Mity Powstania Warszawskiego. Propaganda i polityka - Jarosław Kornaś

Kup ebooka

34.90 zł

-
Proszę czekać
WSTĘP

Czym by była historia bez polityki a polityka bez propagandy? Moim zdaniem te trzy elementy są nierozłączne. Nie da się uciec od polityki. Często słyszymy ludzi, którzy mówią, że polityka ich nie interesuje, jednak to polityka tworzy naszą rzeczywistość, a to jakie decyzje wyborcze podejmujemy, jest uzależnione od propagandy.

Przywołam tu cytat ze słynnego serialu "Alternatywy 4": "Akceptujemy wszystkie decyzje kolektywu, oczywiście, jeżeli są zgodne z naszymi oczekiwaniami". Wszystko, co widzimy, nie musi istnieć naprawdę, bo już podjęto za nas decyzję, jednak propaganda jest od tego, abyśmy tego nie widzieli.

Dlaczego tak zacząłem? Chciałbym Państwu nakreślić pewien schemat, który był, jest i będzie. Na przykładzie Powstania Warszawskiego mamy to doskonale pokazane. Cała machina propagandowa, jaka została wykorzystana, potrafiła tak "doskonale" zniekształcić fakty historyczne, że od 1989 roku nie udało się wygrać walki o prawdę, a do tego powstały kolejne mity, które są promowane przez pewne kręgi. Ludzie, którzy walczą o dobre imię Powstańców, są marginalizowani i przypisuje się im wszelkie cechy osób niegodziwych i paszkwilantów.

Przykładem, że z mitami przeszłości cały czas nie udało się wygrać, jest sprawa Narodowych Sił Zbrojnych. Kwestia udziału NSZ w Powstaniu jest zamilczana. Niestety instytucję państwowe czy samorządowe nie pomagają albo pomagają za mało. Po 30 latach "wolnej" Polski, dzięki garstce zapaleńców, udaje się w miarę możliwości odkłamywać jej mit.

Komuniści przedstawiali Narodowe Siły Zbrojne jako organizację bandycką, antysemicką i zbrodniczą. Niestety, miejsce dla NSZ w Muzeum Powstania Warszawskiego to jedna czy dwie gablotki ukryte za schodami. Jednocześnie jest miejsce na tablicę ku czci Azerów walczących w Powstaniu Warszawskim. Dla przypomnienia, w Powstaniu Warszawskim walczył azerbejdżański 111 pułk... Ale po stronie Niemieckiej!

Przykładem tworzenia nowych mitów jest sprawa kapitana "Hala". Kilka lat temu, podczas promocji drugiego wydania książki Leszka Żebrowskiego "Paszkwil Wyborczej", poznałem syna kapitana Hala pana Jacka Stykowskiego. Leszek Zebrowski i Jacek Stykowski wykonali tytaniczną pracę historyczną i udowodnili manipulację, do której doszło w artykule w Gazecie Wyborczej, opublikowanym w 1993 roku. Między innymi manipulowano dokumentami, nie badano dokumentów, wysuwając tezy i oskarżenia często na podstawie czyjejś niesprawdzonej relacji, czy "wizji" autorów. Później artykuł poszedł w świat i zagraniczni historycy opierali się na nim jak na materiale źródłowym.

Dwa lata temu razem z panem Jackiem Stykowskim byliśmy na promocji wznowienia bardzo ważnej książki Adama Borkiewicza "Powstanie Warszawskie 1944" w Muzeum Powstania Warszawskiego. Na promocji byli między innymi Aleksandra Richie oraz Piotr Gursztyn. Obie te osoby wpisały się w promocję czarnej propagandy wobec kapitana "Hala". Jacek Stykowski chciał się od nich dowiedzieć, dlaczego szerzą kłamstwa na temat jego ojca. Oboje, historycy odpowiedzieli wymijająco. Piotr Gursztyn nie miał nic do powiedzenia. Aleksandra Richie powiedziała, że powołała się na zagraniczne opracowanie, a jako historyk nie ma sobie nic do zarzucenia. Te mechanizmy kłamstwa staram się, wraz z pozostałymi autorami, pokazać w tej książce.

Niniejsza publikacja jest zbiorem sześciu rozmów, w których poruszane są najważniejsze mity w propagandzie wobec Powstania. Stanowi ona pierwszy tom. Nie piszemy tu jeszcze o samej zasadności decyzji o Powstaniu. To zagadnienie będzie poruszone w drugim tomie książki.

Serdeczne podziękowania składam każdemu z moich rozmówców i współautorów poszczególnych rozdziałów. Jestem też bardzo wdzięczny Leszkowi Żebrowskiemu za inspirację i fachową pomoc.

Jarosław Kornaś

1 POWSTANIE WARSZAWSKIE. PROPAGANDA W SŁUŻBIE POLITYKI

Redaktor Stanisław Michalkiewicz jest znany szerokiej publiczności z komentowania bieżącej polityki. Tym, co niezwykle intryguje, jest jego podejście do analizowania zdarzeń politycznych, ale również i historycznych. Twarde oceny rzeczywistości często mogą boleć jego czytelników. Jednak autorowi nie chodzi o poprawienie nastroju czytelników i słuchaczy. Stanisław Michalkiewicz pisze po to, żeby czytelnicy zrozumieli fakty, zyskali odpowiednią perspektywę. Redaktor Michalkiewicz jest również wnikliwym badaczem historii. Jego wiedza może zawstydzić niejednego historyka. Dlatego też podróż po mitach Powstania Warszawskiego rozpoczynamy od rozmowy właśnie z nim, aby szeroko pokazać kontekst historyczny.

Jarosław Kornaś: Do rozmowy na temat propagandy wokół Powstania Warszawskiego zaprosiłem pana Stanisława Michalkiewicza. Moje pierwsze pytanie brzmi: czym jest propaganda?

Stanisław Michalkiewicz: Narzędziem nakłonienia kogoś innego, by zaczął myśleć i zachowywać się w sposób przez nas pożądany.

J. K.: Czy jest różnica między zwykłą propagandą a propagandą komunistyczną?

S. M.: Myślę, że żadnej istotnej różnicy nie ma. Może z wyjątkiem tej, że propaganda komunistyczna z reguły była wsparta terrorem. W przypadku zwykłej propagandy nie jest to konieczne, a nawet jest niepożądane. Na przykład Aleksander Sołżenicyn w "Archipelagu Gułag" pisze, że jedną z najbardziej uciążliwych dolegliwości przy budowie Kanału Białomorskiego była konieczność tak zwanego świergolenia, to znaczy wychwalania swoich oprawców przez skazańców.

J. K.: W sprawie Powstania Warszawskiego mieliśmy "za komuny" potężną propagandę, która miała na celu zohydzenie tego czynu zbrojnego oraz zrobienie z decydentów katów miasta. Natomiast środowiska patriotyczne podjęły działania, które miały na celu rehabilitację strony akowskiej. Dwa lata temu, podczas promocji książki Leszka Żebrowskiego, "Warszawa'44" miał Pan wykład, poświęcony zagadnieniom narracji polityczno-historycznej wobec Powstania Warszawskiego. Narracja komunistów stopniowo się zmieniała. Najpierw było zamilczanie. Kolejno teza, że Powstanie wywołała Armia Ludowa, natomiast AK do niego się "przyłączyła". Oskarżano również dowództwo AK o kolaborację z Niemcami. Po wojnie popularna narracja brzmiała: burżuazyjny zryw mający na celu utrzymanie władzy przez sanacyjne elity polityczne i niedopuszczenie szerokich mas robotników i chłopów oraz militarne wystąpienie mające na celu zatrzymanie ofensywy sowieckiej, co wiązało się z przedłużeniem wojny o kolejne miesiące. To są oczywiście wybrane przykłady propagandy komunistycznej. Już na pierwszy rzut oka brakuje tu logiki.

S. M.: Zarzut kolaboracji AK z Niemcami był w pierwszych latach władzy ludowej obowiązującym kanonem i zatwierdzoną wersją historii. W tym też kierunku UB próbował urabiać więźniów, żeby się "przyznawali". Jednak obrzydzanie Powstania Warszawskiego przez komunę przynosiło skutek odwrotny! Ta chamska propaganda była przeciwskuteczna, między innymi dlatego, że to Powstanie budziło miłość i współczucie szerokich warstw narodu.

Adam Grzymała-Siedlecki w swoich wspomnieniach pisze, że w czasie Powstania, podczas przechadzki po polach w okolicach Żyrardowa, spotkał był wiejską żebraczkę. Kiedy sięgnął do portmonetki, ta wykonała ręką gest, że nie weźmie, i powiedziała: "Ja niekoniecznie o ten grosz, ale może mi pan powie, co tam z tymi nieborakami w Warszawie?" Czegóż chcieć więcej? - pyta Siedlecki.

Po 1956 roku ton komunistycznej propagandy się zmienił: już nie potępiano Powstania w czambuł i nie robiono z gen. Bora-Komorowskiego zbrodniarza wojennego na usługach "reakcji", tylko kładziono nacisk na sprawy merytoryczne; że Powstanie było skierowane nie tyle przeciwko Niemcom a przeciwko sowietom. Za komuny była to zbrodnia niesłychana sama w sobie, jeśli ktoś ośmielił się sprzeciwiać Stalinowi. Ale i ta propaganda była przeciwskuteczna, bo zdecydowana większość społeczeństwa potępiała sowieciarzy za wstrzymanie ofensywy do czasu, aż Niemcy zmasakrują Powstanie. To było przyczyną opóźnienia i przedłużenia wojny, a nie Powstanie, które z punktu widzenia ówczesnych działań militarnych na Froncie Wschodnim miało znaczenie marginalne. Wiele logiki zatem w tej propagandzie nie było.

Stanisław Mikołajczyk (ur. 18 lipca 1901 w Dorsten-Holsterhausen, zm. 13 grudnia 1966 w Waszyngtonie) - polski polityk, przywódca Polskiego Stronnictwa Ludowego, poseł na Sejm II RP (III kadencji), w latach 1943-1944 premier rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie, członek Komitetu dla Spraw Kraju od stycznia 1940 roku. Po II wojnie światowej był posłem do Krajowej Rady Narodowej i na Sejm Ustawodawczy. Piastował funkcje wicepremiera i ministra rolnictwa w Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej. Był członkiem Centralnej Komisji Porozumiewawczej Stronnictw Demokratycznych w 1946 roku.

Aleksandr Isajewicz Sołżenicyn (ur. 11 grudnia 1918 w Kisłowodzku, zm. 3 sierpnia 2008 w Moskwie) - rosyjski pisarz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1970. Jest autorem utworów moralistycznych, dotyczących komunistycznego systemu zniewolenia i terroru, ukazujących gehennę życia w łagrach (m. in. trzytomowe dzieło Archipelag GUŁag), a także pozycji historycznych o XX-wiecznych dziejach Rosji.

J. K.: Było również oskarżenie Bora-Komorowskiego o kolaborację z Niemcami. Pozwolę sobie zacytować:

"Bór-Komorowski, łotr, który posłał Warszawę na rzeź, (...) oddał was w ręce faszystów podpisując kapitulację. Nie można dziwić się tej kapitulacji, dogadali się dwaj szlachcice i krewniacy - von dem Bach-Zelewski i Komorowski. Babka pruskiego junkra, kata Warszawy była z domu Komorowska".

To jest cytat z Janusza Przymanowskiego. Społeczeństwo nie wierzyło w tę propagandę?

S. M.: To wyjątkowo łajdackie oskarżenie, bo z Gestapo kolaborowała PPR i jej agendy, denuncjując znanych sobie AK-owców. Bór-Komorowski żadnym "kolaborantem" nie był! Zdarzały się przypadki, kiedy to Niemcy na Kresach Wschodnich dozbrajali AK, żeby mieć zaporę przed partyzantką sowiecką. AK-owcy "zdobywali" wcześniej sygnalizowane transporty broni. Długo to nie trwało, bo niemiecki generał, który wpadł na ten pomysł, został za to rozstrzelany, a por. Świda, który brał w tym udział, został skazany przez sąd wojenny na śmierć, ale z możliwością zrehabilitowania się na polu walki. Społeczeństwo w ogóle nie wierzyło w komunistyczną propagandę, nawet w sprawach od polityki odległych. Znam przypadek ucznia podstawówki, który na początek roku dostał książkę do języka polskiego z napisem "Witaj szkoło!". Przeczytał to "Witaj szkoło" i skomentował: "a to kurwy, ruskie propagandy!" Janusz Przymanowski, no cóż... To kawał łajdaka, który udawał przyzwoitego, ale w stanie wojennym wyszło szydło z worka, jak w sejmie naigrawał się z więźniów i internowanych.

J. K.: Komuniści po roku 1945 zaprzęgli do propagandy film. Na przykład: "Miasto nieujarzmione". Film opowiadał o tym, że co prawda AK się poddała, ale AL walczy dalej. To jest oczywiście jedna z narracji. Na przeciwległym biegunie mamy nurt insurekcyjny, bardzo silnie zakorzeniony w naszej historii i podejściu do podejmowania decyzji politycznych. Głównym motywem podejmowania decyzji o walce z okupantem czy zaborcą jest: "walczymy, aby przeżyć". Jaka jest pańska interpretacja apologetów wybuchu Powstania?

S. M.: W ogóle był rozkaz, że z Niemcami walczyła Armia Ludowa, podczas gdy AK "stała z bronią u nogi". Udział AL w Powstaniu Warszawskim był marginalny, podobnie zresztą, jak i jej rola poza Warszawą. Z dzienników bojowych AL wynika, że dzięki "akcji bojowej" zdobywano: "bieliznę damską i pościelową" Ta "bielizna damska", to oczywiście na esesmanach. Gołym okiem widać, że po prostu obrabowali jakiś dwór. Ale te oskarżenia ze strony komuny w ogóle nie mieszczą się w nurcie cywilizowanej dyskusji na temat Powstania. Komunistyczną propagandę, bez żadnej szkody dla meritum sprawy można, i wtedy, i teraz zlekceważyć. Teraz też, bo trzecie pokolenie UB z rozmaitych "lewic" walczy z trzecim pokoleniem AK. Zatem, do rzeczy! Nurt insurekcyjny był obecny w Polsce na długo przed Powstaniem Warszawskim, bo przez cały XIX wiek i część wieku XX, do Powstania Warszawskiego włącznie. Jego klęska bardzo nurt ten osłabiła.

Reprezentatywnym przedstawicielem tego nurtu w czasie Powstania był gen. Okulicki "Niedźwiadek", który parł do Powstania w przekonaniu, że "wstrząśnie ono sumieniem świata". Nie wiem, czy to nie jego miał na myśli hr. Ronikier, kiedy relacjonując rozmowę, jeszcze przed wybuchem Powstania, odnotował zasłyszane zdanie: "Niech nawet jeszcze 100 tysięcy zginie, byle dobić Niemców". Ronikier był oburzony i zwrócił uwagę, że ojcowie synów, którzy wskutek tego zginą, wcale nie muszą jego entuzjazmu podzielać. "Trochę się zreflektował" - powiada Ronikier. Jednak alternatywą nurtu insurekcyjnego nie była wcale komuna, bo komuna to po prostu sowieccy agenci, jak to szczerze wyjaśnił Mieczysław Moczar: "Dla nas partyjniaków, prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki". Alternatywą nurtu insurekcyjnego był nurt polityczny, który nie orientował się na "sumienie świata", tylko na możliwość realizowania w tych skrajnie niesprzyjających warunkach, polskiego interesu narodowego i państwowego.

J. K: Doszliśmy do tej trzeciej narracji, czyli realistów politycznych inaczej nazywanych również rewizjonistami. Celowo w tej kolejności, ponieważ jest to swego rodzaju wyśrodkowanie poglądów. Do tego grona należą historycy czy publicyści, którzy kwestionują sens wybuchu Powstania Warszawskiego. Jest to dość szerokie grono. Zaliczam do nich między innymi Jana Ciechanowskiego uczestnika Powstania, Rafała Ziemkiewicza czy znienawidzonego przez insurekcjonistów Piotra Zychowicza, który akcję Burza i Powstanie Warszawskie określił "Obłędem".

S. M.: Dyskutując na temat Powstania i chcąc zrozumieć ówczesną sytuację, trzeba brać pod uwagę kilka czynników. Pierwsze to, że Niemcy strategicznie wojnę już przegrywały. Z jednej strony bolszewicy, a z drugiej alianci, którzy już wylądowali w Normandii i posuwali się dalej na wschód. Czynnik drugi, bolszewicy, którzy już zajęli część terytorium polskiego i zbliżali się do Polski Centralnej, co stawiało pod znakiem zapytania istnienie niepodległego państwa polskiego. Trzecia sprawa to nienawiść do Niemców, zwłaszcza wśród patriotycznej młodzieży, która przygotowywała się do walki i raczej nie wyobrażała sobie, że jej nie podejmie. Wreszcie plan "Burza", który został wykoncypowany w innych okolicznościach, który siłą inercji był kontynuowany w początkach roku 1944, między innymi w postaci rozkazu podejmowania współpracy przez AK z sowietami, co AK-owców skazywało na pewną śmierć. Toteż NSZ owszem, walczyły z Niemcami, ale również z komunistami, których uważali nawet za groźniejszych w tych okolicznościach wrogów Polski.

J. K.: Realiści w propagandzie insurekcjonistów przyrównywani są do tych, którzy szerzą propagandę komunistyczną, czy Pan się z tym zgadza?

S. M.: Oczywiście, że nie! Komuniści, to agentura, a realiści, jak ich pan nazywa, to jednak Polacy i polscy patrioci. Propaganda dzisiejsza, wrzucająca do jednego worka komunę i "realistów" nie jest podyktowana pragnieniem wyciągnięcie wniosków z historii, tylko umocnienia monopolu na patriotyzm przez środowiska związane z Jarosławem Kaczyńskim i jego trzódką.

J. K.: Są również środowiska, które krytykują wybuch Powstania z pozycji endeckich, przyjmując często retorykę komunistyczną, jak środowisko Myśli Polskiej, czyli postpaxowskie.

S. M.: Tak, ale to nie jest środowisko odosobnione w krytyce nie tyle wybuchu, co samego pomysłu na urządzenie Powstania właśnie w Warszawie. Ono ma swoją specyfikę, którą określiłbym cytatem: "róg Stalina i Trzech Krzyży". To jest taki komunizm pobożny, który lansował w czasach stalinowskich Bolesław Piasecki, za co zresztą jego książka "Zagadnienia istotne" została przez Stolicę Apostolską umieszczona na indeksie.

J. K.: To jest dość ciekawe podejście. Z jednej strony gloryfikują wkład AL (sic!) w Powstaniu Warszawskim. Często w takim tonie wypowiada się Jan Engelgard, redaktor naczelny "Myśli Polskiej", a z drugiej powołują się na stanowisko endeków do wybuchu Powstania oraz ich późniejszą ocenę.

S. M.: No właśnie: "róg Stalina i Trzech Krzyży"!

J. K.: Zatrzymajmy się przy realistach. Podczas wspomnianej wcześniej promocji książki Leszka Żebrowskiego przytoczył Pan historię hrabiego Adama Ronikiera, osoby niezwykle zasłużonej podczas wojny, prezesa Rady Głównej Opiekuńczej w latach 1940-1943. Hrabia Ronikier w grudniu 1943 roku spotkał się z Horacym Coockiem brytyjskim agentem i rozmawiali o sytuacji politycznej Polski po konferencji w Teheranie. To dość można powiedzieć niesamowita historia!

Tadeusz Komorowski herbu Korczak, ps. "Bór", "Znicz", "Lawina", "Korczak", "Gajowy", "Prawdzic" (ur. 1 czerwca 1895 w Chorobrowie, zm. 24 sierpnia 1966 w okolicach Buckley) - pułkownik kawalerii Wojska Polskiego, generał dywizji Polskich Sił Zbrojnych. Premier rządu RP na uchodźstwie (1947-1949), Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych (1945-1947), Komendant Główny Armii Krajowej (1943-1944), członek Rady Trzech (od 1956). Kawaler Orderu Orła Białego i Virtuti Militari.

Erich von dem Bach-Zelewski (ur. 1 marca 1899 w Lęborku, zm. 8 marca 1972 w Monachium-Harlaching) - generał SS (SS-Obergruppenführer), Dowódca tzw. Korpsgruppe von dem Bach w trakcie tłumienia powstania warszawskiego w 1944, zbrodniarz wojenny.

S. M.: Horacy Cook występował w Warszawie jako Henryk Cybulski i był "angielskim szpiegiem". Sam się tak przedstawiał. Był wysłannikiem rządu brytyjskiego. Przybył w roku 1943 do Warszawy, gdzie odbywał rozmowy z rozmaitymi osobistościami, m. in. właśnie z hr. Adamem Ronikierem, Według relacji Ronikiera, Anglik miał stwierdzić, że Wielka Brytania nie jest w stanie prowadzić kolejnej wojny, więc sprawę z sowietami należy rozwiązać teraz. Krótko mówiąc, dawał do zrozumienia, że Polacy powinni pogodzić się z oddaniem Polski Stalinowi, który zaprowadzi tu swoje porządki. Oznaczało to, że W. Brytania, jako nasz sojusznik, zapłaci Stalinowi za jego wkład w pokonanie Niemiec podarowaniem mu Europy Środkowej. "Cybulski" nawet zwracał swoim rozmówcom uwagę, że przecież Polska nie ma nadmiaru inteligencji, którą mogłaby szafować. Zatem sytuacja w podziemnych kręgach decyzyjnych stolicy, a właściwie, w kręgach decyzyjnych polskich była pod tym względem znana. Wielka Brytania, nie mówiąc już o USA, żadnej insurekcyjnej akcji w Warszawie czy w Polsce nie będzie popierała. W ogóle W. Brytania była zainteresowana współpracą z polskim podziemiem o tyle, o ile wykonywało ono zadania wywiadowcze dla Anglików, a od 1941 roku prowadziło działalność dywersyjną na zapleczu Frontu Wschodniego.

J. K.: To na czym polegały złudzenia naszych polityków w Londynie? Tutaj mamy hrabiego Ronikiera w Polsce, ale na miejscu w Londynie mamy cały rząd, który musiał mieć lepszą perspektywę, niż w kraju.

S. M.: To wcale nie jest takie pewne. Stanisław Cat-Mackiewicz pisze, jak to generał Sikorski podczas spaceru z jakimś znajomym, chwycił go nagle za rękę i roztrzęsiony zapytał: "niech pan powie, ci Anglicy, zdradzą nas, czy nie zdradzą?" Poza tym W. Brytania była dla tego rządu jedynym punktem oparcia, bez którego nie znaczył nic. O ile mi wiadomo, to nawet kontakty z krajem były utrzymywane za pośrednictwem wywiadu angielskiego. Trudno jest wytłumaczyć zachowanie rządu w Londynie. W 1944 roku nie miał wpływu już prawie na nic, ale zakazać Powstania w Warszawie chyba jeszcze mógł? Nie zrobił tego jednak, cedując decyzję na czynniki krajowe, które miały jeszcze mniejsze rozeznanie. Dlatego uważam, że przy ocenie Powstania należy rozróżnić dwie sprawy: zachowanie polityków i zachowanie AK, czyli wojska. Politycy całkowicie zawiedli, bo akcja wojskowa, jaką przecież było Powstanie, była z punktu widzenia politycznego kompletnie nieprzygotowana. W rezultacie żołnierze dostali rozkaz niewykonalny, który przez początkową fazę Powstania usiłowali wykonać, a potem już walczyli tylko o przetrwanie. "Czekamy na ciebie czerwona zarazo, byś nas wybawiła od czarnej śmierci (...) byś była zbawieniem witanym z odrazą" - napisał "Ziutek", czyli Józef Szczepański warszawski powstaniec. A inny: "Oklasków też nie trzeba; żądamy amunicji!"

J. K.: W przededniu wybuchu Powstania hrabia Ronikier prowadził również rozmowy z wysokimi kręgami polityczno-wojskowymi na temat porozumienia, które miało na celu doprowadzenie do uniknięcia masakry w Warszawie. Na czym to miało polegać?

S. M.: O skali samodzielności rządu w Londynie świadczy choćby fakt, że gdy gen. Sosnkowski, Wódz Naczelny, wydał słynny rozkaz, że "Mija właśnie 5 lat, gdy Polska, wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego stanęła do samotnej walki z Niemcami" został tej funkcji pozbawiony.

J. K.: Czy wizyta Mikołajczyka w Moskwie na przełomie lipca i sierpnia mogła cokolwiek zmienić?

S. M.: Niemcy wiedzieli, że szykuje się w Warszawie Powstanie i starali się jakoś sytuację rozładować. Rozmawiali o tym m. in. z Ronikierem, który w tej sprawie konsultował się z innymi osobistościami. Uważał, że sytuacja jest rozpaczliwa, a Powstanie zakończy się straszliwą masakrą, toteż usiłował robić wszystko, by temu zapobiec. W rezultacie tych konsultacji przedstawił Niemcom pomysł, by wykonały gest, oddając Armii Krajowej Warszawę bez walki, ale nie tylko Warszawę, bo też kilka okolicznych powiatów, by mogły tam wylądować przynajmniej 2 polskie dywizje z Zachodu (jak by tam doleciały, to osobna sprawa), oraz, żeby na tej enklawie mógł znaleźć się też polski rząd. Ciekawe, że Niemcy nie wyśmiali go, tylko podobno przekazali ten pomysł Berlinowi, ale nic z tego nie wynikło. Powstanie wybuchło. Nie wydaje mi się, żeby Hitler zgodził się na coś takiego. W rezultacie Goebbels pod datą 16 sierpnia 1044 roku napisał w swoim "Dzienniku": "wprawdzie w Warszawie toczą się jeszcze zacięte walki, ale sytuacja zasadniczo jest opanowana (że, powstańcy) poznali siłę naszej broni" i że Stalinowi udało się "skatynizować" w ten sposób polskich nacjonalistów i arystokrację. "I chyba o to właśnie chodziło".

Chyba o to właśnie chodziło. Wizyta Mikołajczyka zmienić niczego nie mogła, bo od lipca 1944 roku działał w Lublinie PKWN, więc Stalin już zdecydował, jak ma być i nie miał żadnego powodu, by cokolwiek ze Stanisławem Mikołajczykiem negocjować. Wiedział wreszcie, że Mikołajczyk jest na łasce Anglików, no i to się sprawdziło, bo ustąpił z funkcji premiera i przystąpił do kierowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, jako "element demokratyczny" z Londynu. W tym charakterze wrócił do Warszawy, a kiedy Stalin już żadnych listków figowych nie potrzebował, to musiał uciekać na Zachód w obawie przed aresztowaniem.

J. K.: Jest opinia, że Powstanie Warszawskie uratowało Europę Zachodnią przed sowietami. Czy to śmiała teza?

S. M.: Nic podobnego! Nie Powstanie, ale uzgodnienia w Teheranie i Jałcie, no i oczywiście w Poczdamie. Można tylko spekulować, o ile Powstanie opóźniło sowiecką ofensywę na Zachód, ale i tak sojusznik naszych sojuszników spotkał się z nimi na Łabie.

J. K.: Wróćmy jeszcze na moment do sytuacji w Warszawie przed Powstaniem. Wspomniany przez Pana wcześniej Leopold Okulicki zostaje wysłany do Warszawy z Londynu przez Wodza Naczelnego w celu niedoprowadzenia do Powstania. Jak już ląduje w kraju, robi wszystko, aby do niego doszło. Co kierowało częścią kręgów wojskowych i politykami, że tak bardzo wierzyli w to, że zajęcie przez nich Warszawy cokolwiek zmieni, nawet kosztem dziesiątek tysięcy istnień ludzkich?

S. M.: Nie mam pojęcia. Leopold Okulicki, robiący sobie iluzje co do "sumienia świata" nie miał chyba dobrego kontaktu z rzeczywistością. Warto przypomnieć, że tacy zawodowi wojskowi w KG AK, jak Bokszczanin, byli przeciwko Powstaniu w Warszawie. Jeśli wierzyć przekazom, gen Bór-Komorowski podjął decyzję na postawie informacji, że sowieckie czołgi są na Pradze.

J. K.: Co do propagandy, to na arenie międzynarodowej mamy do czynienia z "mitem powstania warszawskiego". Chodzi o Powstanie w getcie warszawskim z kwietnia 1943 roku. Powstanie z sierpnia 1944 zostało zepchnięte z orbity. Z czego to wynika?

S. M.: Z tego, że polskie władze za komuny nie były zainteresowane propagowaniem Powstania Warszawskiego, podczas gdy Żydzi powstanie w getcie propagowali i nadymali, jak tylko mogli. Trwało to prawie 50 lat, a potem, po "transformacji ustrojowej" ani ubeckie dynastie, ani MSZ, opanowany przez trzódkę prof. Geremka, też nie był zainteresowany propagowaniem Powstania. Toteż bardzo wielu ludzi nie zna innego powstania w Warszawie jak tylko to w getcie. O ile w ogóle się takimi sprawami interesuje.

J. K.: Zdaniem Leszka Żebrowskiego, to nawet nie było powstanie, tylko rodzaj samoobrony. Nie było planu, dowództwa, zaplecza. Środowiska żydowskie poprzez Gazetę Wyborczą zohydziły pozytywny obraz Powstania Warszawskiego. Powstańców przedstawiono jako morderców Żydów. Mamy tutaj do czynienia z czarną propagandą.

S. M.: Powstanie w getcie rzeczywiście nie miało żadnego celu ani wojskowego, ani politycznego, bo w ówczesnych warunkach żaden z tych celów nie był możliwy do osiągnięcia. Natomiast "Gazeta Wyborcza", jako żydowska gazeta dla Polaków, włączyła się w skoordynowane polityki historyczne: niemiecką i żydowską, no i uczestniczy w przyprawianiu narodowi polskiemu odrażającego wizerunku narodu morderców. I pomyśleć, że ci wszyscy Żydzi żyją dzięki poświeceniu jakichś Polaków? Zawsze robimy jakieś głupstwa.

J. K.: Czy jest szansa, aby dyskusja o Powstaniu Warszawskim była pozbawiona emocji i propagandy jednej czy drugiej strony i opierała się na chłodnej, spokojnej dyskusji?

S. M.: Mogłaby być pozbawiona emocji, gdyby Powstanie nie było wykorzystywane dla celów aktualnej polityki, czy politycznych przepychanek. A ponieważ jest i chyba nikt nie chce z tego zrezygnować, zawsze będzie przedmiotem propagandy, ale taki już los wypadł nam.

Słowo wstępne

Poniższy zbiór artykułów i esejów na temat Powstania Warszawskiego ma charakter zarówno okolicznościowy (76. rocznica jego wybuchu), jak i też uniwersalny, dotyczy bowiem spraw i ocen nieprzemijających. Powstanie, niezależnie od jego ocen, weszło na stałe do naszej narodowej historii. Można snuć przypuszczenia typu: "co by było, gdyby było", dokonywać analiz posunięć politycznych i militarnych, ale pamiętajmy o najważniejszym. Historia (czyli to, co było), jest doświadczeniem niepowtarzalnym i jakakolwiek krytyka z tym związana nie zapobiegnie temu, co było, lub, nie daj Boże, w innej sytuacji wydarzyć się może.

Dlatego opisywanie różnych wątków z tego zakresu, w miarę upływu czasu, to niekończąca się opowieść, zawsze potrzebna, a nawet bardzo konieczna.

Wiemy, że Powstanie miało swój wymiar polityczny, militarny, propagandowy i moralny. Te dwie ostatnie płaszczyzny były, są i będą stale aktualne. Obrosło ono wszelkiego rodzaju mitami, dobrymi i złymi i tak się będzie dziać nadal. Być może byłoby inaczej, gdyby Polska po 1944 roku była inna, bardziej normalna. Jednak nie była. Nie do końca ten stan rzeczy zmienił się w minionym trzydziestoleciu, czyli po 1989 roku.

Haniebne oskarżenia Powstańców o mordowanie Żydów, wzniecone na nowo w 1994 roku przez "Gazetę Wyborczą" nie były czymś nowym, ale zostały podniesione do wymiaru międzynarodowego, a instytucje polskiego państwa nie umiały*/nie chciały* się z tym uporać (* - niepotrzebne skreślić).

W wymiarze moralnym nie wolno nigdy, w żaden sposób pozwalać, aby dobre imię Powstańców było wdeptywane w ziemię. Jeśli robi to jakaś wredna gazeta, należy ją bezwzględnie i zawsze bojkotować. Jeśli robią to jakieś instytucje, w tym międzynarodowe, trzeba zrobić wszystko, aby prawdziwy obraz Powstania i Powstańców był chroniony.

W wymiarze propagandowym mamy do czynienia z bezwzględną nienawiścią, wierutnymi kłamstwami. W tej sferze usłużni dziennikarze i naukowcy swymi gadzimi piórami rozsmarowują swe kłamstwa na papierze i w mediach elektronicznych. Mamy nie tylko prawo, ale przede wszystkim obowiązek stanąć w szeregu obrońców nie tyle Powstania i Powstańców (choć też są to szlachetne intencje), ile przede wszystkim prawdy.

Temu służy ta książka. Przypominanie rzeczy już opisanych, opisywanie spraw zapomnianych, wypaczonych, zakłamanych, to walka o naszą tożsamość i fundamenty ideowe, które nas ukształtowały i nadal kształtują.

Przeciwnicy prawdy z tego zakresu nie mają argumentów merytorycznych, ale też nie mają żadnych skrupułów i hamulców moralnych, dlatego plucie jadem z ich strony, zmyślanie okropnych historii, poniżanie historycznych postaci (znanych i mniej znanych) jest dla nich chlebem codziennym. My nie możemy uciekać się do takich metod. Co więcej, wcale nie musimy, albowiem wystarczy z naszej strony poznawać prawdę, posługiwać się nią rozumnie i nie może to być płaszczyzna jednorazowych działań. Jednym z podstawowych narzędzi są rzetelne, uczciwe, udokumentowane publikacje, takie jak poniższa.

Leszek Żebrowski