ROZDZIAŁ 1
POSTPRAWDA
Zauważyłem Charliego Veitcha, gdy jechał windą spod wejścia na dworzec Manchester Piccadilly od strony London Road. Był ubrany w zieloną kraciastą bluzę z kapturem i niebieskie dżinsy, miał ze sobą plecak. Biała plama tuż nad skronią wyróżniała się na jego włosach, poza tym ułożonych w dość zwyczajną fryzurę. Na górze uśmiechnął się, pochylił i płynnie pokonał dzielący nas dystans.
Przywitał się w marszu i zmienił kierunek, by wejść w tłum przechodniów - jego ciało rozdzieliło kolumnę ludzi idących w przeciwnym kierunku. Charlie szedł z głową odwróconą w moją stronę i odpuścił sobie wstępy; szerokimi gestami uzupełniał opowieść o architekturze i historii miasta, gdzie razem ze swoją partnerką Stacey wychowywał teraz trójkę dzieci. Mówił, że dobrze się tu żyje, chociaż wciąż pracuje pod fałszywym nazwiskiem, żeby truthersi - poszukiwacze prawdy - go nie znaleźli.
Charlie jest wysoki, więc dotrzymanie mu tempa w marszu nie było łatwe. Czułem się, jakby mnie ciągnął, jakbym chwycił z tyłu jadący autobus, moje stopy wisiały w powietrzu jak w gagu Chaplina. Chciał się ze mną podzielić spostrzeżeniami o bezdomności, miejscowej scenie artystycznej i muzycznej, współczesnej kinematografii, podobieństwach i różnicach między Manchesterem a Londynem i Berlinem - wszystko to, zanim doszliśmy do trzecich świateł, które najchętniej pewnie by zignorował, tak jak pozostałe, gdyby nie panował tak duży ruch.
Chciałem poznać Charliego, bo kiedy zarabiał na życie, rozgłaszając teorie spiskowe, udało mu się osiągnąć coś niewiarygodnego, coś tak rzadkiego i niezwykłego, że zanim zacząłem pisać tę książkę, uważałem, że to niemożliwe - coś, co niemal zniszczyło mu życie.
Zaczęło się to w czerwcu 2011 roku, tuż przed dziesiątą rocznicą ataków z 11 września: Charlie wsiadł do samolotu British Airways na lotnisku Heathrow, zmierzającego do USA, by zobaczyć miejsce pamięci Ground Zero. Leciał razem z czwórką innych truthersów i w towarzystwie zespołu złożonego z operatorów kamery, montażystów i dźwiękowców, a także komika Andrew Maxwella, gospodarza programu telewizyjnego Conspiracy Road Trip. Maxwell i jego ekipa mieli wyprodukować cztery odcinki dla BBC, z których każdy miał dotyczyć innej grupy wyznawców teorii spiskowej: entuzjastów UFO, niewierzących w ewolucję, przekonanych o spisku w sprawie ataku terrorystycznego z 7 lipca 2005 roku w Londynie, oraz truthersów, czyli ludzi twierdzących, że oficjalna wersja wydarzeń z 11 września 2001 roku to kłamstwo[4].
Założeniem programu było wysyłanie takich ludzi w różne miejsca na świecie, gdzie mieli podróżować autobusem i poznawać ekspertów oraz naocznych świadków, mających przedstawić im niepodważalne dowody sprzeczne z ich przekonaniami - fakty. Następujące w efekcie dramaty stanowiły świetny materiał dla telewizji: kłótnie, frustracja po obu stronach zmontowana z wesołym podkładem muzycznym i z typowymi zabiegami reality show. Pod koniec każdego programu Maxwell, nasz gospodarz i przewodnik po świecie wyznawców teorii spiskowych, rozmawiał ze swoimi wycieczkowiczami, by sprawdzić, czy przedstawione im fakty w jakikolwiek sposób wpłynęły na ich przekonania. W tym właśnie tkwił haczyk. Ludzie nigdy się nie uginali. Zirytowany Maxwell każdą wycieczkę kończył, potrząsając głową i zastanawiając się, czego byłoby trzeba, by do nich dotrzeć.
Odcinek z udziałem Charliego był inny.
Razem z pozostałymi truthersami spędził dziesięć dni w Nowym Jorku, Wirginii i Pensylwanii. Zwiedzali miejsca katastrofy. Spotkali się z ekspertami od wyburzeń, materiałów wybuchowych, podróży powietrznych i prac budowlanych. Poznali rodziny ofiar. Spotkali się z przedstawicielami rządu, w tym jednym, który przebywał w Pentagonie, kiedy uderzył samolot, i pomagał w makabrycznym procesie sprzątania. Odwiedzili architektów World Trade Center. Poznali osobę, która była krajowym kierownikiem operacyjnym Federalnego Urzędu Lotnictwa w czasie, gdy doszło do ataków. Szkolili się nawet w symulatorze lotów pasażerskich i odbyli lekcje latania nad Nowym Jorkiem, lądowali jednosilnikowym samolotem bez wcześniejszego doświadczenia w pilotażu. Na każdym kroku swojej podróży poznawali ludzi, którzy albo byli wybitni w swojej dziedzinie, albo widzieli na własne oczy wydarzenia 11 września, albo stracili kogoś tamtego dnia[5].
Pomimo wysiłków Maxwella poszukiwacze prawdy się okopywali na swoich stanowiskach jeszcze bardziej przekonani, że to wszystko spisek. Uważali, że wysiłki podejmowane przez twórców programu tylko to potwierdzają. Wszyscy spierali się z Maxwellem, twierdzili, że są oszukiwani przez opłaconych aktorów albo że eksperci się mylą, albo że tak zwane fakty pochodzą z wątpliwych źródeł. Wszyscy - z wyjątkiem jednego.
Kiedy nagrywano program, Charlie był ważną postacią w społeczności truthersów. Od lat jego główne źródło dochodu stanowiła produkcja setek filmików na YouTubie na temat spisków i o treściach anarchistycznych - niektóre z nich wyświetlono ponad milion razy. Opowiadał fanom, że ogień, jaki płonął 11 września, nie byłby w stanie stopić stalowych belek World Trade Center, że walące się budynki zmieściły się idealnie w swoich obrysach, zatem musiało to być kontrolowane wyburzenie. Szukał powiązań między rządami, firmami, wojskami i tak dalej, by wskazać, kto naprawdę za tym wszystkim stoi. Regularnie wychodził na ulicę z megafonem w jednej ręce i kamerą w drugiej, pracowicie zbierając subskrybentów i pomagając ludziom "włączyć myślenie".
Kiedy stało się to dla niego etatową pracą, Charlie podróżował po kręgach wywrotowców jako mówca, regularnie pojawiał się na festiwalach skierowanych do innych wyznawców teorii spiskowych, anarchistów i neohipisów szukających seksu, narkotyków i darmowego Wi-Fi. Zaprzyjaźnił się i nawiązał współpracę ze znanym na całym świecie, pozującym na patriotę Alexem Jonesem i poszukiwaczem podróżujących między wymiarami reptilian Davidem Icke'em.
Przez pięć lat wywiązywał się z przyjętego zadania, parę razy nawet został aresztowany. Zatrzymano go za podszywanie się pod funkcjonariusza policji, kiedy rosyjska telewizja wysłała go, by relacjonował szczyt G20 w Toronto i ujawnił machinacje dystopijnego nowego porządku na świecie. Później został aresztowany - o ironio - za spiskowanie w celu zorganizowania protestu podczas ślubu księcia Williama z Kate Middleton. W relacji z zatrzymania "The Telegraph" nazwał go "znanym anarchistą"[6].
Ulubieniec społeczności wyznawców teorii spiskowych, wschodząca gwiazda YouTube'a - Charlie postrzegał siebie jako nowego celebrytę-prowokatora. Niektórzy go nienawidzili. Inni uwielbiali. Spodziewał się, że podróż do Nowego Jorku pozwoli mu zyskać sławę, że dzięki temu wydarzeniu trafi do mainstreamu. Jednak kiedy już tam był - u szczytu sławy - zrobił coś niewiarygodnego i, jak się miało okazać, niewybaczalnego. Zmienił myślenie.
* * *
Przesiedzieliśmy w kawiarni Eastern Bloc kilka zmian klientów, jedzących, rozmawiających i śmiejących się. Charlie zdawał się tym karmić, podnosił głos, by postronne osoby mogły z łatwością usłyszeć, jak, otoczony chmurą dymu z papierosa American Spirit, wyjaśnia, dlaczego już nie jest truthersem.
Na początku nagrywania odcinka jego grupa poznała eksperta od wyburzeń Brenta Blancharda, który opowiedział jej, że kontrolowane wyburzenie wymagałoby udziału niezwykle licznej ekipy. Najpierw trzeba by wyburzyć wewnętrzne ściany wież World Trade Center, by odsłonić setki wewnętrznych kolumn, następnie każdą z nich wstępnie naciąć czymś w rodzaju wiertarek udarowych, a potem włożyć do środka materiały wybuchowe. Trzeba by było miesięcy, by robotnicy przygotowali wieże WTC do tak potężnego kontrolowanego wyburzenia. W tym czasie byłoby widać, jak ekipy wchodzą i wychodzą z budynku, jak chodzą na przerwy śniadaniowe, jak przesuwają sprzęt, usuwają gruz i odpady. Nie dałoby się tego ukryć.
Charlie zapytał: jeśli tak, to dlaczego budynki zmieściły się idealnie w swoich obrysach? Blanchard wyjaśnił, że tak nie było. Wykorzystał makietę z klocków lego, by pokazać Charliemu, że górna połowa została zburzona i zniszczyła wszystko poniżej w efekcie reakcji łańcuchowej, gdy wszystko się waliło. Gruz wyleciał na zewnątrz - wyjaśnił ekspert - a nie do środka obrysów budynków.
Charlie spytał: skoro źródłem eksplozji było paliwo lotnicze, nie materiały wybuchowe, a paliwo lotnicze nie osiąga takiej temperatury, by stopić stalowe belki, to jak budynki mogły runąć? Blanchard wyjaśnił, że stopienie stalowej konstrukcji nie było konieczne. Wystarczyło, by belki odrobinę się wygięły. Po wygięciu nie mogły już utrzymać ciężaru wyższych pięter, więc wyginały się jeszcze bardziej, do momentu kiedy nie zdołały już wytrzymać tak potężnego nacisku. Charlie się nie kłócił. Zarejestrował w pamięci wyjaśnienie Blancharda, sam nie wiedząc, co o nim sądzić.
Później grupa spotkała się z architektami World Trade Center, którzy cierpliwie wyjaśniali, że wieże były zaprojektowane tak, by wytrzymać uderzenie samolotu z epoki, w której powstały, a nie nowoczesnego odrzutowca pełnego paliwa, lecącego z pełną prędkością. Spotkali się z Alice Hoagland, która straciła syna, Marka Binghama - leciał on przejętym przez terrorystów samolotem, który rozbił się na polu pod Shanksville w Pensylwanii. Spotkali się z Tomem Heidenbergerem, wdowcem po Michelle, stewardesie w samolocie, który wbił się w Pentagon. Charlie zaczął wątpić, jego głowę wypełniła chmara kolejnych wątpliwości.
- Nagle to wszystko, a potem bam! - opowiadał Charlie o swoim olśnieniu.
Kurs latania, rysunki techniczne, architekci, eksperci od wyburzeń - wszystko to podkopywało jego pewność. Być może więc się mylił, ale to rodziny w żałobie były dla niego potwierdzeniem.
Po powrocie do hotelu Charlie z zaskoczeniem odkrył, że w swoim olśnieniu był osamotniony. Inni powiedzieli mu, że Hoagland była ofiarą prania mózgu przez FBI albo, co gorsza, że to opłacona aktorka zatrudniona przez BBC, mająca ich zmylić "krokodylimi łzami". To był szok dla Charliego, który obejmował płaczącą Hoagland. Opowiadał, że poczuł nienawiść do swoich kolegów, myśląc sobie: "Jebane zwierzęta. Wy obrzydliwe jebane zwierzęta".
Jeszcze przed zakończeniem podróży Charlie stał na Times Square i filmował własne wyjaśnienie tego, czego się dowiedział. Poznał ekspertów, którzy pokazali mu, jak łatwo jest sterować samolotem i wylądować nim z niewielkim doświadczeniem, jak trudno byłoby przeprowadzić kontrolowane wyburzenie i ukryć to przed wszystkimi, że budynki nie mogły przetrwać uderzenia nowoczesnego odrzutowca pełnego paliwa, i tak dalej.
- Sam nie wiem - skomentował, opowiadając o szczegółach.
Rozumiał, dlaczego tak wiele osób, w tym on sam, podejrzewało jakieś brudne sprawki. Kłamano o broni masowego rażenia w Iraku, z tych kłamstw wynikła wojna. Gniew był uzasadniony, obsesyjne dążenie do wyjaśnień - zrozumiałe.
- Nie jesteśmy naiwni - powiedział Charlie. - Jesteśmy poszukiwaczami prawdy w ruchu "Prawda o 11 września", chcemy się tylko dowiedzieć, co naprawdę zaszło. To się nie mieści w głowie. Ta rzeczywistość, ten wszechświat naprawdę jest pełen zasłon dymnych, iluzji i ślepych zaułków, ale istnieje też prawdziwa droga: zawsze być wiernym prawdzie. Nie trzymać się na siłę religijnego dogmatu. Jeśli poznaje się nowe dowody, należy je przyjąć, nawet gdy pozostają one w sprzeczności z tym, w co wierzy lub chce wierzyć twoja grupa albo ty sam. Trzeba uszanować przede wszystkim prawdę, i ja to robię.
Tydzień później, po powrocie do domu, Charlie zmontował i zamieścił w sieci trzyipółminutowe wyznanie wraz z nagraniami z wyprawy. Zatytułował je: "Bez emocjonalnego przywiązania do teorii o 11 września - prawda jest najważniejsza"[7].
W opisie filmu wspomniał, że po pięciu latach wiary w teorię spiskową, po kilku występach w programie Alexa Jonesa, po tym jak promował społeczność truthersów na scenie i w telewizji, wierzył teraz, że "amerykańskie siły obronne dały się złapać z opuszczonymi spodniami. Nie wierzę, by istniał spisek na wysokich szczeblach władzy, który doprowadził do wydarzeń tamtego dnia. Tak, zmieniłem zdanie". Całość podpisał: "Z szacunkiem dla prawdy - Charlie". Sprzeciw był szybki i brutalny.
* * *
Najpierw ludzie zaczęli wysyłać e-maile, pytali, czy wszystko z nim w porządku, co zrobił mu rząd. W pierwszych dniach po publikacji inny wyznawca teorii spiskowej, Ian R. Crane, zamieścił na forum poszukiwaczy prawdy wiadomość, że - wedle słów znajomego producenta - Charliego zmanipulował psycholog blisko współpracujący z mentalistą Derrenem Brownem. To by wyjaśniało, dlaczego Charlie zamieścił ten filmik.
Zaczęły krążyć plotki, że Charlie od początku był agentem wysłanym przez FBI, CIA czy przez brytyjską Secret Service, by przeniknąć do szeregów truthersów - że był wtyczką mającą ich zdyskredytować. Prowadzący program radiowy Max Igan powiedział, że Charlie jest pierwszą osobą w ruchu, o której wiadomo, że zmieniła zdanie. To po prostu nie miało sensu. Komentatorzy strony internetowej programu pisali: "dorwali go" albo "Charlie, ile zapłaciły ci elity, żebyś siedział cicho?" i "to jakby z wiary w grawitację przeskoczyć do wiary, że ona nie istnieje"[8].
W sieci zaroiło się od kręconych w pośpiechu filmików z odpowiedziami, w których twierdzono, że Charlie został opłacony przez BBC. Aby wytłumaczyć swoje stanowisko, występował w internetowych talk show wyznawców teorii spiskowych. Opowiadał o tym, co mówili mu eksperci i dlaczego jest to tak przekonujące, ale inni poszukiwacze prawdy mu nie dowierzali. Charlie w kolejnych swoich filmikach błagał o przyzwoitość. Niedługo potem stało się jasne, że został ekskomunikowany. Nękanie ciągnęło się miesiącami. Zhakowano jego stronę internetową. Wyłączył komentarze pod filmikami. David Icke i Alex Jones zerwali z nim kontakty.
Odcinek Charliego z programu Conspiracy Road Trip w końcu został wyświetlony. Pod koniec Veitch powiedział Maxwellowi: "Muszę po prostu wziąć to na klatę, przyznać, że się myliłem, przyjąć to z pokorą i iść dalej". Zanim nastąpiła emisja, truthersi uniemożliwili mu to ostatnie. Charlie opowiedział mi, że najpaskudniejszym momentem nękania była chwila, gdy ktoś odkrył, że Charlie ma niepubliczny kanał na YouTubie z nagraniami jego rodziny i innymi osobistymi treściami.
- Miałem tam filmik, w którym widać było moją siostrę i dwójkę jej małych dzieci. Odwiedzałem ich wtedy w Kornwalii, to piękny region Anglii, a jakiś dupek... - Charlie szukał właściwych słów. - Kanał nazywał się "Zabić Charliego Veitcha", a facet Photoshopem wkleił nagość na ciała moich siostrzeńców. Wysłali to do mojej siostry.
Siostra zadzwoniła do Charliego zapłakana. Nie potrafiła zrozumieć, jak i dlaczego to się dzieje. Matka też dzwoniła. Ktoś znalazł jej adres e-mail i dostawała tysiące wiadomości, w tym jedną z dziecięcą pornografią z nałożonymi na film twarzami jej wnuków. Nadawca twierdził, że nagranie jest prawdziwe i że jego autorem jest Charlie. Skontaktowała się z synem, sądząc, że to prawda.
- Chcieli jego krwi, był dla nich jak trofeum - wyjaśniła jego partnerka Stacey Bluer, która dołączyła do nas przy śniadaniu. - Kiedy byłam w ciąży, zaczęłam dostawać mnóstwo wiadomości: "Twoje dziecko to diabelskie nasienie" i tego typu okropieństwa[9].
Alex Jones nagrał własny filmik. Siedział w ciemnym pokoju, z twarzą podświetloną czerwonym światłem, kamera filmowała jego oczy w zbliżeniu. Wyjaśnił, że wiedział, iż Charlie od początku był podwójnym agentem. Zakończył słowami, że jego fani powinni zachować czujność, bo ludzie tacy jak Charlie będą się dalej pojawiać i mogą twierdzić, że zmienili zdanie po tym, jak przez jakiś czas należeli do ruchu. Dla Charliego to był koniec. Poddał się i już nie próbował nikogo przekonać do tego, w co obecnie wierzył. Truthersi oficjalnie go wykluczyli, więc na dobre opuścił ich społeczność[10].
W kwietniu 2015 roku Charlie dostał swoją obecną pracę, której nie będę szczegółowo opisywać, by nie naruszyć jego anonimowości. Wiąże się ona ze sprzedażą nieruchomości na świecie.
- Jestem w tym bardzo dobry. Mogę dobrze zarobić - powiedział, dumny, że w końcu uciekł hejterom. - Trochę mi to zajęło, ale, koniec końców, sześć lat na YouTubie, gdzie ciągle wygłaszałem tyrady i elokwentnie opowiadałem o abstrakcyjnych pojęciach, to było niemal jak sześć lat treningu. Poza tym mam teraz bardzo grubą skórę. Myślę, że jestem bardzo dobrym sprzedawcą.
- A więc to, co można o tobie wygooglować, nie musi ci zniszczyć kariery - skomentowałem, myśląc o tym, jak niepokojące byłoby dla potencjalnego pracodawcy odnalezienie w Google informacji o Charliem Veitchu.
Charlie powiedział mi, że zamieścił na Facebooku zdjęcia swoich nowych wizytówek niedługo po zatrudnieniu i od razu ktoś wysłał do jego szefa wiadomość, że Charlie molestuje dzieci i jest kryminalistą. Wyjaśnił, że już wcześniej przyznał się do swojej przeszłości na YouTubie, ale nie opowiadał o nękaniu.
- Opowiedziałem szefowi to, o czym teraz rozmawiamy, całą moją życiową rewolucję. - Charlie, naśladując szefa, streścił jego reakcję: - "W porządku, Charlie. Ci ludzie to pizdy, prawdziwe pizdy".
Potem Charlie zmienił nazwisko i dostał nowe wizytówki.
* * *
Z początku historia Charliego wydawała się paradoksalna. Charlie Veitch zmienił zdanie w obliczu przytłaczających dowodów. Jednak inni truthersi widzieli te same dowody, rozmawiali z tymi samymi ekspertami, obejmowali te same wdowy i wdowców i to wszystko jeszcze utwierdziło ich w przekonaniu, że ataki z 11 września to była robota kogoś z wewnątrz. Pomyślałem, że w grę musi wchodzić coś jeszcze, coś, co może miało niewiele wspólnego z samymi faktami.
Po pierwsze, po napisaniu poprzednich książek wiedziałem, że przekonanie o tym, iż same fakty ukażą każdemu tę samą wizję rzeczywistości, choć cieszy się uznaniem, jest mylne. Dziewiętnastowieczni filozofowie racjonalizmu twierdzili, że edukacja publiczna wzmocni demokrację, bo wyeliminuje wszystkie przesądy[11]. Benjamin Franklin pisał, że dzięki bibliotekom publicznym prości ludzie będą równie wykształceni jak arystokracja, co da ludowi moc głosowania zgodnie z własnym najlepszym interesem. Timothy Leary, psycholog, który propagował poszerzenie świadomości z wykorzystaniem psychodelików, a potem stworzył "cyberpunkowy manifest", głosił, że komputery, a później internet usuną potrzebę istnienia strażników informacji i dadzą ludziom "moc źrenic" - demokratyczną siłę wynikającą z tego, że będą mogli karmić oczy tym, czym będą chcieli. Każdy z nich marzył o tym, że któregoś dnia wszyscy będziemy mieli dostęp do tych samych faktów i wtedy naturalnie wszyscy będziemy się zgadzać co do ich znaczenia.
W języku nauki nazywano to modelem deficytu informacji[12], o którym od dawna debatowali sfrustrowani uczeni. Kiedy kontrowersyjne wyniki badań na najróżniejsze tematy - od teorii ewolucji po zagrożenia związane ze stosowaniem benzyny ołowiowej - nie przekonywały szerszego grona odbiorców, naukowcy zastanawiali się, jak najlepiej przekształcić model, by fakty mówiły same za siebie. Kiedy jednak za fakty zaczęły mówić niezależne strony internetowe, a po nich media społecznościowe, później podcasty i YouTube - podważając przy tym autorytet specjalistów od faktów: dziennikarzy, lekarzy i dokumentalistów - w końcu zrezygnowano z modelu deficytu informacji[13]. W ostatnich latach doprowadziło to do swego rodzaju moralnej paniki.
Kiedy pisałem tę książkę pod koniec 2016 roku, słownik Oxford University Press uznał post-truth (postprawdę) za międzynarodowe słowo roku, wskazując na dwudziestokrotne zwiększenie częstotliwości jego użycia w sporach o referendum brexitowe i wybory prezydenckie w USA. W komentarzu do tego ogłoszenia "The Washington Post" pisał, że nie ma się czemu dziwić. Lamentował za to: "To już oficjalne: Prawda umarła. Fakty są passé"[14].
Przez całą drugą dekadę XXI wieku terminy takie jak "fakty alternatywne" królowały w publicznej świadomości i na całym świecie osoby, które dotąd nie były zorientowane w temacie, doskonale zaznajomiły się z pojęciami od dawna funkcjonującymi w psychologii, takimi jak bańka informacyjna czy efekt potwierdzenia. Dyrektor generalny Apple Tim Cook powiedział światu, że fake newsy "zabijają ludzkie umysły"[15]. Termin fake news mutował: najpierw był to nowy sposób na określanie propagandy, a w końcu zaczął odnosić się do wszystkiego, w co ludzie nie chcieli wierzyć. Fizyk Brian Greene, zajmujący się teorią strun, powiedział w związku z tym magazynowi "Wired": "Amerykańska demokracja znalazła się teraz w bardzo dziwnym punkcie: atakowane są niektóre aspekty rzeczywistości, które jeszcze parę lat temu uznalibyśmy za niepodlegające debacie, dyskusji czy sporom"[16].
Media społecznościowe się przystosowały - zamiast zdjęć posiłków i niemowlaków zaczęły dominować spory o kontrowersyjne kwestie, które angażowały tym bardziej, im trudniejsze się stawały do rozwiązania. Rozpoczęła się nowa zimna wojna, oparta na precyzyjnie wycelowanej dezinformacji; minęło kilka miesięcy i szef Facebooka Mark Zuckerberg siedział przed amerykańskim Kongresem, by wyjaśnić, jak rosyjskie trolle zalewają newsfeed przez wykorzystanie "klikalnych" haseł - nie tyle by dezinformować, co aby nakręcać bezcelowe kłótnie utrudniające demokratyczną współpracę[17].
Gdy zbliżał się koniec dekady, felieton w "The New York Timesie", zatytułowany "Era polityki postprawdy", przekonywał, że sama demokracja jest teraz zagrożona, bo fakty "straciły zdolność wspomagania konsensusu"[18]. "The New Yorker" analizował, "Dlaczego fakty nie przekonują nas do zmiany zdania"[19], "The Atlantic" zapowiedział: "Ten artykuł nie zmieni twoich poglądów"[20], potem przyszła okładka magazynu "Time" w złowieszczej czerni i czerwieni, gdzie pogrubioną czcionką zadawano jedno pytanie zdające się podsumowywać moralną panikę wobec narastającego chaosu epistemicznego: "Czy prawda umarła?"[21].
Wszystko to nastąpiło jeszcze przed grupą QAnon, protestami pod hasłem "Stop the Steal" (których organizatorzy twierdzili, że wybory prezydenckie w USA zmanipulowano), przed atakiem na Kapitol, impeachmentem Donalda Trumpa, przed tym jak tłumy niszczyły słupy 5G, podejrzewając, że mogą emitować toksyczne promieniowanie, przed protestami w stolicach stanowych pod hasłem, że COVID-19 to oszustwo, przed pojawieniem się antyszczepionkowców COVID-owych i potężnymi protestami przeciw brutalności policji oraz systemowemu rasizmowi po śmierci George'a Floyda. W każdym przypadku w tym nowym ekosystemie informacyjnym rozpaczliwie staraliśmy się przekonać siebie nawzajem do zmiany zdania - czasem nagraniami wideo, czasem artykułami, czasem stronami z Wikipedii.
Kiedy dowiedziałem się o Charliem Veitchu, nie mogłem pozbyć się z głowy pytania: skoro żyjemy w świecie postprawdy, skoro fakty nikogo nie przekonują, jak wytłumaczyć to, że Charlie zmienił zdanie, kiedy poznał fakty? Dlatego wybrałem się do Manchesteru, aby go poznać. Kiedy wysłuchałem jego historii, ogarnęły mnie podobne wątpliwości do tych, które jego dopadły w Nowym Jorku.
Choć przy naszym pierwszym spotkaniu o tym nie wiedziałem, odpowiedź na pytanie, dlaczego fakty, które przekonały Charliego, nie trafiły do jego kolegów, miała ujawnić, czemu tak wiele osób opiera się pewnym faktom, a innym nie. Wrócimy zatem do jego historii po rozmowie z aktywistami, neurobiologami i psychologami, którzy pomogą nam zrozumieć, jak w ogóle kształtują się nasze przekonania, postawy i wartości oraz jak te konstrukty mentalne przekształcają się, mutują i zmieniają, gdy poruszamy się po świecie, ucząc się i doświadczając rzeczy podważających nasze z góry przyjęte opinie i otrzymaną od innych mądrość.
W świecie podłączonym do sieci - i od niedawna płaskim - gdzie mamy większe niż kiedykolwiek wcześniej szanse na rozmowę z ludźmi, którzy się z nami nie zgadzają, powszechny opór przeciw zmianie zdania - na różne tematy, od pytania o to, czy Bill Gates chce przy użyciu szczepionek wpuścić nam do krwi mikroczipy, przez wiarę lub niewiarę w globalne ocieplenie, po opinię o tym, czy film Pamiętnik to dobre kino - doprowadził nas do epoki niebezpiecznego cynizmu.
W tym nowym informacyjnym ekosystemie, gdzie każdy miał dostęp do faktów, które zdawały się potwierdzać jego poglądy, zaczęliśmy wierzyć, że żyjemy w różnych rzeczywistościach. Nabraliśmy przekonania, że do ludzi po drugiej stronie barykady jest równie trudno trafić jak do truthersów, którzy towarzyszyli Charliemu w Nowym Jorku. Ja też kiedyś myślałem w ten sposób, ale pisząc tę książkę, zmieniłem zdanie.
Wszystko to zaczęło się, kiedy wyruszyłem, by poznać zawodowych zmieniaczy myślenia z Los Angeles.