Spadochroniarstwo w Polsce przed wybuchem II wojny światowej
Historia wynalezienia spadochronu i jego wykorzystania do celów wojskowych nie ma za sobą długiej tradycji. Dopiero w drugiej dekadzie XX w. skonstruowany został pierwszy spadochron plecakowy, zbudowany z tkaniny jedwabnej, z linkami podzielonymi na grupy i umocowaniem do uchwytów plecowych za pomocą uprzęży. Jego twórcą był w 1911 r. były oficer armii carskiej i aktor Gleb Kotielnikow. W następnym roku pierwszy skok spadochronowy z dwupłatowca Benoist wykonał oficer armii amerykańskiej kpt. Albert Berry. W latach I wojny światowej Leslie L. Irvin, pracujący jako kaskader dla amerykańskiego przemysłu filmowego, skonstruował spadochron, który stał się standardowym sprzętem używanym przez armię amerykańską już od 1919 r. Spadochrony tego typu zostały przyjęte także przez inne państwa, które używały ich do końca lat trzydziestych. Zainteresowanie skokami spadochronowymi pojawiło się także w Polsce, która po I wojnie światowej odzyskała niepodległość. W 1929 r. w Legionowie pod Warszawą została otwarta Wojskowa Wytwórnia Spadochronów (w 1935 przemianowana na Wytwórnię Balonów i Spadochronów), w której rozpoczęła się licencyjna produkcja amerykańskich spadochronów systemu Irvin.
W 1935 r. rozpoczęło się masowe szkolenie spadochronowe członków Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Była to utworzona w 1923 r. społeczna organizacja paramilitarna działająca na rzecz rozwoju lotnictwa (do 1928 r. funkcjonowała pod nazwą Liga Obrony Powietrznej Państwa) - jej nazwę wymyślił pisarz Andrzej Strug (właśc. Tadeusz Gałecki), patriota, zesłaniec i więzień carski, a także znany piłsudczyk. Szczególny rozwój LOPP nastąpił po objęciu funkcji jej prezesa przez gen. Leona Berbeckiego w czerwcu 1933 r. Organizacja zajęła się przygotowaniem kół szybowcowych i szkół pilotów, które miały prowadzić szkolenie młodzieży w wieku przedpoborowym. Od 1936 r. miała obowiązek realizowania zadań obronnych wynikających ze wzrastającego zagrożenia wojennego. Wśród nich na pierwszym miejscu znalazła się rozbudowa lotnisk i ośrodków szkolenia szybowcowego oraz rozwój spadochroniarstwa. Spowodowało to dynamiczny rozwój szybownictwa i jego awans do czołówki światowej. Wśród kierunków działalności LOPP ważną rolę odgrywało także popieranie spadochroniarstwa, co było rezultatem obserwowania jego dynamicznego rozwoju w innych krajach europejskich. Decydujący w tym kontekście był rok 1935 - ze względu na decyzje podjęte na szczeblu Zarządu Głównego Ligi i osobiste zaangażowanie gen. Berbeckiego. W 1936 r. rozpoczęto szeroką akcję popularyzacyjną wśród młodzieży pod hasłem "Przez spadochroniarstwo do szybownictwa, a przez szybowce na samoloty". Spotkała się ona z wielkim zainteresowaniem młodych ludzi, którzy w niezbyt bogatej Polsce mogli spróbować elitarnego sport, jakim było szybownictwo i spadochroniarstwo. Ogromną popularnością cieszyły się skoki spadochronowe wykonywane z wież spadochronowych, których zbudowano wówczas siedemnaście. Najwyższa z nich, pięćdziesięciometrowa z dźwigiem elektrycznym, powstała w Katowicach. Do wybuchu wojny w całym kraju podczas szkolenia LOPP wykonano łącznie 113 tys. skoków spadochronowych z wież i balonów oraz ponad 5 tys. skoków z samolotów1.
Jeden z pierwszych kursów spadochronowych został zorganizowany przy 2 Batalionie Balonowym w Legionowie. Józef Hartman, późniejszy komendant ośrodka szkoleniowego Audley End, wspominał, że ukończył go w 1934 r. Szkolenie prowadzone było w szkołach podchorążych, gdzie wykorzystywano do tego celu specjalnie zbudowane wieże spadochronowe. Jedna z nich powstała w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej-Komorowie. W drugiej połowie 1936 r. na terenie tamtejszych koszar zbudowano 36-metrową wieżę, która przetrwała do 1952 r. Zajęcia spadochronowe cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród słuchaczy. Po odbyciu 10 skoków mogli oni ubiegać się o wyjazd na kurs dla instruktorów spadochronowych w Legionowie. W okresie od połowy października 1937 do końca lipca 1938 r. kurs spadochronowy ukończyło 409 podchorążych. Drugą uczelnią wojskową, na której terenie zbudowano wieżę spadochronową, było Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. W programie nauczania Szkoły Podchorążych Kawalerii z 1938 r. przewidywano po 10 godzin spadochroniarstwa w pierwszych dwóch latach nauki2.
Fot. 1. Podchorąży Czesław Szurmiak ze Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu podczas szkolenia spadochronowego, 1938 r. (C. Szurmiak, Z ułańskim rodowodem. Wspomnienia własne, wstęp i oprac. P. Chmielowiec, Rzeszów-Warszawa 2022)
Pierwszy kurs spadochronowy rozpoczął się we wrześniu 1937 r. w Legionowie. Przeznaczony był dla wybranych absolwentów wojskowych szkół podchorążych. W ramach kursu uczestnicy przechodzili krótkie przygotowanie teoretyczne, następnie uczyli się techniki składania spadochronu i przyswajali sobie ćwiczenia niezbędne w trakcie lądowania na ziemi. Nauka skoków spadochronowych prowadzona była głównie z wykorzystaniem wieży spadochronowej, z której uczestnicy kursu mieli wykonać minimum 15 skoków. Końcowym etapem szkolenia było wykonanie 2 skoków spadochronowych, z których pierwszy miał być przeprowadzony z balonu na uwięzi, a drugi z samolotu. Najbardziej widowiskowym elementem szkolenia był pokaz zorganizowany w Wieliszewie pod Legionowem 5 września 1937 r. W jego trakcie z trzech Fokkerów F-VIIm3W zrzucono 60 skoczków, którzy dla uatrakcyjnienia pokazu mieli dodatkowo otwarte spadochrony zapasowe.
Wśród obserwatorów znajdował się generalny inspektor sił zbrojnych marsz. Edward Rydz-Śmigły. Kolejne przeszkolenie spadochronowe zostało przeprowadzone w dniach 5-12 września 1938 r. w Legionowie i Rembertowie. Wśród jego uczestników znaleźli się wojskowi i cywilni skoczkowie LOPP. Szkolenie obejmowało wykłady teoretyczne na poligonie w Zielonce z technik niszczenia za pomocą materiałów wybuchowych oraz ćwiczenia na mapie i stole plastycznym obejmujące taktykę desantu spadochronowego. Doskonalono także umiejętności składania spadochronów i wykonywano skoki samolotowe - zwykłe ze szkolnych samolotów RWD-8 i z pełnym obciążeniem z transportowych Fokkerów F-VIIm3W.
Fot. 2. Skok grupowy 60 spadochroniarzy podczas pierwszego wojskowego kursu spadochronowego, Wieliszew pod Legionowem, 5 września 1937 r. (fot. Jan Ryś, NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)
Kilka dni później, w trakcie manewrów wołyńskich, które odbywały się w dniach 15-18 września 1938 r., uczestnicy szkolenia wzięli udział w pierwszym bojowym desancie spadochronowym. Został on przeprowadzony pierwszego dnia manewrów, w rejonie miejscowości Pułhanów, 13 km na południe od Łucka. Dowódcą desantu był por. Antoni Mokrzecki z Inspektoratu Saperów Sztabu Głównego. Dwa LOT-owskie Fokkery F-VII/3m wystartowały z lotniska Lwów-Skniłów. Skoczkowie byli zaopatrzeni w specjalny sprzęt umożliwiający wykonanie zadań dywersyjnych na tyłach wroga. Dokonano wysadzeń "na sucho" mostów na rzece Czeremuszce, spadochroniarze dotarli też do niebronionego lotniska w Górce-Połonce, gdzie możliwe było dokonanie zniszczeń. Skoczkowie nie zostali co prawda wykryci przez siły "przeciwnika", ale problemem okazało się zachowanie wobec osób postronnych napotkanych na drodze, które mogły zaalarmować stronę przeciwną, co pozbawiłoby grupę atutu wynikającego z zaskoczenia. Uczestnikiem szkolenia, a następnie skoku był ppor. Wacław Malinowski z Pułku Radiotelegraficznego z Warszawy, który korzystając ze zdobytych doświadczeń, wykonał specyfikację radiostacji na potrzeby desantu dywersyjnego. Na jej podstawie warszawska Wytwórnia Radiotechniczna "Ava" wykonała pierwszą partię radiostacji krótkofalowych, które dostarczono w maju 1939 r. Umożliwiały one dwustronną łączność na fali przyziemnej na odległość 35 km, a na fali odbitej - 100 km i dalej. Całość odbiornika-nadajnika, wraz z pozostałymi elementami, mieściła się w skrzynce aluminiowej o wymiarach 300 × 200 × 60 mm, a masa nie przekraczała 2 kg3. Możliwości wojsk powietrznodesantowych nie były w tym czasie jeszcze w pełni zrozumiałe dla najwyższych szczebli dowodzenia w Polsce, podobnie zresztą jak w większości państw europejskich - bardziej obawiano się małych grup dywersyjno-sabotażowych.
Doświadczenia nabyte podczas wcześniejszych kursów, a także dynamiczny rozwój sportu spadochronowego w ramach LOPP ułatwiły zorganizowanie w maju 1939 r. Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoszczy. Jego komendantem został mjr pil. Władysław Tuchułka z 6 Pułku Lotniczego we Lwowie. Wśród instruktorów szkolenia wojskowo-specjalistycznego znajdowali się uczestnicy kursu dywersyjnego i manewrów wołyńskich z 1938 r.: por. Jerzy Górecki z 21 Pułku Piechoty z Warszawy, ppor. Jerzy Siegenfeld z 2 Batalionu Saperów Kaniowskich w Puławach, ppor. Wacław Malinowski oraz ppor. Stanisław Kruszewski z 18 Pułku Piechoty w Skierniewicach. Szkolenie spadochronowe prowadzili instruktorzy cywilni LOPP: ppor. rez. Feliks Zacharski i ppor. rez. Antoni Grabowski. Zadaniem WOS miało być przygotowanie oficerów i podoficerów piechoty, saperów i łączności do wykonywania zadań dywersyjnych na tyłach wroga. Część przeszkolonych miała stanowić kadrę przyszłych wojsk powietrzno-desantowych. Ośrodek, oprócz przygotowania programów szkoleniowych, testował również nowe rodzaje uzbrojenia i sprzętu przydatnego do wykonywania skoków i działań na zapleczu wroga. Wśród nich znalazły się wspomniane miniaturowe radiostacje, dwa próbne egzemplarze pistoletów maszynowych Mors wz. 39 czy specjalnie skonstruowane miny do niszczenia torów kolejowych. Przygotowano kilka modeli brezentowych zasobników zrzutowych oraz opracowano zasobnik zrzutowy z amortyzacją, wzorowany na konstrukcjach zagranicznych. Znaczącym osiągnięciem stało się wykonanie przez Wytwórnię Balonów i Spadochronów nowego transportowego spadochronu automatycznego o nośności 120 kg. Z jego pomocą przeprowadzono pierwsze próbne zrzuty rozłożonej na trzy części armaty przeciwpancernej Boforsa kal. 37 mm. Spadochroniarze WOS, w odróżnieniu od uczestników manewrów wołyńskich, dysponowali już charakterystycznymi kombinezonami drelichowymi w kolorze beżowym i jasnobrązowymi pilotkami lotniczymi ze słuchawkami, co w połączeniu ze zdublowanymi spadochronami ćwiczebnymi systemu Polski Irvin, workami i zasobnikami zrzutowymi nadawało im bojowego charakteru.
Fot. 3. Spadochroniarze Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoszczy podczas defilady z okazji święta 3 Maja. Na lewo od sztandarowego instruktor szkolenia por. Wacław Malinowski, Warszawa, pl. Na Rozdrożu, 3 maja 1939 r. (NAC)
Pierwszy dwumiesięczny kurs szkoleniowy rozpoczął się na początku czerwca 1939 r. Wzięło w nim udział 40 oficerów i 40 podoficerów zawodowych, po ukończeniu podstawowego przeszkolenia spadochronowego. Bydgoski WOS dysponował własną wieżą spadochronową, która umożliwiała wykonywanie dwóch skoków jednocześnie.
2 sierpnia 1939 r. dwudziestoosobowa grupa dywersyjna dowodzona przez por. Góreckiego wzięła udział w pokazowym desancie przeprowadzonym na linii kolejowej Mińsk Mazowiecki - Tłuszcz, między stacjami Cygów i Pustelnik. W skład grupy weszły osoby wybrane spośród instruktorów i uczestników kursu, uzbrojone w jeden ckm Colt-Browning wz. 30 (zrzucony w zasobniku), jeden lkm Bergmann wz. 15, dwa pistolety maszynowe Mors, karabinki kawaleryjskie wz. 98, pistolety Walther i granaty. Grupa saperów dysponowała materiałami wybuchowymi, a grupa łączności, oprócz radiostacji, telefonicznymi aparatami podsłuchowymi i narzędziami do niszczenia linii łączności. Skok wykonano z trzech samolotów transportowych z wysokości 400 m. Dla skrócenia czasu przebywania w powietrzu spadochrony otwierano z pięciosekundowym opóźnieniem. W ciągu 20 minut udało się wykonać postawione zadanie: saperzy zniszczyli mały wiadukt kolejowy i odcinki toru kolejowego, łącznościowcy zaś dokonali uszkodzenia linii telegraficznej. Już po wykonaniu zadania grupa została ostrzelana ślepą amunicją przez pododdział piechoty. Mimo zaskoczenia odpowiedziano ogniem ckm i pistoletów maszynowych z ostrej amunicji, co wkrótce doprowadziło do obustronnego przerwania ognia. Przebieg ćwiczenia - obserwowanego przez grupę wyższych oficerów, w tym generalicję - wpłynął na decyzję o rozpoczęciu drugiego kursu szkoleniowego WOS, który wystartował w połowie sierpnia 1939 r. Zwiększono w nim liczbę godzin praktycznych, rozpoczynając wykonywanie skoków w warunkach ograniczonej widoczności, ćwiczono także skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu. Jednym z uczestników szkolenia był ppor. Benon Łastowski (1913-1996), późniejszy CC "Łobuz", który ukończył kurs pilotażu i wojskowy kurs szybowcowy w Bezmiechowej. Ogłoszenie mobilizacji powszechnej doprowadziło do przedwczesnego zakończenia kursu WOS. 30 sierpnia 1939 r. jego uczestników przerzucono na teren lotniska w Małaszewiczach koło Brześcia nad Bugiem. Już pierwszego dnia wojny stało się ono celem ataków Luftwaffe. Wśród uszkodzonych samolotów polskich znalazły się również cztery Fokkery LOT-u przeznaczone do przewozu skoczków. 13 września lotnisko w Małaszewiczach zostało ewakuowane w kierunku granicy rumuńskiej, co zakończyło działalność WOS4.
W wojnie niemiecko-polskiej nie było możliwości użycia przez siły polskie oddziałów spadochronowych. Spośród żołnierzy i osób cywilnych zaangażowanych w spadochroniarstwo przed wojną część przedostała się na Zachód, gdzie związała swoje żołnierskie losy ze szkoleniem spadochroniarzy.
Koncepcje wykorzystania spadochronu w Wojsku Polskim we Francji
Pierwsze inicjatywy związane z możliwością wykorzystania skoczków spadochronowych na potrzeby kraju powstały wkrótce po utworzeniu Wojska Polskiego we Francji. Ich prekursorem był mjr dypl. Włodzimierz Mizgier-Chojnacki, który 7 grudnia 1939 r. złożył meldunek do dowódcy lotnictwa gen. Józefa Zająca. Proponował w nim wykorzystanie osób przeszkolonych przed wojną na kursach spadochronowych LOPP i WOS, które przebywały wówczas we Francji lub w obozach internowania w Rumunii i na Węgrzech: "Element ten, składający się z młodzieży ideowej i nadzwyczaj dzielnej, mógłby być wykorzystany do desantów spadochronowych o charakterze dywersyjnym i wywiadowczym. Przeszkolenie jego, ze względu na francuski typ spadochronu i inne typy aparatów, mogłoby się odbywać w ośrodku spad[ochronowym] w Avignon"1. Oficer ten był zwolennikiem wykorzystania spadochronu do celów desantu powietrznego, włączył się też w dyskusję na temat roli wojsk powietrznodesantowych na polu walki. Referat skierowany do gen. Zająca wzbudził pewne zainteresowanie, jednak jego praktyczne znaczenie okazało się niewielkie. Było to spowodowane tym, że armia francuska nie była zainteresowana tworzeniem jednostek spadochronowych, a swoją doktrynę militarną opierała głównie na piechocie. Także wśród oficerów Wojska Polskiego we Francji początkowo niewielu było zwolenników nowej broni.
Nie zahamowało to jednak wysiłków na rzecz zorganizowania szkolenia spadochronowego. 12 stycznia 1940 r. lista osób przeszkolonych w zakresie skoków spadochronowych liczyła 57 nazwisk. Jako pierwszy zgłosił się ppor. Jan Rogowski (1913-1944), późniejszy CC "Czarka". Kierownikiem kursu miał zostać mjr Mizgier-Chojnacki, a dowódcą oddziału spadochronowego por. Jerzy Górecki (1913-1942). Ten ostatni był autorem raportu zatytułowanego Wojska powietrzne, w którym - opierając się na doświadczeniach niemieckich, sowieckich i polskich - podjął próbę sformułowania wniosków na temat zadań, taktyki, organizacji i przyszłego rozwoju wojsk powietrznych2. 1 lutego 1940 r. gen. Kazimierz Sosnkowski zgłosił gen. Zającowi grupę oficerów dyplomowanych, którzy chcieli przejść przeszkolenie spadochronowe w celu dokonania desantu na terytorium Polski. Pismo było następstwem raportu wystosowanego 30 grudnia 1939 r. (powtarzanego dwukrotnie: 21 stycznia i 14 lutego 1940 r.) przez dwóch oficerów: kpt. dypl. inż. Jana Górskiego (1905-1945) i kpt. dypl. inż. Macieja Kalenkiewicza (1906-1944). Znali się oni od roku 1920, kiedy to rozpoczęli naukę w Korpusie Kadetów nr 2 w Modlinie. Razem zdawali egzamin dojrzałości w 1924 r., dwa lata później ukończyli Oficerską Szkołę Inżynierii w Warszawie (Kalenkiewicz z lokatą 1, Górski - z 5). Kolejnym etapem wspólnej drogi były studia na Politechnice Warszawskiej (Górski ukończył Wydział Elektryczny, Kalenkiewicz - Wydział Inżynierii Lądowej). Przed wybuchem wojny, w 1938 r., obaj rozpoczęli szkolenie w ramach XIX kursu Wyższej Szkoły Wojennej. Więzy ich przyjaźni, zawarte podczas nauki i studiów, przetrwały do końca życia. Odpowiedź gen. Zająca na pismo gen. Sosnkowskiego, której udzielił dopiero 17 kwietnia, była w zasadzie odmowna. Głównym argumentem okazał się brak odpowiednich samolotów w zasobach lotnictwa polskiego.
Nie zniechęciło to grupy młodych oficerów skupionych wokół Górskiego i Kalenkiewicza, którzy byli prawdziwymi entuzjastami spadochroniarstwa. Pomocy udzieliła im nawet córka Naczelnego Wodza, Zofia Leśniowska, do której dotarli ze swoimi pomysłami. Obaj oficerowie zostali 26 kwietnia 1940 r. przeniesieni do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, tzw. Biura gen. Sosnkowskiego. Jego szef był przewodniczącym Komitetu Ministrów do Spraw Kraju i równocześnie komendantem głównym ZWZ. Szczególnie dalekowzroczny był opracowany przez Górskiego i Kalenkiewicza Plan wsparcia i osłony powstania w Kraju3. Można przypuszczać, że autorzy dokumentu dysponowali już wiedzą o niemieckich jednostkach powietrznodesantowych w Holandii i Belgii. Pozytywną opinię o przedłożonym projekcie wyraził szef Wydziału Ogólno-Organizacyjnego i Samodzielnego Referatu Taktyczno-Operacyjnego KG ZWZ ppłk dypl. Albin Habina (1898-1973). Zaproponował on przeszkolenie ochotników na kursach desantowych, a następnie wykorzystanie ich jako kurierów do łączności z krajem lub na wypadek powstania. Przed rozpoczęciem ofensywy niemieckiej na Zachodzie strona polska przekazała Francuzom co najmniej trzy listy zawierające nazwiska kandydatów na uczestników szkolenia spadochronowego - żadna z nich nie spotkała się jednak z pozytywną odpowiedzią. Po spotkaniu z Górskim i Kalenkiewiczem zwolennikiem nawiązania łączności lotniczej z krajem został kpt. dypl. Jan Jaźwiński (1905-1985), od 10 czerwca 1940 r. kierownik Samodzielnego Referatu Łączności z Krajem KG ZWZ, później w Anglii kierownik łączności radiowej i kurierskiej Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza. Jaźwiński już w styczniu 1940 r. zgłosił gotowość wstąpienia do oddziałów spadochronowych przeznaczonych do wsparcia kraju. 14 maja 1940 r., gdy czołgi niemieckie przekroczyły Mozę i były gotowe do ataku w poprzek Francji, kpt. Lucjan Fijuth złożył gen. Zającowi projekt dotyczący organizacji brygady lotniczo-desantowej4. Jej trzon miały stanowić trzy bataliony piechoty lotniczej. W składzie każdego z nich miały się znajdować trzy kompanie wzmocnione jednostkami wsparcia: plutonem przeciwpancernym, plutonem przeciwlotniczym, plutonem wywiadu, plutonem skoczków spadochronowych i sekcją łączności.
Wysiłki na rzecz powstania jednostki spadochronowej w Wielkiej Brytanii
Po ewakuacji władz polskich do Wielkiej Brytanii powołany został Samodzielny Wydział Krajowy, którego szefem został płk dypl. Tadeusz Klimecki. Początkowo podlegał on KG ZWZ, po ustąpieniu gen. Sosnkowskiego z funkcji komendanta głównego ZWZ został włączony w skład Sztabu Naczelnego Wodza jako Oddział VI. Jego szefem został płk dypl. Józef Smoleński - w miejsce płk. Klimeckiego, który stanął na czele Sztabu Naczelnego Wodza. Inicjatywy podejmowane przez zwolenników spadochroniarstwa zaczęły wreszcie przynosić konkretne efekty. Ich sprzymierzeńcem został płk dypl. Andrzej Marecki, szef Oddziału III Sztabu Naczelnego Wodza, jeden z najbliższych współpracowników gen. Klimeckiego. Swoją rolę odegrał także przykład Wielkiej Brytanii, gdzie 21 czerwca 1940 r. założono Treningową Szkołę Spadochronową (STS 51, No. 1 Parachute Training Centre) w Ringway koło Manchesteru i rozpoczęto tworzenie oddziałów spadochronowych. Pod koniec sierpnia doszło do spotkania kpt. Kalenkiewicza z gen. Klimeckim. Efektem było polecenie przygotowania nowej komórki sztabowej, która miała się zajmować zagadnieniami wojsk spadochronowych. Za pośrednictwem córki gen. Sikorskiego kpt. Kalenkiewicz został zaproszony na śniadanie do Naczelnego Wodza. Po rozmowie, która miała miejsce 20 września 1940 r., wysłane zostało pismo szefa Sztabu Naczelnego Wodza do dowódców polskich jednostek z poleceniem przesłania wykazu oficerów i szeregowych mających przeszkolenie spadochronowe. 27 września gen. Sikorski polecił nadesłanie do 15 października wykazu kandydatów na kurs spadochronowy. Warunkiem było zgłoszenie ochotnicze, wiek 18-32 lata i dobre warunki zdrowotne, subiektywnym kryterium był "silny charakter, poczucie narodowe i patriotyzm". Pojawiła się ciekawa uwaga odnosząca się do osób, które miały w przeszłości problemy dyscyplinarne: "Usposobienia awanturniczego, powodującego niejednokrotnie kolizje z przepisami dyscypliny wojskowej, nie należy uważać a priori jako dyskwalifikację ewentualnych kandydatów"1.
We wrześniu 1940 r. w Oddziale III (Operacyjnym) Sztabu Głównego Naczelnego Wodza utworzony został Wydział Studiów i Szkolenia Spadochronowego. Pracowali w nim: ppłk dypl. Wilhelm Heinrich, mjr Stefan Olszewski, kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz, kpt. dypl. Jan Górski, kpt. Lucjan Fijuth. Powstanie wydziału poprzedziło spotkanie Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego z Winstonem Churchillem 24 września 1940 r. Tego dnia rząd polski wystosował memorandum do rządu brytyjskiego m.in. w sprawie "pomocy w przywróceniu i rozszerzeniu łączności między rządem i organizacjami, a przede wszystkim w wykorzystaniu nowych możliwości wysyłania z tego kraju polskich emisariuszy samolotami do Polski i zrzucania ich na spadochronach"2. Zadaniem Wydziału Studiów i Szkolenia Spadochronowego była realizacja zadań związanych z pozyskaniem i szkoleniem kandydatów na przyszłych cichociemnych, którzy mieli być przerzucani do kraju drogą lotniczą, a także koordynacja prac związanych z powstaniem polskich oddziałów powietrznodesantowych. W zakresie działań nieregularnych (dywersyjnych) współpracowano także z utworzonym w lipcu 1940 r. brytyjskim Kierownictwem Operacji Specjalnych (Special Operations Executive, SOE).
Pierwsze miesiące roku 1941 stanowiły ważny okres w kształtowaniu się koncepcji polskiej jednostki spadochronowej. 21 stycznia szef Sztabu Naczelnego Wodza postanowił, że jednostką szkolącą i wysyłającą oddziały dywersantów do kraju będzie 4 Brygada Kadrowa Strzelców. W zarządzeniu z 18 lutego przyjęto, że zostaną utworzone dwa bataliony strzelców spadochronowych przy 1 Brygadzie Strzelców oraz 10 Brygadzie Kawalerii Pancernej. Tę ostatnią wkrótce wyłączono z przygotowań, w zamian przydzielając 3 i 7 Brygadę Kadrową Strzelców. 15 lutego dowódca I Korpusu wystosował pismo do dowódców jednostek polskich z zarządzeniem dodatkowej rejestracji ochotników do służby spadochronowej i desantowej3. Już 11 marca 1941 r. Oddział III Sztabu Naczelnego Wodza przygotował Plan użycia całości sił zbrojnych polskich, który zawierał scenariusz desantu lotniczego w kraju. Przedstawiono także organizację przyszłej brygady spadochronowej, w której miały się znaleźć: dowództwo (wystawione przez 4 BKS), dwa bataliony strzelców spadochronowych (wystawione przez 1 BS), cztery kadrowe bataliony piechoty powietrznej (jeden z 1 BS, pozostałe z wybranych oficerów 3, 7 i 8 BKS), drużyna łączności (z kompanii łączności 1 BS), czterdzieści drużyn dywersyjnych (z 4 BKS plus ochotnicy z innych jednostek I Korpusu)4. Brygada spadochronowa miała zostać utworzona na bazie żołnierzy 1 BS gen. Gustawa Paszkiewicza. Zmianę tej koncepcji przyniosły dopiero kolejne miesiące roku 1941. Materiału szkoleniowego dostarczyło użycie niemieckich jednostek spadochronowych na Krecie, co stało się przedmiotem dokładnych studiów i analiz Oddziału II Dowództwa I Korpusu5. Kontrowersyjnym, a wręcz karkołomnym pomysłem było natomiast założenie, że w sytuacji braku żołnierzy potrzebnych do obsadzenia brygad kadrowych uzupełnią one swoje szeregi po wylądowaniu w kraju. W memorandum do Naczelnego Wodza płk Sosabowski pisał o przyszłych zadaniach brygady: "W chwili zarządzonego działania na terenie Rzeczypospolitej brygada jako jednostka spadochronowo-desantowa będzie miała do wykonania zadania: uchwycenia terenu i szturmowego (dywersyjnego) zabezpieczenia go, mobilizacji elementu żołnierskiego w tym terenie się znajdującego, walki, łącznie z oddziałami formowanymi w kraju"6.
Problemy wyłaniające się przy okazji formowania jednostek spadochronowych nie dotyczyły wyłącznie strony polskiej. Jak w przypadku każdej nowej formacji pojawiały się wątpliwości dotyczące struktury organizacyjnej czy uzbrojenia żołnierzy. Do tej ostatniej kwestii nawiązał szef wyszkolenia taktycznego w Ośrodku Wyszkolenia Spadochronowego w Leven kpt. dypl. Zenon Starkiewicz (1906-1993). W połowie 1941 r. wziął udział w naradzie, w której uczestniczyło dwóch brygadierów armii brytyjskiej i RAF. Jej celem było przyjęcie optymalnego wyposażenia skoczków spadochronowych. Brytyjczycy uważali, że podstawowym uzbrojeniem powinien być karabin, co umożliwiałoby oddawanie celnych strzałów nawet z odległości ponad 700 m. Tymczasem strona polska optowała za pistoletem maszynowym - krótszym od karabinu, więc lepszym dla formacji spadochroniarzy, co miało niebagatelne znaczenie podczas transportu. Skuteczność ognia do kilkudziesięciu metrów była wystarczająca podczas działania z zaskoczenia i w terenie zabudowanym. Oddziały angielskie zamierzały używać jednostek spadochronowych na tyłach wroga, gdzie po opanowaniu terenu miały trwać w obronie aż do momentu podejścia jednostek lądowych. Tymczasem Polacy przewidywali skierowanie swojej brygady spadochronowej do kraju, gdzie nie było szans na szybkie dotarcie wsparcia lądowego. Ostatecznie także Brytyjczycy zaczęli rewidować swoje poglądy dotyczące uzbrojenia spadochroniarzy. Żołnierze 1 Batalionu Spadochronowego już w 1941 r. używali lekkich karabinów maszynowych Bren, pistoletów maszynowych Thompson M1 i karabinów samopowtarzalnych SMLE Lee-Enfield No. 1 Mk III. Do momentu skonstruowania pistoletu maszynowego Sten jednostki brytyjskie używały także zdobycznych niemieckich pistoletów maszynowych MP-38 i MP-40.
Nie sprawdziły się plany szkolenia spadochronowego zakładające tworzenie polskiej brygady spadochronowej wokół 1 BS gen. Paszkiewicza. Nie spełniła ona pokładanych w niej nadziei, a inicjatywa przeszła w ręce dowódcy 4 BKS płk. dypl. Stanisława Sosabowskiego. 23 września 1941 r. w rejonie szkockiego miasta Leven odbyły się obchody Święta Spadochronowego. Uczestniczyli w nich Naczelny Wódz wraz z szefem Sztabu gen. Klimeckim. Przebieg ćwiczeń, łącznie z pokazowym desantem powietrznym, zadecydował o przeniesieniu szkolenia spadochronowego do 4 BKS.
Dalsza część w wersji pełnej
Wstęp
Publikacja przekazywana w ręce czytelników poświęcona jest 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej, stanowiącej część Polskich Sił Zbrojnych i należącej do nowego rodzaju broni - wojsk powietrznodesantowych, których gwałtowny rozwój nastąpił w latach II wojny światowej. Jednostka została utworzona w Szkocji 23 września 1941 r., jednak szkolenie spadochronowe i kursy specjalistyczne rozpoczęły się wcześniej, już w okresie funkcjonowania jej poprzedniczki - 4 Brygady Kadrowej Strzelców. Należy więc przyjąć, że historia 1 SBS rozpoczęła się w ostatnim kwartale 1940 r. Jeżeli natomiast popatrzymy na oficerów, którzy jako pierwsi zasilili szeregi późniejszej jednostki spadochronowej, to okaże się, że w większości wywodzili się oni z Wojska Polskiego powstałego we Francji. Dzięki temu, że do Wielkiej Brytanii udało się ewakuować kadrę oficerską 4 Dywizji Piechoty, możliwe było utworzenie z niej jednostki kadrowej.
Aby w przystępny sposób przedstawić historię powstania pierwszej polskiej jednostki spadochronowej, pokazane zostały początki polskiego spadochroniarstwa w okresie II Rzeczypospolitej. Przede wszystkim dotyczy to szkolenia spadochronowego w ramach Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, jak również początków wykorzystania spadochronu do celów wojskowych. Wybuch II wojny światowej przerwał przygotowania do powstania pierwszych polskich oddziałów spadochronowych, co miało być odpowiedzią na szybki rozwój nowej broni w państwach ościennych. Spośród przedwojennych entuzjastów spadochroniarstwa wywodzili się instruktorzy szkolenia spadochronowego w Polskich Siłach Zbrojnych. Podczas II wojny światowej samolot i spadochron stały się ważnymi środkami dotarcia do krajów okupowanych przez Niemiecką III Rzeszę.
1 Samodzielna Brygada Spadochronowa utworzona została w Wielkiej Brytanii z przeznaczeniem do wykorzystania w Polsce. Jako pierwsi do kraju dotarli cichociemni - żołnierze wszechstronnie wyszkoleni w działalności dywersyjno-sabotażowej, właśnie podczas kursów organizowanych w brygadzie. Zdecydowana większość uczestników szkolenia wcześniej nie miała żadnych doświadczeń ze spadochronem. Początkowo niektórzy z nich obawiali się nawet, czy służba w jednostce spadochronowej nie zaszkodzi ich karierze wojskowej. Pułkownik dypl. Stanisław Sosabowski pisał do Naczelnego Wodza: "Niepokój ich powstaje stąd - jak mi meldują - że krążą pogłoski, jakoby groziło im znalezienie się na marginesie ich zasadniczego rodzaju broni"1. Inni z kolei chcieli przenieść się do spadochroniarzy, uważając że nowy rodzaj wojska przyniesie im więcej wrażeń i wyzwań niż dotychczasowa służba. Jeden z żołnierzy, późniejszy ppor. lek. Bohdan Bijasiewicz pisał: "W 4 Bryg[adzie] K[a]dr[owej] Strzelców jestem od chwili powstania w Szkocji, ukończyłem kurs strzelecki w Forcie Wiliam, kurs spadochronowy w Ringway, psychicznie i fizycznie jestem przygotowany do spełnienia każdego zadania, którego spełnienie zostanie mi ewentualnie w przyszłości powierzone"2. Podkreślić należy rolę, jaką w historii Polskich Sił Zbrojnych odegrał płk Stanisław Sosabowski, awansowany w trakcie wojny do stopnia generała. Nieoceniony pozostaje jego wkład w utworzenie 1 SBS, jej wyszkolenie i doprowadzenie do udziału w akcji bojowej w Holandii.
Za pomoc udzieloną w trakcie przygotowania publikacji składam podziękowanie kierownikowi Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie dr. hab. Andrzejowi Suchcitzowi, zastępcy kierownika Archiwum mgr Jadwidze Kowalskiej, dyrektor Biblioteki Polskiej POSK w Londynie dr Dobrosławie Platt oraz Małgorzacie Pogorzelskiej, prezes Studium Polski Podziemnej Eugenii Maresch oraz Krystynie Zatylnej, dyrekcji The National Archives, dyrektorom Centralnego Archiwum Wojskowego - Wojskowego Biura Historycznego im. gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego w Warszawie, dr. hab. Sławomirowi Cenckiewiczowi i prof. Grzegorzowi Motyce, a także dyrektorowi Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu dr. Łukaszowi Kamińskiemu. Osobne podziękowania kieruję do recenzentów pracy, dr. hab. Waldemara Grabowskiego i prof. dr. hab. Janusza Zuziaka, których uwagi umożliwiły przygotowanie pracy w obecnym kształcie.