Moralność kapitalizmu - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

19.90 zł
16.52 zł (16,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1 KAPITALIZM A NASZA KULTURA

Ed­mund A. Opitz

Dzi­siej­sze od­ro­dze­nie za­in­te­re­so­wa­nia re­li­gią w Ame­ry­ce bywa róż­nie in­ter­pre­to­wa­ne. W każ­dym ra­zie ozna­cza ono, że wie­lu z nas może zo­stać zmu­szo­nych do po­now­ne­go prze­my­śle­nia du­cho­wych pod­staw, na któ­rych zbu­do­wa­na jest na­sza kul­tu­ra. Na­sze dzie­dzic­two wol­nych ko­ścio­łów - in­sty­tu­cji re­li­gij­nych po­sia­da­ją­cych wła­sną wła­dzę, nie­za­leż­nych od pań­stwa - jest wy­raź­nie za­ko­rze­nio­ne w uni­kal­nej, in­te­lek­tu­al­nej i kul­tu­ral­nej gle­bie Za­cho­du.

Po­trze­bu­je­my jed­nak przy­po­mnie­nia, że rów­nież inne na­sze sza­cow­ne in­sty­tu­cje wy­ro­sły na tej sa­mej gle­bie. No­wo­cze­sna na­uka, edu­ka­cja, na­sza tra­dy­cja ogra­ni­czo­ne­go rzą­du i na­sza sym­pa­tia dla wol­nej przed­się­bior­czo­ści albo ka­pi­ta­li­zmu są za­ko­twi­czo­ne w tym sa­mym du­cho­wym pod­ło­żu; zaś jako nad­bu­do­wy są one wszyst­kie czu­łe na nisz­cze­nie lub utra­tę fun­da­men­tów.

Pod­pie­ra­nie tej du­cho­wej pod­sta­wy to rzecz jed­na, czym in­nym jest zaś jej obro­na przed po­śred­nią ero­zją bę­dą­cą skut­kiem ata­ków na jej au­to­no­micz­ne źró­dła ta­kie jak na­uka, edu­ka­cja czy wol­na przed­się­bior­czość. Na­uka i edu­ka­cja mają zdol­nych obroń­ców, więc atak na na­szą kul­tu­rę naj­czę­ściej sku­pia się na go­spo­dar­ce, gdzie - bywa - uzy­sku­je po­zo­ry wia­ry­god­no­ści. Kom­bi­na­cja czyn­ni­ków kul­tu­ro­wych, któ­ra umoż­li­wi­ła na­ro­dzi­ny ka­pi­ta­li­zmu, była wy­jąt­ko­wa i moż­na ar­gu­men­to­wać, że prze­trwa­nie wol­nej pry­wat­nej przed­się­bior­czo­ści za­le­ży rów­nie moc­no od ich kul­ty­wo­wa­nia, jak i od zna­jo­mo­ści za­let wol­ne­go ryn­ku.

W fi­lo­zo­fii le­żą­cej u pod­ło­ża prak­tycz­ne­go ka­pi­ta­li­zmu ry­nek sta­no­wi na­rzę­dzie po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji go­spo­dar­czych. Jest on wzor­cem prze­ja­wia­ją­cym się w wol­no­ści wy­bo­ru ku­po­wa­nia to­wa­rów i usług przez wol­nych lu­dzi. Lu­dzie za­an­ga­żo­wa­ni w dzia­łal­ność go­spo­dar­czą na każ­dym po­zio­mie mogą do­pusz­czać się przy­mu­su i oszu­stwa, po­dob­nie jak w każ­dej in­nej dzie­dzi­nie; je­że­li jed­nak tak się zda­rzy, po­win­ni zo­stać od­po­wied­nio na­pięt­no­wa­ni za swo­je złe po­stę­po­wa­nie. Ta­kie zda­rza­ją­ce się zło jest jed­nak czymś zu­peł­nie in­nym, niż do­mnie­ma­ne to­tal­ne zło le­żą­ce u pod­staw ge­ne­ral­ne­go wy­klę­cia przez ko­lek­ty­wi­stów in­sty­tu­cji wol­ne­go ryn­ku jako ca­ło­ści czy też bez­myśl­nych kry­tyk ze stro­ny lu­dzi ską­d­inąd ro­zum­nych.

Ak­tyw­ność go­spo­dar­cza, pod­da­na ta­kim sa­mym etycz­nym i in­sty­tu­cjo­nal­nym ogra­ni­cze­niom jak wszyst­kie inne ludz­kie dzia­ła­nia, nie jest bar­dziej oczy­wi­stym obiek­tem in­wa­zji po­li­ty­ki, niż re­li­gia, na­uka czy ja­ka­kol­wiek inna dzie­dzi­na ludz­kie­go ży­cia. Go­spo­dar­ka po­nad­to zaj­mu­je stra­te­gicz­ną po­zy­cję wśród róż­nych ludz­kich za­jęć. Ak­tyw­ność go­spo­dar­cza nie jest zgo­ła tyl­ko środ­kiem do osią­ga­nia ce­lów ma­te­rial­nych; jest środ­kiem do osią­ga­nia wszyst­kich na­szych ce­lów. Go­spo­dar­ka, choć może na nie­co po­śled­niej­szym szcze­blu niż na­uka, edu­ka­cja i re­li­gia, jest dla tych ce­lów środ­kiem nie­odzow­nym. Je­że­li jej toż­sa­mość jako środ­ka dla tych ce­lów nie jest re­spek­to­wa­na, może ona stać się in­stru­men­tem ich znisz­cze­nia oraz ze­psu­cia du­cho­wej pod­sta­wy, na któ­rej spo­czy­wa­ją.

Kil­ka stu­le­ci temu wy­da­rzył się wiel­ki spo­łecz­ny prze­wrót - jed­na z tych wiel­kich, głę­bo­kich, kul­mi­na­cyj­nych zmian ludz­kie­go du­cha, prze­ja­wia­ją­ca się na po­zio­mie spo­łecz­nym w po­sta­ci no­wych in­sty­tu­cji i no­we­go po­glą­du na ży­cie. Róż­ne aspek­ty tej prze­mia­ny zo­sta­ły na­zwa­ne Re­ne­san­sem, Re­for­ma­cją i Kontr­re­for­ma­cją, przy czym cała spra­wa była na­tu­ry re­li­gij­nej. Lu­dzie czu­li po­trze­bę mi­ło­ści do Boga na swój spo­sób i, rów­no­le­gle, po­trze­bę po­szu­ki­wa­nia praw­dy na wła­sną rękę. Ta ostat­nia po­trze­ba jest źró­dłem me­to­dy na­uko­wej.

Jed­nak jak wszy­scy inni lu­dzie, spe­cja­li­ści-na­ukow­cy ła­two po­pa­da­ją w błąd nie­świa­do­mo­ści uni­kal­nych du­cho­wych i spo­łecz­nych wa­run­ków, któ­re umoż­li­wi­ły za­ist­nie­nie ich spe­cjal­no­ści. Jak pi­sał Or­te­ga y Gas­set, są "ab­so­lut­ny­mi igno­ran­ta­mi co do tego, w jaki spo­sób spo­łe­czeń­stwo i ludz­kie ser­ce po­win­ny być zor­ga­ni­zo­wa­ne, aby mo­gły po­zo­stać do­cie­kli­wy­mi". Na­uka ule­gła prze­kształ­ce­niu i te­raz część uczo­nych sta­wia swo­je ta­len­ty do dys­po­zy­cji po­li­ty­ków pań­stwa-pla­ni­sty. To jest kon­se­kwen­cja sy­tu­acji, w któ­rej lek­ce­wa­ży się me­ta­fi­zycz­ne pod­sta­wy wie­dzy.

Pod­sta­wy du­cho­we

Ludz­ka kul­tu­ra ro­dzi się jako coś "pie­lę­gno­wa­ne­go", roz­wi­ja­ne­go przez kształ­ce­nie, dys­cy­pli­nę i ćwi­cze­nie. Jej du­cho­we pod­sta­wy two­rzo­ne są dłu­go i mo­zol­nie, po­dob­nie mo­zol­nie jak bu­du­je się tamę wrzu­ca­jąc do wody ka­mie­nie, do­pó­ki nie wy­nu­rzy się z niej w koń­cu szczyt sto­su. No­wo­cze­sna kul­tu­ra przy­go­to­wy­wa­ła się od stu­le­ci do mo­men­tu, w któ­rym na­stą­pił wy­buch re­wo­lu­cji umy­sło­wej XVI wie­ku i w któ­rym nowy świa­to­po­gląd, nowy duch i nowe sys­te­my war­to­ści po­zwo­li­ły wy­zwo­lić i ukie­run­ko­wać ludz­ką ener­gię. Lu­dzie zrzu­ca­li z sie­bie mar­twy cię­żar sta­rych ogra­ni­czeń - róż­no­ra­kich uspra­wie­dli­wień dla ty­ra­nii rzą­du po­li­tycz­ne­go, kon­tro­li nad twór­czą ener­gią czło­wie­ka, prze­szkód w pró­bach po­zna­wa­nia świa­ta na­tu­ry.

Do­bro­byt ma­te­rial­ny, któ­ry wi­dzi­my w Ame­ry­ce, jest bez­po­śred­nim owo­cem du­cho­we­go i spo­łecz­ne­go prze­ło­mu, któ­ry do­ko­nał się oko­ło czte­rech stu­le­ci temu. Kry­ty­cy ka­pi­ta­li­zmu są świa­do­mi tego związ­ku co naj­mniej od pięć­dzie­się­ciu lat, od chwi­li wy­da­nia przez Maxa We­be­ra zna­czą­cej książ­ki Ety­ka pro­te­stanc­ka i duch ka­pi­ta­li­zmu. Jed­nak re­wo­lu­cjo­ni­ści sto­so­wa­li stra­te­gię an­ty­ka­pi­ta­li­stycz­ną dużo wcze­śniej: G. Za­cher już w roku 1884 pi­sał w "The Red In­ter­na­tio­nal" - "kto wal­czy z chrze­ści­jań­stwem, ten jed­no­cze­śnie wal­czy z mo­nar­chią i ka­pi­ta­li­zmem!".

Je­że­li na­sze wspól­ne ju­de­ochrze­ści­jań­skie dzie­dzic­two uto­ro­wa­ło dro­gę roz­wo­jo­wi ka­pi­ta­li­zmu, to sub­tel­ną dro­gą spo­wo­do­wa­nia upad­ku ka­pi­ta­li­zmu by­ło­by po­wstrzy­ma­nie się od jego otwar­te­go ata­ko­wa­nia; za­miast tego na­le­ża­ło­by się sku­pić na osła­bia­niu fun­da­men­tów, któ­re go pod­trzy­mu­ją. Na jed­nym ogniu pie­kły­by się wów­czas dwie pie­cze­nie, w spo­sób pod­po­wie­dzia­ny przez fran­cu­skich re­wo­lu­cjo­ni­stów, któ­rzy dwie­ście lat temu mó­wi­li: "nie ata­kuj­cie mo­nar­chii, ata­kuj­cie ideę mo­nar­chii".

Być może wagę i zna­cze­nie du­cho­wych i kul­tu­ro­wych fun­da­men­tów Za­cho­du mo­gło­by zi­lu­stro­wać po­rów­na­nie sce­ne­rii orien­tal­nej i za­chod­niej. Po­dróż­nik od­wie­dza­ją­cy Orient jest za­sko­czo­ny za­kre­sem sto­so­wa­nia siły ludz­kich mię­śni wciąż uży­wa­nych w spo­łe­czeń­stwie do cięż­kiej pra­cy. Uli­ce in­dyj­skie­go mia­sta są za­tło­czo­ne ludź­mi nio­są­cy­mi rze­czy, pcha­ją­cy­mi rze­czy i słu­żą­cy­mi jako jucz­ne zwie­rzę­ta. Sce­ny te wy­wo­łu­ją prze­moż­ne wra­że­nie, że Wschód po­trze­bu­je ma­szyn, by siłę ludz­ką móc za­stą­pić siłą me­cha­ni­zmów2.

Py­ta­nia i od­po­wie­dzi

Dla­cze­go na Wscho­dzie bra­ku­je ma­szyn, któ­re uła­twi­ły­by ludz­ką ha­rów­kę? Czy jest on zbyt bied­ny, by je ku­pić? Eu­ro­pa była taka kil­ka stu­le­ci temu; po­tem siły Eu­ro­pej­czy­ków roz­kwi­tły i sku­pi­ły się na spo­so­bach uwol­nie­nia się od więk­szo­ści cięż­kiej pra­cy, któ­ra wciąż przy­pa­da w udzia­le ich bra­ciom na Da­le­kim Wscho­dzie.

Czy jest moż­li­we, że lu­dzie Wscho­du nie są dość mą­drzy, by wy­na­leźć i zbu­do­wać wła­sne ma­szy­ny? Prze­ciw­nie, wie­lu z nich kipi twór­czą ener­gią, ma wy­na­laz­cze umy­sły, o czym świad­czą ich fi­lo­zo­fie, sztu­ka, rze­mio­sła. Do­stęp­ne są im bo­ga­te za­so­by na­tu­ral­ne.

A może spo­łe­czeń­stwo Wscho­du zo­sta­ło spę­ta­ne przez do­mi­nu­ją­cą, de­spo­tycz­ną for­mę rzą­dów? De­spo­tyzm na Wscho­dzie ist­niał, ro­dzi­my i obcy, po­wsta­je jed­nak py­ta­nie: dla­cze­go lu­dzie od stu­le­ci po­kor­nie pod­da­wa­li się ty­ra­nii? Dla­cze­go idea ogra­ni­czo­ne­go rzą­du zdo­by­ła wśród nich tak ni­kłe po­par­cie? Dla­cze­go Orient nie wy­na­lazł ma­szyn3, nie wdro­żył tech­no­lo­gii, nie stwo­rzył prze­my­słu, któ­ry do­star­czał­by do­bra i zmniej­szył do­tkli­wy cię­żar le­żą­cy na bar­kach pół mi­liar­da lu­dzi?

Na te py­ta­nia nie da się od­po­wie­dzieć na po­zio­mie tech­no­lo­gii ani or­ga­ni­za­cji spo­łecz­nej i po­li­tycz­nej. Od­po­wie­dzi trze­ba szu­kać w tych głęb­szych war­stwach, w któ­rych po­dej­mo­wa­ne są ży­wot­ne de­cy­zje po­zwa­la­ją­ce albo nie po­zwa­la­ją­ce wzra­stać prze­ko­na­niu o god­no­ści czło­wie­ka, o jego wol­no­ści i o ich na­tu­ral­nych zwień­cze­niach, ta­kich jak na­uka i tech­no­lo­gia. Za­so­by na­tu­ral­ne i moż­li­wo­ści to spra­wy dru­go­rzęd­ne; naj­waż­niej­sze jest po­sia­da­nie dzie­dzic­twa re­li­gij­ne­go (albo po­sta­wy wo­bec świa­ta), któ­re za­chę­ca lu­dzi do wy­ko­rzy­sty­wa­nia na­tu­ral­nych moż­li­wo­ści. W Eu­ro­pie dzie­dzic­two ta­kie mia­ło po­stać tra­dy­cji ju­de­ochrze­ści­jań­skiej, za­wie­ra­ją­cej ele­men­ty kul­tu­ry grec­kiej - w ca­ło­ści zwa­nej chry­stia­ni­zmem. Gdy tra­dy­cja ta po­ja­wi­ła się u świ­tu cza­sów no­wo­cze­snych, sta­ła się głów­nym źró­dłem wiel­kich zmian w spo­łe­czeń­stwie Za­cho­du. Licz­ba lu­dzi wzro­sła wie­lo­krot­nie; jed­no­cze­śnie pod­niósł się do­bro­byt jed­no­stek. Zni­kły klę­ski gło­du, wy­eli­mi­no­wa­no rów­nież wie­le cho­rób, okieł­zna­no nisz­czy­ciel­stwo nie­któ­rych lu­dzi. Edu­ka­cja roz­sze­rzy­ła się na naj­dal­sze krań­ce spo­łe­czeń­stwa. W tym sa­mym okre­sie współ­cze­snej hi­sto­rii spo­łe­czeń­stwo Orien­tu po­zo­sta­ło cał­ko­wi­cie sta­tycz­ne - aż do fer­men­tu ostat­nich lat.

Rów­ni wo­bec Boga

U pod­staw wiel­kie­go za­chod­nie­go prze­ło­mu le­ża­ła idea, że in­dy­wi­du­al­ny wy­znaw­ca mógł sta­nąć w obec­no­ści Bo­żej bez po­śred­nic­twa żad­nej spe­cjal­nej kla­sy lu­dzi, gru­py czy na­ro­du. We­dle tej wia­ry Stwór­ca i Opie­kun ży­cia, Pan świa­ta, jest jed­nak pa­ra­dok­sal­nie bli­sko każ­dej oso­by i in­te­re­su­je się rze­cza­mi naj­mniej­szy­mi.

Po­myśl­my, co ta­kie prze­ko­na­nie, szcze­rze wy­zna­wa­ne, mo­gło zdzia­łać dla ma­lucz­kich cho­dzą­cych po Zie­mi, jak wy­pro­sto­wa­ło ich ple­cy i pod­nio­sło czo­ła! Po­myśl­my, co prze­ko­na­nie to zro­bi­ło z ty­ra­nią. Je­że­li każ­dy czło­wiek my­ślał o so­bie jako o stwo­rze­niu Bo­żym i po­ten­cjal­nie Jego dziec­ku, z pew­no­ścią nie zga­dzał się dłu­żej być stwo­rze­niem in­ne­go czło­wie­ka, gru­py lu­dzi ani żad­ne­go rzą­du! Od­da­nie czło­wie­ka pod wła­dzę in­ne­go czło­wie­ka albo gru­py nie mo­gło być wię­cej uwa­ża­ne za pra­wo albo wolę Bożą. Dla­te­go każ­dej oso­bie przy­pi­sa­no "pra­wa" któ­rych nikt nie mógł ogra­ni­czać, a z tego po­wsta­ła kon­cep­cja rzą­du jako in­sty­tu­cji spo­łecz­nej, do­bro­wol­nie stwo­rzo­nej przez lu­dzi dla za­pew­nie­nia każ­de­mu z nich owych "praw".

Je­ste­śmy dum­ni, i słusz­nie, z eks­pe­ry­men­tu z rzą­dem za­po­cząt­ko­wa­ne­go w na­szych gra­ni­cach nie­co po­nad dwie­ście lat temu. Być może głów­ną za­sa­dę tego no­we­go ro­dza­ju rzą­du wy­ra­ził Ja­mes Ma­di­son w trzy­dzie­stym dzie­wią­tym ese­ju ze zbio­ru The Fe­de­ra­list Pa­pers4, gdy na­pi­sał o de­ter­mi­na­cji, "aby oprzeć wszyst­kie na­sze po­li­tycz­ne eks­pe­ry­men­ty na zdol­no­ści ro­dza­ju ludz­kie­go do sa­mo­rzą­du". Nie moż­na tych słów in­ter­pre­to­wać w ten spo­sób, że Ma­di­so­na zwio­dła ja­kaś mrzon­ka spo­śród drze­mią­cych w ludz­kiej pier­si; jed­nak po raz pierw­szy w dzie­jach po­je­dyn­cza oso­ba nie była wi­dzia­na jako drob­ny przed­miot pod­da­ny dzia­ła­niom rzą­du albo jego urzęd­ni­ków. Nie­zby­wal­ne pra­wa zo­sta­ły przy­pi­sa­ne każ­dej jed­no­st­ce jako na­tu­ral­ny dar Boży, zaś uży­wa­nie sił każ­de­go było wy­łącz­nie jego spra­wą - do­pó­ki nie na­ru­sza­ło praw in­nych jed­no­stek.

W ame­ry­kań­skim sys­te­mie rzą­dów lu­dzie cie­szy­li się wyż­szym stop­niem po­li­tycz­nej wol­no­ści niż gdzie­kol­wiek i kie­dy­kol­wiek wcze­śniej, zaś sto­pień ten osią­gnę­li ogra­ni­cza­jąc rząd do dba­nia o je­dy­ny in­te­res, jaki jest lu­dziom wspól­ny - usu­wa­nie ba­rier dla po­ko­jo­we­go współ­dzia­ła­nia i re­ali­zo­wa­nia ini­cja­tyw wol­nych lu­dzi.

Ame­ry­kań­ska kon­cep­cja rzą­du nie na­ro­dzi­ła się od razu go­to­wa w kil­ku umy­słach; zo­sta­ła wy­ku­ta w trak­cie dłu­gich do­świad­czeń i dys­ku­sji. Od po­ło­wy XVIII stu­le­cia Ame­ry­ka­nie pro­te­sto­wa­li prze­ciw za­ka­zom wpro­wa­dza­nym przez bry­tyj­ską Ko­ro­nę, któ­re ude­rza­ły w ich pra­wa jako lu­dzi; a prze­cież jed­no po­ko­le­nie wcze­śniej do­cho­dzi­li swych praw jako An­gli­cy. Wcze­śniej­szą kon­cep­cję od póź­niej­szej dzie­li prze­wrót my­ślo­wy i świa­to­po­glą­do­wy. Sta­jąc do wal­ki o swo­je pra­wa jako An­gli­cy, ko­lo­ni­ści mie­li na my­śli ustęp­stwa, któ­re ich przod­ko­wie, po­czy­na­jąc od ba­ro­nów spod Run­ny­me­de5, wy­mu­si­li na swo­ich wład­cach. Bro­niąc swo­ich praw jako lu­dzie, ko­lo­ni­ści za­kre­śla­li nowy, teo­lo­gicz­ny wy­miar swo­jej wol­no­ści. Praw­do­po­dob­nie to miał na my­śli To­cqu­evil­le w 1835 roku, kie­dy pi­sał o Ame­ry­ka­nach, że "re­li­gia (...) jest pierw­szą z ich po­li­tycz­nych in­sty­tu­cji".

Re­li­gij­ne aspek­ty ogra­ni­czo­ne­go rzą­du

Je­że­li za­sto­su­je­my do teo­rii po­li­ty­ki roz­wa­ża­nia re­li­gij­ne, rząd po­wi­nien być ogra­ni­czo­ny wy­łącz­nie do za­pew­nia­nia wol­no­ści i spra­wie­dli­wo­ści jed­na­ko­wo wszyst­kim oby­wa­te­lom. Wol­ność po­li­tycz­na ma więc du­cho­we pre­ce­den­se i du­cho­wym za­da­niom słu­ży, two­rząc spo­łecz­ne wa­run­ki umoż­li­wia­ją­ce lu­dziom osią­ga­nie ce­lów zgod­nych z ich na­tu­rą.

Wol­ność po­li­tycz­na słu­ży rów­nież twór­czym po­trze­bom czło­wie­ka. W jej wa­run­kach po­wsta­je pe­wien sys­tem re­ali­zo­wa­nia ak­tyw­no­ści go­spo­dar­czej, zwa­ny, słusz­nie, "ka­pi­ta­li­zmem". Ani zdro­wy roz­są­dek ani teo­ria nie dają wię­cej pod­staw do ogra­ni­cza­nia go­spo­dar­czych dzia­łań czło­wie­ka, niż ich ist­nie­je dla ar­bi­tral­ne­go ogra­ni­cza­nia jego dzia­łań na­uko­wych, edu­ka­cyj­nych czy re­li­gij­nych; jed­nak przez cią­głe po­wta­rza­nie nie­prawd bądź pół­prawd po­wsta­ło wra­że­nie, ja­ko­by każ­de zło, na któ­re cier­pi na­sze spo­łe­czeń­stwo, wy­ni­ka­ło z wol­no­ści przed­się­wzięć go­spo­dar­czych, pod­czas gdy praw­dzi­wą przy­czy­ną du­żej czę­ści tego zła jest wła­śnie ogra­ni­cza­nie tej wol­no­ści.

W ostat­nich la­tach przed­się­bior­czość i go­spo­dar­ka prze­szły cięż­kie ko­le­je. Przed­się­bior­cy, tak samo źli i do­brzy jak każ­da inna gru­pa lu­dzi, zo­sta­li wy­se­lek­cjo­no­wa­ni do spe­cjal­ne­go trak­to­wa­nia. Prze­mysł jako ca­łość zo­stał zwią­za­ny sie­cią prze­pi­sów i kon­tro­li. Rząd za­pew­nił jed­nym ga­łę­ziom przy­wi­le­je, pod­czas gdy inne bran­że cier­pia­ły po­li­tycz­ną dys­kry­mi­na­cję.

W tym sa­mym okre­sie po­pu­lar­ność zdo­by­ła nowa kon­cep­cja rzą­du. Jest to ta sama kon­cep­cja, prze­ciw któ­rej pro­te­sto­wa­li i wal­czy­li Ame­ry­ka­nie osiem­na­sto­wiecz­ni - kon­cep­cja, że rząd jest źró­dłem naj­wyż­szej wła­dzy w spo­łe­czeń­stwie i dla­te­go po­sia­da wszyst­kie pra­wa, któ­rych cza­so­wo udzie­la lu­dziom we­dług wska­zań po­li­tycz­nej ce­lo­wo­ści. Tak więc tra­dy­cyj­na ame­ry­kań­ska za­sa­da, na któ­rej opie­ra się re­la­cja mię­dzy rzą­dem a spo­łe­czeń­stwem zo­sta­ła od­wró­co­na do góry no­ga­mi.

Za­wsze wte­dy, kie­dy lu­dzie ule­ga­li swo­jej żą­dzy wła­dzy i chci­wo­ści, w mniej­szym lub więk­szym stop­niu po­ja­wia­ły się ogra­ni­cze­nia wol­no­ści po­li­tycz­nej i go­spo­dar­czej. W prze­szło­ści, gdy ro­bi­ło się cięż­ko, lu­dzie za­ci­ska­li pasa, szem­ra­li i po­cie­sza­li się wza­jem­nie li­te­ra­tu­rą o wol­no­ści, świę­tej i wiecz­nej. Pod­trzy­my­wa­ła ich wia­ra, że ci, któ­rzy ko­cha­li wol­ność, byli po pra­wej stro­nie i że pra­wość w koń­cu za­trium­fu­je. Mo­gli gi­nąć, ale ich pryn­cy­pia prze­trwa­ły każ­de­go ty­ra­na. Dziś sy­tu­acja jest inna. War­to­ści ule­gły zmia­nie, a ogra­ni­cze­nia wol­no­ści po­li­tycz­nej i go­spo­dar­czej uczy­nio­no za­sa­dą. Dla­te­go cio­sy wy­mie­rzo­ne w ogra­ni­czo­ny rząd i wol­ną przed­się­bior­czość nie usta­ją po do­ko­na­niu tam dzie­ła znisz­cze­nia. Po­dą­ża­ją głę­biej i ude­rza­ją w du­cho­wą i kul­tu­ro­wą pod­sta­wę na­sze­go spo­łe­czeń­stwa, w to pod­ło­że na­sze­go ży­cia, któ­re do­tąd uwa­ża­li­śmy za nie­na­ru­szal­ne.

W na­szej obec­nej sy­tu­acji naj­sil­niej­szy i bez­po­śred­ni ucisk za­gra­ża, jak się wy­da­je, ze stro­ny prze­ro­śnię­te­go i biu­ro­kra­tycz­ne­go rzą­du. Je­że­li chce­my li­kwi­da­cji na­ło­żo­nych na nas ogra­ni­czeń i na­ka­zów, nie jest ce­lo­wym po­zo­sta­wie­nie nie­tknię­tej kon­cep­cji wszech­wład­ne­go rzą­du - ani jej ko­rze­ni, by mo­gła od­ro­dzić się i po­wo­do­wać mno­że­nie prze­pi­sów. Fał­szy­wa idea rzą­du musi zo­stać za­stą­pio­na pra­wi­dło­wą. Lecz kie­dy pró­bu­je­my od­świe­żyć ame­ry­kań­ską ideę ogra­ni­czo­ne­go rzą­du, od­kry­wa­my, że pod­sta­wy du­cho­we, z któ­rych ona wy­ro­sła, same pil­nie wy­ma­ga­ją dziś od­no­wie­nia. Naj­in­ten­syw­niej­szej pra­cy wy­ma­ga dziś wła­śnie fun­da­ment du­cho­wy; nie­mal nikt jed­nak przy nim nie pra­cu­je, po­nie­waż lu­dzie nie zda­ją so­bie spra­wy z jego waż­no­ści. Do­pó­ki nie zo­sta­ną ule­czo­ne pod­sta­wy du­cho­we, pra­ca na­pra­wia­ją­ca wyż­sze war­stwy ży­cia spo­łecz­ne­go nie może za­owo­co­wać, jako że do­ty­ka je­dy­nie mar­gi­ne­sów pro­ble­mu - co wi­dzi­my obec­nie.

Ed­mund A. Opitz

WPROWADZENIE

Hans F. Sen­n­holz

Od chwi­li upad­ku Związ­ku So­wiec­kie­go wid­mo to­ta­li­ta­ry­zmu i za­gła­dy ato­mo­wej utra­ci­ło w du­żej mie­rze swo­je prze­ra­ża­ją­ce ob­li­cze. Ko­mu­nizm jako sys­tem po­li­tycz­ny po­padł w nie­ła­skę, a więk­szość ko­mu­ni­stycz­nych przy­wód­ców wy­chwa­la dziś de­mo­kra­cję i po­rzą­dek ryn­ko­wy. Upa­dek so­wiec­kie­go ko­mu­ni­zmu nie na­ru­szył jed­nak roz­ga­łę­zio­nych in­te­lek­tu­al­nych i mo­ral­nych ko­rze­ni, z któ­rych roz­wi­nął się on jako sys­tem. Wie­le z nich na­dal żyje i wy­pusz­cza pędy.

Ko­rze­nie sta­ją się wy­raź­nie wi­docz­ne, gdy po­rów­na­my róż­ne wer­sje ko­mu­ni­zmu. So­wiec­ki ko­mu­nizm Le­ni­na i Sta­li­na wi­do­wi­sko­wo się roz­padł, ale ko­mu­nizm z Ma­ni­fe­stu ko­mu­ni­stycz­ne­go Ka­ro­la Mark­sa jest bar­dzo ży­wot­ny. Więk­szość lu­dzi szyb­ko od­rzu­ci­ła so­wiec­ką wer­sję z jej mno­go­ścią od­ra­ża­ją­cych cech, ale żar­li­wie bro­ni wer­sji Ma­ni­fe­stu wzy­wa­ją­cej do "sil­nie pro­gre­syw­ne­go lub stop­nio­wa­ne­go po­dat­ku do­cho­do­we­go", "cen­tra­li­za­cji kre­dy­tu w rę­kach rzą­du przy po­mo­cy cen­tral­ne­go ban­ku z cen­tral­ny­mi fun­du­sza­mi i mo­no­po­lem emi­sji pie­nią­dza", "cen­tra­li­za­cji środ­ków ko­mu­ni­ka­cji i trans­por­tu w rę­kach rzą­du", "bez­płat­nej edu­ka­cji wszyst­kich dzie­ci w pu­blicz­nych szko­łach" i in­nych funk­cji rzą­du. So­wiec­cy ko­mu­ni­ści uci­chli, ale ucznio­wie Mark­sa są gło­śni jak za­wsze. Cy­tu­ją wciąż na nowo sta­re mark­sow­skie ar­gu­men­ty prze­ciw sys­te­mo­wi opar­te­mu na pry­wat­nej wła­sno­ści, cza­sem do­da­jąc tro­chę od sie­bie.

Mimo wi­docz­nej za­pa­ści świa­ta so­wiec­kie­go po­gro­bow­cy po­wta­rza­ją sta­re za­rzu­ty o wy­zy­sku pra­cow­ni­ka przez nie­skrę­po­wa­ny ka­pi­ta­lizm, chro­nicz­nym bez­ro­bo­ciu i po­wszech­nej bie­dzie. Wie­lu adep­tów mark­si­zmu, szcze­gól­nie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, po­pie­ra swo­je an­ty­ka­pi­ta­li­stycz­ne sta­no­wi­sko ar­gu­men­ta­mi etycz­ny­mi, któ­re mają mieć pierw­szeń­stwo przed za­gad­nie­nia­mi go­spo­dar­czy­mi. Pod­no­szą oni rów­ność do­cho­dów do ran­gi po­stu­la­tu etycz­ne­go, któ­re­go speł­nia­nia od­ma­wia­ją ka­pi­ta­li­zmo­wi. Po­tem sta­wia­ją etycz­no-es­te­tycz­ny za­rzut zy­sku jako mo­ty­wa­cji i ob­wi­nia­ją ka­pi­ta­lizm. Znaj­du­ją na­wet istot­ną wadę w do­mnie­ma­nym bra­ku kul­tu­ral­nych war­to­ści i osią­gnięć ka­pi­ta­li­zmu. W nie­wiel­kim stop­niu zwa­ża­jąc na do­świad­cze­nia so­wiec­kie bu­du­ją ba­stion tro­ski i współ­czu­cia w for­mie "etycz­ne­go so­cja­li­zmu", pod­da­ją­ce­go całą dzia­łal­ność go­spo­dar­czą osą­do­wi etycz­ne­mu.

Trud­no jest po­ko­nać po­stu­lat etycz­ny albo wy­ka­zać jego fałsz, szcze­gól­nie tezę, że wszy­scy lu­dzie po­win­ni osią­gać rów­ne do­cho­dy albo przy­naj­mniej po­dob­ny po­ziom do­cho­dów. Jest to twier­dze­nie war­to­ściu­ją­ce, nie na­da­ją­ce się do wnio­sko­wa­nia. Mo­że­my jed­nak po­ka­zać kosz­ty i kon­se­kwen­cje po­li­ty­ki zmie­rza­ją­cej do wpro­wa­dze­nia przy­mu­so­wej rów­no­ści do­cho­dów. Mo­że­my też po­ka­zać, jak każ­da pró­ba wpro­wa­dze­nia rów­no­ści kłó­ci się z po­stu­la­ta­mi ta­ki­mi, jak wol­ność jed­nost­ki, do­bro­byt ma­te­rial­ny i za­cho­wa­nie spo­łecz­ne­go po­ko­ju.

Ci, któ­rzy chcą wy­rów­ny­wać do­cho­dy, zwy­kle od­ma­wia­ją in­dy­wi­du­al­nej wol­no­ści oso­bom, któ­rych ma­ją­tek ma zo­stać ode­bra­ny pod przy­mu­sem. Za­pew­nia­li­by pra­wo do uży­cia przy­mu­su urzęd­ni­kom i pra­cow­ni­kom od­bie­ra­ją­cym do­chód i dzie­lą­cym go mię­dzy in­nych lu­dzi. Od­bie­ra­nie i po­dział z pew­no­ścią sta­no­wi­ły­by źró­dła ostrych kon­flik­tów, au­to­ma­tycz­nie wy­klu­cza­ją­cych waż­ny po­stu­lat etycz­ny: spo­łecz­nej har­mo­nii i po­ko­ju.

Wy­rów­ny­wa­nie do­cho­dów mil­czą­co za­kła­da, że do­chód na­ro­do­wy ce­chu­je au­to­ma­tyzm, nie­za­leż­ność od każ­do­ra­zo­wej po­li­ty­ki rzą­du. W rze­czy­wi­sto­ści do­chód na­ro­do­wy jest sumą do­cho­dów in­dy­wi­du­al­nych, bę­dą­cych wy­ni­ka­mi in­dy­wi­du­al­ne­go wy­bo­ru, woli i wy­sił­ku. Każ­dy ze­wnętrz­ny wpływ lub przy­mus od­dzia­ły­wu­je na nie na­tych­miast i bez­po­śred­nio. Jed­nost­ki re­agu­ją na ten przy­mus; na­wet gdy­by za­cho­wy­wa­ły się jak za­pro­gra­mo­wa­ne ro­bo­ty, to i tak więk­szość do­cho­du, z któ­re­go zmu­szo­ne są zre­zy­gno­wać, jest im od­bie­ra­na z in­dy­wi­du­al­nych oszczęd­no­ści i in­we­sty­cji, a na­stęp­nie prze­zna­cza­na do pu­blicz­nej kon­sump­cji. Jest ona prze­no­szo­na z ob­sza­ru pro­duk­cji dla przy­szło­ści do ob­sza­ru kon­sump­cji dnia dzi­siej­sze­go. Dzia­ła­nia rzą­du ukie­run­ko­wa­ne na wy­rów­na­nie do­cho­dów pro­wa­dzą do sta­gna­cji albo na­wet re­duk­cji do­cho­du na­ro­do­we­go w przy­szło­ści. Po ja­kimś cza­sie bied­niej­si człon­ko­wie spo­łe­czeń­stwa, któ­rzy mie­li sko­rzy­stać na wy­rów­na­niu, mogą w rze­czy­wi­sto­ści po­paść jesz­cze głę­biej w bie­dę i bez­na­dziej­ność. I znów po­stu­lat rów­no­ści eko­no­micz­nej jawi się w kon­flik­cie z in­nym po­stu­la­tem - go­spo­dar­czym do­bro­by­tem wszyst­kich człon­ków spo­łe­czeń­stwa.

Etycz­ni kry­ty­cy po­rząd­ku opar­te­go na wła­sno­ści pry­wat­nej nie­zmor­do­wa­nie ata­ku­ją mo­tyw zy­sku i in­stynkt po­sia­da­nia. Oskar­ża­ją kup­ców i skle­pi­ka­rzy, któ­rym się po­wio­dło, bo­ga­tych ban­kie­rów, ma­kle­rów gieł­do­wych i ka­pi­ta­li­stów. Gnie­wa­ją się na re­kla­mę, mar­ke­ting i inne prak­ty­ki biz­ne­su ma­ją­ce na celu in­for­mo­wa­nie i wpły­wa­nie na go­spo­dar­cze de­cy­zje lu­dzi. W wol­nej kon­ku­ren­cji nie ist­nie­ją, ich zda­niem, ja­kie­kol­wiek re­gu­ły uczci­wo­ści i roz­sąd­ku i dla­te­go nie może ona być głów­ną za­sa­dą świa­ta go­spo­dar­ki. Zu­ży­wa ona i mar­nu­je ludz­kie ży­cie na co­dzien­ną wal­kę o go­spo­dar­cze prze­trwa­nie. Ko­niecz­ne jest więc, by spra­wy go­spo­dar­cze zo­sta­ły pod­da­ne praw­dzi­wym i efek­tyw­nym za­sa­dom prze­wod­nim - po­stu­la­tom etycz­nym.

Mó­wie­nie o we­wnętrz­nym ru­chu, im­pul­sie i in­ten­cji, któ­re po­wo­du­ją, że czło­wiek dzia­ła w okre­ślo­ny spo­sób, jest teo­re­ty­zo­wa­niem. Ale kry­ty­ku­ją­cy mo­tyw zy­sku za­wsze są go­to­wi po­dać w wąt­pli­wość mo­ty­wa­cję biz­ne­su, zwłasz­cza przed­się­bior­ców i ka­pi­ta­li­stów, przy­pi­su­jąc jed­no­cze­śnie czy­ste i ho­no­ro­we mo­ty­wa­cje usta­wo­daw­com, za­rząd­com i po­bor­com po­dat­ko­wym. Ni­g­dy nie wy­ja­śnia­ją, dla­cze­go lu­dzie za­rzą­dza­ją­cy pro­ce­sa­mi pro­duk­cji, czy to wy­twór­cy te­ni­só­wek, czy or­ga­ni­za­to­rzy kon­cer­tów rag­ti­me'owych, mają być tak od­mien­ni co do mo­ty­wów i in­ten­cji od po­li­ty­ków i urzęd­ni­ków pu­blicz­nych, z któ­rych wie­lu ma trud­no­ści w za­rzą­dza­niu swo­imi wła­sny­mi spra­wa­mi. Ni­g­dy nie wy­ja­śnia­ją, dla­cze­go przed­się­bior­ca, któ­ry dba i słu­ży swo­im bliź­nim, usta­wio­ny na sza­lach wagi, ma być ni­żej oce­nio­ny od usta­wo­daw­cy czy za­rząd­cy, któ­ry woli swo­imi bliź­ni­mi rzą­dzić.

Etycz­ni cen­zo­rzy są wy­so­ce kry­tycz­ni wo­bec tego, co uwa­ża­ją za brak osią­gnięć kul­tu­ral­nych wśród przed­się­bior­ców. Ubo­le­wa­ją nad utra­tą sztu­ki pięk­ne­go ży­cia, kształ­ce­nia, wy­ra­fi­no­wa­nia w umy­śle, uczu­ciach, zwy­cza­jach i sma­ku. Gdy tyl­ko mogą, po­pie­ra­ją wszel­kie for­my "ży­cia no­wo­cze­sne­go", wspie­ra­ją pro­gre­sy­wizm i in­te­lek­tu­alizm, szu­ka­ją­ce po­mo­cy w no­wych in­sty­tu­cjach, pro­gra­mach i pro­jek­tach. Chęt­nie usta­na­wia­ją kult czło­wie­ka, jego współ­cze­snej sztu­ki, w du­żej czę­ści pry­mi­tyw­nej i wul­gar­nej, oraz wszech­obec­ne­go pań­stwa. Po­pie­ra­ją eks­cen­trycz­ne i gwał­tow­ne za­cho­wa­nia i uwol­nie­nie się od wię­zów spo­łecz­nych. Jed­nak wszę­dzie tam, gdzie kry­ty­cy ci do­cho­dzą do wła­dzy, swo­im punk­tem od­nie­sie­nia do war­to­ści spo­łecz­nych czy­nią spo­łe­czeń­stwo, gru­pę czy wspól­no­tę. Nie po­świę­ca­jąc wie­le uwa­gi czło­wie­ko­wi, jego na­tu­rze czy oso­bo­wo­ści, zaj­mu­ją się or­ga­ni­zo­wa­niem, kon­cen­tro­wa­niem wła­dzy, za­rzą­dza­niem i ad­mi­ni­stro­wa­niem spo­łe­czeń­stwa. Lek­ce­wa­żąc utra­tę in­dy­wi­du­al­nej wol­no­ści, za­wsze dążą do zre­du­ko­wa­nia czło­wie­ka do roli środ­ka dla pięk­nie wy­glą­da­ją­ce­go celu.

Unie­sie­nie na punk­cie zbio­ro­wo­ści i uwiel­bie­nie dla rzą­du ro­sły po­wo­li i sta­le w ser­cach i umy­słach wie­lu lu­dzi, aż nad­szarp­nę­ły ich mo­ral­ne pod­sta­wy. Wie­lu Ame­ry­ka­nów o wie­le wy­żej ceni dziś gwa­ran­to­wa­ny do­chód i bez­pie­czeń­stwo, niż wol­ność jed­nost­ki, po­le­ga­nie na so­bie i god­ność oso­bi­stą. To, co na­zy­wa­ją wol­no­ścią jest naj­czę­ściej cu­dzym po­zwo­le­niem, ar­bi­tral­no­ścią albo po­li­tycz­ną ła­ską. Wy­bór i po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji prze­cho­dzą z jed­nost­ki, ro­dzi­ny i gru­py na in­sty­tu­cje po­li­tycz­ne. Ro­śnie wła­dza rzą­du, ale za­mie­ra po­czu­cie wspól­no­ty. Wy­raź­nie to wi­dać w dzia­ła­niach de­ma­go­gów i lob­by­stów, ob­ra­ca­ją­cych po­li­ty­kę w sztu­kę po­li­tycz­nej kra­dzie­ży, po­le­ga­ją­cej na kie­ro­wa­niu do­cho­du jed­nych lu­dzi do kie­sze­ni in­nych - z fa­wo­ry­zo­wa­nych przez sie­bie grup. Rząd stop­nio­wo tra­ci pu­blicz­ny sza­cu­nek i mo­ral­ny au­to­ry­tet, albo co gor­sza sta­je się przed­mio­tem nie­chę­ci i ze­psu­cia.

W ustro­ju nie­skrę­po­wa­nej wła­sno­ści pry­wat­nej rząd nie roz­da­je pre­zen­tów ani nie roz­dzie­la łask, jest na­to­miast in­stru­men­tem słu­żą­cym do ochro­ny ży­cia i wła­sno­ści. Nie wy­zna­cza, co po­win­no zo­stać zro­bio­ne ani nie za­rzą­dza pro­duk­cją. Po pro­stu wpro­wa­dza w ży­cie i chro­ni nie­zby­wal­ne pra­wa czło­wie­ka oraz bro­ni go przed złem ze stro­ny bliź­nich. Sys­tem taki był­by bar­dziej po­żą­da­ny od na­ka­zo­we­go na­wet gdy­by był mniej pro­duk­tyw­ny. Na szczę­ście nie wzy­wa on do ma­te­rial­nej obo­jęt­no­ści i lek­ce­wa­że­nia wła­snej oso­by; po­rzą­dek spo­łecz­ny, któ­ry chro­ni wzor­ce etycz­ne­go po­stę­po­wa­nia i osą­du mo­ral­ne­go, jest tak­że bar­dziej pro­duk­tyw­nym sys­te­mem go­spo­dar­czym - wy­zwa­la i uru­cha­mia siły twór­cze nie­od­łącz­ne od po­zy­tyw­nej sa­mo­oce­ny oraz two­rzy kwit­ną­cą wspól­no­tę po­przez do­sto­so­wy­wa­nie pro­gra­mów do czło­wie­ka, a nie przez zmu­sza­nie czło­wie­ka, by do­sto­so­wał się do pro­gra­mów.

Roz­wa­ża­nia etycz­ne dają pod­sta­wo­we uza­sad­nie­nie pry­wat­nej wła­sno­ści jako środ­ka pro­duk­cji, kon­ku­ren­cji ryn­ko­wej i sys­te­mu zy­sków. Gwa­ran­tu­ją ka­pi­ta­li­stycz­ne­mu sys­te­mo­wi go­spo­dar­ki do­nio­słe miej­sce w po­rząd­ku mo­ral­nym, miej­sce pod­le­głe jed­ne­mu sys­te­mo­wi etycz­ne­mu dla rzą­dzą­cych i rzą­dzo­nych - opar­tym na uczci­wo­ści i spo­ko­ju i po­wstrzy­my­wa­niu się od ja­kich­kol­wiek dzia­łań mo­gą­cych za­szko­dzić bliź­nie­mu. W rze­czy­wi­sto­ści po­rzą­dek ka­pi­ta­li­stycz­ny po­zwa­la się roz­wi­jać mo­ral­ne­mu sys­te­mo­wi na­gród i kar opar­te­mu na oso­bo­wo­ści, wy­sił­ku, ta­len­cie, na­uce i oszczęd­no­ści. Za­pew­nia­jąc ochro­nę wol­no­ści go­spo­dar­czej po­rzą­dek ten sta­je się tak­że osta­tecz­nym gwa­ran­tem ta­kich po­za­eko­no­micz­nych ele­men­tów wol­no­ści, jak wol­ność sło­wa, wy­zna­nia, pra­sy, swo­bód oso­bi­stych - i wie­lu in­nych.

Za­gro­że­nia upad­ku du­cho­we­go i mo­ral­ne­go ob­le­ga­ją świat po­rząd­ku ka­pi­ta­li­stycz­ne­go. Ze­świec­cza­ją kul­tu­rę Za­cho­du, czy­niąc opi­nię pu­blicz­ną w wy­so­kim stop­niu ate­istycz­ną. Po­nie­waż więk­szość lu­dzi nie może eg­zy­sto­wać w re­li­gij­nej próż­ni, wy­naj­du­ją oni i trzy­ma­ją się wszel­kie­go ro­dza­ju re­li­gii za­stęp­czych, po­li­ty­ki i pa­sji po­li­tycz­nych, mód i kul­tów albo trwo­nią ży­cie na sport, za­ba­wę, upra­wia­niu sek­su, zdzi­cze­nie, do­ko­ny­wa­nie prze­stępstw, od­da­wa­nie się nar­ko­ma­nii i wszel­kie­go ro­dza­ju in­ne­mu złu.

"No­wo­cze­sny czło­wiek" ła­two przy­wią­zu­je się do ze­wnętrz­nych wa­run­ków ludz­kiej eg­zy­sten­cji ukształ­to­wa­nych przez no­wo­cze­sną tech­no­lo­gię, or­ga­ni­za­cję i in­sty­tu­cje spo­łecz­ne. Ma świa­do­mość, że w po­zna­nym cią­gu ludz­kiej hi­sto­rii nie było pre­ce­den­su dla eks­plo­zji de­mo­gra­ficz­nej i wzro­stu wiel­kich miast, któ­rych świad­ka­mi dziś je­ste­śmy. Nie było pre­ce­den­su dla jed­nej cy­wi­li­za­cji się­ga­ją­cej wszyst­kich za­kąt­ków świa­ta i spy­cha­ją­cej w cień wszyst­kie inne, jak na­sza cy­wi­li­za­cja Za­cho­du. I ni­g­dy wcze­śniej tech­no­lo­gia w ta­kim stop­niu nie wpły­wa­ła na ży­cie i pro­ble­my wszyst­kich lu­dzi. Czło­wiek no­wo­cze­sny po­wo­łu­je się na wszyst­kie te ra­dy­kal­ne prze­mia­ny, aby uza­sad­nić roz­wią­złość i pro­stac­two ate­istycz­ne­go hu­ma­ni­zmu, któ­ry za­pew­nia przed­mio­ty do za­rzą­dza­nia wszech­obec­ne­mu pań­stwu. Czło­wiek ten, du­cho­wo bez­dom­ny i po­zba­wio­ny celu, po­szu­ku­je na­mia­stek w "re­li­giach" po­li­tycz­nych i spo­łecz­nych. Na po­cząt­ku li­sty na­mia­stek znaj­du­je się po­li­ty­ka, zwłasz­cza po­li­ty­ka za­wi­ści i rosz­czeń.

Ate­istycz­ny hu­ma­nizm po­sia­da ak­tyw­nych sprzy­mie­rzeń­ców w re­la­ty­wi­zmie hi­sto­rycz­nym, któ­ry utrzy­mu­je, że pod­sta­wa osą­dów jest re­la­tyw­na, zmien­na w za­leż­no­ści od cza­su i miej­sca, oraz w re­la­ty­wi­stycz­nej so­cjo­lo­gii, któ­ra za pod­sta­wę osą­dów przyj­mu­je gru­py, kla­sy i na­ro­dy. Wszyst­kie one ze­bra­ły się do ata­ku na ustrój pry­wat­nej wła­sno­ści. Etycz­ny eta­tyzm sku­pia je pod swo­imi sztan­da­ra­mi.

Atak ten stał się bodź­cem do wy­da­nia ni­niej­sze­go zbio­ru ese­jów w se­rii "Fre­eman Clas­sics"1. Zbiór ten cier­pi na em­bar­ras de ri­ches­se, któ­re­go rzad­ko do­świad­cza­ją po­dob­ne an­to­lo­gie. Trze­ba było od­rzu­cić wie­le wspa­nia­łych ar­ty­ku­łów war­tych włą­cze­nia, po­nie­waż ogra­ni­cze­nie miej­sca bar­dzo za­ostrzy­ło se­lek­cję. Pry­mat dzier­żą pra­ce zna­nych zwo­len­ni­ków mo­ral­ne­go po­rząd­ku ka­pi­ta­li­zmu: Ed­mun­da Opit­za, Le­onar­da E. Re­ada, F. A. Hay­eka i Isra­ela M. Kirz­ne­ra. W efek­cie przed­sta­wio­ny Czy­tel­ni­kom wy­bór uka­zu­je za­kres i spo­sób, w jaki "The Fre­eman" pod­cho­dzi do mo­ral­nych pro­ble­mów na­szych cza­sów. Ujaw­nia wi­zję i mą­drość uta­len­to­wa­ne­go wy­daw­cy, dr. Pau­la Po­iro­ta, któ­ry od po­nad trzy­dzie­stu lat kie­ru­je mie­sięcz­ni­kiem "The Fre­eman" - fla­go­wą pu­bli­ka­cją Fun­da­cji Edu­ka­cji Eko­no­micz­nej. To on za­aran­żo­wał i zor­kie­stro­wał gło­sy, któ­re sły­chać w ni­niej­szym zbio­rze. Niech zo­sta­ną usły­sza­ne wśród po­wszech­ne­go ze­psu­cia i wrza­wy po­li­tycz­nych ku­gla­rzy.

Hans F. Sen­n­holz