3
Mając w samochodzie Allison i Keely, Beth Huguet pojechała do szpitala miejskiego w Missouli. Miała nadzieję, że zajmą się tam urazami, jakich doznała jej córka, jednak w tym szpitalu nie przeprowadza się kryminalistycznych badań ofiar gwałtu i Allison wysłano na oddział zajmujący się ofiarami napaści na tle seksualnym w Szpitalu Świętego Patryka.
Federalna Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet z 2005 roku stanowi, że wszystkie ofiary przemocy seksualnej muszą mieć bezpłatny dostęp do badania pozwalającego na zebranie materiału dowodowego, powszechnie nazywanego testem gwałtu. Chodzi tu o pobranie z ciała ofiary - za pomocą sterylnych gazików, szkiełek mikroskopowych i innych narzędzi - nasienia, krwi, śliny, włosów, a także włókien ubrań, które następnie przechowuje się w niewielkich pojemnikach, aby później móc je wykorzystać jako materiał dowodowy w procesie karnym. Jednakże dla większości ofiar poddanie się procedurom, które pozwalają na pobranie takiego materiału dowodowego, stanowi skrajnie upokarzające doświadczenie.
W każdym razie tak było w przypadku Allison. Jak sama mówi, po przybyciu na oddział przez kolejne cztery godziny była w zasadzie gwałcona na nowo. Musiała stać zupełnie naga na białym prześcieradle, podczas gdy pielęgniarka zdejmowała z niej pędzelkiem wszystko, co mogło zawierać DNA Beau. Większość intymnych zakamarków jej ciała spenetrowano sondą, przeczesano, przetarto wacikami i obfotografowano. Oglądały je zupełnie obce Allison osoby. Pielęgniarka sfilmowała kamerą wideo wnętrze jej pochwy, dokumentując rozdarcia tkanek powstałe w wyniku gwałtu. "Cały ten proces, choć oczywiście konieczny, był niezwykle traumatyczny - wspomina Allison - mimo że pielęgniarka i psycholog starali się mnie pocieszać".
Dopiero o dziesiątej rano w sobotę Allison i Beth Huguet wróciły do domu. To była ciężka noc, ale nawet teraz Allison nie mogła zawinąć się w kołdrę i zasnąć. Wzięła gorący prysznic, ubrała się i próbowała opanować na tyle, by spotkać się z ojcem. Po południu mieli iść razem na mecz Grizzlies.
Nad położnym we wschodniej części Missouli kampusem wznosi się masyw góry Sentinel, w jednej trzeciej wysokości ozdobiony wielką betonową literą M. Wysoka na dziesięć pięter litera jest najbardziej znanym punktem orientacyjnym w mieście. Poniżej niej znajduje się Washington-Grizzly Stadium.
Gdy Allison miała piętnaście lat, jej rodzice zaczęli żyć w separacji, a po pewnym czasie się rozwiedli. Tego lata Allison zatrzymała się w domu matki, ale utrzymywała też bliskie relacje z ojcem. Kevin Huguet był wielkim fanem Grizzlies, a jeśli Allison była akurat w mieście w dzień rozgrywek, zawsze szli razem na mecz. "Urodziłem się i wychowałem w Missouli - powiedział mi Kevin Huguet. - Grizzlies dużo znaczą dla tego miasta".
Gdy Kevin był chłopcem, jego ojciec prowadzał go i pozostałych pięciu synów na górujące nad stadionem Grizzlies strome zbocze Sentinel, żeby mogli zobaczyć mecz.
- Byliśmy dużą rodziną i nie mieliśmy pieniędzy na bilety - wspomina Kevin. - Ale mogliśmy usiąść na zboczu i oglądać mecz za darmo.
Kiedy po latach Kevin dorobił się dobrze prosperującej firmy, został jednym ze sponsorów miejscowych lekkoatletów i posiadaczem karnetu wejściowego na stadion.
- Mecz futbolowy to wydarzenie, które w Missouli nakręca cały dzień - tłumaczy. - Z samego rana zjeżdża tu na piknik dwadzieścia tysięcy ludzi, albo i więcej. Za bufet służą im pootwierane bagażniki samochodów.
Zwykle przed wyjazdem na mecz Allison i jej ojciec jedli śniadanie w jego domu. Ale tego ranka Allison nie była w stanie stawić czoła ojcu nad bekonem i jajkami, więc wysłała mu esemes, że zamierza pominąć śniadanie i że spotka się z nim już na stadionie, na krótko przed rozpoczęciem gry. Ojciec odpisał, by się nie spóźniła.
Allison była w kropce.
- Mój tata był ostatnią osobą, której chciałam oznajmić, że zostałam zgwałcona - wyjaśnia. - Byłam w szoku. Nie byłam w stanie myśleć ani podejmować decyzji. W tym momencie najbardziej zależało mi na tym, by moje oczy nie zdradzały, że przez ostatnie pięć godzin ryczałam.
Założyła okulary przeciwsłoneczne, żeby ukryć przekrwione białka oczu, i udała się na Grizzly Stadium.
Karnet pana Hugueta zapewniał całej rodzinie miejsca odległe o jakieś dziesięć rzędów od boiska. Kiedy Allison przyjechała, na miejscu zastała swego dziadka i kilku wujków, a także paru kuzynów i oczywiście ojca. Kevin od razu zapytał córkę:
- Widzisz gdzieś tam Beau? Gra dzisiaj? Jak on się miewa?
- Nie wiem - odpowiedziała i trochę puściły jej nerwy. - Beau to głupi żul.
Kevin nie słyszał nigdy wcześniej, by jego córka mówiła źle o Donaldsonie, był zatem zaskoczony, ale puścił tę uwagę mimo uszu. Po drugiej stronie boiska Allison faktycznie dostrzegła Donaldsona, który stał na linii bocznej razem z kolegami z drużyny, ubrany w bordową koszulkę Grizzlies ze zdobiącym jego pierś srebrzystym numerem 45.
Jeszcze przed przerwą Allison pożegnała ojca, bo nie chciała dłużej patrzeć na człowieka, który dopiero co ją zgwałcił. Próbowała odnaleźć na trybunach Keely Williams, która wcześniej mówiła, że chce pojawić się na meczu. Allison uważała, że rozmowa z Keely może poprawić jej samopoczucie. Szukając przyjaciółki, Allison wpadła na Sama Erschlera, współlokatora Donaldsona, który poprzedniego wieczoru przekonał ją i Keely, by zostały w ich domu na noc. Erschler, jeden z najstarszych przyjaciół Donaldsona, nie miał pojęcia, że tej nocy wydarzyło się coś złego.
- Nie wiem, dlaczego ani jak - opowiada Allison - ale powiedziałam mu, że Beau mnie zgwałcił.
- Przepraszam - powiedział Erschler Allison i ją uściskał. Dodał też, że Donaldson zachowywał się dziwnie tego ranka. Po czym, patrząc na nią zszokowanym wzrokiem, rzekł:
- Nie mam pojęcia, co się z nim ostatnio dzieje!
Allison zostawiła Erschlera, wypatrzyła na trybunach Keely, po czym obie przeszły w odległy zakątek stadionu, by porozmawiać, ale tu zaczepili je dwaj studenci, którzy najwyraźniej mieli ochotę poflirtować.
- Tych dwóch chłopaków zaczęło się do nas przystawiać - mówi Allison. - Myśleli, że są bardzo zabawni, i za nic nie chcieli odejść. W końcu Keely musiała na nich krzyknąć: "Zostawcie nas, do cholery! Natychmiast! Mówię poważnie!".
Niedoszli amanci ulotnili się, a Allison i Keely spędziły resztę meczu, rozmawiając o tym, co się stało w domu Donaldsona. Keely - starając się wyjaśnić, dlaczego czuje się tak winna temu, że pozwoliła Allison spać samej na kanapie - zdradziła jej sekret, który znało jedynie kilka osób: dwa lata wcześniej, kiedy wyjechała z Montany na studia na Uniwersytecie Stanowym w Portland, również została zgwałcona przez znajomego.
Keely została zgwałcona w pierwszym tygodniu po przyjeździe na uczelnię. Zajęcia jeszcze się nie zaczęły.
- To był tydzień dany studentom na zapoznanie się z uniwerkiem i z sobą nawzajem - opowiada Keely. - Bezsensowna strata czasu. Siedziałam w swoim pokoju i się nudziłam. Nie chciałam poznawać żadnych znajomych. Byłam wściekła, że wyjechałam z Missouli.
Wtedy zadzwonił do niej Lewis Ronan[2], chłopak, którego znała ze szkoły średniej. Powiedział, że też zaczyna studia na tej samej uczelni, i zaprosił ją na imprezę do swojego mieszkania.
"Super! - pomyślała wtedy Keely. - Przynajmniej ktoś, kogo znam".
To była kameralna imprezka. Kiedy Keely przyjechała, Lewis z przyjaciółmi palili fajkę z marihuaną. Keely zaczęła wychylać kolejne drinki.
- Strasznie się upiłam - wspomina - i zaczęłam wymiotować. Potwornie rzygałam, bo piłam zbyt szybko. Jakaś nieznajoma dziewczyna, bardzo miła osoba, została ze mną w łazience i pomogła mi trochę się ogarnąć.
Dziewczyna zaproponowała, że odwiezie Keely do akademika, ale ta cały czas wymiotowała i nie była w stanie gdziekolwiek jechać. Ta sama dziewczyna została więc w łazience Lewisa z Williams, opartą o krawędź muszli klozetowej i co chwila wstrząsaną napadami wymiotów.
Kiedy mdłości nieco zelżały, wspomniana dziewczyna kilkakrotnie proponowała, że odwiezie Keely, ale za każdym razem interweniował Lewis, stwierdzając:
- Nie ma sensu, przecież może spać tutaj.
Ostatecznie Keely, na ile pamięta, zgodziła się spędzić noc u Lewisa.
- Ale - dodaje - byłam bardzo pijana, więc tak naprawdę nie miałam wyboru. I wtedy film mi się urwał, nie pamiętam nawet, jak znalazłam się w pokoju Lewisa. W pewnym momencie obudziłam się w jego łóżku i... - Keely milknie na chwilę i zaczyna płakać. - On był nade mną i uprawiał ze mną seks - dodaje, szlochając. - Po czym zemdlałam ponownie, a kiedy obudziłam się następnego dnia, nie miałam pojęcia, gdzie jestem ani jak mam wrócić na kampus. Powiedziałam Lewisowi, że muszę wrócić do akademika, bo tego dnia ma odwiedzić mnie mama.
Ronan nie przejawiał żadnej skruchy i odwożąc Keely do akademika, zachowywał się, jakby nic złego się nie stało.
- Tak naprawdę nie dotarło do mnie od razu, że zostałam zgwałcona - opowiada Keely. Dziewczyna nic nie powiedziała odwiedzającej ją matce.
- Błagałam ją tylko, żeby zabrała mnie do domu, do Missouli - wyjaśnia, mówiąc przez łzy. - Powiedziałam jej: "Chcę wrócić do domu. Nie chcę tu być. Nie chcę iść na studia. Nie chcę być w Portland!".
Matka nie miała pojęcia, co aż tak unieszczęśliwiło Keely.
- Powtarzała mi: "Nie! Musisz tu zostać. Nie minął nawet tydzień od twojego wyjazdu".
Jeszcze tego samego dnia Keely Williams uświadomiła sobie w dość bolesny sposób, że przymusowe współżycie, do którego doszło, gdy była zamroczona alkoholem, spowodowało stan zapalny układu moczowego. Nadal nie chciała o niczym mówić matce. Poszła do sklepu sieci Safeway, gdzie kupiła sok żurawinowy i środek przeciwzapalny.
- Od tego sikałam na pomarańczowo - wspomina. - Ale trochę znieczuliło to mój pęcherz, co mi pomogło.
Keely spędziła kolejnych kilka dni głównie w łóżku, popijając sok żurawinowy. Na piersiach miała fioletowe siniaki od opierania się o krawędź toalety podczas wymiotów.
Tymczasem Lewis Ronan zaczął wysyłać do Keely esemesy, zapewniając, że bardzo chce znowu się z nią zobaczyć. Najwyraźniej nie przyszło mu do głowy, że Keely mogło nie spodobać się to, że zgwałcił ją, gdy była nieprzytomna.
- Aż mnie mdliło na widok jego esemesów - wspomina Keely. - Chciało mi się rzygać. Nie miałam ochoty słyszeć, że chce się ze mną spotykać, czy odpowiadać na pytania, dlaczego nie chcę z nim rozmawiać. Nie byłam wtedy do końca świadoma tego, że ten facet mnie zgwałcił, bo nie rozumiałam, że jeśli odbywam stosunek, nie wyrażając na niego aktywnie zgody, to jestem gwałcona. Wtedy wiedziałam tylko, że coś jest nie w porządku.
W końcu do Keely dotarło, że Ronan chyba rzeczywiście ją zgwałcił.
- Zaczęłam łączyć ze sobą pewne fakty - mówi - i zdałam sobie sprawę, że to się naprawdę stało. Ale nadal nie rozumiałam, dlaczego ktoś, kogo znałam, miałby coś takiego mi zrobić. Zastanawiałam się, czy może coś powiedziałam albo zrobiłam nie tak.
Na początku Williams zareagowała tak, jak wiele innych ofiar gwałtów - zaczęła się zastanawiać, czy sama nie jest w jakiś sposób winna tego, co się stało.
- Teraz minęło już trochę czasu - opowiada Keely. - Wtedy chciałam, żeby to po prostu ze mnie zeszło i gdzieś zniknęło. Nie wiedziałam, co mam robić ani komu o tym opowiedzieć. [...] Nie chciałam, żeby ktokolwiek zadawał mi pytania na ten temat. Wiedziałam, że jeśli powiem o tym komuś bliskiemu, to ta osoba zacznie się martwić i mnie wypytywać, i namawiać, żebym coś z tym zrobiła. A ja po prostu nie chciałam już w ogóle o tym myśleć. W końcu powiedziałam mojemu ówczesnemu chłopakowi, że wydaje mi się, iż zostałam zgwałcona.
Chłopak nie uwierzył Keely i tylko się na nią rozgniewał. Powiedział jej:
- Jesteś dziwką! Kurwisz się z innymi facetami i starasz się to ukryć, twierdząc, że cię zgwałcono.
Dwa lata po tym, jak Lewis Ronan zgwałcił Keely Williams, we wrześniu 2010 roku, gdy Beau Donaldson zrobił to samo Allison, Keely ponownie musiała zmierzyć się ze swoją traumą. Kiedy dzień po gwałcie na Allison dziewczyny rozmawiały w ustronnym zakątku stadionu Grizzlies, Keely wyjaśniła swojej przyjaciółce, że tym bardziej czuje się tak winna temu, że zostawiła ją samą na kanapie w domu Donaldsona, bo sama, będąc ofiarą gwałtu, dobrze wie, przez co Allison teraz przechodzi. Zdała sobie z tego sprawę, gdy patrzyła, jak zwinięta w kłębek Allison łka, kiwając się na przednim siedzeniu samochodu swojej matki.
- Tak bym chciała odjąć ci trochę tego bólu - Keely zapewniała Allison - i wziąć go na siebie. Żebyś nie musiała przechodzić przez to, przez co ja już przeszłam.
Jednak nawet tak wielkie współczucie ze strony przyjaciółki nie mogło zmniejszyć bólu, z jakim zmagała się Allison. Została przecież zgwałcona i prędzej czy później będzie musiała się z tym faktem uporać. Razem z Keely zastanawiała się więc, jak i co ma z tym zrobić.
- Nie czułam się na tyle silna, żeby iść na policję - mówi Allison Huguet. - Albo powiedzieć o tym tacie.
Chciała jednak, by Donaldson przyznał się przed nią do swojego czynu. Zadecydowały, że Allison poprosi Sama Erschlera, by ten powiedział Donaldsonowi, że musi przyjechać do domu pani Huguet i przeprosić Allison. W przeciwnym razie Allison pójdzie na policję.
Keely przekonała też Allison, że jeśli Donaldson zgodził się na to spotkanie, powinna, nic mu nie mówiąc, nagrać jego przeprosiny. Keely Williams studiowała prawo ze specjalizacją kryminalistyczną i wiedziała, że zgodnie z rygorystycznymi przepisami stanu Montana dotyczącymi ochrony prywatności nagrywanie rozmów jest nielegalne, jeśli wszystkie strony nie zostały o fakcie nagrywania poinformowane. Jednak mimo wiedzy, że takie nagranie nie będzie wiele warte w sądzie, Keely przekonywała Allison:
- Musisz to nagrać. Bo może być tak, że później nigdy się do tego nie przyzna.
Allison się zgodziła.
- Nie miałam wielkiej ochoty na rozmowę z Beau - wyznaje. - Wtedy zresztą nie planowałam zgłaszać sprawy na policji. Ale Beau tego nie wiedział. Tak więc groźba, że pójdę na policję, była, jak myślałam, jedynym sposobem, żeby przyznał się do tego, co mi zrobił. A jeśli kiedykolwiek bym się zdecydowała pójść z tym na policję albo powiedzieć komuś o tym, co się stało, to nie musiałabym nikogo przekonywać, że to się rzeczywiście zdarzyło. Chciałam móc to w każdej chwili udowodnić.
Zatem w sobotnie popołudnie, zaraz po meczu Grizzlies, Allison wraz z matką pojechała do sklepu sieci RadioShack i za czterdzieści pięć dolarów kupiła cyfrowy dyktafon.
Beau Donaldson i Sam Erschler zjawili się przed domem Beth Huguet w niedzielę po południu. Zarówno Allison, jak i jej matka wciąż były bardzo zdenerwowane. Zanim Donaldson i Erschler weszli, Allison włączyła dyktafon i wsunęła go między poduszki na kanapie. Donaldson usiadł akurat przy samym urządzeniu. Allison od razu go zapytała:
- Czy przyjechałeś, żeby mnie przeprosić, Beau, czy też...?
Donaldson odpowiedział:
- Tak strasznie mi przykro.
Mówił krótkimi, urywanymi zdaniami.
- Byliśmy razem na kanapie. I najwyraźniej coś mi odbiło. Oboje byliśmy pijani. Chodzi mi o to, że, no, leżeliśmy tam. Pamiętam, że dotykaliśmy się na kanapie. Leżeliśmy na kanapie razem. No i ja zacząłem robić różne rzeczy. I to jakoś się stało, pamiętam tylko, że potem uprawialiśmy seks.
Wściekła, że Donaldson kłamie jej w żywe oczy, przekonany, że ujdzie mu to na sucho, Allison sprecyzowała:
- W takim razie jak wytłumaczysz to, że ja pamiętam tylko zasypianie na kanapie, a potem, że się obudziłam, na pół przytomna, i zdałam sobie sprawę, że jesteś nade mną i uprawiasz ze mną seks? [...] Beau, ja wtedy spałam!
- Ale wcześniej się dotykaliśmy! - nalegał Donaldson.
- Nie, nie! - odpowiedziała Allison równie gwałtownie.
- Rzecz w tym, Beau - wtrąciła się Beth Huguet - że to był seks bez zgody Allison.
- Rzecz w tym, Beau - powtórzyła Allison za matką - że mnie wykorzystałeś.
- Tak, to prawda - wyznał Donaldson, który najwyraźniej doszedł do wniosku, że kłamiąc, nic nie wskóra. - Przyznaję, zrobiłem to. Przykro mi.
Od przyjazdu Donaldsona nie minęły dwie minuty, a Allison miała już nagrane jego wyznanie. A do końca tej rozmowy było jeszcze daleko.
- Nie bałam się spać u ciebie tylko dlatego, że znam cię od początku podstawówki - powiedziała Allison.
- Wiem - odpowiedział Beau. - I... nie mogę zwalić tego na alkohol, bo to nieprawda. To moja wina, spieprzyłem to.
Allison zapytała:
- Czy coś podobnego zdarzyło ci się już wcześniej?
- Nie! Nigdy! - szlochał Donaldson. - Pierwszy raz coś takiego zrobiłem. Nigdy wcześniej! [...] Jest mi cholernie przykro.
Beth przypomniała Donaldsonowi, że nadużył zaufania kogoś, kto uważał go za starszego brata.
Mówiąc przez łzy, Donaldson przyznał jej rację:
- Allison to moja siostrzyczka! - powiedział.
- Jeśli kiedykolwiek miała problem, wiedziała, że może z nim przyjść do was - kontynuowała Beth, kierując swoje słowa do Donaldsona i Sama Erschlera. - Jeśli kiedykolwiek jakiś facet źle by ją potraktował, wiedziała, że w was ma oparcie.
Allison przypomniała Donaldsonowi, że zawsze wspierała go i mówiła o nim w samych superlatywach. W tym momencie Beau załamał się i zaczął ryczeć jak bóbr.
- Czy wiesz, że porozrywałeś ją w środku? - zapytała Beth Huguet. - Pokaleczyłeś ją w środku, w pochwie. [...] Wiesz, że to może mieć dla niej straszliwe skutki? Jako matka nie mogę nawet próbować o tym myśleć. [...] Że moja córka została w ten sposób zbezczeszczona fizycznie. [...] Upodlona!
- Beau - zwróciła się do chłopaka Allison. - Chcę, żebyś sobie spróbował wyobrazić, jak to jest być dziewczyną i obudzić się, mając na sobie faceta ważącego ponad sto kilo, który wykorzystał fakt, że zasnęłaś. I musisz leżeć, czekając, aż ten facet skończy.
Allison powiedziała też Donaldsonowi:
- Jeśli zrobisz to jakiejś innej dziewczynie, to pewnie się zabiję, myśląc o tym, że mogłam pójść na policję i temu zapobiec.
Donaldson powiedział, że ją rozumie.
- Ja też po tej nocy chciałem się zabić - stwierdził.
Powiedział, że gdy przestał już ścigać Allison biegnącą alejką, zwinął się w kłębek na siedzeniu stojącego pod wiatą przed domem samochodu. W ręce trzymał pistolet.
Allison i jej matka powątpiewały w szczerość jego skruchy.
- Nie wiem, czy wiedziałeś o tym - powiedziała Beth Huguet - ale gdy Allison miała dziesięć lat, pękła jej torbiel. Najeździła się wtedy po lekarzach i w związku z tym bardzo chroni swą intymność. [...] Nie jest w każdym razie dziewczyną, która sypia z chłopakami na prawo i lewo. Zresztą, tak czy inaczej, to nie dawałoby ci prawa, by ją zgwałcić. Chciałam tylko powiedzieć, że... byliśmy po tej nocy w szpitalu przez wiele godzin. Jak pomyślę, że porozrywałeś ją tam w środku...
- Allison, tak mi cholernie przykro! - zawodził Donaldson.
- Gdyby nie to, że się razem z tobą wychowałam... - powiedziała Allison. - Gdybym nie należała do grona twoich bliskich przyjaciół... Gdybym była nieznaną ci osobą, poszłabym po czymś takim od razu na policję i twoje życie ległoby w gruzach, Beau. [...] Możesz sobie wyobrazić tekst [na pierwszej stronie] w "Missoulianie"? "Kolejny zawodnik Grizzlies ma kłopoty. Zgwałcił dziewczynę". [...] Czy ty nie potrzebujesz pomocy? Masz problem z alkoholem? Narkotykami? Bo w oczywisty sposób coś jest nie tak. [...] No i przecież masz dziewczynę?
- Kocham ją bardziej niż kogokolwiek na świecie - zapewnił Donaldson. - Chcę się z nią ożenić.
- W takim razie nie rozumiem - odrzekła Allison - dlaczego ją zdradzasz? Bo wiem, że to nie zdarzyło ci się pierwszy raz.
W kręgu ich znajomych powszechnie mówiono o niewierności Donaldsona.
- Allison - jęknął zapłakany Donaldson. - Tak mi przykro...
- Naprawdę musisz zastanowić się nad swoim życiem - powiedziała zdecydowanym tonem Beth. - Przyjrzeć się temu, co zrobiłeś, i zastanowić nad tym, jak coś w tym życiu zmienić. Bo myślę, popraw mnie, Allison, jeśli się mylę, że jednym z powodów, dla którego moja córka rozważa pójście na policję, jest obawa, że podobną rzecz mógłbyś zrobić innej dziewczynie. Nie chciałaby dowiedzieć się za miesiąc czy dwa, że znowu kogoś zgwałciłeś. I żyć z poczuciem, że mogła temu zapobiec.
- Allison - łkał Donaldson. - Tak mi przykro...
- Chodzi mi też o to - mówiła Allison - że mam chłopaka, na którym bardzo mi zależy. A o tej sprawie nie mogę mu powiedzieć, bo gdyby się dowiedział, toby tu przyjechał i próbował cię zabić. [...] Stawiam więc sprawę jasno: jeśli kiedykolwiek usłyszę, że dotknąłeś jakiejś dziewczyny wbrew jej woli, to idę prosto na policję.
Beth Huguet usiłowała namówić Donaldsona, by poszedł na terapię.
- Musisz z kimś o tym porozmawiać i powiedzieć mu: "Oto, co zrobiłem. Jak mogę teraz zmienić siebie?". I upewnić się, że nigdy nie zrobisz czegoś podobnego innej osobie.
- Jasne. Potrzebuję pomocy, bez dwóch zdań - zgodził się Donaldson, przestając płakać. - Tak mi strasznie przykro.
- Gdybym poszła teraz na policję - ostrzegała Allison - zrujnowałoby ci to życie. Dlatego nie mam zamiaru tego robić. [...] Nie chciałabym żyć z takim poczuciem. Ale to nie znaczy, że nie mam do ciebie pretensji i że przechodzę nad tym, co się stało, do porządku dziennego. To nie może się nigdy powtórzyć. [...] Musisz poszukać profesjonalnej pomocy, Beau.
Donaldson zapewnił ją, że podda się terapii.
- Obiecał mi, że będzie się leczyć z uzależnienia od narkotyków i alkoholu oraz że zajmie się także swoimi problemami seksualnymi - wspomina Allison. - A ja wyraźnie mu powiedziałam, że pójdę na policję, jeśli nie spełni tej obietnicy.