3
Andy zadzwonił, kiedy kładła się spać. Chciał się dowiedzieć, jak dużo udało się zrobić malarzom i czy skończą do weekendu.
- Kochanie, nie wiem... Ale przyjedziesz, bez względu na to, prawda?
- Sam nie wiem, najwyżej ty przyjedź tutaj. Nie mam specjalnej ochoty mieszkać w tym bałaganie.
- Andy, proszę cię, przestań! Tęsknię za tobą... Nie możesz po prostu przyjechać? Przecież to wszystko jedno, czy skończą, czy nie. I tak możemy miło spędzić czas... Sypialnia na pewno będzie już gotowa.
- To ty przestań, Line... Jest tyle innych spraw. - Był wyraźnie poirytowany.
- Tak, tylko że właściwie w ogóle się nie kochamy. Tęsknię za tym, a ty bardzo się zmieniłeś... Wcześniej było między nami dużo lepiej.
- Nie jesteśmy już świeżo zakochaną parą, więc to zupełnie normalne, że miłość po paru latach związku trochę okrzepła... A przecież i tak często jesteśmy razem.
- Kochasz mnie? - Znała odpowiedź na to pytanie, ale miała nadzieję, że usłyszy choć trochę emocji w jego głosie.
- Tak, to chyba jasne... Oczywiście, że cię kocham, jesteś moją żoną. Co się z tobą dzieje... boisz się być tam sama?
- Nie, po prostu za tobą tęsknię. Czy jest w tym coś dziwnego?
- Przyjadę w weekend. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebowała.
Kiedy udało jej się zasnąć, nie przyśnił jej się Andy, lecz dużo bardziej namiętny mężczyzna, który wiedział, jak obchodzić się z kobietą.
Brandon na podjeździe spotkał dzieci. Chciały mu pokazać swoje nowe rolki, a on miał podziwiać, jak świetnie na nich jeżdżą.
- Fantastycznie sobie radzicie. - Wziął za rękę najmłodszą czteroletnią córkę Jasmin i razem weszli do domu.
Vivian stała przy kuchence. Była w siódmym miesiącu i miała już naprawdę spory brzuch. Uwielbiał, kiedy żona jest w ciąży, podniecało go to niewyobrażalnie, a ona rzadko mu odmawiała. Objął ją od tyłu, pocałował we włosy i zapytał, jak jej minął dzień.
- W porządku - odpowiedziała. - Jest wprawdzie trochę za gorąco jak dla mnie, ale na szczęście nie potrwa to długo.
Miał akurat tyle czasu, żeby zdążyć się wykąpać przed posiłkiem. Stojąc pod prysznicem, myślał o Line. Wyobrażał sobie, jak to jest się z nią kochać, przez co jego członek urósł i stwardniał. Chwycił go zdecydowanie w dłoń, zamknął oczy i wyobraził sobie, że to ona. Szeptał jej imię, kiedy sperma wytrysnęła między palcami.
Gdy pół godziny później siedział przy stole, dopadły go wyrzuty sumienia. Vivian była bardzo ładną kobietą, zwłaszcza teraz, w zaawansowanej ciąży. Miała długie, kasztanowe włosy - jej ojciec był Indianinem i bardzo go przypominała. Czarne oczy potrafiły ciskać gromy, gdy się złościła, ale także błyszczeć miłością, kiedy patrzyła na niego albo na dzieci.
Po jedzeniu maluchy wybiegły na dwór, żeby się pobawić, a Vivian podniosła się, żeby sprzątnąć ze stołu. Zaczął jej pomagać i kiedy odstawiła talerze na blat kuchenny, wziął ją w ramiona i pocałował namiętnie.
- Vivian, jesteś cudowna... - Jego dłonie spoczęły na jej ciężkich piersiach i zaczęły je mocno masować. - Mam na ciebie ochotę - szepnął, podczas gdy jego ręka powędrowała pod sukienkę.
Jęknęła cicho, kiedy odciągnął na bok jej majtki i wsunął w nią palec.
- Nie teraz, Brandon... W każdej chwili mogą wejść dzieci... Zaczekaj, aż pójdziemy do łóżka.
- Są zajęte zabawą... - Jego głos był ochrypły od pożądania, a palce ochoczo usiłowały wejść w nią jeszcze głębiej.
- Nie, nie... To wykluczone.
Na pewno miała ochotę, poznał to po jej przyspieszonym oddechu, ale mimo to próbowała go powstrzymać.
- Kochanie, przestań, możemy pójść do łazienki... - Chwycił ją za rękę, a ona z pewnym oporem podążyła za nim. Kiedy oparła się o umywalkę, ściągnął z niej majtki. Następnie zadarł wysoko sukienkę, położył ręce na jej nabrzmiałych piersiach i wszedł w nią od tyłu.
- Jesteś taka wilgotna - szepnął jej do ucha, powoli się w niej poruszając. - Dobrze ci? - Jego głos był niski i zachrypnięty, a dłonie mocniej ścisnęły jej piersi.
- Tak, jest cudownie - pojękiwała cicho, podczas gdy on przyspieszył, prosząc, żeby całkiem zdjęła sukienkę, by mógł patrzeć na jej nagie ciało. Uwielbiał widok swojej ciężarnej żony. Jej ciężkie piersi i wielki brzuch podniecały go niewyobrażalnie. Mimo to, gdy zamykał oczy, ukazywał mu się obraz pewnej szczupłej blondynki.
Penetrował Vivian swoim członkiem, głośno dysząc i ściskając mocno jej piersi, aż zaczęła jęczeć z bólu.
- Kochanie, nie tak mocno... Musisz bardziej uważać - trzymała się asekuracyjnie za brzuch, a on trochę zmniejszył tempo.
- Przepraszam... Tak bardzo mnie podniecasz... Vivian, zaraz dojdę... - Masował jej łechtaczkę, znów wzmagając tempo swoich ruchów.
- Och, och - cicho pojękiwała, wypinając się do niego. - Och, jak mi dobrze... O tak, tak... Och, dochodzę, dochodzę... - szeptała, po czym gdy jej ciało napięło się gwałtownie, a mięśnie pochwy zwarły się wokół jego penisa.
- Jesteś cudowna, skarbie... Wyglądasz przepięknie... - Obserwował jej odbicie w lustrze, podziwiając rozkosz malującą się na jej twarzy podczas orgazmu. Nie mógł się nasycić tym widokiem i podążył za nią, wytryskując w nią z głośnym rykiem.
- Uwielbiam cię - szepnął. Wysunął się z niej i zaczął ją całować po szyi i karku.
- Musisz trochę bardziej uważać, nie chciałabym, żeby wody odeszły za szybko. - Pocałowała go, myśląc o tym, jakie miała szczęście, że go spotkała.
Kiedy następnego dnia Brandon jechał do pracy, cieszył się, że zobaczy Line. Zdawał sobie sprawę, że to nie w porządku wobec Vivian, ale z drugiej strony nie wyrządzał jej przecież żadnej krzywdy - tak w myślach uspokajał wyrzuty sumienia.
Na podjeździe stał wielki mercedes, co oznaczało, że Line jest w domu. Kiedy zadzwonił do drzwi, serce zaczęło mu bić mocniej. John miał dotrzeć niebawem, więc Brandon liczył na to, że przed jego przyjściem uda mu się zamienić z nią kilka słów i opanować zdenerwowanie.
- Cześć. - Otworzyła mu drzwi w tym samym kusym szlafroku. Właśnie wyszła z łazienki, jej długie jasne włosy były mokre, a na szyi miała przewieszony ręcznik.
- Cześć - odpowiedział, zatapiając spojrzenie w jej oczach. Najchętniej by jej powiedział, jak na niego działa, ale zamiast tego szybko spuścił wzrok.
"Jaki on pociągający", pomyślała. "I tak inny od Andy'ego". Zerknęła na jego palec serdeczny u lewej dłoni i na widok dużej złotej obrączki poczuła ukłucie zazdrości. "Oczywiście, że jest żonaty. Ta kobieta to prawdziwa szczęściara", stwierdziła, myśląc gorzko o Andym.
- Skończycie do weekendu? - zapytała, idąc z nim na górę. - Chodzi o to, że mój mąż wolałby tu przyjeżdżać, dopóki trwa remont... Jest trochę, no cóż... To dla niego zbyt uciążliwe...
- Myślę, że uda nam się skończyć, ale nie mogę tego obiecać. W każdym razie nie pracujemy w weekendy, więc na pewno zostaniecie tu sami.
- Jeśli chodzi o mnie, nie widzę problemu, tylko Andy jest trochę dziwny.
- Właściwie nie jest to takie dziwne, że nie chce oglądać tu ekipy remontowej w swoim wolnym czasie. - "Gdybym był twoim mężem", pomyślał, "też wolałbym mieć dom dla siebie."
- Rzeczywiście, może masz rację... Pójdę się tylko ubrać, a potem zejdę na dół i będziecie mogli pracować w spokoju.
Brandon zatrzymał się na półpiętrze i zaczął mieszać farbę w wiadrze, a Line poszła do sypialni, żeby się ubrać. Drzwi były lekko uchylone i kiedy zdjęła szlafrok, ujrzał jej cudowne ciało w pełnej krasie. Nie zamierzał się na nią gapić, ale po prostu nie mógł oderwać od niej wzroku. Była fantastycznie piękna, jej duże piersi miały idealny kształt, a wąskie biodra, krągłe pośladki i długie nogi zdecydowanie przewyższały szczyt marzeń każdego mężczyzny. Miała płaski brzuch, a w pępku dostrzegł błyszczący kolczyk. Zanim założyła skąpe stringi, udało mu się dojrzeć, że jest ogolona na gładko. Kiedy zapięła stanik i wrzuciła na siebie krótką sukienkę, odwrócił się szybko plecami do drzwi.
Czuł niebezpieczne pulsowanie w członku i nie był w stanie spojrzeć jej teraz w oczy. Słyszał, że wychodzi do łazienki, i kiedy włączyła suszarkę do włosów, wstał i zaczął malować korytarz.
John zjawił się dopiero przed południem. Popsuł mu się samochód i musiał pojechać do warsztatu.
- Co tam? Grzecznie się zachowywałeś? - Zaśmiał się głośno, a Brandon od razu wiedział, do czego pije.
- Pewnie, a co myślałeś? Wystarczająco najadłem się w domu.
- Okej, to się chwali. Nigdy nie miałeś powodów do narzekań.
Skrzydła domu stykały się prostopadle i z korytarza widać było dokładnie, co się dzieje na tarasie. Line siedziała na leżaku i czytała książkę. Na nosie miała okulary przeciwsłoneczne, sukienka wisiała na oparciu krzesła. Jej ciało zakrywały jedynie skąpe stringi i góra od kostiumu. Jedną nogę trzymała zgiętą. Oczy Brandona zatrzymały się na jej kroczu. Poprawiła nieco pozycję i jej dłoń znalazła się nagle przy brzegu majtek. Zaczął szybko oddychać na myśl o tym, co by było, gdyby...
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.