Macedonia Północna. W rytmie oro - Justyna Mleczak

Kup ebooka

47.90 zł
38.31 zł (34,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wiemy, że wiele po­dróży za­czyna się w domu, w za­ci­szu wy­god­nego fo­tela z książką w dłoni. Dla­tego stwo­rzy­li­śmy se­rię po­dróż­ni­czą, w któ­rej dzie­limy się oso­bi­stymi opo­wie­ściami o miej­scach bli­skich i da­le­kich. Wy­da­jemy książki pełne lo­kal­nych sma­ków i nie­za­po­mnia­nych za­pa­chów. Przy­bli­żamy kul­turę, ję­zyk i hi­sto­rię da­nego kraju. Po­ru­szamy te­maty za­an­ga­żo­wane spo­łecz­nie i po­li­tycz­nie, a jed­no­cze­śnie po­ka­zu­jemy co­dzienne ży­cie miesz­kań­ców oraz nie­zwy­kłe miej­sca, któ­rych nie znaj­dzie­cie w prze­wod­ni­kach.

Dzięki na­szym książ­kom każdy dzień jest po­dróżą.

W SE­RII PO­DRÓŻ­NI­CZEJ WY­DAW­NIC­TWA PO­ZNAŃ­SKIEGO DO­TYCH­CZAS UKA­ZAŁY SIĘ:

Na­ta­lia Ko­ła­czek I cóż, że o Szwe­cji

Anna Ku­rek Szczę­śliwy jak ło­soś. O Nor­we­gii i Nor­we­gach

Ma­ciej Brencz Fa­rer­skie ka­dry. Wy­spy, gdzie owce mó­wią do­bra­noc

Mag­da­lena Ge­now Buł­ga­ria. Złoto i ra­kija

Alek­san­dra Michta-Jun­tu­nen Fin­lan­dia. Sisu, sauna i sal­miakki

Mi­ko­łaj Bu­czak So­bre­mesa. Spo­tkajmy się w Hisz­pa­nii

Agnieszka Ka­miń­ska Szwaj­ca­ria. Po­dróż przez raj wy­my­ślony

Agnieszka Kraw­czyk Ru­mu­nia. Al­ba­stru, ciorba i wino

Da­mian Ha­daś Ala­ska. Przy­sta­nek na krańcu świata

Ka­ta­rzyna Łoza, Ukra­ina. So­roczka i ki­szone ar­buzy

Iza­bela No­wek, Al­ba­nia. W szpo­nach czar­nego orła

Syl­wia Iza­bela Schab, Da­nia. Tu mieszka spo­kój

Zu­zanna Ci­chocka, Sło­we­nia. Mały kraj wiel­kich od­le­gło­ści

Łu­kasz Grze­si­czak, Sło­wa­cja. Apa­cze, ko­smos i ha­luszki

Ca­thy Yan­dell, Fran­cja. Ra­dość ży­cia, prze­ło­żyła Do­rota Ma­lina

PRZY­PISY

Wstęp

[1] Drža­ven za­vod na sta­ti­stika, Po­pis na na­se­le­nieto, do­ma­kjin­stvata i sta­no­vite vo Re­pu­blika Se­verna Ma­ke­do­nija, 2021, https://www.stat.gov.mk/pu­bli­ka­cii/2022/PO­PI­S_DZ­S_we­b_MK.pdf, (data do­stępu: 5.01.2024).
[2] Dane na czer­wiec 2023. Źró­dło: Urząd Sta­ty­styczny w War­sza­wie, https://war­szawa.stat.gov.pl/war­szawa/ (data do­stępu: 15.02.2024).
[3] B. Wa­gner, A. Lot­ter, N. No­wa­czyk, J. Reed, Jane, A. Schwalb, V. Val­sec­chi, R. Sul­pi­zio, M. We­ssels, G. Zan­chetta, A 40,000-year re­cord of envi­ron­men­tal change from an­cient Lake Ohrid (Al­ba­nia and Ma­ce­do­nia), "Jo­ur­nal of Pa­le­olim­no­logy" 2008, nr 41(3), s. 407-430, https://www.re­se­arch­gate.net/pu­bli­ca­tion/227062006_A­_40000-year_re­cor­d_o­f_e­nvi­ron­men­ta­l_chan­ge­_fro­m_an­cien­t_La­ke­_Oh­ri­d_Al­ba­nia­_an­d_Ma­ce­do­nia (data do­stępu: 16.02.2024).
[1*] Ča­ršija - tur. ba­zar, tar­go­wi­sko. Na Bał­ka­nach ozna­cza za­równo osło­nięte tar­go­wi­sko, jak i dziel­nicę ku­piecką, w któ­rej sku­pia się han­del to­wa­rami war­to­ścio­wymi, funk­cjo­nują ka­wiar­nie, a daw­niej dzia­łały hany - za­jazdy dla kup­ców. W wielu bał­kań­skich mia­stach współ­cze­śnie pełni rów­nież funk­cję sta­rówki.
[2*] Oro (mac. opo), ina­czej kolo, to po­łu­dnio­wo­sło­wiań­ski gru­powy ta­niec lu­dowy wy­wo­dzący się z tań­ców ry­tu­al­nych. Wy­ko­ny­wany w gru­pach od trzech do na­wet kil­ku­dzie­się­ciu osób. Tań­czący two­rzą łań­cuch - trzy­ma­jąc się za ręce lub obej­mu­jąc - i po­ru­szają się po okręgu. Wciąż po­pu­larny na Bał­ka­nach, każdy z re­gio­nów ma swój uni­ka­towy ro­dzaj oro.
[3*] Blog działa do dziś pod ad­re­sem www.do­ma­ce­do­nii.pl.
[4*] Tech­nika złot­ni­cza wy­ko­rzy­stu­jąca dru­ciki ze sre­bra lub złota, które skręca się ze sobą, zdo­biąc lub wy­ko­nu­jąc przed­mioty w ca­ło­ści.

WSTĘP

Bał­ka­ni­styka nie była moim pierw­szym wy­bo­rem. Fa­scy­no­wał mnie Kau­kaz, spo­glą­da­łam ra­czej na wschód niż na po­łu­dnie. O Bał­ka­nach za­de­cy­do­wał przy­pa­dek i ro­dzinny road trip. Gdy w lipcu 2015 roku za­trzy­ma­li­śmy się w Sko­pje, nie wie­dzia­łam nic o tym mie­ście. Nie do­tar­li­śmy do ča­ršiji[1*], nie prze­kro­czy­li­śmy Ka­mien­nego Mo­stu, omi­nę­li­śmy wszyst­kie "bru­tale", czyli mo­der­ni­styczne bu­dynki, po­wstałe po trzę­sie­niu ziemi w 1963 roku. To był bar­dzo krótki przy­sta­nek w dro­dze do Al­ba­nii - wy­star­czył jed­nak, by roz­bu­dzić moją cie­ka­wość. Za­nim do­je­cha­li­śmy do gra­nicy z Al­ba­nią, w my­ślach już skła­da­łam pa­piery na bał­ka­ni­stykę.

Pierw­szy lek­to­rat ję­zyka ma­ce­doń­skiego wspo­mi­nam nie­mal jak pierw­szą randkę. Cze­ka­łam na te za­ję­cia z cie­ka­wo­ścią i lekką obawą. Tra­fi­łam do grupy pierw­szo­rocz­nia­ków, bo jako je­dyna na stu­diach ma­gi­ster­skich do­piero za­czy­na­łam przy­godę w świe­cie po­łu­dnio­wo­sło­wiań­skim. Po dzie­więć­dzie­się­ciu mi­nu­tach lek­cji za­dzwo­ni­łam pod­eks­cy­to­wana do mamy: "Mamo, ten ję­zyk jest prze­cu­downy!". Mia­łam szczę­ście tra­fić na wspa­nia­łego na­uczy­ciela ma­ce­doń­sko­ści - Zvonko Di­mo­skiego. To dzięki niemu pierw­sze za­uro­cze­nie prze­kształ­ciło się w za­an­ga­żo­wa­nie i od­da­nie. Na za­ję­ciach prze­ra­bia­li­śmy nie tylko za­wi­ło­ści po­dwój­nego do­peł­nie­nia czy róż­nice po­mię­dzy aory­stem i im­per­fec­tum, lecz także słu­cha­li­śmy mu­zyki, pa­rzy­li­śmy kawę po tu­recku i tań­czy­li­śmy oro (ina­czej kolo, wy­ko­ny­wany w kole ta­niec lu­dowy[2*]). I to Zvonko po­zwo­lił mi zo­stać przy­ja­ciółką jego przy­ja­ciół, co znacz­nie uła­twiło mi za­pusz­cze­nie ko­rzeni w Ma­ce­do­nii.

Je­sie­nią 2016 roku za­miesz­ka­łam w Sko­pje, na sześć mie­sięcy zo­sta­jąc stu­dentką Uni­wer­sy­tetu Świę­tych Cy­ryla i Me­to­dego. Już w pierw­szym ty­go­dniu po­bytu za­ło­ży­łam bloga[3*], który w ko­lej­nych la­tach zmie­nił się w je­dyne pol­skie miej­sce w in­ter­ne­cie tak szcze­gó­łowo po­świę­cone za­po­mnia­nej by­łej ju­go­sło­wiań­skiej re­pu­blice. Wtedy jesz­cze by­łam prze­ko­nana, że tuż po obro­nie pracy ma­gi­ster­skiej moja przy­goda z Ma­ce­do­nią się skoń­czy. Nie po­tra­fię po­wie­dzieć, w któ­rym do­kład­nie mo­men­cie zro­zu­mia­łam, że choć nie­szcze­gól­nie je­stem skora do tańca, to dźwięki ma­ce­doń­skich utwo­rów lu­do­wych spra­wiają, że nogi same wy­bi­jają rytm, a po prze­kro­cze­niu gra­nicy (każ­dej!) z Ma­ce­do­nią, ra­miona roz­luź­niają się i na twa­rzy po­ja­wia się uśmiech. Na pewno za­częło się nie­po­zor­nie - od wa­ka­cji w 2017 roku - gdy jako prze­wod­niczka dla pol­skich tu­ry­stów w Al­ba­nii dwa razy w ty­go­dniu po­ja­wia­łam się w Ochry­dzie, żeby pro­wa­dzić wy­cieczkę. W tam­tym se­zo­nie po­ka­za­łam mia­sto kil­ku­set oso­bom. I po­czu­łam, że za­ko­chuję się w tym miej­scu. I że chcę się dzie­lić tym uczu­ciem z in­nymi.

O Ma­ce­do­nii pi­szę i opo­wia­dam od ośmiu lat. Ten kraj wzbu­dza we mnie wiele emo­cji: od za­uro­cze­nia i tę­sk­noty po roz­go­ry­cze­nie i złość. Ni­gdy jed­nak obo­jęt­ność. Jako pi­lotka wy­cie­czek, au­torka ar­ty­ku­łów czy pre­le­gentka mam oka­zję prze­ka­zy­wać swoją fa­scy­na­cję Bał­ka­nami ty­siącom osób. I znana je­stem z tego, że nie­za­leż­nie od kraju, w któ­rym aku­rat opro­wa­dzam, za­wsze znajdę spo­sób, by wtrą­cić kilka - no może kil­ka­na­ście - słów o Ma­ce­do­nii.

Na Alek­san­drze Ma­ce­doń­skim, któ­rego po­mniki znaj­dują się w dzie­siąt­kach ma­ce­doń­skich miast, wiel­kość "im­pe­rium" jego rze­ko­mych spad­ko­bier­ców nie zro­bi­łaby wra­że­nia. Po­wierzch­nia ca­łej Re­pu­bliki Ma­ce­do­nii Pół­noc­nej to 25 713 km2, co od­po­wiada mniej wię­cej wiel­ko­ści wo­je­wódz­twa lu­bel­skiego. W ca­łej Ma­ce­do­nii mieszka mniej osób (1 836 713)[1], niż li­czy po­pu­la­cja War­szawy (1 861 644)[2]. Jed­no­cze­śnie to wła­śnie to nie­wiel­kie te­ry­to­rium było przed­mio­tem po­żą­da­nia mo­carstw, wie­lo­krot­nie prze­cho­dząc z rąk do rąk, a ślady naj­więk­szych im­pe­riów roz­pro­szone są po ca­łym pań­stwie. Tu­ry­styczny po­ten­cjał kraju jest ogromny, i to za­równo ze względu na liczbę za­byt­ków z róż­nych okre­sów, jak i wa­runki przy­rod­ni­cze. Nie­stety pol­skie biura po­dróży wciąż zdają się spi­sy­wać Ma­ce­do­nię na straty ze względu na brak do­stępu do mo­rza. "Ma­ce­doń­skie mo­rze", Je­zioro Ochrydz­kie, naj­głęb­sze je­zioro na Bał­ka­nach i naj­star­sze w Eu­ro­pie[3], jest jed­nym z nie­wielu miejsc po­ja­wia­ją­cych się w ma­ce­doń­skich pla­nach po­dróży pol­skich tu­ry­stów.

A Ma­ce­do­nia na­prawdę ma wiele do za­ofe­ro­wa­nia. Mnie naj­bar­dziej za­chwy­cają góry. Sama Ochryda przy­wo­dzi nie­któ­rym na myśl wło­skie je­zioro Garda, ze względu na oto­cze­nie ze wszyst­kich stron przez góry, które od­bi­jają się w ta­fli je­ziora. Spo­ty­ka­łam się rów­nież z in­nymi po­rów­na­niami, od­da­ją­cymi ukształ­to­wa­nie geo­gra­ficzne Ma­ce­do­nii, jak choćby "Ty­bet Eu­ropy", czyli Park Na­ro­dowy Ma­vrovo, czy "Mała Szwaj­ca­ria", okre­śle­nie opi­su­jące Be­rovo we wschod­niej Ma­ce­do­nii. Zna­jomi Ma­ce­doń­czycy przy­znają ze śmie­chem, że gdyby Ma­ce­do­nię "roz­pra­so­wać", jej te­ry­to­rium zwięk­szy­łoby się kil­ku­krot­nie - znaj­duje się tu kil­ka­dzie­siąt pasm gór­skich, a osiem­na­ście naj­wyż­szych szczy­tów li­czy po­nad 2000 m n.p.m. Naj­wyż­szym z nich jest Go­lem Ko­rab w pół­nocno-wschod­niej Ma­ce­do­nii, wspólny dla Ma­ce­do­nii i Al­ba­nii, się­ga­jący 2764 m n.p.m. Dzięki ukształ­to­wa­niu te­renu kraj jest co­raz czę­ściej wy­bie­ra­nym kie­run­kiem przez wiel­bi­cieli trek­kin­gów, ko­lar­stwa gór­skiego, a także nar­ciar­stwa po­za­tra­so­wego (fre­eskiing). Ma­ce­do­nia znana jest rów­nież z do­sko­na­łych wa­run­ków do upra­wia­nia pa­ra­lot­niar­stwa (naj­bar­dziej znane pa­ra­lot­nia­rzom są Kru­ševo, Pri­lep oraz oko­lice Ochrydy).

Geo­gra­fia kraju zde­cy­do­wała o tym, że przez wieki ho­dowla zdo­mi­no­wana była przez kozy i owce. Nic więc dziw­nego, że ma­ce­doń­skie sery, z któ­rych za naj­lep­sze uznaje się te z re­gionu ma­vrow­skiego na za­cho­dzie oraz oko­lic Be­rova na wscho­dzie, sta­no­wią nie­od­łączny ele­ment lo­kal­nej kuchni. Jed­nak to nie góry, lecz roz­cią­ga­jąca się od Sko­pje po Ge­vge­liję przy gra­nicy z Gre­cją Do­lina War­daru spra­wiła, że w cza­sach Ju­go­sła­wii Ma­ce­do­nia za­opa­try­wała po­zo­stałe re­pu­bliki w pro­dukty rolne, wa­rzywa i owoce. To wła­śnie w cen­tral­nej i po­łu­dniowo-wschod­niej Ma­ce­do­nii sku­pia się więk­szość uprawy wi­no­ro­śli i znaj­duje się naj­więk­sza liczba win­nic. Wino jest naj­waż­niej­szym pro­duk­tem eks­por­to­wym, a ma­ce­doń­skie grona zdo­by­wają co­raz więk­sze uzna­nie wśród świa­to­wych ko­ne­se­rów. Jesz­cze w dru­giej po­ło­wie mi­nio­nego stu­le­cia ma­ce­doń­ski ty­toń po­zy­ski­wany był przez naj­więk­szych świa­to­wych pro­du­cen­tów pa­pie­ro­sów i wy­ro­bów ty­to­nio­wych - oczy­wi­ście ze względu na do­sko­nałą ja­kość. Do dzi­siaj w oko­li­cach Pri­lepu ob­ser­wo­wać można cały pro­ces uprawy, zbio­rów i su­sze­nia li­ści ty­to­niu, a na obrze­żach mia­sta po­ło­żony jest In­sty­tut Ba­dań nad Ty­to­niem. Tu­taj też mie­ści się ogromne Mu­zeum Ty­to­niu - fa­scy­nu­jący obiekt li­czący kilka ty­sięcy przed­mio­tów, o któ­rych ze swadą i lek­ko­ścią opo­wiada Alek­san­der, straż­nik hi­sto­rii in­sty­tutu.

Wci­śnięta mię­dzy Al­ba­nię, Ko­sowo, Gre­cję, Ser­bię i Buł­ga­rię, Ma­ce­do­nia jest kul­tu­ro­wym roz­dro­żem Bał­ka­nów. Prze­wod­nicy lu­bią opo­wia­dać, że wy­star­czy wbić ło­patę w do­wol­nym miej­scu kraju, by do­trzeć do za­bytku się­ga­ją­cego sta­ro­żyt­no­ści. Tu­taj krzy­żo­wały się an­tyczne szlaki han­dlowe, a po­zo­sta­ło­ściami jed­nej z nich - rzym­skiej drogi Via Egna­tia - wciąż można przejść, je­śli do­brze po­szu­kać w la­sach w oko­li­cach Je­ziora Ochrydz­kiego. W ar­chi­tek­tu­rze Za­chód spo­tyka się ze Wscho­dem, w pra­wo­sław­nych cer­kwiach znaj­dują się wi­ze­runki rzym­skich pa­pieży, a bi­zan­tyj­skie świą­ty­nie uroz­ma­icają cha­rak­te­ry­styczne drew­niane ak­centy, z któ­rych sły­nęli sny­cer­scy mi­strzo­wie z tego re­gionu. To wła­śnie pra­wo­sławna sztuka sa­kralna i zwią­zane z nią iko­no­pi­sar­stwo oraz rzeźba w drew­nie, wzbo­ga­cane nie­kiedy przez rze­mio­sło fi­li­granu[4*], są jed­nym z naj­więk­szych kul­tu­ro­wych skar­bów Ma­ce­do­nii. Śre­dnio­wieczne ikony czy fre­ski, za­cho­wane w nie­któ­rych ze świą­tyń, ucho­dzą za naj­cen­niej­sze za­bytki z okresu tak zwa­nego re­ne­sansu Pa­le­olo­gów, sztuki schyłku Ce­sar­stwa Bi­zan­tyj­skiego (po­łowa XIII do po­łowy XV wieku).

Nie ma jed­nej Ma­ce­do­nii. Na­zwa ta prze­miesz­cza się na ma­pie, roz­sze­rza i kur­czy, od po­nad dwóch i pół ty­siąca lat. Na­wet dziś słowo "Ma­ce­do­nia" okre­ślać może przy­naj­mniej trzy różne re­giony: Ma­ce­do­nię Pi­ryń­ską, re­gion w po­łu­dniowo-za­chod­niej Buł­ga­rii, Ma­ce­do­nię Egej­ską, pół­nocną część Gre­cji, roz­cią­ga­jącą się od gra­nicy z Al­ba­nią po Tur­cję, oraz Ma­ce­do­nię War­dar­ską. I to tej ostat­niej po­świę­cona jest ta książka. Ma­ce­do­nia War­dar­ska od­po­wiada - w przy­bli­że­niu - Re­pu­blice Ma­ce­do­nii Pół­noc­nej.

Ma­ce­do­nia Pół­nocna - tak od 2019 roku brzmi ofi­cjalna na­zwa tego kraju. Wcze­śniej, przez po­nad ćwierć wieku, w sto­sun­kach dy­plo­ma­tycz­nych i na fo­rum mię­dzy­na­ro­do­wym obo­wią­zy­wała na­zwa "tym­cza­sowa" FY­ROM - For­mer Yugo­slav Re­pu­blic of Ma­ce­do­nia. Na­zew­ni­czy im­pas był wy­ni­kiem kon­fliktu grecko-ma­ce­doń­skiego. Gdy 8 wrze­śnia 1991 roku Ma­ce­do­nia wy­szła ze struk­tur ju­go­sło­wiań­skich i ogło­siła nie­pod­le­głość, przyj­mu­jąc kon­sty­tu­cyjną na­zwę Re­pu­blika Ma­ce­do­nii, po­łu­dniowy są­siad uznał to za za­własz­cze­nie kul­tu­rowe. Zgod­nie z grecką nar­ra­cją prawo do uży­wa­nia tej na­zwy ma wy­łącz­nie pół­nocny re­gion Gre­cji ze sto­licą w Sa­lo­ni­kach, tak zwana Ma­ce­do­nia Egej­ska. Spór o na­zwę za­mknął Ma­ce­do­nii drogę naj­pierw do Unii Eu­ro­pej­skiej, a na­stęp­nie do NATO, Gre­cja za­we­to­wała bo­wiem roz­mowy ak­ce­syjne, nie po­zwa­la­jąc są­sia­dowi na wej­ście do struk­tur unij­nych pod kon­sty­tu­cyjną na­zwą. Ofi­cjal­nie, po zmia­nie na­zwy w 2019 roku, kon­flikt zo­stał za­że­gnany. Zmiana zo­stała jed­nak do­ko­nana bez kon­sul­ta­cji spo­łecz­nych, wbrew opi­nii pu­blicz­nej, pre­zen­to­wa­nej w obu kra­jach wy­jąt­kowo ży­wio­łowo, i wsparła dal­sze krze­wie­nie na­cjo­na­li­zmów, do­pro­wa­dziła do po­dzia­łów we­wnętrz­nych w Ma­ce­do­nii oraz po­głę­bie­nia nie­chęci w sto­sun­kach po­mię­dzy oboma pań­stwami. A Ma­ce­do­nia w nar­ra­cji po­łu­dnio­wego są­siada wciąż jest kra­jem, któ­rego... nie ma.

Zde­cy­do­wa­li­śmy się - wraz z wy­daw­nic­twem - po­zo­sta­wić w ty­tule okre­śle­nie "Pół­nocna", w tek­ście uży­wam go jed­nak wy­łącz­nie w miej­scach nie­zbęd­nych. To wy­raz mo­jej tro­chę prze­kor­nej, tro­chę może na­iw­nej kam­pa­nii sprze­ci­wia­ją­cej się po­zor­no­ści roz­wią­za­nia kon­fliktu grecko-ma­ce­doń­skiego. Mia­łam oka­zję ob­ser­wo­wać zwrot w ma­ce­doń­skiej po­li­tyce wo­bec sporu o na­zwę w la­tach 2016-2019. Nie bę­dąc prze­ciwko zmia­nie na­zwy jako ta­kiej, nie zga­dzam się z twier­dze­niem, że ko­sme­tyczne do­da­nie "Pół­nocna" do "Re­pu­blika Ma­ce­do­nii" było kro­kiem na dro­dze in­te­gra­cji eu­ro­pej­skiej i trium­fem eu­ro­pej­skiej de­mo­kra­cji.

Przede wszyst­kim jed­nak chcę mó­wić o Ma­ce­do­nii tak, jak mó­wią o niej moi bo­ha­te­ro­wie i moi przy­ja­ciele. Nie po­tra­fię być obiek­tywna, ale też przez lata pracy prze­wod­nic­kiej prze­sta­łam wie­rzyć w obiek­ty­wizm. Wie­rzę w wie­lość hi­sto­rii, które - szcze­gól­nie na Bał­ka­nach - po­tra­fią się spla­tać, krzy­żo­wać i prze­czyć so­bie na­wza­jem, ale bez któ­rych nie da się zro­zu­mieć tego re­gionu w pełni.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki