Olga
Olga wpatrywała się w strzeliste świerki rosnące wzdłuż torów kolejowych, gdy głośnik zamontowany nad drzwiami do przedziału zatrzeszczał i popłynął z niego męski głos.
- Szanowni podróżni, zbliżamy się do stacji Zakopane. Uprzejmie prosimy o zabranie swoich bagaży i przygotowanie się do wyjścia. Pociąg ma sto osiemdziesiąt minut opóźnienia, za co serdecznie przepraszamy. Dziękujemy za miłą podróż i skorzystanie z usług naszej spółki. Życzymy udanego pobytu.
- No wreszcie - jęknęła starsza pani, słysząc komunikat i spróbowała rozprostować nogi. Przez ostatnie kilkadziesiąt minut podróży nie mogła już usiedzieć w miejscu. Chciała jak najszybciej wysiąść, podobnie jak inni pasażerowie.
- Chowaj już tę książkę do torby i zbieraj się do wyjścia. - Spojrzała na podróżującego z nią nastolatka.
Chłopak posłusznie pokiwał głową i zaczął pakować porozkładane wokół siebie rzeczy. Olga obserwowała go przez kilka chwil, ale w końcu ziewnęła przeciągle i też przystąpiła do uprzątnięcia swojego miejsca. Wyciągnęła spod siedzenia nieduży plecak i upchnęła do niego opróżnioną do połowy butelkę wody oraz poduszkę podróżną. Następnie odłączyła od telefonu słuchawki, które przez ostatnie kilkadziesiąt minut jazdy miała w uszach, i zwinęła je, po czym wrzuciła do torebki.
- Zdejmiesz naszą walizkę? - zwróciła się do swojego chłopaka rozespana blondynka i zaczęła składać koc, którym dotychczas była przykryta. Miała rozczochraną fryzurę, a na jej twarzy nie było już ani śladu makijażu, który zrobiła sobie przed podróżą.
- Jasne. - Chłopak podniósł się z fotela i zrobił, o co prosiła. Zdjął walizkę z półki, a następnie wystawił ją na korytarz, bo w przedziale nie było już na nią miejsca.
- Tak się cieszę, że w końcu dotarliśmy na miejsce - szepnęła blondynka, a on nachylił się do niej i pocałował ją w usta.
Olga odwróciła od nich wzrok i pochyliła się ku podłodze, by odnaleźć swoje buty. Zazdrościła im tej radości. Ona wcale nie chciała tu być. Co prawda uwielbiała Tatry, widok górujących nad ziemią szczytów budził w niej przyjemne uczucia i wprowadzał w dobry nastrój, jednak okoliczności przyjazdu sprawiały, że nie czuła ekscytacji. Ani nawet cienia radości. Wcale nie chciała widzieć się z ojcem. Od czasu jego rozwodu z matką czuła do niego żal i niechęć. Choć minęło już kilka lat, to nigdy się nie zmieniło i wątpiła, że kiedykolwiek się zmieni. Prawdę mówiąc, ojciec ostatnio niemal przestał dla niej istnieć. Gdyby to od niej zależało, zrezygnowałaby nawet z tych telefonów z życzeniami w Wigilię czy Wielkanoc. Nie chciała jednak sprawiać przykrości matce, której bardzo zależało, by utrzymywała z nim kontakt. Nawet jeśli nie dobry, to chociaż jakikolwiek. Starała się więc przynajmniej stwarzać pozory.
Olga westchnęła. No właśnie, to przez mamę znalazła się w tym pociągu. Przez ostatnie kilka dni bardzo żałowała, że uległa jej w tej kwestii, jednak słowo się rzekło i nie mogła już tego odkręcić.
- Może jednak zostanę w domu, co? - próbowała coś wskórać podczas jednej z ich ostatnich rozmów. Siedziała na łóżku w sypialni matki, podczas gdy ta pakowała się na wyjazd do sanatorium. - Naprawdę chcesz, żeby zaglądała tutaj sąsiadka, kiedy możesz zostawić w domu dorosłą córkę?
- Olga... - Edyta popatrzyła na nią łagodnie, po czym odłożyła na materac trzymane w dłoni rzeczy i przysiadła się do córki. - Rozmawiałyśmy już o tym wiele razy. - Dotknęła jej ręki. - Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem i nie chcę, żebyś spędziła całe wakacje sama.
- Nie będę sama. Dookoła mieszkają przecież ludzie. Zresztą mam tu przyjaciółkę, nie pamiętasz? I mogłabym zaprosić koleżanki ze studiów.
- Na trzy miesiące?
- Myślałam raczej o jakimś weekendzie, ale...
- Olga. - Edyta ścisnęła jej rękę, uśmiechając się przy tym serdecznie. - Zobaczysz, będzie dobrze.
- Łatwo ci mówić.
- Może nie wyszło nam z Robertem, ale to nadal twój ojciec. Chciałabym, żebyś miała z nim kontakt. Rozumiem, dlaczego go odtrącasz, ale nie jesteś już dzieckiem i może to dobry czas, żebyś spróbowała mu wybaczyć?
Olga spojrzała jej w oczy.
- Wiem, że ci na tym zależy, mamo. Po prostu mam coraz więcej wątpliwości.
- Opowiesz mi o nich?
Olga przez chwilę milczała.
- Może to wszystko powinno odbywać się przy użyciu metody małych kroków? - odezwała się w końcu. - No wiesz, najpierw częstsze telefony i e-maile, potem krótkie spotkania na neutralnym gruncie... Mam wakacje przez trzy miesiące, a nie widziałam się z ojcem od kilku lat. Jak coś nie wyjdzie, wszyscy będziemy się tam ze sobą tylko męczyć.
- Co ma nie wyjść?
- Oj, wiele rzeczy, mamo, nie udawaj, że nie wiesz. On ma teraz inną rodzinę, nie znamy jego nowej żony, nie wiemy, jaka jest. A jeśli to jakaś zołza i będzie się na mnie wyżywać?
Edyta roześmiała się głośno.
- Czyżbyś w dzieciństwie zbyt wiele razy oglądała Kopciuszka?
- Nie bawi mnie to. - Olga spojrzała na nią surowo.
Pod wpływem jej wzroku Edyta znów spoważniała.
- Ewa na pewno nie jest taka zła.
- Za bardzo wierzysz w ludzi, mamo. Nie wszyscy są dobrzy.
- Kochanie... - Edyta znów pogłaskała jej rękę. - Wiem, że nasuwa ci się mnóstwo wątpliwości przed tym wyjazdem i wierz mi, ja też je mam. Nie wiem, czy dobrze robimy, ale nie bez powodu zwykło się mówić, że nie nauczysz się pływać, jeśli nie skoczysz na głęboką wodę.
- Nie umiem pływać - zauważyła Olga.
- Może czas to zmienić?
- Chciałabym być taką optymistką jak ty.
- Nic trudnego. - Edyta podniosła się z łóżka i wróciła do pakowania rzeczy do walizki. - Trochę praktyki i opanujesz to do mistrzostwa. - Upchnęła do środka złożoną bluzkę.
- Naprawdę musisz wyjechać do tego sanatorium aż na kilka miesięcy? - Olga spojrzała na nią smutno.
- Mówiłam ci już, co zdiagnozował lekarz. Na mojej krtani pojawiło się kilka nowych guzków. Nie mogę tak tego zostawić.
- Przecież wiem, tylko się droczę. Zależy mi na twoim zdrowiu.
- Zobaczysz, to będzie wspaniałe lato.
- Byłoby, gdybym spędziła je w domu z tobą. Albo chociaż w moim pokoju w Gdańsku. Dlaczego nie mogę zostać w wakacje na stancji?
- To niezdrowe spędzać całe lato w mieście.
- Ciekawe, dlaczego tłumy turystów co roku odwiedzają wtedy Gdańsk.
- Niektórych ludzi po prostu nie sposób zrozumieć.
- Justyna, z którą mieszkam, zostaje w mieście na całe wakacje. Zresztą Magda też. - Olga pomyślała o przyjaciółkach.
Edyta zmarszczyła brwi.
- I to ma mnie przekonać?
- Mogłabym zostać z nimi. W takim towarzystwie na pewno nie narzekałabym na nudę.
- I co byś tam robiła?
- A bo ja wiem? Chodziła na spacery do parku Reagana? Wygrzewała się na plaży?
- Szybko by ci to zbrzydło. Ile można leżeć plackiem na piachu?
- Dziewczyny wspominały też, że chciałyby wyjechać na kilka dni na wieś do Laury. Wiesz, tej, która mieszkała z nami na stancji, zanim skończyła studia i się zaręczyła. Też chciałabym się z nią zobaczyć.
- Przecież co jakiś czas się spotykacie.
- To nie to samo.
- Ależ z ciebie maruda! - Edyta rzuciła w córkę bluzką. - Lepiej przydaj się na coś i pomóż mi z tym pakowaniem. Nigdy nie byłam w tym najlepsza, a za trzy godziny przyjeżdża taksówka.
- Czasem żałuję, że jesteś taką dobrą matką.
- Doprawdy?
- Momentami naprawdę byłoby mi łatwiej, gdybyś nie zwracała uwagi na to, co robię, jak się zachowuję, z kim spotykam i...
- Podaj mi tamten kapelusz, dobrze? - Edyta wskazała na szafę, na której leżał biały, plażowy kapelusz z wielkim rondem.
- Och, czyli masz dość tego tematu? - Olga zerknęła jej w oczy, po czym posłusznie wstała z łóżka, by przynieść nakrycie głowy.
- Po prostu nie widzę sensu w kontynuowaniu tej rozmowy. Będziesz miała wspaniałe lato, takie jest moje zdanie. - Edyta wzięła od niej kapelusz i założyła go sobie na głowę. - Ładnie? - Uśmiechnęła się do córki.
- Tak ładnie, że chyba zrobię ci zdjęcie. - Olga sięgnęła po leżący na łóżku telefon. - Żebyś ty nie poderwała tylko w tym sanatorium jakiegoś faceta! - Uwieczniła matkę na fotografii.
Edyta zaśmiała się melodyjnie.
- A myślisz, że po co ludzie tam jeżdżą?
- Mamo!
- Dobrze, już dobrze. A teraz poszukaj w mojej szafie kosmetyczki. Do tej, którą wzięłam, prawie nic się nie mieści.
- Może ja spróbuję poukładać w niej twoje kosmetyki? - zaproponowała Olga.
- Jeśli chcesz. - Edyta podała jej saszetkę.
Kilka minut później Olga zapakowała ją do walizki. Jakimś cudem wszystko się zmieściło i jeszcze zostało w niej trochę miejsca.
- Masz jakieś nadprzyrodzone zdolności? - zdziwiła się Edyta.
- To dlatego, że sporo jeżdżę między stancją a domem - mruknęła Olga, próbując odzyskać dobry humor. Nie chciała psuć sobie ostatnich chwil z matką myślami o wyjeździe do ojca.