Przypisy
Wprowadzenie
1 Portowców gdańskich drogi do wolności, red. J. Jakubowski, Gdańsk 2000.
2 W. Dobrowolski, Z. Złotkowski, Solidarność Gdańskiej Stoczni Remontowej im. J. Piłsudskiego, Gdańsk 2005.
3 B. Gołąb, Idź, bądź wierny, Gdańsk 2010.
4 A. Znamierowski, Zaciskanie pięści. Rzecz o "Solidarności Walczącej", Paryż 1988; A. Kołodziej, Gdyńscy Komunardzi. Sierpień 1980 w Stoczni Gdynia, Gdynia 2008.
5 Z. Kwoka, Wydarzenia sierpniowe 1980 r. jako instytucja życia społeczno-politycznego generująca nową rzeczywistość ustrojową w Polsce - praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. zw. dr. hab. Andrzeja Chodubskiego, Uniwersytet Gdański, 2005 (mps w zbiorach autora).
6 A. Machcewicz, Bunt. Strajki w Trójmieście. Sierpień 1980, Gdańsk 2015.
7 "Punkt. Almanach Gdańskich Środowisk Twórczych" 1980, nr 12; W. Giełżyński, L. Stefański, Gdańsk - sierpień 80, posłowie W. Markiewicz, Warszawa 1981; A. Drzycimski, T. Skutnik, Gdańsk. Sierpień '80. Rozmowy, Gdańsk 1990.
8 Sierpień '80 we wspomnieniach. Relacje z Wybrzeża, red. M. Latoszek, Gdańsk 1991.
9 P. Brzeziński, M. Węgliński, A. Kazański, Pruszcz Gdański w latach 1945-1990. Partia, bezpieka, "Solidarność", Pruszcz Gdański 2016.
10 J. Golicki, Album tczewski 1945-2000. Początek i koniec, Pelplin 2006.
11 B. Kruszona, Ścieżki i drogi starogardzkiej "Solidarności", Pelplin 2010.
12 D. i G. Gaszta, NSZZ "Solidarność" w Wejherowie 1980-1981, Wydarzenia sierpniowe, struktury ponadzakładowe, b.m.r.w.; M. Lademann, XXXV lat NSZZ "Solidarność". Wejherowski ołtarz Solidarności. Wspomnienia wejherowskich działaczy, Wejherowo 2015.
13 T. Żuroch-Piechowski (von Piechowski), Opór społeczny przeciw systemowi komunistycznemu na ziemi puckiej w latach 80. [w:] Kaszubi w PRL. Materiały z konferencji zorganizowanej przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie i Instytut Pamięci Narodowej (Gdynia, 27 kwietnia 2007 roku), red. M. Adamkowicz, I. Joć-Adamkowicz, Gdańsk 2007.
14 W. Kowalski, Sopocki Sierpień '80. Kalendarium wydarzeń. Dokumenty, zdjęcia i relacje, Sopot 2010.
15 S. Cenckiewicz, P. Gontarczyk, SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii, Gdańsk-Warszawa-Kraków 2008; S. Cenckiewicz, Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929-2010), Poznań 2010; S. Cenckiewicz et al., Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949-2010, Poznań 2013; Zob. także: K. Brożek, Wałęsa. Gra o wszystko, Warszawa 2022.
16 J. Holzer, "Solidarność" 1980-1981, Geneza i historia, Warszawa 1983.
17 J.R. Sielezin, Płaszczyzna konfrontacji politycznej między "Solidarnością" a władzą w latach 1980-1981, Wrocław 2005.
18 A. Friszke, Rewolucja Solidarności 1980-1981, Kraków 2014.
19 T. Kozłowski, Anatomia rewolucji. Narodziny ruchu społecznego "Solidarność" w 1980 roku, Warszawa 2017.
20 L. Biernacki, A. Kazański, NSZZ "Solidarność" Region Gdański [w:] NSZZ Solidarność 1980-1989, t. 3: Polska północna, red. Ł. Kamiński, G. Waligóra, Warszawa 2010.
21 R. Kościelny, Wiosna wolnych Polaków. Wersja szczecińska, Warszawa 2017. Pretekstem do zaprezentowania dziejów Związku w Szczecinie jest także niewątpliwie biografia Mariana Jurczyka: M. Siedziako, Marian Jurczyk (1935-2014). Biografia polityczna szczecińskiej legendy "Solidarności", Gdańsk 2024.
22 D. Węgrzyn, Od pierwszego strajku do "Trzeciego Szeregu". NSZZ "Solidarność" Region Podbeskidzie (1980-1983). Opis konfliktu politycznego, Katowice 2013.
23 M. Dąbrowski, NSZZ "Solidarność" Region Środkowo-Wschodni w latach 1980-1981, Lublin 2014.
24 K. Osiński, Zarys dziejów NSZZ "Solidarność" Regionu Bydgoskiego (1980-1990), Gdańsk 2010.
25 K. Nawrocki, Studium przypadku. Opór społeczny wobec władzy komunistycznej w województwie elbląskim (1976-1989), Elbląg-Gdańsk 2014.
26 I. Hałagida, NSZZ "Solidarność" Regionu Słupskiego (1980-1990), t. 1: Szkice do monografii, Gdańsk 2010.
27 T. Kurpierz, J. Neja, "Solidarność" śląsko-dąbrowska 1980-1981. Szkice do monografii i dokumenty własne, Katowice 2102.
28 P. Wójtowicz, Zarys oporu społecznego w województwie toruńskim. Opozycja demokratyczna i NSZZ "Solidarność" Regionu Toruńskiego (1975-1989), mps w zbiorach autora.
29 Ogniwa zakładowe i sekcje branżowe NSZZ "Solidarność" 1980-1989, red. Ł. Sołtysik, G. Waligóra, Wrocław-Warszawa 2018, s. 7-22.
30 Encyklopedia Solidarności. Opozycja w PRL 1976-1989, t. 1, red. M. Łątkowska et al., Warszawa 2010; ibidem, t. 2, red. G. Waligóra et al., Warszawa-Katowice 2012; ibidem, t. 3, red. G. Waligóra et al., Warszawa 2019, ibidem, t. 4, red. J. Olaszek et al., Warszawa 2020; ibidem, t. 5, red. J. Olaszek et al., Warszawa 2023.
31 E. Szczesiak, Borusewicz - jak runął mur. Rozmowy z liderem opozycji demokratycznej, legendą Sierpnia '80, pierwowzorem "Człowieka z żelaza", Warszawa 2005.
32 Gwiazdozbiór w "Solidarności". Joanna i Andrzej Gwiazdowie w rozmowie z Remigiuszem Okraską, Łódź 2009.
33 L. Wałęsa, Droga nadziei, Kraków 2006.
34 A. Walentynowicz, A. Baszanowska, Cień przyszłości, Kraków 2009.
Województwo gdańskie w latach 1945-1980
1 Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1979, Gdańsk 1979, s. 39.
2 Były to: budowa geologiczna, rzeźba terenu, lokalne warunki klimatyczne, stosunki wodne, glebowe i biogeograficzne.
3 E. Andrzejewski, F. Mamuszka, J. Szukalski, Województwo gdańskie, Gdańsk 1982, s. 4 i 7.
4 Społeczno-gospodarczy rozwój województwa gdańskiego w latach 1971-1980. Materiał opracowany przez Wojewódzką Komisję Planowania przy KW PZPR w Gdańsku, red. W. Krzyżanowski, Gdańsk 1979, s. 52-53.
5 R. Wapiński, Pierwsze lata władzy ludowej na Wybrzeżu Gdańskim, Gdańsk 1970, s. 20.
6 R. Wapiński, Rozwój społeczno-gospodarczy województwa gdańskiego w latach 1945-1965. Referat na sesję naukową "Województwo gdańskie w XX-leciu Polski Ludowej" (11-12 maja 1965), Gdańsk 1965, s. 10-12.
7 R. Wapiński, Pierwsze lata..., s. 78.
8 Rocznik statystyczny 1975, Warszawa 1975, s. 26; Rocznik statystyczny 1976, Warszawa 1976, s. 29.
9 I. Sobczak, Procesy demograficzno-społeczne w makroregionie północnym, "Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Gdańskiego. Rozprawy i Monografie" 1980, t. 20, s. 44; Encyklopedia Gdańska, red. J. Mykowski, B. Śliwiński, Gdańsk 2012, s. 1106.
10 Rocznik statystyczny 1976..., s. 29, 31; Rocznik statystyczny 1981, Warszawa 1982, s. 36 i 38.
11 Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1981, Gdańsk 1982, s. 24. Miastami były ponadto: Gniew, Hel, Jastarnia, Kartuzy, Pelplin, Puck, Reda, Skarszewy i Władysławowo.
12 E. Andrzejewski, F. Mamuszka, J. Szukalski, Województwo gdańskie..., s. 17-19.
13 B. Hajduk, Założenia operacyjne, przebieg działań i opanowanie Gdańska przez Armię Czerwoną (I-III 1945) [w:] Historia Gdańska, t. 4, cz. 2: 1920-1945, red. E. Cieślak, Sopot 1999, s. 336.
14 E. Cieślak, C. Biernat, Dzieje Gdańska, Gdańsk 1994, s. 566-575.
15 S. Bykowska, Między migracją a integracją. Społeczeństwo Gdańska w latach 1945-1960, Warszawa 2024, s. 78-81.
16 P. Perkowski, Gdańsk - miasto od nowa. Kształtowanie społeczeństwa i warunki bytowe w latach 1945-1970, Gdańsk 2013, s. 38; I. Jakimowicz-Ostrowska, Mniejszości narodowe w Gdyni w latach 1944-2005, Gdynia 2008, s. 96-97.
17 E. Cieślak, C. Biernat, Dzieje Gdańska..., s. 566-575.
18 J. Trupinda, KS Gedania - klub gdańskich Polaków (1922-1953), Gdańsk 2015, s. 346-362.
19 S. Bykowska, Między migracją a integracją..., s. 86-89.
20 Ibidem, s. 106-117.
21 P. Perkowski, Gdańsk - miasto od nowa..., s. 38-39.
22 Ibidem, s. 37-39. Na temat historii Sopotu po 1945 r. zob. W. Fułek, R. Stinzing-Wojnarowski, Kurort w cieniu PRL-u. Sopot 1945-1989, Sopot 2007. O odradzaniu się miasta ze zniszczeń wojennych zob. K. Filip, Milicja Obywatelska w Sopocie w latach 1945-1949, Gdańsk 2011.
23 Wskaźniki podobne notowano w województwach: olsztyńskim (27,6), koszalińskim (30,6), szczecińskim (33,5), zielonogórskim (30,2) i wrocławskim (30,2). Odmiennie w woj. warszawskim - 18 na 1 tys. mieszkańców. Podobnie w woj. bydgoskim (20 na 1 tys.), poznańskim (17,4), łódzkim (16,3), kieleckim (18,3), lubelskim (17,5), białostockim (16,4), opolskim (17,7), krakowskim (16,7) i rzeszowskim (16,8). Najniższy w woj. stalinogrodzkim (katowickim) - 14,4 (Rocznik statystyczny 1955, Warszawa 1956, s. 53-54).
24 B. Maroszek, Rola szkoły w procesie integracji społecznej (1945-1964), "Rocznik Gdański" 1964, s. 33, za: P. Perkowski, Gdańsk - miasto od nowa..., s. 350.
25 W 1980 r. najniższy przyrost naturalny odnotowano w woj. łódzkim (2,9) i stołecznym warszawskim - 4,8. Najwyższe wyniki dotyczyły woj. słupskiego (15,6), elbląskiego i olsztyńskiego (po 14,9) i koszalińskiego (14,1), (Rocznik statystyczny 1981..., s. 55; E. Andrzejewski, F. Mamuszka, J. Szukalski, Województwo gdańskie..., s. 16-17).
26 APG, KW PZPR, 2384/447, Wstępna ocena wykonania zadań planu 1980 r. przygotowana przez Wojewódzką Komisję Planowania Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku, styczeń 1981 r., k. 103; Rocznik statystyczny 1981..., s. 36.
27 Stosunek ludności w wieku nieprodukcyjnym na sto osób w wieku produkcyjnym w 1980 r. w woj. gdańskim wynosił 65. Wartości dla wybranych województw: elbląskie - 69, katowickie - 59, koszalińskie - 65, krakowskie - 61, lubelskie - 69, olsztyńskie - 69 i włocławskie - 77 (Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1981..., s. 15 i 117).
28 IPN Gd, N/110, Relacja Bogusława Gołąba, 23 VIII 2011 r., w zbiorach BEN IPN w Gdańsku.
29 IPN Gd, N/004, Relacja Henryka Jagielskiego, 18 IX 2008 r., w zbiorach BEN IPN w Gdańsku.
30 P. Perkowski, Gdańsk - miasto od nowa..., s. 35-36.
31 O kłopotach adaptacyjnych na przykładzie byłego woj. kieleckiego: J. Dulewicz, Miasta w ruchu. Codzienność w uprzemysławianych ośrodkach miejskich w Polsce w latach siedemdziesiątych XX wieku, Warszawa 2016, s. 147-202 i 225-252.
32 M. Muskat, Formowanie się środowiska gdańskiej opozycji: (1976-1978) [w:] Opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1976-1980). O pomorskim modelu obrony czynnej, red. L. Mażewski, W. Turek, Gdańsk 1995, s. 32.
33 Wywiad z Andrzejem Bulcem przeprowadzony przez Marię Bal 12 XII 2007 r., https://web.archive.org/web/20140814122214/; http://www.fundacjakos.pl/projekty/wywiady/fio_bulc_andrzej_z_warszawy.pdf (dostęp: 20 IV 2022 r.).
34 B. Żurek, Wspomnienia stoczniowca (1970-1982), Płock 1990, s. 9.
35 A. Kołodziej, Gdyńscy Komunardzi..., s. 9-10. Por. A. Znamierowski, Zaciskanie pięści..., s. 18-22.
36 Na temat Edwarda Nowickiego zob. J. Surdykowski, Notatki gdańskie, Szczecin 1991, s. 89-97.
37 IPN Gd, N/065, Relacja Tomasza Moszczaka, 5 X 2010 r., w zbiorach BEN IPN w Gdańsku.
38 Notatka z rozmowy z Marianem Zielińskim, 30 I 2008 r., w zbiorach autora.
39 IPN Gd, N/003, Relacja Henryka Jagielskiego, 16 IX 2008 r., w zbiorach BEN IPN w Gdańsku.
40 Zob. relację z Fabryki Samochodów Ciężarowych "Star" w Starachowicach [w:] "Przeciw komunie". Relacje działaczy NSZZ "Solidarność" i innych organizacji opozycyjnych regionu świętokrzyskiego (1980-1989), oprac. M. Grosicka, K. Polit, R. Śmietanka-Kruszelnicki, Kielce-Kraków 2014, s. 64.
41 M. Andrzejewski, Lew Wybrzeża. Biografia stopera gdańskiej Lechii Romana Korynta, Gdańsk 2009, s. 114.
42 R. Wapiński, Rozwój społeczno-gospodarczy województwa gdańskiego..., s. 29-30.
43 J. Rolicki, Edward Gierek. Przerwana dekada, Warszawa 1990, s. 77.
44 Społeczno-gospodarczy rozwój województwa gdańskiego..., s. 6-10 i 55. Inne istotne inwestycje w Trójmieście to: Elektrociepłownia EC II, Gdański Kombinat Budowy Domów, Energopol-4, Hydrobudowa-4, Polifarb Oliva, Polmo-Morpak, Techmor, Telkom-Telmor, Unimor, Bimet, Zremb, Izolacja, Zakłady Metalowo-Odlewnicze, Zakłady Mleczarskie Maćkowy, Fala, Pasanil (P. Brzeziński, Zwijanie sztandaru. Komitet Wojewódzki PZPR w Gdańsku w latach 1975-1990, Gdańsk-Warszawa 2019, s. 171).
45 O tym, jak trudne warunki pracy panowały w stoczniach przed wdrożeniem planu modernizacyjnego, zob. m.in. E. Szczesiak, Okno na wolność, Gdańsk 2005, s. 24-27.
46 Społeczno-gospodarczy rozwój województwa gdańskiego..., s. 4-5 i 8-10. Stocznie zmodernizowano, ale i wyposażono w innowacyjny sprzęt. W Stoczni Gdańskiej na przestrzeni dekady wartość urządzeń technicznych, jak żurawie, suwnice, wzrosła ponadpięciokrotnie. Podobnie było w przypadku narzędzi i wyposażenia. Aby móc budować i wodować duże jednostki liczące ponad dwieście metrów, wydłużano i poszerzano pochylnie, zbudowano także nową na wydziale K-2 (Pierwsze wodowanie z największej pochylni, "Głos Stoczniowca", 19 VIII 1977, s. 1; M. Stecewicz, A jednak się kręci, "Głos Stoczniowca", 28 IX 1979, s. 3).
47 Drugi po węglu. Noworoczne wywiady z dyrektorem generalnym Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego mgr. inż. Mieczysławem Tokarzem, "Głos Stoczniowca", 5 I 1979, s. 6.
48 Od "Sołdka" do "Bosmana Moszkowa", "Głos Stoczniowca", 26 VIII 1977, s. 10; Światowa produkcja okrętowa w 1978 r., "Głos Stoczniowca", 23 III 1979, s. 6.
49 Produkcja okrętowa państw socjalistycznych. Polska na pierwszym miejscu w 1978 r., "Głos Stoczniowca", 20 IV 1979, s. 6.
50 R. Śmiech, Pokolenia stoczniowe. Przebieg i bilans życia grupy inżynierów zatrudnionych w Stoczni Gdańskiej w latach 1952-1997, Gdańsk 2011; Historia Stoczni Gdańskiej, red. K. Knoch et al., Gdańsk 2018; A. Trzeciak, Stocznia Gdańska. Miejsca, ludzie, historie, Gdańsk 2019; Stocznia Gdańska - jaką pamiętamy. Wspomnienia stoczniowców, red. A. Nawrocki, Z. Szczypiński, Pelplin 2020.
51 Płaca nie rekompensowała trudów pracy w stoczni. W związku z tym spadała wydajność. Próbowano temu przeciwdziałać przez szerokie stosowanie nagród, tj. odznaczeń, dyplomów, przyznawanie premii z okazji wodowania i wyjścia statku w morze itp. (E. Jarecki, Stocznia Gdańska im. Lenina. Życie społeczno-polityczne w latach 1945-1984, Warszawa 1985, s. 192-193).
52 M. Latoszek, Więzi i przejawy integracji w grupach i zbiorowościach społeczeństwa gdańskiego pod koniec lat siedemdziesiątych, "Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Gdańskiego. Rozprawy i Monografie" 1987, t. 81, s. 226.
53 AZ Stoczni Gdańsk, 73858, Akta osobowe Bogdana Żurka, Świadectwo pracy Bogdana Żurka, 7 VII 1982 r.; Relacja Bogdana Żurka, 16 IV 2019 r., w zbiorach BEN IPN w Gdańsku.
54 B. Żurek, Wspomnienia stoczniowca..., s. 12-13.
55 IPN Gd, N/067, Relacja Macieja Miatkowskiego, 13 X 2010 r., w zbiorach BEN IPN w Gdańsku.
56 Nie zmieniając skóry. Ze Zbigniewem Szczypińskim, socjologiem ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina rozmawia Marzena Woźniak, "Czas", 19 X 1980, s. 9-10.
57 Drugi po węglu. Noworoczne wywiady z dyrektorem generalnym Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego mgr. inż. Mieczysławem Tokarzem, "Głos Stoczniowca", 5 I 1979, s. 3 i 6.
58 Stocznie opuszczali ludzie młodzi: spawacze (1-2 lata stażu), monterzy kadłubów (3-5 lat stażu), ślusarze, malarze, stolarze i monterzy rurociągów okrętowych (rok stażu) (S. Lewandowski, Jak zatrzymać odpływającą falę?, "Głos Stoczniowca", 23 III 1979, s. 5). Jako przyczynę zwolnień z pracy stoczniowcy podawali: warunki pracy, niekorzystne warunki wynagrodzenia, sprawy rodzinne, uciążliwy dojazd do miejsca pracy, powrót do pracy na wsi, zły stan zdrowia. Po grudniu 1970 r. zahamowano odpływ pracowników z poziomu 21% do 15,7% w 1975 r., ale od 1978 r. proces zjawisko się nasiliło i osiągnął poziom ponad 22% (E. Jarecki, Stocznia Gdańska im. Lenina..., s. 189).
59 Świadectwa stoczniowców, którzy chcieli pozostać anonimowi.
60 AAN, KC PZPR, VII/51, Ocena realizacji zaleceń Sekretariatu KC PZPR "O dalsze pogłębianie więzi organizacji partyjnych, ogniw związkowych, ZSMP i administracji gospodarczej z załogami zakładów pracy w województwie łódzkim", maj 1980 r., k. 92.
61 Kooperacja - nerw produkcji. Rozmowa z dyrektorem ZPO mgr. Jerzym Jóźwiakiem, "Głos Stoczniowca", 1 VI 1979, s. 1 i 10.
62 M. Stecewicz, Ślusarze pod górą, "Głos Stoczniowca", 18 V 1979, s. 11.
63 M. Latoszek, Więzi i przejawy integracji..., s. 193-195.
64 W pożarze zginęło 21 stoczniowców (E. Szczesiak, Okno na wolność..., s. 25).
65 AIPN Gd, 059/4, t. 2, Kronika Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku 1980-1984, 18 VI 1980 r., k. 10; Sekretarz KC PZPR Stanisław Kania w Stoczni Północnej i AMG, "Dziennik Bałtycki", 20-22 VI 1980, s. 1; Tragiczny wypadek w Stoczni Północnej, "Głos Stoczniowca", 20 VI 1980, s. 1; A. Cegielski, Po wypadku w Stoczni Północnej. Przebieg akcji ratowniczej, "Głos Stoczniowca", 4 VII 1980, s. 3.
66 Społeczno-gospodarczy rozwój województwa gdańskiego..., s. 6-7 i 10-12; E. Andrzejewski, F. Mamuszka, J. Szukalski, Województwo gdańskie..., s. 20-21.
67 P. Perkowski, Gdańsk - miasto od nowa..., s. 40.
68 E. Cieślak, C. Biernat, Dzieje Gdańska..., s. 582, 625; Społeczno-gospodarczy rozwój województwa gdańskiego...s. 24-25. W 2019 r. przez Rębiechowo przewinęło się ponad 5,3 mln pasażerów, https://dziennikbaltycki.pl/port-lotniczy-gdansk-podsumowal-miniony-rok-rosnaca-liczba-pasazerow-przelozyla-sie-na-swietny-wynik-finansowy-ok-50-mln-zl/ar/c1-14719198 (dostęp: 29 IX 2020 r.).
69 E. Andrzejewski, F. Mamuszka, J. Szukalski, Województwo gdańskie..., s. 21.
70 PZPR a Solidarność 1980-1981. Tajne dokumenty Biura Politycznego, wstęp T. Kozłowski, Warszawa 2013, s. 56.
71 W 1976 r. co czwarty stoczniowiec nie miał mieszkania. Stocznia Gdańska próbując sprostać oczekiwaniom, złożyła zamówienie w Zjednoczeniu Budowlanym na wybudowanie w latach 1976-1980: 3850 mieszkań. Po czterech latach stocznia otrzymała 763 mieszkania, z czego 234 w 1976 r., 166 w 1977 r., 198 w 1978 r., 111 w 1979 r. i tylko 56 w 1980 r. (E. Jarecki, Stocznia Gdańska im. Lenina..., s. 188).
72 APG, 1291/9816, Analiza działalności Stoczni Gdańskiej im. Lenina za rok 1975, k. 17-21; ibidem, 1291/9820, Analiza działalności Stoczni Gdańskiej im. Lenina za rok 1977, k. 5-13; ibidem, 1291/9823, Analiza działalności Stoczni Gdańskiej im. Lenina za rok 1978, k. 15; ibidem, 1291/9826, Analiza działalności Stoczni Gdańskiej im. Lenina za rok 1979, k. 5-16; Społeczno-gospodarczy rozwój województwa gdańskiego..., s. 14-16, 20-21 i 34; B. Żurek, Wspomnienia stoczniowca..., s. 13.
73 W 1980 r. przeciętny roczny dochód (obejmujący łącznie zarobki z wykonywanej pracy i różnego rodzaju świadczeń) na jedną osobę w woj. gdańskim wynosił 42 345 zł i był niższy od tego w woj. katowickim - 45 706 zł i łódzkim - 46 582 zł. Dochody z samej pracy prezentowały się odmiennie: gdańskie - 35 777 zł, katowickie - 40 948 zł i łódzkie - 38 568 zł.
74 Społeczno-gospodarczy rozwój województwa gdańskiego..., s. 30-32.
75 R. Łatka, Episkopat Polski wobec stosunków Państwo-Kościół i rzeczywistości społeczno-politycznej PRL 1970-1989, Warszawa 2019, s. 328-329.
76 J. Rolicki, Edward Gierek. Przerwana dekada..., s. 119-121 i 140.
77 M. Zaremba, Zimno, ciepło, gorąco. Nastroje Polaków od "zimy stulecia" do lata 1980 [w:] "Solidarność" od wewnątrz 1980-1981, red. A. Friszke, K. Persak, P. Sowiński, Warszawa 2013, s. 11-19; idem, Wielkie rozczarowanie. Geneza rewolucji Solidarności, Kraków 2023; Wielkie okłamywanie. Z prof. Marcinem Zarembą rozmawia Piotr Głuchowski, "Ale Historia. Tygodnik" 2023, nr 28/581 (dodatek do "Gazety Wyborczej"), s. 4-6.
78 Przykładowe miesięczne wynagrodzenia za pracę w gospodarce uspołecznionej w wybranych województwach w 1980 r. w PLN: elbląskie - 5424 (w przemyśle - 5619), katowickie - 7324 (8357), koszalińskie - 5573 (5500), krakowskie - 5798 (6206), lubelskie - 5342 (5420), łódzkie - 5530 (5631), olsztyńskie - 5268 (4960); Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1981..., s. 133; Rocznik statystyczny województwa elbląskiego 1981, Elbląg 1982, s. 183; Rocznik statystyczny województwa katowickiego 1981, Katowice 1982, s. 184; Rocznik statystyczny województwa koszalińskiego 1981, Koszalin 1982, s. 153; Rocznik statystyczny województwa krakowskiego 1981, Kraków 1982, s. 138; Rocznik statystyczny województwa lubelskiego 1981, Lublin 1982, s. 136; Rocznik statystyczny województwa łódzkiego 1981, Łódź 1982, s. 115; Rocznik statystyczny województwa olsztyńskiego 1981, Olsztyn 1982, s. 160; Rocznik statystyczny 1981..., s. 163.
79 Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1981..., s. 15, 30-31 i 133.
80 Autor na potrzeby projektu "Encyklopedia Solidarności" przebadał akta osobowe kilkuset działaczy NSZZ "Solidarność" z kilkudziesięciu zakładów pracy Pomorza Gdańskiego. Większość z nich przybywała z małych miejscowości i dysponowała podstawowym albo zawodowym wykształceniem. W trakcie pracy w większości korzystali z edukacji w szkołach zawodowych i technikach, gdzie zdawali maturę.
81 Przykładem jest historia Jana Piotra Koziatka. W 1960 r. ukończył zasadniczą Szkołę Mechanizacji Rolnictwa w Nidzicy. Rok później, po przyjęciu do pracy w Stoczni Gdańskiej rozpoczął naukę w Technikum Budowy Okrętów dla Pracujących Stoczni Gdańskiej. W 1964 r. zdał maturę i poszedł do wojska. W 1967 r. rozpoczął studia wyższe w Studium Wieczorowym na Wydziale Mechaniczno-Technologicznym Politechniki Gdańskiej, by w 1972 r. zdać egzamin dyplomowy na stopień inżyniera o specjalności: urządzenia i technologia spawalnictwa (AZ Stoczni Gdańsk S.A., 42058, Akta osobowe Jana Piotra Koziatka, Życiorys Jana Koziatka, 3 XI 1966 r., b.p.; ibidem, Zaświadczenie o stanie odbytych studiów wyższych na Politechnice Gdańskiej Obywatela Jana Piotra Koziatka, 18 IV 1972 r., b.p.; ibidem, Opinia dotycząca Jana Koziatka podpisana przez Danutę Oczki kierownika Biura ds. Osobowych i Analiz Społecznych Stoczni Gdańskiej im. Lenina, 24 I 1983 r., b.p.; ibidem, Świadectwo pracy Jana Koziatka, 14 III 1983 r., b.p.; https://encysol.pl/es/encyklopedia/biogramy/16938,Koziatek-Jan-Piotr.html?search=5080675151264 (dostęp: 21 IV 2021 r.); A. Kazański, Jan Piotr Koziatek. Bohaterowie Niepodległej, Warszawa 2020).
82 Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1981..., s. 119.
83 P. Perkowski, Gdańsk - miasto od nowa..., s. 36.
84 Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1979..., s. 47.
85 E. Andrzejewski, F. Mamuszka, J. Szukalski, Województwo gdańskie..., s. 23-24; E. Cieślak, C. Biernat, Dzieje Gdańska..., s. 616.
86 P. Brzeziński, Zwijanie sztandaru..., s. 264.
87 Ibidem, s. 195-199. W 1973 r. nakład "Głosu Wybrzeża" wynosił 205 tys. egzemplarzy. "Dziennik Bałtycki" wychodził w 95 tys., a "Wieczór Wybrzeża" w 115 tys. egzemplarzy.
88 A. Drzycimski, Wolność słowa (notatki na prawach rękopisu), b.d., s. 3, mps w zbiorach autora.
89 Ibidem.
90 Autor pamięta, jaką popularnością cieszyła się "TL" publikująca składy drużyn uczestniczących w wyścigu.
91 https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=GOCHNIEWSKI_ALBERT (dostęp: 21 V 2021 r.). Gochniewski przez lata był autorem poniedziałkowych felietonów na sportowej stronie "Głosu Wybrzeża" zatytułowanych "Piłka w grze".
92 A. Drzycimski, Wolność słowa..., s. 5-6.
93 M.F. Rakowski, Dzienniki polityczne 1979-1981, Warszawa 2004, s. 116; za: P. Brzeziński, Zwijanie sztandaru..., s. 203.
94 https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=GEBERT_JERZY_ANTONI (dostęp: 15 V 2021 r.).
95 Rocznik statystyczny województwa gdańskiego 1981..., s. 276; E. Andrzejewski, F. Mamuszka, J. Szukalski, Województwo gdańskie..., s. 23-24.
96 Na temat ZKP i relacji ludności kaszubskiej z władzami politycznymi i partyjnymi zob. P. Brzeziński, Zwijanie sztandaru..., s. 253-277.
97 P. Zaremba, Młodopolacy. Historia Ruchu Młodej Polski, Gdańsk 2000, s. 34-39; L. Biernacki, Gdy wieje wiatr historii... Studenci z robotnikami, Gdańsk 1976-1980, Warszawa 2014, s. 59.
98 L. Biernacki, Gdy wieje wiatr..., s. 210 i n.
99 Według socjologa Przemysława Wójcika - w 1980 r. 82% młodych małżeństw nie miało mieszkania. Wójcik zebrał przesłanki pozwalające zrozumieć wybuch sierpniowy w 1980 r.: "Do pracy [w latach siedemdziesiątych] weszły miliony młodych, wykształconych w Polsce ludzi o aspiracjach wyższych, niż mieli ich rodzice. Do lepszego mieszkania i wyżywienia, właściwego wypoczynku i dostępu do dóbr kultury, powszechnego dostępu do artykułów przemysłowych wysokiej jakości, nawet z indywidualną motoryzacją włącznie. A co być może jest najważniejsze, z wysokimi wymaganiami co do jakości pracy, jej kultury i organizacji. [...] Ignorowanie potrzeb aspiracji stało się powszechną praktyką lat sześćdziesiątych i drugiej połowy lat siedemdziesiątych". (P. Wójcik, Kryzys - próba diagnozy, "Literatura", 9 X 1980, s. 6, przedrukowane [w:] Wydarzenia w Polsce 1980 (komentarze socjologiczne), "Studia Socjologiczne" 1981, nr 1, s. 32-37).
100 T. Kozłowski, Anatomia rewolucji..., s. 112-113.
Województwo gdańskie w latach 1945-1980
Geografia, historia i demografia
Województwo gdańskie w 1980 r. zajmowało obszar 7394 km2. Stanowiło to 2,4 proc. terytorium całego kraju. W porównaniu z innymi nie było duże ani małe. Pod względem wielkości plasowało się na 15 miejscu wśród 49 wojewódzkich jednostek administracyjnych. Z południa na północ rozciągało się na odcinku 130 km, a z zachodu na wschód rozpięte było na długości 82 km. Od wschodu graniczyło z województwem elbląskim (79 km), od zachodu ze słupskim (165 km), a na południu z bydgoskim (168 km). Granica morska (bez Półwyspu Helskiego) liczyła 127 km. Na północy województwa znajdował się najbardziej na północ wysunięty punkt Polski - Przylądek Rozewie1.
To, co je wyróżniało pod względem geograficznym, to położenie nad Zatoką Gdańską. Dostęp do akwenu sprzyjał rozwojowi gospodarki morskiej i turystyki. Dodatkowo usytuowane było w miejscu, gdzie Wisła wpływa do Morza Bałtyckiego. W jego skład wchodziły różne pod licznymi względami2 jednostki geograficzne, jak: Pobrzeże Kaszubskie i Mierzeja Helska, Pojezierze Kaszubskie i Pojezierze Starogardzkie. W części zaś: Wybrzeże Słowińskie, Wysoczyzna Żarnowiecka, Pojezierze Bytowskie, Równina Charzykowska, Bory Tucholskie, Mierzeja i Żuławy Wiślane, Dolina Dolnej Wisły. Najważniejsze rzeki przepływające przez region to Wisła z dopływami: Wdą, Wierzycą z Wietcisą oraz Motława z Kłodawą i Radunią3.
Nadmorskie usytuowanie regionu sprawiało, że odwiedzali go turyści, a ich liczba stale się zwiększała: z 3,9 mln w 1970 r. do 6,7 mln w połowie dekady; prognozowano, że w 1980 r. osiągnie nawet 10 mln4. Dalszy i spodziewany rozwój branży turystycznej jednak nie nastąpił, przynajmniej do końca lat osiemdziesiątych XX w. Oprócz stanu wojennego i związanych z nim ograniczeń oraz postępującego kryzysu gospodarczego, powodem zastoju była katastrofa ekologiczna w Zatokach: Gdańskiej i Puckiej w 1981 r. i zamknięcie większości kąpielisk.
Pierwszym przedstawicielstwem tzw. władzy ludowej na Wybrzeżu Gdańskim była powołana 28 marca 1945 r. Miejska Rada Narodowa z siedzibą w Tczewie5. Następnym krokiem było ustanowienie dwa dni później, 30 marca 1945 r., województwa gdańskiego przez Rząd Tymczasowy. W akcie założycielskim przyjęto, że oprócz Gdyni i obszaru byłego Wolnego Miasta Gdańska składać się ono będzie z powiatów: kartuskiego, starogardzkiego, wejherowskiego, kościerskiego i tczewskiego. W ciągu kilku miesięcy teren województwa gdańskiego się powiększył: 7 lipca 1945 r. uchwałą Rady Ministrów dołączono doń powiaty: Elbląg, Malbork, Kwidzyn, Sztum, Lębork, Bytów, Miastko, Sławno i Słupsk6. Niektóre na krótko, bo po upływie roku cztery ostatnie na liście jednostki terytorialne dokooptowano do województwa szczecińskiego7.
Województwo gdańskie w tym kształcie przetrwało niemalże trzydzieści lat do ponownego podziału, który nastąpił 25 maja 1975 r. Wtedy utworzono województwo gdańskie w nowej postaci, podobnie jak w przypadku 48 innych tego typu obszarów administracyjnych w kraju. W wyniku decyzji Sejmu PRL pomniejszono je na rzecz powstałych: elbląskiego ("strata" Elbląga, Malborka, Kwidzyna, Sztumu i Nowego Dworu) i słupskiego ("ubytek" m.in. Słupska i Lęborka). Oprócz terytorium dotychczasowe województwo gdańskie z dnia na dzień straciło około 330 tys. mieszkańców i w czerwcu 1975 r. liczyło 1,235 mln mieszkańców; tymczasem z końcem 1974 r. było ich 1,564 mln8.
Nie tylko z tych powodów wyszło z reformy osłabione. Skalę niekorzystnej transformacji potęgował fakt, że większość z wymienionych miast była istotnymi ośrodkami przemysłowymi. Dwa, tj. Elbląg i Słupsk, stały się beneficjentami przebudowy państwa, zostając stolicami świeżo powołanych województw. W tej zmienionej formule województwo gdańskie przetrwało do końca PRL i funkcjonowało jeszcze przez prawie dekadę - do 1 stycznia 1999 r. Z nowym rokiem weszła w życie następna odmiana: województwo gdańskie stało się częścią województwa pomorskiego9.
Po przekształceniach z 1975 r. region miał charakter zdecydowanie miejski. Około 70 proc. osób mieszkało w aglomeracji Gdańsk-Sopot-Gdynia, nazywanej Trójmiastem. Łącznie we wszystkich ośrodkach miejskich w 1980 r. żyło 1,018 mln osób, a na wsi 316 tys. Największym miastem był Gdańsk liczący 456,7 tys. mieszkańców, drugim ośrodkiem Gdynia z 236,4 tys. mieszkańców, a Sopot zamieszkiwało 51,2 tys. osób10. Poza Trójmiastem do najliczniejszych ośrodków należały: Tczew (53,5 tys. mieszkańców), Starogard Gdański (44,2 tys.), Wejherowo (42,3 tys.), Rumia (26,6 tys.) i Kościerzyna z Pruszczem Gdańskim (po około 18,5 tys.). Najmniejszy to położony na Kociewiu Skórcz z nieco ponad 2,5 tys. mieszkańców. W sumie naliczyć można było dziewiętnaście miast, a gmin, które po reformie administracyjnej z 1975 r. zastąpiły powiaty - czterdzieści cztery11. Oprócz osób, które w granice województwa napłynęły po 1945 r., w regionie znajdowało się kilka grup etnicznych ludności rodzimej: Kaszubi, Kociewiacy i Borowiacy. Najliczniejszą stanowili Kaszubi, których liczbę pod koniec lat siedemdziesiątych szacowano na prawie 300 tys., włącznie z przedstawicielami ludności kaszubskiej zamieszkującymi województwa słupskie i bydgoskie12.
Aby przybliżyć historyczne korzenie województwa, potrzeba wrócić do 1945 r. Gdańsk będący stolicą regionu, pod koniec II wojny światowej poniósł ogromne straty. Kiedy Armia Czerwona rozgramiała wojska niemieckie - zniszczeniu uległo 97 proc. zabudowy Starego Miasta i 80 proc. otaczającej go tkanki miejskiej i przemysłowej. W trakcie działań wojennych, w następstwie ewakuacji ludności cywilnej i ciężkich walk populacja miasta spadła z 286 tys. osób w październiku 1943 r. do 134 tys. w czerwcu 1945 r.13 Na tę sumę składało się 124 tys. Niemców i ponad 8,5 tys. Polaków. W nowej, powojennej sytuacji te wartości szybko się jednak zmieniały. Z powodu prowadzonych równolegle: akcji wysiedleńczej (Niemcy) i osadniczej (Polacy), w lutym 1946 r. proporcje kształtowały się niemal odwrotnie: liczba ludności polskiej wzrosła do ponad 93 tys., a niemieckiej spadła do 34 tys.14 Niestety zdarzały się pochopne i przedwczesne wysiedlenia Polaków-gdańszczan, w tym aktywnych członków Polonii gdańskiej15.
Do polskiego Gdańska przybywali osadnicy z obszarów wschodnich II Rzeczypospolitej i z Polski centralnej, a także z województwa bydgoskiego, Wielkopolski oraz samego Pomorza Gdańskiego: Kaszub i Kociewia16. Wytrwale prowadzony proces osiedleniowy, migracje i odczuwalny niemalże natychmiast przyrost naturalny sprawiły, że od końca 1946 r. miasto notowało nieprzerwany wzrost liczby ludności tak, że w 1950 r. szacowano ją na 194 tys. Zmiany ludnościowe spowodowane wojną były jednak tak poważne, że pomimo oznak wzrostu, dopiero sześć lat później, a jedenaście lat po wojnie nastąpiło w tym wymiarze przekroczenie stanu przedwojennego17.
Do Gdańska wrócili sportowcy "Gedanii", klubu polskich kolejarzy z ulicy Kościuszki we Wrzeszczu. 16 maja 1945 r. na ulicy Wajdeloty zebrali się m.in. Brunon Zwarra, Bolesław Cyrson, Alfons Kasprowicz i Alfons Federski. Chcieli reaktywować klub i brać udział w zmaganiach sportowych. Nie było to proste, ponieważ chociaż w Wolnym Mieście Gdańsku gedaniści stanowili oazę polskości, to teraz na skutek różnych losów wojennych (m.in. wcielenia do Wehrmachtu i wpisania na niemiecką folkslistę wielu mieszkańców Pomorza) i polityki władz zainstalowanych w 1945 r., musieli na nowo zaręczać o swych korzeniach. Doświadczali upokorzeń, ponieważ dla przybyszów słabo zaznajomionych z tutejszymi przedwojennymi realiami, zawodnicy "Gedanii" byli "Niemcami", "szwabami", "hitlerowcami" i "V kolumną". Prześladowania, niezrozumienie i trudne warunki życia sprawiały, że opuszczali Gdańsk i Polskę, wybierając na miejsce do lepszego życia, o ironio!, Republikę Federalną Niemiec. "Gedania" złożona z "niepewnych autochtonów" miała przestać wygrywać - stała się klubem lokalnym, wręcz dzielnicowym18.
W odróżnieniu od Szczecina i Wrocławia Gdańsk nie był miastem "od nowa". Liczbę polskiej ludności autochtonicznej w marcu 1945 r., po zajęciu miasta przez Sowietów oceniano na około 30 tys., choć nie jest znana dokładna wartość. Nowe polskie władze odrzucały przedwojenne dziedzictwo polskich gdańszczan z WMG. Nie pozwalano, aby większa ich liczba pełniła ważniejsze funkcje w mieście. Niemniej tam, gdzie się zatrudniali: w porcie, stoczni czy na kolei, byli dobrymi fachowcami, co jeszcze wyraźniej widać było w zderzeniu z napływającymi często niewykwalifikowanymi osadnikami19. Jednak wspomniane prześladowania, niezrozumienie i niski poziom życia sprawiały, że wyjeżdżali nie tylko sportowcy. Po 1950 r. emigracyjna "gorączka" dotknęła tych gdańszczan, którzy zostali w mieście po wojnie. Do Niemiec wyruszały polskie rodziny zasłużone dla polskości Gdańska, więźniowie obozów koncentracyjnych, krewni obrońców Poczty Polskiej itp.20
W sąsiedniej Gdyni zmiana struktury ludnościowej z 1939 r. przebiegała szybciej i zakończyła się w 1953 r. Wpływ na ten stan rzeczy miało m.in. zasiedlenie miasta w 1945 r. przez ludność polską (około 50 tys. osób), wcześniej w nim zamieszkałą, a jesienią 1939 r. wypędzoną przez Niemców. Fakt, że po wojnie ważny element populacji Gdyni stanowili Polacy, jej przedwojenni mieszkańcy, a więc gospodarze, miał znaczenie dla przyszłego rozwoju i funkcjonowania miasta. W odróżnieniu od ludności u większego sąsiada, ludność autochtoniczna miała w "Mieście z morza" więcej do powiedzenia aniżeli osadnicy, którzy musieli brać pod uwagę zastane normy i zwyczaje. Co istotne, to fakt, że Gdynia nie była tak bardzo zniszczona - tylko 16 proc. budynków zostało mocno zrujnowanych, a spory sektor infrastruktury przedwojennej pozostał nietknięty. Z gdyńskich dzielnic trzeba było odgruzować praktycznie tylko Oksywie, a z ważnych gospodarczo miejsc pilnie przywrócić do funkcjonowania port21.
Sopot, chociaż najmniejszy w układzie z Gdańskiem i Gdynią, w 1945 r. odgrywał znaczącą rolę w konglomeracie trójmiejskim. Wobec zniszczeń w grodzie nad Motławą przez pewien czas był siedzibą m.in. wojewody gdańskiego. Tutaj z analogicznego powodu mieściła się agenda Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Miasto było atrakcyjne do życia z racji położenia i kurortowego charakteru. Ten czynnik oraz zniszczenia wojenne sprawiły, że Sopot bardzo szybko zapełnił się ludnością. Zaraz po wojnie jedna piąta ludności Trójmiasta zamieszkiwała właśnie tam. Oprócz "zwykłych" ludzi i przedstawicieli władz chętnie zasiedlali je artyści. Stworzyli podwaliny pod funkcjonowanie w tym mieście wyższej szkoły plastycznej i muzycznej oraz przez krótki czas Filharmonii Bałtyckiej, Teatru Wybrzeże i gdańskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Do końca XX w. kurort ten, zwany "Perłą Bałtyku", był też dużym ośrodkiem akademickim - w jego granicach znajdowało się wiele wydziałów Uniwersytetu Gdańskiego. Oprócz tego Sopot, dzięki nadmorskiemu położeniu, ściągał tłumy turystów i "miejscowych", spragnionych słońca i kąpieli morskich22.
Województwo gdańskie było organizmem młodym ze względu na wiek osób je zamieszkujących. Od początku istnienia cechował je znaczny rozwój liczby ludności - oprócz tych, którzy zostali po wojnie, w jego granicach do 1955 r. osiadło i urodziło się około pół miliona osób. Dużą rolę odgrywał przyrost naturalny, który przykładowo w 1953 r. odnotowano na poziomie ponad 27 na tysiąc mieszkańców. Ten wynik przewyższał tzw. średnią krajową i plasował region w czołówce krajowej, obok innych "młodych" województw, położonych przeważnie na ziemiach włączonych po wojnie do obszaru powojennej Polski23.
Na znaczenie wysokiego przyrostu naturalnego dla zacierania różnic między ludnością rdzenną a napływową zwracał uwagę Bolesław Maroszek: "Od roku szkolnego 1952/1953 rozpoczęły naukę w szkole podstawowej dzieci urodzone już w Polsce Ludowej i, co nie mniej ważne, dzieci urodzone w znacznej części w województwie gdańskim. Począwszy od tego roku, w szkołach zaczyna się dezaktualizować podział uczniów na miejscowych i napływowych, ponieważ prawie wszyscy są już urodzonymi mieszkańcami Wybrzeża Gdańskiego, niezależnie od tego, czy ich rodzice są autochtonami, repatriantami, przesiedleńcami czy reemigrantami"24.
Po upływie prawie trzydziestu lat, kiedy ci, którzy z początkiem września 1952 r. szli do pierwszej klasy szkoły podstawowej, a teraz zakładali rodziny, wzrost urodzeń nie był tak znaczący, choć nadal wysoki. W 1980 r. wynosił ponad jedenaście jednostek. Analogicznie, jak w 1953 r. była to jedna z wyższych wartości w porównaniu z innymi jednostkami administracyjnymi w kraju, ale różnice nie były tak istotne, gdyż średnia dla Polski stanowiła 10,3. Pomimo tego wysokiego współczynnika radykalne korekty zaludnienia (szczególnie w miastach, ponieważ na terenach wiejskich Pomorza Gdańskiego nie przybrały takiej skali), które zaszły w 1945 r., były tak istotne, że liczba mieszkańców województwa gdańskiego przekroczyła tę z lat przedwojennych dopiero po piętnastu latach od zakończenia wojny25.
Wraz z upływającym czasem i postępującą urbanizacją liczba ludności zamieszkującej województwo się zwiększała: w 1970 r. wynosiła 1,138 mln, a w 1980 r. - prawie 1,335 mln osób26. W roku wybuchu strajków sierpniowych region był zamieszkiwany przez młode osoby. Na 1,335 mln mieszkańców - 808 tys. mieściło się w przedziale tzw. wieku produkcyjnego, a odpowiednio 388 tys. i 137 tys. w wieku przed- i poprodukcyjnym. Najliczniejszą grupę stanowiły osoby liczące od 7 do 15 lat (176 tys.), między 20 a 24 lata (130 tys.), 25 a 29 lat (137 tys.) i 30 a 34 lata (119 tys.). Liczbę osób starszych, tzn. liczących powyżej 65 lat, określano na ponad 116 tys.27
Specyfika portowo-stoczniowa, a szerzej rzecz ujmując - morska - Gdańska i Gdyni przyczyniała się do wzrostu ludności w regionie. Praca w stoczni, porcie lub na statkach rejsowych była w tamtych czasach pokusą i nobilitacją dla młodych ludzi w całym kraju. Chcąc sprostać marzeniom lub po prostu "wyrwać się" z rodzinnych stron, odpowiadali na ogłoszenia prasowe oferujące możliwość zatrudnienia w stoczniach i kuszące atrakcyjnymi zarobkami. Zamieszczały je gazety ukazujące się na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i innych regionach niezwiązanych z morzem. Wybrzeżowe stocznie nie mogły zamawiać takich ogłoszeń w prasie na Górnym Śląsku - tam monopolu zatrudnienia pilnowały kopalnie węgla kamiennego. Rzecz jasna do pracy w przemyśle morskim ochoczo zgłaszali się również młodzi ludzie z Kaszub i Kociewia. Specjalne zespoły werbowników jeździły po wsiach, miasteczkach i kaperowały ludzi do pracy w stoczniach, obiecując "złote góry". Dawano im mieszkania w hotelach robotniczych28. Nie zawsze jednak młodzi ludzie od razu podejmowali pracę. Zdarzało się, że zwabieni obietnicami stawiali się tak licznie, że w stoczni nie było dla nich zajęcia. W tej sytuacji otrzymywali "gołą" stawkę, tzw. postojowe, i czekali na angaż. Było i tak, że po jakimś czasie rezygnowali i wyjeżdżali29.
Śmiałkowie, co "za chlebem i przygodą" opuszczali rodzinne wioski i miasteczka, byli, jak mawiał Franciszek Kotus-Jankowski, pierwszy powojenny polski prezydent Gdańska, "młodzi, rzutcy, energiczni i przedsiębiorczy"30. W kontekście szukania przyczyn strajkowej rewolucji 1980 r. to istotne, ale i banalne stwierdzenie, bo musieli tacy być. Przecież zdecydowali się opuścić dobrze znane strony. W wielu przypadkach musiało się to wiązać z rezygnacją z poczucia bezpieczeństwa i pewnej stabilizacji na rzecz bliżej nieokreślonej przyszłości, choć w każdym przypadku oczekiwanej z aspiracjami i nadziejami. Potem wielu zdobywało wykształcenie, zawód, dobrze płatną pracę i uznanie, pozakładało też rodziny. Wykorzystało szansę na w miarę ustabilizowane życie na miarę warunków gospodarczych i ustrojowych. Nie wszystkim się jednak udawało - część zatrzymała się na etapie mieszkania w hotelu robotniczym lub wynajmowanej stancji, popadała w alkoholizm i samotność, by na koniec, po przepracowaniu całego życia powrócić w rodzinne strony. Rzecz jasna, podobne cierpienia dotykały nie tylko adeptów przemysłu stoczniowego na Wybrzeżu Gdańskim, ale występowały one wszędzie tam, gdzie zachodziła dynamiczna industrializacja31.
Mariusz Muskat, szukając gdańskiego genius loci i próbując odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Gdańsk stał się stolicą wystąpień robotniczych, zwrócił uwagę właśnie na młodych ludzi przybywających na Wybrzeże: "W portowych miastach możemy częściej niż gdzie indziej spotkać postacie z pogranicza marginesu społecznego, czasem na bakier z prawem, częściej z władzą, typy trochę awanturnicze, ryzykanckie, niemające wiele do stracenia. Gdy dochodzi do zbiorowych wystąpień, osoby te nieraz tylko doraźnie angażują się, ale prezentowany przez nie wysoki stopień odwagi czasem ma w konkretnej sytuacji istotne znaczenie"32.
Nowi gdańszczanie i gdynianie, by się odnaleźć w miastach, w których osiedli, potrzebowali choć trochę utożsamić się z ich historią czy tradycją. Chcieli mieć także jakieś poczucie przynależności. Jedną z takich "kotwic", czymś w rodzaju "przeżycia pokoleniowego", choć tragicznego i powszechnie nieakceptowalnego, była rewolta grudniowa 1970 r. Wspominał o tym Andrzej Bulc, jej bierny świadek, który potem m.in. z jej powodu zaangażował się w gdańskie WZZ33, czy Bogdan Żurek, który m.in. zafascynowany postawą gdańskich stoczniowców zdecydował się przyjechać nad polskie morze: "pracowałem w małym miasteczku [Bartoszyce] na Mazurach. [...] Była połowa grudnia 1970 r., w środkach masowego przekazu ogłoszono podwyżkę cen na artykuły mięsne. Mieszkańcy pomstowali, na czym świat stoi, lecz wiedzieli, że nic na to poradzić nie mogą. Zaczęły jednak docierać do nas wieści, że robotnicy Gdańska nie skończyli na narzekaniu i wychodząc na ulicę, zaprotestowali przeciw bezprawiu. [...] gdy do miasta wrócili miejscowi milicjanci bez swojej "nyski", którą stracili w Gdańsku, byliśmy pewni, że robotnicy [...] tanio swej skóry nie sprzedali. [...] Obraz telewizyjny nie kłamał. Widziałem na spracowanych twarzach tych ludzi wyrazy radości ze zwycięstwa, nadziei i zdecydowania. [...] Pewnego dnia ojciec przypomniał sobie o dalekim kuzynie z Gdańska. Okazało się, że jest on pracownikiem stoczni. Nie bez trudu zdobyłem jego adres i [...] ruszyłem na spotkanie z owianym legendą miastem"34.
Podobnie myślał Andrzej Kołodziej, który do Trójmiasta przybył z Zagórza w Bieszczadach: "Wielkim wstrząsem były dla mnie wydarzenia Grudnia 1970 r. na Wybrzeżu. Byłem wtedy jeszcze szczeniakiem, ale dobrze pamiętam. Rozumiałem urywki tego, co mówiono w radiu i co ukradkiem mówili rodzice, aby dzieci nie słyszały. Zdałem sobie jednak sprawę, że władza kazała strzelać do ludzi, którzy chcieli jeść. I nikt wtedy nie wierzył (jak usiłowała wmawiać ludziom PZPR), że były to grupy chuliganów. Podziwiałem, że robotnicy zdołali się przeciwstawić władzy, podziwiałem tę ich jedność i determinację. W mojej wyobraźni powstał obraz wielkiej stoczni, pełnej wspaniałych, solidarnych ludzi... [...] Zdecydowałem, że wyjadę zaraz po skończeniu szkoły zawodowej. [...] Byłem przekonany, że tam ludzie żyją inaczej, że tam człowiek może być bardziej wolny. [...] Już z dworca [PKP Gdańsk Główny] zobaczyłem potężne dźwigi stoczni. To tu była właśnie ta stocznia, ta potęga"35.
Pod wpływem tego, co się wydarzyło w grudniu 1970 r., Stocznię Gdańską jako "enklawę wolności" postrzegał Tomasz Moszczak, chłopak miejscowy, z Sopotu. W grudniu 1970 r. zorganizował strajk w Centrali Maszyn Biurowych, żądając m.in. usunięcia nieprawidłowości w rozliczeniu kart pracy. Dostał tzw. propozycję z kategorii tych nie do odrzucenia: albo wstąpi do PZPR i dostanie "ochronę", albo zostanie wyrzucony z pracy. Wobec ultimatum, w sierpniu 1971 r. przeniósł się do Stoczni Gdańskiej. Moszczak uważał, że w stoczni "przeszedł lekcję wolności", tj. spotkał ludzi z przeszłością w Armii Krajowej, tych, którzy przeżyli wywiezienie w głąb Związku Sowieckiego, oraz tych, którzy "przeszli Grudzień 1970", m.in. Mariana Zielińskiego, "Edka" Nowickiego36, Henryka Lenarciaka, Henryka Jagielskiego. To byli ludzie popularni w stoczni37.
Na marginesie warto dodać, że wtedy Zieliński nie mówił tego głośno, ale był jednym z tych, którzy przy pomocy m.in. pasty do czyszczenia podłóg skutecznie podpalili pomieszczenia wewnątrz budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku38. Tak sam twierdził, choć Jagielski uważa, że z tym podpaleniem było inaczej: "Pod KW PZPR podbiegł do mnie spocony Jasiu Jasiński i woła: "Panie Heńku, ten kurewski komitet nie chce się zapalić". Ja mu na to mówię: Ściągaj kufajkę i patrz, stoją samochody. Bierz benzynę i działaj"39.
To, co działo się w grudniu 1970 r., i wieści, które z Wybrzeża docierały w głąb kraju, wpływały też na wybory ludzi, którzy nigdy nie przyjechali do Trójmiasta, aby tam zamieszkać i pracować. Pod wpływem Grudnia zaaktywizowali się po dziesięciu latach, na przykład w Starachowicach40.
O potrzebie utrwalania związków z regionem, do którego się przybyło, świadczyła popularność klubów piłkarskich: Lechii w Gdańsku i Arki w Gdyni. Na mecze, pomimo że oba kluby grały w ówczesnej drugiej lidze, a na początku lat siedemdziesiątych XX w. chciano nawet zlikwidować sekcję piłki nożnej w Lechii41, przychodziło po kilka czy kilkanaście tysięcy kibiców. Kiedy walczyły o awans do ekstraklasy - zapełniał się cały stadion.
Przemysł, kultura, nauka
W wyniku zniszczeń wojennych przemysł w regionie zmuszony był dźwigać się z ruin. W lipcu 1945 r. czynnych było 782 zakładów, większość z nich jednak nie była uruchomiona. Znalazło w nich pracę nieco ponad 18 tys. osób, a mogło - przy założeniu, że pracują pełną parą - nawet 66 tys. Wraz z upływem czasu i przystąpieniem do odbudowy sytuacja się poprawiła do tego stopnia, że w następnym roku zatrudnienie wzrosło do ponad 35 tys. osób. Pomimo korzystnych zmian, nadal nie każdy chętny mógł liczyć na otrzymanie zajęcia, dlatego ludzie przedsiębiorczy, póki było to możliwe, otwierali zakłady, chociażby rzemieślnicze. Ich liczbę oceniano na 3,7 tys. Większość skupiona była w Gdańsku, Gdyni i Elblągu, a każdy zatrudniał po 2-3 fachowców42.
Najszybsze tempo rozwoju region osiągnął w dekadzie lat siedemdziesiątych XX w. Po 1970 r. stał się trzecim po województwach katowickim i warszawskim beneficjentem modernizacji kraju. Na Wybrzeżu Gdańskim nakładem 6,4 mld zł powstał m.in. Port Północny, oddany do eksploatacji z bazami przeładunku węgla, rudy i ropy. Dzięki temu niedaleko mogły rozpocząć produkcję Gdańskie Zakłady Rafineryjne43, ale i inne zakłady ekspansywnie rozwijającego się przemysłu chemicznego: Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych i Przedsiębiorstwo Przemysłowo-Handlowe Siarkopol. Aby optymalnie wykorzystać ich potencjał, unowocześniono porty w Gdańsku i Gdyni, przeznaczając na ten cel 5 mld zł44.
Przemysł morski w 1980 r. stanowił 65 proc. potencjału gospodarczego województwa. Co piąta osoba zatrudniona w tzw. jednostkach gospodarki uspołecznionej pracowała w zakładach związanych z morzem. Jeśliby ten zbiór zawęzić do Trójmiasta, współczynnik byłby wyższy. Obok portów, przemysł morski obejmował stocznie budowy okrętów, stocznie remontowe, przewozy armatorów, rybołówstwo i przetwórstwo rybne. Najistotniejszym z nich był przemysł okrętowy, skupiający m.in. Stocznię Gdańską im. Lenina, Stocznię Północną im. Bohaterów Westerplatte, Gdańską Stocznię Remontową, Stocznię Remontową "Nauta" w Gdyni, Stocznię Marynarki Wojennej im. Dąbrowszczaków w Gdyni z mniej znanym zakładem (oddziałem) im. Westerplatte, Stocznię Jachtową im. Conrada Korzeniowskiego, Stocznię Wisła, Stocznię im. Komuny Paryskiej, zakłady Elmor, Famos czy Techmet. Na inwestycje w tej branży45 w latach 1971-1978 przeznaczono 59 mld zł. Stanowiło to prawie jedną trzecią wszystkich nakładów gospodarczych poczynionych w województwie. Dzięki temu zmodernizowano Stocznię im. Komuny Paryskiej, rozbudowano ją o drugi suchy dok oraz przystosowano do nowoczesnej produkcji Stocznię Gdańską46.
Nakłady finansowe oraz równoległe kształcenie fachowców ("od montera do inżyniera") pozwoliły na zdobycie przez polski przemysł stoczniowy marki w świecie budownictwa okrętowego, co sprawiło, że pod koniec lat siedemdziesiątych XX w. sytuacja tej gałęzi przemysłu rysowała się optymistycznie. Mieczysław Tokarz, dyrektor generalny Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego, przy okazji nowego roku zapewniał: "Dla naszych stoczni nie będzie problemu z tym, co robić, ale jak działać, żeby sprostać zamówieniom". Poczynione inwestycje były celnie ulokowane i szybko zaczęły się zwracać: branża stała się jednym z głównych eksporterów w kraju. W 1977 r. udział przemysłu okrętowego w eksporcie wynosił prawie 6 proc., co "dawało drugą po węglu pozycję na liście przemysłów i branż uczestniczących w eksporcie"47.
Wykształcone i doświadczone kadry potrafiły budować statki różnego typu i o odmiennym stopniu zaawansowania technologicznego - bazy rybackie, chemikaliowce, tankowce, drewnowce, rudowęglowce, drobnicowce, statki naukowo-badawcze. W 1979 r. Polska zajmowała ósme miejsce na świecie pod względem wodowanego tonażu statków48, a drugie w wodowaniu statków rybackich, i pierwsze w jednostkach specjalistycznych. W polskich stoczniach budowano 26 proc. produkcji okrętowej krajów tzw. demokracji ludowej. Był to najlepszy wynik, z zastrzeżeniem, że w zestawieniu nie ujęto Związku Radzieckiego, ze względu na brak możliwości otrzymania informacji o wielkości produkcji okrętowej w tym państwie49.
W trójmiejskich stoczniach można było się cieszyć z tych wskaźników, wysokich miejsc w rankingach czy "zapchanych" pochylni. Jednak równolegle, czy może w parze, szły bolączki polskiego przemysłu stoczniowego. Jak w soczewce skupiały się one i dotykały jego najważniejszego przedstawiciela - Stocznię Gdańską im. Lenina50. Problemem nierozwiązanym do końca lat osiemdziesiątych XX w. była niska liczba pracowników bezpośredniej produkcji w stosunku do liczby wszystkich zatrudnionych. Rokrocznie brakowało około 1200 takich osób. Odczuwano niedobór w zawodach typowo stoczniowych, jak monter wyposażenia rurarskiego, elektromonter okrętowy, monter kadłubów okrętowych, spawacz, ślusarz, monter wyposażenia okrętowego, malarz konserwator. Braki kadrowe wykazywano w zawodach wykonywanych na budowanym jednostkach, niezależnie od pogody (od -30 stopni do +30 stopni, w deszczu, słońcu itp.), w trudnych warunkach, szczególnie na pochylni, gdzie dochodziło do spiętrzenia wykonywanych prac. Bonusem za ciężką pracę były zarobki - przeciętnie o 20-25 proc. wyższe od średniej płacy robotniczej w przemyśle uspołecznionym51. Można było zarobić, jednak w wypadku świadczeń stoczniowych zarabiano przede wszystkim za pracę w godzinach nadliczbowych tzw. nadgodzinach (36-40 proc. wynagrodzenia)52. Krótko mówiąc: bez pracy "po godzinach", w soboty i niedziele, pensja była marna.
Jakim kosztem pracy, sił i czasu stoczniowiec dobrze zarabiał, ujawnia Bogdan Żurek, przyjęty do stoczni w 1971 r.53: "Wydział K-1, na którym pracowałem, zajmował się tzw. obróbką i prefabrykacją kadłuba statku. [...] Na K-1 pracowało się w systemie zakordowanym i trzyzmianowym. Ponieważ do obsługi urządzeń musiało być dwóch pracowników, "oraliśmy" przeważnie po 12 godzin. [...] Odmowa pracy w nadgodzinach wiązała się z podpadnięciem u mistrza, który był rozliczany z planu godzinowego. Oczywiście "robienie" nadgodzin podwyższało nasze zarobki, które w najlepszych dla mnie latach (1974-1976) wynosiły około 10 do 11 tys. zł miesięcznie. Były to na ówczesne czasy bardzo wysokie wynagrodzenia. [...] Nikt jednak nie wiedział, że w jednym miesiącu przepracowaliśmy półtora [miesiąca]. Zwykły śmiertelnik nie zdawał sobie absolutnie sprawy, w jakich warunkach pracują stoczniowcy. [...] Przy braku jakichkolwiek urządzeń grzewczych, zimą trudno było wytrzymać. Grzaliśmy się palnikami acetylenowymi, którymi również gotowaliśmy przeniesioną z domu herbatę. Latem, zmorą naszą był gorąc i zapylenie przekraczające wszelkie normy"54.
Obrazowo o położeniu stoczniowców mówił też Maciej Miatkowski: "Jest mit, że o "kiełbasę" stoczniowcy strajkowali. Ale chcieli godnie zarabiać, żyć. Ciężko pracowali, po 12, 14, a nawet 16 godzin dziennie. Wychodziłem z domu - "ciemno", wracałem, też "ciemno". Całymi dniami, tygodniami, latami pracowałem. Przez to miałem mały kontakt z rodziną. Pieniędzy wciąż brakowało, ciasne mieszkanie i niczego się nie dorobiłem"55.
Potwierdzeniem słów Miatkowskiego i Żurka będzie cytat z wypowiedzi Zbigniewa Szczypińskiego, stoczniowego socjologa badającego postawy robotników od 1971 r. Na pytanie dziennikarza tygodnika "Czas": "Czy strajk pana zaskoczył?" (chodziło o strajk w sierpniu 1980 r.), po jego zakończeniu, odpowiedział: "Nie, w najmniejszym stopniu. [...] Jeśli chodzi o mój zakład, to jedną z przesłanek roku [19]80 był proces zapóźnień, jakie powstały w wyniku modernizacji stoczni. Do 1970 r. stocznia była manufakturą, dekapitalizacja majątku trwałego sięgała 80 procent. Warunki pracy niemal katorżnicze, poziom technologiczny produktu czyli statku - średni. Po 1970 r. władowano w stocznię 7 mld zł po to, aby podwyższyć standard technologiczny produktu. Zaczęto budować supernowoczesne statki-kontenerowce, bazy-konserwiarnie itp. Warunki socjalne stoczniowców, aczkolwiek były w programie modernizacji, zmieniono w bardzo niewielkim stopniu. I tak w 1980 r. - rozziew pomiędzy poziomem nowoczesności produkowanych statków a poziomem nowoczesności warunków socjalnego zabezpieczenia procesów pracy - zwiększył się. Jakość życia stoczniowców miała się odwrotnie proporcjonalnie do jakości wytwarzanych przez nich statków"56.
Do udręk przemysłu okrętowego należały m.in.: kłopoty z regularnością dostaw57, duża absencja i fluktuacja kadr związana m.in. z samowolnymi porzuceniami pracy58 i picie alkoholu w godzinach pracy na terenie zakładu (tzw. meliny na dźwigu stoczniowym) lub poza nim (np. kilkuosobowe grupy wychodziły do piwiarni "Pod Kasztanami" przy Alei Zwycięstwa, by tam wypić po kilka piw i wrócić, bądź nie, przed "fajrantem" do stoczni)59. Podobne zjawiska występowały jednak w całym kraju60. Z jednej strony trwała modernizacja zakładów, z drugiej zaś - zużywanie kapitału ludzkiego i alkoholowa patologia. Problemy, które z tego wynikały, trzeba było zwalczać przy pomocy dodatkowego wysiłku fizycznego kosztem wolnego czasu, zdrowia i rodziny.
Ze względu na to, że dostawy części do produkcji statków były nieregularne, wodowano niegotowe kadłuby. Z konieczności "szło się z produkcją naprzód", nie czekano na dostarczenie potrzebnych elementów. Przyjmowano, że poprawki wykona się później. Na niedociągnięcia w tej kwestii narzekali m.in. malarze-konserwatorzy, którym brakowało farb epoksydowanych do malowania zbiorników balastowych61.
Notowano i inne frasunki: "Są kłopoty z "Malmorem", o którym wiadomo było na początku roku, że nie będzie nadążał, ponieważ brak ludzi. Starszy mistrz Jerzy Baska zastanawia się: "Jak można blachować sufity w ładowniach pod pokładem głównym, jeśli 'Malmor' nie zakończył izolacji sufitów?". Ludzie czuli są szczególnie na to, co nazywają psuciem pracy. Trudno się jakoś z czymś takim pogodzić bez względu na to, że nowe zadanie jest przecież w pełni honorowane finansowo: na żądanie armatora trzeba dorobić włazy demontażowe w sufitach - nie było tego w dokumentacji, a więc przeróbka; trzeba zrywać to, co się przedtem zrobiło, wycinać otwory. Przecież szkoda tamtej pracy i zmarnowanego materiału" - alarmowano w jednym z setek podobnych artykułów w prasie branżowej62.
Obserwacje prasowe zostały potwierdzone wynikami studiów socjologa Marka Latoszka, który w latach 1978-1979 przeprowadził badania sondażowe wśród rodzin stoczniowców. Wypływał z nich wniosek, że: "praca zawodowa uznana została za istotną część ich życia". Większość pracowała stabilnie, w jednym zakładzie. Kiedy pracownicy doświadczali marnotrawstwa, niedotrzymywania terminów dostaw, konieczności dokonywania przeróbek itp., mieli poczucie, że ich praca jest bezsensowna. Stoczniowcy chcieli postrzegać się jako "ludzie dobrej roboty"63 - tak przynajmniej twierdzili w odpowiedziach na pytania ankieterów.
Dobre wyniki produkcyjne i stabilność zamówień dla wybrzeżowych stoczni były okupione narażaniem stoczniowców na zagrożenie zdrowia, a nawet utratę życia. Słabym pocieszeniem był fakt, że podobnie ryzykowne sytuacje występowały i w innych branżach: w przemyśle górniczym, hutniczym i budownictwie. Pośpiech towarzyszący realizacji kontraktów sprawiał, że na budowanych jednostkach trudno było przestrzegać zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. Dochodziło do katastrof, np. 13 grudnia 1961 r. wybuchł pożar na statku m/s "Konopnicka" w Stoczni Gdańskiej64.
Nieraz się zdarzało, że równocześnie wykonywano prace się wykluczające, np. spawanie i malowanie. Przykładem może być wybuch na statku do połowu ryb budowanym w Stoczni Północnej, do którego doszło 18 czerwca 1980 r. Gdy malarze z Przedsiębiorstwa Robót Malarskich i Izolacyjnych "Malmor" przemywali w siłowni zęzy silnymi środkami chemicznymi, tj. benzyną lakową lub ekstrakcyjną, nie działała prawidłowo wentylacja. Doprowadziło to do wysokiego stężenia gazów łatwopalnych. Nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną zapłonu, czy tzw. kablówka, czyli żarówka z kablem elektrycznym osłonięta kratką, papieros, zapałki, czy zaiskrzenie instalacji elektrycznej. W każdym razie, około godziny 8.18 rano nastąpił wybuch, w wyniku którego śmierć poniosło szesnastu stoczniowców. Gazety wybrzeżowe oszczędnie informowały o katastrofie. Najwięcej uwagi poświęcił jej branżowy "Głos Stoczniowca", który jednak ukazywał się w mniejszym nakładzie aniżeli dzienniki i do tego raz w tygodniu65.
Częścią gospodarki morskiej były remonty statków. Sztandarowymi ośrodkami tej gałęzi przemysłu były Gdańska Stocznia Remontowa i Stocznia Remontowa "Nauta" w Gdyni. Liczyło się ponadto rybołówstwo dalekomorskie z gdyńskim Dalmorem. Należące do niego trawlery-przetwórnie łowiły u wybrzeży Peru, południowo-zachodniej Afryki czy na północno-wschodnim Pacyfiku. Porty rybackie znajdowały się w Gdyni, Helu, Jastarni, Pucku i Władysławowie. W 1978 r. flota rybacka dysponowała 40 statkami dalekomorskimi, 49 trawlerami i ponad 200 kutrami. Ogromne znaczenie miały też Polskie Linie Oceaniczne w Gdyni - gigant dysponujący 172 jednostkami obsługującymi połączenia z 500 portami w 92 krajach na całym świecie66, a przy okazji atrakcyjny pracodawca67.
W latach siedemdziesiątych XX w środki finansowe przeznaczano również na inne przedsięwzięcia: inwestycje komunalne w wodociągi, kanalizację i gazociągi itp. Wraz z rozwojem przemysłu i wzrostem zamożności województwa gdańskiego inwestowano w efektywne przemieszczanie się ludności i usługi transportowe. Na uwagę zasługuje budowa obwodnicy Trójmiasta. Istotnym elementem układanki komunikacyjnej była Szybka Kolej Miejska, łącząca Tczew, Pruszcz, Gdańsk, Gdynię i Wejherowo. W 1974 r. oddano do użytku lotnisko w Rębiechowie. Port lotniczy ze skromną siatką połączeń wykorzystywały osoby uprzywilejowane i zamożne. W 1978 r. wielkość przewozów pasażerskich wynosiła 117 tys., z czego 18 tys. na liniach zagranicznych68.
Szybka Kolej Miejska ("eskaemka") w Trójmieście to jeszcze jeden wyróżnik, który miał nieoczywisty związek z funkcjonowaniem opozycji przedsierpniowej i strajkami sierpniowymi 1980 r. Kolejka teoretycznie kursowała co kilka minut, co dawało wrażenie, że w Trójmieście "wszędzie było blisko". W kilkanaście minut można było przejechać z Gdańska do Oliwy, a w niewiele więcej do Gdyni. Tym bardziej było to istotne w czasach, kiedy zakup auta był nie lada wyzwaniem i gros ludności przemieszczało się komunikacją miejską. Poczucie bliskości m.in. za sprawą "kolejki" odróżniało Gdańsk od Górnego Śląska, gdzie kilku działaczom katowickich WZZ rozrzuconym na terenie aglomeracji trudno było się nawet spotkać. Tymczasem 14 sierpnia 1980 r., w godzinach wczesnoporannych organizatorzy strajku "obstawili" dwa kursy eskaemki, wiedząc, że są przepełnione stoczniowcami jadącymi do Stoczni Gdańskiej, "Remontowej" i "Północnej".
Położenie stoczni miało pozytywny wpływ na aktywności opozycji przedsierpniowej i powodzenie sierpniowych protestów. Stocznie Północna, Remontowa i Gdańska były odgrodzone płotem, a z "Leninem" graniczył jeszcze Elmor. Niebagatelne znaczenie miała bliskość linii komunikacji miejskiej i dalekobieżnej oraz fakt, że główna Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej znajdowała się w centrum miasta, czyli pięć minut na "piechotę" od dworca głównego PKP. To sprawiało, że sierpniowa akcja protestacyjna działa się niejako "na oczach" każdego, kto tam przebywał, tamtędy przechodził czy przejeżdżał. Poparcie i sympatia, które okazywano, choć dopiero po kilku dniach, strajkującym, wzmacniało ich morale i wytrwałość. W Gdyni protestujące przedsiębiorstwa: SKP, Zarząd Portu Gdynia, SR "Nauta", i może nawet Dalmor - znajdowały się na terenach przemysłowych nieco oddalonych od centrum miasta, ale podobnie jak te gdańskie też były usytuowane obok siebie. To ułatwiało kontakt, wymianę informacji i przy mądrości przywódców dawało potrzebne i obustronnie napędzające się wsparcie.
U progu lat osiemdziesiątych XX w. województwo gdańskie miało charakter miejski i zurbanizowany. Tereny wiejskie, z wyjątkiem Żuław Wiślanych, odznaczały się trudnymi warunkami glebowymi. Rolnicy uprawiali głównie zboża (w szczególności żyto), ziemniaki i buraki cukrowe. Gorzej w porównaniu z innymi częściami kraju wyglądała liczba zwierząt hodowlanych. Mniej także było gospodarstw indywidualnych. W 1978 r. zajmowały 68 proc. powierzchni użytków rolnych (średnia dla kraju - 75 proc.). Reszta, tj. jedna czwarta uprawianych pól, należała do państwowych gospodarstw rolnych, spółdzielni produkcyjnych (3,9 proc.) i kółek rolniczych (2,5 proc.). Mimo że przeznaczano środki na ożywienie tej części gospodarki (m.in. na budowę zakładów przetwarzających żywność, np. Zakładów Mleczarskich w Gdańsku-Maćkach, Zakładów Drobiarskich w Żukowie, wytwórni wędlin w Gdyni, elewatora zbożowego w Jabłowie czy na modernizacje Gdańskich Zakładów Środków Odżywczych czy Zakładów Mięsnych w Kościerzynie) w regionie szwankowały dostawy żywności, zwłaszcza artykułów mięsnych, co jednak było charakterystyczne dla całego kraju69.
W województwie gdańskim rozwijały się również inne gałęzie przemysłu: paliwowo-energetyczny (rafineria), metalurgiczny, mineralny, drzewno-papierniczy i lekki oraz budownictwo. "Mieszkaniówka" w drugiej połowie lat siedemdziesiątych XX w. znalazła się w kryzysie70. Doświadczenie krachu było szczególnie dotkliwe, ponieważ wcześniej nastąpił dynamiczny rozwój. Niekorzystne tendencje przekładały się na konkret, czyli liczbę mieszkań oddawanych "pod klucz". W drugiej połowie dekady z powodu m.in. rosnącej liczby populacji i niewydolnej organizacji pracy "budowlanka" nie była w stanie sprostać popytowi. Rozbudzone inwestycjami aspiracje młodych ludzi nie miały szans na szybką realizację. Czas oczekiwania na M-2 wydłużył się do dziesięciu lat. Dla zobrazowania istoty problemu warto posłużyć się przykładem potrzeb mieszkaniowych pracowników Stoczni Gdańskiej71. W 1975 r. zakład zaspokajał je na poziomie 35 proc. Co trzeci potrzebujący otrzymywał klucze do własnego mieszkania. W następnych latach doszło do zapaści - zanotowano spadek poniżej 10 proc.72
Dochody ludności na Pomorzu Gdańskim wzrosły z 19 tys. rocznie w 1970 r. do 41 tys. zł w 1978 r. (w sumie z 21 do 53 mld zł73). Z zasobnością portfela wzrósł wymiar świadczeń społecznych (z 1,9 do 5,5 mld) i zaciągniętych kredytów (0,8 do 2,2 mld). Rosły pretensje konsumpcyjne, tym bardziej że dotychczas (zwłaszcza przed 1970 r.) wiele artykułów przemysłowych było dla przeciętnego obywatela trudno dostępnych lub w ogóle ich brakowało. Wydatki na zakup towarów i usługi wzrosły o 250 proc. To samo dotyczyło wskaźnika zapotrzebowania na luksusowe artykuły przemysłowe, jak samochody osobowe ("skoczył" z 21 na 54 na 1 tys. mieszkańców), telewizorów (ze 103 do 241) i radioodbiorników (ze 190 do 274)74.
Symboliczną, ale i dotkliwą miarą kryzysu była tzw. zima stulecia. Kraj zmagał się z nią na przełomie 1978 i 1979 r. Katastrofa naturalna obnażyła stan PRL za Edwarda Gierka pod koniec jego rządów. Zauważył to w zapiskach prymas Stefan Wyszyński75, a i I sekretarz KC PZPR był świadomy trudności76. "Zimę stulecia" uznano za "jeden z najważniejszych katalizatorów" lipcowo-sierpniowego buntu 1980 r.77
Struktura zatrudnienia w zakładach pracy, których właścicielem było państwo, prezentowała się w 1980 r. adekwatnie do specyfiki województwa. Spośród 485 tys. osób czynnych zawodowo, 155 tys. pracowało w przemyśle, 73 tys. w transporcie i łączności, 49 tys. w budownictwie i 47 tys. w handlu. Na dziesięciu zatrudnionych było sześciu mężczyzn i cztery kobiety. Najwięcej przedsiębiorstw państwowych miało siedzibę w Gdańsku (369) i Gdyni (177). Dalej plasowały się: Tczew z 71 zakładami, Sopot (61) i Starogard Gdański (49). Pod względem liczby osób zatrudnionych w tzw. przemyśle uspołecznionym, poza Gdańskiem (70 tys.) i Gdynią (38 tys.), wybija się Starogard Gdański, gdzie w państwowych przedsiębiorstwach pracowało ponad 10 tys. ludzi. W województwie gdańskim w 1980 r. przeciętna płaca netto w porównaniu z rokiem 1970 wzrosła o 150 proc.: z 2458 zł do 6213 zł (w przemyśle pensja wynosiła 6777 zł) i była jedną z wyższych w kraju. Wyższa od średniej krajowej, którą określano na 5789 zł78.
Najlepiej na Wybrzeżu Gdańskim, bo 7,3 tys. zł netto, płacono w branży transportu i łączności. Pięćset złotych mniej przynosili do domu pracownicy nauki i rozwoju techniki (6,8 tys. zł). Gorzej zarabiano w przemyśle uspołecznionym (6,7 tys. zł). Najniższe zarobki notowano w służbie zdrowia (4,6 tys. zł), dziale finansów i ubezpieczeń (4,8 tys. zł), w kulturze i sztuce, sporcie i turystyce oraz w oświacie i wychowaniu (po 4,9 tys. zł)79.
Gdyby zawęzić te wartości wyłącznie do pensji odbieranych przez m.in. marynarzy, stoczniowców, portowców, pracowników Rafinerii, Fosforów, Siarkopolu, to mediana byłaby wyższa. Mimo to nie było możliwości zakupu mieszkania, rozmaitych towarów np. mebli, po które trzeba było wystawać pod sklepami w tzw. komitetach kolejkowych czy powszednich artykułów spożywczych. Budziło to niezadowolenie.
Wraz z uprzemysłowieniem i zamożnością poprawiało się wykształcenie mieszkańców regionu. Dbały o to zakłady pracy, zabiegając, by mieć wykwalifikowanych fachowców, takich, którzy będą wykonywać swój zawód przez dłuższy czas, najlepiej do emerytury. Oferta podjęcia nauki w wieczorowych zawodówkach i technikach80 była jednym z benefitów mających powstrzymać plagę samowolnych porzuceń pracy, szczególnie w stoczniach. Co jeszcze istotne, dawano możliwość kontynuowania edukacji, m.in. na Wydziałach Budowy Okrętów lub Mechaniczno-Technologicznym Politechniki Gdańskiej, z której korzystały osoby utalentowane i wytrwałe81.
W 1981 r. prawie połowa osób (z 980 tys. - 442 tys.), które ukończyły jakąkolwiek edukację, mogła się pochwalić świadectwem ukończenia szkoły podstawowej. W porównaniu z początkiem lat siedemdziesiątych XX w. dwukrotnie wzrosła liczba tych z dyplomem ukończenia wyższej uczelni (z 36 tys. do 65 tys.), a ze 153 tys. na 244 tys. skoczyła liczba osób ze średnim wykształceniem. Przybywało też absolwentów szkoły zawodowej (ze 121 tys. na 185 tys.)82. To sprawiało, że: "Koncentracja kadr z wyższym wykształceniem w województwie gdańskim, lepsze wskaźniki wykształcenia na tle makroregionu północnego i całego kraju będą w PRL znakiem rozpoznawczym całego Trójmiasta"83.
Ci, którzy pracowali "na państwowym", należeli do organizacji związkowych skupionych w Centralnej Radzie Związków Zawodowych i Wojewódzkich Radach Związków Zawodowych. Struktury CRZZ/WRZZ w 1978 r. na Pomorzu Gdańskim zrzeszały 520 830 członków. Trzy lata później, w lipcu 1981 r. NSZZ "Solidarność" Regionu Gdańskiego liczyła ich ponad 530 tys. Było ich więcej, ale struktura NSZZ obejmowała część organizacji związkowych z terenów leżących formalnie poza województwem gdańskim, tj. z Kwidzyna, Lęborka i Malborka. Można przyjąć, że w obu przypadkach (CRZZ/WRZZ i NSZZ) zrzeszonych było ponad 80 proc. zatrudnionych84.
Po pracy, o ile ma się siły i chęci, dobrze jest odpocząć w miłym towarzystwie, a przy okazji zaznajomić się z tzw. kulturą wysoką. Na Pomorzu Gdańskim u schyłku lat siedemdziesiątych XX w. okazję ku temu dawały przedstawienia realizowane w pięciu teatrach: Wybrzeże i Miniatura w Gdańsku, Dramatycznym i Muzycznym w Gdyni oraz na Scenie Kameralnej w Sopocie. Dla melomanów repertuar przygotowywali artyści Opery i Filharmonii Bałtyckiej. Każdy, kto chciał, mógł odwiedzić muzea, gdzie prezentowano różnorodne uwarunkowania regionu, których spora część nowych mieszkańców nie znała. Warto było się udać m.in. do Muzeum Narodowego, Centralnego Muzeum Morskiego, Muzeum Archeologicznego i Muzeum Historii Miasta Gdańska. W Gdyni, do Muzeum Oceanograficznego i Akwarium Morskiego oraz Muzeum Marynarki Wojennej. Poza Trójmiastem funkcjonowało Muzeum Kaszubskie w Kartuzach, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, Oddział Rybołówstwa Muzeum Morskiego w Helu, Stacja Upowszechniania Wiedzy o Regionie w Starogardzie Gdańskim oraz Kaszubski Park Etnograficzny we Wdzydzach Kiszewskich85. W Będominie od 1978 r. otwarto Muzeum Hymnu Narodowego86.
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w., nie wspominając o latach wcześniejszych, prasa podobnie jak inne media, była de facto monitorowana i podporządkowana władzom PRL. Partia miała ambicje właścicielskie i menedżerskie, bo dysponowała szesnastoma tytułami dzienników regionalnych oraz 29 tygodnikami. Zorganizowane w ten sposób życie prasowe miało skutkować tzw. selekcją negatywną w świecie dziennikarzy: promowano osoby akceptujące "kierowniczą" rolę partii i jej bezpośrednie i ciągłe ingerencje w proces powstawania gazety. Sztandarowym organem prasowym była centralnie wydawana "Trybuna Ludu". Na Wybrzeżu Gdańskim oprócz prasy przywożonej z Warszawy i innych regionów z jedno- lub dwudniowym poślizgiem, ukazywały się trzy pisma codzienne: "Dziennik Bałtycki", "Głos Wybrzeża" i "Wieczór Wybrzeża". Z liczby dwustu osób pracujących w mediach - połowa należała do PZPR. Najwięcej, bo 65 proc. w "Głosie Wybrzeża". Dane te były wyższe od średnich w kraju, które sięgały 45 proc.87
Nawet jeśli, jak po Październiku 1956 r. czy po Grudniu 1970 r., rezygnowano z modelu właścicielskiego i menedżerskiego, to i tak nie trwało to długo. Na przykład w redakcji "Głosu Wybrzeża" przyjęto po 1970 r. grupę młodych ludzi po studiach. Ich zadaniem, jak pisze Andrzej Drzycimski, było: "penetrowanie społecznych niezadowoleń i rozczarowań". Po kilku latach, w 1974 r. większość z nich została zwolniona z pracy, bo nie mieścili się w ramy przycięte przez urząd cenzury. W tym też roku "zaostrzone zostały kryteria polityczne dla przyjmowanych do pracy nowych dziennikarzy"88. Gazety oprócz "przesycania programów treściami marksizmu-leninizmu"89 przyciągały czytelników tzw. bezpiecznymi i atrakcyjnymi tematami, np. sportem. Trzeba przyznać, że robiły to umiejętnie. "Trybuna Ludu" w czasie Wyścigu Pokoju, kolarskiej imprezy organizowanej na trasie Warszawa-Berlin-Praga przez tę redakcję (z czechosłowackim "Rude Pravo" i enerdowskim "Neues Deutschland") i cieszącej się popularnością, drukowała składy drużyn, rozmaite klasyfikacje i relacje z przebiegu etapów. To sprawiało, że w maju po gazetę ustawiały się pod kioskami kolejki fanów, a i tak pomimo wysokiego nakładu trudno było ją dostać90.
Oficjalnie tylko "Głos Wybrzeża" przyznawał się do partyjnego sznytu - jak oznajmiała jego strona tytułowa: od 1975 r. był dziennikiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wcześniej - organem KW PZPR w Gdańsku. "Dziennik Bałtycki", pozbawiony logo partyjnego i starający się dotrzeć do czytelnika o artystycznych i inteligenckich ambicjach, m.in. w skądinąd stojącym na wartościowym poziomie piątkowym dodatku "Rejsy" - również stał na straży kierowniczej roli partii. Podobnie rzecz się miała z popularną, m.in. za sprawą artykułów z półświatka kryminalnego i setek ogłoszeń, popołudniówką "Wieczór Wybrzeża".
Sport, a szczególnie ligowe występy piłkarskich drużyn z Trójmiasta pełniły podobną funkcję. Szeroko relacjonowano mecze Lechii, Arki, Bałtyku i Stoczniowca. Informowano o przebiegu sezonu przygotowawczego, a tabele i rozmaite klasyfikacje przyciągały kibiców do kiosków. Wszystko to działo się zgodnie z powiedzeniem, że lekturę dziennika zaczyna się od ostatniej strony, czyli od analizy tabel piłkarskich, miejsca w nich "naszej" drużyny, wyciągania wniosków po ostatnim meczu i oceny szans przed następnym. W latach siedemdziesiątych XX w. gdańska Lechia nieskutecznie walczyła o awans do ówczesnej I ligi (obecnej ekstraklasy), a gdyńska Arka awansowała i spadała, ale w 1979 r. zdobyła Puchar Polski. Arka i Lechia były najpopularniejsze, ale w II lidze grały jeszcze Bałtyk i Stoczniowiec.
Co nie było bez znaczenia - dziennikarze zajmujący się sportem, jak np. Albert Gochniewski91 w "Głosie Wybrzeża", sami byli kibicami piłkarskimi, znali się na piłce i potrafili o niej pisać. Podobnie rzecz się miała z dziennikarzami piszącymi m.in. o kulturze i sztuce, historii regionu i szeroko rozumianym przemyśle morskim. To sprawiało, że mimo partyjno-propagandowej otoczki prasa była czytana, a ciekawy świata czytelnik sięgał po lokalne dzienniki. Ponieważ wielu stoczniowców interesowało się futbolem, ten fakt musieli docenić dziennikarze tygodnika "Głos Stoczniowca". Na jego łamach ostatnie strony poświęcone były stoczniowym drużynom: Bałtykowi, Stoczniowcowi, MRKS-owi i jako że ukazywał się w Szczecinie, to i tamtejszej Stali Stocznia.
Na Wybrzeżu Gdańskim wychodziły także czasopisma: ogólnokrajowy tygodnik "Czas" oraz "Punkt. Almanach Gdańskich Środowisk Twórczych", branżowe związane stricte z regionem: wspomniany "Głos Stoczniowca", "Horyzont", "Bandera", "Pomerania" (miesięcznik Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego), "Jantarowe Szlaki", "Budownictwo Okrętowe", "Polish Maritime News" oraz "Technika i Gospodarka Morska". Ukazywała się także prasa studencka, jak na przykład pismo "Politechnik". Na Politechnice Gdańskiej nadawała rozgłośnia uczelniana: Studencka Agencja Radiowa, której mogli słuchać także studenci uniwersyteckich akademików. W Gdańsku oddział miały Centralna Agencja Fotograficzna, Agencja Interpress, Krajowa Agencja Wydawnicza, Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza "Prasa", "Trybuna Ludu" i Zespół Prasy PAX - gazety "Słowo Powszechne" oraz "Wrocławski Tygodnik Katolików"92.
Wyróżniał się tygodnik "Czas". To powstałe w 1975 r. pismo pełniło funkcję kolorowego "okna na świat". Dla niemogących otrzymać paszportu rodaków zamieszczało interesujące reportaże zagraniczne i krajowe, a oprócz tego m.in. analizy i wywiady ekonomiczne, historyczne i socjologiczne. Równocześnie pismo było pewnego rodzaju "wentylem bezpieczeństwa", ponieważ bombardowało czytelnika doniesieniami o brakoróbstwie, pijaństwie w zakładach pracy, marnotrawstwie, kłopotach z dostawami itp., na co przychylnym wzrokiem patrzono w kierownictwie PZPR93. Pamiętano przy tym, aby w każdym numerze znalazł się artykuł czy komentarz przedstawiający w niekorzystnym świetle opinie dotyczące tzw. świata zachodniego, np. stosunek premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher do górników oraz krytyczne uwagi co do doktryny Kościoła katolickiego np. w kwestii stosunku do antykoncepcji.
Mimo zastrzeżeń, publikacje "Czasu" przedstawiały ciekawy, wielopłaszczyznowy portret Wybrzeża Gdańskiego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Sierpień 1980 r. pomógł dziennikarzom wybić się na względną niezależność - na łamach pisma przedrukowano spisany przebieg sierpniowego protestu, a potem relacjonowano proces powstawania NSZZ "Solidarność" w wybrzeżowych przedsiębiorstwach i instytucjach. Przychylny stosunek do działaczy związkowych zmienił się jednak mniej więcej od połowy 1981 r. Stopniowo zaczęli się oni jawić - zwłaszcza ci z mniejszych i odleglejszych od centrum zakładów - jako niedoświadczeni młodzi ludzie, a w związku z tym nieodpowiedzialni osobnicy, którzy mają roszczeniową postawę i w związku z tym nie potrafią się z nikim "dogadać", co jest prostą drogą do anarchii. Zbyt radykalni przywódcy związkowi z pewnością zdarzali się niejeden raz, ale po lekturze kolejnych tego typu artykułów powstaje wrażenie ich tendencyjności.
W Gdańsku nadawał audycje lokalny oddział Polskiego Radia i Gdański Ośrodek Telewizji. One też miały w swych szeregach obdarzonych talentem i charyzmą dziennikarzy, jak radiowiec Jerzy Gebert94. Był on pomysłodawcą i prowadzącym popularną audycję "Studio Bałtyk", a kibice piłki nożnej kojarzyli jego charakterystyczny głos, którym komentował mecze Lechii przy ulicy Traugutta.
W Trójmieście w 1980 r. na wyższych uczelniach studiowało 29 tys. studentów, w tym 19 tys. na studiach stacjonarnych. To był piąty wynik w kraju. Na młodym, bo powstałym w 1970 r. Uniwersytecie Gdańskim, dziesięć lat później szlify naukowe zdobywało 13 187 studentów. W Politechnice Gdańskiej studiowało 7850 potencjalnych inżynierów, na Akademii Medycznej - 2805 przyszłych lekarzy, w Wyższej Szkole Morskiej - 2238 nominalnych marynarzy, w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego (od 1981 r. Akademii Wychowania Fizycznego) - 1109 nieformalnych trenerów, a w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej i w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych - odpowiednio 427 i 636 przyszłych artystów. W Gdyni Oksywiu istniała też Wyższa Szkoła Marynarki Wojennej. Z tematyką morską związane były instytuty naukowe podległe Polskiej Akademii Nauk: Instytut Budownictwa Wodnego PAN, Morski Instytut Rybacki, Instytut Morski, Instytut Medycyny Morskiej, oddział Morski Instytutu Meteorologii i Gospodarki Morskiej. Oprócz Oddziału Gdańskiego PAN z Biblioteką Gdańską ważną rolę odgrywało Gdańskie Towarzystwo Naukowe. Na rynku wydawniczym znane były Wydawnictwo Morskie, Oddział Gdański Zakładu Narodowego im. Ossolińskich i oddział Krajowej Agencji Wydawniczej95. Przy ulicy Straganiarskiej w Gdańsku mieściła się siedziba Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego96.
Czy bogate życie naukowe miało wpływ na wyjście profesorów, ludzi ze środowisk naukowych z poparciem działań opozycyjnych na Wybrzeżu Gdańskim pod koniec lat siedemdziesiątych XX w.? Odpowiedź pośrednio widać w sierpniu 1980 r., kiedy wyższe uczelnie nie znajdowały się w centrum wydarzeń. Poparcie dla Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w środowiskach uczelnianych czy naukowych wyrażali przede wszystkim pracownicy techniczni i fizyczni, a także bibliotekarki. Kiedy sytuacja się ustabilizowała, do Prezydium MKS dołączyli intelektualiści: Wojciech Gruszecki z politechniki i pisarz Lech Bądkowski. Gruszecki to doktor chemii, a Bądkowski, wedle Donalda Tuska, studenta historii, cieszył się autorytetem, ponieważ był pierwszym przedstawicielem środowiska intelektualistów Wybrzeża, które raczej z rezerwą odnosiło się do działań opozycyjnych. Zaangażowani studenci cieszyli się, gdy wykładowca ich pouczał i w konfidencji ostrzegał, że grozi im prześladowanie. Profesor Roman Wapiński, dyrektor Instytutu Historii UG, domyślając się zaangażowania Arkadiusza Rybickiego i Aleksandra Halla, mówił, że "w razie czego" nie stanie w ich obronie. Profesor sam pozbawiony nadziei, uważał, że działalność opozycji w systemie totalitarnym nie ma sensu97. Nikłe zainteresowanie trójmiejskiego świata nauki i kultury sprawami opozycyjnymi potwierdzał Bogdan Borusewicz. Oceniał aktywność naukowców i twórców, jako niemającą "żadnego wpływu na bieżące działania gdańskich opozycjonistów"98.
Wybrzeże Gdańskie, a szczególnie Trójmiasto u progu 1980 r. zamieszkane było w większości przez młodych i dynamicznych ludzi. W dodatku byli oni stosunkowo dobrze wykształceni, nieźle zarabiali i mieli wysokie aspiracje. W warunkach wolności gospodarczej i społecznej byłby to kapitał do wszechstronnego rozwoju regionu. Jednak w sytuacji "gospodarki niedoborów", centralistycznie kontrolowanej przez jedyną "słuszną" partię (m.in. "szklany sufit" w miejscu pracy, brak mieszkań na rynku nieruchomości, tzw. zima stulecia, braki w zaopatrzeniu99), która nie potrafiła dopomóc w zrealizowaniu tych potrzeb i ambicji, był to problem w zasadzie nie do rozwiązania. W dodatku, na Wybrzeżu, dzięki aktywności marynarzy, przywożących luksusowe towary i ubrania oraz obecności zachodnich turystów, korzystających swobodnie z niedostępnych dla Polaków dóbr - mieszkańcy Pomorza mogli porównać ofertę obu systemów: socjalistycznego i kapitalistycznego. Ci, którzy mieli okazję wyjechać "na Zachód", po tym, co tam zobaczyli, inaczej postrzegali peerelowski status. W tych warunkach kiełkowało dotkliwe poczucie deprywacji100, a przy tej okazji podstawowa i zabójcza dla komunistów, ale i dla każdego systemu władzy wątpliwość: po co on w ogóle funkcjonuje.
Dalsza część w wersji pełnej
Wprowadzenie
Sierpniowy strajk 1980 r. w Stoczni Gdańskiej zorganizowany w obronie wyrzuconej z pracy Anny Walentynowicz nieoczekiwanie przerodził się w potężny zryw społeczny. Na wieść o wydarzeniach w "Leninie" do protestu przyłączyły się załogi innych ważnych zakładów: portów, stoczni i rafinerii, a od wczesnych godzin rannych na trasy nie wyjechali kierowcy i motorniczowie z dwóch zajezdni Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Gdańsku: przy ulicy Karola Marksa i Wita Stwosza.
Pomimo tych znaczących gestów jedności i poparcia 16 sierpnia 1980 r. akcję protestacyjną w Stoczni Gdańskiej zakończono. Jak się okazało, na krótko, ponieważ część stoczniowców i przedstawiciele solidaryzujących się załóg wymusili jej kontynuowanie, przytomnie zdając sobie sprawę, że bez stoczni będą łatwym celem do spacyfikowania przez dyrekcje przedsiębiorstw, PZPR i Służbę Bezpieczeństwa. Po ustabilizowaniu sytuacji bunt podtrzymany w formie strajku solidarnościowego w Trójmieście i na Pomorzu Gdańskim objął kilkaset instytucji, przedsiębiorstw i zakładów pracy.
Masowe ogólnopolskie poparcie dla żądań strajkujących i niepowodzenie prób rozbicia jedności, m.in. przez działania wicepremiera Tadeusza Pyki, sprawiły, że I sekretarz KC PZPR Edward Gierek i sama partia, dotychczas niechętni rozmowom ze społeczeństwem - tym razem zgodzili się przystąpić do negocjacji. Do Sali BHP stoczni przybyła Komisja Rządowa z kolejnym wicepremierem rządu PRL Mieczysławem Jagielskim. Przymuszeni rozmiarem akcji protestacyjnej decydenci rozpoczęli rozmowy w sprawie dwudziestu jeden postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, które zakończyły się podpisaniem porozumienia.
Powstanie związku zawodowego, ale też, jak się okazało, ruchu społecznego wyzwoliło aktywność Polaków w szerokim wymiarze życia publicznego i społecznego. Setki osób brały udział w zakładowych zebraniach związkowych i angażowały się z wyboru w pełnienie odpowiedzialnych funkcji, a takimi było zarządzanie kilkusetosobową, a nieraz i kilkutysięczną organizacją zakładową "Solidarności" - co było novum w komunistycznej Polsce. Idąc dalej, w latach 1980-1981 przeprowadzono pierwsze po wojnie demokratyczne i wolne wybory. Począwszy od poziomu zakładowego, przez region, aż do zjazdu krajowego, odbyła się - w założeniu - nieskrępowana elekcja przedstawicieli NSZZ. W parze z aktywnością wyborczą szedł rozmach w wymiarze wydawniczym. Bez precedensu był fakt, że w setkach przedsiębiorstw periodycznie ukazywały się biuletyny związkowe redagowane oddolnie przez "zwykłych" pracowników.
Do wymienionych aspektów wolnościowej rewolucji społecznej Polaków warto dodać zainteresowanie rozwojem samorządu pracowniczego, dbałość o poprawę jakości bezpieczeństwa i higieny pracy, angażowanie się w realizację celów charakterystycznych dla lokalnych społeczności, takich jak budowa szpitali, dostępność żłobków i przedszkoli, wreszcie pomoc będącym w potrzebie. Szeroka partycypacja społeczna przejawiała się ponadto udziałem w uroczystościach patriotycznych, dotychczas nieobecnych w oficjalnym przekazie, np. 11 listopada i 3 maja. Wreszcie Gdańskiej Stoczni Remontowej nadano imię Józefa Piłsudskiego.
W ujęciu ogólnopolskim opisana aktywność owocowała zainteresowaniem działaczy solidarnościowych dostępem do środków masowego przekazu, w tym również zliberalizowaniem cenzury. Wszystko to w kilkuletniej perspektywie mogłoby umożliwić przeprowadzenie demokratycznych wyborów do Sejmu PRL, a w konsekwencji nawet przejęcie władzy w państwie przez "Solidarność". Dynamika tego ruchu społecznego powodowała, że to, co w sierpniu 1980 r. wydawało się niemożliwe i poza zasięgiem, po dwunastu miesiącach rysowało się jako realny scenariusz.
Trzeba wspomnieć o międzynarodowym wymiarze istnienia "Solidarności", takim jak choćby uchwalenie 8 września 1981 r. na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ "Solidarność w Gdańsku Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej. Taka sytuacja była nie do wyobrażenia rok wcześniej, mogłaby stać się pretekstem do zbrojnej interwencji wojsk Układu Warszawskiego na terytorium Polski. Co warte podkreślenia, przełom ten następował w warunkach ustroju totalitarnego lub, jak spierają się badacze, posttotalitarnego czy autorytarnego.
Wszystko to by się nie dokonało, gdyby nie "przerwy w pracy" w Stoczni Gdańskiej. "Zaczęło się w Gdańsku" głosi hasło, jednak, aby zrobić pierwszy krok, potrzebny jest konkretny człowiek. W Gdańsku przed 1980 r. zebrała się grupa kilkudziesięciu takich osób, które rozpoczęły działalność opozycyjną. Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, bo o nich mowa, skupiały w swoich szeregach ludzi często zupełnie różnych, niepodobnych do siebie (może to była ich siła?): młodych i w starszym wieku, samotnych lub będących w małżeństwie i posiadających rodzinę, wykształconych, z dyplomem wyższej uczelni i tych po szkole podstawowej lub zawodowej, do tego o mocnych charakterach i nietuzinkowych osobowościach, jak chociażby Bogdan Borusewicz, Andrzej i Joanna Gwiazdowie, Andrzej Kołodziej, Bogdan Lis, Alina Pienkowska, Krzysztof Wyszkowski, Anna Walentynowicz i Lech Wałęsa.
Gdańsk stał się od września 1980 r. centrum solidarnościowej rewolucji, a liderzy Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego - bohaterami narodowymi. Mieli kapitał zaufania społecznego, ponieważ do tworzonej organizacji przystąpiło prawie 10 mln Polaków, co dawało przywódcom związkowym mandat do decydowania, w jakim kształcie uformuje się NSZZ. Do Gdańska po radę, jak tworzyć komitety i postępować z lokalnymi władzami i aparatem bezpieczeństwa, "pielgrzymowano" z całego kraju. Tutaj znajdowała się siedziba organów władzy wykonawczej NSZZ - Krajowej Komisji Porozumiewawczej i Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego, a ludzie z Gdańska: Wałęsa, Gwiazda i Lis stanęli na ich czele. W wyjątkowych sytuacjach słuchano głosów z kraju, jak wtedy, gdy delegaci krajowi przeforsowali pomysł, aby utworzyć organizację ogólnopolską, a nie, jak chcieli gdańszczanie, bliżej nieokreśloną formułę o charakterze branżowym lub ruch związkowy związany tylko z jednym regionem. Wiodącą pozycję Gdańsk utrzymywał najdalej do marca 1981 r., kiedy podczas kryzysu bydgoskiego strajk generalny został odwołany w sposób arbitralny, z pominięciem struktur związku, w wąskim gronie niemających do tego uprawnień związkowych negocjatorów skupionych wokół Lecha Wałęsy.
Gdańska struktura była ponadto naturalnie związana z województwem i szerzej - regionem. Oprócz Gdańska należały do niej Gdynia i Sopot oraz mniejsze ośrodki: Kartuzy, Kościerzyna, Pruszcz Gdański, Puck, Starogard Gdański, Tczew i Wejherowo. Do związku z siedzibą w Gdańsku należały również z własnej woli komisje zakładowe z miast należących wcześniej do województwa gdańskiego, ale po zmianach administracyjnych z 1975 r. leżące poza jego granicami, jak Kwidzyn, Lębork i Malbork. Dlatego i one są przedmiotem opisu.
Jednym z nadrzędnych celów napisania książki była potrzeba zrozumienia, czym była "Solidarność" na Wybrzeżu Gdańskim. Nikt z badaczy nie podjął się jeszcze tego problemu. Zajmowano się rzecz jasna Gdańskiem i "Solidarnością", ale w wymiarze ogólnokrajowym, z pominięciem Wybrzeża. Teraz, żeby się do tego zadania przybliżyć, podjęto starania, aby jak to jest tylko możliwe, w sposób pełny zrekonstruować wydarzenia lat 1980-1981 w tym regionie. Trzeba też było spróbować znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat w Gdańsku doszło najpierw do strajków, a potem do rewolucji solidarnościowej. Czy to miejsce na Ziemi było do tego szczególnie predystynowane? Czy to był przypadek, czy jednak splot szczególnych czynników lub dających się opisać charakterystycznych cech sprawił, że możemy mówić o "Solidarności" w Gdańskiem. Jacy ludzie ją tworzyli? Niniejsza książka ma ambicję sprostać zadaniu ustalenia i nazwania tych przyczyn.
Istnieje ponadto potrzeba, aby pokazać wyjątkowość Wybrzeża w czasie legalnej działalności NSZZ, odnaleźć odpowiedzi na pytanie o różnice między nim a innymi regionami. Czy było w jakimś sensie niezwykłe? Jak tworzyły się struktury solidarnościowe, kto im przewodził, dlaczego bardzo szybko doszło do prymarnego konfliktu między ich liderami? Jak układały się relacje z dotychczasowym hegemonem, tj. PZPR, a jak z odchodzącymi do lamusa "starymi związkami"? Czy "Solidarność" w Gdańskiem była potęgą, czy nie? Badając ten region, nie możemy także uciec od pytania o stopień jego infiltracji przez Służbę Bezpieczeństwa. Czy bezpieka o "wszystkim" wiedziała, "wszystko" zorganizowała i wykonała, czy może tego typu twierdzenia są tylko mitologizowaniem jej działań przez zafascynowanych nią badaczy lub niektórych działaczy, którzy tworzyli ten ruch, a potem dali sobie odebrać dumę z tego faktu. Wierzę, że czytelnik znajdzie na kartach książki odpowiedzi na te pytania, także i na inne, do których skłoni go lektura.
W zestawieniu dotyczącym stanu badań nad szeroko pojętym regionem gdańskim "Solidarności" ograniczę się do najistotniejszych publikacji. Całość wykorzystanej literatury zebrano w zamieszczonej na końcu bibliografii. Ukazało się kilka pozycji opowiadających o przebiegu strajków sierpniowych 1980 r. i działalności NSZZ, skupiano się w nich jednak na największych zakładach pracy: Zarządzie Portu Gdańskiego1, Gdańskiej Stoczni Remontowej2 i Stoczni Północnej3. Przy okazji opisu protestu w Stoczni im. Komuny Paryskiej4 można się też nieco dowiedzieć o przebiegu akcji protestacyjnej w Zarządzie Portu Gdynia i Stoczni "Nauta". Istotne fakty z zajezdni autobusowo-trolejbusowej w Gdyni, ale i ze Stoczni Gdańskiej przedstawił w pracy magisterskiej Zenon Kwoka, lider strajku komunikacji miejskiej5. Ważna publikacja Anny Machcewicz6, która, choć w tytule zapowiada opis protestów w Trójmieście, ograniczyła się jednak w zasadzie do Stoczni Gdańskiej. Sytuacji w tym zakładzie pracy traktowanym jako centrum strajkowe poświęcono inne publikacje7. Wyjściem z tego modelu jest praca Marka Latoszka, który zgromadził relacje z wielu miejsc województwa8.
Z literatury przedmiotu dotyczącej opisu dziejów NSZZ "Solidarność" w miastach województwa gdańskiego warto wymienić monografię dziejów Pruszcza Gdańskiego w latach 1945-1990 skupioną na trzech segmentach: PZPR, Służbie Bezpieczeństwa i NSZZ "Solidarność"9. Rewolucji solidarnościowej w Tczewie poświęcono kilka akapitów w książce o dziejach miasta po 1945 r.10 Wprowadzeniem w podstawowe fakty jest publikacja Bogdana Kruszony o NSZZ w Starogardzie Gdańskim11. Początki i trwanie "Solidarności" w Wejherowie opisali Dorota i Grzegorz Gaszta oraz Mirosław Lademann12. O tym, co działo się w Pucku, pisał Tomasz Żuroch-Piechowski13. To cenne pozycje, choć trudno uznać, że wyczerpują temat. Można wspomnieć o opracowaniu Sopocki Sierpień '80 Waldemara Kowalskiego, niemniej szkoda, że jest tam zrelacjonowany obszernie przebieg strajku, ale w Stoczni Gdańskiej14.
O ile historiografia Sierpnia '80, co prawda ograniczona do opisu tego, co się działo w kluczowych zakładach pracy, jest obfita, o tyle literatura dotycząca dziejów NSZZ "Solidarność" w Gdańsku od września 1980 do 13 grudnia 1981 r. jest uboga. Informacje na ten temat, tak jak w przypadku sierpniowych strajków, pojawiają się w kilku publikacjach biograficznych autorstwa, m.in. Sławomira Cenckiewicza15. Jednak pisze się o nim niejako przy okazji, a bardziej poświęca się uwagę uwikłaniu konkretnych postaci w konflikty wewnątrz związku bądź inwigilację albo współpracę prowadzoną przez Służbę Bezpieczeństwa. Pozycje te nie przejawiają ambicji usystematyzowania dziejów ruchu społecznego "Solidarności" na Wybrzeżu Gdańskim. Z racji tego, że Gdańsk był siedzibą kierownictwa związku i tam podejmowano najważniejsze decyzje - przynajmniej do kryzysu bydgoskiego, w kilku publikacjach, m.in. Jerzego Holzera16, Jana Ryszarda Sielezina17, Andrzeja Friszke18 i Tomasza Kozłowskiego19 możemy zapoznać się z fragmentarycznym opisem funkcjonowania struktur gdańskich, szczególnie w okresie tworzenia NSZZ, gdy gdański MKZ był faktyczną centralą ruchu.
Wartym odnotowania zapisem historii Regionu Gdańskiego, m.in. w latach 1980-1981, była syntetyczna relacja autorstwa Leszka Biernackiego i niżej podpisanego. Publikacja została wydana w 2010 r. przy okazji trzydziestej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych, gdy w ramach projektu Instytutu Pamięci Narodowej w sześciu tomach powstawały skondensowane opisy terytorialnych struktur NSZZ "Solidarność"20. Wtedy bodaj po raz pierwszy generalnym tematem narracji był Region Gdański jako taki, co już samo w sobie było wartościowe, bo pionierskie. Obecna praca poszerza na wielu polach ten opis, szczególnie jeśli chodzi o czas od powołania MKZ do wprowadzenia stanu wojennego.
Do tej pory pojawiły się monografie opisujące funkcjonowanie "Solidarności" na Pomorzu Zachodnim21, Podbeskidziu22, w Regionie Środkowo-Wschodnim z Lublinem23, w Bydgoszczy24, Elblągu25 i Słupsku26. Został opublikowany szkic dziejów NSZZ w Regionie Śląsko-Dąbrowskim27. W przygotowaniu jest monografia Regionu Toruńskiego28. Nie miejsce tu i czas, aby wymieniać wszystkie. Pełen opis bibliograficzny znajduje się w książce pod redakcją Łukasza Sołtysika i Grzegorza Waligóry29. Ważnym przedsięwzięciem było i jest ukazanie się pięciu tomów Encyklopedii Solidarności30. Charakterystyczne jest jednak, że brakuje dzieł o większych regionach, rangą i wielkością podobnych do Gdańska, o Dolnym Śląsku z Wrocławiem, Mazowszu z Warszawą, Małopolsce z Krakowem.
Praca nad książką wymagała dotarcia do materiału źródłowego. Przeprowadzono kwerendę w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, gdzie przejrzano kilkadziesiąt jednostek wytworzonych w sekretariatach: KC PZPR, Edwarda Gierka i Stanisława Kani. Istotnym rezerwuarem informacji o wydarzeniach z lat 1980-1981 w Trójmieście i na Pomorzu Gdańskim jest Archiwum Państwowe w Gdańsku z zasobami odziedziczonymi po KW PZPR w Gdańsku (głównie Egzekutywa, Sekretariat i Wydział Organizacyjny), a także w części przejętymi po gdańskim MKZ/ZRG. Dopełnieniem obrazu widzianego z perspektywy lokalnej PZPR powinny być archiwalia z komitetów partyjnych położonych poza Trójmiastem, ale niestety zasoby te ulokowane w oddziale gdyńskim APG są znacznie skromniejsze aniżeli te zachowane z centrali wojewódzkiej. Do takiej tezy upoważnia wykonana kwerenda archiwaliów komitetów miejskich i miejsko-gminnych PZPR w Gniewie, Helu, Jastarni, Kartuzach, Kościerzynie, Pelplinie, Pruszczu Gdańskim, Pucku, Redzie, Rumi, Skarszewach, Skórczu, Sopocie, Starogardzie Gdańskim, Tczewie, Wejherowie i Władysławowie.
Kolejne istotne kwerendy przeprowadzono w Archiwum Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" i Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku. Pierwsza pozwala zobaczyć strajki sierpniowe 1980 r., potem tworzenie MKZ i działalność gdańskiej "Solidarności" właśnie z perspektywy solidarnościowej. Tam znajdują się dokumenty Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, dzięki którym możliwe jest dokładne odtworzenie zasięgu robotniczych protestów. Badacz historii najnowszej znajdzie również dokumenty MKZ i Zarządu Regionu, a także materiały wytworzone przy okazji zjazdu regionalnego w lipcu 1981 r. Lektura akt wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa, przede wszystkim sprawy obiektowej o kryptonimie "Klan", pomaga zweryfikować obraz inwigilacji NSZZ przez bezpiekę i wyrobić sobie ocenę o jej rzeczywistych dokonaniach na tym polu. Dokumenty z wymienionych archiwów, choć różnej proweniencji, wzajemnie się dopełniają i pozwalają zrekonstruować, potwierdzić lub odrzucić faktyczny przebieg wydarzeń, doprecyzować szczegóły itp. Uzupełnieniem była kwerenda akt osobowych w archiwach zakładowych.
To, czego nie udało się znaleźć w czasie kwerend archiwalnych, dopełniono źródłami wywołanymi, tj. relacjami i rozmowami. Wykorzystano relacje złożone w gdańskim IPN przez uczestników wydarzeń historycznych, a także te uzyskane z przeprowadzonych na przestrzeni lat przez autora rozmów, wywiadów, próśb o opis jakiegoś wydarzenia itp. Świadomie zrezygnowano z rozmów z głównymi liderami gdańskiej "Solidarności" z lat 1980-1981. Zamiast nich wykorzystano istniejące w historiografii publikacje oddające głos m.in. Bogdanowi Borusewiczowi31, Andrzejowi i Joannie Gwiazdom32, Lechowi Wałęsie33 i Annie Walentynowicz34. Dzięki temu udało się uniknąć ewentualnych przekłamań, które mogły się pojawić w związku z uwikłaniem świadków w spory pohistoryczne. Podobny problem istnieje w przywoływanych książkach, dlatego pełnią one funkcję służebną wobec informacji pozyskanych ze źródeł archiwalnych i drukowanych.
Aby możliwie wiernie oddać rzeczywistość tamtych lat, przy opisie posiłkowano się artykułami z lokalnych tytułów codziennych: "Dziennika Bałtyckiego", "Głosu Wybrzeża" i "Wieczoru Wybrzeża". Informowały one o podstawowej działalności gdańskiej "Solidarności", ale też PZPR, o sytuacji w województwie itp. Podobnie było z tygodnikiem "Czas", którego dziennikarze docierali do działaczy związkowych, ale nie tylko. W związku z tym prezentowano reportaże, wywiady i analizy społeczne. Dobre wyniki dała kwerenda w branżowym tygodniku "Głos Stoczniowca", a znacznym ubogaceniem była lektura prasy związkowej, w tym m.in. pisma gdańskiego MKZ "Solidarność Regionu Gdańskiego", stoczniowej "Rozwagi i Solidarność" oraz "Portowca".
Praca ma układ chronologiczno-problemowy. Składa się ze wstępu, sześciu rozdziałów i zakończenia. W rozdziale pierwszym w sposób skrótowy scharakteryzowano dzieje województwa gdańskiego, począwszy od marca 1945 r., przez reformę administracyjną w 1975 r., aż do strajków sierpniowych. Chciano w ten sposób uwypuklić jego specyfikę i cechy wyróżniające w przełomowym 1980 r. jak: położenie geograficzne, młody wiek oraz względnie wysokie kwalifikacje i wykształcenie ludności w istotnej części nowo przybyłej do Gdańska po II wojnie światowej. Największe znaczenie dla regionu miał przemysł stoczniowy. Stocznie, w których budowano i remontowano statki, wpływały na rozwój województwa i kraju, pomagały znaleźć zatrudnienie, zdobyć wykształcenie i uzyskać mieszkanie. Obok pozytywów jak w soczewce objawiały się w nich jednak oznaki kryzysu, który dotykał państwo: marnotrawstwo materiałów, spadek dyscypliny pracy i plaga jej porzuceń, klęska budownictwa mieszkaniowego oraz przejawiające się frustracją poczucie niemożności zrealizowania aspiracji życiowych.
Przybliżono też dzieje lokalnego Kościoła katolickiego i innych związków wyznaniowych działających na omawianym terenie. Po wojnie gdański Kościół był budowany niemalże od zera, dlatego poświęcono jemu samemu i jego pasterzom nieco uwagi. Żeby choć trochę poznać religijność tego nowego (od 1945 r.) społeczeństwa gdańskiego, przybliżono historię obchodów Milenium Chrztu Polski oraz aktywność i sylwetki tych kapłanów, którzy jako nieliczni uważali, że nie można nie mówić np. o ofiarach 1970 r. Byli też prezbiterzy, którzy pomagali formować się i rozeznawać młodym ludziom, co mogło mieć przełożenie na późniejsze wybory życiowe. Rozdział kończy się charakterystyką działalności dwóch istotnych ogniw aparatu władzy PRL: Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i jego zbrojnego ramienia - Służby Bezpieczeństwa z siedzibą w Gdańsku. Działalność tej ostatniej formacji zaprezentowano na przykładzie jej stosunku do pamięci o masakrze 1970 r. na Wybrzeżu Gdańskim.
W rozdziale drugim opisano przejawy szeroko rozumianej działalności opozycyjnej wobec systemu PRL na Wybrzeżu Gdańskim przed Sierpniem. Jej początki sięgają strajku dokerów w Gdańsku Nowym Porcie, a koniec wyznacza powstanie i działalność niezależnych organizacji z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża na czele. Wiele uwagi poświęcono grupie wyjątkowych liderów, a także członków WZZ, odznaczających się silnymi charakterami i wytrwałością. Ich obecność w jednym miejscu i czasie miała wpływ na wydarzenia relacjonowane w następnych rozdziałach książki. Nie przesądzono o ostatecznej sprawczości ich aktywności w kontekście szukania przyczyn Sierpnia, ponieważ WZZ miały "wejście" do 2-3 zakładów pracy, same były bardzo nieliczne, a w czasie strajków pojawiali się przecież setkami liderzy bez żadnego "przygotowania" opozycyjnego. W relacji obszernie uwzględniono protesty 1970 r. Dzięki nim powstała opozycja, która w ramach wdzięczności podtrzymywała i roznieciła na nowo pamięć o nich, co stało się jednym ze znaczących zaczynów rewolty dziesięć lat później. W istocie rzeczy pierwszy i drugi rozdział mają za zadanie pomóc zrozumieć: dlaczego w Gdańsku, Gdyni, na Wybrzeżu Gdańskim "wszystko się zaczęło". To znaczy, dlaczego akurat tam, a nie gdzie indziej zainicjowano protesty skutkujące powstaniem największego w historii w dziejach świata ruchu społecznego.
Rozdział trzeci jest zapisem strajków sierpniowych 1980 r. w Trójmieście i regionie. Rozpoczyna się jednak analizą lipcowego protestu w Fabryce Przekładni Samochodowych Polmo w Tczewie, po którym nastąpiła seria tzw. przerw w pracy w różnych miejscach, poprzedzających zwolnienie Anny Walentynowicz, akcję w jej obronie i strajk w Stoczni Gdańskiej. Ta historia stanowi pewną całość, dlatego uznano, że usprawiedliwione jest, aby tytuł rozdziału nosił nazwę "Sierpień '80", pomimo że jego treść dotyczy także wydarzeń poprzedzającego miesiąca. Przebiegowi akcji protestacyjnej z 14-31 sierpnia jest poświęcona główna i najobszerniejsza część tego fragmentu publikacji. Odtworzono w niej inicjowanie i przebieg strajków w kilkudziesięciu zakładach pracy regionu. Do tej pory uciekano się zazwyczaj do ich opisu w kilku największych. Następnie przedstawiono kulisy podejmowania decyzji o zakończeniu protestu w Stoczni Gdańskiej w sobotę 16 sierpnia. Dzięki temu, że posłużono się cytatami z wypowiedzi uczestników i obserwatorów rozmów KS stoczni z dyrektorem zakładu pochodzącymi "z epoki", a nie rekonstruowanymi z biegiem lat, zrezygnowano z czarno-białego modelu, w którym to Lech Wałęsa jest jedynym "winowajcą" porozumienia i "zdrajcą". Pokazano też, jak przedwczesny koniec strajku w stoczni rzutował na sytuację w innych zakładach i wybory podejmowane przez tamtejsze komitety pracownicze. Rozdział zawiera opis negocjacji części z nich z Tadeuszem Pyką, wicepremierem rządu, potem ich wycofanie się i powrót w szeregi MKS. Kończy się przypomnieniem najistotniejszych faktów z wizyt w Sali BHP drugiego z wicepremierów, Mieczysława Jagielskiego. Istotnym elementem tego rozdziału jest świadectwo funkcjonariusza SB, które ukazuje bezradność tej formacji w czasie Wielkiego Strajku.
Czwarty rozdział przedstawia działalność Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność" w Gdańsku do zakończenia etapu formowania się zakładowych organizacji związkowych: strukturę i zatrudnienie, zachodzące zmiany. Scharakteryzowano metody organizowania się i sposoby działania na przykładzie relacji do PZPR, władz wojewódzkich i "starych" związków zawodowych. Istotnym problemem było urealnienie postulatów sierpniowych. Związek z tego powodu podejmował akcje protestacyjne, które opisano w syntetyczny sposób. W czasie, kiedy funkcjonował MKZ, w ponad 2 tys. fabryk regionu gdańskiego formowały się komitety założycielskie NSZZ, które w trakcie demokratycznych wyborów przekształcały się w komisje zakładowe. Proces ten zilustrowano znowu na przykładzie kilkudziesięciu z nich. Nie unikano przy tym poruszania trudnych sytuacji, wewnątrzzwiązkowych konfliktów, podziałów. Opisano fundamentalną dla zrozumienia późniejszych nieporozumień, które położyły się cieniem na NSZZ nie tylko w Gdańsku, próbę odwołania Lecha Wałęsy we wrześniu 1980 r. Przy jej zrekonstruowaniu zrezygnowano z pokusy łatwego wytłumaczenia przyczyn i powielania zerojedynkowego podziału na złego Wałęsę i reprezentującą dobro Walentynowicz. W zwartej narracji poświęcono uwagę obchodom dziesiątej rocznicy 1970 r., uwieńczonym odsłonięciem Pomnika Poległych Stoczniowców 1970 i solidarnościowym środkom przekazu budowanym w opozycji do tych oficjalnych. Zwieńczeniem rozdziału jest charakterystyka działań gdańskiej bezpieki podejmowanych w stosunku do NSZZ. Analogicznie jak w przypadku okresu strajków ilustruje ona ich niską skuteczność.
Piąta część opowiada o strukturach terenowych MKZ/ZRG w ośrodkach miejskich położonych poza Trójmiastem. Udało się w niej zebrać nazwiska przywódców, działaczy regionalnych oraz informacje o aktywności na poziomie lokalnym. Każda struktura charakteryzowała się odmienną specyfiką, innymi problemami i zadaniami. W Kwidzynie, Lęborku i Malborku zmagano się z podjęciem decyzji o przynależności do macierzystego MKZ czy włączeniu "do Gdańska". Przywódca NSZZ w Starogardzie Gdańskim Leon Wiczanowski myślał o stworzeniu organizacji odrębnej od MKZ w Gdańsku. Jeszcze inaczej formowały się komisje porozumiewawcze w Kartuzach, Kościerzynie, Pruszczu Gdańskim, Pucku i Wejherowie.
Ostatni, szósty rozdział rozpoczyna się opisem reakcji MKZ w Gdańsku na pobicie przez milicjantów działaczy w Bydgoszczy. Naświetlono ponadto sytuację, w której doszło do odwołania strajku generalnego. Wydarzeniem, które zbiegło się z zakończeniem kryzysu bydgoskiego, było pozbawienie Anny Walentynowicz mandatu działacza MKZ przez komisję zakładową Stoczni Gdańskiej. Był to skutek trwającego właściwie od września 1980 r. jej konfliktu z Lechem Wałęsą. Specjalna komisja, której prace zrelacjonowano, oddaliła stawiane zarzuty. W rozdziale przedstawiono ponadto przebieg I Walnego Zebrania Delegatów Regionu Gdańskiego i powstanie Zarządu Regionu Gdańskiego, a potem zilustrowano udział gdańszczan w I Krajowym Zjeździe Delegatów. Skonfrontowano dotychczasowe ustalenia na temat rzekomej infiltracji władz gdańskiej "Solidarności" przez SB i jej wpływu na przebieg zjazdu krajowego. Wprowadzały one w błąd, pozorując wysoki stopień wymienionych zagrożeń. Po weryfikacji okazało się, że tajni współpracownicy nie byli czołowymi działaczami MKZ ani ZRG, tylko ich pracownikami technicznymi, a do delegacji gdańskiej na zjazd błędnie zaliczano choćby obsługę zgromadzenia i jego obserwatorów. W zakończeniu rozdziału ukazana jest droga, którą gdański NSZZ przebył od postawienia krzyża na Westerplatte do wprowadzenia stanu wojennego, przez jego twórców obłudnie nazywanego "mniejszym złem", bo miał rzekomo uchronić Polskę przed interwencją ZSRR. Związek w Gdańsku był w tym czasie coraz bardziej bezradny i pogrążony w konfliktach wewnętrznych.
Nie byłoby tej publikacji bez cierpliwości i wsparcia najbliższej mi osoby. Dlatego w pierwszej kolejności dziękuję mojej żonie - Kindze i dzieciom: Marysi, Melanii i Joachimowi. Pragnę też podziękować wszystkim tym, od których doświadczyłem wielorakiej pomocy. Proszę, niech mi wybaczą, że nie będę ich wymieniał z imienia i nazwiska - jest ich zbyt wielu.