Marcelinka. Opowieść dla bardzo wrażliwych dzieci i ich rodziców - Katarzyna Kucewicz

Kup ebooka

29.90 zł
24.82 zł (22,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

Biała bluzka

 

 

Budzik o siódmej rano wyrwał wszystkich domowników ze snu. To był dzień, na który Marcelinka czekała od początku wakacji. 1 września - początek roku szkolnego. Szkoła, nowe koleżanki i koledzy, nauka liczenia, pisania, nutek... Marcelinka znała to tylko z filmów i opowiadań rodziców. Nigdy nie była w prawdziwej szkole, ale już nie mogła się doczekać, aż usiądzie w ławce, pozna nowych kolegów i koleżanki, będzie uczyć się poważnych rzeczy. I to wszystko... bez leżakowania! Marcelinka rozłożyła się wygodniej na poduszce, ale mama była nieustępliwa jak ten budzik.

- Dzieciaki, śniadanie! - wołała radośnie.

Marcelinka usiadła przy stole, co rusz zerkając przez okno na zabawy dzieci z Orzeszkiem, psem sąsiadki. Grzebała łyżką w talerzu pełnym owsianki.

 

 

- Nie masz apetytu, prawda? Wypij chociaż kakao. - uśmiechnęła się mama, stawiając przed nią kubek z gorącym napojem. - Nie możesz się już doczekać?

Oczywiście, że nie mogła! Już za chwilę będzie PRAWDZIWĄ pierwszoklasistką. Z własnym plecakiem i poważnymi, szkolnymi obowiązkami.

Całe wakacje zajęło jej kompletowanie przyborów szkolnych - flamastrów, ołówków, zeszytów i książek, a także dzwonków do wykonywania muzyki. Od tygodni codziennie w swoim pokoju sadzała lalki, pluszowe misie i sowy i bawiła się w szkołę.

Rozmyślała, jak to będzie, gdy usiądzie w ławce, pozna nowe koleżanki. Czy będą ją lubić? Czy da sobie radę z tyloma przedmiotami? A co jak zacznie tęsknić za mamą?

Na koniec sierpnia mama zabrała Marcelinkę do sklepu z odzieżą, żeby kupić śnieżnobiałą bluzkę na rozpoczęcie roku szkolnego. Odwlekała to do ostatniej chwili, bo miała ostatnio trudny czas w pracy - reżysera, który ją ponaglał, i przymiarki kostiumów. Mama Marcelinki była aktorką w teatrze i właśnie pierwszy raz w życiu otrzymała główną rolę w spektaklu i całymi popołudniami ćwiczyła swoje kwestie.

Wiedziała też, że kupowanie ubrań z Marcelinką to wyprawa. Dziewczynka była na nie bardzo wrażliwa - jedne były za bardzo ocierające, drugie niewygodne, a czasem metka uwierała tak, że na skórze robiła się czerwona plama. O ile mama Marcelinki mogła nosić każde ubrania, o tyle dziewczynkę swędziało całe ciało, gdy materiał nie był przyjemny.

Po śniadaniu guziki nowej bluzki zostały zapięte, buciki założone i Marcelinka była już gotowa do szkoły.

- Mamo, dres jednak wygodniejszy - stwierdziła. - Może przebiorę się w bluzę z kapturem i mój ulubiony szalik w sówki? - zapytała, uśmiechając się od ucha do ucha.

Mama przewróciła oczami.

- Nie ma sprawy. Idź w dresie i szaliku. A może zamiast plecaka deskorolka?

Obie spojrzały na siebie i wybuchły śmiechem. Marcelinka najbardziej na świecie lubiła, jak nic jej nie przeszkadzało w zabawie, a najmniej - sztywne i nieprzyjemne materiały, które krępowały jej ruchy. Ale pierwszy dzień szkoły jest tylko raz w życiu i trzeba było się trochę przemęczyć.

Mama zaprowadziła dziewczynkę do dużego lustra w swojej sypialni.

 

 

 

 

- Spójrz na siebie, Marcelinko, wyglądasz świetnie. Taka pierwszoklasistka!

Marcelinka zerknęła z ukosa. Okej, może nie był to jej ukochany dres, ale chyba faktycznie wyglądała jak wzorowa pierwszoklasistka. Spodobała się sobie w takim wydaniu. Westchnęła, patrząc na swoje odbicie. Jak to będzie w tej szkole?