Manfred - George Gordon Byron

Kup ebooka

12.99 zł
10.65 zł (6,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SCENA PIERWSZA

(Północ. - Manfred siedzi w głębi galeryi gotyckiéj struktury.)

MANFRED.

Wnet zgaśnie lampa moja, próżno usiłuję Słaby płomień podniecać; czuwaniu dłuższemu Niedotrwa! - Mój sen!..... jeśli to snem się mianuje, Niezmordowane pasmo marzenia, mojemu Nieodstępne uśpieniu! Duch mój czuwa wiecznie; A kiedy oczy zamknę, wzrok mój obrócony We mnie, bystro spoziera w smętną moją duszę!.....

Jednak ja żyję, ludzki ród znienawidzony Czuję że jeszcze cierpieć i oglądać muszę; Ja wiem, że mędrca szkołą musi być cierpienie, - Boleść nauką! - Mędrcy ci, co od powicia Właśném swém doświadczeniem zgłębili twierdzenie Znane: Drzewo wolności, nie jest drzewem życia!

Filozofia, świata wielkie wiadomości, Tajemnice przyrody, wszystkiegom prObował; Duchem lotnym sięgałem najgłębszych skrytości, Bo umysł skrzydeł orlich łatwo obejmował!

Głupstwem nauka!..... czasem cnotę spotykałem Nawet wśród ludzi, za to szczodrze im płaciłem Wspaniałością, dobrocią!..... i cóż ztąd zyskałem?..... Sam w pośród nieprzyjacioł, bez obawy żyłem, Nie śmieli stawić czoła, choć było ich wielu! W życiu samotném wszystko marnie się zużyło? Dowcip niepospolity, wielka szczytność celu, Życie dobre, albo złe; - co drugim służyło Padały koło mnie, jak letnich deszczów wody Na piasków łono!..... od téj chwili bez imienia!.....

Odtąd serce me z czuciem nie poszło w zawody, Ni z rozpaczą, ni z żądzą ludzkiego pragnienia. I postrzegłem przekleństwo nademną wiszące, Gdy już wszystkie uczucia z duszy wystraszyło:

Nadzieję, nawet strzały miłości palące! Wszystko, wszystko zagasło, wszystko się zniszczyło!..... ................. A więc daléj do dzieła!.....

Rozległego duchy świata, Wy istoty nie ujęte, Fantastyczne, nie pojęte! Wy, których głos mój dolata W świetle, lub we mgłach ciemności; Wy, których skrzydło w krąg świata Szybkim zwrotem wiecznie lata. Zagnane w ziemi wnętrzności, Mieszkańcy gór nad obłoki Z głębin mglistych oceanu, Posłuszne waszemu panu, Zaraz stańcie tu, bez zwłoki Występujcie!

(Chwila milczenia.)

Niesłuchacie? A więc w straszne imię tego, Między wami najpierwszego, Wszyscy stanąć wnet tu macie. Przez ten znak, którego mianem

Nicość wasza się otwiera; Przez tego co nie umiera, Stańcie wnet przed waszym panem. Występujcie, występujcie!!!.....

(Chwila milczenia.)

Jeśli groźb tych nie słuchacie, Straszliwsze jeszcze poznacie, Podłe duchy nie żartujcie!!!..... ............ Niech się wola moja stanie, Przez własności od was znane, Wyższe nad te, mianowane; Przez strasznéj gwiazdy zesłanie, Co przez czary nieodparte, Dotąd żadnemi czarami, Jak widmo z piekieł wyparte, Iskra świata zniszczonego!!!.....

Przez słowa przekleństw ziszczonych, Nad mym losem zawieszonych!..... Ja wzywam przyjścia waszego: Występujcie!..... Występujcie!!!.....

(W głębi ciemnéj galeryi pokazuje się gwiazdka stojąca bez poruszenia; słychać głosy śpiewające.)

PIERWSZY DUCH.

Posłuszny głosowi twemu, Ze mgły spłodzonéj tchnieniem Pomroki; purpury znamieniem Przejrzystéj, - strojnéj w lazury, Z pałaców moich nad chmury, Mimo zakazy, lecę ku tobie Po gwiazdy srebrnéj promieniu, Śmiertelny twemu skinieniu Posłuszny, - zaklęciu twemu!

DRUGI DUCH.

Góra biała, gór władczyni, Nad chmury jéj wywyższone Czoło, lodami wieńczone, Tron jéj wykuty ze skały, Płaszcz usnuły chmur nawały. Przepaską sosny zielone, Pleśnią stu zim obciążone Zasypy, dolin zniszczenie W jéj dłoniach; na me skinienie Czekają; - co chcę z niemi Zrobię; - popchnę je ku ziemi, Lub zatrzymam!..... Pasmo tych gór,

Co kryją czoła wśród chmur, Mocą mojego ramienia Potrafię wyrwać z korzenia, I rozsiać je po równinie; Duch mój władzcą w téj dziedzinie; Co rozkażesz, wnet uczynię!.....

TRZECI DUCH.

Na dnie oceanu szklistém Jam pan na morzu wód mglistém! Gdzie wód śpiących nic nie mąci, Wietrzyk fali nie potrąci; Kędy wąż morza spoczywa, Gdzie syrena urodziwa, W muszle i konchy strojony Warkocz swój zwija zielony. Jak burza na morskie wały, Echa twych klątw przyleciały Do państw moich kryształowych, Do mych zamków koralowych. Mów, a wola twa się stanie!

CZWARTY DUCH.

Tam gdzie wzięło za posłanie Trzęsienie ziemi ogniska

Lawy, gdzie wonne łożyska Smolnych jezior dymy mgliste Ulatują; rozłożyste Andów niebotycznych stopy Nurtują podziemne stropy. Zaklęcia twe doleciały; Mmie z stron rodzinnych porwały. Staję na twe zawezwanie, Co ty każesz, niech się stanie!

PIĄTY DUCH.

Ja chmur groźnych kołowroty, Wiatrów bystrych zwijam loty; Gdzie ja skinę, burza leci!.....

Patrz, tę czarną co tam świeci, Gromom dałem na mięszkanie; Leciałem na huraganie, Bym spieszniéj stanął przed tobą! Wiatry moje nocną dobą Gonią wzdęte skrzydła floty; A nim jutrzni promień złoty Błyśnie nad mroku zasłoną, Okręta w falach zatoną!..... Czego żądasz, powiedz śmiało!.....

SZÓSTY DUCH.

Zaklęcie twoje wleciało W krainy ciemności wieczne; Obrzydłe światło słoneczne Bym oglądał, - po co wzywasz, Pasmo ciemności rozrywasz?.....

SIÓDMY DUCH.

Jeszcze przed stworzeniem ziemi, Pod rozkazami mojemi, Gwiazda twego przeznaczenia Niebios zdobiła sklepienia; Jaśniejszym blaskiem świeciła, I najpiękniejsze zaćmiła. Na całym niebios obwodzie, Równej nie było w urodzie!

Aż przyszła chwila straszliwa, Gwiazda jasna, urodziwa, Dziką piekła łóną zionie; Grozi, że świat wnet pochłonie! Potwór własną dumny siłą, Niepodległą chce być bryłą;

Niebieskich krańców straszydło, Jasności od siebie skrzydło Zapala! - Ona swe tchnienie Wiała na twe urodzenie!.....

Dziś się tobą, nędzny, brzydzę; Służę ci, lecz nienawidzę!..... ............ Wkrótce władza pożyczona, Z władzcą wróci w me ramiona; I na wieki ze mną będzie!..... Dziś w tych niższych duchów rzędzie, Co ukorzone czekają, Jaki rozkaz spełnić mają; Śmiertelny, i ja stanąłem, Przed twym prochem uklęknąłem, Przed zaklęciami twojemi Nikczemna skorupo ziemi!!!

SIEDM DUCHÓW RAZEM.

Powietrze, ziemia i morze, Gwiazda, twych przeznaczeń zorze; Wiatry, góry, noc ponura, Niebo i cała natura

Czekają na twe życzenia. Czego żądasz?.....

MANFRED.

Zapomnienia!

PIERWSZY DUCH.

Od kogo? - czego? - dla czego?.....

MANFRED.

Zapomnienia żądam tego, Co jest w duszy mojéj głębi; Co skreślić usta potęgi Nie znajdą. - Ach! czyż nie wiecie?.....

DUCH.

Wszystkie bogactwa na świecie Możesz posiąść - królów trony, Ludów podwładnych miliony! Będziesz władać żywiołami, Będziesz władać stworzeniami; Mocą słowa, ducha tchnieniem, Żywiołami i stworzeniem!

Tylko niech twoje żądania Nie wyjdą z pod panowania, Danéj nam mocy!..... Mów czego?.....

MANFRED.

Zapomnienia mnie samego!..... Czyż we władzy waszéj świecie, Nędzni, znaleść nie możecie, Zapomnienia?.....

DUCH.

Tajemnic księga, Dla nas otwarta, w ten kraj nie sięga; Lecz możesz skończyć istnienie?

MANFRED.

Z śmiercią znajdęż zapomnienie?

DUCH.

Duchy co nie umierają, O wszech rzeczach pamiętają; Przyszłość, przeszłość najdawniejsza, Nam, jak chwila teraźniejsza! Z odpowiedzi cóż zgadujesz?

MANFRED.

Ha, nikczemny! ty żartujesz? Przecież ducha mego władza, Jedném słowém was zgromadza! Wy: powietrze, ziemio, morze, Gwiazdo, mych przeznaczeń zorze; Wiatry, góry, noc ponura, Wy, niebo, dusza, natura! Kiedyż w boju ustąpiły Waszym siłom, dzielne siły Ducha mego?..... Choć w skorupie, Choć duch ugrzązł w ciało trupie?..... Odpowiedźcie, albo drżyjcie Podłe duchy, wnet ujrzycie Co ja mogę!......

DUCH.

Twoje słowa, Myśli twych własnych osnowa, Mogą za nas odpowiedzieć.

MANFRED.

Mów jasno, co chcesz powiedzieć?.....

DUCH.

Jeśli prawdą, co powiadasz, Że zarząd duchów posiadasz; Duchy ci odpowiadają: Że, co ludzie nazywają Śmiercią, bez znaczenia w pośród nas!

MANFRED.

Więc próżno wzywałem was; Nikczemni, wy nie chcecie Służyć mi, lub nie możecie!

DUCH.

Żądaj, a tém co możemy, Chętnie tobie usłużemy! Wybieraj królów korony, Wojska i ludów miliony! Chcesz żyć długo - żyć bogaty?.....

MANFRED.

Nikczemni, z długiemi laty Cóż pocznę?..... te co minęły Tak mi się długo ciągnęły. Precz ztąd!.....

DUCH.

Jeszcze rozważ chwilę. Tyle władzy, bogactw tyle? Władza jestestw, rządy ludzi?..... Człowieku, nic cię nie złudzi?.....

MANFRED.

Nic, nic, lecz nim was odprawię, Niech zmysły moje zabawię Duchowych istot widokiem!..... Stawajcie przed mojem okiem, Zosobna, lub wszystkie razem, Z właściwym duchom obrazem, W duchów postaci!.....

DUCH.

Innéj nie mamy, Jako te, któremi władamy Żywioły; ich postaci używamy. Lecz mocą twego rozkazu, Przybierzem postać od razu. Jaką chcesz!.....

MANFRED.

O! mniejsza o nię, Już dziś od żadnéj nie stronię, Żadna postać mnie nie nęci; Starszy z was niechaj przybierze Jaką sobie sam wybierze!..... Podług woli wybrać może.

(Siódmy duch pokazuje się pod postacią pięknéj dziewicy.)

DUCH.

Czy poznajesz?

MANFRED.

Co widzę!..... Wiekuisty Boże!..... Tyżeśto?..... O jeśli ty nie jesteś marzeniem Szaleńca, jeśli nie jesteś widmem zwodniczém; O! jeszczebym o życie wołał z zachwyceniem, O ty z sercem anioła, z anioła obliczém; Ach jeszcze bylibyśmy!.....

(Widmo znika.)

O duszo! leć za nią!.....

(Manfred pada bez zmysłów. - Słychać pieśń następującą.)

I.

Kiedy księżyc nad otchłanią, Modréj fali zajaśnieje,

Robak światłem gorejący Jasność po trawach rozleje; Ogień nad groby wstający, Płomyk nad łąką wątpliwy, Gwiazdy po niebie krążące, I głos puhacza jękliwy!..... Gdy w koło drzewa milczące Jak umarłe, nieme stoją; Żaden listek nie szeleści. Dusza ma uciśnie twoją, Wśród strasznych mąk i boleści Poznasz płomień potępienia!

II.

Choć ciało uśnie głęboko, Duch twój nie znajdzie spocznienia, Są widma, których twe oko Nie uniknie objawienia! Są myśli, których wrażenia Dusza twa na próżno stroni; W czas tajemnego marzenia, Drugą myślą nie odgoni, Przez urok tobie nie znany, Nie znajdziesz samotnéj chwili; Całunem mrocznym owiany, Napróżno duch się wysili; Mgła gęsta ducha więzieniem!

III.

Chociaż gdy jestem przy tobie, Nie widzisz mnie twym spojrzeniem Poznasz w każdéj życia dobie, Ścigającą cię statecznie Istotę! - gdzie myśl obrócisz

Będę z tobą. - A tak wiecznie Pod mym wpływem, okiem rzucisz Po za siebie, i zdziwiony Nie widząc mnie z twoim cieniem, Ledwo zdołasz przerażony Mierzyć przyczynę wrażeniem!

IV.

Straszne słowa wymówione Nad twą głową, wywołały Zemstą przekleństwo żywione; W matnię duchów cię oddały! Z łona burzy głos wyrwany, Radość ci z serca wymiecie; Z cichéj nocy pożądany, Pokój weźmie! - Gdy na świecie Dzień zabłyśnie, ty szalony Zawołasz nocy burzliwéj.

V.

Z łez twych zdradnych przyprawiony, Moją ręką jad straszliwy!..... Z serca twego najczarniejszę Krew sączyłem, - węża zdrady Z wdzięków twarzy pozbierałem, W ust zdradzieckich wdzięczne składy Jak w róż krzewie; - wywołałem Słów twoich szczytne układy!..... I gdym oglądał trucizny twoje, Straszliwsze były nad wszelkie jady Niebezpieczniejsze!.....

VI.

Przez serce twoje Zimne, jak szczytów tych śniegi,

Przez jaszczurcze przymilenia, Przez zwodnicze ócz obiegi, Przez sztuczne duszy wzruszenia, Przez czułości udawane, Przez twoje uradowanie, Gdy widzisz oczy spłakane, Przez twe z Kaimem zbratanie! Noś ty piekło własne swoje W istocie ducha twojego.

VII.

Wylewam na głowę twoję Płyn czarny, mocą którego Hydrze zgryzot cię oddaję; Sen i śmierć odbiegną ciebie. Odpocząć, ni w śmierci kraje Pogrążyć potrafisz siebie! A przecież śmierć w każdéj dobie Nie odstąpi cię na chwilę, Byś drżąc przypominał sobie: Że nie spoczniesz i w mogile!..... Nawa śmierci już nadpływa, W koło ciebie mgłą owiany Łańcuch dzwoni! - Klątwa mściwa Goni umysł obłąkany Zatrute serce!!!.....