Rozdział 1
Omen
Wyglądał tak, jakby przygotowywał się do skoku. Korpus przycisnął do kolan, ale na jego twarzy, zamiast znanego ze skoczni skupienia, malował się wyraźny grymas. Matti Nykänen siedział na sofie w dużym salonie dwupokojowego mieszkania w bloku na helsińskiej wyspie Laajasalo i ewidentnie coś go bolało.
Z fotela obok przyglądał mu się Vesa Finska. Długoletni przyjaciel Mattiego sądził, że byłego mistrza boli brzuch, ale nie miał odwagi poruszyć tego tematu. Wiedział bowiem, że Matti nie lubi, gdy inni próbują dowiedzieć się czegoś na temat stanu jego zdrowia. Taka ciekawość zazwyczaj denerwowała emerytowanego skoczka, czasem zaś powodowała wręcz, że wybuchał. Chociaż Matti ogłosił publicznie, że choruje na cukrzycę, w rozmowach ze znajomymi chętnie przemilczał również tę kwestię.
Finska przez chwilę analizował atmosferę panującą w mieszkaniu, po czym podjął decyzję, że potraktuje całą sprawę z humorem. Mężczyzna, który pracował jako kontroler w branży taksówkarskiej i dziesiątki razy służył Mattiemu jako kierowca, chciał wiedzieć, skąd bierze się ten ból, ponieważ rozumiał, że nie wywołuje go cukrzyca. Powód musiał być inny.
Finska pamięta, że spytał wtedy przyjaciela:
- Matti, czy to trening mięśni brzucha?
- Nie... Wszystko w porządku. Po prostu trochę się relaksuję i rozciągam - dobiegła odpowiedź z poziomu siedziska.
Finska wypytywał dalej, a Matti zarzekał się, że nic mu nie jest.
- Nikt nigdy nie zna dnia ani godziny. Ale ja na pewno będę balować na własnej dziewięćdziesiątce - skwitował sprawę Matti i zaśmiał się jakby z przymusu.
Był piątek 1 lutego 2019 roku, zegar wskazywał szóstą pod wieczór. Chociaż Matti bagatelizował swój stan, sprawiał wrażenie nie tylko zbolałego, lecz także zmęczonego. Oczywiście wyglądał tak już wiele razy wcześniej, ale Finska czuł, że tym razem coś jest nie tak. Matti zachowywał się nietypowo i mówił dziwne rzeczy, choć ani słowem nie wspomniał o wynikających z zapalenia trzustki strasznych bólach. Nie powiedział również nic o gorączce, która pojawiła się kilka godzin wcześniej. Narzekanie nie leżało zresztą w jego naturze, ponieważ sądził, że to dowód słabości.
Chociaż wtedy nie zdiagnozowano jeszcze u niego ponownego zapalenia trzustki, Matti prawdopodobnie wiedział, co się dzieje. Takie same objawy w przeszłości sprawiały, że zwijał się z bólu. Być może coś przeczuwał. W każdym razie już dzień wcześniej w jego zachowaniu na ulicach własnego miasteczka było coś nietypowego.
Matti przeprowadził się do leżącego w południowo-wschodniej Finlandii mniej więcej jedenastotysięcznego Joutseno pod koniec 2013 roku, a następnego lata ożenił się z Pią Talonpoiką. W jej tak zwanym domu żołnierza frontowego** mieszkała wtedy patchworkowa rodzina, w skład której wchodzili także synowie Pii: nastoletni Miska oraz Miro, który potem przeprowadził się na swoje, a także pies Diego. Poprzedniego dnia, w czwartek, Matti poszedł z nim na kilkukilometrowy spacer, ale ponieważ nie wrócił o zwykłej porze, Pię najpierw to zdziwiło, a potem zaczęła się denerwować. Były skoczek nie miał w zwyczaju przystawać na pogawędki z obcymi albo nawet ludźmi znanymi z widzenia. Wobec mieszkańców osiedla był odrobinę bardziej otwarty, ale nawet z nimi nie rozmawiał dłużej niż kilka minut.
Nie chodziło o to, że Matti nie cenił sobie uwagi, którą obdarzali go Finowie, a raczej o to, że małomówny jyväskyläńczyk w towarzystwie obcych często czuł się niezręcznie, był zakłopotany, a nawet przytłoczony. Dekady, kiedy to stawał się bohaterem skandali, zostawiły głębokie blizny na jego bardzo wrażliwej psychice. Jeśli ktoś zagadywał go w miejscu publicznym, zazwyczaj szybko dziękował za uprzejmość i odchodził, tłumacząc się pośpiechem.
W końcu Matti wrócił do domu. Okazało się, że przystanął na prawie pół godziny, by porozmawiać z mieszkającą w pobliżu parą. Zdziwiło to również tę dwójkę, ponieważ były mistrz nigdy wcześniej nie mówił im o sobie równie dużo i równie otwarcie. Tym razem Matti opowiadał im o najbardziej bolesnych chwilach ze swojego życia i zupełnie inaczej rozłożył akcenty. Poruszony, wspominał najważniejsze momenty kariery i w przepraszającym tonie snuł historię o tym, jak rozpętał głośną na cały kraj aferę. W którymś momencie zaczął niepewnie mówić, że "nigdy się nie wie, kiedy trzeba będzie odejść".
- Sorry, kochanie, że to tyle trwało! Ale jakoś tak się zagadaliśmy. Było bardzo miło porządnie sobie porozmawiać pierwszy raz od dłuższego czasu - rzucił Matti żonie po wejściu do domu.
Następnego ranka, w piątek, zaczął się źle czuć. Było to wyraźnie widać po jego twarzy. Pia wiedziała, że nie chodzi o kaca, ponieważ mąż poprzedniego dnia wypił tylko kilka piw.
Wieczorem Matti miał jednak koncert w Helsinkach. Z powodu osłabienia wolałby go odwołać, ale mimo to już z rana wyruszył samochodem w drogę. Jeszcze dając mu buziaka na pożegnanie, Pia próbowała przekonać go, by został i odpoczął. Na próżno.
- Nie będę odwoływał żadnego koncertu. Ludzie zaraz by pomyśleli, że Nykänen znów zaczął chlać. Nie ma się czym martwić. Widzimy się za kilka dni, kochanie - oznajmił.
Im bliżej było końca dekady, tym mniejszy zapał do dawania koncertów czuł Matti, ponieważ męczyło go podróżowanie po całej Finlandii. Często uciekał przed tym, wydzwaniając do ludzi ze swojego otoczenia. Podczas owej podróży połączył się z kilkoma dobrymi znajomymi, w tym między innymi z Anterem Vertem, menedżerem z minionych lat. Po takich rozmowach wielu czuło, że Matti w zasadzie nie miał żadnej konkretnej sprawy, po prostu chciał poczuć się bezpiecznie, słuchając znajomych głosów.
Tym razem padło również na Juhę, męża ukochanej siostry Tuiji, z którym Matti gawędził ponad pół godziny. Juha był przyzwyczajony do tego, że szwagier otwiera się przed nim podczas rozmów. Czasem bowiem zdarzało im się dyskutować także o głębszych sprawach. Z jakiegoś powodu Juha odnosił jednak wrażenie, że tym razem Matti jest bardziej szczerzy niż zwykle i mówi o poważniejszych rzeczach. Nie przestawał snuć rozważań.
Matti cały czas dziękował za szacunek, zrozumienie, gotowość do pomocy i wszystko, co spotkało go ze strony szwagra w przeszłości. Pod koniec rozmowy Juha zaczął się zastanawiać, czy Matti, mówiąc, jak kiepsko się czuje, próbuje się z nim pożegnać i czy czegoś nie ukrywa.
Przed południem wokalista dotarł do Helsinek. W ciągu dnia odbył spotkania, a po południu, około czwartej, pojechał do dzielnicy Laajasalo. Według planu miał spędzić cały weekend u przyjaciela, Vesy Finski. W mieszkaniu Vesa usadził go za zastawionym stołem. Gość otrzymał przygotowaną przez gospodarza tradycyjną zupę z kiełbaską wieprzową, jego ulubione danie - dlatego gdy kwaterował się na Laajasalo, zazwyczaj je dostawał.
Finska chciał jak najlepiej, nawet kosztem własnej wygody, zadbać o Mattiego, którego uważał za prawdziwego i bliskiego przyjaciela. Z tego względu dał mu przenocować we własnej sypialni, a sam miał zamiar spać na sofie. Taksówkę Mattiemu opłacała często gazeta "Seiska", ale czasem Finska podwoził go również dla własnej przyjemności.
Spotkali się 27 lat wcześniej, na wiosnę 1992 roku. Finska pracował wtedy jako product manager w Mizuno, które produkuje sprzęt sportowy i buty, Matti z kolei kończył właśnie wspaniałą karierę. W tamtym okresie firma Mizuno negocjowała umowę na sponsoring z świeżym mistrzem olimpijskim w skokach narciarskich, zaledwie szesnastoletnim Tonim Nieminenem, lecz jego menedżer, biznesmen Harry "Hjallis" Harkimo, żądał według Finski zbyt dużej sumy. Przedstawicielom międzynarodowej marki nie pozostało nic innego, jak zwrócić się do najlepszego skoczka wszech czasów. W taki sposób zaczęła się kilkuletnia współpraca biznesowa Vesy i Mattiego, którzy razem objeżdżali między innymi sklepy ze sprzętem sportowym w całej Finlandii. Podczas tych podróży narodziła się między nimi przyjaźń. Dla Finski weteran skoczni to przede wszystkim Matti, nie Nykänen.
Tym razem przy jedzeniu było zaskakująco cicho. Zazwyczaj gość pożerał dwie porcje zupy, ale teraz w tajemniczym milczeniu siedział nad swoim talerzem i spoglądał to na niego, to na Finskę. Ostatecznie nie tknął ani łyżki. Zaczął mówić o koncertach i miał nadzieję, że niedługo przejdzie na emeryturę.
- Mam takie poczucie, że to trwające od lat show jest już na ostatniej prostej - powiedział Matti, mając na myśli swoje muzyczne występy.
Gdy po jedzeniu Finska obserwował, jak Matti walczy na kanapie z piekielnym bólem, czuł, że powinien coś zrobić. Przeniósł się do branży taksówkarskiej na początku nowego tysiąclecia i wierzył, że gdy woził Mattiego, nauczył się go rozumieć. Przypuszczał, że dzięki miłym wspomnieniom nastrój i samopoczucie dawnego mistrza się poprawią. Z tego powodu dwójka zeszła do garażu, zaaranżowanego przez Finskę na coś w rodzaju męskiej jaskini. Znajdowało się tam mnóstwo nostalgicznych zdjęć gwiazd sportu oraz rozrywki, Vesa znał dobrze wiele spośród nich. Do tej grupy zaliczał się też Remu Aaltonen, lider i perkusista legendarnej fińskiej grupy rockowej Hurriganes, który również traktował Finskę jak zaufanego kierowcę.
Matti chciał i tym razem posłuchać właśnie Hurriganes ze znajdującej się w garażu szafy grającej. Bohater skoczni cenił Remu Aaltonena, którego poznał dzięki Vesie. A teraz zachciało mu się nagle do niego zadzwonić. Rozmawiali około kwadransa, przede wszystkim wspominali przeszłość, a Matti wylewnie chwalił swojego rozmówcę. Na koniec Remu życzył mu powodzenia na koncercie, który miał się zacząć około północy w pobliskim barze Pallogrilli.
Matti na przemian to trzymał się za brzuch, to wpatrywał się w zawieszone na ścianie zdjęcia, kiedy z czołem zroszonym potem siedział na kanapie w garażu. Piwa z puszki, którą trzymał w ręku, wyjątkowo nie ubywało, ponieważ nie mógł go przełknąć. Kiedy zauważył na ścianie zdjęcie Jensa Weißfloga, reprezentanta NRD, a potem Niemiec, swego ulubionego rywala ze skoczni sprzed lat, gwałtownie wstał i podszedł bliżej.
Weißflog, tak jak Matti Nykänen, nazywany jest jednym z najlepszych skoczków wszech czasów. Ich ostra rywalizacja z lat 80. na trwałe wryła się w serca fanów sportów zimowych. Fin nie przejmował się szczególnie zagranicznymi rywalami, wręcz ich unikał, ale drobny enerdowski gwiazdor stanowił wyjątek. Dla Mattiego nie liczyło się nic poza zwycięstwem, gdy zajmował dalsze miejsce, był to olbrzymi cios dla jego poczucia własnej wartości. Porażki z Weißflogiem przyjmował jednak wyjątkowo spokojnie. Skoczkowie od początku darzyli się największym szacunkiem i to się nie zmieniło, nawet gdy obaj zakończyli już kariery - tak samo jak ich znajomość.
Jeszcze gdy Matti współpracował z Adidasem, a zanim zdążył związać się z Mizuno, firma ta podpisała kontrakt z Weißflogiem. Obaj zawodnicy często wymieniali się ubraniami marek, które reprezentowali. Pewnego razu Matti otrzymał od Weißfloga drogą zimową kurtkę, ale ponieważ nie mógł jej nosić z powodu zapisów kontraktowych z Adidasem, oddał ją najlepszemu przyjacielowi, Petteriemu Hinkkanenowi z Jyväskyli, znanemu jako Pepe.
- Weißflog na skoczni to był twardziel, naprawdę trudno było z nim wygrać. A w ogóle to miły facet. Nie miałem z nim nigdy żadnych problemów - paplał Matti do Vesy, przyglądając się zdjęciu. - Nie szło nas wtedy pokonać.
Po chwili Finska wyciągnął pochodzący z 1983 roku numer czasopisma "Buster", w którym publikowano komiksy o tematyce sportowej, z Mattim na okładce. Vesa, entuzjastyczny fan gazety, zachował wszystkie numery, które kupił. Oprawił w ramkę zdjęcie z tego egzemplarza, a teraz poprosił skoczka, żeby złożył autograf na fotografii.
- Matti, mógłbyś skrobnąć tutaj swoje imię? Wcześniej nie miałem odwagi prosić, ale zdaje się, że to odpowiednia chwila - powiedział Finska. - A, i napisz tym razem "dla Finski", a nie "dla Vinski" - dodał, śmiejąc się serdecznie, ponieważ Matti zawsze tak go nazywał.
Według Vesy Matti też był rozbawiony, gdy bazgrał swój podpis. Zdjęcie miało zawisnąć w specjalnym miejscu w garażu, pomiędzy fotografiami najsławniejszych sportowców na świecie - amerykańskiego bohatera ringów bokserskich Muhammada Alego oraz brazylijskiej gwiazdy piłki nożnej Pelégo.
- Patrz, Matti, trafisz do galerii takich sław - rzucił Finska.
- No, można by też powiedzieć, że dopiero teraz tamtych dwóch znajdzie się w towarzystwie gościa mocnego jak cholera - skwitował Matti z szerokim uśmiechem na twarzy.
Finska od samego początku przestrzegał zasady, że nie będzie prosił Mattiego o przysługę za przysługę - ani w ogóle nie będzie się wtrącał w jego sprawy. Tak też to wyglądało według relacji osób, które znały obu mężczyzn. Teraz jednak Finska miał do Mattiego kolejną prośbę. Dotyczyła oddanego fana skoczka, Tima Remesa, który mieszkał w sąsiedztwie i entuzjastycznie opowiadał o orle ze skoczni niemal codziennie i w każdym możliwym miejscu. Nie mógł jednak przyjść na wieczorny koncert, bo zachorował, i bardzo go to smuciło. Finsce było z tego powodu przykro i dlatego zapytał, czy Matti nie mógłby chociaż na chwilę zadzwonić do Remesa.
- Nie, nie. Zróbmy tak: weźmiemy stąd jedno zdjęcie w ramce i do niego pójdziemy. Podpiszę się też na nim - zaproponował Matti.
Niedługo potem Remes z fotografią w ręku uśmiechał się od ucha do ucha. Gdy zobaczył samego Mattiego Nykänena na podwórzu swojego bloku, nie mógł sobie nawet wyobrazić, że jego bohater poświęci mu blisko pół godziny. Chociaż prezent w postaci zdjęcia był dla Remesa niesamowicie ważny, obecność Mattiego znaczyła o wiele więcej.
- Chyba naprawdę mnie lubisz. Bardzo się cieszę - podziękował mu emerytowany skoczek.
Przez dekady wokół Mattiego pojawiło się wiele dwulicowych osób. Bardzo często spotykał się z wyrażaną za plecami krytyką, nieraz z wykorzystaniem mocno nieparlamentarnych epitetów. Opinie takich ludzi jednak zmieniały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy widzieli się z obrażanym przez nich celebrytą na żywo. Wtedy sporo osób było gotowych niemalże całować skoczka po dłoniach. Matti i jego bliscy często tego doświadczali - chyba nawet trochę zbyt często.
- Wszystkiego dobrego! - krzyknął gwiazdor do swojego fana.
Po spotkaniu z Remesem przyjaciele udali się do pobliskiego sklepiku, żeby puścić totka. Wizja wygrania fortuny nęciła zwłaszcza Mattiego, który borykał się z problemami finansowymi. Zdobyte w minionych latach miliony w dużej części się ulotniły i gdy Matti chodził teraz po knajpach, czasami jedyną kartą płatniczą, jaką posiadał, była jego popularność.
- Vesa, jeśli wygramy te miliony, pamiętaj, że nie będziemy się nimi przechwalać - rzucił Matti przed sklepem.
To rozśmieszyło Finskę. Przyszło mu do głowy kilka czy kilkanaście chwytliwych powiedzonek i słynnych haseł, które znała większość Finów: "Życie to lajf"***, "Szanse są fifty-sixty", "Życie to najlepszy czas dla człowieka".
Gdy przyjaciele wracali do domu, Finska zdążył pomyśleć, że Matti wygląda tak, jakby poczuł się trochę lepiej. Ale trwało to tylko chwilę. Matti poruszał się wyjątkowo wolno, całkiem inaczej niż zwykle. Finska szedł z przodu, jego przyjaciel zaś za nim. A przecież legendarny sportowiec był znany z tego, że chodził naprawdę szybko. Zazwyczaj wprost pędził po ulicach, stawiając energiczne, długie kroki, odrobinę pochylony w przód, i w zasadzie nikt nie mógł za nim nadążyć. I właśnie dlatego w obecnej sytuacji było coś nietypowego.
Gdy dowcipny z natury Matti jeszcze zwolnił, Finska zatrzymał się i odwrócił.
- Matti, czyżbyś się zestarzał? Dlaczego nie idziesz tak szybko jak zawsze? - zapytał ostrożnie.
- Aj tam, zestarzałem się! Nie, słuchaj, byłem dopiero co u lekarza i powiedział, że wszystko jest w porządku. A poza tym zgadnij, co powiedziałem, gdy na koniec zapytał, jak sobie radzę z tym moim ADHD.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział Finska.
- Że przez to ADHD nie mam czasu o nim w ogóle myśleć.
W drodze powrotnej przyjaciele co rusz parskali śmiechem. Gdy dotarli pod blok Vesy, wstąpili jeszcze na chwilę do garażu. Matti miał dla kumpla niespodziankę - podarował mu złotą płytę za nagrany w 1988 roku singiel Lennä Nykäsen Matti (Leć, Matti Nykänen). Finska za nic nie chciał go przyjąć, ale dziś mówi, że Matti dał mu jasno do zrozumienia, że nie ma innego wyjścia.
- Byłeś przez te wszystkie lata moim zaufanym przyjacielem. Naprawdę na to zasługujesz. W zasadzie zasługujesz na o wiele więcej - uzasadnił.
Chociaż niedługo miał się zacząć koncert, kumple przysiedli jeszcze na chwilę, żeby pogadać. Matti powiedział Vesie o kontuzji nogi, której doznał w tym samym tygodniu. Niegdysiejszy mistrz świata mocno dbał o swoje gospodarstwo domowe i kilka dni wcześniej spadł z dachu budynku gospodarczego na własnym podwórzu - zrzucał śnieg, poślizgnął się i zjechał do tyłu ku krawędzi dachu. Poniżej stał zaparkowany mały traktor ogrodowy.
- Na szczęście mam jeszcze refleks. Bo gdybym się puścił, to po sekundzie spadłbym na traktorek plecami albo głową. Do jasnej cholery, na pewno byłbym sparaliżowany - opowiadał Matti ze strachem.
Jak sam powiedział, w ostatniej chwili zaczepił się jedną nogą o dach i w ten sposób uniknął najgorszego.
- Dosięgnąłem traktora drugą nogą, ale nie miałem się o co wesprzeć i poleciałem w dół. Chyba na chwilę straciłem przytomność i teraz też noga strasznie mnie boli - dodał Matti.
Ta opowieść zdziwiła Vesę, który pokręcił ze zdumieniem głową: "Jakim cudem potrafił zareagować tak szybko?".
Rozmowa zeszła na temat dawniejszych wydarzeń. Matti chciał przeanalizować własne życie i przede wszystkim zastanowić się nad swoją sławą. Prawdopodobnie nadal nie dawały mu spokoju dawne rozróby i awantury z użyciem noża, ale najbardziej bolało go to, że nie czuł się szanowany w fińskiej rodzinie sportowej. Matti Nykänen był znanym wszystkim narodowym bohaterem, ale w ogólnym rozrachunku sława nie wpłynęła jakoś znacząco na jego poczucie własnej wartości. Od najmłodszych lat potwornie brakowało mu pewności siebie.
- To cholernie dziwne, że nie zostałem wybrany nawet do tej galerii sław****. Kto inny do tego stopnia zdominował swoją dyscyplinę? Wygrałem w skokach wszystko, co się dało, a wtedy była to przecież ulubiona dyscyplina Finów. Ale to też nic nie znaczy dla ludzi ze związku narciarskiego, bo są zapatrzeni sami w siebie - irytował się Matti. - A w ogóle można by zapytać, komu innemu bardziej należy się sportowa emerytura niż mnie. Wkurwia mnie to wszystko.
Po chwili zaczęły pojawiać się głębsze tematy. Matti, który brał ślub sześć razy, opowiadał w pięknych słowach o swojej matce Vieno i zmarłym w 2016 roku ojcu Ensiu oraz o siostrach Tuiji, Päivi i Anne. Kolejny pean wygłosił na cześć trójki swoich dzieci. Upłynęły tylko dwa tygodnie od wywiadu dla dziennika "Aamulehti", w którym Matti wyjątkowo szczerze opowiedział o tym, że nie wolno mu widywać się z wnukami, na skutek decyzji ich rodziców. Przypuszczał, że stało się tak ze względu na jego uzależnienia i opinię skandalisty, ale mimo to uważał takie rozwiązanie za niesprawiedliwe.
Powiedział Vesie, że tęskni zarówno za dziećmi, jak i za wnukami. Finska słuchał tych zwierzeń przestraszony i niemalże wzruszony.
- Kurde, ależ się działo przez to moje życie! Mam poczucie, że nie wszystko poszło tak, jak chciałem. Wkurza mnie to, co ludzie o mnie myślą - mówił Matti. - Ale powiem też, że nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić. Chciałem być po prostu całkiem zwykłym Mattim. Całkiem zwykłym człowiekiem, i tyle.
Vesę poruszyły te słowa, ponieważ wiedział, że przyjaciel przez całe dekady wiódł życie innej osoby, a nie własne. Na kilka minut w garażu zapadła głucha cisza. Potem Matti wstał z krzesła, podziękował za nocleg i powiedział, że teraz czas na koncert. Właśnie pod garaż podjechał samochodem gitarzysta Aleksi Hirvonen.
- Vesa, zrozumiałeś, co właśnie powiedziałem? - zapytał jeszcze Matti, żeby się upewnić.
Finska pamięta, co odpowiedział:
- Oczywiście, Matti, zrozumiałem. W gruncie rzeczy jesteś tak naprawdę całkowicie zwyczajnym człowiekiem, jak wszyscy inni zjadacze chleba. Ale nikt nie miał takiego samego życia jak twoje. Jest wyjątkowe, pod wieloma względami - dodał.
Minęło trochę czasu. Koncert w barze w centrum handlowym na Laajasalo zaczął się i przebiegał rutynowo. Matti z Hirvonenem występowali na prowizorycznej scenie o powierzchni zaledwie kilku metrów kwadratowych, lecz nie psuło to atmosfery. Pomieszczenie było pełne ludzi, wielu z nich wyglądało na zadowolonych z show.
Między piosenkami, a czasem również w ich trakcie, Matti przytulał osoby, które miały na to ochotę, oraz ściskał ich dłonie. Gdy ubrany w czerwoną koszulkę Adidasa i spodnie rurki zaśpiewał pod koniec koncertu swoje hity, dźwięk był rozkręcony na ful. Na szyi miał biało-czerwony szalik z napisem "Polska", który dostał od kogoś z widowni. Wokaliście na pewno nie było zimno - wręcz przeciwnie. Pot płynął mu po czole, jego ślady dało się zauważyć również na koszulce. Mimo to Matti sprawiał wrażenie, że w porównaniu z tym, w jakim stanie znajdował się kilka godzin wcześniej, czuje się dość dobrze.
Pomiędzy piosenkami wielokrotnie komplementował publiczność. Ponadto dziękował wieloletnim przyjaciołom. Część widowni się wzruszyła, w tym również Finska, który został nawet zaproszony na scenę. Ale to wyróżnienie nieco go zawstydziło. Zastanawiał się, czy nie można by zaoszczędzić choćby części tych pochwał na jakiś kolejny koncert albo na inny moment. Finska nie mógł jednak przewidzieć, że nie będzie już kolejnego koncertu.
Gdy bohater wieczoru z poważnym wyrazem twarzy zaintonował niespodziewanie utwór Lennä Nykäsen Matti, atmosfera w restauracji zrobiła się patetyczna. Nastrój tylko się wzmógł, gdy popłynęły słowa piosenki o tym, że musi odejść i podążać za swoją gwiazdą. Po dobrej godzinie koncert dobiegł końca. Zaraz potem poziom adrenaliny u Mattiego spadł i znów pojawiło się złe samopoczucie. Wokalista spiesznie opuścił scenę i poszedł do małego pokoju na zapleczu restauracji. Wielu chciało udać się tam za nim, ale Matti poprosił Vesę, żeby ten odprawiał fanów. Tym razem gwiazda wieczoru nie miała wystarczająco dużo energii na pogawędki z nieznajomymi. Matti chciał po prostu natychmiast dostać się z powrotem do swojej kwatery, dokąd obiecał go podwieźć gitarzysta Aleksi Hirvonen. Finska natomiast postanowił zostać jeszcze chwilę w barze.
Zanim Matti odjechał, widać było, że łapie się za brzuch. Niespodziewanie przestał być tak uparty i poskarżył się Vesie na ból.
- Nigdy nie można być całkowicie pewnym, kiedy będzie trzeba stąd odejść - powiedział. - Ale pamiętaj: nie chciałem niczego innego niż być po prostu zwyczajnym człowiekiem!
Podczas podróży do mieszkania Matti powiedział Hirvonenowi, że zamierza od razu wrócić do domu do Joutseno. Gitarzysta go uspokajał, mówił, że byłoby to nierozsądne, ponieważ Matti niekoniecznie jest w formie, żeby prowadzić samochód. Miał też już chyba za dużo alkoholu we krwi, biorąc pod uwagę, ile piwa poszło przed koncertem i w jego trakcie.
- Okej, masz rację, zresztą wiesz, że nie prowadzę po pijaku. Ale powiedz mi, Aleksi, dlaczego zajmujesz się tą robotą? Co z tego masz? - zapytał Matti z poważnym wyrazem twarzy.
Zdaniem gitarzysty było to bardzo dziwne pytanie. Okazało się, że według Mattiego Hirvonen jeździł z nim na koncerty właściwie wyłącznie z lojalności.
- Nie powinieneś skupić się na innych rzeczach zamiast krążyć ze mną po całej Finlandii? Mógłbyś jeszcze popchnąć do przodu karierę. - Matti nie przestawał mówić, nawet gdy zatrzymali się przed garażem Vesy.
Hirvonen opowiada, że znów próbował go uspokoić i stwierdził, że lubi koncerty.
- No i oczywiście chcę ci pomóc - dodał.
Zanim Matti wysiadł z samochodu, podziękował za wszystko, a potem życzyli sobie z Aleksim dobrej nocy. Gitarzysta pojechał do Jyväskyli, z kolei wokalista poszedł do mieszkania przyjaciela.
W sypialni Matti próbował zasnąć przez pół godziny. Później, już po powrocie do domu, powiedział żonie, że znów skręcał się z powodu bólu brzucha. Czuł napięcie, wspomnienia nie dawały spokoju. Aż do momentu, gdy dzięki zwyczajowej wieczornej modlitwie w końcu się wyciszył i zapadł w sen.