PODZIĘKOWANIA
Dziękuję mojej żonie Bonnie za to, że odbyła ze mną całą drogę, która
doprowadziła do powstania tej książki. Jestem jej wdzięczny, że zgodziła
się, bym uchylił rąbka naszej prywatności, oraz że pomogła mi zrozumieć
i docenić kobiecy sposób widzenia świata.
Dziękuję naszym trzem córkom - Shannon, Julie i Lauren - za ich
niezachwianą miłość i zachętę. Wyzwanie, jakim była dla mnie rola ojca,
pozwoliło mi pojąć, jakie trudności musieli pokonać moi rodzice. Dzięki
temu, że sam mam dzieci, jeszcze bardziej kocham swoich rodziców. Będąc
ojcem, lepiej zrozumiałem własnego ojca.
Dziękuję moim rodzicom za to, że z wielką miłością wychowali całą naszą
siódemkę.
Jestem wdzięczny najstarszemu bratu Davidowi za to, że rozumie moje
uczucia i pochwala sposób, w jaki je wypowiadam. Dziękuję mojemu bratu
Williamowi za ustawiczne zachęcanie mnie do większego wysiłku. Dziękuję
mojemu bratu Robertowi za pewną rozmowę, która trwała aż po świt i tak
wiele wniosła do mojej pracy. Dziękuję mojemu bratu Tomowi za dodawanie
mi otuchy i jego wspaniały optymizm. Dziękuję mojej siostrze Virginii za
to, że zawsze we mnie wierzyła i że wysoko ocenia moje seminaria. Zawsze
pozostanę wdzięczny mojemu zmarłemu młodszemu bratu Jimmy'emu za jego
miłość i podziw, które wciąż pomagają mi w trudnych chwilach.
Dziękuję mojej agentce, Patti Breitman, której twórcza pomoc i entuzjazm
towarzyszyły tej książce od pierwszych stron aż po finał. Dziękuję
Carole Bidnick za wsparcie, którego udzieliła mi w trudnych chwilach
rozpoczynania pracy. Dziękuję Susan Moldow i Nancy Peske za poparcie i rady, których mi udzieliły. Dziękuję zespołowi HarperCollins za to, że
zawsze mogłem liczyć na jego pomoc w swoich poszukiwaniach.
Pragnę też wyrazić wdzięczność tysiącom anonimowych uczestników moich
seminariów, którzy dzielili się ze mną swoimi doświadczeniami i zachęcali do napisania książki. Przygotowując możliwie pełną prezentację
rozległego tematu, jakim są problemy w porozumiewaniu się, czułem ich
niesłabnące wsparcie.
Jestem wdzięczny moim pacjentom za to, że zaufali mi i opowiedzieli o swoich domowych zmaganiach.
Dziękuję Steve'owi Martineau za jego mądre wskazówki, które wpłynęły na
kształt tej książki. Dziękuję tym wszystkim, których serdeczność i wspaniałomyślność pozwoliły powołać do życia John Gray Relationship
Seminars (właśnie seminaria były polem, na którym doskonaliłem i rozwijałem swoją pracę). Byli to: Elley i Ian Corenowie z Santa Cruz,
Debra Mudd, Gary i Helen Francellowie z Honolulu, Bill i Judy
Elbringowie z San Francisco, David Obstfeld i Fred Kliner z Waszyngtonu,
Elizabeth Kling z Baltimore, Clark i Dottie Bartelowie z Seattle,
Michael Najarian z Phoenix, Gloria Manchester z Los Angeles, Sandee Mac
z Houston, Earlene Carrillo z Las Vegas, David Farlow z San Diego, Bart
i Merril Jacobsowie z Dallas oraz Ove Johansson i Ewa Martensson ze
Sztokholmu.
Dziękuję Richardowi Cohenowi i Cindy Black z Beyond Words Publishing za
ich autentyczny i serdeczny wkład w powstanie mojej poprzedniej książki
Marsjanie i Wenusjanki: tajemnica udanego związku, w której tkwił
zalążek wszystkiego, co potem rozwinąłem, pisząc obecną książkę.
Dziękuję Johnowi Vestmanowi z Trianon Studios za znakomite nagranie
całego mojego seminarium oraz Dave'owi Mortonowi i zespołowi Cassette
Express za profesjonalizm, z jakim potraktowali dostarczony im materiał.
Spośród mężczyzn, których opowiadania szczególnie mnie wzbogaciły,
osobne podziękowania składam Lenneyowi Eigerowi, Charlesowi Woodowi,
Jacquesowi Early'emu, Davidowi Placekowi i Chrisowi Johnsowi, który
wspomógł wydanie mojego rękopisu.
Dziękuję mojej sekretarce Arianie za to, że na cały czas mojej pracy nad
książką wzięła na siebie odpowiedzialność za prowadzenie biura.
Dziękuję mojemu adwokatowi Jerry'emu Riefoldowi, który jest także
przybranym dziadkiem moich dzieci, za to, że zawsze mogłem na niego
liczyć.
Dziękuję Cliffordowi McGuire'owi za naszą dwudziestoletnią przyjaźń. Nie
mógłbym sobie życzyć lepszego przyjaciela i doradcy.
WSTĘP
W tydzień po narodzinach naszej córki Lauren moja żona Bonnie i ja
byliśmy zupełnie wyczerpani. Lauren nie dawała nam zasnąć. Bonnie po
porodzie prawie nie mogła chodzić i musiała brać środki przeciwbólowe.
Przez pięć dni pozostawałem w domu, żeby jej pomóc, a potem wróciłem do
pracy. Wydawało mi się, że Bonnie czuje się już lepiej.
Kiedy mnie nie było, skończyły się jej środki przeciwbólowe. Zamiast
zadzwonić do mnie do pracy, poprosiła jednego z moich braci, który wpadł
z wizytą, by poszedł do apteki. On jednak z jakiegoś powodu nie
przyniósł jej tabletek. Bonnie przez cały dzień opiekowała się
noworodkiem, cierpiąc okropnie.
Ja tymczasem nie miałem o niczym pojęcia. Kiedy wróciłem do domu, Bonnie
była zupełnie wytrącona z równowagi.
Nie rozumiałem, o co chodzi. Miałem wrażenie, że mnie oskarża, gdy
mówiła: "Cały dzień mnie boli. Skończyły się tabletki. Leżę zwinięta w łóżku i nikogo to nie obchodzi".
Zacząłem się bronić: "Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?" A ona
odpowiedziała: "Prosiłam twojego brata, ale zapomniał! Czekałam cały
dzień, aż wróci. Co miałam zrobić? Ledwo chodzę. Czuję się taka
opuszczona!"
Wtedy wybuchłem. Ja także byłem tego dnia poirytowany. Byłem zły, że do
mnie nie zadzwoniła. Czułem wściekłość, myśląc o tym, że mnie oskarża,
chociaż nawet nie wiedziałem, że cierpi. Powiedzieliśmy sobie kilka
niemiłych słów i ruszyłem w stronę drzwi. Byłem zmęczony, zdenerwowany i dość już usłyszałem. Oboje doszliśmy do kresu wytrzymałości. I wtedy
stało się coś, co odmieniło moje życie.
Bonnie powiedziała: "Poczekaj! Nie odchodź, proszę. Teraz najbardziej
cię potrzebuję. Jestem cała obolała. W ogóle nie sypiam. Proszę,
wysłuchaj mnie". Zatrzymałem się. Bonnie mówiła dalej: "John, póki
jestem słodka i kochająca, jesteś przy mnie, ale kiedy tylko zaczynam
być rozżalona, po prostu wychodzisz". Potem przerwała i z oczami pełnymi
łez dodała: "Teraz bardzo mnie boli. Nie mam ci nic do ofiarowania.
Właśnie teraz najbardziej cię potrzebuję. Proszę, chodź tutaj i przytul
mnie. Nic nie musisz mówić. Wystarczy, że poczuję, jak mnie obejmujesz.
Proszę, nie odchodź".
Zbliżyłem się i w milczeniu wziąłem ją w objęcia. Płakała, przytulona do
mnie. Po kilku minutach podziękowała mi, że nie wyszedłem i że mogła
popłakać na moim ramieniu. Tego dnia po raz pierwszy nie zostawiłem jej
samej. Zostałem i czułem się z tym świetnie. W końcu dałem jej to, czego
rzeczywiście potrzebowała. To chyba naprawdę była miłość: troska o drogą
osobę, wiara w nasze uczucie, obecność drugiego człowieka. Byłem
zaskoczony, jak łatwo udało mi się pomóc Bonnie, kiedy tylko wskazała mi
właściwą drogę. Inna kobieta w tej sytuacji instynktownie wiedziałaby,
czego Bonnie potrzeba, lecz ja jako mężczyzna nie miałem pojęcia, że
dotykanie, przytulanie i wysłuchiwanie żalów jest dla niej takie ważne.
Nigdy bym nie uwierzył, że tak łatwo rozwiążemy nasz konflikt.
W moich wcześniejszych związkach stawałem się w takich chwilach
niechętny albo obojętny, po prostu dlatego, że nie wiedziałem, co
właściwie mógłbym zrobić. Pewnie z tego powodu moje pierwsze małżeństwo
było bardzo trudne i bolesne.
Incydent z Bonnie uświadomił mi, jak mógłbym zmienić swoje zachowanie.
Zainspirował mnie także do podjęcia siedmioletnich badań, które w końcu
doprowadziły do powstania tej książki.
Uświadomiłem sobie, jak bardzo kobiety różnią się od mężczyzn, i zdałem
sobie sprawę, że małżeństwo nie musi być ciągłą walką. Pamiętając o dzielących nas różnicach, mogliśmy z Bonnie skutecznie poprawić nasze
sposoby porozumiewania się. Zrobiło nam się z sobą po prostu
przyjemniej. Poznając i zgłębiając te różnice, zyskaliśmy świadomość
rzeczy, o których nigdy nie mówili nam rodzice, choćby dlatego, że
podobnie jak my, nie zdawali sobie dotąd sprawy z ich istnienia. Kiedy
zacząłem się dzielić własnymi odkryciami z osobami przychodzącymi ze
swoimi problemami do mojego gabinetu, zauważyłem, że moje rady
przyniosły również w ich związkach znaczącą poprawę. Od tego czasu
dosłownie tysiące par, które spotkałem na swoich seminariach, uznały, że
w ich związkach nastąpiła cudowna odmiana.
Minęło siedem lat, a ja wciąż dostaję listy, zdjęcia uśmiechniętych
małżonków z dziećmi, kartki z podziękowaniami za uratowanie czyjegoś
związku. Co prawda to nie ja ratuję małżeństwa, lecz miłość, ale wielu
tych ludzi z pewnością rozwiodłoby się, gdyby nie nauczono ich w porę
lepszego rozumienia płci przeciwnej.
Susan i Jim byli małżeństwem od dziesięciu lat. Jak większość par, oni
także zaczynali wspólne życie, bardzo się kochając. Nadeszły jednak lata
narastającej frustracji i rozczarowań, a wtedy, myśląc, że ich uczucie
wygasło, zdecydowali się na rozstanie. Przed przeprowadzeniem rozwodu
postanowili jeszcze przyjść na moje weekendowe seminarium. Susan
powiedziała mi: "Próbowaliśmy wszystkiego, by ocalić ten związek, ale
nic nie pomaga. Za bardzo się różnimy". W czasie seminarium ze
zdumieniem się dowiedzieli, że te liczne różnice są zupełnie naturalne.
Ucieszyło ich odkrycie, że inne pary przeszły dokładnie tę samą drogę.
W ciągu zaledwie dwóch dni Susan i Jim nauczyli się zupełnie nowego
spojrzenia na naturę mężczyzn i kobiet.
Znowu się w sobie zakochali. Ich związek cudownie się przeobraził. Nie
myśleli już o rozwodzie. Marzyli, by razem spędzić resztę życia. Jim
powiedział potem, że to właśnie dzięki zrozumieniu dzielących ich różnic
mogli się wzajemnie odzyskać.
Sześć lat później zaprosili mnie, bym zobaczył ich nowy dom i poznał
całą rodzinę. Wciąż się kochali i dziękowali za to, że pozwoliłem im
lepiej się zrozumieć i że się nie rozstali.
Chociaż większość ludzi wie, że mężczyźni i kobiety bardzo się różnią,
pozostaje dla nich niejasne, na czym ta
różnica polega. Wielu specjalistów poruszało ten temat w swoich
książkach, lecz prace te były zwykle jednostronne i pogłębiały tylko
wzajemną niechęć i brak zaufania. Jedna z płci była zazwyczaj
przedstawiana jako ofiara drugiej. Potrzebny był prosty podręcznik
mówiący o tym, jak naturalne są różnice
między kobietami a mężczyznami.
Aby wzbogacić i uleczyć kontakty między przedstawicielami obu płci,
należy im pomóc w zrozumieniu dzielących ich różnic. Pozwoli to
mężczyznom i kobietom na nowo się zaakceptować oraz umocnić poczucie
własnej wartości, a jednocześnie obdarzyć partnera miłością, z całą jej
niezmierzoną ufnością, chęcią współdziałania i przyjmowaniem
odpowiedzialności.
W wyniku ankiety, jaką przeprowadziłem wśród 25 000 uczestników moich
seminariów, udało mi się zdefiniować zasadnicze różnice między kobietami
a mężczyznami. Kiedy będziecie czytać o tych różnicach, poczujecie, jak
wyrosłe między wami mury nieufności i urazy walą się w gruzy. Wszystkie
zasady opisane w tej książce zostały wypróbowane w praktyce. 90 procent
ankietowanych osób całkowicie utożsamiało się z uczuciowymi modelami
mężczyzny i kobiety, jakie przedstawiłem.
Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus to podręcznik o szczęśliwym
związku z lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Mówi głównie o tym, że
mężczyźni i kobiety inaczej myślą, czują, postrzegają, reagują i kochają, innych rzeczy pragną i inne cenią. Zdaje się czasem, jakby
pochodzili z różnych planet, których mieszkańcy mają odmienne potrzeby i mówią własnymi językami.
Ta książka pomoże wam uniknąć niezrozumienia i niewłaściwych oczekiwań.
Jeśli będziecie pamiętali, że partner pochodzi z innej planety, to
postaracie się, zamiast go zmieniać - jak bywało dotąd - rozpocząć
współdziałanie oparte na zrozumieniu faktu, że musicie się różnić. Co ważniejsze, nauczycie
się praktycznych technik rozwiązywania problemów płynących z waszej
odmienności.
Stworzenie szczęśliwego związku jest czasami bardzo trudne. Oczywiście,
że pojawią się problemy. Tylko że mogą one albo stać się źródłem urazy i odrzucenia partnera, albo posłużyć do zbudowania głębszego wzajemnego
zrozumienia, bliskości, zaufania i miłości. Wskazówki, które znajdziecie
w tej książce, pomogą wam rozwiązywać problemy, jakie napotkacie w waszym wspólnym życiu. W ten sposób uzyskacie narzędzie, które pozwoli
wam zdobyć miłość, jakiej pragniecie, i okazać partnerowi swoją czułość
i pomoc, na które zasługuje.
Naturalnie, książka ta zawiera wiele uogólnień i czasem niektóre
stwierdzenia wydadzą się wam bardziej trafne, a inne mniej. Każdy z nas
ma przecież własną osobowość. Czasami na moich seminariach spotykałem i takie pary, w których związkach zachodziło swoiste odwrócenie ról -
mężczyzna identyfikował się z tym, co mówiłem o kobietach, i odwrotnie.
Jeżeli zauważycie, że coś podobnego dotyczy także waszego związku,
pragnę was uspokoić, że nie ma w tym żadnej "nienormalności".
Radzę serdecznie, byście, jeśli natraficie na coś, co zupełnie do was
nie pasuje, albo to zignorowali, albo wejrzeli głębiej w siebie.
Czasem mężczyźni, którzy pragną być bardziej kochający i lepiej
rozpoznawać oczekiwania partnerki, zaprzeczają do pewnego stopnia swej
męskiej naturze. Podobnie niektóre kobiety wyrzekają się swoich
kobiecych cech, aby osiągnąć sukces w zawodzie wymagającym "męskiego"
charakteru. Jeśli ten przypadek zaistniał w waszym związku, to być może
lektura tej książki pozwoli wam przywrócić równowagę między waszą męską
i kobiecą naturą.
Nie staram się natomiast odpowiedzieć w mej książce na pytanie, dlaczego mężczyźni i kobiety tak bardzo się
różnią. To zagadnienie dotyczy bardzo wielu kwestii: różnic
biologicznych i wpływu rodziców, edukacji, uwarunkowań kulturalnych,
społecznych, historycznych czy wreszcie oddziaływania mediów. (Sprawy te
omawiam szerzej w publikacji Men, Women, and Relationships: Making
Peace with the Opposite Sex.)
Chociaż korzyści płynące z lektury tej książki są natychmiastowe, nie
może ona zastąpić prawidłowo przeprowadzonej terapii ani porady
specjalisty zajmującego się problemami rodzinnymi.
Książka ta pokazuje jedynie obraz szczęśliwego związku i pozwala poznać
metody wzajemnego porozumiewania się.
Jestem przekonany, że każdy czytelnik może z niej czerpać wiele
korzyści. Jedyna negatywna uwaga, jaką słyszałem na swoich seminariach,
brzmiała: "Szkoda, że nikt mi wcześniej tego nie powiedział".
Nigdy nie jest za późno, by wprowadzać do swojego życia miłość. Musicie
się tylko nauczyć nowego sposobu postępowania.
Jeśli pragniecie, by wasz związek był pełniejszy i bardziej
satysfakcjonujący, przeczytajcie tę książkę.
Przedstawiam ją czytelnikom z wielką radością. Niech rośnie w was miłość
i mądrość. Życzę wam wszystkim, by liczba rozwodów spadła, a szczęśliwych związków wzrosła. Nasze dzieci zasługują na życie w lepszym
świecie.
John Gray
15 listopada 1991
Mill Valley, Kalifornia
Rozdział 1
MĘŻCZYŹNI SĄ Z MARSA, KOBIETY Z WENUS
Wyobraźcie sobie, że mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus.
Pewnego dnia, dawno temu, Marsjanie, patrząc przez teleskopy, odkryli
Wenusjanki. Jeden rzut oka wystarczył, by obudziły się w nich nieznane
wcześniej uczucia. Marsjanie zakochali się, szybko wymyślili podróż
kosmiczną i polecieli na Wenus.
Wenusjanki przywitały Marsjan z otwartymi ramionami. Intuicyjnie
przeczuwały, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Ich serca otworzyły się na
miłość, której nigdy wcześniej nie zaznały.
Miłość Wenusjanek i Marsjan była czarowna. Zachwycali się tym, że są
razem, robią wspólnie różne rzeczy, mieszkają ze sobą. Chociaż
pochodzili z innych światów, umieli się rozkoszować swoją odmiennością.
Spędzali całe miesiące, ucząc się siebie nawzajem, badając i uznając
swoje odrębne potrzeby, upodobania i sposoby zachowania. Przez całe lata
żyli w miłości i harmonii.
Potem zdecydowali się polecieć na Ziemię. Początkowo wszystko szło
dobrze, ale oddziaływanie atmosfery ziemskiej spowodowało, że pewnego
ranka wszyscy obudzili się z osobliwym rodzajem amnezji - amnezją
wybiórczą.
Zarówno Marsjanie, jak i Wenusjanki zapomnieli, że muszą się różnić, bo
pochodzą z innych planet. Tego ranka wszystko, czego dotychczas się
dowiedzieli o swojej odrębności, zatarło się w ich pamięci. I od tego
dnia mężczyźni i kobiety pozostają w konflikcie.
Pamięć o odrębności
Nieświadomi, że mężczyźni i kobiety muszą się różnić, żyjemy w niezgodzie. Często wpadamy w złość lub frustrację w zetknięciu z płcią
przeciwną, ponieważ zapomnieliśmy o tej ważnej prawdzie. Spodziewamy
się, że przedstawiciele odmiennej płci będą bardziej do nas podobni.
Żądamy, aby "chcieli, czego my chcemy" i "czuli to, co my czujemy".
Mylnie sądzimy, że jeśli nasi partnerzy nas kochają, to będą reagować i zachowywać się w określony sposób. Taki sam, w jaki my reagujemy i zachowujemy się, gdy kogoś kochamy. Takie nastawienie prowadzi do
kolejnych rozczarowań. Tracimy czas, który moglibyśmy poświęcić na
wymienianie się informacjami na temat swojej odrębności.
Mylnie sądzimy, że jeśli nasi partnerzy nas kochają, to będą reagować i zachowywać się w określony sposób. Taki sam, w jaki my reagujemy i zachowujemy się, gdy kogoś kochamy.
Mężczyźni niesłusznie oczekują, że kobiety będą myślały, wypowiadały
się, reagowały tak, jak to robią mężczyźni; kobiety zaś błędnie
spodziewają się po mężczyznach uczuć, sposobów komunikowania i reakcji
właściwych kobietom. Nasze związki są pełne niepotrzebnych utarczek i konfliktów, bo zapomnieliśmy, że mężczyźni i kobiety się różnią.
Jasne postawienie sprawy i respektowanie tych odmienności diametralnie
zmniejsza nieporozumienia w kontaktach między płciami. Jeśli się
pamięta, że mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus, wszystko daje
się wyjaśnić.
Przegląd dzielących nas różnic
W poszczególnych rozdziałach książki będę szczegółowo omawiał dzielące
nas różnice. Kolejno uzyskamy wgląd w nowe i rozstrzygające sprawy. Oto
główne odmienności, jakie zgłębimy:
W rozdziale drugim przeanalizujemy, czym różni się męska skala wartości
od kobiecej. Spróbujemy też zrozumieć dwa największe błędy, jakie
popełniamy w kontaktach z płcią przeciwną: mężczyźni błędnie oferują
rozwiązania i dezawuują uczucia, a kobiety dają rady i instruują. Dla
tych, którzy zrozumieją nasze marsjańsko-wenusjańskie pochodzenie,
stanie się jasne, dlaczego mężczyźni i kobiety nieświadomie popełniają pewne błędy. Pamięć o dzielących nas różnicach umożliwi nam ich uniknięcie i reagowanie w sposób bardziej efektywny.
W rozdziale trzecim odkryjemy, w jak różny sposób mężczyźni i kobiety
reagują na stres. Podczas gdy Marsjanie zwykle zamykają się i milcząc,
rozmyślają o tym, co ich gnębi, Wenusjanki czują instynktowną potrzebę
mówienia o trawiących je niepokojach. Poznamy nową strategię zdobywania
tego, na czym nam w tym pełnym konfliktów czasie zależy.
Jak postępować z płcią przeciwną, dowiemy się w rozdziale czwartym.
Mężczyzn stymuluje wrażenie, że są potrzebni, a kobiety - że są
traktowane z czułością. Omówimy trzy etapy ulepszania naszych związków i nauczymy się podejmować największe wyzwania: mężczyźni muszą przełamać
swój opór wobec dawania miłości, podczas gdy kobiety muszą przezwyciężyć
opór przed jej przyjmowaniem.
W rozdziale piątym dowiecie się, że mężczyźni i kobiety zwykle nie mogą
się porozumieć, ponieważ mówią różnymi językami. Słownik wyrażeń
marsjańsko-wenusjańskich zawiera tłumaczenia wypowiedzi, które
najczęściej bywają błędnie rozumiane. Dowiecie się, że mężczyźni i kobiety mówią, a niekiedy przestają to robić z całkowicie różnych
powodów. Kobiety mogą nauczyć się, jak postępować, kiedy mężczyzna
milknie, a mężczyźni - jak można lepiej słuchać, nie poddając się
frustracji.
W rozdziale szóstym odkryjecie, jak odmienna jest potrzeba intymności
mężczyzn i kobiet. Mężczyzna dąży do zbliżenia, lecz potem nieuchronnie
pragnie się odsunąć. Kobiety nauczą się, jak przebrnąć przez tę fazę
zachowania dystansu, tak by partner jednym skokiem wracał do
poprzedniego etapu. Dowiedzą się także, jakie chwile są najlepsze, by
prowadzić z mężczyzną intymne rozmowy.
W rozdziale siódmym zbadamy, jak natężenie uczuć kobiety wobec obiektu
miłości rytmicznie wznosi się i opada na podobieństwo fali. Mężczyźni
zaś nauczą się, w jaki sposób odpowiednio interpretować te czasem nagłe
wahania emocji. Dowiedzą się też, jak się zorientować, kiedy są
najbardziej potrzebni, i w takich przypadkach umiejętnie służyć pomocą,
bez konieczności poświęcania się.
W rozdziale ósmym odkryjemy, że mężczyźni i kobiety ofiarowują ten
rodzaj miłości, jakiego sami potrzebują, nie zaś ten, którego oczekuje
płeć przeciwna. Mężczyźni pragną w miłości przede wszystkim zaufania,
akceptacji i docenienia. Kobiety szukają miłości niosącej zrozumienie,
uwagę i szacunek. Poznacie sześć powszechnie, choć nieświadomie przez
nas stosowanych sposobów odpychania partnera.
W rozdziale dziewiątym zbadamy, jakie są sposoby unikania bolesnych
kłótni. Mężczyźni nauczą się, że zachowując się tak, jakby mieli zawsze
rację, dezawuują uczucia kobiet. Kobiety dowiedzą się, że zdarza im się
niechcący wysyłać sygnały dezaprobaty zamiast sygnałów braku zgody i w ten sposób prowokować męskie mechanizmy obronne. Przeprowadzimy
szczegółową analizę kłótni. Sformułujemy praktyczne rady dotyczące
sposobów komunikowania się, pomocnych w podobnych sytuacjach.
Rozdział dziesiąty pokaże, że mężczyźni i kobiety prowadzą odmienne
"zapisy zdobytych punktów". Mężczyźni dowiedzą się, że dla Wenusjanek
każdy - niezależnie od wielkości - podarunek miłości liczy się tak samo
(jest równie ważny). Przekonają się, że nie muszą się skupiać na jednym
dużym prezencie, skoro maleńkie dowody uczucia mają tę samą wartość.
Przedstawimy listę 101 sposobów "zdobywania punktów" u kobiet. Kobiety
tymczasem nauczą się poświęcać energię tym sprawom, które "liczą się" u mężczyzn: dawać im to, czego oni oczekują.
W rozdziale jedenastym poznacie sposoby porozumiewania się w trudnych
chwilach. Omówimy odmienne u mężczyzn i kobiet sposoby ukrywania uczuć,
a także znaczenie dzielenia się swymi emocjami. "Technika listu
miłosnego" będzie naszym sposobem wyrażania negatywnych uczuć, jakie
czujemy wobec partnera, metodą odnalezienia większej miłości, drogą do
wybaczenia.
W rozdziale dwunastym dowiecie się, dlaczego Wenusjankom trudniej
przychodzi prosić o pomoc, a także dlaczego Marsjanie zwykle odmawiają
tej prośbie. Nauczycie się, dlaczego wyrażenia "czy mógłbyś" i "czy
możesz" zniechęcają mężczyzn i co należy powiedzieć w zamian. Poznacie
sekret, jak zachęcić mężczyzn, by dawali z siebie więcej. Odkryjecie moc
drzemiącą w odpowiednio dobranych słowach, wypowiadanych zwięźle i wprost.
W rozdziale trzynastym odkryjecie cztery etapy miłości. Realistyczne
spojrzenie na to, jak miłość zmienia się i wzrasta, pomoże wam
przezwyciężyć nieuniknione w każdym związku kłopoty. Dowiecie się, jak
przeszłość wasza i waszego partnera wpływa na teraźniejszość waszego
związku. Nauczycie się podtrzymywać miłość.
W każdym z tych rozdziałów znajdziecie sekrety budowania trwałych
związków miłosnych. Dzięki tym odkryciom potraficie sprawić, by związki
te dawały wam satysfakcję.
Dobre chęci nie wystarczą
Zakochanie zawsze jest cudowne. Wydaje się, że będzie trwało wiecznie, a miłość pozostanie w nas na zawsze. Naiwnie wierzymy, że jakimś cudem
właśnie nas nie dotyczą problemy, jakie mieli nasi rodzice. Tylko innym
się zdarza, że miłość umiera - nam jest przeznaczone, że będziemy żyli
razem długo i szczęśliwie.
Lecz gdy oczarowanie przemija, a codzienność bierze górę, wychodzi na
jaw, że mężczyźni oczekują od kobiet reakcji męskich, a kobiety
spodziewają się, że mężczyźni będą się zachowywać jak kobiety. Nie
uświadamiając sobie dzielących nas różnic, nie zabiegamy o wzajemne
zrozumienie. Nie szanujemy swojej odrębności. Jesteśmy urażeni. Domagamy
się, osądzamy, stajemy się nietolerancyjni.
Mimo najlepszych, z uczucia płynących intencji - miłość z wolna umiera.
Pojawiają się problemy. Rośnie uraza. Załamuje się porozumienie. Wzrasta
nieufność. W rezultacie zaczynamy się zamykać i odrzucać partnera. Czar
miłości pryska.
Zadajemy sobie pytania:
Jak to się dzieje?
Dlaczego tak się dzieje?
Dlaczego zdarza się to nam?
Aby odpowiedzieć na te pytania, najmądrzejsi z nas wypracowali
rozbudowane wzorce filozoficzne i psychologiczne. A jednak dawne
przyzwyczajenia odżywają. Miłość umiera. Przydarza się to prawie
każdemu.
Codziennie miliony samotnych osób szukają partnera, z którym będą mogły
przeżyć to szczególne uczucie. Każdego roku miliony par łączą się w miłości, by potem boleśnie się rozstawać, bo partnerzy zaprzepaścili swą
szansę.
Z tych, którzy są zdolni podtrzymać miłość wystarczająco długo, by się
pobrać - tylko 50 procent pozostaje w małżeństwie. Spośród tych, którzy
zostają razem, prawdopodobnie kolejne 50 procent to ludzie niespełnieni.
Trwają razem przez lojalność, z poczucia obowiązku lub ze strachu przed
rozpoczynaniem wszystkiego od nowa.
Bardzo niewielu ludzi potrafi rozwijać uczucie miłości. A jednak to się
zdarza. Kiedy mężczyźni i kobiety są zdolni do szanowania i akceptowania
swojej odmienności, wtedy miłość ma szansę rozwoju.
Kiedy mężczyźni i kobiety są zdolni do szanowania i akceptowania swojej
odmienności, wtedy miłość ma szansę rozwoju.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki