Magiczne Drzewo. Obrońca - Andrzej Maleszka

Kup ebooka

39.99 zł
35.14 zł (39,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kuki i Gabi stali na przystanku i czekali na autobus.

- Powinniśmy włożyć czerwone czapki - powiedziała Gabi.

- Po co? - zdziwił się Kuki.

- Bo jedziemy do twojej babci i wieziemy koszyk z jedzeniem. Zupełnie jak Czerwony Kapturek.

- Jak byłem mały, nie cierpiałem tej bajki - mruknął Kuki. - Po prostu nienawidziłem tego głupiego Kapturka.

- Czemu?

- Brat straszył mnie wilkiem. W nocy gasił światło i wył. Miałem wtedy pięć lat i naprawdę się bałem.

- No to musimy uważać, żeby wilk nas dziś nie zjadł - zaśmiała się Gabi.

- Autobus jedzie!

Na przystanek zajechał autobus numer 13.

Wsiedli. Przytknęli karty do czytnika i zajęli miejsca na końcu pojazdu. Kosz postawili na sąsiednim siedzeniu.

Gdy autobus ruszył, Kuki poczuł nagle niepokój. Jakby groziło im jakieś niebezpieczeństwo... Nie rozumiał, czemu to czuje. Wiele razy odwiedzał babcię, ale zawsze z rodzicami. Dziś mama była zajęta i prosiła, by Kuki sam zawiózł babci jabłka i syrop. Gabi postanowiła, że pojedzie z nim.

Babcia Kukiego mieszkała w dzielnicy Za Rzeką. Autobus przejechał przez żelazny most i zanurzył się w labirynt wąskich uliczek. Domy były tu stare, tynki popękane. Mniej było sklepów, a więcej śmieci na chodnikach.

Gabi nigdy nie była w tej dzielnicy.

- Tu jest jakoś smutno... - powiedziała, spoglądając przez okno.

- Ale moja babcia jest wesoła - stwierdził Kuki. - I piecze pyszne ciastka, chociaż ma bardzo słaby wzrok.

Wysiedli na końcowym przystanku. Obok stał duży budynek otoczony ceglanym murem.

- Co to za dom? - spytała Gabi.

- Kiedyś była tu fabryka motocykli - wyjaśnił Kuki. - Ale od dawna jest nieczynna.

- Ciekawe, czemu namalowali te wilki.

Fabryczny mur pokrywały rysunki wilczych głów. Na ten widok Kuki znów poczuł niepokój. Nie chciał na to patrzeć.

- Chodź, Gabi, babcia na nas czeka.

Kuki chwycił koszyk i powędrowali z Gabi wzdłuż fabrycznego muru. Kosz był ciężki. Chłopiec co chwila zmieniał rękę, w której go trzymał.

- Pomóc ci? - spytała Gabi.

- Nie - mruknął Kuki.

Nie był zbyt silny, ale nie chciał, by Gabi mu pomagała. Po prostu było mu wstyd prosić dziewczynę o pomoc.

Skręcili w ulicę Kruczą i dotarli do zielonej kamienicy z numerem 5. Tu mieszkała babcia Kukiego. Chłopiec z ulgą postawił koszyk i nacisnął guzik domofonu.

Z głośnika rozległo się:

- Kto tam?

- Babciu, to ja! Przywiozłem ci jabłka i syrop z melisy. To znaczy przywieźliśmy, bo jestem z koleżanką.

- Już wam otwieram. Wchodźcie!

Zapiszczał sygnał. Gabi pchnęła drzwi. Wtedy usłyszeli za sobą szybkie kroki.

Ulicą biegł chłopiec w niebieskiej koszulce. Mógł mieć osiem albo dziewięć lat. Pędził jak szalony. Potknął się, przewrócił, błyskawicznie wstał. Zobaczył Kukiego i Gabi stojących w drzwiach kamienicy. Podbiegł, przecisnął się obok nich i wskoczył do budynku.

Poszli za nim. Zobaczyli, że chłopak kryje się w kącie klatki schodowej.

- Co się stało? - spytała Gabi. - Goni cię ktoś?

- Cicho... - szepnął chłopiec. - Nie zdradźcie im, że tu jestem.

- Komu nie mamy zdradzić?

- Wilkom.

- Co ty gadasz!? - zawołał Kuki. - Jakim wilkom?

- Cii! Nie krzycz! I drzwi zamknijcie, żeby wilki tu nie weszły... Szybko!

Gabi zatrzasnęła drzwi wejściowe. Kuki chciał zapytać, o co chodzi z tymi wilkami, ale wtedy usłyszeli z góry wołanie babci:

- Gdzie wy jesteście!? No chodźcie!

Zerknęli jeszcze raz na tajemniczego chłopca. Schował się za poręczą schodów i patrzył ze strachem na drzwi.

Babcia znów zawołała:

- No chodźcie tu!

Kuki wziął koszyk i razem z Gabi wspięli się na czwarte piętro. W drzwiach mieszkania czekała babcia. Miała okulary z bardzo grubymi szkłami i uśmiechała się do dzieci.

- Dzień dobry - powiedzieli Gabi i Kuki.

- Dzień dobry, nie stójcie w przeciągu, wejdźcie... Ale się cieszę, że przyjechaliście! To twoja przyjaciółka? - Babcia pochyliła się w stronę Gabi, by dokładniej ją zobaczyć. - Jak masz na imię?

- Gabi. To znaczy Gabrysia, ale nikt tak do mnie nie mówi.

- Wejdźcie do pokoju... I daj mi ten koszyk, Kuki.

- On jest ciężki, babciu.

- Nie bój się! Oczy mam słabe, ale ręce mocne. Siadajcie. Dostaniecie sernik z galaretką i sok porzeczkowy.

- Dzięki, babciu, ale my zaraz musimy wracać. Mamy dużo nauki.

- Nauka nie zając, nie ucieknie.

Kuki i Gabi usiedli przy stole nakrytym niebieskim obrusem. Babcia poszła do kuchni.

Kuki spytał szeptem:

- Gabi, jak myślisz, o co chodziło tamtemu chłopakowi? Mówił, że ucieka przed wilkami.

- Może się w coś bawił?

- To nie wyglądało na zabawę. On się naprawdę bał.

Wróciła babcia. Postawiła przed gośćmi talerze z dużymi kawałkami sernika i szklanki soku.

Gabi spróbowała ciasta.

- Pyszne - pochwaliła. - Kiedyś chciałam upiec sernik, ale mi się nie udał.

- Lubisz gotować? - zaciekawiła się babcia.

- Trochę. Najlepiej wychodzą mi naleśniki.

- Babciu... Czy widziałaś tu kiedyś wilki? - spytał Kuki.

- Wilki? W mieście? Co ty wymyślasz?

- Taki chłopak mówił, że goniły go tu wilki.

- Kłamał. Chociaż... - Babcia się zastanowiła. - Kiedyś przed Żabką chcieli mi torebkę wyrwać. Jak się odwróciłam, zobaczyłam wilka. Ale chyba mi się zdawało, bo ja słabo widzę.

- I co było potem? - dopytywał Kuki.

- Zaczęłam krzyczeć, wtedy ten łobuz uciekł. Chcecie pierogów z jagodami?

- Dziękuję, babciu, ale my naprawdę musimy już iść.

- No dobrze - westchnęła babcia. - Zapakowałam ci sernik do koszyka. Tylko podziel się z Gabi.

Kuki i Gabi zeszli po trzeszczących schodach na parter domu. Tajemniczy chłopiec wciąż tam był. Siedział na podłodze, ukryty za balustradą schodów.

Podeszli do niego.

- Czemu się chowasz? - spytał Kuki.

- A co cię to obchodzi? - odburknął niechętnie dzieciak.

- Może ci jakoś pomożemy - powiedziała Gabi. - Mów, co się stało.

Chłopiec patrzył nieufnie. W końcu mruknął:

- Zgubiłem forsę. A muszę im zapłacić.

- Komu?

- Wilkom.

- Co ty znowu wymyślasz! - zawołał Kuki. - Jakie wilki?

- Nie wolno tego zdradzić. Możecie mi dać trochę pieniędzy? Chociaż dwa złote?

- Damy ci, jak powiesz, o co chodzi z tymi wilkami - zaproponował Kuki. - Zgoda?

- Zgoda.

Kuki wyjął z portmonetki dwuzłotówkę i podał chłopcu.

- Teraz gadaj.

Mały chwycił monetę.

- Nic wam nie powiem! - krzyknął i pognał do wyjścia.

Wyskoczył na ulicę.

Kuki i Gabi wybiegli za chłopcem, ale uciekinier był już daleko. Po chwili zniknął za rogiem ulicy.

- Jakaś dziwna sprawa - szepnął Kuki. - Czemu on wciąż gadał o tych wilkach?

- Nie wiem, ale to chyba nic ważnego. - Gabi spojrzała na ekran telefonu. - Niedługo przyjedzie autobus. Chodź, Kuki.

Ruszyli w stronę przystanku. Ulica była pusta, żadnych przechodniów. Mimo to Kukiemu się zdawało, że ktoś ich obserwuje. Oglądał się co chwila za siebie, ale nikogo nie mógł dostrzec.

- Na co patrzysz? - spytała Gabi.

- Wydaje mi się, że ktoś nas śledzi.

Gabi się obejrzała.

- Nikogo nie widzę.

Dotarli na przystanek. Do przyjazdu autobusu zostało pięć minut.

- Zrobię zdjęcia tych rysunków na murze - powiedziała Gabi.

- Po co?

- Są ciekawe. To znaczy dziwne.

Gabi wyjęła smartfon z plecaka. Ruszyła wzdłuż muru, fotografując wilcze głowy namalowane sprayem.

Kuki usiadł na ławce. Myślał o dziwnym chłopcu, który uciekał przed wilkami. Co to mog­ło oznaczać?

Nagle usłyszał krzyk Gabi:

- Ratunku!

Zerwał się i popędził za narożnik muru. Zobaczył, że Gabi klęczy na chodniku i krzyczy. Podbiegł do niej.

- Co się stało!?

- Ktoś na mnie napadł. Ukradli mi telefon!

- Kto to był?

- Nie wiem. Pchnęli mnie z tyłu. Upadłam na chodnik i wtedy wyrwali mi telefon. Uciekli, zanim wstałam.

Kuki się rozejrzał. Zobaczył, że poruszają się krzaki pod fabrycznym murem. Pobiegł tam i wszedł w gąszcz, przeciskając się między zdziczałymi bzami. Wtedy ktoś z tyłu złapał go za ramię. Kiedy Kuki próbował się odwrócić, dostał silne uderzenie, potem drugie. Upadł, zleciały mu okulary. Zanim je znalazł i wcisnął na nos, napastnik zniknął w gęstwinie. Chłopiec zerwał się i ruszył za nim. Nagle stanął jak wryty, bo ujrzał głowę wychylającą się spomiędzy krzaków. To nie była ludzka głowa. To był łeb wilka!

Wilcza głowa zaraz się cofnęła i zniknęła w gąszczu.

Kuki stał jak sparaliżowany. Usłyszał wołanie Gabi:

- Chodź!

Wrócił do przyjaciółki. Na przystanek zajechał właśnie autobus.

- Wsiadamy - powiedziała Gabi.

- Nie! - zaprotestował Kuki. - Musimy odzys­kać twój telefon.

- Nie będziemy się bić z jakimiś bandziorami. Już krew ci leci... Wsiadaj.

Kuki niechętnie wszedł do autobusu. Gabi wsiadła za nim. Pojazd ruszył.

W autobusie Gabi obtarła Kukiemu krew z rozciętej wargi. Bolała ją ręka, bo upadając, mocno się uderzyła.

- Musimy o wszystkim powiedzieć rodzicom - zdecydowała.

- Jak powiemy, że okradły nas wilki, to nam nie uwierzą - westchnął Kuki.

- Naprawdę widziałeś tego wilka?

- Tak. To znaczy głowę. Widziałem ją przez sekundę, ale to był łeb wilka. Na sto procent!

- A może ci się zdawało?

- Nic mi się nie zdawało! - zawołał Kuki.

- Najgorzej z tym telefonem - martwiła się Gabi. - Dostałam go na urodziny. Muszę powiedzieć rodzicom, że go ukradli.

- Poczekaj kilka dni - poprosił Kuki.

- Po co?

- Chcę jutro tam pojechać. Wezmę Budynia. On wywęszy, dokąd poszli ci złodzieje.

- Bez sensu. Znowu od nich oberwiesz. Nie jedź tam!

- Pojadę.

- No dobra - westchnęła Gabi. - Pojedziemy razem. Ale musimy być bardzo ostrożni.

- Ukradli Gabi telefon!? - zawołał Budyń.

- Niestety tak...

Po powrocie do domu Kuki opowiedział Budyniowi o napadzie.

- I co teraz zrobimy? - martwił się kundelek (był psem, który dzięki magii potrafił mówić).

- Gabi uważa, że trzeba o wszystkim poinformować rodziców. Ale jak powiemy, że okradły nas wilki, to nam nie uwierzą.

- Jakaś dziwna sprawa z tym wilkami - mruknął psiak.

- Ty też mi nie wierzysz! - zawołał Kuki. - A ja go widziałem, rozumiesz!? Tam na pewno był wilk! A raczej jakiś wilkoczłowiek. Chcę to wyjaśnić. Jutro tam pojadę, żeby to zbadać.

- Szefie, a może poczekamy na Blubka - zaproponował Budyń.

Blubek był przyjacielem Kukiego. Na niebezpieczne akcje zawsze wyruszali razem.

- On jest na turnieju koszykówki - westchnął Kuki. - Wraca za dwa tygodnie. Muszę sam to załatwić. Bo jest mi wstyd, że nie obroniłem Gabi, rozumiesz!? Dlatego jutro tam pojadę. Wyjaśnię, o co chodzi z tymi wilkami. I spróbuję odzyskać telefon. Gabi pojedzie ze mną.

- Jadę z wami - zdecydował Budyń.

- Okej. Może wywęszysz te stwory.

- Polecimy dra-kulą?

Kuki pokręcił głową.

- Tam są ciasne ulice i zero parków. Nie ma gdzie wylądować. Pojedziemy rowerami, zaraz po lekcjach.

Dalsza część w wersji pełnej