Rozdział 1
Veer z ogromnym niepokojem oczekiwał swoich osiemnastych urodzin. Nie tylko ze względu na mającą po nich nastąpić koronację, ale również przez nieuchronnie nadciągającą wojnę. Widmo konfliktu wisiało nad Amber niczym chmury burzowe przed lądowym, zimowym monsunem.
W dzień przed swymi urodzinami Veer stał w sali tronowej wpatrzony w portret matki i jak to miał od dziecięcych lat w zwyczaju, "prowadził z nią rozmowy". Z ram obrazu każdego dnia zwisał warkocz świeżych, pomarańczowych lub białych kwiatów.
- Nie potrafię do dziś pojąć, jak udało ci się przeżyć koronację, matko. Jestem coraz bardziej przerażony. Wszyscy oczekują ode mnie, że zjednoczę Radżputanę. Jak? Czyż Amber cokolwiek dziś jeszcze znaczy? Albo nazwisko Daswas Khan?
Chłopak wpatrywał się w twarz matki, uśmiechającą się nieznacznie z portretu. Stała w przybranej, dumnej pozie, ubrana w czerwono-złote sari oraz złotą biżuterię. Patrzyła z obrazu swymi dużymi, lekko zmrużonymi oczami z miną, jakby wszystko rozumiała i akceptowała. Zwykle też odnajdywał rozwiązanie swoich dylematów w tym pokoju. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale miał czasem wrażenie, że matka, której nigdy nie poznał, nie opuściła go, tylko spogląda na niego z tego właśnie malowidła. Kochał swoją rodzinę i przybranych rodziców, jednak duch jego prawdziwej matki pozostawał wszechobecny. Nikt nie śmiał, ani nawet nie próbował z tym faktem walczyć.
- Wiesz, trenujemy z Lakshayem czasem na dziedzińcu, ale ja nie czuję się gotowy, by wyjść na pole walki. Z jednej strony bardzo chciałbym i wiem, że mógłbym zwyciężyć. Z drugiej zaś boję się, że polegnę i nie spełnię tych wszystkich oczekiwań. Co wtedy, mata sri
? Potrzebuję więcej czasu...
- Ja uważam, że dasz sobie radę i będziesz doskonałym maharaną. ? Veer usłyszał z przeciwległego kąta pomieszczenia dźwięczny, doskonale znany mu, dziewczęcy głos.
Uśmiechnął się na widok Ushy wchodzącej do sali tronowej. Jego przybrana, młodsza o cztery lata siostra, była bardzo drobnej postury, lecz niezwykłej, rozkwitającej urody dziewczyną.
- Nie słyszałem, kiedy weszłaś. Zamilkłbym w porę. Teraz masz mnie za niespełna rozumu. Rozprawiam do obrazu. ? Zaśmiał się krótko z zażenowania.
Usha podeszła bliżej, stanęła obok chłopaka i spojrzała na malowidło. Każdy jej ruch jak zwykle obwieszczało brzęczenie wielu kolorowych bransolet noszonych przez nią na obu przedramionach oraz pozostałej biżuterii, jaką miała na szyi i w uszach. Veer popatrzył na dziewczynę z uśmiechem na twarzy. Ubrana teraz w różowo-białe sari, wyglądała urzekająco. Pomyślał, że ten, kto ją poślubi, będzie wielkim szczęściarzem, a on osobiście pomści każdy włos, jaki spadłby jej po tym z głowy.
- Wybacz mu jego brak wiary w siebie, maharani ? zwróciła się, jak on wcześniej, do postaci z obrazu, wywołując tym ciepły uśmiech na jego twarzy. Usha zawsze go rozumiała, była dla niego nie tylko młodszą siostrą, ale też najlepszą przyjaciółką. ? Przyszły maharana potrzebuje porządnego lania albo chociaż reprymendy ? zażartowała psotnie i "puściła oko" do Veera.
- Dziękuję, Dzwoneczku. ? Veer od dziecięcych lat tak ją nazywał przez nieustające brzęczenie noszonej przez nią biżuterii.
- Nie musisz mi dziękować. Zdradzić ci sekret?
Uniósł lekko jedną brew, czekając zaciekawiony, aż dziewczyna dokończy. Twarze ich obojga nieskalane były jeszcze żadnymi oznakami czasu. Byli bardzo młodzi i piękni. Usha prócz tego, że była drobnej postury, miała też nieco bledszą karnację niż Veer.
- Zdradź mi ? poprosił z uśmiechem na twarzy.
- Jestem pewna, że wszyscy w tym pałacu rozmawiają z obrazem maharani. Nieraz widziałam tu ojca. Nie słyszałam nigdy, co szepcze pod wąsem, ale wiem, że z nią rozmawia. Mata sri tak samo. W każde święto przychodzi tu z tacą dziękczynną. Cały ten pałac jest zwariowany, mówię ci. ? Veer, słysząc te słowa wypowiedziane konspiracyjnym szeptem, zaśmiał się krótko i przytulił Ushę.
- Jesteś niepoprawna ze swoimi żartami, siostro.
Nie zauważył uczuć malujących się na twarzy dziewczyny, kiedy chowała ją w jego ramionach. Na słowo "siostro" twarz Ushy na moment posmutniała. W chwilę potem zupełnie rozpłynęła się w jego ramionach. Ten, niczego nieświadom, ucałował jeszcze jej czoło w miejscu tuż nad diamentowym, przyczepionym do czoła bindi, po czym wypuścił z ramion. Z trójki swojego przybranego rodzeństwa Veer najlepszy kontakt miał z Ushą oraz z młodszym synem Lakshaya i Baruni, Anuraagiem. Nie wiedział dlaczego, ale odkąd pamiętał, Krishan, najstarszy syn jego przybranych rodziców, pozostawał do wszystkich chłodny i zdystansowany. Dziś nikt już na to nie zwracał uwagi. Krishana w pełni akceptowano z jego dziwactwami. Veer zamierzał właśnie wyjść z komnaty, kiedy dziewczyna odezwała się jeszcze.
- Szukałam cię, aby ci powiedzieć, że daaee maa
chce cię widzieć. ? Na wieść o tym, chłopak posmutniał.
- Jak ona się dziś czuje? ? Usha pokręciła tylko głową w zaprzeczeniu.
- Mam wrażenie, że życie ucieka z niej coraz prędzej. Idź do niej lepiej bez zwłoki. Bardzo nalegała, żebym cię natychmiast wezwała.
Ten skinął głową i wyszedł, pozostawiając Ushę samą w sali tronowej. Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na obraz matki jej ukochanego mężczyzny. Piękna i zarazem mistyczna postać z portretu była od zawsze świadkiem jej największej tajemnicy. W duchu zaśmiała się, przypomniawszy sobie słowa Veera o szaleństwie związanym z przemowami do obrazu. Wszyscy byli tu obłąkani, z nią samą włącznie.
- Proszę, niech on mnie pokocha inaczej niż siostrę. Moja matka rozprawia o rychłych zaręczynach z twoim synem i planuje nam wesele, a ty nieczule na to wszystko spoglądasz i nic nie robisz? Wiesz, że od zawsze kocham go nad życie. Z tą odrobiną cynobru dałabyś mi też trochę miłości ? mówiła to niemal szeptem, z lekkim wyrzutem, kiedy posłyszała głos matki nawołującej ją z zewnątrz. Odwróciła się od obrazu i wybiegła z komnaty, pragnąc dotrzeć do niej jak najprędzej.
Zaręczyny młodych Baruni planowała na dzień po koronacji. Ta z kolei miała nastąpić zaraz po urodzinach przyszłego króla. Usha modliła się, by do tego czasu nie nastąpiło nic nieoczekiwanego, co mogłoby zatrzymać ich zaręczyny i zaślubiny. Z radością i nadzieją w sercu zaczęła też oglądać wraz z matką stroje oraz biżuterię, jakie właśnie im dostarczono.
Veer tymczasem przemierzył pałacowe korytarze i wszedł do jednego ze skromniejszych pomieszczeń. Była to komnata, w której mieszkała jego dawna opiekunka, Sunita. Dziś była już leciwą i schorowaną kobietą. Jej twarz pokrywało wiele płytkich bruzd, lecz spojrzenie pomimo wielkiego zmęczenia i bólu, jaki bez ustanku trawiona chorobą odczuwała, pozostało skupione i bystre.
- Jesteś, chłopcze. Zamknij drzwi ? zachrypiała i nakazała gestem dłoni Veerowi, aby ten się zbliżył. ? Nie mogę odejść z myślą, że nie poznasz prawdy ? zaczęła, gdy ten był już blisko. ? Moje zwłoki z pewnością nie dopaliłyby się na pogrzebie i zostałabym potępiona za karę na wieki.
Veer usiłował zaprzeczyć, ale daaee maa go uciszyła. Mimo iż była tylko służącą i opiekunką dzieci monarchów, w życiu Ushy, Anuraaga i Veera zajmowała szczególne miejsce. Nigdy nie wahała się złajać ich za psoty, nagrodzić słodkościami w tajemnicy czy też pomóc w potrzebie. Przez swoją prostolinijność i szczerość zdobyła serca dzieci od ich najmłodszych lat. Tym bardziej teraz Veer czuł się zaskoczony, usłyszawszy, że kobieta ma jakiś sekret.
- Veer... Boże drogi, jak ci to powiedzieć? Zamiar szczytny, lecz wykonanie prawie niemożliwe ? skarciła sama siebie na głos za wahanie oraz brak umiejętności doboru właściwych słów. ? Byłam świadkiem największej tajemnicy maharani. Ona... kochała pewnego szlachcica z dalekiego kraju.
Veer nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
- Daaee maa, cóż ty pleciesz?! Moja matka? Niemożliwe. Pamięć o niej jest tak nieskazitelna, że nie ma w niej miejsca na miłość ? powiedział z odrobiną jadu w głosie.
Wielokrotnie zastanawiał się, czy jego matka zdolna była do takich uczuć jak miłość. Jeśli byłaby, z pewnością nie porzuciłaby nowo narodzonego syna w imię wojaczki. Była najpotężniejszą władczynią całych środkowych Indii. Mogła wysłać niezliczone armie, aby pokonały Mazida Abdula Muhammada, ale po co jechała sama? Aby zginąć i swoją śmiercią pogrążyć cały kraj w ruinie? Podobne myśli toczyły bój w jego głowie nieustannie. Od lat nie wiedział sam, czy ma ją kochać i podziwiać, czy też nienawidzić i potępiać. Przez całe dzieciństwo pragnął znać swoją matkę, zaznać jej czułości i uczuć, poznać jej wszystkie nauki. Tymczasem miał wrażenie, że mierzy się z legendą, której nigdy nie będzie w stanie dorównać, pomimo iż właśnie tego wszyscy od niego od najmłodszych lat oczekiwali.
- Mylisz się, synu. Twoja matka kochała bardziej niż ktokolwiek inny. Ten szlachcic mieszkał w Radżputanie przez kilka, może kilkanaście miesięcy, dokładnie nie wiem. Osobiście dostarczyłam list do jego domu w dniu koronacji maharani Durgeshwari. Drugi dostarczono, kiedy ogłoszono publicznie twoje narodziny. Potem ten człowiek i jego służący zniknęli bez śladu ? urwała, jakby usiłowała sobie coś przypomnieć.
- Musisz być w błędzie, daaee maa ? zaoponował wstrząśnięty młodzieniec pragnąc, by był to zaledwie kiepski żart.
Jego dawna piastunka obruszyła się:
- Nie mylę się. Wiem. ? Po tych słowach zmieniła ton na bardziej zdecydowany: ? Widziałam cię w dniu narodzin, z pewnością nie byłeś za wcześnie urodzony. A ten szuja, Lakshay, o wszystkim wie, jak podejrzewam. Łaził za maharani jak wierny pies. Chciał pewnie niejednej jej kości. To mu się dostało - tron. To dlatego Radżputana się podzieliła. Tfu! ? Splunęła pogardliwie na bok w kierunku podłogi.
- Sunita, zamilcz! ? rozkazał podniesionym tonem.
Zszokowany aż otworzył szeroko oczy. Sam nie wiedział, co mógłby w tej chwili powiedzieć. Usłyszane przed sekundą informacje nie docierały do niego jeszcze. Czyżby nie był synem radży Khana? Oznaczało to, że nie był Radżputem, a bękartem, obcym pomiotem. Nie miał też do tej pory pojęcia, jak bardzo Sunita pogardzała Lakshayem. Pierwszy raz w życiu doświadczył takiego zachowania u swojej dawnej niani. Długo skrywany sekret maharani właśnie wyszedł na jaw. Piastunka dalej narzekała na swój przyszły los. Widać było, że tajemnica ta niezwykle jej ciążyła.
? Tak czy siak, czeka mnie wszystkie dwadzieścia jeden narak, już jestem w jednej
i nie uciszaj mnie teraz, maharano, tylko idź tam i sam dowiedz się wszystkiego. ? Wsunęła mu niewielki skrawek pergaminu w dłoń i opadła bez sił na poduszki, patrząc przy tym wyzywająco w jego oczy. ? Idź i sam się przekonaj. Dom obcego stoi nietknięty. Ludzie gadają, że odkąd zniknęli jego mieszkańcy, ciąży na nim jakieś licho.
Veer, z zaciśniętymi boleśnie szczękami, wypadł w furii z jej sypialni i niczym chmura gradowa, przebiegł przez bogato zdobione korytarze pałacowe, wyłożone grubymi, bordowymi dywanami. Mijał okna, w których ręcznie żłobione, drewniane okiennice dawały cień w głębi pałacu. Z każdej niemal ściany zwisały czerwone, złote lub pomarańczowe, ozdobnie upięte draperie, które zafalowały teraz pod wpływem ruchu powietrza wytworzonego przez biegnącego chłopaka. W swej wściekłości nie zwrócił uwagi na Anuraaga, który chciał go zatrzymać i dopytać, czy coś się stało. Wybiegł na dziedziniec i pobiegł przez wyłożony po bokach gładkim, lśniącym kamieniem podwórzec. Po chwili, kiedy dotarł do stajni i dosiadł swojego wierzchowca, galopem wyjechał przez bramy pałacu.
- Stało się coś?
Za Anuraagiem stanął jego ojciec, wciąż wpatrzony ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy w kierunek, gdzie przed chwilą zniknął Veer.
- Nie wiem, ojcze.
Anuraag skłonił się przed ojcem z szacunkiem. Lakshay zmierzył go wzrokiem pełnym aprobaty. Już miał odejść, lecz zawahał się i zapytał o swojego pierworodnego syna:
- A Krishan? Nie widziałem go cały dzień.
- Ja również go nie spotkałem ? odparł chłopak.
Lakshay skinął głową w geście zrozumienia i przeszedł do ogrodów, zostawiając syna samemu sobie.
Regent nie spał tej nocy zbyt dobrze. Często miewał marzenia senne o Durgeshwari, jednak dzisiejszy majak przeraził go. Śnił, że maharani stała przed nim w jego sypialni. Ubrana była w złoto-bordową suknię, tę samą, którą nosiła podczas swej koronacji. Stała i patrzyła niemo na Lakshaya, który w końcu podniósł się z poduszek i usiadł na łóżku. Był szczęśliwy, że znowu ją widzi. Miał zamiar wstać z łoża i paść do jej stóp. Kiedy wypowiedział szeptem i z namaszczeniem jej imię, ona wyrzekła zimno dwa słowa: Zawiodłeś mnie. Następnie zniknęła. Głos Durgeshwari rozbrzmiewał w jego umyśle niczym echo aż do tej chwili. Chodził teraz po ogrodzie cały strapiony. Patrzył na parę niebiesko-zielonych, dorodnych pawi, przechadzających się majestatycznym krokiem, zamiatając po zadbanym trawniku długimi, pięknymi ogonami. Jakby ich jednak nie widział. Przed oczami wyobraźni miał tylko jedną kobietę. Łzy bólu, tęsknoty i niespełnienia rozbłysły w oczach mężczyzny. Jak on się nienawidził za to, że jej wtedy nie obronił. Jego najgorszą karą było to, że musiał teraz żyć. Czymże ją zawiodłem? Starałem się tak bardzo, by spełnić należycie wszystkie obietnice, jakie jej złożyłem. ? Natłok myśli Lakshaya był tak wielki, że aż odczuł on bolesne pulsowanie w skroniach. Nie miał okazji, by zebrać je i uspokoić się, gdyż jego samotność została gwałtownie przerwana przez Anuraaga. Przystojna, młodsza kopia ojca wbiegła na ścieżki ogrodowe i stanęła przed nim.
- Ojcze, kurier przywiózł wiadomość.
Młodzian podał regentowi zapieczętowany zwój, który tamten bez zwłoki rozerwał i rozwinął. Kiedy przeczytał zawartość rulonu, zmiażdżył go w ręce. Przez zaciśnięte szczęki wysyczał tylko:
- Szykuj się do drogi.
Lakshay pomyślał w pośpiechu, że po drodze powinni odnaleźć Veera. I gdzie jest, do diabła, Krishan, kiedy powinien tu być!? ? myślał cały w złości. Obaj mężczyźni podążyli do stajni, aby przyszykować się do wyjazdu.