Sen nadał kierunek dorosłemu życiu Kalana. Tak, najzwyklejszy sen – przynajmniej dla większości z nas. No cóż! Zdecydowanie nie dla Kalana.
Od najmłodszych lat interpretował każdy sen. Jak tylko się budził, natychmiast sięgał po senniki różnych wydawców. Traktował sny jako przesłania od Stwórcy. Po wielu latach i zdobytym w tym doświadczeniu, potrafił już odróżniać zwykłe sny – takie, które nie miały wpływu na teraźniejszość i przyszłość – od tych, które kształtowały jego życie. Praktycznie był nieomylny w tej kwestii.
Tym razem po przebudzeniu czuł się dziwnie. Towarzyszyły mu uczucia, jakich nigdy dotąd nie zaznał. Był szczęśliwy, jakby wygrał główną nagrodę w Lotto, a zarazem czuł się bezradny, jakby zaraz miał stoczyć walkę na życie i śmierć z niewidzialnym wrogiem. Nic dziwnego – ten sen zdecydował o trasę maratonu zwanego życiem. Był snem, życzeniem i marzeniem.
Przyśnił mu się akt miłosny z nieznajomą. Po przebudzeniu zdawało mu się, że znał ją we wszystkich inkarnacjach, jakich przeżył na tej planecie. Była to kobieta w kwiecie wieku o ciemnych, niezwykle gęstych włosach. Usta i oczy wyglądały tak, jakby sam Stwórca je naszkicował na życzenie Kalana. Miała nieziemski kolor oczu, choć trudny do określenia. Dziewczyna o szczupłej budowie ciała i średnim wzroście. Jej ciało było zniewalające, wręcz można było je określić jako boskie arcydzieło. Perfekcja w każdym calu. Każdy detal, każdy najdrobniejszy szczegół, był precyzyjnie dopracowany. Nic dodać, nic ująć.
Sen był niezwykle realny: czuł smak jej śliny, ciepło biustu, a nawet zapach skóry. Nigdy wcześnie nie miał tak rzeczywistych snów. Powtarzał: "kocham cię! Zawsze cię kochałem, zawsze na ciebie czekałem". Słyszał jej anielski głos, gdy odpowiadała mu: "a ja na ciebie, Kalanie. Musisz poczekać, mój książę, aż będę gotowa". Samym tonem wypowiedzi wprawiała go w ekstazę. Szeptała tak cichuteńko, tak delikatnie i subtelnie. Jej słowa odczuwał jak muskanie motylich skrzydełek. Niepodważalnie był to najpiękniejszy moment w jego życiu.
Po przebudzeniu przez chwilę był pewny tego, że leżała obok niego. Najpierw delikatnie macał fałdy kołdry, aby ją dotknąć. Potem dla pewności zaczął otwartą dłonią poklepywać posłanie. Dopiero wtedy tak naprawdę dotarło do niego, że to był jednak tylko cudowny sen. Radosny, z uśmiechem na twarzy, pomyślał: "W końcu mam cię, mój aniele. Odnalazłem cię, księżniczko mych snów i modlitw".
Pierwsze, co potem przyszło mu na myśl, to ubrać się i wyjść, aby ją spotkać, aby ją znaleźć. Gdy całkiem się rozbudził, zaczęła się prawdziwa frustracja i rozczarowanie.
– Gdzie ją mam znaleźć?
Zezłoszczony uniósł głowę ku górze i powiedział:
– Zabawny jesteś! Ha, ha, ha, ha!!! Rozbawiłeś mnie, Najwyższy!!! Boże, czy długo będziesz tak ze mnie drwił? Dokąd mam iść? Bez adresu w kilkumilionowym mieście! Nawet nie znam jej imienia! Daj mi jakąś wskazówkę! Jakąś nić, cokolwiek... – Ulżył sobie, składając zażalenia do Pana Boga, w środku jednak miał nadzieję na kolejne wskazówki, być może w kolejnych snach.
Nie był on zwyczajnym mężczyzną. Miał kilka wad – był zadufany w sobie i bardzo pewny siebie, lecz – jak ci, którzy go dobrze znali, uważali – miał ku temu powody. Był utalentowany w kilku dziedzinach, a może nawet w kilkunastu. W swojej dziedzinie był wyjątkowy i znany pośród najbardziej wymagających klientów. Był niezwykle uzdolnionym architektem: projektantem wnętrz oraz domów wszelkiego pokroju.
Mimo że minęły lata od snu, to on wciąż go pamiętał w każdym najdrobniejszym detalu. W jego pamięci ten sen przypominał zapis wideo, cyfrową kopię najwyższej rozdzielczości i jakości. Przez te wszystkie lata spoglądał na sen tysiące razy. Uwielbiał to robić. To był już nałóg.
KOLEJNY PROROCZY SEN
Miał w rękach duży kawał miodu o twardej konsystencji. Zarówno kolorem, jak i kształtem przypominał duży kamień solny. Z takich kamieni produkują lampy nocne o charakterystycznej barwie, które ponoć uspokajająco działają na układ nerwowy i są przyjazne dla oczu.
Trzymał tę bryłę miodu i lizał ją namiętnie jak młody i niedoświadczony niedźwiedź. Lizał ją łakomie, z wyraźną chęcią do przedostania się głębiej – do czegoś jeszcze smaczniejszego.
Uwielbiał miód. Zawsze miał go w swojej kuchni. W dzieciństwie matka zabierała go do pszczelarzy i kupowali miód prosto z pasieki. Uwielbiał wosk pszczeli. Żuł go – zamiast gumy do żucia – i się nim delektował.
Ten sen – według senników – zapowiadał nadchodzące tłuste czasy. Czasy dobrobytu i ogólnego zadowolenia w życiu. No cóż, może pojawi się w jego życiu anioł ze snu z tym boskim ciałem i niepowtarzalną urodą? Zapamiętał, że musiał na nią poczekać, aż ta będzie gotowa. Właśnie to zdanie dawało mu największą nadzieję – echo tych słów dudniło w jego uszach niemalże codziennie! To zdanie działało wręcz balsamicznie na umęczoną duszę. Dzięki niemu miał wiarę, że nadejdzie ten dzień, w którym ujrzy tę anielską twarz, przytuli to boskie ciało i pocałuje te niepowtarzalne rajskie usteczka.
ZAWÓD
Praca była jego pasją. Nie pracował dla zarobku, nie potrzebował – rodzice zostawili mu spuściznę, o jakiej milionerom się nie śniło. Wykonywał swoją pracę z miłością. Mógł wydawać na potrzeby codzienne, nie sięgając po lokaty inwestycyjne. Radość czerpał z zadowolenia klientów. Jego reputacja była dla niego niezwykle ważna. Czuł się dumny, gdy był szanowany. Dzięki pracy mógł również zapomnieć o tych snach. Dalej żyć i prowadzić normalne życia. Aż do momentu...
NOWA KLIENTKA
Któregoś dnia – z polecenia znajomej – zadzwoniła do niego niejaka Liliana, aby zaprojektował im wnętrze całego domu. Po krótkiej rozmowie umówili się, by ustalić szczegóły.
Miał nietuzinkowy styl ubierania się – łączył eleganckie elementy z luźniejszymi, sportowymi akcentami. Pasowało to do jego wysportowanej sylwetki. Potrafił dobierać kolory do swoje ciemnej karnacji. Był urodziwy, więc nie dziwiło go, że miał znaczne powodzenie u kobiet. Czarne falowane włosy, ciemnobrązowe oczy, ciemna skóra i dwudniowy zarost. Do tego zawsze odpowiednio wyperfumowany, a także świeżo i schludnie ubrany. Zresztą, kobiety często utożsamiały go z bohaterami kina.
KALAN OBSERWATOR
Był niesamowitym obserwatorem, a przy tym miał również dar prześwietlania i analizowania ludzi. Potrafił przewidywać dalsze wydarzenia. Był w stanie wcielić się w kogoś i wiedzieć, jak w danej chwili ta osoba się czuje i co myśli. Istniał tylko jeden warunek: dotyczyło to osób, na których mu bardzo zależało. Jeśli czegoś nie ujrzały jego oczy lub nie usłyszały jego uszy, odczuwał to innym zmysłem. Coś w rodzaju szóstego zmysłu. Miał wyjątkową intuicję, która szła w parze z wysokim ilorazem inteligencji.
Uważał, że te zdolności analizowania, były jego wrodzonym talentem. Istniało wysokie prawdopodobieństwo, że jego matka przyczynia się do ich rozwinięcia. Od najwcześniejszych lat – a ściśle mówiąc, miesięcy, gdy już był w stanie samodzielnie siedzieć – mama zabierała go na łono natury. Siedzieli razem i bacznie obserwowali przyrodę.
Kalan wnikliwe patrzył, jak drzewa kołysały się w zależności od tego, jak nakazał im wiatr. Skupiony przyglądał się mrówkom, które pilnie pracowały i szły jedna za drugą niczym zdyscyplinowana i wyćwiczona armia. Spoglądał, jak pszczoły zbierające nektar żyją w absolutnej harmonii z motylkami i innymi owadami. Mimo że był malutkim brzdącem, nie przeszkodził mrówkom idącym tuż przy jego nogach ani nawet strasznym pająkom, które czasem chodziły po jego dłoniach. Zaciekawiony mały Kalan chłonął wzrokiem i słuchem szum fal, które tańczyły w rytmie powiewów bryzy. Ta nuciła im melodię, porywając je do roztańczonego pościgu ku brzegowi – każda fala pragnęła pierwsza przywitać się z lądem.
PIERWSZE SPOTKANIE Z LILIANĄ
Dość młoda kobieta otworzyła najpierw bramę, a potem drzwi. Gdy ją zobaczył, był całkiem pochłonięty myślami, rozmową i przebiegiem dalszej współpracy. Zresztą, zawsze taki był, gdyż nie przypadał za przygodami, za to uwielbiał rutynę i życie zorganizowane według harmonogramu. To jednak nie wykluczało przenikliwej obserwacji.
Liliana na pierwszy rzut oka wyglądała na zwyczajną kobietę. Niczym szczególnym nie zwracała na siebie uwagi. Neutralna niewyzywająca uroda, lecz była to uroda z klasą. Im bliżej się jej przyglądało, tym więcej dostrzegło się piękna. Miała zmysłowy, chrapliwy i uwodzicielski głos. Była szczupła, poruszała się z gracją i wyróżniała się subtelną pociągającą gestykulacją. Miała całkiem naturalne niefarbowane brązowe włosy, a także ciemnozielone oczy i wyjątkowy kształt brwi.
O kosztach rozmawiał z jej mężem, który był ciężkim negocjatorem – przynajmniej jemu tak się wydawało. Dla Kalana pieniądze miały jedynie wartość symboliczną: za pracę trzeba zapłacić, za darmo nikt nie pracował. Liliana słuchała uważnie. Od czasu do czasu coś dopowiadała. Dla niej ważne było to, jak te projekty będą wyglądały, cenę miała gdzieś, choć czasem czuł jej wstyd za żenujące skąpstwo męża. Mimo to nic nie skomentowała.
Liliana miała w ręku długopis i prawie cały czas była pochylona nad zeszytem. Rysowała w nim niezidentyfikowane znaki. To zaintrygowało Kalana na tyle, aby odrobinę rozszyfrować jej osobowość. Wniosek tej króciutkiej analizy był jednoznaczny – Liliana posiadała telepatyczne zdolności oraz silnie zaawansowaną intuicję. Bezspornie wchodziła na te same fale, na których on sam nadawał.
Dla Liliany pierwszeństwo miał projekt sypialni. Po ustaleniu szczegółów, udali się do prosto do tego pomieszczenia. Kalan bezdyskusyjnie miał niezwykły talent do projektowania. Wyprzedzał innych projektantów. Prostota i minimalizm, ale z fantazją. Liliana była oczarowana jego pomysłami i wizjami. Kalan nie był w stanie ukrywać swojej dumy, choć początkowo próbował utrzymać obojętny wyraz twarzy.
Pożegnali się. Klienci oczekiwali na projekt.
Już wtedy wiedział, że ten projekt przyczyni do przygody, której unikał przez całą swoją karierę. Umyślnie trzymał się z daleka od wszelkich afer i podejrzeń. To była jego mocna strona: był czysty jak łza. Wyssał to z mlekiem matki i dzięki wzorowej, godnej naśladowania miłości swoich rodziców.
KALAN W OPAŁACH
Liliana zadzwoniła na drugi dzień.
– Witaj. Chciałam ci powiedzieć, że jakbyś coś innego wymyślił w projekcie, mam na myśli: coś dodał lub odjął, to ufam twojemu talentowi i chętnie to zobaczę. Jestem otwarta na twoje pomysły. – Tak wyglądały zalążki inicjatywy kontaktu ze strony oczarowanej Liliany.
Takie rozmowy go krępowały. Jego szósty zmysł mu podpowiadał, że to nic więcej niż pretekst. Z natury nie lubił flirtować ani otwarcie, ani skrycie, a tym bardziej z kobietami w związkach. Co gorsza, Liliana miała dwójkę dzieci. Miał na to swoje określenie: "niebezpieczne związki". Takie one przecież były. Pełne ryzyka, wstydu i hańby.
– Oczywiście. Natychmiast dam znać – odparł lekko zmieszany.
Ona była inteligentną kobietą, co dało się zauważyć na pierwszym spotkaniu. On o tym doskonale wiedział. Nie przedłużała dyskusji, ale wyczuł, że zakończyła rozmowę i z utęsknieniem czekała na kolejne spotkanie.
Skończył projekt według ustalonego terminu – zresztą jak zawsze. Pełen dumy udał się na kolejne spotkanie. Tym razem Liliana była w domu sama. Nie okazał zdziwienia ani zaskoczenia, aczkolwiek był zaciekawiony. Kobieta pokrótce wyjaśniła, iż jej mąż nie był zainteresowany szczegółami.
Liliana obejrzała projekt i rzuciła w zachwycie:
– Chciałabym mieć taką wyobraźnię jak ty! Niekończące się pomysły!
– Na pewno masz lepszą. W innych dziedzinach – odparł w ramach podziękowania.
Miał rację. Miała wyobraźnię nie z tej ziemi. Oto dowód:
– Byłeś wczoraj na mieście? – zapytała tajemniczo.
– Nie! Dlaczego pytasz?
– Czułam twój zapach – odparła odważnie.
Poczuł się jak oblany wiadrem lodowatej wody w upalny dzień. Zamilknął. Chciał się zatrzymać w czasie. Przenigdy nie był tak zakłopotany. Co na to odpowiedzieć? Przez parę chwil wstrzymywał oddech w obawie, że coś niestosownego wymsknie mu się z ust.
Ktoś jednak zawsze nad nim czuwał. Na ratunek mu przyszły głośne dzieci Liliany, które wróciły ze szkoły. Było to dwóch wyjątkowo zabawnych i radosnych chłopców – sześcioletni, słodki Victor i dziewięcioletni, niezwykle inteligentny, Eryk. Beztrosko rzuciły plecaki w przedpokoju. Mamusia od razu wstała, aby je przywitać, całując i przytulając, on zaś uniósł głowę i puścił oczko niewidzialnemu zbawcy.
Kalan zdecydowanie bardziej potrafił dogadywać się z dziećmi niż z dorosłymi. Zawsze powtarzał, że dzieci są jak zwierzątka – zachowują się naturalnie i instynktownie, nie owijają niczego w bawełnę. Nawiązał z nimi kontakt w mgnieniu oka, albowiem sam skrywał w sobie duże dziecko. Warto tu zauważyć, że do piątego roku życia był karmiony piersią. Z matką miał niewyobrażalnie silną więź – czcił ją. To wszystko miało ogromny wpływ na jego dorosłe życie i jego postawę wobec płci przeciwnej.
Bawił się z dziećmi i pokazywał im różne sztuczki, co im strasznie zaimponowało. Mały Victor niewinnie powiedział:
– Gdybym miał takiego ojca, to bym był bardziej szczęśliwy.
Komentarz Victora nie był dwuznaczny, dawał jedynie do zrozumienia, jaką miał postawę wobec biologicznego ojca. Pomimo że Kalan nie był zadowolony z rozwoju wydarzeń, to mim wszystko odczuł dumę.
Zapoznanie się z dziećmi zakończyło się oczarowaniem obustronnym. No i cichym, narastającym uwielbieniem ze strony Liliany. Kobieta później poprosiła Kalana, żeby pomógł jej wybrać wystrój. Nie potrafił nikomu odmówić, choć tym razem wiedział, że chodziło jej o bliższy kontakt z nim. To właśnie go ambarasowało, ponieważ zawsze stronił od afer. Mimo wszystko potrafił zachować dystans w perfekcyjny sposób.
Okazało się, że Liliana miała gust futurystyczny. To przykuło jego uwagę, w skrycie się tym zachwycał. Często wybierała dokładnie to, co on miał na myśli.