Prolog
Kiedy mężczyzna kocha kobietę, ona staje się jego słabością. Kiedy kobieta kocha mężczyznę, on staje się jej siłą.
Tak samo było i ze mną, a raczej z nami...
Uważałem, że moje życie było normalne i zwyczajne, a ja nie byłem nikim wyjątkowym. Powierzoną mi misje wykonywałem niczym rozkaz, którym była...
Jednak moi przyjaciele się ze mną nie zgadzali. Dla nich byłem bohaterem, a moje życie było pełne ekscytacji. Misje traktowali jak zaszczyt mówiąc, że tylko ja byłem w stanie sobie z nią poradzić.
Prawda była taka, że bez nich bym nie dał rady. Już dawno bym zwariował...
Widziałem za dużo...
Spotkałem zbyt wielu ludzi...
Przeżyłem znacznie więcej niż chciałem...
Ale to dopiero ona...
Pokazała mi, że to, o czym mówili moi przyjaciele było prawdą...
Uświadomiła mi, jaki miałem zaszczyt dowodzenia misją...
Przy niej dopiero poczułem, że żyję...
Była moją słabością...
Gdy prawie ją straciłem sam prawie umarłem. Odkąd była przy mnie łatwiej było mnie podejść. Nic się nie liczyło oprócz niej i jej bezpieczeństwa.
Byłem jej siłą...
Powtarzała mi to, co noc. Walczyła u mego boku. Czuła się przy mnie bezpieczna. Chciała mnie chronić, mimo że wiedziała, że tego nie potrzebowałem.
Byliśmy dla siebie nawzajem całym światem. A gdy patrzyliśmy sobie w oczy cały świat znikał.
Mieliśmy błogosławieństwo nieba, przychylność piekła...
W moim świecie ta granica nie istniała. A otaczający mnie ludzie nie do końca byli ludźmi. Ale to był mój świat, w którym miałem władze. Upadłem dopiero, gdy ją spotkałem... była moim własnym światłem.
Upadłem, prosto do jej stóp...
Upadłem, bo pochłonęło mnie piękno jej oczu...
Upadłem, bo mojej serce uciekło do niej...
Ale powstałem, gdy mnie pokochała...
Rozdział 1
Avali
Jedyny świat, jaki znałam, to ten na walizkach. Ciągłe przeprowadzki powodowały, że nie miałam przyjaciół. Z początku było to męczące, ale człowiek może przywyknąć do wszystkiego, także i do tego. Wszystko zaczęło się właściwie niewiele po śmierci mojego ojca...
Miałam pięć lat, gdy go zabrakło. Mama zaczęła żyć w strachu. Ciągle oglądała się za siebie bojąc się, że ktoś nas obserwuje. Płakała, co noc do poduszki myśląc, że nie słyszę.
Ale słyszałam...
Nie wiedziałam, czego się bała. Nigdy mi nie powiedziała.
Uciekała... A mimo to nie uważałam by była tchórzem. Tym szybciej uciekała tym bardziej gonił ją czas. Jej czarne włosy były przeplatane pasmami siwizny. Wokół oczy zaczynały pojawiać się zmarszczki nadając jej smutnego wyrazu twarzy. Wyszczuplała, a plecy wygięły się od ciężaru, jakim było samotne macierzyństwo. Była śliczną kobietą, ale przestała o siebie dbać. Nie miała w oczach radosnego blasku, jaki widziałam na zdjęciach z jej młodości.
Tak więc gdy w moje osiemnaste urodziny, gdy miałam otwierać prezent bożonarodzeniowy, poinformowała o kolejnej przeprowadzce, dając przy okazji list nie zareagowałam płaczem, bo była to dla mnie codzienność. List okazał się być krótką wiadomością napisaną schludnym pismem od taty. Nie płakałam, bo chciałam być silna dla mamy. Wystarczyło, że ona miała oczy pełne łez. Tata napisał, że bardzo mnie kochał i przeprasza za wszystko. Miał tylko jedną prośbę. Chciał żebym uczyła się w szkole, która była mu bliska, w której spędził wszystkie lata przed poznaniem mamy.
Tak, więc spakowałyśmy walizki i nasz marny dobytek by znów się przeprowadzić. Po raz pierwszy, odkąd właściwie sięgam pamięciom mama wydawała się szczęśliwa. Jakby przestała się bać. Nie powiedziała, dokąd jedziemy ani na ile. Ja też nie pytałam. Po prostu wsiadłam do samochodu i obserwowałam zmieniający się krajobraz.
Byłyśmy w podróży kilkanaście godzin. Spędziłyśmy jedną noc w tanim motelu. Przez cienkie ściany słyszałyśmy, jak miejscowa prostytutka przyjmuje swoich klientów. Ale to też było normalne przy częstych przeprowadzkach. Mama zawsze wybierała małe miasteczka i nigdy nie jeździła główną drogą.
Tak było i tym razem...
Mknęłyśmy naszą starą Mazdą przez puste leśne uliczki. Już jakiś czas temu minęłyśmy tabliczki witające nas w stanie Waszyngton, a mimo to się nie zatrzymywałyśmy. Cały czas jechałyśmy na północ ku granicy kraju.
- Kochanie, wiem, że możesz być na mnie zła... - zaczęła mama.
- Nie jestem zła - przerwałam jej. - Przyzwyczaiłam się, że nigdzie nie zostajemy na dłużej.
- Ava... kochanie dla mnie to też jest trudne, ale tak będzie dla nas lepiej.
- Tak, tak wiem. To dla mojego bezpieczeństwa. Tylko powiedz mi mamo, co mi zagraża.
Nic nie odpowiedziała. Takie rozmowy odbywały się za każdym razem. To też był stały element mojego życia.
- Teraz wszystko się zmieni - powiedziała po kolejnych trzydziestu minutach cichej jazdy.
Nic nie odpowiedziałam. Nie tylko, dlatego, że było wcześnie rano, a my byłyśmy ciągle w podróży, ale dlatego że to nie miało sensu. I tak nie poznałabym prawdy. Odkąd tylko pamiętam wiedziałam, że coś przede mną ukrywała, ale znudziło mi się zadawanie pytań.
Nagle poczułam skurcz w żołądku. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Przed oczami chwilowo zrobiło mi się czarno. Mama gwałtownie szarpnęła kierownicą, gdy minęły nas trzy obrzydliwie bogate motocykle. Byli to pierwsi ludzie, jakich minęłyśmy od dłuższego czasu. Po dobrze zbudowanych sylwetkach ukrytych pod kombinezonami przypuszczałam, że byli to mężczyźni. Nie zwracali uwagi na nic, póki jeden z nich, ten na samym przodzie nie stracił chwilowej kontroli nad maszyną. Wydałam stłumiony okrzyk, bo utrata panowania mogła kosztować go nawet życie. Jednak udało mu się opanować pojazd i zamiast zwolnić, przyspieszył jeszcze bardziej.
Mama jedynie mruknęła coś pod nosem o braku odpowiedzialności. Patrząc co jakiś czas w moim kierunku, jechała przed siebie z ustami zaciśniętymi w wąską linię. Nie zwracałam jednak na nią uwagi. Patrzyłam tępo w drogę przed nami, gdzie przed chwilą byli motocykliści. Zniknęli tak samo szybko, jak się pojawili. Dokładnie to samo tyczyło się bólu brzucha czy zawrotów głowy. Oparłam głowę o szybę. Nim się spostrzegłam, zasnęłam.
Obudziła mnie mama, informując o dotarciu do celu naszej podróży. Leniwie otworzyłam powieki. To, co ujrzałam, zaparło mi dech w piesiach. Stałyśmy przed ogromnym budynkiem wybudowanym z czarnej cegły w stylu renesansowym. Na gzymsach siedziały kamienne gargulce obserwując plac przed budynkiem i całą jego okolice. Wysiadając z samochodu zwróciłam uwagę na krajobraz. Z każdej strony otaczał nas las. Kamienna ścieżka prowadziła do przepięknie zdobionej bramy wjazdowej. Za budynkiem widniał ogromny ogród pełen rzeźb i kwiatów. Pośrodku wznosiła się cudowna fontanna. Nie mogłam jednak przyjrzeć się jej szczegółom.
Poszłam za mamą, która czekała na mnie pod zdobionymi drzwiami z ciemnego drewna, nad którymi widniały wyrzeźbione w ciemnym marmurze przepiękne anielskie skrzydła. Nim mama zdążyła zapukać, drzwi się otworzyły, a w progu stanęła kobieta po czterdziestce. Jej hebanowe włosy były ułożone w idealnego koka. Na twarzy nie było żadnych oznak goniącego ją czasu. A pod czarną suknią prezentowała się zgrabna sylwetka. Różniła się od mojej mamy, choć były w podobnym wieku. Ją czas oszczędził, w przeciwieństwie do mojej mamy.
- Witajcie, nazywam się Mira i jestem dyrektorką Domu anioła, jak i pobliskiego liceum - przedstawiła się uprzejmie. Miała silny głos nieznoszący sprzeciwu, ale dało się w nim usłyszeć radość, która była widoczna w jej szmaragdowych oczach. - Bardzo się cieszę Jenny, że ufasz nam na tyle by powierzyć nam bezpieczeństwo swojej córki. Nasze liceum jest na wysokim poziomie. Gdyby sobie nie radziła, moi uczniowie dołożą wszelkich starań, by jej pomóc, dzięki czemu możesz mieć pewność, że egzaminy końcowe zda z wysokim wynikiem.
- Jak to egzaminy końcowe? - Spojrzałam na mamę, nic nie rozumiejąc.
- Tata chciał, żebyś się tu uczyła. Zresztą też tego chcę, bo wiem, że będziesz tu nie tylko szczęśliwa, ale i bezpieczna. Przyjechałyśmy do Waszyngtonu z dwóch powodów. Dostałam tu pracę. Będę mieszkać niedaleko centrum miasta, gdybyś mnie potrzebowała...
- Jak to "gdybym cię potrzebowała"? - Nie pozwoliłam jej dokończyć. To wszystko zaczynało być coraz dziwniejsze.
- Będę często wyjeżdżać, a chcę, by ktoś miał na ciebie oko, dlatego zamieszkach w Domu anioła. To bardzo dobry akademik. Wiem, że się w nim odnajdziesz. Mira znała twojego ojca znacznie dłużej niż ja. Będzie w stanie nauczyć cię więcej niż mi kiedykolwiek byłoby dane. Mam nadzieję, że się nie gniewasz, że ci nie powiedziałam. Robię wszystko dla twojego dobra. Chcę, byś została tu do końca swojej licealnej nauki. Tu jest twoje miejsce kochanie.
- Ale to jest jeszcze półtora roku - zwróciłam uwagę. Dopiero co zakończyła się przerwa zimowa. Od świąt już wiedziałam, że nowy semestr zacznę w innej szkole. Nie przypuszczałam jednak, że zostanę w niej jeszcze na następny rok.
- Wybaczcie, że wam przerywam, ale jest po godzinie ósmej i jeśli byś chciała, Avali, mogłabym ci pokazać akademik. Jednakże obecnie jest pusty, nie licząc pracowników, ponieważ wszyscy uczniowie są w szkole. Uważam więc, że mogłabym cię tam osobiście zawieźć, byś nie miała żadnych zaległości - zaproponowała dyrektorka, patrząc mi prosto w oczy.
Wiedziałam, że nie miałam wyjścia. Pożegnałam się z mamą, która została w akademiku, czekając na powrót dyrektorki. Miały dokładniej uzgodnić wszystkie warunki mojego pobytu w akademiku.
Pomimo tego, że miała mieszkać niedaleko, było ciężko mi ją pożegnać. Już na drugi dzień miała wylecieć na jakieś ważne spotkanie. Zawsze była przy mnie, gdy jej potrzebowałam, a teraz miało jej zabraknąć. Mocno ją przytuliłam, po czym poszłam za dyrektorką do jej samochodu. Gdy odjeżdżałam samochodem dyrektorki, pomachałam mamie na pożegnanie. Po raz pierwszy uśmiechała się naprawdę szczerze.
Obie zaczynałyśmy nowy rozdział w życiu. Szkoda, że wtedy nie wiedziałyśmy o tym, że nasze drogi miały się już nie przeciąć, a nasze historie były w dwóch różnych książkach. Obie miałyśmy łzy, tak jakbyśmy przypuszczały, że więcej się nie spotkamy. Nie w tym miejscu.
Po wyjechaniu z terenu akademika znalazłyśmy się na mało uczęszczanej drodze prowadzącej do miasta. Po kilku minutach minęłyśmy tabliczkę z napisem witającym w mieście i informującym o liczbie mieszkańców. Minęłyśmy kilka tradycyjnych domów, gdy moim oczom ukazało się liceum. Było dość sporych rozmiarów. Przed budynkiem rozciągał się plac pełen samochodów. Dyrektorka zatrzymała się przed samymi drzwiami, ale nie przejmowała się tym, że nie wolno było w tym miejscu parkować.
Przed szkołą nie było nikogo. Myślałam, że będę zdana zupełnie na samą siebie, gdy rozległ się donośny głos dyrektorki.
- Roxan, podejdź!
Dopiero wtedy dostrzegłam idącą powoli dziewczynę. Miała na sobie żółte spodnie, które kontrastowały ze skórzaną kurtką z trupimi czaszkami. Gdy podeszła, bliżej mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Była prawdopodobnie w moim wieku. W prawej brwi miała kolczyk, który pasował do skromnego tatuażu tuż za uchem. Miała czarne włosy do ramion, wygolone z prawej strony. Jej stylizacja nie pasowała do delikatnych, dziewczęcych rysów twarzy, ale nie chciałam jej oceniać, póki lepiej nie poznałam.
- Chciałabym, byś oprowadziła Avali po szkole. Jest nową uczennicą naszego liceum. Zapoznaj ją później z kimś z domu anioła by, po szkole ją oprowadził, najlepiej, gdyby była to Freya. Niestety nie mogę zając się tym osobiście, bo muszę porozmawiać jeszcze z jej mamą, dlatego też proszę byś przekazała w sekretariacie, że mają do mnie dzwonić tylko w nagłej potrzebie. - Dziewczyna spojrzała na mnie z zaciekawieniem, unosząc brew z kolczykiem. Nic jednak nie powiedziała zamiast tego przytaknęła dyrektorce. Miałyśmy udać się do budynku, gdy zatrzymał nas jej głos. - Czy Reece jest w szkole?
Pytanie było skierowane do czarnowłosej, jednak dyrektorka patrzyła na mnie. Nim ta jej odpowiedziała znów poczułam skurcz w dole brzucha. Lekko się zachwiałam, co przykuło uwagę kobiety. Nim którakolwiek z nas coś powiedziała w oddali dało się usłyszeć ryk motorów.
- Właśnie jedzie - mruknęła nastolatka i pociągnęła mnie do szkoły. Gdy minęłyśmy próg szkoły ból jakby się zmniejszał. - Witaj w liceum świętego Michała i niech cię nie zwiedzie nazwa to nie jest miejsce dla świętoszek. Na pierwszy rzut oka to zwykłe liceum, ale gdy już poznasz jego zwyczaje zrozumiesz, że to tylko pozory.
Opowiadała mi pokrótce historie szkoły w trakcie, gdy szłyśmy do sekretariatu, co jakiś czas przerywała by pokazać mi, gdzie znajdowała się aula, stołówka, łazienki czy kółko teatralne.
Po kilkunastu minutach znalazłyśmy się w sekretariacie, Roxi przekazała starszej kobiecie informacje od dyrektorki, a ja dostałam wszystkie potrzebne dokumenty zaczynając od planu zajęć, przez kod do szafki, kończąc na ofercie zajęć dodatkowych. Gdy się przedstawiłam obie spojrzały na mnie z dużym zainteresowaniem jednak nic nie powiedziały. Pożegnałyśmy się z kobietą, która cały czas przyglądała mi się badawczo.
- Porównując nasze plany, okazuje się, że będziemy chodzić na wszystkie zajęcia razem. - Uśmiechnęła się promiennie, gdy opuściłyśmy sekretariat. Nim zdążyłam jej odpowiedzieć rozległ się dzwonek, a z sal zaczęli wychodzić uczniowie. - Chodź, przedstawię cię moim znajomym.
Złapała mnie za rękę i poprowadziła w tylko sobie znanym kierunku. Mijałyśmy grupy ludzi, którzy nie zwracali na nas uwagi. Starałam się im przyjrzeć, by móc rozpoznać choćby pojedyncze twarze, ale przez tempo, jakie zapodała nastolatka było to niewykonalne.
Gdy się w końcu zatrzymałyśmy, byłyśmy w sporym korytarzu, który był najmniej zatłoczony. Przy dużych oknach stało kilka nielicznych grupek; jednak wszyscy stali do nas tyłem, przez co nie mogłam im się przyjrzeć.
- W naszej szkole obowiązuje hierarchia. Jesteś na wygranej pozycji, bo będziesz mieszkać w akademiku, a to właśnie tam mieszka elita tej szkoły, no przynajmniej oficjalnie, ale to ci wyjaśnię przy innej okazji. - Uśmiechnęła się i gdy chciała zacząć tłumaczyć ktoś krzyknął za naszymi plecami.
Podeszła do nas niewielka grupa nastolatków. Cztery dziewczyny i dwóch chłopaków.
- To jest Cameron, mój starszy brat. - Wskazała na jednego z chłopaków, tak samo jak ten drugi był wysoki, mogli mieć po metr osiemdziesiąt wzrostu. Miał czarne włosy, a rysy twarzy zbliżone do Roxi. Nawet posiadał ten sam kolor oczu, co ona. Od razu było widać, że są rodzeństwem. - Ten przystojniak to Felix. - Spojrzałam na chłopaka, miał miedziane włosy wygolone po bokach z zaczesaną do góry grzywką. Jasno zielone oczy. Miał wyraziste rysy twarzy i mocno zarysowaną linie szczęki. Przyglądał mi się z niebywałą intensywnością. Czułam się nieswojo pod jego spojrzeniem. Poczułam jak na szyje wypływały mi czerwone plamy.
- Hej jestem Nawi. - Oderwałam spojrzenie od blondyna i przeniosłam je na drobną brunetkę. Była niewiele wyższa ode mnie. Jej długie jasnobrązowe włosy sięgały bioder. Miała przenikliwe błękitne oczy, które odznaczały się na twarzy o miękkich rysach. Była ubrana w długą letnią sukienkę w tym samym kolorze, co jej oczy. - To jest Tasha. - Wskazała wysoką blondynkę o ponętnych kształtach i prześlicznych rysach twarzy. Miała zielone oczy, które przyciągały wzrok. Była świadoma swojej urody, bo podkreślała ją delikatnym makijażem i idealnie przylegającymi ubraniami w wiosennych barwach.
- Eris - mruknęła niespodziewanie niska szatynka. Miała, krótko ostrzyżone ciemne włosy w odcieniu gorzkiej czekolady, tak samo jak oczy, które mocno kontrastowały z nienaturalnie bladą cerą. Miała posturę wojowniczki. Pod skórzanymi, czarnymi ubraniami były widoczne mięśnie.
- Noon, miło mi. - Przeniosłam spojrzenie na ostatnią z grupki. Była średniego wzrostu o zgrabnych kształtach, a mimo to miała przybraną postawę pełną pewności siebie. Rdzawe włosy miała zaczesane w idealnego koka, który wydłużał jej szyję i podkreślał ostre rysy, a mimo to w piwnych oczach było widać duże pokłady troski i ciepła. Miała oliwkową cerę, która została podkreślona przez ciuchy w złotych odcieniach.
- To jest Avali Winrill, nowa uczennica jak i zarazem mieszkanka domu anioła - przedstawiła mnie Roxi, uśmiechnęłam się nieśmiało do jej znajomych, którzy na wieść o moim zamieszkaniu w akademiku zaczęli przyglądać mi się z większym zainteresowaniem. Zauważyłam również, że moje nazwisko spowodowało u nich zmieszanie, jednak tak samo jak sekretarka nic nie powiedzieli. - Wszyscy z wyjątkiem mojego durnego brata też tam mieszkają, więc będą mogli cię oprowadzić po szkole. No chyba, że dyrektorka już poinformowała Freye.
- Przesiadujesz tam tak często, że znasz więcej zakamarków niż niejeden mieszkaniec - zaśmiał się Felix nie odrywając ode mnie spojrzenia.
- Zdążyłaś jej wyjaśnić, jakie panują tu zasady? - zapytała Noon.
- Właśnie miałam tłumaczyć, gdy się zjawiliście - odpowiedziała moja przewodniczka.
- Więc zjawiliśmy się na czas - uśmiechnęła Nawi. - W naszej szkole jak w każdej innej ogromną popularnością cieszą się sportowcy. Na przykład Cam jest kapitanem drużyny lacrosse i ma wiele korzyści płynących z tego - zaczęła tłumaczyć.
- Ale nieważne, kim jesteś i jakie masz przywileje. Ostatnie słowo zawsze należy do króla tej szkoły - dodał Cameron.
- Nim dojdziemy do niego, musisz poznać hierarchię. Sportowcy są poza nią. Z nimi musisz się liczyć i tyle - zaczęła Noon. - Na dolnym szczeblu są Murilla i Nitra. Niby się przyjaźnią, ale od dawna między sobą rywalizują w każdej dziedzinie.
Wskazała wpierw na lewą stronę korytarza, gdzie w towarzystwie małej grupki uczniów stała Murilla. Wysoka, szczupła brunetka o ostrych rysach twarzy. Jej zgrabną sylwetkę podkreślała krótka ciemnoniebieska sukienka. Gdy przeniosła swój wzrok na mnie już z daleka mogłam dostrzec głębię jej granatowych oczu.
Odwróciłam od niej spojrzenie na przeciwległy koniec korytarza. Od razu napotkałam wzrok drobnej blondynki. Nitra również była wysoka, a jej szczupła sylwetka powodowała, że wydawała się niezwykle drobna. Mimo to brązowe oczy płonęły niezwykłą pewnością siebie.
- Może i nie są jakoś groźne czy szczególNieważne, ale są za to cholernie mściwe. A jeśli chodzi o chłopaków to pokój temu, kto wejdzie im w drogę. Murilla należy do kółka pływackiego, natomiast Nitra jest przewodniczącą kółka ekologicznego. Spróbuj zrobić coś na niekorzyść któregoś z kół, a będziesz skończona.
- No chyba że należysz do kolejnych grup - wtrąciła Tasha, po czym wskazała na grupkę uczniów siedzących najbliżej nas. Byli odwróceni tyłem do uczniów pod oknami, dzięki czemu mogłam im się przyjrzeć. Byli to głównie chłopacy i jedna dziewczyna. Wszyscy mieli odcień skóry zbliżony do Noon. Oczy były w różnych odcieniach zieleni. I każdy z nich był ubrany w stroje w czarno złotych barwach. - Dowodzi tą grupą Serafina, ale prawda jest taka, że to Drax pociąga za sznurki. - Spojrzałam pierw na dziewczynę. Blond włosy miała zaczesane w idealny koński ogon. Twarz zdobił pogodny uśmiech. Całkiem inny od tego należącego do Draxa. Miał brązowe dłuższe włosy zaczesane w kucyk. Na twarzy gościł mu cwany uśmiech, który podkreślały nienaturalnie jasne oczy.
- Wejdź mu w drogę, a będzie źle - westchnęła Noon.
- Czy ja wiem. Czasem może być to wręcz na rękę - odparł Felix.
- Fakt, ale to za chwilę - przytaknęła Nawi. - Drake i Blajke są najłagodniejsi z nich wszystkich, ale to nic nie znaczy. Są bardzo towarzyscy i pomimo że się przyjaźnią, rywalizują we wszystkim i o wszystko się kłócą. To oni podejmują wiele decyzji i z ich zdaniem już koniecznie trzeba się liczyć. Są tu prawie, że najważniejsi.
Spojrzałam na grupę po lewej. Stali obok Murilly i byli jej całkowitym przeciwieństwem. Ubrani na czarno o nienaturalnie jasnych karnacjach. Blajke stał po środku, był cały czas w ruchu, dzięki czemu mogłam mu się przyjrzeć. Miał czarne, krótko ostrzyżone włosy i ostre rysy twarzy. Ciemne, brązowe oczy wyraźnie kontrastowały z jasną skórą.
Przeniosłam wzrok na prawą stronę, gdzie stała grupa również ubrana na ciemno. Mieli jednak ciemniejsze odcienie skóry niż ci przed chwilą. Drake również stał pośrodku. Miał brązowe włosy opadające na czekoladowe oczy. Mocno zarysowaną szczękę, którą pokrywał kilkudniowy zarost.
- Nieważne, z kim trzymasz. Nieważne, kto cię akceptuje. Nieważne, kim jesteś. Jeśli wejdziesz mu w drogę, zacznij kopać sobie grób, bo nieważne, gdzie uciekniesz, on i tak cię znajdzie. Jest nietykalny. Nauczyciele się go boją, a dyrektorka tańczy, jak jej zagra. Reece Evilner to król tej szkoły. Organizuje w ciągu roku kilka imprez w willi jego ojca, kilka kilometrów poza miastem. Jeśli dostaniesz zaproszenie od jego znajomych, to jesteś wygrana, a jeśli nie, to możesz zapomnieć o życiu towarzyskim pośród szkolnej elity. Ten wysoki białowłosy to JZ, istny wariat, no i najlepszy dealer w okolicy. Ta rudowłosa piękność to Rin. Jednym słowem: suka. Ponad rok temu sypiała z Reecem, ale nigdy nie byli parą - wytłumaczyła Eris.
- Ta drobniutka dziewczyna to Freya. Prawdziwa dusza towarzyska, jeśli cię akceptuje to reszta też. Jest jeden problem Reece traktuje ją jak młodszą siostrę. Zrób coś na jej nie korzyść a... Po prostu uważaj - dodała Nawi.
- Brunet to Tristan. Istny buntownik, a wszystko, co złe, z reguły prowadzi do niego. Przespał się z większością dziewczyn w tej szkole. Nie mówię, że reszta członków elity tego nie zrobiła, ale gdyby był jakiś ranking, on stałby na jego czele. Natomiast ten wyalienowany blondyn to Konan. Najlepszy przyjaciel Reeca. Nie jest zbyt towarzyski, więc jakakolwiek z nim rozmowa bądź relacja oznacza pełną akceptację, a to prowadzi do "wygranej" - wtrąciła Tasha.
- No i on. Uosobienie piękna i seksu. Ideał każdej uczennicy tej szkoły. Wygląda jak dar zesłany z nieba, ale tak naprawdę jest karą za ludzkie grzechy, bo nie interesuje go żadna dłuższa relacja. Dziewczyny marzą o jego spojrzeniu. Faceci pragną o zaproszeniu na imprezę. A żeby było tego mało jest kapitanem drużyny futbolowej, która od dwóch lat nie przegrała ani jednego meczu. Jedyne, co mogę ci doradzić to to, żebyś nie wchodziła w jego konflikt z Draxem, a najlepiej w ogóle nie wchodź mu w drogę - dokończyła Noon.
Spojrzałam na grupę stojącą pośrodku. Miały rację, mówiąc o ich nieprzeciętnym wyglądzie. Całą grupę otaczał jakby blask. JZ był wysokim, dobrze zbudowanym chłopakiem o dłuższych białych włosach zaczesanych w niskiego kucyka, które odznaczały się przez czarne ciuchy. Rin rzeczywiście była prześliczna. Ale jej wulgarny strój, postawa i rządza mordu w oczach pokazywały, że z nią nie warto zadzierać. Przypuszczam, że tylko głupcy mieli by na to odwagę. Ognisto rude włosy opadały miękkimi falami na jej duże piersi, które dobrze wyeksponowała. Na pierwszy rzut oka było widać, że miała świadomość swojej urody, którą chętnie wykorzystywała.
Jej całkowitym przeciwieństwem była Freya. Najniższa z całej grupy. I jako jedyna ubrana w delikatne jasne ciuchy. Na twarzy gościł szeroki, promienny uśmiech, który nadawał pogodnego blasku jej błękitnym oczom. Przy każdym jej ruchu długie, białe włosy ożywały. Wyglądały, jakby latały za każdym razem, gdy poruszyła głową.
Musiała powiedzieć coś zabawnego, bo wysoki brunet zaczął się śmiać na tyle głośno, że jego śmiech rozniósł się echem po korytarzu. Tristan był naprawdę przystojny, co ułatwiało mu zdobywanie tych wszystkich partnerek. Włosy miał zaczesane do góry, co dodawało mu kilku centymetrów. Fryzura podkreślała ostre rysy twarzy. A cwaniacki uśmiech nadawał psotnego charakteru jego czekoladowym oczom. Na szyi miał kilka blizn, które kontrastowały z pogodną mimiką twarzy.
Stojący naprzeciw niego Konan był jego przeciwieństwem. Spokojny, opanowany. Nie śmiał się na całe gardło, tylko delikatnie uśmiechał. W jego oliwkowych oczach była ukryta mądrość, która przysłaniała ledwo dostrzegalny żal i smutek. Ponurą twarz rozjaśniały blond włosy, które opadały mu na czoło, ale musiał być do tego przyzwyczajony, bo nie poprawiał ich, gdy wpadały mu do oczu. Postawa jego dobrze zbudowanego ciała wskazywała na to, że niósł na plecach tylko sobie znany ciężar. Przez pół twarzy, od skroni po kraniec wargi po prawej stronie, biegła wyraźna blizna. Niszczyła idealny wizerunek. Nadawała mu za to respektu. Mogłoby się wydawać, że go szpeciła. Wręcz przeciwnie. Musiał mieć dużo szczęścia, że nie stracił wzroku. Oraz naprawdę dobrego lekarza, bo po mimo, że była wyraźna, dobrze się wygoiła pozostawiając jedynie delikatnie czerwony ślad.
Przeniosłam spojrzenie z Konana na stojącego pośrodku Reeca. Od razu zrozumiałam, że słowa Noon były uzasadnione. Wysoki, bardzo dobrze zbudowany. Widoczne mięsnie pod czarną koszulką. Lewe ramię miał pokryte licznymi tatuażami. Ostre rysy szczęki, którą pokrywał jednodniowy zarost. Czarne włosy układające się tak jakby za sprawą wiatru. Spojrzałam zafascynowana w jego oczy. Zapomniałam, jak się oddycha, gdy zdałam sobie sprawę, że on również mi się przyglądał.
Miał tak intensywnie granatowe oczy, że z mojej perspektywy wyglądały jakby były czarne. Intensywność jego spojrzenia powodowała, że uginały się pode mną kolana. Jego niesamowite oczy miały w sobie nie tylko mądrość, ale i tajemnice, którą od razu zechciałam poznać, tak samo jak i jego całego. Pojawiły mi się myśli, jakich nigdy nie miałam. Ciekawość w jego spojrzeniu powodowała, że na twarz wychodził mi rumieniec. Patrząc mu w oczy nie zdałam sobie nawet sprawy z tego, że znów pojawiło się to nieznane, przyjemne uczucie w dole brzucha.
W końcu oderwałam od niego wzrok i spojrzałam na stojących wokół mnie uczniów. Przyglądali mi się z zaciekawieniem, co jakiś czas spoglądając w stronę Reeca.
- Wy też należycie do którejś grupy? - zapytałam, mając już dość ich intensywnych spojrzeń.
- Tasha należy do grupy Nitry. Nawi częściowo zadaje się z Murillom. Noon przyjaźni się z Serafiną, a Felix częściowo z Draxem. Eris należy do grupy Blajka, który jest moim chłopakiem. No a mój braciszek, trzyma się raczej z chłopakami ze swojej drużyny - wyjaśniła Roxi
Zauważyłam, że chciała coś jeszcze dodać, ale niespodziewanie poczułam za plecami coś na wzór ogniska. Gdy się odwróciłam ujrzałam Draxa. Z bliska wyglądał znacznie straszniej niż z bliska. Bez skrępowania skanował moje ciało uśmiechając się przy tym tajemniczo.
- Nie przedstawicie mi swojej nowej koleżanki? - Pytanie musiało być skierowane do Noon lub Felixa, ale nie zaszczycił ich nawet spojrzeniem, bo cały czas patrzył mi w oczy, co było dość krępujące.
- D to jest Avali Winrill. Ava to Drax, o którym przed chwilą ci opowiadaliśmy - odezwał się zielonooki podchodząc bliżej mnie.
Brunet wydał się chwilowo zaskoczony, ale po chwili znów na jego twarzy zagościł ironiczny uśmiech. Miał coś powiedzieć, gdy zza jego pleców wyłoniła się białowłosa piękność.
- Suń się Drax - mruknęła, po czym spojrzała na mnie. - Cześć jestem Freya, ale mów mi Frey. Ty musisz być Ava, słyszałam przed chwilą. Czuję, że się zaprzyjaźnimy. Może usiądziesz ze mną na lekcji, bo przypuszczam, że masz teraz historię tak samo jak ja. Byłoby fajnie, bo lepiej się poznamy, a później oprowadzę cię po domu anioła, bo będziemy mieszkać na tym samym piętrze. - Słowa wypowiadała z taką prędkością, jakby strzelała z karabinu maszynowego.
- Jak to? - Zdziwili się moi dotychczasowi towarzysze.
- Taką informację mam od dyrektorki. Będzie mieszkać we wschodnim skrzydle i poprosiła mnie bym ją oprowadziła... - Freya zaczęła coś im tłumaczyć przestałam jej jednak słuchać.
Moją uwagę przykuło poruszenie po środku korytarza. Reece wraz ze swoimi przyjaciółmi szli właśnie w naszym kierunku jednak patrzyli przed siebie nie zaszczycając nikogo swoim spojrzeniem. Reece szedł ostatni, nie spieszył się nigdzie. Patrzyłam na Freye, ale kątem oka go obserwowałam.
Gdy był już wystarczająco blisko mnie poczułam prześliczny zapach, którego nie potrafiłam do niczego przyporządkować. Myślałam, że minie mnie z taką samą obojętnością, co wszystkich. Byłam w błędzie.
- Witaj w szkole, księżniczko - wyszeptał na tyle cicho, bym tylko ja go usłyszała.
Miał miękki, aksamitny głos z lekką chrypą. Bałam się przez chwilę, że tylko sobie to wyobraziłam. Ale to musiało wydarzyć się naprawdę, bo ciągle czułam jego oddech na karku, który pokryła gęsia skórka. Starałam się niezauważenie schować zarumienione policzki za włosami, ale miałam świadomość, że wszyscy na mnie patrzyli.
Koniec fragmentu