Rozdział 4 | Prorocza wizja
Mój szwagier Dale należy do tych mężczyzn, którzy potrafią własnoręcznie zrobić niemalże wszystko. Uwielbia klasyczne samochody sportowe i zapragnął w XXI wieku zostać właścicielem perfekcyjnie odrestaurowanego Chevroleta Chevelle SS z 1966 roku. Po intensywnych poszukiwaniach znalazł egzemplarz, który był wprawdzie w opłakanym stanie - całkowicie przeżarty rdzą - ale jemu w zupełności wystarczył. Rozebrał go do samej ramy i rozpoczął proces renowacji auta swoich marzeń.
Kiedy o tym rozmawialiśmy, byłem zdumiony, jak wiele czasu, wysiłku i pieniędzy włożył w ten samochód. Zajęło mu to trzy lata i grubo ponad 1000 godzin pracy. Wieczorami harował bez przerwy, aż do 22:00. Aby nie musiał przerywać swojej pracy, moja siostra Laura często przynosiła mu kolację do stodoły, która służyła mu za garaż.
To był trudny projekt. Najpierw musiał wypiaskować zardzewiałą ramę i pomalować ją na nowo; potem rozpoczął polowanie na części; a na koniec czekało go najbardziej żmudne zadanie - odbudowa całego silnika. Często przemierzał dziesiątki kilometrów i odwiedzał mnóstwo sklepów tylko po to, by znaleźć jedną konkretną część. Miał też okresy przestojów, kiedy brakowało mu funduszy na zakup droższych elementów.
Zapytałem go: "Czy bywały chwile, kiedy walczyłeś ze zniechęceniem?". Odpowiedział: "Tak, było ich mnóstwo!". Drążyłem dalej: "Czy miałeś momenty, w których chciałeś to wszystko rzucić?". I znowu padło: "Tak".
Jeden z takich momentów nadszedł tuż po złożeniu całego silnika, kiedy Dale odkrył, że przecieka tylny uszczelniacz. Ze smutkiem wspominał: "Musiałem poświęcić wiele dni na rozebranie całego silnika, żeby naprawić ten problem". A jednak działał dalej i się nie poddał.
To było nieustanne polowanie na śruby, nakrętki i różne drobne elementy z innych oryginalnych egzemplarzy Chevelle. Większość z nich nie była w dobrym stanie, ale zamiast po prostu zamontować zardzewiałe i brudne, on wolał je szlifować i polerować - i to nawet gdy miały trafić w zupełnie niewidoczne miejsca. Pragnął, aby każdy element samochodu odzyskał swój pierwotny blask.
Doskonale pamiętam dzień, w którym ujrzałem efekt końcowy. Byłem pod absolutnym wrażeniem jego doskonałości. Pomyślałem sobie: Na tym samochodzie można by zjeść obiad, na karoserii albo nawet na silniku - oba te miejsca były tak olśniewająco czyste. Miałem wrażenie, że cofnąłem się w czasie o 40 lat i właśnie patrzę na nowiutkiego Chevelle stojącego w salonie samochodowym.
Czy zdarzały się dni, które wymagały wielogodzinnych poszukiwań (zarówno w Internecie, jak i przez telefon), a i tak nie przynosiły żadnych widocznych postępów? Tak. Czy bywały spotkania, które wymagały wielokilometrowych podróży tylko po to, by zdobyć jedną część? Tak! Czy czasem Dale musiał zrezygnować z innych aktywności, by pracować przy samochodzie? Tak.
Co zatem napędzało jego wytrwałość i powstrzymywało go przed poddaniem się? Wizja! Stała się ona pozytywną siłą hamującą, która nie pozwalała mu popaść w lenistwo, rozproszenie czy zniechęcenie.
Zdrowa siła powstrzymująca istnieje. Jako były sportowiec, który grał w Pucharze Davisa Juniorów, brał udział w rozgrywkach USTA i grał w podstawowym składzie akademickiej drużyny tenisowej Uniwersytetu Purdue, doskonale znam zdrowe ryzy towarzyszące wizji. W szkole średniej rezygnowałem z wielu przyjemności i zajęć, aby pilnie trenować. Powstrzymywałem się od wszystkiego, co mogłoby odciągnąć mnie od marzenia o grze w pierwszej lidze akademickiej. W podobnym tonie pisze apostoł Paweł:
Lecz poskramiam swoje ciało i biorę w niewolę, abym przypadkiem, głosząc innym, sam nie został odrzucony16.
Pierwszy List do Koryntian (9,27)
Zawodowi sportowcy, artyści, przedsiębiorcy i inni ludzie, którzy osiągają wybitne wyniki w swoich dziedzinach, wytrwale trzymają się obranego kursu, by dotrzeć do celu. Są sumienni i nie dają się łatwo rozproszyć. W podobny sposób niebiańska prorocza wizja stwarza w naszym życiu hamującą siłę, która utrzymuje nas w czujności, daje poczucie pilności oraz chroni przed lenistwem i rozproszeniem. A co najważniejsze, strzeże nas przed tragicznym końcem - byciem odrzuconym na wieczność.
Pozwól, że wyjaśnię to szerzej. Świat płynie w kierunku całkowicie przeciwnym do dróg królestwa Bożego. Pismo Święte nazywa ten nurt zwyczajem tego świata. Napędza go książę ciemności wraz z legionami swoich wojowników (zob. Ef 2,2). Skutki jego działania objawiają się w postaci rozrywek, lenistwa, zniechęcenia, pokus... Lista jest zbyt długa, by ją tu zamieścić. Krótko mówiąc, wróg chce cię wykoleić, skierować poza Boże cele i sprawić, byś rozminął się z Jego wyznaczonymi czasami i porami. Ten nurt jest niezwykle silny i zwodniczy. Jeśli zabraknie nam ryzów utrzymujących nas w centrum proroczej wizji, książę ciemności z łatwością wyciągnie nas z rytmu królestwa Bożego, zanim w ogóle się zorientujemy, co się dzieje. Posłuchaj słów apostoła Pawła:
Objawiła się bowiem łaska Boga, niosąca zbawienie wszystkim ludziom; Pouczająca nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i światowych pożądliwości, trzeźwo, sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie; Oczekując błogosławionej nadziei i chwalebnego objawienia się wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa.
List do Tytusa (2,11-13)
Zwróć uwagę na słowa oczekując nadziei w odniesieniu do powtórnego przyjścia Jezusa. Przypomnij sobie, jak Symeon z utęsknieniem oczekiwał Mesjasza. Kiedy żyjemy w pełnym tęsknoty oczekiwaniu na Jego powrót i ustanowienie Królestwa, tworzy się w nas powstrzymująca siła, która chroni nas przed bezbożnym życiem i grzesznymi przyjemnościami. Takie zachowania zatwardzają nasze serca, a jeśli się z nimi nie rozprawimy, możemy zostać odrzuceni. Czy to rzuca nowe światło na postawę Symeona? Czy nadzieja (czyli pełne tęsknoty oczekiwanie) na pierwsze przyjście Jezusa mogła być tym, co podsycało w nim świętą bojaźń, pokorę i pragnienie pobożnego życia? Wierzę, że tak właśnie było!
Apostoł Jan potwierdza tę prawdę. Pisze, że nasze gorliwe oczekiwanie (nadzieja) na powrót Jezusa tworzy zdrową hamującą siłę:
Umiłowani, teraz jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Wiemy jednak, że gdy On się objawi, będziemy podobni do Niego, gdyż ujrzymy go takim, jakim jest. A każdy, kto pokłada w nim tę nadzieję, oczyszcza się, jak i On jest czysty.
Pierwszy List Jana (3,2-3)
Z żarliwym oczekiwaniem na powrót Jezusa wiąże się oczyszczająca moc. To ona trzyma nas w ryzach i chroni przed atakami oraz brudem tego świata! Gdy spoglądam wstecz na kilkadziesiąt lat mojej służby, widzę niezliczone przykłady ucieleśnienia tej prawdy.
W 2016 roku zostałem poproszony o przemawianie na konferencji w Brazylii. Było to spotkanie zamknięte; mogli w nim uczestniczyć wyłącznie pastorzy i liderzy z pewnej sieci Kościołów. Konferencja odbywała się w mieście Goiânia. Ku mojemu zaskoczeniu wszedłem na arenę, na której zgromadziło się ponad 12 tysięcy głodnych Boga przywódców. Byli pełni życia i pasji; wydawało się, że swoją energią wręcz rozsadzą dach hali.
Następnego dnia jadłem lunch z ośmioma głównymi pastorami tej sieci. Zapytałem: "Panowie, skoro wczorajszego wieczoru zgromadziliście tylko pastorów i liderów, to ile osób łącznie liczą wasze Kościoły?". Jeden z nich odparł: "Grubo ponad trzysta tysięcy". Zdumiony wykrzyknąłem: "Naprawdę? Kiedy to wszystko się zaczęło i kto jest założycielem?".
Spodziewałem się usłyszeć, że historia tego ruchu sięga ponad 100 lat wstecz, a jego założyciel odszedł po swoją niebiańską nagrodę kilkadziesiąt, a może i 100 lat temu. Osłupiałem, bo natychmiast odpowiedzieli: "Wszystko zaczęło się szesnaście lat temu od jednego człowieka. Uczestniczył w spotkaniu wczorajszego wieczoru, ale nie mógł dotrzeć na nasz dzisiejszy lunch ze względu na inne obowiązki".
Szkoda, że nikt nie zrobił mi wtedy zdjęcia. W absolutnym szoku upuściłem widelec, całkowicie tracąc zainteresowanie posiłkiem, i wypaliłem: "Co takiego?! Chcecie mi powiedzieć, że zaledwie szesnaście lat temu jeden człowiek założył Kościół, który dziś zrzesza ponad trzysta tysięcy członków?". Wszyscy potwierdzili: "Dokładnie tak jest". Natychmiast zapytałem: "Jak osiąga się coś takiego w kraju rozwiniętym gospodarczo?". (W duchu myślałem, że znam odpowiedź na to pytanie - z pewnością była to zasługa wielkiej skuteczności ich małych grup uczniowskich).
Jeden z pastorów bez wahania odpowiedział: "To efekt tego, że nauczamy naszych ludzi o powtórnym przyjściu Jezusa, o tym, że będzie poddawał ocenie ludzkie życie - o Jego sądzie nad tym, co zrobiliśmy z naszym życiem, o wynikających z tego wiecznych nagrodach oraz o tym, jak to wyznaczy nasze pozycje przywódcze w tysiącletnim Królestwie i na całą wieczność".
Byłem wstrząśnięty. Odebrało mi mowę.
Pastor dostrzegł moją konsternację, więc kontynuował: "John, dzięki temu, że znam język angielski, często jestem proszony o usługiwanie na licznych chrześcijańskich konferencjach w USA. Zaobserwowałem pewne intrygujące zjawisko wśród większości amerykańskich wierzących. Oni patrzą na życie z perspektywy siedemdziesięciu, może osiemdziesięciu lat, podczas gdy nasi ludzie patrzą na swoje z perspektywy wieczności".
Jego komentarz wywarł na mnie potężne wrażenie. Długo nad nim rozmyślałem i modliłem się usilnie. Jezus mówi, że światłem ciała jest oko (zob. Mt 6,22-23), czyli nasza perspektywa, a to właśnie perspektywa nadaje kierunek naszemu życiu. Oto bardzo obrazowy przykład: wyobraź sobie, że wchodzisz na wykwintny niedzielny brunch w formie bufetu i zauważasz dwa stoły uginające się od ogromnej różnorodności pysznych deserów. Co robisz? Jeśli przyjmiesz perspektywę tego jednego dnia, zjesz po kawałku z każdego rodzaju. Ale co, jeśli spojrzysz na te same desery z perspektywy całego roku? Najprawdopodobniej zjesz tylko jeden albo nie zjesz żadnego. Dlaczego? Twój wzrok patrzy dalej niż tylko na ten jeden dzień; nie chcesz mieć jutro rozstroju żołądka, pięciu dodatkowych kilogramów w przyszłym tygodniu i zrujnowanego zdrowia. Twoja perspektywa weźmie ciało w ryzy, przynosząc na dłuższą metę korzyść twojemu zdrowiu.
Kiedy mamy proroczą wizję - perspektywę wieczności, a nie spojrzenie na życie zamknięte w 70 czy 80 latach - działa w nas dyscyplinująca siła, która powstrzymuje nas przed dokonywaniem wyborów szkodliwych dla naszej kondycji w wieczności. Zmieniają się nasze obecne decyzje. Stosujemy inny wzorzec podejmowania decyzji, a w rezultacie dokonujemy lepszych i mądrzejszych wyborów. Jesteśmy w stanie znieść rzeczy, których w ogóle byśmy nie znieśli, gdyby nie wieczna perspektywa. Jesteśmy gotowi cierpieć trudy, uciski i prześladowania, którymi rzuca w nas ten świat, zamiast iść na kompromis z posłuszeństwem i pobożnością dla krótkoterminowych korzyści, przyjemności czy ludzkiej akceptacji. Krótko mówiąc, żyjemy zupełnie inaczej!
W 2022 roku usłyszałem o wynikach pewnego ważnego badania przeprowadzonego przez Barna Group, które całkowicie złamały mi serce. Ta wysoce szanowana organizacja badała kondycję amerykańskiego Kościoła. Do ankiety starannie wyselekcjonowano ponad 95 tysięcy osób (większość sondaży obejmuje od 3 do 4 tysięcy osób; Barna dążyła do znacznie większej dokładności wyników).
W opublikowanym raporcie firma przedstawiła wyniki w procentach. Przeliczyłem te procenty na konkretne liczby, aby ukazać ich szokujące odkrycia. Ankietowani zostali podzieleni na trzy kategorie:
Praktykujący chrześcijanie, czyli ci, którzy utożsamiają się z chrześcijaństwem, zdecydowanie zgadzają się, że wiara jest bardzo ważna w ich życiu, i uczestniczyli w nabożeństwie kościelnym w ciągu ostatniego miesiąca. Niepraktykujący chrześcijanie, czyli ci, którzy uważają się za chrześcijan, ale nie spełniają kryteriów grupy praktykującej. Niechrześcijanie, czyli dorośli obywatele USA, którzy w ogóle nie utożsamiają się z chrześcijaństwem.
Odkryto, że w roku 2000 około 126 milionów Amerykanów określało się jako praktykujący chrześcijanie. W ciągu kolejnych 20 lat 33 miliony ludzi przeniosło się do kategorii niepraktykujących chrześcijan, a kolejne 33 miliony przeszło z grupy praktykujących do niechrześcijan, z których wielu to obecnie zdeklarowani ateiści i agnostycy. Zatrzymaj się na chwilę, aby uświadomić sobie ogrom tych dwóch liczb17.
Większość ludzi stwierdziłaby, że od wiary odeszły 33 miliony, biorąc pod uwagę tylko tę trzecią kategorię. Tak, ta liczba łamie serce. Przyjrzyj się jednak uważniej grupie niepraktykujących chrześcijan. Można śmiało polemizować, czy ta grupa w ogóle wpisuje się w nowotestamentowy opis naśladowcy Jezusa. Skoro wiara nie jest już priorytetem w ich życiu, a oni sami zaniedbują Słowo Boże, które wzywa do zgromadzania się z innymi wierzącymi (zob. Hbr 10,25), nazywanie ich chrześcijanami jest sporym nadużyciem. Wygląda na to, że odpadli od wiary, dokładnie tak jak trzecia grupa; po prostu wciąż nie potrafią się do tego przyznać.
To oznacza, że aż 66 milionów ludzi odeszło od wiary. Populacja USA w 2021 roku wynosiła 332 miliony; 66 milionów to co piąty Amerykanin. To absolutna katastrofa! Apostoł Paweł przepowiedział to, pisząc:
Niech was nikt w żaden sposób nie zwodzi. Ten dzień bowiem nie nadejdzie, dopóki nie przyjdzie odstępstwo [wielkie, zapowiedziane odpadnięcie od wiary tych, którzy mienili się chrześcijanami].
Drugi List do Tesaloniczan (2,3 - AMPC)18
Te słowa objawiają nam dwie rzeczy. Po pierwsze pokazują, że jesteśmy bardzo blisko powrotu Jezusa (rozwinę to nieco później). Po drugie mówią nam, że ludzie rzeczywiście odchodzą od wiary. We współczesnym chrześcijaństwie wielu wierzy, że nie da się odpaść od wiary. A jednak Jezus ostrzega, że jednym z głównych znaków dni ostatecznych będzie to, że wielu się zgorszy i odpadnie (zob. Mt 24,10).
Zatrzymajmy się na chwilę i zadajmy sobie pytanie: czy to kolejny dowód na to, co się dzieje, gdy zaniedbujemy prorocze pisma? Czy ojcowie wczesnego Kościoła wiedzieli coś, czego my nie wiemy, i czy właśnie dlatego kładli tak duży nacisk na ten aspekt naszej wiary? Słowo mówi nam:
Dlatego pomińmy podstawy nauki Chrystusa [...], nie zakładając ponownie fundamentu, którym jest [...] zmartwychwstanie umarłych i wieczny sąd. [Są to sprawy, których pełną świadomość powinniście mieć już bardzo dawno temu].
List do Hebrajczyków (6,1-2 - AMPC)
Jak zobaczymy w dalszej części tego nauczania, zmartwychwstanie umarłych jest bezpośrednio powiązane z powtórnym przyjściem Jezusa. Wyróżniłem tu dwa ważne słowa związane z Jego powrotem.
Po pierwsze podstawy. Czego uczymy się w szkole podstawowej? Czytania, pisania, dodawania i odejmowania. Wyobrażasz sobie budowanie wyższego wykształcenia bez tej elementarnej wiedzy? Byłoby to niezwykle trudne, jeśli nie całkowicie niemożliwe. Przenieśmy ten obraz na grunt naszej wiary. W jaki sposób mamy dojrzewać w chodzeniu z Bogiem, jeśli brakuje nam fundamentalnych cegiełek? Czy to wyjaśnia, dlaczego tak wielu ludzi daje się dzisiaj tak łatwo zwieść?
Po drugie fundament. Co dzieje się z budynkiem, któremu brakuje fundamentu? Wszystko jest w porządku, dopóki nie wieje wiatr i nie nadchodzą burze. To prawda, może uchodzić za budynek większy i piękniejszy niż mniejsza konstrukcja z solidnym fundamentem. Kiedy jednak nadejdzie potężna burza, taki budynek runie, podczas gdy mniejszy się ostoi. Im większy gmach, z tym większym hukiem upadnie! Ilu z tych, którzy odeszli od wiary, było kiedyś bardzo głośnymi i entuzjastycznymi naśladowcami Jezusa? Czy zabrakło im fundamentu, podstawowych cegiełek niezbędnych do tego, by stać się prawdziwymi uczniami?
Widzimy więc dwa diametralnie różne rezultaty i roztropnie byłoby je ze sobą porównać. W pierwszych dwóch dekadach XXI wieku Kościół w Brazylii rozwija się w zawrotnym tempie, podczas gdy amerykański Kościół gwałtownie traci moc. Widzimy rzesze ludzi odchodzących od wiary. Kościół brazylijski kładzie ogromny nacisk na eschatologię. Czy amerykańskie Kościoły robią to samo?
Przyznaję się do tego z bólem, ale przez lata i ja milczałem na temat tych fundamentalnych prawd. Żeby tylko przez lata - przez całe dekady! Czy patrząc z perspektywy Pisma, była to właściwa droga do kształtowania uczniów, którzy się ostoją? Doświadczyłem jednak przemiany serca; poczułem się wewnętrznie przymuszony - najpierw w życiu osobistym, a teraz w publicznej służbie - by wreszcie podnieść głos i głośno mówić o Bożym słowie proroczym.
PISMO: "Lecz gdy przyjdzie on, Duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę. Nie będzie bowiem mówił sam od siebie, ale będzie mówił to, co usłyszy, i oznajmi wam przyszłe rzeczy" (J 16,13).
PRZESŁANIE: Prorocze wersety - jeśli podchodzimy do nich we właściwy sposób, korzystając z pomocy Ducha Świętego - tworzą w naszych sercach i umysłach zdrową dyscyplinującą siłę, która utrzymuje nasze życie w zgodzie z wiecznym celem. Musimy być im posłuszni - to absolutnie kluczowe.
PRZEMYŚLENIE: Czy brak jasności przekazu powstrzymywał mnie przed szukaniem mądrości płynącej z pism proroczych? Czy czułem się onieśmielony ich niejednoznacznością? Jak to zmienić? Czy nie byłoby mądrze poprosić Ducha Świętego i zaufać Mu, że obdarzy mnie zrozumieniem tych prawd?
PROŚBA: Ojcze Niebieski, Jezus obiecał, że Duch Święty wprowadzi mnie we wszelką prawdę i objawi mi przyszłe rzeczy. Kiedy będę nadal poszukiwać, studiować i rozmyślać nad proroczymi wersetami, proszę, aby Twój Duch prowadził mnie do prawdy i pokazywał mi, co mam robić. Modlę się o to w imieniu Jezusa. Amen.
PROKLAMACJA: Jestem wdzięczny za to, że mogę poznać prawdę o przyszłości, ponieważ moim Nauczycielem jest sam Duch Boży.
Tych bowiem, których on przedtem znał, tych też przeznaczył, aby stali się podobni do obrazu jego Syna, żeby on był pierworodny między wieloma braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też uwielbił.
List do Rzymian (8,29-30)