LUIS Złamana nadzieja - An Gos

Kup ebooka

30.29 zł
24.95 zł (24,84 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział czwarty

NATASHA

Ostatni tydzień minął mi jak z bicza strzelił. Luis odwiózł mnie do domu na drugi dzień po tej felernej nocy i od tamtej pory go już nie widziałam. Z resztą tak samo jak taty. Nasze dyżury się mijają, więc w domu widzimy się tylko na "dzień dobry" i "miłej pracy". Miałam sporo czasu na przemyślenia i nadal uważam, że Luis zbudował wokół siebie niewidzialny mur, a tłumaczenia, że nie chce nikogo narażać na niebezpieczeństwo, to tylko pretekst. Kiedy powiedział, że jestem piękna, mądra i krucha, a on nie wybaczyłby sobie, gdyby coś mi się stało, napełniłam się niesamowitą nadzieją. Myślałam, że mnie wyśmieje, kiedy powiedziałam, że ciągnie mnie do niego, bo długo milczał jednak tak się nie stało. Za to już zaczęłam rozumieć, dlaczego trzyma mnie na dystans. Uroił coś sobie i ślepo w to wierzy, zamiast otworzyć się na życie. Nie odrzucił mnie, a to oznaczało, że nie jestem mu obojętna, bo gdyby było inaczej, to raczej by się mną nie zaopiekował i nie kazał chronić Maksowi. Założyłam sobie za cel, dotrzeć do niego za wszelką cenę. Nie wiem, czy będę tego żałować czy też nie, ale jeśli nie spróbuję to się nie przekonam.

- Nat, pilne wezwanie na izbę przyjęć. - Głos pielęgniarki, wyrywa mnie z zamyślenia. Rozpoczęłam dyżur raptem pół godziny temu, a już mam pilne wezwanie. Zwlekam tyłek z krzesła i idę w stronę windy. O ile dobrze pamiętam to dzisiaj mam uzyskać decyzję od ordynatora w sprawie mojej dalszej pracy w tym szpitalu.

- Wchodzę do gabinetu zabiegowego i widzę młodego chłopaka siedzącego do mnie tyłem. Dopiero kiedy podchodzę bliżej poznaje kto to jest.

- Rayan? Co ci się stało? - Jego twarz jest opuchnięta, a z rozciętego łuku brwiowego sączy się krew.

- Cześć Nat, napadli mnie.

- Kto?

- Nie wiem. - wzrusza ramionami. - Może to ten twój kolega z klubu kazał mnie pobić. - Posyła mi mordercze spojrzenie.

- Coś insynuujesz?

- Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego kto to jest?

Prycham po czym uśmiecham się szeroko.

- Wiem, znam go od dawna. A teraz się nie ruszaj.

Rayan spełnia moje polecenie i też już więcej nie porusza tematu Luisa. Zakładam mu ostatni szew, a następnie naklejam opatrunek i wystawiam receptę, na maść która przyspieszy gojenie siniaków. Żegnam się z nim i wracam do gabinetu lekarskiego, ale nie jest mi dane wypicie kawy, bo dostaję wezwanie do gabinetu ordynatora.

- Dzień dobry, wzywał mnie pan. - Mówię cicho, kiedy docieram do celu. Ordynator jest starszym grubym i siwym panem, ale emanuje niezwykłym ciepłem i empatią. Zarówno wszyscy pacjenci jak i pracownicy bardzo go lubią, w tym także ja, dlatego jakąkolwiek podjął decyzję, nie będę na niego zła.

- Usiądź Natasho. - Wskazuje mi miejsce naprzeciwko, więc korzystam z zaproszenia. Wycieram spocone dłonie o fartuch i czekam na wyrok.

- Nie ukrywam, że decyzja nie była łatwa. Z całej załogi, która do nas dołączyła, to z ciebie jestem najbardziej zadowolony. - Ściska palcami nasadę nosa. Wiem, że ta rozmowa jest dla niego trudna, dlatego postanawiam skrócić jego męki.

- Wiem jaka jest sytuacja szpitala, dlatego nie mam żalu do pana. Jestem szczęśliwa, że mogłam się tu uczyć, poznałam wielu wspaniałych ludzi i z całego serca panu dziękuję.

Zaskoczyła go moja odpowiedź, a po chwili zauważam jak do oczu napływają mu łzy, Wstaje z miejsca i podchodzi, żeby wziąć mnie w ramiona.

- Wystawię ci najlepsze referencje.