ROZDZIAŁ 2
Po obiedzie zjedzonym na łóżku Majka zamieniła marynarkę i cygaretki na luźną bluzkę i dżinsy. Do pracy zawsze ubierała się elegancko, ale w domu ceniła sobie przede wszystkim wygodę, zwłaszcza odkąd pomagała mężowi w remoncie i porządkowaniu obejścia. Gdy przeprowadzili się na wieś, Konrad niespodziewanie odkrył w sobie smykałkę do wszelakich prac domowych. Majka sądziła, że będą musieli zatrudnić ekipę budowlaną, ale jej mąż się uparł, że większość przeróbek wykona sam, i przyjął do pracy tylko jednego fachowca.
- Zaoszczędzimy w ten sposób - mówił, przekonując żonę.
Majka uległa głównie dlatego, że nie chciała pozbawiać go przyjemności. Jeśli tynkowanie, kładzenie płytek i montowanie kabli rzeczywiście pociągało Konrada, to bardzo proszę, niech remontuje.
- Obyśmy tylko za długo nie musieli gotować na podłodze - mruknęła, oznajmiając mu swoją decyzję.
Konrad naprawdę nieźle sobie radził. Powynosił z kuchni stare meble i porąbał je na kawałki. Po przestudiowaniu krótkiego poradnika dla elektryków samodzielnie wytyczył też nowe szlaki dla przewodów i razem z panem Wiesiem, zatrudnionym budowlańcem, wykuli wczoraj dziury w ścianach, żeby przerobić instalację. Majka sądziła, że dzisiaj będzie mogła patrzeć, jak montują instalację, ale kiedy przebrała się w domowe ubrania, Konrad popatrzył na nią zdziwiony.
- Tak chcesz jechać na zakupy?
- Jakie zakupy? Przecież dopiero co byłam w sklepie spożywczym i w aptece.
- Majka, zlituj się. Odkąd tutaj zamieszkaliśmy, trujesz mi, żebyśmy kupili chociaż stół. Dwa dni temu zaproponowałem, że pojedziemy dzisiaj do sklepu meblowego, i z radością się na to zgodziłaś.
- Naprawdę umawialiśmy się na dzisiaj?
- Naprawdę. I jeśli o mnie chodzi, możesz jechać w tych dżinsach, zmień tylko koszulkę. Czy mnie wzrok zawodzi, czy ona ma dziurę na rękawie?
- Jaką dziurę? - Majka spojrzała na rękę. - Zaledwie małą dziureczkę.
- No dobrze, jeśli to ci nie przeszkadza, to bierz torebkę i jedziemy do sklepu. Nie chcę marnować czasu.
- Spieszysz się dokądś?
- Chcę wykuć jeszcze dziurę na przewód w suficie. No chyba że zmieniłaś zdanie i nie chcesz jednak lampy nad stołem.
- Oczywiście, że chcę. Wiesz, że marzyłam o takim rozwiązaniu od zawsze.
- W takim razie pospiesz się, bardzo cię proszę.
- Dobrze, dobrze. - Majka rozłożyła ręce w pokojowym geście. - Zmienię tylko tę koszulkę.
Kilkanaście minut później byli gotowi do drogi. Majka poszła otworzyć bramę w towarzystwie psiaków i kotki, a Konrad odpalił samochód i po chwili jechali już w stronę najbliższego miasta.
Był piękny, bezchmurny dzień. Ciepłe promienie słońca wpadały przez szyby, więc oboje włożyli przyciemniane okulary. Majka przyglądała się mijanym domom. Chociaż nie znali tutaj z Konradem jeszcze nikogo, lubiła tę wioskę, która - otoczona lasami i łąkami - leżała nieopodal jeziora, trochę z dala od cywilizacji. Nie było w niej nawet sklepu spożywczego, co po latach spędzonych w mieście początkowo wydawało się Majce nie do przyjęcia, ale szybko nauczyła się robić większe zakupy po pracy i miała małe zapasy w lodówce.
Była wdzięczna również za dobrą drogę do pracy. Kiedy znaleźli z Konradem dom w Jodełkach, trochę się bała, że będzie miała utrudniony dojazd do firmy, ale potem szczęśliwie odkryła skrót przez lasy i nie trzeba było wstawać zabójczo wcześnie, żeby dojechać na czas. Co prawda musiała niekiedy zatrzymać się na chwilę, żeby przepuścić sarnę albo królika, ale i tak nie wychodziła na tym najgorzej. Dopóki nie zrywała się o piątej rano, była w stanie przeboleć niemal wszystko.
Pomyślała o zbliżających się zakupach.
- Co dokładnie dziś kupimy? - spytała Konrada.
Mąż popatrzył na nią z ukosa.
- Jak to? Od kilku dni mówisz, że przydałyby nam się meble. Myślałem, że masz już wszystko obmyślone - zdziwił się.
- Och, a więc tobie wszystko jedno, jaki będziemy mieli stół i krzesła?
- Oczywiście, że ma to dla mnie znaczenie, ale przecież nie wybierzesz czegoś, co mi się nie spodoba.
Majka uniosła brew.
- Skąd ta pewność?
- Bo trochę dni już ze sobą przeżyliśmy i wiem, że mamy podobny gust.
- No, no. Czym sobie zasłużyłam na ten komplement?
Konrad się zaśmiał.
- Po prostu zastanów się, co jeszcze chcesz kupić. Nie mamy do tego sklepu blisko, a ja mam naprawdę ciekawsze rzeczy do roboty niż jeżdżenie w tę i we w tę po meble czy inne rzeczy.
- Na przykład wyburzanie ścian? - zakpiła żona.
- Tego akurat nie mam w planach, ale tak, chodziło mi o szeroko rozumiane czynności remontowe.
- Dobrze, dobrze. - Majka postanowiła się skupić. - Przede wszystkim potrzebujemy stołu i krzeseł, bo mam już dość jedzenia na łóżku. Przydałaby się też szafa na ubrania albo chociaż szafka na bieliznę, żeby nie musieć codziennie szukać rzeczy w walizkach.
- Okej, w takim razie dopisujemy komodę na listę. Tylko błagam, wybierz taką, którą potem zostawimy, gdy będziemy urządzać salon albo sypialnię, a nie tymczasową, która potem nie będzie ci do niczego pasowała.
- Za kogo ty mnie masz? Przecież sama dobrze zdaję sobie z tego sprawę - obruszyła się Majka.
- To świetnie - odparł Konrad ugodowo. - Czego jeszcze potrzebujesz?
- Rozumiem, że to nie jest jeszcze czas na wybór mebli kuchennych?
- Nie. Zresztą jeszcze nawet nie wymierzyłem ścian.
- Okej, ale wiesz, że będziemy czekać na realizację zlecenia? Lepiej by było zamówić je wcześniej.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz?
Majka wzruszyła ramionami.
- Sądziłam, że wiesz.
- Niby skąd miałem to wiedzieć?
Majka popatrzyła przez okno. Leśny krajobraz powoli ustępował łąkom i polom, a w oddali było już widać pierwsze zabudowania sąsiedniej wioski.
- Oj, nie gorączkuj się - uspokoiła męża. - Najwyżej dzisiaj wybiorę typ szafek i blaty, a zamówienie złożymy potem przez internet.
- To tak się da?
- Jasne. Przecież żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku.
- I dobrze. Chwała Bogu za internet. Czasami nie wiem, co bym bez niego począł.
- A propos internetu... - Majka sięgnęła po swoją torebkę i wydobyła z niej telefon. - Czekam dzisiaj na ważnego maila.
- Z pracy?
- Tak. Nasz kochany prezes się uparł, że mamy jak najszybciej wymyślić nową linię produktów.
- Niecierpliwego masz brata.
- Dopiero teraz odkryłeś tę jego cechę? Ja się męczę z nią od dzieciństwa.
Konrad zmienił bieg na niższy i włączył kierunkowskaz.
- Czasami cieszę się, że jestem tylko przedstawicielem handlowym w tej firmie.
- Uważaj, bo porozmawiam, z kim trzeba, i awansujesz - zagroziła żartobliwie Majka. - Pamiętaj, że rozmawiasz z siostrą prezesa.
Mąż się zaśmiał.
- Oboje wiemy, że znasz moje słabe nerwy i nie zrobisz mi tego. Nie zniósłbym większej odpowiedzialności.
Majka nie mogła się z nim nie zgodzić, bo kilkakrotnie widziała, jak Konrad denerwuje się, gdy na jego barki spada za wiele wyzwań.
- Tym bardziej doceń wielkoduszność swojej żony. - Pogłaskała go z czułością po policzku.
- Przecież ja zawsze ją doceniam. - Konrad dotknął jej ręki.
Majka skwitowała to stwierdzenie szerokim uśmiechem. Następnie sprawdziła skrzynkę odbiorczą.
- I co? - spytał ją Konrad.
- Pusto. Widocznie mój współpracownik nie traktuje rozporządzeń Adama aż tak serio jak ja.
- A jakie dokładnie produkty Adam kazał wam wymyślić?
- To jest właśnie podstawowy problem... - westchnęła Majka i wrzuciła telefon z powrotem do torebki. - Chyba sam Adam nie wie, czego dokładnie chce. A premiera nowej linii produktów Tukana już za dwa miesiące.
- Ale przecież Zootex dopiero co zajmował się produkcją nowej karmy. Nie za dużo tych innowacji w jednym momencie? Czy Adamowi nie za mocno udzieliła się potrzeba rywalizacji z Tukanem?
Majka wzruszyła ramionami.
- Wiesz, jak on do tego podchodzi. Traktuje Tukana jako swojego największego przeciwnika już od wielu lat. Za każdym razem, gdy dotrą do niego słuchy, że Alicja Zielińska wypuszcza nowy produkt, on też wpada w wir pracy, twierdząc, że nie może pozostać w tyle.
- Szkoda tylko, że na tej chorej potrzebie rywalizacji najbardziej cierpią jego pracownicy.
Majka skinęła głową.
- Masz rację. Ale praca jest pracą i niezależnie od swoich prywatnych poglądów trzeba wywiązywać się z obowiązków.
Konrad znów skręcił i wyjechali z miejscowości.
- Więc co nowego wymyśliłaś? - Ponownie zerknął na Majkę.
- Myślę o czymś w stylu sportowej linii dla właścicieli i piesków. Idzie lato, ludzie będą coraz chętniej spędzać czas na świeżym powietrzu. Zresztą uprawianie sportu raczej nigdy nie przestanie być modne.
- Ciekawe - stwierdził Konrad z uznaniem.
Teraz Majka obróciła głowę w jego kierunku.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Jasne. Nie pamiętasz, że ostatnio sam szukałem w internecie specjalnej smyczy, żeby móc biegać z psem?
Majka przypomniała sobie, że przed rozpoczęciem remontu Konrad rzeczywiście miał pomysł, żeby poruszać się razem z Lolą. Potem jednak oddał się pracom budowlanym i porzucił ten zamiar, twierdząc, że i tak wystarczająco dużo robi dla swoich mięśni.
Jeszcze przez chwilę rozmawiali o pracy, ale potem ponownie skupili się na meblach i dyskutowali o wymarzonym stole i krzesłach, dopóki nie dojechali do miasta. Kiedy dotarli na parking, skupieni wypatrywali wolnego miejsca.
- Tam! - Majka wskazała czerwony samochód nieopodal. - Ta kobieta ze skody zaraz będzie wyjeżdżać.
- Tak sądzisz?
- Na sto procent. Właśnie skończyła pakować do bagażnika zakupy.
Konrad wycofał i ruszyli powoli w tamtym kierunku. Majka miała rację. Kobieta po chwili zwolniła miejsce, więc zaparkowali i już po chwili znaleźli się w wielkopowierzchniowym sklepie meblowym. Majka powiodła wzrokiem po licznych kanapach, meblościankach oraz innych artykułach wnętrzarskich i nagle poczuła się bardzo przytłoczona.
- Sporo tego - mruknęła do męża. - Myślisz, że uda nam się coś wybrać?
- Hmm... - Mina Konrada mówiła, że podziela jej zdanie. - Może zapytamy pracownika, gdzie są stoły i krzesła, a potem ewentualnie przespacerujemy się po całym sklepie i rozejrzymy za innymi meblami?
- Świetna myśl! - zgodziła się Majka.
Już po kilku minutach podążali za pracownicą sklepu w stronę działu, którego szukali. Gdy tam dotarli, od razu zaczęli rozglądać się za meblami, które spełniałyby ich oczekiwania, ale zanim wybrali konkretne modele, Konradowi zadzwonił telefon.
- Kto to? - spytała Majka, kiedy wyjął go z kieszeni i popatrzył na wyświetlacz.
- To dziwne, ale dzwoni mój tata.
- Ooo. To tata w ogóle wie, do czego służy telefon?
Konrad się zaśmiał, ponieważ jego ojciec rzeczywiście był dość staroświecki i sceptycznie podchodził do nowinek technologicznych. Potem odebrał.
- Cześć, tato - rzucił, przechadzając się między stołami.
- Witaj, Konradzie.
- Mam nadzieję, że nie stało się nic złego?
- Nie, skąd takie przypuszczenie?
- No wiesz... Nieczęsto dzwonisz do syna.
- To prawda, ale to dlatego, że nieczęsto mam powód.
- A to ciekawe.
- Nie drocz się, tylko powiedz, jak wam idzie remont. Nie potrzebujesz pomocy?
Konrad machinalnie przesunął dłonią po gładkim blacie stołu, który mijał.
- Idzie całkiem nieźle - powiedział do ojca. - Powynosiłem już stare meble z kuchni, wyrwałem parapety i wykułem dziury w ścianach, żeby przerobić instalację elektryczną.
- Sam?
- Majka i zwierzaki wspierają mnie w niedoli.
- Ech, w takim razie matka dobrze zrobiła.
Konrad przystanął.
- Co? Co dobrze zrobiła?
- Właściwie to dzwonię, żeby ci o tym powiedzieć - odparł ojciec. - Matka uznała, że przyda wam się pomoc w remoncie. Wynajęła na trzy miesiące nasze mieszkanie, żebyśmy przeprowadzili się do was i mogli wam pomóc.
Konrad był pewien, że gdyby teraz coś jadł lub pił, jak nic by się zakrztusił.
- Co, proszę...? - wydukał z niedowierzaniem.
- Tak, wiem, jesteś w szoku. Ja też byłem, kiedy powiedziała mi, że znalazła najemcę, ale teraz, gdy usłyszałem, że wszystko robisz sam, to niestety, muszę przyznać jej rację.
- Ale tato, ja nie prosiłem o pomoc!
- Wiesz co? Choć raz mógłbyś schować swoją dumę do kieszeni. Zwłaszcza podczas rozmowy z ojcem - zbeształ go staruszek.
Konrad zamknął powieki i pobladł. Wyobraził sobie kolejne miesiące, a przede wszystkim reakcję Majki. W zasadzie jego żona dogadywała się z teściami, lecz oboje byli zgodni w tym, że nie chcą mieszkać z rodzicami. Żadnymi - chociaż z dwojga złego Konrad wolałby już żyć pod jednym dachem z teściami. Nie wypadało jednak powiedzieć tego ojcu.
- Dziękuję ci bardzo za propozycję, tato, ale moim zdaniem powinniście to jeszcze z mamą przemyśleć - odezwał się grzecznie, lecz stanowczo. Postanowił odwieść rodziców od tego pomysłu. - Nasz dom nie jest teraz w najlepszym stanie, mieszkamy z Majką właściwie w jednym pokoju oraz w łazience. Poza tym nie posiadamy zbyt wielu mebli. Nie mielibyśmy nawet gdzie was posadzić, gdybyście wpadli na kawę, a mowa o tym, by zapewnić wam nocleg.
- Spokojnie. Matka kupiła już dmuchany materac.
- Przecież ona narzeka nawet, gdy musi spać na kanapie u Franka. - Konrad pomyślał o tym, jak rodzice za każdym razem biadolą po przyjazdach od jego młodszego brata. - Wykończy się, śpiąc trzy miesiące na dmuchanym materacu.
- Prawdę mówiąc, sądziliśmy, że odstąpicie nam z Majką swoje łóżko, a sami przez ten czas będziecie spać na tym materacu kupionym przez matkę - odparł spokojnie Zenon.
Konrad znów zaniemówił. Nie. Nie podobało mu się to wszystko. Naprawdę nie był szczęśliwy na myśl o tym, że rodzice postanowili podjąć za niego tak ważne decyzje.
- Nie jestem przekonany, czy to dobry pomysł, żebyście do nas przyjeżdżali - zdobył się na szczerość. - Jesteśmy z Majką młodym małżeństwem, chcielibyśmy nacieszyć się prywatnością. Zresztą ty i mama macie już swoje lata. Wątpię, żeby dobrym pomysłem było pomaganie nam teraz w remoncie.
- Synu, czy ja chcę ci zaglądać wieczorami do łóżka? - Zenon nie widział problemu. - Wy będziecie spać w jednym pokoju, a my w innym. Nikt nie będzie nikomu naruszał prywatności.
Konrad nie był tego taki pewny. Znał rodziców nie od dziś i o ile z mamą nigdy nie miał problemów, o tyle wiedział, że ojciec uwielbia we wszystko się wtrącać.
- Tato, czy ty w ogóle mnie słuchasz? - jęknął rozpaczliwie. - Mieszkamy z Majką w jednym pokoju. Reszta jest w opłakanym stanie.
- Nie przesadzaj. Nie może być aż tak źle.
- JEST - powiedział z uporem. - Nie widziałeś tego domu. W pozostałych pokojach nie ma nawet podłóg. Wierz mi, nie chcecie chodzić z mamą po gołym betonie.
- To wy ruderę kupiliście czy dom?
Konrad znów jęknął.
- Oczywiście zawsze jesteście u nas mile widzianymi gośćmi, ale sam rozumiesz, że w tej sytuacji chyba na razie nie ma mowy o dłuższym przyjeździe.
Zenon westchnął teatralnie.
- W takim razie wspaniale. Nie mamy z matką gdzie mieszkać.
- Ale o czym ty mówisz?
- Ty myjesz w ogóle uszy, Konradzie, czy trzepiesz je wieczorem o wannę? Matka już znalazła najemców na nasze mieszkanie i podpisała z tymi ludźmi umowę. Wygląda na to, że będziemy w najbliższym czasie bezdomni.