- A teraz wznosimy toast za Ellę! - tata kieruje w jej stronę rozpromienioną twarz. Widać w jego oczach, w jego postawie i słychać w jego głosie, jak bardzo jest z niej dumny. Ogród wypełnia się okrzykami, radosnym wołaniem "Hurra" i życzeniami szczęścia od rodziny i przyjaciół. Ella siedzi pośrodku tego wszystkiego i uśmiecha się z wysiłkiem, a w duchu wznosi modły o natychmiastowy koniec świata.
- Jakie masz teraz plany, Ella? - pyta tata. - Możesz tu podejść i opowiedzieć, co zamierzasz robić?
I oto nadszedł. Wyrok śmierci. Ella widzi, jak w oczekiwaniu zwracają się ku niej zaciekawione twarze wszystkich gości - gotowych poznać jej życiowe plany. Plany, które nie istnieją. Jak powiedzieć rodzicom, krewnym i znajomym, że skończyła studia z socjologii, zakuwając ostro przez ponad trzy lata, ale że tak naprawdę nienawidzi wszystkiego, co się z tym wiąże? Że nigdy nie będzie chciała pracować w wyuczonym zawodzie?
- Ehm... Dziękuję, że tu dziś przyszliście. I dziękuję za wszystkie śliczne prezenty - zaczyna drżącym głosem. Ręce trzęsą się jej ze zdenerwowania. - Nie mam jeszcze żadnego konkretnego planu - śmieje się nerwowo i widzi, jak dobry nastrój zaczyna odpływać znad zielonego ogrodu. - Przeprowadzam się do Sztokholmu. To będzie coś nowego.
- Do Sztokholmu? - zaskoczeni rodzice prawie otwierają usta ze zdziwienia.
- Słyszałam od... znajomej, że potrzebują kuratorów w zakładzie dla młodocianych. Mam rozmowę o pracę w przyszłym tygodniu - kończy i widzi, jak wszyscy goście, poza jej rodzicami, wydają wspólne westchnienie ulgi. Jest pomysł. Wszystko jest, jak należy. Prawie sama wierzy w to, co mówi.
Ella pakuje swoje rzeczy. Po raz ostatni ogląda małą, ciasną jedynkę, jej studencki dom. Gdy na przyjęciu z okazji zakończenia studiów chlapnęła w panice, że przeprowadza się do Sztokholmu, nie pomyślała, co to może dla niej faktycznie oznaczać. Będzie musiała opuścić mieszkanie i udać się prawie pięćset kilometrów stąd do zupełnie nowego, nieznanego miasta.
Gdy minęło trochę czasu i rodzice oswoili się z myślą, że ich jedyna córka przeprowadza się tak daleko, przeszli od głębokiego szoku i żalu do niesłychanej dumy. Są przekonani, że Ella dokona wielkich czynów. Ale ona nie jest o tym równie mocno przekonana. Nie ma ani pracy, ani mieszkania. W Sztokholmie życie jest drogie. To zupełnie co innego niż jej rodzinne miasteczko, gdzie można kupić falafel za trzydzieści koron. Nie chce nawet myśleć, ile taki sam falafel kosztuje tam. Ale ma plan B.
- Jeśli wszystko pójdzie w diabły - myśli - mogę zawsze pracować przed kamerą. Z tą myślą oddycha z ulgą.