1. Podstawy ontologiczne i założenia epistemologiczne mają znaczenie
Czy potrzebujemy filozofii nauki lub metateorii? No cóż, tak. W rzeczywistości już ją mamy. Pozostaje tylko pytanie, czy mamy właściwą.
Douglas Porpora
(...) ogólnie rzecz biorąc, "kultura" to nie coś, o czym mówimy, lecz miejsce, z którego mówimy.
Kirsten Hastrup
Metodologia czy ontologia i epistemologia?
Tytuł tego rozdziału może zostać odebrany jako zapowiedź treści stanowiących swego rodzaju nadużycie. Wszak epistemologia i ontologia to domeny filozofów, zaś w socjologii wystarczy wesprzeć się na podstawach metodologicznych (Somers, 1994, s. 615). Wydaje się dominować przekonanie, iż socjologia może po prostu i bez żadnej szkody obchodzić się bez podstaw, a dokładniej, że taką rolę w wystarczającym stopniu spełniają wyjściowe tezy ontologiczne o człowieku jako istocie społecznej, nierozdzielnym związku jednostki i społeczeństwa czy roli struktury społecznej jako zmiennej niezależnej. Wiąże się to z poglądem praktycznym, że nie należy poświęcać zbyt dużo uwagi i czasu na poszukiwanie podstaw (Sójka, 1991a, s. 138) oraz z bardziej filozoficznym, że nie ma czegoś takiego, jak "całkowita początkowość" (s. 139). Józef Niżnik łączy te przekonania z potrzebą zaznaczania niezależności i także z koncentracją na celach praktycznych: "Dyscypliny nauki, gdy tylko uzyskały dostateczną autonomię wobec filozofii, zarzuciły niezwłocznie troskę o epistemologiczne fundamenty, przedkładając nad nie praktyczną skuteczność uzyskiwanych rezultatów" (1999, s. 8), które to tendencje otrzymały wsparcie w filozofii ze strony afirmującego praktykę marksizmu oraz pragmatyzmu. Christopher Bryant (1992, s. 267) uważa, że przyczyna, dla której przedstawiciele nauk społecznych raczej nie poszukują głębszych poziomów rzeczywistości, tkwi w obserwowanej przez nich zmienności zjawisk. Często przywoływany bywa w tym kontekście Karl Popper, podważający kartezjańską ideę pewnych fundamentów wiedzy. Autor Logiki odkrycia naukowego pisze: "Śmiała struktura teorii naukowych jak gdyby wznosi się nad grzęzawiskiem. Przypomina gmach wzniesiony na słupach wbijanych z góry w to grzęzawisko (...). Wbijanie słupów przerywamy wcale nie dlatego, że osiągnęliśmy twardą ziemię. Przerywamy po prostu wtedy, gdy uznamy, że tkwią one wystarczająco mocno, aby przynajmniej tymczasowo udźwignąć strukturę" (1977, s. 94). Bryant (1992), który jak inni komentatorzy dostrzega niekonsekwencję Poppera, będącego jego zdaniem właśnie fundamentystą1 (s. 252-254), zauważa również, że metafora fundamentów wiedzy należy "do epistemologii, ale, jak wiele pojęć epistemologii, przechodzi też na teren ontologii, jako że idee dotyczące tego, jak możemy poznawać, związane są z ideami mówiącymi, co jest do poznania" (s. 252). Sądzę, że nawet gdyby ktoś uznawał za właściwsze słowo "metodologia", to poświęcenie uwagi tym bardziej podstawowym i często ukrytym pod powierzchnią zagadnieniom znajduje uzasadnienie. Wówczas jednak słowo "metodologia" należałoby rozumieć nie tyle w terminach jedynie technicznych, co w dużej mierze jako refleksję, która poprzez wątki epistemologiczne sięga do zagadnień o charakterze ontologicznym.
Wiele wskazuje na to, że powinniśmy przyznać rację Brunonowi Latourowi, iż "nauki społeczne są częścią problemu, nie rozwiązaniem" (1988, s. 161). Dostrzega to Roy Bhaskar, zwracając uwagę, że nauki społeczne mieszczą się w swym własnym polu dociekań, w którym to obszarze mogą istnieć elementy niewiedzy i nieuświadomionych motywacji, co czyni z nich potencjalny przedmiot uzasadnionej eksplanacyjnej krytyki (Hartwig, 2015, s. xxi). Podczas gdy Mary Hesse wyraża postempirycystyczną konstatację, iż dane podlegają "samokorekcie (...) w języku teorii" (Hesse, 1980, s. 173, za: Bryant, 1992, s. 254), namysł w obszarze filozofii i socjologii nauki przynosi kolejną - że na tym zależności się nie kończą i że pod powierzchnią ujęć teoretycznych ukrywają się założenia dotyczące tego, "co istnieje naprawdę", "co z pewnością nie istnieje" lub "co możliwe, że istnieje". Jak twierdzi Douglas Porpora (2016), "Potrzebny jest filozoficzny krok wstecz od poszczególnych paradygmatów, aby zbadać ich przyjęte za oczywiste założenia" (s. 219). Przy metaforze warstw krok ten oznaczałby zejście w głąb. Moment filozoficznej refleksji zaleca też Jacques Waardenburg (1978, s. 55).
Bliżej powierzchni mieszczą się - w dużym zakresie praktyki badawczej także przyjmowane implicytnie - założenia dotyczące kwestii takich jak to, czym nauka może, a czym nie może się interesować, a jeśli chodzi o nauki społeczne i humanistykę - także to, w jakim stopniu ma dążyć do ukazania świata tak, jak widzą go tzw. zwykli ludzie, a w jakim powinna uznać te zwyczajne interpretacje za pozory, zaś za swe naukowe powołanie przyjąć konieczność ich demaskacji. Decyzje co do tego wydają się mieć związek ze społecznym i indywidualnym wartościowaniem. Według Alvina Gouldnera "wszystkie teorie społeczne są de facto teoriami politycznymi, wszystkie są również teoriami prywatnymi" (1984b, s. 105). Sposoby obrazowania rzeczywistości i eksplikowania działających w niej mechanizmów kryją w sobie elementy postulatów i w tym sensie są polityczne. Zostają przez badacza wybrane spośród możliwych interpretacji - są zatem też prywatnymi deklaracjami. Są "naładowanymi emocjonalnie narzędziami poznawczymi" (s. 95), swego rodzaju metafizyką (s. 93). Gouldner uważa, że te z założeń, które mają charakter najbardziej ogólnych "hipotez o świecie", pracują z ukrycia poprzez niewyartykułowane ontologie i aksjologie postulujące określony ład świata oraz przesądzają jako warstwa subteoretyczna o całej teorii. Dostarczając punktów orientujących, otwierając pewne kierunki wyjaśnień i eliminując inne, kształtują dalsze, bardziej szczegółowe założenia, decydują o sposobie oglądu danych, o użytych, ale też o niedostrzeżonych pojęciach2. Oznaczać to ma, że nie da się zachować pełnej ideologicznej neutralności, opisywać, interpretować czy wyjaśniać bez działającej z ukrycia nie tylko ontologii i epistemologii, ale też aksjologii. Hilary Putnam (1981, s. 127-137; 1998, s. 397-398, 408; 1999, s. 13, 36) przekonuje o istnieniu powiązań między wartościami a tym, co zostaje uznane za fakty, jakie na ich podstawie konstruuje się teorie i jakich w ich świetle dokonuje się interpretacji. Według niego nie istnieje neutralna koncepcja racjonalności, do której wszyscy zgodnie mogliby się odnieść, ponieważ źródłem uznania za prawdę w nauce są przyjęte kryteria akceptowalnej racjonalności, a te podbudowane są ukrytymi wartościami (Putnam, 1981, s. 130, 136; por. Mizińska, 1989, s. 98-99, 224). Zdaniem Stefana Morawskiego (1992, s. 170) w socjologii trudno o aksjologiczną neutralność szczególnie tam, gdzie dotyka ona tematyki kulturowej. Opowiadając się w formie "wyspecjalizowanego dyskursu" za lub przeciw pewnym wartościom, badacz podejmuje "grę filozoficzną". Według Richarda Grathoffa (1989, s. 455-456) utrata wiary w możliwość osiągnięcia przypisywanej badaniom wolności od wartości przyczyniła się do przekonania o niespełnialności podstawowych przesłanek i założeń nauk społecznych i była jedną z podstaw przewrotu humanistycznego w ich obrębie.
Alvin Gouldner (1984a), uznając, że nie jest możliwe wyeliminowanie ukrytych w pracach socjologicznych przekonań o pozanaukowym charakterze, proponuje, by zacząć wyrażać je explicite. Z pewnością lepszą możliwością jest nie tyle stawianie pozapoznawczych postulatów, ile pozostająca w polu nauki epistemologiczna autorefleksja. Nawet reprezentant szkoły edynburskiej David Bloor, przy całym swym socjologistycznym i relatywistycznym poglądzie na temat wiedzy, zadaje "lekcję do odrobienia" i żywi nadzieję, że przyjęcie właściwego naukowego podejścia do wiedzy i poznania jest w stanie zażegnać niebezpieczeństwo, iż "nasze jej uchwytywanie nie będzie niczym więcej niż projekcją naszych ideologicznych interesów", oraz uniknąć zagrożenia sytuacją, w której "[e]pistemologia będzie jedynie ukrytą propagandą" (Bloor, 1991, s. 80; por. Szahaj, 1995)3.
Dla realizacji optymistycznej w tej mierze perspektywy potrzebne jest także wyraźne sformułowanie pewnych założeń ontologicznych. William Outhwaite twierdzi, że "to, co istnieje oraz w jaki sposób, jest bardziej sprawą nauk niż filozofii" (1992, s. 224). Uważa, że "wbrew antyfilozoficznym prądom w naukach (...) pytania o istnienie bytów, struktur i mechanizmów w świecie przyrodniczym i społecznym nie powinny być odrzucane, jak to się dzieje w strategiach konwencjonalistycznych" (s. 224-225). Outhwaite, powołując się na Bhaskara, potwierdza, że natura rzeczywistości społecznej może (powinna? - A.M.K.) "dostarczać obiektywnego gruntu dla wyboru pomiędzy alternatywnymi definicjami i teoriami" (s. 230).
Z propozycją, która brzmi jak obietnica uchwycenia gruntu pod nogami, zdaje się wychodzić kierunek realizmu krytycznego (RK). Sytuujący się, jak określają jego współautorzy, pomiędzy pozytywizmem a postmodernizmem lub pomiędzy pozytywizmem a hermeneutyką4, odwołuje się do trzech podstawowych założeń: ontologicznego realizmu, epistemicznego relatywizmu i tezy o zdolnej do uzasadniania racjonalności (Bhaskar, 1998, s. xi; Archer, Collier, Porpora, 2004, s. 1-4), co można przedstawić w ten sposób: świat istnieje niezależnie od naszych sądów o nim, nasze poznanie, obarczone subiektywizmem, nie jest jego odwzorowaniem, lecz obrazem zawierającym zniekształcenia, jednak to istnienie świata obiektywnego rozpościerającego się poza posiadanym przez nas obrazem skłania do uwzględnienia aletycznej koncepcji prawdy (Porpora, 2016, s. 77-81) i sprawia, że warto się racjonalnie spierać o najadekwatniejsze interpretacje. Czyniąc z racjonalności jeden ze swoich niezbywalnych filarów, RK uznaje ją za obiektywne i obiektywizujące narzędzie dyskusji i argumentacji, również w sprawie wartości. Podczas gdy krytyczny realista Douglas Porpora (s. 15) też jest zdania, iż mitem jest możliwość pełnego rozdzielenia pomiędzy wartością a faktem, to jednak nie wyciąga tak daleko idących wniosków jak pragmatysta Putnam. Gdy twierdzi, że "[ś]wiat (...) sam w sobie nie jest neutralny pod względem wartości" (s. 77), zaleca, by mieć na uwadze rozróżnienie pomiędzy neutralnością a obiektywnością (s. 14-15).
Inkorporowanie do socjologii pojęć o pozasocjologicznym rodowodzie oznacza między innymi przyjęcie także ontologicznej i epistemologicznej problematyki z tymi pojęciami związanej, choć już niekoniecznie - utrwalonego w dziedzinach ich pochodzenia sposobu ich ujęcia. Gdy łączy się aspekty przynależne socjologii religii z aspektami innej subdyscypliny socjologicznej lub z innym sposobem uprawiania socjologii, również potrzebne staje się uzasadnienie wyboru takiego, a nie innego paradygmatu czy pojęć z jego repertuaru. W tej sytuacji przydatne jest także uzgodnieniepodejść w szerokim rozumieniu metodologicznych i metateoretycznych, by móc we w miarę spójny sposób uchwycić zjawisko o mieszanym charakterze i uzasadnić teoretyczny, a nawet metateoretyczny eklektyzm, który wciąż powinien unikać sprzeczności. Przykładem tego typu kwestii jest następujące pytanie: jeśli socjologia stwierdza, że zdania na temat transcendencji są dla niej niebadalne, zaś zdania - czy ich dłuższe ciągi, jak narracje - formułowane w łonie społeczeństwa na temat immanentnych zjawisk społecznych są rozstrzygalne, to jak ma się ona odnosić do twierdzeń oraz skonstruowanych z nich większych całości, które łączą elementy tych porządków? Wydaje się, że właściwą odpowiedzią jest potraktowanie tych wątków dwutorowo i w sposób analitycznie rozłączny, podążając za naturą każdego z tych porządków.
Wątpliwości i kontrowersje odnosić się mogą do różnych poziomów: założeń co do tego, co "rzeczywiście" jest w świecie, tego, co się "faktycznie" wydarzyło; tego, co spośród składowych tej rzeczywistości daje się badać i jest tego warte; zagadnień dotyczących tego, z jak dużym dystansem podejść do obiektu badania oraz w jakim lub też czyim języku ustalenia na jego temat mają zostać wyrażone; w jakim stopniu treści poznawane odnoszą się do faktów; czy mogą w uzasadniony sposób być odnoszone do uznawanych za realne całości społecznych; w jaki sposób umieszczać zagadnienia w istniejących teoriach czy koncepcjach teoretycznych i jak te ujęcia mają się do aktualnie dominujących paradygmatów. Część tych wątków próbuję podjąć w tym rozdziale, część zaś, w miarę pojawiających się zagadnień, będzie przywoływana w dalszych miejscach.
Poza granice socjologii (religii)
Sięgnięcie po kategorie narracji i świata przeżywanego łączy się z nieuniknionym wyjściem poza obszar dający się jednoznacznie określić jako socjologiczny. Również stawianie pytań o charakterze ontologicznym oraz szukanie odpowiedzi na pytania z zakresu raczej epistemologii niż wąsko rozumianej metodologii oznacza wychylenie poza socjologię. Sprawa łączenia socjologii z różnymi dziedzinami humanistyki jest dyskusyjna i przez niektórych socjologów nieakceptowana. Douglas Porpora sądzi, iż z powodu tego, że "metateoria ostatecznie odsyła nas poza dyscyplinę do "innych" socjologii", socjologia unika metateorii (2016, s. 88). Pomimo patronowania oraz legitymizowania funkcji i zadań socjologii przez projekt pierwszego pozytywizmu jej założenia sprawiały wrażenie autonomicznych i wypracowanych w jej łonie. Edmund Mokrzycki, świadom, że "podstawy, na których zbudowana została socjologia "pozytywistyczna", nie są konstrukcją nośną" (1992, s. 250), twierdzi też, że problemy, jakie objawiają się w socjologii, wynikają z jej praktyki badawczej i powinny znaleźć rozwiązanie w tym samym obszarze, w jakim powstają, albowiem "stanowią (...) integralną część dyscypliny i nie mogą być ani postawione, ani tym bardziej rozwiązane niejako zastępczo, w kontekście innego, np. filozoficznego, dyskursu" (s. 251). Także Peter Berger i Thomas Luckmann wyrażali przekonanie o samowystarczalności teorii socjologicznej, choć ich dzieło The Social Construction of Reality (1966/1983) dostarczyło paliwa tak socjologom wiedzy, jak konstrukcjonistom i fenomenologom, a więc spotkało się z recepcją nieograniczającą się do socjologii5. Jerzy Szacki (2002, s. 861-871) poszukiwanie ugruntowania teorii socjologicznej w filozofii uznaje za jeden z symptomów reakcji na objawy kryzysu w socjologii. Obserwowanie zachodzących czy przeczucie nadciągających przyspieszonych zmian wiąże się z pojawieniem się "niepokoju epistemologiczno-ontologicznego"6. Do wyjścia poza utarte i niewystarczające już formuły uprawiania dyscypliny niekiedy wystarcza sama teoria socjologiczna, często jednak rozszerzenie pola widzenia wymaga powrotu do punktu, w którym formułowane są najbardziej podstawowe założenia co do świata i co do możliwości i sposobów jego poznawania.
Gdy chodzi o krytykę czerpania przez socjologów z filozofii, protesty budzi zwłaszcza przyjmowanie filozoficznych interpretacji "na wiarę", a jak zauważa Mary Douglas, w zasadzie zawsze "filozof może zostać oskarżony przez swych przeciwników o podporządkowanie teorii arbitralnie wybranej i niedającej się obronić, fundamentalnie przyjętej rzeczywistości"7 (2007, s. 36). Jean-Daniel Reynaud i Pierre Bourdieu (1984, s. 214) wyrokują, że aprioryczne przyjmowanie znaczeń jest równoznaczne ze zdradą socjologii. Jak wynika jednak z wcześniejszych rozważań, te znaczenia i tak są wnoszone, choć niejawnie, bez względu na to, czy socjolog będzie się od tego odżegnywał, czy też nie (por. Niżnik, 1999, s. 99-101). Niżnik sądzi, że związki socjologii z filozofią są silniejsze niż z innymi dyscyplinami i, poza powiązaniem historycznym czy genealogicznym, mają one również charakter merytoryczny, a obie dyscypliny cechuje "zdumiewające podobieństwo", czego jednym z przejawów jest różnorodność obecnych w nich koncepcji (s. 98-99). Twierdzi, iż dyskurs filozoficzny po prostu jest w socjologii obecny i wręcz jest "[t]rudno wskazać nowe idee teoretyczne we współczesnej socjologii, których źródłem nie byłaby filozofia" (s. 101). Z pewnością taki rodowód ma socjologia fenomenologiczna (s. 101).
W socjologii religii odnaleźć można niemal autarkiczne nastawienie. Władysław Piwowarski (1994; 1996a, s. 17-19) wyznaczał jej wąską, głównie praktyczną rolę, jaka miała wynikać z jej statusu subdyscypliny socjologicznej. Można sądzić, że chodziło mu o zapewnienie socjologii religii możliwie najbardziej niezależnej pozycji, gwarantującej uniknięcie niebezpieczeństw wpadnięcia pod dyktat ideologii czy filozoficznego światopoglądu niosącego ze sobą jakąś konkretną aksjologię8. Wyczulenie na to po okresie PRL-u, w którym socjologia religii najczęściej była "zakamuflowaną formą ideologii" (1994, s. 4), wydaje się uzasadnione (por. Piwowarski, 1997, s. 3-5, 11; Hervieu-Léger, 2007, s. 33). W postulacie takiego puryzmu socjologicznego tkwiło przekonanie, że możliwe jest uprawianie nauk społecznych w sposób neutralny oraz że pozytywistyczne podejście jest światopoglądowo "przezroczyste" i jako takie - jedyne uprawnione. Stanowisko to nie dopuszcza spojrzenia, w którym pozytywistyczne nastawienie ukazałoby się jako obciążone swoistymi konsekwencjami. Nestor polskiej socjologii religii sądził, że dla uniknięcia zagrożenia ideologicznym lub konfesyjnym skrzywieniem powinna ona zachowywać przede wszystkim swój empiryczny charakter, a badając "fakty społeczne" (Piwowarski, 1996a, s. 17-19), zachowywać jednorodność pojęć, teorii i metod ściśle socjologicznych. W opinii Piwowarskiego włączanie innych nauk prowadzić może wręcz do wytworzenia "bełkotu pojęciowego" (1994, s. 4). Wiązało się to z przekonaniem, że dobrze jest stronić od "obcych" socjologii nurtów humanistyki, których przykładem miała być perspektywa fenomenologiczna.
Pogląd o nieprzydatności narzędzi poznawczych spoza socjologii, czyli argumentowanie za niezbędnością przestrzegania rozdziału terytorialnego, ściera się z postawą odwrotną. Skłonność do ignorowania rozdzielności dyscyplin w obrębie humanistyki i nauk społecznych przypisywana bywa trendom postmodernistycznym. Clifford Geertz, zwolennik "gatunków zmąconych" (2005a), nie pozostaje dłużny i z kolei potrzebę zachowywania czystości dziedzinowej krytykuje jako modernistyczną potrzebę porządkowania. Poszukując przykładów poparcia dla przekraczania granic międzydziedzinowych, można odnaleźć też starsze opinie, jak tę Fernanda Braudela wyrażoną w pytaniu: "Jakżeż może socjologia chcieć o własnych siłach wznosić swą budowlę?" (1971, s. 147), jeśli "[w] badaniu rzeczywistości społecznej wszystko jest ze sobą związane" (s. 134), czy Theodora Adorno (1984), którego zdaniem socjologia pełni rolę nie całkiem samodzielnego zwornika "ludzkich zjawisk" zaszeregowanych przez naukę do poszczególnych dziedzin9. Zdaniem Adorna "[b]ez wszystkich momentów ekonomicznych, psychologicznych, historycznych, antropologicznych miotałaby się ona bezcelowo wokół każdego zjawiska społecznego. Jej raison d'étre to (...) fakt, że (...) ujmuje konstytutywny (...) splot wszystkich tych dziedzin w starym stylu. (...) Jej zadaniem jest ujawnianie zapośredniczeń kategorii przedmiotowych, które wskazują jedne na drugie" (s. 33).
Podczas gdy można przyjąć, że pogląd reprezentanta Pracowni Badań Społecznych miał podbudowę praktycystyczną, Geertz (2005a) diagnozuje "destabilizację gatunków" jako przejaw zwrotu interpretacyjnego i wskazuje na dobroczynne skutki tej tendencji przełamującej ostrość granic, która dotąd konserwowała ograniczenia możliwości pełnej analizy zjawisk. Jacek Sójka powód niechęci do wykraczania poza granice socjologii ku innym obszarom humanistyki upatruje w obronie interesów: "wyjście poza socjologię, poza naukę połączone z odprzedmiotawiającym traktowaniem przedmiotu badań oznacza zrzeczenie się monopolu socjologii na racjonalną wiedzę o społeczeństwie" (1991b, s. 132). Aleksander Manterys opowiada się za możliwością korzystania z inspiracji i wyjaśnień pozasocjologicznych: "czynię tak po to, by ukazać, iż rozwiązanie niektórych zagadnień, a także ich źródło, tkwi na zewnątrz socjologii" (1997, s. 11). Jego zdaniem rozwiązania te dadzą się następnie umieścić w dyskursie socjologicznym. Z kolei Michał Łuczewski w przedmowie do pierwszego numeru czasopisma przez długi czas ogłaszającego się jako "antydyscyplinarne" ("StanRzeczy", b.d.) uznaje podziały dyscyplinarne, obok "braku wielkich pytań" oraz imitacyjności, za prześladujące nas demony. By je przezwyciężać, należy "rozbijać sztuczne skorupy", "zderzać ze sobą" różne dziedziny humanistyki i nauk społecznych, ale też pozytywizm i antypozytywizm (Łuczewski, 2011, s. 8).
Socjolodzy związani z RK: Margaret Archer (2019) i Douglas Porpora (2016) uznają za istotne opieranie socjologii na fundamentach filozoficznych. Oczywiście nie będzie w tym chodziło o arbitralne idee czy światopoglądy, lecz o filozoficzną metateorię. Krzysztof Wielecki (2019, s. 14) sądzi, iż socjologia przekroczyła już fazę młodocianego buntu przeciw swym związkom z filozofią. Pewien zwrot nauk społecznych ku filozofii zauważają też Arkadiusz Jabłoński i Jan Szymczyk (2020, s. 27).
Wypada zająć własne stanowisko wobec tego sporu. Nie będzie ono podążało za którymkolwiek ze skrajnych poglądów. "Wykraczać poza granice" oznacza, że te granice nadal dają się identyfikować. Warto przywołać też nie nazbyt radykalną zachętę Clifforda Geertza (2005a, s. 41-42) do takich sposobów uprawiania refleksji, które pozwolą na stworzenie, czy raczej dostrzeżenie, większej ilości powiązań. Można ją odczytać jako postulującą nie tylko ukazywanie immanentnych cech zjawisk i wewnętrznych relacji w obrębie jednego pola znaczeń, ale również ich związków z zewnętrznymi obszarami, a w tym prezentowanie treści (przez opis czy "opowiedzenie") oraz poszukiwanie wyjaśnień kontekstowych dla zjawisk łączących treści religijne i niereligijne. Dziś coraz bardziej staje się widoczne, że socjologia religii nie może zamykać się w roli sensu stricto socjologii szczegółowej, w wyraźnie delimitowanym polu swych kategorii i zadań. Wyraźnie widać też słabości podejścia pozytywistycznego, notabene wcale nieuwalniającego socjologa od założeń filozoficznych. Wykazywanie błędu pozytywistycznych założeń należy do repertuaru realizmu krytycznego (Bhaskar, 2015; Porpora, 2016). Wyjście poza nadmiernie samodyscyplinujący i samoograniczający reżim pozwala dostrzec słabości pozytywistycznej "polityki wyjaśniania" i zwiększyć szanse, by zjawiska przynależne do spektrum zainteresowania socjologii religii, a także te pozostające na jej pograniczu, podlegały analizie nie tylko w ich szerokich kontekstach społecznych i kulturowych, ale i w bardziej zróżnicowanych kontekstach refleksji teoretycznej. Grace Davie (2010, s. 27) przywołuje Jamesa Beckforda negatywną ocenę nadmiernego odizolowania się socjologii religii od głównego nurtu dyscypliny, skutkującego brakiem jej udziału w ogólnych dyskusjach socjologicznych i ignorowaniem jej ustaleń przez pozostałych socjologów. Beckford (2006, s. 21) jest też zdania, że szczególnie w warunkach sekularyzacji, oznaczającej wielokierunkowe przemiany, do wyjaśniania religii nie wystarczają już kategorie klasycznej socjologii. Można to odczytywać jako zachętę do usocjologiczniania kategorii pochodzących spoza tej dyscypliny.
Szczególnie w następnym podrozdziale pozwalam sobie na łączenie opinii pochodzących od filozofów, socjologów oraz przedstawicieli innych dziedzin nauk społecznych czy humanistyki. Choć w swej działalności kierują się różnymi interesami poznawczymi, w odniesieniu do tej warstwy zagadnień wspólna jest im, jak sądzę, potrzeba wcześniejszej względem tych interesów onto-epistemologicznej uczciwości, a w każdym razie - czytelności.
Od realizmu do antyrealizmu i z powrotem?
Tematyka narracji na ogół jest uprawiana bez ontologicznych odniesień. Pytanie o referencyjność narracji na ogół nie jest podejmowane czy nawet stawiane. Pomimo że nie mam zamiaru, rzecz oczywista, zadawać pytań o ostateczny ontologiczny sens narracji religijnej, to szersze potraktowanie narracji jako takiej skłania do refleksji nad jej ontycznym statusem. W bardziej ogólnym ujęciu pytanie o realizm tyczy się znaczeń, jakie w nauce przypisywane są formułowanym w jej ramach twierdzeniom. W tym teoretycznym kontekście warto przyjrzeć się - w sposób, który z pewnością wciąż pozostanie powierzchowny, jednak, jak sądzę, przynoszący pewien pożytek niefilozofowi - panoramie ontologicznych stanowisk.
Margaret R. Somers (1994) przyznaje, że od początku istnienia nauk społecznych ich nastawienie na ścisłe przestrzeganie metodologii i pilnowanie kryteriów akceptowalności wyjaśniania przekładało się na prymat epistemologii. Ontologia, kojarzona z tym, co może być jedynie "odkryte", postrzegana była raczej jako generator niepotrzebnych problemów, jakie "należy pozostawić spekulatywnym filozofom" (s. 615). W ocenie Somers socjologię, szczególnie tę mainstreamową, charakteryzuje wręcz opór przed dotykaniem obszaru ontologii (por. Szacki, 2002, s. 896). Zauważa się jednak, że taka czy inna epistemologia w konsekwencji pociąga za sobą taką czy inną ontologię. Jak przekonuje Hilary Putnam (1981, s. 52), wraz z przyjętym schematem konceptualnym i określonym schematem opisu określone obiekty zostają wprowadzone do analizy. Wzajemne powiązania sprawiają, że jest również odwrotnie: nawet nieświadome wybory ontologiczne mają konsekwencje epistemologiczne (Szahaj, 1995, s. 59). Bruno Latour uważa, że na ogół w praktyce założenia dotyczące obu tych kategorii po prostu nie są rozdzielane: "mieszanie tych dwóch rzekomo oddzielnych domen jest dokładnie tym, nad czym naukowcy spędzają większość czasu" (1999, s. 93). Widoczne jest jednakże niejednakowe rozkładanie akcentów pomiędzy tymi domenami, jak i zróżnicowane sposoby traktowania ich wzajemnych relacji.
Andrzej Szahaj przypuszcza, że wiara w niezależne od nas istnienie świata nie tylko stanowi podstawę osobowej poczytalności, ale prawdopodobnie jest też "metafizycznym warunkiem uprawiania nauki" (1995, s. 60). U ontologicznych podstaw wielu obszarów nauki daje się odnaleźć naiwny realizm (Outhwite, 1992; Douglas, 2007), właściwie ten sam, jaki towarzyszy nam w codziennym życiu, zgodnie z sądem, iż "tylko filozofowie i lunatycy robią problem z istnienia rzeczywistości jako świata zewnętrznego" (Outhwaite, 1992, s. 223)10. Putnam (1998, s. 325-326) nazywa realizm pozostający w zgodności z oczekiwaniami zdrowego rozsądku "Realizmem przez duże R". Według Mary Douglas (2007) naiwny realizm sprawia wrażenie całkowicie wystarczającego tam, gdzie (sub)dyscypliny odwołują się do niższego poziomu abstrakcji. Wówczas "fragment kosmosu poddany specjalistycznej analizie zaopatrywany jest (...) w niepodlegające dyskusji wyposażenie" (s. 37). Leszek Kołakowski zauważa też, że spora część komunikacji naukowej, na podobieństwo komunikacji codziennej, "nie wymaga żadnych epistemologicznych przesłanek, żadnych założeń o prawdzie w ogóle czy o powiązaniach między postrzeżeniami a rzeczywistością" (1990, s. 17).
Gdy zdroworozsądkowy realizm okazuje się niewystarczający dla uznania obiektów i zjawisk, gdy te nie narzucają się świadomości pozostającej w naturalnym, "naiwnym" nastawieniu, wtedy nauka posługuje się tzw. realizmem naukowym (Putnam, 1998, s. 326, 331; Fraassen, 1980, s. 6-9). Na jego mocy zakłada się, że zdania oznajmujące powstające w ramach "dojrzałej" nauki pozostają w relacji - korespondencji, adekwatności lub podobieństwa strukturalnego - do rzeczywistości. Uznawany w większości nauk przyrodniczych i technicznych, realizm naukowy jest także przyjmowany przez nauki społeczne (Bryant, 1992). Legitymizuje, autonomizuje i szczególnie dowartościowuje działalność naukową, a nawet, jak złośliwie twierdzi Putnam, polega na głoszeniu, że "naprawdę istnieje tylko to (...) czego istnienie stwierdzi "ukończona nauka"" (1998, s. 326).
W ujęciu Marka Sikory (2011a) cechą realizmu w odniesieniu do nauki jest przekonanie o możliwości osiągnięcia korespondencji pomiędzy obrazem w nauce a światem realnym. "Realiści uznają, że budowane w nauce pojęcia, prawa, teorie czy modele, choć mają charakter konstruktów, to reprezentują one w sensie obrazowania realny świat. (...) Stąd też przyzwolenie realistów na ocenę zgodności wytworów nauki z tymi pozajęzykowymi obiektami realnymi" (s. 25). Wypowiedź ta łączy realizm epistemologiczny z ontologicznym. Ten drugi jest szczególnie mocno akcentowany przez RK jako warunek możliwości prowadzenia sporów na temat rzeczywistości, w tym sensowności prowadzenia sporów naukowych. Krytyczni realiści podkreślają, jak wiele różni ich stanowisko od stanowiska pozytywistycznego. Przypisują pozytywizmowi realizm empirycystyczny, jaki uznają wciąż za przejaw realizmu naiwnego (Bhaskar, 2015; Porpora, 2016, s. 84). Roy Bhaskar (2015, s. 159) uważa trwanie przy empirycystycznym realizmie za jeden z trzech zasadniczych czynników - obok socjologicznego indywidualizmu i błędów epistemicznych - przynoszących antynaukowy efekt.
Jednak dopiero postmodernistyczne czy inne wersje antyrealizmu likwidują sensowność sporu. William Outhwaite (1992, s. 223-224) stwierdza, że nowożytna filozofia, inaczej niż nauka (ma na myśli przede wszystkim nauki ścisłe), obierała głównie kierunek antyrealistyczny, dążąc do zastąpienia ontologii epistemologią. Nie pozostało to bez wpływu na te dziedziny nauk, w których o wiele trudniej o test adekwatności. W tych naukach - a należą do nich nauki społeczne - odbił się echem antyrealistyczny dyskurs filozofii. Jak twierdzi Outhwaite, "wyłączenie ontologii oznacza, że pytania o naturę form społecznych, czy o poszczególne formy społeczne, były traktowane jako "jedynie" definicyjne kwestie, które mogły być rozwiązane ad hoc w niezobowiązujący sposób" (s. 227). Przede wszystkim jednak otworzyło to drogę dla takiego sposobu uprawiania nauki, w którym warstwa teoretyczna może być jedynie tekstem. Została ona zwolniona z troski o korespondencję (sprawdzalność czy adekwatność) względem rzeczywistości. Zasadniczym sprawdzianem teorii stało się nie kryterium prawdziwościowe, lecz wewnętrzna spójność, literacka elegancja, siła przekonywania, zgodność z konwencją.
Pojawiają się też propozycje z pogranicza realizmu i antyrealizmu. Tak jest z realizmem wewnętrznym Hilary'ego Putnama (1998, s. 325-450). Jako pragmatysta i kontynuator koncepcji ontologicznego pluralizmu Williama Jamesa (1957; Putnam, 1999) proponuje on, jak twierdzi, kompromis pomiędzy stawianymi kategorycznie i wzajemnie sprzecznymi arbitralnymi wersjami realizmu metafizycznego11 oraz pomiędzy realizmem a antyrealizmem. Putnam nazywa swą koncepcję "pluralizmem realistycznych interpretacji". "Wewnętrzność" polega na tym, że prawda jest immanentnie związana z tekstem. Putnam przywołuje Wittgensteina (2000, s. 11-12) metaforę gier językowych. Pozostawanie realizmem (wszak "przez małe r") ma zasadzać się na tym, że teksty te jako spójne narracje o rzeczywistości nie są dowolne; relacji z rzeczywistością, a więc swojej prawdziwości, dowodzą pragmatycznie poprzez swe konsekwencje (Putnam, 1998, s. 341, 488; 1999, s. 20-29; por. James, 1957). Koncepcja ta jest w przeważającej mierze uważana za antyrealizm (np. Albert, 1992, s. 67; Wieczorek, 2005), choć Douglas Porpora (2016, s. 190, 204) w swoim zestawieniu nie rozstrzyga jednoznacznie, by pragmatyzm nie był zainteresowany prawdą.
Odrzucenie możliwości docierania do prawdy podmywa kompetencje nauki, ale też zwalnia humanistykę z konieczności poddawania się rygorom maksymalizowania adekwatności opisu względem opisywanej rzeczywistości. David Bloor stwierdza, że kiedy nauka odcina się od świata, kontrola nad teoretyzowaniem zostaje utracona, pozostając na łasce społecznych metafor (1991, s. 80). Zaproponowane niegdyś przez Fryderyka Nietzschego odrzucenie potrzeby docierania do "świata prawdziwego"12 przyjęte zostało przez humanistykę postmodernistyczną, głoszącą dyskwalifikację prawdy obiektywnej, zastępującą ją wielością zsubiektywizowanych prawd-interpretacji13. Te mogą odtąd domagać się uznania w oparciu o społeczne, pozaracjonalne kryteria.
Porzucenie ideału adekwatnego oddania świata takim, jakim jest - również w odniesieniu do świata społecznego, porzucenie realizmu jako stanowiska zarówno epistemologicznego, jak i ontologicznego w przekonaniu, że jego postulaty są nieosiągalne lub z innych jeszcze powodów, otwiera pole nie tylko dla odczytywania, rozszyfrowywania czy "demistyfikowania" konstrukcji rozpoznawanych na poziomie życia społecznego, ale i dla stosowania konstrukcji na "drugim piętrze" - piętrze praktyki naukowej. Gdy twardy grunt realizmu zostaje usunięty, ontologia unieważniona, proces konstruowania może dać się odnaleźć nie tylko w ukazywanym świecie społecznym badanych, ale też w samej aktywności badawczej i jej wytworach. W konsekwencji podejrzliwość, choć powstrzymywana przez prestiż nauki, a nawet jej sakralizację, w zasadny sposób może zwrócić się także w stronę produkcji w jej polu. Jak stwierdza Outhwaite, odpowiedź udzielana w sytuacji redukcji ontologii do epistemologii "stanowi pewien zbiór twierdzeń o nas" (1992, s. 223).
Docieramy do często znikającej z pola widzenia sprawy historyczno-kulturowego ulokowania instytucji nauki. Podczas gdy część filozofów lub socjologów nauki stoi na stanowisku, że nauka, będąc fenomenem kulturowym i społecznym, należy do kultury, w bardziej umiarkowanej ocenie przyjmuje się jedynie, że badacz nie wypowiada się z mitycznego "nigdzie"14. Pozostaje jeszcze pytanie, która kultura, dla niego samego być może pozostając transparentną, kształtuje jego perspektywę. Być może, skoncentrowany na rozluźnianiu związku z kulturą pochodzenia, nie dostrzega, że przemawia przezeń inny środowiskowy, kulturowy kod interpretacyjny. W sytuacji gdy jednym z głównych kryteriów uznania danej teoretycznej interpretacji staje się jej zgodność z konwencją, gdy dominuje założenie, iż może ona sobie radzić bez ontologicznych odniesień, rośnie rola tegoż społeczno-kulturowego osadzenia. Chociaż w radykalnych ujęciach w ogóle nauka jest widziana jako społeczna konwencja, konwencjonalnie oddzielana od reszty (Szahaj, 1995), w świetle bardziej umiarkowanych interpretacji można uznać, że nasycenie konwencją teoretycznej analizy jest zmienne i zależne od warunków. Wówczas, szczególnie w pewnych warunkach i wobec pewnych tematów, można podejrzewać, że nad subiektywno-relatywnym światem tych, których doświadczenia mają być poznane, nadbudowywana jest druga kondygnacja percepcji i interpretacji, składająca się z moderowanych teoretyczno-epistemologicznymi, ale też środowiskowymi wytycznymi pojęć, klasyfikacji, typizacji, a niekiedy stereotypizacji i gotowych schematów interpretacyjnych. David Bloor uważa, że konieczność udziału w komunikacji jest mechanizmem konformizującym, w efekcie którego utrzymywane są "kolektywne wzory myślenia w jednostkowej psyche" (1991, s. 15). Według Brunona Latoura (1987, za: Amsterdamska, 1990, 1992) naukowcy werbują innych naukowców do swych sieci, nakłaniając ich do akceptacji swoich twierdzeń. Bogdan Szlachta przywołuje konstatację historyka Christophera Lascha, że w ostatnich dekadach XX wieku u przedstawicieli zachodniej nauki pojawiła się świadomość, iż wiedza, jako pozostająca w bliskości względem światopoglądu czy ideologii, "jest jedynie innym obliczem władzy", i że z tego powodu należy zwracać uwagę na punkty widzenia nie tylko wśród opinii publicznej, ale i te obecne w obszarze nauki, reprezentującej różne "społeczności uczonych" (Lasch, 1997, za: Szlachta, 2023, s. 63). Scott Lash dostrzega nasilenie się "konwencjonalności" w późnej nowoczesności. Jego zdaniem "[s]ocjolog, dawniej obiektywny badacz mas, funkcjonuje razem i w tym samym świecie co masy zaludniające systemy eksperckie" (2009a, s. 219). Lash postuluje postawienie pytania: "czy my również nie podlegamy zjawisku "neoplemienności"?" (s. 221). Andrzej Szahaj przekonuje, że potwierdzenie postępowania tego zjawiska, ujętego jako proces, daje się odnaleźć u Niklasa Luhmanna (Luhmann, 1990, za: Szahaj, 1995, s. 66). Autor teorii systemu społecznego twierdzi, że wraz z domykaniem się systemu nasila się tendencja do deontologizacji rzeczywistości, polegająca na zniesieniu epistemologicznej ważności odtworzenia tej rzeczywistości, wraz z równoczesnym wzrostem roli przeprowadzania dystynkcji między tym, co należy, a co nie należy do systemu. Czy nie znajduje to potwierdzenia np. w postulatach Kennetha Gergena i Tojo Thatchenkery'ego (2004) (formułowanych tylko w odniesieniu do nauk o organizacjach?), by w duchu postmodernizmu odejść od modernistycznej roli "czyścicieli luster", uznania dla indywidualnej racjonalności i używania języka w celu reprezentowania świata, ku racjonalności wspólnotowej, nauce jako społecznemu konstruowaniu tego, co "powinno być" i pragmatycznemu traktowaniu języka jako siły sprawczej? Wobec tak uprawianej nauki, a fortiori należałoby przywołać konstatacje, począwszy od tych Ludwika Flecka na temat kolektywów myślowych (1986, s. 67-81, 130-142; Sady, 2000, s. 48-51) po Michela Maffesoliego (2008) na temat współczesnych plemion naukowców15.
Można pozwolić sobie na komentarz, iż naukowiec-antyrealista, jaki wyłania się z tego opisu, bynajmniej nie porzuca twierdzeń ontologicznych ze szczętem. Nie podejmując dociekań w sprawie adekwatności głoszonych tez względem świata zewnętrznego, nie rezygnuje z formułowania sądów na temat jego kształtu i natury, dla testowania których potrzebuje aprobaty społecznej i potwierdzenia w normie kulturowej. W tym sensie tezy w funkcji ontologicznej nadal obowiązują, są one jednak wewnętrzne względem pewnego tekstu kulturowego i pozostają w relacjach z jego kodem wartości. Ta wewnątrztekstowa ontologia putnamowskiego realizmu "przez małe r", niezgodnie ze swym autentycznym statusem ontycznym, stosowana jest w roli probierza dla dokonywania ocen "ontologii lokalnych", jakimi z kolei dysponują badani. Ich ontologie będą wówczas testowane i ewaluowane w konfrontacji z konwencją przedstawicieli nauki. Zygmunt Bauman (1992) identyfikuje "socjologię ponowożytną" jako mającą, wbrew własnej konwencjonalności, takie uniwersalistyczne aspiracje. "Właśnie dlatego, że pasuje tak dokładnie do ponowożytnej kultury, ponowożytna socjologia (...) [n]ie jest w stanie ujrzeć siebie jako zdarzenia w historii" (s. 23). Bauman nie ukazuje "ponowożytnych" socjologów jako politycznie zaangażowanych16. Natomiast w oparciu o konstatacje Scotta Lasha (2009b) można wnosić o politycznym wymiarze funkcjonowania ustaleń naukowca, poprzez wpływ "systemów eksperckich" na funkcjonowanie instytucji, a w ten sposób i życie codzienne "zwykłych ludzi".
Według Baumana również oddanie głosu w całości etnometodologii czy fenomenologii Schütza oznacza przyjęcie stanowiska antyrealistycznego, zrównywanego przezeń z perspektywą "ponowożytności" (1992, s. 22). On sam, uznawany często za postmodernistę, postuluje pozostawanie przy starych sposobach analizy i "nowożytnych" narzędziach, bowiem właściwa analiza wymaga powrotu do "ortodoksyjnej płaszczyzny badań socjologicznych", "rozwijania strategii systemowego, racjonalnego dyskursu" (s. 29). Także Hilary Putnam (1998), cokolwiek powiemy o jego pomyśle na realizm, pozostaje krytykiem antyrealizmu. Uważa, że "ożywienie realistycznego ducha jest poważnym zadaniem filozofa obecnej doby" (s. 450), ponieważ realizm jest warunkiem racjonalności.
Podczas gdy antyrealizm ignoruje lub zapoznaje kwestie ontologiczne (w pewnych przypadkach pozując na ontologię), w tym kontekście wyróżnia się kierunek realizmu krytycznego, propagujący wyraźnie rozłączne potraktowanie ontologii (jako zawierającej elementy nietranzytywne) i epistemologii (podlegającej tranzycji; Archer, Bhaskar, Collier, Lawson, Norrie, 1998). Unikanie konflacji pomiędzy ontologią i epistemologią ma pozwolić badaczowi z obszaru nauk społecznych zachować przekonanie o istnieniu świata funkcjonującego na swych własnych - a nie na pochodzących od badacza - warunkach. Jak pisze Roy Bhaskar (1998), główny twórca RK, "[d]la krytycznych realistów podstawą abstrakcji jest rzeczywiste rozwarstwienie (i ontologiczna głębia) natury i społeczeństwa. Nie są nimi subiektywne klasyfikacje niezróżnicowanej rzeczywistości empirycznej" (s. xvi). Ontologiczny realizm i racjonalna dyskutowalność (dokładniej: krytyczna racjonalność: judgemental rationality) przeciwstawiają się ekspansji roszczeń pozapoznawczych i pozaracjonalnych czynników. "Krytyczność" tego stanowiska nie ma charakteru zaangażowania ideologicznego ani politycznego, odnosi się jedynie do wymiaru poznawczego. Posługując się nomenklaturą Baumana (1992, s. 12-13), należałoby stwierdzić, że RK obstaje przy nowożytności. Dopiero trzeci z jego filarów, epistemiczny relatywizm, uchyla drzwi dla "ponowożytnych" wątpliwości i pluralizmu interpretacyjnego, które jednak nie pozbawiają mocy realnokrytycznych roszczeń, gdyż mają zostać poddane racjonalnej dyskusji i ocenie poprzez ich odniesienie do zakładanego przez realizm ontologiczny planu obiektywnej rzeczywistości.
Czy w takim razie wybór jest albo-albo? Sprawa jest złożona, ponieważ uczciwe podejście badacza świadomego argumentów stron nie może polegać na stowarzyszeniu się na dobre i złe z jedną z nich: z tą, w której panuje przekonanie, że można podążać za ideałem ukazania świata uniwersalistycznie i bezstronnie, lub z tą, przekonaną, że można mówić jedynie zsubiektywizowanym tekstem. Problemu nie wydaje się rozwiązywać teza Bhaskara, zgodnie z którą RK przyswaja elementy obu tych tradycji, a przez odrzucenie tego, co zostaje uznane za ich słabości, przezwycięża ich opozycję i niweluje istniejące między nimi napięcie17 (1998, xiii-xiv; Hartwig, 2015, s. xxv). Wprawdzie RK, ze względu na obecność przekonań i znaczeń na poziomie kulturowego zróżnicowania, zakłada konieczność posłużenia się analizą hermeneutyczną, to jednak, zdaniem Bhaskara, jest to zabieg, jaki powinien być stosowany tylko na pierwszym etapie (Hartwig, 2015, s. xxi, xxvi). Hermeneutyka jako przeciwieństwo krytycznej nauki i tak zostaje oceniona jako mniej groźna niż pozytywizm (s. xxv). Pomimo że w skład "świętej trójcy" realizmu krytycznego - poza ontologicznym realizmem i racjonalnością jako podstawą sądów - wchodzi i epistemiczny relatywizm, to jest to relatywizm niebędący bynajmniej ostateczną zasadą poznania, a akceptowany jedynie jako kulturowo i strukturalnie, biograficznie i perspektywicznie usprawiedliwione zróżnicowane punkty wyjścia. Jest to raczej akceptacja zróżnicowania hipotez w odbiorze rzeczywistości, podczas gdy celem pozostaje przybliżanie się do poznania obiektywnej rzeczywistości18. W tej generalizującej i procesualnie zarysowanej koncepcji, docelowo zdążającej do przezwyciężenia perspektyw partykularnych, społeczno-kulturowe wersje świata stanowią wyjściowe wersje epistemiczne, a więc coś, co wcześniej czy później należałoby poddać racjonalnej dyskusji i racjonalnemu osądowi. Można by wnosić, iż zatem celem badawczym względem wspólnot kulturowych będzie korygowanie ich błędów poznawczych i być może skłanianie ich uczestników do otwarcia się na falsyfikowalność własnych wariantów interpretacyjnych, prowadzenie sporu poprzez argumentację itp., co w każdym razie częściowo wydaje się nieporozumieniem. W najlepszym zaś razie kulturowe "wersje epistemiczne" miałyby status swoistych, wspólnotowo utrwalonych, trudnych do wykorzenienia błędnych przekonań. W odniesieniu do kwestii szczegółowych i konkretnych, jak np. faktów historycznych, przekonywanie jakiejś zbiorowości, że jest w zbiorowo i ekskluzywistycznie podtrzymywanym błędzie, ma sens i jest jak najbardziej trafne. Pozwala zarówno na "bycie wysłuchanym", jak i na to, by nie rezygnować z obiektywizujących ustaleń. Natomiast generalnie taka strategia "odzierania ze złudzeń", podejmowana wobec kultur jako całości czy poszczególnych ich wątków, będzie nie tylko nie do zastosowania, ale i nie do przyjęcia.
Douglas Porpora (2016), reprezentujący RK, ale też socjologię, także wypowiada się o roli i miejscu hermeneutyki19. Nie uważa etnografii, historycznej narracji czy opisu za podejrzane czy mało wartościowe. Jednak, podobnie jak Roy Bhaskar, wiąże ich wartość ze zdolnością do wyjaśniania. "Jeśli nauki humanistyczne specyficznie wymagają hermeneutycznych metod, jest tak dlatego, że hermeneutyka jest drogą dostępu do tych odrębnych mechanizmów, w oparciu o które działają ludzcy aktorzy" (s. 64). W tym rozumieniu hermeneutyka musi zostać przełożona na język opisu działania sił sprawczych (causal powers). W rozumieniu Porpory (s. 220) krytyczny realizm ma służyć jako metateoria stanowiąca podstawę międzyparadygmatycznej komunikacji i dokonywania syntezy. Jednakże na pewnych warunkach. Jak należy rozumieć, synteza ta pozostaje możliwa tak długo, jak długo odmawia się szeroko rozumianej hermeneutyce głębokiej autonomicznej podbudowy filozoficznej, jej własnej refleksji metateoretycznej oraz gdy przystaje się na potraktowanie jej jako metody doraźnej, pomocniczej, środka prowadzącego do poszukiwania mechanizmów i wyjaśniania.
Chociaż więc z jednej strony należy docenić potencjał wkładu RK w socjologię w warunkach rosnącego oddziaływania stanowisk antyrealistycznych i de facto antyracjonalistycznych, z drugiej strony trzeba zaznaczać, że w przypadku bardziej "delikatnego" materiału, zawierającego w sobie różnorodne humanistyczne sensy i znaczenia, poszukiwanie "sił sprawczych", "mechanizmów" nie będzie miało większego sensu. Badacz zainteresowany rzeczywistością społeczną, światem takim, jaki się ludziom zjawia, pozostający - z dużo większym upodobaniem niż filozof, ktoś zainteresowany "emancypacją"20 czy tylko wykrywaniem mechanizmów sprawczych - w obszarze określanym przez Bhaskara jako "zaledwie" empiryczna domena rzeczywistości (por. Hartwig, 2015, s. viii), powinien przyjąć inne podejście, a dokładniej, być gotowym na przyjmowanie zróżnicowanego podejścia w zależności od tego, czego ono ma dotyczyć. W analizach narracji narodowych - czy to opowiadanych przez historyków, polityków, "zwykłych ludzi" tak czy inaczej zaangażowanych, narracji aspirujących do obiektywizmu czy mających jakąś domieszkę sakralizujących interpretacji - odwołanie do twardych podstaw ontologicznych może mieć niebagatelną rolę, np. dając odpór nieprawdziwym interpretacjom, niesprawiedliwym oskarżeniom itd. Jako warstwa metateoretyczna uchwytująca realność stanów rzeczy, faktów, relacji, procesów - RK może być arbitrem w pojedynku pomiędzy teoriami skoncentrowanymi na zagadnieniach narodów i nacjonalizmów, zadając pytanie, jakie jest odniesienie każdej z nich do rzeczywistości. Jednak, jak za niedługo postaram się pokazać, w analizach narracji religijnych socjolog musi zawiesić realnokrytyczne postulaty epistemologiczne i roszczenia ontologiczne. Ich zastosowanie miałoby wysoki potencjał niszczenia znaczeń, stanowiących podstawową kategorię hermeneutyki. Oznacza to, że inaczej, niż sądził Porpora, RK nie może stanowić podbudowy dla wszystkich, a być może dla większości tematów będących przedmiotem zainteresowania "metod miękkich", czy to nazwiemy je interpretatywnymi, fenomenologicznymi czy hermeneutycznymi, gdyż stale żądałby przeprowadzenia redukcji. Następuje tu zatem kontrolowane pęknięcie. Sam autor pisze, iż skorzystanie przez daną perspektywę socjologiczną z określnej podbudowy matateoretycznej zapewniającej podstawy ontologii i epistemologii zależy od tego, "na które pytania wymaga [ona] wyraźnych odpowiedzi" (Porpora, 2016, s. 198). A ponieważ Porpora dyskwalifikuje hermeneutykę i fenomenologię jako metateorie (s. 198-190), pozostawałoby im "do wyboru" (po odsianiu z oczywistych przyczyn pozytywizmu) stowarzyszenie się w poszukiwaniu podstaw z postmodernizmem lub pragmatyzmem.
Moje spojrzenie jest nieco inne. Ponieważ nie uważam osobiście za właściwe podejście traktowania ukazywanych w narracjach treści religijnych i światów przeżywanych jako realnokrytycznych wariantów "epistemicznych" (Archer, Collier, Porpora, 2004, s. 4), a raczej gotowa jestem zaakceptować te wersje świata jako subiektywne "ontologie", muszę opuścić gościnny grunt RK. By mówić o wielości "ontologii" światów przeżywanych, trzeba porzucić tęsknotę za uzyskaniem "perspektywy oka Boga" (por. Putnam, 1981) i mocniej uzbroić się w metodologiczny relatywizm. Pouczająca wydaje się uwaga Jerzego Kmity: "W takiej mierze, w jakiej możliwe jest częściowe choćby zrekonstruowanie kultury (...) danej społeczności historycznej, możliwe jest też, przy posłużeniu się elementami owej rekonstrukcji jako przesłankami, efektywne wyjaśnianie i przewidywanie wchodzących w grę działań ludzkich, wyjaśnianie nieosiągalne inną drogą. Stanowiskowyrażone przez tezę powyższą "nazwałbym właśnie relatywizmem kulturowym "przez małe r"" (1993, s. 105). Trzymając się metateoretycznych możliwości przedłożonych przez Porporę, miałabym wybór pomiędzy metateoriami postmodernizmu i pragmatyzmu. Cóż jednak robić, gdy i z ich założeniami się nie zgadzam? Być może jednak Porpora zbyt łatwo zdyskwalifikował hermeneutykę i fenomenologię jako metateorie, np. w przypadku fenomenologii stwierdzając nieciągłość między podstawami filozoficznymi a jej wersją mającą zastosowanie w socjologii? Być może należałoby je zestawić z RK jako równorzędnych (choć tak różnych) partnerów czy też konkurentów na poziomie metateorii?
Z wyżej ukazanych względów jedna perspektywa - ta mocno stąpająca po ziemi i pytająca: "jak jest naprawdę?" - wymaga uzupełnienia drugą niezadającą pytań o prawdziwość. Dla ich współistnienia potrzebna jest jakaś forma wzajemnego tolerowania się, bez dążenia do przezwyciężania "oponenta". Wielecki (2019, s. 54-59) widzi potrzebę raczej przezwyciężania sprzeczności między paradygmatem obiektywistycznym i subiektywistycznym i wskazuje przykłady sukcesów teorii osiągających dialektyczną syntezę. Zalicza do nich teorię Margaret Archer. Ceniąc syntezę, Wielecki postrzega eklektyzm jako przejaw niepowodzenia i teoretycznej bezradności (s. 60-61). Jednak o ile niestworzenie syntezy, nieosiągnięcie spójności w ramach jednej teorii będzie niepowodzeniem, to tam, gdzie badacz nie ma aspiracji teoriotwórczych, być może powinien zostać potraktowany bardziej wyrozumiale. W mojej ocenie gdy do syntezy nie dochodzi, tzn. gdy oba podejścia nie przyswajają siebie nawzajem na głębszych poziomach swych założeń, należy zaakceptować to pęknięcie. Przykładem badacza, który proponuje takie kompromisowe rozwiązanie, jest antropolog Stanley Tambiah (2006). Rozróżniając dwie zasadnicze filozoficzne interpretacje, których zwolenników określa odpowiednio jako "unifikujących" i "relatywizujących", ukazuje tych drugich jako przekonanych, że "należy tak długo, jak to tylko możliwe, powstrzymywać się przed zbyt pochopnym stosowaniem kryteriów racjonalności, które mogą być nieodpowiednie" (s. 59). Wobec tych sytuacjimożna przywołać pogląd Odo Marquarda - notabene w zasadzie akceptowany też przez Wieleckiego (2019, s. 57-58) - że hermeneutyka jest "aktualną formą sceptycyzmu" (Marquard, 1994, s. 120). Jeśli sceptycyzm miałby być, jak twierdzi Marquard, "jądrem hermeneutyki", to byłby to sceptycyzm zawieszający jednoznaczność i ostateczność sądu oraz roszczenia do sformułowania ponadhistorycznej i ponadkulturowej, uniwersalnej prawdy21. Marquard uważa, że postawa sceptyczna nie jest bezradnością (s. 19-21); nie jest też nieroztropnym zerwaniem z tradycją, bowiem "sceptycyzm skłania się ku konserwatyzmowi" (s. 17)22. Propozycja Tambiaha (2006) to propozycja stosowania nieciągłości i "przeplatania" racjonalistycznego wyjaśniania hermeneutyką, o której znów Marquard mówi, że "jest niezbędnie ludziom do życia potrzebną sztuką odnajdywania się w sytuacjach przygodnych" (1994, s. 22). "Prawda to jedno, a to, w jaki sposób daje się z prawdą żyć - to drugie" (s. 98). Podobne stanowisko wydaje się prezentować Paul Ricoeur, gdy stwierdza, że epistemologicznie pomiędzy naukami ścisłymi i humanistycznymi "należy odnajdywać zarówno ciągłość, jak i nieciągłość" (1992, s. 16), gdyż człowiek "należy jednocześnie (...) do państwa wyjaśniania i do państwa rozumienia" (s. 23). Stanley Tambiah uzasadnia to tak: "twierdzenie o możliwości istnienia tylko "jednej nauki", (...) należącej do "jednego świata", nie usuwa logicznej możliwości istnienia w tym jednym świecie innych "rzeczywistości" czy dziedzin "znaczenia" poza zasięgiem jednej nauki, a możliwych do pojęcia w kategoriach innych "ram"" (2006, s. 76).
Gdy Porpora twierdzi, że "[j]ako podejście niefundamentalistyczne RK uzasadnia filozoficznie pluralizm metodologiczny" (2016, s. 64), dotyczy to tylko tych teorii i związanych z nimi metod, które nie są zakorzenione w stanowiskach onto-epistemologicznych sprzecznych z reprezentowanym przezeń stanowiskiem. Ponieważ antyrealizm jest zasadniczo wrogiem realizmu i odwrotnie, RK, będąc putnamowskim realizmem "przez duże R", nie może zostać połączony ze stanowiskiem, które całkowicie go neguje, jak czyni to właśnie pragmatystyczny realizm wewnętrzny Putnama23 i każde powołujące się na takie rozumienie rzeczywistości stanowisko nauk społecznych. Podobnie RK nie stworzy syntezy z konstrukcjonizmem wspierającym się z pełnym przekonaniem na postmodernistycznej negacji prawdy, a tym bardziej z konstrukcjonizmem oddanym sprawie dekretowania prawdy i zarządzania mających obowiązywać ontologii.
Sądzę natomiast, że taką rolę uzupełniającą może bez popadania we wzajemne sprzeczności pełnić zawieszająca dochodzenie fenomenologia, jak utrzymuje Sławomir Mandes (2012), zyskująca swą istotność dla socjologii. Bywa ona zaliczana do stanowisk antyrealistycznych (Bauman, 1992; Albert, 1992, s. 67; Szacki, 2002, s. 872). Warto zaakcentować jednakże, iż nie zaprzecza ona, a już tym bardziej w husserlowskiej wersji nawołującej do "powrotu do rzeczy", istnieniu obiektywnej rzeczywistości, a jedynie "wie", że ludzie patrzą na nią ze swych perspektyw. Jacek Sójka (1991b), mając na myśli ten jej wymiar, jaki znajduje zastosowanie w socjologii, uważa, że fenomenologia bywa antyscjentystyczna tylko wtedy, "gdy polemiczny ferwor zmusi ją do tego", zasadniczo zaś jest tylko "niescjentystyczna" (s. 133). W swej "doświadczeniowej" (tzn. subiektywistycznej, "przeżywaniowej") wersji, a w tym zakresie także i w usocjologicznionej wersji Alfreda Schütza, unika wypowiadania się w kategoriach ontycznych struktur rzeczywistości (Natanson, 1982, s. x?ii; Schütz, 1999, s. 252). Nie popełnia więc "grzechu głównego" tropionego przez krytyczny realizm, jakim miałaby być "ontologizacja epistemologii". Gdy mówi o światach, nie są to zontologizowane pluralistyczne światy Williama Jamesa (Manterys, 1997, s. 13-23). Roy Bhaskar określa te koncepcje teoretyczne jako irrealistyczne (Hartwig, 2015, s. xviii). Uznanie dla fenomenologii, która chce ukazywać właściwy określonej wspólnocie interpretacyjnej sposób widzenia świata, przy założeniu, że te sposoby ujęcia rzeczywistości są ludziom potrzebne do ustanawiania sensu, nie musi się wiązać nierozerwalnie z negacją istnienia świata obiektywnego oraz faktów, do których światy przeżywane się odnoszą w sposób zapośredniczony przez znaczenia, symbole i narracje, ale także socjalizację, wartości i przekonania. W ich perspektywie narzuca się wrażenie, że świat obiektywny jest dla ludzi niewystarczający.
Jaką więc korzyść wnosi do badania narracji i światów przeżywanych realizm? Uważam, że warto - jednoznacznie pozostawiając poza obszarem dociekań wymiar religijny - zachować możliwość sensownego, bo uzasadnionego metateoretycznym paradygmatem, stawiania pytań o status prawdziwościowy narracji (Królikowska, 2023), na przykład tej opowiadającej o przeszłości grupy. Możliwość ta znajduje uzasadnienie w realizmie ontologicznym realizmu krytycznego i uzasadniającej racjonalności. Podczas gdy punktami węzłowymi narracji są wydarzenia, w RK znajdujemy akceptację dla pojęcia faktu, także faktu historycznego. Porpora (2016, s. 115) porusza zagadnienie tego, co należy uważać za ontologicznie podstawowe. Zauważa, że w naturalnym nastawieniu skłonni bylibyśmy przyjąć, że są to obiekty. Przywołuje jednak stwierdzenie Ludwiga Wittgensteina z Tractatus logico-philosophicus (1997, s. 5, 8-9, 33), że rzeczywistość składa się ze wszystkiego, co się dzieje, a to, co jest, to stany rzeczy. Wittgenstein przypisuje więc faktom status ontyczny, utrzymując, że świat składa się z faktów, te zaś ze stanów rzeczy24. W realnokrytycznej perspektywie, tak jak świat istnieje niezależnie od tego, co o nim myślimy, tak i fakty z przeszłości, poza nakładanymi na nie interpretacjami, mają swój obiektywny wymiar, niezależnie od tego, jakie interpretacje biorą górę w danym momencie historii np. pod wpływem takiej czy innej konstelacji sił uczestniczących w zmaganiach o władzę. Kolejne wzmocnienie baumanowskiej "ortodoksyjnej płaszczyzny badań socjologicznych" to wsparcie udzielane przez RK realizmowi socjologicznemu (Rybicki, 1979, s. 51-59; Szmatka, 1989, s. 23-49; Wielecki, 2003, s. 19-39). Przeciwstawiając się dominacji indywidualizmu metodologicznego, a więc redukcji społeczeństw do sumy jednostek, RK umacnia na nowo metateoretyczną podbudowę dla ujmowania zbiorowości w kategoriach realnych - choć nieesencjalnych - struktur społecznych (Bhaskar, 1998, s. xiii, xvi; 2015, s. 159; Hartwig, 2015, s. xxi). Porpora (2016, s. 115-116), kontynuując odwoływanie się do Wittgensteina (1997, s. 5, 9), jak też dając własne realnokrytyczne uzasadnienie, zauważa, że niezbywalną składową stanów rzeczy są relacje, co przekonuje również o ontologicznym statusie relacji. Te zaś poświadczają o znaczeniu społecznej struktury.
Nietrudno dostrzec, że RK ma skłonność do skrupulatnego oddzielania kultury od struktury (Archer, 2019; Porpora, 2016). Czyniąc odstępstwo w tej kwestii, lecz pozostając w zgodzie z klasycznymi ustaleniami realizmu socjologicznego, można przyjąć, że także zbiorowości ukształtowane w długiej perspektywie historycznej i kulturowej mogą być uznane za struktury społeczne (wsparte jednakże nie tylko na interesach, obiektywnych zależnościach i dystansach, ale też na łączących elementach z obszaru symbolicznego) - bez względu na to, co na ich temat się aktualnie sądzi25. Zdaniem Jerzego Szackiego (2004, s. 35) to właśnie realizm może stanowić "trzecią drogę" pomiędzy esencjalizmem a konstrukcjonizmem w odniesieniu do tematyki narodu. Perspektywa RK obecna w pracy Archer (2019) pozwala uznać socjologiczną rolę treści symbolicznych jako czynnika oddziałującego na życie społeczne, na działania podmiotów i grup, jak też dostarcza teoretycznej ramy dla wyjaśniania zmiany społeczno-kulturowej i przekształceń dokonywanych w warstwie symbolicznej. Co więcej, teoria podmiotu i sprawczości Archer (2019, s. 167, 242, 247, 250) proponuje, by idee, raz wytworzone, zyskiwały status ontycznej egzystencji26. Nad ontologicznymi podstawami unosi się warstwa owej humanistycznej projekcji, z całym bogactwem "materiału" dla światów przeżywanych - dostępnych poznaniu fenomenologicznemu, i dla sposobów opowiadania - dostępnych hermeneutyce.
Obie ważne w tej książce perspektywy: realizm krytyczny i fenomenologia odmiennie odnoszą się do obszaru będącego domeną socjologii religii. Podejście fenomenologii do religii, jak należy zaznaczyć: niejednolite, zostało szeroko przedstawione i opisane (Allen, 1987; Waardenburg, 1978; De Martino, 1995; Bronk, 1996, s. 177-188; van der Leeuw, 1997; Prokopiuk, 1997; Otto, 1999). Nie jest to perspektywa socjologiczna - często znacznie bliżej było jej do teologii, co oznacza, że w tej odmianie wspierała się na założeniach ontologicznych. Nadanie fenomenologii rysów, jakie czynią ją możliwą do zastosowań socjologicznych, i w tej postaci odniesienie jej do przedmiotuzainteresowania socjologii religii zawęża pole, ustanawiając wycinek na przecięciu wyrosłej z filozofii, lecz ostatecznie ponaddziedzinowej fenomenologii i socjologii. I jeśli niektóre wersje uprawiania fenomenologii religii zakładają ontologię sacrum27, fenomenologia tak w szerokim nurcie "doświadczeniowym", jak i w usocjologicznionej wersji pokazuje jedynie zsubiektywizowane perspektywy, unikając twierdzeń o naturze rzeczywistości. Z kolei realiści krytyczni (Archer, Collier, Porpora, 2004) podnoszą argument, że doświadczenie przedstawione w izolacji od rzeczywistości pozostaje zawieszone w próżni i zaprezentowane jako społeczna konstrukcja28. Argumentują przeciw temu: "Tak w nauce, jak i w religii nasze przekonania pozostają w dialogu ze światem. (...) wzięcie świata w nawias jest w istocie rozbiciem tego procesu dialektycznego i zbadaniem tylko jednego elementu - elementu społecznego", natomiast "[w] każdym prawdziwym doświadczeniu obiekt wnosi coś do treści doświadczenia" (s. 13). Socjologia religii w sposób jednoznaczny pozostawia kwestię istnienia rzeczywistości ponadnaturalnej - a więc "obiektu doświadczenia" - poza swoimi rozstrzygnięciami. Owe doświadczenia, które odnoszą się do sfery transcendentnej, mogą być jedynie przedstawione właśnie fenomenologicznie, pozostawione poza roszczeniami do metafizycznych ustaleń, jakie mógłby wysuwać RK, a dzięki epoché nie orzeka się o nich apodyktycznie, że z pewnością w całości reprezentują społeczne i kulturowe treści. Teoretycy RK nie cofają się przed "podążaniem trudniejszą i śmiałą ścieżką poszukiwania aletycznej prawdy"29 (s. 11). Notabene, pomimo że, jak głoszą, starają się docierać do rzeczywistości sacrum poza poszczególnymi religijnymi tradycjami (też Bhaskar, 2016), odnajdywana przez nich rzeczywistość metafizyczna okazuje się zachowywać sporo wspólnego z przekazem religii historycznych bliskich autorom. Socjolog nie dysponuje żadnymi narzędziami, by tego rodzaju ustalenia przyjmować czy odrzucać. O ile należy przyznać rację Margaret Archer, Andrew Collierowi i Douglasowi Porporze (2004, s. 7-9), że dla teologii wittgensteinowska30 perspektywa gier językowych jest "koniem trojańskim", czymś bliskim ateizmowi w religijnym przebraniu (s. 9), o tyle wypada uznać, że w perspektywie oglądu socjologicznego odrzucenie jakichkolwiek poszukiwań ontologicznych ma nie tylko tę niebagatelną zaletę, że nie koliduje z podstawowym metodologicznym założeniem socjologii religii, ale także pozostawia miejsce na prywatne, bardzo osobiste i różne interpretacje. Perspektywa fenomenologiczna jako zasadnicza dyrektywa metodologiczna, choć zawiesza pytanie o metafizyczną prawdę, nie musi go anulować.
Warto przy tej okazji zauważyć, że podczas gdy wiele subdyscyplin socjologicznych (jak socjologia regionów, miasta, wsi, edukacji, zdrowia, gospodarki itp.) nie niepokoi się o realny status przedmiotu swoich badań i może w dużych obszarach swej działalności polegać na "realizmie naiwnym" czy putnamowskim "Realizmie przez duże R" (Putnam, 1998, s. 325-326), socjologia religii znajduje się w tym szczególnym położeniu, iż musi wciąż wykazywać zdystansowanie wobec tego, co czyni ludzi (ich przekonania, działania i wytwory) przedmiotem jej badawczego zainteresowania. Socjolog religii stara się zaznaczać, że odnosi się tylko do społecznego uznawania, podtrzymywania czy porzucania pewnych "tekstów" czy "gier językowych", które ludzie uznają za treść swojej wiary i obiekt swych praktyk oraz do społecznych konsekwencji posługiwania się nimi. Innymi słowy, w większym stopniu niż w przypadku reprezentantów wzmiankowanych subdyscyplin odnosi się do ludzkiej świadomości i na jej podstawie zbiorowo wytwarzanych praktyk, urządzeń instytucjonalnych, tekstów i narracji; przy czym treści tej świadomości traktuje jeśli nie z podejrzliwością, to z dystansem. Dlatego socjologia religii wyjątkowo mocno podkreśla swoje podporządkowanie wymogowi, by nie popaść w tak wygodny w innych dziedzinach naiwny realizm w stosunku do całości spektrum obiektów swej dziedziny oraz by zaakcentować własne, przynajmniej metodologiczne, wyobcowanie ze zbiorowości. Naiwnorealistyczna postawa wobec zjawisk z obszaru sacrum nie jest możliwa, a w każdym razie miałaby charakter specyficzny: w znikomym stopniu związany z naoczną dostępnością, a w szczególnie dużym - z nieuprzedzonym przyjęciem treści społecznego przekazu. Z drugiej strony być może uzasadnione będzie stwierdzenie, że - w sposób niezależny od mód intelektualnych - metodologicznie podyktowane zawieszanie osądu co do "słuszności" czy "niesłuszności" postaw badanych, prawdziwości czy nieprawdziwości ich przekonań czy wypowiedzi może stać się pewnym differentia specifica socjologii religii w przypadku, gdyby nauki społeczne miały stawać się coraz bardziej praktyką społecznie i ideowo zaangażowaną.
Konstrukcjonizmy31, konstrukcje i idea uniwersalizmu
W odniesieniu do "pierwszego piętra", a więc zjawisk, obiektów czy treści obecnych w kulturze i ludzkiej świadomości, szczególnie odnoszących się do tego, czego status ontyczny jest niepewny, niejasny lub podważany nie tylko na gruncie nauki, ale też w społecznym czy politycznym dyskursie, sposób wyjaśniania łączy się z zagadnieniem roli, jaką badacz przypisu-je społecznemu konstruowaniu. Peter Berger i Thomas Luckmann (1983) łączą społeczne konstruowanie z antropologiczną koniecznością, jaką jest eksternalizacja. Jednak "społeczna konstrukcja" ma różne znaczenia, jak choćby rozumienie statyczne lub dynamiczne (Eberle, 1992, s. 498). Ian Hacking (1998, s. 49) zauważa, że konstrukcjonizm, będąc nastawionym na demaskowanie społecznych konstrukcji, kieruje uwagę na dwa typy zagadnień: na idee dotyczące ludzi, społeczne praktyki i interakcje oraz na świat pozaludzki. Według Hackinga cel demaskowania skierowanego na pierwszy obszar ma charakter socjopolityczny, zaś w odniesieniu do drugiego obszaru - jest natury metafizycznej. Przy bardziej wnikliwym przyjrzeniu się pierwszemu z tych rodzajów dostrzega się różnice stopni oraz konsekwencji założeń przyjmowanych na gruncie nauk społecznych i humanistyki w stosunku do społecznego konstruowania znaczeń. Hacking podaje następującą ogólną definicję: "Przez konstrukcjonizm (lub społeczny konstrukcjonizm, jeśli chcemy z jakiegoś powodu podkreślić społeczny aspekt) będę rozumieć różne socjologiczne, historyczne i filozoficzne projekty nakierowane na ukazanie czy analizę faktycznych, historycznie usytuowanych, społecznych interakcji lub przyczynowo-skutkowych ścieżek, które doprowadziły lub przyczyniły się do powołania do istnienia czy ustanowienia pewnego obecnego bytu czy faktu" (s. 48).
Konstrukcjonizm odwołuje się do konwencji, czyli kultury i społecznych procesów instytucjonalizowania, i - jak pokazuje powyższa definicja - rości sobie prawo do demaskowania faktów jako społecznych konstrukcji. Nie należy jednak mówić o jakimś niezróżnicowanym stanowisku. W analizie Hackinga (s. 19-21) skala zaangażowania konstrukcjonistycznego w podejściu badacza do przedmiotu badań rozciąga się od najsłabszego konstrukcjonizmu historycznego, zadowalającego się ukazaniem ukształtowania się danego zjawiska w procesie historycznym i powstrzymującego się od ocen, poprzez konstrukcjonizm "ironiczny", prześwietlający architekturę świa-ta powiązanego z danym zjawiskiem i traktujący je jako produkt tegoświata, aż po stopnie, na których znika dystans analityka i zaczyna dominować ocena. Konstrukcjonizm demaskatorski dąży do podminowania danego zjawiska poprzez zdemaskowanie funkcji, jakim ono służy. Choć demaskator uważa analizowane przez siebie zjawisko za twór niekonieczny, a nawet zbędny, traktuje swą praktykę analityczną głównie jako "ćwiczenie intelektualne". Gdy górę bierze przekonanie, że dany konstrukt społeczny jest zarówno mistyfikacją, jak i czymś złym, może pojawić się - przy ocenie, że na obecnym etapie nie da się tego konstruktu usunąć - chęć poddania go modyfikacji. To konstrukcjonizm reformistyczny. Konstrukcjonista aktywny na wszystkich trzech polach: demaskacji, oceny i zwalczania, to, zgodnie z klasyfikacją i nomenklaturą Hackinga, konstrukcjonista-rebeliant. Taki aktywista, wykraczający poza sferę idei i zmierzający do przekształcania rzeczywistości, z badacza staje się rewolucjonistą (s. 20). Ten typ uprawiania konstrukcjonistycznego rozbioru i interwencji w nieskryty sposób zawiera element polityczności, o którym mówił Alvin Gouldner32. Różnice stopnia konstrukcjonizmu dają się też sprowadzić do prostszego, dychotomicznego podziału na te podejścia, które ujawniają czy demaskują idee i praktyki społecznego konstruowania, zachowując tryb deskryptywny czy eksplanacyjny, oraz na ujęcia refutacyjne o charakterze transformatywnym (Hacking, 1998; Zwierżdżyński, 2012, s. 130-131). Także Olga Amsterdamska (1992) rozróżnia między umiarkowanym a radykalnym "konstruktywizmem".
Podkreśla się, że autorzy The Social Costruction of Reality, kierujący uwagę na procesy społecznego nadawania znaczeń, nie poparli pojawiających się w późniejszym okresie bardziej zaangażowanych wersji konstrukcjonizmu i po tym, jak "tworzenie rzeczywistości" stało się bardzo modnym pojęciem w naukach społecznych, zdystansowali się od rozwijającej się tendencji radykalizacji w stosowaniu idei konstrukcji, uznając to użycie za zbyt daleko idące i zideologizowane33 (Eberle, 1992, s. 495-496; Hacking, 1999; Endress, 2005b, s. 53-54; Berger, 1992, s. 3; Luckmann, 1992, s. 4). Między uznaniem, że rzeczywistość społeczna jest rzeczywistością interpretowaną, co pokrywa się z zaprezentowanym przez nich stanowiskiem, a przekonaniem, że niemal wszystko, co społeczne, jest mistyfikacją, pozostaje całkiem spora odległość (por. Zwierżdżyński, 2012, s. 124). Dzieło Bergera i Luckmanna, zachowujące cechy (by nie powiedzieć: cnoty) fenomenologiczne, w zestawieniu z interpretacjami neomarksistowskimi, "krytycznymi", czy "poststrukturalistycznymi", brzmi - to porównanie Bergera (1992, s. 3) - jak muzyka kameralna wobec festiwalu rockowego. Podkreśla, że nie było ich intencją wskazywanie uprzywilejowanych interpretacji czy uprzywilejowanych interpretatorów, ani też wyrażanie przekonania, że wszystkie interpretacje są jednakowo ważne czy zasadne (s. 3).
Jak wypada konstrukcjonizm w odniesieniu do sporu realizmu z antyrealizmem? Słabsze wersje historycznego konstrukcjonizmu, występujące w roli teoretycznego wyjaśniania (Porpora, 2016, s. 198), nie muszą zaprzeczać realizmowi. Kenneth Gergen komentuje (2009, s. 67), że w swym klasycznym dziele Berger i Luckmann, chociaż podkreślają względność subiektywnych perspektyw oraz wiążą indywidualną wiedzę z procesami społecznymi i przypisują językowi rolę w reifikacji, to przyznają też światu obiektywny wymiar. Gergen (s. 72-73) twierdzi, że konstrukcjonizm bynajmniej nie zaprzecza istnieniu obiektywnych zjawisk (takich jak eksplozje, ubóstwo, śmierć), czy w ogóle istnieniu świata zewnętrznego, lecz pokazuje, iż stwierdzanie na temat tego, co istnieje, każdorazowo umieszczane jest w społecznym dyskursie, historii i kulturze, w wyniku czego to samo obiektywne zjawisko inaczej zostanie odebrane przez uczestników różnych dyskursów. Stanowisko bliższe praktyce bardziej radykalnych konstrukcjonistów wydaje się wyrażać Ian Burkitt (1998; jak zaznacza, powtórzone właśnie za Kennethem Gergenem, por. Gergen, 2009, s. 72), gdy stwierdza, że konstrukcjonizm "milczy na temat ontologii, ponieważ przekonania co do rzeczywistego istnienia obiektów jako ukonstytuowanych w wiedzy nigdy nie mogą być bezpieczne" (Burkitt, 1998, s. 121). Co do konstrukcjonizmu jednoznacznie wspartego na podbudowie postmodernizmu, możemy jasno powiedzieć, że za tym milczeniem stoi negacja możliwości czynienia ontologicznych ustaleń.
Mocny konstrukcjonizm traktuje przedmioty swej "demaskacji" jako powiązane z władzą kategorie epistemiczne34. Przesunięć w kierunku od słabego do silnego konstrukcjonizmu nie należy wiązać tylko z charakterem postawy żywionej w stosunku do tego, co za konstrukt zostało uznane, z wzrastającym stopniem ironii lub krytyki, wyłanianiem postulatów reformy czy wreszcie z tendencją do wyeliminowania zjawisk widzianych jako efekty społecznych procesów konstruowania. To też kwestia różnic w ontologicznym planie światopoglądu badaczy w stosunku do tego, jak wiele obiektów i znaczeń ze społecznego świata jest skonstruowanych. Nakładanie się tego wymiaru stanie się widoczne, gdy badacz będzie podchodził do obiektów z niejednakowym demaskatorskim zacięciem. Może on wówczas skazywać na dezawuowanie tylko te elementy rzeczywistości społeczno-kulturowej, które uważa za najmniej przyczyniające się do harmonii świata, inne zaś włączać do swojej czy, częściej, środowiskowo podzielanej ontologii, starając się je naturalizować i uniwersalizować. Te ontologiczne manipulacje zostają dostrzeżone przez Kennetha Gergena: "Wszystkie konstrukcjonistyczne analizy, uprzywilejowując pewne "obiekty analizy", angażują się w "selektywny realizm"" (2009, s. 78).
RK, nie zaprzeczając wytwarzaniu społecznych konstrukcji, stawia na poszukiwanie nie tylko elementów nietranzytywnych (ontycznych), ale też tego, co podlega tranzycji. U krytycznych realistów, akcentujących epistemiczny relatywizm, można dopatrywać się stanowiska historycznego konstrukcjonizmu. Przy wszystkich różnicach pozostają w tym obstawaniu przy słabej czy umiarkowanej wersji konstrukcjonizmu podobni do twórców The Social Construction of Reality.
Rozpiętość zróżnicowania pomiędzy koncepcjami społecznego konstruowania - w wymiarze "horyzontalnym" od tych skupionych na wybranych obiektach po te przyjmujące konstrukcję za ogólną zasadę wytwarzania kultury, instytucji i zasad życia społecznego oraz od tych konstatujących historyczne procesy wytwarzania, poprzez ironiczne, oceniające, po aktywistyczne postawy badaczy - sugeruje, że tak jak niejednakowo koncepcje te osadzają się na gruncie metateoretycznym, tak i - co pokazał już Hacking - w różny sposób układają się ze światem. Można na nie spojrzeć, uwzględniając dodatkowo dwa typy celów o społecznym charakterze, do jakich będą zmierzać. Droga mocnych konstrukcjonistów "szerokiego zakresu" nastawionych wyraźnie demaskatorsko prowadzić by miała do zdekonstruowania kulturowych "urządzeń" jako przygodnych i zbędnych (a nawet opresyjnych) artefaktów, zmierzając do odkrycia warstwy rzeczywistości "uniwersalnej", jaka miałaby się ukazać po skutecznie przeprowadzonych procesach nie tylko teoretycznej, ale już społecznej demistyfikacji. Drugą drogą jest jakiś stopień włączenia się, przez stowarzyszenie się z aktorami pola władzy, w osłabianie starych rozwiązań kulturowo-strukturalnych i starych tożsamości, niefunkcjonalnych z punktu widzenia aktualnych celów lub negatywnie wypadających w świetle związanych z tymi celami ocen moralnych, aby na ich miejsce wprowadzić nowe konstrukty, lojalności, struktury semantyczne, aksjonormatywne i organizacyjne35. Wsparcie badacza udzielone wznoszeniu nowej konstrukcji może wypływać z przekonania o moralnej i funkcjonalnej wyższości nowych kulturowych "urządzeń" lub może się mieścić w ramach świadczenia usług z zakresu inżynierii społecznej.
Jeśli chodzi o drogę pierwszą, czyli samo demaskowanie, proponuję spojrzenie na różnice między postawami badawczymi w sposób uwzględniający niejednakowe przekonanie badacza co do stopnia "zanurzenia" w kulturze, w społecznych procesach wytwarzania znaczeń i w ich wytworach. Jestto w dalszym ciągu związane z pytaniem o relację pomiędzy tym, co zostaje uznane za społecznie i kulturowo skonstruowane, a tym, co uznaje się za uniwersalne, a więc takie, jakie pozostawałoby po zrzuceniu kulturowego "brzemienia". W tej perspektywie to, co wynika z konwencji, jest relatywne, zaś to, co pozostaje po zdemaskowaniu konwencji, jest "twardą" rzeczywistością. Przekonania te odnoszą się do społeczno-kulturowych światów badanych, ale też do usytuowania samego badacza. Angażują one nie tylko stanowiska epistemologiczne badaczy, co jest bardziej widoczne, lecz też stanowiska ontologiczne.
1) Istnieje przekonanie, że owo zanurzenie w kulturze i społecznych konwencjach jest całkowite i dotyczy również reprezentantów świata nauki i ich wytworów (por. np. Spiro, 2006, s. 29); nie jest możliwe obiektywne poznanie, toteż tak jak "zwykli" uczestnicy kultury i życia społecznego, tak i naukowcy tworzą, ale i są tworzeni przez kulturowo zapośredniczone konstrukcje. Nasuwa się tu, po pierwsze, nazwisko Petera Wincha (1992) jako klasycznego reprezentanta tego stanowiska36. Ujęcie to, w jakim odmawia się szans na jednoznaczne, obiektywne, niezapośredniczone społeczno-kulturowymi regułami poznanie, ma wielu przeciwników. W opinii Roya Bhaskara (podobnie jak wspominanych już Baumana i Kozakiewicz) wynikająca zeń skrajna hermeneutyka zaprzecza możliwości komunikacji, także tej, która pozwalałaby na zgromadzenie hermeneutycznej wiedzy (Hartwig, 2015, s. xxv). Przy okazji Bhaskar (2015, s. 151) pyta, w jaką lub czyją grę językową gra, uważany przez niego za najbardziej reprezentatywnego przedstawiciela hermeneutyki, sam Peter Winch. Pyta więc o podstawę, jaka pozwalałaby mu, przy zachowaniu konsekwencji, sformułować tak ogólne zdanie. Hilary Putnam (1998, s. 271-281), umieszczając to stanowisko pod pojęciem po prostu relatywizmu kulturowego37, uważa je za tendencję w kulturze bardziej niebezpieczną od materializmu, ponieważ łączy się z nią "w gruncie rzeczy, głęboki irracjonalizm, zaprzeczenie możliwości myślenia (w odróżnieniu od wydawania dźwięków w kontrapunkcie albo w chórze)"38 (s. 281). Chociaż Putnam dostrzega, że ten radykalny relatywizm kulturowy może stanowić "punkt wyjścia dla "imperializmu kulturowego"" (s. 281), pokłada zaufanie w racjonalności badaczy, u których, jego zdaniem, ten "imperializm" się nie pojawi, gdyż raczej konsekwentnie będą stosować do swych sądów samoograniczenie.
2) Badacz ma świadomość swojego umiejscowienia w kulturze, które poddaje refleksji ze względu na problematyczność i złożoność układu: przekonania badacza - jego badawcze ustalenia - świat badany. Taką postawę prezentują najczęściej antropolodzy kulturowi39, zobowiązani wobec relatywizmu jako zasady metodologicznej, lecz chcący zachować prawo do porównań i jakiegoś stopnia generalizacji. Szeroko zakrojona refleksja metodologiczna nie doprowadza badacza do jakiejś wysoce skutecznej, jednoznacznie powtarzalnej metody. Kultury, którą chce badać, nie postrzega jako kompleksu zjawisk rezydualnych, z jakich przynajmniej część należałoby zlikwidować, ale jako wartość, którą wypada chronić. Od reprezentantów stanowiska pierwszego różni go słabsza wersja relatywizmu, przekładająca się na możliwość formułowania pewnych generalizacji; od stanowiska trzeciego różni go natomiast przekonanie, że nie wszystkie obszary mogą zostać sprowadzone "pod parasol uniwersalnego paradygmatu "racjonalności"" (Tambiah, 2006, s. 74).
3) Przyjmuje się, że badacze zakorzenieni są w kulturze oraz w relacjach społecznych, jednak przy pewnych wysiłkach, podążając za procedurami obiektywizującymi, przynajmniej niektórzy z nich, o ile będą świadomi tej sytuacji, mają szanse zbliżać się do reprezentowania w swych wytworach świata obiektywnego, co jest postulowane. Odpowiada temu przytoczony wcześniej pogląd Davida Bloora (1991, s. 80), z pozoru zaskakujący jak na głos reprezentanta mocnego programu socjologii wiedzy40. To stanowisko zgodne jest także ze stanowiskiem RK, w którym racjonalność sądzenia i dyskusji ma służyć zmniejszaniu dystansu pomiędzy tym, co subiektywne, a tym, co obiektywne41. Ta perspektywa nie koncentruje się na ukazywaniu sposobów działania tego, co RK nazywa epistemicznym relatywizmem, ale na ustalaniu tego, co ukaże się w świetle ontologicznego realizmu, w przekonaniu, że przezwyciężenie relatywizmów poznawczych jest w dużym stopniu możliwe i pożądane ze względów poznawczych.
4) Badacze uznają, iż badani, jako "zwykli ludzie", żyją zanurzeni w swych kulturach i społecznie wytwarzanych potocznych sposobach oglądu rzeczywistości, ale oni sami, ze względu na szczególne kompetencje i wiedzę, wyrastają ponad poziom tych uwarunkowań. To daje im prawo lub nawet zobowiązuje ich do ukazywania świata "zwykłych ludzi" jako skonstruowanego. Wyłączenie z obszaru objętego krytyczną refleksją własnej działalności ("drugiego piętra") może wynikać z utrzymującej się modernistycznej wiary w neutralność nauki, której towarzyszy skierowanie ostrza krytycyzmu w stronę "mistyfikacji" rozpoznawanej na poziomie życia społecznego ("pierwszego piętra"). Zaryzykuję w tym kontekście przykład Émile'a Durkheima42. Helena Kozakiewicz, przywołując Baumana (1992), krytykuje Zasady metody socjologicznej Durkheima jako ustanawiające "prawo socjologa do korygowania, osadzania i odrzucania opinii nie-profesjonalistów" (Kozakiewicz, 1992, s. 168); oboje zaś uważają, że w ten sposób Zasady... "należą w całości do retoryki władzy", a nawet przemocy, która, wsparta na "projekcie racjonalności", realizuje interes "uniwersalny" (s. 168-170). W tym bardzo szeroko potraktowanym typie uda się chyba też zmieścić stanowisko Petera Bergera, a tym pewniej etnometodologów. Berger, jak była już mowa, zwolennik konstrukcjonizmu umiarkowanego, jest jednak zdania że:
jest rzeczą zupełnie nieprzydatną, z wyjątkiem sytuacji, gdy czyni się to w celach heurystycznych, gdy socjolog traktuje te zjawiska społeczne, jakby rzeczywiście były one hipostazami niezależnymi od ludzkiego przedsięwzięcia, które pierwotnie je stworzyło i nadal je tworzy. Nie jest rzeczą złą samą w sobie, gdy socjolog mówi o instytucjach, strukturach, funkcjach, wzorach itd. Nieszczęście zaczyna się w chwili, gdy myśli o nich, tak jak to czyni przeciętny człowiek, jako o bytach istniejących w nich samych, jak i poza nimi, oderwanych od ludzkiego działania i tworzenia (1997, s. 37)43.
Postmodernistyczny konstrukcjonizm, jak podkreśla Margaret Archer, także człowieka widzi jako wytwór społeczeństwa i jego konwencji: "przedstawia wszystkie nasze ludzkie właściwości i moce, poza naszą konstytucją biologiczną, jako podarunek pochodzący od społeczeństwa"; "jesteśmy niczym ponad to, czym stworzyło nas społeczeństwo" (2004a, s. 66). Różnica w porównaniu ze spojrzeniem durkheimowskim polega na tym, że podczas gdy Durkheim bynajmniej nie twierdził, by przedstawienia zbiorowe były niekonieczne czy zbędne - przekonany o ich potędze twierdził wręcz odwrotnie (1990, s. 15)44, postmodernizm akcentuje przygodność i opresyjność społecznych konstrukcji, wyzwolenie od których ma dla jednostki wartość emancypacyjną. Taka ocena stwarza warunki do przejścia do następnego typu postaw.
5) Uważa się, że możliwość oswobodzenia się z "pęt" kultury dotyczy nie tylko reprezentantów świata nauki, który jest krytyczny i kosmopolityczny, ale że uniwersalizm jest dostępny wszystkim co światlejszym obywatelom, stąd rola uniwersalizującej i dekomponującej lokalne światy edukacji, ponadlokalnych organizacji, międzynarodowych sieci społeczeństwa obywatelskiego itp. Wciąż jednak jeszcze istnieją rezydua lokalnych kultur i światopoglądów, do których notabene stosunek może być zróżnicowany w zależności np. od tego, czy jest to kultura rodzima, czy obca.
Powyższa próba zestawienia jest jedną z możliwych. Pomiędzy wyodrębnionymi typami mogą istnieć typy pośrednie czy stanowiska łączące elementy typów sąsiadujących. Dopełnieniem koncepcji społeczno-kulturowych konstrukcji dla wyszczególnionych stanowisk (poza stanowiskiem pierwszym) jest kategoria wiedzy uniwersalnej jako tej, która jest nagą prawdą o rzeczywistości i człowieku, jaka pozostaje po usunięciu mistyfikujących, czy to przydatnych (zawsze komuś), niekoniecznych, zbędnych, a może szkodliwych, konstrukcji. Również stanowiska czwarte i piąte zatem nie rezygnują z ontologii, a nawet - mimo swego niezaprzeczalnie konstrukcjonistycznego podejścia - ją akcentują.
Zdekonstruowane obszary postrzega się jako odzyskane dla tego, co uniwersalne, a zatem wreszcie niezniekształcone. Istnieje przekonanie, że przynajmniej część tych procesów zachodzi spontanicznie, jednak u niektórych badaczy diagnozowanie społecznych procesów łączy się z wytyczaniem takiego właśnie kierunku zmiany. Nastawienie to koresponduje z wymienionym przeze mnie piątym typem postaw. Można spojrzeć na tę tendencję z dozą wątpliwości, skąd rzecznicy uniwersalizmu mają pewność, że osiągnęli stan swego rodzaju akulturowej nirwany dający im rozeznanie pomiędzy partykularyzmem a uniwersalizmem. Można podejrzewać, że stan docelowy, jakim byłaby realizacja przekonania, iż możliwe jest stopniowe "oczyszczenie" ludzkich światów z partykularyzmów na rzecz uniwersalizmu - związanego z globalizacją tożsamości, kosmopolityzmem, sekularyzacją, ogólną dekonstrukcją kultur i czymś w rodzaju dochodzenia do nagiej prawdy o człowieku - nie jest opisany w języku kultury należącej zarazem do wszystkich i do nikogo, ani nie jest wspólnym mianownikiem wszystkich kultur, nie jest też kulturą znikąd - lecz czyjąś45. Bauman zauważa, że podczas gdy socjologowi może wydawać się, iż dokonuje translacji z języka danej kultury na język uniwersalny, pozostaje on "bezpiecznie osadzony" w swej własnej tradycji, z tego miejsca "penetrując" "warstwy znaczeń funkcjonujących w badanej, relatywnie obcej, tradycji", tym samym "operując na granicy styku poszczególnych "gier językowych" czy "form życia"" (Bauman, 1992, s. 23). Podobnie Scott Lash (2009b, s. 258) powątpiewa w to, w co zdaje się wierzyć Anthony Giddens (2009a), że prawda ekspertów ma zgoła inny charakter niż prawda formuliczna strażników tradycji. Clifford Geertz (2005a) uznaje pogląd, iż możliwe jest wyrugowanie partykularyzmów, za postulat ideologiczny, a obawy przed nimi uważa za "element akademickiej neurozy" (s. 159; por. Shweder, 1991; Walicki, 2009, s. 407). Richard Shweder rozpoznaje w intensywnej promocji kultury uniwersalnej powrót ewolucjonizmu kulturowego: "świat teorii antropologicznej zatoczył pełne koło i można odnieść wrażenie, że "to wszystko już kiedyś było". Mimo całego stulecia, jakie pluraliści, relatywiści i kontekstualiści (...) poświęcili na walkę z ewolucjonizmem kulturowym, orientacja intelektualna przywodząca na myśl dziewiętnastowieczną wersję apoteozy "brzemienia białego człowieka" wraca do łask"46. To "pewna siebie, arogancka postawa (niektórych odłamów) zachodniego liberalizmu" (2000, s. 255). W sukurs stanowisku głoszącemu potrzebę zachowania lokalnych wariantów przywołać można głos Jadwigi Mizińskiej, stającej w obronie doksy i bogactwa "sposobów bycia człowiekiem": "myślenie nie może być nigdy odarte ani wydarte z kontekstu egzystencji podmiotu, a ta zawsze znajduje się w sobie właściwej "pułapce czasu i miejsca"" (1989, s. 202).
Badanie zjawisk religijnych na styku nauk społecznych i humanistyki - co może (i powinna) nauka?
Za inne zagadnienie, w dalszym ciągu związane z rozstrzygnięciami lub nieartykułowanymi założeniami przyjmowanymi w odniesieniu do zagadnień ontologicznych, uznać można pytanie o naturę tego, co badamy: czy jest ona jednorodna? Łączy się ono z pytaniem o charakterze epistemologicznym, czy nauka (lub tylko dany, faworyzowany paradygmat naukowy) jest w stanie objąć wszystko47. Émile Durkheim jest przekonany, że na oba z nich należy udzielić pozytywnej odpowiedzi. Realizm krytyczny pozytywną odpowiedź zachowuje dla drugiego z tych pytań. Szeroko rozumiana hermeneutyka jest w tej sprawie podzielona; część zaleca w tych kwestiach ostrożność.
Durkheim reprezentuje pogląd, iż nauka jest w stanie wyczerpująco wyjaśnić świat, a socjologia jest w pełni kompetentna, by móc badać wszelkie zjawiska występujące w społeczeństwie, w tym wytwory kultury i myśli ludzkiej. Ostateczne uzasadnienie takiej epistemologii ma charakter ontologiczny - wynika z przeświadczenia, że nie ma niezależnych obszarów tego, co duchowe, a końcowym argumentem uzasadniającym jest ten, że wszystko, co dotyczy społeczeństwa, da się w ostatecznym rozrachunku sprowadzić do tego, co biologiczne48. Swoją przynależność do pozytywistycznego projektu Durkheim zaznacza m.in. jasnym wykładem naturalistycznego poglądu: "jeśli społeczeństwo jest nawet rzeczywistością szczególną, to przecież nie jest państwem w państwie, stanowi część przyrody, jest jej najwyższym przejawem" (1990, s. 17). Wynika stąd przekonanie, że dla nauki nic nie jest tajemnicze, wystarczy zasymilować zjawiska poprzez sprowadzenie ich do kategorii, które już odtąd w sposób nieproblematyczny podpadają pod naukowe poznanie. Przy takim podejściu zjawiska reprezentujące jakiś nadmiar znaczeń w stosunku do tych mających w nauce swoją dobrze osadzoną reprezentację podlegają redukcji (poprzez zakwalifikowanie ich jako projekcji, epifenomenów, przedstawień itp.). Pozostając na gruncie naturalistycznej ontologii i socjologizmu, zgodnie z którym zakłada się, że źródłem wszelkich pojęć jest zbiorowość (1990, s. 413-415), Durkheim jest konstrukcjonistą reprezentującym czwarty typ z zaproponowanej wyżej typologii. W jego postawie badawczej dominuje postulat wyjaśniania genetycznego i funkcjonalnego w kontekście społeczeństwa wszelkich wytworów ludzkiej świadomości, co oznacza szczególne uprzywilejowanie naukowca. Choć zdaje sobie sprawę, że naukowe prześwietlanie sfery religijnej może być przez ludzi postrzegane jako rodzaj bluźnierstwa, zdecydowanie popiera obalenie tych, jak sądzi, ostatnich barier i wzięcie przez naukę we władanie "owego zastrzeżonego terenu" (1990, s. 410)49. Margaret Archer (2004a, s. 63) też włącza Durkheima do grona "mistrzów podejrzeń".
W naukach społecznych od początku silny był nurt posługujący się rodzajem realizmu, który William Outhwaite (1992, s. 222-223) nazywa realizmem naturalistycznym. Hilary Putnam zauważa, że "[a]trakcyjność materializmu polega dokładnie na tym, że ogłasza się on za metafizykę naturalną, metafizykę w granicach nauki" (1998, s. 234). Pod adresem apodyktycznych, wszechwyjaśniających postaw badawczych skierowane zostały liczne głosy krytyki, wyrażające sprzeciw wobec naukowców objawiających się w rolach "etatowych demistyfikatorów" (np. Kurczewski, 1990, s. 247; Tokarska-Bakir, 2000; Abrahams, 2011, s. 74). Radykalny pogląd w tej sprawie prezentuje Ludwig Wittgenstein, który jest zdania, iż nauka, bez względu na skalę, na jaką zakrojone będą jej projekty, nie dosięgnie wielu istotnych dla człowieka spraw: "Czujemy, że gdyby nawet rozwiązano wszelkie możliwe zagadnienia naukowe, to nasze problemy życiowe nie zostałyby jeszcze nawet tknięte" (1997, s. 82). Jak komentuje Putnam, Wittgenstein "[s]ądzi, że zlaicyzowani Europejczycy traktują wszystkie inne sposoby życia jako "przednaukowe" czy "nienaukowe", i że stanowi to prostacką odmowę uznania różnic" (1999, s. 80). Putnam także jest zdania, że tych "[s]posobów życia nie można opisać w ustalonym metajęzyku pozytywistów" (s. 77). Uważa, iż nauka, która zniszczyła wcześniejsze od niej podstawowe systemy doświadczania i rozumienia oraz metafizyczne podstawy radzenia sobie ze światem, nie jest w stanie dać wiele w zamian (1998, s. 356). Według Archer (2004c, s. 145, 146) dominujące podejście wynika z logocentrycznego spojrzenia na człowieka, jakie wniosło oświecenie, zaznaczające silne rozróżnienie między "głową" i "sercem".
Niejednoznaczność ocen formułowanych względem sposobu naukowego podejścia wiąże się również z tym, że badanie wytworów kulturowych w ich społecznym użyciu oznacza nakładanie się nauk społecznych i humanistyki. Wilhelm Dilthey, promotor naukowego statusu humanistyki, za jej odrębne narzędzie uznał rozumienie (Paczkowska-Łagowska 1981, s. 123-138; 1994; 2004; Dilthey, 2004). Ostatecznie jednak obraz ukazujący po jednej stronie uprawiane na wzór przyrodoznawstwa nauki społeczne, a po drugiej rozumiejącą humanistykę, nie może zostać uznany za prawdziwy. Jednym z powodów jest to, że źródło motywacji do demistyfikacji tkwi nie tylko w chęci nauk społecznych, by być jak scientia exacte. Putnam ową podejrzliwość przypisuje ugruntowanej kulturze uprawiania specjalistycznej refleksji, "potędze tradycji "Obiektywizmu"" (1998, s. 340). Józef Tischner mówi o utrwalonej u "mistrzów podejrzeń" tendencji do interpretowania wszystkiego z pozycji "lepiej poinformowanego" (1993, s. 96), a antropolog James Fernandez - o przyjmowaniu "pozycji belfra" (2011, s. 181). Paweł Dybel krytykuje łączenie hermeneutyki z przyrodoznawczym wyjaśnianiem jako "niewspółmiernych elementów postępowania" - "wydobywa ono głębokie pęknięcie metodologiczne". Taka ""hermeneutyka podejrzeń" nie jest więc w istocie hermeneutyką" (2012, s. 39). W opinii Rogera Abrahamsa tendencja do demistyfikacji jest na tyle mocno osadzona w kulturze Zachodu, że stała się częścią kultury potocznej. Jego zdaniem dyscypliny humanistyczne stawiają sobie za cel wychwycić "iluzję, to, co zwodzi, mistyfikację i to, co mityczne" (2011, s. 76). Pokazuje to, że mimo haseł humanistyka w przejawach swego paternalistycznego stosunku do przedmiotu upodabnia się do nauk ścisłych. Jak sądzą niektórzy badacze, humanistyka wypracowała narzędzia, które okazały się mieć destrukcyjny wpływ na przedmiot jej badań, czego przykładem są zabiegi dekonstrukcji. Dekonstruujące ujęcia krytykuje Joanna Tokarska-Bakir jako "hermeneutykę podejrzliwości", która bez reszty trawi każdy przedmiot swojej analizy (2000, s. 332-333). Pyta: "O co więcej można zapytać? A właściwie po co (...)? (...) Rzecz, która została zdemistyfikowana, zostaje całkowicie wyjaśniona i przez to wyjaśnienie zniszczona" (s. 330). Postmodernizm jako wpływowy nurt, począwszy od ostatnich dziesięcioleci XX wieku, w swojej wersji "ironicznej" również jest nastawiony raczej na dezawuowanie kulturowych znaczeń niż na ich rozumienie. Jego diagnozy dokonywane poza obszarem antropologii kulturowej wykraczają poza metodologię translacji, o której mówią Bauman (1992) i Tambiah (2006), subtelny w obejściu relatywizm metodologiczny zastępują taką jego wersją, która występuje w połączeniu z uniwersalizmem, a być może naznaczona jest także niedostrzeganiem własnego "neoplemiennego" etnocentryzmu. Takie nastawienia i praktyki poznawcze odpowiadałyby mocnym postawom konstrukcjonistycznym z typologii Hackinga (1999, s. 19-21) oraz głównie typowi piątemu z zaproponowanej wcześniej typologii.
Scott Lash wychodzi z postulatem zastąpienia takiej "hermeneutyki podejrzeń" "hermeneutyką odzyskania", która, "w przeciwieństwie do koncepcji mistrzów (i współczesnych czeladników) podejrzeń - nie będzie bez końca burzyć fundamentów, ale podejmie próbę odsłonięcia ontologicznych podstaw wspólnotowego bycia-w-świecie" (2009a, s. 192-193). Refleksyjność hermeneutyczną cechuje tu "hermeneutyczne dopasowanie", podejmuje ona "relację ze światem społecznym, który zostaje w niej poddany wnikliwej analizie z perspektywy naszych własnych, osadzonych (ale, uwaga!, nie "stronniczych") pozycji, z perspektywy naszego tła semantycznego, naszych założeń" (2009b, s. 268). Wypadałoby zapytać: czy i jak jest ona możliwa? Czy nie wyda się adwersarzom nazbyt podejrzana?
Na sprzeciwiającym się naturalistycznej redukcji stanowisku co do zadań i sposobu uprawiania nauki stał Edmund Husserl, który o ile podobnie jak "naturaliści" chciał objąć wszystko naukowym poznaniem, o tyle sądził, że droga ku temu wiedzie przez zaakceptowanie wieloaspektowości ludzkiego rozumu. Bhaskara łączy z nim krytyka pozytywistycznego ograniczania się do sfery faktów (Husserl, 1999, s. 7-10). Plan Husserla polegał na przywróceniu pojęciom rozumu i racjonalności głębszego i szerszego wymiaru niż ten "szczątkowy" pozostawiony przez pozytywizm (s. 10-11). Twórca fenomenologii wierzył, że odejście od pozytywistycznego sposobu uprawiania nauki przywróci jej pełną zdolność do objęcia racjonalną refleksją rzeczywistości, w tym także wszystkich spraw ludzkich, pytań i zagadnień, za każdym razem wymagających specyficznego podejścia, wynikającego "z samej ich istoty", odwołania się do rozumu we "wszystkich szczegółowych postaciach" (Husserl, 1992, s. 18; 1999, s. 11). Według niego wypreparowująca wszystko nauka uprawiana na pozytywistyczną modłę staje naprzeciw naszego naturalnego nastawienia i tym samym "nieuchronnie popada w konflikt ze światem, w którym żyjemy, dehumanizując go, odbiera mu jego sens i rangę. Narusza również naszą tożsamość, podając w wątpliwość i relatywizując absolutną ważność kulturowych wzorów, w których się wychowaliśmy" (Krasnodębski, 1991, s. 43). Husserl nie tylko więc wzywa do podźwignięcia się filozofii po tym, jak pozytywizm "uciął jej głowę" (1999, s. 11), ale nawołuje do zhumanizowania nauki tak, by ta scalona, "uniwersalna" nauka na powrót spotkała się ze światem przeżywanym i w ten sposób przybliżyła do człowieka. Choć wielu filozofów jest zdania, że ten ambitny plan Husserla się nie powiódł, wart jest przypomnienia, choćby ze względu na jego celne wskazanie "winnych" destrukcji i diagnozowanego przez niego kryzysu.
Podurkheimowska socjologia religii nie artykułuje już jednoznacznie dążenia do redukowania wszystkich aspektów zjawisk religijnych do czynników czysto "horyzontalnych" (Wilson, 1966, s. xiii; Luhmann, 1998, s. 68). A jednak tendencja ta nie znika (Hervieu-Léger, 2007, s. 34-45). Znamienne rozważanie na temat postawy socjologa, wraz z założeniem co do mających go obowiązywać standardów, znajdujemy u Niklasa Luhmanna (1998). Jego zdaniem socjolog chcący pozostać wiernym standardom naukowości skazany jest na demaskowanie. Można więc przyjąć, że pełny sukces jego teoretycznego objaśnienia (zostaje powszechnie zaakceptowane w społeczeństwie wysoko ceniącym naukę) byłby równoznaczny ze zniknięciem przedmiotu jego badań (ludzie, uświadomieni przez naukowca, wyzwalają się z naiwnej postawy i porzucają religię). Mielibyśmy więc i tutaj do czynienia z przekonaniem o pełnej wyjaśnialności zjawisk religijnych. Luhmann dostrzega w tej sytuacji czynnik "nierozwiązywalnych aporii na polu teorii poznania" (s. 68): socjologia religii opiera się na fakcie, iż są ludzie odmawiający przyjęcia jej interpretacji.
Na drugim biegunie co do założeń ontologicznych rzutujących na podejście do zjawiska religijnego znajduje się stanowisko odpowiadające założeniom fideistycznym50. Jako nową odsłonę stanowiska metafizycznego realizmu zakładającego ontologiczny idealizm należy wskazać wywodzący się z filozofii, lecz rozpościerający się pomiędzy filozofią a naukami społecznymi krytyczny realizm. Chodzi o przyjęte w jego ramach założenie, że rzeczywistość nie kończy się na sferze immanentnej - materii, natury i społeczeństwa, po którym idzie założenie, że do poznania sfery transcendentnej można dochodzić w ten sam sposób, tj. również na drodze racjonalnej51. W przypadku sfery transcendencji, podpadającej według Bhaskara pod metarealizm, widoczne jest łączenie perspektywy hermeneutycznej z racjonalistyczną. Margaret Archer zaznacza, że w odniesieniu do poziomu metarzeczywistości akceptuje hermeneutykę w stopniu najwyższym w porównaniu z jej zastosowaniem wobec innych obszarów rzeczywistości, ze względu na radykalną inność rzeczywistości transcendentnej, wymagającą symboliki i metafor (Archer, 2004b). Autorka przypomina przy tym, za Weberem, że rozumienie nie jest tym samym, co empatia (2004c, s. 152-153), co oznacza, że rozumienie może być zdystansowane. Konsekwentnie względem poglądu, że ukazywanie samego, wyizolowanego doświadczenia jest dla realizmu nie do zaakceptowania, ponieważ takie postępowanie unieważnia obiekt doświadczenia, jak też nie pozwala powiedzieć niczego sensownego o podmiocie, krytyczni realiści wyrażają przekonanie, że są w stanie przybliżać się do uzyskania rzetelnie zdobytej wiedzy o transcendencji. RK przyjmuje nie tylko, że założenie o istnieniu rzeczywistości transcendentnej nie jest niedorzeczne, ale też że ten obszar rzeczywistości jest potencjalnie poznawalny, a także że wobec wielości stanowisk epistemicznych ustalenia w tym zakresie są krytycznie racjonalnie dyskutowalne. Margaret Archer, Andrew Collier i Douglas Porpora (2004)52 odważają się formułować racjonalistyczne argumentacje, sądząc, że krytyczność ich realizmu pozwala trzymać w ryzach racjonalności propozycje epistemiczne wykraczające poza immanencję. Autorzy "zmiękczają" swe stanowisko zaznaczeniem, że stwierdzenia na temat transcendencji pozostają jedynie hipotezami. Jak twierdzą, "[o]ntologiczny realizm w kwestii Boga w wymiarze nietranzytywnym jest spójny z epistemicznym lub doświadczeniowym relatywizmem w wymiarze tranzytywnym" (s. 5).
Należy wyraźnie podkreślić, że takie podejście nie może zostać zaakceptowane na gruncie metodologii nauk społecznych. Socjologia religii jednoznacznie musi zaznaczyć swe votum separatum względem propozycji filozoficznej RK w odniesieniu do "metarzeczywistości". W tym wypadku bliższa jej pozostanie ta ocena Putnama (1998, s. 229, 234, 431, 495), w której oba stanowiska realizmu metafizycznego - zarówno idealistyczne, jak i materialistyczne53, ze względu na ich całościową interpretację rzeczywistości (która dlań pozostaje aprioryczną) oraz ich ustalenia co do sposobu "Umeblowania Wszechświata" - uznane zostają za metodologiczne nadużycie na gruncie nauki. Inaczej niż krytyczni realiści, ale też inaczej niż Durkheim, Putnam wyraża jednoznaczny sceptycyzm co do racjonalnej dyskutowalności w sprawie istnienia czy też natury tych obszarów. Dodajmy, że opracowaniom powstałym w oparciu o każde z obu stanowisk realizmu metafizycznego towarzyszy stale przekonanie o błędzie - już to wierzących, już to niewierzących.
Perspektywa socjologiczna w tej epistemologicznej kwestii zaznacza swą odrębność względem filozofii czy teologii i pozostawia pytanie o metafizyczną prawdę jednoznacznie poza granicami swych dociekań. Równocześnie nie ma już ona zakusów, i jak dziś się podkreśla - również narzędzi, by to pytanie anulować i każdy może, poza społeczną rolą socjologa, próbować sobie na nie odpowiadać, np. czytając prace realistów krytycznych. Co do ontologii zaś współcześnie powszechnie akceptowana jest zasada, że socjolog nie wypowiada się na temat istnienia bądź nieistnienia sfery nadprzyrodzonej, biorąc ją w ontologiczny nawias, dopuszczając tym samym, inaczej niż czynił to Durkheim i jak sugerował Luhmann, możliwość niejednorodnej natury rzeczywistości. Chociaż spór nie wygasł doszczętnie (Bronk, 1996, s. 89-91), to toczy się on poza naukami społecznymi. Także fenomenologia podążająca nurtem "doświadczeniowym" zasadniczo nie ulega pokusom ontologizowania sacrum (s. 177-188), co uzdatnia ją do roli mniej problematycznego, choć zapewne z perspektywy metafizycznych idealistów mniej ambitnego, sprzymierzeńca socjologii w tym kontekście poznawczym.
Czy zatem socjologia religii ze spotkania z realizmem krytycznym nie jest w stanie niczego wynieść, może poza wzmocnieniem poczucia swej odrębności czy autonomiczności? Jest inaczej. Margaret Archer, Andrew Collier i Douglas Porpora (2004) zwracają uwagę na istnienie, wynikającego z dziedzictwa oświeceniowego, przywileju dyskursywnego dla ateistycznej wersji epistemicznej. Akcent kładziony przez RK na unikanie konflacji ontologii i epistemologii pozwala dostrzec błąd, jakim de facto jest zasada metodologicznego ateizmu54 (Berger, 1997, s. 146, 226-228). Czy u Petera Bergera nie napotykamy niekonsekwencji, zresztą będącej wynikiem świadomych zabiegów tego zarówno socjologa, jak i teologa? Z jednej strony pisze: "Nie ma potrzeby mówić, że w ramach naukowego teoretyzowania niemożliwe jest przyjmowanie jakichkolwiek założeń, pozytywnych lub negatywnych, dotyczących ostatecznego statusu ontologicznego tej przypuszczalnej rzeczywistości" (s. 146). Z drugiej strony przyjęty socjologiczny dyktat metodologicznego ateizmu każe mu stwierdzać, że "teoria socjologiczna musi - za sprawą swojej własnej logiki - postrzegać religię jako ludzką projekcję" (s. 228). Wyjaśnianie metodologicznego ateizmu jako zasady, która ma polegać na postępowaniu przez badacza tak, jakby rzeczywistość ponadnaturalna nie istniała, jawi się teraz jako taka właśnie konflacja. Wpisuje się ona w tę oświeceniowej proweniencji sytuację niesymetrycznego uprzywilejowania. Zgodnie ze stanowiskiem krytycznych realistów od ateizmu, który jest stanowiskiem ontologicznym, a nie epistemologicznym, powinno się wymagać zabiegów argumentujących, tak samo jak w przypadku założeń idealistycznych55. Dopiero metodologiczny agnostycyzm symetryzuje przywileje dyskursywne ateistycznej i fideistycznej wersji epistemicznej (Archer, Collier, Porpora, 2004, s. 5). Polemikę z wymogiem metodologicznego ateizmu znajdujemy u Douglasa Porpory (2006). Autor przekonuje, że "jeśli chodzi o socjologiczne badanie doświadczenia religijnego, ateizm metodologiczny zaleca niewłaściwą formę nawiasów" (s. 57). To metodologiczny agnostycyzm jest uzasadnioną metodologicznie postawą w badaniu doświadczenia religijnego, jak zauważa Porpora, w praktyce zresztą dość często obecną.
Wypada dostrzec, że postulat metodologicznego agnostycyzmu, jak i krytyka zaangażowania ateistycznego w badaniu religii podnoszone były już wcześniej (Bronk, 1996, s. 89-91). Praktycznie stosowany metodologiczny agnostycyzm, jednak stosowany niekonsekwentnie, można znaleźć w pracach Bergera. Ontologiczne wyrokowanie, że religia jest ludzkim przedsięwzięciem (Borowik, 1997b, s. 21), przeplata się tam z połączeniem słabego konstrukcjonizmu z dozą fenomenologicznej epoché. Ponieważ agnostycyzm można określić sceptycyzmem poznawczym, odnosić się do niego będzie uwaga Stanisława Czerniaka (1992), że w postawie sceptycznej nie zawiera się "epistemologiczna recepta na "dobre" poznanie, lecz praktyczny wzór zachowań podmiotu w sytuacjach, w których nie jest mu dana pewność poznawcza" (s. 52). Wsparcia dla stanowiska agnostycznego można też szukać np. u Basa van Fraassena (1980; za: Sikora, 2011b, s. 114), proponującego, by wobec zdań o przedmiotach nieobserwowalnych zachować postawę poznawczego agnostycyzmu. Zaś u Odo Marquarda (1994) sceptycyzm jest wołaniem o hermeneutykę.
Postawa metodologicznego agnostycyzmu "zabezpiecza" tak przed wychyleniem w stronę idealizmu, jak i w kierunku materializmu. Należy oczekiwać, że socjolodzy religii praktykujący metodologiczny agnostycyzm w jednakowym stopniu starają się nie dawać podstaw do podejrzeń o nastawienie idealistyczne, jak i powstrzymują się od sądów odmawiających znaczenia przedmiotom wiary religijnej. Odnosząc się do drugiej z tych sytuacji warto przywołać uwagę Andrzeja Bronka (1996), przestrzegającego przed redukcją religii do zjawiska wyłącznie poziomego. Według niego dostrzeganie jedynie świeckich treści w zjawiskach religijnych oznacza wpadnięcie w poznawczą pułapkę (s. 67). Na miejscu wydają się słowa Leszka Kołakowskiego, że "nie możemy zgłębić tajemnicy i obrócić jej w wiedzę, lecz ważne wiedzieć, że mamy z nią do czynienia; choć nie sposób zedrzeć zasłonę, za którą ukrywa się rzeczywistość ostateczna, winniśmy wiedzieć, że jest taka zasłona" (1990, s. 16). I może jeszcze słowa tłumaczki Szyfrów transcendencji Karla Jaspersa: "Zniszczenie szyfru nie oznacza przeniknięcia tajemnicy, ale jej utratę" (Piecuch, 1995, s. 5).
Osobisty stosunek badacza do tego, co mogłoby się kryć w owym nawiasie, rzeczywiście często nie jest na zewnątrz odczuwalny (Królikowska, 2010). Jednak może rzutować na jego podejście epistemiczne. Zróżnicowanie podejść daje się przedstawić w formie kontinuum od pełnego kredytu zaufania dla relacjonowanych zjawisk po dążenie do całkowitego ich wyjaśnienia w kategoriach naukowej redukcji. Ilustracją pierwszego z tych stanowisk może być postawa badawcza Mircei Eliadego, który wyraźnie nie chce demistyfikować religijnych światów, a "zrozumieć, dlaczego ci ludzie wierzą w to, w co wierzą" (1992, s. 146). W poniższej tabeli podejmuję próbę częściowego uporządkowania stanowisk. Nie odnoszę się do przekonań ontologicznych, jakie mogłyby być żywione prywatnie, czy nawet prezentowanych publicznie poza tekstami prac autorskich, nie uwzględniam też wszystkich autorów przywoływanych w mojej pracy i, co będzie bardziej zrozumiałe, żadnego z autorów ani kierunków spoza tej pracy.
Tab. 1. Zróżnicowanie poglądów na naturę rzeczywistości oraz sposób jej poznania
Pogląd na naturę rzeczywistości
Zakładane jako
właściwe podejście nauki
Natura jednolita - materialna,
naturalizm,
materializm
Możliwa niejednolitość natury rzeczywistości
Przekonanie o istnieniu rzeczywistości transcendentnej
Wyłącznie empiryzm (e.) /
racjonalizm (r.)
É. Durkheim (e.),
N. Luhmann (r.)
W. Piwowarski (e.)
Racjonalizm, hermeneutyka pomocniczo
wczesny R. Bhaskar,
E. Husserl
metodologiczny agnostycyzm RK (socjologia)
"metarealizm" RK (filozofia)
("późny" R. Bhaskar - holizm)
Hermeneutyka,
racjonalizm pomocniczo
H. Putnam,
pragmatyzm
Wyłącznie hermeneutyka
"mistrzowie podejrzeń"
W. Dilthey,
"późny" L. Wittgenstein,
niefideistyczna fenomenologia religii
R. Otto,
fideistyczna fenomenologia religii
Źródło: opracowanie własne.
Opis, wyjaśnienie i problem dystansu
Gdy rzecz nie dotyczy założeń o świecie obiektywnym ani też dochodzenia do ustaleń w sferze faktów, lecz dotyka obszaru przeżyć i konstruktów kulturowych, stających się treścią subiektywnych i intersubiektywnych wyobrażeń, konstytuujących znaczenia i poczucie sensu, to ustalanie naukowej prawdy staje się znacznie mniej oczywiste i w większym stopniu kwestionowalne. W tym obszarze wyjaśnianie, które miałoby prowadzić do odkrycia, "jak jest naprawdę", zostało poddane krytyce jako niweczące wyjaśniane sensy i znaczenia. Według antropologa56 Fredrika Bartha powinno nam chodzić o takie przedstawianie, "które nie narusza naturalnego kontekstu zjawiska" (2006, s. 191). Szczególnie w obliczu zjawisk pozaracjonalnych stawiane są pytania, czy najwłaściwszym narzędziem jest relacja sporządzana wyłącznie w racjonalnych terminach (Bronk, 1996, s. 72; por. Winch, 1992). Podawana jest w wątpliwość adekwatność podchodzenia do sfery subiektywnych przeżyć z wyposażeniem intelektualistycznym, nawet gdy przybierze ono formę "intelektualistycznego romantyzmu" (por. Krasnodębski, 1991, s. 56). Michael Jackson, krytykując użycie "rozumu analitycznego", w jakim odmawia się racji innym drogom prowadzącym do nadania życiu znaczeń, w słabszym stopniu odwołującym się do źródeł intelektualnych, w tym narracjom, a które okazują się ważne w kształtowaniu sensu życia, wyraża opinię, że "[i]rracjonalność57 jest tylko tym brzydkim słowem, jakiego racjonaliści używają dla wywyższenia ich własnego modelu funkcjonowania człowieka, i interesów, jakim ma służyć" (2008, s. xxix). Istnieją jednak istotne wątpliwości, czy uprawianie nauki w sposób, jaki niwelowałby powody do tego typu utyskiwania, jest możliwe. Zdaniem Zdzisława Krasnodębskiego świata nie da się w pełni uchronić przed niszczącą siłą nauki (1991, s. 56). Powyższe refleksje wyrastają z troski o "świat". Jeśli jednak nauka ma pozostać sobą, musi pozostawać przy swych racjonalnych narzędziach, starając się jednakże o ich niską inwazyjność. Kirsten Hastrup (2006) stwierdza, że nie da się przenieść świata do obszaru nauki bez zniekształceń58. Według Pascala Boyera (1990, s. 46) zniekształcenia pojawią się nawet przy dobrej woli badacza, ze względu na użycie pojęć w samym języku opisu59.
Problem relacji pomiędzy rozumieniem (lub opisem) a wyjaśnieniem jest problemem relacji między poznaniem o charakterze idiograficznym a uogólnieniem, pomiędzy lokalnością zjawisk a uniwersalnością (Hastrup, 2006, s. 97). Postawienie wyłącznie na pierwszą strategię grozi, jak przestrzegają niektórzy, opuszczeniem pola nauki i przesunięciem się w kierunku literatury. Unikanie wyjaśniania i uogólnień szkodzi dyscyplinom badającym społeczno-kulturowe obszary rzeczywistości - zwraca uwagę, w podobnym duchu jak wspomniani już Bauman i Kozakiewicz, Melford Spiro. Jego zdaniem tam, gdzie, odmawiając realizacji ścisłego60 modelu nauki, konsekwentnie rezygnuje się z wyjaśniania, tam jednostkowy opis, okazjonalna interpretacja i samo rozumienie nie są zdolne do tego, by stanowić punkt wyjścia do formułowania generalizacji (2006, s. 39-52). Tam też działania badawcze kończą się na zgromadzeniu opisów interpretujących, z których nic dalej wyniknąć nie może.
Roy Bhaskar (2015, s. 149-150) widzi perspektywę hermeneutyczną jako polegającą na mimetycznym odtworzeniu w środowisku badacza zawartości myślowych środowiska badanych. Przypisuje hermeneutyce kilka powiązanych ze sobą cech (s. 152). Jedną ma być przekonanie, że rzeczywistość społeczna zawsze jest już zinterpretowana. Można to rozumieć w ten sposób, że w perspektywie hermeneutycznej rzeczywistość społeczna poza tą na różne sposoby zinterpretowaną jawi się albo jako niedostępna, albo jako nieinteresująca, albo wręcz jako nieistniejąca. Drugą cechą miałby być niedający się pozbyć założeń charakter badań; trzecią - indeksykalny, a więc osadzony w kontekstach, charakter wyrażeń używanych zarówno w życiu społecznym, jak i w planie nauki, powiązany z ich dialogicznością (Hartwig, 2015, s. xxv). Często przy tym, jego zdaniem, nie dostrzega się problemu zanurzenia w kulturze samego badacza.
Jak relacjonuje Martin Endress (2005b, s. 61; por. Bourdieu, 2007, s. 171, 178-179), Pierre Bourdieu, widząc zarówno tkwiący w paradygmacie interpretatywnym błąd subiektywizmu dającego złudzenie wiedzy bezpośredniej, jak i błąd ujęć obiektywnych stwarzających iluzję wiedzy absolutnej, uważa tę opozycję za rujnującą nauki społeczne i postuluje dążenie do jej przezwyciężania. Pozostaje pytanie o to, w jakich relacjach ze sobą są te dwie strategie badawcze w kontekście praktycznego użytkowania. Zalecenia metodologiczne obecne w socjologii mówią dość ogólnikowo o "łączeniu" czy "triangulacji". Czy jednak należy przystać na to, by dokonywało się to z pominięciem różnic w filozofiach onto-epistemologicznych tych odmiennych przecież strategii? Nie wszyscy zgadzają się, że taki kompromis jest możliwy. Niektórym autorom znalezienie przejść i uzgodnień pomiędzy zbyt różnymi stanowiskami badawczymi i zdecydowanie odmiennymi paradygmatycznymi ramami patrzenia na wiele zagadnień związanych z człowiekiem i kulturą wyda się, m.in. za Gadamerem (Bronk, 1988, s. 185-186), niemożliwe.
Zdaniem Paula Ricoeura (1992) chociaż wyjaśnianie naukowe i rozumienie humanistyczne stanowią dwa bieguny poznania, nie ma między nimi całkowitej luki. Kirsten Hastrup proponuje zmieszanie rozumienia z wyjaśnianiem, w którym chodziłoby "o rodzaj rozumienia operujący innymi kategoriami niż konwencje lokalne" (2006, s. 97). Maurice Roche w tekście poświęconym fenomenologii stwierdza, że podejście humanistyczne ma cechy zarówno idiograficzne, jak i nomotetyczne (1989, s. 459). Hans-Georg Gadamer dostrzega u Diltheya, jak najdalszego przecież od dopasowywania metod humanistyki do metodologii przyrodoznawstwa, wskazanie na ich moment wspólny. W przypadku poznania historycznego dotyczy on starań o osiągnięcie obiektywności poprzez dążenie "do metodycznego wzniesienia się ponad subiektywną przypadkowość własnego miejsca i ponad dostępną sobie tradycję" (1993, s. 232). Także Elżbieta Paczkowska-Łagowska (1981, s. 136) stwierdza, że Dilthey widział nauki humanistyczne jako zarówno rozumiejące pojmowanie, jak i wyjaśnianie. Nawet Mircea Eliade (1992, s. 146), wbrew temu, czego moglibyśmy się spodziewać, nie występuje jednoznacznie przeciwko udziałowi teorii61. Podobnie Clifford Geertz (2005a), wbrew temu, co twierdzi o nim Melford Spiro (2006), wykracza poza radykalny relatywizm epistemologiczny (określenie z klasyfikacji Spiro) w stronę jego bardziej umiarkowanej postaci, dopuszczającej powiązanie opisu z pewną generalizacją. Woli wprawdzie ująć to w ten sposób, że interpretacje, będące "próbą określenia, jak ta lub owa społeczność, ta lub tamta epoka, ta czy inna osoba tworzą sens dla siebie", stają się - "po zrozumieniu tego - próbą ustalenia, co wiemy o porządku społecznym, zmianie historycznej, funkcjonowaniu psychiki w ogólności" (Geertz, 2005a, s. 31-32). W jego rozumieniu generalizacja, by tak rzec, o kontrolowanym stopniu abstrakcji, może wyłonić się na podstawie opisu. Geertz tak wypowiada się o piszących na temat kultury: "Jesteśmy zmuszeni sugerować teorie, albowiem brak nam mocy, aby je ustanawiać" (2005b, s. 53). Teoria kultury "nie jest (...) panią siebie samej": "[j]ako że jest ona nieodłącznie związana z bezpośredniością opisu gęstego, jej wolność w kształtowaniu siebie samej w kategoriach wewnętrznej logiki jest raczej ograniczona. Uogólnienia, które udaje się jej uzyskać, wyrastają z subtelności rozróżnień, a nie rozmachu abstrakcji" (s. 53).
Bruno Latour nie traktuje wyjaśniania i rozumienia jako odmiennych kategorii. Choć wiąże je z różnymi strategiami, woli mówić o różnicy w sile wyjaśniania i o kontinuum mocy eksplanacyjnej rozciągającym się od dedukcji, poprzez korelację, aż po opis czy "opowiadanie" (1988, s. 158-159). Latour zachęca do porzucenia przywiązania do myśli, iż wyjaśnienia o dużej mocy są lepsze niż "tylko opowiadanie historii" (s. 157). Wskazuje na słabe strony pierwszego i zdaje się nie dostrzegać indolencji drugiego. Sądzi, że to, co rozumiemy w naukach społecznych przez silne wyjaśnienie, jest często uproszczoną, "walczącą" imitacją nauk ścisłych z czasów, gdy tamte miały jeszcze do czynienia z prostymi obiektami (s. 162). Zdaniem Latoura w naukach społecznych strategia silnej redukcji jest równoznaczna z poszukiwaniem czynnika czy "sprawcy" odpowiedzialnego za dany stan rzeczy i rzucaniem nań oskarżeń (s. 156). Tradycja słabego wyjaśniania traktuje takie ferowanie oskarżeń jako niesprawiedliwe (s. 163). W rozumieniu Latoura wyjaśniania o różnej sile występują względem siebie rozłącznie - badacz dokonuje pomiędzy nimi wyboru albo-albo.
Wyruszający ku spotkaniu z hermeneutyką z "przeciwległego krańca" realizm krytyczny nie neguje potrzeby rozumienia. Roy Bhaskar (2015, s. 159) widzi Verstehen jako warunek uprawiania nauk społecznych. Również Douglas Porpora (2016, s. 209) utrzymuje, że RK nie wykazuje negatywnego nastawienia wobec etnografii czy historycznej narracji. Lecz obaj twierdzą, że należy pójść dalej. Tym, co szczególnie interesuje Bhaskara, jest wykrywanie, jak interpretacje są osadzone w praktycznych interesach, a te powiązane z materialnym podłożem (2015, s. 159). Według jego założeń te dwa style badawcze pojawiają się po kolei: po hermeneutycznym rozumieniu danej wersji epistemicznej przechodzi się, na bazie tego materiału, do wyjaśnień strukturalnych. Porpora uznaje przekonanie, że to, co zbiorczo bywa nazywane hermeneutyką, ma wyłącznie walor opisowy i nie może mieć ambicji wyjaśniania, za jeden z mitów socjologii (2016, s. 11-12). W jego opinii "postwittgensteinowskie" dążenie do wyraźnego rozróżnienia między wyjaśnieniem a rozumieniem i stawianie wyłącznie na to drugie wynika z odmowy, by człowiek określany był przez jakiegokolwiek rodzaju determinizmy przyczynowe (s. 40, 116-117). W świetle RK nie ma konieczności wyraźnego zaznaczania odrębności rozumienia od wyjaśniania, ponieważ uznanie istnienia związków przyczynowych nie oznacza pozytywistycznej wiary w prawa, a zatem nie pojawia się widmo determinizmu62. Porpora przekonuje, że zjawiska w świecie ludzkim są tak złożone, że mogą mieć charakter jednostkowy. Wtedy właśnie dostęp do nich prowadzi przez opis czy opowiadanie. Dlatego i sam opis czy sama narracja są naukowo istotne, choć szczególnie wówczas, gdy zostają przełożone na język pojęć teoretycznych. Socjologię ma w nich interesować poszukiwanie tego, co pod spodem: mechanizmów i sił sprawczych. Niepowtarzalność układu czynników sprawia, że to, co jest opisane, może być właśnie tym szczególnym mechanizmem wyjaśniającym (s. 59). Zatem hermeneutyka to tylko zhumanizowana szata wyjaśnienia, co czyni fałszywym rozróżnienie pomiędzy opisem a wyjaśnieniem. Obaj krytyczni realiści mówią więc: hermeneutyka owszem, ale pomocniczo i na warunkach onto-epistemologicznych RK. Czy jednak zawsze chodzić musi o poszukiwanie mechanizmów, wskazywanie czynników zmian, wyjaśnianie procesów? Józef Niżnik (1999) zdaje się sądzić, że i bez docierania do czynników sprawczych hermeneutyka może dostarczać ważnej wiedzy. Komentując zabiegi Diltheya względem uprawomocnienia humanistyki, zwrócił uwagę na ten swego rodzaju paradoks, że dopiero "nieunikniona subiektywność humanistyki jest podstawą szczególnego obiektywizmu uzyskanej przez nią wiedzy" (s. 87). Podobnie widział to "późny" Husserl, dla którego, jak komentuje Zdzisław Krasnodębski (1987, s. 101), cofnięcie się do "ja" jako do centrum staje się gwarantem wyjścia ku światu i czymś, na czym zyska nauka.
Nawet przy przyjęciu założenia o potrzebie opowiedzenia "od wewnątrz" jakiegoś sposobu myślenia i przeżywania, nie znika, a być może nawet intensyfikuje się potrzeba refleksji nad dystansem, jaki będzie się utrzymywać w stosunku do przedmiotu badania. Przykładem zwolennika daleko posuniętego zbliżenia się do przedmiotu badania jest Eliade. Jego postawa badawcza bazuje na zmniejszaniu dystansu pomiędzy nim jako badaczem a kulturowym przejawem religii, którego przedstawienia się podejmuje. Jego sposób uprawiania praktyki badawczej mógłby zostać opatrzony komentarzem, że "[r]ozumieć grę językową to uczestniczyć w pewnym sposobie życia" (Putnam, 1999, s. 77). Czy takie uczestnictwo to stan umożliwiający, czy raczej przeszkoda na drodze do wciąż zachowującego status naukowości poznania? Helmuth Plessner sugeruje, że to, co jest przedmiotem badania, powinno dla nas przynajmniej w jakimś stopniu zachowywać status obcości: "dystans w spojrzeniu na to, co obce, stanowi podstawę i wskazówkę dla procesu pojmowania" (1989, s. 227), a Kirsten Hastrup zauważa, że "każda idea wyjaśnienia implikuje dystans między wyjaśnianym a wyjaśnieniem" (2006, s. 98). Bruno Latour (1988) różnicę pomiędzy silnym a słabym wyjaśnianiem widzi właśnie jako sprawę dystansu. Według niego są to różne "sposoby rozwiązania problemu dystansu między układem oferującym wyjaśnienie a tym, który jest wyjaśniany" (s. 162). W sposobie stawiającym na redukcję siła wyjaśnienia jest duża, lecz kosztem tego, że elementy z układu explanandum znikają w swych reprezentacjach w układzie explanans. W sposobie nieredukcjonistycznym lub irredukcjonistycznym elementy wyjaśniane nie tylko zachowują swoją rozpoznawalność, ale i pozostają dostępne w pełnym oglądzie kosztem niskiej mocy wyjaśniającej (s. 162-163). W pierwszym sposobie badacz opowiada się po stronie poznania i pozostaje w dużym dystansie do poznawanego, w drugim - opowiada się "również po stronie poznawanego" (s. 163). "Również" - ponieważ, zdaniem Latoura, słabe wyjaśnienie wcale nie jest sprzeniewierzeniem się naukowym wartościom. Być może to właśnie realizowałaby postulowana przez Scotta Lasha "hermeneutyka odzyskania".
Choć ma się przez chwilę poczucie, iż wywód Latoura zaprowadza błogi porządek i dostarcza wystarczającego oparcia badaczowi chcącemu zachować irredukcjonistyczne podejście, nie rozwiewa on wszystkich wątpliwości badacza, który wie, że zbyt mały dystans sprawi, iż utraci umiejętność krytycznego oglądu i będzie w stanie jedynie relacjonować w oparciu o pojęcia pochodzące z wnętrza opisywanego świata (por. De Martino, 1995). Józef Tischner przestrzega: "Badając jakiekolwiek zjawisko, człowiek nie może być zarazem niewolnikiem owego zjawiska. (...) badając określony świat społeczny, nie może być niewolnikiem owego świata społecznego" (1993, s. 90-91), tak samo jak nie może dla podkreślenia dystansu wobec zjawiska sprzymierzyć się z jakąkolwiek grupą jego krytyków. O wolności wewnętrznej badacza - od presji ideologii i teologii - mówi też Waardenburg (1978, s. 55). Michael Jackson nie zaleca uprawiania "fenomenologii naiwnej"63, z przekonaniem, że każdy aktor jest w posiadaniu prawdziwych znaczeń swoich działań (2008, s. 31), jak też "fenomenologii romantycznej", polegającej na przekonaniu, że autentyczne jest jedynie żywe doświadczenie (s. xxvii). Uważa on, że ani nie należy starać się za wszelką cenę patrzeć na zjawiska z uprzywilejowanego "nigdzie", ani nie przywiązywać się zbytnio do punktu widzenia członków jakiejkolwiek grupy i ich systemu znaczeń, pozwalając się uwieść "sentymentalnemu przekonaniu, że są jedynymi posiadaczami prawdy" (s. 46). To, co proponuje w zamian, to poruszanie się pomiędzy tymi punktami widzenia. Jackson ukazuje złożoność postawy badacza, który ostatecznie nie zajmuje stanowiska w pełni obiektywnego. Ponieważ jest zainteresowany - nie jest "zdystansowany", ale też dążąc do zrozumienia - nie chce przyjąć postawy empatycznej i zatracić się w poddawanym rozumieniu świecie. Autor przyznaje, że starania o bezstronne rozumienie związane z dyslokacją punktów widzenia wiążą się nieuchronnie z wątpliwościami i niepewnością co do tego, który z tych punktów jest ostatecznie najwłaściwszy, lecz, jego zdaniem, jest to najbardziej uczciwe podejście (s. 49). Jacques Waardenburg (1978, s. 47) pisze o dotyczącej badacza religii, dającej "zdolność rozumienia" dialektyce bycia w połowie "w środku" i w połowie "na zewnątrz" badanego zjawiska. Anne Honer i Ronald Hitzler (2015) zalecają wręcz, by badacz "współdoświadczał" znaczeń i sensów, tymczasowo dokonując zmiany perspektywy, aby realizował to, co nazwali "uważnym uczestnictwem" (obserwant participation). Nie sugerują przy tym całkowitego, czy raczej trwałego "odpadnięcia" od stanowiska teoretycznego, ale poruszanie się pomiędzy tymi dwoma obszarami. Zauważają, że badacz "musi sprostać dwóm radykalnie różnym wiązkom oczekiwań", pozostając w stanie "zamierzonej i celowej "zawodowej schizofrenii"". Dlatego postulują "częstsze lub rzadsze, dłuższe lub krótsze przełączanie się", które nie ma jakiejś formalnie wyznaczonej sekwencji, ale wskazuje na ""cyrkulacyjny", a nie "liniowy" proces epistemologiczny" (s. 556-557). Także inni badacze uznają, że istotna pozostaje zmiana dystansu (Hastrup, 2006; Tambiah, 2006), polegająca na przemieszczaniu się pomiędzy nastawieniem naturalnym obecnym w świecie badanym, ale też tym obecnym u samego badacza, a nastawieniem naukowym.
Dodajmy, że realizm krytyczny wprowadza tu ważną korektę. Jeśli dana kwestia, o której traktuje narracja, dotyczy faktów, a te są możliwe do ustalenia, to skoro prawda na ich temat "leży tam, gdzie leży", balansowanie pomiędzy rozbieżnymi co do danego faktu punktami widzenia i wykazywanie troski o symetryczną od nich odległość pozostanie niewłaściwe z punktu widzenia realistycznej ontologii i epistemologii. Będzie poruszaniem się w antyrealistycznej próżni jak w przestrzeni bez grawitacji.
W mojej ocenie niedoskonałym, lecz wynikającym z braku możliwości uzyskania płynnego przejścia rozwiązaniem może być nie tyle diachroniczne, jak proponuje RK, co synchroniczne, a równocześnie świadomie nieciągłe użycie tych odmiennych strategii, które pozwoli pominąć, a inaczej mówiąc, świadomie wziąć w nawias, wyjaśnianie pewnych obszarów interpretacji dokonywanej w stosunku do "pierwszego piętra" życia społecznego. Jak pisałam, powołać się w tej kwestii można na kompromisowe stanowisko Stanleya Tambiaha (2006), który uważa, że odrzucając "wulgarny relatywizm", nie powinniśmy przyjmować stanowiska absolutyzmu, prowadzącego do umieszczenia wszystkich kulturowych zróżnicowań "pod parasolem uniwersalnego paradygmatu "racjonalności"", i który proponuje, by "przyjąć bardziej subtelną postawę pomiędzy tymi skrajnościami i dążyć do porównań i formułowania ogólnych sądów tam, gdzie jest to dopuszczalne i możliwe, pewne sprawy pozostawiając nierozstrzygnięte"64 (s. 74-75). Owa nieciągłość między zawieszającą eksplanację relacją i wyjaśnianiem nakłada się na wspomniane zmiany dystansu względem poddanego oglądowi przedmiotu.
Onto-teoretyczne osadzenie - zestawienie
Punkt ten ma zminimalizować poczucie, że zestawienie koncepcji teoretycznych, do których się odwołuję, jest niespójne, czy że, wbrew wcześniejszym wywodom, wspierają się one na wzajemnie sprzecznych założeniach. Chciałabym, by dobór i połączenie heterogenicznych wątków teoretycznych spełniał zasadę: "eklektyzm tak, przypadkowość nie". Postaram się zarysować ich panoramę, w której, jak wierzę, rozlokowane zostaną najistotniejsze wątki teoretyczne jako "obsługujące" zagadnienia wywodzące się z różnych domen i odnoszące się do różnych poziomów. Niektóre nurty zostały przeze mnie potraktowane wybiórczo.
Zacząć wypada od poziomu najbardziej podstawowego, niejako podwalin - ontologii. W tym zakresie bliskie mi są zasadnicze ustalenia realizmu krytycznego. Za fundujące niekoniecznie w każdej chwili dostrzegalną kondygnację przyjmuję założenie o istnieniu realnego świata bez względu na to, w jaki sposób go w danej chwili opisujemy. Realne są także zdarzenia w tym świecie zachodzące i inne fakty, "stany rzeczy", pozwalające wiedzieć, że w razie rozbieżności można się będzie do nich odnieść. Wyłączeniu z ustaleń realistycznych podlegają hipotezy metafizyczne dotyczące (możliwej) ontologii transcendencji. Rozważania wsparte na takich założeniach uważam za należące do zmagań stricte filozoficznych, jeśli nie teologicznych. Natomiast w świetle RK założenie epistemicznego relatywizmu oraz postulat wyraźnego oddzielania tego, co ontyczne, od tego, co epistemiczne, jak również tego, co ontologiczne, od tego, co epistemologiczne, stają się ważnym uzasadnieniem dla zasady metodologicznego agnostycyzmu w badaniu zjawisk religijnych.
Następną kondygnacją analizy, najistotniejszą dla socjologa, jest poziom życia społecznego, którego - w moim rozumieniu - nie da się podporządkować redukcjom wyjaśniającym, a w każdym razie nie da się tego zrobić bez utraty bogactwa kulturowych interpretacji, bez jego, przynajmniej symbolicznego, niszczenia. Dlatego dostrzegam ograniczenia roszczeń racjonalizujących podejść, które chciałyby przejść do porządku ponad perspektywami epistemicznymi zawartymi w różnorodności treści kulturowych65. Nie są one jedynie zróżnicowaną formą wyrazu dla zawsze tych samych znaczeń, lecz zawierają zróżnicowane znaczenia, niejednakowe akcentowania, różne "troski" i wartości, które stają się motywacjami ludzkich działań. Tam gdzie warstwa językowa traktowana jest przez realizm krytyczny jako zupełnie powierzchowna, niejako zakrywająca i z konieczności błędna, tam pojawia sięniezgodność pomiędzy RK a intencjami tego opracowania. Ponieważ znaczeniom nadawana jest forma językowa, jak również egzystencjalnie znaczącymi wytworami kulturowymi i równocześnie zjawiskami społecznymi są narracje, to właśnie kategoria narracji, poszerzona o aspekt jej społecznego podtrzymywania, staje się tu punktem zainteresowania. Narracje nie są hipotezami na drodze dotarcia do najbardziej adekwatnego odtworzenia rzeczywistości, choć zgoda, że takimi powinny być "narracje" naukowców, dziennikarzy, śledczych itd. Podejście do relacjonowanych w tej pracy narracji nie jest kierowane założeniem o potrzebie dokonania naukowej, teoretycznej redukcji. Zaakceptowanie tezy, że niektóre z narracji mają znaczenie egzystencjalne i kształtują tożsamość, uzasadnia przyjęcie interpretacji, że ludzie uczestniczący w pewnych kontekstowo i historycznie zlokalizowanych narracjach dysponują specyficznymi "lokalnymi" społecznymi "ontologiami", sprofilowanymi kulturowo i postrzeganymi z pewnego miejsca - "ontologiami" czyimiś.
Stąd nadzieja pokładana w fenomenologicznym podejściu, udzielenie głosu ogólnie rozumianej hermeneutyce i w pewnym stopniu egzystencjalizmowi. Różnica w stosunku do roli przypisywanej tym narzędziom poznawczym, traktowanym zbiorczo przez RK jako "hermeneutyczne", polega na tym, że o ile stanowisko realistyczne uważa je za pomocnicze i użyteczne na wstępnym etapie, tu będą traktowane jako bardziej autonomiczne, ponieważ bardziej autonomicznie potraktowane zostaną narracje oraz treści i sensy, jakie zawierają i przekazują. Fenomenologia w nurcie "doświadczeniowym" pokazuje jedynie zsubiektywizowane perspektywy, unikając twierdzeń o naturze rzeczywistości. Wymiar społecznych doświadczeń i kulturowych treści, który wykracza poza immanencję i odnosi się do sfery transcendentnej, może być jedynie przedstawiony właśnie fenomenologicznie, pozostawiony poza roszczeniami metafizycznymi. Uważam, że zadania nauk społecznych powinny być skromniejsze niż aspiracje do oświecania "zwykłych" ludzi "dla ich dobra", ich "emancypacji", lub w imię takich czy innych "dziejowych konieczności", które wiązałyby się z korygowaniem ich "błędów" w interpretacjach ich świata. Usocjologiczniona fenomenologia, porzucająca pomysły Husserla na transcendentalną redukcję, odżegnuje się od ustaleń ontologicznych i ma w tym wypadku pełnić rolę "narzędzia" naukowego poznania. Fenomenologia "doświadczeniowa" nie jest przeze mnie traktowana jako generujący sprzeczności antyrealizm, ale jako nurt teoretyczny zawieszający realistyczne dociekania. Kryje się w niej jednak znacznie więcej - to pewna filozofia patrzenia na zjawiska z obszaru społecznej świadomości, na intersubiektywnie generowane sposoby nadawania znaczeń rzeczywistości. Perspektywa fenomenologiczna oferuje nie tylko szeroko rozumianą metodę zawieszającą rozstrzygnięcia, ale proponuje też koncepcję świata przeżywanego, istotną w zestawieniu z kategorią narracji. Narracje mają zdolność kreowania światów przeżywanych, a światy przeżywane - podtrzymywania narracji.
Powyższe nie oznacza jednak rozstania z krytycznym realizmem. Jest tak dlatego, że choć zerwanie wszelkiej łączności z "podłożem", tj. realnym światem struktur i faktów, mogłoby być kuszącą propozycją, do której zachętę stwarza kariera paradygmatu postmodernistycznego, zerwanie to oznaczałoby zamknięcie w tekście, niemożność orzekania czegokolwiek o wymiarze referencyjnym tekstów, o ich przełożeniu na sferę działania czy udziału w konstytuowaniu struktur społecznych. RK zostaje tu wyzyskany przynajmniej w dwóch momentach. Po pierwsze, ponieważ w tle podejmowanej tematyki pojawia się historia, za istotne uważam choćby podkreślenie stanowiska, iż narracje nie unieważniają faktycznych wydarzeń - w sporze o "faktyczność faktów" RK przeciwstawia się ich postmodernistycznej negacji. Po drugie, RK, jako przeciwstawiający się nominalizmowi metodologicznemu, wspiera teoretycznie założenie o nieesencjalistycznym, lecz emergentnym istnieniu większych całości społecznych. Nawiązaniem do tych założeń jest teoretyczne zinterpretowanie wspólnoty narodowej, której realne, lecz równocześnie nieaprioryczne i konstruowane w długim procesie historycznym istnienie jest tu zakładane. Narracje rezonują z przekonaniami ludzi, ich tożsamościami, a ci działają, podtrzymując struktury, kreując wydarzenia, aktywnie i znacząco w nich uczestnicząc. To zaś, co już się wydarzyło, zostaje zachowane jako fakt. Również to, co zostało wytworzone w kulturze - narracja - zostaje zachowane, nawet jeśli już nie będzie podtrzymywane66. W ten sposób poziom życia społecznego pozostaje w relacji do ontologii ważnej dla badacza, ale jest też poziomem społecznych "ontologii", zaś - odróżniany także wyraziście przez Margaret Archer (2019) - poziom struktur kulturowych pozostaje w dynamicznej relacji z poziomem życia społecznego.
Kategoria narracji nie pojawia się znikąd. Zostaje zaczerpnięta z obszarów teoretycznych, w których bądź to tryumfowały interpretacje strukturaliz-mu (narratologia), bądź silne były wpływy myślenia postmodernistycznego (narratywizm). Pojawia się więc potrzeba powiązania narracji z jej "podłożem", tak by można było patrzeć na nią w trojaki sposób: jako na wytwór społeczno-historyczny i społeczną "własność użytkową", jako na pozostającą w zwielokrotnionym sprzężeniu zwrotnym ze światami przeżywanymi, kreującą i wyrażającą doświadczenia, i wreszcie jako dającą się - tam, gdzie jest to możliwe, a zatem w zakresie immanencji - sprawdzać w kategoriach jej referencji do rzeczywistości. W tych zabiegach mogą mieć udział, każda z teorii na swój sposób, fenomenologia i krytyczny realizm. Nie oznacza to całkowitego odwrócenia się od dorobku nurtów, które miały swój wkład w teorię narracji. Wiele wątków i wypracowanych tam niekiedy bardzo wyrafinowanych ustaleń jest niezwykle cennych dla rozważań socjologicznych.
Dokonując zawężenia tematycznego narracji, sięgam po teoretyczną interpretację tandemu kategorii: naród-nacjonalizm. To w dzisiejszych czasach również delikatna, bo kontrowersyjna, materia, znajdująca rezonans na poziomie dyskursu politycznego i społecznego, bez pominięcia poziomu aktywności teoretycznej. Mój wybór pada na etnosymbolizm. Kulturalistyczna koncepcja Anthony'ego D. Smitha uzasadnia możliwość posługiwania się na poziomie teorii kategorią narodu i ma wiele podobieństw z koncepcjami wyrosłymi w polskiej tradycji socjologii narodu. Będzie to zapewne "teoria prywatna" (- lubię ją), "teoria polityczna" (- może być głosem w polemice z przekonaniami nie tylko ujmowanymi teoretycznie, dyskursywnie, ale też przekładanymi na praktykę, według których świat tożsamości narodowych osiągnął kres), ale przede wszystkim łącząca uznanie dla warstwy kulturowej - a ta zawiera narracje i wysyca znaczeniami światy przeżywane - i perspektywy historycznej - narracje opowiadają o historii - z uznaniem realności (choć nie esencjalnego charakteru) wspólnoty narodowej. Ten ostatni aspekt stanowi o pewnym powinowactwie etnosymbolizmu z RK. Co do religijnego aspektu narracji będących tu przedmiotem zainteresowania, to jak już było powiedziane, eteryczny, niesprawdzalny charakter tego wątku narracji przekłada się na to, iż zostaje on ujęty w perspektywie fenomenologicznej. To, co się tyczy zaś religii w kontekście nie narracyjnym, lecz społecznym, musi zostać ujęte w którąś z teoretycznych ram sekularyzacji. Mirosława Grabowska zauważa, że zasięg występowania teorii sekularyzacji ma dziś "bezkresny niemal charakter" (2018, s. 21), co sugeruje jej dość ambiwalentny stosunek do tego obszaru. Część z nich zapewne dostarczyłaby dodatkowych wyjaśnień przemian, jakie będą tu przedmiotem zainteresowania. Zmuszona jestem jednak do ograniczeń i mój wybór pada na koncepcję przemian sekularyzacyjnych Charlesa Taylora (2002, 2007), ze względu na uwzględniany w niej kontekst życia zbiorowego i wspólnotowego.
Zasadnicza sprzeczność tzw. realizmu wewnętrznego z realizmem krytycznym każe mi sięgać z ostrożnością i jedynie do niektórych myśli Hilary'ego Putnama, np. tych, które dodatkowo wesprą symetrycznie sceptyczny agnostycyzm lub będą sympatyzować z przekonaniem, że lokalnie wytwarzane sposoby myślenia o rzeczywistości mają prawo nie musieć borykać się z próbami ich zwalczania jako "błędów poznawczych", że nie tyle bezpośrednio odbierane fakty, ale i sposoby opowiadania o faktach, łączenia ich w sensotwórcze całości uzyskują przełożenie na takie, a nie inne sposoby widzenia świata i przeżywania go. Należy mieć świadomość, że z takim pragmatyzmem wiąże się tyleż korzyści, co zagrożeń. Te drugie uświadomić może wyobrażenie sobie skutecznych, cynicznie kreowanych, medialnie wzmacnianych narracji służących uzyskiwaniu dominacji, negujących fakty, rzec można: narracji drapieżnych, powiązanych z agresywnymi sposobami ich użycia. Antyrealizm staje wobec nich niezdolny do wykazania kłamstwa, jakim się posługują, operując jedynie pragmatyczną miarą ich sukcesu. Tu też objawia się wyższość, jeśli można tak powiedzieć, RK, który musiałby zostać przywołany, by poradzić sobie z nieuczciwymi i inwazyjnymi poznawczo wersjami interpretowania rzeczywistości.
Tabela 2 ma za zadanie zaprezentować zasadnicze źródła teoretyczne mojego podejścia, z uwzględnieniem "warstw" rzeczywistości, które, na mocy swej specyfiki, poszczególne ujęcia obejmują. Gwiazdki wskazują, jak duże w danej teorii znaczenie przypisywane jest danej warstwie.
Tab. 2. Źródła teoretyczne i obszary ich zastosowań
Zakładany obszar
Teoria, która zakłada
ważność tego obszaru
Warstwa rzeczywistości pozajęzykowej (fakty, struktury, "mechanizmy")
Warstwa językowych, kulturowych interpretacji
RK
(R. Bhaskar, M. Archer, D. Porpora)
***
*
Socjologiczny realizm
***
**
Etnosymbolizm,
polska klasyczna socjologia narodu
**
***
Fenomenologia
-
(zawieszenie)
***
Hermeneutyka
-
***
Narratywizm
*
***
Pragmatyzm
-
(aktywne zaprzeczenie)
***
Źródło: opracowanie własne.
Ostatnią kondygnację stanowi sama interpretacja badacza. Ta warstwa nie jest przezroczysta, czego najprostszym dowodem jest choćby spór o użytą przezeń metodę czy zastosowaną teorię. Uprzytomnienie sobie pułapek, w jakie może wpaść badacz pozostający w niejednoznacznym położeniu kogoś tak, a nie inaczej zakotwiczonego w życiu społecznym, strukturze i kulturze, jak i dysponującego założeniami odnośnie do warstwy ontologicznej, pozwala, za każdym razem specyficznie ze względu na charakter przedmiotu badań, objąć zwrotnie swój sposób interpretacji rzeczywistości przynajmniej dostępną własnej świadomości refleksją.
1 Bryant (1992, s. 252) odnosi tu fundamentyzm do uznania idei wiedzy jako zwierciadła rzeczywistości, wiernie ją przedstawiającego. Popper, wbrew metaforze pali wbijanych w grząski grunt, wyraziście formułuje swe poglądy epistemologiczne, określane jako realizm naukowy (Sikora, 2011b, s. 113) lub krytyczny racjonalizm (Albert, 1992; Dehnel, 1992). Poppera cechowałby więc nie tylko realizm epistemologiczny, zakładający, że to, co poznajemy, jest niezależne od aktów poznania (Sikora, 2011b, s. 107) oraz że poznanie i jego wytwory są zdolne do reprezentowania obiektów względem nich zewnętrznych (s. 112-113), ale i realizm ontologiczny, zakładający, że "przedmioty istnieją niezależnie (...) od aktów świadomości podmiotu poznającego" (s. 107).
2 Odo Marquard sugeruje istnienie czegoś "w rodzaju prawa zachowania naiwności": ze względu na ograniczone zasoby ludzkiej nieufności im większa koncentracja "na jednym z frontów myślenia, tym łatwiej naiwność zwycięża na innych" (1994, s. 15).
3 Nawet "papież postmodernizmu", Jean-François Lyotard, jest przekonany, że gra językowa zawierająca "wypowiedzi, co do których oczekujemy, że będą prawdziwe, ale że będą też sprawiedliwe", nie należy do wiedzy naukowej (1997, s. 100).
4 Błędna byłaby sugestia zrównania hermeneutyki z postmodernizmem. Można przywołać w zasadzie nieudaną próbę debaty Gadamera z Derridą z lat 80., by pokazać skalę rozbieżności. Ostatecznie również realiści krytyczni nie dokonują takiego utożsamienia (Porpora, 2016, s. 190).
5 Berger i Luckmann, choć dostrzegali, że socjolog może "ku swemu zdziwieniu" odnaleźć się jako "dziedzic pytań filozoficznych" przez filozofów już porzuconych (1983, s. 283), to odżegnywali się od "wdawania się w filozofię" (s. 49-50) i swój z nią związek chcieli widzieć tylko przez osobę Alfreda Schütza. Natomiast Martin Endress (2005a, s. 1) utrzymuje, że dla pokolenia Schütza analiza problemów naukowych z dziedziny społecznej nie była możliwa bez uwzględnienia filozoficznego podłoża.
6 George Marcus mówi szerzej o "kryzysie "fundamentów" intelektualnej działalności ekspertów i naukowców akademickich" jako jednym z istotnych efektów przełamania stabilnych modernistycznych paradygmatów (2006, s. 122).
7 Kwestię arbitralności filozofii, a także jej związków ze światopoglądem i ideologią, rozważa Józef Niżnik (1999; por. Kołakowski, 1990, s. 135-136). W jego ujęciu filozoficzne struktury sensu "wyrastają z arbitralnych aktów twórczych" (Niżnik, 1999, s. 9). Chociaż nie stawia znaku równości pomiędzy arbitralnością a dowolnością czy woluntaryzmem (1999, s. 62), uznając, że ta pierwsza poddana jest dyscyplinie myślenia (s. 63), to jego zdaniem "[o]dkrycie człowieka - nie zawsze do końca uświadomione - że za pomocą arbitralnych decyzji semantycznych może kreować swój świat, znalazło w filozofii niemal doskonałą realizację" (s. 36-37).
8 Według Niżnika mimo "różnej roli wiary i rozumu w różnych systemach symbolicznych" (1999, s. 89) można dostrzec podobieństwa między filozofią, religią i ideologią, a samą filozofię widzieć jako rodzaj ideologii (s. 83).
9 Owo przekonanie o niesamodzielności nie musi oznaczać zgody na twierdzenie, że socjologia obejmuje zaledwie jakiś skrawek obszaru nauk społecznych. Dość popularne jest przekonanie, iż jest ona spośród nauk społecznych najogólniejsza (Niżnik, 1999, s. 98; Braudel, 1971, s. 160-161).
10 Podobnie brzmi uwaga Latoura (1999, s. 3), że w żadnej z naturalnych sytuacji nie da się zadać "tego najdziwniejszego ze wszystkich pytań: "Czy wierzysz w rzeczywistość?"". Także według Husserla uznanie faktyczności świata nie wymaga żadnego uświadomionego sięgania po realizm.
11 Putnam, jak pisze, świadom "siły popędu metafizycznego" (1998, s. 233), za realizm metafizyczny uznaje formułowanie ontologii mającej aspiracje do arbitralnego określania sposobu "umeblowania" wszechświata (s. 229-234).
12 Ten protoplasta skrajnego stanowiska antyracjonalistycznego formułował myśl w charakterystycznym dla siebie jaskrawym stylu: ""Świat prawdziwy" - idea na nic już nieprzydatna, niezobowiązująca już nawet - stała się niepożyteczną, niepotrzebną, zatem obaloną ideą: precz z nią!" (Nietzsche, 2022, s. 28).
13 Józef Niżnik odczytuje te tendencje jako zapewnianie sensu w warunkach, które można by nazwać dekadenckimi: "filozoficzny postmodernizm jest (...) współczesną formą realizacji najbardziej tradycyjnej funkcji filozofii. Jako rodzaj konfrontacji z naszym rozpadającym się światem ma wskazać sposób na intelektualne przyswojenie tej szczególnej sytuacji ludzkiego świata, na - w istocie - pogodzenie się z jego końcem" (1999, s. 44).
14 Na gruncie socjologii dominuje ten drugi pogląd na naukę. Na przykład Edmund Mokrzycki uważa, że w zasadzie od początku wyłonienia się socjologii "pytanie o naukę staje się pytaniem dwuznacznym: pozostając pytaniem o zasady racjonalnego poznania, nabiera równocześnie sensu pytania o pewną dziedzinę kultury" (1992, s. 248). Podobnie brzmi przekonanie wyrażone przez Georges'a Gurvitcha, że "uwolnienie poznania od wszelkiego związku z ramą społeczną (...) musi pozostawać dla socjologa jedynie intelektualistyczną utopią wiedzy odcieleśnionej" (1985, s. 470). Zaś o naukach humanistycznych Elżbieta Paczkowska-Łagowska pisze: "Nie tylko rozumieją życie, lecz również stanowią każdorazowo historycznie uwarunkowaną reakcję na życie współczesne, będąc jego wyrazem" (2004, s. 354).
15 Także twórcy tzw. etnografii laboratorium (w tym gronie Bruno Latour) wyszli od pomysłu, by badać "plemiona naukowców" (za: Arbiszewski, 2007, s. 116). Maffesoli natomiast maluje obraz mocnymi pociągnięciami, pisząc, że świat akademicki składa się z "klanów" gotowych stosować "wyłączność, wykluczanie, pogardę lub stygmatyzację" w stosunku do każdego, "kto pachnie inaczej niż całe stado" (2008, s. 11).
16 W jego opisie socjolog staje się raczej "translatorem", "semiotycznym pośrednikiem" (Bauman, 1992, s. 23). Ronald Hitzler upatruje zaś w takiej pracy translacyjnej wręcz zadania socjologii w społeczeństwach pluralistycznych, gdzie może ona stanowić "profesjonalną straż graniczną pomiędzy uparcie różnorakimi światami" (1999, za: Mandes, 2012, s. 225).
17 Prawdopodobnie można wiązać to z monizmem Bhaskara. Można się spierać co do jego natury: Harvey Shoolman (2017) utrzymuje, że naturalizm jako metafizyczny pogląd miał towarzyszyć filozofowi na wszystkich etapach twórczości, ale Mervyn Hartwig w przedmowie do From East to West pisze o "zniesieniu idealizmu i materializmu w metaRealizmie" (2016, s. 22).
18 Widoczne jest w tym odbicie genezy RK, który powstał jako teoria nauki.
19 Najczęściej RK pod tym pojęciem, przyjmowanym za najbardziej ogólne, umieszcza różne rodzaje podejść rozumiejących i interpretatywnych. W takim samym znaczeniu ja się tą nazwą posługuję. A znów kiedy indziej Porpora (2016, s. 36, 189, 196) wrzuca takie kierunki, jak fenomenologia, hermeneutyka, kulturalizm (cultural sociologists) do worka opatrzonego nazwą "interpretatywizm".
20 Zgrabną krytykę emancypacji z pozycji hermeneutycznych przeprowadza Odo Marquard (1994, np. s. 34, 104).
21 Znamienne, że starający się ustalić obiektywną rzeczywistość sacrum - z jednej strony badacze reprezentujący tradycję chrześcijańską (Archer, Collier, Porpora, 2004), z drugiej Roy Bhaskar (2016) wywodzący się z tradycji hinduistycznej - dochodzą do ustaleń, które i tak pozostają różne i nie tak bardzo oddalają się od "relatywno-epistemicznych" punktów wyjścia.
22 Marquard uważa, że ze względu na vita brevis człowiek jest skazany na "nawiązywanie". Dążenia do wywołania i utrwalenia niechęci do konserwatyzmu uznaje za szkodliwe. Stosuje analogię do pracy chirurgów, którzy muszą zastanowić się, czy jakiś organ trzeba koniecznie wyciąć, i którzy wiedzą, że nie można wyciąć wszystkiego. Jest zdania, że "nie należy wnosić oskarżenia przeciw wszelkiemu niezmienianiu" (1994, s. 18), "musimy uzasadniać nie nie-wybór, ale wybór (zmianę): obowiązek dowodu ciąży na zmieniającym" (s. 17).
23 Putnam, na gruncie przekonania, że nie jest możliwe przyjęcie "perspektywy oka Boga" (1981, s. 49-56), zwalcza "siedemnastowieczną gadaninę o "świecie zewnętrznym"" (1998, s. 342). Uważa taki realizm, zwłaszcza w jego wersji "metafizycznej", mającej ambicje "wszechwyjaśniania", za pełen absurdów i antynomii (s. 342). Jego zdaniem przypomina on składającego czcze obietnice "Uwodziciela ze staromodnego melodramatu" (s. 326).
24 Choć zdaję sobie sprawę, że i te filozoficzne ustalenia mogą zostać uznane za arbitralne.
25 W Elementarnych pojęciach socjologii Jana Szczepańskiego znajdujemy takie realistycznie radykalne stwierdzenie: "Nawet gdyby wszyscy Polacy umówili się pewnego dnia, że zaczną zachowywać się tak, jak gdyby naród polski nie istniał, to przez to nie przestanie on istnieć" (1967, s. 224).
26 To inny pogląd niż u - z racji zapożyczenia użytego w tytule w jakimś sensie patronującego tej książce - Petera Bergera. Według niego wprawdzie byty zeksternalizowane nabierają realności, lecz ta realność trwa tylko, dopóki są społecznie podtrzymywane. "Świat kulturowy nie tylko jest tworzony zbiorowo, lecz pozostaje realny z racji zbiorowego uznania" (Berger, 1997, s. 39) - koniec podtrzymywania społecznego oznacza rozpad.
27 Spotyka się to z różnymi komentarzami, w dużej mierze krytycznymi (np. Bronk, 1996, s. 185-188). Jerzy Prokopiuk uważa, że "[a]pologetyka jakiejś "idealnej" religii" czy "parateologia" skutkują brakiem refleksyjności (1997, s. 15-16).
28 Podobnie widział to Jan Paweł II: "Jeżeli nie wychodzimy od (...) "realistycznego" założenia, poruszamy się w próżni" (2005, s. 21). Oczywiście papież i teolog nie mógł postulować abstrahowania od rzeczywistości sacrum.
29 Hilary Putnam, jak wspominałam, taką próbę zaliczyłby do nieuprawnionego w nauce dążenia do "wszechwyjaśniania". Badacze z kręgu RK zapewne odpowiedzieliby, że nie robią tego w sposób arbitralny oraz że są świadomi pozostawania w obszarze metafizycznych hipotez.
30 Podejście do Wittgensteina jest wśród teoretyków z kręgu RK ambiwalentne, o czym zaświadcza wyżej przedstawione powoływanie się na tego właśnie filozofa przez Douglasa Porporę przy ustalaniu tez ontologicznych. Niejednoznaczny jest i sam Wittgenstein, który na swej drodze filozoficznej doznawał przemian. Jego autorstwa jest też teza, że "konsekwentnie przemyślany idealizm wiedzie do realizmu" (1995, s. 71).
31 Używam za Thomasem Eberle (1992, s. 498-499), Ianem Hackingiem (1998, 1999), Kennethem Gergenem (2015) i Marcinem Zwierżdżyńskim (2012) określenia "konstrukcjonizm", nie zaś często używanego terminu "konstruktywizm". Na przykład Gergen (2015, s. 33) podaje, że w psychologii pod mianem konstruktywizmu funkcjonował prąd nawiązujący do platońskiej, kartezjańskiej i kantowskiej tradycji, zakładający pierwotność umiejscowienia idei w umyśle człowieka.
32 Zdaniem Marcina Zwierżdżyńskiego (2012, s. 129-130) ze względu na brak proponowanych alternatyw i podejmowanych działań żaden ze stopni konstrukcjonizmu nie byłby jeszcze polityką. Inaczej widzą to Gergen i Thatchenkery (2004, s. 241), dostrzegając, że mająca aspiracje przekształcania rzeczywistości, wytwarzania znaczeń, dawania i odmawiania wsparcia postmodernistyczna nauka zostaje uwikłana w kwestie moralne i polityczne.
33 Przekonanie o szkodliwym wpływie ideologii na socjologię wyraża "późny" Peter Berger (2011). Można to spróbować odczytać następująco: jeśli w latach 60. XX wieku potrzebna była "rewolucyjna" teoria społecznego konstruowania rzeczywistości w odpowiedzi na zbyt przyrodniczy sposób rozumienia społeczeństwa, to dziś wiemy, że zawierzenie samemu tylko społecznemu konstruowaniu "rzeczywistości", mającemu do dyspozycji wiedzę o skutecznych sposobach manipulowania społeczną świadomością, przynosić może spustoszenie w życiu społecznym.
34 "Konstrukcjoniści są bardzo zainteresowani kwestiami władzy i kontroli. Celem demaskowania jest wyzwolenie uciskanych (...), wykazanie, w jaki sposób kategorie wiedzy są wykorzystywane w stosunkach władzy. W badaniach tych powszechnie przyjmuje się za oczywiste, że władza nie jest sprawowana po prostu z góry" (Hacking, 1998, s. 66). Oni sami jako hackingowscy rebelianci mogą więc też zostać uznani za podmioty aktywne w polu władzy.
35 Przy tej okazji można wspomnieć stanowisko Brunona Latoura, skoncentrowanego przede wszystkim na funkcjonowaniu nauk eksperymentalnych, według którego badacze tworzą społecz-ne sieci, a te oddziałują na ostateczne ustalenia badawcze. Według Latoura "w laboratoriach" ma miejsce aktywne społeczne wytwarzanie "faktów naukowych" i społecznych interesów (1983, 1999, s. 123, 139; Amsterdamska, 1990, 1992; Sikora, 2011a, s. 26; 2011b, s. 118-119). To, jakie interpretacje ostatecznie będą uznawane za wiarygodne, zależy od układu sił pomiędzy aktorami, w dużej mierze tych spoza pola naukowego. Olga Amsterdamska (1992) uznaje wersję Latoura za szczególnie mocne wydanie konstrukcjonizmu. Łagodniej, bo jako wersję umiarkowaną, pod tym względem ocenia jego stanowisko (i Karin Knorr-Cetiny) Marek Sikora (2011b, s. 119). Argumentuje, że nie są oni antyrealistami ontologicznymi, a ich interpretacje odnoszą się tylko do praktyk epistemicznych (należy dodać także: społecznych). Nie jest to sprzeczne z oceną Amsterdamskiej, która też przyznaje, że Latour jest realistą, kiedy mówi o zmaganiu się naukowców z materią (1990, s. 500), lecz nie jest to w jej oczach wystarczającą "okolicznością łagodzącą". Sam Latour broni się, ukazując swe interpretacje jako jedynie demaskację tego, co realnie ma miejsce, jako otwieranie innym oczu na to, "jak nauki są wykorzystywane do przekształcania społeczeństwa, zredefiniowania tego, z czego się ono składa i jakie są jego cele" (1983, s. 144).
36 Do tej kategorii określanej przez Melforda Spiro (2006, s. 31) jako mocna wersja kulturowego relatywizmu epistemicznego, jak sądzę, można dołączyć deklaracje Mary Douglas (2007, s. 25-39) czy Kennetha Gergena i Tojo Thatchenkery'ego (2004).
37 Tak określa go też w swojej systematyzacji Stanisław Czerniak (1992, s. 50-51). Ten rodzaj relatywizmu wiąże z kulturowym etnocentryzmem, odnoszącym prawdę do kulturowych standardów racjonalności, wartości wspólnotowych, dobra wspólnoty.
38 Podobnie widzi to Leszek Kołakowski: "Mówiąc o względności wiedzy, wydaję pozbawione znaczenia dźwięki i nie należy się spodziewać, że powiem coś prawdziwego czy fałszywego" (1990, s. 11).
39 Według Alessandra Durantiego (2010) autoreferencyjność antropologii zintensyfikowała się w latach 70. XX wieku. Lyotard autorefleksyjność przypisuje ponowoczesności: "uderzającą cechą ponowoczesnej wiedzy naukowej jest to, że w sposób immanentny, ale jawny, przynależy do niej dyskurs dotyczący reguł, które ją uprawomocniają" (1997, s. 151).
40 Olga Amsterdamska (1992, s. 140-145) uważa, że mocny program socjologii wiedzy nie jest relatywizmem kulturowym. Odczytuje jego autorów jako realistów, którzy uznając, iż w wiedzę angażują się ludzie chcący manipulować rzeczywistością, przyjmujący za główny "interes poznawczy" nauki możliwość przewidywania i kontroli, stwierdzają, że wiedza jest tak instrumentalnie konstruowana, by służyła interesom kategorii czy grup społecznych mogących wywierać wpływ na jej tworzenie. Podobnie Douglas Porpora (2016, s. 88) twierdzi, iż stanowisko Bloora nie jest sprzeczne z RK.
41 Nie jest to oczywiście ujęcie nowe. Stanisław Czerniak (1992, s. 48-49) w swojej klasyfikacji dość podobnie charakteryzuje relatywizm. Poznawalność świata jest zrelatywizowana podmiotowo na skutek tego, że podmioty nie mają "jednakowego dostępu poznawczego do sfery przedmiotowej. Podmiotowi o określonym uposażeniu poznawczym odsłaniają się określone warstwy (wycinki, przekroje) tego, co przedmiotowe" (s. 49). Taki relatywizm, zdaniem Czerniaka, nie odrzuca klasycznej definicji prawdy, lecz (i tu mamy inną interpretację niż w RK - A.M.K.) "odwołuje się do niej implicite", bazując na pojęciu "perspektyw poznawczych" (s. 49).
42 Durkheima można uznać za motywowanego socjologizmem pankonstrukcjonistę (por. Douglas, 2007, s. 32). Wprawdzie wydaje się plasować w hackingowskiej kategorii konstrukcjonizmu historycznego, lecz przy tym utrzymuje, że zbiorowość jest źródłem wszelkich pojęć, w tym i takich, którym zwykle przypisuje się istnienie niezależne od społecznej konwencji, jak pojęć logicznych i matematycznych (Durkheim, 1990, s. 411-418). Dlatego Mary Douglas z pozycji uwzględnionej tu w punkcie 1 krytykuje stanowisko Durkheima jako niekonsekwentne.
43 Berger uznający społeczne konstruowanie za cechę antropologiczną, łączoną przez niego z typowo ludzką skłonnością do eksternalizacji (1997), nie mógłby postulować odzierania ludzi z produktów eksternalizacji. Na pojawiające się pytanie, jak zatem wyobraża sobie życie socjologa, należy prawdopodobnie odpowiedzieć, że z ograniczonego obszaru znaczeń, w którym obowiązuje nastawienie teoretyczne, powraca do rzeczywistości życia codziennego "jak z wycieczki" (Berger, Luckmann, 1983, s. 57). Berger będzie też daleki od pomysłów jakiegokolwiek stowarzyszania się w celu zarządzania ludzkimi procesami konstruowania i podtrzymywania.
44 Przy czym oceny Durkheima nie były w tej sprawie jednolite - najwyżej cenił ustalenia nauki (por. Douglas, 2007, s. 29-39), jej "uczone narzędzia myślenia", najniżej zaś "fatalne" wytwory "wyobraźni ludowej" (Durkheim, 1990, s. 18).
45 Na przykład Jan Prokop identyfikuje następująco: "Owa kultura uniwersalna (...) gdy jej się bliżej przyjrzymy, okazuje się zręcznie zamaskowanym wcieleniem kultury jakobińskiej Francji, wyrosłej z rousseauwskiej utopii (...) Owa od Platona (...) idąca skłonność do doskonalenia człowieka przez pozbawianie go cech dystynktywnych" (Prokop, 1993, s. 10).
46 Krytyka ta ("Pięćdziesiąt albo nawet dwadzieścia lat temu koncepcja, wedle której istnieje tylko jeden przepis na moralnie godne racjonalne życie, i jest to nasz przepis, zostałaby potraktowana jako nieprzyzwoita"; Shweder, 2000, s. 254-255) jest pochodną diagnozy Shwedera, że ten uniwersalizm jest fałszywy.
47 Jak zostało wspomniane, dla ortodoksyjnych wyznawców "realizmu naukowego" tak postawione pytanie mogłoby nie mieć większego sensu.
48 Władysław Piwowarski, notabene prezentując przy tym odmienny rodzaj, wedle nomenklatury Putnama, realizmu metafizycznego, stwierdza, iż "Durkheim popełnił błąd ontologiczny, który polega na redukcjonizmie, czy lepiej socjologizmie. Zredukował bowiem sacrum do społeczeństwa" (1996a, s. 179). Dla porównania realizm krytyczny według jego głównego twórcy, Roya Bhaskara, zakłada na pewnym poziomie umiarkowany, krytyczny i nieredukcjonistyczny naturalizm (Bhaskar, 1998, s. xiv-xv; 2015). Naturalizm jest tam rozumiany jako podstawa uprawniająca do badania zjawisk społecznych w sposób stricte naukowy. Ma stanowić element przyczyniający się do zasypania przepaści pomiędzy nastawieniem pozytywistycznym jako naturalizmem a znajdującą się na drugim krańcu antynaturalistyczną hermeneutyką. W przypadku RK naturalizm bynajmniej nie wyczerpuje wyjaśniania tego, co dzieje się w życiu społecznym, a nawet nie przesądza ostatecznie o jednolitej naturze rzeczywistości.
49 Z drugiej strony Mary Douglas (2007, s. 33-34) przypisuje Durkheimowi niekonsekwencję, wykazując mu sakralizowanie sfery nauki jako tej, która miałaby pozostawać wolna od społecznego determinizmu.
50 W kontekście ontologii powinno być ono nazywane idealistycznym, gdyż określenie "fideistyczne" dotyczy postawy epistemologicznej.
51 Brak wystarczającego aparatu filozoficznego skazuje socjologa na pozbawione większej wnikliwości zaznajomienie się z wyszczególnianymi w ramach tej teorii poziomami analizy, jakie mają odpowiadać wyróżnianym "warstwom rzeczywistości". Z tym zastrzeżeniem udaje się zaobserwować próbę "wczesnego" Roya Bhaskara (1979/2015), by wykazać istnienie już wspomnianego pozio-mu jednorodnych podstaw dla uprawiania nauk ścisłych i społecznych, mających zaprzeczać totalnemu zerwaniu ciągłości między nimi, prowadzącemu do zupełnej rozłączności metod "twardej" nauki i humanistyki. Zadający pytanie: "czy możliwy jest naturalizm?" Bhaskar wydaje się znajdować to, co ustanawiało ontologię Durkheima. Natomiast powyżej tej wspólnej bazy lokują się kolejne poziomy. Uwzględnia się więc również poziom kulturowego zróżnicowania - temu poziomowi według Bhaskara należy się analiza hermeneutyczna, choć, jak było wspomniane, ma być ona etapem wstępnym, punktem wyjścia (Hartwig, 2015, s. xxi, xxvi). Innym jeszcze poziomem jest poziom najszerszej, kosmicznej całości - "metaRealizmu" (Hartwig, 2015; Shoolman, 2017) czy "transcendentalnego dialektycznego RK" (Hartwig, 2016) - na którym filozoficzny RK dopuszcza wypowiedzi o doświadczaniu, a także sądy racjonalnie uzasadniane odnoszące się nie tylko do immanentnej, ale też transcendentnej rzeczywistości (Archer, Collier, Porpora, 2004), a w przypadku Bhaskara-monisty do ontologicznej, pozostającej w ruchu Całości (Shoolman, 2017).
52 Wcześniej Roy Bhaskar, ku zdziwieniu swoich czytelników, wydał "radykalną" książkę z podtytułem Odyssey of a Soul (2000/2016), będącą, jak konkluduje Mervyn Hartwig (2016, s. 23-24), zwrotem ku spirytualizmowi.
53 Podobnie Helena Kozakiewicz, krytykująca odesłanie do "transcendensu", sądzi, że "dla struktury procesu poznawczego nie ma znaczenia, czy transcendensem tym będzie Boski Absolutny Kreator, czy też Samokreatywna Absolutna Materia, funkcjonalnie są one tożsame" (1992, s. 177).
54 Termin pochodzi od Antona Zijdervelda (podaję za: Berger, 1997, s. 146).
55 Reprezentanci RK powołują się zresztą na pozytywizm: "Jeśli pozytywizm wniósł coś pozytywnego, to uczynił nas bardziej czujnymi względem takich ukrytych struktur dyskursywnych przywilejów. Dlatego, wbrew dominującym oświeceniowym założeniom, chcemy bronić skromniejszego stanowiska; podczas gdy osoby religijne i niereligijne asymetrycznie podchodzą do obiektywnych danych, racjonalność i słuszność ich przekonań musi być traktowana symetrycznie. Jeśli przekonania religijne mają być częściowo wyjaśniane przez czynniki społeczne, tak samo jest z niewiarą religijną" (Archer, Collier, Porpora, 2004, s. 5).
56 Antropologia kulturowa, która, jak pisze Clifford Geertz, stara się ustalać, "jak inni, zza morza czy przeciwnej strony korytarza, organizują swój świat znaczeń" (2005a, s. 157), przyznaje większą rolę opisowi idiograficznemu niż częściej posługująca się generalizacjami socjologia. Jest też obszarem intensywnej refleksji nad miejscem badacza w procesie poznania (np. Geertz, 2005a; Spiro, 2006; Tambiah, 2006) czy refleksji nad relacją pomiędzy tym, co w człowieku może okazać się uniwersalne, a tym, co kulturowo partykularne.
57 Jackson (2008, s. xxix) nie dąży do zaprzeczenia sensu rozumu analitycznego, lecz do krytyki takiego jego użycia w naukach społecznych, w którym odmawia racji innym formom tworzenia znaczeń, w mniejszym stopniu odwołującym się do intelektualnych źródeł pewności i prawdy.
58 Za podstawę wyjaśniającą taki stan rzeczy można wziąć tezę Alfreda Schütza: "w żadnym wypadku to, co jest wewnętrznie zgodne w obszarze dziedziny znaczeń P, nie będzie zgodne w obrębie dziedziny znaczeń Q" (1999, s. 255).
59 Opis, który wręcz nie potrafi w bierny sposób oddać obiektu, działania czy zjawiska, ale staje się równocześnie interpretacją, Clifford Geertz (2006b, s. 40, 45) nazywa, za Gilbertem Ryle'em, opisem gęstym.
60 Spiro (2006) określa ten model za pomocą terminu "pozytywistyczny", jednak, jak się wydaje, chodzi mu nie o wąsko rozumiany pozytywistyczny model, a o realizację, pozytywistycznej proweniencji, wywodzącego się od Comte'a, założenia, że socjologia ma być nauką na modłę nauk ścisłych, i w ramach tego o indukcyjne bądź dedukcyjne łączenie jednostkowych zjawisk w klasy i uznawanie ich za podlegające prawidłowościom.
61 Eliade pod lokalnymi przejawami religii widzi kryjącą się uniwersalną jej istotę, co dostarcza mu klucza generalizującego. Ten fenomenolog religii wyraża natomiast przekonanie, że teoria jest zdecydowanie niewystarczająca. Uznając rolę teorii, z natury rzeczy posługującej się redukcją w objaśnianiu pewnych procesów, Eliade (1992, s. 146) jest zdania, że jej udział w poznaniu ludzkiego świata jest jedynie częściowy i że przekonanie, iż wszystko da się z jej pomocą zdemistyfikować, to wybór zbyt łatwej drogi.
62 Jakkolwiek czynniki będą wywierać nacisk, ludzkie odpowiedzi mogą pozostawać podmiotowe i twórcze (Porpora, 2016, s. 117). RK nie domaga się regularności dla opisywanych i wyjaśnianych przez siebie wydarzeń, gdyż także systemy przyczynowe - układy, w których działają siły sprawcze, mają charakter otwarty (s. 43). Wydarzenia wynikają z układów mechanizmów i cech przyczynowych, tworzących dla nich konteksty, mogą więc mieć charakter unikalny (s. 46). RK sugeruje, by cenić czysty opis (s. 47), gdyż ze względu na wielopostaciowość przyczynowości w naukach społecznych może on zawierać wyjaśnienie (s. 51).
63 Anne Honer i Ronald Hitzler (2015, s. 552, 555) są zdania, że właśnie fenomenologia, która "nie jest w żadnym wypadku czymś tajemniczym", pozwoli uniknąć psychologizowania, moralizatorstwa i liryzmu.
64 Jeśli potencjalnym zarzutem, na jaki wystawione są opracowania charakteryzujące się niskim stopniem wyjaśniającej redukcji, jest zarzut niewystarczającego krytycyzmu, to w odpowiedzimożna jedynie stwierdzić, że krytycyzm został w tym przypadku skierowany w stronę prawdopodobnie nadmiernych roszczeń nauki.
65 Różnica w stosunku do koncepcji realności idei zawartej w pracy Margaret Archer Kultura i sprawstwo (napisanej zanim autorka nawiązała kontakt z Royem Bhaskarem), ujmującej idee w perspektywie relacji logicznych, w jakie wchodzą ze sobą, i relacji społecznych, jakie wywołują, polega na tym, że u Archer idee mają bardziej intelektualistyczny i logiczny charakter.
66 U Bergera wygląda to inaczej: utrzymująca się realność (obiektywna, to znaczy wspólne traktowanie jako oczywistość) i subiektywna (gdy ta pierwsza nałoży się na jednostkową świadomość) zależy od ciągłości procesów podtrzymywania. "I odwrotnie, przerwanie tych procesów społecznych zagraża rzeczywistości (obiektywnej i subiektywnej) danych światów" (1997, s. 81).