Wstęp
W piekle Leskiego
Sędzia Stępczyński szanował czas
oskarżonego. Odczytanie wyroku (27 wersów pisanych na maszynie) zajęło
mu dokładnie trzy minuty. Kolejne osiem poświęcił na uzasadnienie (88
wersów). Jeśli dodamy do tego przedstawienie składu sędziowskiego, a potem jeszcze wywód o czynach oskarżonego (dalsze 23 wersy) - daje to
równy kwadrans1. Dziewięćset sekund.
A w tym: Kazimierz Roman Leski, syna Juliusza i Marii z Olszyńskich,
idąc na rękę państwu niemieckiemu, działał na szkodę osób poszukiwanych
przez hitlerowskie władze, czym utrudniał walkę wyzwoleńczą - i tak
dalej. Wyrok w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej: dziesięć lat
więzienia, sześć lat pozbawienia praw publicznych oraz przepadek mienia.
Zaraz, zaraz, tu chyba Wysoki Sąd popełnił błąd. Jaki przepadek mienia?
Przecież to już drugi wyrok Leskiego.
Poprzednim razem - w 1947 roku - sąd również zasądził przepadek. Były
oficer kontrwywiadu Komendy Głównej AK stracił wszystko i od tamtego
czasu się nie wzbogacił. Bo niby jak? W więzieniu?
Ale nie to było najbardziej zdumiewające. Orzeczeniu brakuje
elementarnej logiki. Otóż wina Leskiego w 1952 roku polegała na tym, że
pracując w "faszystowskiej organizacji Muszkieterów", a później w Armii
Krajowej, zbierał materiały o komunistach i... "powinien liczyć się z tym,
że te materiały trafią potem w ręce Gestapo".
Po pierwsze, dlaczego miał się z tym liczyć? A po drugie, tego przepływu
materiałów z kontrwywiadu AK do Gestapo prokurator mu nie udowodnił,
sędziego zaś w ogóle to nie interesowało. Z góry założył, że wrogie
przejęcie było, a potem "nieustaleni z imienia i nazwiska komuniści"
zostali przez Gestapo aresztowani i - zapewne po straszliwych torturach
- zakatowani. Wszystko "zapewne", "możliwe", "prawdopodobnie".
Aby wysłuchać owej nieubłaganej (w tym wypadku) "logiki", Leski został
doprowadzony na salę rozpraw z więzienia. Jego pierwszy wyrok kończył
się 23 listopada 1952 roku i właśnie tego dnia były as wywiadu i kontrwywiadu podziemia miał wreszcie wyjść na wolność. W ostatnim dniu
kary więzienny fryzjer ostrzygł go, wydano mu cywilne ubranie, rzeczy z depozytu i z powrotem skierowano do celi. Do końca wyroku zostało mu
jeszcze piętnaście minut...
Każdy skazany wie, że ten ostatni kwadrans to katorga. Czas dłuży się
niemiłosiernie. Ale wreszcie te cholerne piętnaście minut mija, więzień
zostaje doprowadzony przed bramę, ta z ponurym wizgiem się otwiera, krok
do przodu i...
W przypadku Leskiego kwadrans minął, a potem drugi, trzeci i kilka
godzin. Więzień czekał aż do wieczora. I cały następny dzień. A więc to
tak? - pomyślał pewnie. Nie on pierwszy.
Okazało się, że nigdzie nie wyjdzie. To znaczy wyjdzie z celi na
korytarz, a następnie prosto do sali rozpraw. Nowy proces, po czym nowy
wyrok. Posiedzi jeszcze dziesięć lat. To właśnie odczytanie tego
orzeczenia zajęło sędziemu Stępczyńskiemu równy kwadrans.
* * *
Dziś trudno komentować wyroki stalinowskiej Temidy. Są dowodem na
absolutne bezprawie, które wtedy, zdaniem komunistycznych władz, miało
uzasadnienie. Po prostu szło nowe. Nadchodziła nowa era sprawiedliwości
społecznej i sprawiedliwość ta miała dotyczyć przede wszystkim ludu. I to nie całego. Tylko tych jego przedstawicieli, którzy uznali, że
dialektyka dziejów jest nieubłagana i tak właśnie powinno być. A całej
reszcie dziękujemy. Do piachu, względnie do celi i przepadek mienia.
Wyroki te po 1956 roku zostały - w zdecydowanej większości - zatarte.
Leski wyszedł na wolność w roku 1955. Został całkowicie zrehabilitowany.
A jednak, paradoksalnie, był jakiś plus jego odsiadki. Wiem, że te słowa
brzmią dziwnie, wręcz nieprzyzwoicie wobec zmarnowanych za kratami
najlepszych lat życia, ale Leski nie tylko siedział i złorzeczył nowej
władzy. Również pracował. I nie chodzi tu o niewolniczą pracę więźniów,
którzy wykorzystywani byli w różnych zakładach i kopalniach. On pracował
głową. Leski zdradził komunistycznym śledczym warsztat pracy AK-owskiego
oficera. Ujawnił kulisy pracy operacyjnej. Opisał z detalami różne
szpiegowskie gry i operacje. Po latach część byłych towarzyszy broni -
m.in. Stefan Korboński, szef Kierownictwa Walki Cywilnej - miała mu to
za złe, ale dzięki temu nasza wiedza na temat "podziemnego miasta" jest
dziś ogromna. Co ważne, Leski opowiadał śledczym tak dużo i na tyle
dokładnie, że po zestawieniu tego z relacjami innych więźniów
politycznych wyłania się fascynujący obraz zakonspirowanego państwa i różnych jego dylematów. Oczywiście dokumenty te należy czytać z dużą
dozą ostrożności, zeznania bowiem nie zawsze były dobrowolne,
przeciwnie, często wymuszone biciem i torturami. Niemniej wiele tu
absolutnie unikatowej wiedzy, która po prostu jest prawdziwa.
Pretekstem do napisania tej książki były właśnie owe zeznania. A także
pewien impuls. Pojawił się, gdy ślęcząc nad teczkami w IPN-ie,
zobaczyłem pewnego dnia bardzo dziwny rysunek. Był to schemat, którego
Leski wprawdzie nie narysował, ale do którego powstania walnie się
przyczynił. Dziś znajduje się w jednej z teczek spraw działaczy
podziemia oskarżonych o współpracę z Niemcami. To mapa działań
operacyjnych w sprawie "Piekiełka" (tak się nazywała knajpa na ul.
Podwale 20 na warszawskiej Starówce, która należała do warszawskiej
rodziny Mączyńskich) oraz równoległej sprawie agentów Gestapo: Joanny
Feldt, Mieczysława Niteckiego, Mieczysława Bratkowskiego i Stanisława
Plebańskiego. W czasie okupacji Leski prowadził te sprawy i na temat
wyżej wymienionych zgromadził ogromne dossier.
Jako szef referatu 997 kontrwywiadu KG AK rozpoczął swoje śledztwa już w maju 1940 roku, a potem ciągnął z przerwami aż do wybuchu Powstania
Warszawskiego. Na mapie "Piekiełka" jest wymieniony nawet jego agent
"Wincenty".
Leski nigdy nie dokończył tych spraw. Zebrał wielki materiał dowodowy,
ale - i to musiało być dla niego spore zaskoczenie - przełożeni jakby
nie chcieli go słuchać, nie wyciągnęli z tego wniosków. Tymczasem te
były oczywiste. Podejrzani zasługiwali na najwyższą karę! Nie wymierzono
im jej.
Dopiero po wybuchu powstania dwóch z czworga wspomnianych tu
antybohaterów zostało zabitych z wyroku podziemnej Temidy. Ocalały nawet
resztki materiału, na którym opierał się Wojskowy Sąd Specjalny.
Przypatrzmy się tej mapie. Na pierwszy rzut oka wygląda jak bazgroły
wariata, nieskoordynowane i chaotyczne. Jest tu mnóstwo zakreślonych
kółkami nazwisk i kilkadziesiąt, jeśli nie więcej, połączeń. Te biegną
prosto lub załamują się pod różnymi kątami i czasem trudno się
zorientować, kto jest z kim połączony. Gmatwanina jest tak gęsta, że
wzrok gubi wątki, a śledzenie poszczególnych nitek nastręcza sporych
problemów.
Pamiętam, że oniemiałem, gdy po raz pierwszy zobaczyłem ten rysunek.
Kilka nazwisk coś mi mówiło, ale pozostałe kompletnie nic. Co łączy -
myślałem - znanego historykom II wojny światowej oprawcę i "cyngla"
Andrzeja Popławskiego pseudonim Sudeczko z przedwojennym filmowcem
Józefem Czauskim, a tego z kolei z kapitanem wywiadu wojskowego II
Rzeczypospolitej Mieczysławem Bratkowskim? Kim jest tajemnicza Flora
Stołkin, która ma tyle powiązań, że wygląda nieomal na Matę Hari na
usługach Piątki z Cambridge? I co w końcu robi na tej mapie jedenastu
funkcjonariuszy warszawskich Gestapo i Abwehry?
Te pytania pozostały bez odpowiedzi. Zrobiłem zatem to, co powinien
zrobić każdy, kto ich poszukuje. Pokazałem mapę najwybitniejszemu znawcy
realiów okupowanej Warszawy, profesorowi Tomaszowi Szarocie. Tylko
rzucił na nią okiem.
"Znam to! - powiedział. - Takie same mapy robiła francuska policja
rozpracowująca w czasie wojny powiązania polskich czy żydowskich
komunistów w Paryżu. Widziałem taki sam schemat".
A więc tak to wygląda - pomyślałem. I dopiero po przeczytaniu tysięcy
stron różnych dokumentów pojąłem, że mapa rozrysowana przez
komunistycznych śledczych musiała powstać pod dyktando Leskiego. Zatem w końcu mu się udało!
Słynny oficer AK zakończył swoje śledztwo dopiero w stalinowskim
więzieniu. Skoro nie udało mu się podczas okupacji, zrobił to po wojnie.
Niemiecką agenturę podał komunistom na tacy.
Bo oprócz mapy była także instrukcja obsługi. Znalazłem ją rok czy dwa
lata później w zupełnie innej teczce, w innej sprawie, chociaż kiedyś
pewnie były połączone. To siedmiostronicowy rękopis, relacja złożona
przez Leskiego, choć nie jest przez niego podpisana. Wyjaśnił w niej, że
Joanna Feldt, główna bohaterka tego schematu, "z nadzwyczajną
gorliwością zajmowała się tropieniem organizacji lewicowych, a więc PPR,
GL i AL"2. Jak widać, zdanie to nie zrobiło specjalnego wrażenia
na sędzim Stępczyńskim, który nie ją, ale Leskiego uznał za tropiciela
komunistów.
Poza tą instrukcją są jeszcze protokoły przesłuchań.
Wyjaśnienia Leskiego były dokładne i wyczerpujące. Zaczął od góry
rysunku. Zdumiewa jego fenomenalna pamięć.
"Górny rząd schematu przedstawia stałych pracowników niemieckich
placówek wywiadowczych i bezpieczeństwa, a więc: (od lewej) 1/ PREISING
- wyw. ofensywnego (Nachrichtendienst), przydziału służbowego nie
pamiętam, 2/ HILLINGER - nie pamiętam, 3/ SCHOLTZER - "Sipo"
(Sicherheitspolizei Warschau) - Abt. IV - Gestapo, 4/ CARTNER vel
GALLEN, Hauptman z Abwehrstelle Warschau, właściwy kierownik Joanny
Feldt i Bratkowskiego, 5/ BERGER - dr. zdaje się major, jeden z zastępców szefa "Abwehrstelle Warschau", 6/ KORNER - "Abwehrstelle
Warschau", 7/ KERN - nie pamiętam, 8/ BIRKNER - Sipo Warschau Abt. IV -
Gestapo ("Gegnerbekampfung") - łącznik Abt. IV. Do Aste (Abwehrstelle) o ile pamiętam Untersturmfuhrer, 9/ MILLER vel MULLER - Sipo Warschau Abt.
IV, 10/ JESERNICK - nie pamiętam..."3.
Potem następuje dokładne wyliczenie głównych bohaterów tej sprawy. To
zeznanie w istotny sposób odbiega od jego sprawozdania pisemnego. Kończy
się charakterystyczną frazą. Leski zeznał, że choć główni aktorzy afery
nie żyją, to ci, którzy przeżyli i są na wolności, zostali kiedyś
potwornie zdemoralizowani. Muszą być zatem skłonni do "jakiejś
antypolskiej roboty i obecnie".
Trzeba przyznać, że brzmi to jak donos i mogło mieć swoje konsekwencje.
* * *
Skąd taka zmiana tonu u Leskiego? To proste. Oficer AK był w śledztwie,
a potem w więzieniu potwornie maltretowany. Nie tygodniami, ale całymi
miesiącami. Wręcz latami. W powojennych wspomnieniach poświęcił torturom
wiele miejsca. Przyznał się choćby do tego, że do sauny po raz pierwszy
poszedł w 1950 lub 1951 roku. Policzmy zatem. Został aresztowany 23
listopada 1946 roku i jeśli nie był pod prysznicem - przyjmijmy
orientacyjnie - do końca roku 1950, daje to 1499 dni bez mycia w ciepłej
wodzie. Nie, chwileczkę! Rok 1948 był rokiem przestępnym, trwał nie 365
dni, lecz jeden dzień dłużej. W takim razie daje nam to 1500 dni bez
kąpieli.
Ale za to często jeździł do Zakopanego. W góry, na narty? No skąd! To
ponury żart. W więziennym slangu "Zakopane" to pusta betonowa cela bez
okna. Leski trafiał do niej nago i zmuszony był stać bez ruchu całą noc.
Jeśli drgnął, polewano go wodą. Po tygodniu stał już po kostki we
własnym kale i moczu. Jego rekord to 16 dni i nocy "Zakopanego" i przesłuchań przeplatanych biciem.
Zęby stracił pod koniec pierwszej odsiadki. Tak zwane oklaskiwanie uszu
trwale uszkodziło mu słuch4. Osobny rozdział to pozbawianie snu.
Finezja śledczych była na tym polu niezrównana. Jego rekord to pięć nocy
bezsennej maligny. Właśnie to doprowadziło go do próby samobójczej.
Pewnego dnia skoczył w głąb klatki schodowej aresztu. Spadł trzy metry,
niby niewiele, ale głową w dół, na kamienną posadzkę. Tymczasem
niespodzianka: ani czaszka mu nie pękła, ani kręgosłup nie łupnął. Kręgi
szyjne wytrzymały. O śmierci matki Leski dowiedział się przypadkiem, w kiblu. Jako papier toaletowy służyły tam paski podartej gazety. Na
którymś z nich zobaczył jej nekrolog.
Po latach wspominał: "Okres ten jest dla mnie zresztą jakby spowity
mgłą. Nie pamiętam ani twarzy, ani nazwisk czy imion towarzyszy w celi.
Nie pamiętam w ogóle nic z tego, co się w niej działo, co ja
robiłem"5.
Nie oszalał. Uratowały go seanse jogi. Zwalniał wtedy oddech, zamykał
oczy i wracał do przeszłości. Godzinami analizował stare sprawy z pracy
w kontrwywiadzie. Zupełnie jak jakiś prokurator rozpoczynał dochodzenie.
Jeszcze raz zbierał informacje i poszlaki, ziarnko do ziarnka. A potem
wyciągał z nich wnioski, segregował cały materiał i tworzył dowody. Te
za i przeciw. I zaczynał jeszcze raz, aby nie popełnić żadnego błędu.
Materiał, który zebrał o całej familii Feldtów i Mączyńskich, Plebańskim
i Bratkowskim, Czauskim i Niteckim, po wybuchu Powstania Warszawskiego
wylądował w AK-owskim archiwum. Później zaś to, co ocalało, przejęli
komuniści. Na tej podstawie założyli swoją sprawę, nadali jej kryptonim
"Szubrawcy" i ciągnęli całymi miesiącami.
Śledztwem objęli 274 osoby. Są wśród nich znani i nieznani, kobiety i mężczyźni. Są piękne agentki wywiadu, artyści i sportowcy. Są
szmalcownicy i brutalni konfidenci, ale też szare eminencje podziemia i wytrawni politycy. Są bohaterowie, są zdrajcy.
Tylko część z nich udało się po wojnie zatrzymać i wsadzić za kraty.
Innych przesłuchiwano, szukając haków na przyszłość. Ostatecznie nikt w tej sprawie nie został pociągnięty do odpowiedzialności.
Można zatem powiedzieć, że jedyną ofiarą sprawy "Szubrawcy" był jej
faktyczny twórca - Kazimierz Leski.
I to on, poniekąd, jest współautorem tej książki.
Dokument Spis osób figurujących w sprawie (IPN BU 0330/235 t. 37)
Udział wezmą
Kazimierz Leski ps. Bradl (1912-2000). Jeden z najsłynniejszych
polskich oficerów kontrwywiadu KG AK. Z wykształcenia inżynier mechanik.
Po wybuchu wojny związał się z niezależną organizacją wywiadowczą
"Muszkieterzy". Po zamordowaniu jej szefa przeszedł do ZWZ-AK. W kontrwywiadzie kierował referatem 997 zajmującym się rozpoznaniem
niemieckich wywiadów i policji działających przeciwko podziemiu.
Prowadził m.in. sprawy Wandy Kronenberg i środowiska "Piekiełka". Po
wojnie skazany na wieloletnie więzienie. Na wolność wyszedł w 1955 roku.
Ryszard Mączyński vel Max Biedermann (1912-?). Syn Mieczysława,
właściciela restauracji "Piekiełko" mieszczącej się na ul. Podwale 20 na
Starym Mieście w Warszawie. Agent Gestapo i Abwehry. Karierę zaczął jako
szef ekipy szmalcowników, kontynuował zaś jako agent celowy na Pawiaku.
Podawał się za członka Organizacji Wojskowej "Wilki", a także sympatyka
PPS-u. Bliski współpracownik Szymona Margolina, "konsula honorowego
Chile" w Warszawie. W 1942 roku odbył trzy misje szpiegowskie do Sofii,
Budapesztu i Stambułu. Aresztowany przez polski wywiad, przetrzymywany
był w Palestynie i Kairze. Wojnę spędził w niewoli aliantów. Do Polski
nie wrócił. Zamieszkał w Tulonie, gdzie ożenił się po raz trzeci.
Ryszard Mączyński (1909-1942). Jego kuzyn - Ryszard Mączyński z Warszawy - próbował skraść mu tożsamość i być może przejąć obowiązki w podziemiu. Kaliszanin, lekarz, członek ZWZ-AK. Aresztowany za
działalność podziemną, trafił do Auschwitz i tam został zamordowany.
Zygmunt Munio Małecki (1912-1979). Bokser, wielokrotny medalista
mistrzostw Warszawy i Polski w wadze koguciej. Z zawodu ślusarz. Od 1940
roku zatrudniony w "Piekiełku", prawa ręka Ryszarda Mączyńskiego.
Członek grupy szmalcowników. Jak zeznał w 1952 roku tajny informator UB,
po wyjeździe Mączyńskiego do Turcji Munio zajmował się wożeniem
"łebków", czyli Żydów, do Lublina. Gdy wybuchło powstanie w getcie, miał
przez trzy dni brać czynny udział w walkach, po czym wrócił na stronę
aryjską. Latem 1943 roku został aresztowany w drodze do Lublina i zesłany do Auschwitz. W obozie (nr 150489) brał udział w pokazowych
walkach bokserskich dla Niemców. Po wojnie został trenerem boksu w Klubie Sportowym "Spójnia-Warszawa", przygotowywał Daniela Olbrychskiego
do roli w filmie Bokser.
Joanna Feldt, właściwie Eugenia Anna Suchenek-Suchecka (z domu
Jankowska-Biedermann, primo voto Ortweinowa), zwana Niusią (1907-?).
Córka Mieczysława Mączyńskiego, przyrodnia siostra Ryszarda. W 1940 roku
wyszła za Aleksandra Feldta, współwłaściciela majątku Czerniewice,
agenta Abwehry. Do Powstania Warszawskiego mieszkała w willi na ul.
Wawelskiej 68, po powstaniu w Częstochowie. W kartotece kontrwywiadu AK
napisano o niej: "Niusia pracuje jako tłumaczka w sądzie wojennym w Warszawie, podobno pracuje w wywiadzie niemieckim. Jest sprytna,
przedsiębiorcza, z tupetem, dość inteligentna, włada kilkoma językami.
Rysopis: wzrostu wyżej średniego, blondynka, szczupła, zawsze elegancko
ubrana"6.
Szymon Margolin (1882-1942). Syn Dawida i Rebeki, Polak narodowości
żydowskiej, wyznania luterańskiego. Tak zwany konsul honorowy Chile,
przedstawiciel na Polskę siatki Samsona Mikicińskiego. Konfident
Gestapo, współpracownik Abwehry. Zmarł na zawał serca w Warszawie.
Flora Stołkin, z domu Kamińska (1898-1944). Agentka wrocławskiej
Abwehry, siostra Romany - żony Szymona Margolina. W kartotece
kontrwywiadu AK napisano o niej: "oficerowie Astu (Abwehry)
przyjeżdżający do Warszawy zatrzymują się zawsze u Stołkin. Ma kontakty
z Gartnerem [pracownikiem warszawskiej placówki Abwehry w Alejach
Ujazdowskich - M.W.]"7.
Stanisław Plebański (1889-1954). Inżynier, kapitan Wojska Polskiego,
pracownik Oddziału II Sztabu Generalnego WP. Uczestnik Powstania
Śląskiego, następnie polski agent w Niemczech. Po zdekonspirowaniu
wrócił do Polski, gdzie dorobił się sporych pieniędzy. Był właścicielem
majątku Obory-Łyczyn oraz stolarni przy ul. Lelechowskiej na
warszawskiej Ochocie. Aresztowany na początku wojny, spędził kilka
miesięcy w niewoli, po czym został wypuszczony. Był agentem
warszawskiego Gestapo, współpracował z funkcjonariuszami Erichem
Müllerem i Wilhelmem Biermannem. W polskiej konspiracji związany z Narodowymi Siłami Zbrojnymi, które pomagał zakładać. W kartotece
kontrwywiadu AK napisano o nim: "Nie prowadzi ściśle roboty
antypolskiej, lecz umożliwia Niemcom nawiązywanie kontaktów ze
środowiskami polskimi, np. z Kurcyuszem"8.
Mieczysław Bratkowski vel "prezes" (1892-1944). Od 1920 roku
pracownik Oddziału II Sztabu Generalnego WP, jako agent działał w Rydze
i Gdańsku. Następnie na stanowisku kierowniczym w Państwowym Monopolu
Tytoniowym, wyrzucony za malwersacje. Po wybuchu wojny był w niewoli
niemieckiej, ale został zwolniony. W Warszawie współpracował z Delegaturą Rządu Rzeczypospolitej na Kraj i AK, a także "Brygadą
Korwina". Agent Gestapo, współpracownik Abwehry. W 1943 roku wyjechał z misją szpiegowsko-wojskową do Stambułu. Polskim dyplomatom tłumaczył, że
to misja z polecenia KG AK, co jednak zostało negatywnie zweryfikowane.
Aresztowany z żoną na początku Powstania Warszawskiego i rozstrzelany z wyroku Wojskowego Sądu Specjalnego.
Samson Mikiciński (1885-1941). Na początku okupacyjnej kariery był
jednym z najbardziej zaufanych kurierów i emisariuszy rządu RP na
uchodźstwie. Jako dyplomata chilijski przemycał przez granice listy i pieniądze. Pomógł w ewakuacji z okupowanej Polski żon kilkunastu naszych
dyplomatów i wojskowych. Nigdy nie ukrywał, że ta działalność odbywa się
za wiedzą i przyzwoleniem Abwehry. W kartotece kontrwywiadu AK napisano
o nim: "kanciarz, łobuz, wymienia pieniądze, ułatwia wyjazdy"9.
Do współpracy z niemieckim wywiadem wojskowym nie przyznał się nigdy. Po
porwaniu w Turcji został zamordowany przez funkcjonariuszy polskiej
Dwójki na przedmieściach Hajfy.
Mieczysław Nitecki ps. Kiliński (1886-1944). Major WP. Od 1932 roku
w stanie spoczynku. W okresie okupacji podejrzewany o współpracę z niemieckim wywiadem. W czasie Powstania Warszawskiego kwatermistrz
Okręgu Warszawskiego Komendy Głównej AK. Kontrwywiad AK oskarżył go o współpracę z Abwehrą. Niewykluczone jednak, że zarzuty dotyczyły również
szpiegowania na rzecz komunistów. Został aresztowany, postawiony przed
sądem i skazany na karę śmierci. Był to ostatni wyrok Wojskowego Sądu
Specjalnego wykonany w Powstaniu Warszawskim.
Jerzy Kurcyusz (1907-1988). Adwokat, od 1931 roku prezes Związku
Akademickiego Młodzież Wszechpolska, członek Stronnictwa Narodowego i Obozu Wielkiej Polski. Od 1934 roku w ONR "ABC". Uczestnik obrony
Warszawy we wrześniu 1939 roku. Potem we Francji, następnie we Włoszech.
Kierownik Akcji Kontynentalnej w Stambule. Od 1944 roku pracownik
Wydziału Krajowego Ministerstwa Informacji i Dokumentacji rządu RP na
uchodźstwie. W 1947 roku wrócił do kraju. Był szykanowany i inwigilowany
przez UB i SB. W latach osiemdziesiątych wspierał opozycję
demokratyczną, był obrońcą w procesach politycznych.
Tadeusz Kurcyusz ps. Fiszer, Żegota (1881-1944). Pułkownik
dyplomowany w stanie spoczynku, brat stryjeczny Jerzego. Z zawodu
inżynier mechanik, w Wojsku Polskim od 1918 roku. Politycznie związany z Obozem Wielkiej Polski. Po wybuchu wojny w Tajnej Armii Polskiej.
Aresztowany w sierpniu i wypuszczony przez Niemców w grudniu 1942 roku.
Mimo że związany z Armią Krajową, nawiązał współpracę z Narodowymi
Siłami Zbrojnymi. Od sierpnia 1943 roku dowódca NSZ. Nie poparł akcji
scaleniowej z AK, był w konflikcie z dowódcą AK generałem Tadeuszem
"Borem" Komorowskim. Zmarł na wylew krwi do mózgu w kwietniu 1944 roku,
pozostając do końca na stanowisku dowódcy NSZ. Przez swoje środowisko
polityczno-wojskowe pośmiertnie mianowany generałem brygady.
Wiktor Boczkowski ps. Korwin (1885-1967). Podpułkownik rezerwy
piechoty WP. Podczas I wojny światowej w armii rosyjskiej, po odzyskaniu
niepodległości przez Polskę w Wojsku Polskim. Uczestnik wojny
polsko-bolszewickiej. Po rozpoczęciu II wojny światowej usiłował
przedostać się na Zachód, został aresztowany i osadzony w obozie
Gross-Born Westfalenhof, a potem na Pawiaku. Od wyjścia na wolność
związany z Organizacją Bojową Związku Syndykalistów Polskich, później
zaś z ZWZ-AK. Twórca i szef tak zwanej "Brygady Korwina", niezależnej
organizacji wywiadowczej pracującej dla AK, a następnie Delegatury Rządu
na Kraj. Po wojnie aresztowany w 1947 roku i skazany na 15 lat więzienia
za współpracę z okupantem, zwolniony w roku 1956. Jego związki z wywiadem niemieckim wciąż pozostają tajemnicą.
Katarzyna Ketty Piwnicka-Mockałło (1921-1976). Plenipotentka majątku
Plebańskiego, agentka "Brygady Korwina" Wiktora Boczkowskiego. W kartotece kontrwywiadu AK napisano o niej: "mało inteligentna, ma jednak
głowę do interesów, bardzo ładna"10.
Jan Zborowski ps. Neuman (1909-1969). W konspiracji od listopada
1939 roku. Od roku 1942 kierownik referatu niemieckiego w Delegaturze
Rządu na Kraj. Później w wywiadzie politycznym (kontrwywiadzie) Wydziału
Bezpieczeństwa Departamentu Spraw Wewnętrznych Delegatury. Od maja 1943
roku zastępca kierownika Referatu Informacji Politycznej, a od 1944 szef
wywiadu politycznego Delegatury. Uczestnik Powstania Warszawskiego.
Aresztowany w 1949 roku, skazany na dożywocie, wyszedł na wolność w roku
1956.
Borys Smysłowski ps. von Regenau, Arthur Holmston (1897-1988).
Generał major, dowódca 1. Rosyjskiej Armii Narodowej. Urodził się w szlacheckiej rodzinie rosyjskiej, ale przed wojną został obywatelem
polskim. Już wtedy zaczął pracować w niemieckim wywiadzie wojskowym. W czasie okupacji mieszkał w Warszawie i prowadził otwarty dom, również
dla Polaków. Należał do masonerii; dziś uważa się, że w ten sposób
próbował rozpracowywać środowiska polskiej inteligencji. W maju 1944
roku przeżył zamach zorganizowany na niego przez AK. Nigdy nie
udowodniono mu działania na szkodę Polski, ale jest oczywiste, że jako
oficer Abwehry do końca wojny był lojalny wobec III Rzeszy. Po 1945 roku
uniknął aresztowania, nie dostał się także do niewoli sowieckiej. W 1993
roku został bohaterem filmu Wiatr ze wschodu.
Jan Korwin Czarnomski (1912-1944). Historyk, wolnomularz, ezoteryk.
Przed wojną mieszkał w Paryżu, w okresie okupacji - w Warszawie.
Przyjaciel i współpracownik Borysa Smysłowskiego. W masonerii piastował
szereg funkcji. Był legatem Gnostycznego Kościoła Powszechnego,
członkiem Zakonu Martynistów, Zakonu Różokrzyżowców i założycielem
warszawskiej loży Zakonu Iluminatów. W 1935 roku objął funkcję Wielkiego
Mistrza Świateł w Zakonie Pierwotnego i Starożytnego Rytu
Memphis-Mizraim. W kartotece kontrwywiadu AK napisano o nim: "Odwaga
cywilna i poczucie odpowiedzialności. Pozer i snob. (...) zarówno on, jak
i całe jego środowisko związane było z I[ntelligence]
S[ervice]"11. Został zamordowany w swoim mieszkaniu przy ul.
Okólnik w czerwcu 1944 roku. Jego zabójstwo przez lata wiązane było z czystkami w Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii
Krajowej (BIP KG AK), ale teoria ta nie wytrzymuje krytyki.
Stanisław Dubois (1901-1942). Działacz PPS-u i poseł na sejm II
Rzeczypospolitej. Twórca Czerwonego Harcerstwa TUR (Towarzystwa
Uniwersytetu Robotniczego), sekretarz redakcji "Robotnika". Więzień
twierdzy brzeskiej i obozu w Auschwitz, w którym został rozstrzelany w sierpniu 1942 roku.
Alfred Łaszowski (1914-1997). Pisarz i krytyk literacki, agent
Gestapo. Debiutował w 1933 roku, pisał do "Prosto z Mostu". Mimo że
początkowo miał sympatie lewicowe, ostatecznie związał się z ONR
"Falanga" i był agresywnym narodowcem oraz totalistą. Domagał się
"odżydzenia" Polski i nie ukrywał fascynacji Hitlerem. Po wybuchu wojny
pisał w prasie podziemnej, poruszał się w środowisku warszawskiej
arystokracji (znał m.in. Krystynę Skarbek). Według przesłuchiwanego po
1945 roku Ericha Mauthego, funkcjonariusza warszawskiego Gestapo, był
jednym z najcenniejszych agentów radcy kryminalnego Alfreda Spilkera,
szefa Sonderkommando IV A. W czasie wojny zaczął pisać powieść o Adolfie
Hitlerze, w PRL-u zaś wydał powieść z kluczem o swoim uwikłaniu w kolaborację. Po wojnie członek Paxu i Pen Clubu.
Ignacy Lubraniecki vel Ryszard Luber ps. Lulu (1913-2003).
Dziennikarz, publicysta, agent Gestapo. Współpracę z okupantem podjął
jeszcze jako policjant w getcie warszawskim, według Ericha Mauthego był
najlepiej umieszczonym agentem Alfreda Spilkera w środowisku komunistów.
W Powstaniu Warszawskim miał walczyć w batalionie "Golski". W uzasadnieniu nadania mu Krzyża Powstania Warszawskiego w 1977 roku
Stefan Korboński napisał, że Lubraniecki, jako agent "Stożka"
(kontrwywiad Delegatury Rządu na Kraj), "operował w środowisku
niemieckim i oddał duże usługi Podziemiu, dostarczając wartościowe
informacje". Od 1946 roku przebywał na Kubie, a od 1959 - w Los Angeles.
Alfred Spilker (1908-1945). SS-Hauptsturmführer und Kriminalrat,
szef Sonderkommando IV A. Szara eminencja niemieckiej Policji
Bezpieczeństwa w Generalnym Gubernatorstwie. Podlegał bezpośrednio
dowódcy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Generalnym
Gubernatorstwie. Koordynator licznych akcji i prowokacji wymierzonych w podziemie. Po aresztowaniu generała Stefana "Grota" Roweckiego
eskortował go do Berlina. Od zimy 1944 roku próbował namówić KG AK do
współpracy w walce z Sowietami. Jego komando odpowiada za śmierć tysięcy
warszawiaków w czasie Powstania Warszawskiego. Zaginął bez wieści w maju
1945 roku w Austrii.
Andrzej Popławski ps. Sudeczko, Andrzej Odoliński (1908-1944).
Dowódca oddziału likwidacyjnego kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego Armii
Krajowej. W 1943 roku zerwał z AK i stworzył własną grupę
bandycko-eksową. Dokonał zleconego mordu na Ludwiku Widerszalu oraz
Zofii i Jerzym Makowieckich - funkcjonariuszach Wydziału Informacji
Biura Informacji i Propagandy AK. Zabójstwa te w historiografii okupacji
niemieckiej figurują jako "Kainowe zbrodnie" i związane są z listami
proskrypcyjnymi tworzonymi w środowisku Narodowych Sił Zbrojnych.
Popławski został zlikwidowany na Cmentarzu Powązkowskim przez jednego ze
swoich podkomendnych.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki