W St. Louis, gdzie zaczęłam nowe życie, czułam się trochę zagubiona i samotna, więc bardzo mnie ucieszyło, kiedy Alline, teraz seksowna i wyrafinowana (w przeciwieństwie do mnie prowadziła dorosłe życie towarzyskie, które wymagało szminki, wysokich obcasów i mężczyzn w cadillacach), zaproponowała, że zabierze mnie do nocnego klubu w barwnym East St. Louis. Tamtego wieczoru grał Ike Turner z zespołem The Kings of Rhythm. Oczywiście słyszałam o nich, wszyscy słyszeli. Rocket 88 Ike'a, jeden z pierwszych utworów rock'n'rollowych, stał się wielkim hitem, choć jak to zwykle bywało w branży fonograficznej w tamtym czasie, nie zarobił na nim żadnych pieniędzy. Ike Turner był najpopularniejszym i najciężej pracującym muzykiem w klubach St. Louis i East St. Louis. Pisano o nim w gazetach i bardzo się cieszyłam, że mam szansę posłuchać, jak gra na żywo w The Manhattan Club.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Ike'a na scenie, był w świetnej formie. Miał na sobie elegancki ciemny garnitur i krawat. Nie był jednak klasycznie przystojny... Właściwie w ogóle nie był przystojny - i z pewnością nie w moim typie. Pamiętajcie, miałam zaledwie siedemnaście lat i patrzyłam na dorosłego mężczyznę. Byłam przyzwyczajona do schludnych, wysportowanych chłopców w dżinsach. Ike miał zrobione fale na włosach, sygnet z brylantem, chude, kościste ciało i wystające kości policzkowe, przez co wyglądał staro, chociaż miał zaledwie dwadzieścia pięć lat. Pierwszy raz widziałam kogoś tak chudego! "Boże, jaki on jest brzydki" - pomyślałam.
Zdecydowanie byłam w mniejszości. Większość kobiet, czarnych czy białych, nie potrafiło się oprzeć Ike'owi, ponieważ było w nim coś niebezpiecznego. I nie chodziło tylko o wrażenie: on był niebezpieczny. Ciągle krążyły plotki o jego wybuchowym charakterze, konfliktach z muzykami, kłótniach z zazdrosnymi kobietami (a czasem z ich wściekłymi mężami), a nawet opowieść o tym, jak pobił kogoś pistoletem, przez co zyskał sobie przydomek Ike "Pistol Whippin" Turner*. Taki Ike Turner był złym i nieprzewidywalnym człowiekiem z niesławną ciemną stroną, ale w tamtym czasie miało to swój urok.
Pomimo aury człowieka wyjętego spod prawa dawał się lubić. Był zabawny. W typie południowca. Nie mówił poprawnie po angielsku, ale taki już po prostu był. I miał to coś, co sprawiało, że rozpalał scenę do czerwoności. Podnosił gitarę albo siadał przy fortepianie i ożywiał instrument. Ludzie po prostu szaleli. Ja też. Tamtej nocy kogoś takiego zobaczyłam - świetnego gitarzystę grającego fascynującą muzykę, która sprawiła, że chciałam śpiewać i tańczyć. Alline spotykała się z jednym z facetów z zespołu, więc chodziła do każdego klubu, w którym występowali. Błagałam ją, żeby mnie ze sobą wzięła. Z moją siostrą jako przyzwoitką regularnie odwiedzałam The Manhattan Club i każdy inny lokal, w którym grali.
Atmosfera w przerwach była tak swobodna, że czasami Ike zapraszał jakąś dziewczynę z publiczności, aby weszła na scenę i zaśpiewała do mikrofonu. Chciałam być tą dziewczyną. Wielokrotnie wyobrażałam sobie, jak wskakuję tam, trzymam z wdziękiem mikrofon, jakbym robiła to przez całe życie, i śpiewam głosem tak potężnym, że wprawiam salę w drżenie. Ike jednak zawsze mnie pomijał i wybierał dziewczyny, które były ładniejsze i seksowniejsze, ale w ogóle nie potrafiły śpiewać. Jeśli mnie zauważył, chociaż bardzo w to wątpię, byłam dla niego jedynie "małą Ann", niewidzialną młodszą siostrą Alline.
Pewnej nocy chłopak Alline próbował namówić ją do zaśpiewania w trakcie przerwy. Kategorycznie odmówiła, odpychając mikrofon. Dostrzegłam swoją szansę i skorzystałam z niej. Ike stał na scenie i grał You Know I Love You B.B. Kinga. Zaczęłam śpiewać, mój głos przebił się przez hałas i dym, zmuszając wszystkich, w tym Ike'a, aby spojrzeli na małą Ann. Ike był w szoku, gdy usłyszał mój głos. Nie brzmiał, jakby wydobywał się z ciała tej chudej, młodziutkiej dziewczyny. Tamtej nocy pokochał to, co usłyszał, więc tak naprawdę połączyła nas muzyka, a nie to, co zwykle dzieje się między chłopakiem a dziewczyną czy mężczyzną a kobietą.
Nagle znalazłam się w świecie, o którym nie śmiałam marzyć. Pomyślcie, kim wtedy byłam. Nastolatką i wciąż w głębi duszy naiwną wiejską dziewczyną, która pragnie uczucia i akceptacji niczym szczeniak. Ike był starszy. Miał już kobietę, Lorraine (właściwie miał pewnie ze dwadzieścia kobiet, ale to tylko pokazuje moją naiwność). Szybko się z Ikiem zaprzyjaźniliśmy, byliśmy jak rodzeństwo, nie kochankowie. Robił wrażenie swoim popularnym zespołem, różowym cadillakiem i dużym domem w East St. Louis. Nawet Muh, która nie chciała, bym zadawała się z niewłaściwymi ludźmi, musiała przyznać, że Ike ma swój urok.
Najlepsze było to, że zaczęłam śpiewać profesjonalnie. W Tennessee osoba, która lubiła śpiewać, miała trzy możliwości: śpiewanie w domu do radia, śpiewanie w kościele lub śpiewanie na pikniku z Bootsym Whitelawem. Ale w St. Louis było prawdziwe śpiewanie, na scenie z popularnym zespołem. Ike nauczył mnie wszystkiego o muzyce i w dodatku mi płacił. Kiedy nie występowaliśmy, żyliśmy i oddychaliśmy muzyką, czy to w trakcie prób, czy wieczornej rundki po klubach. Dobrze, a nawet świetnie się razem bawiliśmy i to wszystko.
Kiedy zachciało mi się romansu, zaczęłam się spotykać z przystojnym i młodym Raymondem Hillem, który był bardziej w moim typie niż Ike. Grał na saksofonie w The Kings of Rhythm i mieszkał w domu Ike'a z innymi muzykami z zespołu. Romans doprowadził do seksu i wkrótce zaszłam w ciążę. Muh nie była zadowolona. Szczególnie gdy Raymond złamał nogę w kostce i przeniósł się do domu do Clarksdale w stanie Missisipi, aby wydobrzeć. Tyle go widziałam. Zostałam sama. W 1958 roku w wieku osiemnastu lat urodziłam pięknego chłopca, którego nazwałam Raymond Craig. Byłam młoda, silna, szybko wracałam do formy i chciałam prowadzić dobre życie dla mojego syna.
Kiedy nie śpiewałam, pracowałam jako pomoc w szpitalu, by zarobić trochę pieniędzy. Rozważałam nawet, żeby kształcić się na pielęgniarkę. Kogo ja chciałam oszukać? Lubiłam przebierać się w fantazyjne stroje, które kupował mi Ike - zakładać długie rękawiczki, błyszczące kolczyki i ładne sukienki - i cieszyłam się występami na scenie niczym gwiazda. Chciałam śpiewać. To oznaczało więcej Ike'a, więcej czasu spędzonego w jego domu, a potem noc, kiedy przekroczyliśmy granicę.
W domu Ike'a odbywała się właśnie impreza. Miałam zostać do rana i jeden z chłopaków zasugerował, że chętnie zawitałby potem do mojego pokoju. W drzwiach nie było zamka, więc żeby się chronić, zostałam z Ikiem. To nie było nic nietypowego. Wcześniej też spędzałam z nim noce, ale nic się wtedy nie działo. Tym razem wydarzyło się coś więcej. W relacjach z Ikiem nie dało się tego uniknąć. Myślę, że oboje byliśmy zaskoczeni, skrępowani, niepewni, jak się zachować. Byłam taka młoda. Co ja wiedziałam? Ponieważ łatwiej było posunąć się naprzód niż wrócić do przyjaźni, to właśnie zrobiliśmy. W 1960 roku odkryłam, że spodziewam się dziecka.
Nasz seks był niezdarny, ale nie w tym tkwił prawdziwy problem. Patrząc z perspektywy czasu, zdaję sobie sprawę, że mój związek z Ikiem był skazany na porażkę w dniu, kiedy zorientował się, że będę jego żywicielką, jego złotym interesem. Miał nagrać piosenkę A Fool in Love, którą napisał dla Arta Lassitera, ale doszło między nimi do jakiegoś konfliktu. Ponieważ Ike zarezerwował już studio, uznał, że to ja zastąpię Arta w partiach wokalnych. A ja zaśpiewałam tę piosenkę po swojemu. Jak na ironię, A Fool in Love opowiada o kobiecie zakochanej w mężczyźnie, który w jakiś sposób się nad nią znęca. Słowa You know you love him, you can't understand / Why he treats you like he do when he's such a good man** okazały się prorocze. Juggy Murray, szef Sue Records, usłyszał moją wersję, pokochał ją, zapłacił Ike'owi dwadzieścia pięć tysięcy dolarów za prawa i powiedział mu, żeby zrobił "z tej dziewczyny", czyli ze mnie, gwiazdę swoich występów.
Co pomyślał Ike, kiedy usłyszał taką radę? Musiał jakoś chronić własne interesy i właśnie wtedy zaczęły się kłopoty.
Kiedy myślę o Ike'u po tych wszystkich latach, staram się go zrozumieć. Im jestem starsza i im dłużej żyję bez niego, tym bardziej zaczynam wszystko pojmować. Można analizować czyjeś zachowanie, kiedy nabierze się dystansu, i właśnie to robię - doszukuję się przyczyn jego postępowania w tym, skąd pochodził, i wtedy dociera do mnie: "Och, dlatego zrobił to, co zrobił".
Podobnie jak ja, Ike zmagał się z problemami już po urodzeniu. To Clarksdale w Missisipi, skąd pochodził, uczyniło z niego wściekłego wojownika. Jako chłopiec patrzył, jak jego ojciec umiera powolną, bolesną śmiercią bezlitośnie pobity przez białych mężczyzn, którzy chcieli dać mu nauczkę, bo zabawiał się z białą kobietą. Ike trzymał głęboko w sobie tę nienawiść i nigdy nie odpuścił.
Kiedy był starszy, zaczął mieć problemy w szkole. Dzieci traktowały go okrutnie, ponieważ był brzydki. Dziewczyny spotykały się z nim za budynkiem szkoły, bo fajnie się było z nim powygłupiać, ale nie chciały pokazać się z nim publicznie. Przez to rosły w nim złość i nienawiść. Sukces miał być jego zemstą. "Pewnego dnia będę miał duży samochód i wszystkie kobiety, których zapragnę" - obiecał sobie. Zrobiłby wszystko, aby to zdobyć.
Gdy spędzałam coraz więcej czasu z Ikiem i widziałam, jak zachowuje się poza sceną, zauważyłam, że ma braki w wykształceniu. Poznałam się na tym, ponieważ w mojej szkole byli inteligentni nauczyciele i uczniowie z dobrych domów. Dojeżdżałam do tej szkoły (w tamtym okresie zostałam sierotą; tak siebie nazywam, ponieważ moi rodzice wyjechali i mieszkałam z babciami albo Hendersonami), ale było warto, bo otaczali mnie wykształceni ludzie, a ja miałam tyle oleju w głowie, by się od nich uczyć.
W szkole nie marnowałam ani minuty. Śpiewałam w chórze. Grałam w drużynie koszykówki. Byłam cheerleaderką. I miałam w sobie coś, co nauczyciele lubili. Zawsze brali mnie pod swoje skrzydła. I gdy dawali mi radę, słuchałam. Szkolna bibliotekarka powiedziała mi, żebym wciągała brzuch, dzięki czemu będę mieć lepszą postawę, i tak robiłam przez całe życie. Dyrektor oznajmił, że spodziewa się po mnie dobrego zachowania, i przyrzekłam, że go nie zawiodę. Chciałam wiedzieć i umieć więcej, żeby się doskonalić i rozwijać.
Ike nigdy nie miał takiej szansy. Chyba nie skończył szkoły podstawowej, a nawet kiedy wiedział, o czym mówi, sprawiał wrażenie prostaka, przez co miał kompleksy z powodu swojej wymowy. Często wdawał się w kłótnie, ponieważ czuł się zawstydzony brakiem wykształcenia i dobrych manier.
Ike był jednak bardzo bystry pod innymi względami. Uchodził za cwaniaka, a poza tym miał ogromny talent muzyczny. Dzięki swojej magicznej grze na gitarze i fortepianie (i jego zawziętej ambicji) zdobył duży samochód, duży dom i wszystkie kobiety, których zapragnął. I nagrał hit. Potem jego kariera utknęła w martwym punkcie, a kiedy doszło do niego, że więcej już nie osiągnie, gniew i frustracja wróciły.
Kiedy A Fool in Love zapowiadało się na hit, Ike doznał olśnienia: zmienił The Kings of Rhythm w grupę The Ike and Tina Turner Revue, która miała szansę dotrzeć do szerszej publiczności. Nowy pomysł chwycił, odnosiliśmy sukcesy, więc Ike musiał mnie kontrolować, posiadać, ekonomicznie i psychicznie, żebym nigdy go nie opuściła. W kwestiach finansowych poszło łatwo. Ike nie był piosenkarzem. Chciał być gwiazdą, ale mógł to osiągnąć tylko dzięki mnie. Powiedział więc sobie: "Dobra, zmienię jej imię i nazwę grupy na The Ike and Tina Turner Revue - teraz Tina beze mnie nie istnieje". Moje nowe imię rymowało się z "Sheena", którą zapamiętał z serialu telewizyjnego. A "Turner", nowe nazwisko, sugerowało, że jesteśmy małżeństwem (którym oczywiście nie byliśmy). Ike zawsze miał strategię. Zarejestrował imię i nazwisko "Tina Turner" jako znak towarowy, więc należało do niego, nie do mnie.
Czymże jest nazwa? Wszystkim. Przez te dwa słowa stałam się własnością Ike'a.
Ike rozpracowywał mnie pod różnymi kątami, aby kontrolować mnie psychicznie. Zanim zaczęliśmy ze sobą sypiać, żerował na moim dobrym sercu, żebrał o lojalność. Z niejakim zawstydzeniem powiedział mi, że ilekroć napisał dla kogoś piosenkę, która stała się hitem, tylekroć ta osoba go opuszczała. Ja czułam wdzięczność za wszystko, co dla mnie zrobił - gdy Ike kogoś lubił, oddałby mu ostatnią koszulę - więc przysięgłam mu, że jestem inna, że może mi zaufać, że nigdy, przenigdy go nie opuszczę. O ile pamiętam, zawsze byłam szczera i nigdy nie kłamałam. Taka po prostu byłam. Kiedy coś mówiłam, to właśnie miałam na myśli. I dotrzymywałam obietnic. A obietnica dana Ike'owi wiele dla mnie znaczyła i zamierzałam jej dotrzymać.
Ale Ike mi nie ufał. Właściwie to nikomu nie ufał. Chciał zabezpieczenia na wypadek, gdybym zmieniła zdanie i postanowiła złamać przyrzeczenie, więc znalazł inny sposób, by mnie do siebie przywiązać: strach. Kiedy przedstawił pomysł utworzenia The Ike and Tina Turner Revue, twierdząc, że potrzebuję lepszego pseudonimu scenicznego, instynkt podpowiadał mi, że pakuję się w coś niedobrego. Tyle wtedy wiedziałam. Ośmieliłam się zakwestionować jego pomysł i powiedziałam, że wolę nie zmieniać imienia i nazwiska i nie jestem pewna, czy chcę wyruszyć w trasę koncertową, bo taki powziął plan. Najpierw zaczął mi wymyślać. Ike miał niewyparzony jęzor, a ja musiałam słuchać najgorszych inwektyw. Potem wziął drewniane prawidło do butów, podszedł do mnie i dał mi lekcję, której miałam długo nie zapomnieć.
Ike dokładnie wiedział, co robi. Dla gitarzysty ręce są najważniejsze, więc nigdy nie bił pięściami. Chroniąc dłonie, uderzał mnie prawidłem po głowie - z czasem miałam się dowiedzieć, że będzie mnie bił tylko po głowie - i to naprawdę bolało. Byłam tak zszokowana, że zaczęłam płakać. Ojciec z matką ciągle się kłócili, ale nigdy nie widziałam, żeby mężczyzna bił kobietę tak brutalnie. To było dla mnie coś nowego, zupełnie nie rozumiałam, co się dzieje. W ogóle nie spodziewałam się tego, co nastąpi potem. Ike po prostu odłożył prawidło i kazał mi się położyć na łóżku. To było naprawdę okropne. Nienawidziłam go w tamtym momencie. Ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, było kochanie się z nim, jeśli tak to można nazwać. Kiedy skończył, leżałam z opuchniętą głową, myśląc: "Jesteś w ciąży i nie masz dokąd pójść. Naprawdę wpakowałaś się w kłopoty". Tamtej nocy narodziła się Tina Turner, a mała Ann odeszła na zawsze.
Na początku działalności The Ike and Tina Turner Revue to Ike zachowywał się jak gwiazda. Ja byłam niewątpliwie Kopciuszkiem, niewolnicą. Na scenie poza mną i Ikiem występował jeszcze zespół oraz The Ikettes - trzy wokalistki wspierające. Zostawiłam małego Craiga w St. Louis z opiekunką, swój ciążowy brzuch ukryłam za pomocą pasa ciążowego - byłam na tyle chuda, że nic nie było widać - i wyruszyłam w drogę na pierwsze wyczerpujące tournée po Stanach.
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wyglądały kluby, w których wtedy graliśmy - szczególnie te dla czarnych. Nie było garderoby. Miałyśmy szczęście, jeśli znalazł się jakiś schowek lub składzik, gdzie mogłyśmy się przygotować, zresztą zwykle najpierw musiałyśmy go opróżnić. Zamiast na krzesłach siadałyśmy na swoich walizeczkach samsonite lub na kegach z piwem i ustawiałyśmy lusterka, żeby się pomalować. Gdy akurat była lampa albo chociaż zwykła żarówka, miałyśmy ułatwione zadanie. Jeśli chodzi o toalety, to po prostu ich nie było. Używałyśmy butelki z odciętą szyjką, a potem wychodziłyśmy na zewnątrz, aby ją wyrzucić. Później, gdy pozwolili nam wchodzić do klubów dla białych, warunki były trochę lepsze, ale niewiele.
Ike był tak skąpy, że wszystko musieliśmy robić sami. I do tego restrykcyjny! Jak na kogoś, kto tak pobłażał sobie w życiu osobistym, niezwykle kontrolował wszystko, co wiązało się z występami. Karał muzyków i tancerzy grzywną za najmniejsze wykroczenia. Podarta pończocha, spóźnienie na próbę lub bezczelna odzywka wzbudzały jego gniew, a do tego nakładał na winowajcę grzywnę w wysokości dziesięciu dolarów. Pewna zbuntowana piosenkarka z The Ikettes narzekała, że na koniec była winna Ike'owi więcej pieniędzy, niż zarobiła. Ktoś zapytał mnie, czy ukarał mnie kiedykolwiek grzywną za złamanie jakiejś zasady (czyli czy nie traktował mnie preferencyjnie). Bardzo zabawne. Nie dostawałam kary, ponieważ nie dostawałam pieniędzy. Zapewniał mi dach nad głową, jedzenie i w rzadkich przypadkach kilka ładnych rzeczy, gdy miał ochotę wydać trochę kasy.
Dlatego nigdy nie byłam typem primadonny. Przybyłam z czasów, kiedy nie mogłam sobie na to pozwolić. Moja filozofia brzmiała: nigdy nie narzekaj, gdy robi się trudno - albo trudniej - po prostu zaakceptuj to i rób swoje. Radź sobie z tym, co masz - czy jest to dobre, czy złe - i niech się to okaże skuteczne.
Razem z dziewczynami z The Ikettes zawsze starałyśmy się ze wszystkich sił i dobrze się przy tym bawiłyśmy. Byłyśmy w trasie tak długo, że miałyśmy jedynie swoje towarzystwo. Byłyśmy jak siostry. Robbie Montgomery, która znalazła się w pierwszym składzie zespołu (a potem zasłynęła jako założycielka popularnej sieci restauracji typu soul food - Sweetie Pie's), pożyczała mi pieniądze, bo wiedziała, że Ike mi nie płaci. Zawsze mogłam na niej polegać i to wiele dla mnie znaczyło.
Uwielbiałam tańczyć z dziewczynami i czasami była to dla mnie jedyna przyjemność. Ciągle ćwiczyłyśmy - nawet w samochodzie wiozącym nas z jednego występu na drugi - i ciężko pracowałyśmy nad choreografią, wymyślając kroki lub podpatrując je u innych i adaptując do naszych piosenek. ("Pam, pam, pam, stój, stój, obrót. Ty idziesz w przód, ja wracam").
"Kucyk", nasz popisowy układ, wzięłyśmy... nie pamiętam dokładnie skąd, ale miałyśmy naśladować kroki kucyka, na którym jeździ dama. Wiecie, ta dama siedzi, a kucyk robi to czy tamto nogami i podskakuje. Dla nas Kucyk był układem "wędrownym" - pozwalał nam poruszać się po całej scenie, tak jak Michaelowi Jacksonowi znacznie później jego moonwalk. Naprawdę nam się podobało, kiedy Ike przyspieszał tempo. Mówiłyśmy wtedy: "Oho, będzie się dziś działo". Chodzi mi o to, że tylko dobry tancerz może poruszać się tak szybko, a my dobrze się bawiłyśmy, demonstrując swój talent publiczności.
Uwielbiałyśmy też wymyślać swój "wygląd". Metodą prób i błędów nauczyłyśmy się nosić kostiumy (im krótsze, tym lepsze), które podkreślały ruch i skupiały uwagę na naszych nogach. Utrzymanie odpowiedniej fryzury w trasie zawsze stanowiło problem, zwłaszcza bez odpowiedniej garderoby. Już jako dziecko miałam skomplikowaną relację z włosami. Były grube i kędzierzawe, nie dało się ich okiełznać, więc wyrywałam je przy rozczesywaniu. Kiedy podrosłam, zaczęłam je prostować, przez co spędzałam wiele godzin w salonie fryzjerskim. Włosy ociekały ostrymi chemikaliami, a fryzjerka ciągle mnie za nie ciągnęła, aby wyczesać kołtuny. Cały ten trud okazał się daremny. Z takimi włosami jak moje, gdy się śpiewa, tańczy i poci, wystarczy dotknąć głowy, a one znowu zaczynają się kręcić.
Pewien wypadek u fryzjerki okazał się szczęściem w nieszczęściu i sprawił, że zaczęłam nosić peruki. Byłam w salonie z dziewczynami z zespołu, a fryzjerka przetrzymała rozjaśniacz na mojej głowie trochę za długo. Włosy zaczęły się łamać i wypadać, a ja miałam wieczorem występ! Nie było innego wyjścia jak ukryć zniszczenia pod peruką. Peruka uratowała mi wtedy życie, ale co ważniejsze, spodobało mi się, jak wyglądam, jak poruszały się włosy, kiedy ja się poruszałam, jakie były proste, ładne i stylowe, bez względu na to, co robiłam.
Stało się to na początku lat sześćdziesiątych, kiedy peruki były prymitywne - wielkie, ciężkie i toporne. Nie chciałam wyglądać jak z zasłoną sztucznych włosów, więc nauczyłam się przerabiać peruki, żeby wyglądały naturalnie. Zaczęłam od przerzedzenia włosów w niektórych miejscach. To był pierwszy krok do poprawienia ich wyglądu. Następnie brałam igłę i doszywałam pojedyncze pasma tam, gdzie według mnie ich brakowało. Kupowałam wysokiej jakości włosy i ostatecznie dzięki starannemu docinaniu i stylizacji miałam najlepsze peruki w showbiznesie. Nosiłyśmy je na scenie, a po koncercie myłyśmy i układałyśmy, żeby były gotowe na następny dzień.
Ike dał mi wolną rękę w takich kwestiach, ale kontrolował sprawy muzyczne. Mimo że byłam nowa w branży, miałam pomysł na to, jak chcę śpiewać. Niektóre piosenki chciałam wykonywać, a innych nie. Na przykład nie czułam się dobrze w jazzowych kawałkach. Wychowałam się na muzyce country i kiedy podrosłam, słuchałam takich świetnych wokalistek jak Faye Adams i LaVern Baker. Szczególnie podobał mi się przebój Baker Tweedle Dee. Lubiłam również Mahalię Jackson i Sister Rosettę Tharpe. Wykonawcy gospel naprawdę po trafili śpiewać! I mieli osobowość i prezencję.
Nie miałam typowego "dziewczęcego" głosu, więc inspirowali mnie również śpiewający mężczyźni. Moim absolutnym faworytem był Sam Cooke. Miałam szczęście być na jego koncercie w The Howard Theatre w Waszyngtonie w 1960 roku. Był najprzystojniejszym czarnym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam poza Harrym, moim pierwszym chłopakiem ze szkoły średniej.
Poszłam na jego koncert z jedną z dziewczyn z zespołu, sala była wypełniona po brzegi. Sam Cooke stał tam i śpiewał - miał na sobie rozpiętą koszulę i pięknie skrojoną zwężaną marynarkę. Niczego nie nakładał na włosy - wyglądał po prostu naturalnie. Śpiewał Darling, You Send Me, wydawał się taki opanowany i absolutnie cudowny. Byłam jak zahipnotyzowana. Ruszyłam w stronę sceny, aż dziewczyna, z którą przyszłam, pociągnęła mnie i powiedziała:
- Bullock [nazywali mnie Bullock], zabiję cię! Co ty wyprawiasz?
Publiczność szalała. Sam Cooke był pierwszym wywierającym taki wpływ na ludzi wykonawcą, którego widziałam na żywo. Publiczność po prostu rozpływała się na dźwięk jego głosu.
Kilka lat później w końcu miałam okazję poznać go w hotelu w Miami. Wszyscy byliśmy na basenie, a on podszedł do mnie porozmawiać. Zdziwiłam się, że Sam Cooke w ogóle mnie znał - właściwie nie jestem pewna, czy wiedział, kim jestem, może po prostu był miły. Niektórzy ludzie potrafią poznać, że ktoś jest smutny. Ja byłam wtedy bardzo smutna, zapewne dlatego, że Ike coś kombinował. To, że Sam Cooke poświęcił mi czas, wiele dla mnie znaczyło. Niedługo potem dowiedziałam się, że zmarł. Ike poinformował mnie, że został zamordowany. Bardzo się cieszyłam ze wspólnych chwil z Samem i wciąż myślę o nim i o jego pięknym głosie.
Kochałam Raya Charlesa. Naprawdę wiedział, jak rozbujać publikę, kiedy śpiewał z The Raelettes What'd I Say. Gdy tylko wychodził na scenę, wszyscy wstawali z miejsc, zaczynali tańczyć i wywijać nogami. On inaczej czuł soul, nie tak jak reszta ludzi. I dał go światu. Ray Charles był oryginałem.
Wielu czarnych piosenkarzy w tamtym czasie tworzyło coś oryginalnego. Otis Redding był tym cierpiącym, co widać w takich piosenkach jak The Dock of the Bay. No i był jeszcze James Brown - pamiętam go z występu w The Apollo Theatre. Wyszedł z tymi swoimi krótkimi, wykrzywionymi nóżkami i zatańczył Mashed Potato (zaczerpnęłam to od niego), a publiczność oszalała. Nigdy nie widziałam czarnego mężczyzny w jasnozielonej kurtce. Zrobił na mnie spore wrażenie, na wszystkich innych zresztą też. Naprawdę świat leżał u jego stóp.
Każdy z występów, o których wam opowiadam, miał w sobie coś wyjątkowego. Dlatego biali, którzy na nie przychodzili, nigdy potem nie wracali do popu. Podobało im się to, co robili czarni, a w końcu zaczęli z tego czerpać wykonawcy innych rodzajów muzyki.
Kiedy słuchałam tych muzycznych mistrzów, rozwijałam własny styl i nie podobało mi się to, jak miałam śpiewać zdaniem Ike'a. Według niego powinnam przemawiać do ludzi, prawie jak na kazaniu, wykonywać wszystkie te zawołania i pomrukiwania. Ja chciałam naprawdę śpiewać, być bardziej ekspresyjna, bardziej melodyjna, ale nie mogłam używać głosu tak, jak mi się podobało.
Patrząc z perspektywy czasu, zdaję sobie sprawę, że do wielu kłótni z Ikiem dochodziło, ponieważ nie zgadzaliśmy się co do tego, jak powinny wyglądać moje występy. Chodziło o "różnice wizji artystycznej". Nie mogłam podzielić się tym z nim i powiedzieć: "Nie podoba mi się ta piosenka" lub "Nie chcę śpiewać w ten sposób". Ale on był sprytny. Rozumiał moją mowę ciała, widział, jak się czuję, i nie lubił, gdy mu się sprzeciwiano.
- Panno Bullock - mówił gniewnym i protekcjonalnym tonem. - Wyjdź tam i zaśpiewaj piosenkę.
Pewnego razu nawet napluł na mnie, kiedy odważyłam się wyrazić swoją opinię.
Nie zastanawialiśmy się też, jak powinno wyglądać nasze życie, bo nie było na to czasu. Ike dbał o to, żebyśmy się nie nudzili. Nasz harmonogram był napięty i wyczerpujący, następujące po sobie podróże, próby, występy i szybkie sesje nagraniowe sprawiały, że nie mieliśmy czasu wolnego. Najbardziej ekscytowałam się występem w The Apollo Theatre w Nowym Jorku w sierpniu 1960 roku. Pamiętam, jak przejeżdżaliśmy przez ogromny most. Spojrzałam na panoramę miasta i krzyknęłam:
- Nowy Jork!
Och, Nowy Jork był wtedy taki piękny. Słońce żarzyło się jeszcze bardziej niż zwykle. Nie znałam nazw ulic, nigdy nie widziałam takich budynków - jakby sięgały Boga, wysoko, wysoko, wysoko! Wieżowce z ich lśniącymi oknami, trąbienie klaksonów, panie w szpilkach (a nie trampkach, jak teraz), apaszkach i białych rękawiczkach, hot dogi sprzedawane z małych wózków na ulicy - Nowy Jork miał to wszystko. Chcę powiedzieć, że oglądanie tego na własne oczy było wyjątkowym przeżyciem, jak oglądanie filmu, i nigdy tego nie zapomnę.
W The Apollo Theatre mieliśmy publikę na żywo i świetne towarzystwo. Tamtej nocy występował również młody komik Flip Wilson. Ike był niespokojny podczas koncertu, ponieważ dużo się ruszałam, a byłam w zaawansowanej ciąży. Próbował na mnie wpłynąć, mówił, że mam nie robić tego czy tamtego, ale ja się wyginałam i wykonywałam choreografię Kucyka aż do porodu w październiku. Moje sukienki zaprojektowano tak, by ukryć ciążę, ale ponieważ miałam urodzić chłopca, mój brzuch był spiczasty (taką miały teorię sędziwe matrony w tamtym okresie), więc nie było to łatwe. Nosiłam obcisłą, prostą bieliznę, pokrytą luźną warstwą szyfonu, która przytrzymywała wszystko i maskowała wypukłość. Byłam bardzo młoda, miałam więc nieograniczoną energię i siły. Przez całą ciążę czułam się cudownie.
Nie wiem, co mnie naszło, czy to był dreszczyk podniecenia, bo występowaliśmy w The Apollo Theatre, czy może podekscytowanie skierowaną na mnie uwagą, ale w pewnym momencie, kiedy muzyka grała naprawdę szybko, zeskoczyłam ze sceny do orkiestronu. Na szczęście mój sprytny kostium kamuflował, że jestem w ósmym miesiącu ciąży. Myślę, że ludzie byliby tym naprawdę zaniepokojeni! Ale dziecku nigdy nie groziło niebezpieczeństwo. Szczerze mówiąc, to nie był taki duży skok, a ja byłam wysportowana. Wiedziałam, że dam sobie radę.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w St. Louis, by odwiedzić Craiga, który nadal mieszkał z opiekunką w domu Ike'a. Gdy go zobaczyłam, pękło mi serce. Był taki mały, że ledwo umiał mówić. Mój syn chciał tylko usiąść mi na kolanach i się przytulić, ale Ike mu nie pozwolił. Uważał, że tak zachowują się maminsynki. Później znalazłam Craiga w swoim łóżku, zalanego łzami. Wzięłam go w ramiona i próbowałam pocieszyć. Następnego dnia po naszym wyjeździe biegał wszędzie, wołając: "Ann, Ann". Szukał mnie. Pamiętał miłość matki. Tęsknił za nią za każdym razem, gdy go zostawiała. Brakowało mu Ann. Mnie też brakowało Ann, dziewczyny, którą byłam, zanim Ike skomplikował mi życie.
* Ike "Złoję cię pistoletem" Turner.
** Wiesz, że go kochasz, i nie możesz zrozumieć / Dlaczego tak cię traktuje, skoro jest dobrym człowiekiem.