Mafia story. Borsellino i Falcone versus mafia sycylijska cosa nostra - Iwona Kienzler

Kup ebooka

44.99 zł
37.28 zł (34,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

WSTĘP

W naszym kręgu kul­tu­ro­wym sycy­lij­ska mafia - cosa nostra - to słowa wywo­łu­jące nie tyle prze­ra­że­nie, ile raczej cie­ka­wość i fascy­na­cję. Bez wąt­pie­nia jest to zasługa Hol­ly­wood, a kon­kret­nie Fran­cisa Forda Cop­poli, który w 1972 roku prze­niósł na ekran best­sel­le­rową powieść Maria Puzo, opo­wia­da­jącą o życiu sycy­lij­skiej rodziny mafij­nej w Nowym Jorku. Ojciec chrzestny, bo tak wła­śnie brzmiał tytuł filmu i książki, na pod­sta­wie któ­rej go nakrę­cono, oka­zał się wiel­kim suk­ce­sem komer­cyj­nym, a zara­zem naj­bar­dziej docho­do­wym obra­zem 1972 roku, który zdo­był trzy Oscary i pięć Zło­tych Glo­bów. Dla samego Cop­poli i odtwórcy jed­nej z głów­nych ról, Ala Pacino, obraz stał się tram­po­liną do kariery w świe­cie filmu, zaś dla Mar­lona Brando, wcie­la­ją­cego się w rolę prze­stęp­czego bossa i patriar­chy rodu, Vita Cor­le­one, oka­zał się wręcz zba­wienny. Kariera aktora mocno już wów­czas pod­upa­dała, ale świetna kre­acja pozwo­liła mu powró­cić na szczyt. Z pew­no­ścią nie­za­mie­rzoną inten­cją twór­ców filmu i wcze­śniej­szej książki była jed­nak apo­te­oza mafii, sta­no­wiąca odbi­cie mitów funk­cjo­nu­ją­cych w mafij­nym pół­światku, które glo­ry­fi­ko­wały tzw. starą mafię. Cop­pola powie­lił w ten spo­sób - ist­nie­jące od dłuż­szego czasu we wło­skiej dia­spo­rze w Sta­nach - legendy o daw­nej mafii, orga­ni­za­cji wpraw­dzie nie­le­gal­nej, ale kie­ru­ją­cej się twar­dymi i suro­wymi zasa­dami, a przede wszyst­kim wier­nej zasa­dom honoru i bro­nią­cej tra­dy­cyj­nych war­to­ści przed "pseu­do­no­wo­cze­sno­ścią". Fil­mowy Don Vito to czło­wiek żyjący na bakier z pra­wem, ale hono­rowy, do któ­rego zwra­cają się o pomoc wło­scy emi­granci roz­cza­ro­wani ame­ry­kań­skim sys­te­mem spra­wie­dli­wo­ści. I to wła­śnie honor nie pozwoli Donowi wejść w nar­ko­ty­kowy biz­nes, sta­jąc się źró­dłem poważ­nych pro­ble­mów całej rodziny.

Akcja filmu toczy się wpraw­dzie w USA, ale zasady, któ­rymi kie­rują się boha­te­ro­wie, jak rów­nież ich spo­sób życia, wywo­dzą się wprost z Sycy­lii, matecz­nika cosa nostry. Mark Seal, autor książki Zostaw broń, weź can­noli, opo­wia­da­ją­cej o kuli­sach powsta­wa­nia tego kul­to­wego obrazu, uznał go za fan­ta­zję, ale nie­zwy­kle mito­twór­czą. Zarówno reży­ser, jak i autor książki nie mieli bowiem poję­cia o praw­dzi­wym życiu ame­ry­kań­skiej mafii, a tym bar­dziej wło­skiej. Wpraw­dzie Mario Puzo dora­stał w sąsiedz­twie gang­ste­rów o wło­skich korze­niach, ale ni­gdy nie miał z nimi stycz­no­ści, a ponie­waż nie nale­żał do mafii, ni­gdy nie dopusz­czono go do tajem­nic tej orga­ni­za­cji. Swoją książkę pisał więc na pod­sta­wie doku­men­tów, które odna­lazł w archi­wach, oraz arty­ku­łów zamiesz­cza­nych przez ame­ry­kań­skie gazety. Wiele ze zna­le­zio­nych tam infor­ma­cji wyko­rzy­stał potem na kar­tach swo­jej książki, a następ­nie w sce­na­riu­szu filmu, który współ­two­rzył z Cop­polą. Resztę pod­po­wie­działa mu wyobraź­nia. Jako autor powie­ści miał do tego prawo, ale pro­fe­sjo­nalni histo­rycy, bada­cze czy też pisa­rze non fic­tion, two­rzący publi­ka­cje naukowe czy popu­lar­no­nau­kowe, nie mają takiej swo­body dzia­ła­nia. W swo­jej pracy muszą opie­rać się na fak­tach, doku­men­tach i spraw­dzo­nych infor­ma­cjach, a w przy­padku wło­skiej mafii nie jest to sprawa łatwa.

Sycy­lij­ska cosa nostra, porów­ny­wana dziś do gan­greny czy wręcz raka nisz­czą­cego wło­skie pań­stwo, jest bar­dzo tajem­ni­czą orga­ni­za­cją. Do cza­sów, kiedy za sprawą sędziego Fal­co­nego i jego współ­pra­cow­ni­ków mafioso Tom­maso Buscetta zde­cy­do­wał się na współ­pracę z wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści, nie­wiele o niej wie­dziano. Co wię­cej, cosa nostra dzia­łała w tak zaka­mu­flo­wany i wyra­fi­no­wany spo­sób, że wielu wąt­piło nawet w jej ist­nie­nie. Wielką zasługą sędziego było nie tyle nakło­nie­nie prze­stępcy do współ­pracy, bo tę decy­zję Buscetta pod­jął samo­dziel­nie - roz­cza­ro­wany zmia­nami, które zaszły w orga­ni­za­cji dowo­dzo­nej przez bez­względ­nego Salva­to­rego Riinę - ile skło­nie­nie go do wyja­wie­nia mafij­nych sekre­tów, przez poko­le­nia skrzęt­nie skry­wa­nych przed nie­wta­jem­ni­czo­nymi. Resztę dopo­wie­dzieli inni skru­szeni, bo tak wła­śnie nazywa się mafio­sów, któ­rzy ośmie­lili się współ­pra­co­wać z orga­nami ści­ga­nia. Choć taka współ­praca ozna­czała dla nich sto­sun­kowo łagodną karę, nie­współ­mierną do popeł­nio­nych prze­stępstw, a cza­sem nawet jej daro­wa­nie, to jed­nak współ­pra­cu­jąc z wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści, ryzy­ko­wali nie tylko wła­sne, ale rów­nież życie swo­ich bli­skich. Bo mafia, któ­rej sze­regi można opu­ścić, jedy­nie odcho­dząc z tego świata, nie wyba­cza zdrady. Prze­ko­nał się o tym naj­słyn­niej­szy ze skru­szo­nych, Buscetta, któ­remu sie­pa­cze z cosa nostry zabili dwóch synów oraz innych człon­ków rodziny, nie­kiedy w żaden spo­sób nie­zwią­za­nych z dzia­łal­no­ścią prze­stęp­czą.

Wpraw­dzie człon­ko­wie sycy­lij­skiej mafii po dziś dzień dum­nie tytu­łują się ludźmi honoru, ale tak naprawdę żaden z człon­ków cosa nostry nie zasłu­guje na to miano. Wręcz prze­ciw­nie, zde­cy­do­wana więk­szość z nich to osob­nicy wyzuci z wszel­kiej god­no­ści, dla któ­rych liczą się jedy­nie zysk i dobro rodziny, poj­mo­wa­nej jako wspól­nota klanu, bo wła­śnie klan jest pod­sta­wową jed­nostką orga­ni­za­cyjną sycy­lij­skiej mafii. Wie­rzą w Boga, regu­lar­nie cho­dzą do kościoła, czy­tają Biblię i w domo­wym zaci­szu odma­wiają róża­niec, a w reli­gijne święta uczest­ni­czą w pro­ce­sjach, ale nie wzdra­gają się przed han­dlem nar­ko­ty­kami, prze­my­tem, pro­sty­tu­cją, prze­mocą i mor­der­stwem. Z rąk mafii zgi­nęły tysiące ludzi, w dodatku czę­sto ich rodziny nie mogą wypra­wić im nale­ży­tego pogrzebu, bo cosa nostra sku­tecz­nie zaciera ślady zbrodni, pozby­wa­jąc się zwłok.

Orga­ni­za­cja działa niczym dosko­nale zarzą­dzane przed­się­bior­stwo, sku­tecz­nie i bły­ska­wicz­nie dopa­so­wu­jąc się do panu­ją­cych warun­ków. W ostat­nich latach nie­małe zyski przy­nio­sły wło­skiej mafii wyłu­dza­nie fun­du­szy unij­nych oraz pan­de­mia COVID-19, w trak­cie któ­rej jej przed­sta­wi­ciele kupo­wali za bez­cen sto­jące na skraju ban­kruc­twa z powodu lock­downu lokale gastro­no­miczne i hote­lowe, by potem wyko­rzy­stać je jako pral­nie brud­nych pie­nię­dzy. Nie­wy­dolne pań­stwo oka­zało się bez­silne wobec takich prak­tyk i nie­stety nie był to pierw­szy raz, kiedy prze­gry­wało w star­ciu z cosa nostrą. Histo­ria zma­gań wło­skiego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści jest bowiem pasmem klęsk i kom­pro­mi­ta­cji, zarówno samych orga­nów ści­ga­nia, jak i wło­skich sądów.

Uczci­wie należy przy­znać, że mafia jest nie­by­wale trud­nym prze­ciw­ni­kiem. Przede wszyst­kim, jak wspo­mniano wyżej, jest orga­ni­za­cją tajem­ni­czą, która nie przyj­muje w swoje sze­regi byle kogo, a jedy­nie spraw­dzone i zaufane osoby, odpo­wia­da­jące wyśru­bo­wa­nym, prze­stęp­czym kry­te­riom. Sytu­ację utrud­nia także histo­ria mafii, orga­ni­za­cji orga­nicz­nie zwią­za­nej z Sycy­lią, wyspą, która ze względu na swoje natu­ralne poło­że­nie, żyzne zie­mie oraz wystę­pu­jące tam złoża siarki, była łako­mym kąskiem dla najeźdź­ców, któ­rzy bez­względ­nie ją łupili, nie licząc się z dobrem jej rdzen­nych miesz­kań­ców. Dla poko­leń miesz­ka­ją­cych na Sycy­lii ludzi wła­dza stała się zatem syno­ni­mem wro­giego uci­sku, zaś organy powo­łane do pil­no­wa­nia porządku koja­rzone były wyłącz­nie z apa­ra­tem repre­sji. Sycy­lij­czycy z zasady nie ufają nikomu, a tym bar­dziej pań­stwu ani żad­nemu przed­sta­wi­cie­lowi wła­dzy. Sprawę kom­pli­kuje także, trwa­jący nie­mal od początku ist­nie­nia cosa nostry, sojusz mafii z poli­tyką, jak rów­nież postawa Kościoła, który przez setki lat dawał tej prze­stęp­czej orga­ni­za­cji ciche przy­zwo­le­nie na dzia­łal­ność. Z usta­leń współ­cze­snych histo­ry­ków wynika wyraź­nie, że sycy­lij­scy mafiosi mieli opar­cie w miej­sco­wym Kościele, zarówno wśród sze­re­go­wych kapła­nów, spo­śród któ­rych wielu było człon­kami mafii, jak i wśród hie­rar­chów. Naj­trwal­szy sojusz w świe­cie poli­tyki udało się nato­miast mafii zbu­do­wać z Chrze­ści­jań­ską Demo­kra­cją, par­tią, o któ­rej mówi się, że była orga­nicz­nie zwią­zana z cosa nostrą. Po jej roz­wią­za­niu, do któ­rego doszło w latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głego wieku, cosa nostra zna­la­zła kolej­nego par­tyj­nego sprzy­mie­rzeńca w postaci ugru­po­wa­nia Forza Ita­lia Silvia Ber­lu­sco­niego.

Walka z mafią jest nie­by­wale trudna, ale nie nie­moż­liwa. Wymaga wysiłku całego pań­stwa, bo szla­chetni, ale samotni ryce­rze, któ­rzy poważą się rzu­cić tej prze­stęp­czej orga­ni­za­cji wyzwa­nie, są z góry ska­zani na nie­po­wo­dze­nie. Suk­ces zapew­niają nie tylko poli­cyjne akcje i współ­praca orga­nów ści­ga­nia w kraju i za gra­nicą, ale także konieczne zmiany w pra­wie, dające orga­nom ści­ga­nia nad­zwy­czajne środki dzia­ła­nia. Bez wąt­pie­nia naj­słyn­niej­szymi pogrom­cami prze­stęp­ców spod znaku cosa nostry byli, dzia­ła­jący w dobie faszy­stow­skich Włoch Mus­so­li­niego, pre­fekt Cesare Mori, gene­rał dalla Chiesa oraz dwóch sycy­lij­skich sędziów, Gio­vanni Fal­cone i Paolo Bor­sel­lino. Z wyjąt­kiem pierw­szego z wymie­nio­nych wszy­scy ponie­śli na woj­nie z mafią naj­więk­szą ofiarę - stra­cili życie. Na szczę­ście w ostat­nich latach poważ­nej zmia­nie ule­gło nasta­wie­nie Kościoła wobec mafii, któ­rego hie­rar­cho­wie, idąc za przy­kła­dem Jana Pawła II, który uczy­nił to pierw­szy, coraz czę­ściej ofi­cjal­nie potę­piają mafię i stwo­rzony przez nią prze­mysł prze­mocy. Wydaje się także, że na sku­tek dzia­łań podej­mo­wa­nych przez pań­stwo, wsparte przez kato­lic­kich duchow­nych, zmie­nia się rów­nież nasta­wie­nie samych Sycy­lij­czy­ków do prze­stęp­czo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej, czego prze­ja­wem jest otwarty pro­test prze­ciwko pła­ce­niu hara­czy. Pyta­nie tylko, czy to wystar­czy, by wresz­cie wyple­nić raka, jakim dla współ­cze­snego świata stała się mafia...

Niniej­sza publi­ka­cja sta­nowi próbę opo­wie­dze­nia skom­pli­ko­wa­nej i peł­nej tajem­nic histo­rii sycy­lij­skiej cosa nostry, a także jej człon­ków, mie­nią­cych się niby ludźmi honoru, a mimo to dopusz­cza­ją­cych się strasz­nych zbrodni. Znaj­dziemy tu także opisy mafij­nych oby­cza­jów oraz syl­wetki stró­żów prawa, któ­rzy posta­nowili pod­jąć walkę z sycy­lij­ską ośmior­nicą.

Rozdział 1. Tajemniczy świat cosa nostry

Roz­dział 1 Tajem­ni­czy świat cosa nostry

Szczypta historii, czyli skąd się wzięła sycylijska mafia

Szczypta histo­rii, czyli skąd się wzięła sycy­lij­ska mafia

Sycy­lij­ska mafia, którą znamy dosko­nale z wielu fil­mów i ksią­żek, jest dość oso­bli­wym zja­wi­skiem, bo uży­cie tego słowa wydaje się traf­niej­sze niż ter­min "orga­ni­za­cja". Jej początki toną w mro­kach dzie­jów, acz­kol­wiek histo­ry­kom udało się odtwo­rzyć jej praw­do­po­dobną genezę. Bada­nia mafii utrud­nia z pew­no­ścią fakt, iż jest to orga­ni­za­cja zamknięta i tajem­ni­cza, cha­rak­te­ry­zu­jąca się silną przy­na­leż­no­ścią oraz wybiór­czym człon­ko­stwem, zaś jej człon­ków obo­wią­zuje nakaz omerty, czyli zacho­wa­nia mil­cze­nia, stąd też przez wieki nie­wiele o niej wie­dziano. Tak naprawdę wiemy o mafii wyłącz­nie to, co jej człon­ko­wie zde­cy­dują się nam powie­dzieć. Cała wie­dza o orga­ni­za­cji, oczy­wi­ście z wyjąt­kiem histo­rii, która nie­zbyt inte­re­so­wała byłych i aktu­al­nych człon­ków cosa nostry, pocho­dzi z zeznań zło­żo­nych przez tak zwa­nych pen­titi, czyli skru­szo­nych. Tym mia­nem okre­śla się mafio­sów, któ­rzy w zamian za ochronę i sta­tus odpo­wia­da­jący sta­tusowi świadka koron­nego zgo­dzili się współ­pra­co­wać z orga­nami ści­ga­nia. Bez wąt­pie­nia naj­więk­sze zasługi w tym zakre­sie miał naj­słyn­niej­szy z nich, Tom­maso Buscetta, który w latach osiem­dzie­sią­tych ubie­głego wieku wyja­wił sędziemu Fal­co­nemu naj­więk­sze mafijne sekrety, a potem powtó­rzył je, zezna­jąc na słyn­nym Mak­si­pro­ce­sie. To dzięki niemu wiemy, jak funk­cjo­nuje sycy­lij­ska cosa nostra, jaką ma struk­turę i na czym polega rytuał przyj­mo­wa­nia nowych człon­ków. Inni mafiosi, któ­rzy poszli w jego ślady, dopo­wie­dzieli resztę, ale nie ma gwa­ran­cji, że powa­żyli się wyja­wić wszystko. Jak słusz­nie zauwa­żył Fabri­zio Calvi w swo­jej publi­ka­cji Życie codzienne mafii od roku 1950 do naszych dni, "mafia to przede wszyst­kim świat mil­cze­nia"1. Ten świat mil­cze­nia był w dodatku tak her­me­tyczny, że aż do lat sześć­dzie­sią­tych XX wieku zasta­na­wiano się, czy mafia w ogóle ist­nieje, czy jest jedy­nie two­rem maso­wej wyobraźni albo, jak chcieli nie­któ­rzy, wymy­słem zło­śliw­ców, w celu zdys­kre­dy­to­wa­nia Sycy­lii. W dodatku, jak zauważa Marie-Anne Matard-Bonucci w swo­jej Histo­rii mafii, od początku ist­nie­nia tej prze­stęp­czej orga­ni­za­cji "krążą na jej temat naj­sprzecz­niej­sze infor­ma­cje, zarówno w tym, co się tyczy zor­ga­ni­zo­wa­nego i zhie­rar­chi­zo­wa­nego cha­rak­teru prze­stęp­czo­ści sycy­lij­skiej, jak jej związ­ków z ban­dy­ty­zmem czy eli­tami poli­tycz­nymi. Kiedy bada się wszyst­kie te opi­nie, nasuwa się podej­rze­nie, że jed­nym z atu­tów mafii jest umie­jęt­ność deza­wu­owa­nia wie­dzy o niej samej"2. A to nie uła­twia pracy rze­tel­nym bada­czom i histo­ry­kom.

Ter­miny "mafia" i "cosa nostra" prze­cięt­nym zja­da­czom chleba koja­rzą się oczy­wi­ście z Wło­chami, a zwłasz­cza z Sycy­lią, naj­więk­szą wyspą na Morzu Śród­ziem­nym, od stu­leci fascy­nu­jącą przy­by­szów swoją egzo­tyką, pięk­nymi kra­jo­bra­zami i zabyt­kami, a także wła­śnie mafijną legendą. Tym­cza­sem sami Włosi, nawet ci miesz­ka­jący w matecz­niku cosa nostry, nie lubią, kiedy ich kraj utoż­sa­mia się z prze­stęp­czo­ścią zor­ga­ni­zo­waną, a szcze­gól­nie z mafią. Po dziś dzień we Wło­szech wszel­kiego rodzaju arty­kuły pióra zagra­nicz­nych dzien­ni­ka­rzy sku­pia­jące się na mafii jako naj­więk­szym pro­ble­mie pań­stwa wywo­łują nie­małe obu­rze­nie miesz­kań­ców sło­necz­nej Ita­lii. Od razu sły­chać głosy o ste­reo­ty­po­wym wize­runku pań­stwa i szko­dli­wych uprze­dze­niach. Bo prze­cież, jak argu­men­tują prze­ciw­nicy takiego postrze­ga­nia Włoch, prze­stęp­czość zor­ga­ni­zo­wana ist­nieje na całym świe­cie, powo­łu­jąc się na przy­kład japoń­skiej yakuzy, chiń­skiej triady czy mafii rosyj­skiej, jak rów­nież kar­teli połu­dnio­wo­ame­ry­kań­skich. Poza tym dodają, że to nie Włosi wymy­ślili prze­stęp­czość zor­ga­ni­zo­waną, ale japoń­ska yakuza, któ­rej począt­ków należy szu­kać w XVII wieku wśród zbroj­nych grup chro­nią­cych lud­ność przed ban­dami bez­pań­skich samu­ra­jów, a także chiń­ska triada, rów­nież znacz­nie star­sza od cosa nostry. Pro­blem polega jed­nak na tym, iż taka inter­pre­ta­cja wyda­rzeń nie­po­parta jest żad­nymi fak­tami histo­rycz­nymi, a jedy­nie legendą, będącą próbą przed­sta­wie­nia tych w grun­cie rze­czy zbrod­ni­czych grup jako pew­nego rodzaju orga­ni­za­cji dobro­czyn­nych, któ­rych ist­nie­nie w spo­łe­czeń­stwie jest jak naj­bar­dziej uza­sad­nione, a wręcz nie­zbędne. W rze­czywistości bowiem japoń­ska yakuza powstała dopiero w XVIII stu­leciu, a jej człon­ko­wie nie byli by­naj­mniej szla­chet­nymi obroń­cami uci­śnio­nych, ale zaj­mo­wali się tym, czym zazwy­czaj zaj­mują się współ­cze­śni gang­ste­rzy, a więc wymu­sze­niami opłat za ochronę, hazar­dem i nie­le­gal­nym han­dlem, zaś tere­nem ich dzia­łal­no­ści były miej­skie gospody, karczmy oraz wszel­kiego rodzaju spe­lunki. Z kolei chiń­ska triada fak­tycz­nie powstała w XVII wieku jako orga­ni­za­cja pod­ziemna, mająca na celu oba­le­nie man­dżur­skiej dyna­stii Qing, ale już w następ­nym stu­leciu prze­kształ­ciła się w orga­ni­za­cję o cha­rak­te­rze prze­stęp­czym, spe­cja­li­zu­jącą się w han­dlu opium.

Z badań popar­tych histo­rycz­nymi dowo­dami wynika, że mafia sycy­lij­ska jest orga­ni­za­cją znacz­nie star­szą, a jej początki się­gają wie­ków śred­nich. Warto jed­nak dodać, że część bada­czy stara się oba­lić tę tezę, wska­zu­jąc, iż tak stary rodo­wód mafii jest niczym innym, jak tylko ele­men­tem mafij­nej legendy stwo­rzo­nym przez człon­ków cosa nostry. Inni się z tym nie zga­dzają i uwa­żają, że począt­ków mafii nale­ża­łoby szu­kać jesz­cze w śre­dnio­wie­czu, a kon­kret­nie w XIII stu­le­ciu, kiedy rau­brit­te­rzy, czyli ludzie wywo­dzący się z rodów rycer­skich, któ­rzy zamiast odda­wać się rycer­skiemu rze­mio­słu, wybie­rali dość oso­bliwy spo­sób pomna­ża­nia mająt­ków, napa­da­jąc na prze­jeż­dża­ją­cych szla­kami wio­dą­cymi koło ich zam­ków kup­ców oraz podróż­nych. Z cza­sem owi ryce­rze-rabu­sie zbie­rali się w więk­sze grupy, ope­ru­jące głów­nie na tere­nach górzy­stych, co utrud­niało ich wykry­cie i uniesz­ko­dli­wie­nie. W efek­cie prze­kształ­cili się w bandy zwy­czaj­nych ban­dy­tów, trud­nią­cych się roz­bo­jem. I to wła­śnie te ugru­po­wa­nia, o hie­rar­chicz­nej struk­tu­rze i kie­ru­jące się wewnętrz­nym kodek­sem postę­po­wa­nia, stały się fun­da­men­tem mafii. Inni wska­zują na hisz­pań­ski rodo­wód nie­le­gal­nej orga­ni­za­cji, która roz­go­ściła się na Sycy­lii i na połu­dniu Ita­lii w cza­sach, gdy te rejony znaj­do­wały się pod pano­wa­niem hisz­pań­skim. W Hisz­pa­nii jed­nak umarła śmier­cią natu­ralną, pod­czas gdy w Ita­lii wręcz roz­kwi­tła i ma się dobrze po dziś dzień.

Bez wąt­pie­nia we współ­cze­snych Wło­szech dzia­łają trzy wiel­kie orga­ni­za­cje prze­stęp­cze, w wypadku któ­rych śmiało można użyć okre­śle­nia "syn­dy­kat zbrodni". Są to: kala­bryj­ska 'ndran­gheta3, neapo­li­tań­ska camorra oraz sycy­lij­ska cosa nostra, wobec któ­rej po raz pierw­szy użyto okre­śle­nia "mafia" i któ­rej poświę­cona jest niniej­sza publi­ka­cja. Poza wymie­nio­nymi ugru­po­wa­niami na tere­nie Włoch działa jesz­cze jedna, acz­kol­wiek mniej­sza, grupa prze­stęp­cza - Sacra Corona Unita, czyli Zjed­no­czona Święta Korona, ope­ru­jąca na tere­nie Apu­lii. Wszyst­kie wymie­nione tu orga­ni­za­cje łączy kilka cha­rak­te­ry­stycz­nych cech, odróż­nia­ją­cych je od innych pospo­li­tych prze­stęp­czych band, także wło­skich. Po pierw­sze, są to ugru­po­wa­nia tajne i nie każdy może zostać ich człon­kiem. Po dru­gie, wszy­scy ich człon­ko­wie czują przy­na­leż­ność do wiel­kiej cało­ści, pod­miotu o hie­rar­chicz­nej struk­tu­rze, a więc cze­goś, co nie jest zwy­czaj­nym ugru­po­wa­niem prze­stęp­czym w rodzaju pospo­li­tego gangu. I wresz­cie po trze­cie, wymie­nione orga­ni­za­cje pró­bują, zazwy­czaj z suk­ce­sem, zastę­po­wać, ich zda­niem, nie­udolne pań­stwo. Wydaje się, że lokalni bos­so­wie mafii wole­liby, aby na opa­no­wa­nym przez nich tere­nie nie funk­cjo­no­wały żadne organy czy urzędy wła­dzy pań­stwowej, zaś oby­wa­tele ze wszyst­kimi bolącz­kami i pro­ble­mami zwra­cali się wyłącz­nie do nich. Jak zauwa­żył jeden z naj­słyn­niej­szych pogrom­ców mafii sycy­lij­skiej, sędzia Gio­vanni Fal­cone, cosa nostra jest: "orga­ni­za­cją nie­jako prawną, wymie­rza­jącą sro­gie kary za nie­po­sza­no­wa­nie jej wła­snych reguł"4. Co wię­cej, sędzia orzekł, iż cosa nostra to "pań­stwo-mafia", które jest "bar­dziej funk­cjo­nalne i sku­teczne od naszego pań­stwa"5. Dodał rów­nież, że cosa nostra jest "sys­te­mem wła­dzy, jej arty­ku­la­cją, meta­forą i pato­lo­gią"6, który "staje się pań­stwem na ziemi, gdzie pań­stwo jest tra­gicz­nie nie­obecne"7. I rze­czy­wi­ście, sycy­lij­ska cosa nostra powstała w odpo­wie­dzi na zapo­trze­bo­wa­nie tam­tej­szego spo­łe­czeń­stwa na silną i sku­teczną wła­dzę, któ­rej pań­stwo nie było w sta­nie zapew­nić. Nato­miast pier­wot­nym celem tam­tej­szej mafii było zapew­nie­nie ochrony sze­roko rozu­mia­nych inte­re­sów jej człon­ków.

Bodaj naj­po­pu­lar­niej­szą wer­sją opo­wia­da­jącą o mafij­nych począt­kach jest ta wywo­dząca ją z wieku XIII. Zda­niem jej zwo­len­ni­ków powsta­nie mafii wiąże się z nie­szpo­rami sycy­lij­skimi, jak okre­śla się powszechne powsta­nie Sycy­lij­czy­ków prze­ciwko rzą­dom fran­cu­skich Ande­ga­we­nów, które wybu­chło w Ponie­dzia­łek Wiel­ka­nocny 30 marca 1282 roku w Palermo. Zbun­to­wane tłumy miały krzy­czeć gło­śno: Morte ai Fran­cesi indi­pen­denza anela!, czyli: Śmierci Fran­cu­zów pożąda nie­pod­le­głość! I wła­śnie pierw­sze litery tego hasła: M-A-F-I-A, wykrzy­cza­nego przez Sycy­lij­czy­ków, miały dać nazwę póź­niej­szej orga­ni­za­cji. A ponie­waż w powszech­nej pamięci powsta­nie prze­trwało jako zbrojne wystą­pie­nie pro­stego ludu prze­ciwko nie­spra­wie­dli­wo­ści ze strony uci­ska­ją­cych Sycy­lię fran­cu­skich moż­nych oraz bro­nią­cych ich żoł­da­ków, powstała na fali tego ruchu mafia miała być orga­ni­za­cją bro­niącą pra­sta­rego porządku i pro­stych ludzi. Kie­ro­wała się przy tym suro­wymi, czę­sto okrut­nymi zasa­dami, ale jeżeli nawet dopusz­czała się zabójstw, to wyłącz­nie w słusz­nej spra­wie, bro­niąc odwiecz­nych praw.

Inna, rów­nie roman­tyczna legenda szuka korzeni mafii w dzia­łal­no­ści legen­dar­nych śre­dnio­wiecz­nych Beati Paoli, taj­nej sekty, bądź - jak kto woli - taj­nego sto­wa­rzy­sze­nia, funk­cjo­nu­ją­cego w śre­dnio­wie­czu na Sycy­lii, a według nie­któ­rych źró­deł rów­nież na Mal­cie. Co cie­kawe, wer­sja wywo­dząca mafijne korze­nie od tej orga­ni­za­cji jest szcze­gól­nie popu­larna wśród człon­ków cosa nostry, zwłasz­cza tych pro­mi­nent­nych. Jeden z naj­słyn­niej­szych, a zara­zem naj­okrut­niej­szych ojców chrzest­nych w histo­rii, Salva­tore Riina, w trak­cie swo­jego pro­cesu wie­lo­krot­nie odwo­ły­wał się do owej tajem­ni­czej orga­ni­za­cji. Cho­ciaż nie ma żad­nych kon­kret­nych dowo­dów, że Beati Paoli w ogóle ist­nieli, a więk­szość histo­ry­ków uważa ich raczej za twór wyobraźni Sycy­lij­czy­ków, swego rodzaju odpo­wied­nik anglo­sa­skiego Robin Hooda w wer­sji zbio­ro­wej. Nie­wy­klu­czone jed­nak, że w tej legen­dzie o szla­chet­nych roz­bój­ni­kach bro­nią­cych bied­nych jest jed­nak coś na rze­czy. Funk­cjo­na­riu­sze wymiaru spra­wie­dli­wo­ści uwa­żali co prawda opo­wie­ści o mafij­nych rytu­ałach ini­cja­cyj­nych, obej­mu­ją­cych przy­sięgi krwi i ognia, za bania­luki, jed­nak zezna­nia pen­titi dowio­dły, iż w krę­gach mafij­nych wciąż prak­ty­kuje się takie oby­czaje.

Ist­nieje także legenda wska­zu­jąca na wspólne korze­nie wszyst­kich wło­skich orga­ni­za­cji mafij­nych, począw­szy od cosa nostry, na camo­rze skoń­czyw­szy. Co wię­cej, bio­rąc pod uwagę teo­rię wywo­dzącą mafię z Hisz­pa­nii, ma ona nawet pewne pod­stawy naukowe. Opo­wiada bowiem o trzech hisz­pań­skich rycer­zach: Ossie, Mastros­sie i Car­ca­gnos­sie, któ­rzy ucie­kli z Hisz­pa­nii po zamor­do­wa­niu pew­nego ary­sto­kraty. Jego zabi­cie było pomstą za zgwał­ce­nie sio­stry jed­nego z nich, ale jed­no­cze­śnie spra­wiło, że byli ści­gani przez prawo i musieli sal­wo­wać się ucieczką za gra­nicę. Zatrzy­mali się na wyspie Favi­gnana, leżą­cej przy zachod­nim cyplu Sycy­lii, i zało­żyli tam tajne brac­two, z wła­snym kodek­sem hono­ro­wym. Po bli­sko trzy­dzie­stu latach bra­cia posta­no­wili roz­nieść swoje idee dalej. Mastrosso, który powie­rzył swe życie oraz ziem­skie sprawy Naj­święt­szej Panience, udał się do Neapolu, gdzie stwo­rzył orga­ni­za­cję, z któ­rej roz­wi­nęła się camorra. Car­ca­gnosso, który obrał sobie za patrona Michała Archa­nioła, wyje­chał do Kala­brii i tam dał począ­tek 'ndran­ghe­cie. Nato­miast Ossa, który oddał się pod opiekę świę­temu Jerzemu, poże­glo­wał na Sycy­lię, gdzie zało­żył tajne brac­two, z któ­rego po wie­kach wyło­niła się cosa nostra. Tyle legenda. Tym­cza­sem na Favin­gna­nie, na któ­rej mieli osiąść trzej bra­cia, w cza­sach Kró­le­stwa Obojga Sycy­lii, które jak wia­domo obej­mo­wało Sycy­lię oraz połu­dniowe Wło­chy ze sto­licą w Neapolu, mie­ściła się kolo­nia karna. Ponoć osa­dzeni tam prze­stępcy dosko­na­lili reguły hono­rowe, któ­rych mieli prze­strze­gać po wyj­ściu na wol­ność i powro­cie do nie­cnej dzia­łal­no­ści. Bo w XIX stu­le­ciu na Sycy­lii fak­tycz­nie funk­cjo­no­wały zbó­jec­kie grupy, które niczym sekty kie­ro­wały się okre­ślo­nym kodek­sem postę­po­wa­nia, miały wła­sny język oraz opra­co­wany sys­tem zna­ków, uła­twia­jący roz­po­zna­wa­nie człon­ków poszcze­gól­nych band. Co wię­cej, wło­scy dzia­ła­cze nie­pod­le­gło­ściowi, któ­rym przy­szło dzie­lić wię­zienne cele z człon­kami owych ugru­po­wań, byli nimi wręcz zafa­scy­no­wani. A przy­naj­mniej tak wynika z ich zacho­wa­nych pamięt­ni­ków i wspo­mnień, z któ­rych wyła­nia się wręcz fascy­nu­jący wize­ru­nek ludzi honoru (uomo d'onore), bo ci prze­stępcy wła­śnie takim mia­nem okre­ślali sami sie­bie. Wszy­scy nie tylko budzili strach pośród innych, ale i podziw świetną orga­ni­za­cją wewnątrz ugru­po­wań oraz twar­dymi, hono­ro­wymi regu­łami, któ­rym pod­le­gał ich prze­stęp­czy świat.

Wiele kon­tro­wer­sji budzi ety­mo­lo­gia słowa "mafia", gdyż obok teo­rii wywo­dzą­cej je od bojo­wego okrzyku sycy­lij­skich powstań­ców z XIII wieku, ist­nieją także inne. Dość popu­larna legenda głosi, jakoby pew­nego dnia, przy­pa­da­ją­cego aku­rat w Wielki Tydzień 1282 roku, fran­cu­ski żoł­nierz zgwał­cił sycy­lij­ską dzie­wicę, a jej prze­ra­żona matka bie­gła przez ulicę gło­śno krzy­cząc: Ma fia, ma fia!, czyli "moja córka". I wła­śnie to zawo­ła­nie zroz­pa­czo­nej i bez­sil­niej wobec krzywdy wła­snego dziecka kobiety stało się okrzy­kiem bojo­wym ruchu oporu prze­ciwko Fran­cu­zom, a z cza­sem nazwą orga­ni­za­cji. Nie­któ­rzy wywo­dzą ten ter­min od arab­skiego słowa maha, ozna­cza­ją­cego jaski­nię i kamie­nio­łom, zwłasz­cza że w dia­lek­cie sycy­lij­skim jaski­nie znaj­du­jące się nie­da­leko Tra­pani i Mar­sali, w któ­rych czę­sto znaj­do­wali schro­nie­nie tam­tejsi prze­stępcy, zwano mafie. Inni wska­zują na pocho­dze­nie tego ter­minu od Maafir, nazwy sara­ceń­skiego rodu panu­ją­cego w Emi­ra­cie Sycy­lii w okre­sie 831-1091, zaś nie­któ­rzy opo­wia­dają się za sta­ro­fran­cu­skim sło­wem mau­fer, ozna­cza­ją­cym boga zła, któ­rego ponoć pota­jem­nie czcili tem­pla­riu­sze; albo arab­skim míhal, czyli zgro­ma­dze­niem. Ist­nieje także wer­sja, przez pro­fe­sjo­nal­nych bada­czy zali­czana do legend, jakoby słowo to wywo­dziło się wprost od zało­ży­ciela pierw­szej mafii w histo­rii, nie­ja­kiego Tur­ridu Mafii, podob­nie jak teo­ria, że pocho­dziło ono od czło­wieka zwa­nego Maf­fio, który miał zało­żyć pierw­szą grupę prze­stęp­czą o mafij­nym cha­rak­te­rze. W ten sam spo­sób trak­to­wana jest histo­ria wywo­dząca nazwę mafii od żyją­cej w XVII stu­le­ciu i zgła­dzo­nej przez inkwi­zy­cję sycy­lij­skiej cza­row­nicy, zna­nej jako Cata­rina la Lica­tisa nomata ancor Maf­fia, czyli: zuchwała, opę­tana wła­dzą i wynio­śle aro­gancka. Dość oso­bliwą ety­mo­lo­gię słowa "mafia" podaje dzie­więt­na­sto­wieczny lin­gwi­sta Anto­nino Tra­ina, który wywo­dzi je z dia­lektu flo­renc­kiego, w któ­rym mafia albo maf­fia ozna­cza biedę, brak cze­goś. Ten sam nauko­wiec wska­zuje też na flo­renc­kie słowo sma­feri, czyli "gliny", dowo­dząc jed­no­cze­śnie, iż zna­cze­nie słowa "mafia" powią­zane jest z fak­tem, że zarówno mafiosi, jak i poli­cjanci z reguły są dobrze zbu­do­wa­nymi osił­kami, ale naj­czę­ściej są także biedni. Dziś hipo­tezę Tra­iny, zda­niem wielu popartą raczej regio­nalną dumą bada­cza niż rze­tel­nymi bada­niami, trak­tuje się z reguły jako cie­ka­wostkę.

Należy także pamię­tać, że sam wyraz mafia w dia­lek­cie sycy­lij­skim ozna­cza urok, wdzięk. W daw­nych cza­sach, kiedy miesz­ka­jący w Palermo na Sycy­lii męż­czy­zna widział ładną dziew­czynę, z jego piersi wyry­wał się okrzyk: "Ileż w niej mafia!" albo: "Ależ z niej mafin­sedda!". Ist­nieje także teo­ria wywo­dząca ter­min "mafia" ze znacz­nie póź­niej­szych cza­sów, zgod­nie z którą jest to połą­cze­nie pierw­szych liter słów: Mazzini Auto­rizza Furti, Incendi, Avve­le­na­menti, czyli "Maz­zini zezwala na kra­dzieże, pożary, otru­cia". W tym przy­padku cho­dzi oczy­wi­ście o Giu­seppe Maz­ziniego (1805-1872), wło­skiego praw­nika, dzien­ni­ka­rza, a jed­no­cze­śnie bojow­nika o wol­ność, któ­rego zwano Ojcem Ojczy­zny. Dzia­łacz był bli­skim sojusz­ni­kiem Gari­bal­diego w jego dziele zjed­no­cze­nia Włoch, ale opo­wia­dał się za bru­tal­nymi meto­dami walki z wła­da­jącą Kró­le­stwem Obojga Sycy­lii dyna­stią Bur­bo­nów, które dziś zapewne przy­nio­słyby mu miano ter­ro­ry­sty. Maz­zini gło­sił bowiem koniecz­ność sto­so­wa­nia roz­bo­jów, pod­pa­leń, a nawet się­ga­nia po tru­ci­znę, gdyż, jak utrzy­my­wał, cel uświęca środki. Około dwu­stu pic­ciotti - na pół wie­śnia­ków, a na pół roz­bój­ni­ków - znaj­do­wało się w sze­re­gach oddzia­łów Giu­seppe Gari­bal­diego, tak zwa­nych Czer­wo­nych Koszul, które w 1860 roku wylą­do­wały na Sycy­lii. Owi pic­ciotti zna­leźli ide­alne kry­jówki wśród skał wapien­nych zwa­nych w języku arab­skim maha. I wła­śnie dla­tego Sycy­lij­czycy nazy­wali ich squ­adri della mafia, co prze­trwało do dziś jako okre­śle­nie nie­le­gal­nej i dosko­nale zor­ga­ni­zo­wa­nej grupy prze­stęp­czej.

Część histo­ry­ków upa­truje zaląż­ków mafii jesz­cze w cza­sach hisz­pań­skiej oku­pa­cji Sycy­lii, któ­rej począ­tek datuje się od 1442 roku, kiedy Alfons V Ara­goń­ski przy­łą­czył wyspę do kró­le­stwa Neapolu. Sycy­lij­czycy, nie zga­dza­jąc się na taki stan rze­czy, a zara­zem obu­rzeni rzą­dami twar­dej ręki spra­wo­wa­nymi przez Hisz­pa­nów, nie tylko stwo­rzyli wła­sny kodeks prawny, który regu­lo­wał ich nie­ła­twe życie pod jarz­mem oku­pan­tów, ale nawet wła­sne siły zbrojne, które zda­niem więk­szo­ści bada­czy były pierw­szymi struk­tu­rami typu mafij­nego. Nama­cal­nym śla­dem hisz­pań­skich korzeni mafii jest cho­ciażby zwrot Don, czyli pan, przed nazwi­skiem mafiosa. Ugru­po­wa­nia te z cza­sem uro­sły w siłę, nato­miast w dru­giej poło­wie XIX stu­le­cia takie zor­ga­ni­zo­wane i uzbro­jone po zęby ugru­po­wa­nia oka­zały się nie­by­wale poży­teczne dla lokal­nych władz i ducho­wień­stwa, gdyż wła­ści­ciele ziem­scy szu­kali u nich pomocy w tłu­mie­niu chłop­skich bun­tów, nato­miast hie­rar­chia kościelna trak­to­wała je jako obroń­ców stanu posia­da­nia. To wła­śnie w ten spo­sób naj­praw­do­po­dob­niej zapo­cząt­ko­wano trwa­jący po dziś dzień sojusz mafii i Kościoła.

Wiel­kim bogac­twem Sycy­lii były złoża siarki, ale bez­pra­wie było nie­ma­łym pro­ble­mem także w kopal­niach tego cen­nego surowca aż do 1893 roku, kiedy wpro­wa­dzono sank­cje karne za wszel­kiego rodzaju prze­stęp­stwa doko­ny­wane na tere­nie kopalni. Zanim do tego doszło, pra­cu­jący tam gór­nicy szu­kali ochrony na wła­sną rękę, wynaj­mu­jąc do tego celu mło­dych tra­ga­rzy zwa­nych carusi. Zatrud­niani w kopal­niach w bar­dzo mło­dym wieku, prak­tycz­nie jesz­cze jako dzieci, mie­rzyli się z pracą w trud­nych warun­kach, czę­sto ponad siły. Wielu z nich przy­pła­ciło to życiem, ale ci, któ­rzy prze­żyli, dostali twardą szkołę życia i trzy­mali się razem, two­rząc coś w rodzaju taj­nego brac­twa, w któ­rym obo­wią­zy­wały spe­cy­ficzny język oraz cha­rak­te­ry­styczna dla cosa nostry zmowa mil­cze­nia. Owe brac­twa w celu ochrony swo­ich inte­re­sów, jak rów­nież w celu ochrony dóbr powie­rzo­nych im przez zle­ce­nio­daw­ców, nie stro­niły od prze­mocy. Zda­niem wielu to wła­śnie wśród carusi nale­ża­łoby szu­kać pier­wo­cin póź­niej­szej mafii.

O ile nie znamy ety­mo­lo­gii słowa "mafia", o tyle potra­fimy powie­dzieć, kiedy nabrało zna­cze­nia, w jakim uży­wane jest obec­nie. Były to lata sześć­dzie­siąte XIX wieku, a kon­kret­nie 1863 rok, kiedy miała pre­mierę sztuka teatralna pióra Giu­seppe Riz­zotta pt. I mafiusi della Vica­ria. Autor napi­sał ją w dia­lek­cie sycy­lij­skim, ponoć na pod­sta­wie zwie­rzeń pew­nego szyn­ka­rza z przed­mieść Palermo. Ów czło­wiek opo­wie­dział mu o oby­cza­jach, języku oraz sym­bo­lach uży­wa­nych przez człon­ków taj­nego sto­wa­rzy­sze­nia Mafiusi, z któ­rymi miał oka­zję zetknąć się w wię­zie­niu w Palermo. Wspo­mniana sztuka nie należy wpraw­dzie do arcy­dzieł wło­skiego dra­matu, ale zapi­sała się na trwałe w histo­rii ze względu na swój tytuł, dzięki któ­remu słowo mafia weszło na stałe do języka wło­skiego, a potem także do innych. I cho­ciaż współ­cze­śni kry­tycy nie oce­niają dzieła Riz­zotta zbyt wysoko, to jed­nak napi­sany przez niego dra­mat cie­szył się nie­ma­łym powo­dze­niem wśród publicz­no­ści. Jak się oka­zuje, w latach 1863-1866 tylko na deskach teatrów dzia­ła­ją­cych na połu­dniu Włoch wysta­wiano ją aż dwa tysiące razy, z czego ponad trzy­sta razy w samym Palermo. W tej sztuce poja­wia się także nazwa paler­miań­skiego wię­zie­nia Ucciar­done, w któ­rym w przy­szło­ści wyroki będzie odsia­dy­wał kwiat cosa nostry. Akcja dra­matu kon­cen­truje się na życiu grupy więź­niów, któ­rzy de facto rzą­dzą całym wię­zie­niem i za pomocą wymu­szeń, oszustw oraz zastra­sza­nia trzy­mają w sza­chu pozo­sta­łych osa­dzo­nych. Wszy­scy rzą­dzący Ucciar­done należą do taj­nego sto­wa­rzy­sze­nia, kie­ro­wa­nego przez potęż­nego capo, który dzięki przy­chyl­no­ści czę­ści straż­ni­ków korzy­sta z przy­wi­le­jów nie­do­stęp­nych dla pozo­sta­łych więź­niów. W tej sztuce mafio­sem jest kamo­ry­sta, a więc czło­wiek honoru, dobro­wol­nie wstę­pu­jący w sze­regi orga­ni­za­cji jaw­nie dzia­ła­ją­cej prze­ciwko wła­dzy pań­stwo­wej i cha­rak­te­ry­zu­jący się wielką odwagą oraz pra­wo­ścią. Zda­niem bry­tyj­skiego histo­ryka, spe­cja­li­zu­ją­cego się w tema­tyce wło­skiej, w tym także w dzie­jach cosa nostry, Johna Dic­kiego, to wła­śnie za sprawą dzieła Riz­zotta upo­wszech­nił się mit przed­sta­wia­jący mafię jako obroń­czy­nię ubo­gich i sła­bych. Z całą pew­no­ścią nato­miast dzięki dra­ma­towi słowo "mafia" tra­fiło do języka potocz­nego, przy czym nie od razu ozna­czało mafię w zna­cze­niu, w jakim rozu­miemy to współ­cze­śnie. Jesz­cze w 1868 roku słow­nik sycy­lij­sko-wło­ski uzna­wał je za neo­lo­gizm, odno­szący się do naj­róż­niej­szych form zacho­wa­nia, począw­szy od odwagi, poprzez bez­czel­ność, na fan­fa­ro­na­dzie skoń­czyw­szy. I dopiero na samym końcu tego hasła znaj­dziemy wzmiankę, iż jest to zbio­rowe okre­śle­nie wszyst­kich mafio­sów. W ofi­cjal­nych doku­men­tach ter­min "mafia" poja­wił się nato­miast po dwóch latach od pre­miery wspo­mnia­nej wyżej sztuki, a kon­kret­nie 25 kwiet­nia 1865 roku, kiedy ówcze­sny pre­fekt Palermo, Filip Gual­te­ria, wspo­mi­nał o mafii jako o nie­po­ko­jąco sil­nej orga­ni­za­cji prze­stęp­czej.

Żeby zro­zu­mieć, dla­czego to wła­śnie na Sycy­lii powstała, a potem zako­rze­niła się mafia, trzeba przyj­rzeć się histo­rii tej wyspy, która przez wieki prze­cho­dziła z rąk do rąk, a każda z nacji pozo­sta­wiła tam swój nie­za­tarty ślad. Trudno się w tej sytu­acji dzi­wić, bowiem leżąca na szlaku śród­ziem­no­mor­skich wypraw i mająca stra­te­giczne poło­że­nie, a jed­no­cze­śnie posia­da­jąca żyzne, wul­ka­niczne gleby, jak rów­nież kli­mat sprzy­ja­jący upra­wie roślin, Sycy­lia była łako­mym kąskiem dla jej kolej­nych zdo­byw­ców. Jej panami byli zatem Feni­cja­nie, Grecy, Rzy­mia­nie, Ostro­goci, Bizan­tyj­czycy, a następ­nie Ara­bo­wie, Nor­ma­no­wie, Ger­ma­nie, Hisz­pa­nie i Bur­bo­no­wie. I wszy­scy bez umiaru wyko­rzy­sty­wali żyzne gleby wyspy, wyzy­sku­jąc przy tej oka­zji sycy­lij­skich chło­pów. Dla miesz­kań­ców wła­dza była ele­men­tem obcym, nie­ma­ją­cym nic wspól­nego z ich men­tal­no­ścią i dniem codzien­nym, zaś jej przed­sta­wi­ciele koja­rzyli się Sycy­lij­czy­kom wyłącz­nie z uci­skiem i wyzy­skiem. Efek­tem tej sytu­acji była spe­cy­ficzna men­tal­ność miesz­kań­ców Sycy­lii, cha­rak­te­ry­zu­jąca się kom­plet­nym bra­kiem zaufa­nia do struk­tur rzą­dzą­cych, a także nie­wiarą w sku­tecz­ność prawa i ochronę ze strony poli­cji. I to podej­ście nie ule­gło zmia­nie nawet po zjed­no­cze­niu Włoch, które, jak dow­cip­nie zauważa Tomasz Bie­lecki w swo­jej Krót­kiej histo­rii mafii sycy­lij­skiej, przy­nio­sło całemu połu­dniu, w tym także Sycy­lii: "pewien suk­ces, ale bodaj tylko kuchenny. Oliwa ruszyła do zwy­cię­skiej walki z masłem, pasta zepchnęła do naroż­nika polentę, czyli kuku­ry­dzianą mama­łygę z pół­nocy, a owoce morza już chyba zawsze będą się koja­rzyć z Ita­lią bar­dziej niż boloń­ska mor­ta­dela. Kró­lowa Mał­go­rzata Sabaudzka (po wło­sku jej imię brzmi Mar­ghe­rita), żona dru­giego monar­chy zjed­no­czo­nych Włoch Hum­berta I (1878-1900), łaska­wie się zgo­dziła, by pewien neapo­li­tań­ski szef kuchni nazwał jej imie­niem pizzę z pomi­do­rami i moz­za­rellą. Jedna z kuli­nar­nych aneg­dot głosi, że pizzę tę skom­po­no­wano celowo tak, by miała kolor wło­skiej flagi, choć ojcom Risor­gi­mento8 nie o kuch­nię prze­cież cho­dziło"9.

Odno­sząc się poważ­nie do tematu, uczci­wie trzeba przy­znać, że młode pań­stwo wło­skie nie radziło sobie dobrze z anta­go­ni­zmami pomię­dzy miesz­kań­cami poszcze­gól­nych regio­nów, zaś w naro­dzie dopiero budziło się poczu­cie jed­no­ści i toż­sa­mo­ści. Wcze­śniej, jak to ujął kanc­lerz Kle­mens von Met­ter­nich, Wło­chy były "poję­ciem geo­gra­ficz­nym", sta­no­wiły bowiem dość luźno powią­zany zbiór wrogo nasta­wio­nych do sie­bie księstw, z różną walutą, odręb­nymi dia­lek­tami i róż­nymi tra­dy­cjami kul­tu­ro­wymi. W pro­ce­sie zjed­no­cze­nia Włoch odrzu­cono jed­nak kon­cep­cję fede­ra­li­styczną na rzecz stwo­rze­nia jed­no­li­tego pań­stwa z cen­tral­nym rzą­dem. Przy tej oka­zji zanie­chano także reali­za­cji pro­jektu porządku admi­ni­stra­cyj­nego zjed­no­czo­nych Włoch, który opie­rał się na auto­no­mii regio­nów i decen­tra­li­za­cji, co tylko utrwa­liło ist­nie­jące już wcze­śniej kon­tra­sty eko­no­miczne, jak rów­nież kul­tu­rowe i men­talne mię­dzy poszcze­gól­nymi regio­nami, two­rzą­cymi wcze­śniej odrębne księ­stwa. Dosko­nale to widać na przy­kła­dzie połu­dnia kraju, jak rów­nież samej Sycy­lii.

Wpraw­dzie kiedy w 1860 roku Gari­baldi wraz ze swą armią tysiąca10 wylą­do­wał w Mar­sali w zachod­niej czę­ści wyspy, witany był przez miesz­kań­ców jak wyzwo­li­ciel, ale głów­nie dla­tego, że obie­cał kla­sie śred­niej wpro­wa­dze­nie repu­bli­ka­ni­zmu, zaś chło­pom zie­mię pozy­skaną dzięki prze­ję­ciu dóbr kościel­nych i bur­boń­skich laty­fun­diów. Z cza­sem jed­nak wła­dze wyco­fały się z poczy­nio­nych przez Gari­bal­diego obiet­nic, na czym naj­bar­dziej ucier­piało wła­śnie połu­dnie kraju. Nato­miast Sycy­lij­czycy, a zwłasz­cza ocze­ku­jący szyb­kiego wpro­wa­dze­nia reformy rol­nej chłopi, poczuli się wręcz oszu­kani przez pań­stwo. Sar­kano na zbyt wyso­kie podatki, jak rów­nież na nie­znany wcze­śniej pobór do woj­ska, na sku­tek któ­rego mło­dzi, silni ludzie zamiast pra­co­wać na ojco­wiź­nie, wyjeż­dżali na kon­ty­nent, by słu­żyć zjed­no­czo­nemu pań­stwu i kró­lowi. Sycy­lij­czy­kom nie przy­padł do gustu zwłasz­cza sta­now­czo zbyt wysoki poda­tek od dzie­dzi­cze­nia, pobie­rany od wszyst­kich spad­ko­bier­ców. I sporo w tym winy pań­stwa, które nie tylko Sycy­lię, ale i całe połu­dnie trak­to­wało jak swego rodzaju kolo­nię i wyzy­ski­wało je ponad miarę, pod­ko­pu­jąc tym samym zaufa­nie do legal­nych orga­nów wła­dzy. Zwłasz­cza że dla więk­szo­ści rdzen­nych miesz­kań­ców jedy­nymi przed­sta­wi­cie­lami pań­stwa byli poborcy podat­kowi, wyci­ska­jący z nich ostatni grosz. Sytu­ację zaostrzały jawne bunty krwawo tłu­mione przez pań­stwo, które wysłało na wyspę silne oddziały woj­skowe w celu zapro­wa­dze­nia tam porządku, zaś w latach 1861-1865 wpro­wa­dziło w pro­win­cjach połu­dnio­wych stan wyjąt­kowy, co przy­czy­niło się tylko do eska­la­cji kon­fliktu. Wła­dza na wszel­kie prze­jawy buntu reago­wała zwięk­szo­nymi repre­sjami, dopusz­cza­jąc się nawet pale­nia domów czy aresz­to­wań całych rodzin. Szcze­gól­nie surowo karano dezer­cje, za które odpo­wia­dali nie tylko sami dezer­te­rzy, ale ich rodziny, zaś męż­czyzn uni­ka­ją­cych poboru tor­tu­ro­wano, a następ­nie wie­szano, nato­miast po egze­ku­cji publi­ko­wano zdję­cia wisiel­ców w miej­sco­wej pra­sie, w celu odstra­sze­nia poten­cjal­nych naśla­dow­ców. Wszystko na próżno, bowiem mło­dzi Sycy­lij­czycy na­dal uni­kali służby woj­skowej, ucie­ka­jąc przed pobo­rem w nie­do­stępne góry. A tymcza­sem brak reform obie­ca­nych przez Gari­bal­diego, jak rów­nież cen­tra­li­styczny sys­tem wła­dzy spra­wiały, że Sycy­lia popa­dła w biedę i pogrą­żyła się w zaco­fa­niu. Sytu­acja ule­gła pogor­sze­niu pod koniec lat osiem­dzie­sią­tych XIX wieku na sku­tek trwa­ją­cej wów­czas wojny cel­nej z Fran­cją, kra­jem sta­no­wią­cym zasad­ni­czy rynek zbytu sycy­lij­skich towa­rów i pło­dów rol­nych.

Nikt z rdzen­nych miesz­kań­ców połu­dnia Włoch nie ufał ani apa­ra­towi wła­dzy, ani orga­nom wymiaru spra­wie­dli­wo­ści. Taką postawę pre­zen­to­wali nie tylko pro­ści ludzie czy chłopi, ale także przed­sta­wi­ciele ary­sto­kra­cji, któ­rzy jesz­cze za cza­sów Bur­bo­nów, czy wcze­śniej­szego pano­wa­nia Hisz­pa­nów, zdą­żyli przy­zwy­czaić się do oporu i przez poko­le­nia byli prze­ko­nani, iż wła­dzę można, a wręcz należy oszu­ki­wać tak długo, jak tylko się to udaje. A ponie­waż życie nie lubi próżni, na Sycy­lii zaczęto się roz­glą­dać za alter­na­tyw­nym, nie­za­leż­nym od pań­stwo­wego, sys­te­mem bez­pie­czeń­stwa i spra­wie­dli­wo­ści, któ­rego pań­stwo im nie zapew­niało. I wła­śnie odpo­wie­dzią na to zapo­trze­bo­wa­nie stała się mafia. Jak zauważa w swo­jej Histo­rii mafii Marie-Anne Matard-Bonucci: "szcze­gólny typ pań­stwa, który wytwo­rzył się po roku 1860, usta­no­wie­nie for­mal­nej demo­kra­cji, w któ­rej rządy cen­tralne dele­go­wały wiele swych upraw­nień na rzecz klasy poli­tycz­nej Połu­dnia, umoż­li­wiły eli­tom prze­stęp­czym utrwa­le­nie swej wła­dzy i nada­nie jej zna­mion pra­wo­wi­to­ści"11.

W pierw­szej poło­wie XIX stu­le­cia mafiosi byli po pro­stu pośred­ni­kami mię­dzy posia­da­czami ziem­skimi a chło­pami dzier­ża­wią­cymi ich grunty, a ponie­waż peł­nili też funk­cję straż­ni­ków pry­wat­nych posia­dło­ści ziem­skich, mogli legal­nie posia­dać broń. Z uwagi na fakt, że poli­cja nie­zbyt spraw­nie wywią­zy­wała się ze swo­ich zadań, pry­watni wła­ści­ciele plan­ta­cji czy też mająt­ków ziem­skich zatrud­niali całe gangi, w skład któ­rych wcho­dzili głów­nie gabe­lotti (zarządcy) i wła­śnie te ugru­po­wa­nia stały się kość­cem przy­szłej mafii. Wraz z zała­ma­niem się feu­da­li­zmu zmie­nił się cha­rak­ter ich dzia­łal­no­ści - przy apro­ba­cie miej­sco­wej lud­no­ści po pro­stu przej­mo­wali wła­dzę na danym tere­nie i wcie­lali się w rolę samo­zwań­czych stró­żów prawa. Uzbro­jeni mogli efek­tyw­nie kon­tro­lo­wać pod­le­gły im obszar. Mafia pier­wot­nie zapew­niała ochronę przed ban­dy­tami, kra­dzie­żami czy poten­cjal­nymi nega­tyw­nymi skut­kami kon­ku­ren­cji ze strony ościen­nych pań­ste­wek. Jej człon­ko­wie cie­szyli się nie­kła­ma­nym sza­cun­kiem spo­łe­czeń­stwa. Z cza­sem mafia uro­sła w siłę, prze­kształ­ca­jąc się jed­no­cze­śnie z orga­ni­za­cji opie­kuń­czej w grupę prze­stęp­czą, która zaj­mo­wała się ścią­ga­niem hara­czy od miej­sco­wej lud­no­ści, w tym rów­nież za tak banalne czyn­no­ści jak uprawa cytru­sów czy moż­li­wość wypasu bydła.

Ist­nie­nie takiej orga­ni­za­cji, acz­kol­wiek nikt jesz­cze nie nazy­wał jej mafią, dostrzegł cho­ciażby baron Nicol? Tur­risi Colonna, który w swo­jej pracy z 1864 roku Bez­pie­czeń­stwo publiczne na Sycy­lii pisał: "Na Sycy­lii działa sekta, która oplo­tła całą wyspę. Ochra­nia i jest ochra­niana przez wszyst­kich, któ­rzy miesz­kają na wsiach. Poli­cja nie sta­nowi dla niej dużego zagro­że­nia, bo zwy­kle bez trudu unika obław. Sądy też są jej nie­straszne, bo szczyci się, że potrafi odpo­wied­nio naci­snąć na świadka"12. Prze­strogi Colonny nic nie zmie­niły, bowiem lud­ność sycy­lij­ska nie­odmien­nie zwra­cała się o pomoc do ludzi honoru, jak nazy­wali samych sie­bie zaprzy­się­żeni człon­ko­wie mafii. I pomimo faktu, że mafiosi nie stro­nili ani od prze­mocy, ani od zastra­sza­nia, to współ­pra­co­wali z nimi nie tylko pro­ści wie­śniacy, ale także wielcy posia­da­cze ziem­scy oraz przed­sta­wi­ciele Kościoła.

Lite­ra­tura przed­miotu roz­róż­nia poję­cia sta­rej i nowej mafii, przy czym ta pierw­sza, która dawno ode­szła do lamusa, nie była, przy­naj­mniej w począt­ko­wym okre­sie swo­jego ist­nie­nia, nasta­wiona na zyski, co z cza­sem jed­nak ule­gło zmia­nie. Począt­kowo bowiem zaj­mo­wała się dzia­łal­no­ścią okre­ślaną mia­nem "uży­tecz­nej spo­łecz­nie". I taki wła­śnie obraz mafii znaj­du­jemy w opra­co­wa­niach z prze­łomu XIX i XX wieku czy z pierw­szych lat ubie­głego stu­le­cia. "Mafia nie­szko­dliwa to ów swo­isty duch prze­kory, ta postawa sprze­ciwu wobec prób domi­na­cji, to zacho­wa­nie w stylu far­ceur13, jak mówią Fran­cuzi - pisał w 1875 roku mer i póź­niej­szy pre­fekt Palermo, mar­kiz Anto­nio Sta­rabba di Rudini. - Na przy­kład, ja także mógł­bym być takim nie­szko­dli­wym mafioso, nie jestem nim wpraw­dzie, ale w końcu - można tak nazwać każ­dego, kto się sza­nuje, kto jest szcze­gól­nie hardy (...), kto chce popi­sy­wać się odwagą, bić się itd."14. Nato­miast trzy­dzie­ści sześć lat póź­niej Giam­bat­ti­sta Avel­lone, adwo­kat z Palermo pia­stu­jący urząd pro­ku­ra­tora kró­lew­skiego w Tury­nie, udo­wad­niał w 1911 roku w swo­jej publi­ka­cji Mafia: "Mafia sycy­lij­ska nie jest i ni­gdy nie była formą prze­stęp­czo­ści (...) jeśli wśród zwy­kłych oprysz­ków i ludzi zwią­za­nych z zor­ga­ni­zo­waną prze­stęp­czo­ścią trafi się jakiś mafioso, to prze­cież skoro wybrał obóz prze­stęp­ców - już nie jest mafioso, jako że mafioso (...) nie jest prze­stępcą (...)"15. Avel­lone uwa­żał zresztą, że Riz­zotto wyrzą­dził wielką szkodę Sycy­lij­czy­kom, przed­sta­wia­jąc mafię jako zgro­ma­dze­nie prze­stęp­cze. Co cie­kawe, taki pogląd można spo­tkać wśród sycy­lij­skiej spo­łecz­no­ści, jak rów­nież wśród wielu miesz­kań­ców wło­skiego połu­dnia także i dzi­siaj. Ich zda­niem poziom prze­stęp­czo­ści na połu­dniu Włoch nie jest wcale wyż­szy niż w innych kra­jach Europy, a na tym tere­nie nie działa żadna zhie­rar­chi­zo­wana grupa prze­stęp­cza. Teza o dzia­łal­no­ści mafii jest ich zda­niem wyra­zem dys­kry­mi­na­cji i uprze­dzeń wobec miesz­kań­ców połu­dnio­wych Włoch i czyni z nich obiekt szy­derstw i obelg. "To nie­słuszne, mówią, że w Medio­la­nie, Mar­sy­lii czy Lon­dy­nie szajkę zło­dziei uważa się za zwy­kłą szajkę zło­dziei, a na Połu­dniu Włoch - za mafię"16.

Zda­niem czę­ści bada­czy, bo nie wszy­scy uznają teo­rię o sta­rej i nowej mafii, pro­ces prze­kształ­ca­nia się sta­rej mafii w nową roz­po­czął się po dru­giej woj­nie świa­to­wej i nabrał roz­pędu w latach pięć­dzie­sią­tych XX wieku. W prze­ci­wień­stwie do sta­rej nowa mafia jest nasta­wiona na szyb­kie osią­ga­nie zysków i pro­wa­dzi wyłącz­nie dzia­łal­ność prze­stęp­czą. Nie zna­czy to jed­nak, że stara mafia zrze­szała ludzi o wyso­kim morale, stro­nią­cych od prze­mocy i dzia­ła­ją­cych zgod­nie z pra­wem. Wręcz prze­ciw­nie, jak się prze­ko­namy, mafia od zawsze była na bakier z pra­wem, a jej człon­ko­wie, pomimo wznio­słych ide­ałów gło­szo­nych na prawo i na lewo, ni­gdy nie stro­nili od prze­mocy i gdy zaszła potrzeba, bez skru­pu­łów doko­ny­wali zabójstw. Bo wyide­ali­zo­wana do gra­nic moż­li­wo­ści tak zwana stara mafia jest pło­dem mafij­nej sub­kul­tury, wytwo­rem wyobraźni jej człon­ków, wyko­rzy­sty­wa­nym w obro­nie racji ist­nie­nia tej zbrod­ni­czej orga­ni­za­cji o szla­chet­nych rze­komo korze­niach.

Mafijny kodeks i mafijne obyczaje

Mafijny kodeks i mafijne oby­czaje

Jak wspo­mniano wyżej, wszystko, co dziś wiemy o mafii, zawdzię­czamy infor­ma­cjom pozy­ska­nym od pen­titi, a więc mafio­sów, któ­rzy zde­cy­do­wali się na współ­pracę z orga­nami ści­ga­nia. Wynika z nich, iż cosa nostra ma struk­turę pira­midy zbu­do­wa­nej na bazie związku rodzin. Na jej czele stoją: wybie­rany przez pozo­sta­łych mafio­sów przy­wódca - capo-fami­glia, jego zastępca, czyli sot­to­capo, jak rów­nież mak­sy­mal­nie trzech dorad­ców - con­si­glieri. Obszar dzia­łal­no­ści orga­ni­za­cji podzie­lony jest tery­to­rial­nie na rodziny zło­żone z żoł­nie­rzy - sol­dati, pla­su­ją­cych się na samym dole mafij­nej hie­rar­chii. Na czele każ­dej deciny, bo tak wła­śnie nazywa się w języku wło­skim ta jed­nostka mafijna, stoi capo-decina zwany cza­sem capo­re­gime, wybie­rany co roku przez samych żoł­nie­rzy. Pomimo że nazwa decina ozna­cza po pol­sku dzie­siątkę, w skład każ­dej rodziny wcho­dzi czę­sto wię­cej niż dzie­się­ciu żoł­nie­rzy, acz­kol­wiek nie­które deciny są tak małe, że nie posia­dają nawet dzie­siątki sol­dati, a tym bar­dziej dowódcy. Rodziny dzia­ła­jące na jed­nym obsza­rze łączą się w man­da­menti, któ­rym kie­ruje capo-man­da­mento, w ter­mi­no­lo­gii pol­skiej nazy­wany czę­sto pre­to­rem. Wszy­scy pre­to­rzy wcho­dzą w skład struk­tury kie­row­ni­czej zwa­nej Kopułą (Cupola), na czele któ­rej stoi szef, który wraz z resztą człon­ków tego zarządu, bo wła­śnie taką rolę pełni Kopuła, decy­duje o wybo­rze stra­te­gii dzia­ła­nia, a to ozna­cza, że cokol­wiek dzieje się w łonie cosa nostry, pod­lega zatwier­dze­niu przez Kopułę. Ponie­waż przez lata wszyst­kie mafijne rodziny wywo­dziły się z Palermo i oko­lic, to wła­śnie w tym rejo­nie pier­wot­nie funk­cjo­no­wała Kopuła mafii sycy­lij­skiej. Ostat­nio jed­nak cosa nostra działa także na tere­nie Agri­gento, Tra­pani oraz pro­win­cji Cal­ta­nis­setta. W związku z tym poja­wiła się więc koniecz­ność utwo­rze­nia nowej Kopuły regio­nal­nej, w mafij­nej ter­mi­no­lo­gii funk­cjo­nu­ją­cej jako komi­sja mię­dzy­okrę­gowa (inter­pro­vin­ciale). W jej skład wcho­dzą przed­sta­wi­ciele poszcze­gól­nych pro­win­cji. Zda­niem wielu znaw­ców tematu czę­sto poja­wia­jące się w książ­kach, a nawet donie­sie­niach medial­nych sta­no­wi­sko capo di tutti capi, czyli szef wszyst­kich sze­fów, w rze­czy­wi­sto­ści nie ist­nieje. Jed­nak wielu z mafij­nych bos­sów miało tak roz­le­głą wła­dzę, że prak­tycz­nie dowo­dzili całą sycy­lij­ską cosa nostrą, dla­tego wobec nich sto­suje się wła­śnie to okre­śle­nie. Należy zali­czyć do nich cho­ciażby Salva­to­rego Riinę, Ber­narda Pro­ven­zana czy Mat­teo Mes­sinę Denara.

Nie każdy może być człon­kiem mafii. Jak zezna­wał skru­szony mafioso Salva­tore "Totuc­cio" Con­torno: "Nie można tak po pro­stu przyjść i powie­dzieć: chciał­bym wstą­pić do mafii. Trzeba być wezwa­nym"17. Bez­względ­nym warun­kiem jest, aby kan­dy­dat wziął udział w mor­der­stwie albo wła­sno­ręcz­nie wysłał kogoś na tam­ten świat, dzięki czemu unika się przy­ję­cia do klanu "kreta" - taj­nego funk­cjo­na­riu­sza poli­cji. Także posia­da­nie wśród krew­nych poli­cjanta czy funk­cjo­na­riu­sza wymiaru spra­wie­dli­wo­ści auto­ma­tycz­nie skre­śla szansę na człon­ko­stwo w cosa nostrze. Leonardo Vitale, pierw­szy mafioso w dzie­jach, który zde­cy­do­wał się na współ­pracę z poli­cją, zeznał, że pomimo iż uro­dził się w rodzi­nie o mafij­nych tra­dy­cjach, musiał przejść kilka prób, zanim w ogóle roz­wa­żono moż­li­wość jego wstą­pie­nia w sze­regi cosa nostry. Jako ośmio­la­tek na pole­ce­nie mafii zabił psa, w wieku lat pięt­na­stu - konia, a jako dzie­więt­na­sto­la­tek po raz pierw­szy zabił czło­wieka. Jego wuj miał mu przed­tem powie­dzieć: "Zabij męż­czy­znę, żeby stać się męż­czy­zną"18, co mogło też zna­czyć, że nie­szczę­sny Vitale miał skłon­no­ści do przed­sta­wi­cieli wła­snej płci. A dla homo­sek­su­ali­stów miej­sca w mafii nie ma.

Każ­demu kan­dy­da­towi na mafiosa uważ­nie przy­glą­dają się wszy­scy człon­ko­wie klanu, a on sam musi zacho­wy­wać się nie­na­gan­nie, nie zwra­cać na sie­bie uwagi poli­cji, nie nad­uży­wać alko­holu, nie brać nar­ko­ty­ków. Jak wspo­mniano, do mafii nie mogą wstę­po­wać homo­sek­su­ali­ści, acz­kol­wiek ten zakaz wynika nie tylko z uprze­dzeń, ale także ze wzglę­dów prak­tycz­nych: cho­dzi o to, aby miłość i lojal­ność wobec part­nera nie prze­wyż­szyły lojal­no­ści wobec rodziny. Dopiero kiedy wszy­scy uznają, że kan­dy­dat jest gotowy przy­stą­pić do mafii, odbywa się spe­cjalna cere­mo­nia ini­cja­cyjna, która prze­biega dokład­nie w taki sam spo­sób, jak miało to miej­sce prze­szło sto lat temu. Kan­dy­da­towi nakłuwa się kol­cem dzi­kiej poma­rań­czy opuszkę ser­decz­nego palca, z któ­rego krew spływa na obra­zek z wize­run­kiem Madonny bądź jakie­goś świę­tego. Następ­nie pod­pala się ten obra­zek i daje w dłoń nowi­cju­sza, który musi trzy­mać go dotąd, aż spło­nie, wypo­wia­da­jąc przy tym for­mułkę: "Jeśli zdra­dzę cosa nostrę, spłonę jak ten święty obra­zek". W lite­ra­tu­rze przed­miotu spo­tyka się także inne wer­sje wspo­mnia­nej przy­sięgi: "Przy­się­gam, że będę lojalny wobec moich braci, że ni­gdy ich nie zdra­dzę, a jeśli zawiodę, niech spłonę i stanę się popio­łem podob­nym do popiołu z tego obrazka"19, "Jak pło­nie ten święty, tak spło­nie moja dusza"20. Nato­miast Tom­maso Buscetta oraz inny skru­szony, Con­torno Cal­de­rone, zeznali, iż w cza­sie uro­czy­sto­ści wypo­wie­dzieli słowa: "Niech moje ciało spło­nie jak ten święty obra­zek, jeśli nie będę wierny mojej przy­się­dze"21.

Nie­za­leż­nie od brzmie­nia for­mułki, każdy po przej­ściu cere­mo­nii staje się mężem czy też czło­wie­kiem honoru, bowiem wła­śnie tak nazy­wają sie­bie człon­ko­wie cosa nostry, któ­rych reszta spo­łe­czeń­stwa okre­śla po pro­stu mia­nem mafio­sów. Dla nowo przy­ję­tych jest to powód do dumy. "Być mafio­sem zna­czyło wejść do świata ludzi, któ­rzy coś zna­czą - rela­cjo­no­wał skru­szony mafijny boss Gaspare Mutolo. - Kiedy zosta­jesz ofi­cjal­nie przy­jęty, sze­fo­wie mówią ci, że jesteś czło­wie­kiem wyżej posta­wio­nym. Dla­tego nie możesz zapra­szać do domu ludzi nie­bę­dą­cych człon­kami orga­ni­za­cji. Możesz spo­ty­kać się tylko z innymi ludźmi honoru. Roz­po­zna­jesz ich, bo kiedy ci ich przed­sta­wiają, mówią: "Lui ? come a noi" [On jest taki jak my]. Innym na­dal się kła­niasz, ale z daleka. (...) Czu­łem się dumny. Poje­cha­łem zaraz do Palermo. Zda­jesz sobie sprawę, jaki to zaszczyt być czło­wie­kiem honoru? Nagle cała dziel­nica do cie­bie należy. Nie możesz w to uwie­rzyć: "Ja jestem tutaj wła­ści­cie­lem?!". Możesz tu robić, co chcesz, żądać pie­nię­dzy, żądać, co tylko ci się spodoba. I wszy­scy patrzą na cie­bie z sza­cun­kiem"22. Inny skru­szony, Tom­maso Buscetta, zeznał, iż z mafii można odejść tylko w jeden spo­sób - odcho­dząc z ziem­skiego padołu. "Kiedy zosta­nie ode­brana przy­sięga, czło­wiek honoru pozosta­nie czło­wiekiem honoru na całe życie. Nie da się pozbyć tego sta­tusu ot tak, chyba że są jakieś uza­sad­nione motywy - zezna­wał. - (...) Gdzie­kol­wiek jest i czym­kol­wiek się zaj­muje, czło­wiek honoru ni­gdy nie prze­staje nale­żeć do rodziny. (...) Ni­gdy nie zda­rzyło się, żeby czło­wiek honoru poszedł do bossa swo­jej rodziny i poin­for­mo­wał go, że nie chce już nale­żeć do cosa nostry. Oko­licz­no­ści mogą rzu­cić czło­wieka honoru daleko od Sycy­lii i wtedy nie wyko­rzy­stuje się go aktyw­nie w spra­wach rodziny; jed­nak w każ­dej chwili i gdzie­kol­wiek się znaj­duje, rodzina może sobie o nim przy­po­mnieć i popro­sić, by zacho­wał się, jak na czło­wieka honoru przy­stało, i on nie może odmó­wić"23. Wita­jąc się, mafiosi wymie­niają ze sobą pięć poca­łun­ków: za honor, spra­wie­dli­wość, z usza­no­wa­nia, za rodzinę, a przede wszyst­kim za "naszą sprawę", bo ludzie honoru nie uży­wają słowa "mafia". W sto­sunku do orga­ni­za­cji używa się nato­miast ter­minu cosa nostra, co można prze­tłu­ma­czyć jako "nasza rzecz" bądź "nasza sprawa". Ludzie honoru posłu­gują się także spe­cy­ficz­nym języ­kiem, zupeł­nie nie­zro­zu­mia­łym dla postron­nych. Jak twier­dzi Fabri­zio Calvi w swo­jej publi­ka­cji poświę­co­nej życiu codzien­nemu mafii, język ten przy­po­mina gwarę sycy­lij­ską, ale: "uży­tek, jaki [mafiosi] czy­nią z wyra­zów, oraz alu­zyjny i ciężki od domyśl­nych tre­ści spo­sób wysła­wia­nia się spra­wiają, że ich świat "rodzinny" staje się jesz­cze bar­dziej her­me­tyczny. Jeśli to tylko moż­liwe, mężo­wie honoru uni­kają posłu­gi­wa­nia się sło­wem. Ich świat mil­cze­nia zalud­niony jest jed­nak ukrad­ko­wymi spoj­rze­niami, ski­nie­niami głową, wymow­nymi minami, uśmie­chami i innymi odru­chami umoż­li­wia­ją­cymi szyb­kie poro­zu­mie­nie"24.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

F. Calvi, Życie codzienne mafii od roku 1950 do naszych dni, tłum. J. Wacz­ków, War­szawa 1993, s. 15. [wróć]

M.A. Matard-Bonucci, Histo­ria mafii, tłum. W. Dłu­ski, War­szawa 2001, s. 8. [wróć]

Od grec­kiego andra­ga­thia - bra­ter­stwo, męstwo, cnota. [wróć]

G. Fal­cone, M. Pado­vani, Cosa Nostra. Sędzia i "ludzie honoru", tłum. P. Jaku­bik, Lublin 1992, s. 28. [wróć]

Tamże, s. 56. [wróć]

Tamże, s. 13. [wróć]

Tamże, s. 80-81. [wróć]

Po wło­sku dosłow­nie: odra­dza­nie się - okre­śle­nie uży­wane w sto­sunku do zjed­no­cze­nia Włoch. [wróć]

T. Bie­lecki, Krótka histo­ria mafii sycy­lij­skiej, Gli­wice 2018, s. 13. [wróć]

Spe­di­zione dei mille, czyli wyprawa tysiąca, zor­ga­ni­zo­wana w maju 1860 przez Giu­seppe Gari­bal­diego wyprawa 1089 ochot­ni­ków (tzw. Czer­wo­nych Koszul) prze­ciwko Kró­le­stwu Obojga Sycy­lii. [wróć]

M.A. Matard-Bonucci, Histo­ria..., dz. cyt., s. 92. [wróć]

Za: tamże, s. 14. [wróć]

(fr.) - dow­cip­niś. [wróć]

Za: M.A. Matard-Bonucci, Histo­ria..., dz. cyt., s. 14. [wróć]

Za: tamże. [wróć]

Za: M. Machel­ski, Mafia i pań­stwo wło­skie [w:] "Wro­cław­skie Stu­dia Poli­to­lo­giczne" nr 9/2008, s. 123. [wróć]

Za: M. Bier­nacki, Pol­ska bez mafii. Z Mar­kiem Bier­nac­kim roz­ma­wia Tomasz Trzciński, War­szawa 2002, s. 17. [wróć]

Za: T. Bie­lecki, Krótka..., dz. cyt., s. 163. [wróć]

Za: D. Gam­betta, Mafia sycy­lij­ska. Pry­watna ochrona jako biz­nes, tłum. J. Kutyła, War­szawa 2009, s. 210. [wróć]

Za: tamże. [wróć]

Za: tamże. [wróć]

Za: M. Kahn, A. Veron, Kobiety w mafii, tłum. J. Kuhn, War­szawa 2016, s. 10. [wróć]

Za: D. Gam­betta, Mafia..., dz. cyt., s. 183. [wróć]

F. Calvi, Życie..., dz. cyt., s. 35. [wróć]