(Północ. - Manfred siedzi w głębi galeryi gotyckiéj
struktury.)
MANFRED.
Wnet zgaśnie lampa moja, próżno usiłuję
Słaby płomień podniecać; czuwaniu dłuższemu
Niedotrwa! - Mój sen!..... jeśli to snem się mianuje,
Niezmordowane pasmo marzenia, mojemu
Nieodstępne uśpieniu! Duch mój czuwa wiecznie;
A kiedy oczy zamknę, wzrok mój obrócony
We mnie, bystro spoziera w smętną moją duszę!.....
Jednak ja żyję, ludzki ród znienawidzony
Czuję że jeszcze cierpieć i oglądać muszę;
Ja wiem, że mędrca szkołą musi być cierpienie, -
Boleść nauką! - Mędrcy ci, co od powicia
Właśném swém doświadczeniem zgłębili twierdzenie
Znane:
Drzewo wolności, nie jest drzewem życia!
Filozofia, świata wielkie wiadomości,
Tajemnice przyrody, wszystkiegom prObował;
Duchem lotnym sięgałem najgłębszych skrytości,
Bo umysł skrzydeł orlich łatwo obejmował!
Głupstwem nauka!..... czasem cnotę spotykałem
Nawet wśród ludzi, za to szczodrze im płaciłem
Wspaniałością, dobrocią!..... i cóż ztąd zyskałem?.....
Sam w pośród nieprzyjacioł, bez obawy żyłem,
Nie śmieli stawić czoła, choć było ich wielu!
W życiu samotném wszystko marnie się zużyło?
Dowcip niepospolity, wielka szczytność celu,
Życie dobre, albo złe; - co drugim służyło
Padały koło mnie, jak letnich deszczów wody
Na piasków łono!..... od téj chwili bez imienia!.....
Odtąd serce me z czuciem nie poszło w zawody,
Ni z rozpaczą, ni z żądzą ludzkiego pragnienia.
I postrzegłem przekleństwo nademną wiszące,
Gdy już wszystkie uczucia z duszy wystraszyło:
Nadzieję, nawet strzały miłości palące!
Wszystko, wszystko zagasło, wszystko się zniszczyło!.....
.................
A więc daléj do dzieła!.....
Rozległego duchy świata,
Wy istoty nie ujęte,
Fantastyczne, nie pojęte!
Wy, których głos mój dolata
W świetle, lub we mgłach ciemności;
Wy, których skrzydło w krąg świata
Szybkim zwrotem wiecznie lata.
Zagnane w ziemi wnętrzności,
Mieszkańcy gór nad obłoki
Z głębin mglistych oceanu,
Posłuszne waszemu panu,
Zaraz stańcie tu, bez zwłoki
Występujcie!
(Chwila milczenia.)
Niesłuchacie?
A więc w straszne imię tego,
Między wami najpierwszego,
Wszyscy stanąć wnet tu macie.
Przez ten znak, którego mianem
Nicość wasza się otwiera;
Przez tego co nie umiera,
Stańcie wnet przed waszym panem.
Występujcie, występujcie!!!.....
(Chwila milczenia.)
Jeśli groźb tych nie słuchacie,
Straszliwsze jeszcze poznacie,
Podłe duchy nie żartujcie!!!.....
............
Niech się wola moja stanie,
Przez własności od was znane,
Wyższe nad te, mianowane;
Przez strasznéj gwiazdy zesłanie,
Co przez czary nieodparte,
Dotąd żadnemi czarami,
Jak widmo z piekieł wyparte,
Iskra świata zniszczonego!!!.....
Przez słowa przekleństw ziszczonych,
Nad mym losem zawieszonych!.....
Ja wzywam przyjścia waszego:
Występujcie!..... Występujcie!!!.....
(W głębi ciemnéj galeryi pokazuje się gwiazdka stojąca bez
poruszenia; słychać głosy śpiewające.)
PIERWSZY DUCH.
Posłuszny głosowi twemu,
Ze mgły spłodzonéj tchnieniem
Pomroki; purpury znamieniem
Przejrzystéj, - strojnéj w lazury,
Z pałaców moich nad chmury,
Mimo zakazy, lecę ku tobie
Po gwiazdy srebrnéj promieniu,
Śmiertelny twemu skinieniu
Posłuszny, - zaklęciu twemu!
DRUGI DUCH.
Góra biała, gór władczyni,
Nad chmury jéj wywyższone
Czoło, lodami wieńczone,
Tron jéj wykuty ze skały,
Płaszcz usnuły chmur nawały.
Przepaską sosny zielone,
Pleśnią stu zim obciążone
Zasypy, dolin zniszczenie
W jéj dłoniach; na me skinienie
Czekają; - co chcę z niemi
Zrobię; - popchnę je ku ziemi,
Lub zatrzymam!..... Pasmo tych gór,
Co kryją czoła wśród chmur,
Mocą mojego ramienia
Potrafię wyrwać z korzenia,
I rozsiać je po równinie;
Duch mój władzcą w téj dziedzinie;
Co rozkażesz, wnet uczynię!.....
TRZECI DUCH.
Na dnie oceanu szklistém
Jam pan na morzu wód mglistém!
Gdzie wód śpiących nic nie mąci,
Wietrzyk fali nie potrąci;
Kędy wąż morza spoczywa,
Gdzie syrena urodziwa,
W muszle i konchy strojony
Warkocz swój zwija zielony.
Jak burza na morskie wały,
Echa twych klątw przyleciały
Do państw moich kryształowych,
Do mych zamków koralowych.
Mów, a wola twa się stanie!
CZWARTY DUCH.
Tam gdzie wzięło za posłanie
Trzęsienie ziemi ogniska
Lawy, gdzie wonne łożyska
Smolnych jezior dymy mgliste
Ulatują; rozłożyste
Andów niebotycznych stopy
Nurtują podziemne stropy.
Zaklęcia twe doleciały;
Mmie z stron rodzinnych porwały.
Staję na twe zawezwanie,
Co ty każesz, niech się stanie!
PIĄTY DUCH.
Ja chmur groźnych kołowroty,
Wiatrów bystrych zwijam loty;
Gdzie ja skinę, burza leci!.....
Patrz, tę czarną co tam świeci,
Gromom dałem na mięszkanie;
Leciałem na huraganie,
Bym spieszniéj stanął przed tobą!
Wiatry moje nocną dobą
Gonią wzdęte skrzydła floty;
A nim jutrzni promień złoty
Błyśnie nad mroku zasłoną,
Okręta w falach zatoną!.....
Czego żądasz, powiedz śmiało!.....
SZÓSTY DUCH.
Zaklęcie twoje
wleciało
W krainy ciemności wieczne;
Obrzydłe światło słoneczne
Bym oglądał, - po co wzywasz,
Pasmo ciemności rozrywasz?.....
SIÓDMY DUCH.
Jeszcze przed stworzeniem ziemi,
Pod rozkazami mojemi,
Gwiazda twego przeznaczenia
Niebios zdobiła sklepienia;
Jaśniejszym blaskiem świeciła,
I najpiękniejsze zaćmiła.
Na całym niebios obwodzie,
Równej nie było w urodzie!
Aż przyszła chwila straszliwa,
Gwiazda jasna, urodziwa,
Dziką piekła łóną zionie;
Grozi, że świat wnet pochłonie!
Potwór własną dumny siłą,
Niepodległą chce być bryłą;
Niebieskich krańców straszydło,
Jasności od siebie skrzydło
Zapala! - Ona swe tchnienie
Wiała na twe urodzenie!.....
Dziś się tobą, nędzny, brzydzę;
Służę ci, lecz nienawidzę!.....
............
Wkrótce władza pożyczona,
Z władzcą wróci w me ramiona;
I na wieki ze mną będzie!.....
Dziś w tych niższych duchów rzędzie,
Co ukorzone czekają,
Jaki rozkaz spełnić mają;
Śmiertelny, i ja stanąłem,
Przed twym prochem uklęknąłem,
Przed zaklęciami twojemi
Nikczemna skorupo ziemi!!!
SIEDM DUCHÓW RAZEM.
Powietrze, ziemia i morze,
Gwiazda, twych przeznaczeń zorze;
Wiatry, góry, noc ponura,
Niebo i cała natura
Czekają na twe życzenia.
Czego żądasz?.....
MANFRED.
Zapomnienia!
PIERWSZY DUCH.
Od kogo? - czego? - dla czego?.....
MANFRED.
Zapomnienia żądam tego,
Co jest w duszy mojéj głębi;
Co skreślić usta potęgi
Nie znajdą. - Ach! czyż nie wiecie?.....
DUCH.
Wszystkie bogactwa na świecie
Możesz posiąść - królów trony,
Ludów podwładnych miliony!
Będziesz władać żywiołami,
Będziesz władać stworzeniami;
Mocą słowa, ducha tchnieniem,
Żywiołami i stworzeniem!
Tylko niech twoje żądania
Nie wyjdą z pod panowania,
Danéj nam mocy!..... Mów czego?.....
MANFRED.
Zapomnienia mnie samego!.....
Czyż we władzy waszéj świecie,
Nędzni, znaleść nie możecie,
Zapomnienia?.....
DUCH.
Tajemnic księga,
Dla nas otwarta, w ten kraj nie sięga;
Lecz możesz skończyć istnienie?
MANFRED.
Z śmiercią znajdęż zapomnienie?
DUCH.
Duchy co nie umierają,
O wszech rzeczach pamiętają;
Przyszłość, przeszłość najdawniejsza,
Nam, jak chwila teraźniejsza!
Z odpowiedzi cóż zgadujesz?
MANFRED.
Ha, nikczemny! ty żartujesz?
Przecież ducha mego władza,
Jedném słowém was zgromadza!
Wy: powietrze, ziemio, morze,
Gwiazdo, mych przeznaczeń zorze;
Wiatry, góry, noc ponura,
Wy, niebo, dusza, natura!
Kiedyż w boju ustąpiły
Waszym siłom, dzielne siły
Ducha mego?..... Choć w skorupie,
Choć duch ugrzązł w ciało trupie?.....
Odpowiedźcie, albo drżyjcie
Podłe duchy, wnet ujrzycie
Co ja mogę!......
DUCH.
Twoje słowa,
Myśli twych własnych osnowa,
Mogą za nas odpowiedzieć.
MANFRED.
Mów jasno, co chcesz powiedzieć?.....
DUCH.
Jeśli prawdą, co powiadasz,
Że zarząd duchów posiadasz;
Duchy ci odpowiadają:
Że, co ludzie nazywają
Śmiercią, bez znaczenia w pośród nas!
MANFRED.
Więc próżno wzywałem was;
Nikczemni, wy nie chcecie
Służyć mi, lub nie możecie!
DUCH.
Żądaj, a tém co możemy,
Chętnie tobie usłużemy!
Wybieraj królów korony,
Wojska i ludów miliony!
Chcesz żyć długo - żyć bogaty?.....
MANFRED.
Nikczemni, z długiemi laty
Cóż pocznę?..... te co minęły
Tak mi się długo ciągnęły.
Precz ztąd!.....
DUCH.
Jeszcze rozważ chwilę.
Tyle władzy, bogactw tyle?
Władza jestestw, rządy ludzi?.....
Człowieku, nic cię nie złudzi?.....
MANFRED.
Nic, nic, lecz nim was odprawię,
Niech zmysły moje zabawię
Duchowych istot widokiem!.....
Stawajcie przed mojem okiem,
Zosobna, lub wszystkie razem,
Z właściwym duchom obrazem,
W duchów postaci!.....
DUCH.
Innéj nie mamy,
Jako te, któremi władamy
Żywioły; ich postaci używamy.
Lecz mocą twego rozkazu,
Przybierzem postać od razu.
Jaką chcesz!.....
MANFRED.
O! mniejsza o nię,
Już dziś od żadnéj nie stronię,
Żadna postać mnie nie nęci;
Starszy z was niechaj przybierze
Jaką sobie sam wybierze!.....
Podług woli wybrać może.
(Siódmy duch pokazuje się pod postacią pięknéj dziewicy.)
DUCH.
Czy poznajesz?
MANFRED.
Co widzę!..... Wiekuisty Boże!.....
Tyżeśto?..... O jeśli ty nie jesteś marzeniem
Szaleńca, jeśli nie jesteś widmem zwodniczém;
O! jeszczebym o życie wołał z zachwyceniem,
O ty z sercem anioła, z anioła obliczém;
Ach jeszcze bylibyśmy!.....
(Widmo znika.)
O duszo! leć za nią!.....
(Manfred pada bez zmysłów. - Słychać pieśń następującą.)
I.
Kiedy księżyc nad otchłanią,
Modréj fali zajaśnieje,
Robak światłem gorejący
Jasność po trawach rozleje;
Ogień nad groby wstający,
Płomyk nad łąką wątpliwy,
Gwiazdy po niebie krążące,
I głos puhacza jękliwy!.....
Gdy w koło drzewa milczące
Jak umarłe, nieme stoją;
Żaden listek nie szeleści.
Dusza ma uciśnie twoją,
Wśród strasznych mąk i boleści
Poznasz płomień potępienia!
II.
Choć ciało uśnie głęboko,
Duch twój nie znajdzie spocznienia,
Są widma, których twe oko
Nie uniknie objawienia!
Są myśli, których wrażenia
Dusza twa na próżno stroni;
W czas tajemnego marzenia,
Drugą myślą nie odgoni,
Przez urok tobie nie znany,
Nie znajdziesz samotnéj chwili;
Całunem mrocznym owiany,
Napróżno duch się wysili;
Mgła gęsta ducha więzieniem!
III.
Chociaż gdy jestem przy tobie,
Nie widzisz mnie twym spojrzeniem
Poznasz w każdéj życia dobie,
Ścigającą cię statecznie
Istotę! - gdzie myśl obrócisz
Będę z tobą. - A tak wiecznie
Pod mym wpływem, okiem rzucisz
Po za siebie, i zdziwiony
Nie widząc mnie z twoim cieniem,
Ledwo zdołasz przerażony
Mierzyć przyczynę wrażeniem!
IV.
Straszne słowa wymówione
Nad twą głową, wywołały
Zemstą przekleństwo żywione;
W matnię duchów cię oddały!
Z łona burzy głos wyrwany,
Radość ci z serca wymiecie;
Z cichéj nocy pożądany,
Pokój weźmie! - Gdy na świecie
Dzień zabłyśnie, ty szalony
Zawołasz nocy burzliwéj.
V.
Z łez twych zdradnych przyprawiony,
Moją ręką jad straszliwy!.....
Z serca twego najczarniejszę
Krew sączyłem, - węża zdrady
Z wdzięków twarzy pozbierałem,
W ust zdradzieckich wdzięczne składy
Jak w róż krzewie; - wywołałem
Słów twoich szczytne układy!.....
I gdym oglądał trucizny twoje,
Straszliwsze były nad wszelkie jady
Niebezpieczniejsze!.....
VI.
Przez serce twoje
Zimne, jak szczytów tych śniegi,
Przez jaszczurcze przymilenia,
Przez zwodnicze ócz obiegi,
Przez sztuczne duszy wzruszenia,
Przez czułości udawane,
Przez twoje uradowanie,
Gdy widzisz oczy spłakane,
Przez twe z Kaimem zbratanie!
Noś ty piekło własne swoje
W istocie ducha twojego.
VII.
Wylewam na głowę twoję
Płyn czarny, mocą którego
Hydrze zgryzot cię oddaję;
Sen i śmierć odbiegną ciebie.
Odpocząć, ni w śmierci kraje
Pogrążyć potrafisz siebie!
A przecież śmierć w każdéj dobie
Nie odstąpi cię na chwilę,
Byś drżąc przypominał sobie:
Że nie spoczniesz i w mogile!.....
Nawa śmierci już nadpływa,
W koło ciebie mgłą owiany
Łańcuch dzwoni! - Klątwa mściwa
Goni umysł obłąkany
Zatrute serce!!!.....