Przed inwazją
Wiosna 1944 roku w południowej Anglii nastała wcześniej niż zwykle. Już
w marcu drzewa i krzewy okryły się młodziutkimi liśćmi. Na polu wzlotów
lotniska Heston zazieleniła się trawa upstrzona żółtymi mleczami i białymi stokrotkami. W górze rozśpiewały się skowronki, od rana do
wieczora umilając polskim lotnikom znojny czas pracy przy samolotach, a wokół dywizjonowych baraków toczyły swoje głośne spory gromady wróbli.
W sali odpraw operacyjnych 133 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego
zgromadzili się na zapowiedzianą odprawę oficerowie polskich dywizjonów
- 306 toruńskiego i 315 dęblińskiego, oraz 129 dywizjonu brytyjskiego:
dowódcy dywizjonów i eskadr, inżynierowie, oficerowie operacyjni,
szefowie sztabów, lekarze, szefowie administracji, a nawet kapelan
skrzydła, s/ldr*1 Stolarek. Było gwarno i wesoło, częstowano się
papierosami. Rozmowy toczyły się wokół jednego tematu - kiedy alianci
ruszą ku brzegom Francji, by nareszcie otworzyć od dawna zapowiadany
drugi front. Wyczuwano, że może za miesiąc, najpóźniej za dwa, armada
inwazyjna runie na południe poprzez kanał La Manche.
- Przyjechali! - zauważył głośno stojący koło okna dowódca dywizjonu 306
major Łapka.
- Coś ważnego chyba nam powiedzą, bo widzę Gabszewicza - zakomunikował
kpt. Horbaczewski, dowódca dywizjonu 315.
- Koledzy, proszę kończyć palenie! - zakomenderował mjr Giejsztoft,
oficer operacyjny 133 skrzydła, szykując się do złożenia służbowego
raportu. Niebawem weszli na salę: dowódca 18 Polskiego Sektora, ppłk
pil. Aleksander Gabszewicz, dowódca 133 skrzydła mjr pil. Julian
Kowalski i dowódca 133 polowego portu lotniczego mjr pil. Tadeusz
Nowierski.
- Proszę oficerów! - zakrzyknął znów Giejsztoft.
Zgromadzeni poderwali się z krzeseł i stanęli w postawie na baczność.
Giejsztoft zbliżył się do Gabszewicza.
- Panie pułkowniku, melduję zbiórkę personelu dowódczego sto
trzydziestego trzeciego skrzydła na służbową odprawę. Obecnych... -
zameldował.
- Jak się masz, Jarek. - Gabszewicz podał Giejsztoftowi rękę, a zwracając się do zebranych, podniósł dłoń do góry. - Witam serdecznie
kolegów. Proszę, siadajcie, gdzie kto może. Palić wolno - dodał po
chwili z uśmiechem.
Gabszewicz był oficerem i dowódcą wyróżniającym się w polskim lotnictwie
myśliwskim. Ceniły go również brytyjskie władze lotnicze. Od początku
wojny bez przerwy latał bojowo z wielkim zapałem i determinacją: walczył
z hitlerowską Luftwaffe w obronie Warszawy w składzie brygady pościgowej
we wrześniu 1939 r., brał udział w kampanii francuskiej w pierwszej
połowie 1940 r., a następnie w słynnej bitwie o Anglię latem i jesienią
tegoż roku, latając w brytyjskim dywizjonie 607. W 1941 r. był najpierw
dowódcą eskadry, a następnie dywizjonu 316 warszawskiego. W 1943 r.
dowodził kolejno 2 Polskim Skrzydłem i 1 Polskim Skrzydłem Myśliwskim,
zaś od 20 lutego 1944 r. został dowódcą 18 Polskiego Sektora
(zgrupowania) należącego do 84 Grupy Myśliwskiej Second Tactical Air
Force (2 TAF). Zestrzelił 9 i 1/2 nieprzyjacielskich samolotów na pewno,
1 zestrzelił prawdopodobnie i 3 uszkodził. Odznaczony Złotym i Srebrnym
Krzyżem Orderu Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych,
brytyjskimi Distinguished Service Order i Distinguished Flying Cross.
Przysługiwał mu brytyjski stopień group captaina (g/cpt - pułkownik). W obcowaniu z podwładnymi był bezpośredni, cenił wysoko dyscyplinę na
ziemi i w powietrzu, latał na zadania bojowe jako dowódca skrzydła lub
dywizjonu, czasem brał udział w wyprawach jako szeregowy pilot. Ceniono
go wysoko i lubiano za odwagę, serdeczność i koleżeńskość żołnierską
oraz za wyrozumiałość w ludzkich sprawach, tak bardzo nurtujących w tamtym okresie jego podwładnych.
Przybyli zajęli miejsca za stołem ustawionym na podwyższeniu.
- Well, gentlemen we have to speak English, because our British friends
don't know enough Polish language2 - Gabszewicz uśmiechnął
się w kierunku dowódcy dywizjonu 129, s/ldr Hawa.
- Sir, we are learning very urgent Polish language, but it's very
difficult3 - odpowiedział tamten.
Na sali znów zrobiło się wesoło, język polski mieszał się z językiem
angielskim. Częstowano się papierosami i miętowymi cukierkami, które
były wtedy w modzie, jako skuteczny podobno środek odwykowy dla
namiętnych palaczy.
- Koledzy, proszę o ciszę - podjął Gabszewicz. - Zebrałem was na ważną
odprawę. Otrzymałem rozkaz z drugiego TAF na przebazowanie waszego
skrzydła z dotychczasowego przytulnego lotniska w Heston na lotnisko
polowe w Coolham, położone, o, tu - mówiąc to Gabszewicz podszedł do
zawieszonej na stojaku mapy i pokazał wskaźnikiem - w hrabstwie Sussex o kilkanaście mil*4 na północny zachód od miasta Lewes.
Przesunięcie całości skrzydła wyznaczone jest na pierwszy kwietnia, a więc za trzy dni. Skończą się cieplarniane warunki bytowania i pracy,
życie przejdzie pod namioty. Zamiast betonowych gładkich pasów startu i lądowania będziemy mieli pasy o nawierzchni trawiastej, pokrytej stalową
siatką, tak by nie grzęzły samoloty Należy zatem zwrócić uwagę na
bezpieczeństwo startu i lądowania, kołowania, i ruchu samochodów w rejonie lotniska. Na pewno będzie trochę trudniej, ale za to inwazja na
Francję coraz bliżej.
- I do Polski też - dopowiedział Kowalski.
Po sali przeszedł szmer zadowolenia.
- Od pierwszego kwietnia nasz Sektor przechodzi pod rozkazy dowództwa
drugiego TAF - kontynuował Gabszewicz. - Na razie będziemy przeszkalać
się na Mustangach w pilotażu, walkach powietrznych, bombardowaniu
nurkowym i ostrzeliwaniu celów naziemnych z karabinów maszynowych. Do
działań bojowych przystąpicie może po dwóch tygodniach, o ile pogoda
będzie wam sprzyjać. A w ogóle to jak się wam lata na Mustangach?
- Wspaniałe samoloty, szybkie jak diabły! Będzie można na nich pohulać
po całych Niemczech! - zachwycał się głośno Horbaczewski.
- "Dzióbek" prawdę mówi, Mustangi są doskonałe, szybkie, tylko cięższe w pilotowaniu i mniej zwinne od Spitfire'ow - przytaknął Stasio Łapka,
nazywany też "Małym".
Na kilka minut sala znów się ożywiła; wszyscy cieszyli się z nowych
samolotów i chwalili je.
- Te dwa dni, które spędzicie jeszcze w Heaton - zadecydował Gabszewicz
- przeznaczycie na likwidację miejsc pracy, na rozliczenie się z komendanturą i na załatwienie osobistych spraw, bo, jak mi wiadomo, nie
przewiduje się powrotu na to lotnisko. Planuje się natomiast w niedalekiej przyszłości przesunięcie waszego skrzydła do Francji.
Powstanie 133 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego związane było z decyzją
utworzenia przez zachodnich aliantów drugiego frontu w zachodniej
Europie. W skład sił inwazyjnych oprócz wojsk lądowych i marynarki
weszło także lotnictwo - związek operacyjny RAF pod nazwą Second
Tactical Air Force (2 TAF - drugie lotnictwo taktyczne). Organizację
tego związku zapoczątkowano we wrześniu 1943 r. Przeznaczony on był do
współpracy z wojskami inwazyjnymi. Składał się z trzech grup lotniczych
- dwóch myśliwskich (83 i 84) i jednej grupy bombowej (2). Każda grupa
myśliwska liczyła kilka sektorów i jedno skrzydło rozpoznawcze. Sektory
miały po trzy skrzydła myśliwskie, natomiast grupa bombowa pięć skrzydeł
lekkich bombowców po trzy dywizjony każde. Poza tym 2 TAF dysponowało
jednym skrzydłem rozpoznania strategicznego, wyposażonym w samoloty
dwusilnikowe.
W celu usprawnienia pracy bojowej skrzydeł zreorganizowano system
współpracy między personelem latającym i personelem obsługi technicznej
oraz administracyjnej. Dywizjony stały się jednostkami wyłącznie
latającymi. Do obsługi skrzydła powołano jednostkę zwaną airfield
(polowy port lotniczy). W jej skład wszedł personel specjalistyczny,
środki transportu i zapas sprzętu lotniczego. Personel techniczny
polowego portu dzielił się na trzy eskadry techniczne, zwane servicing
echelons. Oznaczono je odpowiednimi czterocyfrowymi numerami - np.
servicing echelon, obsługujący dywizjon 306, miał numer 6306, a dywizjon
315 - 6315.
Zakładano, że polowy port lotniczy będzie bazował na jednym lotnisku
przez dłuższy czas, zaś skrzydła, by zwiększyć zasięg działania, będą
zmieniać je częściej. Na nowych lotniskach dywizjony miały być
obsługiwane przez inne, znajdujące się już tam eskadry techniczne. Odtąd
więc personel techniczny i administracyjny nie był ściśle związany z personelem latającym konkretnego dywizjonu.
Dowódcy skrzydeł latających i polowych portów lotniczych mieli
równorzędne stanowiska i posiadali stopnie wing commanderów (w/cdr -
podpułkownik). Podlegali dowódcy sektora, który miał stopień group
captaine'a (pułkownika).
Lotnictwo polskie musiało naturalnie przystosować się do nowej struktury
organizacyjnej RAF i przygotować do wykonania zadań w warunkach walk
mobilnych. Trzeba było przećwiczyć szybkie zmiany miejsc postoju, w tym
również załadunek na statek i wyładunek w prowizorycznym porcie.
Personel latający należało przeszkolić w startach i lądowaniach na
lądowiskach o nawierzchni trawiastej, na pasach startowych wzmocnionych
żelaznymi siatkami. Na pilotów czekały nieznane dotąd zadania -
bombardowanie celów z lotu nurkowego, wyszukiwanie i ostrzeliwanie celów
z małej wysokości, co łączyło się ze wzrokową nawigacją bez pomocy
środków radiotechnicznych. Pilotów musiano też przeszkolić w lotach
nocnych i w zadaniach rozpoznawania ruchów nieprzyjaciela.
Plan nowej organizacji polskiego lotnictwa myśliwskiego według
brytyjskich wytycznych został opracowany przez sztab oficera
łącznikowego przy Fighter Command, ppłk. pil. Jerzego Bajana. Dowództwo
RAF ustosunkowało się przychylnie do polskiego projektu i w październiku
1943 r. przystąpiono do jego realizacji. Największe trudności napotykano
w organizacji polowych portów lotniczych i odpowiednich służb
zabezpieczających, a to ze względu na potrzebę zwiększenia stanu
personelu technicznego.
W końcu marca 1944 r. organizacja polskiego lotnictwa myśliwskiego
przedstawiała się następująco.
Na lotnisku Northolt bazowało 131 Polskie Skrzydło Myśliwskie (131
Polish Wing), sformowane z dawnego 1 Polskiego Skrzydła z dywizjonami -
302 poznańskim, 308 krakowskim i 317 wileńskim. Dywizjony te wyposażone
były w Spitfire'y Mk IX. Skrzydło obsługiwał 131 Polowy Port Lotniczy
(131 Polish Airfield), zorganizowany z personelu technicznego i administracyjnego wymienionych dywizjonów. Dowódcą 131 skrzydła był
w/cdr Stanisław Skalski, zaś dowódcą 131 Polowego Portu Lotniczego w/cdr
Zbigniew Czajkowski. Dywizjonami dowodzili: 302 - s/ldr Wacław Król, 308
- s/ldr Witold Retinger i 317 - s/ldr Włodzimierz Miksa.
Na lotnisku Heston znajdowało się 133 Polskie Skrzydło Myśliwskie,
sformowane z dawnego 2 Polskiego Skrzydła, z dywizjonami 306 toruńskim i 315 dęblińskim. W skład skrzydła wszedł także 129 dywizjon brytyjski.
Skrzydło obsługiwał 133 Polowy Port Lotniczy, zorganizowany z personelu
technicznego i administracyjnego tych dywizjonów. Dowódcą 133 skrzydła
był w/cdr Julian Kowalski, a 133 Polowego Portu Lotniczego w/cdr Tadeusz
Nowierski. Dowódcami dywizjonów byli: 306 - s/ldr Stanisław Łapka, 315 -
s/ldr Eugeniusz Horbaczewski i 129 - s/ldr Haw.
Oba skrzydła - 131 i 133 - weszły w skład 18 Polskiego Sektora (18
Polish Sector - 18 Polskie Zgrupowanie); dowódcą był g/cpt Aleksander
Gabszewicz. Do końca marca 1944 r. oba skrzydła wykonywały operacje
bojowe według dotychczasowych zasad i podlegały Dowództwu Obrony
Powietrznej Wielkiej Brytanii (Air Defence of Great Britain),
utworzonego w miejsce dotychczasowego Fighter Command (Dowództwo
Lotnictwa Myśliwskiego).
W skład 2 Grupy Bombowej 2 TAF wszedł należący do 138 skrzydła bombowego
polski dywizjon bombowy 305 Ziemi Wielkopolskiej, wyposażony w samoloty
Mosquito Mk VI. Dywizjon bazował na lotnisku Lasham w hrabstwie Hants, a dowodził nim s/ldr Kazimierz Konopasek.
Zorganizowano również polskie jednostki służb lotniczych, które weszły w skład służb 2 TAF. Były to: 408 Ruchomy Park Materiałowy (Air Stores
Park), 411 Oddział Napraw i Ratownictwa Technicznego (Repair and Salvage
Unit), 72 Polowy Warsztat Napraw Pojazdów Mechanicznych (Motor Transport
Light Repair Unit), ruchomy park samochodowy i pododdziały łączności.
Polskim oficerem łącznikowym w dowództwie 2 TAF był ppłk dypl. pil.
Ludwik Szul, który miał do pomocy 7 oficerów. W dowództwie 84 Grupy
Myśliwskiej obowiązki oficera łącznikowego pełnił ppłk pil. Mieczysław
Mümler: pomagało mu 15 oficerów. W dowództwie 2 Grupy Bombowej było 2
oficerów polskich.
Po utworzeniu drugiego frontu w Anglii pozostały dywizjony myśliwskie
dzienne - 303 warszawski im. T. Kościuszki i 316 warszawski, nocny
dywizjon myśliwski 307 lwowski, dywizjon bombowy 300 Ziemi Mazowieckiej,
dywizjon bombowy Coastal Command (Obrony wybrzeża), 304 Ziemi Śląskiej i rozpoznawczy dywizjon 309 Ziemi Czerwieńskiej. Samodzielna eskadra do
specjalnych zadań 1586 (z rozwiązanego dywizjonu 301 Ziemi Pomorskiej)
operowała z lotniska Campo Cassale koło Brindisi we Włoszech, dywizjon
myśliwsko-rozpoznawczy 318 gdański latał bojowo na froncie włoskim,
współpracując z 2 Korpusem Polskim.
Pierwszego kwietnia 1944 r. oba polskie skrzydla - 131 i 133,
przebazowały się na polowe operacyjne lotniska: 131 skrzydło do
Deanland, a 133 do Coolham. Życie przeniosło się pod namioty, warunki
bytowe i pracy ze względu na panujące chłody były dosyć surowe. Ale już
po tygodniu nad południową Anglią nastała wiosenna słoneczna pogoda,
zaraz też wszystkim poprawiły się humory i samopoczucie.
Czwartego kwietnia nastąpiła zamiana dowódców skrzydeł - w/cdr Skalski
został dowódcą 133 skrzydła, a w/cdr Kowalski zajął jego miejsce w 131
skrzydle. Chodziło o to, że Skalski znał dobrze język angielski (w składzie skrzydła 133 był dywizjon 129 RAF), wyraził też chęć latania na
nowych samolotach, natomiast w/cdr Kowalski wolał Spitfire'y.
W/cdr Skalski był pilotem myśliwskim znanym zarówno wśród polskich, jak
i brytyjskich kolegów. Jego bojową pracę i dowódcze zdolności oceniano
bardzo wysoko. Był weteranem powietrznych walk pod niebem Polski we
wrześniu 1939 r. i weteranem słynnej bitwy o Anglię. Od 30 kwietnia 1942
r. dowodził dywizjonem 317, w 1943, r. był dowódcą doborowej polskiej
eskadry myśliwskiej na froncie afrykańskim (Polish Figthing Team, zwany
także "Cyrkiem Skalskiego''), na froncie włoskim dowodził brytyjskim
dywizjonem 601, a od grudnia 1943 r. 131 skrzydłem. Zestrzelił na pewno
21, prawdopodobnie 2 i uszkodził 1 nieprzyjacielski samolot. Był
odznaczony Złotym i Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari,
czterokrotnie Krzyżem Walecznych, trzykrotnie brytyjskim Distinguished
Flying Cross.
Następnego dnia po przybyciu do 133 skrzydła Skalski przeprowadził
odprawę pilotów wszystkich trzech dywizjonów. Podzielił się z nimi
uwagami na temat pilotowania Mustanga i jego nieprzeciętnych zalet
bojowych, przypomniał taktykę walk powietrznych z niemieckimi
samolotami, sposób wykonywania bombardowań z lotu nurkowego i prowadzenia ognia z broni pokładowej do celów naziemnych stałych i ruchomych. Trzeba tu wspomnieć, że Skalski już wcześniej, na kursie
dowódców myśliwskich, latał na Mustangach. Był bezpośredni w obcowaniu z podległym mu personelem, cenił przy tym dyscyplinę, szczególnie podczas
wykonywania zadań bojowych. Może to wydać się czytelnikowi dziwne, ale
posiadał wtedy trzy stopnie wojskowe: był polskim majorem, miał stały
stopień wojenny angielski (permanent war rank) flight lieutenanta (f/lt
- kapitana) i funkcyjny stopień (czasowy) wing commandera
(podpułkownika), za który otrzymywał odpowiednie miesięczne uposażenie.
Przeszkolenie pilotów 133 skrzydła pod czujnym okiem Skalskiego
postępowało szybko naprzód. Nie obeszło się jednak bez katastrof
lotniczych: 4 kwietnia zginął podczas startu por. pil. Władysław Szajda
z dywizjonu 306 (wada silnika), 19 kwietnia w czasie lotu treningowego z niewiadomych przyczyn zderzył się z ziemią w fazie lotu nurkowego i zginął na miejscu ppor. pil. Roman Brygider z dywizjonu 315. W dwa dni
potem podczas lądowania rozbił się Mustang pilotowany przez plut. pil.
Kazimierza Osielewicza z dywizjonu 306. Pilot zginął.
W dniu 26 kwietnia dywizjony 133 skrzydła rozpoczęły loty ofensywne nad
Francję i Belgię. Wykonano wówczas dwie operacje na wymiatanie w składzie całego skrzydła. Do walk z niemieckimi myśliwcami nie doszło,
nie powrócił jednak z lotu pilot 129 dywizjonu, f/o5 Nelson. W trzy dni potem skrzydło wykonało wymiatanie w rejonie Le Touquet -
Cambrai - Coulommiers. W ogniu silnej artylerii przeciwlotniczej został
trafiony Mustang dowódcy dywizjonu 315, s/ldr Horbaczewskiego. Pilot,
lekko ranny, szczęśliwie powrócił na lotnisko w Coolham.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki