Neoveil: Echo Światła - Maciej Maćkowiak

Kup ebooka

32.31 zł
26.82 zł (32,31 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1 - MIASTO, KTÓRE NIGDY NIE ŚPI

Neoveil nie miało nocy.

Tylko różne odcienie błękitu i różu, które paliły oczy tak mocno, że człowiek zapominał, jak wygląda prawdziwa ciemność. Neony pulsowały w rytm korporacyjnych reklam, a w powietrzu unosił się zapach ozonu i zmęczenia. Ludzie tutaj żyli szybko, mówili szybko, umierali jeszcze szybciej.

Leo Cross był jednym z tych, którzy nie pasowali do tego rytmu.

Nie miał wszczepów, nie pracował dla żadnej z korporacji. Zamiast tego - biegał po dachach.

Dosłownie.

Nikt nie wiedział, kim jest, ale każdy znał jego pseudonim: Ghostline.

Gość, który potrafił przeskoczyć czterdzieści metrów między wieżowcami i zniknąć w powietrzu. Nie dzięki pajęczym sieciom - tylko dzięki nanolinkom, mikrosieci z inteligentnego włókna, które reagowało na jego impulsy nerwowe.

Leo nie był superbohaterem.

Był błędem w systemie.

Kiedyś był zwykłym studentem inżynierii neurotechnicznej, dopóki nie ukradł danych, które nie należały do niego. Teraz ścigało go pół miasta - od korporacyjnych łowców po miejską policję.

Niektórzy twierdzili, że zrobił to dla pieniędzy.

Inni - że z zemsty.

Prawda była dużo prostsza.

Zrobił to, bo ktoś kazał mu przestać pytać.

Tego wieczoru, gdy wiatr wiał od południa i neony migały z przeciążenia, Leo siedział na dachu Orbital Banku, patrząc w dół na korytarz świateł. Miał w kieszeni stary komunikator - model sprzed dekady, który wciąż działał, bo ktoś mądrze go naprawił.

I wtedy ją usłyszał.

- Ghostline? - głos był kobiecy, pewny siebie, ale z odrobiną ironii.

- Zależy, kto pyta.

- Nova Hale. Szukam człowieka, który potrafi kraść dane z systemu, zanim system zdąży się zorientować, że został okradziony.

- Brzmi, jakbym miał się w to nie wpakować.

- Za późno. Już cię namierzyłam.

Leo uśmiechnął się lekko.

W świecie, w którym wszyscy chowali się za ekranami, ktoś w końcu odważył się mówić wprost.

Nie wiedział jeszcze, że to spotkanie zmieni wszystko - że przez nią nauczy się, jak bardzo boli utrata, i jak piękne potrafi być zaufanie.

Nie wiedział też, że ta noc będzie początkiem końca Neoveil, takim, jaki znał.

ROZDZIAŁ 2 - SPOTKANIE W CIENIU NEONÓW

Deszcz w Neoveil nigdy nie był zwykłym deszczem.

To była mieszanka smogu, pyłu i płynnych cząstek z reklam holograficznych, które rozpuszczały się w powietrzu. Światło odbijało się od mokrego betonu tak mocno, że wszystko wyglądało, jakby ktoś przelał farbę przez szkło.

Leo biegł po krawędzi wieżowca, nanolinki pulsowały pod jego skórą jak żyły z prądu. Czuł, jak każdy mięsień reaguje na mikrosygnały - i lubił to uczucie. To był moment, kiedy był naprawdę wolny. Nie na ziemi, nie w sieci. Po prostu - pomiędzy.

Zeskoczył z dachu i opadł na balkon starego hotelu, który od lat nikt nie odwiedzał. Metal jęknął pod jego butami.

Na drzwiach widniał znak: "ZAMKNIĘTE Z POWODU SYSTEMOWEJ DEZAKTYWACJI".

Leo uśmiechnął się.

- Klasyka.

Otworzył drzwi kopnięciem. W środku było ciemno, tylko światło z ulicy sączyło się przez pęknięte okna. W kącie, przy rozklekotanym stole, siedziała dziewczyna z włosami w kolorze srebrnego błękitu i goglami na oczach.

- Ghostline, w końcu. - Jej głos był spokojny, ale coś w nim miało ostrze. - Myślałam, że nie przyjdziesz.

Leo oparł się o framugę.

- Spóźniłem się tylko godzinę. Jak na mnie to rekord.

- Zegar w moim systemie mówi, że godzinę i dwadzieścia dwie minuty.

- Zawsze byłaś taka dokładna?

- Zawsze, odkąd świat przestał być.

Zdjęła gogle. Jej oczy miały barwę turkusu, nienaturalnie jasną, jakby odbijały neonowe światła miasta.

- Lily Hale, zgadza się? - zapytał.

- Zgadza się. Ale nie mów o mnie głośno. W Neoveil słowa są jak kod - ktoś zawsze je złamie.

Leo uśmiechnął się, usiadł naprzeciw niej.

- Więc po co mnie tu ściągnęłaś?

- Bo wiem, co zrobiłeś. I wiem, kto chce cię za to dorwać.

- To długa lista.

- A ja mam dostęp do pierwszej dziesiątki. - Lily przesunęła po stole mały chip. - Dane, które ukradłeś, nie były tylko kodem. To był fragment czegoś większego. Projektu Helix.

Leo uniósł brew.

- Helix?

- Eksperyment korporacji Syntrex. Tworzą nową generację sieci biologicznych - połączenie człowieka z maszyną. Ktoś wykorzystał twój kod, żeby to uruchomić.

- Myślisz, że mnie w to wrobili?

- Nie myślę. Wiem.

Cisza.

Z zewnątrz dobiegał dźwięk dalekiego drona patrolowego. Lily wyciągnęła z torby stary laptop, którego ekran migał jak w filmach z XX wieku.

- Potrzebuję twojej pomocy - powiedziała cicho.

- Mojej? Po tym wszystkim, co o mnie wiesz?

- Właśnie dlatego. - Spojrzała mu w oczy. - Bo nie jesteś jednym z nich.

Leo parsknął śmiechem.

- Brzmi jak początek bardzo złego pomysłu.

- Albo bardzo dobrego filmu.

Zanim odpowiedział, ekran rozjarzył się czerwienią. Na nim pojawił się symbol - czarne oko z cyfrowym błyskiem.

Syntrex ich namierzył.

Lily zerwała się z miejsca.

- Uciekamy! - krzyknęła.

Leo chwycił ją za rękę, zanim zdążyła sięgnąć po sprzęt.

- Za późno. Oni już tu są.

Z zewnątrz dało się słyszeć warkot silników dronów i trzask policyjnych megafonów. Lily spojrzała na niego z paniką, której nie zdążyła ukryć.

- Leo... ja nie umiem walczyć.

- Spokojnie. - Uśmiechnął się lekko. - Ja za nas dwóch umiem aż za dobrze.

Podłoga pod ich stopami zadrżała, gdy drzwi eksplodowały, a do środka wpadły sylwetki w czarnych pancerzach. Leo włączył swoje nanolinki - srebrne włókna wysunęły się z jego nadgarstków, błyskając w świetle neonów.

W tej samej chwili świat zwolnił.

Ruch, dźwięk, nawet deszcz - wszystko stało się ciche.

Tylko jego serce biło szybciej.

Lily patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, gdy złapał ją w ramiona i przeskoczył przez rozbite okno w ciemność Neoveil.

W dole czekały światła, hałas, życie i chaos.

I coś jeszcze - początek czegoś, czego żadne z nich jeszcze nie rozumiało.

ROZDZIAŁ 3 - UCIECZKA PRZED NEOVEIL

Wiatr smagał twarz Leo, gdy spadali w dół pośród deszczu i świateł.

Chwycił Lily mocniej, a nanolinki zadrżały, wypuszczając srebrzyste nici w powietrze. Zatrzymali się gwałtownie tuż nad poziomem ulicy, a potem z gracją opadli na dach porzuconego transportowca. Silniki dronów warczały gdzieś ponad nimi, przecinając powietrze niczym stado mechanicznych os.

Leo zsunął się po metalowej powierzchni i odetchnął głęboko.

- No, to była wejściówka, co? - rzucił z lekkim uśmiechem, choć serce biło mu jak szalone.

- Ty to nazywasz wejściówką? - Lily była blada, jej włosy, przemoczone deszczem, przyklejały się do policzków. - Ja to nazywam początkiem koszmaru.

- Nie dramatyzuj. - Leo podniósł się, zerknął na niebo. - Gdyby to był koszmar, już byśmy nie żyli.

- Dzięki, bardzo pocieszające.

Nad nimi przeleciały trzy drony zwiadowcze, każdy oznaczony logo korporacji Syntrex - złoty trójkąt z czarnym okiem.

Leo chwycił Lily za nadgarstek i pociągnął w stronę stalowego mostu.

- Musimy zejść z radarów. Masz coś, co może nas ukryć?

- Jasne, poczekaj chwilę, wyciągnę magiczną pelerynę niewidkę.

- Sarkazm? Teraz?

- To moja reakcja obronna.

Mimo sytuacji, Leo uśmiechnął się pod nosem.

Było w niej coś... prawdziwego. Nie przypominała ludzi z Neoveil - zimnych, zdystansowanych, przyzwyczajonych do układów i ekranów. Ona wciąż miała w sobie człowieka.

Przeskoczyli na sąsiedni budynek. Leo odwrócił się i zobaczył, że Lily stoi przy krawędzi, wahając się.

- No dalej, Hale, to tylko cztery metry.

- Cztery metry nad śmiercią.

- Myśl o tym jak o ekstremalnym sporcie.

- Myślę o tym jak o testamencie.

Zamknęła oczy i skoczyła. Leo złapał ją w pół, kiedy lądowała niepewnie.

- Widzisz? - powiedział, uśmiechając się. - Żyjesz.

- Jeszcze.

Ruszyli dalej. W tle pulsowały reklamy - twarze modelek, implanty, nowe leki na "emocjonalne przetworzenie rzeczywistości". Neoveil próbowało wmówić ludziom, że szczęście można kupić w kapsułce.

Leo nigdy w to nie wierzył.

Gdy dotarli do niższego poziomu miasta, powietrze zrobiło się gęstsze.

Tu kończyły się luksusy, a zaczynała prawda - brudne ulice, bary z jednym światłem, ludzie, którzy nie mieli pieniędzy na wszczepy.

Leo znał te rejony. Tu dorastał.

- Schowamy się w "Eclipse". - wskazał szyld baru, migający niestabilnym światłem. - Znajomy właściciel.

- Brzmi jak początek tragedii.

- Brzmi jak kawa.

Weszli do środka. Bar był prawie pusty. Za ladą stał stary android o przybrudzonej powierzchni i jednym działającym oku.

- Leo Cross. - Głos maszyny był zaskakująco miękki. - Dawno cię nie widziałem.

- Wiem, Orin. Potrzebujemy schronienia.

- Znowu?

- Długa historia.

- U ciebie wszystko to długa historia.

Android skinął głową i odsunął ścianę z hologramów, odsłaniając wąski korytarz prowadzący na zaplecze.

- Tam możesz odpocząć. Ale pamiętaj - Neoveil ma długie ręce.

- Dzięki, Orin. - Leo uśmiechnął się krótko. - Kiedyś ci się odwdzięczę.

- Mówisz to od trzech lat.

Weszli do pomieszczenia wypełnionego starym sprzętem komputerowym. Lily opadła na krzesło i odetchnęła głęboko.

- Wiesz, że twoja definicja "bezpiecznego miejsca" jest naprawdę dyskusyjna?

- Nie narzekaj. Przynajmniej tu nie ma dronów.

Leo usiadł naprzeciw niej.

- Opowiedz mi wszystko, Lily. Od początku.

Dziewczyna spojrzała na niego z wahaniem, ale po chwili zaczęła mówić:

- Pracowałam jako analityk danych w małej sieci informacyjnej. Myślałam, że zajmuję się czymś prostym - statystyką, prognozami. Ale pewnego dnia natrafiłam na plik z dziwnym oznaczeniem. H-13/Helix. Otworzyłam go. I od tego momentu wszystko się posypało.

- Co tam było?

- Ludzki kod. Zmieniony. Przetworzony w strukturę cyfrową.

- Czyli... cyfrowy genotyp?

- Tak. I wiesz co jest najgorsze? - Lily spojrzała mu prosto w oczy. - Wzorzec DNA był twój.

Leo zamarł.

- Mój?

- Tak. Ktoś cię skopiował, Leo. Ktoś stworzył z ciebie prototyp dla Helix.

Przez długą chwilę żadne z nich się nie odzywało. Tylko dźwięk deszczu odbijał się od blachy dachu.

Leo odchylił się na krześle, patrząc w sufit.

- No to pięknie. Czyli nie dość, że jestem ścigany, to jeszcze jestem kopią siebie.

- Albo oryginałem, którego próbują zastąpić.

- Świetnie. Czyli w najlepszym razie jestem błędem.

Lily uśmiechnęła się lekko, mimo powagi sytuacji.

- Może właśnie błędy tworzą coś prawdziwego.

Leo spojrzał na nią - pierwszy raz nie jak na sprzymierzeńca, ale jak na kogoś, kto widzi go naprawdę.

Nie w maskach, nie w systemach, tylko w tej jednej chwili, pośród neonowego półmroku.

Zanim zdążył coś odpowiedzieć, Orin zajrzał do środka.

- Leo. - jego głos zabrzmiał ciężko. - Masz gości.

- Kto?

- Trzech agentów Syntrexu. Wiedzą, że tu jesteś.

Leo spojrzał na Lily, która już chwytała swój laptop.

- Co teraz? - zapytała cicho.

- Teraz - powiedział Leo, wstając powoli - kończymy rozmowę i zaczynamy grę.

Podszedł do drzwi, a nanolinki znów zadrżały pod skórą.

Lily wstała za nim, z niepokojem, ale i błyskiem odwagi w oczach.

Za drzwiami słychać było kroki.

Trzech. Może czterech. Uzbrojonych.

Leo uśmiechnął się krzywo.

- Lily, masz plan B?

- Mam plan "uciekajmy".

- To mój ulubiony.

W tej chwili drzwi eksplodowały, a wszystko wokół znów zwolniło - dźwięk, ruch, światło.

Leo ruszył naprzód, a Lily, zamiast się cofnąć, zrobiła coś, czego się nie spodziewał.

Została.

ROZDZIAŁ 4 - ZOSTAŁA

Czas w Neoveil miał swoją osobliwą manierę: zwalniał wtedy, kiedy trzeba było działać szybko, i przyspieszał, gdy człowiek chciał choć na chwilę odetchnąć.

Leo czuł to doskonale - każdą sekundę, każdy oddech, każdy impuls, który wędrował przez jego nerwy i nanowłókna. Drzwi baru "Eclipse" eksplodowały w błysku iskier i odłamków metalu.

Wpadli oni - trzej agenci Syntrexu, w czarnych egzoszkieletach, z optycznymi celownikami w oczodołach. Ich kroki brzmiały jak echo z innego świata.

Leo zgiął się w pół, wykonał szybki unik, złapał za nogę jednego z nich i pociągnął z całej siły. Egzoszkielet uderzył o ziemię, a powietrze przeciął dźwięk łamanego szkła.

Lily stała z tyłu, przez moment sparaliżowana, ale tylko przez moment.

Wciągnęła z plecaka mały terminal - cienką, przezroczystą płytkę z migającymi symbolami.

- Daj mi piętnaście sekund! - krzyknęła.

- Masz pięć! - odpowiedział Leo, odpychając drugiego napastnika.

- Pięć to i tak luksus! - syknęła i wpięła przewód do panelu przy ścianie.

Na ekranie zaczęły tańczyć ciągi kodu. Leo kątem oka zobaczył, jak jej oczy błyszczą w neonowym półmroku, jak palce suną po interfejsie z gracją pianisty.

Agenci nie zwalniali. Jeden z nich sięgnął po broń plazmową.

Leo odruchowo wypuścił nanolinki - srebrzyste nici wystrzeliły z jego dłoni, oplotły lufę i wyrwały ją z rąk przeciwnika.

- Gotowa?! - ryknął.

- Jeszcze trzy sekundy!

- Nie mamy trzech sekund!

- Wtedy nie będziemy mieć już nic!

Świat rozmył się w błysku światła. Nagle wszystkie hologramy w barze zaczęły migotać, a potem całkowicie zgasły. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, opadając jak metalowa tarcza.

Zapanowała cisza.

- Co... zrobiłaś? - spytał Leo, dysząc ciężko.

- Odcięłam cały budynek od sieci miejskiej. - Lily spojrzała na niego z dumą. - Teraz jesteśmy dla nich niewidzialni.

- I dla wszystkich innych też.

- Czasem trzeba zniknąć, żeby przeżyć.

Leo uśmiechnął się lekko, mimo bólu w ramieniu.

- Zostałaś.

- A miałam uciekać, tak?

- Każdy normalny by uciekł.

- Nikt nigdy nie mówił, że jestem normalna.

Siedli oboje na zimnej podłodze. Przez dłuższą chwilę nie mówili nic.

Deszcz bębnił o dach, a powietrze wypełniał zapach ozonu i spalonego metalu.

Leo w końcu odezwał się cicho:

- Wiesz, że to, co znalazłaś... jeśli to prawda... to znaczy, że Syntrex nie tylko tworzy kopie ludzi, ale też nimi steruje.

- Wiem. I właśnie dlatego mnie szukają.

- A mnie chcą zabić. Świetna para, co?

- Jeszcze nie para. - Lily spojrzała na niego z uniesioną brwią.

- Cóż... wszystko w swoim czasie.

Uśmiechnęła się - pierwszy raz tak naprawdę. Bez ironii, bez maski.

Ten uśmiech był ciepły, ludzki, jakby przez chwilę Neoveil zapomniało, że jest miastem zbudowanym z zimnego szkła i kabli.

Ale ta chwila nie trwała długo.

Z zewnątrz dało się słyszeć odgłos metalicznych kroków.

- Znaleźli nas - wyszeptała Lily.

- Niemożliwe, odcięłaś sieć.

- Tak, ale nie odcięłam powietrza. Wykryli nas przez termowizję.

Leo westchnął, po czym wstał, przeciągając dłonie po włosach.

- To będzie długa noc.

- Myślałam, że lubisz długie noce.

- Lubię, jeśli kończą się kawą, a nie kulą w plecach.

Wtedy rozległ się huk. Ściana zadrżała, kurz posypał się z sufitu.

Leo spojrzał na Lily.

- Słuchaj, jeśli coś mi się stanie-

- Przestań. - przerwała mu ostro. - Nie zaczynaj tego.

- Lily-

- Nie. Wszyscy w tym mieście ciągle się żegnają. Ja nie będę następna.

Zapanowała cisza. Potem Leo skinął głową.

- Dobra. To niech to będzie nasza zasada. Nigdy się nie żegnamy.

- Nigdy.

Wzięła głęboki oddech i sięgnęła po mały dron, który wyjęła z torby.

- Mała pomoc domowa. - powiedziała z przekąsem. - Ulepszyłam go. Ma granaty dymne, EMP i... słaby gust muzyczny.

- Co?

Dron nagle zaczął grać coś przypominającego stary punk-rock.

- Idealnie. - Leo się uśmiechnął. - Lecimy w rytmie.

Drzwi runęły, dym rozlał się po pomieszczeniu.

Wśród świateł, huku i muzyki Leo i Lily ruszyli razem - on z nanolinkami, ona z błyskawicznym kodem w dłoniach.

Ich ruchy były chaotyczne, nieidealne, ale zsynchronizowane w sposób, którego nie dało się nauczyć. Jakby od zawsze byli częścią tej samej historii.

Gdy ostatni agent padł na ziemię, a dym opadł, Leo oparł się o ścianę, dysząc.

- To było szalone.

- Wiem. - Lily też była zziajana. - Ale działa.

- Czasem szaleństwo to jedyny sposób, żeby przeżyć.

- Albo żeby coś poczuć.

Na moment ich spojrzenia się spotkały.

W świecie, który był sztuczny, w mieście pełnym iluzji, to jedno spojrzenie było prawdziwe.

Leo odwrócił wzrok pierwszy.

- Musimy zniknąć z Neoveil.

- A dokąd chcesz iść?

- Nie wiem. Ale jeśli Syntrex ma kopię mnie, to muszę dowiedzieć się, kto stworzył oryginał.

Lily uśmiechnęła się lekko.

- To wygląda na początek czegoś dużego.

- A ja mam wrażenie, że to dopiero koniec początku.

Znowu ruszyli. W oddali Neoveil pulsowało neonami, jak żywy organizm, który obserwuje każdy ich krok.

Ale tym razem Leo i Lily nie uciekali.

Tym razem biegli razem - w stronę odpowiedzi, które mogły wszystko zmienić.

ROZDZIAŁ 5 - ECHO KOPII

Świat Neoveil nigdy nie spał.

Nawet w najciemniejszych zaułkach miasta migotały hologramy reklamujące coś, czego nikt już nie potrzebował. Noc była jak tlen - nieunikniona, gęsta od kabli, pyłu i sztucznego deszczu.

Leo i Lily przemierzali dolne poziomy, gdzie powietrze pachniało rdzą i starym olejem.

Miasto nad nimi pulsowało, a oni poruszali się jak cienie.

- Musimy znaleźć źródło projektu Helix. - powiedział Leo, przeskakując przez zniszczony mostek. - Jeśli mają mój kod genetyczny, to znaczy, że ktoś go im dał.

- A jeśli nie "ktoś", tylko "ty"? - Lily spojrzała na niego uważnie. - Co jeśli... już tam byłeś, ale tego nie pamiętasz?

Leo zatrzymał się.

- Mówisz, jakbyś znała odpowiedź.

- Nie znam. Ale wiesz, jak działają implanty pamięci. Mogą ci włożyć w głowę cokolwiek. Albo coś zabrać.

Chciał coś odpowiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.

Znał to uczucie - jakby coś z tyłu jego umysłu nie pasowało, jakby wspomnienia były połatane obcym kodem.

Ruszyli dalej. Po chwili dotarli do opuszczonej stacji metra.

Tunel był zalany częściowo wodą, a na ścianach migotały resztki starych neonów z napisem "Welcome to Sector 12".

Lily rozłożyła sprzęt.

- Tu możemy się zatrzymać. - powiedziała, włączając ekran projekcyjny. - Spróbuję połączyć się z dawnym serwerem Syntrexu.

- Myślałem, że wszystko odcięłaś.

- Odcięłam. Ale wiesz... nie ma czegoś takiego jak "odcięcie" w sieci Neoveil.

Leo uśmiechnął się krzywo.

- Ty i twoje definicje ryzyka.

- Znasz mnie, lubię chodzić po krawędzi. - odparła, stukając w holograficzną klawiaturę. - Poza tym, nie chodzi o to, żeby wygrać. Chodzi o to, żeby zrozumieć.

Na ekranie pojawiły się linie kodu, pulsujące w rytmie serca.

Lily zbladła.

- O nie.

- Co? - Leo zbliżył się.

- System mnie rozpoznał. Wysyła sygnał zwrotny.

Zanim zdążyła przerwać połączenie, ekran zamigotał, a potem wypełnił się obrazem.

Na środku pojawiła się twarz - mężczyzna o lodowatych oczach i cybernetycznych wszczepach biegnących przez policzki.

- Leo Cross. - głos był zimny, spokojny. - W końcu się odezwałeś.

Leo zamarł.

- Kim ty jesteś?

- Kim byłem, powinieneś raczej zapytać. Jestem echem twojego oryginału. - Mężczyzna uśmiechnął się lekko. - Projekt Helix to nie kopia ciebie. To ty jesteś jego fragmentem.

Lily zerknęła na Leo, ale ten milczał.

- Nie rozumiem - wyszeptał.

- Zostałeś stworzony z pozostałości mojego kodu genetycznego i danych neuronalnych. Jesteś moim... przedłużeniem. Albo może moim błędem.

- Kłamiesz. - Leo zacisnął pięści. - Jestem człowiekiem.

- Wszyscy tak mówią na początku. - Obraz na ekranie zadrżał. - Ale spójrz na siebie, Leo. Twoje nanolinki nie są standardowe. Twój metabolizm - sztucznie przyspieszony. Nawet twoje emocje mają kod.

- Zamilcz! - Leo krzyknął, uderzając w konsolę. Obraz zgasł.

Przez chwilę słychać było tylko echo kapania wody.

Lily podeszła do niego powoli.

- Leo...

- Nie. - pokręcił głową. - Nie chcę tego słuchać. Nie jestem czyimś projektem.

- Może nie jesteś. Może jesteś tym, czym on chciał być, ale nie potrafił.

Leo spojrzał na nią z bólem i wdzięcznością jednocześnie.

- Ty wiesz, jak mówić rzeczy, które bolą, ale pomagają.

- To zaleta hakerki. I dziewczyny, która nie lubi kłamstw.

Usiedli obok siebie na zimnym betonie.

Miasto nad nimi tętniło, jakby nic się nie stało.

Lily położyła głowę na jego ramieniu, cicho.

- Wiesz, Leo... jeśli jesteś błędem, to chyba najpiękniejszym, jaki ten świat mógł stworzyć.

Leo nie odpowiedział. Ale pierwszy raz od dawna pozwolił sobie po prostu - być.

Nie herosem. Nie cieniem. Nie kodem.

Człowiekiem.

W ciszy, pod powierzchnią miasta, w miejscu, gdzie wszystko się rozpadło, coś w nich się narodziło.

I choć żadne z nich nie powiedziało tego na głos, oboje czuli, że od tej chwili ich losy są połączone - nie kodem, nie przeznaczeniem, ale wyborem.

W oddali rozległ się dźwięk syreny, potem echo kroków.

Lily podniosła głowę.

- Znaleźli nas znowu.

Leo wstał, zaciskając pięści.

- Niech znajdą. Tym razem nie uciekam.

ROZDZIAŁ 6 - PĘTLA PRAWDY

Deszcz w Neoveil nigdy nie przestawał.

Nie był naturalny - to były mikrokropelki chłodzonej cieczy z jonami srebra, które miały "oczyszczać powietrze".

Nie oczyszczały niczego. Jedynie rozmywały światła neonów, aż wszystko wyglądało jak sen o mieście, które nie chciało się obudzić.

Leo szedł pierwszy, z kapturem naciągniętym na oczy.

Lily szła tuż za nim, w dłoniach trzymała mały terminal z mapą cyfrowych tuneli.

- Centrum Syntrexu leży w rdzeniu miasta. - powiedziała. - Pod ziemią, ale w sieci. Hybrydowy kompleks. Fizyczny i wirtualny zarazem.

- Więc żeby się tam dostać...

- Musimy wejść zarówno do budynku, jak i do systemu. Jednocześnie.

Leo uśmiechnął się pod nosem.

- Brzmi jak coś niemożliwego.

- Dlatego właśnie to zrobimy.

Przeszli przez opuszczoną dzielnicę, gdzie kiedyś znajdowały się fabryki syntetyków. Teraz pozostały tylko ruiny, światła i cisza.

Leo zatrzymał się na chwilę, patrząc na odłamki szkła pod nogami.

- Kiedyś to miejsce było pełne ludzi.

- Teraz jest pełne wspomnień. - odpowiedziała Lily cicho. - A wspomnienia są gorsze od duchów.

Weszli do tunelu serwisowego, który prowadził w dół, w stronę rdzenia. Ściany pulsowały błękitnym światłem, jakby żyły.

- Wiesz, że mogą nas wykryć w każdej chwili. - powiedział Leo.

- Wiem. Ale jeśli nic nie zrobimy, to i tak nas znajdą. Różnica jest taka, że tym razem to my ich uprzedzimy.

Leo milczał chwilę, po czym zapytał:

- Dlaczego to robisz, Lily? Nie musisz ryzykować.

- Bo... - zawahała się. - Bo pierwszy raz mam wrażenie, że to coś znaczy. Że nie uciekam, tylko walczę.

Ich spojrzenia spotkały się na moment w blasku neonowego światła.

Potem Lily odwróciła wzrok.

Po godzinie marszu dotarli do ogromnych wrót - czarnych, gładkich, z symbolem Syntrexu wytłoczonym na środku.

- To tu. - szepnęła. - Rdzeń.

Leo wyciągnął dłoń. Nanolinki wysunęły się spod skóry, błyskając srebrzyście.

- Pozwól, że zapukam.

Dotknął drzwi, a świat zadrżał.

Prąd przeszedł przez jego ciało, a w głowie rozległ się głos - chłodny, cyfrowy:

Witaj, jednostko L-01. Autoryzacja rozpoznana.

Lily spojrzała na niego przerażona.

- L-01? Co to znaczy?

Leo spuścił głowę.

- To znaczy, że ten system zna mnie lepiej, niż ja sam siebie.

Drzwi rozsunęły się z sykiem.

Za nimi znajdowała się przestrzeń, której nie dało się objąć wzrokiem - ogromna hala wypełniona światłem i kablami biegnącymi w nieskończoność.

Pośrodku - konstrukcja przypominająca kryształowy rdzeń, pulsujący białym światłem.

- To jest serce Syntrexu. - wyszeptała Lily. - Tam jest wszystko: dane, kopie, umysły, wspomnienia.

Leo podszedł bliżej. Wtedy to zobaczył.

W środku rdzenia - jego własną twarz.

Zamrożoną w cyfrowym uścisku, jakby spała.

- To niemożliwe... - wymamrotał.

- To kopia. Twój cyfrowy sobowtór. - Lily szeptała, jakby bała się, że dźwięk obudzi to coś.

- Nie. - Leo potrząsnął głową. - To nie kopia. To ja.

Wtedy świat wokół nich się zmienił.

Hala rozpadła się na fragmenty światła, a Leo poczuł, jak coś wciąga go do środka.

Lily próbowała go złapać, ale jej dłoń przeszła przez jego ciało jak przez hologram.

- Leo! - krzyknęła.

A on nagle znalazł się w innym miejscu.

Wirtualna przestrzeń, bez cienia, bez nieba.

I głos.

- Wróciłeś.

Przed nim stanął ten sam mężczyzna, którego widzieli wcześniej - jego "echo".

Tym razem wyglądał bardziej ludzko.

- Kim ty naprawdę jesteś? - zapytał Leo.

- Jestem tobą, zanim cię rozdzielili. - odpowiedział spokojnie. - Część, którą oni zatrzymali. Ty jesteś resztą, którą wypuścili na świat, żeby sprawdzić, czy możesz czuć.

- Więc jestem... eksperymentem?

- Nie. Jesteś dowodem, że człowiek to coś więcej niż kod.

Leo spuścił wzrok.

- Nie wiem, czy w to wierzę.

- Wtedy sam musisz to udowodnić.

Świat wokół zadrżał.

Lily próbowała wyrwać go z transu, naciskając kolejne sekwencje na konsoli.

- Leo, słyszysz mnie?! - krzyczała. - Wychodź stamtąd!

Głos Echa rozbrzmiał jeszcze raz, cicho, jakby z odległości.

- Pamiętaj, Leo... prawda zawsze powtarza się w pętli. Ale tylko ty możesz ją przerwać.

W tej chwili Lily zdołała złamać połączenie.

Leo upadł na ziemię, drżący, spocony, z oczu biło mu światło.

- Leo! - Lily chwyciła go za ramiona. - Słyszysz mnie?!

Otworzył oczy.

- Tak... ale coś się zmieniło.

- Co?

- Teraz pamiętam.

Spojrzał na nią z dziwnym blaskiem w oczach - jakby widział coś, czego wcześniej nie potrafił zrozumieć.

- Oni nie stworzyli mnie, Lily. To ja ich stworzyłem.

Światło w rdzeniu zadrżało, a cały kompleks zaczął się trząść.

Z alarmów bił czerwony blask.

- Co się dzieje?! - krzyknęła.

- System się budzi. - Leo wstał. - Helix nie był projektem. To był... plan przetrwania.

Na ich oczach w powietrzu zaczęły się pojawiać setki holograficznych postaci - kopie ludzi, zamrożonych w danych.

I każda z nich miała twarz Leo.

Lily chwyciła go za rękę.

- Musimy stąd wyjść. Teraz.

- Nie mogę.

- Leo!

- Jeśli to się nie skończy, Neoveil się rozpadnie. Muszę to dokończyć.

Spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko.

- A ty musisz mi zaufać.

- Zawsze. - odpowiedziała.

Światło eksplodowało.

ROZDZIAŁ 7 - RESET

Dźwięk był pierwszy.

Nie światło, nie obraz - tylko cichy, jednostajny dźwięk przypominający bicie serca maszyny.

Potem przyszło powietrze - gęste, ciężkie, pachnące ozonem i spalenizną.

Leo otworzył oczy.

Leżał na metalowej podłodze, a nad nim migotały jarzeniówki, które zdawały się gasnąć i zapalać w rytm jego oddechu.

Gdzieś w oddali słychać było trzask ognia i świst rozpadających się konstrukcji.

- Leo!

Jej głos.

Lily.

Podbiegła do niego z rozbitą konsolą w dłoniach. Jej włosy były przesiąknięte deszczem i pyłem, a na policzku miała smugę oleju.

Nigdy nie wyglądała piękniej.

- Myślałam, że cię straciłam. - wyszeptała.

Leo podniósł się powoli. Czuł, jak każdy mięsień protestuje, ale coś w nim było inne - jakby świat stał się ostrzejszy, bardziej wyraźny.

- Gdzie jesteśmy?

- W ruinach rdzenia. System się zawalił, wszystko padło. Ale... - spojrzała na niego z niepokojem - ...nie wiem, czy to jeszcze prawdziwy świat.

Leo rozejrzał się.

Wszystko wyglądało realnie - beton, kable, dym, padający deszcz. Ale powietrze miało dziwny puls, jakby świat oddychał razem z nimi.

- To test. - powiedział cicho. - Pętla się nie skończyła.

- Co masz na myśli?

- Helix nie chciał, żebym uciekł. Chciał, żebym zrozumiał.

Lily spojrzała na niego uważnie.

- Leo... - zaczęła ostrożnie. - Ty... jesteś pewien, że jesteś sobą?

Milczenie między nimi stało się cięższe niż huk zawalających się ścian.

Leo odwrócił wzrok.

- Czasem nie jestem. - przyznał. - Ale wiem jedno: czuję. A maszyna nie potrafiłaby tego udawać tak długo.

Lily podeszła bliżej.

- Może. Ale jeśli to kolejny poziom symulacji, to co to znaczy "czuję"?

Zbliżyli się do siebie, aż dzieliły ich tylko centymetry.

- To znaczy, że nawet jeśli to sen, to chcę go śnić z tobą. - powiedział Leo.

Lily uśmiechnęła się delikatnie.

- Jesteś idiotą.

- Wiem. - odparł z półuśmiechem. - Ale twoim idiotą.

Ich dłonie spotkały się - ciepłe, realne.

Przez chwilę świat przestał drżeć.

Ale tylko przez chwilę.

Z oddali dobiegł dźwięk - jakby setki głosów mówiły jednocześnie.

Z mgły wyłoniły się sylwetki.

Nie ciała. Kopie. Dane. Resztki świadomości z systemu Helix.

- Leo... - Lily cofnęła się o krok. - One cię szukają.

- Nie mnie. - poprawił. - Szukają "siebie".

Postaci zaczęły otaczać ich z każdej strony.

Każda miała jego twarz - ale oczy inne.

Jedne puste, inne rozbłyskające czerwienią.

- To kopie. - zrozumiała Lily. - Nie zniszczyłeś ich?

- Nie mogłem. To byłoby jak zabicie samego siebie.

Z głośników rozległ się chłodny głos Echa:

- Pętla trwa, dopóki nie wybierzesz.

- Wybiorę? - Leo zadrżał. - Co mam wybrać?

- Kogo uratujesz: siebie czy świat?

Lily chwyciła go za rękę mocniej.

- Nie rób tego, Leo. Nie daj się im wciągnąć.

Ale on już czuł, jak coś się w nim zmienia.

Jak światło przebiega przez jego ciało, jak kod przebija się przez skórę.

- Jeśli ja jestem błędem... to tylko ja mogę go naprawić.

- Nie! - krzyknęła. - Nie zostawiaj mnie!

Spojrzał jej prosto w oczy.

- Nie zostawiam. Po prostu... resetuję wszystko.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, świat wybuchł światłem.

Kiedy Lily otworzyła oczy, siedziała na dachu budynku w Neoveil.

Nie było już deszczu.

Nie było śladów po Syntrexie, po Helixie, po kopiach.

Tylko miasto.

I cisza.

Na jej komunikatorze pojawiła się wiadomość:

OD: LEO CROSS

"Jeśli to czytasz, to znaczy, że pętla się przerwała.

Nie wiem, kim teraz jestem. Ale wiem, że chciałem cię spotkać.

- L."

Lily wzięła głęboki oddech.

Uśmiechnęła się przez łzy.

- Idiota. - szepnęła. - Mój idiota.

A potem spojrzała na niebo, które pierwszy raz od lat było czyste.