Moje wysokie, czarne szpilki stukają na chodniku, kiedy skręcam za rogiem w boczną ulicę, przy której mieszka Arif. Czekałam na ten wieczór cały dzień. Podekscytowana wyciągam klucz z kieszeni płaszcza i otwieram drzwi do budynku. Mam ochotę wbiec po schodach, ale się powstrzymuję.
Na trzecim piętrze otwieram drzwi do jego mieszkania. Wszystko tak cudownie nim pachnie. Jest jak egzotyczna przyprawa, w której zostałam zamarynowana.
Choć jesteśmy parą już od kilku lat, nie mieszkamy razem. Żadne z nas tego nie potrzebuje. Jest nam dobrze tak, jak jest. Moje przyjaciółki jednak chyba nie do końca potrafią to zrozumieć.
- Chodzi o to, że on nie chce, czy jak? - dopytują, po czym stwierdzają: - Faceci są czasem trochę dziwni.
Nie rozumieją, że jestem dokładnie tak samo dziwna jak on. Arif i ja trzymamy się tego, by dawać sobie wolność. Nie wolność, dla której się odchodzi. Wolność, dzięki której się zostaje. Żeby związek pozostał nieustannym pragnieniem i nie zmienił się w obowiązek, jak często dzieje się w przypadku wielu par. Trudno to wyjaśnić. Może sama nie do końca to rozumiem. Na pewno nie pojmują tego moje przyjaciółki. Tak mi się przynajmniej wydaje. Z drugiej strony tak naprawdę nigdy nie próbowałam im tego wyjaśniać. Milczę po prostu, słuchając wszystkich pełnych troski i dobrej woli uwag pod moim adresem, mimo że są kompletnie nietrafione. Ja przecież doskonale wiem, na czym stoję z Arifem. A on doskonale wie, na czym stoi w związku ze mną. Nasze ciała i dusze są ze sobą permanentnie zespolone w sposób, bez którego nie potrafimy żyć - i bez którego nie chcemy żyć. Niemniej właśnie dlatego czasem potrzebne jest nam małe urozmaicenie.
Po omacku szukam kontaktu w przedpokoju. Włączam światło, rozpinam płaszcz i wieszam go na wieszaku. W napięciu poprawiam szminkę w odcieniu głębokiej czerwieni i sukienkę w groszki w stylu vintage z głębokim dekoltem. Zatrzymuję wzrok na swoim odbiciu w wiszącym w korytarzu lustrze.
Z niecierpliwością czekam na moment, kiedy znów spojrzę na siebie w sposób, w jaki widzi mnie Arif. Jak na osobę, którą tak naprawdę jestem... Ekshibicjonistkę w całej okazałości.
Wszystko zaczęło się, gdy byłam na pierwszym roku akademii sztuki. Długo przed Arifem.
Na otwartych warsztatach z aktów w Louisianie. W budynku dało się odczuć powiew jesieni, gdy chwyciłam ołówek i zaczęłam przyglądać się dokładnie pięknemu ciału pozującej przede mną kobiety, próbując przenieść je na papier.
Podczas przerwy Laura schyliła się do mnie poufale, zerknęła przez ramię i szepnęła:
- Widziałaś tego faceta w skórzanej kurtce? Nie odrywa od ciebie wzroku.
Ostrożnie odwróciłam głowę. Chciałam spojrzeć na niego tak, by tego nie zauważył. Ale nie udało mi się. Obserwował każdy mój ruch niczym wyczekujący drapieżnik. Uśmiechnęłam się do niego zakłopotana. Na jego twarzy nie pojawił się jednak nawet najmniejszy grymas.
- Daj spokój, chamski jest i tyle - skwitowała Laura. - Do cholery, to przecież nie jest jakaś knajpa na Istedgade! To ma być sztuka...
Jedyną rzeczą, jaką zarejestrowałam, było to, że nie uznałam jego zachowania za niewłaściwe. W ogóle. I to mnie zaskoczyło. Może właśnie dlatego tylko zachichotałam i przyznałam Laurze rację. I może dlatego nadal nie mówię dziewczynom nic o pikantnych szczegółach mojego związku z Arifem. Ogólnie rzecz biorąc, jestem przecież przyzwoita i dobrze wychowana.
Laura szturchnęła mnie lekko.
- Chodź. Powinnyśmy się trochę przewietrzyć, zanim znowu weźmiemy się do pracy - powiedziała.
Ciągnęła mnie za sobą, podczas gdy ja posyłałam mojemu obserwatorowi długie spojrzenia. Próbowałam dociec, dlaczego tak bardzo interesuje się mną, a nie nagą modelką. Co takiego we mnie dostrzegł?
Po warsztatach nigdy więcej nie spotkałam tamtego faceta w skórzanej kurtce. Nie zamieniliśmy nawet słowa. Wyłącznie spojrzenia. Ale mocno wrył mi się w pamięć. Odkrył we mnie osobę, którą jestem. Mimo że zawsze byłam nieśmiała, w sposobie, w jaki mi się przyglądał, było coś szczególnego. Jego spojrzenie nie było oceniające. Ani zachęcające. Po prostu było. I podniecało mnie tak, jak nigdy nie sądziłam, że coś będzie w stanie mnie podniecić. Mnie, która wcześniej zawsze zakrywała twarz dłońmi i chichotała, gdy ktoś za bardzo się zbliżył.
W pewnym sensie wyzwolił mnie seksualnie. Szybko bowiem zorientowałam się, że była to seksualna potrzeba.
Na początku nie wiedziałam, jak mam sobie z nią poradzić. Upijałam się trochę za mocno i tańczyłam na stołach. Zauważyłam jednak, że skutek jest wręcz odwrotny od zamierzonego. Że faceci, którzy mi się przyglądali i którzy odprowadzali mnie do domu, tak naprawdę nie widzieli mnie. Widzieli zmodyfikowaną, nieprawdziwą wersję. A więc nadal byłam w punkcie wyjścia.
Mężczyzna w skórzanej kurtce uświadomił mi, że muszę odkryć i zrozumieć ten wyjątkowy sposób, w jaki ludzie mogą mnie obserwować. W tym celu zgłosiłam się jako modelka do aktu podczas kursu rysowania organizowanego przez szkołę wieczorową AOF.
Na początku było trochę nudno. Spojrzenia uczestników kursu były nieśmiałe i nieprofesjonalne. Albo wręcz przeciwnie, perwersyjne. Jak na przykład wzrok starszego faceta, który wykonywał w moim kierunku wulgarne ruchy językiem za każdym razem, kiedy instruktor nie patrzył. W połowie sezonu miałam ochotę zrezygnować. Musiałam tylko zebrać się na odwagę. Zgodziłam się przecież na całe warsztaty.
Zastanawiałam się, czy nie poprosić Laury, żeby mnie zastąpiła. Sądząc jednak po jej reakcji na faceta w skórze, uznałam, że nie ma szans, by się zgodziła.
Pewnego wieczoru na kursie, gdy po raz kolejny rozebrałam się i pozując w ciszy, rozmyślałam, jak oznajmić instruktorowi, że rezygnuję, ten nagle mnie zaskoczył. Przechadzając się po sali i obserwując rysujących uczestników, coraz częściej odrywał wzrok od ich prac i patrzył na mnie. Nie na moje ciało, nie na jego intymne rejony, skórę czy włosy. Na mnie. Poczułam, jak narasta we mnie to samo podniecające zakłopotanie, którego doświadczyłam w Luisianie pod wpływem spojrzenia faceta w skórze. Przez to coraz trudniej przychodziło mi siedzenie bez ruchu, co przecież było moim zadaniem. Musiałam użyć wszystkich posiadanych umiejętności samokontroli, żeby uspokoić swoje ciało.
W przeciwieństwie do mnie instruktor sprawiał wrażenie równie spokojnego jak wtedy tamten mężczyzna w skórzanej kurtce. Z tą różnicą, że patrzył w sposób zdecydowanie dwuznaczny. Miałam wrażenie, że rzuca mi wyzwanie. Im bardziej dostrzegał, jak działa na mnie jego spojrzenie, tym mocniej skupiał na mnie wzrok, bezlitośnie obnażając moje podniecenie. Arif czytał we mnie jak w otwartej księdze. Dokładnie tak, jak miałam zawsze nadzieję, że komuś w końcu się uda.
Dlatego kiedy zajęcia dobiegły końca, a uczestnicy kursu pakowali swoje rzeczy, bynajmniej nie spieszyłam się z ubieraniem. Instruktor wciąż podążał za mną wzrokiem. Niczym aparat wycelowany w obiekt. W końcu na sali zostaliśmy tylko my troje: Arif, obleśny staruch, który wysuwał do mnie język, i ja. Stary ramol najwyraźniej się nie spieszył. Zanim wyszedł, musiał jeszcze napić się kawy z termosu i posilić kanapką z jajkiem.
- No to do zobaczenia. Jeszcze raz dziękuję za profesjonalny instruktaż - wymamrotał w końcu, wychodząc, skinął Arifowi głową na pożegnanie i - gdy ten nie widział - wystawił w moim kierunku język.
Arif również skinął do niego głową. Ja nie odpowiedziałam. I tak zostaliśmy sami. Delikatnie poprawiłam włosy. Miałam wrażenie, że moje miedziane kosmyki parzą mi palce niczym języki ognia.
Arif milczał. Podparł podbródek prawą dłonią i nadal mi się przyglądał. Wahając się, zmieniałam punkt oparcia. Zachichotałam nerwowo. On jednak nadal nie reagował.
- Nie masz nic do powiedzenia? - zapytałam.
- Mam mnóstwo do powiedzenia - odparł głębokim głosem. - Ale ty przecież chcesz czegoś innego niż słowa. Prawda?
Podniecona kiwnęłam głową.
Podszedł bliżej. Stanął tuż przy mnie. Jego oddech pachniał jabłkiem, które właśnie zjadł. Celnym rzutem umieścił ogryzek w koszu na śmieci.
- Przypominasz mi kobietę z obrazu Gustava Klimta - szepnął, wplatając palce w moje loki.
Po chwili cofnął dłoń i chwycił mnie obiema rękami za biodra. Posadził mnie na katedrze, zdjął mi majtki i wziął mnie dokładnie tak, jak marzyłam, żeby ktoś mnie posuwał - od czasu, gdy facet w skórze uświadomił mi moje ekshibicjonistyczne skłonności.
Nie pracuję już jako modelka do aktów. Arif też odszedł ze szkoły wieczorowej. Dawno temu został właścicielem prestiżowej galerii na Bredgade, a ja ukończyłam akademię sztuki i prowadzę zajęcia z historii i teorii sztuki ze studentami. Ale nadal mamy siebie. I tych, których potrzebujemy, by zaspokoić nasze ekshibicjonistyczne zapędy i potrzebę oglądania.
Z biegiem lat Arif i ja na tyle wrośliśmy w siebie nawzajem, że już nie potrafiliśmy funkcjonować oddzielnie jako obserwator i przedmiot obserwacji. Nasze życie seksualne stało się nudne i utraciło iskrę, która wcześniej przyciągała nas do siebie magnetyczną siłą. A jednak przypadkowa uwaga wypowiedziana pewnego zwyczajnego, niedzielnego popołudnia pozwoliła nam ponownie wzniecić ogień w naszym związku.
- Wydaje mi się po prostu - powiedział Arif - że tęsknię za czasem, kiedy umiałem patrzeć na ciebie z zewnątrz. Mam wrażenie, że już tego nie potrafię. Próbuję... ale... Muszę zobaczyć ciebie, nie widząc jednocześnie siebie samego.
Splótł palce z moimi i pocałował mnie czule w czoło.
- Nie zrozum mnie źle. Pragnę cię. Nadal kocham cię tak samo mocno. Ale... nie wiem, jak to rozwiązać - westchnął.
Ale ja wiedziałam. W każdym razie miałam nadzieję, że wiem.
W następny weekend zaprosiłam do domu jednego z moich studentów pierwszego roku. Tego z włosami jak James Dean, który przez cały semestr posyłam mi na zajęciach wygłodniałe spojrzenia i pożerał wzrokiem mój biust. Jak niesforny dzieciak z dłońmi zanurzonymi wiecznie w puszce z ciastkami. Powiedziałam mu, że potrzebuję pomocy z bibliografią do artykułu, nad którym właśnie pracuję. Zgodził się bez wahania.
Kiedy zadzwonił do drzwi, wpuściłam go i zaprowadziłam do gabinetu. Poprosiłam, by usiadł przed laptopem, i powiedziałam, że pójdę zrobić kawę. Zamiast iść do kuchni, ukradkiem postawiłam przed wejściem składane krzesło, posadziłam na nim Arifa i zostawiłam drzwi uchylone, po czym wróciłam do gabinetu.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.