Morderstwo w Hotelu Grand Alpine - Lucy Foley

Reflow text when sidebars are open.
Tytuł oryginałuMurder at the Grand Alpine Hotel
Projekt okładkiNATALIA TWARDY
Koordynacja projektuANNA RYCHLICKA
Opieka redakcyjnaANNA JACKOWSKA
RedakcjaIWONA HUCHLA
KorektaANNA KURZYCA
Redakcja technicznaLOREM IPSUM - RADOSŁAW FIEDOSICHIN
Murder at the Grand Alpine Hotel ? 2026 Agatha Christie Limited. All rights reserved.
AGATHA CHRISTIE, MARPLE, the Agatha Christie Signature and the AC Monogram Logo are registered trademarks of Agatha Christie Limited in the UK and elsewhere.
All rights reserved
Lucy Foley asserts the moral right to be identified as the author of this work.
www.agathachristie.com
Polish edition ? Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne)
All rights reserved
Polish translation ? Anna Sznajder MMXXVI
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.
ISBN 978-83-271-7139-9
jest znakiem towarowym Publicat S.A.
PUBLICAT S.A.
61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl
Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Gondola sunie cicho przez chmury w kierunku zamarzniętego świata na szczycie góry. To cud współczesnej inżynierii przemieszczający się między kolumnami wwierconymi w wiekową skałę, a czerwony kolor jego kadłuba jaskrawo kontrastuje z ponurą paletą bieli i szarości.
Ktoś jest w gondoli. Pewnie jeden z gości hotelowych chcący jako pierwszy zjechać ze stoku tego dnia. W nocy spadł świeży śnieg i pokrył zbocze góry nieskazitelną warstwą puchu, łagodząc kontur lodowca obejmujący jedną jej stronę. W świetle poranka mieni się perłowym blaskiem. Niewyraźne niebieskawe wgłębienia na jego powierzchni wskazują, że pod lodem mogą się kryć śmiertelnie niebezpieczne rozpadliny.
W małej budce przy wyciągu pracownik kolejki tupie nogami i dmucha sobie w dłonie, by się rozgrzać. Nie może się doczekać spotkania z innym człowiekiem, choćby ten kontakt miał trwać tylko chwilę. Tutaj na górze pędzi się samotną egzystencję, mając za towarzystwo tylko orły, a jedyne rozlegające się tu dźwięki to nieziemskie jęki i trzaski lodowca, który nieprzerwanie pełznie w kierunku miasta. Mężczyzna zna lęki swoich przodków, wie, że wierzyli w złośliwe duchy gór i olbrzymy żyjące wśród tych szczytów, a także powód, dla którego unikali tego miejsca, uznając je za siedlisko mrocznej magii. Czasami - gdy seraki, czyli gigantyczne bryły lodu, spadają z hukiem, który niemal bez końca odbija się echem wśród okolicznych skał, gdy podczas zimowej burzy trzaskają fioletowe błyskawice, albo gdy w oddali słychać głuche pomruki lawiny - nie jest do końca pewien, czy sam nie wierzy w takie rzeczy.
Ciemna postać w gondoli siedzi z głową opartą o tylną szybę i zapewne zachwyca się widokiem.
Mechanizm kolejki się zatrzymuje. Drzwi zaczynają się otwierać. Jednak siedząca postać się nie porusza.
Pracownik wyciągu zagląda przez okno kabiny. Czyżby ta osoba spała? Nie zamierza wysiąść? Być może ten ktoś przyjechał tu tylko, by podziwiać widoki i nie opuści gondoli, by zaraz wrócić na dół tą samą drogą. W końcu spodziewane są jeszcze większe opady śniegu.
A jednak... jest w tym coś dziwnego. Panuje tam osobliwy bezruch. Pracownik kolejki ma wrażenie, że nadal jest tam sam, tak, jak był, zanim gondola z pasażerem wyłoniła się spośród chmur.
Czy powinien tam pójść i zajrzeć do środka?
Wcale nie chce tam patrzeć.
Uderza go nagły impuls (to dziwne, bo jest porządnym szwajcarskim protestantem), żeby się przeżegnać.
Gdy wychodzi ze swojej budki na mroźne powietrze, gondola wykonuje subtelny podskok i zatrzymuje się w końcowej pozycji. W tym momencie siedząca postać upada, sztywna i bezwładna niczym figurka z miśnieńskiej porcelany strącona z kominka, lądując twarzą na metalowej podłodze kabiny.
Pracownik kolejki przez chwilę przygląda się temu z przerażeniem. Potem rzuca się do działania. Ale jeszcze gdy śpieszy tam pokrytą lodem ścieżką, wie, że to nie ma sensu. Pasażer gondoli już nie żyje.