Rozdział 3
Liv - siedem i pół roku wcześniej
Wchodzi do biblioteki, a ja nieświadomie wstrzymuję oddech. Patrzę, jak rozgląda się po pomieszczeniu. Wiem, że to mnie szuka. Spotykamy się tu od pięciu tygodni w każdy czwartek. Pozwalam sobie marzyć przez chwilę, że chce się ze mną zobaczyć, bo jestem jego dziewczyną, a nie dlatego, że tak naprawdę pan Hunter płaci mi za udzielanie mu korepetycji. Wygląda zupełnie inaczej niż inni chłopcy i to nie tylko dlatego, że jest wyższy i mocniej zbudowany. Nie, tutaj zdecydowanie chodzi o coś więcej. Wyróżnia się sposobem bycia. Trudno to ubrać w słowa... On po prostu ma to "coś". Jest silny, pewny siebie, nie mają dla niego znaczenia przyziemne rzeczy dziejące się w szkole.
Widzę, że w końcu mnie dostrzega i się uśmiecha. Czuję się oszołomiona, gdy zauważam jego głębokie dołeczki w policzkach i piękną opaloną skórę. Przez niego zapominam, gdzie jestem. Cholera, przez jego uśmiech nie pamiętam nawet, jak mam na imię. Vinny idzie prosto do stolika, przy którym siedzę, kompletnie nieświadomy reakcji dziewczyn, które stają jak wryte, by go przepuścić, gdy przechodzi obok nich.
- Wszystko w porządku, Liv? - pyta z zatroskaną miną, chociaż nie wiem, dlaczego jest taki zmartwiony.
Nie odpowiadam, ale nie dlatego, że nie chcę. Nagle czuję, że po prostu fizycznie nie potrafię się odezwać. Jestem oszołomiona, pomieszczenie zaczyna wirować i mam wrażenie, jakbym w każdej chwili mogła zemdleć.
- Liv? - odzywa się ponownie Vinny, tym razem głośniej i bardziej natarczywie.
Wybudzam się z otępienia i dociera do mnie, że przestałam oddychać. Wciągam zachłannie powietrze do płuc i wypuszczam je głośno. Podrażnione przepływającym tlenem gardło sprawia, że zaczynam niekontrolowanie kaszleć. Pali mnie w krtani. Wszystkie osoby przebywające w bibliotece gapią się teraz na mnie, a ja mam ochotę wejść pod stolik i zniknąć. Vinny pochyla się nade mną i łapie mnie za rękę. Wygląda na szczerze zmartwionego.
Dopiero po minucie udaje mi się uspokoić i przestaję kaszleć, dzięki czemu mogę odpowiedzieć.
- Wszystko dobrze. Zakrztusiłam się tabletką na gardło - kłamię. Nie mogę powiedzieć mu, że zapominam o oddychaniu w jego obecności. Na pewno pomyślałby, że jestem stuknięta.
Vinny chwyta krzesło i obraca je, po czym siada na nim okrakiem i kładzie skrzyżowane ramiona na oparciu. To typowe dla chłopaków.
- Jezu, Liv. Myślałem przez chwilę, że będę musiał na tobie wykonać chwyt Heimlicha. Ale bałbym się, że cię połamię. Jesteś taka drobna - mówi szeptem, pochylony w moją stronę, i uśmiecha się łobuzersko. Moje serce od razu zaczyna bić szybciej na ten widok.
- Nic mi nie jest - zapewniam go. Moja twarz nadal jest czerwona po ataku kaszlu, więc nie domyśliłby się, że teraz zarumieniłam się dlatego, że poczułam na szyi jego oddech. Był tak blisko mnie. - Lepiej zaczynajmy. Musimy dzisiaj przerobić dużo materiału, jeśli chcesz zdać egzamin semestralny z angielskiego w następnym tygodniu.
Poza tym, jeśli nie zajmiemy się czymś, to moje serce zaraz eksploduje. Nie potrafię myśleć przy tym chłopaku. Przez niego mój mózg zmienia się w papkę i zapominam oddychać. Jak w ogóle można zapomnieć o oddychaniu? Ale ze mnie kretynka...
Bibliotekarka ucisza nas, a Vinny unosi ręce w geście kapitulacji i uśmiecha się do niej. Jej mina od razu się zmienia, gdy tylko zauważa ten uśmiech. Jego urok nie zna granic.
W końcu wchodzimy w role ucznia i korepetytorki, więc mogę się skupić na tym, dlaczego spędzam z Vinnym Stonettim tyle czasu. Chodzimy na te same zajęcia z angielskiego, mimo że on jest dwie klasy wyżej ode mnie. Ja jestem rok do przodu z tym przedmiotem, a on, mając zaległości, jest z niego zagrożony. Znowu. Głównie dlatego, że po prostu rzadko przychodzi na zajęcia. Najczęściej nie ma go, bo albo jest chory, albo zawieszony z powodu bójek.
Sześć tygodni temu, gdy mój tata powiedział swojemu przyjacielowi, że jego córka mogłaby udzielić korków z angielskiego chłopakowi, który ma problem z tym przedmiotem, nie wydawało mi się to niczym wyjątkowym. A przynajmniej dopóki nie dowiedziałam się, jak się nazywa ten chłopak. To ten sam, w którym kocham się od siódmej klasy. Przez trzy długie lata obserwowałam go z daleka, w sekrecie zachwycałam się tym, jak chodzi, jak siada, a nawet w jaki sposób poruszają się jego pełne usta, gdy przeżuwa podczas lunchu na stołówce. Zawsze przypatrywałam mu się wtedy ukradkiem.
A teraz siedzę tu przed nim. Jest tak blisko mnie przez trzy godziny w tygodniu. Ten chłopak nawiedzał moje sny częściej, niż jestem w stanie to policzyć. Myślałam, że okaże się zupełnie inną osobą, chociaż tak naprawdę nie wiem, czego się spodziewałam. Jednak jest o wiele lepszy, niż to sobie wyobrażałam. To mądry chłopak, szybko się uczy, a do tego bywa zabawny. Mogę śmiało powiedzieć, że dobrze nam się współpracuje i jestem zaskoczona, że już prawie zdążyliśmy nadrobić materiał z całego semestru.
- Czy wymyśliłaś już, co się stanie po tym, jak Julia powie swojej matce o ślubie na dworze? Zastanawiam się, kiedy dotrzemy do najlepszej części... czyli do nocy poślubnej - mówi Vinny i sugestywnie unosi brwi.
Ciągle nie mogę uwierzyć w to, że powiedziałam mu o moim książkowym hobby. Odkąd tylko nauczyłam się czytać, pochłaniałam wszelkie romanse, które kończą się tragicznie. Czasem nawet płakałam, zachwycając się pięknem takiej historii. A potem, gdy skończyłam czytać, nie mogłam z tym żyć, więc pisałam własne zakończenie książki. W mojej głowie każda opowieść zasługuje na happy end.
Dwa tygodnie temu, gdy na lekcji języka angielskiego omówiliśmy Romea i Julię, tak się wkręciłam w tę historię, że opowiedziałam mu o zakończeniu, które zaczęłam pisać. Potem wstydziłam się tego i miałam ochotę zaszyć się w jakiejś norze, ale Vinny chyba naprawdę był tym zainteresowany. Może nawet zaintrygowany. Nie uznał mojego hobby za dziwne i nie odsunął się ode mnie, ale chciał wiedzieć więcej o tym, co lubię robić i co mnie uszczęśliwia.
- Myślę, że po tym, jak jej matka... - zaczynam opowiadać Vinny'emu o rozdziale napisanym przeze mnie w weekend, ale nagle przerywa mi głos, którego nie znoszę.
- Ojej, czy ty i ta twoja mała korepetytorka nie wyglądacie tak, jakbyście się razem dobrze bawili? - Złośliwy głos Missy Tatum sprowadza mnie na ziemię. Wystarczy jedno spojrzenie na nią i dociera do mnie, że jest zupełnie inna niż ja. Uważam, że nie musiałaby się bardzo starać, żeby zostać aresztowaną za obnażanie się - i tak już jest dość skąpo ubrana. Ze swojego miejsca mam doskonały widok na jej pełne piersi i ciało opięte bardzo wyciętą bluzką odsłaniającą brzuch. Od razu czuję się gorzej, bo przypominam sobie, że ja nie mam takich kształtów. Ona jest w ostatniej, dwunastej klasie, podczas gdy ja w dziesiątej. A to oznacza, że jestem jeszcze w późnym okresie dojrzewania. Komfort, który zaczynałam odczuwać po kilku chwilach siedzenia w towarzystwie Vinny'ego, znika w czasie krótszym niż trzydzieści sekund. I znowu czuję się jak mała dziewczynka.
- Poczekaj na zewnątrz, Missy. Niedługo kończę. - Głos Vinny'ego zmienia się z lekkiego i rozbawionego, którego używał przy mnie, na bardziej kontrolujący i ostry. Przez chwilę myślę, że Missy zacznie narzekać, ale Vinny posyła jej wyzywające spojrzenie. Dziewczyna naburmusza się i bez słowa odwraca, po czym idzie w kierunku drzwi, by tam poczekać.
- Przepraszam za to.
- Nic się nie stało.
- Wręcz przeciwnie. Nie powinna się tak do ciebie odzywać. - Nadal sprawia wrażenie rozzłoszczonego. Ze mną rozmawia w zupełnie inny sposób.
- Dzięki, ale przywykłam do tego.
- Co masz na myśli?
- Jej świtę. - Wzruszam ramionami i skupiam spojrzenie na Missy i jej przyjaciółkach, które stoją przed biblioteką i palą papierosy. - Czasami rzucają jakieś komentarze i tyle.
- Na przykład jakie? - pyta Vinny, zaciskając szczękę. Wygląda na wkurzonego. Już go widziałam takiego z dystansu, ale nigdy z bliska, nie przy mnie. Jest straszny, gdy się go rozzłości. Nie wygląda już na rozluźnionego i skorego do żartów. Teraz zaciska mocno pięści, a jego ramiona są bardziej wyprostowane niż zazwyczaj.
- To nic takiego. - Zmuszam się do obojętnego uśmiechu, po czym zaczynam pakować książki.
Vinny milczy przez dłuższą chwilę, ale czuję, że obserwuje, jak wkładam swoje rzeczy do plecaka. Denerwuje mnie to, a moja twarz robi się czerwona z powodu jego intensywnego spojrzenia. Gdy kończę, nie mam wyboru, więc muszę na niego spojrzeć, chociaż wolałabym się schować pod ławką. Nic nie mówi, a ja w tej chwili zauważam, jaki jest piękny. Jego jasnoniebieskie oczy przyciągają moją uwagę i na moment zapominając, kim jesteśmy, podtrzymuję jego spojrzenie. Niespodziewanie Vinny wstaje i zabiera swoje książki z ławki.
- Zobaczymy się w następnym tygodniu?
Kiwam głową, bo czuję w gardle gulę, która uniemożliwia mi mówienie.
Obserwuję, jak Vinny opuszcza bibliotekę. Gdy tylko przechodzi przez szklane drzwi, Missy przykleja się do niego. On odwraca się nagle i spogląda na mnie przelotnie. Nadal siedzę nieruchomo na krześle. Następnie kładzie rękę na ramionach Missy, a ja patrzę, jak odchodzą razem.