Rozdział 2
Z pewną obawą skręciła w drogę prowadzącą do firmy Patryka, ulokowanej kilka kilometrów za miastem. Każdy motocyklista doskonale znał to miejsce, połączenie świetnie wyposażonego sklepu motocyklowego z hangarem, w którym właściciel stworzył miejsce do ćwiczeń. Bernasia do tej pory nie miała okazji tam zajrzeć.
Towarzyszył jej Krystian, który ani myślał puścić siostrę samą. Na przyczepce miała zabezpieczony motocykl, tylne siedzenie pokrywały elementy stroju do jazdy. Była ciekawa zajęć z Patrykiem. W każdych zawodach zajmował wysokie miejsca i miał naprawdę spore umiejętności. Tylko czy faktycznie będzie chciał ją uczyć, czy może...
- Co tak rozkminiasz? - zagadnął Krystian, obrzucając ją uważnym spojrzeniem. - Wysiadamy czy wracamy?
- Oczywiście, że wysiadamy. W ogóle nie wiem, po co ze mną przyjechałeś. Na motocyklach się nie ścigasz, więc lekcje nie są ci potrzebne.
- Jestem ciekaw, czego Patryk będzie cię uczył.
- Nie potrzebuję niańki, wiesz? - odparła, chociaż tak naprawdę ucieszyła się, że brat z nią przyjechał. Męczyła ją jego nadopiekuńczość, ale dzisiaj akurat, choć absolutnie by się do tego nie przyznała, wolała mieć go u swego boku. Nie znała Patryka i nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać.
- Wiem, wiem, zosiu samosiu. Jesteś dorosła, samodzielna i ze wszystkim świetnie sobie radzisz. - Przedrzeźniał ją, wykrzywiając twarz w komicznym grymasie.
- Właśnie. Skoro jednak już tu jesteś, to wyskakuj i pomóż mi.
- Aha, a niby taka samodzielna.
Bernasia odwróciła się w jego stronę i pokazała mu język. Krystian parsknął śmiechem.
- Taa, i dorosła...
Wysiedli, rozglądając się ciekawie dookoła. Na placu utworzono tory o różnym stopniu trudności. Widziała je kilka miesięcy temu, gdy kupowała nowy buzer i stabilizator. Interesowało ją jednak, co skrywa hangar, i miała nadzieję, że właściciel pokaże im wnętrze.
- Cześć. - Patryk na przywitanie wyciągnął rękę najpierw do Bernadetty, później do jej brata.
Nie skomentował obecności chłopaka. Nie był nią jednak zaskoczony. - Piękna maszyna - stwierdził, oglądając dokładnie motocykl Bernasi. - Widać, że wiesz, jak ją utrzymać w dobrym stanie technicznym.
- Mareza mnie nauczył - odparła z dumą w głosie. - Zanim w ogóle mogłam pomyśleć o jeździe, spędziłam setki godzin na myciu, polerowaniu i konserwowaniu sprzętu.
- Dobrze, znaczy, że podstawy masz opanowane.
- No raczej - żachnęła się, czym sprowokowała wybuch śmiechu u obu mężczyzn.
- Tylko jazda coś kiepsko jej idzie - wtrącił Krystian.
- Znawca się odezwał. - Pokręciła głową i podeszła bliżej maszyny. - Mam ją dopiero od roku. Wcześniej jeździłam na starym złomie, ale do jazd rekreacyjnych w zupełności mi wystarczał. Jednak gdy trafiła się okazja kupienia tego motocykla, zaczęłam myśleć o wyścigach.
- I zamiast najpierw oswoić się z pojazdem, dobrze go poznać i poćwiczyć jazdę na torze, od razu ruszyła na pierwszy dostępny w okolicy wyścig cross country - dopowiedział Krystian.
- No cóż. - Wzruszyła ramionami. - Może trochę się pospieszyłam.
- Dobra, dzieciaku...
- Tylko nie dzieciaku. Mam na imię Bernadetta - zaprotestowała energicznie, wchodząc w słowo Patrykowi.
- Wiem, jak masz na imię. Zaczniemy od przygotowania zaplecza do jazdy. Ćwiczysz?
- Oczywiście, jeżdżę przynajmniej dwa razy w tygodniu. Czasami częściej.
- Chodziło mi o ćwiczenia fizyczne. Masz opracowany plan treningowy?
Patryk uważnym spojrzeniem powiódł po jej szczupłej sylwetce. Nie pozostała mu dłużna i też dokładnie zlustrowała jego ciało w kształcie litery V. Na pierwszy rzut oka wydawał się szczupły, a jego mięśnie raczej nie należały do imponujących. Jednak każdy z nich był idealnie wypracowany, pozbawiony zbędnego rozdęcia. Można było się domyślić, że wiele czasu poświęcił rzeźbieniu sylwetki.
- Skończyłaś? - zapytał, unosząc kącik ust w lekkim uśmiechu.
Zignorowała pytanie, ale na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
- Siostra, przyznaj się, ile pochłaniasz węglowodanów i cukrów podczas oglądania filmów.
- Owszem, lubię niezdrowe jedzenie, ale wszystko spalam podczas jazdy - odparła. - Poza tym co drugi dzień jeżdżę na rowerze. Zawsze robię około dziesięciu kilometrów. No i ćwiczę nadgarstki.
- Dobrze, rower to świetna opcja i rozwija mięśnie potrzebne do jazdy na motocyklu. Jednak sam rower to za mało, aby wyrobić odpowiednią kondycję, siłę i gibkość.
- Nie brzmi to dobrze - odparła, krzywiąc usta w lekkim grymasie. - Gdy ćwiczyłam z Adamem, to zalecał mi jazdę na rowerze.
- Sama mówiłaś, że kiedyś jeździłaś tylko rekreacyjnie - przypomniał jej Patryk. - Do takich przejażdżek rower by ci wystarczył. Chcąc jednak ścigać się na torze, musisz popracować nie tylko nad techniką, ale i nad kondycją, żeby wyrobić w sobie wytrzymałość.
- "Jazda, to nie tylko grzanie na torze. To przede wszystkim myślenie i przewidywanie, dopiero później umiejętności" - zacytowała słowa, które niczym mantrę powtarzał jej Adam Mareza.
- Dokładnie tak - przytaknął Patryk. - To co? Gotowa zacząć treningi?
- Ale że jak? Z tobą?
- Na to wychodzi. Nie ma w okolicy sali do crossfitu, a szkoda, bo myślę, że w twoim przypadku doskonale by się sprawdziła.
- To te ćwiczenia dla żołnierzy i policjantów? - zainteresował się Krystian.
- Nie tylko. To generalnie codzienny program ćwiczeń, który buduje i rozwija koordynację, wydolność, wytrzymałość, szybkość i siłę. Można nieźle wyrobić kondycję i zadbać o odpowiedni rozwój masy mięśniowej.
- Brzmi dobrze - skwitował Krystian.
- Bo to jest dobre.
- I takie ćwiczenia chcesz ze mną robić? - Bernasia się zdziwiła.
- Nie, to zadania dla trenera personalnego, a ja nie mam czasu na takie zabawy. Pomogę ci ustalić cykl ćwiczeń, ale wykonanie to już twoje zadanie. U mnie poćwiczymy technikę jazdy, mam trochę torów przeszkód do ćwiczeń, ale trenować będziemy głównie w terenie - odparł obojętnym tonem, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Okej, to co mi radzisz?
- Przestać jeść chipsy i lody - podpowiedział Krystian, który z zaciekawieniem przysłuchiwał się rozmowie.
- Czasami można wszamać śmieciowe żarcie - odparł Patryk, patrząc na Bernasię posyłającą bratu mordercze spojrzenia. - Byle nie za często. Jednak porządne jedzenie i dobra suplementacja też są ważne. Oczywiście nie trzeba się katować, nie budujemy masy jak chłopacy na siłce, ale jednak dobre paliwo jest potrzebne.
- Kumam. Wbrew temu, co tu insynuuje mój brat, wcale aż tak się nie objadam słodyczami, więc temat jest do ogarnięcia. A co z tymi treningami? - zapytała, przysiadając na przyczepce.
- Na pewno trzeba włączyć bieganie.
- No nie...
- Spoko, najpierw drobne przebieżki, krótkie dystanse. Nie chodzi o to, żebyś się forsowała do upadłego i tworzyła zakwasy, ale o poprawienie wydolności oddechowej. Później sobie będziesz wydłużała dystans. Do tego basen i trochę ćwiczeń rozciągających, poprawiających koordynację oraz wzmacniających tułów.
- Ej - zaprotestowała. - Nie za dużo tego wszystkiego?
- Chcesz dobrze jeździć czy zaliczać wywrotki na trudniejszych wirażach?
- Dobra - burknęła. - To ile tego biegania i pływania?
Patryk uśmiechnął się i zaczął układać jej tygodniowy plan. Po jej pięknej twarzy co jakiś czas przebiegał grymas niezadowolenia, ale już nie oponowała. Wiedziała, że aby osiągnąć coś na torze, musi się wziąć do tego na poważnie.
- Okej, to wszystko jasne. Od jutra zacznę wdrażać ten plan, a brat z pewnością do mnie dołączy - stwierdziła, posyłając Krystianowi szelmowski uśmiech.
- Yyy, wiesz - podrapał się po głowie, przeciągając odpowiedź - mogę ci trochę potowarzyszyć, ale niedługo wyjeżdżam do Holandii, więc nie mam zbyt wiele czasu. Zostało mi jeszcze sporo spraw do ogarnięcia.
- Nie ściemniaj, że taki zarobiony jesteś. Poza tym jedziesz dopiero za miesiąc.
Patryk przysłuchiwał się ich wymianie zdań z wesołymi ognikami w oczach. Bawiły go te ich rozmowy. Dobrze czuł się w towarzystwie Bernadetty i jej brata. Byli tacy naturalni i prostolinijni. To rzadko spotykane cechy. Przynajmniej w jego otoczeniu.
- Dzieciaku, skoro już przytargałaś swoją maszynę, to może kilka rundek po torze przeszkód? - zaproponował, chcąc odegnać nostalgię, która budziła się w jego sercu.
Kiwnęła, zadowolona, głową i sięgnęła po ubrania ochronne.
- Otworzę sklep, to się ubierzesz - zaproponował.
- Daj spokój, na torze też wciągam strój przy aucie. Nikt tam się nie troszczy o wygodę. Zresztą, sam wiesz, że to nie jest sport dla delikatnych.
Wiedział o tym doskonale. Ten sport uratował go przed stoczeniem się na samo dno. Odwrócił się, nie chcąc podglądać Bernadetty. Zagaił rozmowę z Krystianem, który zajął się szykowaniem motocykla do jazdy, ale jego wzrok co rusz ukradkiem uciekał w stronę dziewczyny. Na szczęście była zbyt zajęta przebieraniem, aby to zauważyć.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki