DWA
Policjantka Micaela Vargas, pochodząca z Husby, przeprowadziła się do profesora Hansa Rekkego na Grevgatan, do zamożnej dzielnicy Sztokholmu, co wzbudziło ekscytację jej otoczenia i sprawiło, że wszyscy zaczęli plotkować. Teraz jednak chciała się stamtąd wynieść.
Rekke był przygnębiony i pogrążony w beznadziei, prawie nie wychodził z sypialni. Gdy tylko Micaela trochę się pozbiera, od razu pojedzie do niego i się spakuje. Najpierw jednak chciała zakończyć sprawę, którą zaczęli. Chodziło o pewną kobietę - oficjalnie nie żyła, ale być może została niedawno uwieczniona na zdjęciu z Wenecji. Micaela tak naprawdę w to nie wierzyła, ale coś ją w tej historii intrygowało.
Dlatego pojechała do komendy przy Bergsgatan, gdzie miała spotkać komisarza Kaja Lindroosa, który zajmował się tą sprawą niemal czternaście lat temu. Facet się spóźniał, ale wcale jej to nie zdziwiło. Przez telefon sprawiał wrażenie zirytowanego i niechętnego. Micaela stanęła przy recepcji na parterze, apatycznie wpatrując się w okno. Właśnie przejechała ciężarówka z wiwatującymi maturzystami. Był piąty czerwca 2004 roku, słoneczny letni dzień, Micaela już miała dać za wygraną, gdy nagle usłyszała za sobą głos:
- To ty węszysz na własną rękę w sprawie Claire?
Odwróciła się i uścisnęła mu dłoń. Był młodszy, niż sobie wyobrażała, pewnie jeszcze przed pięćdziesiątką, miał duże, brązowe oczy i zaczesane do tyłu blond włosy, ale mimo to wyglądał na oblecha. Patrzył na nią, jakby przyszła do niego w samym środku nocy. Micaela zaciągnęła zamek od kurtki.
- Dzięki, że znalazłeś dla mnie chwilę - zaczęła.
- Claire Lidman nie żyje - odezwał się Lindroos.
- Prawdopodobnie tak. Mimo to uważam, że sprawa jest dość ciekawa - stwierdziła, macając się po kieszeni. - Obiecuję, że nie zajmę ci dużo czasu.
Komisarz Lindroos dalej się na nią gapił.
- Możesz siedzieć tu, ile chcesz. Ja i tak w to nie uwierzę.
Micaela żałowała, że nie ma nic, czym mogłaby go uciszyć.
- Może, zanim podejmiesz decyzję, powinieneś najpierw zobaczyć to zdjęcie. - Weszła za nim do windy.
Kaj Lindroos rzecz jasna zamierzał na nie spojrzeć, tylko wściekał się na to, że dziewczyna ma zaledwie dwadzieścia parę lat, a co gorsza, jest imigrantką. Niełatwo mu było przezwyciężyć uprzedzenia, zwłaszcza jeśli chodziło o sprawę Claire Lidman, największą klęskę w jego karierze. Ta historia bez wątpienia miała w sobie coś osobliwego. Piękna, wykształcona kobieta, która pertraktowała z szychami w biznesie, czternaście lat temu zniknęła bez śladu, by kilka miesięcy później spłonąć w pożarze cysterny w Hiszpanii. Oczywiście głowił się nad tym tysiące razy. Choć tak naprawdę... Do diabła, to już przeszłość, a teraz był piątkowy wieczór. Powinien wrócić do domu i się napić, a może też poderwać tę policjantkę. W każdym razie nie zaszkodziło spróbować.
- Czyli zajmujesz się sprawami nieletnich? - spytał.
- Tak, ale w wolnym czasie pracuję też nad innymi rzeczami.
- To chyba dość popularne?
- Nawet bardzo.
- Wyobrażam sobie. Ładna kurtka - stwierdził, choć tak naprawdę miał na myśli jej piersi.
Skanował ją wzrokiem od góry do dołu. Nogi mogłaby mieć dłuższe i nie zaszkodziłoby, gdyby częściej się uśmiechała. Ale nie będzie narzekał.
Gdy weszli do jego gabinetu, pośpiesznie sprzątnął z biurka. Zza otwartego okna dobiegały krzyki maturzystów w ciężarówce. Miał ochotę powiedzieć coś pogardliwego, ale nie chciał wyjść na zgreda.
- Ale impreza - rzucił. - Człowiek prawie ma ochotę do nich dołączyć.
- Prawie - podkreśliła Micaela.
- Też tak krzyczałaś po zakończeniu szkoły?
- Z całych sił.
- To chyba nie było tak dawno, co nie? - spytał i natychmiast tego pożałował.
Znów ta sama irytacja i podświadoma sugestia, że Micaela jest zbyt młoda i niedoświadczona, by snuć zagadkowe teorie o zmartwychwstaniu Claire. Niestety nie mógł już nic z tym zrobić.
- Co masz na myśli?
- Nic - odparł. - Za moich czasów te białe czapki uchodziły za relikt poprzedniej epoki. A teraz nagle wszyscy je noszą.
- Aha - rzuciła obojętnie.
- Najwyraźniej bycie buntownikiem znów jest w modzie.
- Naprawdę?
- Lubisz Ulfa Lundella?
- Kogo?
"Te pieprzone laski z przedmieść nie wiedzą kompletnie nic o Szwecji", pomyślał.
- A więc co chciałaś mi powiedzieć? Miejmy to już z głowy. - W jego głosie pobrzmiewała irytacja.
Micaela przytaknęła, po czym wyjęła z kieszeni plastikową torebkę ze zdjęciem.
Kaj przez chwilę się bał. Nie rozumiał dlaczego. "Nie, nie", uspokajał się. "To niemożliwe". Mieli akt zgonu i próbki DNA, a on na własne oczy widział jej ciało. Claire Lidman nie mogła spacerować teraz po ulicy w eleganckim czerwonym płaszczu.