7. Rozdział pierwszy
Blanche Aikerman patrzy
pustym wzrokiem na ostatni posiłek w swoim życiu. Jest skromny, to po
prostu sałatka. W kubełku z lodem obok stolika chłodzi się butelka
szampana -?naturalnie Dom Pérignon. Blanche w ogóle nie ma apetytu.
Miał to być szczęśliwy weekend, okazja, by uczcić sukces. Jest w końcu
najsławniejszą kobietą na świecie. Co napisało o niej "Variety"?
"Aktorka o talencie, jaki zdarza się raz na pokolenie, i urodzie, dla
której można oddać życie". Blanche się wzdryga. Tak, jest gwiazdą
Hollywood, ale na szczycie każdy jest samotny.
Wstaje ze skraju łóżka. Z jej apartamentu na najwyższym piętrze hotelu
Royale Premiere rozciąga się widok na Los Angeles. Nad miastem unosi się
mgiełka smogu i spalin, a na wzgórzach widać sławny napis "HOLLYWOOD",
lekko falisty, złożony z ogromnych białych liter. Blanche ma wrażenie,
że to ogromne oko spoglądające na nią w milczeniu. Czytała jako
nastolatka Wielkiego Gatsby'ego -?jedno z nielicznych miłych wspomnień
z okresu dorastania. Napis "HOLLYWOOD" kojarzy się z ogromnymi oczami
doktora T.J. Eckleburga opisanymi w powieści, które zawsze budziły w niej dreszcz lęku. Teraz jest królową fabryki snów i obserwuje ją jej
własny doktor Eckleburg. Widzi jej rozpacz. Blanche dobrze zna to
uczucie. Sława, status gwiazdy mają swoją cenę.
-?Patrzę na ciebie, dziecko -?mówi i śmieje się szyderczo.
Jej uwagę odciąga pukanie do drzwi. Odwraca się od wyjścia na balkon i idzie przez apartament. Panuje w nim bałagan, nie zawracała sobie głowy
sprzątaniem i prosiła, by jej nie przeszkadzano. Może przecież robić, co
chce, prawda? Jest w końcu Blanche Aikerman.
Znowu rozlega się pukanie, głośniejsze i bardziej natarczywe. Otwiera
drzwi, gotowa krzyknąć na natrętnego głupca, który ośmielił się przerwać
jej kolację.
-?Gdzie się podziewasz, do licha?! -?To Peter von Hiltz, genialny
reżyser, który w ciągu ostatnich pięciu wspaniałych lat zapewnił Blanche
sławę. -?Wszyscy na ciebie czekają, powinnaś być na dole pół godziny
temu -?dodaje po wejściu do apartamentu.
-?Jem kolację -?odpowiada Blanche, muskając dłonią długie ciemne włosy.
-?Cieszę się, że cię widzę, Peter. Rozgość się, odpocznij. Posiedzisz u mnie przez chwilę?
Reżyser staje na środku pomieszczenia i patrzy na panujący w nim
bałagan. Cmoka głośno.
-?Widzę, że korzystasz z funduszu reprezentacyjnego -?mówi i kopie
lśniącym butem do konnej jazdy pustą butelkę po szampanie. -?Miło
widzieć, że wytwórnia wydaje pieniądze na coś pożytecznego.
-?Jeśli przyszedłeś powiedzieć, że źle się zachowuję, trochę się
spóźniłeś -?odpowiada Blanche. -?Moja mama już o tym wspominała. Za
chwilę się pojawi, będziecie mówić jednym głosem.
-?Chciałem się upewnić, że się nie spóźnisz, Blanche. Będzie cię fetować
cała śmietanka towarzyska Hollywood, pamiętasz?
-?Jak mogłabym zapomnieć? -?odpowiada cicho Blanche.
Peter postanawia zignorować jej słowa. Odwraca się i patrzy na Blanche,
czerwieniejąc ze złości. Mimo to panuje nad gniewem i wkłada rękę do
kieszeni. Wyjmuje kopertę i podaje jej.
-?Co to takiego, Peter? Kartka na walentynki? -?pyta Blanche z ironicznym uśmiechem.
-?Umowa -?odpowiada von Hiltz.
-?Na co?
-?Zarobimy więcej pieniędzy, niż zdołamy policzyć, Blanche! -?rzuca von
Hiltz. -?Thundersaga Pictures chce z nami zawrzeć wieloletni kontrakt na
wyłączność. Jeśli go podpiszemy, będziemy należeć do nich. Dostaniesz
każde honorarium, jakiego zażądasz, kochanie. Zawsze tego pragnęłaś.
-?Zawsze tego pragnęłam, rzeczywiście! -?prycha Blanche.
-?Nie udawaj bohaterki, Blanche, to do ciebie nie pasuje -?mówi z pogardą von Hiltz. -?Podpisz umowę, a potem możemy porozmawiać o twojej
nienawiści do samej siebie. Pan Ramsay to niecierpliwy człowiek, nie
daje aktorom i reżyserom dużo czasu do zastanowienia.
Blanche patrzy na kopertę w rękach Petera. Pozwala mu się męczyć przez
chwilę; jego czerwona twarz staje się fioletowa. Pieniądze zawsze tak
działają na von Hiltza. Zna go od dawna, od przybycia do Hollywood. Ma
opinię twórcy hitów, ale nie chodzi mu o sztukę, niezależnie od tego, co
opowiada prasie. Interesują go wyłącznie pieniądze. W tej chwili wzrasta
mu ciśnienie, niedługo dostanie udaru, przypomina napompowany balon.
Blanche bierze kopertę.
-?Zastanowię się nad tym -?mówi i przechodzi obok niego pewnym krokiem.
-?Zastanowisz się?! -?rzuca szyderczo von Hiltz.
-?Właśnie to powiedziałam, Peter. -?Blanche macha kopertą trzymaną w dłoni. -?Zastanowię się. Jak wiesz, jestem bardzo zajęta. Zerknę na
umowę, gdy będę miała kilka minut.
Reżyser jest wściekły. Zaciska pięści, niewiele brakuje, by zaczął tupać
jak rozgniewane dziecko. Mimo to powstrzymuje gniew i idzie do drzwi
apartamentu.
-?Nie wpadnij na stolik przy drzwiach, kochanie! -?woła za nim Blanche z sypialni.
Von Hiltz z całej siły trzaska drzwiami. Po jego wyjściu Blanche siada
na skraju łóżka i znowu patrzy przez drzwi balkonu na Los Angeles.
Wszystko, czego zawsze pragnęła. Te słowa stale krążą w jej umyśle.
Wszystko, czego zawsze pragnęła. Jeśli to prawda... Zdobędzie sławę i pieniądze, których nie zdoła wydać przez całe życie. Nie różni się od
zwykłych ludzi. Jest po prostu wiejską dziewczyną z głuchej prowincji i jakimś cudem jej się udało. Uroda, trochę talentu i determinacja
sprawiły, że dotarła na sam szczyt. Więc dlaczego nie jest szczęśliwa?
Kolejne pukanie do drzwi wyrywa ją z zamyślenia. Przewraca oczami.
-?Przeczytam umowę, kiedy będę miała chwilę czasu, Peter! -?woła.
Pukanie nie ustaje. Apatia Blanche zmienia się w gniew. Rzuca kopertę na
łóżko i wybiega z sypialni. Klnie pod nosem, podchodzi do drzwi i otwiera je. To decyzja, której będzie żałować przez resztę życia, które
potrwa zaledwie kilka minut.
11. Rozdział drugi
Dzwoni twój telefon. Nigdy nie przestaje dzwonić. To ryzyko zawodowe
związane z pracą detektywa wydziału zabójstw policji Los Angeles. Miasto
liczy przeszło dwieście tysięcy mieszkańców, stale dzieje się w nim coś
niezwykłego.
Co gorsza, w czasie tego weekendu zostaną wręczone prestiżowe Golden
Star Awards. W mieście są wszystkie gwiazdy Hollywood. Zwykle pogarsza
to sytuację. Telefony wariatów, groźby podłożenia bomb, stalkerzy i gangsterzy, wszyscy chcą wykroić dla siebie kawałek szaleństwa fabryki
snów, gdy wręczane są nagrody. Nie pamiętasz, jak ci się udało dostać
dyżur w czasie tego weekendu. Nigdy się tego nie dowiesz. Ale to
oznacza, że będziesz zajęty -?naprawdę zajęty.
Podnosisz słuchawkę telefonu. Na początku nic w niej nie słychać.
Myślisz, że telefonistki z centrali robią sobie żarty. Nie byłby to
pierwszy raz. Ten weekend przypomina prima aprilis. Jednak linia działa.
Mówisz do tajemniczego nieznajomego, że połączył się z Departamentem
Policji Los Angeles, i pytasz, czego chce.
Słyszysz tylko ciężki oddech. Pytasz, czy wszystko w porządku. Żadnej
odpowiedzi. Dzwoniący wydaje się zdenerwowany. Słyszysz cichy charkot.
Ciągle milczy i zaczynasz się zastanawiać, czy to nie żart.
Później rozlega się niepewny głos. Cichy, prawie niezrozumiały.
Usiłujesz coś zrozumieć, ale to trudne; rozmówca jest daleko od
telefonu.
-?Nie mogę... boli... to nie moja wina... pomocy... to oni... przepraszam.
Słychać dalekie kroki. Zapada cisza. Odkładasz słuchawkę i postanawiasz
zwrócić uwagę dowcipnym dziewczynom z centrali.
W komendzie jak zwykle panuje zamieszanie. Wielu detektywów biega i krzyczy na siebie. Cela przy wejściu jest pełna podejrzanych,
niewinnych, pijanych albo winnych jak cholera. To hałaśliwe miejsce i czasami masz wrażenie, że chciałbyś mieć więcej spokoju, jak kapitan
Barclay. Nigdzie go nie widać, prawdopodobnie gra w golfa z burmistrzem
albo nadinspektorem. Niektórzy ludzie mają życie usłane różami...
O co chodziło rozmówcy? Głos brzmiał sennie, jakby dzwoniący był
naćpany. Prawdopodobnie kolejny menel marnujący czas policji. W Los
Angeles mieszkają tysiące wariatów, którzy zwykle prędzej czy później
mają do czynienia z policją.
Na biurku leżą przed tobą dzisiejsze gazety. Bierzesz "Los Angeles
Times", by zapomnieć o zamieszaniu i milczącym telefonie. Pierwszą
stronę zajmują relacje o Golden Star Awards. Widzisz ogromne zdjęcie
Blanche Aikerman. Uśmiecha się do kamery, stojąc na czerwonym dywanie.
Zniewalający uśmiech Blanche to jeden z powodów, dla których jest
pewną kandydatką do tytułu Królowej Hollywood.
To aktorka, wielka gwiazda filmowa. Trudno byłoby znaleźć na świecie
kogoś, kto w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie słyszał o Blanche
Aikerman. Olśniewała widzów od Ameryki po Chiny, grając w ekranizacjach
Biblii, westernach i filmach gangsterskich. Jest atrakcyjna. Długie
kruczoczarne włosy i wspaniała figura -?nic dziwnego, że nazwano ją
"współczesną Kleopatrą". Ma mnóstwo przyjaciół, budzi nieustanne
zainteresowanie prasy i opinii publicznej. Jest jedną z najbogatszych i najpopularniejszych kobiet na świecie.
Podobno ma szanse zdobyć jedną z Golden Star Awards. Film, w którym
grała Boudikę -?jeden z najbardziej kasowych filmów tysiąc dziewięćset
pięćdziesiątego siódmego i pięćdziesiątego ósmego roku -?pobił już kilka
rekordów i Blanche zdobyła zasłużone uznanie. Krążą plotki o tym, że w przyszłości może żądać fantastycznych honorariów, choć ma zaledwie
dwadzieścia siedem lat. Świat leży u jej stóp, wszyscy ją podziwiają.
-?Hej! Nie wolno tu pić! -?krzyczy ktoś w korytarzu.
-?Gówno prawda! -?pada gniewna odpowiedź.
Wybucha bójka, która przerywa ci lekturę gazety. Odkładasz ją, ale coś
cię niepokoi. Ten cholerny telefon. O co właściwie chodziło? Nie był to
typowy wariat, nikt nie dowcipkował, w słuchawce nie chichotały dzieci.
Nie sugerowano, że gonisz za błędnym ognikiem. Nic z tych rzeczy. Po
prostu oddech i te nieskładne słowa. Postanawiasz czegoś się dowiedzieć,
dopóki ciągle masz czas. Dzwonisz do centrali.
-?O, cześć, kochany, co mogę dla ciebie zrobić? -?To Margot, jedna z sympatyczniejszych, bardziej kompetentnych telefonistek. Słucha twojej
prośby, a potem mówi: -?Przed chwilą nikogo z tobą nie łączyłam, ale
spytam inne dziewczyny. Daj mi sekundę, okej?
Pozwalasz Margot przeprowadzić własne śledztwo. W trakcie oczekiwania
przypominasz sobie słowa nieznajomego.
Nie mogę... boli... to nie moja wina... pomocy... to oni... przepraszam.
-?Okej, nie uwierzysz, kochany -?mówi. -?Wygląda na to, że dzwoniono do
ciebie z hotelu Royale Premiere na Bulwarze Zachodzącego Słońca.
Pięciogwiazdkowy hotel dla bogaczy i sławnych ludzi, gdy odwiedzają Los
Angeles. To nie wszystko: jutro odbędzie się tam gala wręczenia Golden
Star Awards.
-?Tak, wydaje się, że dzwoniono do centrali, ale nikt się nie odezwał,
więc przełączyłyśmy go na komendę -?dodaje Margot. -?I ty byłeś
pechowcem, który odebrał tajemniczy telefon. Obawiam się, że to
wszystko, co wiem. Mam nadzieję, że to pomoże.
Dziękujesz Margot i odkładasz słuchawkę. Nie wiesz, co o tym sądzić.
Może to po prostu intuicja? Instynkt funkcjonariusza policji?
Podejrzewasz, że coś jest nie w porządku, coś się nie zgadza. Tajemniczy
telefon ze sławnego hotelu? W chwili, gdy panuje tam największy ruch?
Nie wierzysz w zbiegi okoliczności, nie w tej branży.
Bierzesz płaszcz, kapelusz, pistolet i kluczyki od jednego z samochodów
policyjnych, po czym wychodzisz z hałaśliwej sali odpraw.
15. Rozdział trzeci
W pobliżu wejścia do hotelu kłębią się tłumy ludzi. Personel, goście i dziennikarze z całego świata obserwują przygotowania do efektownej
ceremonii wręczenia nagród. Kiedy podchodzisz do drzwi frontowych, cisną
się do nich reporterzy i paparazzi.
Otwierasz drzwi i oświetlają cię błyski fleszy. Słyszysz chór
wykrzykiwanych pytań, gdy dziennikarze i dziennikarki marzą o sensacji -
chcą poznać plotki o gwiazdach. Wysiadasz z samochodu i pokazujesz
odznakę, po czym słychać zbiorowy jęk zawodu.
-?To po prostu gliniarz -?mówi zawiedzionym tonem jeden z reporterów.
-?Myślałem, że to ktoś sławny -?zauważa inny.
-?Nie ma się czym przejmować, to nic ciekawego -?odzywa się ktoś.
Wchodzisz do hotelu. Wszędzie widać twarze sławnych ludzi, czasami
bardziej znanych, czasami mniej. Niektórzy piją drinki przy barze albo
spacerują po lobby. Część gości nieśmiało poluje na autografy, a personel odkurza, czyści, porządkuje hotel, przygotowując go do
jutrzejszej wieczornej ceremonii.
Recepcja znajduje się w przedniej części westybulu. Podchodzisz i naciskasz dzwonek. Wita cię łysy mężczyzna z zadbanym wąsikiem.
-?Dzień dobry panu. Witamy w Royale Premiere. Wprowadza się pan czy
wyprowadza?
Pokazujesz odznakę i przyjazny uśmiech natychmiast znika.
-?Och, jest pan z policji -?mówi z szyderczym uśmiechem. -?Nazywam się
Walter. Jestem dyrektorem hotelu. Czym mogę panu służyć?
Wyjaśniasz, że przed półgodziną otrzymałeś telefon. Wydaje się
zakłopotany.
-?Jest pan pewien, że dzwoniono z naszego hotelu? -?pyta. -?Takie rzeczy
nie zdarzają się w Royale Premiere. To niemożliwe, zwłaszcza dziś
wieczorem albo w ten weekend. Nasi goście to cr?me de la cr?me
Hollywood, a nie nastoletni chuligani chcący marnować czas policji.
Jest jasne, że usiłuje ratować twarz. Przypominasz, że jesteś
funkcjonariuszem policji i że musisz brać poważnie takie sygnały. I że
wszelka współpraca z Departamentem Policji Los Angeles jest zawsze
głęboko ceniona.
-?Tak, oczywiście -?mówi pojednawczo. -?Cóż, naprawdę nie wiem, co o tym
myśleć. To, co goście robią w swoich pokojach albo apartamentach, jest
wyłącznie ich sprawą. Na pewno pan rozumie, że ze względu na naszą
klientelę przywiązujemy ogromną wagę do zachowania dyskrecji. Wśród
naszych gości są najsłynniejsze osoby w kraju. Nie możemy podsłuchiwać
ich prywatnych rozmów, prawda? Byłoby to przecież przestępstwo.
Nim masz czas odpowiedzieć, pojawia się obok ciebie mężczyzna. Odpycha
cię lekko, macha rękami.
-?To hańba! -?woła. -?Absolutna hańba!
Walter natychmiast skupia na nim uwagę. Widziałeś już gdzieś tę twarz i przeszukujesz pamięć, by go sobie przypomnieć. Nagle doznajesz
olśnienia: to Peter von Hiltz, najbardziej krytykowany reżyser w Hollywood, gazety plotkują o tym, jak traktuje gwiazdy na planie.
Perfekcjonista, ma tyle Gold Star Awards, że nie wie, co z nimi robić.
Wydaje się wściekły, przypomina rozgniewane dziecko.
-?Gdzie jest Blanche? Gdzie moja gwiazda? -?woła do Waltera.
-?Panie von Hiltz, ja...
-?Herr von Hiltz! -?rzuca reżyser.
-?Tak, oczywiście, Herr von Hiltz. Nie wiem, gdzie jest panna Aikerman.
Nikt z mojego personelu nie widział jej od wczorajszego wieczoru.
-?Chce pan powiedzieć, że stracił pan z oczu najsławniejszą kobietę na
świecie?!
-?Nie. Tak, to znaczy...
Walter patrzy na ciebie, szukając wsparcia. Kiedy rozumie, że mu go nie
udzielisz, próbuje uspokoić reżysera.
-?Jeśli pan chce, zadzwonię do jej penthouse'u, choć linia jest w tej
chwili zajęta. Ale jeśli to ważne, mogę kogoś posłać.
-?Proszę to zrobić! -?rzuca ostro von Hiltz. -?I natychmiast dać mi
znać, gdy się pan z nią skontaktuje. Musimy porozmawiać o scenariuszu, a ja jestem zajętym, niecierpliwym człowiekiem. Oczekuję pana w swoim
apartamencie, gdy tylko pan ją znajdzie, zrozumiano?
Zerka na ciebie ze złością i obraca się na pięcie. Obserwujesz, jak
przechodzi przez westybul i znika.
-?Przepraszam, detektywie -?mówi Walter. Wydaje się zmęczony. -?Herr von
Hiltz to jeden z naszych najbardziej prestiżowych gości. Spełniamy
wszystkie życzenia wybitnych osobistości, które się u nas zatrzymują.
Chyba pan to rozumie, prawda? W czym jeszcze mógłbym panu pomóc?
Za długą ladą recepcji wszczyna się zamieszanie. Na końcu pojawia się
młody człowiek, ubrany w strój kelnera. Jest blady jak kreda.
-?Panie Walter! -?woła.
Reszta personelu schodzi mu z drogi, gdy biegnie w stronę dyrektora.
Potyka się i Walter musi go podtrzymać, by nie upadł na podłogę.
-?Co ty wyrabiasz, do cholery, Carter?! -?pyta Walter. -?Zwariowałeś?!
Nie możesz wrzeszczeć przy gościach!
-?Przepraszam, sir... to po prostu, po prostu...
-?Co się stało? Gadaj, chłopcze!
-?Blanche Aikerman nie żyje -?odpowiada kelner. -?Została zamordowana!
17. Rozdział czwarty
-?Nie żyje?! Co to znaczy, że nie żyje?! Nie może nie żyć, jest gwiazdą
wieczoru!
Walter i Carter wybiegają zza lady. Idą przed tobą korytarzem. W ciągu
ostatnich kilku minut sytuacja całkowicie się zmieniła, przestała być
banalna. Rutynowo sprawdzałeś telefon żartownisia, a teraz zajmujesz się
morderstwem. Walter upewnia się, że nikt nie słyszał tego, co powiedział
Carter, po czym wprowadza was do windy towarowej jadącej bezpośrednio na
najwyższe piętro hotelu Royale Premiere. Jest bogato zdobione, wszystko
wydaje się kosztowne.
Z przodu widać dwie pary podwójnych drzwi. Te po lewej są lekko
uchylone, stoi obok nich wózek z jedzeniem.
-?Dostarczyłem posiłek -?mówi Carter, ciągle zdyszany i blady. -?Robię
to od dwóch dni, po przyjeździe pani Aikerman. Panna Blanche prawie nic
nie jadła, choć miała szczególne wymagania: pół grejpfruta codziennie o drugiej po południu, a poza tym szampan, naturalnie Dom Pérignon.
Przyniosłem to dziś po południu, ale zauważyłem, że drzwi są otwarte.
Zapukałem i wszedłem, a potem... cóż, sami panowie zobaczą.
-?Jesteś pewien, że nie żyje? -?pyta dyrektor.
-?Słucham?
-?Jesteś pewien, że nie żyje? Mogła po prostu się zdrzemnąć. Wiesz, jaki
tryb życia prowadzą gwiazdy, do późna uczestniczą w przyjęciach i galach. Ciągle jest wczesne popołudnie.
-?Sami panowie zobaczycie -?odpowiada kelner.
-?Nikomu o tym nie mówiłeś, prawda, Carter? -?pyta Walter. -?Nikt o tym
nie wie?
-?Nie, sir -?odpowiada młody człowiek.
-?To ostatnia rzecz, jakiej nam potrzeba -?ciągnie dyrektor. -?Nie
dzisiaj, nie w przeddzień wręczenia nagród.
Docierasz do wejścia do penthouse'u. Walter puka do drzwi, a Carter stoi
z boku, mnąc guziki kamizelki.
-?Halo? Panno Aikerman? Jest tam pani? -?pyta Walter.
Apartament jest ciemny. Zasłony są zasunięte, światła zgaszone. Walter
przekręca kontakt i zapalają się lampy. Wydaje się, że wszystko jest na
właściwym miejscu. Meble stoją równo, drzwi szaf są zamknięte, wszędzie
panuje porządek. Pokój wygląda, jakby nikt w nim nie mieszkał.
Idziesz za dyrektorem, na wszelki wypadek trzymając rękę na kolbie
pistoletu. Salon również jest w idealnym stanie. Nikogo w nim nie ma,
wszystko jest na swoim miejscu. Zauważasz drzwi do przyległego
pomieszczenia, chyba sypialni, i kiwasz głową.
-?Tak, okej -?mówi Walter. -?Może powinienem... zostanę tu na wypadek,
gdyby ktoś wszedł.
Zgadzasz się i podchodzisz do drzwi sypialni. Czujesz chłodny powiew
pachnący perfumami, słodki zapach podobny do truskawek. Wchodzisz do
ogromnej sypialni, w dalszym ciągu trzymając rękę na kolbie pistoletu.
Z przodu stoi wielkie łoże z czterema kolumnami i zasłonami ze
wszystkich stron. Zauważasz, że drzwi na balkon są zamknięte, lecz mimo
to czuć podmuchy wiatru. Nie jest to w tej chwili ważne. Najważniejsza
jest blada, wiotka ręka zwisająca z łóżka.
Rozglądasz się po sypialni, by się upewnić, że nikogo w niej nie ma.
Jest pusta. Potem szybko podchodzisz do łóżka, odsuwasz zasłonę i widzisz martwe ciało Blanche Aikerman.
Ma zwiotczałą twarz, otwarte oczy i coś w rodzaju półuśmiechu zastygłego
na wargach. Łóżko jest zalane krwią i nawet z tego miejsca widać, że
poderżnięto jej gardło. Najsławniejsza kobieta na świecie patrzy na
ciebie martwymi oczami. Jeszcze nigdy nie widziałeś tak dobrze ubranej
ofiary morderstwa -?ma na sobie ciemną, powłóczystą suknię.
-?O mój Boże!
To Walter, stojący za twoimi plecami. Nie słyszałeś, że się zbliża. Może
potrafi chodzić bezszelestnie?
-?O mój Boże, to prawda! Blanche Aikerman nie żyje! Została zamordowana
w moim hotelu! O mój Boże... Herr von Hiltz! Muszę go zawiadomić!
Wybiega z sypialni. Nie masz wyboru i musisz iść za nim. Przede
wszystkim nie wolno dopuścić, by wybuchła masowa panika. Hotel stał się
miejscem przestępstwa. Powinieneś rozpocząć śledztwo.
19. Rozdział piąty
Pukasz do drzwi apartamentu. Stoi obok ciebie pan Walter, dyrektor
hotelu. W pobliżu kręci się Carter, kelner. Opuściła go panika i ma
trochę pyszałkowatą minę. Wie, że zdobył cenne informacje, które zna
tylko kilku ludzi na świecie. Po raz pierwszy w życiu jest częścią
elity.
Nikt nie odpowiada na pukanie. Walter wydaje się zaniepokojony. Jest
zdenerwowany, spocony, przestępuje z nogi na nogę.
-?Przepraszam, detektywie -?mówi. -?Herr von Hiltz prosił, żebym go
zawiadomił o odnalezieniu panny Aikerman. Nie mogę uwierzyć, że nie
żyje. Była największą gwiazdą filmową Hollywood! Jak może nie żyć?!
-?I miała zaledwie dwadzieścia siedem lat -?dodaje Carter.
-?Tak, tylko dwadzieścia siedem lat. Po prostu dziecko. Straszna
tragedia. I do tego w okropnym momencie, tuż przed wręczeniem nagród.
Herr von Hiltz będzie wiedział, co zrobić.
-?O tak -?wtrąca kelner. -?Umie poradzić sobie ze wszystkim.
Walter znowu niecierpliwie puka do drzwi.
-?Herr von Hiltz! -?woła. -?To ja, Walter, dyrektor. Mamy tragiczne
wiadomości. Jest ze mną detektyw z policji Los Angeles. Chodzi o pannę
Aikerman. Znaleźliśmy ją, sir. Musi pan natychmiast przyjść.
Nikt nie odpowiada. Walter zaczyna się niepokoić. Pociera podbródek,
patrzy na ciebie i na drzwi.
-?Nic z tego nie rozumiem -?mówi bezradnie.
Podejmuje kolejną próbę. Tym razem uderza pięścią w drzwi apartamentu.
-?Herr von Hiltz! To ja, dyrektor Walter. Jest ze mną policja, sir.
Kazał nam pan natychmiast przekazać wiadomość, gdy znajdziemy pannę
Aikerman... Herr von Hiltz?
-?Może jest w klopie? -?Carter chichoce.
-?Dosyć tego, Carter! -?rzuca Walter. -?Przepraszam, detektywie.
Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć. To zupełnie nie pasuje do Herr von
Hiltza. Jest bardzo pedantyczny i godny zaufania. Nie rozumiem, o co
chodzi.
Rozglądasz się po pustym korytarzu. Dochodzisz do wniosku, że chodzi o coś więcej niż tylko morderstwo Blanche Aikerman. Przyprowadzono cię do
apartamentu von Hiltza, co wydaje się bardzo dziwne, zwłaszcza teraz,
gdy nie otwiera drzwi.
"Co się tu dzieje? Tajemnice i kłamstwa to nic nowego w tym mieście. Ale
utrudnianie śledztwa to przestępstwo".
Powinieneś zbadać miejsce zbrodni. Co robisz?
Nalegasz, by Walter zaprowadził cię z powrotem na miejsce zbrodni
(przejdź do 45) Prosisz Waltera, by wpuścił cię do pokoju von Hiltza (przejdź do 25) Pytasz Cartera, czy ma jakieś dodatkowe informacje (przejdź do 129)