Na Wołyniu skończył się świat - Artur Marino

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od Autora

Zapewne nie będę daleki od prawdy i zbyt oryginalny stawiając tezę, że temat ukraińskich zbrodni na Kresach w powszechniejszej świadomości Polaków zaistniał naprawdę dopiero za sprawą filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego. Chociaż zbrodni dokonywano także w innych województwach z przeważającą ludnością ukraińską, to właśnie Wołyń stał się symbolem jednego z największych barbarzyństw współczesnego świata.

O tym, jak wielki był wkład Smarzowskiego w nagłośnienie ludobójstwa na Wołyniu niech świadczy fakt, że tak naprawdę wszystkie wydawnictwa, dotyczące szerszej analizy tej zbrodni ukazały się dopiero w ostatnim pięcioleciu, a więc w okresie szumu medialnego, związanego z powstawaniem filmu. Wcześniej rynek wydawniczy niespecjalnie wydawał się być zainteresowany tematem. Ukazywały się jedynie książki wydawane przez kresowiaków w małym nakładzie i dla odbiorców wyłącznie związanych z tą problematyką.

Pisząc o Wołyniu nie sposób nie wspomnieć o monumentalnej pracy Ewy i Władysława Siemaszków "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 - 1945". To dzieło nie mieści się w żadnej kategorii, bo ponad nie wyrasta. To bezprecedensowy owoc dziesięcioletniej pracy badawczej autorów. W swoim dokumentalnym, zimnym charakterze, to lektura przytłaczająca. I z pewnością nigdy nie przybrałaby ona takich rozmiarów, gdyby nie konsekwentne przemilczanie tematu Wołynia przez polityków i historyków, czyli tych wszystkich, którzy milczeć o zbrodni nie powinni. Mając świadomość tego, że upływający czas może zatrzeć ślady i rozmyć winy nie pozwolili oni by do tego doszło.

Z perspektywy mojej znajomości tematu zbrodni hitlerowskich i stalinowskich, z perspektywy kilkudziesięciu lat zgłębiania tematu obozów koncentracyjnych i gułagów, z perspektywy oglądu ogromu ludzkich nieszczęść i cierpienia, wydawało się, że już nic nie może mnie zaskoczyć. Myliłem się, bardzo się myliłem. Uświadomienie sobie tego było bolesnym i nieodwracalnym procesem, w wyniku którego powstała ta książka.

W książce znajduje się wiele fragmentów, które mogą budzić sprzeciw. Zapożyczenia z popkultury, wywołujące konfuzję porównania, być może nadmierne epatowanie okrucieństwem, czy wnioski, które mogą wydać się nieuprawnione, to wszystko musi budzić kontrowersje. To właśnie jednak te elementy spowodowały, że ta książka powstała. Pisanie tylko kolejnego tekstu o Rzezi Wołyńskiej nie miałoby dla mnie sensu. Gdybym każdy budzący czyjś sprzeciw fragment miał usunąć, czy zmienić, to nie byłaby już moja książka. W ogóle by jej nie było.

[1] Lynne Olson, Stanley Cloud, Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski. Zapomniani bohaterowie II wojny światowej, z ang. przeł. Małgorzata i Andrzej Grabowscy; przedm. Norman Davies, wyd. 3 (2 w tej ed.), Warszawa 2007, s. 258.

[2] Ibidem, s. 262.

[3] Ibidem, s. 263.

[4] Lynne Olson, Stanley Cloud, op. cit., s. 324.

[5] Wołyń. Bez komentarza. Wywiady radiowe, wspomnienia ocalałych, dokumenty, Warszawa cop. 2016, s. 78.

[6] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia: 1939-1945, t. 1 / Warszawa 2000, s. 987.

[7] Ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, Przemilczane ludobójstwo na Kresach, wyd. 2 popr., Kraków 2010, s. 17.

[8] Marek A. Koprowski, Wołyń. 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej, Zakrzewo cop. 2013, s. 371.

[9] Pisząc to nie dbam o polityczną poprawność, bo choć do Platformy Obywatelskiej mi najbliżej, to nie można pozostawać obojętnym wobec bezczeszczenia narodowych świętości.

[1] Władysław A. Serczyk, Historia Ukrainy, Wrocław 1990 r., s. 9.

[2] Ibidem, s. 51.

[3] Ibidem, s. 69.

[4] Tomasz Turejko, Rzeź wołyńska i jej okoliczności [online], [dostęp 14 maja 2018], dostępny w Internecie: http://www.fronda.pl/a/rzez-wolynska-i-jej-okolicznosci,80505.html

[5] Władysław A. Serczyk, Historia Ukrainy, Wrocław 1990 r., s. 109.

[6] Ibidem, s. 114.

[7] Ibidem, s. 6.

[8] Władysław A. Serczyk, Historia Ukrainy, Wrocław 1990 r., s. 188.

[9] Ibidem, s. 194.

[10] Władysław A. Serczyk, Historia Ukrainy, Wrocław 1990 r., s. 194.

[11] Dlaczego Ukraińcy kochają Szewczenkę [online], [dostęp 14 maja 2018], dostępny w Internecie: http://ukraincy.wm.pl/930,Dlaczego-Ukraincy-kochaja-Szewczenke.html

[12] Ibidem.

[13] Taras Szewczenko, Hajdamacy, [online], [dostęp 14 maja 2018], dostępny w Internecie: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/szewczenko-hajdamacy.html

[14] Nieudana walka o niepodległość Ukrainy. Polskie wsparcie, bolszewicka okupacja i zemsta Moskwy [online], [dostęp 14 maja 2018], dostępny w Internecie: https://opinie.wp.pl/nieudana-walka-o-niepodleglosc-ukrainy-polskie-wsparcie-bolszewicka-okupacja-i-zemsta-moskwy-6126019120044161a

[15] Taras Szewczenko, Hajdamacy, op. cit.

[16] Ibidem.

[17] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, op. cit., s. 366.

[18] Joanna Wieliczka-Szarkowa, Wołyń we krwi 1943, op. cit, s.59.

[1] Marek A. Koprowski, Wołyń. 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej, Zakrzewo cop. 2013, s. 16.

[2] Idem, Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa, Zakrzewo 2016, s. 21.

[3] Marek A. Koprowski, Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa, Zakrzewo 2016, s. 22.

[4] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia: 1939-1945, t. 1, Warszawa 2000, s. 49.

[5] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, op. cit., s. 49.

[6] Marek A. Koprowski, Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa, Zakrzewo 2016, s. 143.

[7] Marek A. Koprowski, Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa, Zakrzewo 2016, s. 34.

[8] Leon Karłowicz, Od Zasmyk do Skrobowa. [Przeciw UPA na śmierć i życie, Wołyń - w szponach trzech wrogów], [Kraków] cop. 2013, s. 84.

[9] Mirosława Iwanik, Wołodymyr Wiatrowycz. Za kulisami Wołynia 43 [online], [dostęp 6 listopada 2017], dostępny: http://www.polukr.net/blog/2016/10/wolodymyr-wiatrowycz-za-kulisami-wolynia-43/

[10] Ibidem.

[11] Miasta nie były przez UPA atakowane ze względu na stacjonujących tam Niemców, których traktowano neutralnie.

[12] Ryszard Torzecki, Polacy i Ukraińcy. Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej, Warszawa 1993, s. 260.

[13] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, op. cit., s. 734.

[1] Termin upowszechniła ONZ 9.12.1948 r. Podpisano wtedy Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa.

[2] Philip Zimbardo, Efekt Lucyfera, przeł. Anna Cybulko [et al.], red. nauk. Maria Materska, Warszawa 2008, s. 38.

[3] Ibidem, s. 35.

[4] Ibidem, s. 36.

[5] Aleksandra Spychalska, Kościół katolicki wobec ludobójstwa rwandyjskiego, s. 273-274 [online], [dostęp 13 listopada 2017], dostępny: http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/54586/13_Aleksandra_Spychalska.pdf

[6] (Ukr.) Akcja oczyszczenia.

[7] W tym dniu nazwanym "Krwawą Niedzielą" zginęło ok. 10-11 tys. Polaków. W okresie późniejszym dochodziło nadal do masakr ludności polskiej, dopiero jesienią 1943 r. ich liczba wyraźnie zmalała.

[8] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia: 1939-1945, t. 2, Warszawa 2000, s. 1042.

[9] Ibidem, s. 1042.

[10] Ukraińcy używali takiego określenia na mordowanie Polaków: budemo was ryzaty (będziemy was przecinać/rżnąć/zarzynać/piłować).

[11] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, op. cit., s. 39.

[12] Ibidem, s. 502.

[13] Ibidem, s. 505.

[14] Takie bierne zachowanie wojsk okupacyjnych posłużyło później identyfikowaniu się przez niektóre gremia z tezą, że odpowiedzialność za zbrodnie na terenie okupowanym ponosi okupant (powoływano się przy tym na IV Konwencję Haską z 2007 r.). O ile jednak np. obarczanie winą za Jedwabne Niemców zyskać może zwolenników, to wątpliwym jest, czy tą samą perspektywę stosować oni będą do okupowanego przez Niemców Wołynia.

[15] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, op. cit., s. 507.

[16] Ibidem, s. 507.

[17] Prof. Ryszard Szawłowski, Trzy ludobójstwa [online], [dostęp 14 listopada 2017], dostępny: http://wiadomosci.onet.pl/tablica/trzy-ludobojstwa-trzy-ludobojstwapolacy-w-okresie-,1666,270154,41494540,watek.html

[18] Pamiętniki znalezione w Katyniu, z przedmową Janusza Zawodnego, [do dr. przygot. Jan A. Stepek], [wyd. 2 rozsz.], Paris-Warszawa cop. 1990.

[1] Tomasz Kurzydłowski, Dobry dzień, by umrzeć [online], [dostęp 29 listopada 2017], dostępny w Internecie: https://www.pieknamilosc.pl/dobry-dzien-by-umrzec/

[2] Maria Fredro-Boniecka, Wołyń. Siła traumy. Wspomnienia i pamięć, Warszawa 2016, s. 149.

[3] Grzegorz Motyka, Wołyń '43, Kraków 2016, s. 48.

[4] Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, op. cit., s. 855.

[5] Dramat Wołynia. "Widziałam dzieci z odrąbanymi głowami" [online], [dostęp 5 maja 2018], dostępny w Internecie: http://www.nowiny24.pl/wiadomosci/podkarpacie/a/dramat-wolynia-widzialam-dzieci-z-odrabanymi-glowami,10413716/.

[6] Czesław Piotrowski, Krwawe żniwa, Warszawa 2016, s. 98.

[7] Grzegorz Motyka, Wołyń '43, Kraków 2016.

[8] Similak, Zaręba, Smert' Lachom, Radom 2014.

5. Bestie

Indianie mówią: "Dzisiaj jest dobry dzień, by umrzeć, ponieważ zawarte jest w nim całe moje życie". Śmierć dla nich ma swoje ustalone miejsce i swój wyznaczony czas. Przychodzi wtedy, gdy życiowe sprawy zostały doprowadzone do końca. Wszystko dzieje się zgodnie z naturalnym porządkiem rzeczy, gdzie człowiek w pełni przeżył swoje dni. Nie boi się śmierci i odchodzi spokojnie, bo dostał wszystko i nic nie zostało mu nagle zabrane. I to wtedy jest dobry dzień i dobra śmierć[1].

W roku 1943 ani w latach następnych niewielu Polaków na Wołyniu mogło powiedzieć, jak Indianin: "Dzisiaj jest dobry dzień, by umrzeć...". Naturalny porządek rzeczy został zakłócony przez eksplozję nienawiści, inspirowanej ideą miłości do ojczyzny. Wołyń stał się królestwem śmierci, w której nie było ani odrobiny godności. W piekle rzezi jedynie nieliczni przedstawiciele zarzynanego narodu mogli umrzeć w sposób naturalny. Reszta, nie licząc garstki ocalonych, została bestialsko zamordowana. Morderstwa Polaków na Wołyniu dokonywane były podczas przygotowywanych wcześniej, zorganizowanych i masowych akcji, a także podczas napadów na pojedyncze gospodarstwa. Osobną grupę ofiar stanowili ci, którzy przypadkowo mieli nieszczęście natknąć się na upowskie bojówki, czy też zainfekowanych nacjonalizmem ukraińskich chłopów. Byli to Polacy wracający z kościoła z sąsiedniej miejscowości, z targu, od rodziny w miasteczku, czy też uciekający przed pogromami, lub ci, którzy powrócili zobaczyć co z ich gospodarstwa zostało, albo zdobyć żywność.

Maria Berny, która w latach 40. ubiegłego wieku była dzieckiem, tak pisze o gehennie Kresowiaków: "Myśmy się wtedy nie bali śmierci. Baliśmy się mordu, sposobu, w jaki umrzemy. Rodzice się przygotowali. Ojciec miał pistolet z dwoma kulami. Zaplanowali, że gdy przyjdą mordercy, tata nas zastrzeli. Mama i ja dostaniemy prawo do godnej śmierci. Nie wiem, jak ojciec wyobrażał sobie własną"[2].

"Najważniejsze marzenia miałam tylko raz - wspominała Sabina Czapiga, siostra Mirosława Hermaszewskiego - Marzyłam, żeby umrzeć od kuli, a nie od siekiery. Ojciec nas nauczył: "Nie dajcie się złapać. Biegnijcie. Nie kłaść się, nie zatrzymywać się. Kto się zatrzyma, będą go torturować"[3].

Skłonność do niebywałego okrucieństwa, typowa dla ukraińskich morderców, nie była wpojona przez agitatorów, a raczej odziedziczona przez potomków hajdamaków. Przed akcją we wsi Ziemlica (gmina Korytnica) ukraińscy chłopi z kilku okolicznych wiosek byli świadkami wystąpienia upowskiego dowódcy "Zucha", który wyjaśnił im, że "mają być bezlitośni wobec każdego napotkanego Polaka"[4]. Z takich "wytycznych" trudno byłoby jednak wprost wyprowadzić uzasadnienie bestialstwa. Od braku litości wobec osób, proszących o darowanie życia do pastwienia się nad nimi przed zamordowaniem prowadzi bardzo długa droga. Szukając materiałów do książki udało mi się jednak znaleźć fragment mówiący wprost o tym w jaki sposób mordować Polaków. Kazimiera Marciniak wspominała: "Koleżanka siostry pracowała u popa jako pomoc domowa. Pewnego razu powiedziała nam, że pop roznosi po wsi chleb, w którym ukryte są jakieś papierki. Potem okazało się, że w tym chlebie były ulotki, w których napisano, by Polaków rzezać, wyrzucać z domów, mordować w najgorszy sposób, nie oszczędzając kobiet ani dzieci"[5]. Z perspektywy tego, do czego zdolni byli ukraińscy rezuni, śmierć od kuli SS-mana jawiła się wręcz jako "śmierć humanitarna".

W przeddzień napadu na Parośle, 7 lutego 1943 r., w przejętym przez Niemców folwarku, leżącym we wsi Butrejki, należącym do rodziny Chamców z Warszawy, doszło do bestialskiego mordu. W nocy włamali się tam miejscowi ukraińscy nacjonaliści. W folwarku przebywali wówczas: administrator Edmund Sokołowski (lat 50), jego żona Zofia (lat 44), ich zamężna córka Maria Bratkowska (w ciąży, lat 23), jej synek Andrzej (lat 3), księgowy Edward Kalus (lat 24) z narzeczoną Eugenią Jucewiczówną (lat 20). Wszystkich zebrano w dużym salonie na dole. Mocno skrępowano drutem kolczastym ręce na plecach i nogi. Z zewnątrz przyniesiono wielki pień do rąbania drewna i po kolei odrąbano wszystkim głowy. Te upiorne, oświetlone kilkoma lampami naftowymi, sceny na pewno nie przebiegły "gładko". Raczej nie było to ścięcie głowy jak kilka wieków wcześniej, kiedy to czyniła wprawna ręka kata specjalnym toporem. Śmierć nie zawsze przychodziła od pierwszego uderzenia, ale była efektem kolejnych. Nie było to z pewnością problemem dla morderców, a tylko ich dodatkową uciechą. Trupy bez głów, leżące obok odrąbane głowy i mnóstwo zakrzepłej krwi ujrzała nazajutrz ukraińska służba. W pień wetknięty był drut z kartką: "Taka bude smert wsim lacham"[6].

To właśnie podniesiony ukraińską ręką topór pozostał wiecznie żywym symbolem upowskich rzezi. Uwidocznionym nie niektórych okładkach książek o Wołyniu, jak choćby Wołyń '43[7],czy Smert' Lachom[8].

Kiedy byłem dzieckiem, nie wiedziałem ani o Wołyniu, ani o rzeziach, ale gdzieś ten obraz we mnie tkwił. Pojawiał się niczym filmowa migawka, na krótko i rzadko. Wychowałem się we Wrocławiu, a tu ludzi "stamtąd" było wielu. W ich świadomości ten "Ukrainiec z toporem" istniał zawsze. Dopiero po latach, gdy studiowałem wołyński dramat, odkrywszy przestrogę: "Uciekaj, ile sił, lepsza kula, niż topór", mogłem pojąć, jakie przerażenie budził "Ukrainiec z toporem".

Najbardziej typowym widokiem po przejściu ukraińskich siepaczy, dla których sama śmierć Lachów