pomocą wpływów nieobliczalnych żywiołów natury (sztormy) i boskiej woli. Jest ono powiązane z egzystencjalnym doświadczeniem strachu przed śmiercią - podróżujący styka się ze światem raju i zarazem śmierci10.
W innym typie historii wyspa albo przypominające wyspę wybrzeże nie jest przypadkowo osiągniętym celem, lecz zaplanowanym postojem w trakcie podróży ku jeszcze bardziej odległym krainom. Najsłynniejsza jest rozpowszechniona na całym Bliskim Wschodzie legenda o Gilgameszu, królu Uruk, który po utracie swojego przyjaciela Enkidu wyrusza w podróż, by odkryć tajemnicę nieśmiertelności. Po pełnym przygód marszu przez góry strzeżone przez lwy i ludzi-skorpiony dociera do ogrodu pełnego kamieni szlachetnych i gospody boskiej szafarki Siduri, leżącej "nad morzem bezludnym". Stamtąd płynie na cudownym statku przewoźnika Urszanabiego przez "wody śmierci" na wyspę, na której po potopie zamieszkał ocalony przez bogów Utnapisztim ze swoją żoną. Jest to kraina błogosławionych i zmarłych, gdzie "wschodzi słońce". Z kolei późniejszy Odyseusz, bohater Greków z okresu archaicznego, zgodnie ze wskazówką wróżbitki Kirke, miał przekroczyć prąd Okeanosa, by przy wejściu do świata podziemnego rozmawiać z duszami zmarłych.
Wspólne tło takich historii tworzy rozpowszechniona w całym rejonie wschodniej części basenu Morza Śródziemnego i na Bliskim Wschodzie mityczna geografia; jej najstarszym przedstawieniem jest babilońska (albo asyryjska) "mapa świata" z późnego VIII lub VII wieku p.n.e. Odzwierciedla ona światopogląd tego okresu, prawdopodobnie jednak opiera się na schemacie obecnym w wielu bliskowschodnich kulturach, umiejscawiającym geograficznie legendy o bohaterach11. Według tej mitycznej geografii znany świat i ojczyzna autorów mapy (Babilon) znajdowały się w centrum okrągłego dysku ziemskiego, który był otoczony przez płynącą dookoła rzekę (nar marratu, czyli Słone Jezioro lub Gorzka Rzeka). Grecy nazywali ten prąd opływający świat Okeanosem; określenie to prawdopodobnie wywodzi się z języka fenickiego lub innego języka semickiego12. Po drugiej stronie tej opływającej świat rzeki znajduje się osiem trójkątnych, wyobrażonych jako wyspy "regionów" (nagu[XXII]); jeden z wierzchołków każdej z nich jest skierowany na zewnątrz13. W towarzyszących temu schematycznemu przedstawieniu opisach znajdują się wzmianki o odległości, w jakiej znajduje się dana "wyspa"; w wypadku położonej najdalej na północ "wyspy" odnotowano, że tutaj "nie ogląda się słońca". Żyją tam bajkowe zwierzęta, tam też ma mieszkać posiadający trzy głowy, trzy zrośnięte korpusy oraz sześć rąk i nóg Gerion, którego bydło rabuje Herakles; tutaj leżała wyspa Utnapisztima, do której dotarł Gilgamesz po przekroczeniu "wody śmierci". I tutaj w końcu umieszczono także krainę zmarłych; wzdłuż drogi do niej były rozmieszczone wyspy, zamieszkane przez kobiece bóstwa, które w drodze do celu trzeba było pokonać albo przekonać.
W wyspach tych skupiały się pradawne doświadczenia żeglarzy. Dla nich wyspy są oazami na pustyni morza, punktami orientacyjnymi i ostatnim ratunkiem. Dlatego właśnie budowano tam świątynie (których skarbów zgodnie z legendą strzegły węże lub smoki), najczęściej żeńskich bóstw, które tak jak Siduri albo Kirke strzegły tajemnej wiedzy o szlakach morskich. Być może odzwierciedla się w nich także wiedza o wysokiej pozycji kapłanek i królowych, które w późniejszych czasach starały się nawiązać kontakt z władcami północy (królowa Saby i "Pani Sutejów"[XXIII] u Babilończyków). Otoczenie świątyń na wyspach lub wybrzeżach służyło za neutralne miejsce i punkt spotkań dalekomorskich kupców, ponieważ obecność bóstwa chroniła wymianę dóbr przed oszustwem i gwarantowała dotrzymanie umów14. Legendy o bóstwach wysp kodują doświadczenia i wiedzę dalekomorskich kupców i ich zleceniodawców na temat pochodzenia najcenniejszych produktów z dalekich krain: z egipskiego punktu widzenia o kraju Punt i wyspie cynowej Cypr, z sumeryjsko-mezopotamskiej perspektywy - o wybrzeżu Siduri[XXIV] utożsamianym z wyspą Fajlaka (w Zatoce Kuwejckiej) i identyfikowanym z siedzibą Utnapisztima Dilmun (Bahrajn); dla Fenicjan, Greków i Hebrajczyków - o eldorado w Tartessos. Wyprawa tam rzeczywiście była niebezpieczna; wyspy były ważnymi, kontrolowanymi przez wyżej rozwinięte kultury postojami, tam uzupełniano zapasy wody (stąd wszędzie obecne wskazówki dotyczące bijących źródeł wody!), stamtąd pochodziły niezmierzone bogactwa: złoto, miedź (Cypr i Bahrajn), lapis lazuli, perły (Dilmun), przyprawy i egzotyczne smakołyki. Wyspy mogły też być przystankami w drodze do skarbów, tak jak Tartessos na szlaku do Wysp Cynowych. Ludziom z krajów, gdzie tych dóbr nie ma, ich obfitość musiała się wydawać nadludzka i boska, krótko mówiąc - rajska15.
Bestie i księżniczki
Trzecim wariantem opowieści są w końcu takie historie, w których bohater nie potrzebuje pomocy wyspy, lecz sam prezentuje się jako wybawca w potrzebie, który nie tylko łupi daleką krainę, lecz także niejako przy okazji uwalnia ją od niebezpiecznych potworów. Tak właśnie postępował Herakles; podobnie Bellerofont, który na zlecenie króla Jobatesa zabił ziejącą ogniem Chimerę, potwora z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża16. Albo Perseusz, który dla króla Argos musi odrąbać głowę Meduzie[XXV], uwalnia wybrzeże Etiopii[XXVI] od potwora morskiego Ketosa i w nagrodę otrzymuje rękę Andromedy.
Niewątpliwie takie opowieści bazują na starych legendarnych i baśniowych motywach bohatera, który pokonuje zło i zdobywa księżniczkę. Jednak w greckim kontekście oznaczają one o wiele więcej: straszliwe bestie reprezentują dzikość natury na krańcach świata. Kiedy grecki bohater je zwycięża, oswaja w ten sposób to surowe przeciwieństwo polis i potwierdza przez to przewagę polis - to równie wielkie trofeum jak głowa potwora i strzeżony przez niego złoty skarb. Małżeństwo z królową z dalekiego, obcego kraju symbolizuje przejście od barbarzyństwa do cywilizacji i uzasadnia przejęcie panowania. W późniejszym okresie tego rodzaju motywy stanowią bazę dla mitów założycielskich, za pomocą których greccy koloniści legitymizowali wzięcie w posiadanie obcego kraju. We wczesnym okresie o wiele częściej zdarzało się co prawda, że bohaterowie, tacy jak Jazon lub Tezeusz, porywali miejscowe kobiety zamiast żenić się z nimi na miejscu. Uprowadzenie młodych kobiet było przerażającym scenariuszem dla społeczeństwa polis, dla młodych arystokratów jednak też swego rodzaju rytem inicjacyjnym, poprzez który dowodzili swojej wartości jako mężczyźni. Jedno i drugie prowokowało gwałtowny odwet: porwanie dziewcząt i kobiet wywoływało zemstę tych, którym kobiety uprowadzono, prowadziło do pogoni przez cały świat, rozniecało wojny (jak ta o Troję) i trwające przez całe pokolenia konflikty. Herodot zaczyna w V wieku p.n.e. swoje dzieło historyczne od szerokiej dyskusji na temat legend o porwaniach kobiet i będących ich konsekwencją wyprawach odwetowych, które doprowadziły do wojen perskich.
W wypadku tego rodzaju komplikacji powroty z dalekich krain nie zawsze były mile widziane - koloniści, którym się nie powiodło, byli też czasem, szczególnie w późniejszym okresie, witani w swoich rodzinnych miastach z bronią w ręku. Ich przybycie bowiem stanowiło zagrożenie dla ustabilizowanego lub zmienionego podczas ich nieobecności układu sił. Znamienne jest w tym kontekście, że legendom o drodze powrotnej bohaterów po przeżytych przygodach i wojnach poświęca się więcej miejsca niż podróżom "w tamtą stronę". Historie o powrotach (nostoi) tworzą własne zespoły opowieści. Niesłychanie pociągały Greków, po pierwsze dlatego, że rzeczywiście inaczej niż w wypadku monarchii Wschodu w chwiejnym świecie wieków ciemnych nigdy nie było wiadomo, co też mogło się podczas nieobecności bohatera wydarzyć w ojczyźnie: czy przypadkiem sąsiedzi albo zazdrośnicy nie przejęli jego dworu i żony lub czy powracającemu późno do domu wręcz nie groził zamach z ich strony, tak jak przydarzyło się to wodzowi Achajów w wojnie przeciwko Troi. Poza tym długa nieobecność spowodowana najemną służbą wojskową i pirackimi lub handlowymi wyprawami stanowiła czasową lukę (z punktu widzenia pozostałych w domu i ojczyźnie) w życiu bohatera, którą należało wypełnić odpowiednim materiałem i pełnymi przygód żeglarskimi opowieściami, a Morze Śródziemne dostarczało nieskończenie wielu bogatych tematów, które stawały się kanwą takich przygód. Kto mógł wiedzieć, czy ktoś, kto przed laty wypłynął w morze, nie utonął albo w o wiele bogatszym świecie, w łożu pięknej kobiety, nie porzucił myśli o powrocie? Gdy podróżnik jednak wracał, miał wiele do opowiedzenia i przedstawiał niektóre swoje przygody jako o wiele bardziej heroiczne niż w rzeczywistości.
Kontakty ze Wschodem
Wiele opowieści o walkach bohaterów ze straszliwymi bestiami rozgrywa się na Wschodzie albo uległo wyraźnym wpływom wschodnich wzorców, na przykład legendy o walkach miejscowych bogów przeciwko wężopodobnym istotom i smokom, które często symbolizowały pierwotną przemoc morza lub ukrytą siłę życiodajnej Ziemi17. Legendy te nie przepadły w wyniku ruchów migracyjnych Ludów Morza, ponieważ obszar rozciągający się od Cylicji przez Syrię po Palestynę ze strukturami miejskimi zachował także swoją kulturę pisaną. Pismo spółgłoskowe używane przez Hebrajczyków, Fenicjan i Aramejczyków sprawiło, że umiejętność czytania i pisania stała się dostępna dla szerszych kręgów mieszkańców ich ziem18. Bariery językowe i komunikacyjne znikały, gdy handlarze, najemnicy lub piraci brali miejscowe kobiety za żony, osiedlali się na obczyźnie lub wstępowali na służbę u obcego króla. Presja, by opanować obcy język, była w takiej sytuacji zdecydowanie większa, niż gdy w celach handlowych było się w drodze tylko przez krótki czas. Dzieci urodzone w małżeństwach mieszanych dorastały jako dwujęzyczne i stawały się komunikacyjnymi pośrednikami w wielokulturowym świecie, w którym wręcz roiło się od opowieści o odważnych bohaterach, okrutnych bóstwach i straszliwych walkach z potworami. Także mity i pieśni współpracujących z Eubejczykami Fenicjan dało się włączyć do późnomykeńskiego i eubejskiego kontekstu opowieściowego19. Fenickie srebrne puchary przedstawiają wiele scen oblężeń i polowań, bitew i obrazów z dworów królewskich; przedstawienia te sugerują recytacje podczas uczt. Opowiadano i śpiewano nie tylko podczas świąt, lecz także w trakcie długich rejsów morskich lub podczas rześkich wieczorów w Pithekussai lub w Al-Mina, gdzie wielojęzyczność klasy rządzącej była fundamentalną zasadą przetrwania. Naczynia do picia i dary grobowe w Pithekussai wskazują na to, że Fenicjanie i Eubejczycy razem biesiadowali, raczyli się epickimi pieśniami, a "być może nawet wymieniali się greckim i orientalnym repertuarem legend"20.
Historie Filistynów i Hebrajczyków
Gęsta sieć transśródziemnomorskich opowieści poprzez zakodowanie ich w pieśniach oraz opowiadanie podczas podróży i biesiad, a także za pośrednictwem małżeństw mieszanych znajdowała drogę do środowisk obcej kultury językowej. W obliczu przewrotów militarnych okazała się równie niezniszczalna jak wiedza na temat morskich szlaków handlowych. Elementem stabilizującym była tradycja bliskowschodnich bohaterów i opowieści o bogach, obejmująca cały region od Azji Mniejszej przez stojące na wysokim poziomie kulturowym królestwa Mezopotamii po księstwa Lewantu. Wszędzie opowiadano podobne historie o bogu, który musi wywalczyć swoje panowanie w walce z potworem morskim; o bohaterze takim jak Gilgamesz, który broni się przed zazdrosną i wzgardzoną jako partnerka seksualna boginią, pokonuje olbrzymy i bestie, a po śmierci przyjaciela w poszukiwaniu nieśmiertelności udaje się na koniec świata, do krainy zmarłych.
Niemal wszystkie te historie zostały utrwalone w formie epickich dzieł poetyckich w archiwach pałacowych Hetytów, Ugarytyjczyków i Asyryjczyków; elita pisarzy zajmowała się ich przepisywaniem, dyktowaniem i uczeniem na pamięć21. Doświadczenie podpowiada, że epickie treści szybko przekraczały polityczne i językowe granice. Czemu także greccy posłowie nie mieliby uzyskać wglądu w epicką literaturę pałacowych archiwów? Przecież nie była to dyplomatyczna wiedza tajemna. Podczas licznych świąt i uroczystości biesiadnych także w obecności greckich gości nieustannie recytowano stare legendy22. Okazji do wymiany opowieści było też mnóstwo w trakcie dalekich rejsów przez morze, które wprawdzie mogły być niebezpieczne, ale bywały też nieskończenie nudne.
W ten sposób zachowana została, a następnie udostępniona greckiemu światu nie tylko część historii hetyckich i ugaryckich; Mykeńczykom i ich następcom mogło się z kolei udać wprowadzenie kilku swoich opowieści o bohaterach do zasobu wątków i fabuł wschodnich mitów23. Jeśli słuszna jest teza, zgodnie z którą Filistyni pochodzili z rejonu sąsiadującego z mykeńskim kręgiem kulturowym, to wtedy ich bliskie, wcale nie zawsze konfliktowe kontakty z Egiptem, Fenicjanami i Hebrajczykami mogły być swego rodzaju pomostami komunikacyjnymi, za pomocą których przekazywali dalej swoje mity. Filistyńscy bogowie jak Baal Zebub zostali przejęci przez hebrajskich pisarzy, podczas gdy Filistyni zapisywali do swoich zasobów kulturowych semickich bogów i boginie, jak choćby Asztarte, za pomocą greckiego imienia Afrodyty24. Żeglarze zabierają ze sobą swoje bóstwa opiekuńcze i czczą podobne bóstwa morskie. Gdy wziąć pod uwagę mieszane załogi statków, nie dziwi, że Fenicjanie czy Kartagińczycy i Grecy w tym samym stopniu czcili Posejdona, a w postaci Heraklesa ewentualnie Melkarta odnajdowali półboga-bohatera, któremu - jako zwycięzcy nad potworami morskimi - można było powierzyć swój los. Dlatego wznoszono im świątynie, gdy udało się zlokalizować nowe wybrzeże ze źródłem słodkiej wody, tak jak bliskowschodni żeglarze robili to w podzięce dla swoich najczęściej żeńskich bóstw na odległych wyspach (zob. wyżej, cz. I, r. 3)25.
Także na lądzie wpływy szybko wzajemnie się przenikały: Hebrajczycy - pomijając motyw walki boga z potworem morskim - przejęli od Ugarytyjczyków i Greków metaforę uskrzydlonego statku. Historia o Jonaszu, który na statku ucieka z Joppy do Tarszisz, zostaje połknięty i wypluty na ląd przez wielką rybę, wskazuje na wpływy opowiadań śródziemnomorsko-greckich, a zwłaszcza na legendę o Jazonie (podobną do historii Jonasza), który według przedstawień ikonograficznych również (podczas rejsu na Argo?) znalazł się w paszczy wężowatego potwora i na polecenie Ateny (co można porównać z rozkazem Jahwe) został wypluty26. Opowieści o Dawidzie lub Samsonie pokazują, że między Hebrajczykami i Filistynami, tak jak między Eubejczykami i Fenicjanami, także dochodziło do kontaktów handlowych i małżeństw oraz że wodzowie hebrajscy walczyli dla Filistynów. Hebrajczycy i Grecy służyli jako członkowie załóg wojskowych w żydowskich lub egipskich twierdzach. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by wyobrazić sobie, że w IX lub VIII wieku p.n.e. Eubejczyk, Filistyn i Hebrajczyk po monotonnej służbie garnizonowej razem pili, opowiadali sobie historie, a potem na pamiątkę zachowali eubejskie puchary27. Filistyni i Kananejczycy oczywiście używali egejskich naczyń sympozjonowych (kraterów[XXVII]). Wiemy o szeroko rozpowszechnionej ugaryckiej ceremonii picia (marzeah), która przypomina grecki sympozjon i była piętnowana przez proroków Izraela. To wskazuje na jej rozpowszechnienie także wśród Hebrajczyków28.
Wszystkich jako pieszych wojowników łączyło przekonanie, że zwycięstwa nad oddziałami rydwanów i zdobycia bogatych miast należy upamiętniać i opiewać w pieśniach. Kiedy Grek ciągnął w bój, krzyczał "alala", dokładnie tak jak Akadyjczyk, a Hebrajczycy posyłali ku niebu brzmiący niemal tak samo okrzyk "alleluja". Każdy rozumiał każdego. Wojownicy mieli poczucie pokrewieństwa natury - kiedy Grecy trajkotali o zdobyciu Troi, Hebrajczycy upajali się opowieściami o upadku Jerycha; obydwa miasta, w sytuacji gdy oblegające wojska już zaczynały tracić nadzieję, zostały zdobyte dzięki niezwykłym trikom: wykorzystaniu konia trojańskiego i dźwiękowi trąb. Innym tematem opowieści były pojedynki bohaterów - Menelaos walczący z Parysem, Achilles z Hektorem, Dawid z Goliatem. A potem byli jeszcze potężni wojownicy, ulegający wobec intryg pięknych kobiet, ale pozostający wierni swojej misji. Herakles był znany na Wschodzie, a jego czyny przypominały czyny Samsona, który gołymi rękami rozerwał lwa, a przykuty łańcuchami do kolumn spowodował zawalenie się domu swoich dręczycieli. Samson pochodził z plemienia Dan, które być może można identyfikować z egejskim Ludem Morza Danitów (Danuna)29.
W dwóch aspektach historie Hebrajczyków różnią się jednak od opowieści ich eubejskich i filistyńskich towarzyszy. Po pierwsze, ich heroiczne czyny miały miejsce bez wyjątku w ojczyźnie, ewentualnie na terenie lub blisko Kanaanu, podczas gdy bohaterowie Mykeńczyków, Filistynów i Eubejczyków odnosili swoje sukcesy w obcych krajach, do których można było dotrzeć tylko przez morze. Po drugie, co jeszcze bardziej znaczące: greccy bohaterowie walczyli wprawdzie ze wsparciem życzliwie nastawionych bóstw, ale ostatecznie osiągali swoje zwycięstwa dzięki własnej zręczności, mądrości i odwadze. Natomiast sukcesy hebrajskich bohaterów wcale nie były oznaką ich własnej siły (czy boskiego pochodzenia), lecz dowodem bezkonkurencyjnej potęgi ich boga. "Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów", krzyczy Dawid w kierunku swojego przeciwnika30. Tymczasem greccy bohaterowie, nim zamachnęli się do śmiertelnego ciosu, wychwalali swoich przodków i własne wielkie czyny. Wyobrażenie, jakoby wielcy bohaterowie lub królowie mieli boskich przodków albo sami byli półbogami, było obce Hebrajczykom (i Ugarytyjczykom); zostało ono przyniesione spoza regionu kananejskiego31. Ta różnica wiąże się także z faktem, że Hebrajczycy byli zakorzenieni w lewantyńskiej tradycji mitów - tutaj bogowie sami walczyli z potworami oraz wężopodobnymi istotami i prawdopodobnie zbyt wyraźnym złamaniem tradycji byłby nietypowo wielki udział w sławie zwycięstwa przyznany ludzkim bohaterom. Dodatkowo jeszcze, jak to często bywa, szczególny układ polityczny połączył główny kurs religijny i heroiczne historie w nowy zespół opowieści.
Spisanie hebrajskich i greckich eposów
Żyjący w górzystym kraju doliny Jordanu Hebrajczycy w świecie kananejskich małych i średnich państewek byli późnymi przybyszami. W IX wieku p.n.e. pod panowaniem kreowanych później na wielkich władców Dawida i Salomona ledwo zdołali uzyskać status skutecznych, walczących metodami partyzanckimi bojowników i wojowników najemnych z jeszcze dość prymitywnym centrum w Jerozolimie. Dopiero w następnym stuleciu Juda i Izrael rozwinęły się w budzące szacunek królestwa, które jednak w niedługim czasie znów znalazły się pod presją nie tylko Egipcjan, lecz także Asyryjczyków.
Awans Asyrii do roli supermocarstwa oznacza jedną z najważniejszych cezur w historii starożytnej, porównywalną z ekspansją Persów około dwustu lat później. Po raz pierwszy Asyryjczycy zjednoczyli cały Bliski Wschód w jednym imperium32. Juda w okrojonym kształcie, płacąc coroczny trybut, przetrwała jako niezależne królestwo ze stolicą w Jerozolimie. Północne państwo Izrael w ostatnim trzydziestoleciu stulecia stało się prowincją asyryjską, jednak pod egidą Asyrii przeżyło gospodarczy i architektoniczno-budowlany rozkwit, rozszerzyło swoje kontakty gospodarcze w asyryjskiej sieci gospodarczej i handlowej. To dopiero wtedy, choć bardziej prawdopodobne, że nawet później, w okresie wychodźstwa, Jahwe awansował do roli jedynego boga, który nie tolerował obok siebie żadnych innych bogów.
Jednak ekspansja Asyrii także z innego względu miała olbrzymie znaczenie dla Izraela i Judy. Wraz z nią bowiem rozpowszechniała się także nieznana dotąd w tej formie kultura pisana, która słowo pisane wyniosła do roli źródła religijnego i politycznego autorytetu33. I tak wraz z urbanizacją wśród Hebrajczyków przyjęła się kultura piśmienna z wykształconymi pisarzami, która miała wielkie znaczenie dla biurokracji pałacowej oraz zawodowych kapłanów i dała królestwu nowe możliwości zabezpieczenia władzy34. W tym czasie asyryjscy królowie ufundowali liczne archiwa i biblioteki, mezopotamscy i egipscy władcy gromadzili książki i opowieści; ostatnia wersja eposu o Gilgameszu zastała spisana w VIII wieku p.n.e. i przechowana w archiwach babilońskiego króla, gdzie mniej więcej w tym samym czasie powstała zaopatrzona w tekst wyjaśniający babilońska "mapa świata" - wszystko to wskazuje, że wraz z ekspansją państwa asyryjskiego i nowobabilońskiego wykształciło się nowe zainteresowanie porządkiem świata, jego peryferiami i legendami35.
W Grecji to nowe zainteresowanie natchnęło pisarza Hezjoda do napisania eposu kosmogonicznego o pochodzeniu bogów (Teogonia), natomiast w Katalogu niewiast Hezjod opisał mityczny pościg dookoła świata36. Także hebrajscy uczeni i pisarze mogli ulec wpływom takich prób syntetyzowania wiedzy i posiadać mapy świata przypominające tę słynną babilońską37. By swojej heterogenicznej ludności nadać nową tożsamość i podtrzymać (w niewoli babilońskiej) pamięć o upadłym królestwie Judy oraz przeciwstawić kronikom Asyryjczyków coś własnego, kapłani stworzyli epickie dzieło historyczne, które powiązało cudowne przygody z X i IX wieku p.n.e. z dawnymi mitami kananejskimi i dopisało aktualnej dynastii królewskiej wspaniałą dynastyczną przeszłość38. Centrum królestwa była Jerozolima i wraz z Jerozolimą odtąd miał już być tylko jeden Bóg, który wywiódł Hebrajczyków z Egiptu przez półwysep Synaj i zaprowadził ich do obiecanego przez ojców kraju Kanaan. Tak właśnie między VIII i VI wiekiem p.n.e. powstały najstarsze teksty Starego Testamentu39.
Podobnie rozwijała się sytuacja na anatolijskim wybrzeżu Morza Egejskiego. Eubejscy handlarze lub koloniści w jednym z niezliczonych handlowych miejsc spotkań, na przykład w Al-Mina albo w Pithekussai, być może jednak podczas jednego z długich, wspólnych rejsów na zachód, podpatrzyli fenicki alfabet, dzięki czemu Eubejczycy między 820 a 800 rokiem p.n.e. na podstawie spółgłoskowego pisma Fenicjan stworzyli własny alfabet do zapisu greki. Było to pierwsze pismo alfabetyczne, które starało się oddać wymowę języka na tyle, na ile to tylko możliwe. Podobnie jak Hebrajczycy, tak i Eubejczycy wykorzystali nowe pismo do utrwalenia swoich opowieści o bohaterach. Stało się ono uniwersalnym nośnikiem, upowszechniającym znajomość greckich mitów40. Jednak Hebrajczycy, w przeciwieństwie do Eubejczyków, potrzebowali pisma, by przetrwać w obliczu górujących nad nimi kulturowo wielkich państw i stworzyć dumną, królewską tożsamość młodego państwa. Świat grecki w okresie archaicznym (z wyjątkiem Sparty) nie znał żadnych monarchicznych potęg terytorialnych, lecz tylko niezależne miasta-państwa, które toczyły spory o żyzne równiny, ale nie musiały się bronić przed atakiem militarnej potęgi, jaką stworzyli Asyryjczycy. Ponieważ w Grecji nie istniało coś takiego jak zawodowy stan kapłański, a kapłani cieszyli się niewielkim autorytetem, piśmienność nie była też powiązana z religią. Recytowanie opowieści bohaterskich było częścią arystokratycznego życia: elity basileusów poprzez nawiązywanie do czasów herosów dążyły do dodania swojej pozycji wyjątkowego blasku oraz do utrwalenia wiedzy o dalekich krainach i szlakach morskich, nie wynikały z tego jednak żadne bezpośrednie roszczenia do władzy dynastycznej w formie zinstytucjonalizowanego królestwa.
W VIII wieku p.n.e. żeglugowa energia Eubejczyków wyraźnie osłabła, prawdopodobnie na skutek walk o równinę lelantyjską (na wyspie Eubea); upadek nie był wprawdzie tak tragiczny jak dramat hebrajskich królestw, nie było bowiem żadnych agresorów zewnętrznych, jednak inicjatywa i zainteresowanie, by zachować dawne opowieści, przeniosły się teraz na wybrzeże Azji Mniejszej i na Cypr. Tutaj Grecy, podobnie jak Hebrajczycy, osiedlili się w bezpośrednim sąsiedztwie państwa asyryjskiego, którego ekspansja ułatwiała upowszechnianie kultury piśmiennej i przekazywanie bliskowschodnich eposów. Relacje między Asyryjczykami i Grekami w żadnym razie nie były - jak sugerują wiadomości o "jońskich" piratach na cylicyjskim i północnosyryjskich wybrzeżach - wyłącznie wrogiej natury. Jonowie służyli wprawdzie przez pewien czas wrogim wobec Asyrii siłom (Frygia) i byli uwikłani w lokalne powstania; mimo to odnosili także korzyści z rozszerzania władzy Asyryjczyków, włączając się w ich sieć handlową i zaspokajając zapotrzebowanie asyryjskich armii na żelazo i okręty wojenne - z powodzeniem konkurowali w tych dziedzinach z miastami fenickimi41.
Nigdzie greckie mity nie wskazują na wyjątkową wrogość wobec Asyryjczyków, jednak Grecy byli świadomi dzielących ich różnic społecznych form organizacyjnych. "Polis na swojej skale - napisał poeta Fokylides42 - żyjąca zgodnie z zasadami i mała, jest lepsza od nierozsądnej Niniwy". Niniwa była rezydencją królewską oraz stolicą państwa asyryjskiego i nawet jeśli sentencja pochodzi dopiero z VI wieku p.n.e., można przypuszczać, że basileusowie z Azji Mniejszej sto lat wcześniej mieli podobną świadomość swojej sytuacji i jak Hebrajczycy dążyli do tego, by przeciwstawić Asyryjczykom własną epikę, która podkreślałaby ich wyjątkowość.
Około roku 700 p.n.e. poeta o imieniu Homer spełnił te oczekiwania i napisał dwa wielkie eposy. W obrębie dobrze znanych ram akcji skoncentrował swoje historie na konfliktach, które były tak typowe dla świata Greków, że wszyscy się w nich odnajdowali: Iliada na tle ekspedycji Achajów przeciwko Troi opiewała spór między najsilniejszym wojownikiem Achillesem a głównodowodzącym Agamemnonem oraz fatalne skutki tego sporu - bohaterowie tworzyli układ, który podczas wypraw łupieżczych okresu archaicznego, przede wszystkim w praktyce najemnej służby wojskowej, musiał nieść w sobie potężny potencjał konfliktu. Z kolei Odyseja opowiada o bohaterze, który po dziesięcioletnim oblężeniu Troi wraz ze swoją drużyną tuła się po wszystkich morzach i odległych wyspach i wybrzeżach, aż w końcu z pomocą swojego syna odzyskuje ojczyznę i żonę; w opowieści tej koncentrują się marzenia i lęki żeglarzy okresu archaicznego, którzy nieustannie podejmowali ryzyko, że szukając czegoś nowego, utracą stare. Najczęściej uważa się, że Odyseja jest młodsza od Iliady; niektóre fakty przemawiają za tym, że obydwa eposy odzwierciedlają tylko różne style życia i wzorce postaw arystokraty, który dzięki nim potrafi zdobyć przewagę nad władcami Wschodu.
PRZYPISY
Od redakcji - nie wszystkie pozycje bibliograficzne, na które Autor powołuje się w przypisach, zostały przez niego umieszczone w bibliografii. Nie we wszystkich przypadkach udało się te braki uzupełnić.
Wprowadzenie albo Amerykanin w Kartaginie
1 Plutarch, Fac. Lun. 26.
2 Cary, Warmington (1966). Godna uwagi jest napisana przez J. Beaujeu dotycząca antyku stupięćdziesięciostronicowa część w ramach Histoire universelle des explorations (1955) oraz - ze względu na mądre argumenty - Krämer (1971). Oprócz tych prac dostępne są także pouczające krótsze przeglądy: na temat odkryć morskich Bringmann (1993) oraz Casson (2001); na temat poszerzania antycznej wiedzy o świecie Cobet (2013a).
3 Nowsze opracowania: Roller (2006) na temat Atlantyku, Timpe (1989) na temat europejskiego interioru oraz Morza Północnego i Bałtyku, zob. także literatura przytoczona w poszczególnych rozdziałach. Poszczególnych aspektów dotyczą: Gómez Espelosín (2000) i Pardo (2000).
4 Zob. Moore, Lewis (1999).
5 Zob. prace Engelsa, Geusa, Brodersena i Rathmanna wymienione w Bibliografii w punkcie II, 3 (literatura dot. geografii, astronomii i klimatologii) i poszczególnych rozdziałach; krótkie zarysy u Sonnabend (2007); Bianchetti (2008); Dueck (2013).
6 Dougherty (2001) oraz pouczające prace Bichlera wymienione w Bibliografii w podpunkcie II, 4 (literatura dot. obcych ludów, etnografii i podróży).
7 Zob. prace przytoczone w punkcie I Bibliografii (źródła, zbiory źródeł i komentarze).
8 Murray (1972), s. 200; Clarke (1999), s. 69 i n.; Elliot (1970), s. 39 i n. Także arabska ekspansja od IX do XI w. przyniosła wielkie dzieła z dziedziny geografii, etnografii i historiografii (Al-Mas'udi traktował geografię i historię jako jedność), w trakcie europejskiej ekspansji w Ameryce Las Casas napisał swoją Apologetica Historia, w której opisał zwyczaje Greków, Rzymian, Egipcjan, Galów i Brytów, porównując je ze zwyczajami Azteków i Inków.
9 Broodbank (2013), s. 326, 514.
10 Augustyn, Civ. 16, 8; por. Wittkower (1983), s. 99.
11 Gelliusz 9, 4.
12 Na temat antycznych cudownych ludów i science fiction zob. White (1991), s. 208 i n. Czas najwyższy, żeby temu tematowi poświęcić szczegółową pracę; por. dzieła zbiorowe Pérez Jiménez, Cruz Andreotti (1998) i Gómez Espeolsin (2010).
13 "Eksploracja jest zawsze także potencjalną eksploatacją": Stagl (2002), s. 35.
14 Liedl (2009), s. 65.
15 Por. jako wprowadzenie Harris (2005). Wiele studiów śródziemnomorskich wyszło spod pióra angloamerykańskich historyków i archeologów, np. Abulafia (2003), Broodbank (2013).
16 Badania na przykładzie wielu przypadków ukazały znaczenie tych "stref kontaktu"; na temat regionu granicznego w Syrii i na temat oaz zob. Sommer (2005); zob. także teoretyczne ujęcie tematu w Sommer (2010), s. 8-9, Ulf (2009) oraz Ruffing (2014).
17 Köster (1923), s. 186; Höckmann (1985), s. 161; Gelsdorf (1994), s. 751; Warnecke (2002), s. 97. Na temat żeglugi zimą: Morton (2001), Arnaud (2005); Beresford (2013); wszyscy autorzy wymienieni w Bibliografii w punkcie II, 2. (handel, żegluga i archeologia morska).
18 Warnecke (2002), s. 96, Warnecke (2006a), s. 443.
19 Na temat tych stereotypów pisze m.in. Fabre (2004), XXi, 4 i n. wraz z bibliografią.
20 Por. Schottenhammer (2011), s. 59 i starsze, ale bardzo pouczające dzieło Lippmanna (1932).
21 Fabre (2004), s. 117; Medas (2004), s. 191-199 (na temat halsowania), 172 i n. (na temat kompasu słonecznego); Gelsdorf (1994), s. 753; Picard (1992), s. 187 (na temat dzieła Lukiana Navigum 9. Na temat wprowadzenia żagla zwanego później łacińskim (być może przez Aleksandrię z Indii w I w. n.e.) por. Medas (2004), s. 201-205, Fabre (2004), s. 118 i n. oraz Rougé (1975), s. 51 (stanowisko sceptyczne).
22 Hüttel (1982), s. 105 i n.; Höckmann (1985), s. 161 i n.; Meijer (1986), s. 1 i n., Medas (2004), 155 i n.; wszyscy autorzy wymienieni w Bibliografii w punkcie II, 2 (handel, żegluga i archeologia morska).
23 Broodbank (2013), s. 330 (Sardynia-Sycylia), s. 374 (Egea, Kreta, Egipt).
24 Swetoniusz, Claud. 18; Rougé (1952); Warnecke (2002), s. 105; Warnecke (2006a), s. 443 i s. X.
25 Hornig (1888), s. 11; Börstinghaus (2010), s. 32 przyp. 54, s. 39 przyp. 17, s. 163 przyp. 180, s. 200 przyp. 80, a także Józef Flawiusz, Bell. Jud. 3, 9, 3; Appian, Civ. 5, 10 (88-100); Plutarch, Dio 25, 7 i n.; Seneka Młodszy, Epist. 53, 2 i n.; Achilles Tatios, Leuc. 3, 4, 3 (4, 6); Heliodor, Aeth. 5, 17, 5; Arystoteles, Or. 48, 66; Lukian, Ver. hist. 1, 6; Merc. Cond. 1 i n.; Synezjusz, Ep. 4, 160c-161c/164d-165a; Dz. Ap. 27, 17-29.
26 Słuszna obserwacja, ale moim zdaniem za bardzo uogólniona przez Geusa (2002), s. 270 ("w antyku nie przedsiębrano rejsów odkrywczych, które oddalałyby się od wybrzeży"). Co znamienne, w przytoczonym przez niego jako dowód fragmencie Strabona 1, 3, 2 stwierdzono, że tylko n a j s t a r s i (!) Grecy u n i k a l i otwartego morza i p r e f e r o w a l i żeglugę w pobliżu wybrzeży.
27 Warnecke (2002), s. 98 i n.; Fabre (2004), s. 20 i n.; Medas (2004), s. 19 i n., 36, 54-57; McGrail (2001), s. 95 na temat bryzy, s. 156 i n. na temat nawigacji gwiezdnej; Pliniusz, NH 7, 209 i Strabon, Geogr. 16,2, 24 (c 757).
28 Warnecke (2002), s. 98.
29 Na temat "małego" i "dużego" kabotażu por. Medas (2004), 12 i n.
30 Por. opis w sanskrycie (I w. n.e.) na temat nawigatora Suparagi: "w każdej sytuacji potrafi prawidłowo określić pozycję statku i dalszy kierunek podróży. Jego umiejętności opierały się na znakomitej znajomości pozycji Słońca, gwiazd i prądów morskich. W zależności od sezonu potrafił podać prawidłowy kierunek rejsu lub kierunek wiatrów, jakie napotykają żeglarze. Wiedział, jak unikać zdradliwych płycizn, raf morskich lub szlaku, którym będzie przebiegał huragan". Przekład w: Krzyżowski J., Girlanda dżatak, Warszawa 2011, s. 70. Kevaddha Sutta ze zbioru Digha oraz Sutta Pitaka (o metodach, które na indyjskich wodach były używane do XX w.).
31 McGrail (2001), s. 101; Medas (2004), s. 13 i n.: "wiedza praktyczna i zmysł morski były równie potężnymi narzędziami", s. 23 i n. Na temat ptaków zob. Medas (2004), s. 88-92; na temat ołowianki (sondy ręcznej) zob. Medas (2004), s. 93 i n. Indyjska Arthaśastra opisuje kupców, którzy za dnia wędrowali przez pustynię z karawanami, a nocą byli prowadzeni przez przewodników, którzy dobrze znali się na gwiazdach; McGrail (2001), s. 253, 258 (na temat indyjskiego nawigatora Suparagi i jego zadań).
32 Na temat Melanezji zob. Hüttel (1982), s. 197; na temat Morza Czerwonego i Arabskiego zob. Fernández-Armesto (2001), s. 13 i n.; na temat Atlantyku zob. McGrail (2001), s. 12.
33 McGrail (2001), s. 92; Warnecke (2006b), s. 447.
34 Temat często podkreślany i wyjaśniany, por. np. Horden, Purcell (2000), s. 51-172.
35 "Przede wszystkim jasne, rześkie i ostre powietrze regionu śródziemnomorskiego stanowi bodziec, który niewiele innych części świata może zaoferować"; Cary (1949), wstęp, s. V.
36 Dougherty (2001), s. 135 i n.; w ogólnym kontekście historycznym por. Fernández-Armesto (2001), s. 8.
37 Podróżni nocują na otwartym pokładzie, kabiny (thalamos, diaeta) były tylko dla dowódcy, na wielkich statkach pływających po Nilu w kabinach było też miejsce dla części podróżnych; Rougé (1075), s. 40; Fabre (2004), s. 110.
38 Fabre (2004), s. XVII. Na temat rozprzestrzeniania się wiedzy o roślinach i produktach leczniczych (opium, konopie) w epoce brązu por. Hughes-Brock (2005), s. 310 oraz bibliografia.
39 Broodbank (2013), s. 277, 279-283. Na temat elit zob. np. Broodbank (2013), s. 296 i n. Na temat pisma zob. Stangl (2002), s. 32 i n. oraz Schmandt-Basseratt (1978).
40 Broodbank (2013), s. 373; Bowen (1960); Roberts (1987).
41 Cunliffe (2011), s. 188 i n.; Broodbank (2013), s. 288-292, 327 i n.; w Chinach ten rodzaj żagla stał się znany dopiero później; na temat sprowadzenia wielbłąda jednogarbnego (dromadera) z Arabii zob. Bulliet (1975), s. 28-56, Broodbank (2013), s. 453. Odnaleziono w Lewancie kości dromadera z XIV i XIII w. p.n.e., konia - z około 3500 r. p.n.e.
42 Fabre (2004), s. 98; Broodbank (2013), s. 330 na temat kultury morskiej.
43 Cunliffe (2011), s. 219; Broodbank (2013), s. 329, 324 i n., również na temat "nowej ery łączności".
Część I Świat w ruchu - władcy, handlarze i bohaterowie wczesnego okresu
Część I, rozdz. 1 Kapitanowie i wojownicy epoki brązu
1 Nougayrol (1960), s. 165; pogląd ten jest akceptowany przez Sasson (1966), s. 132. Sherratt, Sherratt (1991), s. 364; autorzy uważają, że normą były statki o tonażu 225 ton. Na temat mniejszych statków por. fragment o wraku z cypla w Irii na Peloponezie (nad Zatoką Argolidzką) zob. Vichos (1999).
2 Klengel (1990), s. 37, 45; Sherratt, Sherratt (1991), s. 361, 365; Bennet (2013), s. 206 i n. Na temat Ugarit por. najnowszy przegląd u Broodbanka (2013), s. 393 (liczba mieszkańców, różnorodność językowa itd.).
3 Liverani (1987), s. 67-72; Klengel (1990), s. 45; Jung (2005), s. 46; Routledge, McGeough (2009), s. 28.
4 Linder (1981), s. 33 i n.; Pulak (1997), s. 256.
5 Burns (2010a), s. 296; Burns (2010b), s. 118 i n.; Warren (1991), s. 295 i n.; na temat zboża zob. Routledge, McGeough (2009), s. 24. Sherratt, Sherratt (1991), s. 365 i Broodbank (2013), s. 356 i n., 394 i n. (z przykładami z Ugarit i mapą) przyjmują założenie o kupcach, którzy, płacąc cła, działali swobodnie w obrębie dyplomatycznych sieci. Władcy pałaców musieli na nich polegać, kiedy chcieli pozyskać towary z dalekich krajów. Krytycznie na ten temat Routledge, McGeough (2009); por. Fabre (2004) na temat Cypru.
6 Mee (2008), s. 363; Moorey (2001), s. 4. Bardziej optymistycznie pisze na ten temat Broodbank (2013), s. 394-396. O małych kompaniach zob. Broodbank (2013), s. 367. Na temat ograniczonego zasięgu kontroli zob. Broodbank (2013), s. 356 i n. Całkowitą liczbę ludności basenu Morza Śródziemnego w II tysiącleciu p.n.e. szacuje sie na piętnaście milionów, "z czego pewnie jedna czwarta zasiedlała jakieś dziesięć do piętnastu procent tych przestrzeni położonych na wschodzie, które dostały się pod władzę pałaców". Na temat działania i ruchu w obrębie sieci zob. Zaccagnini (1983), s. 250 i n.; Moorey (2001), s. 9; Burns (2010), s. 297.
7 Jung (2005), s. 51; Tartaron (2013), s. 16-20, 26 i n.; na temat Myken i Krety zob. Bennet (2013), s. 177, 200 i n.; Voutsaki (2001). Na temat Puntu zob. Sommer (2013), s. 19; Willeitner (2013), s. 24. O egzotyce, magii i udomowieniu zamorskich surowców "magicznych" poprzez ich obróbkę zob. Burns (2010), s. 32, 78, 133-135 (kość słoniowa), s. 174-178, 192 i n.
8 Linder (1981), s. 33; 36-40; Sasson (1966), s. 132 i n.; na temat zboża zob. Knapp (1991), s. 37. Najlepszy wśród nowszych publikacji przegląd o Ugarit zob. Broodbank (2013), s. 391-395.
9 Linder (1981), s. 34; Sasson (1966), s. 132-135; Knapp (1991), s. 48. O cudzoziemskich kupcach zob. Klengel (1990), s. 44 i n. O celach floty zob. Sasson (1966), s. 132. O jej finansowaniu zob. Linder (1981), s. 34; Knapp (1991), s. 21-68. O zagranicznych handlarzach i marynarzach zob. Linder (1981), s. 35; Kuhrt (2000), s. 302; Demand (2011), s. 168. Opis zakupu cyny przez kreteńskiego kupca z tłumaczem zob. Knapp (1991), s. 38.
10 Linder (1981), s. 32, 37; na temat obróbki metali i miedzi zob. Broodbank (2013), s. 393; Demand (2011), s. 188; Kuhrt (2000), s. 302. O transportach drewna do Egiptu zob. Knapp (1991), s. 34. Delta Nilu w II tysiącleciu p.n.e. przeżywała rozkwit handlu zarówno pod względem ilości, jak i jakości towaru; por. Broodbank (2013), s. 345.
11 Szczegóły w Pulak (1997), dobre nowsze podsumowanie w Broodbank (2013), s. 401 i n.
12 Mee (2008), s. 364; Jung (2005), s. 54. Na temat charakteru i zakresu handlu epoki brązu zob. Tartaron (2013), s. 24 i n.
13 To jedna czwarta rocznej ilości złota, które w XVI i na początku XVII w. Hiszpania sprowadzała z obu Ameryk; Broodbank (2013), s. 389.
14 Burns (2010 a), s. 290; Klengel (1990), s. 33-37; na temat "niekorzystnych warunków żeglugowych znacznej części afrykańskich wód przybrzeżnych zob. Broodbank (2013), s. 79. Na temat złota z Nubii zob. Sherratt, Sherratt (1991), s. 361; na temat królestwa Puntu zob. Fabre (2004), s. 38-42; 80 i n.; Breyer (2003); Broodbank (2013), s. 285. Punktem wyjścia był zapewne port Marsa Gawasis na wybrzeżu Morza Czerwonego; Ray (2003), s. 83. O kontaktach Mezopotamia - cywilizacja doliny Indusu (zapewne Meluhha z tekstów mezopotamskich), także po 1800 r. p.n.e., zob. Ray (1994), s. 12; Ray (2003), s. 99; Ratnagar (1981), s. 70 i n.; Broodbank (2013), s. 284; McGrail (2001), s. 58. Także produkcja szkła rozpoczęła się około 1500 r. p.n.e. Na temat wczesnych kontaktów Mezopotamii z cywilizacją doliny Indusu przez Dilmun por. mit o Enki i Ninhursag, w którym Enki swojej córce, bogini opiekuńczej Dilmun, obwieszcza, że kraj Meluhha (dolina Indusu) dostarczy na wielkich statkach cudowny karneol, drewno z krainy Magan i znakomite namorzyny; Potts (1995), s. 1453. Także nad Indusem występowało złoto; Ray (2003), s. 96.
15 Pulak (1997), s. 251; Burns (2010), s. 300, gdzie podano różne hipotezy na temat identyfikacji Mykeńczyków; Tartaron (2013), s. 26; Pulak (2005), s. 295-310. O handlu z Kretą zob. Klengel (1990), s. 41 i n. O eksporcie prowadzonym przez Minojczyków zob. Knapp (1991), s. 29.
16 Broodbank (2013), s. 393 i n. Także mniejsze statki miały mieszane załogi; zob. Vichos (1999), s. 84.
17 Rywalizację i konkurencję w obrębie mykeńskiego społeczeństwa pałacowego, rosnącą wraz ze wzrostem importu egzotycznych produktów, podkreśla Burns (2010), s. 115, 128, 161, 191, 195 i n.
18 Jung (2005), s. 46; Broodbank (2013), s. 394; Routledge, McGeough (2009), s. 24 i n., 27: "Z pewnością przypadki takie jak Sinaranu wskazują na istnienie kupców niepodlegających kontroli króla, trudniących się na swoich statkach zamorskim handlem". Ich znaczenie zależało także od charakteru państwa, w którym działali. Egipt dawał kupcom mniejszą swobodę przemieszczania się i działania niż np. Ugarit; zob. Broodbank (2013), s. 396.
19 Demand (2011), s. 178-181. Na temat Sardynii zob. Sommer (2005), s. 128; Lane Fox (2011), s. 153-155. Na temat miecza zob. Pulak (1997), s. 254. O tym, jak Kommos zastąpiło inny kreteński port, Mochlos, zob. Demand (2011), s. 137; Shaw (2004).
20 Dossin (1970), s. 97-106; Klengel (1990), s. 39; Demand (2011), s. 143.
21 Knapp (1991), s. 33; Burns (2010a), s. 299; (2010), s. 94 i n.; Tartaron (2013), s. 82 i n., 111 i n. Na temat nawigacji według gwiazd zob. Tartaron (2013), s. 192. Na temat Kreteńczyków w Egipcie zob. Sherratt, Sherratt (1991), s. 370. O kreteńskich kontaktach w Awaris w delcie Nilu zob. Broodbank (2013), s. 383-389.
22 Meijer (1986), s. 3 i n. Na temat rejsu przez otwarte morze według gwiazd zob. Broodbank (2013), s. 465.
23 Broodbank (2013), s. 325-339.
24 Sherratt, Sherratt (1991), s. 369; Stos-Gale (2001), s. 199-204; na temat srebra i miedzi zob. Broodbank (2013), s. 353, 370. O Egipcie zob. Burns (2010), s. 87, 94 i n.
25 Cunliffe (2001), s. 259 i n., Knapp (1991), s. 43 i n. Na temat pieprzu zob. Miller (1969), s. 81; Bennet (2013), s. 190 i n. O egzotycznych towarach w Mykenach zob. Broodbank (2013), s. 410.
26 Na temat hipotezy, że Cypryjczycy lub inni handlarze przejęli handel z Mykeńczykami, zob. Broodbank (2013), s. 465; Yasur-Landau (2010), s. 42. O przejęciu kontaktów handlowych Minojczyków przez Mykeńczyków zob. Georganas (2010), s. 313.
27 Von Hase (1990), s. 105 i n.; Sherratt, Sherratt (1991), s. 358 i n., 370 i n.
28 Weidig (2013), s. 34; Vanschoonwinkel (2006), s. 97; Harding (1984), s. 58 i n., 68-87; Demand (2011), s. 145. Na temat Wessex / Brytanii zob. Harding (1990), s. 139-154; Eogan (1990), s. 155 i n. Na temat Atlantyku zob. Cunliffe (1999), zwłaszcza s. 1-4; na temat głównych stref kontaktu Cunliffe (2001), s. 34. O implikacjach legendy o Minosie na Sycylii zob. Vanschoonwinkel (2006), s. 83. Na temat bursztynu pisze Vanschoonwinkel (2006), s. 97. Na temat mykeńskich towarów eksportowych w Italii zob. Jung (2005), s. 61. O bałtyckim bursztynie transportowanym przez Karpaty, a następnie przez Adriatyk, zob. Broodbank (2013), s. 432. Na temat kontaktów z Sardynią zob. Broodbank (2013), s. 444.
29 Na temat Cypru i Sardynii zob. Von Hase (1990), s. 101; Jones, Vagnetti (1991), s. 139.
30 Jung (2005), s. 62. Von Hase (1990), s. 97 wymienia tylko jedno znalezisko z Sardynii, które można uznać za przykład "eksportu najwyższej jakości dóbr luksusowych w ramach późnomykeńskiego handlu zamorskiego na zachodzie". Głównym towarem eksportowym była ceramika. Na temat pośrednictwa handlowego, przystani i obecności w lokalnych osiedlach zob. Von Hase (1990), s. 105. O nieobecności Mykeńczyków na północy zob. Thrane (1990), s. 176. Na temat kontynentalnych "lokalnych ośrodków władzy (small chiefdoms)" por. Broodbank (2013), s. 431.
31 Jung, Mehofer (2008), s. 118-123, 131, 134; Jung, Mehofer (2013), s. 177, 185 i n.
32 Broodbank (2013), s. 464; Emanuel (2013), s. 6-8 wraz ze spisem specjalistycznej literatury na ten temat w przypisach.
33 Tartaron (2013), s. 59-68; Georganas (2010), s. 306 i n.; Jung, Mehofer (2008), s. 133.
34 Jung (2009a), s. 145; Jung, Mehofer (2013), s. 185; Veenhof (2001), s. 197, 200. O Szardanach w Egipcie zob. Jung, Mehofer (2008), s. 134. Na temat Troi zob. Vanschoonwinkel (2006), s. 77 i n. O srebrze w Troi zob. Broodbank (2013), s. 337. Na temat basenu Morza Czarnego zob. Vanschoonwinkel (2006), s. 57 i n.; Tartaron (2013), s. 36; Hiller (1991); sceptycznie do tematu podchodzi Ivantchik (2005), s. 106. Labrysy[CXLVIII] i groty włóczni Petropoulos (2005), s. 17 interpretuje jako prezenty od gości dla gospodarzy. Na wybrzeżu bułgarskim znaleziono ponadto kamienne kotwice, które przypominają kotwice egejskie z późnej epoki brązu. O Mykeńczykach na wybrzeżu Azji Mniejszej zob. Niemeuer (1998); Margalith (1994), s. 73, 75 (tam więcej o mykeńskiej kolonii w Ugarit i w Lewancie).
35 Cunliffe (2011), s. 196 i n., 226 i n., 234; Georganas (2010), s. 305. Por. Yasur-Landau (2010), s. 42 i n.; do takiego wyjaśnienia pasuje także fakt, że np. nie znaleziono żadnych mykeńskich wyrobów (handlowych) w Ugarit, a egejscy handlarze nie są wspominani ani w źródłach bliskowschodnich, ani w tekstach pisma linearnego B czy dokumentach hetyckich; Yasur-Landau (2010), s. 55. Najwyraźniej Mykeńczyków postrzegano tylko jako wojowników i piratów!
36 Jung, Mehofer (2008), s. 124-131; Jung (2009a), s. 138; Jung, Mehofer (2013), s. 185 i n. są przeciwni tezie o regularnym handlu bronią. Por. Deger-Jalkotzy (2008), s. 389.
37 Prien (2005), s. 48 i n.; Jung (2009a), s. 147; Sherratt, Sherratt (1991), s. 372; Broodbank (2013), s. 456 i n.
38 Por. Drews (1993), s. 108 i n., 140-149 na temat rekrutacji najemników. Na temat najemników i piratów zob. także Sherratt, Sherratt (1991), s. 373 i n. To, że Asyryjczycy wcześnie zorganizowali własną piechotę, wyjaśnia ich przetrwanie podczas "epoki Ludów Morza" oraz późniejsze sukcesy.
39 Por. Broodbank (2013), s. 456 z obrazowym przedstawieniem wojowników Szardana (9, 9).
40 Jung, Mehofer (2008), s. 134 z bibliografią w przyp. 175. Artzy (1997), s. 4. Na temat najemników w roli straży zob. Heltzer (1983), s. 13. Marijannu jako wojownicy walczący na rydwanach opisani są w Drews (1993), s. 112. O najemnikach jako podstawie gospodarki epoki brązu zob. Artzy (1998), s. 445. Na temat malowidła z Pylos zob. Dothan (1995), s. 231; Drews (1993), s. 141-147, 155; Jung, Mehofer (2008), s. 120 i n.; o najemnikach w Italii zob. Jung, Mehofer (2013); na temat Libii Driessen, MacDonald (1984).
41 Veenhof (2001), s. 201; Dothan (1995), s. 226, 230; Drews (1993), 153 i n. (na temat reliefu z egipskiego Abydos) oraz 161. O walkach wręcz zob. Drews (1993), s. 137 i n., 148 i n., 152; Dietrich, Loretz (1972); Barako (2003). O walkach wręcz i uzbrojeniu zob. Drews (1993), s. 180, 225, 201 (na temat świadectw z Madinat Habu).
42 Informacje ze starszej literatury por. Yasur-Landau (2010), s. 39 i passim.
43 O najemnikach pisze Broodbank (2013), s. 468. Emanuel (2013), s. 21 i n. widzi w wyssanej z palca opowieści Odyseusza odbicie tych stosunków. Być może Ugarytyjczycy i Hetyci starali się zwerbować lud Lukka, by zajął się ochroną wybrzeża. Artzy (1997), s. 5; Demand (2011), s. 196. Na temat ludu Lukka jako piratów i najemników zob. Cline, O'Connor (2003), s. 111; Broodbank (2013), s. 469.
44 Przegląd potencjalnych przyczyn zob. Cline (2013), s. 139-170 i Dickinson (2010).
45 Stein-Hölkeskamp (2015), s. 29.
46 Dyskusja na ten temat zob. Niemeyer (1998). O Italii i piratach zob. Jung (2009b), s. 41, 44. Drews (1993), s. 218 i n. Wachsmann (1997), s. 339-356. Na temat piractwa ludu Lukka (pochodzącego z Licji?) zob. Broodbank (2013), s. 412, 461. O egipskich źródłach zob. Schipper (2005), s. 134; Helck (1995), s. 110; Noort (1994), s. 54 i n. O fortyfikacjach w Pylos zob. Tartaron (2913), s. 18, 64 i n.
47 Por. Jung, Mehofer (2013), s. 184; Dickinson (2010), s. 485 pisze na temat możliwości wewnątrzmykeńskich walk.
48 Snodgrass (1991), s. 16. Por. Broodbank (2013), s. 414 i n. na temat niezależności handlarzy.
49 Whitelaw (2001); Fischer (2012), s. 64-74; Burns (2010), s. 189; Tartaron (2013), s. 16, 29; Halstead (1992); Yasur-Landau (2010), s. 36 i n. pisze: "[pałac] nie kontrolował rzemiosła ani przemysłu, np. hutniczego. Pałace sprawowały bezpośredni nadzór wyłącznie nad najważniejszymi gałęziami przemysłu, które dostarczały towary na potrzeby handlu, utrzymywały także symbiotyczne stosunki z dużym sektorem prywatnym, który znaczną część swojej działalności gospodarczej prowadził poza kontrolą pałacową. Krytycznie do tematu podchodzi Routledge, McGeough (2009), s. 26. Na temat mykeńskich towarów eksportowych zob. Mee (2008), s. 363. Kość słoniowa także mogła być obrabiana poza pałacem; na ten temat zob. Burns (2010), s. 122-124.
50 Wedde (2005), s. 33-36; Tartaron (2013), s. 69, 75, 124-132, Por. Cunliffe (2011), s. 86.
51 Yasur-Landau (2010), 48; Tartaron (2013), 124-138. Por. podobne przemyślenia u Broodbanka (2013), s. 468.
52 Jung (2009b), s. 44; Deger-Jalkotzy (2008), s. 389 pisze: "czy te nowe elementy oznaczają, że w pałacach w tamtym okresie zatrudniano obcokrajowców (handlarzy? rzemieślników? najemników?)".
53 Podobnie Yasur-Landau (2010), s. 189, 207, 215 na temat najemników Szardana (m.in. w Egipcie) w roli infomatorów.
54 Jung (2009b), s. 41.
55 O zależności handlu epoki brązu od bezpieczeństwa i pokoju oraz najemnikach stanowiących czynnik zakłócający zob. Artzy (1998), s. 445. O zakłóceniach dostaw cyny zob. Drews (1993), s. 87. Na temat tezy o piratach por. Schipper (2005), s. 135 z dalszą bibliografią, m.in. Helck (1995), s. 110.
56 Sasson (1966), s. 133; Sommer (2005), s. 46-49 na temat problemów z zaopatrzeniem i klęsk głodu w państwie Hetytów; poza tym Yasur-Landau (2010), s. 98. Ostrożnie z tą tezą dyskutuje Jung (2009b), s. 33.
57 Tak to widzą (choć nie bezspornie) Sherratt, Sherratt (1991), s. 366 i n., 371 z dalszą bibliografią. O deficytach zbiorów zob. Demand (2011), s. 196; O opodatkowaniu i ciężarach podatkowych zob. Panagioptopoulos (2007), s. 360.
58 Por. Tartaron (2013), s. 69.
59 Yasur-Lindau (2010) oraz Wachsmann (1998, s. 160) piszą na temat tabliczek z Pylos, zawierających informacje dotyczące statków.
60 Demand (2011), s. 204; Yasur-Landau (2010), s. 59, 69, 82; Stein-Hölkeskamp (2015), s. 33.
61 Drews (1993), s. 14; Schipper (2005), s. 115.
62 Por. Jung (2009b), s. 39, także na temat pięćdziesięciowiosłowców.
63 Dietrich, Loretz (1972), s. 53-74; Jung (2009b), s. 37 i n.; Yasur-Landau (2010), s. 164; Yon (1992). Na temat statków z sześćdziesięcioma ludźmi na pokładzie zob. Jung (2009b), s. 39.
64 Zob. Jung (2009b), s. 44.
65 Sommer (2001), s. 174 i n.
66 Demand (2011), s. 201 i n.; Cline, O'Connor (2003), s. 129-132. Na temat floty Ludów Morza zob. Barako (2003b). O ciężarze danin pisze Sommer (2005), s. 50 i n. Jak rzeczywiście wyglądały ataki na deltę Nilu, zob. Jung (2009b), s. 32. O tym, że była to bardziej migracja niż regularna bitwa: Yasur-Landau (2010), s. 175. Na temat wniosków dotyczących rodzin na podstawie reliefu w Madinat Habu zob. Yasur-Landau (2010), s. 177 i n.
67 Dothan (1995), s. 145, 182 i n.; Drews (1993), s. 216 i n. O libijskich najemnikach zob. Zimmermann (1999), s. 12.
68 Schipper (2005), s. 141 i n.; Sommer (2005), s. 57 i n.; Veenhof (2001), s. 202 i n.; o mykeńskich kontaktach zob. Dothan (1995), s. 180 i n., 191, 218; Margalith (1994), s. 42; Cline, O'Connor (2003), s. 120; Yasur-Landau (2010), s. 180 i n., 194 i n. Ostrożniej na ten tema pisze Vanschoonwinkel (2006), s. 75; wynika z tego, że Filistyni kopiowali ceramikę mykeńską; Liwak (2000), s. 816; Cunliffe (2011), s. 240.
69 Na ten temat Stary Testament mówi w następujących miejscach: 2 Sm 8, 18; 15, 18; 20, 7; 20, 23; 23, 23; 1 Krn 18, 17. W wypadku Kreteńczyków chodzi o strażników pałacowych lub gwardzistów przybocznych, którzy przybyli jako uchodźcy; Lane Fox (2013), s. 94. Margalith (1994), s. 47 preferuje jako tłumaczenie Karyjczyków i Peletytów (2 Krl 11,4,19). O braku kupców uprawiających zamorski handel zob. Yasur-Landau (2010), s. 331.
70 Peat?eld (2008), s. 93; Georganas (2010), s. 310. O podobieństwach uzbrojenia zob. Dothan (1995), s. 19 oraz ilustr. s. 55; na temat wyposażenia i oszczepu Goliata Dothan (1995), s. 185.
71 Por. Yasur-Landau (2010), s. 208 i n., 338; tenże (2012).
72 Georganas (2010), s. 308; Galling (1966), s. 150-169; Tov (1986), s. 34-41; Margalith (1994), s. 49.
Część I, rozdz. 2 Fenicjanie i Eubejczycy w drodze ku dalekim krajom
1 Sommer (2013), s. 42 i n.; Tartaron (2013), s. 22. Na temat wiedzy społeczności wybrzeża Tartaron (2013), s. 126, 133.
2 Wedde (1998); Yasur-Landau (2010), s. 104.
3 Broodbank (2013), s. 494 (Fenicjanie); Schipper (2005), s. 146; Bonatz (1993); Tartaron (2013), s. 22 i n.
4 Demand (2011), s. 207; Lane Fox (2013), s. 127; Niemeyer (2006), s. 146 (o braku zniszczeń w regionie między Arwadem i Akko). Na temat współpracy z Ludami Morza zob. Bikai (1992), s. 135 i n., Yasur-Landau (2010) z dalszą bibliografią. O braku zmian zob. Röllig (1982), s. 16. O swobodzie działania zob. Sommer (2013), s. 43. Por. Broodbank (2013), s. 484-487 na temat przywiązania Fenicjan do tradycji z epoki brązu.
5 Lane Fox (2011), s. 42 i n.; Niemeyer (2006), s. 158; Bondi (1995), s. 290-302.
6 Por. Röllig (1982), s. 19.
7 Röllig (1982), s. 19 i n., 25; Lane Fox (2011), s. 43; o fenickim winie zob. Temin (2006), s. 143 i n.
8 Zob. Stary Testament, Ez 27; Sommer (2013), s. 46; Niemeyer (2006), s. 158 i n., za: Bondi (1995), s. 346 i n.
9 Fantar (1988), s. 167 i n.; Pritchard (1968), s. 100.
10 Barako (2003), s. 22 i n.; Niemeyer (2006), s. 146 i n.; o zachowaniu wiedzy o szlakach dalekosiężnych zob. Niemeyer (2006), s. 148: "istnieją uzasadnione powody, aby przypuszczać, że ekspansja na zachód wykorzystywała stare szlaki z epoki późnego brązu. Być może nigdy nie zostały one całkowicie zapomniane. Informacje i opowieści o możliwych do przebycia morskich szlakach wschód-zachód mogły być przekazywane z pokolenia na pokolenie wśród żeglarzy, szyprów i kupców zaangażowanych w handel zagraniczny".
11 1 Krl 5,15-32; 7,13-14 (Hiram i budowa świątyni); 9, 26-28 (statki z Esjon-Geber do Ofiru po złoto); 10, 11-12 (złoto, drewno sandałowe i kamienie szlachetne z Ofiru, por. 2 Krn 9, 10); 22, 48-49 (statki króla Jozafata); Hennig (1994), s. 28-39; Briquel-Chatonnet (1992), s. 28-58. Niemeyer (2006), s. 149 wskazuje na paralele do Iliady 6, 288-295, gdzie Parys przywiózł na dwór swojego ojca doświadczonych tkaczy i farbiarzy z Sydonu. Na temat lokalizacji Ofiru por. Aubet (2001), s. 45. Starsze tezy omawia Miller (1969), s. 265 i n.; Hennig (1944), s. 28-34 opowiada się za Nubią, De Give (2005), s. 46-53 optuje za indyjskim zachodnim wybrzeżem. Z Indiami jako możliwą lokalizacją można powiązać starą dyskusję, czy w wypadku wymienionych w Rygwedzie Pani może chodzić o Fenicjan; tak twierdzi Prasad (1977), s. 35 i n., 47, 50 i n.
12 Por. np. Kratz (2009), s. 71 i n; Liverani (2012), s. 100-116.
13 Finkelstein, Silberman (2006), s. 113-158; Sommer (2005), s. 111; Liverani (2012), s. 117 i n.; Kretz (2009), s. 74. Na temat relacji między Tyrem i Izraelem por. Briquel-Chatonnet (1982), s. 70 i n.
14 Parrot (1950), s. 115-117; Wä?er (1975), s. 95-96. Briquel-Chatonnet (1992), s. 51 i n. rozważa relacje w małżeństwach mieszanych między Fenicjanami i Hebrajczykami oraz fenickie kulty w Jerozolimie.
15 Drewno sandałowe z Indonezji, Jawy jest wspomniane w Starym Testamencie pod nazwą algum lub almung jako cel rejsu do Tarszisz Salomona i Hirama; zob. powyżej 1 Krl 10, 11; 2 Krn 9, 10; Miller (1969), s. 62. O przymierzu jako podstawie relacji zob. 1 Krl 5, 25; Briquel-Chatonnet (1992), s. 44 i n., 229-270, 250 i n. oraz Elat (1977).
16 Briquel-Chatonnet (1992), s. 277-283. O wyprawie łupieżczej zob. Hennig (1944), s. 37 i n. Na temat drugiej próby Jozafata (1 Krl 22, 49); Margalith (1994), s. 60. Na temat militarnej reputacji Hebrajczyków zob. 1 Sm 30, 1-3; Joz 11, 11; Selms (1960), s. 55-66. Na temat braku tradycji morskich Hebrajczyków jako przyczynie współpracy zob. Briquel-Chatonnet (1992), s. 259.
17 Aubet (2001), s. 45. Na temat cynamonu i innych egzotycznych towarów zob. Miller (1969), s. 164 i n. O Indiach zob. Robert (1997), s. 228. Egipcjanie w czasach Średniego Państwa wyruszali z Marsa Gawasis koło Suezu do Puntu; Cooper (2011), s. 206.
18 Herodot II, 159; Fabre (2004), s. 36.
19 Herodot IV, 42. Historyczność jest sporna, przy czym w ostatnim czasie liczba wątpiących zmniejsza się; Huss (1989), s. 2 i n., Cunliffe (2001), s. 107; Zimmermann (2007); Quack (2005), s. 609, odnosi się do argumentów sceptyków. Przeciwstawne pozycje zaprezentowano w Cary, Warmington (1968), s. 179-188. Niezdecydowany jest Asheri (2006), który informacje Herodota na temat długości rejsu i pozycji Słońca uważa za realistyczne, ale zgłasza wątpliwości, ponieważ przedsięwzięcie jest "zupełnie wyjątkowe jak na owe czasy". Na temat specjalistów od Morza Czerwonego zob. Fabre (2004), s. 156. O odniesieniach do wcześniejszych rejsów do Puntu zob. McGrail (2001), s. 42.
20 Ez 27, 17; Briquel-Chatonnet (1992), s. 240, 268; Miller (1969), s. 101.
21 Por. Miller (1969), s. 165, który za decydujący czynnik uznaje poszukiwanie złota. O królowej Saby zob. Briquel-Chatonnet (1992), s. 46 i n.; Willeitner (2013), s. 30 i n.; o egejskich i fenickich żeglarzach podczas wczesnych ekspedycji do Puntu zob. Dayton (1984), s. 364 i n.
22 Por. Zimmermann (2007), s. 44 z bibliografią.
23 Herodot IV, 42, 3; realistycznie do tematu podchodzi Asheri, Corcella (2007), s. 611.
24 Te alternatywy są wyjaśnione w Zimmermann (1999), s. 99 i n. oraz 116 i n. (pozycja Słońca w południe).
25 Chami (1999).
26 Deme, McIntosh (2006), s. 317-47; Broodbank (2013), s. 572, 507.
27 Tak twierdzi Werner (1993), s. 13 i n; Cary, Warmington (1966), s. 185 wskazują na wytyczenie nowej drogi morskiej i stosowne możliwości handlu, wyjaśnienie pozostaje jednak mgliste i niejasne.
28 Por. Asheri, Corcella (2007), s. 611.
29 1 Krl 10, 22; 2 Krn 9, 21. Breusing (1886), s. 22 i n. wyjaśnia trzyletni cykl statków z Tarszisz monsunami na Oceanie Indyjskim: latem wypływano z Morza Czerwonego, pierwszej zimy załatwiano interesy w Ofirze (tu: zachodnie wybrzeże Indii), wracano dopiero wiosną trzeciego roku. Problemem w wypadku tej interpretacji jest to, że rejs do Tarszisz musi być utożsamiany z rejsami do Ofiru.
30 Por. Sommer (2005), s. 135; Cunliffe (2001), s. 44.
31 Aubet (1982), s. 324; na temat wydobycia miedzi w epoce brązu, początku handlu zamorskiego srebrem w VIII-VII w. p.n.e. oraz roli Fenicjan zob. Macías, Schattner (2013), s. 246 i n.
32 Zob. Broodbank (2013), s. 491 i n. na temat połączeń między Morzem Tyrreńskim a Atlantykiem.
33 Blázquez Martínez, Gárcia-Gelabert Pérez (1990), s. 109-115; Aubet (1982), s. 313 i n.; Cunliffe (2001), s. 46-48, 256 i n. Być może miano dostęp do atlantyckiego systemu dystrybucji złota.
34 Jr 10, 9; Sommer (2005), s. 135; Lane Fox (2003), s. 48; Niemeyer (2006), s. 152.
35 Bikai (1987), s. 126; Demand (2013), s. 22 i n.; o tradycjach epoki brązu zob. Broodbank (2013), s. 494.
36 Takie jest wyjaśnienie skarbu z Hala Sultan Tekke na Cyprze; Coldstream (1982), s. 267 i n. Odpowiedź na pytanie, czy znaleziska grobowe były lokalnej czy fenicko-kananejskiej produkcji, zależy od tego, na ile miejscowej produkcji można przypisywać tak zaawansowany poziom techniczny; według Shawa (1989) ołtarz służył miejscowym i załogom statków. Dyskusja na ten temat omówiona w Hoffmann (1997), s. 172-175; Lane Fox (2013), s. 196 i n. oraz Niemeyer (2006), s. 150.
37 Dyskusja na temat tezy o Asyryjczykach omówiona w Lane Fox (2013), s. 45 i n., Niemeyer (2006), s. 159 i n., Röllig (1982), s. 24 i n.; Boardman (2006), s. 198; Lane Fox (2013), s. 88 na temat Eubejczyków.
38 Shefton (1982), s. 341 oraz Pseudo-Arystoteles, De mirabilibus auscultationibus 135.
39 Broodbank (2013), s. 500 i n.; Lane Fox (2013), s. 78 i n. Mniejsza część badaczy uważa, że król był fenickim arystokratą; Gauer (1996), s. 516; ostrożnie do tematu podchodzi Niemeyer (2006), s. 149.
40 Północnofenickie kobiety w Al Mina omawia Lane Fox (2013), s. 135. Na temat spotkania fenickich i eubejskich handlarzy na Cyprze zob. Lane Fox (2013), s. 83. O eubejskich towarach w Tyrze zob. Haider (1996); Waldbaum (1994), s. 54 i n. Na temat współpracy z mieszanymi załogami zob. Demand (2011), s. 228 i n. O Eubei i Filistynach zob. Lane Fox (2013), s. 115. O Eubejczykach w północnej Egei zob. Desborough (1976), s. 25 i n.; Coldstream (1982), s. 266 (tam także na temat Tasos). Herodot VI, 47; Braun (1982), s. 11.
41 Por. Riis (1982), s. 253; Braun (1982), s. 9. Lane Fox (2013), s. 135 skłania się ku temu, by mocno podkreślać inicjatywę Eubejczyków. O kontaktach Eubejczycy - Wschód zob. Rollinger (2007), s. 282 i n.
42 Murray (1991), s. 91 i n. Na temat eubejskiej ceramiki w Al-Mina zob. Lane Fox (2013), s. 131. O Al-Mina jako bazie wyjściowej dla wypadów rabunkowych i służby najemnej zob. Lane Fox (2013), s. 138 i n., Riis (1982), s. 244, 251-255.
43 Demand (2011), s. 223. O transporcie fenickimi statkami zob. Domínguez (2006), s. 433. Shefton (1982), s. 343 mówi o "symbiozie greckich towarów i fenickich przewoźników".
44 Demand (2011), s. 223; Boardman (2006), s. 196; Treidler (1959); Lane Fox (2013), s. 175 i n.
45 Boardman (2006), s. 199; Lane Fox (2013), s. 177; na temat Kartaginy zob. Niemeyer (2006), s. 162; Docter, Niemeyer (1994), s. 101-115. O mykeńskiej ceramice w Kartaginie zob. Fabre (2004), s. 64; Rakob (1996), s. 53.
46 Por. Boardman (2006), s. 197 i n.; Niemeyer (2006), s. 150 i n.; Ridgway (1992), s. 108 i n.
47 Broodbank (2013), s. 512. Ridgway (2004), s. 18-24 na temat tendencji, by doprowadzić do likwidacji Pithekussai jako jedynego osiedla Eubejczyków albo ich wygnać (nazywa to kampanią przeciw Eubejczykom).
48 Lane Fox (2013), s. 169; Buchner (1982), s. 295 (o olejkach zapachowych). Lane Fox (2013), s. 173 przypuszcza, że na Ischii lub w Etrurii było złoto. O winie i uprawie oliwek w Pithekussai zob. Lane Fox (2013), s. 178.
49 Buchner (1982), s. 294; Lane Fox (2013), s. 182, 187-191, także na temat kubka Nestora. Grecy przejęli od etruskich kobiet okrągłe metalowe zapinki (?bula).
50 Broodbank (2013), s. 518; na temat Pithekussai zob. Buchner (1982), s. 296.
51 Rüter, Matthiessen (1968), s. 241 i n. z wyjaśnieniami.
52 Por. Schipper (2005), s. 114 na temat Cypru (Kition).
53 Na temat miast-państw Ludów Morza zob. Schipper (2005), s. 141 i n.
54 Według szacunków w 800 r. p.n.e. liczba ludności wynosiła dwadzieścia milionów; Broodbank (2013), s. 506 i n.
55 Sherratt, Sherratt (1991), s. 373; Tartaron (2013), s. 71 i n.
56 Por. Lane Fox (2011), s. 52 i n., 110-113, 696; na temat piractwa po epoce brązu zob. Tartaron (2013), s. 67.
57 Burkert (1984), s. 17 rozważa ponadto Ateńczyków.
58 Na temat niewolników zob. Lane Fox (2013), s. 160 (tam także o Sycylii); o pięćdziesięciowiosłowcach zob. Tartaron (2013), s. 68.
59 Lane Fox (2013), s. 211; Tartaron (2013), s. 134.
60 Sherratt, Sherratt (1991), s. 374 i n.; o produkcji żelaza zob. Broodbank (2013), s. 451.
61 Lane Fox (2011), s. 118. Na temat mniejszych statków zob. Sherratt, Sherratt (1991), s. 373. Ładowność fenickich statków wynosiła około trzydziestu ton. O załogach statków zob. Artzy (1998), s. 439-448; Schipper (2005), s. 135, 138, 116-122. O handlarzu jako prototypie człowieka mobilnego zob. Broodbank (2013), s. 603.
62 Demand (2011), s. 235, 244; Niemeyer (2006), s. 150. O specjalistach w dziedzinie wydobycia i obróbki metali oraz o Morzu Śródziemnym zob. Giardino (1995); Ridgway (2004), s. 16 i n.; ogólnie na ten temat zob. Broodbank (2013), s. 375.
63 Paralele strukturalne (fortyfikacje, mieszane małżeństwa) między nowo założonymi osiedlami Filistynów i Greków na zachodzie dostrzega Yasur-Landau (2010), s. 294, 314.
64 Foxhall (2005), s. 75-92. Wzrost liczby ludności w Fenicji omawia Röllig (1982), s. 29 i n.
65 Lane Fox (2013), s. 153. Por. Niemeyer (2006), s. 150 na temat Fenicjan.
Część I, rozdz. 3 Wyspy cudów, bestie i piękne kobiety
1 Tartaron (2013), s. 26, 128 i n.
2 Tartaron (2013), s. 40. Na temat procesji zob. Strasser (2010). Wyczerpująca interpretacja techniki na statkach itd. w McGrail (2001), s. 113-122.
3 Morris (1989); Demand (2011), s. 156; Hoekstra (1981), s. 34; na temat liry zob. Hurwit (1987), s. 48 i n.
4 West (1988), s. 161 i n.; Hurwit (1987), s. 49; Broodbank (2013), s. 460.
5 Vanschoonwinkel (2006), s. 84 i n.; Lacroix (1974), s. 36 i n. O Gerionie zob. Hezjod, Theog. 287-294. Bursztyn Hesperyd: Broodbank (2013), s. 432.
6 Brommer (1986), s. 65; o "panu zwierząt" zob. Burkert (1979), s. 94 i n., Lacroix (1974), s. 41-45.
7 Por. Lacroix (1974), s. 41 i n.; Georges (1994), s. 4 na temat Heraklesa w Egipcie przeciwko królowi Buzyrysowi.
8 Homer, Il. 9, 328-329; Lane Fox (2013), s. 80. Inną przedhomerycką postacią herosa jest Ajaks.
9 O Wenamonie zob. Schipper (2005), s. 286-298, Fabre (2004), s. 184-187. O rozbitkach zob. Fabre (2004), s. 41 i n.; Loprieno (2003), s. 38 i n.
10 Por. Loprieno (2003), s. 40.; Demand (2011), s. 220-223. Propozycja władczyni, by spędzić noc z Wenamonem, przypomina przygody Odyseusza, zob. Schipper (2005), s. 286-291.
11 Streng (2013), s. 18; Werner (1990), s. 65.; Horowitz (1998), s. 20-42. Na temat światopoglądu w VII stuleciu p.n.e. zob. Rollinger (2013), s. 112.
12 Hennig (1934), s. 36. Ideę wodnego kręgu da się poświadczyć w Egipcie już w XIX w. p.n.e.; tam nosi on nazwę Wielkiej Zieleni, a później Wielkiego Okrążającego; Helck (1980), kol. 1276-1279.
13 Na temat charakteru wysp nagu: Horowitz (1998), s. 32 i n.
14 Bunnens (1979), s. 116, 283; Blásquez Martínez, Gárcia-Gelabert Pérez (1990), s. 109, 116. O wysokiej pozycji kapłanek zob. Rice (1985), s. 87 i n., 103. W związku ze świętością wysp ujawniają się paralele z Delos i Wyspami Szczęśliwymi; Alster (1983), s. 59 i n. O smokach i wężach jako strażnikach złotych i świątynnych skarbów zob. Nilsson (1947), s. 308.
15 Na temat utożsamienia Dilmun z Bahrajnem zob. Rice (1985), s. 15 i n., 99 i n.; na temat wyspy Fajlaka zob. Rice (1985), s. 212 i n.; na temat miedzi i pereł na Bahrajnie zob. Alster (1983), s. 39 i n., 44 i n. Na temat Dilmun utożsamionego z Arabią i niebezpiecznego rejsu zob. Alster (1983), s. 49. Z Dilmun bóg Sumerów przywiózł sztukę pisania i inne sztuki. O handlu i sztuce pisania zob. Rice (1985), s. 50 i n.; o Dilmun jako raju zob. Rice (1985), s. 52. O wężach czczonych jako towarzysze Wielkiej Matki zob. Harvey (2003), s. 88. Na temat ekspedycji do Puntu jako podstawie opowieści o rozbitkach zob. McGrail (2001), s. 36.
16 Lane Fox (2011), s. 255 i n.
17 Eisler R., Weltenmantel und Himmelszelt, II, München 1910, s. 528 z ilustracjami, por. bóg Enki, który może zostać utożsamiony z ukazywanym pod postacią pół ryby, pół człowieka Oannesem Greków; Rice (1985), s. 54, 111 i n.
18 Burkert (1984), s. 15.
19 Lane Fox (2011), s. 51; Pritchett (1993), s. 68 i n. na temat Heleny w Egipcie. Sceny na fenickich wyrobach metalowych i z kości słoniowej wskazują na muzyków, zob. Lane Fox (2011), s. 156 na temat steli z fenickiej kolonii Nora, czzącej boga, któremu dziękuje za powrót po burzy.
20 Patzek (2003), s. 50; Culican W. (1986), s. 581-614.
21 Por. Strasburger (1998), s. 5.
22 Lane Fox (2013), s. 321 i n.; Burkert (1984), s. 15. Greccy goście mogli słyszeć np. hetycką pieśń o królestwie w niebie (około 1200 p.n.e.), śpiewaną ku czci boga Hazzi.
23 Na temat ugaryckich mitów w Biblii zob. Margalith (1994), s. 12 i n.
24 Margalith (1994), s. 11 i n., a także s. 28-40 na temat Apollina Smintyjskiego, który w Iliadzie zsyła plagę. Około połowy słów Biblii o greckim pochodzeniu odnosi się do stosunków z Filistynami, a filistyńskie imiona wskazują na greckie pochodzenie, zob. Margalith (1994), s. 41.
25 Brody (1998), s. 23-37, 58 i n.
26 Radermacher (1903), s. 66-68 z ilustracją oraz odnośnikiem do Jonasza i Lukiana, a także nowożytnych legend Liwonii. Wyczerpująca interpretacja paraleli między Jonaszem i Jazonem omówiona jest w Hamel (1995); por. także Follis (1978), Brody (1998), s. 16; Iz 18, 1; Homer, Od. 11, 125. Ks. Jonasza jest "obcym wtrętem" wśród dwunastu ksiąg Proroków Mniejszych; Börstinghaus (2010), s. 184.
27 Lane Fox (2013), s. 115; Yasur-Landau (2010) na temat małżeństw mieszanych między Kananejczykami i Filistynami.
28 Ackermans, Schwartz (2003), s. 327-29, 346-8; Broodbank (2013), s. 390. O Filistynach zob. Yasur-Landau (2010), s. 251, 264.
29 Margalith (1994), s. 32, 91, 123; o zawołaniach bojowych i bitewnych zob. Burkert (1984), s. 41 i n.
30 1 Sm, 17, 45; por. Eisler (1910), s. 308 i n.
31 Margalith (1994), s. 47 i n., 95 (na temat Ugarit) i 81, 84 (na temat hebrajsko-greckich paraleli w mitach), s. 100 i n. (na temat legendy o Heraklesie i Samsonie). Margalith (1994), s. 111 wierzy w egejskie pochodzenie historii o Samsonie. O tym, że tłumacze byli Filistynami, zob. Margalith (1994), s. 110-114. Niską ocenę bogów Grecy dzielą z eposem o Gilgameszu.
32 Por. Lanfranchi (2000), s. 7.
33 Por. Schniedewind (2004), s. 66 i 17. O Asyrii jako czynniku przyspieszającym por. Briquel-Chatonnet (1982), s. 73 i n. oraz Tadmor (1975), s. 36-48.
34 Finkelstein, Silberman (2006), s. 249; Schniedewind (2005), s. 66 i n.
35 Schniedewind (2005), s. 74; Black, Tait (1995); Rice (1985), s. 254; Horowitz (1998), s. 25 i n. O zainteresowaniu porządkiem świata wywołanym przez asyryjską i babilońską ekspansję zob. Smith (1996).
36 West (1986), s. 85 i n. Katalog mitycznych ludów udostępnia także Alkman, zob. Page (1962), s. 148; por. s. 156.
37 Hölscher (1949), s. 33.
38 Por. Finkelstein, Silberman (2006), s. 122-131; Demand (2011), s. 230.
39 Finkelstein, Silberman (2001), s. 249; Schniedewind (2005), s. 18 i n., 89 i n.; Broodbank (2013), s. 534 na temat awansu Jahwe do roli jedynego bóstwa narodu wybranego.
40 Na temat analogii między powstaniem Biblii i eposów homeryckich zob. Finkelstein, Silberman (2001), s. 229-313 i Broodbank (2013), s. 535.
41 Por. Lanfranchi (2000), s. 12-21, 32 i n.
42 Fokylides, frg. 4.
[I] Cypria - zaginiony epos grecki prawdopodobnie z VII w. p.n.e., opisujący wydarzenia poprzedzające historie opisane w Iliadzie Homera. Był popularny w okresie klasycznym, odwoływało się do niego wielu pisarzy, m.in. Herodot. Do dziś znany jest jedynie z cytatów u innych autorów.
[II] Wiatr katabatyczny - wiatr zstępujący, spływający zgodnie ze spadkiem terenu, np. ze wzgórz lub lodowca.
[III] Żegluga kabotażowa, kabotaż - żegluga przybrzeżna między pobliskimi portami danego kraju.
[IV] Sztaby te nazywano "skórami wołu" ze względu na kształt, w przybliżeniu czworokąta z narożnikami o wydłużonych końcach, przypominający wyprawioną skórę wołu.
[V] Produkty importowane z Myken (np. ceramika, szkło, paciorki), znalezione w Italii, pośrednio świadczą o kontaktach Mykeńczyków z ośrodkami italskimi; jednym z nich było centrum obróbki bursztynu we Frattesina di Fratta Polesine.
[VI] Diyarbakir jest tu nazwą ahistoryczną, dla tej epoki właściwa nazwa to Amidi (Amida).
[VII] Basileus - grecki tytuł noszony przez władców, tłumaczony na język polski jako "król".
[VIII] Autorowi chodzi prawdopodobnie o opowiadanie Wyprawa Wen-Amona. Można je przeczytać w zbiorze egipskich utworów literackich przetłumaczonych przez polskiego egiptologa Tadeusza Andrzejewskiego, Opowiadania egipskie, Warszawa 1958.
[IX] Szeba to Saba; Rama to miasto również położone w Jemenie, w Arabii Południowej, w pobliżu Szeby; uważa się, że wspomniani przez Strabona Rammanici to właśnie mieszkańcy tego miasta.
[X] Chodzi najprawdopodobniej o dzisiejszą Zatokę Sueską.
[XI] Starożytni autorzy greccy, np. Homer, początkowo nazywali Afrykę Libią.
[XII] Miasto Kition zostało założone przez Greków mykeńskich, Achajów, ok. 1300 r. p.n.e. Natomiast kolonizacja fenicka rozpoczęła się dopiero po 1000 r. p.n.e., tak że Fenicjanie z Tyru osiedlali się jako koloniści w już istniejącym greckim mieście. Ok. 1000 r. doszło też do opuszczenia niektórych budowli i świątyń przez pierwotnych mieszkańców. Ok. 850 r. sanktuaria zostały odbudowane i zaczęły być używane przez Fenicjan, stąd tutaj podana data IX w. p.n.e.
[XIII] Nie ustalono lokalizacji tej wyspy.
[XIV] Pliniusz (NH, 3, 6, 82) podaje inne pochodzenie nazwy miasta Pithecusa (gr.): "nie od mnóstwa małp (jak niektórzy mniemali), lecz od naczyń garncarskich".
[XV] W Europie małpy można spotkać tylko na przylegającym niemal do wybrzeża afrykańskiego Gibraltarze.
[XVI] Podczas ćwiczeń fizycznych trenujący nacierali sobie ciało oliwą, która mogła być przynoszona w szklanych naczyniach.
[XVII] Przekład polski: M. Węcowski, Najstarsze greckie inskrypcje biesiadne a początki greckiego alfabetu, "Quaestiones Oralitatis" II 1 (2016), s. 36.
[XVIII] Wieki ciemne - okres w historii starożytnej Grecji, trwający od upadku kultury mykeńskiej (XII/XI w. p.n.e.) do początku okresu archaicznego (VIII w. p.n.e.).
[XIX] Jonowie to po grecku pierwotnie Jawones i stąd są nazwy orientalne np. asyryjskie Iauna. Ale to rzadka forma, częstsza to Iamana. W hebrajskim to Yawan (pl. Yewanim). Podana w tekście forma Iavan wydaje się zatem najbliższa hebrajskiej.
[XX] Apoikia - kolonia niezależna od macierzystego miasta.
[XXI] Dziś Santoryn, Thira.
[XXII] Słowo nagu w języku akadyjskim oznacza także wyspę.
[XXIII] Sutejowie to konfederacja koczowniczych plemion, prawdopodobnie pochodzenia amoryckiego, z terenów starożytnej Syrii i Palestyny.
[XXIV] Siduri to wzmiankowana w inskrypcjach akadyjskich bogini z okresu starobabilońskiego. Pojawiła się także jako mądra doradczyni w eposie o Gilgameszu.
[XXV] Perseusz obiecał głowę Meduzy Polidektesowi, królowi Serifos, a nie królowi Argos (którego był wnukiem).
[XXVI] Etiopia (łac. Aethiopia, gr. Aithiopia) - w starożytności nazywano tak południowe krańce ziemi, gdzie mieli mieszkać Etiopowie, tzn. ludzie o czarnym kolorze skóry. Chodziło o krainy położone na południe od Egiptu.
[XXVII] W starożytnej Grecji duże naczynie z dwoma uchwytami, służące do mieszania wina z wodą.
[CXLVIII] Labrys - topór obosieczny używany na Krecie w II tysiącleciu p.n.e. jako narzędzie i symbol religijny.