Małżeństwo z miłości - Monica Ali

Reflow text when sidebars are open.
W domu Ghoramich nigdy nie poruszano tematu seksu. Jeśli telewizor był włączony i temu purytańskiemu, pachnącemu kardamonem domowi zagrażała scena z pocałunkami z języczkiem, szybko ją ucinano naciśnięciem guzika na czarnym urządzonku. Kiedy Yasmin po raz pierwszy dostała okres, matka podsunęła jej paczkę podpasek Kotex Maxi i szeptem ją poinstruowała, żeby nie dotykała Koranu. Yasmin była zdezorientowana, bo i tak nigdy nie dotykała Koranu, chyba że matka jej kazała. Z drugiej strony miało to sens, bo Yasmin wiedziała z lekcji biologii, że menstruacja jest związana z rozmnażaniem. Z kolei diagramy z kropkowanymi liniami w podręczniku były zaskakująco, ale niezaprzeczalnie powiązane z aktorami, którzy wpychali sobie nawzajem języki do ust, a tym samym psuli wszystkim przyjemność z oglądania.
Teraz, w wieku dwudziestu sześciu lat, Yasmin wiedziała o seksie wszystko. Ludzkie ciało już dawno ujawniło jej swoje tajemnice. Sypiała z trzema mężczyznami, a z trzecim, Joe - kolegą lekarzem ze szpitala St Barnabas - była zaręczona. Jej rodzice, Shaokat i Anisah, lubili Joe, bo jako lekarz automatycznie nadawał się na męża ich córki, a ponieważ wszyscy lubili Joe, spełniał również inne wymogi. Jeśli Anisah marzyła o tym, żeby jej córka wyszła za dobrego muzułmanina, to zachowała swoje pragnienia dla siebie.
Yasmin siedziała po turecku na łóżku otoczona podręcznikami medycznymi i czekała, aż zawołają ją na dół na kolację. Powinna się uczyć do kolejnego egzaminu, ale nie mogła się skupić. Cztery książki leżały otwarte, sygnalizując zaangażowanie, którego Yasmin nie umiała z siebie wykrzesać. Zamiast wkuwać, przeglądała czasopismo pozostawione przez kogoś w pociągu. Na okładce: "Fałszywe rozstanie!", "Sekretne pojednanie!", "Ona jest w rozsypce!". Nagłówki odnosiły się do celebrytów, bez wyjątku przedstawionych również w formie zdjęciowej, ale Yasmin potrafiła rozpoznać zaledwie jedną osobę. Tylko nieznacznie obniżało to przyjemność z lektury. Zresztą i tak wolała historie o "prawdziwych ludziach". Właśnie skończyła czytać reportaż o matce trójki dzieci z Doncaster, która niedawno odkryła, że jej siedmioletnia córka nie jest jej biologicznym dzieckiem, ponieważ w szpitalu, w którym przyszła na świat, doszło do pomyłki. Przez co ludzie muszą przechodzić! Tymczasem ona, Yasmin, miała niewiele powodów do zmartwienia i mnóstwo powodów do wdzięczności.
Kiedy jutrzejszy wieczór minie, będzie się z siebie śmiała. Nie będzie tak źle, jak sobie wyobrażała. Jej rodzice poznają matkę Joe. Wszyscy zjedzą kolację w jej domu w dzielnicy Primrose Hill, omówią plany ślubne i będą uprzejmie konwersowali. Wielkie rzeczy.
Myśl o jej rodzicach wewnątrz tego dyskretnie okazałego georgiańskiego domu w zabudowie szeregowej wywołała u niej lekkie mdłości. Przełknęła ślinę.
Nie wydarzy się nic kompromitującego. Bez sensu tak się zamartwiać.
Drzwi pokoju się otworzyły i do środka wszedł Arif.
- Niezły busz - powiedział, kręcąc głową.
Wsunęła czasopismo pod książkę.
- Wynocha - powiedziała. - Uczę się. - Powoli do niej dotarło znaczenie jego słów. - Wynocha - powtórzyła.
Arif zamknął drzwi od środka i oparł o nie swoje giętkie, bezczelne ciało.
- Wiesz o tym zdjęciu... jak ci mówiłem, wspominają o nim we wszystkich artykułach na jej temat... ale musiałem mocno pogrzebać, żeby je znaleźć. Chcesz zobaczyć, Apa?
Wyjął telefon z kieszeni dżinsów.
Yasmin już wcześniej postanowiła, że nie zareaguje, niezależnie od tego, z jakimi prowokacjami wyskoczy jej niedostosowany społecznie młodszy brat. Mimo to odruchowo szarpnęła się do tyłu, kiedy Arif zaczął wymachiwać telefonem. Ostatnią rzeczą na świecie, jaką miała ochotę zobaczyć, były narządy intymne Harriet Sangster. Zastanawiała się - nie po raz pierwszy - czy Joe widział osławione zdjęcie swojej matki: leży naga na plecach z szeroko rozstawionymi nogami i z zadartą głową patrzy butnie i wyzywająco prosto w obiektyw.
- To jest fotografia feministyczna - powiedziała z udawanym spokojem w głosie. - Sprzed kilkudziesięciu lat. I tak nie zrozumiesz. Trzymaj się swojego porno. Trzymaj się swojego porno bez włosów.
Zdjęcie było odpowiedzią na ówczesną "kulturę ladettes"1. Yasmin go nie widziała, ale czytała o nim. W epoce, która uważała się za post-feministyczną, post-ideologiczną, post-ironiczną, post-wszystko, Harriet pisała o niebezpieczeństwach mentalności "zero dymania", intelektualnym ubóstwie koncepcji końca historii czy oksymoronicznym idiotyzmie przekonania, że wierzyć w niewiarę nie jest cool. A przede wszystkim pisała o "fałszywym upodmiotowieniu kobiet", jak to nazywała, czyli modelu dziewczyny, która nie ma żadnych hamulców, ostro pije i uprawia dużo wydepilowanego seksu - Harriet uważała ten model za wodę na młyn męskich fantazji karmionych obrazami w stylu soft porno z tak zwanych "czasopism dla chłopaków". Harriet miała własną wersję wyzwolenia kobiet, obejmującą wolność seksualną. Jej wersja szła pod prąd ducha czasów. Zapewniła jej rozgłos, nie zawsze pozytywny. Mimo to, a może właśnie dlatego, wyrobiła sobie pewną pozycję, a zdjęcie należało już do zamierzchłej historii.
- Jak myślisz, Ma i Baba chcieliby to zobaczyć? - spytał z uśmiechem Arif. - Może już widzieli. Wiesz co, Joe powiedział, że powinienem przyjść jutro na kolację.
- Wynoś się natychmiast!
Wzięła do ręki najcięższą książkę.
Arif wzruszył ramionami.
- I tak nie umiesz rzucać.
- Ty gnojku!
Przypuszczalnie widział to zdjęcie wiele miesięcy temu. Od kiedy to Arif ma kłopoty ze znalezieniem czegokolwiek w internecie? Po prostu czekał, zachował sobie zdjęcie na moment, kiedy jego wykorzystanie da mu maksymalną siłę przetargową, czyli na dzień przed spotkaniem rodzin.
- Wyjaśniłaś Ma, że to jest - jak ty to nazwałaś? - zdjęcie feministyczne? Kupiła książkę Harriet, tę pierwszą o wszystkich jej kochankach, wszystkich mężczyznach - i kobietach - bardzo feministyczna. Ale Ma chyba się na to nie nabrała. Stała w kuchni i czytała... gdybyś zobaczyła jej twarz, Apa! Stała nad koszem ze stopą na pedale, więc pokrywa była otwarta. I kiedy mnie zobaczyła, to upuściła. Do śmieci. Jakby się zawstydziła i w ogóle.
Arif się śmiał, kiedy rzuciła podręcznikiem - zgodnie z jego przewidywaniami niecelnie, na drugą stronę pokoju - ale zaraz wyszedł, a Yasmin zerwała się z łóżka i zaczęła chodzić tam i z powrotem, próbując uporządkować myśli.
O ósmej była już głodna. Stojąc przed zamkniętymi drzwiami kuchni, słuchając skwierczenia i brzęku, zastanawiała się, czy wejść i pomóc mamie, czy po cichu wymknąć się z powrotem na górę.
- Chodź, Mini! - zawołał ojciec z salonu. Twierdził, że "Mini" to zdrobnienie jej imienia, ale tak naprawdę nikt inny jej tak nie nazywał. - Usiądź ze mną. - Baba nie podniósł wzroku znad czasopisma, kiedy Yasmin usiadła na kanapie. - Twoja matka spóźnia się dziś z jedzeniem, bo od co najmniej dziesięciu godzin przygotowuje shukto, alu dom, dal pakori, kachori i co tam jeszcze. Robi wszystkie możliwe przekąski. Mówiłem jej pięćdziesiąt razy, że idziemy na kolację, a nie rozstawiamy stragan z ulicznym jedzeniem, ale czy ona mnie słucha? Od lat muszę to znosić. Ta kobieta jest uparta jak muł.
Westchnął i przewrócił stronę czasopisma.
- Może zabierzemy po trochu wszystkiego - powiedziała Yasmin, ale wiedziała, że nie ma na to żadnej nadziei.
Wiedziała, że będą wlekli ze sobą torby wypchane plastikowymi pudełkami i metalowymi puszkami, a nie prezentowali wykwintny talerz degustacyjny z egzotycznymi przysmakami. Harriet będzie oczywiście dostatecznie wyrozumiała, aby ukryć rozbawienie.
- Nie słyszałem wcześniej tego określenia: "chirurg podwykonawca". - Baba odwrócił się do Yasmin, żeby zobaczyć, co ona o tym myśli. - Jest tutaj cały artykuł o amerykańskich lekarzach pozwanych za to, że podzlecili operację. Chciałabyś znać moje zdanie?
Powiedziała, że tak. Pod oknem wykuszowym wyrósł nowy stos rzeczy. W tym domu różne rzeczy rosły jak grzyby w wilgotnym, ciemnym lesie. Pudła i torby bezużytecznych przedmiotów, które miały skończyć w garażu, w pokoju gościnnym albo u sąsiadów pozbawionych dostatecznie silnego charakteru, aby odmówić przyjęcia od pani Ghorami używanej suszarki do sałaty. Tylko nieliczne spośród wykończonych tynkiem kamyczkowym białych domów szeregowych uniknęły zalania rzeczami wysypującymi się z Beechwood Drive 23.
Baba zdjął okulary i pogrążył się w namyśle. Kiedy myślał, miał zwyczaj zdejmować i składać dwuogniskowe okulary, tak jakby prawdę można było dostrzec tylko przez zaglądanie do środka, a nie wyglądanie na zewnątrz. Siedział z wyprostowanymi plecami na drewnianym krześle przy jadalnianym stole z nieheblowanej sosny, który służył mu za biurko, ze stertami teczek i szuflad na nim i pod nim. Miał gabinet, pokój od frontu, jak zawsze go nazywano, który został z wielką pompą umeblowany i wyposażony ileś lat wcześniej, gdy Baba został wspólnikiem w przychodni medycyny rodzinnej, w której wcześniej przez dekadę pracował. Ściany pokoju od frontu były zastawione regałami, na których stały książki naukowe i segregatory z czasopismami. Pośrodku znajdowało się duże mahoniowe biurko ze skórzanymi i mosiężnymi wykończeniami oraz odstręczające czarne krzesło obrotowe. Kiedy Baba miał coś do ogłoszenia albo kiedy udzielał Arifowi kolejnego wykładu - o tym, że nie wie, dokąd zmierza, że wciąż nie dorósł i nie wziął odpowiedzialności za swoją przyszłość - inscenizował te wystąpienia właśnie w pokoju od frontu. Generalnie jednak wolał siedzieć w salonie i czytać przy stole, a gdy chciał pooglądać telewizję, po prostu obracał krzesło, zamiast skorzystać z wygody oferowanej przez sofę albo rozkładany fotel.
- To jest kwestia zgody pacjenta, Mini - powiedział, zakończywszy wewnętrzne deliberacje. - Nie wystarczy, że pacjent podpisze formularz, jego zgoda musi być świadoma. Jeśli nie wie, kto przeprowadzi zabieg, to jego zgoda nie jest świadoma.
- Tak, Baba.
Yasmin wiedziała, że ojciec oczekuje od niej czegoś więcej. Jak mógł pełnić funkcję nauczyciela, skoro ona nie wzięła na siebie roli uczennicy?
Nie potrafiła jednak skupić się na temacie. W żołądku jej burczało z głodu i ze strachu. Od tygodni z najwyższym trudem odpychała od siebie obawy związane z tym, że jej rodzice poznają Harriet. Pomagał jej w tym nawał obowiązków zawodowych, a także - w pewnym stopniu - stanowcze zapewnienia Joe, że wszystko będzie dobrze. Że Harriet nie tylko nic nie nabroi, lecz także będzie zachwycona i zauroczona. Kocha cię oczywiście - powiedział - ale trochę ją rozczarowało, że nie jesteś bardziej indyjska. Twoi rodzice są wystarczająco autentyczni, żeby dostała orgazmu.
Yasmin próbowała o tym nie myśleć, ale temat kręcił się koło niej jak kot sąsiadów mruczący i miauczący na parapecie. Teraz, kiedy ten dzień zbliżał się wielkimi krokami, zdała sobie sprawę, że odsuwała od siebie niewłaściwe powody do zmartwienia. Cokolwiek Harriet naprawdę myśli o Shaokacie i Anisah, miały to przesłonić jej angielskie maniery - zresztą to i tak bez znaczenia. Angielska klasa średnia nie miesza się do spraw matrymonialnych swoich dzieci. Jednak osoba Harriet Sangster wiązała się z zagrożeniem - chyba już zmaterializowanym - wprowadzenia do domu Ghoramich seksu - i to w wersji, której nie dało się zneutralizować naciśnięciem guzika. Co będzie, jeśli - tak jak to się wydarzyło podczas pierwszej wizyty Yasmin w Primrose Hill - gospodyni zechce pokazać gościom swoją kolekcję indyjskiej sztuki erotycznej? Albo zacznie perorować na jeden ze swoich ulubionych tematów, takich jak kulturowe znaczenie włosów łonowych?
Obraz matki wyrzucającej książkę Harriet do kuchennego kosza sprawił, że Yasmin zacisnęła zęby. Wyobraziła sobie długą, milczącą jazdę do domu jutrzejszej nocy. Ma szlocha cicho na siedzeniu pasażera, Baba prowadzi z oczami utkwionymi w jezdni. Wyobraziła sobie, jak ojciec wzywa ją do pokoju od frontu, ona staje przed nim, on siedzi na czarnym krześle obrotowym i zwilża usta, jak zawsze to robił, kiedy miał coś ważnego do przekazania.
- To jest dobre - powiedział teraz Baba. - Posłuchaj, a potem spróbujemy to razem rozpracować. Pięćdziesięciodziewięcioletni mężczyzna z gorączką, dezorientacją, małopłytkowością, wysypką i niewydolnością nerek.
Yasmin pochyliła się do przodu, aby pokazać, że uważnie słucha, ale myślami wciąż była gdzie indziej. Wiedziała, że jej obawy są niedorzeczne. Harriet nigdy by się tak nie zachowała. Była dumna ze swojej wrażliwości kulturowej. Tego Yasmin mogła być pewna. A Baba nigdy by nie zabronił córce wyjścia za mąż, niezależnie od tego, co by sobie myślał o jej przyszłej teściowej. Co się tyczy Ma - można było przewidzieć, że dopóki będzie zaabsorbowana planowaniem wesela, to nic nie zmąci jej szczęścia. Ma była dumna, że jej córka wychodzi za syna sławnej pisarki, autorki nie tylko książek, lecz także oper i radiowych sztuk teatralnych. Podzieliła się tym uczuciem z Yasmin, a także z sąsiadami i członkami rodziny na trzech kontynentach. W stan nierozsądnego rozdygotania wprawił Yasmin tylko Arif i jego docinki.
- Jeszcze na trzy dni przed przyjęciem do szpitala pacjent czuł się dobrze - czytał na głos Baba. Uwielbiał zagadki diagnostyczne z "New England Journal of Medicine", a ich rozwiązywanie było jego ulubionym sposobem spędzania czasu z córką. - Następnie pojawiły się wymioty, diaforeza i zmęczenie... Na etapie kontaktu z personelem ratunkowym nie mógł już mówić ani stać, ale reagował na bodźce bólowe... Chodź... - urwał i skinął na nią, żeby podeszła i czytała mu przez ramię. - Jest tu o wiele więcej informacji.
Yasmin stanęła przy ojcu i próbowała sobie to wszystko przyswoić. "Ciśnienie krwi wynosiło 132/82 mm Hg, puls 110 uderzeń na minutę, częstość oddechów 26 na minutę, a saturacja 94%, kiedy przez kaniulę nosową podano tlen w ilości 2 l/min. Źrenice miały 3 mm i nie reagowały. Skóra była ciepła..." Yasmin nie potrafiła skupić się na szczegółach. Co chwila zerkała na Babę, próbowała go zobaczyć oczami Harriet: indyjski lekarz w zbyt luźnym brązowym garniturze i ze zbyt szerokim krawatem. Siedzi taki wyprostowany i porządny. Dystyngowany, pomyślała Yasmin. Zawsze tak o nim myślała. Już jako czternastolatek był najwyższym mężczyzną w swojej wiosce w zachodnim Bengalu. A chociaż - jak lubił wszystkim przypominać - począwszy od czterdziestego roku życia przeciętna osoba traci pół cala na dekadę, jako sześćdziesięciolatek wciąż był tak samo wysoki jak wtedy.
- Arif nie powinien z nami jechać jutro wieczorem - powiedziała nagle. - Joe go zaprosił, bo chciał być uprzejmy, ale Harriet spodziewa się tylko nas trojga.
Baba spojrzał na nią i uniósł jedną gęstą, siwą brew.
- A ty się martwisz, że zabraknie jedzenia? Twoja matka zamierza zabrać zapas na dwa do trzech miesięcy.
- Nie - odparła Yasmin. - Chodzi o... Poza tym nie mógłbyś jej powstrzymać? Jeśli Arif z nami pojedzie, to będzie... Nie wiem, z nim nigdy nic nie wiadomo!
- Nie gorączkuj się tak, Mini. Arif zostanie w domu. Ale twoja matka zabierze to, co ugotowała, bo już tak ma i powstrzymywanie jej byłoby okrutne.
Przerzucił uwagę na analizę przypadku, a Yasmin się zawstydziła.
Baba generalnie nie aprobował rozgorączkowania. Można było je tolerować jedynie u małych dzieci i osób upośledzonych umysłowo, w innych przypadkach było naganne. Baba miał uporządkowane życie. Pracował, czytał swoje czasopisma, jadł posiłki z rodziną i od czasu do czasu wypijał niewielką ilość whisky z kryształowego kufelka w kolorze rubinowym, trzymanego wraz z butelką trunku w górnej szufladzie mahoniowego biurka. Oglądał w telewizji wiadomości, reportaże o krajach ogarniętych wojną i powtórki serialu EastEnders w niedziele z Anisah, oddaną miłośniczką wielu telenowel. Od czasu do czasu wydawał wyroki i niezależnie od tego, czy dotyczyły domowych dramatów czy stanu świata, zasadniczo sprowadzały się do tego samego: to wielkie szczęście mieć spokojne i uporządkowane życie.
- Meningokoki - zaryzykowała Yasmin, czytając dalej. - Jak myślisz, Baba...?
Baba zdjął okulary.
- Nie mogę się doczekać spotkania z panią Sangster - powiedział. - To bardzo radosna okoliczność. Moja jedyna córka wychodzi za mąż. Rodziny spotykają się po raz pierwszy. Nic nie może zepsuć tego wieczoru, Mini. Mam nadzieję, że ty też to czujesz.
Yasmin poczuła gorące swędzenie łez. Zamrugała i przygryzła dolną wargę. Minęło kilka chwil, zanim zdołała powiedzieć:
- Dziękuję ci, Baba.
Zaczął na głos analizować opisany przypadek i uznał diagnozę Yasmin za w pewnym stopniu uzasadnioną, ze względu na wysypkę na brzuchu, ale ostatecznie - z powodów, które szczegółowo wyłuszczył - za najbardziej prawdopodobną przyczynę uznał zakrzepową plamicę małopłytkową.
Yasmin przytakiwała, ale prawie nie słuchała. Poczuła dziecinną ulgę, tak jakby ojciec zajrzał pod łóżko i zapewnił ją, że nie czyhają tam żadne potwory. Jej ojciec cieszył się na spotkanie z panią Sangster. Jasne, że tak! W końcu Harriet to szanowana i godna szacunku osoba, a nie jakaś gwiazda porno, jak usilnie próbował zasugerować Arif. Pisze książki o feministycznej teorii i literaturze, wykłada na dwóch uniwersytetach i zasiada w zarządach co najmniej trzech fundacji charytatywnych. Ucisk w piersi Yasmin zniknął i kiedy Ma w końcu zawołała ich na kolację, przy wchodzeniu do kuchni Yasmin miała poczucie lekkości (i może lekkie zawroty głowy z głodu).
Yasmin nigdy nie widziała posprzątanej kuchni. I nigdy nie widziała jej w takim stanie. Ma dokonała takich spustoszeń, że Baba cofnął się niepewnie o krok. Trzeba mu jednak oddać, że bez słowa usiadł przy stole. Kuchnia była domeną Ma, która zarządzała nią tak, jak jej się podobało.
- Za gorąco - powiedziała Ma, na której zaokrąglonych policzkach lśnił pot. - Dzisiaj tylko ryż i mieszanka warzyw.
Ściszyła radio. Zawsze miała je włączone dla towarzystwa.
- Doskonale - powiedział Baba, który popierał proste jedzenie.
- Wow, mamo - powiedziała Yasmin, gestykulując w stronę parujących patelni z curry i tac pełnych smażonych w głębokim tłuszczu smakołyków; po szybie okna spływała skroplona para wodna. - Nie musiałaś tego wszystkiego robić.
- Musiałam - odparła Ma - bo jutro nie będzie czasu. Muszę zabrać pana Hartleya do Woolwich.
- Chodziło mi o to... - Yasmin urwała - ...że to fantastyczne. Dziękuję, Ma.
Ma pokręciła głową w znaczeniu "nie wygłupiaj się", a także "popatrz, ile jest sprzątania". Potrafiła wypowiadać całe zdania za pomocą ruchów głowy i oczu. Obsłużyła Babę i Yasmin, nałożyła też dla Arifa, chociaż jeszcze się nie pojawił. Wyjaśniła, że sama nie jest głodna, bo przez cały dzień podjadała i kosztowała.
- Dlaczego ten chłopak nie potrafi zejść na dół, jeśli mu się trzy razy nie każe? - irytował się Baba. - O, jest.
Arif wziął swój talerz do ręki.
- Zjem w swoim pokoju, bo mam mnóstwo pracy.
- Usiądź przy stole - polecił Baba. - Opowiesz mi podczas jedzenia o tej pracy.
- Już ci mówiłem - odparł Arif. - Robię apkę.
- Dyplom z socjologii cię do tego kwalifikuje?
W opinii Shaokata dyplom z socjologii nie kwalifikował jego syna absolutnie do niczego. Dwa lata, które upłynęły od ukończenia przez Arifa studiów, tylko utwierdziły Babę w tym przekonaniu.
- Jak tam sobie chcesz - powiedział Arif i ruszył w stronę drzwi.
- Zostaw talerz na stole. Jesteś za bardzo zajęty, żeby jeść.
Arif się zawahał. Yasmin wiedziała, że rozważa potencjalne konsekwencje swojego następnego kroku. Mógł zignorować wydawane spokojnym tonem rozkazy ojca i nie padłoby na ten temat już ani jedno słowo, ale pierwszego dnia następnego miesiąca stwierdziłby, że jego kieszonkowe zostało obniżone o połowę albo nawet całkowicie wstrzymane. Co tego wieczoru postanowi ocalić: dumę czy kieszeń?
- Nikuchi korechhe - mruknął Arif pod nosem.
Do diabła z tym wszystkim. Odstawił talerz i wyszedł.
- Tylko nie zanoś mu później - ostrzegł Shaokat żonę. - Nie wyjdzie mu na dobre, jeśli będziesz go rozpieszczała.
Anisah przechyliła głowę na znak, że się z nim zgadza, i usiadła z westchnieniem.
- Po co zabierasz pana Hartleya do Woolwich? - spytała ją Yasmin.
Hartley był starszym panem, który mieszkał obok. Tak jak zapamiętała to Yasmin, był już stareńki, kiedy Ghorami tutaj zamieszkali przed dwudziestu laty. Wcześniej wynajmowali kolejne mieszkania i domy, które miały pewne cechy wspólne. Samochody warczały przez całą noc, a kiedy ktoś wyszedł na zewnątrz, zewsząd otaczali go ludzie i spowijały spaliny. Baba zawsze mówił, że kiedy mieszka się przy głównej ulicy, za pieniądze na czynsz dostaje się więcej, więc Yasmin była zdziwiona tutejszą ciszą. "Wiesz, jak się nazywa to miejsce?" - spytał Shaokat swoją córkę, kiedy ludzie od przeprowadzki wnosili do mieszkania skrzynki i meble. "Tak, Baba, Tatton Hill". Baba pokręcił głową i wzruszył ramieniem w geście, który obejmował pogrążone we śnie domy, rolety spuszczone do połowy w obronie przed słońcem niedzielnego poranka, połyskujące żywopłoty i pozamykane garaże, trawiaste pobocza i rozłożyste drzewa wzdłuż drogi. "To się nazywa nasz mały kawałek nieba na ziemi" - wyjaśnił uroczystym tonem.
- Zabiera? - zdziwił się Shaokat. - Twoja matka mogłaby go zabrać, gdyby nauczyła się prowadzić samochód. Pojedzie z nim autobusem, chociaż on zna drogę lepiej od niej.
- Przypuszczalnie go rozpieszczam - stwierdziła Ma. - Zabieram go do człowieka, który wbija w niego szpilki, żeby go wyleczyć z artretyzmu.
- Akupunktura! - prychnął Baba.
- Powinien cię uwzględnić w testamencie, Ma. Robisz dla niego więcej niż jego własne dzieci.
Córka i wnuki pana Hartleya mieszkały gdzieś w zachodnim Londynie, a syn w Morden. Mimo to odwiedzali go tylko parę razy w roku. Yasmin uważała to za szokujące. Od urodzenia jej wpajano, że rodzina jest na pierwszym miejscu, a fakt, że Ghorami nie mieli zbyt często kontaktu ze swoim rozszerzonym klanem, wynikał wyłącznie z wymuszonych okoliczności.
- W testamencie? - powtórzyła Ma z zaszokowaną miną. - Czy ja jestem sępem, żeby się żywić jego mięsem i kośćmi? A pan Ackerman? Jego padliną też mam się karmić?
Pan Ackerman mieszkał pod numerem 72 i był kolejnym beneficjentem pomocy społecznej Ma. Pan Coombs, który mieszkał w bungalowie na rogu, szczególnie lubił jagnięce biryani w wykonaniu Ma.
- Nie, jesteś aniołem - powiedział Baba. - Jeśli zostawi ci swój dom, będziesz mogła założyć dom opieki dla wszystkich samotnych białych mężczyzn.
- Banialuki - obruszyła się Ma.
- Nie mogę się zdecydować - powiedziała Ma, stojąc nad dwoma rozłożonymi na łóżku strojami. - Pierwsze wrażenie jest takie ważne.
Zaprosiła wcześniej córkę do swojego pokoju.
Yasmin spojrzała na jedwabną sukienkę o oszałamiająco kwiecistym wzorze i odcieniu, z ptakami i kwiatami w kolorze turkusowym, fioletowym i limonkowozielonym. Gdyby w coś takiego wbiła się wspomagana przez zespół stylistów supermodelka, być może uszłoby to jej na sucho. Na Ma, osobie przysadzistej i mało widowiskowej, wyglądałoby to epicko katastrofalnie.
- Pomacaj - powiedziała Ma. Pogłaskała jedwab i zmarszczyła spódnicę. - Taki piękny materiał, a tylko dziesięć funtów zapłaciłam w sklepie British Heart Foundation.
- Papużki nierozłączki są bardzo... efektowne - powiedziała Yasmin i serce jej zamarło na myśl o przedstawieniu ekscentrycznie odzianej Anisah zawsze eleganckiej Harriet.
- Ale na pierwsze wrażenie lepszy może byłby ten komplet.
Ma przesunęła się w stronę swojego drugiego wyboru, brązowej spódnicy i żakietu uszytych z materiału, który przypominał tkaninę obiciową, a do tego biała bluzka, która sprawiała wrażenie łatwopalnej.
Czy Harriet zdoła powstrzymać grymas rozbawienia, kiedy rodzice Yasmin wejdą do jej domu w swoich brązowych kompletach z białymi koszulami? Dlaczego Ma po tylu latach wciąż nie nauczyła się ubierać jak normalna osoba? To nie takie trudne. Wystarczy tylko się rozejrzeć i naśladować wszystkich innych.
- No nie wiem - rzuciła Yasmin. - Tak sobie pomyślałam... Może włożysz któreś sari? W sari zawsze wyglądasz oszałamiająco.
- O nie - zaprotestowała Ma. - Pani Sangster pomyśli sobie: "Ta Yasmin-Ma jest zacofana. Czemu się nie zaadaptuje i nie zintegruje?". To dlatego mówię, że pierwsze wrażenie jest ważne.
"Wystarczająco autentyczni, żeby dostała orgazmu". Sari bez wątpienia byłoby najlepszym wyborem. Ale czy mogła to powiedzieć matce? Jutro ubierz się autentycznie? Nie wkładaj na siebie tych kompromitujących ciuchów? Zresztą nawet gdyby to powiedziała, nic by to nie zmieniło. Ma zawsze pytała ją o opinię, ale potem uroczo ją ignorowała, jeśli uznała ją za niewłaściwą. Jak lubił podkreślać Baba, była najżyczliwiej upartą osobą na powierzchni ziemi.
- W takim razie sukienka - zawyrokowała Yasmin.
- Mądra dziewczyna! - zawołała Ma, tak jakby Yasmin zdała jakiś test. - Pójdę w sukience. Twój ojciec się martwi, że będę jutro mówiła nie to, co trzeba, więc się przygotowałam. Omówimy wesele, a także pogodę. To są dwa żelazne tematy. I przeczytałam artykuł o różnicach płac między kobietami a mężczyznami, i jeszcze jeden o dziewczynach w nauce. Zgodzisz się ze mną, że to odpowiednie tematy?
Niepewnie spojrzała na córkę.
Ma się przygotowywała i zrobiła kwerendę. Przeczytała pierwszą książkę Harriet, a przynajmniej kawałek, zanim Arif złapał ją na gorącym uczynku. Pomyślała o tym, co ma powiedzieć, co na siebie włożyć. Yasmin chciała ją przeprosić, ale za co dokładnie i w jaki sposób?
- Bardzo odpowiednie - powiedziała Yasmin, co w domu Ghoramich było najwyższą pochwałą.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1 "Ladettes" - termin używany w socjologii do opisania zjawiska kulturowego, obserwowanego głównie w Wielkiej Brytanii od lat 90. XX w., charakteryzującego się przyswajaniem sobie przez młode kobiety zachowań tradycyjnie kojarzonych z młodymi mężczyznami (lads) (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).