Maria Skłodowska-Curie i jej córki - Claudine Monteil

Reflow text when sidebars are open.
Rozlega się dźwięk dzwonka. Mała Maria Skłodowska, schludnie ubrana, najlepsza uczennica w klasie, podnosi głowę. Zastyga. Nie dlatego, że zimą 1874 roku w sali tej warszawskiej szkoły panuje chłód, ale dlatego, że ten niedobry rosyjski car, którego imię dorośli wymawiają w domu przyciszonymi głosami, ten budzący lęk mężczyzna przysłał inspektora. Maria szybko chowa zeszyty i polskie książki, które dała im nauczycielka, choć władze zabraniają z nich korzystać. Inne dziecko biegnie do dormitorium ukryć te zakazane książki. Przede wszystkim nie można dać się przyłapać. Jej ojciec lub matka mogliby zostać straszliwie ukarani. Wystarczy, że brat jej ojca, stryj Zdzisław, był powstańcem, który schronił się we Francji, został schwytany przez tajną policję carską i zesłany w łańcuchach na Syberię, podobnie jak tylu innych jego rodaków1. Dziewczynka drży, jej policzki płoną. Wie, co ją czeka, więc spuszcza wzrok, by nie rzucać się w oczy. Drzwi się otwierają. Inspektor wchodzi z surową miną i widzi grzeczne dziewczynki, które obszywają dziurki do guzików. Małe aniołki.
Grubiański, przyciężki mężczyzna podchodzi pewnym krokiem do każdego pulpitu po kolei, otwiera je z łomotem i sprawdza. Biada, jeśli znajdzie choć jedną książkę po polsku - czy nawet jedną linijkę napisaną w języku, który rosyjski okupant chce wymazać z pamięci tego uciskanego narodu. Zresztą Polska, wykreślona z map, funkcjonuje już tylko jako "Kraj Nadwiślański". Inspektor wydaje się niemal zadowolony. Wszystkie książki są faktycznie po rosyjsku, opisują wielowiekowe dzieje carów i Rosji. Zupełnie jakby Polska, tak droga sercu Marii, nigdy nie istniała. Kłamać, ukrywać się - jakież ciężkie wyzwanie dla dziecka! Nauczyć się maskować swój ból i upokorzenie. Ale mężczyzna jeszcze nie skończył inspekcji. Teraz chce przepytać jedną z uczennic. Maria wie, że to właśnie ją wskaże nauczycielka. Wstaje, czerwona ze wstydu. Zgodnie z poleceniem wymienia jedno po drugim imiona członków rosyjskiej rodziny carskiej, ich tytuły. Wreszcie inspektor dopytuje srogim głosem: "Kto jest naszym władcą?". Maria nie może wydobyć głosu, ale słysząc gniewny pomruk, odpowiada: "Jego Wysokość Aleksander II, cesarz Wszechrusi". Inspektor wydaje się zadowolony z jej odpowiedzi, a przy okazji - zadowolony z siebie. Wychodzi, by kontynuować kontrolę w innej klasie, podczas gdy Maria zalewa się łzami. Jak mogła tak skłamać, przecież jej serce wypełnia miłość do Polski?
Po powrocie do domu, gdzie czeka na nią czworo rodzeństwa - Zofia, Bronia2, Helena, nazywana Helą, i Józef - zaledwie siedmioletnia Maria jest smutna i zawstydzona, że w taki sposób sprzeniewierzyła się, jak sądzi, swojemu najdroższemu krajowi. Za to Władysław Skłodowski, jej ojciec, jest spokojny. To krzepki mężczyzna z bujną brodą, o poważnym wyglądzie wynikającym z jego urzędniczego statusu. Pan Skłodowski uczy matematyki i fizyki, a obecnie pełni funkcję podinspektora gimnazjum przy ulicy Nowolipki. Jego córka właśnie ocaliła rodzinę przed wielkim niebezpieczeństwem. Już i tak było wśród nich zbyt wielu polskich rewolucjonistów, a on bardzo wcześnie zrozumiał, że opór wobec rosyjskiego zaborcy gwarantuje jedynie wygnanie, internowanie i represje wobec całej rodziny. Zachowanie Marii, klasowej prymuski, to postawa, którą wypada przyjmować. Ale mała wciąż jeszcze drży, podchodzi do swojej mamy, chciałaby jej dotknąć - i zatrzymuje się, muskając jedynie jej suknię. Tak bardzo pragnęłaby schronić się w jej ramionach! Dziewczynka wie, że pieszczoty, o których marzy, są wykluczone. Chora na gruźlicę matka Marii nie może ryzykować zarażenia swoich dzieci. Bronisława Skłodowska, piękna kobieta o wyrafinowanej owalnej twarzy i ciemnych włosach, kierowała niegdyś prestiżową szkołą dla młodych dziewcząt (była jedną z nielicznych ówczesnych kobiet, która osiągnęła takie stanowisko), ale musiała zaprzestać nauczania i unikać wszelkiego kontaktu z uczennicami. Czasem muska palcami czoło córki - i szybko odchodzi. "Ten znajomy gest jest tym, co dziecko zna najlepiej. Mania, jak daleko sięga pamięcią, nigdy nie została przytulona przez matkę"3.
Podstępna choroba odezwała się po urodzeniu Marii, stopniowo okradając jej matkę z sił. Zatem Maria nigdy nie znała jej w dobrym zdrowiu. Zmartwiona matka dba, by jeść posiłki z osobnych naczyń, wysyła dzieci, by bawiły się w ogrodzie, choć tak bardzo chciałaby je przytulać, okazać im swoją miłość. Mimo to Maria dorasta w rodzinie pełnej czułości, zainteresowanej nauką, sztuką, muzyką i literaturą, a zwłaszcza poezją, która przynosi pocieszenie, gdy recytowana jest na głos dzieciom, nagle cichym i słuchającym z uwagą. Ich matka, osoba otwarta na innych, przyjmuje u siebie również przyjaciół różnych wyznań, choć w XIX wieku taka tolerancja nie jest jeszcze oczywistością.
Pewnego wieczoru, gdy dzieci się bawią, ich świat nagle drży w posadach. Ich ojciec wraca z gimnazjum, otwiera korespondencję - i robi mu się słabo. Z bólem siada w swoim ulubionym fotelu z listem w dłoniach. Uprzejme i nieszczere odpowiedzi małej Marii w szkole nie wystarczyły, by zapobiec nieszczęściu spadającemu na niego i jego rodzinę. Kolejnemu nieszczęściu spowodowanemu rosyjską okupacją. Z oficjalnego pisma Władysław Skłodowski dowiaduje się, że jego pensja zostaje obniżona, pozbawia się go również urzędniczego mieszkania i funkcji podinspektora. Jego żona jest przekonana, że to, jak zawsze, zemsta dyrektora szkoły, pozostającego w bliskich kontaktach z ludźmi cara. Wówczas Władysław przypomina sobie, jak sprzeciwił się dyrektorowi, broniąc dziecka, które popełniło błąd gramatyczny w wypracowaniu z rosyjskiego...
Kara jest dotkliwa. Trzeba szybko przeprowadzić się do mniejszego mieszkania, a pensja nie wystarcza już na wyżywienie rodziny. Dlatego muszą jeszcze bardziej ograniczyć przestrzeń, by wygospodarować pokoje na stancje dla chłopców. Cierpi na tym intymność rodziny, która jest teraz zmuszona porozumiewać się szeptem. Wszyscy Polacy są w ten sposób tłamszeni.
Oczywiście trzeba też pilnować każdego wydatku. To trudne, a czasem ryzykowne. Pewnego wieczoru pan Skłodowski wraca przybity. Inwestycja, na którą przystał, aby nie narazić się szwagrowi, okazuje się studnią bez dna, która prowadzi go do bankructwa. Pochłania trzydzieści tysięcy rubli - wszystkie oszczędności zgromadzone z takim trudem. Nie będzie mógł już zapewnić posagu swoim córkom. A one nie będą już mogły liczyć na dobrą partię, na zgodne z konwenansami i zapewniające komfort finansowy małżeństwo. Będą teraz, jak sądzi, skazane na biedę. Nigdy nie wybaczy sobie swojej naiwności.
Niedługo później, w styczniu 1876 roku, gdy Władysław jeszcze nie podniósł się po tej porażce finansowej, jeden z młodych pensjonariuszy, chory na tyfus, zaraża Bronię, szczególnie bliską Marii, i Zofię, najstarszą z sióstr, która umiera bardzo młodo. Bronisława Skłodowska, zbyt cierpiąca i prątkująca, by wziąć udział w pogrzebie swojego dziecka, obserwuje z okna konwój żałobny. Jej mąż i córki powolnym krokiem podążają za trumną. Maria ma dziewięć lat, a przeżyła już tyle zmartwień i udręk. Dorośli, tak kochający, wydają się bardzo krusi, niemal zmiażdżeni przez swoje troski.
Martwi ją także stan zdrowia matki, która słabnie z dnia na dzień. 9 maja 1878 roku, dwa lata po śmierci Zofii, pani Skłodowska umiera, wycieńczona walką z chorobą. Strata jest ogromna i dziesięcioletnia Maria pogrąża się w depresji. Pan Skłodowski zostaje jedynym opiekunem dzieci i zamierza otoczyć je miłością i wsparciem moralnym, wobec braku możliwości wsparcia finansowego. Uważa, że dzieci powinny mieć młodość tak normalną, jak to tylko możliwe. Stopniowo przejażdżki konne i śmiechy biorą górę. Maria bawi się oczywiście ze swoją siostrą Bronią, ale także z rówieśnikami. Uczy się tańców, polki, mazurka, oberka. Pasjonuje się zajęciami z literatury i naukami ścisłymi, szczególnie matematyką, której uczy jej ojciec.
Jako nastolatka Maria odczuwa ogromny głód wiedzy. Zaspokajanie go to jedna z jej życiowych przyjemności, która zaprocentuje. Kilka lat po swojej siostrze Broni otrzymuje złoty medal na koniec gimnazjum, a w ramach nagrody książki pisane po rosyjsku, ale Maria nie kryje szczęścia. Ojciec jest obecny podczas ceremonii wręczenia nagród. Władysław Skłodowski czuje ulgę. Mimo braku żony udało mu się zapewnić swoim dzieciom jak najlepsze wykształcenie.
Dorastająca dziewczyna marzy, by służyć Polsce, swojej udręczonej ojczyźnie, ofierze niesprawiedliwości, którą Maria chciałaby zrekompensować. Nie tak jak niektórzy młodzi Polacy, anarchiści lub rewolucjoniści, rzucający bombami w rosyjskich żołdaków, którzy paradują po ulicach i zachowują się bezczelnie wobec mieszkańców okupowanego kraju. Nie, jej córka Ewa potwierdzi później: "Jedyna rzecz, która się liczy, to praca, ustanowienie dla Polski wspaniałego kapitału intelektualnego i rozwinięcie edukacji narodu, który władze celowo utrzymują w ciemnocie"4.
W tych późnych latach XIX wieku ważne stają się kwestie społeczne, walka z biedą i działania na rzecz wolności. We Francji, w kraju, którego języka uczą się Maria i Bronia, wkrótce umrze wybitny pisarz: Victor Hugo, mityczna postać, autor Nędzników, Katedry Najświętszej Marii Panny w Paryżu i Legendy wieków, obrońca biednych i uciśnionych, którego powieści znane są w całej Europie. Jak go nie kochać, jak bez drżenia czytać jego prozę oraz wiersze? Ten francuski pisarz na zawsze pozostanie drogi sercu Marii.
Tymczasem nowe idee wywołują namiętności, podsycają ciekawość i wzbudzają fascynację. Pozytywizm Auguste'a Comte'a, prace Pasteura i Darwina spotykają się z żywym oddźwiękiem. Nadeszła epoka nauk, a wraz z nią wśród polskiej młodzieży narasta pragnienie postępu społecznego. Ale polski uniwersytet jest zamknięty dla dziewcząt! Trudno. Maria wstępuje na tajną polską uczelnię - zwaną Uniwersytetem Latającym - i zostaje jej błyskotliwą studentką. Jakże zazdrości zagranicznym studentkom, ucząc się w swoim warszawskim pokoju! Maria martwi się obecnie o swoją starszą siostrę. Na jaką przyszłość może liczyć Bronia, skoro pragnie zostać lekarką?
Pan Skłodowski nie ma dobrych wieści. Czuje się zmęczony. Oczywiście za wszelką cenę kontynuuje pracę w gimnazjum, ale nie ma już siły kwaterować w swoim mieszkaniu przy ulicy Leszno pensjonariuszy, których skromne opłaty pozwalały mu nieco pomagać córkom. A nowe mieszkanie przy ulicy Nowolipki jest bardzo małe. To tam wraca Maria. Nie szkodzi, że ma mało miejsca, kocha tego oddanego ojca, który tak bardzo chronił swoje dzieci i którego kultura wciąż oczarowuje młode pokolenie. Cóż za przyjemność dla młodej dziewczyny zadawać mu pytania naukowe, filozoficzne i literackie, prowadzić z nim nieustanne rozmowy. Dzięki niemu Marii nie nuży uczenie się o aktualnych odkryciach naukowych, poznawanie języków obcych i najnowszych publikacji: "Od lat sobotni wieczór - opowiada Ewa Curie - poświęca się w domu Skłodowskich literaturze. Siadają wokół dymiącego samowara. Pan Skłodowski recytuje wiersze albo czyta coś synowi i córkom [...]. W każdą sobotę dawne arcydzieła niesie do uszu Mani znany głos"5. To wyjątkowa okazja dla tej młodej polskiej dziewczyny, której pozazdrościłyby siostry z innych krajów europejskich - tak bardzo uprzedzenia związane z edukacją kobiet są wciąż zakotwiczone w jej epoce. Cesarski Uniwersytet Warszawski nie jest zresztą otwarty dla kobiet - taka dyskryminacja panuje wówczas również w najbardziej prestiżowych kolegiach angielskich, by wspomnieć tylko jeden przykład, który wiele lat później potępi Virginia Woolf w swoim eseju Trzy gwinee.
Ale pan Skłodowski wkrótce będzie musiał przejść na emeryturę, której wysokość, wskutek jego niepowodzeń finansowych, nie pozwoli mu zatrudnić nikogo do pomocy. Zapada werdykt rodzinny. Jego córki nie mogą mieć nadziei na posag i będą musiały pracować. Maria nie ma czasu lamentować ani się skarżyć, byłoby to zresztą sprzeczne z jej charakterem. Bierze się do udzielania prywatnych korepetycji, ale szybko okaże się to niewystarczające, by się wyżywić, zakwaterować, przeżyć i, kto wie, być może także kontynuować naukę. Trzeba krążyć po Warszawie w deszczu i zimnie, narażać się na brak zapłaty - zwykłe zapomnienie, tak powszechne wśród rodziców, którzy nie rozumieją, co oznacza te kilka rubli dla dziewczyny bez środków do życia.
Ale w każdej niedoli zawsze dochodzi w Marii do głosu to skryte marzenie o służbie Polsce - nie poprzez akty rewolucyjne, ale poprzez kształcenie. Chęć stania się pokojową siłą dla okupowanego kraju. Ta siła nie bierze się z mistycznego porywu, który odczuwają niektórzy młodzi Polacy, ale z ciekawości i fascynacji nauką. Myśli Marii zajmują Pasteur, Darwin i Claude Bernard. Intrygują ją też słowa pewnej nauczycielki zafascynowanej niedawnymi odkryciami naukowymi i pragnącej dzielić się swoim entuzjazmem z uczniami. Maria wraz z Bronią i Helą będzie uczestniczyć w tajnych kursach Uniwersytetu Latającego, jej pierwszych naukowych przymiarkach, przede wszystkim do studiów anatomicznych i biologicznych, które zostawią w niej ślad na całe życie i które później będzie ciepło wspominać w swoich pismach. Studia są nielegalne i uczestnicząc w nich, dziewczęta podejmują ryzyko. Jednak entuzjazm nie pozwala im na tym poprzestać. One same z kolei zapoznają młode kobiety z ludu z wiedzą i kulturą, do których te inaczej nie mogłyby aspirować. Nauka i przekazywanie wiedzy, solidarność - te ideały to dla nich oczywistość. Maria nie ma pojęcia, że zaprowadzi ją to dalej, niż przypuszcza w najśmielszych marzeniach.
Ale oto znów dopada je rzeczywistość: kondycja młodych Polek bez rubla przy duszy. Bronia, najstarsza, marzy o Paryżu, gdzie dziewczęta mogą się zapisywać na uczelnię. Chce zostać lekarką, a następnie wrócić do Polski, zamieszkać na wsi, gdzie tyle istnień potrzebuje leczenia, być użyteczną, pomagać ludziom. Wizja pełna humanitaryzmu, ale dla ubogiej dziewczyny zupełnie nierzeczywista.
Chimera? Nie do końca. Maria kocha swoją siostrę podwójną miłością. Bronia, jej opiekunka, zastąpiła zmarłą matkę - bardziej czuła, bardziej obecna i wesoła. Poprzez tę zażyłość, wspólne radości, nadzieje i zmartwienia tworzą bardzo bliską, a jednak nieograniczającą relację. Maria troszczy się o szczęście Broni. I nie myśli już o własnych marzeniach, choć sama także idealizuje Francję, jej kulturę, naukę, sztukę, literaturę, krajobrazy, kuchnię i stolicę, która przyciąga intelektualistów z całego świata. Odsuwa od siebie to marzenie. Liczy się wyłącznie przyszłość Broni. Musi istnieć jakieś rozwiązanie, mówi sobie, jednocześnie gubiąc się w szalonych projektach, które mogą nie dojść do skutku.
Nagle pojawia się pomysł. Jeśli Maria zatrudni się jako guwernantka przy bogatej rodzinie, będzie mogła każdego miesiąca wysłać Broni jakąś sumę: "Na początku będziesz wydawać swoje pieniądze - wyjaśnia jej. - A na następny rok i późniejsze już ja ci będę przysyłać. Ojciec też zresztą trochę pomoże. Jednocześnie będę odkładać i dla siebie na później. A gdy ty zostaniesz lekarką, to ja pojadę i ty znów będziesz mnie dopomagała"6.
Bronia jest wzruszona. Jak przyjąć takie poświęcenie ze strony siedemnastoletniej siostry, tak mądrej i błyskotliwej, tak bliskiej? I dlaczego miałaby wyjechać jako pierwsza? Jest starsza i dla Marii różnica wieku to oczywisty argument. Bronia nie powinna zwlekać. W wieku dwudziestu lat wielu studentów ma już za sobą kilka lat nauki, nie ma czasu do stracenia. Maria za to może poczekać kilka lat. Bronia ustępuje żądaniom siostry, którą wspiera ojciec. Oczywiście rozstanie będzie bolesne. Paryż jest tak daleko, nikt nie będzie mógł sobie pozwolić na bilet, choćby czwartej klasy, ani przebyć całej Europy Środkowej, żeby się z nią zobaczyć. Wieloletnia rozłąka? To ryzyko, ale podejmowane w nadziei na lepszy świat.
Z kilkoma kanapkami i termosem Bronia wsiada do pociągu, który zawiezie ją do Paryża. Marii z kolei udaje się znaleźć pracę guwernantki. I odkrywa kulisy życia. W Warszawie, w której wszystko jest drogie, jej talent do oszczędzania nie wystarcza - Maria wydaje zbyt wiele i nie może wysyłać Broni dość pieniędzy. Czy plany jej starszej siostry nie powiodą się z jej winy? Nie zniosłaby tego, czuje się zagubiona. Ale nie pogrąża się w ponurych myślach. Nie ma czasu. Trzeba działać. A gdyby tak przyjęła stanowisko guwernantki na wsi? Żyłaby na odludziu, ale miałaby wikt i opierunek, nie miałaby żadnych wydatków. Czekałoby ją wiele lat okropnej izolacji, z dala od ojca i siostry. Ale czy cel nie jest wart tego poświęcenia?
Dzień po sylwestrze wsiada do pociągu i jedzie w niezbyt radosne miejsce. W przenikliwym zimnie tego 1 stycznia 1886 roku Maria z drżeniem myśli o wszystkich, których kocha. Czy jeszcze kiedyś ich zobaczy? Tego nie wie. Ale wkrótce, wczesnym rankiem w domu dzierżawców wielkiego majątku ziemskiego odkrywa, że ta wieś, o której marzyła - lasy, drzewa, polany - to tak naprawdę tylko kominy i ciągnące się aż po horyzont pola buraków. Zamiast tak wyczekiwanej harmonii i różnorodności natury, otrzymuje jedynie szpetną monotonię plantacji pod ciemnym, słotnym niebem. Poza tym ma mnóstwo pracy z nieznośnymi i nazbyt rozpieszczonymi dziećmi. A przede wszystkim odkrywa, że zasoby finansowe nie pociągają za sobą inteligencji, kultury ani intelektualnej ciekawości. Nic z tych rzeczy. To prawdziwy szok. Cóż za rozczarowanie! A jednocześnie jaka lekcja życia. W wieku osiemnastu lat Maria uczy się prawdziwego świata - i nie zapomni tej nauki.
Uważnie obserwuje też niepiśmienne dzieci rolników i robotników. Bez przyszłości, tak jak ich rodzice. Zaczyna marzyć o nauczeniu ich alfabetu. Czytania, pisania. To dla nich niedostępny luksus, który ona byłaby w stanie im zaoferować. Oczywiście potrzebne będzie pozwolenie głowy rodziny, u której pracuje. Maria zamierza nauczać dzieci po polsku, nie po rosyjsku. Akt oporu, o którym po latach przypomni Ewa Curie w biografii swojej matki. Młoda dziewczyna ryzykuje zsyłkę na Syberię7. Mimo zagrożenia właściciel również daje się uwieść tej idei, ale kierując się zdrowym rozsądkiem, narzuca najściślejszą dyskrecję. Dziesięcioro dzieci wchodzi po cichu, na palcach, do pokoju Marii, która spędza z nimi średnio prawie osiem godzin tygodniowo. Dzieci odkrywają zeszyty i kredki, często się zniechęcają, by wreszcie, po łzach i zwątpieniach, nauczyć się kreślić litery. Cóż za triumf! Jakąż nagrodą dla Marii są ich zwycięskie twarze! Wracają wieczorami do rodziców, by z dumą pochwalić się swoimi sukcesami, swoimi osiągnięciami. Czują się silniejsze, bardziej przygotowane do życia niż ich ojcowie i matki, którzy przez wiele godzin dziennie harują w cukrowni.
Maria osiągnęła swój cel, a jednak nie czuje satysfakcji. Tak młoda, czasem marzy o Paryżu, gdzie jej siostra podchodzi do egzaminów medycznych, gdzie chłopcy i dziewczęta rozmawiają, dyskutują, śmieją się po zajęciach, żyją. W listach do ojca błaga, by wysłał jej szybko zadania z chemii, fizyki, a nawet matematyki. Pasjonują ją nauki ścisłe - zawsze tak było. Te listy staną się serdeczną więzią - więzią, którą Maria powtórzy potem z własną córką Ireną. Bliskość wyrażająca się poprzez naukę.
Są także inne porywy serca, jak choćby pociąg do syna rodziny pracodawców, przechadzki we dwoje po polach buraków. Stopniowo z ich rozmów rodzi się zażyłość i młody mężczyzna prosi rodziców o zgodę na ślub. Ale w tej rodzinie, w której dotąd była traktowana tak ciepło, jakby była jej członkinią, zapada okrutny wyrok. Młoda dziewczyna nie ma ani grosza, nie pochodzi z rodziny, która zapewniłaby odpowiednią pozycję społeczną. Maria pyta młodego mężczyznę, czy zamierza przeciwstawić się swojej rodzinie. Ale on nie ma na to siły. Gdy znów się zobaczą, ona ponownie zada mu to samo pytanie - znów na próżno - a potem odwróci się od niego. Rozczarowana. Zdruzgotana. Po raz pierwszy ktoś złamał jej serce. Odtąd będzie bardziej ostrożna, zanim ulegnie uczuciom. Stanie się nieprzystępna, a zbliżenie się do niej będzie stanowić prawdziwe wyzwanie. Tymczasem daleko, we Francji, Bronia jeszcze przez lata będzie kontynuować studia i potrzebować pomocy rodziny. Przyszłość dwudziestoletniej Marii rysuje się w ciemnych barwach.
Jednak nie można się poddawać. Mijają dni, miesiące. Wkrótce upłyną trzy lata, odkąd Maria mieszka na tej ponurej wsi. Jej ojciec przechodzi na emeryturę. Maria rozważa wówczas powrót do Warszawy, zamieszkanie z nim w małym mieszkaniu. Czyż powinnością córek nie była od zawsze, od wieków, opieka nad starymi rodzicami? Ale pan Skłodowski nie zamierza stać się ciężarem. Przyjmuje posadę, której niegdyś w ogóle nie brałby pod rozwagę - dyrektora domu poprawczego dla dzieci. Cóż za smutek! A jednak w tej ponurej atmosferze widać przebłysk światła. Pensja. W końcu może wysyłać Broni więcej pieniędzy. Maria będzie w stanie oszczędzać dla siebie. Nareszcie. Po wywiązaniu się z umowy młoda kobieta wraca do Warszawy. Znów rozpoczyna się prawdziwe życie. Zamieszkuje przy bardzo bogatej rodzinie, obserwuje to szczęśliwe towarzystwo, ich szczodrość wobec niej, ich małostkowość, ich sztuczny, choć czasem zwrócony w stronę kultury świat - aż nagle przychodzi list od Broni, w który już nie wierzyła. Jej starsza siostra bierze ślub z Polakiem, a ten zacznie zarabiać na życie, gdy tylko skończy studia medyczne. Bronia nie będzie już zależeć od pomocy finansowej ojca:
Ty także, Maniusiu, musisz wreszcie pomyśleć o Twoim losie! Jeśli uda Ci się zebrać kilkaset rubli w ciągu tego roku, mogłabyś przyjechać tu już na jesieni i zamieszkać u nas, gdzie miałabyś utrzymanie. Tych kilkaset rubli potrzeba koniecznie na czesne na Sorbonie [...]. Trzeba bezwarunkowo, abyś zdecydowała się na to: już czekasz stanowczo za długo! Zapewniam Cię, że zrobisz licencyjat w dwa lata. Pomyśl o tem, zbieraj pieniądze, ulokuj je dobrze, nikomu ich nie pożyczaj!8
Maria się waha, musi się pozbierać po latach życia jak we mgle. Nie wie, czy wciąż jeszcze ma siłę opuścić Polskę, zostawić ojca. Byłaby tak daleko. Ale nauka tak bardzo ją pociąga! Już wkrótce będzie spędzać niedziele nie na spotkaniach z innymi młodymi ludźmi, lecz w udostępnionym jej przez Uniwersytet Latający laboratorium w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie. Cóż za szczęście! Chwyta za probówki, czuje w sobie siłę, rodzącą się pasję. Ale znów choruje, waha się. Wreszcie podejmuje decyzję: wysyła do Paryża materac, pościel, kufer ze skromnym dobytkiem. Zabiera ze sobą coś do jedzenia - podróż będzie długa, trzy dni i trzy noce. To cała wieczność, gdy trzeba podróżować na ławce w czwartej klasie. Pan Skłodowski ściska córkę na smaganym wiatrem peronie dworca, Maria wskakuje na stopień pociągu, a ten zaczyna toczyć się po torach w kłębach pary. Kilometry uciekają przy wtórze turkotu, który porusza jej serce, i przybliżają ją do tak wytęsknionej Francji.
Dzielnica nieopodal Gare du Nord, w której mieszkają Bronia i jej mąż, w niczym nie przypomina wyobrażeń Marii. A jednak symbolizuje to, za czym tak tęskniła: wolność i dostęp do uczelni. Tutaj młoda kobieta może postępować tak, jak jej się podoba, rozmawiać, dyskutować bez lęku, nie musi szeptać ani się kryć. Wspaniałe odkrycie. Upajające. Przemierzanie stolicy, by dojść na Sorbonę, jej nie męczy. Przeciwnie: hałas, ruch omnibusów i koni, śmiechy przechodniów, ich stroje - wszystko ją olśniewa. A jednak coraz częściej bije się z myślami. Cieszy się z bliskości siostry, ale małżeństwo ma pewne przyzwyczajenia, które przeszkadzają jej w koncentrowaniu się na studiach. Kazimierz Dłuski i Bronia przyjmują wieczorami przyjaciół, dyskutują, do późna w nocy śpiewają. Pewien znany polski pianista, którego spotka tu Maria, zaszczyci ich swoją grą. Nikt nie wątpi, że ta wschodząca sława, Ignacy Paderewski, zachwyci swoich słuchaczy. Później zaangażuje się w sprawę wolnej Polski, będzie działał na rzecz niepodległości swojej ojczyzny w Stanach Zjednoczonych, spotka się nawet z amerykańskim prezydentem Thomasem Woodrowem Wilsonem w 1917 roku i jako premier i minister spraw zagranicznych podpisze traktat wersalski w imieniu polskiej delegacji. Będzie jednocześnie kontynuował karierę dyplomaty i pianisty.
Aktualnie młoda dziewczyna nadrabia w Sorbonie trzy lata spędzone z dala od świata uniwersyteckiego. Nie ma chwili do stracenia, bo jej oszczędności topnieją. Nawet gdy siada w pierwszych rzędach sal wykładowych tego prestiżowego miejsca, zdarza jej się zasypiać. Jej francuszczyzna nie jest tak znakomita, jak wcześniej sądziła, a chce pisać i mówić jak inni studenci. W końcu, jest jedną z nielicznych dziewczyn. Chłopcy obserwują tę pochyloną nad zeszytem panienkę o jasnych włosach, która wydaje się tak pilna, nawet jeśli jej poważne spojrzenie czasem rozświetla czarujący uśmiech. Te pierwsze miesiące, choć wypełnione ekscytacją, są wycieńczające. Czy Maria to wytrzyma?
Rozwiązanie: wynajęcie pokoju blisko Sorbony. Oczywiście, jest to nieduży pokoik, ale wreszcie będzie się w nim mogła skoncentrować na studiach i odkrywać niebo, światło i szaroniebieskie łupkowe dachy - symbole stolicy. W marcu 1892 roku wprowadza się więc na szóste piętro domu przy rue Flatters, blisko Val-de-Grâce, w 5. dzielnicy, a więc tej, w której znajduje się Coll?ge de France, biblioteki, École normale supérieure, École supérieure de physique et de chimie industrielles de la Ville de Paris, niedaleko Ogrodu Luksemburskiego, gdzie będzie mogła zaczerpnąć świeżego powierza. Na Sorbonę ma dwadzieścia minut piechotą - chodzi tam tętniącymi życiem ulicami, obfitującymi w księgarnie i biblioteki.
Cóż za szczęście! Paryż jej marzeń wreszcie istnieje. Maria raz po raz zmienia pokoje, gdyż nigdy nie są dość spokojne i tak odludne, jak by sobie tego życzyła, by móc uczyć się w pełnym spokoju. Zdobywa kilku przyjaciół, najpierw w społeczności polskiej. Czasami ten czy ów, mimo skromnych warunków, przygotowuje polskie posiłki, kilka pysznych potraw, które przypominają im ich rodziny i tak odległy kraj. Są to małe, radosne święta. Ale stopniowo Maria się izoluje, decyduje się na mansardę bez ogrzewania i wody. Bieda daje się we znaki. Jej córka będzie przypominać, że Maria musiała wnosić węgiel i wodę po tych stromych i niebezpiecznych schodach, w zimnie. Na szczęście biblioteki są nieco ogrzewane i to ją ratuje. Brakuje jej smacznych ciepłych posiłków serwowanych u Broni i Kazimierza, ona sama nie potrafi gotować, a z pomocą małej patelenki i imbryczka nie zdoła się odpowiednio żywić. Jej posiłki składają się z chleba z masłem i herbaty. Traci siły, ma zawroty głowy, anemię, jest wyczerpana. Pewnego dnia mdleje; jej szwagier lekarz spieszy na ratunek, podkarmia ją, ale Maria wkrótce na nowo wraca do swoich lichych porcji. Mimo wszystko zdaje egzaminy i, co wydaje się niewiarygodne przy tych prymitywnych warunkach, z pierwszą notą uzyskuje licencjat z nauk fizycznych w 1893 roku, a w kolejnym roku na drugim miejscu kończy licencjat z nauk matematycznych9. Bo dla Marii jeden licencjat był niewystarczający - dołożyła sobie pracę nad drugim! Po zdanych egzaminach wraca na lato do Warszawy, lepiej się odżywia, ale towarzyszy jej niepokój. Jak da sobie radę w Paryżu jesienią?
Pojawia się światełko w tunelu. Dzięki szczodrości pewnej Polki, uzyskuje stypendium Aleksandrowiczów przyznawane polskim studentom, którzy studiują za granicą. Maria otrzyma sześćset rubli - nieoczekiwany zastrzyk pieniędzy! Dzięki temu ma zabezpieczony rok nauki, ale nadal będzie oszczędzać, ze szkodą dla zdrowia, tak by to stypendium wystarczyło na dwa lata! Pracuje bez wytchnienia, z radością, bo te badania naukowe, chwile w laboratorium, gdzie na stojąco przeprowadza doświadczenia, są dla niej spełnieniem. Prowadzenie badań, odkrywanie i nauka ją fascynują. Rok po roku w wybitnym stylu zbliża się do końca studiów. Nic nie może jej zdekoncentrować. A przynajmniej tak jej się wydaje.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki