Miłość w wielkim mieście - Jessie Valetta

Kup ebooka

8.51 zł

-
Proszę czekać

Drogi Czytelniku!

Trzymasz w ręku pierwszą na świecie opowieść interaktywną, w której SAM możesz kształtować przebieg fabuły. Po przeczytaniu fragmentu tekstu możesz zdecydować jak potoczą się losy bohaterów, wybrać co powinni zrobić, a z czego zrezygnować. Czy ich losy potoczą się szczęśliwie? To zależy tylko od Ciebie!

Naszą bohaterką jest Marta, świeżo upieczona absolwentka dziennikarstwa, mieszkająca w małym miasteczku na południu kraju. Otrzymała właśnie propozycję pracy jako bibliotekarka w miejscowej szkole, ale marzą jej się światła wielkiego miasta...

Nie wiem jakim cudem mi się to udało, ale zdążyłam. Na zakupach upolowałam dwa całkiem niezłe żakiety, spakowałam się w przysłowiową walizkę, pożegnałam z Anetą i po kilkugodzinnej podróży pociągiem wylądowałam w stolicy. Stancja polecona mi przez przyjaciółkę jest co prawda na dalekich przedmieściach, ale za to czysto i ładnie urządzona, zaś Karina, moja współlokatorka i siostra Anety, okazała się sympatyczną i kontaktową dziewczyną. Tylko tak dalej, mówiłam sobie w duchu, przebierając się w nowy żakiet, kupiony specjalnie na pierwszy dzień do pracy. Co prawda to tylko staż, ale liczyłam w duchu, że po jego zakończeniu dostanę propozycję prawdziwego zatrudnienia i będę mogła zostać tu dłużej niż trzy miesiące. Idąc za radą Kariny wyszłam z domu odpowiednio wcześniej, biorąc poprawkę na wszechobecne korki. Na szczęście i tym razem obyło się bez problemów (cóż za fartowny dzień!), i już po czterdziestu minutach dotarłam do jednego z biurowców w centrum miasta, w którym mieściła się siedziba redakcji. Wraz z kilkoma innymi osobami wsiadłam do windy i drzwi zaczęły się już zamykać, gdy nagle w ostatniej chwili do środka wbiegła wysoka, lekko zdyszana kobieta. Wszyscy odsunęli się od niej instynktownie, jakby do windy wparował nie człowiek, lecz ognisty piorun. Była wprost naładowana wściekłością, od czubków wysokich szpilek aż po grzywę ognistorudych loków, otaczających ładną nawet twarz, teraz jednak wykrzywioną w grymasie wściekłości. Obróciła się na pięcie do drzwi, dając wszystkim do zrozumienia, jak bardzo męczy ją ich chwilowe choćby towarzystwo; ruch był tak gwałtowny, że trzymane przez nią skoroszyty rozsypały się wachlarzem na podłodze windy. Kobieta odwróciła się z furią w naszą stronę, a potem spojrzała wprost na mnie.
- No i co tak stoisz, idiotko! - krzyknęła na mnie z wściekłością. - Rozsypałaś to, więc teraz bądź łaskawa pozbierać!
Zbieram i podaję jej skoroszyty
Odmawiam
* * *
Teoretycznie jestem w pracy, ale mały kieliszek alkoholu chyba nie zaszkodzi... Jestem już naprawdę zmęczona, i zgadzam się chyba także dlatego, że Jowita bez żadnych oporów wychyla dwa kieliszki duszkiem. Wypijam kilka łyków, i czuję, jak rozkoszne ciepło powoli rozlewa się w żołądku... Tak, tego mi było trzeba. Tymczasem Jowita łapie mnie za rękaw i ciągnie w kierunku Waldka. Dziewczyna klepie go w ramię, a gdy mężczyzna odwraca się, przedstawia mnie w dość bezceremonialny sposób:
- Waldek, to jest nasz nowa stażystka, Marta. Prosiłeś, żebyśmy przyjechały we dwie, no to jesteśmy! - uśmiecha się przymilnie.
Waldek, niski grubasek po pięćdziesiątce, przygląda mi się przez chwilę z uśmiechem, a potem jego wzrok pada na prawie opróżniony kieliszek szampana, który wciąż trzymam w dłoni.
- Szkoda, ze Jowita Cię nie uprzedziła, ale niestety jesteśmy tu służbowo, a nie dla zabawy. Alkohol możesz pić w czasie prywatnym - uśmiecha się zimno, a ja czuję, jak nogi uginają się pode mną. - No cóż, mam wrażenie, że jesteś już nawet trochę wstawiona. Miałem nadzieję, że będę mógł wam zlecić dziś pierwsze zadanie, ale w tej sytuacji... Idźcie się bawić, skoro tak wam się tu podoba, porozmawiamy jutro w redakcji.
Odwraca się ode mnie i, wziąwszy pod rękę jakąś krzykliwie wystrojoną dziewczynę, oddala się w głąb ogrodu.
O Boże, ale wpadka! Gdzie jest Jowita?! Wydrapię jej oczy, przecież to ona wpuściła mnie w ten kanał! No tak, oczywiście gdzieś się ulotniła... Dałam się podejść koncertowo, teraz nie mam już żadnych szans na utrzymanie tego stażu. Jowita w prosty sposób pozbyła się konkurentki do posady, bo przecież stażystek jest kilka, a stanowisko tylko jedno. No, ale jeśli to faktycznie mój ostatni wieczór, to i tak nie mam się już czym przejmować - znajdę tę ździrę i pogadam sobie z nią od serca! A może jednak da się jeszcze uratować tę sytuację? Powinnam chyba poszukać Waldka i wyjaśnić całą tę sytuację...
Idę poszukać Waldka i go przeprosić
Idę poszukać Jowity i rozmówić się z nią
Wracam jak najszybciej na stancję
* * *
- Nie, nie, nie! Nie chcę żadnego szampana, zero alkoholu! - bronię się gwałtownie, odtrącając rękę Jowity z kieliszkiem, który próbuje mi wcisnąć prawie siłą. - Jeszcze tylko brakuje, żeby szef mnie zobaczył po alkoholu.
- No, jak chcesz... - odpowiada Jowita, odstawiając kieliszek z powrotem na stół. Mam niepokojące wrażenie, że jest zawiedziona moją odmową, ale może jestem po prostu zmęczona. Tymczasem Jowita łapie mnie za rękaw i ciągnie w kierunku Waldka. Dziewczyna klepie go w ramię, a gdy mężczyzna odwraca się, przedstawia mnie w dość bezceremonialny sposób:
- Waldek, to jest nasz nowa stażystka, Marta. Prosiłeś, żebyśmy przyjechały we dwie, no to jesteśmy! - uśmiecha się przymilnie.
Waldek, niski grubasek po pięćdziesiątce, przygląda mi się przez chwilę z uśmiechem, po czym... podchodzi do stołu i podaje mi kieliszek szampana, którego przed chwilą odmówiłam Jowicie. Widzę, jak dziewczyna robi się wprost czerwona ze złości, patrząc na mnie jadowitym wzrokiem...
- Miło mi Cię poznać, Marto, wypijmy za Twój udany staż! - Waldek wznosi toast, a ja moczę usta w alkoholu, zezując kątem oka na Jowitę, która za chwilę chyba eksploduje! - Nie będę Was dziś już zamęczał pracą, po prostu zabawcie się i poznajcie jak najwięcej osób. Kontakty to priorytet! - uśmiecha się do mnie, a potem odwraca, i, wziąwszy pod rękę jakąś elegancką dziewczynę, oddala się w głąb ogrodu.
Hmm, no to trafił mi się prawdziwie wyluzowany szef, uff! Tylko czemu Jowita jest taka wściekła? Może powinnam z nią porozmawiać?
Nie obchodzą mnie jej fochy - sama poszukam sobie towarzystwa!
Próbuję pogadać z Jowitą
* * *