Pogrzeb w sylwestra? Serio? To jakiś ponury żart. Śmialibyśmy się z niego razem, prawda? Ale Ty zniknąłeś, więc śmiałam się sama. Babcia cały czas poprawiała mi szalik, pewnie po to, żeby mnie zasłonić, bo co ludzie sobie pomyślą. Aż w końcu nie wytrzymała i powiedziała, że zachowuję się skandalicznie. W ogóle nie załapała, że człowiek, który śmieje się sam do siebie, to nic specjalnie wesołego. Szaleniec albo klaun. Mama próbowała mnie bronić, mówiła coś o szoku, ale jakoś nie bardzo jej wyszło. Nigdy nie miała poczucia humoru. Ty byś nie był na mnie zły. Bo dlaczego niby nie można śmiać się na pogrzebie? Co w tym złego? Najgorsze już i tak się stało.
Tak myślałam, kiedy czekałyśmy pod kaplicą, ale potem okazało się, że gorsze może być właściwie wszystko. Dzień, który od zawsze kojarzył mi się z piknikami w lesie, data Twoich urodzin zapisana czarną farbą tuż obok najgorszego dnia w moim życiu. Słodki, duszący zapach świec i kwiatów, od którego Kaja o mało nie zwymiotowała. Puste oczy mamy, która tego w ogóle nie zauważyła. No i jeszcze stypa. Co to za okropne słowo w ogóle. Kto je wymyślił? I naprawdę nie rozumiem, dlaczego mama wybrała naszą ulubioną restaurację. Powinniśmy pójść w jakieś obce, brzydkie miejsce, najbrzydsze i najbardziej obce na świecie, ale nie.
Siedzieliśmy dokładnie tam, gdzie dwa miesiące temu. Te same obrusy, ta sama zupa i nawet ten sam kelner. Tylko zamiast Ciebie pełno jakichś obcych ludzi i babcia, która prosiła, żebym nie była dla nich niemiła. Chciałam być chamska, chciałam, żeby zostawili nas w spokoju, żeby sobie poszli. Nawet Dominika i Oskar. Bałam się, że zaczną mnie pocieszać, ale na szczęście prawie nic nie mówili. Pewnie nie wiedzieli, co by mogli powiedzieć. Ja też nie mam pojęcia. Na niektóre rzeczy słowa są za ciasne.
Na przykład przymiotniki - mają tylko trzy stopnie. Zły, gorszy, najgorszy. A jeśli przekroczy się skalę, to co? Język pęknie jak Twój termometr? Pamiętam, opowiadałeś mi, że jak byłeś mały i nie chciałeś iść do szkoły, to włożyłeś termometr do herbaty, żeby udawać, że masz gorączkę. Ale herbata była za gorąca, termometr pękł i wszystko się wydało. A szklanka była pełna szkła i srebrnych rtęciowych kuleczek.
A co się robi, kiedy pęka język i brakuje słów? Włącza się telewizor. To właśnie zrobiła mama, kiedy wróciłyśmy wieczorem do domu.
Przez te kilka ostatnich strasznych dni myślałam tylko o tym, żeby czas przyspieszył, żeby już było po pogrzebie. Ale jak wróciłyśmy same do domu, to zrozumiałam, że nic się nie skończyło. Że dopiero teraz wszystko się zaczęło. Od tej strasznej ciszy, która wyskoczyła na nas z przedpokoju, w którym wciąż wisiała Twoja kurtka do biegania.
Mama nawet nie zdjęła płaszcza, tylko usiadła na kanapie i od razu sięgnęła po pilota. A potem przez kilka godzin siedziałyśmy tak we trzy i patrzyłyśmy w ekran, na którym co chwilę w innym miejscu na świecie wybuchały fajerwerki. W telewizorze ludzie skakali z radości, wznosili toasty i składali sobie życzenia, a mama przytulała do siebie Twoją zieloną kurtkę i Kaję. I mnie trochę też. Na świecie nic się nie zmieniło, ale do nas Nowy Rok nie przyszedł. Zresztą nie był nam do niczego potrzebny. Czekałyśmy na Ciebie. I chociaż żadna z nas tego nie powiedziała, myślałyśmy o jednym. Że zaraz wejdziesz, oprzesz się o szafę przy drzwiach i powiesz: "Ej, co tak siedzicie? Przecież jest sylwester! Zróbmy coś fajnego".
Nie przyszedłeś. Nie mogę uwierzyć, że tak już będzie. Tato, proszę Cię, wróć. Daj jakiś znak, że wciąż tu jesteś. Bo jesteś, prawda? Nie mogłeś tak po prostu zniknąć.
Laura
PS Piszę, bo Twój mejl ciągle działa. Dostałeś swoje newslettery, życzenia świąteczne od sklepu z narzędziami i ponaglenie z biblioteki.