1. Czym w gruncie rzeczy jest sztuka?
"Żaden śmiertelnik nie zdjął ze mnie zasłony"
(napis na świątyni Izydy w Egipcie)
Pisząc w 1924 roku monografię o Dunikowskim, Mieczysław Treter odrzucił "świętokradzką" i - jak twierdził - daremną pokusę zgłębiania "tajemniczej istoty" sztuki, deklarując w zamian jedynie chęć analizy i interpretacji samych dzieł i własnego do nich stosunku:
Wszelkie metody i środki naukowe, jak dotąd, zawodzą. Historia sztuki, gromadząc coraz to bogatszy materiał dat i faktów, może pouczyć nas o życiu artystycznym ludzkości w ciągu lat kilku tysięcy. Estetyka, badając z różnych zresztą stanowisk właściwości i znamienne cechy dzieła sztuki, usiłuje im wydrzeć tajemnicę ich wartości, uroku i wpływu. Psychologia twórczości wreszcie, analizując mozolnie stany psychiczne tworzącego artysty, posługując się metodą introspekcji, psychologicznego eksperymentu i opierając się na wyznaniach samych artystów, stara się opisać i wyjaśnić różne kolejne fazy procesu artystycznej twórczości. Żadna jednak z tych nauk nie rozwiązała podstawowego dla sztuki problemu, nie potrafiła też dotąd dać bodaj szczegółowego, bez reszty, opisu - tak samej artystycznej twórczości, jak i jej wytworu: dzieła sztuki1.
Przygotowując w latach 40. jedną ze swych erudycyjnych książek z zakresu estetyki, krytyk postanowił pokusić się jednak o to niewykonalne, jak mu się wcześniej wydawało, zadanie i "uchylić bodaj rąbek tajemniczej zasłony"2. Definiowanie sztuki, szukanie jej istotnych, konstytutywnych cech i określanie struktury dzieła uznał wówczas za podstawowe zadanie estetyki rozumianej jako dziedzina naukowa3.
1.1. Sztuka jako przedmiot badań estetyki
Na aktywność Tretera w dziedzinie estetyki wpłynęły niewątpliwie studia filozoficzne odbyte na Uniwersytecie Lwowskim, między innymi pod kierunkiem Kazimierza Twardowskiego, u którego pisał pracę magisterską i z którym pozostawał w bliskich kontaktach, współtworząc m.in. "Ruch Filozoficzny". Również w kolejnych latach, a właściwie przez cały okres swojej aktywności, Treter uważnie śledził zmiany dokonujące się na polu tej dyscypliny i choć poświęcił się przede wszystkim pracy krytyka i historyka sztuki, zagadnień związanych z estetyką nigdy do końca nie porzucił - dowodem czego wspomniane publikacje z lat 40. Treter był zresztą przekonany, że "racjonalnie pojęta estetyka" stanowi solidny fundament także dla krytyki, a historii sztuki "umożliwia systematyczną klasyfikację zjawisk artystycznych, twórców i ich dzieł"4. Dlatego też, zgodnie z wytycznymi Twardowskiego i tzw. szkoły lwowsko-warszawskiej5, za palącą potrzebę uznał on przede wszystkim zredefiniowanie pojęć oraz ścisłe ustalenie zadań i zakresu badawczego estetyki rozumianej jako dyscyplina filozoficzna. Doszedł bowiem do wniosku, iż dotychczasowy sposób uprawiania tej nauki, nadmiernie obfitujący w metafizyczno-irracjonalne treści i subiektywne, psychologizujące wynurzenia, nie dość jasno ujmuje jej przedmiot, "bujając na ogół w sferze mglistych abstrakcji" i zbyt swobodnych spekulacji6.
Programowym założeniem krytyka była zarówno polemika z metafizyczną koncepcją piękna rozumianego jako wartość absolutna (zwłaszcza w jej idealistycznej wersji propagowanej przez Hartmanna, Hegla czy Schellinga), jak też ze stanowiskiem przenoszącym nacisk z abstrakcyjnej idei na rzecz norm i kryteriów ustalanych na podstawie odczuć czysto subiektywnych7. Treter odrzucał bowiem jakąkolwiek estetykę rozumianą jako nauka o pięknie, uznając ją za niepotrzebną, bałamutną i obcą istocie sztuki, ale też - ze względu na mglistość i wieloznaczność samego pojęcia piękna oraz jego historyczną zmienność - niemożliwą8. Przede wszystkim jednak polemizował z estetyką hedonistyczną, wyrosłą na gruncie XIX-wiecznego psychologizmu i opierającą się wyłącznie na doznaniach i upodobaniach odbiorcy. Obarczał ją winą za zatarcie granic dyscypliny, wpędzenie jej w "niewybłąkanych frazesów manowce"9 i pozbawienie racjonalnego, naukowego charakteru. "Kult ekstazy i rozkoszy niczego nie wyjaśnił, zwłaszcza nie wyjaśnił piękna"10 - przekonywał krytyk. Bo czy można polegać na tym, że ktoś mdleje na widok kopii rzeźby Canovy, a obojętnie mija Nike z Samotraki? Czy na tej podstawie można orzekać o wartości dzieła? - pytał retorycznie i zaraz odpowiadał:
Metoda psychologiczna objaśnia wiele rzeczy, ale tylko w odniesieniu do jednostki psychicznej, jej sposobów zachowania się, jej stanów, jej uczuciowych reakcji może być przydatna - o istocie jednak dzieła sztuki, o jego wartości w porównaniu z innymi nic właściwie powiedzieć nam nie może11.
Skrajnie subiektywny psychologizm stał więc na antypodach Treterowej wizji estetyki, która za przedmiot badań stawiała nie piękno i odczucia doznającego go podmiotu, lecz samo dzieło sztuki, poznawane na drodze estetycznej kontemplacji. Ta ostatnia oznaczała dlań "trwanie w oglądaniu" - a więc stan całkowitego "pochłonięcia" podmiotu przez percypowany obiekt, umożliwiający mu wkroczenie na wyżyny, na jakich przebywał geniusz twórcy12. Kontemplacja rozumiana jako specyficzny rodzaj empatii nie pokrywała się jednak z teorią Einfünlung Theodora Lippsa, który zakładał konieczność "rzutowania siebie w przedmiot", a rozkosz estetyczną percypującego podmiotu uznawał za cel wczuwania się w język form artystycznych13. Dla Tretera, broniącego obiektywnych kryteriów wartościowania sztuki, takie psychologiczne podejście dowodziło jedynie zaślepienia niemieckiego filozofa, który akcentując akt estetycznej introjekcji gubił z pola widzenia to, co w estetyce najważniejsze, tj. dzieło sztuki rozumiane jako odrębny byt14. Za Kantem i Herbartem krytyk podkreślał bezinteresowny charakter kontemplacji wprowadzającej odbiorcę w odmienny, wyższy, bo oderwany od życia i codzienności stan duchowy, pozwalający patrzeć na dzieło głębszym, wysubtelnionym okiem15. Kontemplacja jako wyłączenie "ja" i pogrążenie się duchem w oglądaniu nie oznaczała jednak postawy biernej, jak to chcieli widzieć twórcy klasycznej estetyki, a w międzywojniu choćby Jakub Segał czy Henryk Elzenberg16. W ujęciu Tretera była ona raczej rodzajem uważnej obserwacji, świadomym obcowaniem z dziełem umożliwiającym, na dalszym etapie, zgłębienie jego istoty, tj. poznanie struktury i treści artystycznej percypowanego utworu17. Odbiór czysto zmysłowy czy wyłącznie emocjonalny takiej roli spełnić nie mógł. Nawet uważne "chłonięcie wyobrażeń postrzeżeniowych" Treter uznawał bowiem za etap wstępny (choć niezbędny), umożliwiający przejście do myślenia dyskursywnego, analitycznego - pozwalającego ów pierwotny, "intuicyjny błysk", a także doświadczone emocje i spostrzeżenia ująć w karb intelektualnej refleksji18:
Żeby poznać dzieło nie wystarcza ustrojowa wrażliwość zmysłu wzroku czy słuchu, nie wystarcza też łatwa uczuciowa pobudliwość. Trzeba jeszcze niejedno wiedzieć, trzeba wiele myśleć i rozumieć19.
Za Leibnizem Treter wprowadzał pojęcie apercepcji, rozumianej jako percepcja wyższego rzędu - nieograniczająca się wyłącznie do prostego wrażenia zmysłowego, lecz w połączeniu z uwagą i pamięcią stanowiąca rodzaj refleksyjnego poznania20. Tylko taki odbiór, dowodził krytyk, "oprócz dodatniego uczuciowego zabarwienia, jakie cechuje każde wzbogacenie i zaspokojenie wiedzy, daje prawdziwe poznanie artystycznego utworu i jego istotnej idei, jego cech obiektywnych, niezależnych od czyichś chwilowych upodobań i nastrojów21. Percepcję czysto wrażeniową, opierającą się wyłącznie na subiektywnych odczuciach podmiotu, pozostawiał on zatem do analizy psychologom, do zadań estetyka zaliczając co najwyżej ocenę zgodności artystycznej intencji z wykonaniem oraz omówienie sposobu, w jaki twórca - rozmyślnie bądź nieświadomie - wzbudza w widzu określone reakcje22.
***
Uznając bankructwo estetyki idealistycznej i psychologistycznej, Treter nie godził się jednak na jej całkowite zastąpienie przez dyscypliny sąsiednie, tj. historię czy teorię sztuki. Do zadań tej pierwszej - obejmującej swym zakresem badawczym rozmaite rodzaje i dziedziny twórcze w różnych epokach - krytyk zaliczył gromadzenie faktów, klasyfikację, charakterystyki twórców, stylów i kierunków, porównania, atrybucje. Do metod - systematyczny wykład, kontekstualność (związek z dziejami kultury), analizę genetyczną. Estetykę z jej formalnym nastawieniem sytuował raczej w pobliżu teorii sztuki. Nadrzędne zadanie obu dyscyplin widział w analizie zasadniczych pojęć artystycznych, w szukaniu istoty dzieła sztuki oraz w badaniu jego struktury, do obowiązków estetyki zaliczając nadto orzekanie o wartościach. Uznając piękno za kryterium względne, nierzetelne i niedookreślone, Treter szukał miary obiektywnej, która nie opierałaby się na osobistych upodobaniach i przyjemności doznań zmysłowych, nie byłaby też uwarunkowana przez subiektywne predyspozycje oceniającego podmiotu23. Doceniając przede wszystkim bezpośrednią wartość sztuki, tj. taką, której istota leży w niej samej (jakość esencjonalna), a nie w pozaartystycznych (choćby najbardziej szczytnych) celach czy funkcjach24, krytyk zalecał oparcie procesu aksjologicznego przede wszystkim na ocenie szeroko rozumianej formy - będącej, jak twierdził, jedynym wyróżnikiem artyzmu, podstawą wszelkiego stylu i miernikiem oryginalności twórcy. Do zadań estetyka zaliczył zatem wypowiadanie sądów na temat artystycznej wartości25 dzieła, jego oryginalności i stopnia wyrażania w nim indywidualności twórcy. Odrzucał jednak radykalny, absolutystyczny normatywizm, traktujący wartość jako cechę trwale istniejącą w przedmiocie i dającą się zmierzyć ściśle wyznaczonymi, niezmiennymi miernikami. Przeciwnie, podkreślał relatywny charakter wartości (też artystycznych), zmieniających się wraz z przeobrażeniami obyczajowymi, warunkami społecznymi czy fluktuacjami historycznymi.
1.2. Próba definicji sztuki
Dokonując w imieniu estetyki swoistego "rachunku sumienia", Treter wskazywał na metodologiczne trudności dyscypliny wynikające przede wszystkim z jej pojęciowej mętności i braku precyzji językowej. Za podstawowy problem uznał mglistość i wieloznaczność najbardziej podstawowej kategorii artystycznej, tj. samej sztuki:
Język, uparty konserwatysta, przechowuje skrzętnie wszystko, co w ciągu długich wieków nagromadził, przyczepia nieraz nowe znaczenia do dawnych, a przy swym sknerstwie i niechęci do tworzenia nowych wyrazów posługuje się niekiedy jednym i tym samym słowem dla oznaczenia różnych rzeczy. Nie jest łatwo o porozumienie między dwiema osobami, jeśli np. używają terminu sztuka - każda z nich co innego ma na myśli26.
Treter był jednak przekonany, że sztuka, bez względu na zmieniające się prawidła, zasady i sposoby widzenia, posiada jakąś absolutną, ponadczasową, a więc niezmienną istotę. To esencjonalistyczne założenie, przy jednoczesnym odrzuceniu radykalnego normatywizmu tradycyjnej estetyki, prowokowało go do szukania definicji dostatecznie szerokiej, a jednocześnie niedopuszczającej do sytuacji, że "wszystko, co artysta z siebie wypluwa" zostaje uznane za sztukę27. Utrzymywał zatem, że dzieło sztuki jest organicznym zespołem pierwiastków zmysłowych i duchowych, powstałym w efekcie wewnętrznej konieczności artysty, a następnie skrystalizowanym w odpowiedniej formie i przemawiającym do naszej wyobraźni drogą wrażeń zmysłowych28.
Postrzeganie sztuki w silnej korelacji z osobowością twórcy pozwoliło umieścić ją na antypodach myśli dyskursywnej, właściwej nauce. Do cech tej ostatniej krytyk zaliczył nie tylko ścisłe rozumowanie, aspirowanie do obiektywizmu i operowanie abstraktami, ale też dążenie do osiągnięcia celów zewnętrznych wykraczających poza ściśle naukową działalność. Tymczasem, jak przekonywał w ślad za estetyką Benedetta Crocego29, w przypadku sztuki cel i środek stanowią jedność: sztuka jest wyrażaniem siebie, własnych uczuć czy idei i innego celu mieć nie może:
Dzieło sztuki, zrodzone przez proces czysto myślowy, to twór poroniony: to sztuka "programowa", sztuka dydaktyczna, sztuka tendencyjna, sztuka służąca pozaartystycznym ideom, tj. wartościom i celom, obcym poezji, muzyce czy plastyce. Obraz ma przemawiać z duszy artysty do duszy widza za pośrednictwem oka, z wyłączeniem wszelkich elementów obcych i postronnych30.
Opowiadając się za "czystością" granic artystycznych i bezinteresownym charakterem sztuki, Treter przeciwstawiał się zarówno dziełom "wyrozumowanym" (zrodzonym nie z wyobraźni i uczucia, lecz z "czysto myślowych założeń"), jak też takim, w których artysta, "gwałcąc czysto malarską fantazję" próbuje pouczać lub nauczać, ustępując miejsca historiozofowi czy moraliście wierzącemu w swą misję społeczną. Krytyk bronił więc idei "l'art pour l'art", ale pojmowanej wyłącznie jako sprzeciw wobec podporządkowywania sztuki jakimkolwiek celom pozaartystycznym, nie zaś w rozumieniu czystej wirtuozerii technicznej31. "Sztukę można tylko tworzyć, nie można jej robić"32, pisał, pod pojęciem tworzenia rozumiejąc budowanie nowej organicznej całości złożonej z wybranych elementów zaczerpniętych z natury, ale "przetrawionych w duszy" twórcy. To właśnie ów warunek nie pozwalał mu redukować artyzmu ani do samego métier, ani też do czystego układu barwnych płaszczyzn. Krytyk pogardliwie odrzucał słynną definicję Maurice'a Denisa33, stanowiącą swoiste credo sztuki antymimetycznej, uznając ją za klasyczny przykład formalistycznej, intelektualnej teorii artystycznej, marginalizującej znaczenie idei, tematu czy jakiejkolwiek treści duchowej wyrażanej przez twórcę. Przekonywał, że obrazu nie można traktować wyłącznie jako układu barw i kształtów na płaszczyźnie płótna - bo nadrzędna jest tu "idea tkwiąca w umyśle i fantazji artysty i zrealizowana poprzez linie i barwy"34. Twórczość rozumiał zatem jako realizację owej idei, wyrażoną poprzez formę za pomocą odpowiednio użytego materiału. Brak akceptacji dla koncepcji formy czystej - jako abstrakcyjnej, oderwanej od twórcy i jego przeżyć - nie oznaczał jednak uznawania sztuki wyłącznie za akt niekontrolowanej fantazji. Za Aloisem Rieglem Treter przywoływał pojęcie "woli artystycznej" jako czynnika odpowiedzialnego za kreatywność świadomego własnych celów artysty, a tym samym warunkującego wyrazistą, spójną kompozycyjnie całość, odpowiednio zharmonizowaną z tematem i opracowywanymi motywami.
Bezinteresowność, brak praktycznego celu, oparcie się na fantazji i odwoływanie się do wyobraźni widza to z kolei cechy zbliżające sztukę do rozrywek ludycznych. Koncepcji zaproponowanej przez Tretera daleko było jednak do utożsamiania, a nawet wyprowadzania sztuki z gry czy zabawy. W jego ujęciu, noszącym wyraźne ślady lektury dzieł Brzozowskiego, sztuka to bowiem nie wypoczynek, lecz wysiłek i praca - dająca efekty trwałe (a nawet wieczne), lecz możliwe do realizacji jedynie przez jednostki uprzywilejowane, o bogatym życiu wewnętrznym35.
Treter odrzucił również imitacyjną teorię sztuki, dopatrującą się jej istoty w stopniu odzwierciedlenia rzeczywistości. Nie postulował jednak całkowitego zerwania z naturą. Artysta - przekonywał - stwarza rzeczywistość sui generis własną i niepowtarzalną, nie tworzy jednak z niczego. Musi, choćby na zasadzie negacji, deformacji i eksperymentów, korzystać z danych, które dostarcza mu natura, nierozerwalna pępowina łącząca go z odbiorcą:
Każdy tedy malarz, pod grozą utraty gruntu pod nogami i racji bytu swej sztuki, skazany jest z góry na pewną większą lub mniejszą dozę realizmu, bez którego tęczowy świat jego twórczej wizji nie miałby żadnego punktu oparcia i nie mógłby w ogóle istnieć36.
Wspomniana "doza realizmu" nie miała jednak oznaczać ścisłego odtwarzania kształtów i barw rzeczywistych, jak chciał tego programowy naturalizm. Wierne reprodukowanie natury sprowadzające sztukę do roli mimetycznego wyrobnictwa Treter uznał za zadanie nie tylko nierealne, ale też bezcelowe:
Artysta, chcąc stworzyć obraz fragmentu natury, nie może jej niewolniczo kopiować, odtwarzać wszystkich drobiazgów po kolei, gdyż wtedy stałby się nudnym, rozwlekłym a nieścisłym gadułą. Przeciwnie, musi pominąć wszelkie zbyteczne szczegóły, musi wybrać i uwydatnić wszystko to, co zdaniem jego istotne i ważne, przez to upraszcza on naturę, a zarazem ją uogólnia, tzn. nadaje jej jednolity charakter i ogólny ton37.
Taki "krytyczny realizm", który nie zmusza malarza do zaparcia się siebie, "do wyzbycia się wszelkiego poetyckiego sentymentu i wszelkiej twórczej mocy kształtowania", miał polegać na budowaniu obrazu na podstawie elementów spotykanych w naturze, poddanych jednak, drogą intuicji i "uczuciowego pogłębienia", malarskiej syntezie, która staje się istotną treścią dzieła sztuki dzięki "odrębnie ujętej plastycznej formie", w jakiej wypowiada się dany twórca38.
Odrzucając skrajnie mimetyczną, ludyczną, idealistyczną, utylitarną i formalistyczną teorię sztuki, Treter zaproponował więc definicję, w której mieściła się aprobata dla szeroko rozumianej twórczości symbolicznej, przede wszystkim jednak dla sztuki ekspresjonistycznej - rozumianej jako odrzucenie obiektywizmu i prawdy przedmiotowej na rzecz wewnętrznej prawdy artysty, tworzącego dzieła będące "najwierniejszym odbiciem i szczerym plastycznym wyrazem" jego ducha:
Sztuka - to ani naśladowanie, podrabianie, czy przedrzeźnianie natury - ani gra czy przyjemna lub pożyteczna, bo kształcąca lub umoralniająca, zabawa - ani rozkosz czy podnieta dla przytępionych zmysłów - ani dążenie do realizacji urojonego ideału tzw. piękna (...). Sztuka to bowiem czyn, z integralnym życiem człowieka bezpośrednio związany, dzieło sztuki zaś to produkt twórczości ducha ludzkiego, skrystalizowany w harmonijnej formie, a więc widomy, zmysłom dostępny, znak jego najbardziej istotnego, czysto osobistego wyrazu39.
1 M. Treter, Xawery Dunikowski. Próba estetycznej charakterystyki jego rzeźb, Lwów 1924, s. 5.
2 Idem, Z zagadnień estetyki jako filozofii sztuki [mps], IS PAN, nr inw. 1510/A, s. 194.
3 Idem, Zarys estetyki [mps], IS PAN, nr inw. 1510/C, s. 154.
4 Idem, Zadania i przedmiot estetyki. Szkic programu badań (odbitka z Księgi Pamiątkowej ku czci prof. Twardowskiego), Lwów 1921, s. 8.
5 Zob. K. Twardowski, Granice puryzmu, w: idem, Rozprawy i artykuły filozoficzne, Lwów 1927, s. 215-221. Por. także: J.J. Jadacki, Szkoła Lwowsko-Warszawska i jej wpływ na filozofię polską drugiej połowy XX wieku, w: Historia filozofii polskiej. Dokonania, poszukiwania, projekty, red. A. Dziedzic, A. Kołakowski, S. Pieróg, P. Ziemski, Warszawa 2007; J. Woleński, Filozoficzna szkoła lwowsko-warszawska, Warszawa 1985; R. Jadczak, Rola Kazimierza Twardowskiego w stworzeniu analitycznej szkoły filozoficznej w Polsce, "Przegląd Filozoficzny" 1988, nr 11-12, s. 139.
6 M. Treter, Zadania i przedmiot estetyki, op. cit., s. 3.
7 W książce Zadania i przedmiot estetyki Treter dokładnie przedstawił zmieniające się od czasów starożytnych koncepcje piękna i sztuki, próbując wykazać nieadekwatność i niewystarczalność idealistycznej i psychologistycznej estetyki. Konfrontował również poglądy filozofów i teoretyków z potocznym "życiem" poszczególnych pojęć oraz z twórczością artystyczną, do której się odnoszą.
8 Opowiadając się za empirycznym podejściem do dyscypliny, Treter nie podzielał jednak w pełni stanowiska bliskiego adeptom szkoły lwowsko-warszawskiej, którzy - jak choćby Mieczysław Wallis czy Stanisław Ossowski - mimo odrzucenia estetyki normatywnej i postulowania opisowo-naukowej klasyfikacji zjawisk, zwracali jednocześnie uwagę na rolę przeżycia estetycznego oraz subiektywne dyspozycje percypującego podmiotu, w zasadniczy sposób wpływające na proces oceny dzieła. Zdaniem Tretera taka metoda, badająca obiekty artystyczne w oparciu o reakcje, jakie budzą w widzu, nie może być uważana za odrębną naukę, operuje bowiem fałszywymi założeniami: chce orzekać o przedmiocie na podstawie sposobu reagowania na ów przedmiot. Zob. M. Treter, Zadania i przedmiot estetyki, op. cit.
9 Idem, Z zagadnień..., op. cit., s. 33.
12 M. Treter, Sztuka a zagadnienie piękna i brzydoty, "Tygodnik Ilustrowany" 1923, nr 29, s. 464.
13 Kontemplacja w ujęciu Lippsa nie miała jednak służyć rozkoszy czysto estetycznej, niemiecki psycholog rozumiał współodczuwanie raczej jako czynność duchową, pozwalającą w dostrzeganych przedmiotach, ich kształtach, kolorach, odczuć silne walory emocjonalne i potraktować je jako własne. Zob. J. Rembowski, Zarys historii badan nad empatią, "Studia Psychologiczne" 1993, nr 9, zwłaszcza s. 17-19.
14 M. Treter, Z zagadnień..., op. cit., s. 68.
15 O bezinteresowność kontemplacji wołali również współcześni Treterowi estetycy, jak Tatarkiewicz, Ossowski czy Wallis. Zob. B. Dziemidok, Teoria postawy estetycznej w polskiej estetyce okresu międzywojennego, "Studia Estetyczne" 1974, t. XI, s. 182-226.
16 Zob. B. Dziemidok, Teoria przeżyć i wartości estetycznych w polskiej estetyce dwudziestolecia międzywojennego, Warszawa 1980, s. 119.
17 Treść artystyczna to w ujęciu Tretera połączenie formy, wątku tematycznego i tworzywa. Więcej o tym w rozdziale 5 części pierwszej niniejszej książki.
18 Idem, Z zagadnień..., op. cit., s. 152-153. Podobnie estetyczną percepcję sztuki rozumiał Wallis, pisząc o wzbogaceniu odbioru emocjonalnego koniecznym rozumieniem intelektualnym. Warunkiem trafnej oceny dzieła było dlań organizowanie postrzeżeń i wrażeń w całość wyższego rzędu. Wallis jednak, w przeciwieństwie do Tretera, silniej akcentował rolę przeżycia estetycznego, intuicji i dyspozycji psychicznych odbiorcy, wskazując przy tym na zbieżność przeżycia odbiorcy z intencjonalnym działaniem twórcy (obliczonym na wywołanie określonych doznań). Zob. K. Piotrowski, Wallisowska teoria rozumienia sztuki, w: Wobec sztuki. Historia, krytyka, teoria. Materiały seminarium metodologicznego, Lublin 1992, s. 97-107. Zob. także: B. Dziemidok, Teoria przeżyć i wartości estetycznych..., op. cit., s. 110-111.
19 M. Treter, Zarys estetyki, op. cit., s. 154. Poznania intelektualne nie oznaczało jednak odrzucenia odbioru emocjonalnego - przeciwnie, krytyk wielokrotnie podkreślał znaczenie oddziaływania dzieła na widza, uważał jedynie, że kontemplacja czysto estetyczna nie może się doń ograniczać, jeśli ma stanowić punkt wyjścia dla dalszej analizy i oceny - skupionej na formie dzieła, a nie na subiektywnych wrażeniach percypującego podmiotu.
23 Treter dowodził, iż psychologia, badając rozkosz estetyczną, może wyjaśniać wyłącznie proces powstawania sądów, nie może zaś tworzyć kryteriów wartościowania. Zob. Idem, Z zagadnień..., op. cit., s. 68.
24 Treter wyróżnił, także w obszarze sztuk plastycznych, zarówno wartości bezpośrednie, jak i pośrednie (gospodarcze, ekonomiczne, moralne, duchowe itp.), do zadań estetyki zaliczył jednak orzekanie wyłącznie o tych pierwszych. Zob. M. Treter, Zarys estetyki..., op. cit., s. 117.
25 W obszarze wartości bezpośrednich krytyk dostrzegał zarówno wartości estetyczne, jak i artystyczne, były to jednak w tym przypadku granice dość powierzchowne. Wszelkie wartości wsobne dzieła sztuki uznał on za artystyczne, do estetycznych zaliczył zaś te, które nie tyle odnoszą się do aktu percepcji zmysłowej, jak chciał choćby Ingarden, lecz stanowią przedmiot badań estetyki. Przy takim rozróżnieniu nie każda wartość estetyczna mogła pokrywać się z artystyczną - kopie, falsyfikaty, reprodukcje czy nawet "liche dzieła" - pozbawione wartości artystycznej, mogły jednak służyć za materiał (np. porównawczy) do badań estetyki, a więc jako takie posiadać wartość estetyczną. Zob. M. Treter, Zarys estetyki..., op. cit., s. 112.
27 Idem, Maruderzy modernizmu, "Gazeta Polska" 1931, nr 32, s. 4.
28 Idem, Z zagadnień estetyki, op. cit., s. 118. Zob. także: Idem, Zarys estetyki, op. cit., s. 147 oraz: Idem, O własne oblicze sztuki polskiej [mps], IS PAN, nr inw. 673, s. 3.
29 Por. B. Croce, Zarys estetyki (1926), oprac. Z. Czerny, Warszawa 1962.
30 Idem, Matejko. Osobowość artysty. Twórczość. Forma i styl, Lwów 1939, s. 82. W ramach tzw. sztuki użytkowej Treter doceniał tylko takie dzieła, i tylko takie chciał włączać w obszar artystyczny, które posiadały wartość artystyczną bez względu na pełnioną funkcję użytkową.
31 Idem, Zarys estetyki, op. cit., s. 141.
32 Idem, O własne oblicze..., op. cit., s. 3.
33 Maurice Denis pisał: "Pamiętać, że obraz, nim stanie się koniem bitewnym, nagą kobieta lub jakąkolwiek inną anegdotą, jest przede wszystkim powierzchnią płaską pokrytą farbami w określonym porządku". M. Denis, Definicja neotradycjonizmu, w: Artyści o sztuce. Od van Gogha do Picassa, opr. E. Grabska, Warszawa 1977, s. 74 (pierw. "Art et Critique", sierpień 1890).
34 Idem, O własne oblicze..., op. cit., s. 57.
35 Idem, Zarys estetyki, op. cit., s. 12. Zob. także: S. Brzozowski, Idee. Wstęp do filozofii dojrzałości dziejowej, red. M. Sroka, Kraków 1990, s. 107. Zob. także: Idem, Sztuka i społeczeństwo, w: Wczesne prace krytyczne, oprac. M. Sroka, Warszawa 1988, s. 233 (pierw. "Głos" 1903, nr 25-31).
36 Idem, Fałat, "Sztuki Piękne" 1925/1926, nr 7, s. 291-292.
37 Idem, Grafika Wyczółkowskiego, "Sztuki Piękne" 1924, nr 8, s. 378.
38 Idem, Fałat, "Sztuki Piękne" 1925/1926, nr 7, s. 294.
39 Idem, O własne oblicze..., op. cit., s. 1.