Między Bogiem a prawdą. Metafizyczne przygody roztargnionego profesora - Marek Artur Abramowicz

Kup ebooka

49.90 zł
38.92 zł (27,45 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

01.

NIE PO­TRA­FIĘ ZMY­ŚLAĆ

I SZLI CAŁĄ NOC.

Je­rzy An­drze­jew­ski, Bramy raju

W tej książce wy­ja­śniam, skąd wy­nika moje prze­ko­na­nie, iż nie ma żad­nej sprzecz­no­ści po­mię­dzy su­biek­tywną wiarą w Boga a obiek­tywną wie­dzą, jaką ofe­ruje współ­cze­sna fi­zyka. Twier­dzę, sine ira et stu­dio, że obie - wiara i wie­dza - są mi łącz­nie ko­niecz­nie po­trzebne do ra­cjo­nal­nego ro­zu­mie­nia rze­czy­wi­sto­ści. Wy­ja­śnia­nie tego stwier­dze­nia wspo­ma­gam roz­wa­ża­niami do­ty­czą­cymi fi­zyki oraz opo­wia­da­niem zda­rzeń, które ukształ­to­wały moje po­glądy na równi z tym, czego się na­uczy­łem z ksią­żek i od in­nych lu­dzi. W roz­dziale 23. wspo­mi­nam także krótko o związ­kach wiary i wła­dzy w kon­tek­ście re­la­cji po­mię­dzy obec­nymi wła­dzami pań­stwo­wymi a Ko­ścio­łem ka­to­lic­kim w Pol­sce: uwa­żam je za fun­da­men­tal­nie nie­wła­ściwe.

Przez wiele lat za­cho­dzi­łem czę­sto do ma­łej księ­garni PIW-u na Fok­sal, dziś już nie­ist­nie­ją­cej, aby prze­glą­dać nowe książki. Kie­dyś, chyba la­tem 2010, gdy wcze­śnie rano mi­ja­łem za­mknięty jesz­cze lo­kal, zo­ba­czy­łem w wi­try­nie książkę Du­sza czyść­cowa. Wspo­mnie­nia o Sta­ni­sła­wie Gro­cho­wiaku. Po­sta­no­wi­łem ją ku­pić, gdy będę wra­cał po po­łu­dniu do domu. Miesz­kam z żoną Hen­ryką tuż obok, na Smol­nej. Ale po po­łu­dniu Du­szy czy­ś­co­wej już w oknie wy­sta­wo­wym nie było. Pani sprze­daw­czyni zmar­twiła się moim zmar­twie­niem i po­wie­działa:

- W skle­pie co prawda już nie ma, ale pójdę spraw­dzić w ma­ga­zy­nie, czy się nie za­wie­ru­szył ja­kiś eg­zem­plarz.

- Bar­dzo dzię­kuję! Ku­pię dwa, je­śli są dwa.

Drugi chcia­łem po­da­ro­wać Stasz­kowi Baj­tli­kowi, z któ­rym kie­dyś długo roz­ma­wia­łem o waż­nym dla nas obu wier­szu Gro­cho­wiaka Piersi kró­lo­wej uto­czone z drewna.

Po chwili pani wró­ciła, ra­do­śnie uśmiech­nięta, nio­sąc dwa eg­zem­pla­rze.

- To dwa ostat­nie. Nie mogę ich od razu panu sprze­dać, bo mu­szę je wpierw zin­wen­ta­ry­zo­wać.

Po­ło­żyła jedną z ksią­żek przy ka­sie i za­jęła się in­wen­ta­ry­za­cją. Drugi eg­zem­plarz prze­glą­da­łem, sie­dząc w fo­telu obok. I wtedy do księ­garni wszedł Je­rzy Pilch. To zna­czy: nie wie­dzia­łem na pewno, czy to był Pilch, bo go oso­bi­ście ni­gdy nie po­zna­łem. Ale wy­glą­dał jak Pilch na fo­to­gra­fiach, a poza tym młoda ko­bieta, z którą przy­szedł, była do­kład­nie taka, jak ją opi­sał w jed­nej ze swych po­wie­ści (cy­tuję z pa­mięci): "jest tak piękna, że gdy idzie ulicą, oglą­dają się za nią wszy­scy męż­czyźni, ko­biety, dzieci i zwie­rzęta".

Jak po sznurku od razu pod­szedł do Du­szy czy­ś­co­wej i wziął książkę do ręki.

- To mój Gro­cho­wiak - po­wie­dzia­łem. - Pani go wła­śnie in­wen­ta­ry­zuje. Ten drugi też jest mój. In­nych już nie ma, wszyst­kie sprze­dane. Je­śli chce pan po­czy­tać na miej­scu, pro­szę bar­dzo. Zo­stanę, jak długo trzeba, ale w końcu i jed­nego, i dru­giego Gro­cho­wiaka za­biorę.

Obie pa­nie po­pa­trzyły na Pil­cha, wy­raź­nie cie­kawe, jak ode­prze tę im­per­ty­nen­cję. Jego od­po­wiedź była mi­strzow­ska:

- Czy pan znał do­brze oso­bi­ście Gro­cho­wiaka? Bo ja tak.

Wy­sze­dłem od razu na szmon­daka, który Gro­cho­wiaka na­wet nie znał oso­bi­ście, a te­raz ku­puje książki o nim. Pró­bo­wa­łem się ra­to­wać:

- Nie, nie zna­łem Gro­cho­wiaka oso­bi­ście, ale po­tra­fię z pa­mięci wy­re­cy­to­wać wszyst­kie jego wier­sze.

- To wszy­scy po­tra­fią.

Tym po­gnę­bił mnie osta­tecz­nie, roz­ło­żył na ło­patki, a ja na sto pro­cent się prze­ko­na­łem co do słusz­no­ści zi­den­ty­fi­ko­wa­nia go jako Pil­cha - było to bo­wiem stwier­dze­nie rów­nie ka­te­go­ryczne, co ab­sur­dalne, w Pil­chow­skim stylu, przy­po­mi­na­jące jego po­wie­dze­nie naj­bar­dziej przeze mnie po­dzi­wiane: "Ko­mu­nizm upadł w Pol­sce tylko dla­tego, że wszy­scy czy­ta­li­śmy Pro­usta w ory­gi­nale, a nie w tłu­ma­cze­niu Boya-Że­leń­skiego". Ale pa­mię­ta­łem jego mniej udane stwier­dze­nie w tym sa­mym stylu (też z fe­lie­tonu w "Po­li­tyce"): "Wy­obraź­cie so­bie pań­stwo, że po­wieść Je­rzego An­drze­jew­skiego Bramy raju składa się z jed­nego tylko zda­nia". Wszy­scy wie­dzą, że to nie­prawda. Słynna po­wieść An­drze­jew­skiego składa się z co naj­mniej dwóch zdań. To dru­gie, krót­kie, które ją koń­czy, brzmi: "I szli całą noc". Ma orze­cze­nie, za­czyna się od du­żej li­tery, koń­czy kropką i na­stę­puje po kropce za­my­ka­ją­cej po­przed­nie zda­nie. To pod­su­nęło mi myśl, aby zmie­nić te­mat:

- Po­wiem panu coś, o czym wiem, że pan tego na pewno nie wie. Bramy raju An­drze­jew­skiego nie skła­dają się z jed­nego zda­nia, jak na­pi­sał nie­dawno pe­wien modny fe­lie­to­ni­sta "Po­li­tyki", ani na­wet z dwóch zdań, jak my­śli więk­szość czy­tel­ni­ków, któ­rzy do­brnąw­szy do końca, wi­dzą wy­dzie­lone krop­kami i aka­pi­tem cztery ostat­nie słowa: "I szli całą noc". Po­wieść składa się z trzech zdań. An­drze­jew­ski ze wszyst­kich za­kpił i gdzieś w po­ło­wie po­sta­wił kropkę, za­czy­na­jąc nowe zda­nie od wiel­kiej li­tery, ale nie od aka­pitu. Bez aka­pitu jest to ła­two prze­oczyć i wszy­scy, prócz mnie, prze­oczyli.

To go za­cie­ka­wiło. Chwilę mil­czał. Wresz­cie uśmiech­nął się:

- Pan to zmy­ślił na po­cze­ka­niu?

- Tak - skła­ma­łem - zmy­śli­łem to na po­cze­ka­niu.

- Gra­tu­luję. Do­sko­nała hi­sto­ria: zwarta, po­ucza­jąca i za­bawna. Niech się pan nie oba­wia, nie za­biorę panu Gro­cho­wiaka. Zresztą już mu­simy wy­cho­dzić. Do wi­dze­nia.

I wy­szli. Nie mogę jed­nak być dumny z po­chwały Pil­cha do­ty­czą­cej kunsztu zmy­śla­nia przeze mnie hi­sto­rii, bo ja hi­sto­rii tej nie wy­my­śli­łem. O kropce w środku po­wie­ści An­drze­jew­skiego po­wie­dział mi mój brat Ja­cek, fi­lo­log stu­diu­jący twór­czość Adama Mic­kie­wi­cza. Nie wiem, czy on tę kropkę na­prawdę zna­lazł, czy wła­śnie zmy­ślił. On sam już te­raz tego nie pa­mięta.

Nie po­tra­fię zmy­ślać. Żadna z hi­sto­rii opi­sa­nych w tej książce nie jest zmy­ślona, wszyst­kie są praw­dziwe.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki