Prosta obsługa żagli
Będąc żoną zapalonego, choć niedoświadczonego entuzjasty żeglarstwa, przez cały ubiegły rok starałam się przezwyciężyć strach i w końcu wyruszyłam na wodę naszym 8-metrowym jachtem typu Westerly Tiger.
Przyznaję, że spędziłam wiele wspaniałych dni na bujaniu się po zatoce Solent, ciesząc się widokami, słońcem i słabymi wiatrami. Jeśli na tym ma polegać żeglarstwo, to się do niego przekonałam!
Pewnego szczególnie pięknego dnia przejęłam ster, podczas gdy mój mąż robił różne dziwne - jak mi się wydawało - rzeczy z żaglami: wybierał szoty, a potem je luzował, coś dokręcał, coś innego luzował, patrzył w niebo, a potem w dół na morze. Dlaczego nie pójdzie i nie zrobi czegoś pożytecznego, pomyślałam, mógłby na przykład wstawić czajnik na gaz.
Nagle zobaczyłam na jego twarzy wyraz konsternacji, bo za rufą systematycznie podkradał się do nas inny Westerly Tiger, prezentując w całej okazałości swój wspaniały spinaker. W krótkim czasie dogonił nas, a następnie - ku zgrozie mojego męża - wyprzedził. Wiedziałam, że mąż zasugeruje, abyśmy postawili podobny żagiel.
- Czy kiedykolwiek wcześniej stawiałeś taki żagiel? - zapytałam dosyć nerwowo; zauważyłam, jak patrzył na drugą łódkę i coś notował w myślach.
Po chwili żagiel poszedł w górę, a gdy wiatr go wypełnił, byłam pod wrażeniem!
- Wybieraj go, wybieraj, wy-bie-raj! - krzyknął mąż. - SZYBKO!
Za późno, żagiel zaczynał się już owijać wokół forsztagu, wyglądał jak klepsydra.
- O mój Boże - usłyszałam. - Szybko, ster prawo na burtę.
Zrobiłam to, ale wyglądało na to, że wyostrzenie do wiatru tylko pogorszyło sytuację, bo żagiel zaczął się coraz szybciej okręcać wokół sztagu, aż w końcu ciasno go oplótł.
- Ster lewo na burtę! - krzyknął mąż.
Szarpnęłam rumplem; nagle zrobiliśmy zwrot przez rufę, bom przeleciał na drugą burtę, omijając moją głowę o centymetry i posyłając naszego psa do kokpitu na greting. Potem nastąpiło to, co w porównaniu z niekontrolowaną rufą wydawało się trwać wieczność: powrót na poprzedni hals, ciągnięcie za szoty i okrężne ruchy ramionami, podczas gdy mój mąż stopniowo rozwijał żagiel.
Gdy żagiel w końcu został rozplątany, mąż znowu krzyknął:
- Wybieraj!
O nie! Tylko nie to! Puściły mi nerwy i czułam, jak w gardle rośnie mi gula. Oczy zaszły mi łzami i wiedziałam, że dłużej tego nie zniosę.
- Czy nie moglibyśmy zrzucić tego żagla? - zapytałam nieśmiało.
- A co ty, ****, myślisz, że niby co próbowałem zrobić przez ostatnie pół godziny! - ryknął czerwony na twarzy, pieniący się z wściekłości POTWÓR!
Czy jest tu może ktoś, kto chciałby kupić spinakera?
Andrea Harmer
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki