WPROWADZENIE
Druga dekada XXI wieku ma dwa przeciwstawne
oblicza. Z jednej strony dokonał się i nadal dokonuje trudny
do wyobrażenia postęp w badaniach naukowych, pozwalający
coraz lepiej rekonstruować przeszłość naszego świata
i rozumieć naturę zdarzeń. Zdawałoby się, że jako gatunek
homo sapiens stajemy się coraz mądrzejsi. Czy
rzeczywiście?
Z drugiej strony bowiem w przestrzeni
społecznej można zauważyć wiele niepokojących zjawisk. Toczą
się zdumiewające dyskusje, czy polskie sześciolatki zdolne są do
nauki szkolnej, choć większość europejskich sześciolatków do
szkoły uczęszcza. Rodzice odmawiają szczepień ochronnych swoim
dzieciom, bo rzekomo grozi to autyzmem. Chorzy na choroby nowotworowe,
zamiast się leczyć, wdychają napar z pokrzywy. Policja, zamiast
prowadzić wnikliwe śledztwo, zatrudnia jasnowidzów, aby znaleźli
sprawców lub ofiary. Wróżki mają swoje złote dni. Szerzą się
postawy antynaukowe i antywykształceniowe. Wiedzę zastępuje się
wiarą. Przybywa analfabetów.
Zalewają nas fale mowy nienawiści. Jedni
(jak kibice Legii) nienawidzą wszystkich, inni - tylko
niektórych. Odradza się antysemityzm. Odradzają się również fobie
antyniemieckie i antyrosyjskie. Na ulicy można usłyszeć, że swoim
trzeba pomóc (w miarę możliwości), a obcy niech zdychają. Obcy
nie powinni mieć tutaj wstępu, a jak już się pojawią, to niemiły
ich los. Narcystyczna koncepcja własnego narodu dewastuje myślenie
obywatelskie. Zabija też empatię i zdolność do altruizmu. Przejawy
nieskrywanej pogardy wobec innych trudno zliczyć. Odmawianie innym
człowieczeństwa to doświadczenie codzienności.
W polityce zanikło wyobrażenie
dobra wspólnego, a ważne stało się dobro nasze. Manipuluje się
prawem w imię interesów jednej partii, która ma poparcie tylko
części społeczeństwa. W imię partyjnych interesów łamie się
konstytucyjne filary państwa prawa. Ludzie o odmiennej orientacji
politycznej traktowani są jak śmiertelni wrogowie, których najpierw
się odczłowiecza, a potem ściga. Dialog polityczny zastąpiły butne
monologi i inwektywy. Współpraca wypierana jest przez scenariusz
"kto kogo". Przerabia się - jak w Orwellowskim Departamencie
Prawdy - przeszłość, na nowo pisze się historię. Małodusznie
wymazuje się z przeszłości postaci o wielkich historycznych
zasługach. Prawa obywatelskie ograniczane są przez autorytarną
władzę. Ludzie sprawujący władzę szybko się demoralizują. Ich
podwładni też.
W mediach również toczy się gra
"kto kogo". A nawet więcej - z jednej strony apodyktyczne
rekomendacje, co mamy robić, co mamy myśleć, w co się ubierać,
co jadać, dokąd wyjeżdżać, a z drugiej - uporczywe lansowanie
prymitywu, obrzydliwe insynuacje, jawne przekraczanie granic prywatności
i intymności, szowinistyczne dowcipy i zalew hejtu.
Kiedy się analizuje opisane tu
zjawiska, trudno oprzeć się pytaniu, czy to ma sens. Czemu
to służy? Destruktywny charakter tych zjawisk nie ulega
kwestii. I w krótkiej, i w długiej perspektywie. Przyglądając się
temu, nie można uciec od pytania: czy to jest mądre? Czy niemądry
jest ten, kto to wszystko robi, czy raczej ten, kto tego pojąć nie
może?
Wizyty w księgarniach też nie przynoszą
uspokojenia. I mam na myśli nie tylko rozliczne twarze Greya. Działy
pod szumną nazwą "Psychologia" zapełnione są literaturą
ezoteryczną i pozbawionymi wartości książkami, których tytuły
najczęściej zaczynają się od "Jak?". Literaturę mądrościową
reprezentują między innymi takie dzieła, jak Mądrość
i cuda świata roślin, Zdrowie z mądrości
natury, Mądrość serca,
Mądrość wtajemniczonych i poznanie gwiazd
i wiele im podobnych. Czy od nich można zmądrzeć? Kto to wie?
O ludzkiej mądrości napisano tysiące tekstów
- przeróżnych. Wymyślono na jej temat tysiące aforyzmów. Od
zarania dziejów wielkie umysły podejmowały próby uchwycenia
istoty tego zjawiska, tego stanu ludzkiego umysłu, tej specjalnej
właściwości niektórych ludzi. Czynili to przede wszystkim filozofowie,
ale już wcześniej w Torze, w Biblii znajdziemy księgi mądrościowe:
Przypowieści Salomona, Księgę Koheleta i inne, rozproszone biblijne
teksty.
Mądrość traktowana jest jak skarb, ale
- niestety - przed większością ukryty w morzu niemądrości
i trudny do zdobycia. Zapewne jednak osiągalny. W jaki sposób
można ją osiągnąć? Co trzeba umieć, co trzeba zrobić, aby być
mądrym?
Psychologowie powiadają nieraz, że uczeni
najczęściej zajmują się tym, z czym sami sobie nie radzą, co stanowi
ich mankament lub oczywistą wadę. Wolałbym nie myśleć, że dotyczy
to również tej książki i jej autora. Co prawda zainteresowanie
problematyką mądrości - a potem próba poradzenia sobie
i z mądrością, i z niemądrościami - było chyba niezbyt mądre,
ponieważ okazało się to dużo bardziej złożone, niż początkowo
myślałem, ale nie żałuję, że podjąłem tę próbę.
Zadanie, jakie sobie postawiłem, nie
polega na rekonstruowaniu historii myśli mądrościowej. Mój zamiar
jest zdecydowanie węższy - zamierzam mianowicie pokazać, w jaki
sposób rozumie się mądrość we współczesnej psychologii (w myśli
teoretycznej i w badaniach empirycznych) oraz co wynika z przyjęcia
proponowanego psychologicznego punktu widzenia.
Nie jest to zadanie łatwe, choćby
dlatego, że "mądrość" jest wprawdzie słowem powszechnie
używanym, ale bynajmniej nie jest pojęciem jasnym. Wręcz przeciwnie
- jest to kategoria rozmyta, trudno uchwytna, wymykająca się próbom
definiowania. Udzielenie odpowiedzi na pytanie, kto jest mądry, a kto
nie, nie należy więc do zadań prostych. Pytanie, dlaczego kogoś
spostrzegamy jako mądrego, a komuś innemu odmawiamy mądrości,
nastręcza podobnych trudności. Rozwikłanie kwestii, dlaczego ktoś
chce być mądry, a ktoś inny nie chce, może się okazać zabójczym
wyzwaniem. Co więcej, skąd wiadomo, że mądrość jest zawsze bardziej
wartościowa od niemądrości? Kto to wie, kiedy warto być mądrym,
a kiedy więcej pożytków przynosi niemądrość...
Psychologowie niezbyt chętnie i niezbyt
często zajmują się zagadnieniem mądrości. Najważniejszą tego
przyczyną są chyba pojawiające się i znikające w psychologii mody
i orientacje. Kilka wydaje się szczególnie ważnych.
Na wysokim poziomie ogólności
jest to przede wszystkim przywiązywanie nadmiernej wagi do różnic
indywidualnych między ludźmi i nagminne lekceważenie uniwersalnego
podobieństwa między nimi. Tymczasem różnice to szczegóły,
a podobieństwa to uogólnienie. Inne zjawisko z wysokiego poziomu
ogólności to zamiłowanie psychologów do alternatyw stanowczych,
choć od dawna wiadomo, że większość kategorii poznawczych, którymi
operują ludzie, nie stanowi pojęć w sensie logicznym. Budowanie
alternatyw zaś to burzenie mostów. Niedocenianie koniunkcji wciąż
pokutuje w psychologii (choć na szczęście w coraz mniejszym stopniu,
być może za sprawą znakomitych procedur statystycznej analizy
danych).
Na nieco niższym poziomie ogólności
zobaczymy jak na dłoni zdumiewającą pozycję trzech zjawisk, które
można wręcz nazwać psychologicznymi fetyszami (a może trafniej:
fetyszami psychologów).
Fetysz pierwszy to inteligencja, która
stała się swoistą wartością uniwersalną, pożądanym dobrem
osobistym, dzisiejszą odmianą szlachectwa. Kiedy w sali wykładowej
pytam ponadstuosobowe grupy, czy ktoś z obecnych chciałby być mniej
inteligentny, niż jest, żadna ręka się nie podnosi. Wszyscy chcą
być bardziej inteligentni. Tymczasem, jak pokazują badania, pożytki
z bycia inteligentnym - choć trudno im zaprzeczyć - są mniejsze
niż pożytki z bycia wykształconym.
Fetysz drugi to efektywność,
zapewniająca osiąganie sukcesów. Powszechna fiksacja na kolekcjonowaniu
sukcesów, co nader często oznacza tylko wygrywanie w rywalizacji
z innymi, sprawia, że porażki nabierają szczególnie ponurego
znaczenia - stają się ciosem w samo centrum Ja, zamachem na
poczucie własnej wartości. W rezultacie nierzadko prowadzi to
do jeszcze większej fiksacji na sukcesach. Przy takim podejściu
do działania porażki są nie tylko deprymujące, lecz także
demotywujące. A przecież ludzie nie tylko osiągają sukcesy. Doznają
także porażek i powinni być przygotowani do konstruktywnego poradzenia
sobie z nimi.
Fetysz trzeci to postulat wysokiej
samooceny. To nic, że prawie wszyscy - jak pokazują badania
- mogą się pochwalić wysoką samooceną. Z jakiegoś powodu
powinni mieć jeszcze wyższą. Żeby to osiągnąć, imają się
rozmaitych, mniej lub bardziej nieczystych sposobów - od pławienia
się w cudzej chwale po manipulacje wspomnieniami czy strategie
autoprezentacyjne. W skali masowej prowadzi to do kształtowania
samooceny narcystycznej - skrajnie wysokiej i zarazem podszytej
niepewnością.
Wymienione orientacje bardzo silnie
skupiają na sobie uwagę wielu psychologów. Koncentracja na różnicach
i na alternatywach zwalnia z potrzeby szukania takich sposobów życia,
które każdemu z nas zapewniałyby optymalizację jego biegu. Natrętne
propagowanie fetyszów inteligencji, efektywności i samooceny skupia
uwagę na ilościowych, a nie jakościowych aspektach opisu ludzkiej
aktywności. Skutkiem tego z pola widzenia tracimy funkcję danych
zachowań oraz ich pożytek rozpatrywany z perspektywy interesów
zarówno indywidualnych, jak i kolektywnych.
Sądzę, że opisane orientacje
i fetysze nie zbliżają nas do mądrości, a niekiedy wręcz stanowią
przeszkody na drodze do niej. W tej sytuacji konieczne jest poszukiwanie
odpowiedzi na pytanie, czym jest owa mądrość i co jest jej warunkiem
koniecznym. Równie ważne wydało mi się pytanie, co jest zaprzeczeniem
mądrości, jej przeciwieństwem.
Pomysł napisania tej książki pozostaje
w pewnym w związku z działalnością dwóch moich Przyjaciół,
niestety już nieżyjących: profesora Zbigniewa Pietrasińskiego
i profesora Andrzeja Szmajkego. Kiedy przed laty Zbigniew Pietrasiński
powiedział mi, że pisze książkę o mądrości (Pietrasiński,
2001) nie bez pewnego sarkazmu zauważyłem, że pisanie książek
o mądrości to niemądre zajęcie. Pietrasiński z niezmąconym
spokojem odpowiedział mi: "Jak zmądrzejesz, to zmienisz zdanie". No
właśnie. Zdanie zmieniłem, ale czy to dowodzi zmądrzenia? Nie jestem
pewny.
Po śmierci Andrzeja Szmajkego, jednego
z moich najwybitniejszych uczniów, z oczywistych powodów często
o nim myślałem, często też rozmawiałem o nim z innymi. Wszystko to
zmierzało do znalezienia takiego słowa, które najlepiej ze wszystkich
nazwałoby najważniejsze przymioty Andrzeja. Szybko się okazało,
że tym słowem jest "mądrość".
Rzecz jednak w tym, że ani wtedy, gdy
rozmawiałem o mądrości ze Zbigniewem Pietrasińskim, ani wtedy,
kiedy rozmyślałem o mądrości Andrzeja Szmajkego, nie miałem
pojęcia, czym ta mądrość jest. Co to znaczy mądrzeć lub nie
mądrzeć? Co się składa na ludzką mądrość? Co na ten temat
ma do powiedzenia współczesna psychologia? Co o mądrości myśli
człowiek z ulicy? Jakie są pożytki, a jakie są straty związane
z mądrością? Czym jest niemądrość? Czy mądrość i niemądrość
występują tylko w jednej postaci, czy może jest wiele odmian
mądrości i wiele rodzajów niemądrości? O tym wszystkim właśnie
ma być ta książka. Czy będzie to książka mądra, czy okaże się
jednak, że pisanie o mądrości to niemądre zajęcie?
Książka składa się z dwóch
części. Pierwsza poświęcona jest temu, co na temat mądrości ma
do powiedzenia współczesna psychologia. Dorobek w tym zakresie nie
jest imponujący, a zdania mocno podzielone. Przedstawiam tu również
sposoby, z których pomocą psychologowie diagnozują mądrość,
i referuję najważniejsze wyniki badań na ten temat. Część pierwszą
zamyka skromna próba przedstawienia własnego stanowiska.
Część druga poświęcona jest
niemądrości, a ściśle - przedstawia sześć grup zjawisk,
które są przeciwieństwem mądrości. Zjawiska te wybrałem spośród
wielu innych po części dlatego, że stały się znamieniem czasów,
w jakich żyjemy, a po części dlatego, że rzadko zwraca się na
nie uwagę. Niektóre z nich mogą się wydać zaskakujące. Drugą
część książki zamyka refleksja nad funkcjonalnością mądrości,
nad pożytkami z niej płynącymi, ale też nad pożytkami
z niemądrości.
Mam nadzieję, że
nawet jeśli Czytelnik nie zachwyci się psychologicznymi koncepcjami
mądrości, to bacznie się przyjrzy temu wszystkiemu, co sprawia, że
zachowujemy się niemądrze. Bo lepiej z mądrym stracić niż...